Sztuka u Słowian, szczególnie w Polsce i Litwie przedchrześcijańskiéj/XXI

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Sztuka u Słowian, szczególnie w Polsce i Litwie przedchrześcijańskiéj
Wydawca Wydawnictwa drukarni A. H. Kirkora i sp.
Data wydania 1860
Miejsce wyd. Wilno
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
XXI. ZABYTKI RZEŹBY.

Najliczniejszemi pomnikami, z czasów przedchrześcijańskich, w Słowiańszczyźnie północno-wschodniéj rozsianemi, na na ziemiach Rusi, są owe posągi tajemnicze, pospolicie na kurhanach i mogiłach znajdujące się, które w stepach bliskich Chersońskiéj gubernji, w Kijowskiém, a nawet na Wołyniu i w Galicji, lud ogólném nazwaniem Bab, mianuje.
Posągi tego rodzaju, zabytek prastaréj epoki, rozciągają się na ogromnéj przestrzeni ziemi, do trzydziestu tysięcy mil kwadratowych zajmującéj, ciągnąc się ze środka Azji, po nad brzegami morza Kaspijskiego, Azowskiego i Czarnego; — drogą, którą szły do Europy ludy, co ją zajęły, lub przebiegły przez nią bez śladu, — na północ idą po za gubernją Kurską, — na zachód wchodzą do Kijowskiéj, ciągnąc się ku Podolowi, Haliczowi i Polsce, gdzie jednak liczba ich coraz się zmniejsza. Haxthausen (Studien über Russland), opowiada, że w lesie pod Moskwą, widział bałwan do bab podobny, chociaż go przypadkowo zbliżone kształty omylić mogły. Znajdujemy je w Ukrainie małorossyjskiéj, w stepach Astrachańskich, w Saratowskiéj, części Orenburgskiéj i Samarskiéj gubernji; w Syberji nad brzegami Abakanu, nad Askiszem i Jenissejem i t. d. — Znaczna więc część ziem dziś przez Słowian zamieszkanych, zalegają te zagadkowe pomniki, milczące i tajemnicze, jak Sfinksy, słowiańskiego pochodzenia czy nie, ale przez Słowian przyswojone, gdyż do nich wiążą się już podania i bajki ludowe.
Herodot, mówiąc o Scythach i bardzo szczegółowo o obrzędach pogrzebowych u nich, nic jednak o posągach na mogiłach nie wspomina; cała starożytność o nich milczy, aż do XIII wieku. Znaleziona bowiem jakoby o nich wzmianka w Ammianie Marcellinie, którą pierwszy podobno zacytował Klaproth w swéj podróży Kaukazkiéj, a za nim powtórzyli wielu innych, nie może się żadną miarą, przy dobrém wyrozumieniu tekstu sciągać do bab owych. (Ammianus Marcellinus XXXI, 2, mówiąc o Hunnach i opisując ich postawę, powiada wyraźnie: »Ut bipedes existimes bestias, vel quales in commarginandis pontibus effigiati stipites dolantur incompte.« Co do słowa tłumacząc: rzekłbyś dwunożne zwierzęta, lub około mostów stojące niezgrabnie wyrzezane bałwany — Nigdzie tu niema mowy o brzegach Pontu Euxyńskiego i sens jest bardzo jasny). J. Potocki dając wyjątki z Ammiana Marcellina, w tłumaczeniu francuzkiém, tak to miejsce zrozumiał, jak my, nie myśląc go używać na poparcie starożytności bab i bez tego widocznéj. (Fragmens historiques et geogr. T. I, Liv. XXVII, 59: »Ils (les Huns) sont d’une figure extra-ordinaire et si courbés, qu’on les prendrait pour des bêtes a deux pieds, ou pour ces pilliers grossièrement rabotés en figures humaines, que l’on voit sur les bords des ponts.« Wyraz stipes, oznaczający bałwan, pień, kloc, mógłby bardzo wyrażać babę, ale niema tu ani mowy o brzegach pontu Euxyńskiego, jak tłumaczy p. Nowosielski, i przez roztargnienie przyjmuje Lelewel, ale o poręczach mostów, często rzeźbionych niezgrabnie. Niepojmujemy, jak za Klaprothem wszyscy najuważniejsi w błąd taki wprowadzić się dali: niepodobna bowiem, ani na chwilę rozważywszy tekst Ammiana Marcellina, tak widocznie fałszywego tłumaczenia przypuścić.
Ani Diodor Sycylijski, ani Ammian Marcellin o posągach tych nie wspominają wcale i piérwszy dopiéro pisze o nich Rubruquis (1253 r. Chr. X. trad. de Bergeron. 19), w swojéj podróży, o Kumanach mówiąc. Klaproth w swéj podróży Kaukazkiéj przywiódł to z niego miejsce: »Co do Kumanów, pisze on, mają oni zwyczaj usypywania wzgórzów, czyli mogił, na miejscach pogrzebu zmarłych i wznoszą im posągi, z twarzą obróconą na wschód, trzymające naczyńko w ręku, przy pępku. Bogatym i możnym wznoszą pyramidy, lub małe domki śpiczaste i widziałem w niektórych miejscach, wielkie ceglane wieże, w innych domy z kamienia, w stronach gdzie się on nieznajduje. Widziałem tam także grobowiec, na którym zawieszono szesnaście skór końskich, na wielkich tykach, zwróconych w cztéry strony świata; stał przy nich Kumys do picia i mięso do jedzenia, chociaż mówili, że zmarły ten był ochrzczony. Widziałem tam inne groby zwrócone na wschód, były to wielkie kwadraty, zbudowane z kamieni; prostokąty i kręgi, a w nich cztéry długie kamienie, obrócone na cztéry strony świata, w około téj przestrzeni«. (»Pour les Comans, ils ont coutume d’élever une motte ou tertre, la face tournée à l’orient, et tenant une tasse en la main, vers le nombril. Aux riches et grands ils dressent des pyramides, ou petites maisons pointues; et j’ai vu en des endroits de grandes tours de brique, et en d’autres, des maisons bâties de pierres encore, qu’ en ces quartierslà, on n’y en trouve point. J’y aż vu aussi une sépulture où ils avaient suspendu seize peaux de cheval sur de grandes perches, quatre à chaque face du monde; puis il y avaient laissé du cosmos pour boire, et de la chair pour manger; cependant ils disaient, que ce mort là avait été baptisé. J’y aż remarqué d’autres sépultures vers l’orient: c’etaient de grands carrés batis de pierres, les unes rondes, les autres carrées; puis quatre pierres longues, dressées aux quatre coins du monde, autour de cette éspace«. Rubr. dans Bergeron 19).
Z téj wzmianki o grobowcach Kumanów u Rubruquis’a, który im przyznaje i posągi na mogiłach i murowane nad mogiłami izbice, widać tylko, że w kraju zajmowanym przez nich, posągi się te znajdowały. Rubruquis opisaniem mogił Kumanów, jakie późniéj zwykłe były Nogajcom, dowodzi sam, że baby nie do nich należą. Widział je tam i dla tego im przyznaje, chociaż murowane ich grobowce cale inaczéj, jak się z opisu okazuje, wyglądały. Nieco zastanowienia łatwo naprowadza na wniosek, że bab tych Kumani nie stawili, ale je tylko na starych poszanowali mogiłach.
Zwyczaj u nich był inny i obrzędy odmienne. Szacowne więc to wspomnienie o babach, jest tylko śladem ich exystencji, ale samo świadectwo podróżnego, nie dozwala z nim przypuszczać, aby posągi te były dziełem Kumanów.
W XVI wieku, baron Herberstein, Gwagnin, Boxhorn, cytowany wyżéj i inni pisarze o Rossji, wspominają o Złotéj Babie, nad Obą, u Obdorców, która wystawiona była w postaci kobiéty siedzacéj z dziecięciem na łonie, a drugiém za wnuczę jéj uważaném u boku. Herberstein dodał z przypomnienia posągu Memnonowego, że z wnętrza téj Złotéj Baby wychodziły dźwięki jakieś, niby trąb i puzanów. Od XVI wieku mnożą się wspomnienia o babach w księgach, podróżach, opisach kraju. Wspomina o nich i wylicza je Kniha Bolszaho Czertieża, mogąca dziś służyć za wskazówkę do poszukiwania ich po mogiłach. Daléj wzmianki o babach, domysły o ich powstaniu i znaczeniu, są bardzo liczne w mnóstwie dzieł o Rossji wydanych.
Piszą o nich Scherer, Pallas w swoich podróżach; daje rysunki tych pomników Stralenberg, Bayer, Junker, Zwick, Falck (podróż do Syberji 1768—1773), Köppen, K. Ritter i Haxthausen w swych Studien über Russland, który daje rysunki dwunastu bab i porównywa je z rycinami u Falck’a umieszczonemi. (Zobacz Nowosielskiego o Babach w Dzien. Warszawskim 1854, N. 45 i następne).
Oprócz tego kilka bab rytowanych, mamy w dziele ruskiém, wydaném w r. 1801 w St. Petersburgu, pod tytułem: Izobrażenja raznych pamiatnikow drewnosti, najdiennych na berehach Czernaho moria, sniaty s podlinnikow 1797 i 1798 hoda. Nareszcie mówi o nich Rozprawa w Rocznikach Towarzystwa Odeskiego starożytności i historji (w Tomie I-szym) i kilkunastu kreśli nam wizerunki (Tab. XII, XIII, XIV). J. Lelewel w dziele swém: Narody na ziemiach Słowiańskich. Skolotowie 1, 19, baby za pomniki Scythyjskie uważając i krótką kreśląc o nich historją, z części umieścił rysunki. Najświeższe są wspomnienia o babach w M. Grabowskiego Ukrainie, w Dzienniku Ministerstwa Oświecenia. Lipiec 1853. (35 str.) przez P. A. Tereszczeńko i P. A. Nowosielskiego artykule pomieszczonym w Dzienniku Warszawskim [1]. Opuszczamy bardzo wiele wzmianek i rycin, które po większéj części są powtórzeniem znanych wiadomostek i wizerunków, bez oglądania się na źródła.
Wspomnim tylko, że Pallas, który dał rysunki kilku bab, z nad brzegów morza Azowskiego, północniejsze bałwany, ma za daleko sztuczniéj i gładziéj obrabiane, czemu się P. Haxthausen sprzeciwia, nie widząc w nich różnicy. Pallas zauważał między babami wizerunki, nie tylko żeńskie, ale i męzkie (to co w Małorossji nazywają Kamienny czełowiek, lub Baba Mużyk. Baby w ogólności zowią Mara, lub dziéwka Kamienna), — i dójrzał w nich typu czysto mongolskiego.
