Strona:Urke-Nachalnik - Gdyby nie kobiety.djvu/160

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zeznania, złożone przez nią już po dokonanej u niej kradzieży, były jasne i nie wymagały komentarzy. Z przyzwyczajenia tylko podejrzewał każdego. Oskarżyciel budził w nim zawsze więcej nieufności, niż oskarżony.
Przeglądając akta, dotyczące personalij hrabiny, zauważył na marginesie, obok zaprotokołowanych jej zeznań, drobne uwagi, dokonane przez komisarza Żarskiego. Wyraził się on o niej w ten sposób:
„Kobieta czterdziestoletnia o oczach kameleona, jest hrabiną i nazbyt bogatą, abym ją mógł o coś podejrzewać. A jednak...“
Więcej Żarski o niej nie wspominał. Ale nasz sędzia uchwycił się tych kilku słów i dopatrzył się już w osobie hrabiny tajemniczej postaci. Wyobraźnia poniosła go. Widział przed sobą niebezpiecznego międzynarodowego szpiega...
Gdy sędzia ujrzał hrabinę, z miejsca zmienił zdanie o niej. Dystyngowana dama wywarła na nim nie zwykłe wrażenie, nie wzbudzała już najmniejszego podejrzenia...
Surowy, nieporadny sędzia śledczy zmienił się w eleganckiego reprezentanta sprawiedliwości, jednego z tych, o jakich się czyta często w angielskich powieściach kryminalnych.
Hrabina, nie wiedząc z jakiego typu człowiekiem ma do czynienia, przeraziła się w pierwszej chwili. Wydawało jej się, że człowiek ten o małych, chytrych oczach, lśniących jak u kota, wie o wszstkim i przenika ją nawskroś. Ale wnet zorientowała się, że wygaduje, co mu ślina na jeżyk przyniesie, że chce jej tylko zaimponować mądrością i „fachowością“.
W głębi duszy nie była jednak pewna, kogo ma przed sobą. Doznawała różnych uczuć. To jej się wydawało, że wie coś o niej, to znów okazywało się, że jej lęk jest nieuzasadniony. W wyobraźni zaliczała go do ludzi, których trudno zgryźć z pierwszego wejrze-