Sztuka u Słowian, szczególnie w Polsce i Litwie przedchrześcijańskiéj/całość

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Sztuka u Słowian, szczególnie w Polsce i Litwie przedchrześcijańskiéj
Wydawca Wydawnictwa drukarni A. H. Kirkora i sp.
Data wydania 1860
Miejsce wyd. Wilno
Źródło Skany na Commons
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron

Do czytelnika.

Rzut oka na sztukę u Słowian i starożytności z nią w związku będące, który dziś wydajemy, przygotowany był jako wstęp do dawno przez nas przedsięwziętego dzieła o Ikonografii Polskiéj. Rozciągłość jego i trudności połączone z wydaniem całości obszernéj, ciągle do nowych pociągającéj uzupełnień i dodatków, skłoniły nas, żeśmy pomyślili o wydaniu téj cząstki pracy naszéj oddzielnie.
Piérwszy to raz starożytności różnych miejscowości Słowiańskich, znajdą się w jedną skupione wiązkę. Mieliśmy także zamiar dodać do téj xiążeczki naszego pomysłu mapę starożytniczą krajów Słowiańskich, tym rzutem oka objętych, któraby wskazała dobitnie, gdzie z jakich epok odkryte były zabytki, rozkopane mogiły, i t. p. Mapa ta, jak się nam zdaje, niebyłaby bez użytku i dla dziejopisarzy, wskazując najdawniejsze sadyby i stopniowe w różnych kierunkach rozradzanie się ludności, z któréj grobowych szczątków, często pochodzenie śledzić można. Dla starożytników także mapa ta mogłaby posłużyć, zwracając uwagę na miejsca, w których poszukiwania czynione już były i daléj rozwijane być mogą. Mapy téj jednak czas i ilość materyałów dotychczas posiadanych, dokonać nam niedozwoliły.
Próżném byłoby, cobyśmy tu na wytłómaczenie i zalecenie pracy naszéj czytelnikowi powiedzieć mogli: — sama się ona mu wyjaśni, gdy ją bez uprzedzenia weźmie w ręce. Słyszeliśmy wyrokujących na samo wspomnienie tytułu xiążki, że niepodobna pisać o sztuce u Słowian, bo sztuki u nich niebyło i ślady jéj niepozostały. Ale sąd taki wyrzec może tylko nieświadomy przedmiotu dotąd zaledwie dotkniętego i rzuconego odłogiem. Dalecy jesteśmy od przekonania, żeby te studya wyczerpać mogły zadanie: niedamy, bo dać dziś niepodobna rzeczy skończonéj i pełnéj; jest to raczéj plan pracy niż dzieło dokonane, ale niemniéj rzuci ono światełko, choć drobne, na jedną stronę bytu ludów Słowiańskich, dotąd zupełnie zaniedbaną.
Jeżeli się nam uda zwrócić oczy ludzi myślących na sztuki rodzinnéj zarody, skierować ku badaniom jéj nowym tych, którymby one łatwo przyszły i zużyteczniły czcze ich godziny; jeśli dowieść potrafimy, że sztuka niejest tam tylko wyłącznie, gdzie ją dotąd po-staremu widziano: — tych kilka lat pracy, które nam poszukiwania dosyć mozolne zajęły, sowicie się wynagrodzą.
Prawdę rzekłszy, niemamy nawet prawa do żadnéj nagrody. Niemiałem w życiu mojém godzin miléj i silniéj zajętych, nad te, które poświęcałem ulubionemu przedmiotowi — sztuce i starożytnościom, — uczucie towarzyszące pracy sowicie ją płaciło. Radbym tylko dożyć chwili, w któréj całość poszukiwań moich przedstawić będę mógł sądowi ogółu, i dowieść, żem niekrzątał się darmo, że i mój grosz wdowi wart być może przyjętym do wielkiéj skarbnicy, tak obficie się dziś napełniającéj. Nim to nastąpi, chciejcie pobłażliwie spójrzeć na odrobinę, którą przynoszę, i przebaczyć nieuchronne błędy.




WSTĘP. — SZTUKA.

Zacznijmy od powtórzenia prawd oklepanych i porozumienia się o zasady, dalszemu rozwinięciu tych badań za podstawę służyć mające.
Człowiek, stworzony na obraz Boży, otrzymał w podziale duszę nieśmiertelną, która się nieustannie wspina ku niebu i żywotowi wiekuistemu. Téj aspiracyi ku przeczuwanéj ojczyźnie rozmaite są objawy, w różnych kołach życia ludzkiego: pragnienie dobra, cnoty, prawdy, piękności, są częściami tego kwiatu, który jak helijotrop zwraca się zawsze ku słońcu swemu, ku Bogu.
Piękno, jego uczucie, pragnienie odtworzenia cieleśnego, mieszkającéj w nas idei piękności, są zasadą wszelkiéj sztuki. W niéj najgłówniéj, najsilniéj, objawia się twórczość człowieka, ograniczona wprawdzie, okréślona — ale jemu tylko właściwa, będąca wyłącznym jego darem.
Utworem więc sztuki, to tylko nazwać się może, co z uczucia piękna wynikło przez tworzenie, bez żadnéj myśli pożytku materyalnego; ale i w tém, co człowiek tworzy dla wygody i korzyści, z potrzeby ciała, może i musi mimowolnie przejawiać się ideja piękna.
Dopóki człowiek lepi budowy, kleci sprzęty, szyje suknie, aby się niemi posługował, obwarował, przykrył, ogrzał, w robocie jego niéma jeszcze sztuki, chyba jakaś zabłąkana, bez wiedzy samego twórcy iskierka.
Z uznającém się uczuciem piękna i żądzą objawienia go widomie na zewnątrz, poczyna się dopiéro sztuka prawdziwa. Lecz jak do wszystkiego, tak i do niéj przychodzi człowiek stopniowo, a piérwsze uderzenie dłóta, lub siekiery, które kloc nieociosany rzeźbi w kształty foremne, jest już ziarnem przyszłości.
Sztuka jest jednym ze środków wyrażenia leżącéj w nas myśli, któréj wszystkie strony, różnémi rodzajami czynów, dobywamy z siebie i stawim widomie, cieleśną okryte szatą. Ta suknia cieleśna, nieodbicie jest potrzebna myśli objawiającéj się na zewnątrz, by się stała żywą, dotykalną, i przeszedłszy przez wcielenie, znowu potém uduchowniona, odbiła się w drugich ludziach, za pośrednictwem zmysłów, przyswajających ją sobie. Pojęcie piękna musi się uwieńczyć słowem, czynem i uwidomić cieleśnie.
Sztuka jest Kat-exochen myśli ludzkiéj czynem, czynem najwyższym, pełnym, bo duchowo-cieleśnym, gdy filozofija naprzykład, jest czynem czysto tylko duchowym, bo zwróceniem się myśli na siebie samą.
Sztuka daje ludzkiéj idei ciało i żywot rzeczywisty, uosabia ją. Istotą jéj, zasadą, nasieniem jest myśl, ale w szacie piękna na świat wychodząca.
Myśl, ażeby się uzewnętrznić i wcielić mogła, potrzebuje przejść stopniowo drogę, która ją ku temu wiedzie rozwojem koniecznym, z jéj natury wypływającym. Myśl skupiona najprzód w sobie, ściągnięta, przeradza się w uczucie, z uczucia płynie słowo, na słowie buduje się czyn. Jeśli gdzie, to w sztuce ten rodowód czynu, jest dotykalny i widoczny. Uczucie swéj myśli zowie się tu natchnieniem, bez niego niéma dzieła sztuki, a czyja myśl wprzód niém niewystrzeli, niestworzy też żywego objawu, którego na-tchnienie, jest tchem, duchem, duszą.
Historya sztuki jest tylko jedną stronicą powszechnych dziejów myśli ludzkiéj.
Jak historya myśli dzieli się na cztery wielkie epoki, w których ideja działa naprzód sama o sobie niewiedząc, béz świadomości czynu, instynktowo — potém uczuwając się sobą — wreszcie zakréślając cel swojemu działaniu z innéj sfery (moralny) — ostatecznie tworząc już z pojęciem zupełném natury swojéj, siły i znaczenia; — tak i historya sztuki rozpada się także na cztery wielkie działy nieustannie się w różnych jéj cyklach powtarzające. Dzieje wszelkiéj sztuki, zamkniętéj i skończonéj jedném kołem (cyklem) obrótu Ludzkości, rozdzielać się muszą na cztery epoki: piérwotną i instynktową, liryczną, moralną i filozoficzną.
Cała sztuka rodzi się z myśli i ducha, i na nich spoczywa. Duch ten gdy ma się cieleśnie objawić, zależy i od wykształcenia i usposobienia indywidualnego artysty, przez którego dłoń na świat wychodzi, i od charakteru narodowości, któréj on jest cząstką, i od ducha czasu, wśród którego żyć mu dano. Historya więc sztuki będąc w pewien sposób historyą jednéj strony myśli ludzkiéj, daje nam poznać, nietylko pojedyńcze indywidualne talenta twórców, ale ducha narodu i czasu, z pod których wpływu najpotężniéjsza nawet jednostka wyzwolić się niemoże. Artysta wyraża stopień wykształcenia ludu, jego żywota cel i zaprzątnienie, najtajniejsze cechy jego charakteru. Widzimy ztąd jasno, że sztuka osóbnéj niemoże mieć historyi, ale jest jedną z części składowych dziejów, jedną stroną historyi czynu ludzkiego, rozwoju wcielonéj myśli ludzkiéj.
Dla tego historyk kraju, co po za granicami dziejów, jak dawniéj bywało, zostawił całą sztukę, ledwie o niéj wspomniawszy przelotem, niedawał całości, ale tylko nieforemny, nieżywy obłamek dziejów ludu i czasu; dla tego i dziejopis sztuki, powinien się oglądać na dzieje kraju, w innych sferach działalności jego, bo bez téj pochodni, ani pojmie znaczenia utworów sztuki, ani ich ocenić potrafi.
W bliższych nas dopiéro czasach, dzieje sztuki, w najobszerniejszém swém znaczeniu, uzyskały to obywatelstwo w xiędze historyi ludów, obywatelstwo, którego im długo odmawiano, — a do dziś dnia jeszcze ograniczając się sztuką na najwyższym szczeblu rozwoju, pomijają historycy niemowlęce jéj dzieła, zapominając, że i droga, którą sztuka dochodząc doskonałości przebywa, równie jak najwyższe jéj rozwinięcie, do dziejów należeć musi. Ta to myśl spowodowała nas do dzisiejszego rozbioru i zastanowienia się nad zabytkami sztuki przedchrześcijańskiéj u Słowian: jakkolwiek one może nieuderzają szczególnym wdziękiem, ani wyrobu doskonałością; zawsze to przecię pomniki myśli, dopominające się ocenienia, mające miejsce należne w historyi myśli i czynu Słowiańskiego.
Niéma ludu na kuli ziemskiéj, któryby w sobie niemiał jakiegoś uczucia piękna i nieobjawił na zewnątrz idei téj w jakikolwiek sposób. Najniżej pod tym względem stojące narody, najmniéj uposażone indywidua, muszą choć strojem, sprzętem, tańcem, pieśnią, orężem, barwami szaty, wydać z siebie to uczucie i pragnienie piękności. Niepotrzebujemy zdaje mi się dowodzić, że przed obliczem historyi zarówno zasługuje na zastanowienie ozdoba z piór i szkiełek, którą wdziewa dziki Indyanin, jak najpiękniéjszy posąg Grecki; że nieforemne bożyszcze czcicieli Budhy staje tu obok Fidyaszowego marmuru — bo w obojgu żyje myśl ludzka. Studyując człowieka musimy iść od bełkotu dziecięcia, do pieśni i jęku starca, niemogąc pominąć nic po drodze, bo fenomena wszystkie mają równe prawo bytu i wszystkie są konieczne. Zdaje mi się więc, że ci co zastanawiając się nad historyą sztuki, opuszczają pierwotne bytu jéj epoki, czynią nielogicznie. Już w tym płaczu i urywanych dźwiękach, które wymawia dziecię, żyje jak dąb w żołędzi — pieśń i mowa mająca z nich się narodzić.
Dla czegożbyśmy pod pozorem małego wykształcenia, nizkiego stopnia cywilizacyi ludu, barbarzyństwa epoki — sztuce jéj właściwéj odmawiać mieli miejsca na kartach dziejowych? Wszakże dzieje najdzikszych ludów, jako dzieje zarówno zajmować muszą historyka, z dziejami wykształconéj Grecyi i Rzymu, wszakci w historyi piątego wieku Atylla, stać musi na równi z potomkami Teodozyuszowymi? I sztuka więc, na najniższym nawet szczeblu rozwoju, u źródeł swych śledzoną i badaną być powinna. Łacniéj jest prawda czytać myśl jasną, i wypowiedzianą przez dójrzałego męża, niż zgadywać z mowy dziecka, co się snuje w głowie jego; ale obu tych głosów słuchać musi historyk. Nieidzie zatém, bym nierozróżniał wartości piérwszych prób sztuki, piérwszych objawów idei piękna, i arcydzieł jéj w pełni sił wydanych; — ale domagam się praw obywatelstwa, na kartach dziejowych, dla wszystkiego, co tylko natchnęło uczucie piękna; pragnę, byśmy niezrażając się trudnością wyczytania mowy nieforemnie jeszcze kreślonéj, pracowali nad rozwikłaniem jéj hieroglifów, w których myśl leży spowita.
W sztuce Greckiéj epoka eginetyczna, na któréj późno się poznano, stanowi ważny i pełen znaczenia okres; czemużbyśmy w utworach ludów, zwanych barbarzyńskiemi, wzgardzili dziełami mniéj doskonałemi, trudniejszemi do pojęcia, ale pełnemi życia, treści i siły??




