W pałacu carów/XI

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Aleksander Dumas (ojciec)
Tytuł W pałacu carów
Podtytuł Powieść historyczna
Data wydania 1932
Wydawnictwo Biblioteka Echa Polskiego
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
XI.

Po śmierci Katarzyny II, na tron wstąpił Paweł I. Usunięty przez długi czas ze dworu, pozbawiony swych dzieci, których wychowanie i edukacja wzięła na siebie jego babka, nowy car jął przejawiać w stosunku do otoczenia nieufność i okrucieństwo, która w ciągu krótkiego czasu uczyniły jego panowanie nieznośnem dla całej Rosji.
Paweł I wstąpił na tron carów po 35 latach wszelkich osobistych przykrości, wygnania i pogardy, — mając lat czterdzieści i trzy. Wycierpiał się niemało przez lata poniżenia, ale i nauczył wielu rzeczy. Oto dlaczego wkroczył na tron z kieszeniami wszelakich dekretów, rozporządzeń i postanowień rządowych, ułożonych i opracowanych w czasie długich lat wygnania. A posiadłszy władzę, zażądał, aby wszystkie jego dekrety natychmiast zostały wykonane, — nietylko po kolei, lecz wszystkie naraz.
Przedewszystkiem, w przeciwieństwie do polityki Katarzyny, którą wspominał li tylko z nienawiścią, starał się Paweł I robić to wszystko, co kontrastowało z jej dążeniami, czy poglądami. I oto, powodowany takiemi uczuciami, mianował wielkiego księcia Aleksandra wojennym gubernatorem Sankt Petersburga. Cesarzowa Marja Teodorówna, jego żona, która dotychczas nieraz się użalała na oziębienie uczuć Pawła ku niej — naraz ze zdumieniem, połączonym z lękiem zauważyła, że car począł ją traktować łagodnie, ba, nawet miłośnie... Nie będąc w stanie wytłomaczenia sobie takiego zwrotu w uczuciach małżonka, z początku zwątpiła w szczerość tychże uczuć, ale już wkrótce uwierzyła w tę dobrotliwą przemianę.
Opanowany przez ducha przekory, przejawiającego się zwłaszcza tam, gdzie najmniej go oczekiwano, zaraz w swym pierwszym dekrecie rozkazał car Paweł I powstrzymać pobór rekrutów, niedawno rozpoczęty na mocy rozkazu Katarzyny, według którego to dekretu w całem państwie miano pobrać do rekrutów każdego jednego na stu chłopów pańszczyźnianych. Był to nietylko humanitarny, lecz nawet wysoce polityczny krok ze strony Pawła, ponieważ zyskał nowemu władcy odrazu wdzięczność szlachty, której dekret Katarzyny wielce ciężył, ale i miłość chłopów, którzy wielce cierpieli z powodu dekretu carycy.
Hrabia Zubow, ostatni faworyt Katarzyny, gdy car Paweł wstąpił na tron — wpadł w wielką rozpacz, przekonany, że stracił bezpowrotnie wszystko wraz ze śmiercią swej władczyni i protektorki. Zubow jął lękać się nietylko o swą wolność, ale nawet o życie. Dowiedziawszy się o tem, car Paweł zawezwał go do siebie, oświadczył mu, że zatrzymuje go na wszystkich zajmowanych przezeń dotąd stanowiskach, a nado-miar udziela mu nominacji na generał-adjutanta. Przyczem rzekł:
— Życzę sobie, aby pan dalej wykonywał swe obowiązki tak, jak je wykonywał za życia mej matki Katarzyny. Spodziewam się, że będzie mi pan służyć tak samo wiernie, jak służył pan jej!
W owym czasie bohater Polski generał Tadeusz Kościuszko, był jeńcem w Petersburgu. Trzymano go w jednym z pałaców, przyczem przydzielono doń na stałe jednego z majorów. Car Paweł, dowiedziawszy się o tym losie wielkiego człowieka, postanowił uwolnić go z niewoli i udał się sam, by go o tej swej decyzji powiadomić. Kościuszko zdumiony tem, że sam Car odwiedził go, w pierwszym momencie zapomnia nawet podziękować Pawłowi. Ale gdy Paweł opuścił jego skromną kwaterę, udał się do pałacu cara z głową obandażowaną wskutek ran odniesionych w bitwie pod Maciejowicami.
Wysłuchawszy jego podziękowania, car Paweł ofiarował mu wielki majątek w Polsce, ale Tadeusz Kościuszko odmówił przyjęcia daru z rąk cara, prosząc jedynie, by mógł otrzymać skromne pieniądze na dożywocie tam, gdzie chce żyć. Wzruszony car Paweł rozkazał wydać Kościuszce 100,000 rubli. Kościuszko, na razie nie mogąc nic zdziałać dla swej ojczyzny, opuścił Petersburg i udał się do Szwajcarji, gdzie też i umarł.
Wśród takich oto dekretów i postanowień, które wbrew obawie całego świata, zapowiadały dobre i szlachetne panowanie Pawła I-go, nastał moment uroczystego pogrzebu zmarłej carycy. Paweł postanowił teraz spełnić swój podwójny obowiązek synowski.
Trzeba wiedzieć, że w ciągu 35 lat imię ojca Pawła, nieszczęsnego Piotra III wymawiano w Petersburgu tylko — szeptem. Paweł udał się do Aleksandro—Newskiego klasztoru, gdzie został pochowany ów nieszczęsny niekoronowany imperator Rosji, rozkazał otworzyć jego trumnę, padł na kolana przed nią, a wyjąwszy z trumny rękawiczkę zmarłego, począł ją gwałtownie całować niezliczoną ilość razy. Poczem kazał postawić trumnę pośrodku cerkwi i śpiewać nad nią psalmy żałobne w ten sam sposób, w jaki dopiero co odśpiewywano psalmy nad zwłokami nienawistnej Katarzyny, ustawionemi na paradnym katafalku w jednej z sal pałacu...
Wyszukawszy w Gatczynie, w miejscu swej byłej deportacji, gdzie przeżył przeszło trzecią część wieku, niejakiego barona Ungern-Hernberga, który służył był wiernie jego ojcu Piotrowi III, zawezwał tegoż Ungern-Hernberga do Zimowego Pałacu.
Gdy starzec stanął przed obliczem cara, Paweł zaprowadził go do komnaty w której wisiał portret zmarłego imperatora Piotra III i rzekł:
— Zaprosiłem pana tu po to, by wyrazić w pańskiej obecności swe synowskie: miłość i hołd pamięci nieszczęśliwego ojca.
I postawiwszy Ungern-Hernberga przed portretem ojca, ucałował go w oba policzki, mianował generał szef-generałem, zawiesił mu na szyi order Aleksandra Newskiego, prosząc by stanął na straży przy trumnie ojcowej w tym samym uniformie, jaki nosił za życia Piotra III.
Nadszedł dzień owej smutnej ceremonji. Piotr III— jak wiadomo — nie był koronowany a przeto pogrzebany został pospolity pan rosyjski. Paweł I rozkazał ukoronować go w trumnie, przenieść do pałacu i postawić zwłoki obok zwłok Katarzyny. Poczem z pałacu szczątki obojga władców Rosji przewiezione zostały do fortecy i ustawione na katafalku, aby mógł się lud z niemi pożegnać... Przez 8 dni dworzanie, chcąc przypodobać się nowemu carowi, całowali ręce Piotra III.
