Uczta Herodyady/Akt III

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Kasprowicz
Tytuł Uczta Herodyady
Pochodzenie Dzieła poetyckie Tom 6
Data wydania 1912
Wydawnictwo Towarzystwo Wydawnicze E. Wende i Sp. (T. Hiż i A. Turkuł)
Druk W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Cały tom 6
Pobierz jako: Pobierz Cały tom 6 jako ePub Pobierz Cały tom 6 jako PDF Pobierz Cały tom 6 jako MOBI
Indeks stron
AKT TRZECI.

Sala jadalna w pałacu Heroda Antypatra. Urządzenie rzymskie. Wielki taras, wychodzący na ogród, w którym odbywa się

SCENA PIERWSZA.

DRYADY (SZELEST DRZEW). SZEPT POWIEWU.

SZELEST DRZEW.

Powiew zawiewa cichy — — —
Hej powiewie,
skądże przychodzisz k’nam?


SZEPT POWIEWU.

Zdala od zorzy zachodniej,
od słońca złocistych bram — — —


SZELEST DRZEW.

Dzięki ci, dzięki, powiewie,
za ten rzeźwiący chłód!
Rozkosz budzący w drzewie,
skąd go przynosisz, skąd?


SZEPT POWIEWU.

Od morza go niosę, od morza,
w którem zagasła zorza,

od tych grobowych wrót,
poza któremi zagasło
słońce...


SZELEST DRZEW.

Nie mów nam, wiewie, o grobie,
o życiu nam mów!
Albo o słodkim śnie —
trzeba nam słodkich snów...


SZEPT POWIEWU.

Do snu-m ukołysał
znużoną głowę Pielgrzyma
nad brzegiem wielkiego jeziora — — —
Ostatnie wyszeptał modlitwy
i usnął z Swymi rybitwy
i śpi...
Zawierzył wiernemu słudze:
jutro Go rano obudzę —
droga jest przed Nim daleka —
jutro, gdy dojmie Mu spieka,
sługa ku Niemu zawionie,
białe ochłodzi Mu skronie,
jasny rozwieje Mu włos.


JEDNO Z DRZEW.

Listek mi słońce spaliło — —
strąć go, powiewie, strąć — —
zabierz ten listek czerwony — —


SZEPT POWIEWU.

Słabo się trzyma twój liść — —


Opada listek z drzewa.

Czas iść!...


INNE Z DRZEW.

Do mej się przytul korony — — —


SZEPT POWIEWU.

W dalekie spieszno mi strony — —


INNE Z DRZEW.

Do mego przytul się pnia — —
Patrz, jakam wiotka —


SZEPT POWIEWU tuląc się do drzewa.

O moja pinio słodka!


INNE Z DRZEW.

Na mojej spocznij gałęzi — —
miękką pod głowę masz kiść — —


SZEPT POWIEWU.

Czas iść!...


INNE Z DRZEW.

Nie kocham skwarnego dnia,
lecz ciebie kocham, powiewie,
rozkosz budzący w drzewie —
ciebie i promień miesiąca...


SZEPT POWIEWU.

Spieszę, spieszę, spieszę — —!


SZELEST DRZEW.

Spieszy i trawy roztrąca
lekkością swoich stóp — —


SZEPT POWIEWU.

Nad cichy spieszę grób — —
Na wzgórze śmierci spieszę — —


JEDNO Z DRZEW.

Tam rzesze,
tam tłum,
tam świat o ciszy nie wie — —


SZELEST DRZEW.

— Czy cię nasz szept nie uwięzi?
— Uciekasz, cichy powiewie?
— Rozkosz budzący w drzewie,
zabierasz z sobą nasz szum —
nasz szum —
nasz szum — — —

Chwila ciszy.


SCENA DRUGA.

DUSZA WYGNANA Z RAJU.

DUSZA WYGNANA Z RAJU.

O Raju!
O szczęścia dalekie wspomnienie!
O życie przepadłych dni —
Życie miłości i chwały!
Tęsknota moja śni,
tęsknota moja rwie się do ruczaju,
nad którym Anioł przechadzał się biały
i skrzydły zgarniał srebrnemi
oddechy rozkwitłej ziemi
i szelest zielonych drzew
i drżenie
rozfalowanych fal
i światła słoneczny śpiew —
święte hejnały,
wypełniające dal,

i składał je u wrót
mojej niewinnej rozkoszy...

*

O Raju!
Czemu przebrzmiały
na zawsze chwile radosne,
kiedy wsłuchana
w przenieustanną wiosnę,
w cichy, szeptliwy zew,
płynący ku mnie od morza,
klękałam, dziewka boża,
i dzięki wznosiłam do Pana...
A wilk, baranek i lew
i wszelki stworzenia płód
do mych się łasił stóp
i z tchnieniem mych tchnień
słodki rozhowor wiódł
o snach, które płoszy
ten skwarny, ten grzeszny dzień,
ta krew i grób...

*

Czemuś dopuścił, o Panie,
iżby przypełzał gad
i drzewa mojego pień
zdradnymi owinął kręgami?
Spożyłam owoc wzbroniony —
ból padł na moje kochanie
i żal — —
w mrok mi się zasnuł świat...
W obce nas wygnał strony
Twój Anioł rozogniony —
za nami poszedł Twój gniew!
I już tysiące lat
wzrasta ten gorzki siew,
który z Twej ręki padł!

Lat już tysiące w mojem wnętrzu trwa
świadomość Dobra i Zła —
Wiem:
Dobro jest rajskim snem,
a Zło jest jawą
ślepą i krwawą,
do której człek się przyłożył,
która go karmi swym tchem...
............
Czemuś mnie stworzył?!!...

Znika.
Wchodzą do triclinium:


SCENA TRZECIA.

SALOME. AHOLA i AHOLIBA.

SALOME rozgląda się po triclinium.

A co?!... Wiedziałam! Rzymskim obyczajem
gościć będziemy Rzymian, co nad krajem
judzkim z toporem stoją, lecz są dbali
o wszelki pozór, by ciężar ich stali
nie wydał nam się zbyt gorzkim... »Hołoto!«
radziby krzyknąć nam za nasze złoto
i za nasz pokłon, lecz, dworni i składni,
krzyczą-li w wnętrzu: »Na kolana padnij!«
Głośno zaś prawią: »Nie będzie za wiele
tysiąc dziękczynień wam, obywatele,
za waszą wierność dla cezara!...« Gościom
płaci za dworność ojczym mój dwornością.
Nie chce, ażeby tam, w stolicy świata,
gdzie senatorska toga kurz zamiata
z gładkich marmurów, wieść oblazła ziemię
gadem syczącym, iż w Jeruzalemie
siedzą-li sami barbarzyńcy — — —


AHOLIBA rozglądając się po sali.

Róże,
przecudne róże rozsiał na purpurze,
okrywającej kamienne łożnice!...


AHOLA.

Opowiadają, że białe dziewice,
w wieńcach różanych, a bez szat, z rozkoszą
w górę kielichy, pełne wina, wznoszą
na ucztach Rzymian...


SALOME.

I ty, widzę, chętnie
jęłabyś szaleć w rozszalałem tętnie
uciech, wśród których niejedna Rzymianka
ujrzała przyczyn dosyć, by — kochanka
albo i męża mściwym przebić nożem...


