Sztuka u Słowian, szczególnie w Polsce i Litwie przedchrześcijańskiéj/XX

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Sztuka u Słowian, szczególnie w Polsce i Litwie przedchrześcijańskiéj
Wydawca Wydawnictwa drukarni A. H. Kirkora i sp.
Data wydania 1860
Miejsce wyd. Wilno
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
XX. RZEŹBA.

Przychodzim wreście do rzeźby właściwéj, o któréj stanie u Słowian, tak sprzeczne dochodzą nas wieści, tak dziwnie różne mniemania, że z jednych sądząc źródeł, możnaby ją podnieść bardzo wysoko, z drugich niemal jéj exystencji odmówićby przyszło.
Kroniki jednak dawniejsze zgodnie poświadczają, jeśli nie o wartości wyrobów, to o ich wielkiéj, u Słowian ilości; całe ściany świątyń pogańskich i ich ogrodzenia, pokryte były rzeźbą polychromową na drzewie; mamy oprócz tego szczegółowe opisy, niektórych bóstw słowiańskich, a pozostałe z epoki téj posążki wymównie dowodzą, że sztuka nie była już w kolebce, że nawet rozbujanéj fantazij pomysły wydać mogła wyrazisto i dobitnie.
Autor Polski średnich wieków, którego zdanie w tym względzie na wysoki zasługuje szacunek, dowodzi w kilku swoich rozprawach, że Niemcy napróżnoby się kusili, zaprzeczyć nam własnéj sztuki pierwotnéj, chcąc wszystkie jéj utwory sobie przywłaszczyć.
Tu miejsce powtórzyć z nim, a raczéj przypomnieć słowa Ottona biskupa Bambergskiego, o posążkach Słowian Pomorskich. Sculptoria ante incredibili pulchritudine celata. Nadzwyczajna ta ich piękność, o któréj wspomina biskup, coś przecię mówić musi na stronę sztuki u Słowian; zwłaszcza, gdy na poparcie zdania jego, mamy świadectwa innych pisarzy, najzupełniéj z niém zgodne. Ten sam biskup Otto, trzy głowy jednego bóstwa Pomorzan zabrał, by je ofiarować, jako znak obalenia bałwochwalstwa Stolicy Apostolskiéj.
Zgodne głosy kronikarzy o rzeźbie Słowiańskiéj, ciekawém czynią poszukiwanie jéj zabytków; ale z drugiéj strony, niebaczna chęć przyswojenia sobie pomników nie naszych, dziwaczne tłumaczenie świeższych okruchów, którym przyznają starożytność niepodobną, naciąganie wykładów, podrabianie zabytków, podsuwanie obcych, zmusza do największéj względności, do rozbioru drobnostkowego, do jak najbaczniejszego zastanowienia się nad pomnikami i porównywania ostróżnego ich opisów, rysunków i szczątków, aby zbyt wiele, lub za mało, nie przyznać sztuce Słowian w czasach przedchrześcijańskich.
Że, pomimo wspominanych na świątyniach, owych jaskrawych malatur, których deszcze i słoty opłukać nie mogły i malowanych chorągwi u Słowian, — rzeźba stać musiała na daleko wyższym stopniu rozwinienia, niż malarstwo, to zdaje się nie potrzebować nawet dowodzenia żadnego: — boć łatwiéj; jest daleko, z drzewa lub kamienia uciosać postać, mniéj więcéj foremną, niż najnieforemniejszemi linjami płaskiemi, nakreślić najlichszy rysunek. Dowodem tu być mogą pomniki rzeźby, postawione obok kamieni Słowian zaodrzańskich, których wizerunki są prostemi rysunkami tylko.
Rysunek, jest już w pewien sposób abstrakcją, oderwaniem linij; — malarstwo wydawać musi wklęsłości i wypukłości, za pomocą cieniów i świateł, środkiem ciężkim i skomplikowanym; gdy rzeźba prosto jeszcze naśladownicza, powtarza kształt widziany, jak się jéj przedstawia, i piérwszą bryłę, w któréj dalekie podobieństwo do jakiegoś przedmiotu upatrzy, ociosuje, resztę w niéj niedokonaną, dopełniając siłą wyobraźni młodzieńczéj. Najstarsze pomniki ludów są rzeźbione, a przodkuje im wypukło-rzeźba, od któréj już przejściem do rysunku i malarstwa, jest płaskorzeźba polychromowa, od niéj późniejsza, dowodząca drugiej wykształceńszej epoki kunsztu.
Mieli wszakże Słowianie i malowane bogów swych wizerunki, a zwłaszcza na chorągwiach wojennych. Thietmar (Lib. VII. 102), mówi, że u Lutyków (Wilków), była chorągiew z wyrażeniem ich jakiejś bogini, wielce szanowana. Że to wyobrażenie rzeczywiście malowanem być musiało, a nie rzeźbionem, dowodzi, iż tam któś z chrześcijan, tym posiłkującym wówczas Słowianom, bóstwo ich kamieniem przebił na wylot. O innéj jeszcze chorągwi świętéj, wielce szanowanéj Światowida u Rugów, zwanéj Stawicą, czy Starycą, znajdujemy wspomnienie u kronikarzy.
Tuby przypomnieć także można, chorągwie Herowida, o których mówi żywotopisarz ś. Ottona (Lib. III, c. IV), że w dzień święta jego, całe miasto niemi dokoła ostawione było.
Z innych znów świadectw historycznych dowiadujemy się, że Słowianie mieli jedne bogi rzeźbione i malowane, inne których nigdy nie wystawiali widomie, jako naprzykład Prowe i Podaga. (Helmold. Lib. J. Cap. LXXXIII. 3. »Est autem Slavis multiplex idolatriae modus: non enim omnes in eandem superstitionis consuetudinem consentiunt: hi enim simulacrorum imaginarias formas praetendunt de templis, veluti plumense idolum cui nomen Podaga: alii sylvas vel lucos inhabitant, ut est Prowe Deus Aldenburg (Stargrad), quibus nullae sunt effigies expressae. Multos et duobus vel tribus, vel eo amplius capitibus exculpunt. Inter multiformia vero Deorum numina.... non diffitentur unum Deum... coelestia tantum curare«). Zeznaje Helmold, że te bogi z kruszcu, z drzewa, z kamienia wyrabiane najrozmaiciéj (multiformia) były. Może nie wszystkie, nie zawsze i wszędzie, incredibili pulchritudine celata; ale dobitnie jednak myśl przedstawiały. Czcili też zapewne Słowianie i przywożone obce wyroby, dające się ochrzcić imionami tutejszych bogów, i do nich podobieństwo jakieś mające, bo bałwochwalstwo wszelkie, cudze gotowo przyjmować bogi, raz przypuściwszy ich wielość.
Z Psałterza Małgorzaty, zdaje się, że posągi te zwano w Polsce Slavany, a raczéj Stawany (jak statua, od stania); a chorągwie stawicami.
W ostatnich czasach bałwochwalstwa na Litwie, znajdujemy już i monety i pieczęci foremnie rzeźbione w użyciu; lecz czy w Słowiańszczyznie i w Polsce przed X wiekiem, bito jakie pieniądze i odciskano medaliki, niby z postaciami bóstw, dzisiaj znajdywane i przyznawane Słowianom, czy te pomniki, dające się tysiącznie wykładać, do nas i do téj epoki należą, to więcéj niż wątpliwa.
Helmold, który najlepiéj, choć trochę niechętnie maluje Słowian, mówi o Rugjanach wyraźnie, że pieniądz był im nieznany, a wartość rzeczy oceniała się na płótno; ale zarazem domyślaćby się można ze słów jego, że inni Słowianie, znali i używali pieniędzy, jako środka zamiany. Wyciskano zapewne blaszki, na wzór Skandynawskich i innych monet, naśladując obce typy, w powszechniejszym będące obiegu. W mogiłach pogańskich, choć rzadko trafiają się podobne, ale daleko większa obok nich ilość monet rzymskich, kufickich, greckich, a późniéj niemieckich.
Postępując z największą ostróżnością, ażebyśmy o stanie rzeźby, w krajach słowiańskich, wyobrażenie jakieś dać mogli, zbierzemy naprzód wszelkie opisy i pomniki, które do nas doszły, rozbierzemy źródła wspominające o nich ubocznie; a taki rzut oka szczegółowy, nalepiéj nas o charakterze i stanie kunsztu przekona.
W ciągu całego tego pisma, i tutaj wzbraniamy się wszelkiemu pojęciu a priori, wszelkiéj myśli powziętéj wcześnie, któraby nas do fałszywego wykładu i przekręcania znaczenia pomników, doprowadzić mogła, nade wszystko pragnąc prawdy i światła.
Cyca, bóstwo żywiące, uosobienie natury lub ziemi, czczone było w IX wieku, w słowiańskiém mieście Cyca (Zeiz), ale ci co o niém piszą, nie mówią jak wyglądało. Opat Urspergeński, nie wié o kształcie posągu, Vossius domyśla się tylko z nazwania, że piersistą, lub wielo-piersią wystawiać ją musiano. Czyli ta Cyca, niema jakiego związku z Babami Ruli i Złotą Babą Obdorców, nie wiemy.
Dziedzilją, rodzaj Wenery słowiańskiéj, kilkakroć wspominaną mamy, ale nic nigdzie wyraźniéj o jéj upostaciowaniu. P. Tadeusz Wolański, chce ją widzieć w jakimś kolossalnym kamieniu otłuczonym, niby starożytnym, który posiada. (Zobacz rysunek, Zbiór listów II-gi, T. XV, n. 1). Jest to postać niewieścia, do pół szatą osłoniona, z obnażoną piersią i częścią łona, prawą ręką odsłaniająca kolano, włos długi rozpuszczony. Posąg ten wraz z kilką innemi, pochodzi z domu Załuskich w Warszawie; a jak się domyśla płodny w przypuszczenia autor, przybyć tu musiał z Krakowa, i należeć ma do owych posągów, o których wspomina Miechowita, że w r. 1506, stały przy kościele katedralnym w Krakowie.
Zkąd inąd posąg ten, jak reszta do tego szeregu należąca, niema wcale charakteru właściwego epoce i rzeźbie słowiańskiéj; — nic w nim niema pierwotnego, nic naiwnego, jest to rzeźba niezgrabna, nie artysty ludowego wieków piérwszych, ale miernego wyrobnika, który znać widział wzory lepsze, naśladować je pragnął, a dojść ich nie sprostał. Trudno to wyrazić słowy, co rysunek dobitnie stawi przed oczy; lecz posągi P. Wolańskiego, widocznie są nowéj fabryki jakiejś, co piérwsze na nie wejrzenie okazuje. Styl i robota zdradzają nie XVI nawet, ale XVII lub XVIII wieku rękę.