Ale po tej ceremonji ze zwłokami swych rodziców, Paweł I, jakgdyby zapomniał o przeszłości. Odosobniwszy się w swym pałacu w Gatczynie z dwiema czy trzema rotami gwardji, pogrążył się całkowicie w drobiazgi życia wojskowego, całe dni spędzając nad czyszczeniem swego uniformu, a robił to z takiem samem upodobaniem, z jakiem kniaź Potemkin bawił się swemi brylantami...
Już od samego świtu wszystko w pałacu przybierało specjalny charakter. Nowy car, przed rozpatrywaniem spraw państwowych — oddawał się całkowicie tym drobiazgom, które umyślił niezbędnie wprowadzić do życia armji.
Codziennie około godziny trzeciej rano car osobiście odbywał na dziedzińcu pałacu Zimowego ćwiczenia żołnierzy, których musztrował podług swego sposobu. Te ćwiczenia, które zyskały nazwę „wacht-parada” — stały się nie tylko najważniejszą sprawą jego rządów, ale również ośrodkiem jego trosk administracyjnych i państwowych.
Na tych paradach wydawał rozkazy, dekrety i przyjmował petentów. Codziennie z obu wielkimi książętami, Aleksandrem i Konstantym, przez trzy godziny w jednym tylko mundurze, nie bacząc na największe nawet mrozy, zmuszał swych żołnierzy do maszerowania, podnosząc i opuszczając pałkę trzcinową i powtarzjąc: „raz—dwa, raz—dwa!” Przyczem podskakiwał na miejscu, aby choć trochę ogrzać swe zastygłe członki.
Te wszystkie drobnostki wojskowe stały się dlań wkrótce... najważniejszą sprawą państwową. Przedewszystkiem zmienił car Paweł I kolor narodowej chorągwi rosyjskiej, odrzucając kolor biały, a wprowadzając czarny z żółtem obramowaniem. To — jak mówił — robił dlatego, że biały kolor rzuca się zdaleka w oczy, podczas gdy czarny łatwo zlewa się z tłem otaczającem go, skutkiem czego nieprzyjaciel nie może go tak łatwo rozpoznać...
Ten sam kolor wprowadził do umundurowania żołnierzy. Ale nie tylko na tem stanęła owa reforma: Stopniowo ogarnęła ona również wysokość batów żołnierskich, guzików na getrach etc., to też, jeśli ktoś pragnął zwrócić na się łaskawe spojrzenie cara i ujść za najbardziej oddanego mu sługę — starczyło mu przyjść na następną „wacht-paradę” z temi innowacjami w uniformie, które Paweł wprowadził dzień przedtem. Bywało i tak, że taki pośpiech i gotowość w wykonaniu najmniejszych kaprysów cara — nagradzane zostały orderem i nadaniem wyższego stopnia służby.
Z takiem samem przejęciem się traktował car Paweł I nie tylko uniformy żołnierzy, których bezustanku to ubierał to rozbierał, — podobnie jak to robi dziecko z lalkami, — ale i strój ludności. Wielka rewolucja francuska wprowadziła do nas modę na duże okrągłe kapelusze, ale car Paweł odniósł się z nienawiścią do tej rewolucyjnej mody, to też pewnego pięknego poranka ukazał się rozkaz, najsurowiej zakazujący ludziom ukazywanie się w takich kapeluszach na ulicach stolicy...
Poczęści przez niepoinformowanie, poczęści przez opozycję rozkaz ten nie został wykonany z takim pośpiechem, jakiego oczekiwał car fantasta. Widząc to, Paweł I poustawiał przy wszystkich krzyżowaniach ulic kozaków i policjantów z nakazem zrywania kapeluszy z głów przyczem sam wyjeżdżał na miasto, by skontrolować, czy nakaz jest ściśle wykonany.
Pewnego dnia, wracając do pałacu z takiej przejażdżki po mieście — ujrzał na ulicy jakiegoś anglika, mającego na głowie nienawistny mu okrągły kapelusz. Anglik ów, uważając snadź, że rozkaz tego rodzaju jest jawnym zamachem na jego osobistą wolność, nie wykonał go. Car Paweł zatrzymał się, rozkazując jednemu z oficerów zerwać kapelusz z głowy zuchwalca, który poważył się ukazać w tym rewolucyjnym kapeluszu tak niedaleko od pałacu — na Placu Admiralicji... Oficer podjechał do wolnego syna Albionu, ale zbliżywszy się, ujrzał, że ma on na głowie zupełnie legalny trójkątny kapelusz! Zawrócił tedy i złożył relację carowi.
Paweł bierze do oczu lornetkę i patrzy na anglika, który, jakgdyby nigdy nic — podąża sobie dalej... Car, patrzy i widzi, że anglik ma na głowie okrągły kapelusz. Widocznie oficer omylił się. Rozgniewany Paweł rozkazuje mu iść do aresztu, a zamiast niego posyła jednego ze swych adjutantów, który chcąc się przypodobać carowi — pędzi co koń wyskoczy do anglika. I cóż? Pokazuje się, że car omylił się: anglik ma na głowie rzeczywiście trójkątny kapelusz. Adjutant zawraca i salutując składa raport Pawłowi. Ten znowu nastawia na anglika lornetkę i... śle do aresztu, wraz z oficerem, także adjutanta, gdyż widzi wyraźnie, że anglik ma na sobie rewolucyjny kapelusz.
Do sprawy, koniec końców, miesza się jeden z generałów, którego Paweł wysyła, aby zbadał tajemnicę kapelusza, tak fatalną w następstwie dla obu oficerów. Generał udaje się, ale widzi, że kształt kapelusza zmienia się w miarę zbliżania się do anglika, przechodząc stopniowo z okrągłego w trójkątny. Obawiając się, aby go nie spotkał ten sam los co jego poprzedników — sprowadza hardego syna Albionu przed oblicze wściekłego cara i... wtedy wszystko naraz wyjaśnia się. Pokazało się, że sprytny anglik, chcąc pogodzić swą godność i niezależność narodową z kaprysem obcego monarchy, kazał sobie zrobić taki kapelusz, że ten dzięki ukrytej w nim sprężynie mógł był naraz zmieniać kształt, stając się z zakazanego okrągłego — legalnym, trójkątnym...
Carowi idea ta wydała się tak wspaniałą, że nietylko uwolnił z aresztu obu oficerów, ale nawet pozwolił dowcipnemu anglikowi nosić stale takie kapelusze, jakie mu się żywnie spodobają.
Za tym dekretem o „kapeluszach rewolucyjnych“ poszedł rozkaz o powozach. Pewnego dnia zakazano w Petersburgu jeździć po ulicach w powozach z zaprzęgiem rosyjskim, to jest tak, aby woźnica siedział wierzchem na prawym koniu a kierował lewym. Posiadaczom powozów, land, i dorożek dano piętnaście dni czasu do zaopatrzenia się w uprzęż niemiecką, po tym zaś terminie polecono policji obcinać lejce w tych powozach, które będą mieć zaprzęg niezgodny z rozkazem.
Reforma dotknęła poza powozami nawet woźniców: kazano im ubierać się na sposób niemiecki i pogolić brody. Zdarzyło się, że pewien oficer, który nie zdołał przerobić zaprzęgu swego na taki, jaki przepisywał dekret — zdecydował się udać na wacht-paradę pieszo, obawiając się, że mógłby wyglądem swego powozu rozgniewać najjaśniejszego cara... Otulony w olbrzymie futro, szedł na miejsce służby, podczas gdy jego ordynans niósł z tylu szablę. Nagle, trzeba trafa, spotkał ich na drodze Paweł I. Ujrzawszy takie zlekceważenie dyscypliny car wpadł w gniew, kazał oficera pozbawić stopnia oficerskiego i zrobić pospolitym żołnierzem, a żołnierza zrobić oficerem.
