Gdyby nie kobiety/Rozdział VII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Urke-Nachalnik
Tytuł Gdyby nie kobiety
Podtytuł Powieść sensacyjna
Data wydania 1938
Wydawnictwo Wydawnictwo M. Fruchtmana
Druk Zakł. Graf. „Record“
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
ROZDZIAŁ VII.

Hrabina, którą okradziono krytycznej nocy, kiedy Wołkow zamordował policjanta i zabrał mu tekę z pieniędzmi, zrabowaną przez Klawego Janka, zamieszkiwała nadal w Warszawie.
Po dziwnym wypadku, jaki jej się wydarzył, że administrator nabył dla niej willę w Poznaniu akurat z ręki tak niebezpiecznego przestępcy, jakim był Krygier, zrezygnowała z wyjazdu z Warszawy. Niezwłocznie po tym wypadku hrabina odsprzedała willę i postanowiła pozostać w stolicy.
Już zapomniała o wielkiej stracie, jaką poniosła po włamaniu do jej apartamentów.
Tylko o jednym wypadku nie mogła zapomnieć, chociaż to wydarzenie miało także miejsce wówczas. Z pamięci nie mogła wymazać postaci panny, która na pod stawie ogłoszenia w gazecie zgłosiła się do niej w charakterze guwernantki. Przybyła, otrzymała posadę i miała wrócić z dokumentami. Ale od tego czasu znikła bez śladu.
Postać Anieli prześladowała hrabinę. Tak utrwaliła sobie w pamięci jej wygląd, wymowę i sposób chodzenia, że... Przypomniała sobie rozmowę, w której ustalała rodzinne stosunki Anieli.
Gdy hrabina zapytała Anielę o jej ojca, dziewczyna naraz zbladła i posmutniała. Hrabina domyśliła się, że dziewczyna nie może i nie chce mówić o swym ojcu.
— Kim mogła być ta dziewczyna? — zadawała sobie hrabina to pytanie niewiadomo po raz który. — Nadaremnie zastanawiała się nad tym, dlaczego ta panna, mimo przyrzeczenia, że przyjdzie do pracy, nie wróciła i posadę odrzuciła.
Aniela jak wiadomo, dlatego nie stawiła się do pracy, bo poprostu wstydziła się przebywać w domu, który Klawy Janek ograbił. Aniela domyśliła się, że Klawy Janek w jej domu popełnił zbrodnię, z opowiadania hrabiny. Mimo, iż Anielę ciągnęło do tego domu i do sympatycznej hrabiny, nie mogła tam pozostać.
Obie kobiety — hrabina i Aniela — nie znały się nigdy przed tym. Tylko jeden raz się spotkały w życiu, a tak się związały podświadomie myślowo, jakby łączyła je głębsza wieź.
Aniela wyśmiewała siebie, że tak często powraca w myślach do tej bogatej kobiety. „Cóż ona mnie może obchodzić“ — zarzucała sobie w duchu. Aniela wstydziła się i przychodziła do wniosku, że właściwą przyczyną dla której chciałaby powrócić do hrabiny, był komfort jaki ją tam czekał. Karciła siebie za to. Ale wbrew woli bardzo często wyłaniały się w jej wyobraźni poszczególne fragmenty pałacu hrabiny: marmurowe schody, lustra, dywany perskie, żyrandole, zastawa srebrna i wiele innych cennych przedmiotów, jakie widziała w pałacu.
Ale gdy później śniło się jej o tych rzeczach, mawiała — głupie sny.
Hrabina znów w odmienny sposób tłumaczyła sobie okoliczność, dlaczego nie może wymazać z pamięci sylwetki nieznajomej dziewczyny. Nagłe zjawienie się jej i równie niespodziewane zniknięcie tłumaczyła sobie w ten sposób:
— Widać Stasiek Lipa — jej były mąż — chciał się w ten sposób zemścić na niej. Zaaranżował tę sprawę. Po przeczytaniu ogłoszenia w gazecie, zorientował się z podanego adresu, że poszukuje wychowawczyni i posłał córkę, by obudzić w niej wspomnienia przeszłości. Chciał by widok porzuconej córki wywołał w niej wyrzuty sumienia. Oczywiście, nie wyznał córce, kim jest hrabina.. A potem zabronił córce objąć posadę..
Przypuszczenie, że Aniela jest jej córką, było raczej oparte na intuicji, niż na faktach. W jej mózgu zrodziły się najrozmaitsze przypuszczenia, dotyczące osoby urodziwej wychowawczyni. Raz była przekonana, że jest to jej córka, którą pozostawiła u Staśka Lipy, gdy dziewczynka miała zaledwie dwa lata. Dopatrzyła się nawet w niej pewnego podobieństwa do siebie i do drugiej córki zrodzonej z małżeństwa z hrabią. Innym razem znów nabierała przekonania, że była to córka podziemi, wysłana przez swą bandę dla zbadania czy można u niej spróbować szczęścia po raz wtóry..
Jako była żona Stanka Lipy znała wszystkie sposoby, jakimi posługują się ludzie podziemi w najrozmaitszych wypadkach. W ciągu trzech lat pożycia z Lipą nie uczynił w jej obecności nic takiego, co by zdradziło jego zawód. Tylko z podsłuchanych niekiedy rozmów domyślała się rzeczy, na których Lipa był przekonany, że ona jako frajerka, nigdy się nie pozna.
Hrabina wyznała nawet komisarzowi Żarskiemu, który jeszcze żył wówczas i prowadził śledztwo w sprawie dokonanej u niej kradzieży, że panna, która zgłosiła się do niej z ogłoszenia, wydaje jej się być podejrzaną. Ale napróżno usiłowała odmalować przed komisarzem jej wygląd zewnętrzny. Komisarz Żarski który był w owym czasie po uszy zakochany w Anieli, widział Anielę zupełnie innymi oczyma, niż ją przedstawiała hrabina dlatego też nie mógł się zorientować, kogo ona ma na myśli.
Hrabina spróbowała też na własną rękę poprowadzić dochodzenie i ustalić kim jest przybyła do niej w charakterze wychowawczyni dziewczyna. Zamieściła ona we wszystkich dziennikach ogłoszenie następującej treści:
„Młoda niewiasta imieniem Aniela która zgłosiła się w sprawie kondycji, proszona jest o natychmiastowe zgłoszenie się. Jestem gotowa wynagrodzić ją w dwójnasób za jej pracę. Dziecko, którym Pani miała się zaopiekować, rozchorowało się poważnie z tęsknoty za nią i woła bezustanku: „gdzie jest moja pani dlaczego nie przyszła“..
Ale na nic się zdały jej wysiłki! Zgłosiło się nawet kilka niewiast, które zapewniały, że mają na imię Aniela i zgłaszały się w sprawie kondycji. Prawdziwa jednak Aniela zginęła, jak kamień w wodzie.
Tęsknota za Anielą wzrastała w sercu hrabiny z dnia na dzień. Sama nie wiedziała, czemu równocześnie z imieniem jej córki wypływa w jej wyobraźni obraz nieznajomej dziewczyny. Napróżno pocieszała się, że jest to tylko skutkiem podobieństwa imion.