II. DZIEŁA SZTUKI.

Nie każdy naród może mieć wielkich mistrzów, coby myśl jego całą i pełną wydali; lecz każdy ma swą sztukę i jéj historyę, bo żadnemu z nich nieodmówiło Niebo uczucia piękna, choćby cząstkowego i ułomnego, jakichś właściwych pojęć jego; — bo każdy potrzebował tworzyć i tworzył, w sposób sobie właściwy, bo każdy mniéj więcéj, żyje myślą i duchem.
Zbyt ciasne pojęcie sztuki spowodowało, że jéj całkowicie odmówiono niektórym ludom, niechcąc przez to uznać, by w nich było — przeczucie i pragnienie nieśmiertelności, i ta tęsknota ku niebiosom, która się we czci ideału i w drobnych nawet objawach, uczucia piękna wyraża. Tak naprzykład naszéj północy, a szczególniéj Słowiańszczyźnie, obok arcydzieł Grecyi i Rzymu, niemającéj co postawić jednorodzajowego i równoznacznego, odmówiono całkiem uczucia piękna, sztuki i jéj dziejów. Jest-li to słuszném? Czy wreszcie cała sztuka zamyka się w budownictwie, malarstwie, rzeźbie, rysunku? Uczucie piękna, czy się też niemoże objawiać niespodzianie, w każdéj niemal chwili żywota, w najmniejszym sprzęciku, w każdéj drobnostce zlepionéj ręką człowieka?
Nareszcie, godziż się tam tylko widzieć sztukę i uznawać ją, gdzie ona już rozkwitła i wydała owoce, a zapoznawać jéj nasiona, drzewo i liście? Nam się zdaje, że daleko większą być może zasługą, szukać nasion zagrzebanych w popiele rumowisk, ziarnek, co nigdy może niezejdą, niż sięgać po gotowe owoce.
Sztuka w Słowiańszczyźnie, niemiała jeszcze czasu przejść wszystkich epok swojego rozwoju, może dla tego właśnie, że jéj kiełek rodzimy nieustannie obce zwichały wpływy — niemniéj jednak żyła już i istniała wszędzie, gdzie się kolwiek objawiało uczucie piękna, gdzie myśl idealnym wzorem gnana, usiłowała się wcielić, i przez materyał cieleśny wypowiadając duchową swoję istotę.
Nieszukajmy świątyń Greckich, gdzie ich niebyło i być niemogło, ale starajmy się pojąć charakter budownictwa ziemi naszéj, wyczytać wdzięk jego i odrębne piętna; w życiu powszedniém, sprzęcie codziennego użytku, usiłujmy rozpoznać, co rzemieślnikowi podała materjalna potrzeba, a co zrobił natchniony, choć nierozwiniętém, tęskném uczuciem piękności, żądzą nadania wdzięku dziełu swéj ręki. W polewie prostego garnka, najpośledniéjszego z wyrobów ceramiki, znajdziemy i odróżnim, zastanowiwszy się nieco, czego nauczyła potrzeba, czego wymagała trwałość, a co nakreśliła wykluwająca się już myśl ornamentacyi dla oka, ozdoby — zaspokająjącéj tylko pragnienie duszy.
Niesłuchajmy tych, którzy mówią, że historyi sztuki mieć niemożemy, bośmy własnéj dotąd sztuki niemieli, zaprzątnieni wojną, zajęci urządzeniem społecznego żywota ciągle wrącego i wszystkie nasze spotrzebowującego siły. Ci ludzie chcą, byśmy im wskazali u nas koniecznie to, co było gdzieindziéj, i tak jak było gdzieindziéj; a niechcą zająć się szukaniem, szperaniem, składaniem sczątków, by uznać z nich, że i my mieliśmy uczucie piękna, zasadę wszelkiéj sztuki, żeśmy się objawili, nietylko w dziełach rąk naszych, ale w przyjęciu i ocenieniu dzieł obcych, żeśmy w każdéj chwili żywota, otaczali się utworami sztuki, sprzętem, w którym choć niewyraźnie i mglisto, świtała potrzeba piękna, tęsknota do ideału.
Do dziedziny sztuki, która koniecznie rozszerzyć się musi przez lepsze istoty jej pojęcie, nie to tylko zaliczyć potrzeba, co dawniéj wyłącznie dziełem sztuki zwano; — dopomina się ona daleko więcéj. Począwszy od rzeźbionéj oprawy nożyka, od rysowanago garnka odkopywanego w grobowcach pogańskich, do szabli misternie oprawionéj i złoconéj zbroi rycerza, do tkanéj wzorzysto makaty i sadzonéj sztucznie podłogi — wszystko to do historyi myśli, historyi sztuki, do charakterystyki narodu należeć powinno.
Gdzie tylko, powtarzamy, jest myśl odtwarzania piękna, pojętego w duszy, już jest zaród sztuki. Niejest dziełem sztuki szałas zbudowany od słoty i wichru, dopóki chłopek, co go wznosi, nieuczuje potrzeby, ozdobić i uwdzięczyć téj kleci — chociaż budownictwo jest sztuką; — gdy z drugiéj strony, dziełem sztuki być może prosty koszyk z łoziny wypleciony, na którego bokach wyrazić umiał chłopak co go wiązał, w symetrycznych rysach, myśl ładu i harmonii, ciemno się objawiającą w głowie jego, ale widoczną w czynie ręki. W dziejach ludzkości i sztuki, często bardzo, nie ten czyta co napisał; przyszłość dopiéro wykłada charaktery kreślone instynktowo, nieświadomie.
Dotąd wszyscy prawie historycy sztuki zbyt niewolniczo trzymając się pewnych prawideł, wyciągniętych wyłącznie z epok najwyższego rozwoju, — niemyślą się kierowali własną, ale regułą żelazną, po zagranicami któréj napisali sobie pustynie, jak na starych kartach geograficznych rysowano dłoń olbrzymią, gdzie spały jeszcze nie zwiedzone lądy. Uznają oni częstokroć za dzieło sztuki, co niém niejest jeszcze, lub co niém być przestało, jako utwór ślepo naśladowniczy; a odpychają prawdziwe arcydzieła dla tego, że na nie gotowych szufladek do ustawienia niemają. Podziały stare, jak numerowane półki, służą im za formę klassyfikacyi, a co się w nich niemieści, odrzucają precz bez litości.
Z dzisiéjszych codzień szerszych wyobrażeń o sztuce, cale inne wynikają warunki dla dziejopisarza, cale nowe podziały, inny punkt do zapatrywania się na utwory. Obok Michała Anioła, staje Benvenuto Cellini z rzeźbioną rękojeścią miecza; obok etrusków, szykują się polewane misy i kształtne dzbany Bernarda Palissy; obok Perugina i Fr. Bartolomeo, kładziemy skromnych mozaistów i tkaczy kobierców i pasów; obok rozpraw o budowie bazyliki, o proporcyi kolumny świątyń Jowisza i Neptuna, musimy położyć rozprawę o skromnych naszych modrzewiowych kościołkach, o kształcie słupów w śpichrzach i gospodach, kształcie tradycyjnym i zbyt jednostajnym, by miał być fantazyą lub przypadkiem; — słowem, obok arcymistrzów, musimy dać prawo obywatelstwa pracownikom, obok myśli potężnéj, rachować za cóś i cichszy głos piersi ludzkiéj. Zdaje się, że wiek, co przyszedł do pojęć emancypacyi stanów, równolegle w innéj sferze podnieść się powinien, do idei emancypowania, uznania wszystkich sztuki objawów i nadania im równych praw obywatelstwa w historyi sztuki.
W ozdobach stroju, w wyrobach złotniczych na małą skalę do rzeźby należących, wynaleźć można dopełnienia do dziejów całéj jednéj gałęzi sztuki — na blaszce z wyciskiem potworu, odkopanéj w grobie pogańskim, da się wyczytać choć jedno słówko epoki dotąd niemo stojącéj w historyi. Rozszerza się w ten sposób horyzont przed nami, pomnażają się źródła dziejów objawu myśli, zbogacamy się mnóztwem odrzucanego dotąd a ważnego, i z podziwem znajdujemy w zardzewiałych okruchach uczucie piękna, wyraz jego często szczęśliwy, ciekawy zawsze, gdzie wprzód była grobowa cisza i nicość.



III. SŁOWIANIE.

Starsze dzieje ludów Słowiańskiego szczepu niedosyć są dotąd rozjaśnione, by nam dopomódz mogły do klassyfikacyi i wytłómaczenia charakteru zabytków sztuki, znajdowanych na ogromnéj przestrzeni zajmowanéj przez plemie nasze. Nie tak dawno jeszcze Słowianie uważani byli za najmłódszych w Europie przybyszów, a dotąd fatalnym jakimś losem, jak znaczną część ziem i ludów przywłaszczają sobie obcy (Germanie), tak i przeszłość Słowiańską pożerają dzieje innych plemion, z któremi nas nieświadomość zjednoczyła.
Szukać więc potrzeba historyi dawnéj Słowian wśród dziejów na pozór nam obcych, i dośledzać co błąd, uprzedzenie lub umyślna złość nam wydarła. Na téj drodze uczyniono już wiele: wspomnimy tylko Szafarzyka, prace u Czechów, Lelewela i Maciejowskiego u nas; lecz po tych, po odgrzebaniu gruzów i pozbyciu się naukowych przesądów, pozostało jeszcze dość dla następców.
W zabytkach sztuki znajdowanych na ziemi Słowian i wdawnych ich siedzibach, już się niejako czytać dają epoki główne przedhistorycznéj ich przeszłości, chociaż granic tych epok ściśléj oznaczyć niepodobna. Wielka jest różnica między grobowcem z wieku kamieni, a mogiłą z epoki żelaza, z ostatnich czasów, przed samém Chrześcijaństwa przyjęciem; między bronzem, z którego wyrabiano noże ofiarne, a naszyjnikiem zwiniętym w sploty, lub spięciem do najbliższych odnoszącém się lat, przy którém ze zdumieniem, często obok urny pełnéj popiołów, już się i krzyżyk znaleźć może, użyty nie w znaczeniu godła Chrześcijan, ale jako amulet, jako znamie bóstwa sąsiedniego ludu. Rozbiór pomników sztuki, który tu zamierzamy, okaże różnice i następstwo po sobie zabytków naszéj ziemi, dotąd nierozklassykowanych należycie przez nikogo. Tu następnie napomknąć jeszcze musimy o głównych w dziejach Słowiańszczyzny wypadkach, mogących pokierować w badaniu charakteru pomników sztuki w najrozciąglejszém jéj znaczeniu.
W ósmym już wieku przed Chrystusem znajdujemy u Greków wiadomość o ziemiach Słowiańskich, przez które po bursztyn jadący kupcy przechodzić musieli; w szóstym wieku zdaje się, że i płody tych ziem i ich mieszkańcy dobrze Grekom byli znajomi. W piątym Herodot podaje już szczegółowe, i choć na opowiadaniach wędrowników oparte, wszakże bliższe prawdy wiadomości o Skytach zamieszkujących część Słowiańszczyzny. Pobyt jego w osadach Greckich nad Pontem, podał mu sposobność zaczerpnięcia od Greków tutéjszych wieści o ludach z któremi mieli ciągłe stosunki. Wpływ Grecyi i jéj kunsztów na ówcześnych mieszkańców Słowiańszczyzny, daje się wykazać jak to niżéj dowiedziemy, zabytkami odkopywanemi dziś, nietylko w krajach sąsiednich morzu Czarnemu, na Ukrainie, na Podolu, gdzie się trafiają naczynia i sprzęty, wyraźnie nacechowane pochodzeniem Helleńskiém, ale i w ziemiach Nadbałtyckich.
W czwartym wieku, wielki napływ Keltów od zachodu cisnących się na wschód, czyli być może przyczyną powinowactwa pomników Litewskich z Druidyckiémi? o tém wątpimy wielce: raz, że napady Keltów niedosięgły nigdy podobno Słowiańszczyzny Przedkarpackiéj, — powtóre, że starożytne zabytki, do Keltyckich podobne i widoczne z niemi mające pokrewieństwo, starsze są od téj epoki i sięgają czasów, w których plemie Keltów szerzéj rozsiedlone po Europie, całą ją swym wpływem przesiękło.
Około piérwszych lat ery nowéj, zjawiają się w Słowiańszczyźnie włóczęgi Skandynawskie, i na północno-wschodnie jéj ziemie przeważny wpływ wywierać poczynają, widny w pomnikach i podaniach religijnych, między innemi naprzykład w obchodzie Kupały, zapożyczonéj od rocznicy Balderowskiego święta.
Około tegoż czasu stosunki Słowian z Rzymem, stają się coraz częstsze i zbliżają kraje te ku państwu władającemu światem, tak, że od zachodu i zachodo-południa, wiara i obyczaj Rzymski, daje się wyśledzić u Słowian w obrzędach pogrzebowych, w czći bóztw, pojęciach o nich i materyalném ich przedstawieniu.
W sto lat po Chrystusie, Tacyt, malując świat Germański, zapoznaje nas z ówcześnemi Wenedami i niewyróżniając Słowian, już ich wszakże wskazuje.
Słowianie prą się ku zachodowi; Goci cofają się przed naciskiem plemion Wenedyjskich; Słowianie zajmują wybrzeża Odry i opuszczone brzegi morza Baltyckiego (II. i III. wiek); Rzymianie stykają się coraz częściéj, coraz mniéj przyjaźnie, z tymi, którzy zdają się czekać tylko przybycia Hunnów, by z nimi razem, runąć na państwo Rzymskie.
Przyjście Hunnów w czwartym wieku, sojusz ze Słowianami, uczęstnictwo ich w napadach na państwo Teodozyuszowe; stanowią nowy okres w pierwotnych dziejach naszych. Od piątego do siódmego wieku, plemiona Słowiańskie odbywają wędrówki, które o ostateczném ich osiedleniu rozstrzygnąć mają; w dziewiątym i dziesiątym, światło wiary Chrześcijańskiej, pada nareszcie na tę budowę i do nowego powołuje ją życia.
Z pielgrzymek, sąsiedztwa i wojen w ciągu wieków, pozostały widome ślady w zabytkach, jakie nam przekazała starożytność; — biją znich piętna Keltyckie, Greckie, Skandynawskie, Rzymskie i Germańskie z kolei; ale to wszystko przyswojone, złączone, stanowi nowy, odrębny, właściwy pierwiastek.
Niedziw, że nieraz dobyte z ziemi starożytności nasze, dziwnie przypominają znajdowane na drugim końcu Europy, że i w bóztwach i w sprzętach Słowian, znać ich stosunki z Grecyą, z Rzymem, ze Skandynawami; ślady to tylko, że Słowiańszczyzna umiejętnie przyswajała sobie i zdobywała na korzyść własną żywot ludów z któremi się stykała.
Na ziemi, przez którą przewędrowało tyle ludów, plemion tyle, każdy musiał rzucić jakąś po sobie pamiątkę: wojownicy miecze i zbroje, kapłani bóztwa, niewiasty pierścienie — po jednych pieśń została, po drugich kamień grobowy, a każda epoka i ruch wyryły się na tym smentarzysku przeszłości.




IV. MOGIŁY.

Bez wątpienia, najstarszemi pomnikami, do których przywiązana była myśl wyższa, szlachetniéjsza, nieoglądająca się na żadną korzyść cieleśną — są usypy z ziemi, mogiły, sięgające najodleglejszéj starożytności.
Jako pomniki pierwotne zwracają uwagę badacza, już same przez się, już że nam choć w szczupłéj ilości dochowały pamiątki z czasów, o których suche tylko i niepewne mamy podania.
W piérwszych epokach bytu na ziemi, w czasach, które tak niesłusznie barbarzyńskiemi zowią, góry i wyniosłości były miejscami poświęconemi czci bogów, modlitwie, obrzędom pogrzebowym, ofiarom. Jeszcze dziś przekształcony cywilizacyą, oziębły i zużyty człowiek, doznaje wznosząc się na góry, wchodząc na wyniosłości, przejmującego jakiegoś wrażenia religijnego, któremu się oprzeć niemoże. Widok wielkiéj przestrzeni ziemi wzbudza w nim uczucie tęskne, uspasabia do modlitwy i dumania, które jest przedsienią modlitwy.
Oko obejmując razem tyle ludzkich siedzib, szeroki plac boju żywota, wprowadza do duszy myśl braterstwa, jedności i nadzieję niewytłómaczoną, instynktową jakiegoś połączenia się w jedném ognisku nieśmiertelności. Uważano, że ludy zamieszkałe na górach, mają szczególniéj wyrobione, silne przywiązanie do kraju swojego i usposobienie wznioślejsze, poetyczniejsze, niżeli mieszkańców dolin, skazanych na błąkanie się w ciasnym równin widnokręgu. W pierwotnych wiekach, wyniosłości, jako miéjsca bliższe bóztwa, stały się piérwszych świątyń posadą, na nich wznoszono ołtarze i palono ofiary. Z téj czci gór i uczuć jakie one wzbudzały, łatwo wytłómaczyć sobie sypanie kopców i kurhanów, na miéjscu gdzie składano zwłoki umarłych. Piérwszym niestety! pomnikiem na ziemi, po ołtarzu bóztwa, musiała być Albowa mogiła.
Ten stożek ziemi, który kształtem swym przypomina stare piramidy (mogiły z cegły zbudowane) — mający formę symboliczną płomienia (żywota nieśmiertelnego, nad mogiłą zwłok doczesnych), — na całéj przestrzeni kuli ziemskiéj się spotyka, a niektóre zaklęsłe dziś i przybite usypy sięgają najstarszych bytu Ludzkości wieków.
Usyp taki z kamienia lub ziemi ręką ludzką dokonany, z myślą unieśmiertelnienia pamięci bohatéra, wodza, króla, jest niechybnie jedném z najpierwotniejszych, najstarszych dzieł sztuki, w kolebce jeszcze marzącéj. Piękném się zdało usypać górę nad zwłokami zmarłego i uświęcić nią miéjsce jego spoczynku; a tak powstał grobowiec, garściami przez lud zrzucony, wprzód nim potrafiono wykuć granitowy sarkofag, zebrać nań płyty kamienne, wyżłobić pieczarę, późniejszych i wymyślniejszych czasów dzieło. W wędrówkach narodów, na placu potyczki, wojownicy żegnając się z wodzem poległym, zrzucali mu po garści piasku na oczy i położywszy przy nim oręż jego, ozdoby stroju, zakopawszy z nim razem ulubione mu istoty, szli daléj gdzie gnało przeznaczenie.
Niepotrzebujemy dowodzić, że grobowiec należy do dzieł sztuki, bo do wzniesienia go nieznagliła żadna cieleśna potrzeba, tworzyła go myśl czysta, cześć, uwielbienie, żal, chęć przekazania wnukom uczucia, które ręką dźwignęło.
Mogiły z ziemi sypane, w rozmaitych kształtach, rozsiane są po całéj przestrzeni kuli naszéj i znajdują się wszędzie, gdziekolwiek zdawna zamieszkiwał człowiek: Pallas znalazł je nad Wołgą, w kraju pod Uralem i w stepach Kirgizkich; Jefferson w Wirginii; Altwater w Ohijo i nad brzegami jeziora Ontaryo; Spartmann u Kaffrów; John Barrow u Hottentotów. Znaczenie historyczne tych usypów z przeddziejowych czasów, najlepiéj wskazał Ritter (Vorhalle europaeischer Viskergeschichten, Berlin, 1820, 253), dowodząc, że jednym z piérwszych węzłów społecznego życia być musiały: cześć zmarłych, ofiary pogrzebowe i pomniki wznoszone członkom rodziny.
Grecy zwali mogiłę χῶμα-ηρισν. — Rzymianie Mercuri acerous, tumulus; w Anglii zowią ją barrow; w Irlandyi terpen; w Szkocyi Mont-moth; w Szwecyi Attehögar; we Francyi gal-gals, malle, butte, i t. d. Czy wyraz u niektórych Słowian używany Kurhan, pochodzi z tatarskiego Kur, góra, i chane, dom, — bardzo wątpię, prędzéjbym szukał wywodu w wyrazie kru, kruhan, od okrągłości usypu, lub gorkan, hurkan, od góry, gdyż wyraz kurhan zdaje się czysto Słowiański. Słowiańską także jest mogiła, mohyła, po-Illiryjsku homyla. Koeppen, aż w Arabskim szuka piérwiastku mogiły, i znajduje go w wyrazie menhel, według Golius’a oznaczającym tumulus, sepulcrum, a właściwiéj miejsce w pustyni. Słuszniéj zda mi się Vocel wywodzi ją od moh zasadniczego pierwiastku, z którego i Słowiańskie mohu, i Greckie μεγαδ pochodzi. Po-Wendyjsku mol, znaczy wyżynę, wyniosłość; mogiła, był to usyp wielki mohuczy, mohutny, podniosły. (Vocel. 29—30).
Usypy tego rodzaju, różnych kształtów i wielkości, w Słowiańszczyźnie i na przestrzeni dawnéj Polski i Litwy, w bardzo mnogiéj znajdują się ilości, i do różnych należą wieków, epok i narodów. Rozpoznanie ich starożytności, niejest dziś łatwém, z powodu, że nawet tych, które badane były, opisy niesą powiększéj części dość szczegółowe i dobitne; jednakże po pewnych już i oznaczonych powszechnie cechach, rozdzielić można mogiły na kilka głównych rodzajów, nie tak ze względu na ich powierzchowne kształty, jak raczéj na zawarte w nich szczątki i okruchy przedmiotów przy zgliszczach lub kościotrupach.
Uczeni Europejscy archeologowie nieustannie nowemi coraz spostrzeżeniami zbogacają ten oddział nauki starożytniczéj, dotąd jednak dostatecznie nieopracowany.
Wymienim tu cechy ogólne, na które się powszechnie zgodzono, przyjmując je za wskazówkę do podziału na pewne epoki starożytnych mogił. Zastanowienie się nad niemi i porównanie opisów wykopalisk naszych z obcemi pomnikami tego rodzaju, dozwala przyswoić nam tę klassyfikacyę całkowicie, jeśli nie co do granic i trwania epok zakreślonych przez antykwaryuszów, to przynajmniéj co do ich następstwa po sobie.
Na trzy więc główne działy, rozpadają się usypy wszelkie, na naszych znajdujące się ziemiach: na groty tak zwane epoki kamiennéj, epoki bronzu i żelaza. Pomiędzy niemi mieszczą się mogiły okresów przejścia, łączących z sobą odrębnie nacechowane epoki główne. Wskażem to zaraz obszerniéj, zastanawiając się nad niemi [1].