We wszystkich dziedzinach życia wprowadzono najściślejszą etykietę. Stary zwyczaj wymagał, aby w razie spotkania na ulicy cesarza, cesarzowej lub cesarzewicza obywatel państwa rosyjskiego zatrzymywał się, wychodził z powozu i witał ich. Zwyczaj ten został cofnięty podczas panowania carycy Katarzyny, ale Paweł I przywrócił go natychmiast po swem wstąpieniu na tron, w całej surowości...
Pewien generał, którego ludzie nie poznali na ulicy powozu Jego Cesarskiej Mości, i nie spełnili powyższego rozkazu, został za to osadzony w areszcie. Kiedy skończył się termin jego aresztu chciano mu zwrócić szablę, lecz ten odmówił przyjęcia tejże, mówiąc że jest to szabla honorowa, ofiarowana mu przez Katarzynę, przekonaną, że nie będzie mu ona nigdy odebraną. Paweł kazał podać sobie tę szablę, obejrzał ją dokładnie i przekonał się rzeczywiście, że szabla jest złota, ozdobiona brylantami. Zawezwał do siebie generała i zwrócił mu szablę, mówiąc, że nie ma nic przeciwko niemu, ale równocześnie rozkazał mu... w ciągu 24 godzin opuścić miasto i wyjechać do armji.
Niestety, nie zawsze wszystko kończyło się tak szczęśliwie! Razu pewnego jeden z brygadjerów, niejaki Licharew zachorował w swej wsi. Wówczas żona Licharewa udała się do Petersburga po lekarza. Na swe nieszczęście spotkała na ulicy jadącego w powozie cara Pawła. A że ani ona, ani nikt z jej ludzi nie był od trzech miesięcy w stolicy — tedy nikt z nich nie słyszał w nowym dekrecie carskim. Nieszczęsna niewiasta przejechała, nie zatrzymując się koło Pawła. Rzecz prosta, car natychmiast zwrócił uwagę na takie przekroczenie jego dekretu i bezzwłocznie wysłał pogoń za tą kobietą swego adjutanta, z rozkazem oddania czterech jej ludzi w rekruty, oraz osadzenia jej samej w areszcie. Rozkaz został natychmiast spełniony, ale nieszczęsna niewiasta zwarjowała, a jej mąż zmarł we wsi, będąc pozostawiony bez lekarskiej pomocy.
Jeszcze surowsza etykieta panowała wewnątrz pałacu. Podczas całowania ręki cara Pawła I, wszyscy wierni poddani mieli padać na kolana. Książe Jerzy Golicyn osadzony został w areszcie za to, że niedość nizko się skłonił, i że zbyt niedbale pocałował rękę Jego Cesarskiej Mości.
Wszystkie te niepoczytalności są wzięte z życia cara Pawła I. One właśnie uczyniły pod koniec czwartego roku jego rządów niemożliwem poprostu dalsze jego panowanie. Niepoczytalności carskie z każdym dniem wzrastały. Stał się on okrutnym samodzierżcą, którego najmniejsze pragnienie stało się wnet prawem. Paweł I czuł instynktownie, że grozi mu nieznane, ale zupełnie realne niebezpieczeństwo, to też lęk jeszcze bardziej zamraczał jego i tak już niesamowitą duszę. Car prawie zupełnie zamknął się teraz w Pałacu Michajłowskim, wystawionym przezeń na miejscu, gdzie poprzednio był pałac Letni Pałac ten, pomalowany na czerwono, w dowód sympatji dla gustu jednej z jego kochanek, która razu pewnego przybyła wieczorem do pałacu w czerwonych rękawiczkach, był potężnym gmachem w stylu ciężkim, z niezliczonem mnóstwem bastjonów, w których car czuł się całkowicie bezpiecznym... Bał się bezustannie zamachu, będąc poza tym pałacem.
Car Paweł posiadał dwóch ulubieńców, bardzo ugruntowanych na swych stanowiskach. Jednym z nich był niejaki Kutaison, z pochodzenia turek, który ongiś był podobno golibrodą cara Pawła a teraz bez żadnych zasług, stał się jednym z najbardziej wpływowych osób w cesarstwie... Drugim był hrabia Pahlen, szlachcic kurlandzki, generał-major podczas rządów Katarzyny II, który dzięki przyjaźni i protekcji Zubowa, ostatniego z faworytów carycy — otrzymał stanowisko cywilnego gubernatora miasta Rygi.
Dzieje karjery hrabiego Pahlena są takie: Na krótki czas przed swem wstąpieniem na tron, przybył Paweł do Rygi. Było to w czasie, gdy przyszły car Rosji był w niełasce, i dworzanie ledwie śmieli z nim mówić. Wtedy to hrabia Pahlen, przebywający w Rydze, świadczył mu wszystkie honory, należne Pawłowi jako następcy tronu. Paweł, nie przyzwyczajony do takich hołdów, przechował w duszy wdzięczność dla Pahlena. Wstąpiwszy na tron, przypomniał sobie owe przyjęcie, które mu sprawił Pahlen, to też zawezwał go do stolicy, odznaczył wysokim orderem i mianował szefem gwardji oraz gubernatorem Petersburga.
Ale Pahlen, aczkolwiek zajmował tak wysoki urząd przy carze Pawle przez cztery lata — bardzo dobrze rozumiał całą kruchość losów ludzkich. Pahlen widział w swem życiu tylu ludzi, którzy najprzód wybili się wysoko, a następnie runęli — że dziwił się tylko, w jaki sposób on sam dotychczas nie skręcił karku?
Przeto postanowił uprzedzić swój upadek — przez obalenie Pawła...
Zdarzyło się, że Zubow, protektor Pahlena, którego car mianował najpierw generał-adjutantem oraz komendantem pałacowym — naraz stracił łaski cara. Obudziwszy się pewnego dnia rano, dowiedział się, że jego kancelarja została opieczętowana, dwaj główni jego sekretarze, Altesti oraz Grzybowski wtrąceni do więzienia, a wszyscy oficerowie z jego sztabu oraz świty mają albo wrócić do swych pułków, albo podać się do dymisji. W tym samym czasie car Paweł — przez jakiś dziwny kontrast — podarował mu pałac, a już nazajutrz pozbawił go wszelkich orderów i stanowisk! Zubow zajmował dwadzieścia pięć stanowisk, które teraz oto miał był opuścić, otrzymawszy równocześnie rozkaz natychmiast wyjechać z granic Rosji. Wyjechał i zamieszkał w Niemczech, gdzie — wychowany na dobrym tonie, panującym na dworze carycy Katarzyny — i wyróżniającym się nie tylko urodą, ale i rozumem — był dobrym wzorem dla otoczenia.
I oto do Niemiec, przybył do Zubowa, wysłaniec od hrabiego Pahlena. Prawdopodobnie Zubow uskarżał się wobec dawnego protegowanego na swe niezasłużone wygnanie, całkiem zrozumiałe, — dość, że Pahlen przysłał mu odpowiedź na jago żałosny list. W liście tym Pahlen dał mu następującą radę: udać, jakoby on, Zubow, chce się ożenić z córką ulubieńca cara Pawła, Kutaisowa! Samo przez się rozumie się, że car Paweł, któremu ta wieść pochlebi, nie omieszka pozwolić wygnańcowi wrócić do Petersburga, a wtedy zobaczymy, co trzeba będzie robić dalej...
