Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/451

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


ACHIS.

Tak! Achis! Ojciec Jachobody!
Krążyłem naokół zamku,
bom pragnął u was, Rzymianie,
sprawiedliwości poszukać!...
Ale pod waszem okiem
wypełnia nowa się zbrodnia!...
Widziałem kata
zstępującego do kaźni — —
Widziałem Salome —
czeka na głowę!...
Nikczemnieś skłamał, tetrarcho!

Antypater niema odwagi odpowiedzieć.

GŁOSY POŚRÓD MĘŻÓW RADY.

Związać go!
— Związać!...


ACHIS.

Wiążcie!
Nie uwodziciel on, lecz święty!
I córka moja, słodka ma Jachobod,
przeczysta była jak łza!
O córko moja! o córko!...
Nie mówię do was, kapłani,
albowiem próchnem jesteście,
które się samo rozsypie!...
Do was, Rzymianie, powiadam:
Idzie już dla mnie sprawiedliwość!...
Wymierzy mi ją Rybitwa,
ten Betlehemczyk ubogi,
który w swym jasnym kroczy majestacie
od Genezaret — —
Ku niemu spieszę! ku niemu!...

Znika.