Ostatnimi czasy użyła wszelkich możliwych sposobów, by ustalić, gdzie przebywa Stasiek Lipa z córką. Napróżno! Trick, do którego uciekł się jej adwokat, wysyłając do adwokata Lipy list z wyjaśnieniem, „tajemnicy“, jakoby Stasiek Lipa nie był ojcem Anieli, jak wiemy nie udał się. Lipa zorientował się, że hrabina czeka tylko na to, by on wyrzucił Anielę ze swego domu a wówczas ona odzyska córkę..
Stasiek Lipa nigdy nie wspominał przed córką imienia jej matki. Nie istniała więcej dla niego.
Czy kochał ja jeszcze?
Tak. Ją jedną tylko kochał. Nie mógł przeboleć jej zdrady, nie mógł jej zapomnieć. Kochał ją, a zarazem nienawidził z całej duszy. Już dawnoby zatopił swą zemstę w jej krwi ale za każdym razem przypominał sobie, że kobieta ta jest matką jego dziecka, i uwalniał się na pewien czas od myśli o krwawej zemście, która go prześladowała.
Gdy Stasiek nasłał fanka i jego ludzi na hrabinę, by ją obrabowali, kierował się dwoma względami. Po pierwsze — że tam można się łatwo, „wsypać“ i w ten sposób pozbędzie się fanka, po wtóre — chciał bodaj częściowo zemścić się na tej, która złamała mu życie, i zamieniła go na innego.
Stasiek Lipa był dla niej najlepszym mężem i przyjacielem. Z natury dobry i bardzo ambitny czynił wszystko, co było w jego mocy, aby żona była zadowolona ze swego losu. Zaraz po ślubie uświadomiła ona sobie swą wartość, jako kobieta, jako panna nie zdawała ona sobie z tego sprawy. Bogate stroje, kosztowna biżuteria, przepych, jakim ją otoczył, wywołały zamęt w jej umyśle. Kiedyś musiała się zadowolić skromną batystową sukienczyną — na lepsza nie stać było jej ubogich rodziców. Teraz jako żona Staśka Lipy znalazła się w szeregu tych kobiet, dla których mąż jest tylko szyldem, parawanem, za plecami którego można sobie na wszystko pozwolić..
Jej znajomość z pułkownikiem rosyjskim rozpoczęła się w sześć tygodni po ślubie. Przez dłuższy czas broniła się przed jego zalotami. Czuła wdzięczność dla swego męża-złodzieja, który ją wyrwał z biednego domu rodzinnego i otworzył jej wrota do tego, co ludzie nazywa ją życiem.
Bywały chwile, kiedy odczuwała wyrzuty sumienia. Gdy była młodsza i mogła korzystać z życia, uczucie to było jej obce. Ale teraz, jako starsza kobieta, wdowa po hrabim, zaczynała coraz częściej wspominać Lipę i swą porzuconą córkę Anielę.
„Aniela — myślała hrabina — powinna już mieć ze 21 lat. Nie chciałabym, by została sam a na świecie“...
Anielę, którą porzuciła jako maleństwo, kochała jeszcze bardziej niż swą drugą córeczkę. Może dlatego, że świadoma była krzywdy, jaką jej wyrządziła.
Pożycie jej z hrabią nie było szczęśliwe. Na początku ją wprawdzie ubóstwiał. Później uczucie jego do niej osłabło. Interesowały go więcej tancerki, wino, konie wyścigowe. Doszło nawet do tego, że gdy wracał nawpół pijany do domu po hulankach nocnych, wyrzucał jej pochodzenie żydowskie, szydził z niej, że jest podłą kokotą która porzuciła męża i dziecko, by zostać jego kochanką.
Tak pogarszało się ich współżycie z dnia na dzień. Gdy przyszła im na świat córeczka stosunki zaostrzyły się jeszcze bardziej. Hrabia nie mógł znieść myśli, że dziecko, zrodzone przez Żydówkę, będzie nosiła jego arystokratyczne nazwisko.
Osamotniona hrabina całą swą miłość przeniosła na dziecko, szczególnie, że hrabia rzadko kiedy był w domu. Większą część życia spędził w Szwajcarii lub Monte Carlo. Przybywał do domu tylko po to, by się zaopatrzyć w świeży zapas pieniędzy gdyż pieniądze, szczególnie w Monte Carlo płynęły jak woda. To jednak nie zmniejszało stanu jego posiadania. Majątek jego wzbogacał się o coraz nowe spadki. Od czasu do czasu umierała jakaś bogata ciotka, pozostawiając mu majątek.
Po kilkuletnim pożyciu z hrabią, jako ślubna żoną, hrabina owdowiała. Niespodziewanie otrzymała telegram, że mąż jej zmarł na atak sercowy. Zrana, gdy przeglądał pocztę zasłabł nagle i po kilku minusach zmarł. W testamencie cały swój majątek zapisał dla żony i dziecka. W liście pożegnalnym prosił nawet żonę by mu przebaczyła, że kochał ją zawsze gorąco i dziecko i tylko rodzina jego ponosi winę za nieporozumienia między nimi i niesnaski.
Aczkolwiek była daleko młodsza od swego męża, hrabiego, postanowiła zostać wdową i nie brać ślubu po raz trzeci. Nie brakło konkurentów do jej ręki. Była jeszcze dość młoda powabna i szalenie bogata.
Hrabina dwukrotnie zawiedziona w pożyciu małżeńskim, z góry rezygnowała z wszelkich ofert matrymonialnych. Ostatnimi czasy coraz częściej myślała o dziecku, które zostawiła na łaskę przestępcy. Niepokój córkę spędzał jej sen z oczu. Miała niejasne przeczucie, że niebawem nastąpi coś takiego, co wywoła prze wrót w jej dotychczasowym życiu. Z dnia na dzień stawała się bardziej nerwowa. Lekarz domowy zalecał jej wyjazd, ale hrabina ani słyszeć nie chciała o tym; z niecierpliwością oczekiwała nieznanych wydarzeń, które miały nastąpić.
Razu pewnego, gdy wróciła do domu, po porannej przechadzce w ogrodzie wzrok jej padł na miejsce, gdzie zazwyczaj odkładano pocztę poranną. Szybko przejrzała korespondencję wybierając w pierwszym rzędzie koperty, które były jej znane. Później dopiero przeglądała mniej znane listy. Nie znalazła nic takiego, — coby ją szczególnie zainteresowało. Serce jednak biło jej tym razem silniej niż zazwyczaj, gdy zaznajamiała się z treścią listów. Gazeta wypadła jej z ręki.
Szybko podniosła dziennik i wpiła wzrok w zamieszczone tam fotografie, by się przekonać, czy się nie myli. Nazwiska umieszczone pod fotografiami, niczego nie mówiły. Natomiast sensacyjne nagłówki dosadnie określały o kogo chodzi. Jedna z fotografii przedstawiała podobiznę młodej dziewczyny.
Pod tytułem: „Niebywały sukces naszej policji“ hrabina przeczytała: „Kronika policyjna zanotowała niebywały w dziejach kryminalistyki sukces policji. Udało jej się bowiem zamknąć pod kluczem najgenialniejszych włamywaczy międzynarodowych.