Klaproth wspomina także, nie tylko męzkie postacie, ale połączone z sobą męzkie i żeńskie, postrzegając w nich znowu typ plemion mongolskich. Oto co pisze o babach w swéj podróży Kaukazkiéj (T. I. 83 — 84). »Między Kaly a Peregradnoj, o 30 wiorst, spotykamy Redutę Medweżę Kurhańską, to jest, zbudowaną na niedźwiedziéj mogile. Był tu dawniéj strumień, który wpadał do Jehorlika, ale dziś osechł, po tatarsku zwał się Ajul, czyli strumień niedźwiedzi. Reduta Bezopasnoj na drugim brzegu Jehorliku, trochę wyżéj ujścia Taszły, leży o 30 wiorst od Peregradnoj. Na pół drogi spotykamy w prawo jeziorko wązkie, długie na półtoréj mili, zdające się pozostałością dawnéj rzeczki. Posąg kamienny obity, stoi o dwie wiorsty od przeprawy na Jehorliku. Na pół drogi między Bezopasną a Dońską, które od siebie leżą o wiorst dwadzieścia, znaleźliśmy dwa posągi kamienne opisane przez Guldenstaedt’a: »Stoją one niedaleko siebie, jeden wystawia mężczyznę, drugi kobiétę. Bałwany te niekształtne, często tylko z jednéj strony obrabiane, a zwykle od głowy do kolan, ale zawsze połączone z sobą z tyłu, często się tu spotykają i podobne są nieco do tych popiersi faunów i satyrów na podstawach (gaines), które naśladowane ze starożytnych, widziemy po ogrodach naszych. Fizjognomja ich jest całkiem mongolska; robione są z kamienia wapiennego, muszlowca, szarego koloru i zwykle siedzące. Figury męzkie mają koszule druciane (cotes de mailles) i suknię długą, obcisłą, schodzącą do kolan; kobiéce piersi obnażone i zwisłe, spodniczkę krótką bardzo, a nogi nagie; szyję ich otacza szeroki naszyjnik, a od niego zwiesza się rzęd paciórek. Głowę męzkich pokrywa czapka stożkowata, do chińskiéj podobna, z tyłu wisi długi splot włosów; u kobiét jest jakaś ozdoba dwurzędowa osobliwsza. Posągi te kamienne pospolite są, w części zachodniéj stepów, na północy Kaukazu, nad Kumą, Bywatą, Taszłem, Donguzlem, Yejem, Czalbakiem, Jehorlikiem i Manyczem; także pomiędzy Donem, Dońcem a Dnieprem. Widziałem podobną figurę srebrną, długości palca, którą chłopi znaleźli nad Kumą, ale rąk w niéj widać nie było.
Z obejrzenia wielkiéj ilości posągów tych i saméj ich geografji, okazuje się, że zwyczaj stawienia ich na mogiłach wniosło tu jakieś plemię Azjatyckie, którego cechy rodowe mają na sobie te zagadkowe bałwany. Ale że nie wszystkie baby, są jednego wieku, pochodzenia i ręki dziełem, zdaje się nam niezawodna; że nawet wielce różne musiało być ich znaczenie, i że począwszy od Skolockich czasów do Kumanów i Połowców, może stawić je mogli naśladując swych poprzedników, wędrowni mieszkańcy krajów, w których one pozostały do dziś dnia, — najprawdopodobniejszém być sądziemy. O stawieniu ich przez Połowców świadczy Rubruquis, ale przywiedziony ułamek podróży jego, dowodzi zarazem, że grobowce ich właściwe, cale inaczéj wyglądały.
U Scythów (Skolotów) czczono dwa bóstwa żeńskie, szczególniéj zaś Tabitę (Vestę) i Apją, bóstwo ziemi i natury i któremuś z tych bóstw głównych, przyrodzie, matce żywota, wielkiéj babie, stawiono te opiekuńcze na mogiłach posągi, które po Scythach, naśladowali Sarmaci i inne narody włóczęgów, sypiące w stepach mogiły.
Znajdowanie ich na przestrzeni zajmowanéj przez narody Scythyjskie, na usypach, które wewnątrz zawierały zabytki scythyjskiéj epoki, są przeważnym dowodem, że je do Scythów odnieść i pierwiastkowo im przypisać należy.
Chętnie dozwolim P. Nowosielskiemu, (porówn. art. w Dzienniku Warsz. 1854 N. 45 — 48), że cześć natury upostaciowanéj w niewieście, bardzo w czasach bałwochwalstwa powszechna, ukazać może cóś podobnego do tych bab w Azji mniejszéj, że i w Damaszku mogła być jakaś Babja, że w Syrji oddawano jéj cześć pod postacią niezgrabnego kamienia niby z nieba spadłego (aerolithu) i przypuścim, że z Azji przeszły owe Baby na ziemię słowiańska. Niemniéj one tu są i będą zagadkowe, zwłaszcza jako spadek przez Słowian przejęty od poprzedników, który dziś na własność ich przeszedł i do którego ręka ich wiele dociosać mogła. W Karpatach znajdujemy góry Babiemi zwane, z których jedna Babia-Góra, ma niby kształt olbrzymiéj siedzącéj Baby, a lud zachował tu pamięć czci, którą jéj oddawano, wiążąc ją z podaniami o Dziwożonach, duchach pośrednich, zjawiających się w okolicy Babiéj-Góry.
Ale nim cóś pewniejszego o babach i myśli, którą wyrażać mogą powiemy, zastanówmy się naprzód nad niemi i ich powierzchownością. A naprzód wyróżnić tu potrzeba i odrzucić, co właściwie do bab należeć nie może, choć imię to nosi. Cechą bab, między któremi znajdują się wedle Klaprotha i innych pisarzy, i postacie męzkie (Baba-mużyk), cechą jest postawa siedząca, ręce trzymające naczynie na żołądku, i pokrycie głowy dziwnego stożkowatego kształtu, z ozdobami ze splotów włosów.
Powiedzieliśmy gdzieindziéj, że wyłączamy posagi męzkie, bo ogół bab, najcharakterystyczniejszych, najstarszych, stale przedstawia bóstwo żeńskie; ale ku Kaukazowi i na północ od niego, znajdujemy postacie Bab podwójne, zrosłe, męzko-żeńskie, lub całe męzkie. Słusznie uważa P. Nowosielski, że bałwany męzkie, nie mają charakteru i stylu Bab właściwych, bo są odziane, stojące na małych nóżkach, a czapki mają okrągłe nie śpiczaste. Są to postacie wyjątkowe, ogół bowiem Bab, przedstawia kobiétę, matkę, babę, któréj cześć zresztą przechodzić mogła łatwo, jak inne mythy, na bóstwo odpowiednie dwupłciowe, a nawet męzkie. Działo się to jednak nie wszędzie i rzadko, tak, że charakteru Bab głównie w upostaciowaniu niewieściém szukać należy. Ale pod bardzo ogólném mianem Bab, często znajdujemy posągi nieforemne, które wyłączyć potrzeba, gdyż nie mają cech hieratycznych, mogilnych owych bożyszcz scythyjskich.
Tak zwana naprzykład Baba Chęcińska, nie jest nią wcale. Posag ten, wysokości stóp cztérech z marmuru czarnego wykuty, wyobraża niewiastę wieku średniego, nagą jak baby stepowe, tuczy nadzwyczajnéj jak one, z twarzą płaską, z ustami do śmiechu ściągnionemi, w czepcu jakimś na głowie, z piersią małą i płaską, z brzuchem wydatnym, (co się często trafia u bab prawdziwych); lecz rękę prawą tylko ma wspartą na biodrze, a lewa musiała być wzniesiona do góry, co się nigdy u bab nie zdarza, nogi nieproporcjonalne, ale inaczéj zgięte, a u pasa obejmuje ją wieniec z liści, zdradzający świeższe jéj pochodzenie. (Rysunek w Pam. Sandomirskim, T. II. Z. V. 92).
W ogóle, jest to obłamek jakiegoś pomnika, z epoki daleko nas bliższéj i nazwiskiem tylko do bab podobny.
Tak samo wcale niestosownie zowią Babą, granitowy bałwan nieforemny, w sposobie Hermesa, który stał dawniéj przy ścianie pałacu w Tulczynie, od strony ogrodu Choroszy, a dziś znajduje się w Muzeum Kijowskiém. Wyobraża on wąsatą postać męzką, — pomimo grubości roboty (jest to prawie płaskorzeźba) nie bez pewnego wyrazu. Ręce ma złożone na piersi, oznaczone kilką tylko bardzo pierwotnemi rysami, naczynia w nich żadnego. Kształt fallurowaty bryły, zdaje mi się przypadkowym. Jest podanie w Tulczynie, że dawne stare zamczysko, otoczone było podobnemi słupami granitowemi.
Z dwóch Bab narysowanych w Ukrainie M. Grabowskiego (T. XIV), z których jedna znajduje się we wsi Subotowie, druga w ogrodzie w Mierzwinie, nie wiem czy która do właściwych Bab da się zaliczyć. Subotowska jest nieforemną bryłą, ledwie ociosana, i kształtów wyraźnych nie mającą, nieco tylko oznaczone głowa, ręce i tułub, ani piersi, ani nóg, ani nakrycia głowy, ani naczynia symbolicznego. Drugi bałwan Mierzwiński, jeśli go tylko dokładnie narysowano, — o czém trochę wątpiemy, bo zdaje się, że artysta musiał się nieco wyidealizować, — nie jest siedzący, ale stojący; zresztą przypomina posągi na kurhanach, bo też ze staréj mogiły musiał być zdjęty, jak niesie podanie. Twarz jéj młoda, na głowie czapka stożkowata, w rodzaju assyryjsko-egipskich czapek monumentalnych (thiary); ręce po niżéj piersi złożone, ale w nich żadnego naczynia nie widać; pierś niezgrabnie ale wydatnie wyrobiona, suknia na przodzie spięta dwoista, jedna do kolan, druga wierzchnia krótsza od téj; — nogi foremniejsze niż zwykle u Bab bywają. Ma to minę, jak gdyby było naśladowaniem nówszém i niezupełnie wierném baby dawnéj, od któréj jednak w wielu się rzeczach różni, jak widziemy.
Właściwe Bab posągi żeńskie, wszystkie mają jeden charakter wybitny, wyraz jednostajny, strój prawie zawsze ten samy, i widać z nich, że kamieniarz lepiéj, lub gorzéj wedle zdolności, dokonywał jednéj myśli, jednego symbolu, który określony był dokładnie, którego cechy i attrybuta, nie cierpiały fantazyjnych odmian i dodatków.