Zubow spełnił radę Pahlena. Pewnego dnia Kutaisow otrzymał list od Zubowa, w którym tenże prosi o rękę jego córki. Eks-golibroda i krętacz, któremu niezmiernie pochlebiła powyższa propozycja — natychmiast udał się do pałacu Michajłowskiego, padł do nóg cara Pawła i trzymając w rękach list Zubowa, począł błagać cara, by uszczęśliwił jego oraz jego córkę i pozwolił najmiłościwiej wyjść za mąż za Zubowa. Paweł rzucił okiem na list, który Kutaisow miał w rękach, przeczytał i rzekł:
— Jest to pierwsza mądra myśl, która przyszła do głowy temu szaleńcowi. Dobrze. Niech wraca.
W dwa tygodnie potem wrócił Zubow z wygnania do Petersburga na mocy najmiłościwszego zezwolenia i począł zabiegać o rękę córki ulubieńca cara...
I otóż pod osłoną tych zdarzeń, zrodził się i rozrósł spisek na cara Pawła I, spisek, który wciągnął do zamachu wielu malkontentów. Początkowo spiskowcy marzyli jeno o detronizacji obłąkanego cara, to jest, o pozbawieniu go władzy. Stanowiło to ostateczny cel ich dążeń. Car Paweł miał być przez nich deportowany, — po zrzeczeniu się tronu, — do jakiejś daleko położonej gubernji, a zamiast niego miał był wstąpić na tron wielki książę Aleksander, którym spiskowcy dysponowali zupełnie bez jego wiedzy. Ale byli i tacy ludzie wśród spiskowców, którzy rozumieli, że sprawa może się nie tak skończyć. Wiedzieli oni, że Aleksander nie przyłączy się do spisku i że napewno nie weźmie władzy z ich rąk.
Tymczasem Pahlen, aczkolwiek był głową spisku, zachowywał się tak, że nie dawał najmniejszego powodu do podejrzeń: zależnie od okoliczności mógł był pójść razem ze spiskowcami albo stanąć po stronie Pawła. Taka chwiejność jego postępowania oziębiła, naogół, ku niemu spiskowców, i sprawa być może, wlokła by się jeszcze długo, gdyby sam Pahlen nie popchnął jej naprzód pewnym swym czynem. Znając dobrze charakter Pawła, Pahlen, naturalnie, już zawczasu liczył na zupełne powodzenie swego zamysłu, który na tem polegał, że Pahlen napisał do cara list anonimowy, w którym wspomniał o spisku, grożącym carowi. Do listu dołączona została lista, z wymienionymi wszystkimi spiskowcami...
Car Paweł, otrzymawszy ten list, przedewszystkiem rozkazał zdwoić straże w pałacu Michajłowskim i zawezwał do siebie — Pahlena.
Pahlen zgóry był przygotowany na to wezwanie do cara, to też bezzwłocznie przybył do pałacu. Zastał cara Pawła w pokoju sypialnym, położonym na pierwszym piętrze. Była to obszerna czterokątna komnata, z drzwiami nawprost kominka oraz dwoma oknami, wychodzącemi na dziedziniec. Koło ściany, będącej nawprost okien, stało łoże cara Pawła, a koło niego znajdowały się drzwi potajemne, prowadzące do pokojów carycy. W pewnej odległości od carskiego łoża, w podłodze znajdowały się drugie drzwi potajemne, które otwierały się przy naciśnięciu nogą w pewnem miejscu. Pod podłogą znajdowały się schody, prowadzące do korytarza, skąd przejściem pedziemnem można było bezpiecznie wyjść na świeże powietrze.
Car Paweł chodził wielkimi krokami po komnacie, rzucając raz po raz gniewne okrzyki. Otwarły się drzwi i wszedł — Pahlen. Car zwrócił się ku niemu. Stanąwszy nawprost niego ze skrzyżowanemu na piersiach rękoma, przeszywając go wzrokiem, rzekł:
— Hrabio, czy wiesz, co dzieje się w Petersburgu?
— Wiem, — odparł Pahlen. — Najmiłościwszy mój pan cesarz rozkazał mi tu przybyć, przeto pośpieszyłem się spełnić jego rozkaz.
— Czy wiesz, hrabio, dlaczego zawezwałem cię? — spytał car z widocznem zniecierpliwieniem.
— Czekam, aż Wasza Cesarska Mość raczy mi to wyjaśnić.
— Wezwałem cię, hrabio, by ci zakomunikować, że w stolicy powstał przeciwko mnie spisek!
— Wiem o tem, Wasza Cesarska Mości.
— Jakto! Pan wiesz o tem?
— Wiem, i nawet sam też jestem w liczbie spiskowców.
— Oto, — rzeki car — otrzymałem listę, na której są wszyscy wymienieni.
— A ja mam je dwie, Wasza Cesarska Mości! Oto one.
— Do kroćset!... — huknął car Paweł, nie wiedząc czemu tu wierzyć.
— Wasza Cesarska Mość, — ciągnął Pahlen, — niech raczy porównać obie listy; jeśli ten, kto ją nadesłał zna się na rzeczy, to obie listy powinny być identyczne.
— Patrz pan, — rzekł Paweł.
— Owszem, — odparł Pahlen, przebiegając listę oczami, — wymienione są tu wszystkie osoby oprócz trzech.
— Oprócz kogo? — żywo zapytał on.
— Wasza Cesarska Mość wybaczy, że nie śmiem wymienić ich, ale teraz mamy niezbity dowód prawdziwości moich informacyj. Ufam, że Wasza Cesarska Mość odniesie się do mnie z zupełnem zaufaniem i zechce całkowicie na mnie polegać...
— Mów pan wszystko, — przerwał mu car, — kto są oni? Chcę wiedzieć natychmiast, kto są te trzy osoby?!
— Wasza Cesarska Mości — powtórzył Pahlen, schylając głowę, — nie mam tego zuchwalstwa, by wymówić te trzy imiona pomazańców...
— Czekam! — groźnie zawołał car Paweł, rzucając wzrok na potajemne drzwi, prowadzące do apartamentów cesarzowej, — wiem, pan napomykasz o imperatorowej, o cesarzewiczu Aleksandrze i wielkim księciu Konstantym?
— Prawo nie powinno znać imion tych, kogo nie może dotknąć się.
— Prawo dotknie się wszystkich, — zawołał Paweł, — a wina, czyjakolwiek będzie, poniesie należy tą karę! Pahlen, rozkazuję ci natychmiast aresztować obu wielkich książąt i wysłać ich jutro do Szlisselburga. Co się zaś tyczy imperatorowej — to sam się co do niej rozporządzę. A rozprawienie się z resztą spiskowców — już panu pozostawiam.
— Według rozkazu, Wasza Cesarska Mości, — odparł Pahlen, — ale poproszę wydać mi rozkaz na piśmie. Choćby nie wiem jak nietykalna była osobistość, choćby nie wiem jak wysokiem było stanowisko winnych — spełnię ściśle twój rozkaz.
— Tyś jest jedyny mój wierny sługa! — zawołał car Paweł, — strzeż mnie, albowiem widzę, że wszyscy pragną mej śmierci i nikogo nie mam przy sobie, prócz ciebie!
Mówiąc to, car Paweł skreślił rozkaz o aresztowaniu obu wielkich książąt, poczem wręczył go Pahlenowi...
Tego tylko pragnął sprytny spiskowiec... Mając w rękach ten rozkaz, natychmiast udał się do mieszkania Zubowa, w którem, jak to wiedział, zgromadzili się spiskowcy.