Czytelnicy przypominają sobie zapewne głośne w swoim czasie włamanie do mieszkania hrabiny M. Tejże nocy znaleziono na ulicy zamordowanego policjanta. Również czytelnicy nie zapomnieli chyba zuchwałego włamania do skarbca banku, kiedy to wykradziono mnóstwo obcych walut, złota, brylantów. Ta sama świetnie zorganizowana banda ma na swym sumieniu jeszcze kilka bezczelnych włamań w kraju, nie mówiąc o kradzieżach, dokonanych w innych krajach...
Banda przejawiała tyle przedsiębiorczości i energii, że najzdolniejsi nawet agenci nie mogli znaleźć sposobu na jej zlikwidowanie. W Poznaniu banda ta posiadana luksusową willę do swej dyspozycji. Utalentowany komisarz Żarski, zrozpaczony niepowodzeniami w tropieniu bandy, popełnił samobójstwo. Złoczyńcy posługiwali się w swej pracy najnowszymi zdobyczami techniki.
Na czele zbrodniczej bandy stał niejaki Krygier, inżynier, człowiek z wyższym wykształceniem i niezwykłej inteligencji. Nie było więzienia na świecie, skąd nie udafo by mu się zbiec. Policji naszej udało się go nawet w swoim czasie zaaresztować. Ale po dzień dzisiejszy pozostało zagadką, w jaki sposób uciekł z urzędu śledczego.
Wkońcu jednak — czytała dalej hrabina — policja dopięła celu. Najprzód aresztowała prawą rękę Krygiera i jego wiernego spólnika, znanego z przezwiska „Klawy Janek“. Pod względem znajomości fachu dorównuje on mistrzowi. Jest zuchwalszy od Krygiera i agresywniejszy.
Klawy Janek jest urodziwym eleganckim mężczyzną i cieszy się kolosalnym powodzeniem u kobiet. Z łatwością nawiązywał kontakt z paniami z towarzystwa i zbliżał się do nich, by potem je okradać. I on wpadł w swoim czasie w ręce policji. Ale pewnej nocy zbiegł z więzienia. Ucieczka Klawego Janka była dziełem jego wiernego spólnika, Krygiera. Strażnik, który niewątpliwie brał udział w organizowaniu ucieczki znikł bez śladu. Policja przypuszcza, że został on wysłany zagranicę lub zamordowany.

Jednocześnie z zuchwałym włamywaczem ujęty został niejaki Siergiej Dymitrow wraz z jego piękną córką, która jest kochanka Klawego Janka i wiernie mu pomagała w jego zbrodniczej akcji. Jest to piękna wykształcona niewiasta, uosobienie wdzięku i powabu. Kim jest jej ojciec, dotąd nie udało się ustalić, ale istnieje przypuszczenie, że jest on również członkiem zbrodniczej bandy.
Warto podkreślić, że ojciec strzelał do Klawego Janka w chwili, gdy przyłapał go w nocy w pokoju córki. Wspomniany Dymitrow jest obcokrajowcem i właścicielem eleganckiej willi w pięknym uzdrowisku nadmorskim. Tam też miało miejsce sensacyjne aresztowanie.
Dalsze szczegóły — donosiła gazeta — musimy ze względu na dobro śledztwa zachować w tajemnicy. Na leży żywić nadzieję, że również pozostali członkowie bandy znajdą się za kratami, podobnie jak ich towarzysze“.
Również inne dzienniki podały pod sensacyjnymi nagłówkami frapujący opis niebywałego aresztowania złoczyńców.
Hrabina poznała z fotografii, że to ta sama niewiasta, która zgłosiła się do niej w sprawie kondycji. Pozostałe dwa zdjęcia Staśka Lipy i Klawego Janka były jej nieznane. Zdawało jej się, że ich nigdy w życiu nie widziała. Stasiek Lipa zmienił się w ciągu tych lat do tego stopnia, że hrabina nie poznała swego byłego męża. W sercu jej nie zrodziło się najmniejsze podejrzenie, że to jej b. mąż Stasiek Lipa. Po przeczytaniu dzienników, hrabina przez dłuższą chwilę nie mogła opanować wstrząsu. Zdawało jej się, że wszystko, co się znajduje w pokoju — meble, obrazy, żyrandole, — wszystko wali się na głowę, by ją zniszczyć, zmiażdżyć.
— A więc to taki ptaszek — rozmyślała hrabina — Teraz rozumiem wszystko. Banda widać, postanowiła mnie obrabować po raz drugi i w tym celu nasłała na mnie tę dziewczynę. Nigdy w życiu nie uwierzyłabym że ta niewiasta, o wielkich niewinnych oczach należy do występnej bandy.
Hrabina wywoływała w swej pamięci znane typy zbrodniarzy, z którymi stykała się jako żona Lipy. Do szła do przekonania, że zewnętrzny wygląd człowieka nie świadczy o jego wartości duchowej, o jego zawodzie i też o tym, z jakiego pochodzi środowiska. I Stasiek Lipa wcale nie przypominał złodzieja, gdy ujrzała go po raz pierwszy..
Myśli ciężkie, jak ołów legły na jej sercu, wywołując coraz nowe czasami logiczne, czasami bezmyślne przypuszczenia.. Sama nie rozumiała, dlaczego ją tak zainteresowała ta nieznana dziewczyna.
Pokojówka zaniepokojona faktem, że hrabina tak długo nie dzwoni na śniadanie, zapukała delikatnie do drzwi.
Hrabina zerwała się, jak ze snu i odezwała się cichym głosem: — „Proszę“.
— Pani hrabina jeszcze nic nie jadła, — rzekła pokojówka. Załamała przy tym rozpaczliwie ręce, jak gdyby sprawa posiłku była najważniejszym problemem życiowym.
— Dziękuję.. Nie jestem głodna.
— Pani hrabina znów płakała — zbliżyła się pokojówka, spoglądając ze współczuciem na swą panią.
— Wydaje ci się.. Możesz odejść.. — uśmiechnęła się hrabina ze smutkiem. — Podasz mi wcześniej obiad. Muszę teraz wyjść na miasto.
— A śniadanie?
— Nie mogę jeść...
Pokojówka nieufnym wzrokiem spojrzała na korespondencję, która leżała na stoliku.
— Czemu tak stoisz? Idź!
— Chciałam.. Chciałam pani hrabinie zakomunikować...
— Co się stało? — spojrzała na nią hrabina niespokojnym wzrokiem.
— Był tu policjant..
— Policjant? — powtórzyła hrabina przerażona. Serce jej zabiło mocniej. Przypomniała sobie przeczytaną w dziennikach wiadomość.
— Zostawił polecenie, by pani hrabina zgłosiła się do urzędu śledczego w bardzo pilnej sprawie.
— Do jakiego sędziego?.. Czyś oszalała?
— Zostawił wezwanie.
— Podaj je prędzej.
— Za chwileczkę — odparła pokojówka i pobiegła do kuchni.
Hrabina była przekonana, że wezwanie ma związek z aresztowaniem Klawego Janka. Płonęła z ciekawości.. Najbardziej intrygowała ją rola młodej dziewczyny.