Baby są pospolicie kolossalne, wszystkie rzeźbiono siedzące, nagie, lub tylko spodnicą od pasa do kolan odziane, bo pierś zawsze zostaje obnażona i bardzo wydatna, czy zwisła, lub wyżéj umieszczona, ale wyrazista; ręce po niżéj pasa spojone obie trzymają naczyńko, kubek, czarkę jakąś, godło zapomniane, a dziś do rozpoznania trudne. U niektórych jest to wyraźnie czasza, garnek ofiarny, starannie obrobiony. W niektórych posagach, lepiéj wykończonych i dochowanych, samo krzesło, siedzenie i podnóżek, oznaczone także rysami pewnemi, w innych od pasa począwszy, postać nie wyraźna, niedokonana, i zaledwie domyślna. Tak i z tyłu, jedne są bryłą nieforemną, drugie mają dziwnie regularne ornamentacje, ze splotów włosów i jakichś ozdób stroju składające się. Na szyi bywa naszyjnik bogaty, indziéj dwa lub trzy sznury paciórek oznaczone. Jedną z najcharakterystyczniejszych części tych posągów jest thiara, czapka, kształtu nie zupełnie jednostajnego, wszakże zawsze w jednym rodzaju. Jest to pokrycie głowy stożkowate, czasem cóś nakształt hełmu, z pod którego przegląda zawicie pod spodem, a na ramiona i plecy spadają sploty włosów, już we dwóch, już we trzech warkoczach, każdy z osobna, połączone z sobą naramiennikami, które niekiedy kołem wśród pleców się wiążą. Na podstawie jednéj Baby (Pamiętn. Towarz. Odesk. Hist. i Star. T. XIII, f. 1), wyryty widziemy w wyżłobieniu znak osobliwszy, dwie przekątnie w krzyż ukośny się schodzące, którego ramiona są jakby ze sznura, a w pośrodku nich, u przecięcia linij, kółko.
Co się tycze pokrycia głowy, o którém wspomnieliśmy, thiary, zrobim uwagę, że w ciekawych malowaniach, odkrytych w starożytnym grobie w Kerczu (zobacz Kerczenskija drewnosti. O Pantikapejskoj Katakombie — Anton Aszik, Odessa 1845), wiele figur mają podobne do czapek Bab Scythyjskich hełmy, które i na innych zabytkach z nad brzegów morza Czarnego postrzegać się dają. Taż sama tiara — hełm okrywa jeszcze głowę Sarmatów na kolumnie Trajana.
U niektórych Bab, ręce są mało lub nic prawie nie oznaczone, a w miejscu gdzie się schodzić miały, stoi pod żołądkiem kwadratowa jakby skrzyneczka. U innych piersi są objęte jakiemiś paskami, które otaczając je na ramiona, z ramion na plecy przechodzą i tu się wiążą. Ubiór zawsze składa się z pasa, u którego czasem wisi cóś nakształt noża i jakiegoś woreczka (kaletka), — i ze spodnicy często z przodu otworzystéj, krótkiéj, wyszywanéj po brzegach paskami. Na nogach niekiedy wyraźne bóty, nasuwane w pasy także, albo rodzaj jakichś chodaków.
Ani znaczenie tych Bab, ani myśl która je stawiła na mogiłach w stepie, jako strażnice kurhanów, ani epoka nawet, do któréj się odnosić mogą, nie są dotąd z pewnością określone.
Jak same Baby nie są wszystkie dziełem jednéj epoki, ani jednego narodu, tak i myśl do nich przywiązywana, zmieniać się musiała, krążąc około jednego wspólnego niemal wszystkim na ziemi narodom mythu: przyrody, karmicielki, ziemi, natury, czy ją nazwiemy Tabitą, Apją, Cybelą, Rheą, Mają, czy Babą. Pierś pełna, postać kobiéca, naczynie które w rękach trzyma, mówią wyraźnie, że to uosobienie matki ziemi żywiącéj (Żywie — Shiwa, Siwa), Baby, która babi około codziennego porodu życia, na wschód dnia patrzając; którą stawiono na mogile, na znak, że ona o swém dziecku nie zapomina i po zgonie. W tych scythyjskich, mongolskich i słowiańskich wreszcie posągach, co najbardziéj uderza, to charakter ów przeddedalowy, jak pisze P. Nowosielski, idąc za Köppenem, — a raczéj wschodni, pierwotny, mythyczny. Postawmy je obok rzeźb dobytych w Niniwie, obok starych egipskich, a zdumiejem się, jak dziwnie o jednéj z niemi mówić będą epoce. Postawa nieruchoma, spoczywająca, memnońska, sztywna, poważna, mithra na głowie, znak bóstwa, zwierzchnictwa, władzy, panowania, którą w tém znaczeniu i kształcie prawie, na assyryjskich pomnikach spotykamy, nawet sploty włosów perskie, egipskie, assyryjskie, wschodnie, odnoszą nas do pierwotnych wieków bytu ludzkości, do gruzów świata tego, na którego ruinie Sfinx siedzi, szydząc z zagadek nierozwikłanych przeszłości. Więcéj u nich stylu hieratycznego, niż wdzięku, niż sztuki, ale styl ten sam silne niekiedy czyni wrażenie. W ogólności Baby są nieforemne i niezgrabne, niektóre z nich dokonane staranniéj, nie mają znowu proporcij, nogi za krótkie, ciało pękate (może umyślnie), głowy narysowane niedbale, profil zawsze płaski, jak u Sfinxa. A pomimo to wszystko, jest cóś co z nich myślą strzela, tak dalece prawda, że sztuka zależy nie tyle na umiejętności ręki, co na pełności ducha; miéj go tylko w sobie, a wlejesz w dzieło swoje. Narody co rzeźbiły te nieforemne bałwany z czcią religijną, z myślą o umarłych, dla których mogił straży je stawiły, — wlały w nie ideę, dającą się nam słyszeć jeszcze po latach tysiącu. Nie powiemy imienia bóstwa, ale rozumiemy jego znaczenie, oczyszczoną z przesądnych form obrzędowości, myśl samą czytamy z oblicza posągu, który do ostatniego swego złomka, do ostatniéj okruszyny napiętnowanéj ręką ludzką, jeszcze przemawiać będzie ideą, co go stworzyła.
Baby czy są słowiańskie: pozostaje nierozstrzygniętém pytaniem, tak jak związek Słowian z narodami, które ziemię naszą zamieszkiwały, dotąd oznaczonym być nie może stanowczo, i stosunek do Scythów i Sarmatów pozostał na wpół zagadką. Że jednak plemiona słowiańskie północniejsze przejęły Baby po Scythach i naśladowały je, i że Tabita, czy Apja Skolotów, przerobioną została na Babę słowiańską, to rzecz niewątpliwa. Samo nawet nazwanie tych posągów bóstw, imieniem generyczném, ogólnem bab, dowodzić się zdaje, że Słowianie tylko je sobie przyswoili i przyjęli od ludu, który je mianować musiał wyraźniéj, nazwiskiem bogini przedstawicielki natury i życia. W podaniach ludu ruskiego o Babach, niema też nic, coby objaśniało mythus, któremu były poświęcone, do każdéj z nich prawie inną przywiązano tradycją, widocznie już świeższego wymysłu. Chociaż moglibyśmy z tego powodu przypomnieć, że i w Egypcie nić tradycij tyczących się czci dawnych bogów tak przerwaną została, że się o nich u dzisiejszych Koptów niczego dopytać nie można; być więc może, że i u Słowian ten sam się powtarza fenomen.
Nie będziemy i my stanowczo wyrokowali o znaczeniu tych posągów, zostawując hypothezy tym, którzy je lubią i ograniczając się prostém przedstawieniem materjałów, na których je sobie budować mogą.
Baron Chaudoir, znany archeolog i medallograf, posiadał w zbiorze swoim znaleziony pod Kamieńcem kamienny posążek, wysokości około cali ośmiu, z wapieńca wyrobiony dość nieforemnie, który tu wspomnieć także musiemy, jako prawdopodobnie staréj, słowiańskiéj może, rzeźby zabytek. Jest to popiersie kobiece, z twarzą stosunkowo wielką a płaską, w pokryciu czy włosach na głowie niewyraźnie oznaczonych, mający na przodzie płaskorzeźbowo wyrobione ręce, złożone jak do modlitwy, a poniżéj jakby żebra.
Z tych rąk złożonych wnosząc i z braku szczególnego godła jakiegoś, sądzićby można, że to jest niezgrabny wyrób bliższych nam czasów, może na grobowcu umieszczony, wszakże przywodzim go tutaj, nie chcąc nic opuścić. Rzeźba jest niezgrabna, płaska, niewprawna, ale twarz i postawa, pomimo to mają pewien charakter.
W r. 1829 na Pokuciu, w ogrodzie P. L. Kalinowskiego, znajdował się posąg dawnego pogańskiego bożyszcza, wynaleziony przy kopaniu rowu w dawném stawisku. Był to szutrowy kamień, pięć łokci wysoki, z wklęsłością u góry dłutem wyrobioną, gdy na reszcie powierzchni jego nie było prawie śladu ręki kamieniarza, prócz jednego rysu środkowego, który wedle domyślnych badaczów, miał oznaczać w sposób bardzo pierwotny, rozdział dwóch bóstw Kastora-Polluxa, czyli Lelum-Polelum. Posąg to i miejsce, w którém go znaleziono, miał lud za święte, skrobano bałwan i proszku tego używano jako lekarstwa od febry. Zabytek ten miano postawić w ogrodzie na wysokiéj podstawie (Kolumb. 1829). Prawdę rzekłszy był to fetysz raczéj, niżeli posąg, bo ręka ludzka w wyrobieniu jego, zbyt mały udział miała.
Ale też po wioskach i oddalonych zakątach kraju, tego rodzaju mało obrobione, lub zaledwie okrzesane kamienie, często miejsce bożyszcz zastępowały.
W tym rodzaju mamy nieforemnie ociosany, w kształcie jakiegoś popiersia, którego głowę zastępuje płaska tablica, kamień czternasto-calowy z Piszekala w Inflantach, przywieziony przez D-ra Kruse, i bardzo wiele innych.
Wspomnim to jeszcze posąg na górze Wronowskich we Lwowie (zobacz. Żeg. Pauli starożytności N. 3), zasługujący na wzmiankę z powodu pochodzenia i charakteru swego. Znaleziony on został na jedném ze wzgórzów miejskich i dziś miał być podobno przeniesiony do zakładu imienia Ossolińskich.
Jest on z jednéj ogromnéj sztuki piaskowca, z przodu tylko obrobionéj. W tyle po nad głową pozostawiono nieforemną bryłę, dowodzącą, że musiał być wmurowany w ścianę. Głowa prawie bez szyi okrągła, męzka, ma znaki brody, lewa ręka spoczywa na piersiach, prawa (odłamana) spuszczona była na dół, sama pierś obnażoną być się zdaje, poniżéj rodzaj szerokiego pasa. Wysokość posągu przechodzi półtora łokcia, szerokość u dołu, w pasie, trzy ćwierci. Oczy są wklęsłe, jakby w nie wstawione były jakieś kamyki. P. Żegota Pauli, bałwan ten, za rodzaj Baby poczytuje, chociaż on charakteru tych posągów niema wcale, owszem zupełnie się od nich różni, a cech koniecznych bałwanów stepowych znaleźć w nim niepodobna. Brak godła niedozwala się nawet domyślać, jakieby to było bożyszcze; wyrób zalet niewielkich, ale kształty nie są poczwarne i proporcje dobre. Okoliczność ta, że posąg wmurowany był w ścianę i jest na wpół płaskorzeźbą, mówi przeciw jego starożytności.