AHOLIBA.

Prawo żydowskie, co prawem jest bożem —
tak nas uczono od chwili porannej
naszego życia — — —


SALOME.

Lecz wam, moje panny,
do śmiechu z prawem żydowskiem — — —


AHOLA.

Do śmiechu
lub nie, to jedno, gdy, pamiętni grzechu,
nasi ojcowie raczejby nam mary
przygotowali — — —


SALOME.

Dziś obyczaj stary
lekce jest ważon i u ojców — —


AHOLIBA.

Już-ci — —
Wszak król dziś ciebie do uczty przypuści,
a jest wiadomo, że nie rad obraża
Zakon w obliczu kapłanów — — —


SALOME.

Zapewne
wprzód się ich pytał, czy może królewnę
pokazać posłom... I ci od ołtarza
kiwnęli głową... Lecz ja na ich grzędę
sfrunąć nie sfrunę!... tańczyć im nie będę!
Nie chcę, ażeby, zgrzeszywszy przezemnie,
biedne ich dusze zestąpiły w ciemnie
żydowskich piekieł... I tak już bez liku
ściągną na siebie przewin... O świeczniku —
widzę, że również zapomnieć raczono — —
Słuchaj, Aholo! Nie pęka ci łono,
że arcykapłan Kaifasz, mocny w wierze,
jak tur w igrzyskach, będzie dziś wieczerzę
jadł uroczystą, nie patrząc na pręty
z gałką i kwiatem?... Stół nie bylejaki — —
Zjawią się pono i trefne ślimaki,
rzymski rarytas... Lecz ojciec wasz święty,
więc mu to Jahwe przebaczy...


AHOLIBA przyglądając się kagankom.

Ampule,
złote, rzeźbione!...


AHOLA.

Tak przyjmują króle!...
Cuda i dziwy! Człek, rozkoszą syty,
piłby stąd nową rozkosz!...


AHOLIBA.

Szklą się płyty
alabastrowej posadzki, jak tonie

cichego stawu, gdy zorza zapłonie
nad ich lazurem...


SALOME.

Prawda! radość dziecka
miałaby tutaj fenicka lub grecka,
wiotka tancerka —

Czyni kilka taktów tańca.

Nogi same chodzą,
a cóż dopiero pod dźwięczącą wodzą
lutni, czy harfy...


AHOLIBA.

Wspaniale! wspaniale!
Niema tancerki, coby w takiej chwale
zabłysnąć mogła, jak ty!... Oczy gasną
z dziwu, patrzący na twą postać jasną,
oblaną światłem tych drogich kagańców —
Widać, że jesteś stworzona do tańców
i do muzyckiej uciechy — — —


SALOME.

A przecie
niema klejnotu takiego na świecie,
którymby dzisiaj kupiono mą wolę,
abym tańczyła w biesiadników kole,
pośród obłudy, siedzącej z surowem
zmarszczeniem czoła!...

Oczami wpija się w Aholibę.

Jeden jednem słowem
mógłby mi kazać... Nie chciałam się pytać,
sądząc, że raczysz z oczu mi wyczytać,
jak tego czekam — — —


AHOLIBA.

Zbrakło mi odwagi! — —


SALOME.

Ażeby w ręce moje włożyć nagi
miecz? — co? — odpowiedz!...


AHOLIBA.

Tak!


SALOME.

Tak?...


AHOLIBA.

Pani biedna!


SALOME.

Przestań żałować!... Mów!... Nie sama-m jedna
zrodzona w bolach!... Mów-że!...


AHOLIBA.

Przekupiony
strażnik, gdy wieść mu zaniósł, że obrony
poszukać może w tobie, że nie trudnie
będzie dla ciebie głaźną jego studnię
zamienić — w pałac, rzekł, iż go weseli
jedynie prawda i tę znalazł w — celi,
»a zaś Salome«, mówił, »niech przestanie
grzeszyć!«


SALOME z dzikim uśmiechem.

Ha! ha! ha!... Powtórzył kazanie —!

Spokojnie.

Chodźmy!... Na świecie coraz większe mrocznie.
Późno... za chwilę uczta się rozpocznie — —
Kroki już słychać i gwary...

Znikają ku lewej, z prawej wchodzą:


SCENA CZWARTA.

ANTYPATER. POSŁOWIE RZYMSCY. PONCKI PIŁAT. MĘŻOWIE RADY I ARCYKAPŁANI: KAIFASZ, ANNASZ, MERAJOT, ELJAKIM, SALATYJEL, JANAI SYN GADA, ABIJA I INNI. GRAJKOWIE. ŚPIEWACY. SŁUŻBA.

ANTYPATER.

Szczęśliwy
duch mój, że liche galilejskie niwy,
których ja z łaski cezara oraczem
jestem służebnym, nawiedził w prostaczem
tem naszem życiu rzadki, niecodzienny,
niezwykły promień... Oby w radość plenny
był nam ten wieczór!... Obyście zanieśli
do Rzymu jedno, żeśmy was, przejęci
wielkością chwili, szczerze, według chęci
jako najgodniej witali... A jeśli
moje zamiary, które w sercu noszę,
aby was uczcić, nie są według woli
waszej, pomnijcie, że wielce mnie boli
zabiegów moich nieudolność... Proszę,
zasiądźcie miejsca... Dla posłów cesarza
pierwsze: niech miłość twa się nie obraża,
Poncki Piłacie, drogi przyjacielu,
że dzisiaj gościom ustąpisz... Nie wielu
znajdziesz im równych — przed się, kiedy stoję
przy nich, tak myślę, że w te uszy moje
spływa cezara żywy głos, zlecenie
dający możne dla mnie, swego sługi.
Zda mi się również, że w drodze, acz długiej,
nie przygasł na nich, nie zestąpił w cienie
święty blask źrenic, któremi w ich oczy
spojrzał, żegnając... Proszę...

Piłat Poncki daje znak przytakujący.

POSEŁ RZYMSKI PIERWSZY do Heroda Antypatra.

Zbyt ochoczy
twej uprzejmości popęd zapomina,
rzymski tetrarcho, że i ta godzina
dzisiejszej uczty każe nam przykładem
świecić, iż nawet cesarski dyadem,
lśniący klejnotem drogocennej wiary,
kornie się chyli przed złotem tyary
arcykapłańskiej: niech siędą-ć przy boku
Kaifasz i Annasz...


KAIFASZ.

Widzę w twojem oku
szczerość — snać wiernem jesteś echem duszy
władcy, co w niwecz świeckie moce kruszy,
ale co nie rad swem ramieniem sięga
tam, gdzie się boża rozsiadła potęga:
jemu-li winien lud mój, że swe głowy
uniżać może przed licem Jehowy,
błogosławieństwa żebrać z jego ręki...
Więc, by wam za to okazać swe dzięki,
ustępujemy — wszakże wy jesteście
znakiem cesarskiej łaski...


PIERWSZY POSEŁ.

W Świętem Mieście,
w stolicy świata, między inne bogi
pali się spiżem sercom rzymskim drogi
posąg Jehowy — caesara augusta
taka jest wola...


KAIFASZ.

Cześć mu nasze usta
wypowiadają niezmienną.

