Strona:Urke-Nachalnik - Gdyby nie kobiety.djvu/170

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Panie sędzio, mam wrażenie, że ta dziewczyna jest niewinna...
Sędzia śledczy wybuchnął śmiechem:
— Proszę mi wybaczyć, hrabino, ale pani nie orjentuje się w tym, co za genialna aktorka z tej przestępczyni. Ta dziewczyna rozminęła się z powołaniem — byłaby cudowną aktorką; Ale ze mną nic nie wskóra. Znam się na symulacji. U mnie się nie wykręci. — Przyzna się pani, czy nie? — zawołał groźnym tonem i uczynił krok w stronę Anieli. — Jeżeli nie, nie zjawię się tu więcej. Uprzykrzy się pani czekanie na proces. Mam dużo czasu i cierpliwości...
Hrabinie zakręciły się łzy w oczach. Ze współczuciem odezwała się do Anieli:
— Sądzę, że byłoby lepiej, gdyby się pani przyznała do wszystkiego. Wierzę, że pani jest niewinna. Jestem przekonana, że wówczas zgłosiła się pani do mnie w sprawie objęcia posady, bez ubocznych złych zamiarów. Pani jest na pewno niewinna.
Aniela podniosła na hrabinę swe wielkie oczy, w których malowała się głęboka wdzięczność. Sędzia śledczy poruszył się nerwowo na krześle.
— Pytam po raz ostatni, przyznaje się pani, czy nie?
— Powiem wszystko, co pan sobie życzy, tylko proszę mnie nie męczyć.. Nie mogę dłużej. — zawołała głosem pełnym rozpaczy.
— Pani chciała się dostać do mieszkania hrabiny, by ją okraść po raz drugi? Co? Zgadza się?
— Tak. Zgadza się.
— No!.. Czy nie mówiłem? — zawołał sędzia triumfującym głosem.
Nie zauważył ironicznego wyrazu twarzy Anieli.
— Kto panią tam posłał?.. Pani narzeczony, co? Wiemy na pewno, ze Klawy Janek planował ponowny napad na hrabinę. Pani temu nie zaprzeczy?