Do zaginionych dziś, a ciekawych pomników, o których wspomnienie się dochowało, zaliczyć potrzeba posagi, o których pisze Miechowita w kronice swéj, że je w młodości swojéj widział w Krakowie, przy klasztorze ś. Trójcy.
Było ich trzy otłuczonych, które późniéj ztamtąd zabrano, i niewiedzieć gdzie się podziały. (Miechovitae Chronicon. Lib. II, c. 2. Ego, in puericia mea, vidi tria idola de praedictis in parte confracta, circa ambitum nonasterii Sanctae Trinitatis iacentia, Cracoviae. Jam dudum sublata).
P. Tadeusz Wolański mniema, że wielkie bałwany kamienne, które z domu Załuskich w Warszawie do niego przeszły, są właśnie wymienionemi przez Miechowitę. Nic jednak za ich autentycznością i starożytnością nie świadczy, i owszem wszystkie świeższego się być zdają wyrobu, a gdyby nawet ich pochodzenie dowiedzioném było, rzeźba i jéj cechy policzyć do starych pomników słowiańskich nie dozwala.
Do zniszczonych dziś bożyszcz, po których tylko ślad w tradycji pozostał, dołączyć należy także ogromny bałwan srébrny, który przy kopaniu rowów na fundament do cerkwi w Czerniechowie w r. 1701 odkryto. Hetman Mazeppa użył srébra z tego szacownego zabytku, na ulanie carskich drzwi do cerkwi.
W r. 1824 (Pamiętn. Towarz. Archeologicznego Petersb. T. III 79), w Tulskiéj gubernji, w Bohorodyckim powiecie, włościanin ze wsi Malewki, wyorał na swojéj roli miedziany bałwan z rożkami na głowie, ważący 24 funty. Z początku wziąwszy go za jakiegoś świętego, postawił w kącie z obrazami, ale przestrzeżony przez księdza zdjął, zawiózł do Bohorodycka i sprzedał kotlarzowi, który go stopił. Tyle tylko o nim wiemy.
W r. 1836 w Kostromskiéj gubernji, w Haliskim powiecie, włościanie z Turowska, poprawując groblę, na rzece Łykszynie 23 Marca, dobyli naczynie gliniane pełne sprzętów bronzowych, z których część ocalona, dostała się do wschodniego Muzeum Akademji Nauk. Pomiędzy sprzętami temi, były dwa bałwanki, dwie głowy żmij spojone, jaszczurka i różne ozdoby wisiadła. Opisu posążków nie mamy.
W r. 1842 dobyty został, jakim sposobem i w jakiém miejscu, brak nam dokładniejszéj wiadomości, — posążek kilko-calowy bronzowy, w dawnéj Scythji, w okolicach Wozneseńska, dziś będący własnością P. Szaffnagla w Berdyczowie.
Bronz ten odlewany, lutowany i nieco dłutem kończony, przedstawia, roboty barbarzyńskiéj i bardzo nieforemnéj, postać mężczyzny na koniu, którego przednie nogi po samą pierś odłamane zostały. Koń niezgrabny i ciężki, ma na łbie uzdę; pod jeźdźcem jest rodzaj łęku, siodła jakie widziemy i na malowaniach w katakumbie w Ponti-Kapei; ogon krótki w gałkę związany. Postać siedzącego na nim mężczyzny jeszcze niekształtniejsza od konia, z bardzo wydętą piersią i zbyt krótkiemi nóżkami, jedną ręką pozostałą, cieńką i patykowatą, utrzymuje cugle kręcone, druga na tył zdaje się zwrócona odłamaną została. Głowa tego bóstwa ma dwie twarze, z których jedna z brodą ku łbowi końskiemu, druga bez wąsów i brody na tył patrzy. Po nad niemi, na środku czaszki stérczy śpiczasto zakończony rodzaj hełmu, zapewne nakształt małego rogu. Obie twarze są płaskie i bez wielkiego charakteru, wyraz w nich jednak srogości przemaga. Broda przedniéj postaci śpiczasta, długa, dziwaczna; oczy rysami głębokiemi oznaczone i wydatne, nos podobny, ale stosunkowo płaski i długi; pomiędzy twarzami uszy wyraźne.
Figurka ta ze swym charakterem barbarzyńskim, nie może się bynajmniéj zaliczyć do bóstw naśladowanych od Greków, lub Rzymian, zdaje się czysto miejscową, a prawdopodobnie Słowiańską. Możnaby łatwo zastosować do niéj imię z mythologji Słowian, bo i Światowida ze swym koniem mocno się patrząc na nią przypomina; ale narzucać określeń naszych niechcemy.
Jako wyrób sztuki, liche to i pierwotne bardzo; konik nieco lepszy od człowieka, podobny do wyrabianych z ciasta i gliny, na dziecinne zabawki; samo bóstwo nadzwyczaj niezgrabne, przypomina rysunki na monetach barbarzyńskich spotykane. Pojęcia kształtów i proporcij ciała ludzkiego żadnego, wykonanie, o ile z kopji którą mamy przed sobą sądzić można, zaniedbane i niewprawne, całość zrobiona bez żadnego uczucia i smaku. Odlanie z bronzu téj figurki poczwarnéj nieforemnością swoją, tém większą ją jeszcze czyni zagadką.
Przed laty kilką w Zakroczymiu (na Mazowszu, już w XI wieku w aktach wspominaném), znaleziono w miasteczku samém posążek kilko-calowy z bronzu, którego kopją zawdzięczamy uczynności hr. Aleks. Przezdzieckiego. Jest to jedyny może tego rodzaju pomnik w Mazowieckiém odkryty; kształt jego dowodzi, że na tyce noszony być musiał, jako opiekuńcze jakieś bóstwo wojenne. Posążek ten wysokości około sześciu cali wyobraża uzbrojonego, (jak prawie wszystkie bóstwa Słowian zachodnich) mężczyznę. Głowę jego okrywa rodzaj hełmu, formy starożytnéj, z pod którego dokoła wygląda podkładka, czapka. Twarz z brodą i wąsami, sroga, głębokiemi rysami rylca oznaczona. Ręka prawa podniesiona do góry, jak do uderzenia albo cięcia, kończy się jak ręce wielu bronzów w Czechach znalezionych, płaską tabliczką wielokątną, przebitą na wylot, w któréj otworze osadzone być musiało godło jakieś lub narzędzie; lewa spuszczona ku pasowi, podobnie jak prawa zakończona, musiała też mieć tarczę, lub co podobnego. Na ramionach frędzlowata suknia wygląda z pod zbroi, która na piersiach i biodrach zupełnie jest gładka, bez oznaczenia spojeń i części, ale dobrze kształt ciała wykazuje. Poniżéj ku kolanom pasy ozdobne, poprzecznemi rysami poprzecinane, (tonnelet), zakończeniem sukni będące (subligar campestre), spadają. Na nogach, z których prawa na przód, jak do boju wysunięta, obuwie wysoko podchodzące, na kolanach kończy się ozdobą z twarzami ludzkiemi, grubemi rysami oznaczonemi. Całość ma proporcje dosyć dobre, postać charakterystyczną bojową, a mimo zaniedbanego wykonania i grubo użytego rylca, którym odlew ten z jednéj sztuki zrobiony wykończono, — widać w niéj styl i pewną artystyczną wprawę. Coby to bóstwo wyrażać miało, zawyrokować dziś trudno, zwłaszcza że wojownicze bogi Słowian zachodnich, były bardzo liczne; ale zdaje się być pewna, że choć w statuetce widoczny jest wpływ sztuki rzymskiéj, wyrób jéj krajowy, słowiański. Jest to zapewne naśladowanie lub kopja posążku Marsa rzymskiego zastosowana do Rugiewitha, lub Światowida. Że figurka ta, wiele ma w sobie rzymskiego, dowodzić niepotrzebujemy, ubiór jéj całkiem starożytny bije w oczy. Kask (assis, galea), wprawdzie nie ma formy pospolitéj, u Rzymian używanéj, i wielce się od niéj różni, przypominając raczéj Petasus, lub tessalski kapelusz, a najbardziéj hełmy greckie, ale reszta uzbrojenia czysto rzymska; a zakończenie ozdobne bótów (ocrea), już pierwsze wieki ery naszéj znamionuje. Wyglądająca z pod zbroi suknia pasami zakończona (Subligar, campestre), i obnażone ręce bardzo są zwyczajne. Kształt hełmu starożytny i niezwykły, obucie nóg obu, wszystko dowodzi, że postać ta oznaczać miała kogoś wyższego i nie prostego jakiegoś wojownika. Przedziurawienie znowu na wylot statuetki noszonéj na kiju, ręce z otworami jak w posążkach czeskich, czynią ją wyraźnie słowiańską.
Widziemy tu już widoczny bardzo wpływ rzymski na sztukę rodzimą słowiańską, o którym niżéj jeszcze obszerniéj powiemy, dowodząc jego ważności.
W posążku o którym mowa, chociaż niestarannie wykonanym, kształty i proporcje wcale są dobre, co więcéj jest pewien styl acz starty, wskazujący naśladowanie wzoru daleko lepszego. Proporcje głowy, rąk, nóg, a nadewszystko sam pień, piersi i biodra modelowane starannie i z uczuciem. Trochę nawet przesady widać w wytoczeniu kształtów od szyi do kolan i uwydatnieniu ich zbyteczném. Za to ręce same, których ruch jest naturalny i dobrze pojęty, jakkolwiek był trudnym, oznaczone mniéj dbale, płasko, słabo, a nogi równie niedokładnie wykonane, choć postawione bardzo dobrze. Jest tu, rzec można, przypomnienie pomysłu wybornego, wprawnego artysty, dokonane dłonią niewprawną i pośpieszną.
Z wielu względów statuetkę tę uważamy za pomnik bardzo ciekawy i starożytny; wskazuje nam ona, że Słowianie naśladowali wzory rzymskie, czego i inne mamy dowody, i że naśladowanie to nie było już w kolebce, wykonywało się z pewną wprawą techniczną i artystyczna.
W r. 1812 w Galicji około Trzciennicy, w obwodzie Jasielskim, odkryto także niewielkie kruszcowe bożyszcze pogańskie, od dwóch do trzech cali mające, dotąd nieopisane i nierysowane, o którém tylko wspomina Żegota Pauli.
Dość charakterystyczna jest figurka w okolicach Gopła na Kujawach odkopana, będąca własnością Generała Skórzewskiego w Czerniejewie. (Zobacz o niéj Wolański Briefe 1 Samml. 1846 Tab. III, f. 9). Jest to zdaje się bóstwo płci żeńskiéj z włosami z przodu i na wierzchu głowy, kręconemi jak peruka, a z tyłu w warkocz gruby zaplecionemi. Na niém suknia podpasana fałdzista do stóp spadająca, ręka jedna do piersi podniesiona, mogła trzymać jakieś godło, druga oparta na boku. Na wierzch narzucony rodzaj otworzystego płaszcza, który ramiona okrywa nie osłaniając pleców, gdyż z tyłu widać przepaskę, suknię dolną obejmującą. Figurka ta przysadzista, z głową trochę wielką, sztywna, nie bardzo źle wyrobiona, ma pewien wyraz powagi. Może to jeden z najautentyczniejszych pomników w zbiorze wydanym przez P. Wolańskiego, obfitującym w przedmioty najdziwniéj hypothetycznie tłumaczone. Wyrób nie jest już nieforemną próbą; widać w nim pewne misterstwo i wprawę robotnika, a, o ile z rysunku sądzić można, linje udatne i wykończenie dość staranne.