Flins, bóstwo wskrzeszające umarłych, tak zwane, pisze Manlius i Ursynus, od rodzaju kamienia, na którym stało, od krzemienia (Flins-stein). Czczone było u Łużyczan i Wandalów. Christ. Manlius opisuje posąg jego, ale zdaje się z podania tylko, o nim mówiąc: »Miał on wyrażać postać człowieka martwego, bladego, włosy i kędziory miał czarne, płaszcz na nim był czerwonawego koloru. W prawéj ręce w kiju trzymał pochodnię u wierzchu niby gorejącą, na lewéj zaś jego barce, stał lew z głową podniesioną, którego gmin miał za wskrzesiciela zmarłych.» Z opisu tego widziemy, że rzeźba była polychromową, to jest kolorami pomalowaną, jak i ozdoby świątyń, jak inne zresztą bałwany słowiańskie[1].
I H. Ursyn nieco odmiennie opisuje Flinsa, że postać jego zwyczajnie była podobna do malowidła, wyrażającego śmierć kościstą (skielet); płaszcz na nim długi, kij w ręku, a na wierzchu jego pęcherz wieprzowy. Christ. Hermann, dodaje znowu lwa siedzącego na barkach. Inni w rękę dają mu nie pochodnią, ale snopek gorejący.
Zdaje się, że związek z Flinsem, którego autentycznego wizerunku nie mamy, mogła mieć owa trupia główka kamienna, w grobowcu w Poznańskiém pod Sremem, nad Wartą odkryta, i liczne naczynia pogrzebowe, w kształcie lwów znajdowane w Czechach, podobne do naszego lewka Kruchowskiego. Kto wié, może nawet piękny posążek z pod Masłowa na Szląsku, trzymający głowę trupią, Flinsa wyobrażał. Jeśli opisy przywiedzione, weźmiemy za wiarogodne, wniosek z nich łatwy, że sztuka, któraby Flinsa upostaciować potrafiła, nawet miernie, nie byłaby już w kolebce. Zwracamy także uwagę, na wyraźnie wskazaną u pisarzy cytowanych różnobarwność rzeźby, o któréj z podań wiadomość zaczerpnąć mogli.
Hamboh, czczony w Hamburgu (Bohbory); to stare nazwanie słowiańskie miasta tego, dochowało się w legendzie o męczennikach Eckbersdorfskich, (w Scriptores rerum Brunswicensium. V. 1. J Potocki. Voyage en Basse-Saxe. 29), inaczéj zwany Swentoboh, według Legendae Sanctorum, był rodzajem Jowisza, z baraniemi rogami[2].
Starożytności słowiańskie w okolicach Hamburga, znalezione w mogiłach i wykopaliskach, zawczasu opisane zostały, przez Chr. Detlev Rhode, w księdze wydanéj pod tytułem: Cimbrisch — Hollsteinische Antiquitaeten-Remarques, oder: accurate und umständliche Beschreibung, derer in denen Grab-Hügeln deren alten Heydnischen Hollsteiner der Gegend Hamburg gefundenen reliquien etc. Hamburg, Anno 1728 in 4-o, z rycinami i drzeworytami, 443 str. Książka ta, dosyć ciekawa dla badacza starożytności słowiańskich, przedstawiająca zupełnie podobne szczątki, jakie się u nas i w innych krajach, przez Słowian niegdyś zamieszkałych znajdują, mało przez nas użytą została, z powodu, że i opisy i rysunki przedmiotów, nie dość są w niéj dokładne. Dzieli się ona na tygodniowe zeszyty, które poczęły wychodzić, od d. 3 Stycznia, 1719 r., ze sztychami na tytułach, a późniéj z drzeworytami. Wszystkich zeszytów do 5 Grudnia 1719, jest czterdzieści dziewięć. Razem zebrane ukazały się w r. 1728. Mówi tu autor o grobowcach kamiennych, o paleniu ciał zmarłych, o urnach grobowych, o dwóch z gliny wyrobionych bóstwach, znalezionych w podziemném zasklepieniu, pod względem sztuki nieuderzających, o gajach świętych (Bóg-gaj-Bugaj), o narzędziach ofiarnych pogan, mogiłach, lampach grobowych nakształt rzymskich, pierścieniach i obręczach, ozdobach spiralnych, styletach wykopywanych w grobach, nożach, ozdobach stroju, ubraniach głowy, iglicach, guzach, szczypczykach, rękojeściach mieczów, broni kamiennéj, klinach, dzidach, i t. d. Erudycji do zbytku, język osobliwszym sposobem niemiecko-francuzki, zresztą pogląd na rzeczy, ze stanowiska wyłącznie starożytności rzymskich. Wprawdzie czasy nie były po temu, żeby więcéj uczynić można; dzieło jako materjał porównawczy, zasługuje ze wszech miar na uwagę.
Herowid, (Garewid? Heruwiz na wizerunkach Prilwitzkich?), bożek Słowian w Wolgaście mający świątynię, niewiadomo dokładnie, jak był wyobrażany; o bożnicy jego, wspomina anonym autor żywota ś. Ottona biskupa. Wisiała w niéj tarcza złota, niezmiernego ciężaru, nader misternéj roboty, cała blachami pokryta, któréj nikomu z ludzi dotykać się niegodziło. Wynoszono ją tylko i prowadzono w czasie wielkich wypraw wojennych. Andrzéj Opat Bambergski, pisze, jakeśmy wyżéj powiedzieli, o chorągwiach Herowida, w czasie świątek jego wywieszanych na murach miasta.
Między bóstwami Prilwitzkiemi, (J. Potocki, Tab. 4, f. 11, Tab. 12, f. 28, Tab. 10, f. 21), znajdują się bałwanki, których wyczytane nazwiska przypominają Herowida. Piérwszy z nich wystawia bóstwo dziwaczne, z sześcią głowami na jednym karku osadzonemi, z których dwie skrajne są brodate, siódma na piersiach, także z brodą; — w pasie przewiązane draperją. Napis Garewhit, jest bardzo wyraźny. Słówko Rug, kazało się domyślać Potockiemu, że bożek ten czczony był u Rugów.
Druga figurka z napisem: Gurupit, jest dwutwarza i rogata; — trzecia z napisem: Hiruwiz, zdaje się być bóstwem niewieściém.
Hela, bóstwo piekielne, rodzaj prozerpiny słowiańskiéj, jak Flins, zdaje się przejęte od Germanów, bo z germańska nazwane; mamy między bałwankami Prilwitzkiemi (J. Potocki, T. II, 25). Jest to postać niewieścia, z twarzą poczwarną i ustami straszliwie otwartemi.
Honił, Honiło, (Hennilus, Gonidło), bóstwo pasterzy słowiańskich, zwłaszcza Sorabów, Miśnian, Łużyczan, Turyngów, o którém wspomina Thietmar, (Lib. VI, 242). »Domesticos colunt deos, multumque sibi prodesse eosdem sperantes, his immolant. Audivi de quodam baculo, in cujus summitate manus erat, unum in se ferreum tenens circulum, quod cum pastore illius villae, in quo is fuerat per omnes domos has singulariter ductus, in primo introitu a portitore suo sic salutaretur: vigila, Henil, vigil! sic enim rustica vocabatur lingua, et epulantes ibi delicate, de ejusdem se tueri custodia stulti autumabant.»
Wyobrażano go wiec bardzo po prostu, bałwan był rodzajem kija, na którego wierzchu, wyrobiona ręka, trzymała obręcz żelazny. W pewne dni pasterze obnosili kij ten po domach, u wrót domówstw, witając słowy: pilnuj, Honiło, pilnuj!
W grobach trafiają się bardzo często kruszcowe kółka, które związek ze czcią tego boga pasterzy mieć mogą; składano je może w grobach, jak inne znaki zajęcia i zatrudnień za życia.
Kolada, bóstwo u Rusi do czasów Włodzimierza W. czczone, wedle podania miało mieć kilka twarzy; więcéj o niém nie wiemy.
Kors, (Chors, Churs). J. D. Wunderer Strasburczyk, podróżujący po Rusi, w latach 1589 i 1590, wspomina pod Pskowem widziany posąg kamienny bożysza Kors (Chors). Było ono wyobrażone stojące na żmii, z mieczem w jednym ręku, a piorunem w drugim. Jakkolwiek trudno przypuścić, żeby bałwany o których mowa, do końca XVI wieku dotrwać mogły całe, a opis wzbudza wątpliwość tém, że przypomina zbytecznie ś. Jerzego zwyciężcy, wzmianka ta wszakże pominiętą być nie mogła. Co jednak podejrzewać bardziéj jeszcze dozwala Wunderer’a o łatwowierność lub niewyrozumienie, to druga postać jakoby wystawiająca Usłada, bożka z krzyżem w ręku: o którym a zarówno i o Korsie, ani Samuel Kichel, będący w Pskowie w r. 1585 i 1589; ani Herberstein nie wspominają. Nazwiska tylko bóstw, których się tu Wunderer dowiedział, zastanawiają, ale czy lud pamiętny swych dawnych bożyszcz, nie mógł nazwania ich przyczepić do posągów na ich miejscu wzniesionych?
Krasopani, Venus Morawów i innych Słowian zachodnich, bardzo szczegółowie opisana przez Stredowskiego, ale zdaje się, że przypomnienie, greko-rzymskiéj mythologji i fantazja, wiele do podania dorzucić musiała. Miała to być postać niewieścia zwykłego wzrostu, nadobna i zupełnie naga. Oczy jéj tchnęły lubością, ciało było białe, (dowód, że rzeźba musiała być kolorowana), włos rozpuszczony, do kolan sięgający. Na głowie nosiła koronę z myrthu, różami czerwonemi przeplataną, w ustach trochę otwartych, trzymała pączek róży nierozwinięty, a przeciw serca, pochodnię gorejącą. Bok jéj lewy był całkiem otwarty, a przezeń przeglądało widomie serce. W lewéj ręce utrzymywała kulę, na któréj świat, słońce, morza, ziemie, wyrażone były; w prawéj trzy jabłka złote. Posąg ten umieszczony na wozie, o trzech kółkach, ze złota ukutym, ciągnęły na pozór para łabędzi i para gołębi. Na tymże wozie, stać miały za nią trzy nagie dziewice, podające sobie jabłko.
