Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/439

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


POSEŁ ciszej.

Mniemam, że im nie zawadzi
ująć drobinę blasku, którym radzi
świecą tłumowi... Ale to są sprawy
na czas późniejszy...

Głośno.

Tetrarcho łaskawy,
wino masz dobre, przewyborne jadła,
przecież grobowo uczta coś wypadła — —
Możeby znaleźć jaki sposób inny
dla rozpędzenia chmur?


PONCKI PIŁAT.

Skromny, niewinny,
jak u was w Rzymie — — kobietki? — co?


POSEŁ.

Juści!
Lecz może znowu zakon nie dopuści?
Trzeba się spytać którego z tych księży — —?

Wskazuje na Arcykapłanów, stojących w przygnębieniu w głębi sceny.


PONCKI PIŁAT.

Nie! nie! tetrarcha wszystko przezwycięży — —


ANTYPATER.

Jużem pomyślał o tem i — — jeżeli
życzycie sobie — — —


POSEŁ.

Niech się rozweseli
serce obrazem piękności — — —


ANTYPATER.

— — mam żonę
i pasierbicę i panny nie płone,
dworne — — — przywiodęć je zaraz — — tej chwili —