Po tym ceremoniale zajmują miejsca przy stołach.
Służba roznosi potrawy i napoje.

JEDEN Z POSŁÓW, usiadłszy przy stole, do Antypatra.

O panie,
widać, że miałeś o gości staranie —
są na twym stole przysmaki... Zaiste!
Łatwo zapomnąć trudy oczywiste
dalekiej jazdy. Wzdyć mi się wydaje,
że nie przybyłem w te zamorskie kraje,
ale że jestem w Rzymie...


PONCKI PIŁAT.

Dłoń Heroda,
mojego druha, zanim strawę poda,
wprzódy wymaca podniebienie gości...


ANTYPATER do Ponckiego Piłata.

Żarty się twojej trzymają miłości —
Przywykłem do nich...


JEDEN Z POSŁÓW.

O, dużo zachodu
miałeś, tetrarcho, nim do swego grodu
zwiozłeś ten specyał... Wielce-ć się to chwali...


ANTYPATER.

Z morza-m sprowadził, co pięknej Italii
oblewa brzegi...


POSEŁ RZYMSKI do Kaifasza.

Przewielebność wasza
tego nie raczy?... Zali ją przestrasza
brzydka skorupa?... Treść za to wyborna...


KAIFASZ.

Prawo zabrania...


ANNASZ.

— A dusza przekorna
nie znajdzie łaski przed obliczem Stwórcy.


POSEŁ.

A!... tak?!... Przepraszam... Więc my prawoburcy?
Jak na me wątpia, kompliment zbyt słony.


KAIFASZ.

Nie!... Tylko inne są judzkie zakony,
A inne rzymskie...


POSEŁ.

A mnie się przez chwilę
jakby zdawało, że w swej władnej sile
Rzym się zapomniał i swych praw ciężarem
zgniótł wszystkie inne... Widać w wnętrzu starem
coś mi się psuje... Tak! tak!... Nie inaczej —
coś mi się psuje —


ANTYPATER wstając i podnosząc puhar.

Panowie! wybaczy
zastęp szlachetnych gości, że w tę porę
głos uroczysty przed wami zabiorę —
Lecz, mając winem napełnioną czaszę,
piję w cześć tego, który prawa nasze
umie szanować; który jednym ruchem
swojego palca mogąc, jak obuchem,
strzaskać praw judzkich granitowe płyty
i na ich miejscu postawić wyryty
rylcem swej woli zakon własny, umie
być powściągliwym w swej cesarskiej dumie
i swym poddanym, służącym mu wiernie,
przodków zostawia wolność. — Jak w falernie
płoną te krople ogniste, tak płonie
cesarz Tyberyusz w niezłomnej obronie
naszych świętości... Czyje-ż serce, czyje

nie drży radością, gdy krzyknę: Niech żyje
caesar augustus!...


WSZYSCY.

Niech żyje!


ANTYPATER.

Niech lata
panuje wieczne nad krańcami świata!


CHÓR.

Niech nam panuje!

Siadają.

POSEŁ RZYMSKI do Kaifasza.

Wino bardzo przednie!

Do Antypatra.

Czuję, tetrarcho, że już całkiem zrzednie
łaskawa wiara twa w umiarkowanie
mojego słowa, lecz wyznam ci, panie,
że napój stawiasz, jaki ledwie w Rzymie,
w domu konsulów, napotkać... Gdy wrócę,
bardzo tem Marka Emilja zasmucę,
bo mu się zdaje, że on tylko trzymie
prym w cennych trunków doborze — powiada,
że oprócz niego i chyba sąsiada,
Kaja Aulusa, wszyscy są w tym względzie — —


ANTYPATER.

Barbarzyńcami...


PONCKI PIŁAT śmiejąc się.

Ha! ha!


POSEŁ RZYMSKI.

Niech tak będzie,
chociaż... o wierzaj! stolicy ogłoszę,

jakie z twych amfor leją się rozkosze!...
Śmieszną jest pycha naszych Rzymian: sądzą,
że tylko oni piwnicznym wrzeciądzom
śnieg powierzają, ażeby nim chłodzić
płomienne wina...


ANTYPATER.

Dziękuję!... Wygodzić
chciałem swym gościom!...


POSEŁ DRUGI do Kaifasza, widząc, że ten nie pije.

Przewielebność wasza
czyż nie używa?... Przekosztowna czasza
prawie nietknięta?... Czyżby i w tem może
zakon — —?


KAIFASZ.

Nie! Wina zakazuje boże
prawo kapłanom li wówczas, gdy spieszą
w namiot Jehowy; a że ich pieleszą
jest kościół pański, przeto siła trunku
mogłaby łatwo odrzeć ich z rynsztunku
wytrzymałości...


POSEŁ żartobliwie.

Znaczy: słabe głowy —
Naszych flaminów zwyczaj mniej surowy,
to też u kupców w wielkich łaskach; radzi
znoszą im hojne dary: »nie zawadzi,
mówią, być szczodrym — dwakroć skąpiec traci — —
odbijem wszystko na winie...« Bogaci
są też handlarze falerna, aż miło — — —


ANNASZ.

I u nas dawniej... Lecz dziś się zmieniło — —
Tak! tak! w tej małej i ubogiej ziemi

ludzie przychodzą z dłońmi mniej szczodremi...
Gdyby nie pan nasz Antypater —


POSEŁ.

Godny
sługa cezara — —


ANNASZ.

— — gdyby nie cezara
godny ten sługa, wnet świątynia stara
miałaby tylko to, co, w hojność płodny,
duch naszych ojców złożył jej w ofierze...
A przytem — powiem otwarcie i szczerze —
pełno jest w judzkim kraju buntowniczej,
ciemnej gawiedzi, która głośno krzyczy,
że nowe trzeba fundować zakony,
że nasz się przeżył... A znikąd obrony — — —


POSEŁ.

I myśmy o tem niejedno słyszeli — —
Ale się znajdzie bat na wichrzycieli —
Rzym nie przepuszcza — — —


ANTYPATER wstaje z puharem w ręku.

Panowie! raz jeszcze
wstaję i rzekę: Nadzieją się pieszczę,
iż z ziemi naszej cesarscy wysłańce
uniosą wiarę, jako i te krańce
rzymskiego władztwa pełnią obowiązki
według sił swoich, nie schodząc na grzązki
grunt oporności — — — Piję to na zdrowie
posłów cezara!...


CHÓR.

Niech żyją posłowie!


ANTYPATER.

I Poncki Piłat, namiestnik, prawdziwie
druh mi oddany, niech żywię!...


CHÓR.

Niech żywie!


POSEŁ PIERWSZY.

