Strona:Urke-Nachalnik - Gdyby nie kobiety.djvu/162

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Czy pani to czytała?
Oczy hrabiny spoczęły na trzech fotografiach. Sędzia nie odrywał wzroku od hrabiny. Śledził każde drgnienie jej powiek.
— Czy pani ich zna?
— Skąd?...
— Proszę im się przyjrzeć dokładnie. To bardzo popularne postacie.
— Dziwię się pańskiemu pytaniu. Skąd do mnie tego rodzaju znajomości?..
— A tego pana z bródką pani również nie zna Proszę sobie przypomnieć!
Hrabina wpiła wzrok w fotografię. Serce zabiło mocniej, jakgdyby chciało wyskoczyć... Wydało jej się, że pewne rysy twarzy, profil, wielkie oczy osłonięte gęstymi brwiami, są jej dziwnie znajome. Ale wnet opanowała się. „To nie Lipa“ — upewniła się. Zdjęcie przed stawiało starszego, zgarbionego pana. Nie, to nie był jej silny, dzielny Staszek.
Hrabina zachowała w swej pamięci obraz Staśka Lipy takim, jakim był dawniej. Widziała go młodego, silnego. Nie przyszło jej na myśl, że się zmienił w ciągu tylu lat. Za nic nie chciała uwierzyć, że ma przed sobą podobiznę byłego męża.
— Nie! Nie znam tego człowieka — odparła i wstała oburzona z miejsca.
— Pani odchodzi? Proszę, jeszcze chwileczkę.
Hrabina dumnie uniosła głowę.
— To co pana interesuje, panie sędzio, jest dla mnie zupełnie obojętne.
— Dziękuje za zaufanie. Niestety, nie mam więcej czasu. Muszę odejść.
Przez chwilę spoglądali na siebie. Oboje myśleli o czym innym.
Sędziemu poprostu imponowało, że może przebywać w towarzystwie prawdziwej hrabiny, tym bardziej, że była jeszcze piękna i ponętna. Nie przypuszczał wca-