Cały ten opis, któryby dowodził bardzo rozwiniętéj sztuki, coby się pokusiła o takie upostaciowanie Krasopani, zdaje się, jeśli nie wynalazkiem opisywaczy, to przynajmniéj rzeczą, bardzo przez nich upstrzoną. Niezgrabne to, a widoczne naśladowanie Venery starożytnych, i trzech Gracij jéj towarzyszących, a wyglądające przez bok serce, nawet w Indyjskiéj poczwarności, niema usprawiedliwiającego przykładu. P. Tadeusz Wolański (Briefe. 11 Samml. Tab. XVI), daje rysunek posągu jakoby starożytnego Krasopani, pochodzącego z tegoż źródła, co wyżéj przytoczona Dziedzilja, a dla nas zarówno nie autentycznego jak piérwsza. Jest to naga postać kobiéca w płaszczu, którym stara się okryć łono, z ruchem zdającym się raczéj je wskazywać niż osłaniać, włos utrefiony i ubrany. Charakter téj rzeźby całkiem nowy, na piérwsze spójrzenie nie dozwala jéj wziąć za starożytną.
Lwarazik (Swarożyc, Swarog). Thietmar w kronice swéj, w wydaniu dawniejszém Wagnera, wzmiankuje w mieście Radohoszczy (Riedegast), bóstwo jedno z głównych, czczone nie tylko u Wenedów, ale u wszystkich Słowian, które wedle téj wersji zwać się miało Lwarazik (Thietm. c. 6). Est urbs in pago Riedierum, Riedigast nomine, in ea fanum, interius dii manufacti, singulibus nominibus insculptis, galeis atque loricis terribiliter vestiti, quorum primus Luarasici dicitur et prae caeteris a cunctis gentilibus honoratur et colitur). Było to więc bóstwo straszliwe i zbrojne. Inni opisują je, jako postać obleczoną długim płaszczem, podpierającą się na drzewie, na barkach niosącą Lwa, znamie siły, jak Flins. Lew ten, dosyć często spotyka się przy bóstwach, i po grobach słowiańskich.
Imie Lwarazika, które z razu Szaffarzik wykładał jako Lwa-Rażic (Lew-król), przez niego samego w r. 1843, zmienione zostało na Swarożyc. Powód do tego dać mogło nowe wydanie Thietmara przez Pertz’a (Monum. hist. T. V. 812), w którém czytamy nie Luarazici, ale Zuarazic. Odkrycie z nowych źródeł bóstwa słowiańskiego Swaroga, Swarożyca, potwierdza tę lekcję nową, Szaffarzik widzi w nim Boga słońca, bóstwo niebios. Wywodzi on nazwanie to od pierwiastku Zwor, Swor, który w Rzymie, Mater Verborum, oznacza Zodjak, niebiosa. Mówiono i po staropolsku: zawarcie niebios. Swaróg zbliża się do litewskiego Sotwarosa. Swarożyc był bóstwem ognia głównie.
Perun, (o litewskim Perkunie powiemy niżéj osobno) jedno z bóstw głównych słowiańskich, miał być posągiem olbrzymim z drzewa, z głowa srébrną, a wąsami i brodą złotą, nogi miał żelazne, w ręku zamiast pioruna Jowiszowego, trzymał krzemień. Nestor pisze (26), że posąg ten stał na wyniosłości, na chołmie; w podworcu teremu Włodzimierza, »(Peruna Drewiana, a hławu jeho sriebrienu, a us złat).» Bałwan ten, przywiązany do końskiego ogona, wleczono z góry ku Boryczewu, a dwunastu ludzi go rozbijało, nim w Dnieprze utopiony został. O podobnym Perunie w Nowogrodzie, także wspomina Nestor.
Z późniejszych pisarzy, Herberstein wzmiankuje także, o srébrnéj głowie Peruna, którego cześć tak długo zachowała się u Rusi, że w r. 1601, jeszcze go wespół z Korsem (Chors-Churs), i Mokoszem, znajdujemy czczonym ofiarami bałwochwalczemi.
Opis posągów Peruna (Kumirów) nosi na sobie cechy prawdziwości; użycie bowiem różnych kruszców i materjałów, w rzeźbie różnorodnych, zdaje się być cechą właściwą epoki, która w ornamentacji większą część idei piękna mieścić musiała.
Za oryginalne starożytne wyobrażenie tego bóstwa, P. Tad. Wolański, poczytuje kolossalny posąg razem z Dziedzilją i Krasopanią, pochodzący z domu Załuskich w Warszawie. Postać ta (rysunek w Briefe. 11 Samml. T. XIV) jest wyrobiona z piaskowca, i waży centnarów szesnaście. Bóstwo stoi w koronie małéj na głowie, z włosem długim i brodą, w ręce jednéj ma piorun, w drugiéj tarczę wyginaną, z napisem nie runicznym, ale średnio-wiecznemi, dziwnych kształtów głoskami łacińskiemi, do żadnego alfabetu nie należącemi.
Pomnik ten, jak inne tego rodzaju, wcale nie jest starożytnym i podrobionym się być zdaje. Powagę, potęgę i siłę wcale inaczéj wyraziłby pierwotny artysta; tu widziemy tylko przesadę w formie oklepanéj, jakąś chętkę stylu, z któréj naśladownictwo i wpatrzenie się w formy klassyczne przegląda.
Porewid (Porenut); może tak nazwany od pór-widzenia, opieki nad porami roku-czczony był w Rugji. Saxo Grammatyk pisze, że posąg jego jak Porońca, miał pięć głów, i stał bez wszelkiego uzbrojenia i oręża. »(Saxo Gram. L. 14, p. 294. Porevithi simulacrum iu proxima aede colebatur, id quinque capitibus consitum, sed armis vacuum fingebatur. Quo succiso Porenutii templum appetitur. Haec statua quatuor facies repraesentans, quintam pectori insertam habebat, cujus frontem laeva, mentum dextra tangebat).» Czczono Porewida tylko miejscowo w Karewcji (Korenicy), a bałwan jego wywrócony został w r. 1148.
Poroniec: bóstwo lubieżne, opiekun roskoszujących, wedle wyżéj przywiedzionego Saxo Grammatyka; był posągiem o czterech twarzach z piątą w piersi zanurzoną; jedną rękę trzymał u czoła, drugą dotykał części wstydliwych.
Zwalił ten posąg Waldemar Duński w r. 1108.
Jesse; Bóg co do mythu do Peruna zbliżający się, który jak wyglądał, z autentycznych źródeł nie wiemy: P. Wolański w figurze z piaskowca ukutéj, siedém stóp wysokiéj, (Briefe, Samml. 11, XIV. 2), na wpół nagiéj, z szatą na ramie zarzuconą, z ręką lewą w któréj cóś trzymać się zdawał odbitą, prawą oparty na tarczy wyginanéj, z napisem w tym rodzaju, jak wspomnianego Peruna, chce widzieć Jesse. Twarz postaci téj surowa, włos gęsty. Jak inne pana Wolańskiego bożyszcza, świeższa to robota i nie autentyczna.
Pijstrzyc, (Bystrzec); bożek dawnych słowian Turyngskich, którego i Niemcy sobie przyswajają, zachował się wedle Henr. Erncjusza (Lib. II), w Sondershausen, w skarbcu rodziny Dudgerode, późniéj u Schwarzenbergów. Znaleziono go w piwnicach, na zamku Rotenberg. Posążek ten dwie stopy wysoki, w środku próżny, wyrobiony z nieznanego kruszcu (bronz dawny?), miał postać dziecięcia, prawą rękę do prawego ucha przyłożoną, lewą do łona przymkniętą, dwa otwory, w ustach i na wierzchu głowy. W czasie uroczystości jego i prób jakichś, czy wróżb, nalewano do środka wody, zatykano otwory, i podkładano ogień. Naprzód pot na piersi miał występować, późniéj para z hukiem wysadzała zatyczki, i tryskała na przytomnych. Bóstwo to strzegło czci i wiary i mściło się za ich złamanie; w VII wieku ustała cześć jego. (Bertram. Nachricht vom Püstrich Sondershausen. 1811. Püstrich, ein sorbischwendischer Götze dessen metallenes Bild in Sondershausen verwahrt wird. Der Name Püstrich, was mit dem wendischen Büsten (?) Zorngott, der mit Donner und Blitze strafte, zusammentrifft — weist auf den Gebrauch dieses Idols. Der Gott gleicht einem dicken, bausbackigen Jungen, das Haar perückenartig nach alt sorbischer Art; er kniet mit dem rechten Fuss, die linke Hand auf das linke Knie gestützt, die rechte auf den Kopf gelegt. Seine Höhe beträgt 14 Zoll, etwa 9 Maas (ein Eimer nach Büsching) Wasser gehen in seinem Bauch. Die Arbeit ist roh. Ein Herr von Tütcherode fand ihn in einem vermauerten Winkel der Rothenburg; 1552 kam er nach Sondershausen; wo er früher zur Zeit seiner Verehrung gestanden, ist unbekannt. Vollmer. Myth. 1374. Püstrich. Ein Götze von Erz, hohl gegossen. Der Kopf hat zwei Oeffnungen, eine auf dem Scheitel, eine andere an der Stelle des Mundes. Man glaubt dass er ein furchtbarer Zorngott von den Priestern gebraucht worden sei, welche ihn mit Wasser füllten, nachdem die Locher verstopft waren, über Feuer setzten, und so durch die Dampfentwicklung, das Heraustreiben der Pflöcke unter heftigem Knall und Aussprudeln vom Dampf und siedendem Wasser veranlassten.
Theod. Zwingerus. Theatr. III. L. 1. Idolem Pusteric, in fundamentis arcis Rottenberg (quae deserta nunc jacet), inventum in sacello subterraneo, intus cavum est, et aqua repletum atque igne circumdatum, cum ingenti sonitu aquam illam in adstantes, instar flammarum evomit).
Prowe, a raczéj Perun, pod tém nazwaniem u niektórych Słowian czczony, wedle Helmolda nie miał żadnych posągów, przynajmniéj w Stargradzie (Altenburgu). Prowe Deus Aldenburg, quibus nullae sunt effigies expressae. Wspomina go powtórnie Helmold jeszcze, Lib. I. c. LXIX. 15. Aldenburg quorum Deus erat Prowe. Rękopism kroniki Saskiéj, dał późniéj domyśloną, czy z podania opisaną postać Prowy, którą opisał kommentator Helmolda i inni. W wydaniu kroniki, załączono figurę na tytule dzieła, według kroniki Saskiéj. Miała to być postać mezka, wsparta czy stojąca na słupie, trochę pochylona, z koroną na głowie, z długiemi stojącemi uszami, jedną nogą wsparta, na jakichś brzęczadłach (dzwonkach), odziana w bóty. W prawéj ręce trzymała żelazo czerwone niby rozpalone, w kształcie lemiesza. Ztąd Frenzel dowodził, że Prowe był bóstwem sprawiedliwości i prawa. (Hic Prono, virili forma in columna stabat, corona caput redimitus, oblongis atque erectis auribus; altero pede tintinabulo insistens, ocreas etiam indutus. Dextra ferrum rubrum, atque candens tenebat, altera vexilli contum quatiebat. Ferrum.... vomeris speciem retulisse non sine causa prodidere. Bangert. Comm, ad Helmoldum).