— Wszystko wykryło się, — rzekł do nich, — oto macie rozkaz cara aresztowania wielkich książąt! Nie wolno nam teraz tracić ani chwili. Dziś w nocy jeszcze jestem gubernatorem sankt-petersburskim, a jutro już, być może, będę w więzieniu. Trzeba zdecydować się działać natychmiast!
W istocie nie można było zwlekać, ponieważ opieszałość groziła wszystkim szafotem, a conajmniej zesłaniem na Sybir. To też spiskowcy umówili się, że jeszcze tej nocy zejdą się u hrabiego Golicyna, dowódcy pułku Preobrażeńskiego. Że zaś nie było ich zbyt wielu, tedy postanowili przyciągnąć do siebie wszystkich niezadowoleńców, aresztowanych w tymże dniu w stolicy.
Okoliczności sprzyjały im pod tym względem, ponieważ tegoż dnia zostało zaaresztowanych blisko 30 oficerów z najlepszych rodzin petersburskich, przyczem niektórzy z nich zostali zdegradowani, wtrąceni do więzienia lub też zesłani na wygnanie za czyny, zasługujące conajwyżej — wymówki. Hrabia Pahlen wydał polecenie, aby w różnych częściach miasta, w pobliżu więzień, w których znajdowali się aresztowani oficerowie — trzymano w pogotowiu po kilka sań, które byłyby dla dyspozycji tych więźniów. Zaczem, widząc, że spiskowcy trzymają się dobrze — podążył do cesarzewicza Aleksandra.
Aleksander przed chwilą właśnie spotkał ojca i według zwyczaju, chciał podejść do niego, by się przywitać, ale car Paweł dał mu znak, by się nie zbliżał i rozkazał udać się do swej komnaty i czekać na dalsze rozkazy.
Pahlen zastał Aleksandra w jego komnacie wielce zaniepokojonego tą nagłą surowością ojca, której powodów zupełnie nie znał.
Ujrzawszy Pahlena, Aleksander zapytał go, czy nie przybywa czasem do niego z rozkazu ojca?
— Niestety, — odparł Pahlen, — Jego Cesarska Mość dał mi okropne polecenie.
— Jakież to? — spytał Aleksander.
— Aresztować Waszą Wysokość!
— Mnie?! — krzyknął Aleksander. — Za co?!
— Wasza Książęca Wysokość raczy niezapominać, że u nas nieraz dosięga człowieka kara jeszcze przedtem, nim zdołał on popełnić przestępstwo!
— Cesarz, — odparł na to Aleksander — dwojako może rozporządzać się mym losem: jako imperator i jako ojciec. Jestem gotów poddać się jego rozkazom.
Hrabia pokazał mu nakaz aresztowania, który Aleksander począł czytać. Ale ujrzawszy, że dotyczy on również i wielkiego księcia Konstantego, zawołał:
— Jakto, a więc i mego brata również? Mniemałem, że nakaz dotyczy tylko mnie jednego!
A gdy Pahlen oświadczył mu, że taki sam los oczekuje również imperatorową — tu Aleksander porwał się za głowę.
— O, matko! — załkał, — o biedna matko! Nie, tego to już zanadto, tak mój Pahlenie, tego zanadto!...
I zastawił twarz obiema rękami. Pahlen uznał obecny moment za zupełnie odpowiedni do pomówienia z cesarzewiczem Aleksandrem.
— Wasza Wysokość zechce mnie wysłuchać, — rzekł, — gdyż należy koniecznie zapobiedz nieszczęściu, wszelkiemu nieszczęściu. Koniecznie trzeba położyć kres szaleństwom cesarza... Dziś on pozbawia cię wolności, a jutro, być może, pozbawi...
— Pahlen!!...
— Niech Wasza Wysokość zechce tylko przypomni sobie los Aleksego Piotrowicza...
— Pahlen, pan spotwarza mego ojca!
— Bynajmniej, Wasza Wysokości, ponieważ oskarżam nie jego serce, lecz rozsądek. Wszystkie te dziwne sprzeczności w charakterze jego, te potworne rozkazy, te niezliczone kary — świadczą tylko o jego okropnej chorobie... Mówią to wszyscy ci, którzy stoją blisko cara zarówno jak i ci, którzy są daleko od niego. Wasza Wysokości — cesarz Paweł jest obłąkanym!
— O, Boże, mój Boże!!..
— Trzeba go koniecznie wyzwolić od niego samego. To powiadam nie tylko ja — mówi to cały senat, cały naród którego reprezentantem tutaj jestem ja. Koniecznem jest, aby car Paweł I zrzekł się tronu na korzyść Waszej Wysokości!
— Co pan mówi! — zawołał Aleksander, cofając się w tył. — Abym wstąpił na tron po ojcu, który jeszcze żyje, abym zdarł z jego głowy koronę?!.. Nie, jeśli kto jest obłąkanym, to ty, — Pahlenie!... Nigdy! przenigdy!..
— Wasza Wysokości, — spokojnie odparł Pahlen, — nie raczył wniknąć w rozkaz. Tu chodzi nietylko o aresztowanie Waszej Wysokości; zapewniam, że tu również życie Waszej Wysokości znajduje się w niebezpieczeństwie!
— Niech pan ratuje imperatorową i brata! — oto wszystko, o co go proszę, — rzekł Aleksander.
— Cóż mogę począć? — spytał Pahlen.— Alboż rozkaz nie dotyczy tak samo ich, jak Waszej Wysokości? Skoro oni zostaną aresztowani i wtrąceni do kazamat, to zawsze znajdą się ludzie, którzy, chcąc dogodzić Pawłowi, pójdą dalej jeszcze, niż idą jego żądania! Niech Wasza Wysokość spojrzy na to, co się dzieje się w Anglji: tam władza panującego nie sięga tak daleko jak u nas, a przeto niebezpieczeństwo dla otoczenia nie jest tak znaczne. Oto czemu szaleństwo króla Jerzego w Anglji nie jest tak niebezpieczne! Zresztą to jeszcze powiem Waszej Wysokości: przystając na to, co proponuję, ocali Wasza Wysokość nie tylko swoje życie, ale i życie wielkiego księcia i imperatorowej, a nawet i ojca.
— Co pan chcesz tem powiedzieć?
— Chcę rzec, że panowanie Pawła ciąży wszystkim dziś tak dalece, że zarówno szlachta, jak i senat postanowiły wszystkiemi sposobami, położyć kres temu. To też jeśli Wasza Wysokość odmówi zgody swej na zrzeczenie się tronu przez Pawła — kto wie czy nie będzie musiał przeżyć zabójstwo ojca!
— O, Boże!— zawołał Aleksander, — czy mogę widzieć ojca?
— Nie, Wasza Wysokości,— otrzymałem bowiem jaknajsurowszy zakaz dopuszczania Waszej Wysokości do cara.
— Pan powiadasz, że życie Pawła jest w niebezpieczeństwie? — spytał Aleksander.
— Rosja wszelkie nadzieje swe pokłada w Waszej wysokości, to też, jeśli zmuszeni będziemy wybierać pomiędzy decyzją, która może nas zgubić a zbrodnią, która może nas uratować — wybierzemy to ostatnie.
Pahlen zrobił gest, jakgdyby chciał odejść.
— Pahlen! — zawołał Aleksander. — Pahlen, przysięgnij mi, że ojcu memu nic nie grozi i że pan życie swe złożysz w ofierze w razie konieczności bronienia go. Przysięgnij mi zaraz, inaczej nie wypuszczę cię stąd!