O bóstwach i zabytkach rzeźby, wykopanych w Meklemburgskiém w wiosce Prilwitz nad brzegami jeziora Tollensee, potrzebujących obszerniejszego zastanowienia i krytycznego rozbioru ich autentyczności, powiemy obszerniéj w następującym rozdziale.
Tu wspomnieć jeszcze wypada, na krańcu Pomorza, w grobowcu na Hagelsbergu pod Gdańskiem odkrytą w r. 1664, na pokrywie urny glinianéj, figurkę ulaną z bronzu (miedź i cyna), wystawującą płaczącą pannę znakomitego stanu (?). Posążku tego dwie odtrącone ręce wynalezione zostały, znacznie późniéj w r. 1757. Dokładniejszego opisu jego i rysunku nam braknie. Godna uwagi, że bliżéj Pomorza, o którego rzeźbie ś. Otto tak pochlebne zostawił świadectwa, znalazły się i popielnice z wizerunkami twarzy ludzkich i ta jedyna w swoim rodzaju pokrywa, ozdobiona posążkiem bronzowym.
Wyżéj wspomnieliśmy już o Światowidzie Bohodzkim i płaskorzeźbie w Altenkirchen. Bóstwo czterogłowe na gemmie wyryte, przy którém znajdujący się napis P. Wolański jako imie Światowida wyczytuje, nie zdaje się nam być Słowiańskiém.
Nie podobna też przyjąć za starożytne, dwóch obłamów płaskorzeźb z kościoła Gnieźnieńskiego, które z właściwą sobie lekkomyślnością p. Tad. Wolański za dzieło sztuki przedchrześcijańskiéj poczytuje; chociaż jak dowiódł D-r Ney, są to rzeźby figur z dawnego grobowca ś. Wojciecha (Wolański T. XVIII 8, 9. Przyjaciel Ludu R. X. 35, 273). Obłamy te są dziś wmurowane w ścianę kościoła; na jednym z nich widać w profilu postać nagą kobiéty, z włosami upuklowanemi, z szatą na ręku spiętą, która ku stopom jéj spada. Ręka oparta na ozdobnéj jakiejś podstawie, z któréj szczątku trudno osądzić do czego należała. Drugi kamień z płaskorzeźbą tejże wielkości, także postać kobiécą z oczyma zawiązanemi przedstawia, ręka podniesiona jakby do groźby, lub błogosławieństwa, szata zarzucona w zręcznych fałdach na rękę, a ta wspiera się na części ozdoby jakiejś niezrozumiałéj, obłamanéj. W obu płaskorzeźbach poniżéj ku kolanom, w tył nieco posunięte są kółka jakieś, części wozu, siedzenia, lub innéj większéj ornamentacji. Dość spójrzeć na te okruchy, na ich charakter widocznie późniejszy, by je raczéj za szczątki grobowca chrześcijańskiego, niż za pogańskie uznać wyroby. Omylić się nie podobna, chyba umyślnie.
Malowania także, które pan Wolański z obrazów w Kruszwicy wyczerpnął i za autentyczne przedstawienia bogów słowiańskich uważa, (T. XIX), noszą cechę przesadzonéj poczwarności i zbyt widocznie obmyślane są na postrach i obrzydzenie pogaństwa. Bije z nich jasno dziś jeszcze myśl odstręczenia od wiary bałwochwalców. Czynili i sami Słowianie bogi swoje straszliwemi, ale nie ohydnemi i poczwarnemi bez myśli. Obrazy z resztą z których czerpał P. Wolański, nie są tak stare, żeby cóś z podań zachwycić mogły.
W południowo-zachodniéj Słowiańszczyźnie, nie wiele także odkryto dotąd zabytków rzeźby autentycznie słowiańskiéj, a to co ztąd mamy, niezmiernie charakterem przypomina posążki polsko-litewskie. J. E. Vocel (Grundzüge der böhmischen Alterthumskunde Prag 1845, 6 — 7 sequ.), wspomina zabytki następujące, prawie wszystkie bronzowe.
Piérwszym jest Perun, według Wocela, figurynka stojąca, z ręką podniesioną do góry, zupełnie w ten sposób jak Perkun litewski będący własnością piszącego; druga ręka, tak samo w dół spuszczona, cóś utrzymywać musiała. Zakręcenie włosów na głowie, przypomina także naszego Perkuna; na biodrach pas wązki, a całe ciało osobliwie pierś i część nóg wyższa, niby włosem pokryta. Co do wyrazu, siedzący Perkun litewski ma więcéj powagi i siły, a rysunek i wyrób obu, niezmiernie się do siebie zbliżają. Bronzowy ten Perun znajduje się teraz w Muzeum Czeskiém.
Zupełnie do tego Peruna podobną i toż samo bóstwo przedstawującą, jest statuetka znaleziona w jeziorze klasztoru Himmelwitz w Górnym Szląsku, dziś we Wrocławiu zachowująca się. J. G. Büsching, który o niéj wydał rozprawę (Das Bild des Gottes Tyr, gefunden in Ober-Schlesien, Breslau 1819, 8), widział w niéj skandynawskiego Tyra i z tego powodu nastawał na objaśnienie mythologji słowiańskiéj Eddą i Sagami Skandynawów. O wpływie ich na słowiańską mythologją powiemy niżéj, ale nie widziemy słusznego powodu, by w posążku tym koniecznie Tyra upatrywać. Mała jest bardzo różnica rysunku Peruna Czeskiego od Tyra Büsching’a, odlew ostatniego, zdaje się być nieco lepszy. To co p. Wolański wziął za jakiś znak mythyczny i napis na piersiach, jest po prostu oznaczeniem samych piersi rylcem, jak zwykle robiono, wykończając tego rodzaju posążki. Wiele dobréj woli potrzeba było, by w tém napisu dopatrzeć. Jak Perkun nasz i Czeski, posążek ten, wiele ma wyrazu siły.
W Muzeum Pragskiem, znajduje się także posążek, zdający się wystawiać boga trzód Weles, Wołos, o którym wspomina Nestor. (Skoty i Boh, N. K. 26). Zdaje mi się, że z nazwaniem jego, musi mieć związek nazwisko choroby koni i bydła, którą lud w Rusi dotąd Wołosem, Włosem nazywa; jest to silne zapalenie trzewów. Wołos Czeski, ma postać ludzką, z głową psią, a może baranią, ale bez rogów; rękę jedną trzyma pod piersią, druga spuszczona była, ale od łokcia prawie jéj braknie. Bronz ten, o ile z rysunku u Wocela (T. II 2) sądzić można, wcale ma dobre proporcje.
Oprócz tych, są jeszcze w Muzeum Czeskiém bronzy, których znaczenie mythologiczne, nie zostało dotąd ściśléj określone. Starożytnicy Czescy mają je za postacie nieznajomego jakiegoś bóstwa, lub kapłanów pogańskich.
Pierwsza z nich (Vocel. Tab. II 3), wystawia figurkę stojącą w krótkiém ubraniu, pasem przewiązaném, z szerokiemi rękawami, z nich wychodziły ręce, od których sztyfty tylko pozostały. Głowa z brodą, pokryta nizką okrągłą czapką. Obie ręce wzniesione na linją ramion, jakby do błogosławieństwa. Do téj wielce podobna druga figurka, niezawodnie toż samo przedstawująca; znaleziona była w blizkości zamku Buchlau w Morawji. Ubrana również w odzież krótką, ale bez pasa; ręce tak samo wzniesione obie, zakończone niezgrabnemi kawalcami, na głowie rodzaj kaptura, obejmujący twarz dokoła i śpiczasto zakończony na piersiach, a nad czołem na nim trzy rożki maleńkie. Proporcje ogólne figurynki, lepsze może niż w poprzedzającéj.
Zbliża się do tych obu, wedle nas jak one błogosławieństwo udzielająca postać trzecia, tegoż znaczenia co piérwsza, znaleziona w Koniggrätz, a przechowywana w zaniku Dux, — w takiémże ubraniu i postawie. Twarz brodata, w czapce, na któréj trzy czuby, czy rożki. (Vocel. T. II, 4). Całkiem jeszcze podobny jeden bronz, rysowany w Sławiance Dobrowskiego, znaleziono w Szwajcarji.
Są to albo bóstwa domowe, których postać wskazuje, że dom i rodzinę błogosławiły, albo obrzędowe figurki, rozdawane przez kapłanów przy ofiarach z błogosławieństwem dla ludu. Ilość znalezionych dowodzi, że pospolitsze od innych być musiały.
Pan von Neuberg, posiada ciekawy odlew, który uczeni czescy uznali za wyobrażenie słowiańskiego Czernoboga. (Zobacz rozprawę w Czasopiśmie Czesk. Muzeum 1837 sw. 1). Na podstawie małéj stoi zwierz fantastyczny, nakształt lwa, z głową w uszy dziwnie z góry spuszczone ubraną, z ogonem podwiniętym między tylne nogi i wychodzącym z boku przy żebrach. Głowa spuszczona ma pewien wyraz ponuréj srogości, ruch zwierzęcia, które grozi napaścią, dobrze wydany. Czernobóg ten zbliża się do postaci u Masch’a (Tab. XVII), zrysowanéj z bóstw Prilwitzkich; wyrób w cale nie jest brzydki, ma nawet styl sobie właściwy i o wiele jest wyższy od wszystkich tego rodzaju z nad Tollensee.
Figurka bronzowa, będąca własnością p. Pachel (Vocel. Tab. II. 7), którąśmy umieścili przy błogosławiących, jest jednym z najpośledniejszych odlewów, jakie się na zachodzie Słowiańszczyzny znalazły; wszakże wyraz i myśl i w niéj dobitnie wyrażone. Chociaż ręce, głowa i reszta ciała, niezgrabnie draperją obwinięta, ledwie są ogólnie oznaczone, poznać można, że to cóś z rodzaju bałwanków błogosławiących, jakicheśmy wyżéj trzy już wspomnieli. Strój, którego się tylko domyślać potrzeba, pokrywa nogi do stóp prawie i to różni statuetkę tę od poprzedzających, kuso ubranych; draperja zdaje się być rodzajem płaszcza starożytnego, togi. Ręce podniesione jak do błogosławieństwa, głowa nie okryta.
Zastanawiającą jest także figurka bronzowa, którą starożytnicy czescy, mają za pogańskiego kapłana, będąca własnością p. Neuberg. (Vocel, T. II, 8).