Wedle innych, Prowe miał być wystawiany jako starzec w sukni fałdzistéj; z łańcuchem na szyi, a nożem w ręku, (zobacz rysunek z karty tytułowéj Helmolda, wydania 1659 r. w Lubece. Powtórzony w Przyj: ludu. Rok. III, N. 13). Gwagnin wspominając Prowe, w Nowogrodzie, czyni go zupełnie podobnym do Peruna, pisze, że wystawiony był w postaci człowieka, kamień sążnisty (młot, krzemień), podobny do piorunu w ręku trzymającego. Na cześć jego, jak w Litwie, na cześć Perkuna, palono ogień nieustający. (Chron. Sax. 1153. Der Abgott zu Oldenburg hiess Prono und stund auf einer Saüle, hatte in der Hand eine rothe Proveyse und einen Banner-Stab; hatte zweene lange Ohren, mit einer Krone, trug ein Paar Stiefeln an, und unter einem Fusse eine Schelle).
Petrus Albinus Meissn. Chron. X, p. 302. — Promo wird also beschrieben, dass er auf einer seul gestanden, zwei lange Ohren, mit einer Kron gehabt, gestiefelt gewesen, desgleichen in der Hand eine rode Borneisen und eines Panners Staab, unter dem Fuss eine Schelle.
Massius de diis Obotr. c. 2 — 35. Figuram Provi Chron. Sax. suppenditat: una manu ferrum gestans, instar clypei, ferrum autem rubrum erat, ut candentis speciem praeseferret, forma vomeris, ut putatur.
Pomiędzy bożkami Prilwitzkiemi znajduje się jedno, z napisem łatwo się czytać dającym Pruwe (J. Potocki 4 f. 12). Jest to postać męzka, stojąca w sukni bez przepaski, fałdzistéj, z łańcuchem na szyi, w ręce jednéj trzymająca trójkątny sprzęt jakiś. Potocki znalazłszy, (T. 14, f. 34), między szczątkami starożytności Prilwitzkich narzędzie dziwnego kształtu, okryte runami, ma je za owe symboliczne żelazo, jakie Prowe w ręku trzymał. Nam się ono wydaje rodzajem nożyc, których użytek przy ofiarach łatwo się tłumaczyć daje.
Co do dzwonka, na którym noga jedną stać miał posąg Prowe, przypomniemy, że w grobach, często znajdują się dzwonki i grzechotki zwłaszcza gliniane, które z czcią jego zdają się mieć niechybny związek.
Radegast; bóstwo gościnności, cnoty religijnéj Słowian, opiekuńcze ludów handlowych, czczone u Obodrytów i Redarów, a jak z nazwisk miejsc się okazuje i w innych krajach Słowiańskich. Wspomniany jest u Helmolda i Thietmara. Helmold pisze o nim tylko, że posag miał być złoty, a ołtarz pokryty szkarłatem, ale o kształcie posągu nie mówi. (Templum ibi magnum constructum daemonibus, quorum Princeps est Radegast. Simulacrum ejus auro, lectus ostro paratus. — Helmold Lib. I, c. 1 — 7). J. Potocki, czyta to i rozumie inaczéj, poprawując tekst w sposób następujący: Simulacrum Euro, lectus ostro paratus. Dodaje, że w Mecklemburgszczyźnie zachowało się podanie, o zatopieniu złotego posągu Radegasta w jeziorze Muritz.
Thietmar, wspominając o świątyni jego u Redarów, nic też o wizerunku nie pisze, (Lib. VI, 65). Inne opisy i wyobrażenia, z podań zapewne go wystawujące, daleko już są późniejsze. Masius, o bogach Obodrytów pisząc, maluje Radegasta, jako posąg wyniosły, z włosami na głowie pokręconemi, nakształt kręgu złożonemi; z twarzą raczéj poważną, niż piękną. Na głowie miał ptaka, z rozpostartemi skrzydłami, a na piersi czarną głowę byka (tur), którą, ręką prawą podtrzymywał, w lewéj miecz obosieczny; zresztą całkiem nagi. (Masius, de diis Obrotrit. c. 4, p. 72). »Radegast forma erecta angustiori, conspicuus erat, capillis non polixis sed crispioribus et quasi in gyrum actis, facies rotunda, et ad majestatem magis quam venustatem composita; supra caput avis distentis alis, capillo innexa stabat; pectus insignia gentis ostendebat, nempe nigrum tauri caput, quod dextra tenebatur, sinistra vero bipennem gerebat: de cetero nudus, nec ulla sui parte obvelatus. Pars imaginis pulchritudinem herois, pars vero res gestas et insignia illius ostentat. Obotritis a prima vetustate insigne fuit taurinum caput, quo hodie etiam principes Mecklemburgenses utuntur. In Rethre tota statua ex auro, Gadebuschii vero ex alio quodam metallo genere confecta erant. Testatur illud Radegasti corona quam hodie superstitem habent).»
Boton: (Chronica pictorum); wystawia go w postaci chłopa nagiego, wprost do widzów obróconego, z nogą prawą, do chodu niby wyciągnioną, obuwiem na nogach nakształt chodaków, kurpi, prawą rękę trzymającego na piersi, i pierś całą zakrywającego tarczą nakształt Janiny, na któréj wyobrażona była głowa poczwarna z rogami, uszami długiemi, oczyma bielejącemi i wywalonym jęzorem. W lewéj ręce trzymał rodzaj hallebardy (siekiery), na któréj się podpierał, a na głowie nie pokrytéj, miał ptaka ze skrzydłami rozpostartemi, jak do lotu. Rysunek ten powtórzony został z kroniki Saskiéj, z któréj Kommentator Helmolda opis swój wyczerpnął. (Capillis capitis avicula, dispassis alis inhaerebat. Pectori tauri caput nigrum, gentis insignia additum, quod dextra fulciehat. Sinistra bipennem tenebat, etc.).
Wyżéj przywiedliśmy podanie Masius’a, o koronie na głowie posągu Radegasta Gadebuskiego, o któréj w opisach wzmianki niema, która późniéj odjęta dla pamiątki w oknie kościoła w Gadebusch w Meklemburgskiém zachowywać się miała.
Inni jeszcze posąg w Retrze opisują, jako postać z lwią głową, na któréj siedziała gęś, w ręku topor, na piersi głowa bawola.
Co do ptaka na głowie Radegasta, nie zgadzają się Kommentatorowie: Nic. Mareschalcus ma go za gryfa, inni za ś, lub łabędzia, Frenzel za jastrzębia, lub sokoła, Kollar za Raroga, (indyjskiego Garudhę). W języku może się zachowało potwierdzenie ostatniego mniemania, gdyż rarogiem zowią dziwaczne na głowie przystrojenie.
Między bałwankami Prilwitzkiemi, najliczniejsze są wizerunki tego boga i sprzęty z napisami, do niego się odnoszącemi. W dwojakiéj on tu przedstawia się postaci: raz jako opisany już Radegast z ptakiem na głowie, bawolim łbem na piersi i mieczem; drugi raz jako wąż z głową ludzką i ptakiem na niéj, (J. Potocki, T. I, f. 2, T. 21, f. 68). Kilkakrotnie powtórzony wizerunek Radegasta, zgadzający się z opisem Masius’a i Boton’a, niczém od nich nieodstępuje. (J. Potocki. T. 7, f. 14, T. 22, f. 78).
P. Tadeusz Wolański, daje rysunek jakiegoś posągu niby Radegasta wyobrażającego (Briefe 11 Samml. Tab. XVIII, XVII), ale równie, jak poprzednie wzmiankowane, nie zasługującego na uwagę.
(Zobacz rysunek z opisów, na karcie tytułowéj Helmolda, w Lubece 1659, i w Przyj: Ludu, R. III, N 13. Tamże jedno z bóstw Prilwilzkich).
Siwa, (Żywa, Żywie); Venus Nadelbian, (Polabów), a raczej bóstwo żywota, uosobienie natury, wspólne wszystkim Słowianom. Wedle podań miała być nakształt Krasopani, wystawiana w kształcie kobiéty nagiéj, z gronem winném, wśród kwiatów, z lilją w ustach. Taki jéj posąg stać miał na wzgórzu Raceburgskiém, gdzie późniéj wzniesiono kościół (komentator Helmolda. Siwa Raceburgensium Dea fuit: Stabat illa utraque manu in tergum rejecta, altera uvam cum folio viridi, pomum aureum altera tenens. Capilli per tergum ad poplites usque fluebant. Ea Venus Polaborum fuit). Rysunek z karty tytułowéj Helmolda Lubeckiego 1659 w Przyjac: Ludu R. III, N. 13, wyobraża ją nagą stojącą, z rozpuszczonemi włosami, w wieńcu, w jednéj ręce jabłko, w drugiéj trzymająca grono winne.
W Czechach, w Wyszehradzie (Vocel 8), znaleziona została w podziemnym sklepie misa bronzowa, na któréj dnie wyryta była postać kobiéty siedzącéj, szatą u dołu owiniętéj, w jednéj ręce trzymająca kwiat, na kształt lilji, w drugiéj wieniec.
Porównanie rysunku jéj, z minjaturą rękopismu XII wieku (Mater verborum) przy któréj jest podpis Siva, wizerunek ten czyni nadzwyczaj ważnym dla Mythologji Słowiańskiéj; niżej wspomniemy jeszcze o tym pomniku.
Cale inaczéj, i nierównie szpetniéj, bóstwo to między bałwankami Prilwitzkiemi upostaciowane widziemy, z napisem Tsiba. (J. Potocki. T. X, f. 22). Jest to figurka kobiéca, w części szatą osłoniona, bez wdzięku, na karku psią głowę mająca.
J. Potocki (Voy: 66), wspomina o posągu bronzowym, w zbiorze akademji Berlińskiéj znajdującym się, a znalezionym w Szwet (Swieć), na którym były ślady pozłoty i sądzi, że wyobrażał Siwę.
Światowid, (Swantewit); bóstwo czczone szczególniéj u Rugjan (Ranów), Słowian wyspy Rugen, którego cześć rozpościerała się wszakże po całéj i najdalszéj Słowiańszczyznie. Helmold, który fałszywie utrzymuje, że Światowita zrobili poganie ze świętego Wita, co i Saxo Grammatyk potwierdza, opiera się na podaniu, które jakkolwiek przyjęte przez Kollara, utrzymać się nie może. (Helmold L. I, c. 6): Tradit veterum antiqua relatio, quod temporibus Ludovici II egressi fuerint de Corveia monachi, qui Slavorum salutem sitientes, impenderunt se ipsos ad subeunda pericula et mortes pro legatione verbi Dei. Peragratisque multisque multis Slavorum provincjis, pervenerunt ad eos qui dicuntur Rani, sive Rugiani, et habitant in corde maris. Ibi fomes est errorum et sedes idolatriae. Praedicantes itaque verbum Dei, omnem illam insulam lucrati sunt, ubi etiam Oratorium fundaverunt in honorem Domini ac Salvatoris nostri Jesu Christi, et in commemorationem Sancti Viti, qui est patronus Corvejae. Postquam autem mutatis rebus, Rani a fide defecerunt, statim pulsis Sacerdotibus atque Christocolis, religionem verterunt in superstitionem.
