Strona:Hamlet (William Shakespeare).djvu/039

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Tę okoliczność dotąd zataili,
Trzymajcież ją i nadal pod zamknięciem,

290 

 I cobądź zdarzy się tej nocy, bierzcie
Wszystko na rozum, ale nie na język:
Zawdzięczę wam tę dobroć. Bądźcie zdrowi.
Pomiędzy jedenastą a dwunastą
Zejdziem się na tarasie.

Wszyscy trzej.Słudzy Waszej
Książęcej Mości.

295 

Hamlet.Bądźcie przyjaciołmi,
Tak jak ja jestem waszym. Do widzenia.

(Horacy, Marcellus, Bernardo wychodzą)

Duch mego ojca! uzbrojony! Coś tu
Złego się święci, coś tu krzywo idzie.
Oby już była noc! Tymczasem jednak

300 

 Milcz, serce moje. Zbrodnie i z pod ziemi
Wychodzą, aby stać się widomemi.

(Wychodzi).



SCENA III.
Pokój w domu Poloniusza.
LAERTES i OFELIA.


Laertes. Już rzeczy moje zniesione na pokład;
Bądź zdrowa, siostro; a gdy wiatr przyjaźnie
Zadmie od brzegu i który z okrętów
Zdejmie kotwicę, nie zasypiaj wtedy,
Lecz donoś mi o sobie.

Ofelia.Wątpisz o tem?
Laertes. Co się zaś tyczy Hamleta i pustych
Jego zalotów, uważaj je jako
Mamiący pozór, wynikłość krwi wrzącej;
Jako fijołek młodocianej wiosny,

10 

Wczesny, lecz wątły, luby, lecz nie trwały;
Woń, kilka tylko chwil upajającą;
Nic więcej.

Ofelia.Więcej nic?

Laertes.Nie myśl inaczej.
Natura ludzka, kiedy się rozwija,
Nietylko rośnie co do form zewnętrznych;

15 

Jako w wznoszącej się świątyni, służba