Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/409

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


i składał je u wrót
mojej niewinnej rozkoszy...

*

O Raju!
Czemu przebrzmiały
na zawsze chwile radosne,
kiedy wsłuchana
w przenieustanną wiosnę,
w cichy, szeptliwy zew,
płynący ku mnie od morza,
klękałam, dziewka boża,
i dzięki wznosiłam do Pana...
A wilk, baranek i lew
i wszelki stworzenia płód
do mych się łasił stóp
i z tchnieniem mych tchnień
słodki rozhowor wiódł
o snach, które płoszy
ten skwarny, ten grzeszny dzień,
ta krew i grób...

*

Czemuś dopuścił, o Panie,
iżby przypełzał gad
i drzewa mojego pień
zdradnymi owinął kręgami?
Spożyłam owoc wzbroniony —
ból padł na moje kochanie
i żal — —
w mrok mi się zasnuł świat...
W obce nas wygnał strony
Twój Anioł rozogniony —
za nami poszedł Twój gniew!
I już tysiące lat
wzrasta ten gorzki siew,
który z Twej ręki padł!