Nam Sanctum Vitum, quem nos martyrem ac servum Christi confitemur, ipsi pro Deo venerantur, creaturam anteponentes Creatori. Nec est aliqua barbaries sub coelo, quo Christocolas ac Sacerdotes magis exhorreat. Solo nomine Sancti Viti gloriantur; cui etiam templum ac simulacrum amplissimo cultu dedicaverunt, illi primatum Deitatis specialiter attribuentes. »(Tenże Lib. II c. XII; toż u Saxo-Grammatyka L. XIV). Helmold świadczy, że cała Słowiańszczyzna przychodziła po wyrocznie do Światowidowéj świątnicy, i obcy nawet przybywający kupcy składać musieli ofiary bóstwu temu. »(Cap. XXXVI. Fanum celeberrimum, unde etiam propter specialem fani illius cultum, primum venerationis locum obtinent. Gentes quas armis subegerint fano suo censuales faciunt. Cap. LII, 3. Inter multiformia autem Slavorum numina praepollet Zuantevith. Deus terrae Rugianorum, ut pote efficatior in responsis. Quia de omnibus Slavorum provincjis statutas sacrificiorum inpensas illo transmittebant)«.
Helmold nie opisuje posągu, ale z tego co mówi o zniszczeniu jego przez Waldemara (Lib. II, Cap. XII, 2 sequ.), okazuje się, że bałwan być musiał olbrzymi, drewniany, gdyż go rozrąbywano i w ogień rzucono. »Et fecit (Waldemarus), simulacrum illud antiquissimum Zwantewith, quod colebatur ab omni natione Slavorum, et jussit mitti funem in collem ejus, et trahi per medium exercitum in oculis Slavorum; et frustatim concisum in ignem mitti«. Niżéj jeszcze raz wspomina Światowida, jako najwyższe bóstwo Słowian: Zuantewith Deus terrae Rugianorum, inter omnia numina Slavorum primatum obtinuerit).
Opis Saxo-Grammatyka, zgadza się z tém, czego Helmold dozwala się domyślać. Pisze on o posągu w Arkonie, na wyspie Rugji, że to był bałwan niezmiernéj wielkości, rozmiarów olbrzymich, mający na kadłubie cztéry głowy, ze czterma karkami, z których dwie naprzód, dwie na tył patrzały. Z tych każda jedna w lewo, druga w prawo zwrócona była i pilnie zdawała się spozierać, w inną stronę świata.
Brodę miał posąg nieporosłą (co wyrażało młodość wieczną); włosy podcięte wedle zwyczaju noszenia ich, na wyspie Rugen. W prawéj ręce trzymał róg, różnego rodzaju kruszcami wysadzany, któren kapłan co rok miodem nalewał, a z ilości potém i zmian tego napoju, wnosił o przyszłych urodzajach. Lewą rękę miał w łuk przykurczoną i do boku przystającą; suknią tylko do kolan, obyczajem słowiańskim, z różnych rodzajów drzewa wysadzaną i sklejoną tak delikatnie, a z kolanami się łączącą, iż spojeń zaledwie dostrzedz było można. Nogi przy ziemi na podstawku, od niéj je oddzielającym, spoczywały. Obok posągu leżało wędzidło i siodło, oraz inne godła i znamiona bóstwa; z tych najbardziéj podziwienie wzbudzał ogromny miecz, którego pochwy i ostrze, misterstwem wyrobu i kosztownemi ozdobami się odznaczały. Barwa srebrzysta tego miecza, szczególniéj się odznaczała i osobliwym go czyniła. (Ingens in aede simulacrum omnem humani corporis habitum granditate transcendens, quatuor capitibus totidemque cervicibus mirandum perstabat; e quibus duo pectus, totidemque tergum respicere videbantur. Caeterum, tam ante, quam retro collocatorum, unum dextrorsum, alterum laevorsum contemplationem dirigere videbatur. Corrasae barbae, crines attonsi figurabantur, ut artificis industriam, Rugianorum ritu in cultu capitum aemulatam pulares. In dextra cornu vario, metalli genere excullum gestabat, quod sacerdos, sacrorum ejus peritus, annuatim mero perfundere consueverat ex ipso liquoris habitu sequentis anni copias prospecturus. Leva arcum reflexo, in latus brachio figurabat.
Tunica ad tibias prominens fingebatur, quae ex diversa ligni materia creatae, tam arcano nexu genibus jungebantur, ut compaginis locus non nisi curiosi contemplatione deprehendi potuerit. Pedes humo contigui cernebantur, eorum basi intra solum latente. Haud procul, frenum ac sella simulacri, compluraque divinitatis insignia visebantur. Quorum admirationem conspicue granditatis ensis augebat, cujus vaginam ac capulum praeter excellentem caelaturae decorem, exterior argenti species commendabat. Saxo Gramm. 287).
Może najciekawszą i najautentyczniejszą figurą Światowida, jest posąg jego, przed laty kilku odkryty w Galicji. W r. 1848, na gruntach wsi Horodnicy na Podolu, pod wsią Liczkowice, między Husiatynem, Satanowem i Tauste (?), blizko ujścia rzeczek Gniłéj i Tajnéj, wydobyto ze Zbrucza, po opadnieniu wód, słup kamienny Światowida. Okolica, w któréj to ważne zrobiono odkrycie, okazuje się starém, jak samo jéj nazwisko poświadcza horodyszczem, (horodem). W uroczysku nawet per excellentiam horodyszcze zwaném, znaleziono szczęty murów, a raczéj wałów cyklopskich, z głazów bez wapna układanych. Zdaje się, że tu być musiała świątynia Światowidowa, Kontyna, o czém i nazwa jednego w okolicy uroczyska Bohod, zwanego poświadcza. P. Żebrawski Bohod wywodzi od Bohchód, a nam się zdaje, że to jest tylko zmiękczony Boh-horod. Lelewel wyraz ten, ma za imię właściwe bożnicy, uroczysku poświęconemu i niezłożone.
Posąg odkryty z jednéj sztuki kamienia piaskowego wykuty, czworoboczny, cztéry i cwierć łokci wiedeńskich wysoki, u dołu i u góry ma stopę kwadratową. Wszystkie jego boki są równe; u dołu cokolwiek wykruszony, zdaje się odbity od postawy zaginionéj, z którą tworzył jedną bryłę. Poczynając od góry, tu naprzód cztéry są głowy, w cztéry strony świata zwrócone, zamknięte pod jedną dzwonkowatego kształtu czapką, (mithrą); twarze ich jak Światowida w Arkonie młode, bezbrode, długawe i nieco wielkie: a jak uważa Lelewel, »ciszę pogodną okazują, » i wszystkie są do siebie podobne. Po niżéj karku, na którym są osadzone, figura Światowida z małemi odmianami, na wszystkich cztérech bokach, jednako się okazuje; ręka jéj prawa na piersi ku górze podniesiona spoczywa, lewa niżéj spuszczona do pasa. Przepasanie zdaje się wskazywać, że intencją było rzeźbiarza, uczynić figurę odzianą; suknia bez fałdów spada po niżéj kolan, a z pod niéj, równo uciętéj, ukazują się stojące, na trzech bokach nogi.
Szczegóły wszystkich cztérech stron słupa, nie tak wypukło, jak raczéj rysami wgłębionemi są oznaczone. Postać opisana formuje jakby piérwsze piętro jego. Z piérwszéj strony ręka prawa, utrzymuje kółko, cóś jakby wielki pierścień, (Żebrawski), według Lelewela wianek, a według nas wizerunek misy, na któréj składano ofiarę potraw, chleba, tak jak w róg Światowida, nalewano wino czy miód. Z następnego boku, takaż ręka prawa, ma róg godło Światowida, podniesiony do góry, z téj strony pierś na posągu wydatnie oznaczona. Na trzeciéj ręce w témże położeniu narysowane, żadnych godeł nie mają, ale od pasa w niższéj części postaci, wisi na trzech sznurach szeroki miecz, pod którym jest koń; a nóg już niema z téj strony. Z czwartéj, ręce jak w poprzedzających, żadnego dodatku i znów z pod sukni wyglądające nogi.
To wszystko razem z cztérech stron piérwszy oddział słupa tworzy.
Drugie niższe piętro, mniéj niż pół górnego zajmujące, oddzielone gzémsem prostym od niego i od dołu, zawiera z każdéj strony, małą postać stojącą, jakby kobiéty w koszuli do kolan, z rękami na dwie strony rozpostartemi. Głowy tych postaci są stosunkowo wielkie; z dwóch piérwszych stron, wyraźnie oznaczone piersi; a pod figurką, drugą z porządku maleńką nad ramieniem, postać w tymże rodzaju powtórzona.
Trzecie piętro nareście, zawiera klęczące postacie zgięte, które rękami do góry podniesionemi, zdają się dźwigać słup cały. Twarze ich są wąsate i groźne. Z piérwszego boku, ten rodzaj karjatydy barbarzyńskiéj starannie dość jest oznaczony, z drugiego narysowany mniéj dbale, z trzeciego znowu nieco dobitniéj, a czwarty miejsce tylko pozostawione na postać ukazuje.