— Wasza Wysokości, — rzekł Pahlen, — zakomunikowałem to, co miałem zakomunikować. Proszę się zastanowić nad tem, co powiedziałem, ja zaś ze swej strony zastanowię się nad przysięgą, której Wasza Wysokość żąda ode mnie...
Powiedziawszy to, Pahlen skłonił się głęboko i wyszedł z komnaty. Ustawiwszy straż koło drzwi, udał się do wielkiego księcia Konstantego, oraz do cesarzowej Marji Teodorówny, pokazał im rozkaz carski, ale nie przedsięwziął w stosunku do nich tych środków bezpieczeństwa, co w stosunku do Aleksandra.
Była już godzina 8 wieczór, ale było już dość ciemno, gdyż rzecz działa się na początku wiosny. Pahlen udał się do księcia Golicyna, u którego zastał prawie wszystkich spiskowców. Ze wszech stron posypały się nań pytania:
— Nie mam czasu na odpowiadanie wam, — rzekł Pahlen, — na razie wszystko idzie dobrze, a za pół godziny będę mógł wam zakomunikować bardziej szczegółowe informacje.
Stąd Pahlen udał się do więzień. Przed nim, jako przed gubernatorem Petersburga, stały otworem wszystkie bramy więzień. Więźniowie turmy, ujrzawszy go w otoczeniu straży z poważnym wyrazem twarzy, sądzili, że już nadeszła ostatnia ich godzina, albo moment deportacji na Sybir czy też przeniesienia ich do jakiegoś bardziej okropnego więzienia. Pahlen rozkazał im ubrać się i przygotować się do wyjazdu, czem potwierdził jeszcze bardziej ich domniemania. Nieszczęśni więźniowie usłuchali rozkazu. Koło bramy więzienia oczekiwała ich straż wojskowa, która porozsadzała ich po saniach. Sanie popędziły galopa.
Ku wielkiemu zdumieniu więźniów sanie zatrzymały się po pewnym czasie na dziedzińcu wspaniałego pałacu. Więźniom kazano wysiąść. Wyszli, brama pałacu zamknęła się za nimi, a straż wojskowa stanęła na dziedzińcu, Pahlen wydał rozkaz:
— Za mną! — rzeki, idąc na czele.
Nic nie rozumiejąc, więźniowie ruszyli za nim. Zbliżywszy się do komnaty, gdzie zgromadzeni, Pahlen rozdał wszystkim więźniom szable i rzekł:
— Zbrójcie się!
Więźniowie, wciąż jeszcze nie wiedząc o co chodzi, usłuchali rozkazu, ale już poczynali domyślać się, że będą aktorami czegoś tyleż dziwnego, co i niespodziewanego. Pahlen otworzył przed nimi drzwi od pokoju, w którym oczekiwali spiskowcy i — nagle więźniowie ujrzeli wśród nich swych znajomych, którzy z kielichami wina w rękach, jęli wołać: „Niech żyje Aleksander!” Więźniowie, którzy cudem tylko wydarci zostali turmie, i którzy uważali się za na zawsze oderwanych od swych przyjaciół — z krzykiem radości rzucili się do sali, gdzie odbywała się uczta. W kilku słowach opowiedziano im wszystko, co miało zajść. Wszyscy więźniowie tchnęli żądzą pomsty za poniżenie, którego dziś doznali. Plan carobójstwa przyjęty został przez wszystkich z uznaniem, i nikt z obecnych nie odmówił swego udziału w akcji, która miała być wykonana.
O godzinie jedenastej w nocy spiskowcy w liczbie około 50, wyszli z mieszkania hrabiego Golicyna i otuliwszy się głęboko w szynele — skierowali małemi grupami ku pałacowi Michajłowskiemu. Na czele spiskowców stali: hrabia Beningsen, hrabia Platon-Zubow, były faworyt nierządnej Katarzyny, Pahlen, gubernator petersburski, Depreradowicz, dowódca pułku Semionowskiego, Argamakow, adjutant carski, książę Jaszwil, generał-major artylerji, książę Golicyn, komendant gwardji pułku Preobrażeńskiego, i wreszcie książę Wiaziemski.
Spiskowcy weszli do parku, okalającego Pałac Michajłowski, ale w tymże momencie, gdy szli aleją pod ogromnemi drzewami, zupełnie pozbawionemi z liści o tej porze roku — stado wron, zbudzonych hałasem ich kroków, z wrzaskiem zerwało się z drzew. Spiskowcy, przestraszeni tym krzykiem, który — według pojęć rosyjskich — jest złą zapowiedzią, poczęli wahać się, nie śmiąc iść dalej. Ale Zubow i Pahlen wpłynęli na nich swą odwagą i spiskowcy ruszyli dalej.
Wszedłszy na dziedziniec Pałacu Michajłowskiego, spiskowcy podzielili się na dwa oddziały: jeden pod dowództwem samego Pahlena wtargnął na dziedziniec przez małe wrota, któremi zazwyczaj wchodził Pahlen, gdy nie chciał być zauważonym. Drugi oddział, pod dowództwem Zubowa i Bennigsena skierował się frontowemi schodami i bez przeszkód ruszył na górę, zawdzięczając to temu, że Pahlen zawczasu wycofał z pałacu wszystkich stojących na straży żołnierzy, zastępując ich oficerami, przebranemi za szeregowców.
Ale jeden z żołnierzy, którego zapomniano zastąpić oficerem, ujrzawszy zbliżający się tłum spiskowców, krzyknął „kto tam?” i nie chciał ich puścić dalej. Ale w tejże chwili zbliżył się doń Benningsen, i rozpiąwszy płaszcz, pod którym widać było mundur z orderami zawołał:
— Milcz! Albo nie widzisz, kto idzie!
Żołnierz cofnął się, a spiskowcy poszli dalej. Na galeryjce przed przedpokojem, prowadzącym do komnat carskich, spiskowcy ujrzeli oficera, przebranego za szeregowca.
— No, jak tam car? — szeptem spytał Zubow.
— Będzie godzina jak wrócił, a teraz, jak się zdaje już poszedł spać, — również cicho odparł oficer.
— Dobrze, — rzekł Zubow, i spiskowcy ruszyli dalej...
Paweł I według zwyczaju spędził cały ten wieczór u księżny Gagarinej. Zauważywszy, że car jest jakiś bledszy i bardziej ponury, niż zazwyczaj, poczęła go wypytywać o powód tego.
— Powód, — odparł car, — jest ten, że nastał dla mnie moment nadzwyczaj ważny: za kilka dni, być może, spadną głowy tych, którzy dotychczas byli mi tak drodzy.
Przestraszona temi groźnemi słowami, księżna Gagarina, znając doskonale nieufność Pawła do swej rodziny, skorzystała z pierwszego pretekstu, aby skreślić do Aleksandra kilka słów, w którym uprzedzała go o grożącem jego życiu niebezpieczeństwie. Oficer, postawiony na straży kolo drzwi pokoju Aleksandra, miał rozkaz nie wypuszczać go w żadnym, razie ale nie zakazano mu wpuszczać do carewicza kogokolwiek. To też człowiek z notatką od księżny Gagarinej swobodnie dostał się do pokoju Aleksandra i wręczył mu kartkę. Znając bliski stosunek, łączący księżnę z carem Pawłem, oraz jej kompetencję we wszystkich jego tajnych sprawach. — Aleksander zrozumiał całą grozę swej sytuacji.
O jedenastej w nocy car Paweł, jak to zakomunikował stojący na straży oficer, wrócił od Gagarinej do swych komnat i natychmiast udał się do swego carskiego łoża.
W tejże chwili spiskowcy podeszli do drzwi, prowadzących do komnaty, położonej obok sypialni imperatora Rosji.