Hrabina miała się stawić do sędziego śledczego na godzinę pierwszą. Miała jeszcze dużo czasu. Wzięta więc znów gazetę i w piła wzrok w fotografię dziewczyny.
„Co za uderzające podobieństwo do mnie i mojego dziecka.. Nie, to niemożliwe!
Przyjrzała się dokładnie obu innym fotografiom. Przede wszystkim podobiźnie ojca dziewczyny. Nie rozpoznała w nim jednak swego byłego męża — nie mogła się dopatrzyć najmniejszego podobieństwa.
Hrabina przypominała sobie, że dziewczyna, będąc u niej, podała się jako sierota.
„Skłamała — pomyślała hrabina, — ale w jakim celu?“
Różne myśli przesunęły się przez jej zmęczony mózg. Doszła do przekonania, że Lipa — jej były mąż — uczynił to wszystko, by się zemścić na niej. To on na słał kasiarzy, by ja obrabowali, to on nasłał potem tę tajemniczą dziewczynę by ją do reszty zrujnować.
Hrabinie nawet na myśl nie przyszło, że spogląda w gazecie na fotografię swego byłego męża i własną córkę — Anielę. Była przekonana, że Lipa przebywa zagranicą i nigdy nie pozwoli na to, by jego córka była zbrodniarką, kochanka króla podziemi. Nie traciła nadziei, że Aniela odbywa studia zagranicą.
Postanowiła być punktualna i dokładnie co do chwili stawić się u sędziego śledczego. Rozumiała, że wzywana jest jako świadek oraz że po aresztowaniu złodziei sprawa o włamanie się do jej mieszkania zostanie ponownie rozpatrzona.
Jako była żona złodzieja, chętnie by zrezygnowała z dalszego prowadzenia procesu. Gdyby nawet rozpoznała złodziei, kto wie, czy by ich wydała. Wiedziała, że pieniędzy i tak nie odzyska.
Ciekawa była tylko zobaczyć Klawego Janka, o którym dzienniki rozpisywały się tak obszernie. Chciała się spotkać oko w oko z tą, która miała czelność wedrzeć się do jej świadomości i stale przypominać sobą wizerunek jej dziecka, które porzuciła przed laty.
Wybiła godzina, kiedy miała się stawić u sędziego śledczego. Nakazała w domu zamknąć porządnie drzwi, uważać na dziecko, po czym wyszła na miasto.
Przez cała drogę myślała o tajemniczej dziewczynie. Sama nie wiedziała, czemu żywiła sympatię dla nieznajomej zbrodniarki i wszelkimi siłami starała się ją wytłumaczyć. Zdawało się, że fotografia owej „Anieli“ w dziennikach, nie pozostawia żadnych wątpliwości co do jej wartości moralnej, a jednak myślała o niej z największą życzliwością.
Sędzia śledczy, ten sam, który przesłuchał aresztowanych w wiezieniu, przywitał hrabinę bardzo uprzejmie. Gdy ją tylko ujrzał na progu, zerwał się ze swe go miejsca i wybiegł jej na spotkanie.
— Proszę, pani będzie łaskawa spocząć, pani hrabino!
Z szacunkiem podał jej krzesło.
— Pani hrabina wybaczy, że ją fatygowałem. Pani rozumie...
Westchnął z pobożną miną i ciągnął dalej:
— Chodzi mi o włamanie, dokonane do mieszkania hrabiny. Moje wezwanie ma na celu dobro pani..
Tym razem hrabina westchnęła.
— Prawie już zapomniałam o tym. Było to tak dawno temu.
— Słusznie. Ale my tak szybko nie zapominamy o naszych obowiązkach. Szukamy i tropimy tak długo, aż znajdziemy złoczyńcę. Sprawiedliwość nigdy nie rezygnuje. Musi zawsze zwyciężyć.
Hrabinę zaczynały już niecierpliwić przechwałki sędziego, więc przerwała mu:
— Ale czym mogę panu teraz służyć?
— Pani może być nieocenioną pomocą, hrabin.
Słowa te wypowiedział sędzia z tak tajemniczą miną, że rumieńce wystąpiły na twarzy hrabiny. Mózg jej przebiegła myśl:
— Oni znają moją przeszłość. Jestem skompromitowana, jako żona Lipy.
Uniosła jednak dumnie głowę i odparła z uśmiechem:
— Uczynię wszystko, co leży w mej mocy. Wszak panom chodzi tylko o moje dobro, nieprawdaż?
— Oczywiście, niewątpliwie, — potwierdził sędzia. — Czynimy wszystko, by zabezpieczyć naszym obywatelom ich dobytek. Jest też obowiązkiem obywateli okazywać nam pomoc w zaciekłej walce na śmierć i życie, jaką prowadzimy ze światem przestępczym. Zwyciężymy tylko wówczas, gdy nasi obywatele okażą nam stuprocentowe zaufanie i doniosą nam o wszystkim, co mogłoby ułatwić śledztwo. Wówczas wszyscy winni poniosą należną karę.
Hrabina nie wątpiła już teraz, do czego sędzia śledczy, zmierza. Zimny pot wystąpił jej na czoło. Umiała jednak zapanować nad uczuciami i zachować zimną krew, aby sędzia, który nie zdejmował z niej oka, nie odczytał z jej twarzy, co się dzieje w jej sercu.
— Proszę bardzo, jestem gotowa informować pana o wszystkim. Wątpię tylko, czy zdołam wnieść coś nowego do sprawy. Zmarły komisarz Żarski zaprotokułował już wszystko, co miałam w tej materii do powiedzenia.
— Mam przed sobą ten cały materiał. Ale chciałbym pomówić z panią w innej sprawie, która na pozór nie ma nic wspólnego z dokonaną w jej domu kradzieżą.
Hrabina z trudem chwytała oddech. Szybko wyjęła z torebki mocno naperfumowaną chusteczkę i przyłożyła ją do nosa. Na szczęście sędzia był w tej chwili zajęty przeglądaniem akt i nie zauważył jej manewru.
— Proszę mi powiedzieć, łaskawa pani hrabino — ciągnął sędzia nie odrywając wzroku od papierów: — czy pani zauważyła wówczas twarz któregoś z włamywaczy?
— Nie — odparła hrabina z ulgą.
— Na ile jest mi wiadomem, pani wszczęła wówczas alarm i spłoszyła złoczyńców. Czy nie zauważyła pani twarzy, sylwetki. Jest to dla nas bardzo ważne.
— Nie. Słyszałam tylko, jak uciekali, ale twarzy nie widziałam.
— Ilu ich było?
— Tego nie wiem.
— Gdyby pani ich wówczas widziała, rozpoznałaby ich pani na pewno. Ale pani była zapewne tak wystraszona, że nie wiedziała, co się z nią dzieje. Rozumiem to doskonale.
— Byłam nieprzytomna.
— Proszę sobie jednak przypomnieć hrabino, co pani wówczas widziała. Dla nas jest wszystko ważne, nawet, to, co może zdaniem pani, nie ma żadnego znaczenia. Musi pani wiedzieć, że złodzieje, którzy panią okradli znajdują się pod kluczem.