Z uwagą zastanawiając się nad tym ciekawym pomnikiem, pomimo zajęcia jakie obudza, nie znajdujemy w nim prawdziwego jeszcze wzoru staréj sztuki słowiańskiéj. Ogólnie wzięty wyrób to wiejski, z ostatnich czasów bałwochwalstwa, nieforemne przypomnienie Światowida Rugów, przydrożna jakaś figura, której odłamanéj podstawy szukaćby można na rozstajach, u starych krzyżów w okolicy. Ten Hermes, jest jednym z bogów na słupach, o których z powodu Sasów, w Słowiańszczyznie wspomina Adam Bremeński; nie zniszczono go nawet w czasach przyjęcia chrześcijaństwa, zatopiono go tylko w rzece nie rozbity nawet, tak mało doń przywiązywano wagi. Po rozstajnych drogach, pełno być musiało takich słupów, zastąpionych późniéj równie u nas licznemi krzyżami i kapliczkami świętych. Że Światowid Bohodzki, mimo swéj dla nas ważności, nie jest ani zbyt starożytny, ani z niego o stanie sztuki u Słowian sądzić podobna, dowodzi sposób w jaki zrobiony został. Widocznie jest to dzieło najbliższych nas czasów; pierwotne bowiem bałwany, zawsze są bodajby najniezgrabniéj, całkowicie wypukło wyrabiane i odznaczają się dziką potęgą, wyrazem jakimś i duchem, który nie zużyta siła twórcza ludu pierwiastkowego weń wlewa. Tu martwe niemal, i do zbytku spokojne cztéry oblicza, a pod niemi już cóś w sposobie płaskorzeźb mnogich, więcéj podobno wyrazić pragnących, niżeli podołać mogły. Sztuka pierwotna nigdy się nie porywa na to, czego wydać nie potrafi; myśl jéj zgadza się ze środkami wykonania, to z niemi idzie równolegle. Tu Światowid, o którym mowa, nie utworem jest własnym robotnika, ale tylko naśladowaniem, przypomnieniem, gdzieindziéj lepiéj wyobrażonego, i dla tego brak mu i siły i prostoty, na któréj wyrażenie prosty naśladownik, zdobyć się nie mógł.
Jako dzieło sztuki, Światowid Bohodzki jest oczewiście, raczéj płodem schyłku słowiańskiego rzeźbiarstwa, niżeli piérwszéj epoki jego rozwicia. Więcéj nadeń życia i potęgi, maja nieforemne głazy bab, drzémiące na ukraińskich mogiłach, — widocznie jest to robota nie starsza, nad ostatni wiek pogaństwa. Pomimo jéj nieudatności, są wszakże i tu części, które wyrazem zastanawiają. A naprzód sama głowa Światowida, powiększona naiwnie, dla wyrażenia plastycznie wielkości boga, surowa, poważna, chmurna i chłodna. Układ rąk, tak niewolniczo na wszystkich stronach, jednakowy, dowodzi, że do postawy i szczegółów przywiązywano wagę, i że każdy z nich ma tu pewne jakieś znaczenie mystyczne. Misa, róg, miecz i koń Swiatowidowe, jako i pokrycie głowy jedną czapką, oznaczające jedność bóstwa, łatwo tłumaczyć się dają. W niższym rzędzie, cztéry niewieście postacie, które za Cycę, żonę Światowida, to jest dopełniający go mythus uważano, nie tak się jasno wyłożyć mogą. Uderza tu przy jednéj z nich, figurka dziecięcia nad ramieniem; może godło owego bóstwa żeńskiego, ale pewnie dodatek nie obojętny i fantazyjny. Na ostatku w dole zgięte i schylone postacie, dźwigające wyraźnie posąg boga, zdają się obrazem tylko jego czcicieli: ludu, który przed nim klękał, lub kapłanów co mu służyli. W ogóle Światowid ten zgadza się co do cech głównych z opisem Saxo-Grammatyka; zwłaszcza w górnéj swéj części; niższa pozostaje zagadkową, choć nie bez znaczenia.
Oto wyjaśnienie posągu, jakie znakomity badacz podaje w jedném z ostatnich z pism swoich (Narody na ziemiach słowiańskich. Poznań. 1853, str. 784). »Światowit, czy Światowid, przebiegający świat na swym białym koniu, jest niezawodnie stworzycielem władnącym, imperans, orędujący Radegast, radą i wyrokami kierujący. Koń obraz konu, wykonywania jego czynnego nazierstwa, a cztéry wejrzenia mówiłyby, że patrzy na cztéry strony świata: i może tak jest. Za tém, »zdaje się mówić nadmienione obracanie świątyń ku wschodowi, jak to było w Retrze; a w pewnéj ze świątyń (wedle Masudego) miano otwory dla dostrzegania wschodu słońca. Ale obchód świąteczny po żniwie, i rozkład cztérech boków bohodzkiego słupa, zdają się czworakie wejrzenie zacieśniać, do cztérech pór roku odnosić. To związanie mógłby okazać kierunek czworobocznego słupa, gdyby można z pewnością wiedzieć, w jaki czworowid jego stał. Wedle wszelkiego podobieństwa musiał być frontem do wejścia, frontem do wschodu ustawiony, i z takiego kierunku jego, wnosić można, do jakich stron świata, pory roku odnoszono.
»Cztery pory roku wydają mi się tym sposobem: Ku południowi obrócona jest wiosna, (jabym powiedział ku wschodowi?), zwano ją inaczéj jar, jara, co ostrą jasność oznacza, snadno dopiekającą. Może nawet jar południe właściwie znaczyło, i wiośnie miano z tego kierunku i zastosowania udzieliło. Z końcem wiosny 21 Czerwca, obchodzono uroczystość Kupały; wiosna tedy trzyma na tę uroczystość potrzebny wianek. Obchód Kupały przeprowadza w upały letnie. Z przodu słupa lato, odpowiada wschodowi, (jabym powiedział południowi). Wszystko tu dójrzewa, płód ostatecznie na świat do użycia wschodzi i do tego może ściąga się dostrzeżona maleńka figureczka, jakby narodzone dziecko, słabo wyryta przy niewieście z wieńca cztérech słup opasującego. Lato trzyma róg potrzebny, do uroczystości po żniwach, z końcem lata obchodzonéj. Koniec to trudu rolniczego a przygotowanie się do rozpoczęcia następnego, który ukrzepia obietnica boża, kapłańskie przepowiednie, życzenia, zachęty. Uroczystość obchodzona raz na rok, ofiarą chleba i wina, w rogu tworu, zwierza, tura, byka, stadnika, w znamieniu natury, czyli zmysłom objawiającego się boga. Uroczystość okrężnego, a cały słup okrążają wieńcem trzymające się cztéry małe osóbki. Ku północy obrócona Jesień, ustrojona jest mieczem i koniem. Na koniu Światowid, świat zwiedzał ciągle. Gdyby to był koń do tego lotu przeznaczony, powinienby się na wszystkich cztérech bokach słupa ukazać. Ale do polotu stał koń żywy w stadni, a na jesieni wyobrażony jest bez wątpienia koniem, (podobnie jak wianek i róg), potrzebny do obchodu uroczystości końca jesieni, która wprowadzała w zimę, zamykającą, kończącą rok; koń dokonywał rocznego biegu. Zapewne to była stanica, (Saxo-Gramm. XIV. 322), zebrania się bojownego ludu, dla niejakiéj okazki, wojennego przeglądu. Na zachód, (na północ raczéj) patrzy Ziwa, niczém nieodznaczona, w stronę świata, w któréj dzień w nicość, w ciemnicę zapada. Na tęż porę przypadają posępne uroczystości, zapewne w nicości i nocy zanikłego znicza, (Vulcanus Adama, Pluto Dietmara); które się kończą zatopieniem śmierci, marzany, co wiosnę otwiera. Słup Bohodzki, jest obrazem pór roku i nic więcéj, a część dolna jest jedynie słupa przystrojeniem.»
Wykład Lelewela, jakkolwiek trafny być może, nie zdaje się nam dostatecznie spowodowany, godłami znajdującemi się na słupie. Ma jednak za sobą wiele prawdo-podobieństwa. Co się tycze kierunku odpowiedniego porom roku, naturalniejszym się nam zdaje poczynając od wschodu — wiosna; południe — lato; zachod — jesien; północ — zima.
Tyle o Światowidzie Bohodzkim, z którym porównaćby należało jeszcze maleńki posążek tegoż bóstwa, zabrany z Arkony przez Duńczyków, i dotąd się w Kopenhadze przechowujący, którego rysunku na nieszczęście nie mamy. (Lelewel. Narody na ziemiach słowiańskich 782). Mamy także innego jeszcze Światowida, na kamieniu rysowanego, znajdującego się w kościele w Altenkirchen na wyśpie Rugen.
Jest to bardzo płaska rzeźba, grubą i niezgrabną robotą dokonana, wystawiająca mężczyznę z wąsami (co się sprzeciwia opisowi Saxo-Grammatyka) trzymającego naprzeciw piersi róg do picia. Twarz z brodą, głowa czapką ostro zakończoną pokryta, odziany suknią obszerną, z pod któréj zbyt małe wystają nóżki. (Kugler. Pomm. Kunstgesch. 10. — Grumbke). Kamień z rzeźbą tą jest wmurowany tak, że postać leżącą się zdaje. Kugler nie uznaje tego dzieła, za autentyczny pomnik pogańskich czasów, i ma zupełną słuszność, nie tylko dla tego, że płaskorzeźba jest formą w pierwotnych wyrobach niezwykłą, ale że i nadpis i wykonanie cechują z opisów, dla pamięci zrobioną figurę. Na znak, że tu niegdyś był czczony, wmurowano go w ścianę świątyni. P. Wolański, jak wiele innych i tę robotę uznał za starożytną słowiańską. (Zobacz rysunek u Wolańskiego Briefe 11 Samml. T. XVII, n. 4. Rysunki Światowida Bohodzkiego były w gazecie Czas i Codziennéj i u Lelewela, dzieło cytowane, Mercier. sc.).
Mamy także figurę Światowida, pomiędzy bożkami Prilwitzkiemi, (J. Potocki T. 3 f. 8), znajdującą się, która całkiem się niezgadza z opisem Saxo-Grammatyka i słupem Bohodzkim. Jest to starzec w ubraniu dziwacznem, strojném w guzy, z mieczem w ręce. Na piersi druga głowa brodata. Ręka lewa zdaje się zakończona rogiem. Napis wyraźny Suanthuiti.
Rugiewit, Wit, Witysław, Widysław, bóstwo czczone w Karencji, rodzaj słowiańskiego Marsa, opisał Saxo-Grammatyk. Świątynia większa w tém mieście, zawierała w pośrodku za purpurowemi obsłonami, bałwan Rugiewita. Na głowie jego wyrażonych było pod jedném pokryciem, siedém ludzkich twarzy; tyleż mieczów z pochwami prawdziwych, na jednym pasie u boku jego zawiesił rzemieślnik. Ósmy trzymał dobyty w prawicy, tak mocno do niéj ćwiekiem żelaznym przytwierdzony, że krusząc bałwan, wraz z ręką uciąć go musiano. Ogromem przechodził o wiele zwykły wzrost człowieczy. Miano go na wzór Marsa, za opiekuńcze bóstwo wojenne. (Saxo-Grammaticus L. XIV. 293). Insignis hic vicus (Karentia), trium praepollentium fanorum acdificiis erat, ingenuae artis nitore visendis. Majus fanum vestibuli sui medio continebatur, sed ambo parietum locum purpura claudebantur, tecti fastigio solis duntaxat columnis imposito. Quibus (velaminibus) amotis, factum quercu simulacrum, quod Rugievithum vocabant, ab omni parte magno cum deformitatis ludibrio spectandum patebat. In ejus capite, septem humanae similitudinis facies consedere, quae omnes unius verticis superficie claudebantur. Totidem quoque vero gladios cum vaginis uni cingulo appensos, ejus lateri artifex conciliaverat. Octavum in dextra destrictum tenebat; hunc pugno insertum firmissimo nexu ferreus clavus astrinxerat. Spissitudo illi supra humani corporis habitum erat; longitudo vero tanta, ut Absalon supra primam pedum fortem consistens aegre mentum securicula, quam manu gestare consueverat, aequaret. Hoc numen perinde ac Martis viribus praeditum bellis praeesse crediderant).»
