Strona:Hamlet (William Shakespeare).djvu/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


220 

Hamlet. Muszę do Anglii jechać; czy wiesz, Pani?

Królowa. Niestety! zapomniałam; tak, podobno.

Hamlet. Już są gotowe listy, i dwóch moich
Koleżków, — którym ufam tak jak żmijom, —
Ma je wziąć. Misya ich polega na tem,

255 

 Żeby mi wskazać, gdzie raki zimują.
Życzę im szczęścia; idzie tu albowiem
O to, ażeby inżyniera własną
Jego petardą wysadzić w powietrze:
A to sęk będzie właśnie, bo ja głębiej

230 

 O parę sążni podkopię ich minę
I puszczę ich aż pod księżyc.
Bodaj to, kiedy się przy jednem dziele
Z dwóch stron przeciwnych zejdą dwa fortele. —
Dobranoc, matko. — Trzeba mi stąd sprzątnąć

235 

 Tę bryłę mięsa. Coś teraz pan radca
Cichy, poważny, on, co był przed chwilą —
Uosobioną, głośną krotochwilą.
Pójdź Waszmość, musim skończyć z sobą sprawę. —
Dobranoc, matko.

(Wychodzi, wlokąc ciało Poloniusza).




AKT CZWARTY.




SCENA I.
Ten sam pokój, co w końcu aktu poprzedniego.
KRÓLOWA, ROZENKRANC i GILDENSTERN, po chwili wchodzi KRÓL.


Król. Tych głuchych jęków, tych przeciągłych westchnień
Musi być powód; winniśmy go dociec.
Gdzie syn twój, Pani?
Królowa. (do Rozenkranca i Gildensterna). Odstąpcie na chwilę.

(Tamci odchodzą).

Królowa. Ach, Panie, cóżem widziała tej nocy!

Król. Cóźeś widziała, Gertrudo? Mów, co się
Dzieje z Hamletem?

Królowa.Szaleje, jak morze