Argamakow zastukał do drzwi.
— Kto tam? — spytał lokaj carski.
— Ja, Argamakow, adjutant Jego Cesarskiej Mości.
— Czego życzy sobie Jego Ekscelencja?
— Mam złożyć cesarzowi raport nadzwyczajny!
— Ekscelencjo, przecież teraz prawie północ...
— Nie północ, a prawie szósta nad ranem. Otwórz drzwi, inaczej cesarz będzie się gniewać...
— Doprawdy nie wiem, Ekscelencjo, co mam robić...
— Rozkazuję ci otworzyć natychmiast drzwi.
Lokaj usłuchał rozkazu. Gdy tylko drzwi otwarły się, spiskowcy z bronię w rękach runęli do komnaty. Przerażony lokaj uciekł i ukrył się w kącie pokoju. Wówczas jakiś żołnierz gwardji, — Polak, stojący na straży przed sypialnią Pawła —zasłonił go sobą, błagając, by spiskowcy odeszli. Zubow chciał go odepchnąć, ale w tejże chwili rozległ się strzał i żołnierz polski runął we krwi na ziemię. Jedyny obrońca tego, kto jeszcze godzinę temu gnębił pięćdziesiąt-miljonowy naród, został zabity!
Huk wystrzału zbudził Pawła. Zerwał się z łoża i rzucił się w stronę potajemnych drzwi, prowadzących do pokojów imperatorowej, zapominając, że trzy dni temu, dzięki swej podejrzliwości kazał zabić te drzwi. Wtedy przypomniał sobie Paweł o przejściu podziemnem, cóż kiedy, będąc bosym, nie mógł tak mocno nacisnąć sprężyny, by drzwi podniosły się. W tej samej chwili drzwi do jego komnaty wyłamano. Paweł schował się za kotarą, zasłaniającą kominek.
Benningsen i Zubow pierwsi wpadli do sypialni cara Pawła. Dopadłszy jego łoża, i ujrzawszy że jest puste, Zubow krzyknął:
— Wszystko przepadło! Uciekł!
— Nie, — rzekł Benningsen — oto on.
— Pahlen! — krzyknął car Paweł, — do mnie, Pahlen!
— Wasza Cesarska Mości! — odezwał się Benningsen, podchodząc do Pawła, — napróżno wołasz Pahlena! Pahlen jest — naszym! Ale racz nie lękać się: życiu twemu nie grozi żadne niebezpieczeństwo. W imieniu imperatora Aleksandra aresztuję cię!
— Kto jesteście? — krzyknął car, który przy słabem, drżącem świetle kaganka nie poznał tych, z którymi mówił. —
— Kto jesteśmy? — powtórzył Zubow, podając mu akt zrzeczenia się tronu, — jesteśmy wysłani przez senat. Przeczytaj ten papier i sam decyduj o swym losie!
Zubow jedną ręką podał mu papier, a drugą zbliżył kaganek, by car mógł go przeczytać.
Paweł wziął papier i począł go czytać. Nie doczytawszy do końca, podniósł głowę, spojrzał na spiskowców i rzekł:
— Co wam uczyniłem, że tak postępujecie ze mną ?
— Cztery lata nas gnębisz, tyranie! — krzyknął mu z odpowiedzi jakiś spiskowiec.
Paweł czytał dalej, ale wraz z tem, jak czytał — rosło jego wzburzenie i gniew go ogarniał. Zapomniał zupełnie, że jest teraz samotny, nagi i bezbronny, że przed nim stoją ludzie w czapkach na głowach i z szablami w rękach. Zmiął akt o abdykacji i cisnął go na podłogę.
— Nigdy, — krzyknął — nie podpiszę tego papieru! Raczej zginę!...
I zrobił ruch, jakby chciał chwycić swoją szablę, leżącą o kilka kroków na fotelu.
W tymże momencie do komnaty wtargnął drugi oddział spiskowców, składający się przeważnie ze zdegradowanych albo skazanych na karę oficerów. Na czele oddziału stał książę Jaszwił, który poprzysiągł był zemstę na carze, za otrzymaną zniewagę.
Rzucił się na Pawła i pomiędzy nimi powstała walka, podczas której obadwaj runęli na podłogę, obalając kaganek i parawan. Paweł dziko krzyknął, ponieważ uderzył się głową o zrąb kominka i odniósł głęboką ranę. Zląkłszy się, że ten krzyk może być usłyszany w pałacu, książę Wiaziemski rzucił się na Pawła i jął go dusić.
Wszystko to odbyło się po ciemku. Była chwila, gdy Paweł wyrwał się z rąk duszących go i począł błagać po francusku:
— Messieurs, Messieurs, épargnez-moi, laissez-moi le temps de prier Die!... (Panowie, panowie, zlitujcie się, dajcie mi się pomodlić do Bo !...)
Ale słowa jego zostały zagłuszone, ponieważ jeden ze spiskowców owinął mu dokoła szyi szarfę i ściągnął ją. Paweł począł chrapać, lecz wkrótce chrapanie to ustało. Kilka kurczowych rzutów wstrząsnęło mu ciałem, a kiedy Benningsen znowu zapalił kaganek — car Paweł już leżał martwy.
Na głowie miał otwartą ranę, otrzymaną podczas uderzenia o zrąb kominka, ale spiskowców nie niepokoiło to bynajmniej. Postanowiono ogłosić, że car Paweł zmarł na atak apoplektyczny i, że padając na podłogę — wyciął głową o fotel, wyrządzając sobie ranę...
Za ścianą komnaty, rozległ się jakiś szmer. Była to imperatorowa, która usłyszała hałas i krzyki, dochodzące z pokoi cara. Spiskowcy przelękli się, ale poznawszy jej głos, uspokoili się. Zresztą potajemne przejście z jej komnaty do komnaty Pawła zostało zabite, mogli więc swobodnie skończyć rozpoczęte dzieło.
Benningsen schylił się nad carem, a przekonawszy się, że nie żyje, kazał położyć go na łożu. Teraz dopiero w komnacie ukazał się Pahlen, trzymając w ręce obnażoną szablę. Wierny swej podwójnej roli, wyczekał, aż wszystko zostanie spełnione, by módz nareszcie przyłączyć się do spiskowców... Ujrzawszy trupa Pawła, na którego Benningsen cisnął kołdrę, Pahlen zbladł, oparł się o drzwi i wypuścił z rąk szablę.
— Czas, panowie, iść, — odezwał się Benningsen, który tylko jeden ze wszystkich zachował w tym momencie zupełne panowanie nad sobą. — Musimy iść złożyć przysięgę nowemu imperatorowi Rosji!
— Tak, tak, — rozległo się ze wszech stron.
I spiskowcy zaczęli opuszczać komnatę, w której przed chwilą rozegrała się ta straszliwa tragedja.
Podczas tego imperatorowa, widząc, że nie może dostać się do komnaty Pawła przez przejście potajemne, cofnęła się, by innem przejściem dostać się do mężowskiej części pałacu. W jednej z sal spotkała Petrowskiego, porucznika pułku Siemionowskiego z 30 żołnierzami, będącymi pod jego komendą. Spełniając dany mu rozkaz, Petrowski zagrodził jej drogę.
— Przepraszam, — rzeki, — dalej nie mogę pani przepuścić.
— Alboż pan nie poznał mnie?! — spytała imperatorowa.
— Poznałem Waszą Cesarską Mość, ale właśnie — cesarzowej nie pozwolono mi przepuszczać.
— Kto rozkazał?
— Mój komendant pułku.