Niewiemy pochodzenia tego zabytku, ale uderza szczególniéj to, że strój zupełnie taki, jaki w XIV, XV do XVI wieku, właściwy był błaznom dworskim; być bardzo może, że ich na pośmiewisko bałwochwalstwa w szaty kapłanów pogańskich odziano i że się strój ten tradycjonalnie przechował. Jest to postać stojąca, nogi nagie, czy obcisłemi okryte spodniami, na nich suknia bardzo krótka, rozcięta z boku nieco, a na wierzch wdziany rodzaj kaptura obejmującego twarz, spadający na piersi, na rękach kończący się długiemi śpiczastemi, do kolan spadającemi rękawami. Nad czołem jeden rożek. Ręce obie pod piersiami złożone, a na lewéj jakieś naczynie, cóś niewyraźnie oznaczonego. Głowa bez brody i wąsów, trochę na bok pochylona, ma wyraz boleści, czy szyderstwa, rysy mocno oznaczone, na których widocznie charakter jakiś usiłował wydać artysta. Nie jest to już bałwanek naśladujący kształt ludzki, ale statuetka pełna myśli. Jako utwór sztuki, wyższą ona jest daleko od poprzedzających, tak, że nie bardzośmy pewni, czy ją do starożytnych Słowiańskich zaliczyć można.
Jedną z najciekawszych rzeźb Słowiańskich autentycznych, jest misa bronzowa, w swoim rodzaju unikat, odkopana przed kilką laty u Wyszehradu w Czechach, w przysklepionym murów szczątku. Na jéj dnie wewnętrzném znajduje się w płaskorzeźbie, wyobrażenie niewiasty siedzącéj, u dołu okrytéj bogatą fałdzistą szatą, na głowie rodzaj djademu mającéj. W jednéj ręce trzyma ona gałązkę z dwóma pięciolistnemi kwiatami; w drugiéj zdaje się okrągły wieniec. W rękopismie z XII wieku znanym pod nazwiskiem Mater Verborum, na tytule znajduje się zupełnie podobne wyobrażenie, z takiemiż samemi godłami i podpisem: Estas-Siwa, a w glossach słównika stoi: — Siwa, dea frumenti. Jest to więc najprawdziwsze upostaciowanie Cerery Słowiańskiéj, bóstwa Siwa, Żywa, Żywie, natury, ziemi, żywota; którego związek z indyjskiém Schiwa, Dobrowski już wskazywał. (Vocel dla wykazania związku mythologji Słowian z indyjską, radzi porównać rysunki rękopismu Mater Verborum, z przedstawieniami bóstw indyjskich w The history and doctrine of Buddhism, illustrated by Edw. Upham. London. 1829).
Trudno się spuścić całkowicie na rysunek maleńki bronzowéj owéj misy, w dziełku pana Vocel (Tab. III, 2), ale widać przecie z niego, że Żywa dosyć jest kunsztownie wyrobioną, a pomysł ogólny postaci, wiele ma bardzo wdzięku. Przebija się w nim cóś indyjskiego zarazem, ale ukształconego na sposób zachodni.
Do pierwszorzędnych także zabytków rzeźby z epoki przedchrześcijańskiéj, należy wykopany w Wielkiéj-Polsce w r. 1852. (d. 9 Kwietnia), we wsi Kruchowie pod Trzemesznem, między Gnieznem a Kruszwicą, tak zwany Lewek. Rysunek jego i opis dała Bibljoteka Warszawska (1852 r. Czerwiec, 519 str.).
Bronz ten znaleziony został w grobowcu, w którym znacznie późniéj ukryto widać pieniądze, z myślą zapewne, że je najlepiéj grób stary przechować potrafi.
Grobowiec ten Kruchowski, jak i Lewek w nim zdobyty, należy niechybnie do drugiéj epoki rozwoju sztuki Słowiańskiéj, do chwili rozkwitnienia jéj pod wpływem greko-rzymskim.
Lewek ten bronzowy znalazł się na zgliszczu ubitém w miejscu pogrzebowéj ofiary pogańskiéj, wraz z węglami, popiołem i gwoździami metallowemi. Obok, z tejże zapewne epoki, odkryto grobowiec stosem kamieni (cecha tego okresu) przywalony, w głębokości dziewięciu stóp, sklepienie z gliny ubite i wypalone, otoczone dokoła warstwą głazów polnych, dziewięć stóp szeroką, tegoż rozmiaru, co warstwa górna grób pokrywająca. Po otwarciu zasklepienia, ukazały się wewnątrz framużki sklepione także, a w każdéj z nich na boku leżąca urna. W przedziale ostatnim, była największa nakryta bronzową pokrywą, ośm cali średnicy mająca. W popiołach urnę wypełniających, znalazła się część metalowego ostrza dzidy. Jedna z popielnic odznaczała się szklistą w środku poléwą.
Lewek, o którym mowa, rodzaj Infundibulum, to jest misternéj naléwki, nacechowany wybitnie wpływem greko-rzymskiéj sztuki, służył widocznie do przechowywania napoju, do wylewania go przy libacjach, przy ucztach, przy obrzędach stypy. Opis jego następujący: »Lewek ten jest odlany, z jednego rzutu z bronzu, wewnątrz pusty, z otworem na łbie czworograniastym, zamkniętym klapką na zawiasie. Łeb podobny do psiego, uszy krótkie jak u kota, na szyi dostatnia grzywa, niby lwia, w porządne ułożona pukle, ogon lwi podkręcony z tyłu w dół między nogi, zakończony kutasem włosów. Trzy nogi pozostałe, każda z inną racicą, jedna tylko zakrawa na końską (?), druga z przodu podobna do nogi słonia (?), trzecia bycza, bydlęca. Przednia zgięta trochę, jakby oznaczyć chciano, że zwierzę było w ruchu; ostatnia czwarta stopiona zupełnie, pozostał z niéj tylko kruszcowy zléwek. U góry od łba i klapki na nim, do ogona, rękojeść naczynia, wygięta nakształt jaszczurki. Przednie jéj łapy oparte o łeb zwierzęcia, tylne, któremi dotykała grzbietu zniszczone, ślad tylko ich pozostał. W pysku lwa znajduje się rurka do wylewania, (jak na łbie klapka i otwór do wlewania płynu). Bronz ten ma długości cali jedenaście, wysokości do końca łba cali dziesięć; waży funtow sześć bez kilku łotów«.
Ukazanie się lewka Kruchowskiego, zbudziło starożytników naszych, z których kilku zastanawiało się nad nim, różnie sobie to naczynie tłumacząc, nieszczęściem to co na wyjaśnienie zabytku tego najwięcéj wpływać mogło, znajomość podobnych pomników w Słowiańszczyznie dobytych — całkiem im była obcą. Tymczasem Infundibula tego rodzaju, od najodleglejszéj starożytności, aż do najbliższych nam czasów, nie przestawały być w użyciu; a u starożytnych szczególnie do nalewania lamp i libacij służyły. Robiono je z bronzu i z gliny; w Muzeum Odeskiém, znamy Infundibulum takie, pochodzące ze zbioru Blarenberga, w kształcie barana, z otworem na głowie, rurką w pysku i rączką jak u naszego lewka. Obok niego jako najświeższą nalewkę podobną, wspomnieć możemy naczynie wzmiankowane w rachunkach Władysława Jagiełły, odkrytych przez hr. A. Przeździeckiego, o którém powiedziano, że zrobione było z miedzi, w kształcie konika i służyło do umywania królowi. W Czechach jak powiemy niżéj, nalewek w kształcie różnych fantastycznych zwierząt odkryto kilka, zupełnie do lewka Kruchowskiego podobnych, a szczęśliwy traf dał nam oglądać przepysznie wykonane i zachowane tego rodzaju naczynie, będące własnością Radzcy Stanu Bielenieyn’a w Żytomierzu. Ciekawy ten zabytek, wybornie i bez najmniejszego uszkodzenia zakonserwowany, mając w ręku, mogliśmy jak najdokładniej rozpatrzeć. Większym się on być zdaje, od wszystkich znanych dotąd naczyń podobnych, miara bowiem wysokości u łba do klapki, wynosi 30 centimetrów, 5 millimetrów; długość od piersi wzięta do ogona 29 centimetrów, a szerokość z przodu centimetrów 11. Cały odlew waży funtów 18 i ćwierć, a trzyma w sobie trzy kwarty płynu. Kształt i rysunek, nadzwyczaj są podobne do Kruchowskiego lewka, tak dalece, że i jaszczurka na grzbiecie i pysk z rurką, są też same, nogi tylko wszystkie jednakowe, prawa od tyłu przypadkowo lub umyślnie jest zagięta tak, że naczynie na trzech tylko stoi. Zachowały się nawet dwa kółka, połączone rodzajem zawiaski, szyję jaszczurki opasujące, które służyć mogły do zawieszania naczynia w świątyni, czy w domu.
Na piersiach lwa, jest gładka tarcza, kształtu pospolitych herbowych, ukośnie leżąca, bez żadnego napisu i rysunku. Widoczném jest, że odlew dokonany został nie jednym rzutem, ale oddzielnie dwóch połowic, które późniéj środkiem spojono. Bronz żółtawego koloru, pokryty lekką patyną, (aerugo nobilis) bardzo piękną, nie nosi najmniejszych śladów zardzewienia. Rysunek ten fantastycznego zwierzęcia, z głową olbrzymią i paszczą otwartą, wśród któréj zębów umieszczono rurkę, z nogami gryfa raczéj, niż lwa, w ogóle wyborny i śmiały, uczepienie jaszczurki na grzbiecie, pełne smaku, wykonanie staranne i piękne. Grzywa, dokoła łba i na piersi rozrzucona, w trójkątnych puklach jednostajnych, rylcem w regularne rysy, włosy niby przedstawujące, poprzedzielanych. Ten sposób robienia włosów znajdujemy na wszystkich starych naszych bronzach, rylcem wykończanych, w lwie Kruchowskim, w Perunie Czeskim i Litewskim, w Czernobogu Prilwickim.
Ogół utworu o którym mowa, tak piękny jest mimo swéj dziwaczności, zwłaszcza widziany z profilu, że go już przypisać trudno zbyt odległéj epoce; a zdaje się, że nalewka ta świeższą jest od innych, co tarcza herbowna, do XV wieku może odnosząca ją, potwierdzać się zdaje.
Nie ma jednak najmniejszéj wątpliwości, że tego rodzaju dzbany, nalewki (infundibula), które późniéj w pospolitsze przeszły użycie i służyły za kubki do umywania, początkowo używane być musiały do obrzędów pogańskich i zawieszane były w świątyniach; zkąd je do pogrzebów naprzykład wynoszono, zostawując na stosach możniejszych nieboszczyków. Mniejsze w tym rodzaju naczynia, były nalewkami do lamp, większe dzbanami do piwa, do libacij i t. p.
Szczególniéj uwagę zwraca kształt ich i postacie zwierząt fantastycznych jakie przybierały, które że miały związek z mythologją Słowiańską, dowodem być może porównanie nalewek tego rodzaju czeskich z rysunkami potworów, jakie się znajdują obok bogini Siwa, w rękopismie czeskim XII wieku pod tytułem Mater Verborum.