Dzięki w imieniu mego władcy, dzięki!
Mam-li zapewniać, iż żadnej poręki
dziś nam nie trzeba, jeżeli jest mowa
o tej wierności, której kraj dochowa
mojemu panu, co i waszym równie
panem i władcą?... Jesteśmy tu głównie
po to, ażeby złożyć dziękczynienie
Izraelowi: z rozkoszą nadmienię,
iż ufność jego, cicha i spokojna,
w dobroć cezara, któremu nie wojna
z swymi ludami na myśli, lecz zgoda,
plenna w dobytek wzbudzi niekłamany
podziw w stolicy... Do rany, do rany
lud ten przyłożyć! I precz z tym, co poda
inny sąd o nim, niż my... A w dzisiejszych
jeśli obradach chcieliśmy pewniejszych
jeszcze rękojmi, to po to jedynie,
by być pewnymi — na przyszłość... Niech zginie
pomiędzy nami słowo, co dziś padło
w zbytnim ferworze... My wiemy — zwierciadło
tyś nam, tetrarcho, pokazał —, że źródła
czynszów zbyt małych szukać nam potrzeba
w ubóstwie łanów, których święte nieba
nie obdarzyły zbyt suto... Wychudła
gleba, lecz pełna, widzimy, i tłusta
chęć Izraela: taką nasze usta
zdadzą relacyę... Z Ponckim też Piłatem
rozważyliśmy, jak w tem niebogatem,
lecz wielce skrzętnem społeczeństwie plonu
podnieść wydatność... Radzi też u tronu
złożymy sprawę, że jeśli się zdarza
tu albo ówdzie ruch i mąt, to wraża
czerń-li wisielców, motłoch bylejaki,

nie lud — i Rzym nasz swoje miał Spartaki —,
że zasię wszyscy ci, co idą przodem,
nie zaniedbali środków, by narodem
mógł się poszczycić gród nad Tybrem... Twoje,
tetrarcho, zdrowie i wasze, ostoje
prawa i szczęścia, poważni i święci
arcykapłani, i wasze, mędrcowie
w Radzie!...


CHÓR.

O dzięki...


ANNASZ.

Niech prośby wypowie
serce: dobrocią twoich słów przejęci,
prosimy, panie, aby za twą sprawą
była i nadal, jak dotąd, łaskawą
dla nas opieka cezara...


POSEŁ DRUGI.

A może
dasz znak, tetrarcho, iże w dobrej porze
wstać nam od stołu?... Swobodniej nam będzie!

Wstają. Deszcz róż.

POSEŁ PIERWSZY.

Róże!... jak w Rzymie!... Wieńce!... Nie! na sędzię
biorę sumienie, że tetrarcha w niczem
nie ustępuje nam — — —


POSEŁ DRUGI.

Są gęśle? lutnie?...
Może śpiewacy?


ANTYPATER.

Czekają.

Daje znak. Wchodzą śpiewacy i lutniści.

PONCKI PIŁAT.

Rozrzutnie —
tak! po królewsku przyjmujesz!

Grajkowie stroją gęśle.
Cicha muzyka.

KAIFASZ zbliżający się do Antypatra i posłów.

Z obliczem
żal się nam żegnać szlachetnem, lecz sługom
twoim, o panie, czas iść...


POSEŁ.

Mamy długą
nockę przed sobą — zostańcie!

Do służby.

Hej! krużę
wina mi podaj!...


JEDEN Z UCZONYCH W PIŚMIE przynosi wino.

Niech ja ci usłużę!...


POSEŁ do Arcykapłanów.

A!... czy znów święty zakon wam zabrania
słuchać rozkosznej gędźby i śpiewania?


ARCYKAPŁAN.

Przed arką śpiewał król Dawid... W świątyni
surm, trąb i kotłów muzyka się czyni...


POSEŁ.

A więc się bawić wolno!... Na Jowisza!
Nie zawsze sercu przyjemna jest cisza —

czasem poszaleć warto!... I do rana
bawi się u nas Pontifex, on, pana
gromowładnego kapłan i zarazem
cezar — — — Zostańcie!... Proszę!...


ANNASZ.

Za rozkazem!...

Poseł się oddala w głąb sceny.
Na przedzie zostają:


SCENA PIĄTA.

MERAJOT. ELJAKIM. SALATYJEL. JANAI SYN GADA i inni.

MERAJOT.

Wniósł nasze zdrowie...


ELJAKIM.

Widać, nie pomiata
nami — — —


SALATYJEL.

Choć posłem jest wszechwładcy świata —


JANAI SYN GADA.

Władcy!!... Wszechwładcą ziemi i niebiosów —
Pan panujący — — —


ELJAKIM.

Od wieka do wieka,
od pokolenia w pokolenie — — —

Falowanie tłumu.


SCENA SZÓSTA.

CIŻ SAMI. ANTYPATER. PONCKI PIŁAT. ARCYKAPŁANI. POSŁOWIE.

POSEŁ PIERWSZY przystępując do jednego z grajków.

Greka
snać widzę w tobie; a skądże ty rodem?


ANTYPATER.

Aleksandryjczyk — — — Pacholęciem młodem
był nawet w Rzymie...


POSEŁ.

Po strunach mu palce
biegają składnie...

Do śpiewaka.

A w śpiewackiej walce
byłbyś zwycięzcą?


GRECZYN.

Śpiewam.


ANTYPATER.

Zali raczy
posłuchać wasza miłość?


POSEŁ.

Nie inaczej!...

Do Greka.

Zanuć nam piosnkę wesołą, radosną,
jak z morza wstaje, spromieniona wiosną,
naga Afrodis...


DRUGI POSEŁ do Arcykapłanów, złośliwie.

Panowie czy znają
pieśni, helleńskim wykradzione gajom,
złote, słoneczne?


PONCKl PIŁAT.

Daj spokój pytaniom!
Słuchaj! zaczyna —


KAIFASZ podszedłszy do Piłata.

Dziękuję — — —


GRECZYN uderza w struny lutni i śpiewa.

»...Nad panią,
Nad jasną panią miłości, gdy wstała
Z czystej, pienistej topieli,
Smuga się biała rozścieli...
A w białym, przejrzystym obłoku
Amor z kołczana u boku
Pocisk wyciągnie złoty!...
Zadrżała
Niechybna promienna strzała
Kochania i tęsknoty —
I łono twoje przeszyte,
O bujna, świeża, naga Afrodyte!...«


OKLASKI I GŁOSY.

Brawo! brawo! brawo!...


GRECZYN.

»Z morza błękitnych fal
Muzyka płynie w dal — — —
Na muszlach grają trytoni — — — «


POSEŁ DRUGI przerywa.

Stokrotnie
pieśń tę słyszałem! Na ulicach Rzymu
mamy jej dosyć codziennie!... A przytem
widzę, że judzcy panowie nie bardzo
w tem się lubują...

Do posła pierwszego.

Drogi Tulliuszu!
Wartoby poznać pieśni izraelskie —
dla nas niezwykłość — a widzę w tem kole
grajków jednego, co snać jest żydowin —
prawda, tetrarcho?


ANTYPATER.

Tak, Achisamechów
syn Acholijab — — —


POSEŁ PIERWSZY do posła drugiego.

Wyszło mi z pamięci,
że jesteś — skrybą; że, będąc śród Partów,
zbierałeś dzikie, nieskładne łamańce,
zwane przez tamtych pieśniami... Ja-ć mowy
nie znam hebrejskiej...


POSEŁ DRUGI.

I ja nie... Dla dźwięku
niechaj zaśpiewa — — —


POSEŁ PIERWSZY podchmielony.

A niechże ci, bracie,
śpiewa dla dźwięku — ten — — jak on się wabi —?
jak on się wabi?


JEDEN Z MĘŻÓW RADY.

Achisamechowy
syn Acholijab...


POSEŁ PIERWSZY.