V. GROBY KAMIENNE.

Grobowce kamieniem okładane, znane były i w starożytnéj Grecyi: zwano je tam κρηπιδες, wedle Pauzanijusza istniały już tam w czasie cyklu wojen Trojańskich. Na północy także są to pewnie najstarsze pomniki grobowe.

Wiek, do którego się odnoszą, niemogący być ściśle odznaczonym, zowie się epoką kamieni.
U narodów pochodzenia Skandynawskiego i Germańskiego, mogiły tego rodzaju zowią się Kamiennemi (Sleendysser); podobnych natrafiamy dość w Mazowszu, Litwie, Prusiech i innych krajach Litewsko-Słowiańskich. Mogiły téj epoki co do budowy swéj bywają dość rozmaite.
Piérwsze są z wielkich głazów w kształcie skrzyni, lub izby zbudowane porządnie. Inne mają pozór słoikowatych pagórków kamieniami okładanych, kształtu podłużnego, owalnego, lub małe okrągłe (Steendysser właściwe), podługowate, owalne (Langdysser) i okrągłe większe (Runddysser). Podłużne bywają różnéj wielkości, od trzydziestu do sześciudziesiąt łokci, niektóre od stu do dwóchset. Szerokość ich zwykle nieprzechodzi piętnastu lub dwudziestu łokci. Kierunek mogił niezawsze bywa jednostajny, częściéj ze wschodu na zachód, ale i północno-południowe się trafiają. Zdaje się więc, że oryentowanie niebyło stałe i niemiało religijnego obrzędowego znaczenia.
Ostawianych kamieniami mogił przykłady są w Prusiech Litewskich. Kilka niekiedy kół kamiennych okrążały mogiłę. Izba mogilna w pośrodku lub z brzegu usypu mieszcząca się, składała się z kilku brył większych, na których spoczywał głaz, wieko kamienne, formujące sklepienie. Kamień ten wierzchni zastosowany do wielkości izby grobu, miewał od piętnastu do dwódziestu łokci obwodu, a cztery do pięciu w przecięciu. Płaska strona tego wieka stanowiła pokrycie izby, chropawa i nieobrobiona, zwrócona była na zewnątrz. Boczne ścianki między wielkiemi kamieniami, składającemi długie boki, zapierały mniejsze kamienie, wysokości od trzech do czterech łokci. Podłogę takiego grobu wybijano kamieniem gładkim, lub wyściełano drobnemi krzemykami, niekiedy przepalonemi. Izby okrągłe miewały do półtrzecia lub półczwarta łokcia w przecięciu; bywały też kwadratowe, podłużne, owalne.
W niektórych grobach oprócz izby głównéj, bywały dwie pomniejsze po bokach. Zdaje się, że budowy te, chociaż je późniéj ziemia przykryła, lub umyślnie strzegąc od profanacyi przysypano, początkowo musiały stać nad ziemią.
Główną cechą najstarożytniejszych grobów z wieku kamieni, że w nich kości zwłaszcza ludzkie, powinny się znajdować niepalone. Szkielety leżą z rękoma wyciągnionemi wzdłuż ciała, lub siedzą skurczone, a przy nich znajdują się zwykle toporki, młotki, strzały, siekiery kamienne, guziki bursztynowe i naczynia ofiarne napełnione ziemią.
W mniejszych grobach tegoż rodzaju, podobnych do wyżéj opisanych, zawsze jedna się tylko izba mieściła; kamień-wieko spoczywał najczęściéj na pięciu podporach.
Mniejsze groby kamienne pospolitsze są wszędzie, częstsze też i u nas. Utrzymywano w początkach, że pomniejsze te budowy, nie grobowcami były, ale raczéj ołtarzami; że na płaskim kamieniu, umieszczonym z wierzchu, zabijano ofiary, których krew, do środka spływała; wszakże hypoteza ta utrzymać się niemogła, będąc tylko prostym, na niczém nieopartym domysłem, który się żadną poprzeć niedawał wiadomością lub podaniem.
Usypy-mogiły, mające postać wysokich pagórków, a wewnątrz długie wnijścia, czyli szyje, wiodące do izby grobowej, w drugim ich końcu, od wschodu lub południa pomieszczonéj, z powodu ogromnych brył kamieni, użytych do ich budowy, zwały się w Danii grobami olbrzymów (Jettenstuben), a w Litwie i Żmudzi témże naźwiskiem Milżyniu Kapaj.
Szyje ich czyli wnijścia, okładane były kamieniami, jak same izby i formowały korytarze, płasko z wierzchu pokryte. W środku przytykały pospolicie do izby okrągłéj, która była jedna, lub dwie czasem w jednym usypie. Niekiedy do tych dwóch oddzielnych izb, w jednéj mogile, wiodły dwie osóbne szyje.
Izby po półtrzecia do czterech łokci w przecięciu mające, tyleż prawie bywały wysokie; dorosły mężczyzna mógł w nich stanąć i mieścił się wygodnie. Otwory i wnijścia w wielu z nich starannie ziemią zasypane i ubite były. W pośródku znajdowano szczęty ciał niepalonych, sprzęty i oręż kamienny, bursztyn, składane paciórki i guziki, i naczynia gliniane.
Czasami w szyjach grobowych składano także ciała zmarłych; gdy cała izba stanowiąca grób rodziny, została zapełniona, niechcąc naruszać trupów, mieszczono nowo przybywających w przedsieniu. Niektóre z grobów kamiennych olbrzymich, mają kształt prostokątny i szyję podłużną, od ośmiu do dwunastu łokci długą, od trzech do czterech szeroką. Zresztą ten rodzaj grobów niczém prócz kształtu nieróżni się od okrągłych. Czasami naciskano w nich wiele ciał w postaci siedzącéj, każde z osobna ścianką przedzielając od innych.
Groby Litewskie i jeden Ukraiński, choć do późniejszéj nieco odnoszący się epoki zawierają kościotrupy siedzące w wielkiéj ilości.
Mówiliśmy już, że powszechnie groby te składają się z ogromnych płyt głazu, osobliwie wieka ich, pokrywy, i że z tego powodu zwano je na północy grobami olbrzymów. Naźwiska te nosiły i w Litwie, Prusiech i Żmudzi. Użycie wielkich brył kamieni, ich obrobienie, gdyż wiele jest ogładzonych starannie, dowodzą w wiekach, do których się grobowiska te odnoszą, wielkiéj biegłości w sztuce kamieniarskiej, chociaż nigdy prawie nieznajdujemy na tych płytach żadnéj rzeźby, żadnego rysunku, nic coby surowe i proste linije monumentu urozmaicało.
Kamień jednak, jakby się mogło zdawać z nazwania tego rodzaju grobów kamiennemi, niejest ich jedynym charakterem i cechą główną, gdyż i w późniejszych mogiłach znajdują się użyte do ich budowy, w mało różny sposób kamienie. Szczególniéj tę najstarożytniejszą epokę odznaczają szczątki ciał niespalone, a obok nich sprzęt kamienny i zupełny brak żelaztwa; kamień tylko, szkło, bursztyn, srebro lub bronz, znajdują się w tych pierwotnych grobowiskach. Jeżeli w mogile znajduje się najmniejszy okruch żelaza, należeć ona będzie do znacznie już późniejszéj epoki Wreszcie cechą wybitną, także właściwą mogiłom pierwotnym, jest układ kamieni kształtujących izby regularne, i sklepienie ich pokryte płaskiém wiekiem, opartém na bocznych ścianach.
Groby z tego wieku w naszych krajach, jak w Danii, znajdują się szczególnie ku brzegom morza, w stronach morzu przyległych, nad Bałtykiem i w niezbyt od niego odległych prowincyach, rzadziéj daleko w głębi kraju. Mamy jednak przykłady ich idąc z biegiem Wisły, aż w Krakowskiém. Nieznane są całkowicie, o ile nam wiadomo, nad morzem Czarném, gdzie je zastępują cokolwiek odmienne, téjże epoki mogiły Scytyjskie, z izbami wszakże i szyjami
Wszystkie te wielkie groby kamienne, należą do peryodu dziejowego, poprzedzającego przyjście ludów, które przyniosły z sobą zwyczaj i obrzędy palenia ciał zmarłych.
W Litwie do tego okresu odnieść się dają niedokładnie rozpatrzone i opisane, przez znanego podróżnika Dubois de Montpereux, (Annuaire de Voyages, 1845, Paris, 158—193, —1846, 39—55). Spotkał on je w okolicach Upity i Szawel, gdzie całe wzgórza pokryte są smętarzyskami dawnemi. W dziesięciu gromadach kurhanów pod Łandyszkami wśród lasu, pod wsią Pakalniszki, (naźwisko téj wsi przypomina bóztwo Pokole, Pikolla, wspominane przy obrzędach pogrzebowych Litewskich) — pod Roginianami, Rozalinem, i Karpiszkami, naliczył podróżny nasz, mogił po większéj części z epoki kamieni, do trzechset trzydziestu. Największe z nich miały po trzydzieści sześć stóp średnicy, najmniejsze po dwanaście, zwyczajne dwadzieścia i cztery. Chociaż Dubois znajdował w niektórych ciała palone, co już inną epokę, lub późniejsze, powtórne grobowców użycie dowodzi, po większéj jednak części, same w nim natrafił szkielety. W niewielu były popioły i ślady spalenia, inne znalazły się całkiem próżne, w innych kościotrupy były całe, o półtoréj tylko lub dwie stopy zakopane. Jeden szkielet trafił się siedzący, z ręką przy ustach i bronzowym pierścieniem na palcu obwiniętym, w kształcie ślimaka. W innéj mogile pod Raginianami, kościotrup był całkowity, ale bez żadnych ozdób; w drugim znowu przy zbutwiałym szkielecie, głową na zachód zwróconym, a nogami ku wschodowi, obok prawéj nogi leżał topor żelazny, starożytnéj formy, z otworem do wkładania drzewa u góry, ale nie na wylot. Ten topor żelazny, w mogile epoki kamiennéj znaleziony, dowodzi, że ona późniéj powtórnie, na grób użytą została, bo żelazo w nienaruszonych grobach tego okresu, nigdy się nieznajduje.
Dubois oglądał tu także grobowiec podwójny, mniejszą i większą izbę wewnątrz zawierający (może izbę i szyję), obwiedziony kamieniem. Jeden z kościotrupów odkrytych przez podróżnego, miał na piersiach cztery czaszki, złożone jedna w drugą, a obok niego znajdował się szkielet osoby młódszéj ze wszystkiemi zębami.
Mogiły tego rodzaju, z kamienia budowane, znaleziono także na Żmudzi w okolicy Kroż, blizko źródeł Windawy; lud okoliczny zwał je grobami olbrzymów Mylżyniu Kapaj, (u Łotwy, podobne zowią się Milsu Kappi). W jednym z nich, nad Okmianą, bardzo porządnie zbudowanym z kamienia, znaleziono kości ludzi i koni.
W Inflantach dr. Kruse, poszukując starożytności, trafił na dosyć znaczną ilość grobowców, z wieku kamieni (graeber unter Steinquadraten), i w nich najciekawsze odgrzebał pamiątki, bo pospolicie mogiły tego rodzaju obfitują w sprzęt różny kamienny, broń i ozdoby stroju. Niewszystkie jednak okładane kamieniami, przez niego badane mogiły, do téj się epoki odnoszą. W wielu ciała znajdowały się niepalone, w północno-południowym kierunku pokładane i bogato strojne. Najważniejsze z nich doskonale skryte, dopiéro Dźwina podrywając brzegi w r. 1837 odkryła. (Zobacz rysunki wielkiéj ilości grobów, w Necrolivonica). Ślady grobowców, wielkiemi głazami okładanych, widział dr. Kruse nad Dźwinką, ku Selburgowi, pod Lipawą, Kapschten, w Dondangen i Aszerode. Pomiędzy niemi były i takie, które do epoki kamiennéj odnosić się niemogły, bo w nich stal i żelazo znajdowano.
W Prusiech nie brak mogił z wielkich kamieni budowanych, odnoszących się do epoki pierwotnéj, na wierzchu ich pospolicie układane były kamienie mniejsze w kształcie gwiazdy, a pod usypem z ziemi, znajdowała się izbica kamienna. Hartknoch wspomina grobowiec taki kamienny, pod Kuglak w Samlandyi, w którym żadnych urn nieznaleziono (Dissertatio XIII, 192). Okrywał go wysoko sypany wzgórek.
Pospolitsze tu są jednak mogiły z epok późniejszych, jak świadczą wszyscy piszący o tym przedmiocie. (Zobacz: De tumulis et urnis sepulchralibus in Prussia M. F. Reusch, Regiomonti, 1724; i Hartknoch. l. c.).
W Polsce właściwéj, groby z wieku kamieni nie są także pospolite, ale się jednak trafiają. Tak naprzykład w powiecie Proszowskim w Gruszewie, rozkopano mogiły, pod stosami polnych kamieni, osobliwszym ułożonych sposobem, (jakim mianowicie, niepisze sprawozdawca). W jednéj z nich znaleziono kości ludzkie niepalone i kilka urn z gliny szaréj wypalanéj, lekkich, pięknego kształtu, (rysunek ich w Pamiętnikach towarzystwa przyj. Nauk T. IX). W drugiéj były same kości ludzkie, w trzeciéj końskie i ludzkie, a przy nich siekiery kamienne z zielonawego porfiru (porfiro verdo).
Do najstarszych także należał grób odkryty w Szczekarzewie, na górze zwanéj Djabli taniec. Kościotrup leżał w nim niespalony i cały, ale rozsypał się za dotknięciem. W głowach miał postawione naczynie gliniane, garnuszek mniéj więcéj około trzech kwart w sobie trzymający, miseczkę i przy niéj lampkę z knotem. Garnuszek przy odkopywaniu został zgruchotany, a lampkę i miseczkę właściciel miejsca miał odesłać do Warszawy.
We wsi Żurownikach w województwie Krakowskiém niedaleko Wiślicy, odkryto w r. 1817 grób, w którym znaleziono kości i trupią głowę. W niéj utkwiona była siekiera kamienna, z krzemienia wyrobiona, nakształt Streitaxt (hâche d'armes), pisze zdający sprawę. Grób sam zbudowany był z kamieni rodzaju pirytów, które się w całéj okolicy nieznajdują. Te były różnéj wielkości, wszystkie płaskie, z dwóch tylko stron, to jest z wierzchu i ze spodu obrobione. (Rozmaitości Lwowskie, Gazeta Krakowska).
Do grobów piérwszéj epoki należy także mogiła rozkopana we wsi Beremianach, w Galicyi, obwodzie Czortkowskim, przy ujściu Strypy do Dniestru. Znaleziono w niéj, jakby rodzaj trumny, z sześciu płyt kamiennych złożonéj, a w niéj pięć czaszek, obok których leżały siekiery kamienne. Jedna z nich, znajduje się w zbiorze starożytności przy zakładzie imienia Ossolińskich we Lwowie.
Na Wołyniu także w Krzemieńcu, przypadkowo kopiąc, natrafiono na starą mogiłę, w któréj znaleziony został całkowity kościotrup, a przy głowie jego z obu stron leżały dwie pięknie oszlifowane siekiery z krzemienia, z których jedna znajduje się w zbiorze piszącego.
Do tejże najdawniejszéj epoki na północy, odnieść można niektóre prastare mogiły Scytyjskie, między Dunajem a Donem rozsypane. Rozkopywane gdzie niegdzie grobowiska te okazały wewnątrz izby kamiennemi płytami obudowane, zawierające ciała niepalone, a przy nich sprzęt srebrny, złoty, i bronzowy. W Chersońskiéj gubernii włościanie w wielu miejscach rozkopują kurhany takie, i dobywają z nich wielkie głazy, z których się ściany izbic grobowych składały. Mogiły Scytyjskie, według pana Tereszczeńko, odznaczające się babami, bałwanami na wierzchołkach wzniesionemi, niewszystkie jednak do okresu tego odnosić można, gdyż w wielu są ślady zgliszcz, ciała palone, a żelaztwo znajdowane w nich do początku trzeciéj epoki je usuwa.
Cechą najstarszych mogił Scytyjskich lub Przedskylockich jeszcze czasów, są długie, wewnątrz kamieniami okładane przejścia, rodzaje izb i chodników, dość znaczną zajmujące przestrzeń, i kamienie obrabiane, w płyty ogładzone starannie, z jednéj przynajmniéj strony.
Do tegoż rodzaju odnieśćby można jeszcze mogiły, o których pisze Lippoman (7.), rozkopane dla postawienia na nich krzyżów, w Kijowskiém we wsi Minijkach nad Myką i w Karabaczynie. W piérwszéj z nich znaleziony był młotek kamienny, w drugiéj sprzęt dla nas niezrozumiały, a rzadszy jeszcze. Mogiła ta leżała nad drogą z Karabaczyna do Korosteszowa; dobyto z niéj dziki kamień brukowiec, dość wielki i w okolicy nieznajdujący się, aż o mil dwie nad Teterowem — zgładzony z wierzchu, nakształt płyty malarskiéj, a na nim był drugi mniejszy, w sposobie kuranta równie gładki, i kilka jeszcze kamieni procowych gładkich, okrągłych, na pociski używanych.
Grobowce z piérwszéj epoki i w reszcie Słowiańszczyzny nie są pospolite; w Czechach pod Stockau, znalezione co do budowy z głazów zupełnie podobne opisanym, ale w nich ciała już były palone. Usypy największe miały obwodu do pięciudziesiąt czterech kroków, a wewnątrz zbudowane były z potężnych głazów, związanych bez wapna, i kształtujących sklepienie, a raczéj strop prosty. Podłoga wyłożona była, wielkiemi kamieniami płaskiemi, na nich stały urny, może późniéj wstawione ze szczątkami kości.
Tyle jest grobowców z epoki najdawniejszéj, o których powziąć mogliśmy wiadomość z rozsypanych źródeł. Opisy ich niedosyć szczegółowe i dokładne, gdyż poszukiwania robiono najczęściéj cząstkowo i przypadkowo, a zdawano z nich sprawę nieumiejętnie. Są przecię dowodem, że pomniki tego rodzaju trafiają się w Słowiańszczyźnie na dosyć znacznéj przestrzeni.
Oprócz mogił, świadczą o zaludnieniu w téj epoce krajów Słowiańskich, szczególniéj Polski, Rusi i Litwy, znajdujące się w różnych miejscach, mniéj więcéj obficie, zabytki wyrobów tego czasu, narzędzia kamienne, siekiery, młoty, kliny, ostrza dzid, których próbki ma każdy, by najmniejszy u nas zbiorek starożytności.
Dla uzupełnienia rysu pomników, do tego czasu odnoszących się, musimy wyliczyć i opisać te wyroby kamienne, które w różnych stronach odgrzebane zostały, będące do dziś dnia nierozwikłaną zagadką dla historyków i starożytników. Epoka, do któréj się one odnoszą, poprzedzająca użycie i upowszechnienie kruszców, czyni je niezaprzeczenie najstarszemi zabytkami pracy ludzkiéj, a w prostych ich linijach oko badacza już udział sztuki dostrzedz powinno.