— Nie mam nic do dodania do mego oświadczenia, złożonego w swoim czasie w komisariacie.
— Chodzi nam o rozwiązanie tajemniczej zagadki..
Rumieńce wystąpiły na twarzy hrabiny. Odwróciła głowę, by sędzia nie zauważył tej zmiany.
— Czy mogę wiedzieć o jaką tajemnicę chodzi? — siliła się hrabina na uśmiech, by zamaskować przerażenie, jakie malowało się na jej twarzy.
— O, to bardzo tajemnicza sprawa — zauważył sędzia.
— Nie spoczniemy, aż nie wyjaśnimy wszystkie go. Miałem już do rozwiązania trudniejsze zagadki kryminalne, — a jednak dałem sobie radę — przechwalał się sędzia, pokręcając wąsa. — Powolutku, a wszystko wyjdzie na jaw.
Hrabina milczała, aczkolwiek ciekawa była wiedzieć, co oznaczają jego dwuznaczne powiedzenia. Utkwiła spojrzenie w twarzy sędziego śledczego, starając się odczytać z jego kamiennej maski, czy, mówiąc o tajemnicy, ma na myśli jej przeszłość, gdy była żoną złodzieja Staśka Lipy, czy może niepotrzebnie się lęka. „Kto wie — dręczyła ją myśl — czy nie zostanę wmieszana w jakąś niezwykłą aferę kryminalną“.
— Czy pańska zagadka jest urzędową tajemnicą, której osobie prywatnej nie można zaufać?
— Tak i nie. Zależnie od tego, z kim się ma do czynienia. Pani, czcigodna hrabino, nie może mi niczym zaszkodzić, gdy zaufam jej tajemnicę; nawet przeciwnie...
Sędzia był znanym samochwałą, człowiekiem, który nie potrafi ukryć swych myśli, nawet przed samym sobą. Stanowisko sędziego zawdzięczał szwagrowi, prokuratorowi sądu apelacyjnego, jemu też udało się wykryć kilka sensacyjnych zbrodni, czego nikt nie był w stanie dokonać. Wszyscy wiedzieli o tym, że stanowisko swe zawdzięcza on ustosunkowanemu szwagrowi. A jego zręcznie niektóre posunięcia tłumaczono poprostu tym, że ma więcej szczęścia od innych...
Znano go też dobrze w świecie podziemnym. Tu nienawidzono go jeszcze bardziej. Ludzie nocy zarzucali mu często, że w protokułach przekręca ich zeznania. Posiadał pewne zdolności literackie i zeznania oskarżonych podczas przesłuchania uzupełniał własna fantazją. Nie tylko wobec oskarżonych pozwalał sobie na „upiększenie“ ich zeznań, by zrobiły silniejsze wrażenie na procesie, ale nawet z powodami postępował w ten sposób, że notował tak, jak uważał za wskazane. Świat podziemi ochrzcił go przezwiskiem „grepser“.
Podczasi przesłuchania mówił bezustannie, stawiał pytania, które często nie miały najmniejszego związku z przebiegiem śledztwa. Gniewał się, śmiał, dowcipkował, opowiadał stare dowcipy, częstował papierosami. Grał komedię, byleby tylko sprowadzić śledztwo na tory, które sobie zgóry wyimaginował z chwilą przejęcia sprawy.
Natomiast zadowoleni byli zeń sędziowie. W szybkim tempie doprowadzał najbardziej zawikłane śledztwo do porządku, jak tego wymaga sprawiedliwość. Wszyscy, którzy wpadli w jego ręce, nie czekali długo na proces; w krótkim czasie otrzymywali „zasłużona” karę. Nic tedy dziwnego, że szwagier jego, który stai na czele sprawiedliwości, był z niego bardzo zadowolony. Bezustannie dostarczał „pracy“ surowym sędziom..
Dręczyły go wprawdzie często wyrzuty sumienia. Ale tylko wówczas, gdy oskarżony nie otrzymywał takiej kary, jaką on przewidział. Dbał o to, by więzienia były zawsze pełne w imię świętej uczciwości, kultury, człowieczeństwa. Czy zbrodniarz istotnie zadłużył na taka karę — o to dbał najmniej.
Jak tylko otrzymał wiadomość, że Klawy Janek przebywa w areszcie, z wielkiej radości przez cała noc nie mógł zmrużyć oka. Z niecierpliwością czekał na otrzymanie papierów i natychmiast pobiegł do więzienia.
Bał się, by policja go sprowadziła do urzędu. Klawy Janek dowiódł mu już razu pewnego, że dotrzymał słowa. Oświadczył mu kiedyś, że długo nie będzie pod kluczem — i tak się stało. Rozkazał teraz strzec Janka, jak oka w głowie. Z całym zapałem zabrał się do pracy. Czynił wszystko, by proces odbył się czym prędzej. W swej wyobraźni widział już Janka, wiszącego na szubienicy. Łagodniejszej kary nie przewidywał dla tego zbrodniarza, mordercy policjanta i niebezpiecznego włamywacza.
Hrabinę poprosił do siebie ze względów osobistych. Zeznania, złożone przez nią już po dokonanej u niej kradzieży, były jasne i nie wymagały komentarzy. Z przyzwyczajenia tylko podejrzewał każdego. Oskarżyciel budził w nim zawsze więcej nieufności, niż oskarżony.
Przeglądając akta, dotyczące personalij hrabiny, zauważył na marginesie, obok zaprotokołowanych jej zeznań, drobne uwagi, dokonane przez komisarza Żarskiego. Wyraził się on o niej w ten sposób:
„Kobieta czterdziestoletnia o oczach kameleona, jest hrabiną i nazbyt bogatą, abym ją mógł o coś podejrzewać. A jednak...“
Więcej Żarski o niej nie wspominał. Ale nasz sędzia uchwycił się tych kilku słów i dopatrzył się już w osobie hrabiny tajemniczej postaci. Wyobraźnia poniosła go. Widział przed sobą niebezpiecznego międzynarodowego szpiega...
Gdy sędzia ujrzał hrabinę, z miejsca zmienił zdanie o niej. Dystyngowana dama wywarła na nim nie zwykłe wrażenie, nie wzbudzała już najmniejszego podejrzenia...
Surowy, nieporadny sędzia śledczy zmienił się w eleganckiego reprezentanta sprawiedliwości, jednego z tych, o jakich się czyta często w angielskich powieściach kryminalnych.
Hrabina, nie wiedząc z jakiego typu człowiekiem ma do czynienia, przeraziła się w pierwszej chwili. Wydawało jej się, że człowiek ten o małych, chytrych oczach, lśniących jak u kota, wie o wszystkim i przenika ją nawskroś. Ale wnet zorientowała się, że wygaduje, co mu ślina na jeżyk przyniesie, że chce jej tylko zaimponować mądrością i „fachowością“.
W głębi duszy nie była jednak pewna, kogo ma przed sobą. Doznawała różnych uczuć. To jej się wydawało, że wie coś o niej, to znów okazywało się, że jej lęk jest nieuzasadniony. W wyobraźni zaliczała go do ludzi, których trudno zgryźć z pierwszego wejrzenia. Najgorsze, że tego pokroju człowiek, nie zna za zwyczaj samego siebie.