Język ci skołczeje,
nim to wykrztusisz — — Achi — sa — no, śpiewaj!



SCENA SIÓDMA.

CIŻ SAMI.

Acholijab zajmuje miejsce Greczyna, który się usunął w głąb między grajki.

PIŁAT PONCKI do Posłów.

Dźwięki hebrejskie smutne, przeraźliwe,
nie wiem, Tulliuszu — — —

POSEŁ PIERWSZY j. w.

A co mi tam! Smutek
albo i radość z jednego są źródła —
z wina — tak zresztą życzy sobie — skryba...



SCENA ÓSMA.

CIŻ SAMI.

ACHOLIJAB uderza w struny harfy i zaczyna śpiewnym, przejmującym, żałośliwym recytować głosem.

Dawida Psalm dla przedniejszego
piewcy w godzinie żałoby...
Ponad rzekami Babilonu
siedzimy w wielkiem utrapieniu,
a myślą naszą jest Syon —
Ach! jak nam smutno! jak smutno!

Arcykapłani i Mężowie Rady cicho wzdychają.

ELJAKIM.

Ach! jak nam smutno, jak smutno!


ACHOLIJAB uderza w struny harfy.

Na wierzbach wiszą harfy nasze,
Zmilkłe od czasu niewoli,

A wróg nam śpiewać każe
Hymny radości — — —

Grajkowie uderzyli do wtóru i po chwili umilkli.

»Jakożby dziać się to mogło,
Abyśmy, biedni wygnańcy,
Nucili pieśni syońskie
W obliczu cudzoziemców — — — «

Niepokój śród zebranych Judejczyków.
Piłat Poncki zmarszczył gniewnie brwi, rychle jednak gniew nieznacznym zastąpił uśmiechem.

ANTYPATER z cichym sykiem.

Dosyć!...

Acholijab urywa i chce opuścić miejsce.

POSEŁ DRUGI.

Niech śpiewa!... Nuta niewesoła,
lecz przejmująca,
inna od pieśni bachicznych,
co nam przejadły się w Rzymie!...

Acholijab staje i czeka.

PONCKI PIŁAT do Heroda.

Śpiewak — świątynny?


ANTYPATER.

Tak! dziś nazbyt trudno
napotkać skoczków między Izraelem...


PIŁAT PONCKI do Acholijaba.

Nie masz-li innych pieśni w swym śpiewniku?


ACHOLIJAB.

Mam...


POSEŁ DRUGI.

Śpiewaj! Śpiewaj!...


ACHOLIJAB pół recytując, pół śpiewając, uderzywszy w struny.

Oto co mówi syn Helkijaszowy,
Jeremi, kapłan z Anatot — słuchajcie!
Przyszedł chaldejski król, Nebukadnezar,
judzkiemu wyłupił oczy — — —
biada, o biada! — —


CHÓR kapłanów i mężów Rady.

O biada!

Grajkowie uderzają do wtóru i milkną.

ACHOLIJAB.

Jeruzalemskie porozwalał mury
i najprzedniejsze wymordował męże.
A Nabuzardan i Rabsarys
i Rabmag i inni hetmani
nieprzyjacielskich wojsk
biczem pognali w niewolę
naród żydowski — o biada!


CHÓR kapłanów i mężów Rady.

O biada! o biada! o biada!
Popiołem sypać nam głowy
i płakać...


POSEŁ PIERWSZY do Piłata.

Cóż to?! Hej! judzcy panowie
sprzęgli się razem do wtóru?...


PONCKI PIŁAT.

W obyczaj weszła im żałość,
gdy mowa o końcu Syonu — —

Żałość to chyba i szczera — — — —
Może już dosyć tego widowiska? —


POSEŁ PIERWSZY.

Nie!... Spraw przyjemność — skrybie — — —
Niech śpiewa dalej! niech śpiewa!


POSEŁ DRUGI.

I owszem!... Nader niezwykła,
rzadka zabawa!... Ta nuta i chór ten
i dźwięk tych obcych wyrazów — — —


ANTYPATER do Piłata.

Panie! gdy każesz, niechaj śpiewa dalej,
lecz są i syryjscy lutniści — — —

POSEŁ DRUGI.

Mniej zajmujący!... Słyszałem
Grajków syryjskich w Damaszku...
Acholijabo! uderz w struny, śpiewaj!...


ACHOLIJAB uderza w struny.

Sofonijasza słowa,
syna Chuzego:
O jak upadłoś, miasto święte!
Sędziowie twoi to wilki wieczorne,
gryzące kości do rana!
A Pan sprawiedliwy
daremnie wzywa kapłanów,
by nie gwałcili zakonu,
który splugawion jest przez nich — — —

Mężowie Rady i Arcykapłani w zamęcie i ruchu.

ANNASZ nie może się pohamować.

Czelny śpiewaku! nadużywasz ucha,
które cię dotąd zbyt cierpliwie słucha!...

Zwrócony do Antypatra.

Możny tetrarcho! Wypędź łotra z domu,
co na twych gości rzuca błotem sromu!...


GŁOSY.

Wypędź go, panie —
— Wypędź!
— Niech bezkarnie
nie szczeka ryś ten, co się wkradł w owczarnię
Pańskich wyznawców — w barankowej skórze —
— zakapturzony wichrzyciel!...


POSEŁ PIERWSZY do Ponckiego Piłata.

Skąd burze
tak nagle wszczęte?... Dlaczego panowie,
judzcy tak wrzeszczą? —


PIŁAT PONCKI.

W pieśni jego słowie
snać dopatrzyli ciężkiej się obrazy — —


POSEŁ DRUGI.

Zali to własna pieśń Acholijaba?


PONCKI PIŁAT.

Stare proroctwo.

ARCYKAPŁANI do Heroda.

Daj nam iść!...


ANTYPATER bezradnie wyczekuje z oczami wlepionemi w posłów.

— — — — ?


POSEŁ PIERWSZY do Arcykapłanów.

Zbyt słaba,
widzę, przyczyna, by męże bez skazy
mogli przypuszczać, że dusze ich plami
pieśń, przed dawnymi stworzona wiekami,..
Zostańcie! prosim!...


JANAI SYN GADA do mężów Rady i Arcykapłanów.

I ja to mam w myśli,
iżbyśmy teraz bez powodu wyszli,
albowiem wyznać tego się nie boję,
iż Sofonijasz, głosząc wieszczby swoje,
sądził ówczesnych kapłanów, nas przecie
za jego wieku nie było na świecie...


MERAJOT.

I ja tak mniemam... Ten grajek przepodły
miałby uciechę, że nas stąd wywiodły
jego obelgi...


POSEŁ RZYMSKI złośliwie.

Panowie! potrzeba,
ażeby odszedł już śpiewak?... Na nieba!
do gniewów mało powodu!...


JEDEN Z ARCYKAPŁANÓW.

Jeżeli
waszą to miłość tak bardzo weseli,
niech pozostanie!...

POSEŁ DRUGI.

Biedne grajki! biedne!
Zaśpiewaj-że nam pieśnię jeszcze jednę —
na zakończenie!... Tak! wiedz, duszo bratnia,
że to już będzie ostatnia — — —


Antypater głęboko oddycha, z uczuciem ulgi.

