Strona:Hamlet (William Shakespeare).djvu/054

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ten ktoś, bądź pewien, przywtórzy ci zaraz,

55 

W ten sposób: Mości dobrodzieju, albo:
Mój miły Panie, albo: widzisz Waćpan, —
Stosownie do zwyczaju miejscowego
Lub w miarę swojej attencyi.

Rajnold.Rozumiem.

Poloniusz. Skoro zaś to ci powie, rzeknie potem:

60 

Cóżem to dalej miał mówić? do licha,
Miałem powiedzieć coś; na czemżem stanął?

Rajnold. Na tem podobno, że ktoś mi przywtórzy.

Poloniusz. Że ci przywtórzy; aha! tak więc tedy
Ten ktoś przywtórzy ci pewnie w ten sposób:

65 

Znam tego pana, widziałem go wczoraj,
Albo: owego dnia, wtedy a wtedy,
Z tym a z tym i wistocie grał wysoko;
Albo: pokłócił się; albo: miał w czubku,
Albo: widziałem, jak wchodził do domu

70 

Podejrzanego, i tak dalej. Takto
Na wędę fałszu złowisz karpia prawdy.
Takto rozumni, zręczni ludzie, boczkiem,
Kołując zdala, zachodząc, umieją
Trafić do celu: i tak samo Waszmość,

75 

Według wskazówki i instrukcyi, jaką
Ci udzieliłem, poweźmiesz języka
O moim synu. Wiesz już, o co idzie?

Rajnold. Wiem, Panie.
Poloniusz.Jedź więc, niech cię Bóg prowadzi!
Rajnold. Jednakże...
Poloniusz.Zresztą sam śledź jego kroki.
Rajnold. Dopełnię tego.

80 

Poloniusz.A niech mi się ćwiczy
W muzyce.

Rajnold. Dobrze, Panie.

(Wychodzi).
(Wchodzi Ofelia)

Poloniusz.Bądź zdrów Waszmość.
Co ci to jest, Ofelio? Co się stało?
Ofelia. Ach, Panie, tak-em strasznie się przelękła.
Poloniusz. Czego? dla Boga!
Ofelia.Siedziałam przy krosnach