W ostatnim zdaniu powtórzył raz jeszcze słowo „tajemnica“ i hrabina odnosiła wrażenie, że świadomie je zaakcentował.
— Jestem gotowa służyć panu wszystkim, co jest w mojej mocy — rzekła. — Ale proszę mi wierzyć panie sędzio, znam się bardzo mało na kryminologii. Na tym polu nie będzie pan miał ze mnie pociechy.
Hrabina roześmiała się, jakgdyby chciała tym podkreślić, jak dalece bagatelizuje sprawę, która jego niepokoi.
— Czy wie pani, że mamy możność uratowania części pieniędzy, zrabowanych u pani? — uśmiechnął się sędzia tajemniczo.
Hrabina poruszyła się energiczniej na krześle i od powiedziała spokojnie:
— To byłoby bardzo pięknie z pańskiej strony, panie sędzio.
— O to właśnie chodzi — zamyślił się sędzia.
— Pan mnie zaintrygował. To bardzo ciekawe. Pan jest mądrym człowiekiem.
— Widzi pani — uśmiechnął się sędzia i przysunął się wraz z krzesłem bliżej hrabiny, po czym rozejrzał się dokoła, jakgdyby się chciał upewnić, czy nikt nie podsłuchuje — mamy w swych rekach całą bandę, najgroźniejszą, jaka kiedykolwiek operowała w Polsce. Nasza policja dokonała cudu.
— Pięknie. Na czym jednak polega tajemnica, o której pan przed chwilą wspominał? Sędzia przybrał tak zagadkowy wyraz twarzy, że serce zamarło w piersi hrabiny z przerażenia. Znów zrodziło się w niej podejrzenie, że bawi się z nią, jak kot z myszką. Z pliki dokumentów, leżących na biurku, sędzia wyjął gazetę i z sadystycznym uśmiechem podał ją hrabinie.
— Czy pani to czytała?
Oczy hrabiny spoczęły na trzech fotografiach. Sędzia nie odrywał wzroku od hrabiny. Śledził każde drgnienie jej powiek.
— Czy pani ich zna?
— Skąd?...
— Proszę im się przyjrzeć dokładnie. To bardzo popularne postacie.
— Dziwię się pańskiemu pytaniu. Skąd do mnie tego rodzaju znajomości?..
— A tego pana z bródką pani również nie zna. Proszę sobie przypomnieć!
Hrabina wpiła wzrok w fotografię. Serce zabiło mocniej, jakgdyby chciało wyskoczyć... Wydało jej się, że pewne rysy twarzy, profil, wielkie oczy osłonięte gęstymi brwiami, są jej dziwnie znajome. Ale wnet opanowała się. „To nie Lipa“ — upewniła się. Zdjęcie przed stawiało starszego, zgarbionego pana. Nie, to nie był jej silny, dzielny Staszek.
Hrabina zachowała w swej pamięci obraz Staśka Lipy takim, jakim był dawniej. Widziała go młodego, silnego. Nie przyszło jej na myśl, że się zmienił w ciągu tylu lat. Za nic nie chciała uwierzyć, że ma przed sobą podobiznę byłego męża.
— Nie! Nie znam tego człowieka — odparła i wstała oburzona z miejsca.
— Pani odchodzi? Proszę, jeszcze chwileczkę.
Hrabina dumnie uniosła głowę.
— To co pana interesuje, panie sędzio, jest dla mnie zupełnie obojętne.
— Dziękuje za zaufanie. Niestety, nie mam więcej czasu. Muszę odejść.
Przez chwilę spoglądali na siebie. Oboje myśleli o czym innym.
Sędziemu poprostu imponowało, że może przebywać w towarzystwie prawdziwej hrabiny, tym bardziej, że była jeszcze piękna i ponętna. Nie przypuszczał wcale, gdy pokazywał jej zdjęcia, że ma ona coś wspólnego z ludźmi świata przestępczego. Chciał jej tylko za imponować swą mądrością, rycerskością, których to zalet, zresztą, nigdy nie posiadał.
— Pani nie zna tego człowieka? Sądziłem, że pani jednak widziała gdzieś tę twarz. Pani tyle lat spędziła zagranicą. To ptak międzynarodowy, który bywa wszędzie.
— I pan go zna?
— O to właśnie chodzi. Nie możemy natrafić na żaden ślad, któryby nam pomógł ustalić jego tożsamość. Intryguje nas ten tajemniczy Siergiej Dymitrow. Całą tę bandę aresztowaliśmy zagranicą, jest to ojciec z córką i zięciem. Ojciec jest dla nas zagadką. Miejscowa policja wydała o nim jaknajlepszą opinię. My, jednak, jesteśmy innego zdania.
— Dziewczynę tę widziałam już kiedyś.. Znam ją..
— Co? Pani ją zna?!
Sędzia śledczy zerwał się z miejsca. Hrabina, przerażona, cofnęła się w tył.
— Proszę.. niech pani powie, gdzie pani widziała tę dziewczynę?.. To jest niezwykle ważne dla przebiegu śledztwa.
— Dziewczyna ta była przed pewnym czasem w moim domu.
— U pani w domu? Kiedy w jakim celu?
— Zamieściłam ogłoszenie w gazecie, że poszukuję wychowawczyni dla mego dziecka.
— I ona zgłosiła się w charakterze kandydatki?
— Tak!
— I co było dalej? Na litość boską, proszę szczegółowo o tym opowiedzieć — zawołał sędzia śledczy. — Lewą ręką pokręcał nerwowo wąsa, a prawą pocierał czoło. — Zaczynam wszystko rozumieć — dodał zadowolony.
— Porozumiałyśmy się co do warunków i następne go dnia miała rozpocząć pracę.
— I oczywiście, więcej się nie zjawiła — pocierał sędzia ręce z zadowolenia.
— Ma pan rację, więcej się nie pokazała — dodała hrabina cicho i spuściła ze smutkiem głowę, jakgdyby żałowała, że opowiedziała sędziemu o tym wypadku.
Sędzia kroczył podniecony po pokoju, wymachiwał rękami, przez dłuższa chwilę mamrotał coś pod nosem, potem zbliżył się do hrabiny, która szykowała się już do odejścia.
— Teraz rozumiem wszystko — zawołał zadowolony z samego siebie. — Czy wie pani, poco ta dziewczyna przyszła?
Hrabina zamieniła z sędzia nieme spojrzenie. Nie chciała oskarżać dziewczyny, która, jakgdyby spoglądała na nią z gazety błagalnym wzrokiem.
— Banda po raz drugi planowała na panią napad — zawołał z takim triumfem w głosie, jakgdyby conajmniej odkrył Amerykę. — Teraz nie mam najmniejszych wątpliwości.
— Ale dlaczego jednak się więcej nie zjawiła?
— Dlatego, że policja nasza stąpała jej po piętach — wytłumaczył sędzia tajemniczym, tonem.
— Mam wrażenie, że pan się myli, panie sędzio.