VI. WYROBY KAMIENNE.

Kamienny oręż, narzędzia i różne sprzęty, robione są pospolicie z tak zwanego siekiernika (Beilstein), nerkowca i krzemienia, i znajdują się tam nawet, gdzie materyał ten całkiem jest nieznany. Zastanowienia godném jest, że zupełnie podobne naszym wyroby kamienne rozsiane są nietylko po całéj Europie, ale niemal po całéj kuli ziemskiéj, jako pamiątka przedhistorycznéj epoki. W większéj ilości spotykają się one w Danii na brzegach południowych morza Bałtyckiego, w Hanowerze, Hollandyi, Anglii, Szkocyi, Irlandyi, Francyi, Hiszpanii, Portugalii. Podobne im spotykamy wszakże w Azyi, Afryce i Ameryce. Robota tych narzędzi i broni, zwłaszcza drobnych strzał, ostrzów, tak gładka, dokładna, wyborna, że dziś przy wydoskonaleniu środków rękodzielniczych, przy podniesieniu rzemiósł, trudnoby cóś piękniejszego wykonać. Obrabianie nawet bez pomocy żelaza, długich a cieńkich i kruchych sztuk krzemienia, szlifowanie ich, jest dotąd dla nas zagadką.
Zabytki te świadczą o zamieszkaniu naszych krajów już w epoce, w któréj upowszechnione było użycie kamiennych narzędzi, a kruszec prawie nieznany. Wielu archeologów chcieli widzieć w siekierach, młotach, dłótach i t. p. same narzędzia ofiarne, obrzędowe, poświęcone, do religijnych tylko służące obchodów; lecz wielka rozmaitość tych wyrobów, ilość ich niezmierna, okoliczność ta, że po większéj części siekiery kamienne i kamienie, obok kruszców, rzadko nadzwyczaj się trafiają, lub nigdy prawie niechodzą z niemi razem, że wreszcie kształty niektórych wskazują dobitnie użycie do codziennych potrzeb życia, naostatek posługiwanie się podobnemi narzędziami dzikich ludów do dziś dnia, dostatecznie dowodzą, że przypuszczenie to utrzymać się niemoże, że użycia ich ograniczać w ten sposób niepodobna...
Być może, że w epoce po piérwotnéj następującéj, gdy kruszec począł zastępować kamienie, rzadsze coraz i niejako starożytnością swą uświęcone szczątki, przez kapłanów używane być mogły do ofiar i kładzione w mogiły; ale i to jest prostym tylko domysłem.
Oto są główniejsze kształty, które u nas przybierają wyroby kamienne, rysunki ich dosyć liczne, i opisy znajdują się: w Rzucie oka na źródła archeologii krajowéj Eustachego hr Tyszkiewicza (1842, tablice VI, VII, VIII), i w Badaniach archeologicznych tegoż autora, (1850, tab. III, IV).
Oprócz tych źródeł, korzystaliśmy z rozproszonych wzmianek i rycin, i z pięknego zbioru wyrobów kamiennych, w wielkiéj dosyć ilości zgromadzonych staraniem ś. p. Ludwika Pawłowskiego na Wołyniu, około Dubna, szczególniéj w okolicy Wielkiéj Moszczanicy. Kollekcya ta jest może w swoim rodzaju najobfitszą u nas i najrozmaitszą.
I. Kamienie do szlifowania, (Schleifsteine), które, jak się domyślają, służyły do ostrzenia broni kamiennéj, siekier, toporów, ostrzów, strzał, krągłe lub płaskate z rówkami po bokach. Znajdowane w Inflantach i Witebskiém, przywodzi E. Tyszkiewicz (Badania, IV, 4). Do tego rodzaju zaliczyć potrzeba zapewnie wspomniane u Lippomana dwie płyty gładkie dobyte w Kijowskiém.
Trafiają się kamyki okrągłe, białe, średnicy około półtora cala mające, z obu stron płaskie, które zdaje się do niczego innego, chyba do ostrzenia broni służyć mogły, (zbiór po ś. p. Ludwiku Pawłowskim).
II. Kliny, (Keile), które do łupania drzewa służyły: są kawałkami kamienia, albo z obu stron zaostrzonego po końcach, co rzadko, albo z jednéj tylko strony, równo płaskie, lub wydęte nieco. Niektórych koniec śpiczasty, innych ucięty prosto, albo nieco zaokrąglony.
Trafiają się w różnych stronach mniéj lub więcéj obrobione, z bokami nieszlifowanemi, lub o jednym końcu tylko zaostrzonym i wygładzonym; wreszcie oszlifowane starannie ze wszystkich stron.
Rysunki niedokończonych podaje E. Tyszkiewicz z Kowieńskiego (Badania, IV, 5.) i Mińskiego (Badania III, 8). Znaczna ich ilość bywa z nerkowca lub siekiernika: najczęstsze jednak są z krzemienia; (zbiór po Ludw. Pawłowskim ma ich sztuk do dziesięciu).
Chociaż według starożytników Duńskich, kliny miały być narzędziem do łupania drzewa, może być bardzo wszakże, że ich, jak utrzymuje Tyszkiewicz, używano za pociski wojenne, gdyż ku temu równie przydać się mogły. We Francyi w nadzwyczaj wielkiéj ilości znajdowane kliny, dozwoliły przypuszczać, że ich niegdyś jako zębów do bron używano.
Rzadko bardzo trafiają się kliny z niewielką dziurką, w grubszym niezaostrzonym końcu.
III. Dłóta, (Meissel), węższe tylko i ostrzejsze od poprzedzających, zawsze wyrabiane z krzemienia, służyć mogły do robót ciesielskich. Między niemi znajdują się mniéj lub więcéj obrobione, szlifowane na wszystkie strony, długości od dwóch do trzech cali.
Mniejsze bywają bardzo misternie wykończane. Niektóre mniéj obrobione, szersze bywają u ostrego końca; (Tyszkiewicz, Badania, III, 9; Rzut oka (z pod Grodna), VI, 7).
IV. Dzidy, (Lanzenspitzen); ostrza te, co do kształtu podobne do ostrzów strzał, tylko śpiczastsze i większych rozmiarów, prawie powszechnie trafiają się nieszlifowane i zaledwie obrobione. Niekiedy w pośrodku rozszerzone są bardzo, a ku końcowi nagle się zaostrzają, częściéj bywają niebardzo kształtne. Miewają od cali trzech lub czterech, do siedmiu długości, a w środku szerokie bywają do dwóch cali, zawsze dosyć płaskie.
Niektóre od spodu kończą się liniją prostą, równo ściętą, inne zakończane bywają śpiczasto, lub jak strzała dwa mają końce. Tego rodzaju wyroby rzadsze są u nas od innych. Koniec grubszy przy osadzie, w miejscu gdzie do drzewca przytwierdzone były, ma ślady rówkowate, lub nawet się rozdwaja (J.-E. Vocel, Grund-züge, d. böhm. Alterthums, I, 4).
V. Noże, Sierpy, (Messer, Halbmondförmige Geräth-schaften), są płaskie, krzemienne, niecałe szlifowane, w jednym końcu przy rękojeści szersze, czasem w środku rozszerzone nieco, a z drugiéj strony, ostro i śpiczasto się kończące. Wszystkie, najprostsze nawet, zawsze są w jedną stronę nieco zagięte. Bywają zębate lub bez zębów, długości około pięciu cali, szerokości u nasady od półtora do dwóch cali.
Mocniéj w pół-xiężyca zagięte i zębione mogły bardzo służyć zamiast sierpów. (W zbiorze po ś. p. Pawłowskim, nożów pięć, sierpów trzy).
VI. Ostrza strzał, (Pfeilspitzen), kształtu płomykowatego, maleńkie, od cala do trzech długie, płaskie, nieoszlifowane, mniéj lub więcéj foremne, czasem bywają bardzo zręcznie wyrabiane; zawsze materyałem ich krzemień. Kończą się ostrzem bardzo śpiczastém, boki mają niekiedy zębione (Zbiór po Pawłowskim ma ich pięć; Czeskie zobacz u J.-E. Vocel'a T. I, 1).
VII. Siekiery, (aexte). Przychodzim wreszcie do rodzaju wyrobów, których i liczba, i rozmaitość jest największa. Siekiery, siekiero-młoty i młoty, są narzędziem główném epoki kamiennéj, która w nich się najdobitniéj wyraziła. Siekierę cechuje i odróżnia ostre jéj zakończenie, a więcéj jeszcze umieszczenie otworu do drzewca w samym przeciwnym ostrzu końcu.
Mają one długości od czterech do siedmiu cali, w końcu rozszerzonym od półtora do półtrzecia cala, w końcu tępym pół lub trzy ćwierci cala. Niektóre z nich bywają bez otworów[2]. Koniec tępy, prostemi ścianami ucięty, lub zaokrąglony mniéj więcéj foremnie.
W Danii spotykają się, i tam wszakże rzadkie, siekiery formy krzyżowatéj. W niektórych otwór bywa poczęty, zepsuty, a drugi obok wyświdrowany. Najpospolitsze są z krzemienia, bywają jednak z zielonawego serpentynu i inne. Czasem na bokach niemają kantów, i spuszczone są płaskawo, koniec nawet tępo zaokrąglony, tak, że całość staje się prawie owalną. Zbiór po ś. p. Pawłowskim ma ich kilkanaście. Tyszkiewicz z powodu częstego znajdowania siekier na roli, przypuszcza, że mogły jak motyki służyć do jéj uprawy; rzecz prawdopodobna (Rysunki w jego Badaniach, T. III, 2, 3 i 4; Rzut oka T. IV i VI).
VIII. Siekiero-młoty, (axthämmer), z siekiernika i krzemienia wyrabiane, znacznie grubsze od siekier, bo niektóre z nich przeszło cal bywają miąższe, ostrza zwykle mają tępsze, a dłuższe i szersze niż młoty. Tyszkiewicz ma je za jedne z najrzadszych wyrobów kamiennych, i przypuszcza, że miały znaczenie mityczne i służyły do jakichś obrzędów pogańskich. Domysł ten popiera nieco bardzo staranne ich obrobienie i przebijająca się już cząstka ozdobienia. W istocie niektóre w tępym końcu, foremnym guzem są zakończone, otwór otoczony bywa wyskakującym paskiem. Otwór ten posuwa się więcéj ku środkowi, niż w siekierach właściwych.
Tępy koniec rozmaicie obrabiany bywał, okrągło, guzowato, lub w prostą ścianę. (Rysunki u Tyszkiewicza: Badania T. III, 5; Rzut oka T. IV i VI).
IX. Młoty, (Haemmer), najpospolitsze może z wyrobów kamiennych, w niezmiernie wielkiéj rozsypane są ilości; robione bywają z nerkowca, serpentynu, siekiernika, a nawet z piaskowca, najrozmaitszéj wielkości i kształtów. Zwykle miewają od czterech do dziewięciu cali długości, chociaż mniejsze się jeszcze trafiają. Jedne mają formę grubych motyk i młotów, zwykle do rozbijania kamieni używanych, inne kształt siekier żelaznych, inne wreszcie postać nieforemnego walca, nieco śpiczasto w jednym końcu zaostrzonego.
Wysokość młotów od cala do dwóch dochodzi. We wszystkich prawie kanty dosyć są tępo i niewyraźnie oznaczone, lub nawet pozaokrąglane umyślnie. Otwór w młotach umieszczony w pośrodku samym, lub ku środkowi, prześwidrowany bardzo czysto i krągło; szerszy bywa z jednéj, węższy nieco z drugiéj strony, naumyślnie dla mocniejszego osadzenia rękojeści. Trafiają się otwory niezupełnie na wylot przechodzące. Średnica otworu stosuje się do miary młota i dochodzi niekiedy do półtora cala.
Grubszy koniec bywa obrobiony wypukło, lub płaską ścianą się odcina; zresztą, taka jest rozmaitość wielkości i rysunku młotów, że trzebaby profile ogromnéj ich liczby porównać, by dojść najpowszechniéj przyjętego kształtu. Od nieforemnéj jakiéjś bryły z otworem, do wytwornie wyszlifowanego niewielkiéj miary młoteczka, odmian spotykamy tysiące.
Jednym z najogromniejszych młotów w Słowiańszczyźnie, jest ów olbrzymi, odkopany w Czechach, w Kowary, znajdujący się w zbiorze P. Pachel w Pradze; drugi, więcéj stopy długi, a dwanaście funtów ważący, z lasu Bukowiny, zachowuje Muzeum Czeskie w Pradze (Zob. J.-E. Vocel, 5).
Rysunki młotów, zobaczyć można u Tyszkiewicza (Badania, III, 6, Rzut oka, VI, VII), u Narbutta, Kruzego, i t. d. Zbiór po Pawłowskim ma ich kilkanaście różnych, jeden nieforemny z piaskowca. Wielka ilość znajdowanych we wsi Wielkiéj Moszczanicy pod Dubnem, na polach ornych, młotów, a między niemi z nerkowca, którego w téj stronie niéma, — dozwala wnosić, że mogły być do uprawy roli i rozbijania skiby używane, prawdopodobniéj od innych narzędzi kamiennych.
Lud, który w ogólności na wszystkie kamienne zabytki z jakąś zabobonną czcią pogląda i chętnie je zachowując, leczebne im skutki przypisuje, — zachował dla młota szczególniéj religijne poszanowanie, z którego sobie sprawy zdać dzisiaj nieumie.
X. Buławy, rodzaj wielkich młotów okrągłych, w pośrodku których znajduje się otwór do osadzenia drzewca.
Nazwanie tego narzędzia winniśmy panu Tyszkiewiczowi (Badania, III, 7), który jedno z nich skończone, drugie nieobrobione całkowicie, znalazł w Borysowskiém i okolicach Uciany. Büsching daje nam rysunek tych buław ze Szlązka (T. VIII, 2, 3), wyglądających jak młoty okrągłe wojenne, któremi, osadziwszy je na drzewcu, tłuc było można zręczniéj może niż młotem i siekiera. Jedna z tych buław u Büschinga, (VIII, 3).
Niezmiernie jest zastanawiającą, gdyż wyrób jéj misterny, wiele pracy kosztować musiał. Niejest to już prosta gałka osadzona na kiju, ale cóś nakształt owocu pomidora w regularne wypukłości i wklęsłości ozdobnego. Motyw ten piękny, w wyrobie epoki kamiennéj bardzo jest uderzający pomysłem, smakownością, prostotą swoją. Im rzadziéj w kamiennych sprzętach znajdujemy wyraźną myśl ornamentacyi, tém ona większą na siebie zwracać powinna uwagę.
Litewska buława jest prostsza, ale kształtna, przypomina ona wielką, dosyć foremną paciórkę.
Dowodzenie hr. Tyszkiewicza, że tego rodzaju wyroby z kamienia ku saméj ozdobie służyć niemogły, zbyt mozolnie będąc otrzymywane, niezdaje się nam całkowicie uzasadnione. W życiu ludów na tym stopniu cywilizacyi zostających, na jakim być musiały narody używające kamienia do piérwszych powszedniego życia potrzeb, — sprzęty ku ozdobie służące, otrzymywać się mogły, nietylko kosztem wielkiéj pracy, ale nawet zaprzedania. Każda potrzeba ludu wpółdzikiego, jest dlań zarówno potrzebą; rozmierzyć ich ważności nieumie, i zaspokaja istotną i płochą — jednakową ofiarą.
XI. Berdysze, tak nazwane przez ś. p. Pawłowskiego narzędzia, różniące się od dłót i klinów, znacznie większą grubością i brakiem kantów po bokach, a wypukłością w pośrodku, od którego spuszczone są zlekka i oszlifowane jak najostrzéj, tak, że niektóremi z nich dotąd krajać można. Kończą się zawsze liniją zaokrągloną, a tylec mają tylko zgruba obrobiony. Długość ich różna, od dwóch do siedmiu cali, krótsze zdają się być na wpół rozbite. Odznacza je nadzwyczaj staranne obrobienie ostrza.
XII. Kamienie procowe, krągłowo obrobione, podobne do małych dłót kamiennych, z otworem do przewlekania sznurka który je ciskał; w Litwie rzadkie. (Badania Tyszk. IV, 1).
XIII. Szpulki kamienne (Weberschifförmige Steine); kamyki płaskie z rowkiem dokoła, a otworem w pośrodku, mające kształt małego bloku; służyły do zwijania.
XIV. Wałeczki, zawsze nieco stożkowatego kształtu, niemogące być pozostałością otworów młotowych, jak utrzymuje Tyszkiewicz, gdyż otwory te wyraźnie są świdrowane. Ku czemu służyć mogły, niepodobna dziś odgadnąć. Bywają długie od trzech ćwierci cala, do cali dwóch, pospolicie z serpentynu i nerkowca. Na bokach ich są ślady jakiegoś toczenia w linijach spiralnych gęstych, i drobnych, osnuwających je do koła.
W końcu cieńszym miewają średnicy niekiedy mniéj niż pół cala, a koniec ten bywa wklęsły i starannie oszlifowany, w grubszym zawsze odłam nieregularny, okazujący jakby były od większéj bryły odbite. Zbiór Pawłowskiego miał ich do dwudziestu. Że się znajdują i w Czechach, świadczy J.-E. Vocel (Tab. I. 10).
XV. Guzy i paciórki kamienne. Paciórki mają kształt kółek płaskich z rębem wypukłym, lub postać gruszkowatą. Obok nich i razem z niemi trafiają się podobne, różnéj wielkości gliniane wypalane paciórki. Wedle wszelkiego podobieństwa, służyły do stroju, przywieszano je do pasa, noszono może na szyi[3].
XVI. Kule, doskonale okrągłe i oszlifowane bardzo starannie, także się w grobach starych trafiają; widzieliśmy z nich jedną około cala średnicy mającą, z kamienia białawego. Zobacz Czeskie, u J.-E. Vocel'a (T. I, 6).
Badacze starożytności Duńskich, liczą jeszcze do sprzętów kamiennych:
XVII. Kamienie probiercze (Probiersteine);
XVIII. Żarna (Kornquetscher), u nas o ile wiemy, nieznajdowane; a w ostatku, do najciekawszych pomników téj epoki należące.
XIX Urny (Urnen). Urny kamienne, czasem kwadratowe, niewielkiego pospolicie rozmiaru, z kilku płaskich kamyków spojonych złożone, lub krągłe, objęte obręczami kruszcowemi, z narzynanemi ozdobami. W Danii, gdzie tak wielka ilość kamiennych pamiątek się znajduje, urny jak u nas są najrzadsze; w naszym kraju jednak mamy o nich wzmianki. W jednym z rozkopanych w W. Polsce grobowców, urna kamienna znalezioną została i przy dobywaniu rozbita; drugą roztłuczono także odkopując, we wsi Nosaczowie na Ukrainie.
W dalszej Słowiańszczyźnie, wiemy o szczątkach urny kamiennéj znalezionéj w Morawii, na górze zamkowej w Letowicach (Letowice), przed 1840 rokiem. Trafiono na nię w głębokości stóp ośmiu, a razem znalazła się dość grubéj roboty figura z piaskowca, i gliniana głowa jakiegoś bożyszcza. Szczątki te przesłano Czeskiemu Muzeum w Pradze.
Że broń ta i sprzęty w części bywały nabywane przez mieszkańców (bo wyroby z rodzajów kamienia, w okolicy się nieznajdującego, często po polach natrafiamy), w części zaś robione były i w domu, dowodzić tego niepotrzebujemy. Znajdowano u nas młoty, siekiery, dłóta, w najrozmaitszych stanach obrobienia: wykończone, obite tylko, poczęte szlifować, z narysowanemi, lub na pół prześwidrowanemi otworami. Tyszkiewicz niechce wierzyć, by te narzędzia bez pomocy kruszcu wyrabiane być mogły; ale w ten sposób, wszystek wyrób kamienny, któren łatwo być mógł kruszcem zastąpiony, jużby miał tylko obrzędowe i religijne znaczenie, co się sprzeciwia prawdopodobieństwu, bo ilość i rozmaitość tych sprzętów świadczy o ich materyalnym użytku.
Może być, że w czasach późniejszych, lud zachowując zabytki epoki na wpół zapomnianéj, cześć im religijną oddawał, łącząc je do świętych obrzędów; że młot był symbolem Boga, przestawszy być narzędziem rolniczém i gospodarskiem; — ale w epoce najodleglejszéj, potrzeba była powodem wynalazku, który do wysokiego stopnia doskonałości rozwinięto.
Zagadką jest po-dziś-dzień wyrabianie kamieni, bez pomocy narzędzi kruszcowych, ale niejest niepodobieństwem; a okoliczność ta, że przy kamiennych zabytkach, nigdy się prawie kruszec nieznajduje, i uwaga, że kruszcem łatwoby było kamień trudny do obrobienia zastąpić, zmusza przyjąć zagadkę, niewysilając się ani na rozwiązanie jéj, ani na obalenie.
Z tegoż wieku kamieni, obok sprzętu charakterystycznego, któryśmy wyżéj opisali, znajdujemy paciórki i guziki bursztynowe, podługowate, okrągłe, czasem bezkształtne bryłki, przedziurawione tylko dla nawleczenia. Niekiedy bywa ich sznurów kilka, śpiętych klamrami. W grobowcach téj epoki, znajdują się także gliniane naczynia ofiarne, o których niżéj powiemy obszerniéj; pospolicie z dnem zaokrągloném i uszami, jakby do zawieszenia przeznaczone były, mniéj lub więcéj ozdobne; przy nich zaś, kości źwierząt, koni, psów, świń, i zęby zwłaszcza psie i końskie.
Wszystkie te zabytki do zbyt od nas odległéj należą epoki, ażeby się ona ściśle dała oznaczyć, a początek jéj i trwanie zakreślić dziś mogło. W okresie tym lub całkiem jeszcze nieznano w Europie użytku kruszców, lub kruszec był tak rzadki, że go do codziennych życia potrzeb zastosować niebyło można. W Polsce, Litwie i krajach sąsiednich, okres ten zdaje się nietylko poprzedzać wszelkie związki ludów Północ zamieszkałych, z Greko-Rzymskim światem, ale nawet sięgać może epoki przed przyjściem Skolotów-Scythów do Europy.
Epoka więc kamienna kończy się na jakie siedmset lat przed erą naszą.
Przypuszczenie to nieśmiało tu wnosim, bo w przekonaniu naszém, żadna epoka, z dalekiego stanowiska wydająca się odrębną, w istocie saméj, tak odciętą i oddzieloną być niemoże, jak ją daty historyczne wskazują. Nic się i w dziejach niestaje nagle, nic się nierobi skokami, „non it natura per saltus“; długie lata przejścia, łączą z sobą okresy, nieznacznie spływające w wielka jednorodną, choć różnotwarzą całość. Tak i epoka owa kamienna musiała mieć długie narodziny, trwanie, którego rozciągłości niczém dziś oznaczyć niepodobna, i długi w końcu upadek stopniowy. Narzędzia kruszcowe niemogły nagle zastąpić starych kamiennych sprzętów, seciny może lat ubiegły nim je po polach rozrzucono, długo zapewnie obok motyki, pracował młot stary i siekiera z krzemienia. Dla tego, trafia się już w grobach, z ostatnich lat téj epoki, ułamek bronzowy lub okruch żelaza, chociaż cechą właściwą, najgłówniejszą prastarych mogił kamiennych, jest właśnie zupełny w nich żelaza niedostatek.
Przestrzeń czasu, oddzielająca nas od tego okresu, wynosiłaby, wedle przypuszczeń naszych, około półtrzecia tysiąca lat..... Z poszanowaniem i zadumą spoglądamy, na te narzędzia pracy i boju piérwszych kraju naszego mieszkańców, wyroby, które z ich żywotem spojone były codziennie, któreby wyspowiadać nam mogły przeszłość nieodgadnioną, gdyby w prostocie swych kształtów tak nieme i małomówne niebyły. Wreszcie i zabytki te i grobowce z czasów kamieni, są bardzo już dziś rzadkie, a pamiątki w nich znajdowane, w tak małéj ilości i jednostajne, że żadna z nich nietryska światłem szczególném, na maluczką wiązkę domysłów, mozolnie w téj pustyni uzbieranych.
Zapatrując się na budowę grobów, na wyrób sprzętów, czytamy w nich tylko dobitnie wyrażającą się myśl — trwałości, nieśmiertelności żywota. Grób był niejako chatą na nowe życie zbudowaną, nie mogiłą, w którejby trup zgnił spokojnie; stawiano przy umarłym czego mógł potrzebować — jadło, suknie, oręż, psa, konia, — niewierząc, niechcąc przypuścić, by rzeczywiście umarł, sądząc, że tylko zmienił rodzaj i warunki życia. Kamienny grób ten wypowiada jakby naiwną w śmierć niewiarę, jakby uparte mniemanie, przeczucie, przekonanie o nieśmiertelności. Wyprawiano umarłego na świat inny, ale niesądzono, by zginął; związek nawet między nim a żyjącymi utrzymywało coroczne odwiedzanie grobów, które od niepamiętnych wieków, w całym świecie, a szczególniéj w Słowiańszczyźnie, było zwyczajem religijnym. Stypa pogrzebowa, strawa Słowian, jest raczéj biesiadą pożegnania, niż obrzędem żałoby. Izby grobowe kamienne, nieprzysypane ziemią, z lampami w pośrodku, opatrzone we wszystko, co tylko do życia mogło być potrzebném, wyraźnie tę myśl piękną nieśmiertelności wypowiadają.
W samych budowach, zastanawiających podobieństwém swém do pomników Keltyckich: Lichavenów (trilitów), Dolmenów, i krytych chodników — największa piérwotna panuje prostota, ale obok niéj olbrzymią jakąś widać siłę. Kamienne płyty użyte do budowy, już są z jednéj lub dwóch stron starannie ogładzone, mniejsze nawet kamyki często ociosane, dla lepszego, trwalszego z sobą spojenia. Żadnego zresztą niespotykamy śladu cementu, ani pomocniczego środka, któryby bryły łączył z sobą sztucznie. Kształt izbic jest pierwotny, prostokątny, kwadratowy, rzadziéj kolisty, lub w formie mniéj więcéj przypominającéj ellipsoidę.
Układ w ostatku kamieni, na powierzchni ziemi, dokoła usypów, przypomina znowu Druidyckie Kromlech'y, opasujące kilką tajemniczemi, jednośrodkowemi kołami przestrzeń poświęconą. W tenże sposób co w Anglii i Bretanii, kołami współśrodkowémi kilką objęte, znajdujemy mogiły w Inflantach pod Aszerade, w Kurlandyi pod Selburgiem, na Żmudzi i w Litwie.
Niekiedy koła te przechodzą w elipsy spłaszczone. W Prusiech, pokrycie mogił kamieniami po wierzchu, w kształcie kilkopromiennéj gwiazdy ułożonemi, jest téj prowincyi wyłączném, i zdaje się jéj tylko właściwém.
W głębi Rossyi także, około Tweru, znajdujemy obok mogił, do piérwszéj należących epoki, ślady jakichś kamiennych ulic, kół, wałów, mistycznego znaczenia. Oto ciekawy ich opis p. Th.-N. Glinki (z Izśledowanij M. Pogodina, T. III, str. 312):
„O werst ośmnaście od Tweru, są ślady jakichś starożytności niezapamiętanych. Zabytki te stanowią po większéj części kręgi usypów z ziemi, zwanych kurhanami, kamienie także, różnemi rysy, zarzynaniami, jakimś niby rodzajem pisma znaczone. Kurhany wszystkie prawie leżą na miejscach wyniosłych, a strona, w któréj są rozrzucone, stanowiła sam wierzchołek gór Alauńskich. Kamienie są niekiedy objętości ogromnéj a płyty ich, okruchy, bryły, widocznie ułożone były nieprzypadkowo, nie bez symetryi i myśli.
„Na wielu z nich są rysy jakieś niewidoczne, trudno się odróżnić dające od pęknięć, szpar, i skaz przypadkowych, ale niekiedy całe wiersze pisma jakiegoś stanowiące. Kamienie mniéj uszkodzone przez czas, są widocznie ręką ludzką zaokrąglane lub wyrabiane nakształt postaci jakichś.
„Kurhany sypane były starannie i bardzo mocno; od dołu okładano je dwóma, czasem trzema rzędami różnobarwnych kamieni, często w kształcie wielkich, długich płyt związanych z sobą, obrobieniem i kamiennemi klinami bez wapna, na sposób tak zwanych murów Cyklopskich.
„Pod kamieniami otaczającemi kurhany, znajdowaliśmy bruki, wyściółki kamienne i cement (?). Przy wsi Nowoj, widziałem rozwaliny ogromnéj jakiejś kamiennéj budowy, a kamienie różnobarwne, rozrzucone dokoła, zdawały się wszystkie płasko porozkrawane. Zdaje się ze wszystkiego, że tu istnieć musiał gród Słowiański jakiejś gromady wychodźców z Indyj, wedle Chodakowskiego.“

W wyrobach z téj epoki piérwotnéj, tak kamiennych jak glinianych i bursztynowych w paciórkach, ozdobach stroju, sprzętach, pojęcie linij bardzo elementarne. Linije łamane, składane, wyginane śmieléj, są tu prawie nieznane, kombinacya z sobą linij prostych i giętych rzadka i ostróżna. Obok tego techniczna część roboty doskonała, wykonanie nadzwyczaj staranne; często nawet przy najwyższéj prostocie linij niebrak surowego jakiegoś wdzięku.

