Strona:Hamlet (William Shakespeare).djvu/111

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Król. Idź waćpan za nią, niech jej pilnie strzegą.

(Horacy wychodzi.)

Jest to trucizna głębokiej boleści,
Której śmierć ojca źródłem. O, Gertrudo!
Gertrudo! ziszcza się na nas ta prawda,

80 

Że kiedy kogo nawiedzają smutki,
To nigdy luzem a zawżdy gromadnie.
Naprzód zabójstwo jej ojca, następnie
Wyjazd twojego syna, nieszczęsnego
Sprawcy własnego swojego wygnania;

85 

Głuche szemranie ludu, uprzedzone
I złem brzemienne żywiącego myśli.
Z powodu śmierci cnego Poloniusza,
Którego skore pochowanie było
Niedorzecznością z naszej strony; teraz

90 

To biedne dziewczę, wyzute z szlachetnej
Władzy rozumu, bez której jesteśmy
Lalkami tylko albo zwierzętami;
Nareszcie, i to jedno tyle waży
Co tamto wszystko, brat jej potajemnie

95 

Powraca z Francyi, karmi się zdumieniem,
Kryje się w chmurach i nadstawia ucha
Donosicielom, którzy jadowite
O śmierci ojca wdmuchują mu wieści:
Wieści z uszczerbkiem naszym, przeciw którym

100 

 Zastanowienie, ubogie w dowody,
Nic nie podoła. O Gertrudo, zbieg ten
Wypadków, nakształt kilkuramiennego
Narzędzia śmierci, z wielu stron od razu
Zabójczą ranę mi zadaje.

(Zgiełk zewnątrz).

Królowa.Przebóg!
Cóż to za hałas?

(Wchodzi jeden z dworzan).
105 

Król. Hola! Szwajcarowie!
Gdzie oni? Niechaj drzwi pilnie obsadzą.
Skąd zgiełk?
Dworzanin. Chroń się, Miłościwy Królu.
Ocean, z łoża swojego wybiegły,
Nie chłonie z większą gwałtownością nizin,

110 

 Jako Laertes na czele powstańców