Dziewczyna nie wyglądała na taką. Miałam z nią dłuższą rozmowę. Opowiadała mi o wszystkim. Że jest sierotą... a ta przecież ma ojca.
Sędzia śledczy wybuchnął śmiechem.
— Dziwię się, że pani wątpi we własne słowa. Wszak pani rozpoznała tę dziewczynę. A ten obok niej jest na pewno jej ojcem. O, ta banda potrafi dobierać sobie ludzi, którzy świetnie grają role niewiniątek i wzbudzają sympatie oraz zaufanie. Dla mnie jest to jasne, jak dzień. Dziewczyna ta została nasłana na dom pani przez jej ojca i kochanka. Mamy dowody.
— Jakie dowody? Sama nie wiem, czemu nie mogę uwierzyć, że dziewczyna ta jest zbrodniarką. Może się omyliłam?..
— Co do czego?
— Ze dziewczyna, której pan mi przedstawił fotografię, jest tą samą, która zgłosiła się do mnie w sprawie kondycji.
— Pani się na pewno nie pomyliła, hrabino. Czy widzi pani to zdjęcie po środku?
— Tak.
— To jest ten, który panią okradł. On jest też jej kochankiem. Teraz wierzy już pani, że to jest ta sam a dziewczyna? Banda zamierzała oskubać panią po raz drugi. Za pierwszym razem przebudziła się pani i przeszkodziła im w pracy. Nie zadowolili się olbrzymia sumą, jaką wówczas zrabowali. Mają wielkie apetyty.. Chcieli się upewnić, czy pani nadal przechowuje kosztowności w domu i w tym celu postanowili wprowadzić do pani domu szpiega. Zawczasu dowiedzieliśmy się o tym i udaremniliśmy ich plany. Teraz rozumie pani, czcigodna hrabino?.. Wiedziałem o tym wszystkim.
Hrabina z wdzięcznością uścisnęła dłoń sędziego śledczego. Nie przyszło jej nawet na myśl że wszystko, co jej powiedział, jest tylko wytworem bujnej wyobraźni. Gdyż faktycznie nikt w policji nie wiedział o wizycie Anieli u hrabiny, a i plan ponownej kradzieży był także owocem jego fantazji.
Hrabina nabrała więcej zaufania do sędziego. Znikła obawa, że chce się dowiedzieć czegoś, co dotyczy własnej osoby. Poprawił się nastrój. Hrabina zaprosiła go nawet do siebie na obiad, czym sędzia śledczy poczuł się uszczęśliwiony.
Zadowolony z dokonanego niespodziewanie odkrycia, zapomniał, że, zapraszając hrabinę do siebie, miał co do niej poważne podejrzenie.
Przeciwko Anieli i jej ojcu miał właściwie słabe dowody, któreby potwierdzały ich związek z bandą przestępczą. Ale teraz, na podstawie zeznań hrabiny, nabrał przekonania że zatrzymana jest niebezpieczna zbrodniarka, członkinią groźnej bandy. Brakło mu tylko „materiałów“ przeciwko Lipie, jej ojcu.
— Łaskawa pani! — odezwał się do hrabiny już na progu. — Mam wspaniały pomysł.
Hrabina uśmiechnęła się.
— Pan jest genialny, panie sędzio. Cóż to za pomysł?
— Skonfrontuję panią z tą dziewczyna.
— Świetna myśl — ucieszyła się hrabina.
— Muszę się upewnić, czy się nie mylę. Zdarza się często, że ludzie są do siebie podobni. Chciałabym być w porządku z własnym sumieniem.
Sędzia w pierwszej chwili żałował własnej propozycji. Przyzwyczajony podejrzewać zawsze innych, chciał się już cofnąć, widząc jak się hrabina uchwyciła tej myśli. Ale nie wypadało mu już. Telefonicznie porozumiał się z kancelarią więzienia, że przybywa w pilnej sprawie.
W kilka chwil później taksówka zatrzymała się przed gmachem więzienia prewencyjnego, z którego wysiedli hrabina w towarzystwie sędziego śledczego. Hrabina po raz pierwszy w życiu przekroczyła próg bramy więziennej. Szereg żelaznych drzwi zamknął się za nią, aż w towarzystwie sędziego śledczego i starszego strażnika weszła do sali, w której odbywały się przesłuchania więźniów. W kilka chwil później wprowadzono Anielę. Była wychudła i blada. Hrabina nie poznała jej od pierwszego wejrzenia.
Gdy tylko Aniela przekroczyła próg pokoju, sędzia zapytał hrabinę ostrym tonem, czy poznaje tę dziewczynę. Hrabina milczała. Jej wzrok spotkał się ze spojrzeniem Anieli, która bladła i pąsowiała na przemian.
— Czy to ta sama — przerwał sędzia rozrastania hrabiny.
— Tak, ta sama!
I rzucił w stronę Anieli triumfujące spojrzenie.
— No, czy nie miałem racji?
Aniela dygotała z zimna. Mimo iż na ulicy grzało słońce. Anielę przechodziły dreszcze. Nie śmiała patrzeć hrabinie w oczy; spuściła głowę.
— Siadać! — zawołał sędzia rozkazującym tonem.
Aniela nie ruszała się z miejsca.
— Mówię przecież!..
Aniela wybuchnęła płaczem.
— Pani znów płacze? Ta symulacja na nic sie nie zda. Dlaczego pani się nie zgłosiła następnego dnia do pracy, zgodnie z tym, jak się z hrabina umówiła? Dlaczego pani nie objęła posady, co? Nasza policja przeszkodziła pani, co?
Sędzia śledczy miał zwyczaj w pewnych chwilach stawiać pytania i samemu na nie odpowiadać. I teraz, chcąc zaimponować hrabini, postępował tak samo.
Hrabina siedziała na swym miejscu, jak skamieniała. Serce ściskało jej się z bólu na widok Anieli. Tyle cierpienia malowało się na jej twarzy, że hrabina po czuła dla niej współczucie i litość.
Aniela, mimo, iż pobladła i zmizerniała, była jeszcze piękniejsza, niż dotąd. Jej smutne zapłakane oczy, z których bił bezmiar bólu, przykuwały do siebie i zmuszały do szacunku.
— Teraz wiemy wszystko o pani — ciągnął dalej sędzia kamiennym głosem przeglądając raporty.
— Będzie dla pani daleko lepiej, jeżeli się odrazu przyzna do wszystkiego.
Aniela zasłoniła sobie rękami twarz. Nie mogła znieść ciepłego spojrzenia hrabiny. Sama nie wiedziała, czemu tak postępuje.
— Pani się wstydzi? Pewnie, że to wstyd być zbrodniarką, — rozpoczął sędzia tonem moralizatorskim. — Rozumiem. Każdemu może się zdarzyć, że postąpi źle; najważniejsze, jeżeli się żałuje złego czynu. Nigdy nie jest za późno, by wyrazić skruchę i przyznać się do wszystkiego. Ponieść zasłużoną karę, oczyścić się przez pokutę w więzieniu i wrócić na drogę uczciwą. Lepiej późno, niż nigdy. Pani jest młoda. Sad weźmie to pod uwagę i wyznaczy łagodną karę. Sam wstawię się za panią, by ją obronić. Ale tylko wówczas, gdy przyzna się do wszystkich zbrodni, popełnionych do spółki z ojcem, kochankiem i pozostałą bandą!

