Strona:Urke-Nachalnik - Gdyby nie kobiety.djvu/153

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jąc coraz nowe czasami logiczne, czasami bezmyślne przypuszczenia.. Sama nie rozumiała, dlaczego ją tak zainteresowała ta nieznana dziewczyna.
Pokojówka zaniepokojona faktem, że hrabina tak długo nie dzwoni na śniadanie, zapukała delikatnie do drzwi.
Hrabina zerwała się, jak ze snu i odezwała się cichym głosem: — „Proszę“.
— Pani hrabina jeszcze nic nie jadła, — rzekła pokojówka. Załamała przy tym rozpaczliwie ręce, jak gdyby sprawa posiłku była najważniejszym problemem życiowym.
— Dziękuję.. Nie jestem głodna.
— Pani hrabina znów płakała — zbliżyła się pokojówka, spoglądając ze współczuciem na swą panią.
— Wydaje ci się.. Możesz odejść.. — uśmiechnęła się hrabina ze smutkiem. — Podasz mi wcześniej obiad. Muszę teraz wyjść na miasto.
— A śniadanie?
— Nie mogę jeść...
Pokojówka nieufnym wzrokiem spojrzała na korespondencję, która leżała na stoliku.
— Czemu tak stoisz? Idź!
— Chciałam.. Chciałam pani hrabinie zakomunikować...
— Co się stało? — spojrzała na nią hrabina niespokojnym wzrokiem.
— Był tu policjant..
— Policjant? — powtórzyła hrabina przerażona. Serce jej zabiło mocniej. Przypomniała sobie przeczytaną w dziennikach wiadomość.
— Zostawił polecenie, by pani hrabina zgłosiła się do urzędu śledczego w bardzo pilnej sprawie.
— Do jakiego sędziego?.. Czyś oszalała?
— Zostawił wezwanie.
— Podaj je prędzej.