— I pan ośmielasz się wykonywać taki rozkaz?
Imperatorowa zwróciła się w stronę żołnierzy, ale ci skrzyżowali broń, zagradzając jej drogę.
Nagle w sali zjawili się spiskowcy, na czele z Benningsenem, wołając: „Niech żyje imperator Aleksander!”
Ujrzawszy Marję Teodorównę, Benningsen skierował się ku niej. Marja Teodorówna dała mu znak aby podszedł i poprosiła o danie rozkazu żołnierzom, by ją przepuszczono do cara Pawła.
— Wasza Cesarska Mości, — odparł Benningsen, — teraz już wszystko skończone. Imperator Paweł umarł.
Usłyszawszy to, imperatorowa krzyknęła i padła zemdlona. Obie jej córki, wielkie księżny Marja i Katarzyna, usłyszawszy krzyk matki, rzuciły się ku niej na ratunek. Marja Teodorówna przyszedłszy do siebie, poprosiła o wodę. Jeden z żołnierzy podbiegł i przyniósł jej szklankę wody, ale córka Marja wzięła ją z rąk żołnierza, wahając się, czy mają podać matce w mniemaniu, że woda jest zatruta. Wówczas domyślny żołnierz odpił pół szklanki i podając ją wielkiej księżnie, rzekł:
— Jej Cesarska Mość może pić tę wodę bez obawy.
Opuściwszy imperatorową i obie wielkie księżnej Benningsen skierował się do carewicza Aleksandra. Pokoje Aleksandra znajdowały się nad apartamentami cara Pawła, tak że musiał on słyszeć wszystko, co stało się pod nim: wystrzał, krzyki, padanie cara i jęki umierającego. Chciał pobiedz na pomoc ojcu, ale żołnierz, stojący na straży u drzwi, nie przepuścił go. Trudno, poczuł, że jest jeńcem i że nic nie poradzi...
Otoczony kilkoma spiskowcami, Benningsen wszedł do pokojów Aleksandra. Krzyki: „Niech żyje imperator Aleksander!” powiedziały jeńcowi, że wszystko skończone, i że teraz już nie powinien mieć żadnej wątpliwości co do tego, za cenę czego otrzymuje tron.
Ujrzawszy Pahlena, Aleksander rzekł:
— Ach, Pahlen! Jakaż okropna jest ta pierwsza karta mego panowania!
— Wasza Cesarska Mości, — odparł Pahlen, — przyszłe karty dadzą mu zapomnieć o tej pierwszej.
— Ale zrozumiejcież, — zawołał Aleksander, — że wśród ludu poczną mówić, że to ja zabiłem swego ojca!
— Wasza Cesarska Mości! — spokojnie odparł Pahlen, — proszę w tym momencie nie myśleć o niczem innem, jak tylko o tem, co należy uczynić.
— Cóż więc mam począć? — spytał Aleksander, zupełnie złamany tem wszystkiem co zeszło.
— Niech Wasza Cesarska Mość raczy pójść za mną — rzekł Pahlen — gdyż wszelka opieszałość może być brzemienną w wielkie katastrofy.
— Czyńcie ze mną, co chcecie, — odparł słabym głosem Aleksander, — jestem w waszej woli.
Pahlen wsadził imperatora Aleksandra do powozu, przygotowanego dla cara Pawła, który miał go odwieźć do więzienia w fortecy. Aleksander usiadł ze łzami w oczach. Pahlen i Zubow stanęli w tyle powozu i powóz skierował się do Pałacu Zimowego, eskortowany przez dwa bataljony gwardji. Benningsen pozostał przy cesarzowej Marji Teodorównie, którą obecny imperator Aleksander polecił jego opiece.
Na placu Admiralicji stały już w pogotowiu wszystkie główne pułki gwardji. „Hurra! Hurra!" Niech żyje imperator Aleksander! — krzyknęli Pahlen i Zubow, wskazując na młodego Aleksandra.
„Hurra!" — zawtórowały eskortujące bataljony, poczem wszystkie pułki krzyknęły: „Hurra!" nowemu cesarzowi.
Aleksandra, bladego i zupełnie złamanego na duchu, poproszono, by wysiadł z powozu, poczem ze wszech stron poczęto mu winszować z entuzjazmem, który świadczył niezbicie, że spiskowcy, mordując tyrana Pawła, spełnili tylko rolę miljonów. Aleksander zrozumiał teraz, że mimo całej swej chęci pomszczenia śmierci ojca — nigdy nie będzie w stanie ukarać zabójców.
Nazajutrz imperatorowa z kolei złożyła przysięgę wierności swemu synowi.
Według praw państwa rosyjskiego, właściwie ona powinna była zająć tron po śmierci swego męża, ale zrozumiawszy ważność chwili, sama zrzekła się praw do tronu — na korzyść syna Aleksandra.
Chirurg Ville oraz doktór Stoff dokonali obdukcji zwłok cara Pawła, poczem oświadczyli, że zmarł wskutek nagłego ataku apopleksji, a rana na głowie pochodzi z runięcia na podłogę.
Gdy car Aleksander zaczął panować, spiskowcy powoli pod rozmaitemi pretekstami zostali usunięci z pałacu: jedni z nich dostali dymisję, inni wysłani zostali do pułków, ulokowanych na kresach lub w Syberji. W Petersburgu pozostał jedynie Pahlen, który utrzymał się na stanowisku gubernatora stolicy. Pahlen wszakże pozostał dla młodego cara Aleksandra jakby żywym wyrzutem, to też Aleksander I szukał tylko okazji, by się pozbyć Pahlena i usunąć go ze swego otoczenia. Stało się to w sposób następujący.
W pewien czas po śmierci Pawła, jakiś pop rozpuścił gadkę, że w jego cerkwi znajduje się obraz cudowny, na którym u dołu znalazły się napisane tajemniczą ręką słowa: „Bóg niech skarżę wszystkich morderców cara Pawła I-go”.
Dowiedziawszy się, że lud ciągnie tłumnie do tej cerkwi, by ujrzeć „cudowny” obraz i będąc przekonanym, że taki napis na obrazie może być wielce nieprzyjemny carowi Aleksandrowi, gdy się o nim dowie, Pahlen zyskał pozwolenie Aleksandra na położenie kresu intrygom owego popa.
Przeprowadzono śledztwo, które ustaliło, że pop zrobił to z polecenia cesarzowej, matki Aleksandra I-go. Na dowód prawdy pop powołał się na to, że w kaplicy ex-carowej Marji Teodorówny znajduje się również taki sam obraz... Pahlen przeprowadził rewizję w apartamentach ex-carowej i, znalazłszy istotnie taki sam obraz, kazał go wynieść. Matka cara Aleksandra, obrażona, poskarżyła się imperatorowi, ten zaś szukając tylko oddawna pretekstu do pozbycia się Pahlena, polecił Bekleszowowi powiedzieć hrabiemu Pahlenowi w imieniu cesarza, że Aleksander życzy sobie, aby Pahlen natychmiast opuścił stolicę.
— Dawno już czekałem na to, — rzekł, śmiejąc się Pahlen. — Moje kufry oddawna są przygotowane do drogi!
W godzinę potem Pahlen złożył carowi petycję o dymisję i jeszcze tegoż dnia wyjechał do Rygi.
Z biegiem czasu melancholja cara Aleksandra coraz bardziej wzrastała. Nic nie pomagało. By się rozerwać, — udawał się w podróże po Rosji i właśnie podczas jednej z takich podróży na Krym, zmarł w Taganrogu.

KONIEC.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Aleksander Dumas (ojciec).