Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/418

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ANNASZ.

— A dusza przekorna
nie znajdzie łaski przed obliczem Stwórcy.


POSEŁ.

A!... tak?!... Przepraszam... Więc my prawoburcy?
Jak na me wątpia, kompliment zbyt słony.


KAIFASZ.

Nie!... Tylko inne są judzkie zakony,
A inne rzymskie...


POSEŁ.

A mnie się przez chwilę
jakby zdawało, że w swej władnej sile
Rzym się zapomniał i swych praw ciężarem
zgniótł wszystkie inne... Widać w wnętrzu starem
coś mi się psuje... Tak! tak!... Nie inaczej —
coś mi się psuje —


ANTYPATER wstając i podnosząc puhar.

Panowie! wybaczy
zastęp szlachetnych gości, że w tę porę
głos uroczysty przed wami zabiorę —
Lecz, mając winem napełnioną czaszę,
piję w cześć tego, który prawa nasze
umie szanować; który jednym ruchem
swojego palca mogąc, jak obuchem,
strzaskać praw judzkich granitowe płyty
i na ich miejscu postawić wyryty
rylcem swej woli zakon własny, umie
być powściągliwym w swej cesarskiej dumie
i swym poddanym, służącym mu wiernie,
przodków zostawia wolność. — Jak w falernie
płoną te krople ogniste, tak płonie
cesarz Tyberyusz w niezłomnej obronie
naszych świętości... Czyje-ż serce, czyje