Strona:Hamlet (William Shakespeare).djvu/075

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Król. Oddal się także, kochana Gertrudo.

30 

Ułożyliśmy rzecz tak, aby Hamlet
Niby przypadkiem, zszedł się tu z Ofelią.
Ja i jej ojciec (będzie to szpiegostwo
Godziwe) tak się tu ulokujemy,
Abyśmy widząc, niewidziani sami,

35 

O tem spotkaniu zblizka mogli sądzić,
I z zachowania się jego wnioskować,
Czy to miłości wpływ, czy nie miłości
Tak go udręcza.
Królowa. Jestem ci posłuszną,
Mój mężu. Dałby Bóg, luba Ofelio,

40 

Aby potęga twoich wdzięków była
Błogim powodem tej zmiany Hamleta:
Wtedy szlachetność twoja, mam nadzieję,
Na dawnąby go sprowadziła drogę,
Ku zaszczytowi was obojga.
Ofelia.Pragnę,

45 

Aby tak było, Miłościwa Pani.

(Królowa wychodzi).

Poloniusz. Ofelio, chodź tu sobie. Najjaśniejszy,
My się umieścim tam. (Do Ofelii) Czytaj tę książkę,
Aby ten pozór zajęcia ubarwił
Twoją samotność. Tak to my grzesznicy,

50 

Rzekomo świętą miną, uczynkami
Budującymi pocukrzamy nieraz
Samego dyabła.
Król (na stronie). Prawda! Jakże srodze
Bicz tych wyrazów chłoszcze mi sumienie!
Twarz nierządnicy, różem upiększona,

55 

Nie jest tak szpetną obok tej powłoki,
Jak czyn mój obok pokostu słów moich.
O, ciężkież moje brzemię!

Poloniusz.Już nadchodzi.
Śpieszmy na miejsce, Miłościwy Panie.

(Król i Poloniusz wychodzą).
(Hamlet wchodzi).

Hamlet. Być albo nie być, otóż-to pytanie,

60 

Jestli w istocie szlachetniejszą rzeczą
Znosić pociski zawistnego losu,