Nalewki w rodzaju lewka Kruchowskiego, których z nim dotąd nieporównywano, znalazły się w różnych wykopaliskach czeskich, rysowane są i opisane w starożytnościach Wocela; jedną także wykopaną między Hallą a Lipskiem w wiosce Alt-Scherbitz (zobacz Kruse Deutsche Alterthümer 1825 1 Band. IV Heft), Czescy i Niemieccy uczeni poczytują za naczynie służące do przechowywania oleju (Oelgefässe).
Najpodobniejszy do naszego lewka Kruchowskiego (Vocel Tab. II, f. 11), znaleziony został pod Kösir blizko Pragi i przechowuje się w Czeskiém Muzeum; różni się tylko tém od naszego, że wyrób mniéj jest kształtny i piękny. Zresztą taż postać, taż rurka w pysku lwim, ten sam układ grzywy, ogon acz nie ma wyraźnego kształtu jaszczurki, wygięty jest tymże sposobem i do klapki na łbie dochodzi, służąc za rękojeść do podnoszenia. Nogi wszystkie są jednakowe: oba naczynia miały widocznie jedną myśl i przeznaczenie.
Przypomina też bardzo lewka inny dzban w kształcie konika, będący własnością pana Neuberg. Naczynie to przedstawia konia z uzdeczką na głowie punktami ozdobną, w rzędzie również punktowanym, po dwa razy nad kolanem i na biodrze przepasującym nogi. Jedna z nich przednia jest złamana; rurka zamiast w pysku, znajduje się na czole, a klapka z przeciwnéj strony głowy; rękojeść wygięta od grzbietu przeskakuje do karku, ale oprócz niéj jest zwiesisty ogon.
Konik ten bardzo dobrych proporcij, zdaje się być czysto-Słowiańskim utworem, może mniéj naśladownictwa od lwów mającym w sobie.
Ostatnie, największe i najpiękniéj wyrobione naczynie tegoż rodzaju, wykopane zostało pod Königgrätz i zachowuje się w Muzeum Czeskiém. Jest to stojący Gryf, bardzo misternie wykonany i przewybornego rysunku i kompozycji. Głowa jego z dziobem ptasim z przodu, z przeciwnéj strony ma twarz ludzką, ku ogonowi zwróconą, po bokach miasto uszów, są fantastycznie uczepione maseczki ludzkie. Na tylnych nogach od ogonka, zakończonego główką ludzką, wznosi się rękojeść do łba jak zawsze idąca, ale ta składa się z figurki człowieka spiętego na nogi, w kapturku na głowie, z naczyniem w ręku, z którego leje się niby płyn, w otwarte usta twarzy na karku umieszczonéj, o któréj wprzód wspomnieliśmy. Całe zwierzę podzielone na regularne pasy poprzeczne, któremi i nogi są pokreślone w równych odstępach i grzbiet i piersi. Całość téj fantastycznéj kompozycji, pełnéj ozdób, a linij nadzwyczaj zręcznych i szczęśliwie ułożonych, najlepszemu kunsztmistrzowi wstyduby nie zrobiła i z podziwieniem poglądamy na nią, zmuszeni będąc wyrób ten uznać starosłowiańskim. Motyw i jego wykonanie, styl roboty niezmiernie na uwagę zasługują i dają wysokie pojęcie o stanie sztuki, która cóś podobnego wydać mogła. (Vocel, T. II, 9).
Do naczyń fantastycznych, należy także acz nieco odmienna od poprzedzających, przez Czechów zwana puszką na kadzidło, kadzielnicą, — nalewka p. Neuberg. (Vocel. T. II, 12). Jest to naczynie bronzowe, wystawujące zwierzę dziwacznego kształtu, na czterech grubych nogach niby słonia oparte. Głowa wprost osadzona na tułowie, ogromna, stanowi pokrywę. Pysk roztwarty szeroko, z zębami nasrożonemi, z oczyma zagniewanemi na wierzchu i dwóma prostemi na łbie rogami, stanowi całość i straszną i komiczną. Kadłub, piersi i nogi, ozdobione są kręgami, zwojami i linjami, bardzo zręcznie użytemi. Na piersi wśród ornamentacij główeczka ludzka.
Znalezienie na ziemiach Słowiańskich, naczyń zupełnie podobnych do lewka Kruchowskiego, którego jeden egzemplarz w Wielkiéj-Polsce, drugi z Litwy przywieziony znamy, inny w Czechach odkryto, jest dowodem, że naczynia tego rodzaju do obrzędów pogańskich pospolicie używanemi być musiały. Wyrabiano w ten sposób infundibula do lamp, dzbany do libacij i rozdawania napojów przy stypach. Nie zapieramy, że w nich wpływ rzymskich infundibulów widoczny, że lwy podobne nawet znajdą się między bronzami rzymskiemi ostatniéj epoki, ale niemniéj są to wyroby zesłowiańszczone, które myśl nasza przetworzyła na narodową własność. Lew, koń, gryf, troje zwierząt symbolicznych, stanowią tu motyw główny, a lew szczególniéj się powtarza, jako uosobienie Czernoboga, bóstwa śmierci, jako godło Flinsa, boga umarłych. Koń jest czysto Słowiańskim pomysłem; gryf zwierzęciem bajeczném, o którém podania krążyły wszędzie i do nas przeszły ze wschodu.
Wykonanie artystyczne tych zwierząt fantazyjnych, przewyższa o wiele znane nam przez Słowian robione figurki ludzi; w lewku Kruchowskim, w gryfonie z pod Königgrätz, kształty, linje, ogół kompozycji, harmonja jéj przewybornie pojęta, a odlew zręczny, wprawny i technikę wykształconą znamionujący. Jaszczurka wsparta ogonem na grzbiecie, a łapami na łbie lwa, którego kąsa, w którego się wpiła, jest prześliczną rękojeścią; w gryfie użyta figurka z naczyniem, jeszcze lepszego dowodzi artysty, nadzwyczaj śmiała jak na pomysł, pełna ruchu i nie małéj w wykonaniu trudności.
Patrząc na te postacie, dziś dla nas nieme i milczące, mimowolnie na pamięć przychodzą stare Słowian baje o zwierzętach i potworach niebywałych, których żywém wcieleniem zdają się być te szacowne bronzy. Klechdy słowiańskie są właśnie jak te naczynia — tu i tam widziemy ślad wpływu obcego, tchnienie ducha ludzkości całéj, do któréj ogromu należało plemię słowiańskie, czynny bierze udział przed wieki, w wielkich jéj ruchach wojennych, napadach, bojach, walkach i wędrówkach — ale tu i tam, na tle wspólném niemal wszystkim narodom, spadkobiercom jednéj kolebki, uwydatnia się cóś nam właściwego, naszego już. Potwory te myśmy stworzyli, jak klechdy, których pierwiastki przygnały wiatry, od wschodu i północy, ale je myśl słowiańska, w jeden użytek skleiła.
Po tych wyrobach, potrzebujemy jeszcze wspomnieć znalezione na ziemi Słowiańskiéj rzeźby, w których, albo wpływ greko-rzymskiéj sztuki góruje, lub je nawet całkowicie artystom Grecji i Rzymu przyznać należy. Już w wymienionych wyżéj, widać wpływu tego skutki, o których obszerniéj jeszcze powiemy; następujące zaś zabytki, całkiem się być zdają zapożyczane od Rzymian i Greków.
Taką jest naprzykład figurynka, znaleziona pod Koltzen w Inflantach, któréj rysunek daje Dr. Kruse (Necrolivonica Tab. XXI, 1, 2), z dawnego bronzu ulana i z saméj kompozycji kruszcu, okazująca się grecką. Wystawia ona mężczyznę stojącego nagiego całkiem, w ruchu, z nogą podjętą, jakby do chodu; w ręce lewéj postać ta musiała trzymać jakieś godło, w prawéj także pozostało kółko wskazujące, że i w niéj braknie jakiegoś przedmiotu. Figura niczém się nie charakteryzuje, twarz bez wąsów i brody, włos na głowie krótki, ciało budowy silnéj i dobrych proporcij. Dr. Kruse uznaje ją za bronz grecki.
Tu należy ułamek statuetki bez rąk, znajdujący się dziś w Muzeum w Mitawie, także grecki, wystawujacy popiersie kobiéty, z włosami trefionemi dokoła twarzy, wcale pięknego wyrobu. Zdaje się, że należał do jakiegoś sprzętu i był częścią ornamentacji.
Nie mniéj wspomnieć potrzeba, znaleziony na Ukrainie jedyny dotąd zabytek rzeźby greckiéj, we wsi Osocie, w powiecie Czehryńskim, którego rysunek daje Fundukléj i Grabowski (Ukraina, Tab. XIII, a. b). Jest to maleńki bronz rodzaj priapka, dość dobrych proporcij, naga figurka mężczyzny, a raczéj jak głowy wielkość wskazuje dziecięcia, z wyraźnym fallusem. Obie ręce ma przytulone do boków, nogi nieco rozstawione w spoczynku; żadnych z resztą draperij i akcessorjów. Statuetka ta stała na kółku, bardzo pięknie przyozdobioném, okrytém zręcznie rzucanemi po bokach perłami, po trzy skupianemi i podwójnemi oliwkami; w ornamentacji téj wiele bardzo smaku.
Może skutkiem rdzy i zepsucia, posążek na rysunku u P. Fundukleja (Obozrenje T. XIII), wcale nie jest zgrabny, a w twarzy ma cóś małpiego; proporcje tylko i kółko służące mu za podstawę, wskazują wyrób grecki.
Wspomnim nakoniec jeszcze prześliczny posążek, znaleziony w Szlasku pod Masłowem, którego rysunek podały roczniki towarzystwa Przyjaciół Nauk, (z nich u P. Sobieszczańskiego T. I, 27). Wystawia on mężczyznę młodego, rodzaj genjusza, stojącego na podstawie, mającéj formę rogów, obnażonego całkiem, z małemi skrzydłami na barkach, który w obu wyciągniętych rękach, trzyma głowę trupią. Odlew ten jak go widziemy na rysunku, bardzo zdaje się być piękny i z wielkim wykonany stylem, tak, że go Słowianom przyznać trudno. Szczególniéj ciało młodzieńca tak jest przedziwnie wystudjowane, ruch jego tak naturalny i łatwy, postawa tak zręczna, że zdradza artystę nie pierwotnego, ale na licznych już wykształconego wzorach.
Rysunek znamionuje epokę kunsztu rozwiniętego w kwiecie i sile, do jakiéj sztuka Słowian dójść nie miała czasu. Myśl zarazem zdaje się być słowiańską — genjusz stoi na rogach, które były godłem świątyń, ich główną ozdobą, symbolem bóstw ogólnym; na nich spoczywały budowy bałwochwalni, niemi okrywano ołtarze; wiemy zkądinąd, że na cześć bogów śmierci, Słowianie chowali w domach głowy trupie, że godłem ich była czaszka, a w innych grobach słowiańskich, trafiały się także kamienne trupie główki. Dziwnie wiec posążek ten przypada do myśli słowiańskiéj, i pozostaje nierozwikłana zagadką.