Ozdób właściwych mało bardzo, lub nic wcale; jeżeli są to niewykwintne i jednostajne. W wyrobach też z kamienia, twardość materyału ograniczać musiała pracownika, który myśli swéj swobodnie rozwinąć niemógł. I w nich przecię są już chętki ornamentacyi: linije niekiedy widocznie wyszukane i zręczne, któremi kierowała niesama potrzeba materyalna, ale rodząca się fantazya — sztuka patrzy już przez to rzemiosło. Tak naprzykład buława Szlązka, cytowana wyżéj, przybiera postać owocu jakiegoś. Siekiero-młot jeden znaleziony w Witebskiém, ma kształtne ręby obejmujące otwór, a koniec tępy wyrobiony na podobieństwo guzika, odskakujący, już czystą tylko stanowi ozdobę. Toporki często oszlifowywane bywają kantowato, foremnie, w ścianki ostre, nakształt drogiego kamienia, z widoczną myślą ornamentacyi. Jakkolwiek są to tylko pierwociny ozdób i chętki przybrania w kształt wykwintniejszy narzędzia codziennéj potrzeby, któreby się bez niego obejść mogło, — w nich już jest zaród sztuki, a i to drobne ziarnko, oka badacza ujść niepowinno. Sztuka rozpoczyna się wyrazem siły w budowie grobowców, wyrazem prostoty w narzędziach kamiennych, wyrazem wdzięku w ich linijach surowych i czystych, w wykończeniu posuniętém do najwyższego stopnia, któremuby dziś sprostać trudno. Jest w niéj cóś uderzającego powagą i majestatycznością[4].