Aniela nagłe osunęła się na podłogę. Hrabina zerwała się z miejsca, jakgdyby chciała ją przytrzymać.
— Spokoju, hrabino, nic jej nie jest. Znamy się na tych sztuczkach. Nie ma pani pojęcia, jacy z nich uzdolnieni aktorzy. Dziewczyna ta jest niezwykłą symulantką. Przekonałem się już o tym. I teraz udaje najbezczelniej w świecie.
— Ależ, panie sędzio, dziewczyna zemdlała — zawołała hrabina, zbliżając się do Anieli. Sędzia jednak powstrzymał ją za ręce, po czym nacisnął dzwonek na biurku.
We drzwiach ukazała się klucznica.
— Proszę sprawdzić stan aresztantki — rzucił sędzia — nie oglądając się wcale na Anielę, która leżała na podłodze z głową opartą o nogę krzesła, nie dając znaku życia.
Strażniczka brutalnie pociągnęła Anielę za włosy, nacisnęła jej nos, szarpnęła za ramię, a widząc, że ta wszystko nie skutkuje, zaczęła ją bić po twarzy. Hrabina, widząc co się dzieje, zawołała z rozpaczy:
— Doktora?.. Ona umiera!..
Sędzia ja uspokoił.
— Proszę się nie przejmować, hrabino. Jesteśmy już przyzwyczajeni do podobnych kawałów histerycznych. Zaręczam pani, że nic jej nie jest. Symuluje, nic ponadto.
Wreszcie Aniela odetchnęła głęboko.
— No i co, nie mówiłem. — zawołał sędzia z triumfującą miną, — że nic jej nie fest? Wiem co mówię.
Sędzia dał znak klucznicy, która stała schylona nad ofiara, by odeszła.
— Proszę mi pozwolić ją orzeźwić perfumami. Od razu się ocknie, — prosiła hrabina, wzruszona tym wypadkiem.
— Proszę bardzo, jeżeli pani hrabina sobie życzy.

Hrabina potarła skronie Anieli perfumami. Zemdlona otworzyła oczy. Ich spojrzenia spotkały się. Hrabina odezwała się pierwsza:
— Czy pani jest lepiej?
Aniela wyprostowała się i odpada zawstydzona, spuszczając oczy:
— Lepiej, proszę pani.. Dziękuję..
Sędzia przyglądał im się przez chwilę, po czym przybrał poprzednią postawę.
— Namyśliła się już pani? — zapytał ostro. — Proszę usiąść. Aniela zajęła miejsce na krześle.
— Poznaje pani hrabinę?
Aniela kiwnęła potakująco głową.
— Czy może nam pan powiedzieć, co uplanowała wówczas do spółki ze swoim kochankiem, gdy zgłosiła Cię do pani hrabiny po objęcie kondycji?
Aniela schyliła głowę.
— Proszę się przyznać. I tak wiemy wszystko.
Aniela wybuchnęła płaczem.
— Znów??!.. huknął sędzia śledczy.
Aniela rozpłakała się jeszcze głośniej. Hrabina nie mogła dłużej przyglądać się jej cierpieniom i rzekła zdecydowanym głosem:
— Panie sędzio, mam wrażenie, że ta dziewczyna jest niewinna...
Sędzia śledczy wybuchnął śmiechem:
— Proszę mi wybaczyć, hrabino, ale pani nie orjentuje się w tym, co za genialna aktorka z tej przestępczyni. Ta dziewczyna rozminęła się z powołaniem — byłaby cudowną aktorką. Ale ze mną nic nie wskóra. Znam się na symulacji. U mnie się nie wykręci. — Przyzna się pani, czy nie? — zawołał groźnym tonem i uczynił krok w stronę Anieli. — Jeżeli nie, nie zjawię się tu więcej. Uprzykrzy się pani czekanie na proces. Mam dużo czasu i cierpliwości...
Hrabinie zakręciły się łzy w oczach. Ze współczuciem odezwała się do Anieli:
— Sądzę, że byłoby lepiej, gdyby się pani przyznała do wszystkiego. Wierzę, że pani jest niewinna. Jestem przekonana, że wówczas zgłosiła się pani do mnie w sprawie objęcia posady, bez ubocznych złych zamiarów. Pani jest na pewno niewinna.
Aniela podniosła na hrabinę swe wielkie oczy, w których malowała się głęboka wdzięczność. Sędzia śledczy poruszył się nerwowo na krześle.
— Pytam po raz ostatni, przyznaje się pani, czy nie?
— Powiem wszystko, co pan sobie życzy, tylko proszę mnie nie męczyć.. Nie mogę dłużej. — zawołała głosem pełnym rozpaczy.
— Pani chciała się dostać do mieszkania hrabiny, by ją okraść po raz drugi? Co? Zgadza się?
— Tak. Zgadza się.
— No!.. Czy nie mówiłem? — zawołał sędzia triumfującym głosem.
Nie zauważył ironicznego wyrazu twarzy Anieli.
— Kto panią tam posłał?.. Pani narzeczony, co? Wiemy na pewno, ze Klawy Janek planował ponowny napad na hrabinę. Pani temu nie zaprzeczy?
— Nie. Nie zaprzeczę.
— Pani ojciec należał również do tef bandy, nieprawdaż? Znamy doskonale rolę pani ojca. Wiemy już wszystko o was. Proszę wyznać wszystko, a wypuszczę panią na wolność. Prawdą jest, co mówię?
— Prawdą.
Sędzia śledczy był tak przejęty notowaniem własnych pytań i własnych odpowiedzi, że nie zauważył z jak zrezygnowanym głosem powtarzała Aniela jego słowa, zgadzając się na wszystko, nie wnikając wcale w treść jego pytań. Nie uszło to jednak uwagi hrabiny. Nie mogła się dłużej przyglądać tej komedii. W stała z miejsca:
— Murzę już pana pożegnać, panie sędzio. Miał pan rację. Sprawiedliwość musi zwyciężyć...
— Czego się pani hrabina tak śpieszy?
— Musze odejść. Muszę!
Podała mu dłoń, która sędzia uścisnął z wielkim szacunkiem. Z Anielą pożegnała się kiwnięciem głowy.
Hrabina wyszła z więzienia złamana. Nie umiała sobie wytłumaczyć, dlaczego żywi tyle sympatii dla pięknej dziewczyny, a tyle odrazy dla rzecznika sprawiedliwości.
Gdy tylko hrabina wyszła, sędzia zarzucił Anielę pytaniami. Nie czekał na jej odpowiedzi. Notował tak, jak uważał dla siebie za wygodne.
Pod koniec przyrzekł aresztowanej, że postara się, by proces odbył się czym prędzej. „Z takimi ptaszkami trzeba się pośpieszyć, by każdy z was otrzymał zasłużona karę“ — oświadczył sędzia i rozkazał przeprowadzić ją do oddzielnej celi.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Icek Boruch Farbarowicz.