Poncki Piłat nieznacznie się podśmiechuje.
Arcykapłani i Mężowie Rady powarzeni, zemstą dyszący.
Chwila ciszy.

ACHOLIJAB uderza w struny.

Ostatnia!
Takie jest słowo Pańskie, które włożył
w łaknące chłodu usta Micheasza:
Raduj się, raduj Betleem Efrata,
grodzie najmniejszy między maluczkimi,
albowiem z ciebie wyjdzie mąż, co panem
jedynowładnym będzie w Izraelu — — —
Onci-ć narody pokara,
które swą stopą znieważyły Syon,
mocne i silne,
i miecz wytrąci im z ręki
i na lemiesze go zmieni,
a zaś oszczepy na kosy
i wieczny, wiekuisty zaprowadzi spokój...


JEDEN Z PANÓW JUDZKICH krzyczy.

Jedynowładnym w Izraelu panem
jest i na zawsze zostanie
caesar augustus!...


POSEŁ PIERWSZY.

A któż tu zuchwale
wątpiłby o tem?


ANNASZ.

Krzyże! stosy! pale!
Przeciw Rzymianom wystąpił ten grajek!


GŁOSY.

Prawdę mówimy — —

— Nie szerzymy bajek —
to jest wichrzyciel!


KAIFASZ.

Dzisiaj judzką ziemię
przenika całą wieść o Betleemie:
czerń buntownicza woła, iż w tem mieście
już się narodził ten, co ma nareszcie —
tak mówią zdrajcy — stanąć na Syonie
i głosić prawa, gdy my — — —


POSEŁ RZYMSKI.

— gdy na tronie
cezar — — — ?


KAIFASZ.

— — — — tak! wielkość caesara augusta — — !


GŁOSY z pośród panów judzkich.

A nie mówilim: zakneblować usta!
— Tak! tak! Ten śpiewak tu jeden z tej czerni
— Rzecz to naoczna! — —
— — Wróg Rzymu!
— — My, wierni
Rzymu poddani, widzimy to jasną,
panie, źrenicą! — —


POSEŁ PIERWSZY do tetrarchy.

Nim krzyki te zgasną,
rzekę-ć, tetrarcho, że w służby doborze
za mało jesteś oględny — — —

Antypater przerażony milczy.

GŁOSY.

Nie może
wyjść stąd bez kary! —


POSEŁ.

Cni panowie moi,
bądźcie spokojni!... Roma się nie boi
jakowychś chłystków — — —


PONCKI PIŁAT do tetrarchy, wskazując na stojącego w miejscu Acholijaba.

Każ go oddać strażom!

Antypater daje znak.
Wchodzi
Straż, która ukryta stała w ogrodzie.

ANTYPATER wskazuje na spokojnie oczekującego swych losów Acholijaba.

Wziąć go!... W kaźń!!

Straż wyprowadza Acholijaba.

POSEŁ RZYMSKI.

Chyba zbyt sobie nie ważą
moi panowie wróżb i przepowiedni —
błahostka!...

Gwar umilka. Słychać uśmierzanie się wzajemne.

ARCYKAPŁANI i MĘŻOWIE RADY.

Sza! sza!

Podczas tego:


SCENA DZIEWIĄTA.

POSEŁ RZYMSKI. PONCKI PIŁAT.

POSEŁ PIERWSZY do Ponckiego Piłata.

Cóż to jest za przedni
mąż z Betleemu?


PONCKI PIŁAT.

Jakiś rybak prosty —
zwią go Chrystusem... A że lubi chłosty
wymierzać judzkim kapłanom, tak oni
w ciągłej są za tym człowiekiem pogoni...
Chcieli go nawet pozywać o zdradę,
lecz na ich skargi wagi ja nie kładę:
Przyszli do niego — mówiono mi o tem —
i, pokazawszy pieniążek ze złotem
licem cezara, rzekli do młodzieńca:
»Komu-li służyć? Temu, co z czerwieńca
spogląda na nas, czy Bogu?« »Nie złowi
wasza mnie zdrada“ — rzekł im: »Cesarzowi
to, co cesarskie, zaś to, co jest boże
oddajcie Bogu...« Takich się nie trwożę...




SCENA DZIESIĄTA.

CIŻ SAMI. ANTYPATER.

ANTYPATER wychodząc z pośród tłumu gości.

Niewczesny śpiewak... Pokutuje w kaźni
za swą zuchwałość... Wybaczcie!


POSEŁ.

Nie draźni
nas to bynajmniej, lecz za to draźliwi
twoi, tetrarcho, kapłani...


PONCKI PIŁAT.

Ci siwi
starce lękają się własnego cienia...


ANTYPATER.

Cześć im od wieków czoło opromienia,
więc jeśli — — —


POSEŁ ciszej.

Mniemam, że im nie zawadzi
ująć drobinę blasku, którym radzi
świecą tłumowi... Ale to są sprawy
na czas późniejszy...

Głośno.

Tetrarcho łaskawy,
wino masz dobre, przewyborne jadła,
przecież grobowo uczta coś wypadła — —
Możeby znaleźć jaki sposób inny
dla rozpędzenia chmur?


PONCKI PIŁAT.

Skromny, niewinny,
jak u was w Rzymie — — kobietki? — co?


POSEŁ.

Juści!
Lecz może znowu zakon nie dopuści?
Trzeba się spytać którego z tych księży — —?

Wskazuje na Arcykapłanów, stojących w przygnębieniu w głębi sceny.

PONCKI PIŁAT.

Nie! nie! tetrarcha wszystko przezwycięży — —


ANTYPATER.

Jużem pomyślał o tem i — — jeżeli
życzycie sobie — — —


POSEŁ.

Niech się rozweseli
serce obrazem piękności — — —


ANTYPATER.

— — mam żonę
i pasierbicę i panny nie płone,
dworne — — — przywiodęć je zaraz — — tej chwili —


POSEŁ.

Wielce-ć to, panie, gościom twym umili
i tak już miłe naszego pobytu
dni w Jeruzalem, jeśli nam zaszczytu
skąpić nie zechcesz, byśmy twoje damy
przywiedli razem... Czyż zaręczać mamy,
że dla nas cześć to największa?


ANTYPATER.

Zaiste!
Jak się odwdzięczyć za te oczywiste
względy, ja-ć nie wiem — —


POSEŁ woła na towarzysza, kręcącego się w gronie panów judzkich.

Hej! Witellionie!
idziem po panie! — —

Poseł drugi podchodzi ku nim.

PONCKI PIŁAT.

I ja w waszem gronie
chyba nie jestem ostatni? — —


ANTYPATER zwraca się do panów judzkich.

Czcigodni
mężowie Rady, wybaczcie! W momencie
wrócimy do was.

Wychodzą.


SCENA JEDENASTA.

ARCYKAPŁANI. MĘŻOWIE RADY.

MERAJOT.

Zrobiło się chłodniej
mojemu sercu...


ANNASZ.

Mnie się zdaje święcie,
że nam u Rzymian nie szukać puklerza — —
Mąt coraz większy w kraju się rozszerza,
a oni, widno, zamiast trzymać z nami,
skłonni są raczej iść z wichrzycielami.
Ta pobłażliwość dla Acholijaba
nie dobrze świadczy...


GŁOSY.

Sza! sza!