VII. EPOKA BRONZU.

Wiek następujący po epoce kamienną zwanéj, starożytnicy północni zowią epoką bronzu, z powodu, że w pomnikach jego najwięcéj spotykamy narzędzi miedzianych i bronzowych. Jest on widocznie od kamiennego późniejszy i nas bliższy; zabytki też jego, jakkolwiek kruszec ulega prędszemu zniszczeniu, doszły do dni naszych, w innych krajach ilości dosyć znacznéj, — u nas tylko są bardzo rzadkie.
Groby z epoki bronzu, która się tém szczególniéj odznacza, że obok sprzętów bronzowych, żelazo jeszcze znajdować się niepowinno, różnią się tém głównie od piérwszych kamiennych: że w nich grobowce były budowane z wielkich brył kamienia, a ciała składano niepalone ze sprzętem kamiennym i bursztynowym, — tu zaś niesą już otaczane kołami z kamieni, niemają izbic płytami sklepionych i z olbrzymich głazów spojonych. Drobne kamyki, okruchy, krzemień, ubita ziemia, całkowicie je składają. Mogiły mają kształt usypów stożkowatych, kurhanów, rzadko bardzo opasuje je rząd kamieni; w środku napotykamy szczątki ciał palonych, popioły składane w urnach, naczyniach glinianych, ozdoby stroju i sprzęciki bronzowe po większéj części.
Że palenie ciał większą uprawę religijną i obyczajową i rozwiniętą wyżéj obrzędowość, a może wpływ Greko-Rzymski oznacza, że kruszec i wyroby z niego czas bliższy nas wyrażają samemi kształty, dowodzić zdaje się nam zbyteczném. Na północy, szczególniéj w Danii, często się trafiają dwie warstwy grobów: u spodu grób prastary, olbrzymi, a nad nim nówszy, z ciałami spalonemi — to także następstwa epok po sobie dowodzićby mogło. Ze wszystkiego jawno, że w tym okresie palono ciała na stosach drewnianych, zbierano potém szczęty kości i popioły w garnki większe lub mniejsze, które w grobowcu ustawiano, otaczając i pokrywając kamykami. Czasami w urnę kładziono razem z popiołami bronzowe ozdoby, igły, iglice, guziki, noże, spięcia paciórki, a obok oręż i sprzęt oznaczający stan zmarłego. Garnek-urna, albo miał pokrywę glinianą, umyślnie doń robioną, albo się zamykał płaskim kamykiem. Na nim kładziono drobne kamienie, sypano i ubijano mogiłę. Używano czasem w miejscu urny czterech kamieni płaskich, złożonych w kształcie skrzyneczki, pokrytych także wiekiem kamienném. Był to jakby skarlały grób kamiennéj epoki, na maluczką stopę, dający miarę dwóch okresów i społeczności, pierwszéj heroicznéj, dźwigającéj, chętnie głazy dla umarłych, drugiéj, co już więcéj życiem zaprzątniona, ledwie czas miała drobne kawałki ściągnąć na kruchą lepiankę popiołom.
Jedną z cech mogił owego czasu, jest także, że nieustawiano urn i pozostałości zmarłego, w pewnym stałym porządku, w pośrodku, lub z boku, symetrycznie a jednostajnie, ale je rozrzucano bez starania, rozmaicie.
Czasem w miejscu, gdzie było zgliszcze, składano tylko miecz i sprzęty, a przysypawszy je ziemią, potém dopiéro w mogile saméj zakopywano urnę z popiołami.
Gdzieindziej kości bywają pojedyńczo kamieniami przyrzucone, i oddzielnie pozasypywane ziemią. Niekiedy podle mogiły, przy niéj, pod nią, w około, gdzie grób służył dla całéj rodziny, rozrzucone są i rozstawione w ziemi urny; bywa ich po kilkanaście, po kilkadziesiąt razem obok siebie. Groby mieszczą się pospolicie na wyniosłościach.
Z tego okresu urny dosyć są pospolite: lecz o nich niżéj powiemy osóbno, obszerniéj się nad necro-ceramiką zastanawiając.
W krajach Słowiańskich grobowce, z czystéj epoki bronzu, w którychby żelaza śladu niebyło, nadzwyczaj są rzadkie. Bronz zjawia się u nas, nietak jak w Danii przed żelazem, oddzielnie, poprzedzając je, ale prawie z niém razem.
W Litwie, w mogiłach pod Ucianą, w Inflantach, często i w wielkiéj ilości, odkopują bronzy, ale wszędzie prawie, tu i w innych wykopaliskach, obok bronzu zjawia się współcześnie żelaztwo.
Bronz, epoki mu właściwéj, pierwotny, różni się od kruszcu późniejszego, podobnego doń i toż nazwanie noszącego, trafiającego się już wespół z żelazem: w chemicznym rozbiorze mięszaniny staréj ukazuje się tylko miedź i cyna, nic więcéj; piérwsza w stosunku do drugiéj, jak dziewięć do jednego (dr. Kruse).
Co się tycze czasu, w jakim okres bronzu przypada, ten się całkiem określić niedaje i wszelkim domysłom wymyka.
Świat Greko-Rzymski, w chwili gdy w ściślejsze wszedł stosunki z krajami Słowiańskiemi i północą, już używał żelaza, niemógł więc przynieść z sobą samych tylko wyrobów z bronzu. Zdaje się, że napływ jakiegoś ludu ze Wschodu tę epokę stanowić musiał. Niesłusznie do tego okresu odnosilibyśmy groby, w których bronz wprawdzie, a obok niego i monety Greko-Rzymskie znajdowano, naprzykład w Koltzen w Inflantach, gdzie i figurynkę bronzową, pochodzenia Greckiego odkopano.
W krajach dawniéj Polskich i sąsiednich, mało bardzo jest grobów, mogących się odnieść do epoki bronzu właściwéj, mało jéj zabytków, i tém właśnie różnią się starożytności nasze wybitnie, iż od razu niemal z epoki kamiennéj przeskakujemy do żelaznéj. Wszakże mamy ciekawe i ważne zabytki bronzowe, acz w niewielkiéj ilości.
Do téj epoki odnieść można, ze znanych nam wykopalisk, grób odkryty pod Owińskiem w Wielkiéj-Polsce, w którym znaleziono cieńką czarkę (miseczkę) bronzową. Niebyło w nim urn, ale kościotrup leżał niespalony w pośrodku, a po rogach widne były ślady ognia, i stało naczyńko wzmiankowane, które się teraz znajduje w Muzeum Berlińskiém.
Tu także zaliczyć potrzeba wielką rzadkość i pomnik niemal jedyny w swoim rodzaju (zobacz rysunek w Starożytnościach Galicyjskich Żegoty Pauli, T. XI, XII): obosieczny nóż, przeszło stopę mający długości, z pięknego czerwonego bronzu, znaleziony w wodzie, we wsi Rużybowicach (w Przemyskiém).
Nóż ten znajdował się późniéj w zbiorze Gwalberta Pawlikowskiego; rękojeść jego dość prosta, ku środkowi głównia nieco rozszerzona, koniec powolnie zaostrzony śpiczasto. Takiegoż kształtu, ale większy jeszcze, nóż bronzowy obosieczny, rdzą zieloną pokryty, wykopano w kurhanie pod Haliczem, i złożono w zakładzie Ossolińskich we Lwowie. Rękojeść kruszcowa dość kształtna, powleczona pokostem czarnym, (Zobacz Starożytności Ż. Pauli).
W Poznańskiém także, w majętności Górze pod Sremem nad Wartą, dobyto kilkanaście urn z téj epoki, i przy nich znaczną ilość różnych kruszcowych sprzętów, dziwnych kształtów, oraz posążek kamienny w kształcie trupiéj główki.
W Wielkiéj-Polsce, gdzie jak w Galicyi, grobowce tego rodzaju częściéj niż w innych stronach kraju się znajdują, na Kraśnéj-Górze w Lubaszu, odkopano wiele mogił starych z urnami, a w nich szczęty kości niedopalonych, ale noszących na sobie ślady ognia, i różne sprzęciki. O budowie grobów, ustawieniu urn i szczegółach dobycia, niepiszą donoszący o tém odkryciu (Przyjaciel ludu). W urnach między innemi, odkryto szczególny wyrób, postać ptaka wylepionego z gliny mało co palonéj (długości cali trzy, objętości półtrzecia cala Reńskiego). Ptak ten, na podstawie bez nóg, z dziobem płaskim, dosyć niezgrabny, ma niejakie podobieństwo do kaczki lub gęsi, i jedno z tych dwojga wyobrażać musiał. Domyślano się, że to była postać jakiegoś bóztwa domowego; lecz ptaki podobne, wyraźnie rodzaj lampek grobowych i dziecinnych zabawek, znajdowały się w grobach Szlązkich niejednokrotnie, i zdają się łatwo tłómaczyć obrzędem Słowiańsko-Rzymskim, zamykania w grobach lamp, lub glinianych lampy zastępujących wyrobów i sprzętów, oznaczających stan i wiek zmarłego. Porównanie ptaka Lubaskiego ze Szlązkiemi wielce go objaśnia, dowodząc, że niebył wyjątkiem.
W innych popielnicach znalazło się kółko miedziane, ze czterma promieniami w pośrodku, od ogniska do obwodu idącemi, dość niezgrabnie wyrobionemi. Kółko to z jednéj strony było wypukłe, z drugiéj płaskie (średnicy miało półtora cala). Niewiemy znaczenia kółek takich, chociaż nie są bezprzykładne: znajdujemy je także w grobach Szlązkich, a co dziwniejsza, w starych Etruskich.
W innéj znowu urnie tamże znalezionéj, była paciórka szklana niebieska, w paski, kształtu owocu maliny. Obok miseczka gliniana, a w niéj trzy kółka (krążki) gliniane, przedziurawione w środku.
Zdaje się, że grobowiska te, w których przebija się naśladowanie obrzędów Greko-Rzymskich (chociaż w nich żelaza nienatrafiono o ile wiemy, ani okruszyny), mogły należeć do epoki bronzu, lub przejścia do okresu żelaza.
Tubyśmy jeszcze zaliczyć mogli grób rozkopany w Kijowskiém, w powiecie Radomyskim, we wsi Gnilice (Iwanowskich), nad rzeką Myką, o którym mówi Lippoman (II). Odkryto go na świeżo wykarczowanéj z pod lasów polance, kopiąc doły na jakąś budowę. Mogił było kilka, wielkiemi płytami kamiennemi pokrytych, i takiemiż płytami obłożonych, w których stały urny, po kilka uszek mające, pełne piasku i popiołów.
Jedyną może do wieku bronzu na Ukrainie dalszéj odnoszącą się mogiłą, jest wykopalisko między Piszczalnikami a Łazurcami, — kurhan, w którym na dwa łokcie w głąb’, pod powierzchnią ziemi, znaleziono warstwę popiołu, potém o łokieć, czy pięć ćwierci niżéj, dębowy węgiel i trzy naczynia. Jedno z nich było gliniane, bez ozdób, wysokie, ziemią nabite; drugie miedziane, nakształt nalewki, także bez żadnych ozdób; ostatnie gliniane, w kształcie urny Driton, pełne ziemi, z rysunkami figur i polewą bronzowego koloru. Ostatnia urna, na nieszczęście, została rozbita przy dobywaniu.
Mogiła ta, tak wyraźnie Grecka, z naczyniem bronzowém, z wazą w rodzaju Etruskim, świadczy wymównie o stosunkach głębszego kraju z osadami Helleńskiemi nad morzem Czarném. W blizkości jéj znaleziono wprawdzie żelazo, ale zdaje się, że ono pochodziło z innéj co do epoki mogiły.
W główném wykopalisku bronz panował.
Do ostatków tego okresu, niewiém, czyby też odnieść niemożna mogił rozkopanych we wsi Cygowie, w obwodzie Stanisławowskim w Galicyi, o których budowie brak nam dokładniejszych wiadomości. Położone były na wzgórzu, a w głębi oprócz popielnic, odkryto w nich pieniążki Rzymskie, z czasów Karakalli, i jakieś narzędzie muzyczne metalowe, w kształcie rurek, w kółko poskręcanych Był też i toporek kamienny.
Do wykopalisk odnoszących się do epoki bronzu w Słowiańszczyźnie, należy ciekawe badanie mogił w guberni Moskiewskiéj, w Zwiniegrodzkim powiecie, w latach 1838 i 1845; opisane przez A. D. Czertkowa (Pamiętn. Cesar. archeolog. towarz., T. I, str. 234). Znaleziono w nich same tylko bronzy, bez najmniejszego szczątku żelaza, a rozbiór chemiczny okazał ich starożytność, bo w mięszaninie śladu cynku nieodkryto. Kurhany więc te, jakkolwiek budową swoją od mogił epoki bronzu na zachodzie różne, do niéj niewątpliwie należą. Piérwsze rozkopywanie miało miejsce w r. 1835, i w kurhanach znaleziono całkowite szkielety, na bok leżące głowami, od zachodu na wschód obrócone, a przy nich paciórki, pierścienie, bransolety, dyademata, najzupełniéj podobne do tych, jakie przywodzi dr. Kruse, w Necrolivonica. Na palcu u nogi jednego szkieletu odkryto pierścień bronzowy. Sprzęty inne, wyrobem, kształtem i materyałem, nieróżnią się od wykopywanych na innych ziemiach Słowiańskich, szczególniéj po nad Bałtykiem. Gdzie niegdzie dośledzono szczątków skóry, sukna i popielnic.
W 1845 roku nanowo poczęto rozkopywać pozostałe mogiły, których skład wewnętrzny podobny był do zbadanych w r. 1838. Szkielety leżały w nasypach piaskowych, niepalone, a przy nich paciórki kryształowe, bransolety, pierścienie, zwoje bronzowe, sprzążki, kółka znajomych i pospolitych kształtów, rdzą przejedzone i okryte. Jeden ze szkieletów zdawał się pogrzebiony siedzącym. Kruszec, z którego wszystkie ozdoby lane, kute i wyrabiane były, wszędzie jednostajny bronz przedstawiał, ani srebra, ani złota. Mogiły te, które p. Czertkow Warjago-Russom przyznaje, niewątpliwie są Słowiańskie, co porównanie ich z wykopaliskami w innych stronach przeważnie dowodzi. Uderza nietylko podobieństwo, ale jednostajność form w sprzętach, porównanych do pomników u Kruzego, i w zachodniéj Słowiańszczyźnie; budowa tylko mogił, w których śladu kamieni niéma, jest różna i mniéj kunsztowna. W ostatnich mogiłach, odkryte maleńkie krzyżyki, niekoniecznie epokę Chrześcijańską oznaczają, gdyż godło to i poganom było znane, i przez nich przejmowane chętnie, jako amulet od Chrześcijan. Pan Saweljew zauważył, że sprzęt bronzowy tych wykopalisk, jest całkowicie podobny kształtem do srebrnych zwojów, pierścieni i bransolet, wyrabianych na Wschodzie. Fakt ten dowodzi, że starzy Słowianie, w ciągłych ze Wschodem stosunkach i pokrewni ludom Wschodu, przenieśli z sobą, aż ku Adryatykowi i nad brzegi Renu, wyroby swéj dawnéj ojczyzny. Zabytki tego rodzaju, daleko w Europę sięgające, wskazują, jak się rozciągały osady i wpływy ludów Słowiańskich.
Zabytki z epoki bronzu ze Scytyi odkopane w kurhanach i rudniach Syberyi przez p. Frołowa, a dziś znajdujące się w Ermitażu, dosyć są liczne. Z kurhanu między rzekami Tulbą a Irtyszem mamy parę bronzowych strzemion (12 — 13); tamże znaleziono piękną bronzową nakrywę, z wypukłą rzeźbą, sześć łosiów wyobrażającą (14). Nakrywa obwinięta w żółtą tkań bawełnianą, leżała pod prawą ręką szkieletu, w mogile na górze Kreml pod rudniami Buchtarmińskiemi. Inne wieko (15) z Kuźniecka, na południe od Tomska dobyto, zkąd też para pozłacanych bransolet (16). Bronzowe noże, szczątki pocisków, rzeźby wystawujące konie, ptaki, (orzeł z głową ludzką na piersi), uzdy, kółka, i t. p. dosyć obficie tu dostają po mogiłach. Znaleziono także płaskorzeźbę wyobrażającą myśliwca z dwóma psami i mieczem w ręku, i statuetkę z ostro-zakończoną czapką. Wszystkie te zabytki, których liczba stosunkowo do poczynionych dotąd poszukiwań bardzo jest znaczna, wskazują, że ku północy epoka bronzu dłużéj się podobno przeciągnąć musiała, niż w naszéj Słowiańszczyźnie, i więcéj po sobie zostawiła śladów.
W zachodnio-południowéj Słowiańszczyźnie, mogiły z epoki bronzu niezbyt się także obficie znajdują. W Czechach wspomniane już wykopalisko pod Stockau, cechami niektóremi do piérwszego zarówno i drugiego okresu zaliczyć się dozwala.
W r. 1802 rozkopane mogiły pod Koczwar, także należeć tu mogą. Były one narzucone tylko kamieniami, a urny w nich znalazły się w pewnym ustawione porządku; w pośrodku stały większe popielnice, po bokach misy różnych rozmiarów.