W wydrążonym tym wewnątrz kadłubie drewnianym, gnieździły się jaskółki, może poświęcone Rugiewitowi, lub godłem jego będące.
Zdaje się, że figurka u Potockiego, (T. 4, f. 11), z napisem z tyłu Garuwhit, która z drugiéj strony nosi runiczny napis: Rug...it, z sześcią głowami na karku, a siódmą na piersiach, odnosi się właściwiéj do Rugiewita.
Usład, bożyszcze Rusi, czczone w Pskowie. J. D. Wunderer, podróżujący tu w latach 1585 — 89, wspomina, że pod Pskowem widział bałwan Usłada, wyrobiony z kamienia, trzymający krzyż w ręku. Mówiliśmy pisząc wyżéj o Chorsie, że opis ten, wzbudza w nas powątpiewanie, nie tak dla krzyża, bo godła chrześcijańskie mieszały się z pogańskiemi, ale dla epoki, w któréj już posągi bóstw tych, ani jako przedmioty czci, ani jako pamiątki zachowywane być nie mogły. Lud tylko do téj postaci z krzyżem przywiązujący stare nazwanie Usłada, może w niéj jakie, do dawnych swych bożyszcz upatrywał podobieństwo; lub wspominał je z powodu, że posąg nowy, zajął miejsce starego.
Trygław, bóstwo Pomorzan, czczone w Szczecinie, i w Julinie, rodzaj indyjsko-słowiańskiéj trójcy (Trimurti), na jednym kadłubie trzy miało twarze, jak samo nazwanie okazuje. Posągi jego znajdowały się także w Baniborze i Miszeńskiéj Grymie. Głowy trzy do posągu przytwierdzone nawracający Pomorzan S. Otto, skruszywszy resztę, zabrał i jako znak zwycięztwa nad pogaństwem otrzymanego, odesłał do Rzymu.
Andrzéj Opat Bambergski pisze, że zasłona złota, usta i oczy tego bóstwa okrywała. Trzy głowy tłumaczono, jako znaki władania ziemią, niebem i piekłem. (Vita S. Ottonis L. II. c. 13. Profani sacerdotes, auream imaginem Trigelavi, qui principaliter ab iis (w Julinie-Wolin) colebatur, furati extra provinciam abduxerunt, L. II. c. 1. Stetin tres montes ambitu suo conclusos habebat: quorum medius, qui et altior, summo paganorum Deo, Trigelaus dictus tricapitum habebat simulacrum, quod aurea cidari oculos et labia contegebat, asserentibus idolorum sacerdotibus, ideo summum Deum tria habere capita, quoniam tria procurrat regna, id est, coeli, terrae, et inferni, et faciem cidari operire pro eo, quod peecata hominum quasi non videns et tacens dissimularet. Porównaj Thietmar Chr. VI. 150).
Wołos, (Weles), tak nazwany od wołu, bóstwo opiekuńcze bydląt, czczone u Rusi, wystawiane było w postaci człowieka z psią głową; poniżéj wspomniemy o pomnikach, które go wystawiać się zdają. (Kollar: Sława Bohinie, przywodzi z Czasopisu 1839 c. 2 str. 9, następującą cytatę: »Wolos, von Wol, der Anubis der Aegyptier, der Pan der Griechen, Gott des Viehes, hatte einen Hundeskopf. Man findet noch in manchen Kirchen die Abbildungen eines mächtigen Kriegers mit einem hundsähnlichen Kopfe, und man hält dafür dass dies ein Ueberbleibsel der Alten Lieblingsgottheit (?), des russischen Bauernvolkes, des Wolos, sei. Im gegenwärligen russ. Kalender existirt ein Heiligen name (Wlas) der Beschützer der Heerden und des Viehes; wenn das Vieh im Frühjahr zum ersten Male zur Weide geht, so wird das Bildniss dieses Heiligen in grosser procession mit geführt.»
Złota Baba, bóstwo czczone u Obdorców na Rusi, wedle Boxhorn’a, (de republica Moscow l. 51) było kamiennym bałwanem, wyobrażającym staruszkę, trzymającą na łonie dziecię, a podle mającą drugie, które lud zwał wnukiem. (Idolum ex lapide excisum quod Moscovitis Solota Baba dicitur, id est, aurea anus; est autem forma mulieris vetulae, infantem in graemio tenentis, et alterum iuxta se infantem habentis, quem nepotem esse illius incolae perhibent. Drzeworyt lichy wystawiający Złotą Babę, znajduje się u Gwagnina Opis W. X. Moskiews. 19.
O innych bóstwach słowiańskich, wyraźnych podań jak wyglądały, nie mamy; zdaje się wszakże, że Czernobóg w postaci lwa, lub potwornego zwierzęcia był wystawiany, co z podania stałego i znalezionych w Czechach wizerunków jego, okazuje się. Balder’a, którego mytologja słowiańska przyswoiła sobie od Skandynawów, tak jak obchód śmierci jego, i Kupały w Czerwcu od nich przyjęła, mamy pomiędzy bóstwami Prilwitzkiemi, (J. Potocki T. 3 f. 9).
Fryją, zapożyczoną także z tego źródła, jakby Słowianie plastycznie wyobrażali nie wiemy; lecz domyślać się można, że podobnie do Dziedzilji i Krasopani.
Z opisów tych bóstw wszystkich, po większéj części wiarogodnych, możemy już niejakie powziąć wyobrażenie o charakterze rzeźby słowiańskiéj i cechach sztuki; posłużą nam one do osądzenia o prawdziwości zabytków pozostałych z epoki przedchrześcijańskiéj. Charakter ogólny raczéj jest wschodnio-indyjski, niżeli greko-rzymski, acz i ten pierwiastek późniejszy, przebija się w mnogich pomnikach słowiańskich, na których gdybyśmy ich większą liczbę zebrać mogli, wyczytaćby się dały dzieje narodu, mnóstwem rozlicznych stosunków związanego ze wschodem i jego plemionami, kolejno napływającemi na Europę, z Grecją, z Rzymem, Germanją, Skandynawją. Na tle tych żywiołów, przyswojonych, rozwijał się wynikły z nich, charakter właściwy narodu i jego sztuki, charakter, w którym więcéj jeszcze fantazji, często dziwacznie rozpasanéj, młodocianéj, bujnéj, płodnéj w pomysły, na w pół zaledwie z cienia się wynurzające, niżeli wdzięku i prawdziwszego pojęcia piękna. Myliłby się wielce, ktoby tu szukał w sztuce rozwiniętéj całkowicie, długą uprawą, właściwéj piękności; ale zarówno ślepymby był, ktoby nie postrzegł energicznego wydania myśli, środkami epoce téj stosownémi. Szukać tu tylko należy tego, co znaleść można, siły, potęgi, powagi, surowości i plastycznego obrazu stanu ducha usiłującego dopiéro rozerwać pieluchy barbarzyństwa.
Rozmiary posągów po większéj części są kolossalne, ozdoby i godła przy nich obfite, ornamentacja różnobarwna, i z rozmaitych złożona materjałów. Kamień, drzewo różne, dobierane słojami i kolorami, srébro, złoto, bronz, składają się na te potężne stawany, które jak z mnogich widać opisów, farbami właściwemi pokrywane być musiały. Nie ma co szukać w nich nawet wdzięku miękkiego, stylu, piękności linij greckiéj; ale dójrzeć łatwo wyrazu siły, potęgi, bogactwa, wielmożności, strachu, pomysłów fantazji dziecięcéj prawie, świeżéj, nieużytéj, a dla nas dziś często w upostaciowaniach swych i symbolach niewytłumaczonéj.
To co w rzeźbie Indyjskiéj (zob. Bohlen: Das alte Indien Th. II. Geschichte der Baukunst v. A Romberg u Fr. Steger), stanowi jéj odrębność i właściwość charakterystyczną, poczwarne spajanie kształtów zwierzęcych z ludzkiemi, pomnażanie członków, dla dobitniejszego wyrażenia myśli, dodawanie rąk, a nadewszystko głów i twarzy, spostrzegamy w części i w rzeźbie słowiańskiéj.
Fantazja Słowian, nie waha się osadzić na karku ludzkim głowy lwa, na głowie ludzkiéj umieścić ptaka, bawolego łba w pierś zaryć człowieczą; dać bóstwu dwie, trzy, cztery, aż do siedmiu głów nawet, otworzyć łono Krasopani i serce jéj dobyć ze skaleczonéj piersi. Ale w plastyce i rzeźbie hieratycznéj Indjan, Egyptu, nawet Grecji i Rzymu, często ciemna myśl religijna, podanie, mythus w tenże się wyrażają sposób, a niekiedy poczwarniéj daleko.
Mnóstwo także sprzętów, ozdób bogatych i dodatków, na sposób Indyjski ubierały posągi; widziemy przy nich tarcze, rogi, miecze ogromne, korony, zasłony, pochodnie, kwiaty, godła wyjaśniające, uwidoczniające myśl, którą artysta w pełni i sile, środkami ograniczonemi, wydać jeszcze bez tych posiłków nie potrafił, lub obawiał się pozostawić ją niejasną. Wszakże Słowianie, nie mają już tak dziko potwornych postaci, jakie co krok spotykamy w Indji; nie mnożą liczby rąk i nóg, a Trygław ich, jakby się wstydał swéj poczwarności, zasłoną złotą głowę troistą pokrywa. Słusznie uważa Lelewel, że wyraz po-czwara, od poczwórnéj twarzy bóstw, wcześnie za potworny utwor uważanéj, pochodzić może. Twarze tylko i głowy najchętniéj mnożyła rzeźba Słowiańska, i ilość ich jest tu cechą charakterystyczną.
Wszakże z opisów bogów główniejszych, nie możemy wyrzucać Słowianom nadużycia tego środka pierwiastkowego wydania myśli; potęgę wyobrażano materjalną kolossalnościa, wszechwiedzę i wszechmoc, ilością głów i twarzy, ale nad te umiarkowane poczwarności nic więcéj. Sprzęt, ubiór, dodany zwierz i zbroja wyrażają resztę. Spojenie zwierzęcia z człowiekiem bardzo jest rzadkie: Czernobóg jest cały lwem straszliwym, potworą, ale w nim nic niema ludzkiego; inne bóstwo przedstawia się nam w postaci węża z głową ludzka, a jeden Wałos z psią Anubisa głową.
