Strona:Hamlet (William Shakespeare).djvu/115

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Napróżno łzy ronim.
Boże, daj mu pokój wieczny!
I wszystkim dobrym chrześcijanom! Będę się za was
modliła. Bóg z wami!

(Wychodzi).
215 

Laertes. Boże! ty patrzysz na to?
Król.Laertesie,
Muszę podzielić z tobą to cierpienie,
Chyba mi prawa do tego zaprzeczysz.
Ustąp tymczasem. Wybierz, kogo zechcesz,
Zpośród przyjaciół swych najzaufańszych,

220 

 Niech ten rozsądzi nas. Jeśli mię uzna
Winnym w tej sprawie, bądź wprost, bądź pośrednio,
Natychmiast oddam ci na satysfakcję
Tron, państwo, życie, wszystko, co posiadam;
W przeciwnym razie ty twoją zranioną

225 

 Duszę cierpliwie porucz naszej pieczy,
A wtedy razem pomyślimy nad tem,
Jakby ją spełna zaspokoić.
Laertes.Zgoda.
Ta jego nagła śmierć, ten cichy pogrzeb,
Bez żadnych oznak, bez żadnych obrzędów,
Należnych jego stopniowi i cnocie,

230 

 Wszystko to woła na mnie wniebogłosy
O ścisłe śledztwo.

Król.Sprostasz temu snadnie;
Gdzie zaś jest wina, tam niech kara spadnie.

(Wychodzi).



SCENA VI.
Inny pokój w zamku.
HORACY i jego sługa.


Horacy. Co to za ludzie, co chcą mówić ze mną?
Sługa. Są to majtkowie, Panie: mają niby
Listy do pana.
Horacy.Wpuść ich.

(Sługa wychodzi).

Nie wiem, ktoby
Z pomiędzy całej rzeszy tego świata