Znaleziono tu pierścienie bronzowe, kawałki miedzi, a w innych wykopaliskach, w témże miejscu, już i żelazne sprzęty, przejście do trzeciego okresu stanowiące. W ogólności i tu, jak w Polsce, jak w Litwie i Rusi, groby z epoki bronzu właściwéj, są niezmiernie rzadkie, choć wyroby bronzowe, już po trosze z żelazem przemięszane, bardzo się często trafiają, a obok nich w małéj ilości srebro i złoto.
Wiek ten bronzu, sięgający bardzo odległéj, ściśle niedającéj się oznaczyć starożytności, z jednéj strony styka się z epoką kamieni, z drugiéj łączy się z ostatnią epoką żelaza. Często w mogiłach przejście od piérwotnego do drugiego okresu stanowiących, znajdujemy obok kamiennych, rzeczy bronzowe i niekiedy złote. Co się tycze saméj mięszaniny, bronzem zwanéj, ta najprzód składa się ze zmięszania miedzi i srebra, lub miedzi i cyny, potém z miedzi i cynku.
Jest to, jak zkąd inąd wiadomo, jeden z kruszców najdawniéj używanych, poprzedzający żelazo na Wschodzie i w Grecyi. Homer wspomina broń miedzianą; odkopują do dziś dnia szczątki jéj w Azyi i Grecyi. W najstarożytniejszych grobowcach znajdowane zabytki są z miedzi i mięszaniny bronzem zwanéj, do któréj w małéj cząstce wchodziło srebro lub cyna. Umiano ją hartować jak stal, robiąc z niéj noże, miecze i topory. Pomniki téj epoki w znacznéj ilości i całkiem odrębnie znajdujące się w Danii, u nas są rzadsze i zawsze prawie obok nich kamień z jednéj, żelazo z drugiéj strony spotykamy, tak, że właściwie rzekłszy, epoki téj niemamy prawie. Są ślady tylko, że w czasie, który gdzieindziéj zostawił po sobie bronzy, i u nas ich używano, i przez tę ziemię przeszły ludy niemi się posługujące, — ślady, że z nimi łączyły nas stosunki; ale tuż zjawia się zaraz żelazo, tak, że ledwie w starożytnościach naszych epokę tę dostrzedz i odróżnić można.
Bronzową epokę uważają niektórzy za wyłącznie Keltycką (Heinr. Schreiber, Taschenbuch für Geschichte und Alterth. in Süd-Deutschl., Freiburg, 1839, 136); ale czy ją odnieść potrzeba do najstarszéj jakowejś pielgrzymki Keltów od Wschodu, czy do ich napadów na Słowiańszczyznę w trzecim wieku przed Chrystusem??
Najcharakterystyczniejszy z pozostałych po téj epoce bronzu oręży, nosi jeszcze nazwanie Celt’a. W pierwotnych znowu grobach właściwie Keltyckich, tak jak w mogiłach z epoki kamiennéj, nieznajdujemy nigdzie śladów palenia ciał: powszechniéj w epoce bronzu, ciało składano w całości?? Epoka więc bronzu, gdyby ją nazwać Keltycką, różniłaby się głównie na wschodzie Europy, całkiem odmiennym obyczajem. Ślady pobytu Keltów w Czechach, pozostały w monetach, znajdowanych po mogiłach, na których koń, typ Keltycki się ukazuje. Dwie także odkryte pod Stockau, posiada p. von Neuberg. Mniejsza z nich wystawia z jednéj strony konia, z wyraźnie oznaczoną uzdą, u spodu w półkole dziewięć punktów. Na drugiéj większéj jest także koń z jeźdźcem, a wkoło ozdoby półxiężycowe i głoski niewyczytane; z drugiéj strony głowa, w ozdobach bardzo skomplikowanych, a przy oku odcisk pół-xiężyca.
Uczyńmy tu uwagę nawiasową, że Litwa w któréj najwięcéj dopatrzyć można śladów epoki Keltyckiéj, w grobowcach, pomnikach, obrzędach bałwochwalczych, i sprzęcie, w godle państwa zachowała konia z jeźdźcem (Waikimas), zupełnie do Keltyckich podobnego.
Ze trzech peryodów okresu bronzu, w których bronz z kamieniem sam przez się i z żelazem obok się znajduje, piérwsza i ostatnia tylko są u nas najwidoczniejsze.
Pomniki bronzowe, których główne rodzaje wyliczym tu obszerniéj, jeszcze mając o nich powiedzieć przy okresie ostatnim, niezmiernie u nas są rzadkie, jednakże tu i ówdzie w krajach Słowiańskich rozrzucone się znajdują.
I. Bronzowe sztabki (Paalstaebe); rodzaj siekiero-dłót, od trzech do dziewięciu cali długie, używane jako siekiery lub dłóta, ku końcowi rozszerzone, z boków zagięte na drzewce. Przykład podobnego narzędzia znajdujemy w starożytnościach Szlązkich, wydanych przez Büschinga.
II. Celty (Celte); tak nazwane siekiery i siekiero-młoty, które osadzano w drzewo na prost w tępym końcu.
Przepysznych kilka celtów bronzowych posiada Muzeum Czeskie; znajdujemy je rysowane u Vocel’a (T III, 13). W grobach Staro-Słowiańskich w Meklemburskiém, odkopywano celty bronzowe, osadzane na trzy do czterech stóp długich rękojeściach; z rzemieniem, który do noszenia ich, lub jak chce Lisch (Andeutungen über die altgermanischen und slavischen Graeberalterthümer Mecklemburgs), do chwytania po uderzeniu nieprzyjaciela miał służyć. Leżały one zwykle po prawéj stronie szkieletu.
Bronzowy celt, rysowany u Vocel’a, ma kształt siekiery, osadzonej nie tak jak dzisiejsze i kamienne, ale wprost naprzeciw ostrza otwór mającéj; rodzaj rękojeści a raczéj zgiętéj sztabki, umocowującéj przy nasadzie, zdobi to narzędzie bojowe.
Najpiękniejszy celt bronzowy, z góry Pleszywec (Łyséj?) pod Ginec w Czechach, znajduje się w Muzeum Praskiém.
Niekiedy do celtów się zbliżają, i jednego z niemi prawie być musiały użytku, nieco tylko od nich mniejsze, osadzane przeciw ostrza, wzmiankowane już siekiero-dłóta, paliki, z których wiele wyrobione są wcale kształtnie i zręcznie.
Do tego rodzaju zaliczyć potrzeba dłóto-celt, rysowany u Büshing’a (T. II, 2), bronzowy, wcale pięknéj roboty, który się cały nasadzał dla mocy na klin drewniany. Büsching ma go za narzędzie, służące do odzierania ze skóry ofiar. Zdobią go pasy wypukłe, rączka i prążki złamane, pod kątem roztwartym na samém ostrzu.
III. Noże i stylety, bronzowe krótkie, w pośrodku rozszerzone, z rękojeściami małemi, niezbyt ozdobnemi, używane być musiały w rolnictwie i do potrzeb gospodarskich; niektóre mogły być ofiarne.
IV. Miecze, bronzowe są długie, ostro zakończone, czasem fugowane, grube, w pośrodku rozszerzone jak noże, z rękojeściami małemi o dwóch niezbyt odskakujących gryfach. Niebywają dłuższe nad pięć ćwierci łokcia, często daleko krótsze; służyć musiały więcéj do przebijania, niż do cięcia. Rękojeści ich pospolicie z drzewa, nabijane gwoździkami, lub całe bronzowe, rzadko złotą obwodzone blaszką, stosunkowo do główni małe. Pochwy były jak widać ze szczątków drewniane, ze skówkami kruszcowemi. Cechą pochew z téj epoki, że mają dwie tylko skówki po końcach.
Miecze tego rodzaju znajdowano w Galicyi; Czeskie rysuje Vocel (Tab. III, 8).
V. Stylety, może noże ofiarne, mało się różnią od wyżéj opisanych; dość piękny stylet-nóż bronzowy, znaleziony pod Königgratz, daje J.-E. Vocel (Tab. III, 12).
W starożytnościach Słowiańskich, z okolic Hamburga zebranych przez Rhode’go, wielka jest ilość styletów, w zachodniéj Słowiańszczyźnie pospolitszych niż w północno-wschodniéj.
VI. Ostrza dzid, zupełnie podobne co do kształtu i wielkości późniejszym żelaznym.
VII. Topory wojenne, czasem wielkie do piętnastu cali, i ważące do siedmiu funtów. Ozdoby na nich w linije spiralne, pospolite są tylko w Danii. Jeden topór Czeski, zobacz u J.-E. Vocel’a (T. III, 10).
VIII. Tarcze bronzowe, najmniejsze około cali dziewiętnastu średnicy, największe dochodzą dwudziestu czterech. Składały się one z blach bronzowych, a brzegi ich ociskał dokoła gruby drót; z drugiéj strony, w pośrodku osadzona była rękojeść. Sama tarcz była z drzewa i skóry; niektóre miały szpice wydatne, czyli dzioby, jakie się i w późniejszych żelaznych znajdują. W Danii znajdowano ozdobione wytwornie linijami spiralnemi.
IX. Hełmy i zboje bronzowe najrzadsze; w smaku wiekowi właściwym, bywały linijami wężowemi porysowane. Jedyném u nas może uzbrojeniem bronzowém, jest staro-Helleński hełm i nagolenniki, znalezione w mogile, między Petrykówką a Romejkówką na Ukrainie. (Rysunek w Obozrenii, Fondukleja i Ukrainie M. Grabowskiego, T. XVI.).
X. Trąby wojenne (Luren); zgięte wytwornie, złocone i ozdobne, prawie trzy łokcie długie, znajdowano w Danii. Zarzucali je trębacze na ramiona, lub nosili na łańcuchach bronzowych. Do tego rodzaju narzędzi należały zapewnie trzy wielkie trąby z kości rzeźbione, okryte figurami i napisami, o których wspomina Czacki, że mu o nich opowiadał Stanisław-August. Wykopano je nad rzeką Szwentą, za Augusta III, i przesłano w darze ministrow Brühlowi.
XI. Do ozdób téj epoki, należą jeszcze szpilki i iglice, czasem do pół łokcia długie, w rodzaju stylów starożytnych, używane zapewnie do spinania włosów, z główkami z bronzu, lub kości, dość sztucznie wyrabianemi; pierścienie także do włosów służące, dyamenta na głowie noszone, obręcze opasujące ciało w pasie, w ostatku naszyjniki liczne i rozmaite z przywieszanemi blaszkami, kółkami, ozdobami, bransolety wielkie w linije spiralne zwijane na ręce całe i na palce, robione w taki sposób, aby się wedle grubości rąk i palców rozchodziły. Bronić one musiały od cięcia. Należą tu także podwójne guzy, zapinki z dwóch guzów połączonych z sobą składające się, szpilki złote lub ociągane blaszką złotą, wkładane niekiedy do urn paciórki, sprzążki najrozmaitsze, szczypczyki, zapinki i różne ozdoby pomniejsze, których użytku oznaczyć dziś trudno. O tém wszystkiém poniżéj, przy trzeciéj epoce obszerniéj powiemy jeszcze.
W Czechach, równie jak u nas, znajdowano wielką ilość podobnych sprzętów bronzowych. Wylicza je i w części rysuje J.-E. Vocel (Tab. I, 11 — 12.). Są tu iglice bronzowe (style), rytowane [i][5] zupełnie gładkie, zapinki różnego rodzaju (fibiae) do sukni, naręczniki, pierścienie (których wiele pod Ginec odkopano), naszyjniki, ozdoby spiralne, i t. p. Pod Giczynem znaleziono naszyjnik jeden złoty, — w urnach pod Skalskiem zwitek misterny z drótu złotego. Uderza szczególniéj wielce ozdobny napierśnik, odkopany pod Zelenic, składający się z blachy rytéj sztucznie, od któréj wiszą na łańcuszkach kulki i blaszki bronzowe.
Tu jeszcze wspomnieć należy, w Czechach tylko podobno znajdowane: sierpy, bronzowe, starożytne małe (strigilis), może do jakich obrzędów pogańskich używane (Vocel T. III, 7.), i nożyce bronzowe, nakształt zwykłych owczarskich zrobione, które do grobu niewiastom kładziono (Vocel T. III, 4.).
Jedyném prawie w swoim rodzaju, jest naczynie, rodzaj kociołka bronzowego, którego pozostały wierzch tylko zachował się w Czeskiém Muzeum, wykopany w r. 1771 w blizkości Podmokl, pełen pieniędzy złotych, do ośmdziesięciu funtów ważących (Zobacz d-ra Kalina von Jätzenstein: Böhmens heidnische Opferplätze, Gräber und Alterthümer.).
Wszystkie wyroby téj epoki dość są już ozdobnie wykonane, z widoczną myślą o piękności, o wdzięku, z intencyą ornamentacyi wykwintnéj. W wyborze ozdób, pojęcie linii, daleko jest już wyżéj, niż w pierwszéj epoce rozwinięte; przebija się uczucie symetryi i harmonii, w połączeniu jednorodnych wprawdzie jeszcze, ale różnie użytych pierwiastków i porządném, odpowiedniém ich powtarzaniu. Wykonanie techniczne tych wyrobów kruszcowych, powiększéj części dokładne, staranne, piękne nawet, niekiedy pełne uczucia i smaku. Niektóre sprzęciki odlewane były w formach, i od ręki wykończane. Zdarzają się topory, może tylko jako znak dostojności noszone, składające się z dwóch blach obciągnionych na glinie, ozdobnych w wyciski i blaszki złote.
Liniją ornamentacyjną, właściwą téj epoce, jest spiralna, linija nieskończoności, symbol nieustannego biegu, — spiralna podwojona, kolista i tak zwane ozdoby falowate, z nich obu wynikłe.
Wszystkie one jak widzimy, rodzą się z różnie użytego odcinku koła, którego piérwsze zarysy już przedstawiały w epoce kamieni, linije młotów i zakończenia niektórych narzędzi. Czasami małe, drobne ozdoby brzegów, szlaczki, bywają złożone z linij prostych, połamanych kantowato i formujących zęby.
Jeżeli wiek każdy, mimowolnie wyraża się nawet w kształtach, które ukochał, w epoce bronzu widzimy coś więcéj skończonego, doskonalszego, swobodniéj rozwiniętego, niż w poprzedzającéj; sama linija kolista doskonalszą jest, sztuczniejszą od prostéj, a kombinacye z niéj wynikłe nieskończone. Cała ornamentacya polega tu na połączeniach, na zestawianiu linij prostych i kolistych, ale osobno jeszcze idą linije krzywe, a całkiem oddzielnie proste, pod kątami łamane. Linije są czysto idealne, nigdzie w nich naśladownictwa natury. Ze wszystkich motywów, linija spiralna jest najpospolitszym; powtarza się ona w formie całych bransolet, pierścieni, spinek, czapek drócianych, i w ozdobach sprzętów do nieskończoności, — jest niejako godłem epoki.
Zastanawiając się nad utworami tego okresu widzimy już w nim, nietykając nawet dzieł sztuki właściwéj, wielki artystyczny postęp.
Kunszt coraz widoczniéj w każdéj robótce przegląda, ozdoba staje się jéj konieczną częścią, obliczem każdego najmniejszego sprzętu. Rzemieślnik wyrabia dla pożytku, ogładza i rytuje wykwintnie dla oka, powoli przechodząc na artystę. Z ozdób stroju okazuje się, że i ubiór w téj epoce stać się musiał wytworniejszy, okrył się tysiącem drobnostek, dodatków, błyskotek.
Kobieta uczuła instynktowo, swe posłannictwo kapłanki piękna, zapożyczając w wyrobach ręki ludzkiéj to, co wdzięk twarzy i postaci podnieść może.
Ozdób, których dziki szukał początkowo w odartém skrzydle ptaka, w kwiecie, w przypadkowo zaokrąglonym i wyślizganym biegiem wód kamyku, w muszli skorupiaka — zażądał teraz od rzemieślnika; począł się rozmiłowywać w kształcie, w barwie, w grze promieni na bursztynowéj lub massowéj paciórce.
Słowem, tu jak wszędzie, sztuka rozpoczyna się od ornamentacyi sprzętu, przechodzi w ozdoby stroju, nim się potrafi oderwać od ziemi i stanąć w swojéj mocy. Pierwsze nieforemne naśladowania postaci źwierząt i ludzi, są krokiem, który nowe ma dać siły sztuce i nowy materyał do wyrażenia myśli. Są to jakby głoski i dźwięki, z których się utworzy język.
Wiek bronzu właściwy, jak epoka kamieni, na sprzętach swych i pozostałościach, niema nigdzie śladu głosek, run, pisma, ani znaków, któreby się do nich zbliżały.
Ważném się nam zdaje, że sprzęt bronzowy i pozostałości grobowe tego czasu, wybitnie mówią o związku z Greko-Rzymskim światem. Znajdujemy tu iglice, spinki, lampy, style, łańcuchy, szczątki, zupełnie kształtami i ozdobami podobne do dawnych Rzymskich, do Etruskich. Szczególniéj w Słowiańszczyźnie zachodniéj, im bardziéj posuwamy się wgłab’ Europy, podobieństwo to staje się mocniéj uderzającém.
Słuszném więc zdaje się nam wnosić, że daleko ściślejszy stosunek łączył Słowian z Rzymem, daleko większy był wpływ cywilizacyi Rzymskiéj na byt Słowiańskich ludów, niżeliśmy dotąd przypuszczali. Poprzemy to dowodami materyalnemi, w osobnym rozdziale pisma naszego[6].




