Strona:Urke-Nachalnik - Gdyby nie kobiety.djvu/155

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nała złodziei, kto wie, czy by ich wydała. Wiedziała, że pieniędzy i tak nie odzyska.
Ciekawa była tylko zobaczyć Klawego Janka, o którym dzienniki rozpisywały się tak obszernie. Chciała się spotkać oko w oko z tą, która miała czelność wedrzeć się do jej świadomości i stale przypominać sobą wizerunek jej dziecka, które porzuciła przed laty.
Wybiła godzina, kiedy miała się stawić u sędziego śledczego. Nakazała w domu zamknąć porządnie drzwi, uważać na dziecko, po czym wyszła na miasto.
Przez cała drogę myślała o tajemniczej dziewczynie. Sama nie wiedziała, czemu żywiła sympatię dla nieznajomej zbrodniarki i wszelkimi siłami starała się ją wytłumaczyć. Zdawało się, że fotografia owej „Anieli“ w dziennikach, nie pozostawia żadnych wątpliwości co do jej wartości moralnej, a jednak myślała o niej z największą życzliwością.
Sędzia śledczy, ten sam, który przesłuchał aresztowanych w wiezieniu, przywitał hrabinę bardzo uprzejmie. Gdy ją tylko ujrzał na progu, zerwał się ze swe go miejsca i wybiegł jej na spotkanie.
— Proszę, pani będzie łaskawa spocząć, pani hrabino!
Z szacunkiem podał jej krzesło.
— Pani hrabina wybaczy, że ją fatygowałem. Pani rozumie...
Westchnął z pobożną miną i ciągnął dalej:
— Chodzi mi o włamanie, dokonane do mieszkania hrabiny. Moje wezwanie ma na celu dobro pani..
Tym razem hrabina westchnęła.
— Prawie już zapomniałam o tym. Było to tak dawno temu.
— Słusznie. Ale my tak szybko nie zapominamy o naszych obowiązkach. Szukamy i tropimy tak długo, aż znajdziemy złoczyńcę. Sprawiedliwość nigdy nie rezygnuje. Musi zawsze zwyciężyć.