Uczynim tu uwagę, że w ogólności małe bronzy słowiańskie, dotąd znajdowane, kunsztem i wyrobem o wiele przewyższają szerszych rozmiarów szczątki krajowéj rzeźby; a świadectwo Ś. Ottona potwierdza jeszcze to wymównie, gdyż porównane z Thietmara i Helmolda opisem olbrzymich bałwanów, drobnym utworom daje pierwszeństwo.[2].
Oto więc, wyjąwszy bóstwa Prilwitzkie, o których niżéj powiemy osobno, wszystko niemal, co nam jest dotąd znajome. Nie wiele posiadamy autentycznych wyrobów rzeźby słowiańskiéj — niedokładne jéj opisy, przerobione z nich późniéj fantazyjne rysunki, któreśmy odrzucić musieli, z reszta okruchy, obłamy, drobne szczątki; zabytki epok i miejscowości różnych, oto co nam dziś pozostało z nieznanego sztuki świata. Reszta spalona, porąbana, stopiona, zakopana, na wieki dla dziejów przepadła.
Nie wiem, czy zwyczaj topienia bałwana, w Białą niedzielę w wielkim poście, który się do czasów Bielskiego utrzymał, można tłumaczyć pamiątką zniszczenia bóstw przy nawróceniu, wszakże tak go w początku wykładano. Utrzymywano, że kto biegąc do jeziora, lub wracając upadł przy tym obrzędzie, tego roku miał umrzeć. — To pewna, że topienie i palenie słowiańskich bóstw, wskazuje nam, z czego były robione, i dla czego tak mała ich liczba do nas doszła.
Niektóre z nich, jak Swiatowid Bohodzki, kamienne, obrąbawszy zatapiano w stawach i jeziorach, o czem wyraźne są wzmianki u kronikarzy; większą daleko liczbę rąbano i palono, były bowiem z drzewa wyciosane, a ozdobne rozmaitemi kruszcowemi dodatkami. Drobnych kruszcowych odlewów, już miejscowych, już przywożonych od obcych ocalało najwięcéj, ale pomiędzy temi, jak z ogółu wnosić można, przeważały greko-rzymskie bronzy, łatwo do mythologji Słowian zastosować się dające. Te były pierwszemi wzorami sztuki, jakie do Słowiańszczyzny weszły, i na nich krajowi kształcili się artyści; naśladowano ich formy, uczono się a raczéj zgadywano technikę, którą wkrótce przejąć umiano.
Nie mówiliśmy tu nic jeszcze, pisząc o zabytkach rzeźby słowiańskich, o ciekawym kamieniu rzeźbionym, znalezionym w Lublinie, którego rysunek wydał p. K. Stronczyński (Pierre trouvée en 1847. dans la ville de Lubli. Royaume de Pologne. K. Stronczyński des. impr. I. V. Fleck. 4°). Zabytek ten dotąd niewytłumaczony, zdaje się nam, jak wiele innych tego rodzaju, obcego wyrobu i gościem tylko na naszéj ziemi. Kamyk to nie wielki, kształtu jajowatego spłaszczonego, ma na sobie z jednéj strony pięć popiersi, jedno za drugie zachodzących, w stroju jak się zdaje starożytnym; z drugiéj strony napis nieodczytany, głoskami do staro-greckich podobnemi. Charakter ogólny tego wyrobu, zupełnie greko-rzymski, a raczéj grecki; szkoda, że brak źródeł niedozwala nam się przekonać, czy podobnych rzeźb więcéj nie znaleziono gdzie indziéj. Zkądinąd widać znowu, że utwor ten należy do ostatniéj epoki upadku i zepsucia stylu, co zarówno twarze, jak układ draperyj okazuje. Suknie piérwszych trzech postaci, widocznie, starożytnego kroju.
Na odwrotnéj stronie znajduje się następujący nieodczytany napis:

CΥΚΛΚΠ ΔΓΟΗΕΛ ΥΝΑCΥΤ


Że kamienie podobne kształtów jajowatych, z rzeźbami płasko na nich wyrzynanemi, wyrażającemi bóstwa jakieś domowe, w Słowiańszczyźnie używanemi były, dowodem jest drugi kamień tegoż kształtu, który po zacnym Łuk. Gołębiowskim, świeżo zgasły syn jego Seweryn Gołębiowski, oddał do zbiorku mojego.
Kamień ten znaleziony także w Polsce, jest jajowaty, nieco spłaszczony, a u dołu spiłowany tak, aby mógł stanąć; wielkości zwykłego jaja gęsiego, z boków ściśnięty, czysto obrobiony, barwy żółto brunatnéj; na powierzchni jego wyryta jest nieco wypuklejsza postać na dnie ciemném wychodząca jasno, przedstawująca bóstwo jakieś indo-słowiańskie. Tło jest ciemno brunatne, figurka żółto cielistego koloru. Wystawia ona młodego mężczyznę w bardzo wysokiéj czapce śpiczastéj (mitrze), z dobrze oznaczonemi, ale nie przesadzonéj wielkości uszami; pod brzuchem podwójna przepaska ciemna; nogi obie w górę zadarte i ujęte rękami, podnoszą się aż ku głowie. Twarz bez brody, włosy podgarnięte pod czapkę; kamień zdaje się farbowany i na ustach są ślady czerwoności. Cała postać mało co bardzo wystająca, głębokim rysem obwiedziona w koło; rysunek acz ogólny, nie jest bez pewnych proporcji, zwłaszcza twarz i nogi...
Trudno odgadnąć coby figura oznaczała. W Mythologji indyjskiéj jaje oznaczało Brahmę, zaród stworzenia w Stworzycielu; a ze wschodu zapewne przeszedł do Europy zwyczaj jaj kraszonych, szczególniéj upowszechniony w Słowiańszczyźnie, który dziś zszedł się ze Świętem wielkanocném, ale z niém żadnego niema związku. Hammer (Wienische Jahrbücher III. — 153.), powiada, że kraszankami czerwonemi, których kolor symbolizował blask słoneczny, obdzielano się w czasie święta wiosny (Nuruz) w Iranie. — Być więc może, iż jaja z wizerunkami bóstw, miały związek u Słowian, z obchodzoném świętem wiosny, które około marca-kwietnia, jak dziś Wielkanoc przypadało.
Rzecz ta jednak, dalszych potrzebuje badań.


Przypisy

  1. W Zapiskach Imper. Archeologiczeskaho Obszczestwa. St. Petersb. 1851, Tom 3-ci 205, — znajduje się artykuł A. J. Piskarewa o miejscach, w jakich baby kamienne w Rossji odszukano, z dokładném ich wyliczeniem. Nie mogliśmy korzystać z téj rozprawy, którą dostaliśmy zapóźno: dajemy tu wszakże treść poszukiwań, które ona zawiera.

    Autor cytuje naprzód wiadomość akademika Zujewa, który podróżując po Rossji w latach 1781 — 1782, mnóstwo bab obojéj płci widział, w Nowo-rossyjskiéj i Azowskiéj gubernji; przywodzi także co o nich pisze Pallas. (Bemerkungen auf einer Reise in die Südlichen Statthalterschaften des Russischen Reichs. Leipzig, 1799, 1, 13, 425, 439), i wylicza w następujący sposób do dziś dnia znane Baby, których liczba w gubernjach przez Zujewa i Pallasa przejrzanych, wynosi do 650. W Charkowskiéj gubernji 43, w Ekaterynosławskiéj 428, w Chersońskiéj 11, w Tauryckiéj 44, w Taganrogskiém Wielkorządztwie 54; w Kijowskiéj gubernji tylko na granicach stepów ukraińskich w Subbotowie i Mierzwinie; w Półtawskiéj 5, w Woroneżskiéj 4, w Saratowskiéj 3, w Astrachańskiéj jedna, — w Riazańskiéj jedna, — w ziemi wojska Dońskiego 37, w Stauropolskiéj 5, w Jenissejskiéj 12.

    Ze szczegółowéj téj statystyki Bab widać, że się ich najwięcéj znajduje w dzisiejszéj Ekaterynosławskiéj gubernji, to jest, między Dnieprem a Dońcem; że posągi te są żeńskie i męzkie; i że pierwiastkowo stały na mogiłach, chociaż dziś niektóre i z ziemi się wykopują. Zresztą, autor tego pracowitego wyliczania, żadnego na ich znaczenie światła nowego nie rzuca.
  2. Wiele bardzo figurek na ziemiach słowiańskich znajdowanych, uderzają nadzwyczajném swém podobieństwem do statuetek etruskich; pewni jesteśmy, że sławny z piękności swéj genjusz śmierci znaleziony w Masłowie, musi być wyrobem etruskim; skrzydła zwłaszcza bardzo pospolite w wizerunkach bóstw etruskich, i postać przypominająca Venus infera, Venus libitina (A. F. Gorji. Antiquit. Etruscae, Tab. XIV, f. 1 — 3), mocno nas w tém przekonaniu utwierdzają. Rodzaj rogów na których genjusz stoi, a raczéj hełmu rogatego, spotykamy także w statuetkach etruskich, zaliczonych przez Gorja, do Dii indigetes Etruscorum. (Gorji Antiquit. Tab. XVII, f. 7 — 8).

    Hełm podobny opisuje Homer u Ulissessa (ob. Illiad. Lib. X, v. 266. — Fabretti, de column. Trajani c. VII, f. 222).

    Naczynia nawet w formie zwierząt fantastycznych, jak lewek Kruchowski, konik p. Neuberg i inne w tym rodzaju przypominają nam monstra etruskie, Chimery i Gryfony, z napisami jak Czernobóg prilwitzki. (Gorji Antiqu. Tab. XXXIII, f. 4 — 5). W tém dał dowód wielkiego taktu sprawca wyrobów prilwitzkich, że w wielu swych bóstwach oglądał się raczéj na etruskie niż na greckie i czysto rzymskie wzory; nawet umieszczenie napisów na nich wynaśladował z etruskich statuetek, mających w sobie coś surowego i zbliżającego się charakterem do wyrobów słowiańskich.

    Oprócz statuetki z pod Masłowa, z Koltzen, rycerza z pod Zakroczymia, wiele innych w Słowiańszczyźnie znalezionych wyrobów sztuki, możnaby wziąść za roboty etruskie: tak są do nich podobne. Czeskie bóstwa i naczynia w kształcie zwierząt, równie zdają się z wzorów etruskich zrobione. Nie idzie jednak za tém, żeby były albo pochodzeniem etruskie, lub z nich naśladowane; dowodzi to tylko, że dwie sztuki, słowiańska i etruska w dawnym okresie, stały na jednym stopniu rozwinienia, i przekonywa o tém, cośmy kilkakroć wspomnieli, że sztuka wszędzie pewne epoki, trybem i prawem zwykłém przechodzić musi.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.