KAIFASZ.

Władza słaba,
władza niepewna, waha się, którędy
obrać kierunek — —


GŁOS.

Łotry!


INNY GŁOS.

Miejcie względy!
Łatwo usłyszy kto — — —


ANNASZ.

A niech usłyszy!
Pierś moja wielkiem oburzeniem dyszy,
szedłbym w tej chwili przeciwko Rzymianom,
którzy nie spokój niosą naszym łanom,
lecz podlewają zasiew podżegaczy — —


MERAJOT.

Sza! sza! Twa miłość, Annaszu, wybaczy,
lecz ściągasz na nas nieszczęście! Na barki,
pochyłe, wyschłe od dźwigania Arki,
na stare plecy nasze ściągasz klęski — —


KAIFASZ.

Nazbyt stanowczy-ś, Annaszu! Zwycięski
ten, który czeka — nam czekać wypada — —


JANAI SYN GADA.

I ja tak myślę — —


ELJAKIM.

Janai syn Gada
w sądzie najmędrszy — —


KAIFASZ.

Co?!


ANNASZ.

Co?!


SALATYJEL.

Mądry wielce — — —
Ta mądrość jego zmieści się w kropelce
brudnego potu, którą pierwszy lepszy
bocher wyleje nad księgą... Tych wieprzy
rzymskich — — —


ANNASZ.

Sza!... idą!... Zmieniłem swe zdanie:
Kaifasz ma słuszność — trzeba czekać...

Wchodzą:


SCENA DWUNASTA.

ANTYPATER. POSŁOWIE. PONCKI PIŁAT. HERODYADA. SALOME. AHOLA i AHOLIBA i INNE DAMY DWORU. Na scenie prócz tego: ARCYKAPŁANI. MĘŻOWIE RADY.

POSEŁ PIERWSZY.

Panie,
które swym wdziękiem zapomnąć nam każą,
że jest cośkolwiek na świecie, co twarzą

wita nas smutną, co szarpie lub boli —
słodkie, nadobne, ludzkiej naszej doli
pocieszycielki — — —


KAIFASZ spostrzega Aholę i Aholibę — z przerażeniem i bólem.

Moje córki!!


POSEŁ DRUGI złośliwie.

Które —?


KAIFASZ j. w.

Te — — te — — w sydońską odziane purpurę — —
ta — Aholiba — starsza — ta zaś młodsza —
córka Ahola — —

Tłumi westchnienie.

Ach!


POSEŁ PIERWSZY.

Od trzciny wiotsza
jedna i druga — powiewniejsze obie
od rannych wiewów, które wieją w dobie
rozkosznej wiosny...

Do Salomy, rzucając jej różę.

Weź różę, nad róży
kwiat cudowniejsza Salome! Czyż znuży
oko się ludzkie, wpatrzone w te pukle
złocistych włosów? Hej! W tę szyję, smukle
wykwitającą z pośród ramion, białych,
jak przezroczysty alabaster!... W całych
majestatycznych Włoszech, w całym świecie,
berłu cezara danym, czyż znajdziecie
podobnej krasy cud?!... Oszaleć można — — — —
Najdroższą czaszę mi dajcie — — —


PIŁAT PONCKI.

Ostrożna
niech będzie mowa twa! Nie jesteś w Rzymie!...


POSEŁ PIERWSZY.

Duszę ci oddam w ofiarniczym dymie,
wielki Jowiszu, iżeś mym powiekom
pozwolił przebyć rozległą, daleką
drogę żywota i tutaj dopiero
ujrzeć ten święty płomień ócz!... Cycero
słówby nie znalazł — — — pieśń Anakreona
albo safijska niby zgliszcze kona
przy tym potężnym ogniu twoich czarów!
Hej! nie żałujcie kosztownych puharów,
wino objetne wylejcie pod nogi
tej objawionej Afrodis!...


POSEŁ DRUGI do Herodyady.

Na bogi!
Można, naprawdę, powinszować pani,
przepiękna!!...


HERODYADA.

Dzięki! dzięki!


POSEŁ DRUGI.

Miejsce dla niej
na złotym dworze cezara!


POSEŁ PIERWSZY.

W stolicy!
Palatyn zgorze od blasku źrenicy
naszej władczyni!... Cezar ją na tronie
swoim posadzi — — —


HERODYADA.

A matka jej spłonie
w urągowiskach — — —


POSEŁ DRUGI.

Któżby śmiał?...


POSEŁ PIERWSZY.

Któż czelną
miałby odwagę lżyć tę nieśmiertelną,
wieczystą sławę, co na matkę spadnie,
iż taką dała nam panią! Któż zdradnie
mógłby się czepiać twoich stóp?...


HERODYADA.

O, wielu,
wielu dziś znajdziesz takich w Izraelu.


POSEŁ PIERWSZY.

Śmierć im!... Ma jeszcze Rzym swoje liktory,
co ich przepędzą przez rózgi... Topory
ma Rzym i miecze...


ANTYPATER.

Panowie! gdy wola
mych drogich gości, nadobna Ahola
i Aholiba będą tańczyć — — —

Grajkowie na znak, dany przez tetrarchę, uderzają w struny, milknąc za chwilę.

KAIFASZ.

Sromie
ty mój i wstydzie!!!


POSEŁ PIERWSZY.

Nie! nie! ty Salomie
pokłoń się, królu, aby poszła w taniec!
Ona-ć wybrana, tak jak ty wybraniec
jesteś wraz z nami, że tutaj, na ziemi,
dano nam oczy patrzeć śmiertelnemi
w bóstwo...


ANTYPATER do Salomy.

Salome! — — —?!


SALOME.

Nie będę!


ANTYPATER.

Salome!!?
Oczy me gasną, stają nieruchome — — —
Wszystkie ci skarby oddam dyamentowe,
wszystkie ci perły — — — —


SALOME.

Królestwa połowę
albo i całe daj mi władztwo swoje,
a ja ci rzeknę: nie wezmę!... Nie boję
twego się gniewu ani twej rozpaczy — —


ANTYPATER.

Sygnet ci oddam — ten, co tory znaczy
ludzkiego bytu, ten, który pieczęcie
kładzie na życie albo śmierć... Uczynię
wszystko, co zechcesz!


SALOME po chwili wahania.

Przysięgnij!


ANTYPATER.

Świątynię
zburzę i nową zbuduję w zamęcie
burzy — — —


GŁOSY.

O zgrozo!


ANTYPATER.

Co-li chcesz odemnie,
spełnię! Na nieba! Na piekielne ciemnie
przysięgam tobie — Salome — — wybrana — — — !

Cisza.

SALOME.

Na złotej misie daj mi głowę Jana — — — —

Cisza.

ANTYPATER.

Boże! ratunku! ratunku!... O serce,
krusz się!...


HERODYADA.

Przysiągłeś! Srom na przeniewiercę!...


POSEŁ DRUGI.

Cóż to za człowiek ten-ci Jan, że słaba
łamie się wola?...


ANNASZ.

Druh Acholijaba!


GŁOS.

Jak on, wichrzyciel!


HERODYADA.

Ten, co lżył bezkarnie
matkę Salomy!...


ANTYPATER.