Pomysłów tak bogatych, jakie nam opisy bóstw dostarczają, z całéj Słowiańszczyzny, nie mogła wyrazić sztuka zbytecznie dziecinna i niewyrobiona; musiała ona dójść do pewnego stopnia rozwinienia i siły, by myśli dosyć zwikłane wyrazić jasno, odtworzyć je widomie i pojętnie dla wszystkich; świadczą o jéj stanie nie tylko pomniki, w małéj ocalone liczbie, ale pozostałe opisy zniszczonych.
Świat ten mythyczny, dziecię fantazji Słowian, barwny i dziwny w istocie, jak bajka ludowa, jeśli nie uderzał pięknością kształtów, zastanowić musiał rozmaitością swoją, śmiałością pomysłów, niespodziewanemi pojęciami nadzmysłowéj krainy, któréj senne i jakby gorączkowe przedstawiał widziadło. Sztuka, w pierwszéj i ostatniéj epoce swego rozwoju, zawsze zwykła wyrażać myśl o wielkości olbrzymich wymiarów massami, i tu się też tak działo; bałwany kamienne, dębowe, (Rugiewith) w części kruszcowe, lub ozdobami kruszcowemi okryte, piętrzyły się do stropów świątyń, a w pomroce Kontyn zaciemnionych purpurowemi zasłonami, olbrzymie te postacie, błyszczące jasnemi oczyma, zarysowujące się kształty ogromnemi, musiały wyrażać przestrach i wywoływać ideę potęgi i siły bóstwa.
Rzeźba słowiańska, była jakeśmy rzekli i wielobarwna i z różnych materjałów złożona; — artysta owych wieków, w którym grała myśl silna, z nieudolną walcząc dłonią, wszystko chwytał co mógł, by przejawić swoje o bóstwie pojęcie. Dobry mu był sękowaty pień drzewa, w którym dziwactwo natury, jakby senną marę zarysowało coś do człowieka i twarzy podobnego i kamień strzaskany dziwacznie, który śmiał się wieki zamarłym uśmiechem, i wszystko co ułatwiało wydanie pomysłów, tłumnie się cisnących pod niewprawną rękę. W tym boju z myślą własną rozsadzał drzewo kawałkami, sztukował złoto, miedź i srebro, malował, stroił, ubierał, pieścił dzieło swoje, usiłując mu wlać życie. Próby mnogie, wzory obce przywożone, zdobywane, sama praca wreszcie, uczyły i nauczyły prawie piękne, a przynajmniéj jaśniéj myśl wyrażające wylewać i rzeźbić bogi, o których z takim zachwytem ś. Otto na Pomorzu wspomina. Opisujący też wielkie bóstwa stojące po świątyniach, nie jednokrotnie poświadczają, że w robocie ich było misterstwo, sztuka, że je wykończano starannie, że spajanie różnorodnych kawałków drzewa i kruszców, było bardzo zręczne i prawie niedójrzane, że twarze strach, lubość, potęgę, groźbę, lub łaskawość wyrażały. Więcéj jednak wątpiemy o łagodném obliczu Krasopani, niż o straszliwéj postaci Peruna, — sztuka bowiem na tym stopniu rozwinienia łacniéj daleko wyraża niższe uczucia grozy, potęgi, strachu, siły, niżeli podnioślejsze już i wyższe łaskawości, miłości, pokoju. Jak wiara rodzima, nieobjawiona, zdobyć się na nic nie umie, chyba mglistém ich przeczuciem, tak sztuka pierwotna, ani ich pojąć, ani wydać nie potrafi i nie czuje potrzeby. Miłość inaczéj jak pięknością w całym blasku i spokojem nacechować się nie może; a piętnem epoki, o któréj mowa, jest właśnie ruch, gwałtowność, bój, rozsrożenie, namiętność. Dla tego może Krasopani bok Morawcy otworzyć musieli, ażeby serce pokazać, którego na twarzy nie miała, dla tego ustrojono ja bogato, pożyczając wdzięku od kwiecia, umilając pączkami różanemi.
Nie mamy dokładnego pojęcia, z powodu zniszczenia wszystkich niemal większych rzeźby pomników, jak dalece one zaszły, w naśladowaniu kształtów i idealizowaniu ciała ludzkiego. By wydać lubieżność Wenery Krasopani, potrzeba było nadać jéj piękne rysy, spokojną oblec ją linją kształtów; jak w Indyjskiéj Lakstomi piękność artysta zmuszony był zastąpić obfitą ornamentacją, a wdzięk dostatkiem, bogactwem, błyskotkami. To też nie szczędzono godeł, znamion, ozdób, akcessorjów, nawieszań, które były jak owe naiwne napisy średniowiecznych obrazów, przeznaczone na dopełnienie czego brakło w samym posągu. Miecz do góry podniesiony, srebrzystą barwą połyskujący, lew na ramieniu siedzący, mówiły zapewne więcéj, niż twarz sama, niż usta i oczy. Z opisów jednak i okruchów sądząc, wnosić można, że kolossy te nie były całkiem bezkształtnemi bryłami; w Światowidzie małéj mieściny nad Zbruczem, jest wyraz surowéj powagi, milczącéj i groźnéj potęgi. Proporcje ciała umyślnie są zmienione i głowa uwydatniona kosztem ciała; lecz w rysunku rąk jest już pojecie rysunku i linij.
Myśl rodowa właściwa ziemi, plemieniowi w bojach zrosłemu i walczącemu nieustannie z napastnikami, z otaczającym światem, przejawiała się w świecie bogów Słowiańskich. Bóstwa to były zbrojne, silne, straszliwe, każde z nich groźną przybierało postać, bo to wiek był, w którym grozą trzymała się społeczność w porządku i ładzie, wśród rozhukanych namiętności. Spotykamy wszakże wśród téj mnogości głównych idei siły, potęgi, ogromu, pojęcia już wyższe ładu, gościnności, a zatém braterstwa ludów, jako cnoty niemal zasadniczéj i religijnéj, prawa, miłości.
Rzeźba hieratyczna Słowian, wyróżnia się od skandynawskiéj i germańskiéj właściwéj, choć z niemi wiele też ma podobieństwa. Odcechowuje ją szczególniéj bogactwo fantazji i przez idee przejęte obce, narzucone, krwi i srogości pełne, przebijająca się łagodność charakteru narodowego, wrodzona mu, i w gościnności wyrażająca się miłość ludzkości i spokoju.
Obok Peruna-Jowisza, obok Thora i Jessego, zjawia się tu Radegast, nietylko rad, ale radzący gościom, przybylcom i obcym; Trygław osłoniony, by grzechów ludzkich nie słyszał i nie widział. A wszystko cokolwiek tu znajdziemy z ducha miłości, pokoju i zgody, pewnie jest czysto Słowiańskiém, tak jak co tylko krwią i postrachem przemawia germańskiem, lub skandynawskiém. Jeśli Słowianie, nie potrafili się rozwinąć w kierunku swych przodków z powieści Teofilakta, nie oni są temu winni, ale ich sąsiedzi.
Liczne od nich pożyczki spotykamy co krok w mythologji i sztuce Słowian, na któréj osiadły pyłki przelatujących koło niéj idei obcych. Polytheizm wszelki ma to do siebie, że się zapożyczać nie wzdryga, a cudze bogi, na równi z swojemi kładzie; ztąd i u Słowian zrabowane lub nabyte bałwanki greckie, rzymskie, skandynawskie, uzyskiwały prawo obywatelstwa, a z niemi myśli, których były upostaciowaniem. Nazywano Jowisza Piorunem, dawano obcym bogom imiona swoje, przyjmowano je za domowe i cześć im składano.
Lepiéj nam jeszcze to, cośmy tu poprzednio o rzeźbie u Słowian powiedzieli, dowiedzie pogląd na pozostałe jéj zabytki i pomniki sztuki z przedchrześcijańskiéj epoki. Po większéj części, wyjąwszy liczbę nie wielka, zabytki te składają się z posążków mniejszych, których zagłada dotknąć nie mogła, a w tych właśnie bieglejsi byli Słowianie, bo wiele z nich już się dziełami sztuki nazwać może, uderzając to dobitnie wyrażoną myślą, to naiwnéj linji wdziękiem, to samém wykonaniem wykształconéj techniki dowodzącém, to nareszcie pojęciem ogólnego kształtu i proporcij uderzającém.
Maleńkich tych posążków, liczba dość znaczna uchowała się do naszych czasów, a że z nich sądzić i wnioskować mamy prawo, bo podobne im stały po świątyniach głównych u Słowian, dowodem są słowa opata Andrzeja, (De Vita Ottonis in Ludew. Scr. rer. Bamber. c. XIII, 479), który wyraźnie powiada, że niektóre bóstwa stojące w bożnicy w Retrze tak były maleńkie, iż je wygodnie do kieszeni schować było można.
Te to właśnie drobne posążki, musiały tak ś. Ottona zadziwić pięknością swoją.


Przypisy

  1. Manlius. Rer. Lus. L. II, c. 32. »In chronico Sax. sub A. 1116, annotatum est. Vendos seu Slavos iterum a fide christiana descivisse et vetus suum idolum a saxi cui instabat genere Flins dictum erexisse.» Chron. Sax. fol. 245. »Der Abgott hiess Flins, denn er stand auf einem Flins-steine
    Jeremias Simon Eilenburg. Chronik. T. I, c. 8. »Der Waldgott(?) Flintz oder Flinsz hat unter einem schoenen breiten Linden-Baum (bei Leipzig) gestanden, und zwar in schrecklicher Gestalt, in der rechten Hand einen Stab, mit einem brennenden Blass-Feuer, auf der linken Schulter aber einen aufgerichteten Loewen tragend, und auf einem Flinss-Steine stehend und zwar wie Pirnensis davon urtheilt, solches darum, dieweil die Sorben-Wenden geglaubet, der Loewe sollte sie vom Tode wieder auferwecken.
    Annales Budissinenses Mss. apud Frenzel De diis Sorab. p. 228. »Flins stand eine halbe viertel Meile von der Stadt, an dem Orte, wo nun das Dorf Ohna lieget, an der Spreu, auf einem hohen Kieselsteinigten Thurme. Diese Staette, wo solcher Goetze gestanden, war sehr in diesem Lande beruehmt.» Porównaj Slava Bohyne. I. Kollara. 256.
  2. W legendzie o SS. z Ekberestorp u Leibnitza script. rer. Bruns. p. 141. Hamboh, nazwany Hammon.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.