Nim mnie noc ogarnie,
o wy cesarscy posłowie, jeżeli
jest w waszej duszy coś — — — —


GŁOS JEDNEGO Z MĘŻÓW RADY.

— dla wichrzycieli
słabość — — —!!


POSEŁ PIERWSZY.

Wichrzyciel lub nie! Jest przysięga!


ANTYPATER.

Poncki Piłacie! Rozpacz się wylęga
w mem wnętrzu, rozpacz! Ulżyj męce,
zwolnij z przysięgi!...


PONCKI PIŁAT.

Ja umywam ręce...


ANTYPATER.

O ty Salome!... Salome!... Na złotej — —
idź — — przynieś misie głowę Johanana — — —
Masz — — sygnet!...

Rzuca jej sygnet pod nogi.

SALOME podniosła sygnet, wychodząc.

Niechciałeś przyjść do mnie,
idę ku tobie!
Hej! na twoją miłość
czem ja zarobię!?...
Skoro nieuchronna
śmierć cię zabierze,
mogiłę-ć ustroję
w jaśminy świeże — — — —
Hej! hej!
la! la!
hej! hej!



SCENA TRZYNASTA.

POSŁOWIE RZYMSCY. PONCKI PIŁAT. ANTYPATER. Prócz tego na scenie: HERODYADA. AHOLA i AHOLIBA. ARCYKAPŁANI etc.

POSEŁ PIERWSZY do Antypatra.

Dusza jest twoja złamana —
na skroń ci lśniste wystąpiły poty — —

Czemu, tetrarcho? czy tak blednąć warto,
że ginie jakiś wichrzyciel?


ANTYPATER.

Rozdarto,
niemiłosiernie rozdarto me łono!...


PONCKI PIŁAT.

A gdyby nawet o to pomówiono
twojego więźnia niesłusznie, cóż szkodzi,
że — ginie człowiek? Nie jesteśmy młodzi
i już nie jedna kropla krwi przelała
w naszych się rękach... W tem jest prawda cała
żeśmy już na to patrzeć nauczeni,
jak wielkie Fatum licho sobie ceni
życie człowiecze...


POSEŁ DRUGI podnosząc krużę wina.

Eheu! sto tysięcy
ludzi na świecie mniej albo i więcej,
to niby kropla w tej czarze!... Cóż przeto
waży człek jeden!?... Trąć się, trąć!


ANTYPATER do Herodyady.

Kobieto,
tyś rodzicielką zbrodni!

Herodyada milczy.

POSEŁ PIERWSZY biorąc drugą krużę wina, podaje ją Herodowi.

Trąć i ze mną!
Wino ci drogę zagrodzi w tę ciemną
czeluść wyrzutów!...


ANTYPATER upuszcza czarę z winem.

Nie mogę!... Powiada
głos mi ukryty, że ta głowa blada,

która tam ginie, to głowa proroka,
nie wichrzyciela!...


POSEŁ PIERWSZY.

A twoi kapłani
mówią inaczej... ich mądrość — — —


ANTYPATER.

Mam dla niej
wzgardę!... Ich mądrość wielce jest głęboka,
wielce subtelna, gdy o ich korzyści
idzie...


PONCKI PIŁAT złośliwie.

Usłyszą!


ANTYPATER.

Niech usłyszą!... Iści
moja się trwoga... czuję śmierć...


POSEŁ PIERWSZY.

Cezara
jesteś tetrarchą, nie dopuść, by mara
jakowaś mogła cię straszyć... Kto rządzi,
winien być silny, bo wrychle pobłądzi
i rządy sprawią gorzkie mu zawody...

Wchodzi Achis.


SCENA CZTERNASTA.

CIŻ SAMI. ACHIS.

GŁOS Z POŚRÓD MĘŻÓW RADY.

Achis!...


ACHIS.

Tak! Achis! Ojciec Jachobody!
Krążyłem naokół zamku,
bom pragnął u was, Rzymianie,
sprawiedliwości poszukać!...
Ale pod waszem okiem
wypełnia nowa się zbrodnia!...
Widziałem kata
zstępującego do kaźni — —
Widziałem Salome —
czeka na głowę!...
Nikczemnieś skłamał, tetrarcho!

Antypater niema odwagi odpowiedzieć.

GŁOSY POŚRÓD MĘŻÓW RADY.

Związać go!
— Związać!...


ACHIS.

Wiążcie!
Nie uwodziciel on, lecz święty!
I córka moja, słodka ma Jachobod,
przeczysta była jak łza!
O córko moja! o córko!...
Nie mówię do was, kapłani,
albowiem próchnem jesteście,
które się samo rozsypie!...
Do was, Rzymianie, powiadam:
Idzie już dla mnie sprawiedliwość!...
Wymierzy mi ją Rybitwa,
ten Betlehemczyk ubogi,
który w swym jasnym kroczy majestacie
od Genezaret — —
Ku niemu spieszę! ku niemu!...

Znika.

GŁOS Z RADY.

I tego się czepił
trąd nazyrejski.


CHÓR.

Zdrajca! zdrajca! zdrajca!


POSEŁ PIERWSZY do Ponckiego Piłata.

Cóż, Poncki Piłacie?

Poncki Piłat pogrążył się w zadumie.
Rytmicznym krokiem
wchodzi
Salome
z głową proroka na misie złotej.


SCENA PIĘTNASTA.

CIŻ SAMI. SALOME.

SALOME.

Oto jest taniec Salomy:
Pokłon ci, matko!
I tobie, pokłon, tetrarcho!
I wam, panowie rzymscy!
I wam, kapłani, pokłon!

Kilka rytmicznych ruchów.

Długom czekała na ciebie,
Głowo ty droga —
Z żarną czekałam tęsknotą
i mam cię w mych ręku, mam!

Kilka rytmicznych ruchów.

Pokłon ci, matko!
I tobie, pokłon, tetrarcho,
i wam, panowie rzymscy,

i wam, kapłani, pokłon,
iżeście mi dziś zezwolili
nasycić krwią moją miłość
nieugaszoną!...


ANTYPATER.

Przestań, na Boga!...


POSŁOWIE.

Przestań!!...


SALOME.

Napijcie się ze mną krwi!
Całujcie ze mną te oczy —

Całuje oczy zmarłego proroka.

przygasłe,
iże nie chciały spojrzeć na Salome,
a gdy spojrzały,
to zobaczyły w niej grzech...

Kilka ruchów rytmicznych.
Zebrani jakgdyby skamienieli z przerażenia.

Pokłon ci, matko, pokłon! — — —
Ha!... zdrętwieliście!...
I we mnie drętwieją
członki,
ubezwładnione tęsknicą...

Z trudem podnosi głowę proroka na misie złotej do góry.

Nad głowy królów i możnych, — —
nad skronie arcykapłanów — —
nad złote włosy Salomy —
ostatkiem sił cię podnoszę,
najdroższa Głowo Proroka,
na złotej misie złożona,
umiłowana przezemnie
na wieki — — —

Cięższaś od świata ogromu — — —
Nie zdzierżą cię ręce me — — —
A!...

Misa złota z głową proroka wypada jej z rąk na ziemię.
Salome stoi skamieniała śród skamieniałego otoczenia.

ZASŁONA.

KONIEC.

Grafika na koniec utworu.jpg



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jan Kasprowicz.