VIII. EPOKA ŻELAZA.

Najbliższa nas i ostatnia, z któréj obfite pozostały zabytki, epoka żelazną zwana, przy pilniejszém badaniu, na kilkaby się jeszcze okresów rozdzielić mogła. Lecz przedmiot ten, cząstkowo, urywkowo i niedokładnie dotąd u nas opracowywany, dla braku materyałów i niedostatecznego ich rozpatrzenia, jeszcze się niedozwala ostatecznie wyjaśnić.
Większą część wykopalisk grobowych opisano niedokładnie, rozpatrzono powierzchownie, tak, że często epoki ich nawet oznaczyć niepodobna, bo poszukujący niezważali na stan znajdowanych szkieletów, na kruszce przy nich znalezione; a bardzo mała ilość dobytych szczątków rysowaną była i wydaną.
Ztąd często największe zagmatwanie powstaje, na które chybaby nowemi poszukiwaniami zaradzić można.
Grobowce z wieku żelaza, doprowadzające nas do schyłku bałwochwalstwa, i piérwszych lat Chrześcijaństwa, to jest do IX i X wieku, obficie rozsiane są wszędzie. Różnią się one wybitnie od mogił epoki kamiennéj, mniéj daleko, od poprzedzającego je okresu bronzu.
Zewnętrzna ich postać i skład wewnętrzny, zbliża je do grobowców bronzowych; ta jest jednak największa różnica między niemi, że tu znowu ciała znajdujemy palone i niepalone. W grobach obok kości ludzi, leżą szczątki koni i innych źwierząt. Najrzadsze, a najwspanialsze pomniki tego wieku, zbudowane są w kształcie izbic, z ogromnych brusów drzewa, z belek dębowych, ze ścianami i pułapami starannie ułożonemi. W grobach znajduje się mnóztwo popielnic, najrozmaitszych kształtów, urn okręcanych mieczami, pokrywanych kawałkami zbroi i t. p. Cieńkie blaszki złote, z wyciskanemi postaciami fantastycznych źwierząt i ptaków dziwacznych, naczynia srebrne wykładane blaszką złotą, odnoszą się po większéj części do téj ostatniéj epoki.
Wiek ten różni się nietylko materyałami, użytemi do wyrobów, ale nadanemi mu przez rzemieślnika-artystę kształtami zupełnie odmiennemi, które odcechowują epokę żelaza od poprzedzających. Pomniki żelazne, niezmiernéj rozmaitości, głównie są następujące.
I. Miecze, wielkie (stalowe) rzadko obosieczne, z rękojeścią drewnianą, powleczoną skórą, okładaną kością lub rogiem jelenim dla zrównoważenia ciężaru główni, w końcu opatrzone gałką. Niekiedy rękojeść opasuje łańcuszek złocisty. Gryfy są dwa lub jeden tylko w dole, pochwy drewniane obleczone skórą, skówki długie i ozdobne. Miecze te nieliczne w początku, wysokiéj ceny, miały naźwiska właściwe i były drogiemi nabytkami; tak na północy, miecz Vermunda mądrego zwał się Skrep, miecz Rolfkraga miał imie Skofnung, a najpóźniejszy już, sławny Bolesławowski, któren mu aniół wedle podania miał przynieść z niebios, pamiętne nosił Szczerbca naźwisko. Obszerniéj powiemy o mieczach, pisząc o uzbrojeniu i sprzętach.
II. Topory wojenne, były proste i szerokie.
III. Ostrza dzid, kształtem zbliżały się do teraźniejszych.
IV. Pociski, rodzaj żeleźców prostych, lub z hakami, które rzucano zamachem za pomocą rzemyka, jak kamienie procowe; czasem przy nich osadzone bywały pióra.
V. Strzał ostrza małe, płaskie, z haczykami.
VI. Hełmy, zbroje, tarcze, napierśniki, naramienniki, i t. d. Hełmy bywały także ze łbów dzikich źwierząt, na drzewo naciąganych, pancerze z płótna tęgiego i skóry, napierśniki metalowe z kółek żelaznych, z blaszek i z łusek (rzadkie), lub drewniane blachą ociągane, w pośrodku dziobate i t. d. i t. d.
Smak w tych wyrobach, od okresu bronzowego, wcale jest różny, i nieledwie gorszy: ozdoby rzadsze, na uzbrojeniach niéma ich prawie. Bój już tak widać zajmował rycerzy, że się na zbroję, by ich broniąc zdobiła, obejrzeć się niemieli czasu; rzemieślnik myślał o jéj trwałości, niesadził się na upiększenie. Najwykwintniejszą częścią uzbrojenia téj epoki, jest napierśnik przychodzący pod szyję, spięty z tyłu, bronzowy, nieco wypukły, okładany blaszką wyciskaną. Do charakterystycznych ozdób stroju kobiecego, należy rodzaj wielkiéj spinki, noszonéj na piersi, która się trafia w grobach do ostatka pogaństwa; zapinki i sprzążki, z trzech listków koniczyny złożone, lub skręcane wężowato. W bronzowéj epoce, złoto jeszcze znajduje się w małéj ilości na ozdobach cieńkiemi obciąganych blaszkami; tu spotykamy już całe wyroby złote, grubo z drogiego kruszcu ukute; srebro bardzo też rzadkie przy bronzach, tu już skazuje się w wielkiéj ilości.
Naszyjniki bardzo wykwintne, często składają się z dwóch kręgów, spiętych na haczyk z tyłu, na przodzie rozszerzonych [i][7] grubszych wyrabianych w plecionkę. Obwieszone bywały szkiełkami kolorowemi, monetami złotemi, do których dorabiano uszka, blaszkami w kształcie medalików. W téj epoce zjawiają się także nieforemne próby napisów, narzynania, runy.
Paciórki z bursztynu, z wypalanéj i farbowanéj gliny, z kryształu, karnijoli, złota, z blaszek złotych, srebra, lub mięszaniny kruszcowéj, znajdują się po grobach obficie. Szkło drogie jeszcze w téj epoce, w małéj ilości, na drobnych szczególniéj spotykamy ozdobach; paciórki z niego wyrabiane bywają białe, różnofarbne, zielone, nakrapiane, pasiaste, podkładane blaszką złotą, którą szkło znowu pokrywa po wierzchu. Paciórki te środkują między szklanemi, a masowemi. Masowe robiono z gliny, nasadzano odrobinami szkła, i emalij szklistéj lub ze szkła wysadzając złotem i sztuczkami kolorowemi, które z wierzchu pokrywała szklista przezroczysta powłoka, dając ze spodu przeglądać téj mozaice.
Paciórki droższe i rzadsze, używały się niekiedy za gałki do mieczów, osadzano je na wierzchu rękojeści; ukazują się szczególniéj na samym krańcu epoki pogańskiéj.
Pierścienie na ręce i na palce zamykane, i z dwóch sztuk są składane, ozdobne, plecione, nasadzane, zwijane w sploty spiralne, jak w epoce poprzedniéj; trafiają się tu także i bransolety podobne. Pierścienie właściwe temu czasowi grubsze są, rozszerzone z przodu i niekiedy wcale misternie wyrabiane; używano wielkich srebrnych na szyję, na głowę, ale te były prostszéj roboty, z trójgraniastą ornamentacyą.
Naczynia do picia, puhary, rogi, czasze, coraz wyrabiane są misterniéj i pracowiciéj. W Danii znajdują się całe srebrne, w pasy złote lub wysadzane sztukami złota, złote całe, z kości oprawnéj w blachę złotą, z rogów źwierząt w skówkach kruszcowych. Posążki z téj epoki, acz trafiają się, są rzadkie. W czasach przyjęcia Chrześcijaństwa i walki z niém ostatniéj bałwochwalców, niszczono ich mnóztwo, a w Polsce, Litwie, w Rusi, wielka mnogość wyrobionych z drzewa i materyałów wątlejszych, bezpowrotnie zaginęła.
W ornamentacyi epoki żelaza, odznaczają się zwoje foremne, sploty wężowate i smoki.
W charakterze ogólnym wyrobów, uważanych pod względem sztuki, widzimy zmianę wielką; cecha ornamentacyi, jéj motywa całkiem są różne, linija idealna przedzierzga się w źwierzę fantastyczne, czuć żywą naturę, za wzór do utworów wziętą; na tle jéj wyobraźnia tworzy niebywałe widziadła. Monochromowe proste ornamentacye pierwotne, zmieniają się w polychromy; barwa i rozmaite jéj kombinacye zjawiają się naprzód w paciórkach. W epoce bronzu linija sama, była jedynym żywiołem, jednym materyałem ornamentacyi, tu się z nią łączy i często ją zastępuje barwa; jest to zarazem postęp i upadek. Ozdoby coraz się mnożą ale wykonanie ich staje się pośpieszniejsze, zaniedbane; fantazyi więcéj, mniéj pracy w jéj exekucyi, mniéj, że tak powiem, artystyczności. Znać mechaniczną robotę, znać zajęcie ludów, które walczą, dokonywając żywota epoki u schyłku, aby się w nowéj odrodzić. Ale wszystko się już zdobi, wdzięczy, przyodziewa; wszędzie są intencye ornamentacyi, choć nigdzie wykonanie nieodpowiada myśli.
Cecha to wszystkich wieków upadku; i ta trzecia epoka historyi sztuki mogilnéj, nieznanego nam świata, zamykająca cykl pełny, obrót całkowity dziejów sztuki piérwiastkowéj, podlega ogólnemu prawu.
W piérwszym okresie widzimy zaledwie rodzącą się ideję piękna, którą objawia tylko pojęcie linii; w drugim kształci się uczucie piękna, rozwój jego stosunkowy widoczny i wielki; w trzecim przy największéj płodności i rozmaitości utworów, dostrzegamy schyłek i upadek, dający przeczuwać nową erę.
Jakkolwiek epoki te kunsztu piérwotnego mało są nam jeszcze znane, dosyć porównać piękny młot kamienny, starannie wyrobiony celt bronzowy, z pełnemi prostoty ozdobami topor żelazny, lub blaszkę z ostatnich czasów, z niezgrabnie odciśniętym na niéj smokiem — by się przekonać o wybitnym charakterze i cechach każdego okresu. Widzimy w nich cały odrębny i pełny cyklus historyi sztuki, która że się niewyraziła ani posągami, ani płaskorzeźby, ani dziełami większych rozmiarów, niemniéj zapoznaną być niemoże.
Wiemy, jak dziwném wielu wyda się to twierdzenie nasze, obstajemy jednak przy niém, przekonani, że sumienniejsze wejrzenie w pomniki, nie tak je urojoném przedstawi badaczom, jak się na piérwszy rzut oka zdać może. Zabytki wszystkich trzech epok, acz w niewielkiéj doszły nas ilości, porównane jednak z pomnikami współcześnemi innych krajów sąsiednich, rzucają światło dostateczne, do ich rozróżnienia, choć niewystarczające może do rozwiązania całkowicie zagadki. Jako dowody historyczne, zabytki te są także niezmiernéj wagi, wskazując wpływy, jakim ulegała Słowiańszczyzna, i równy stopień cywilizacyi z ludami ją otaczającemi, które podobnemi sprzęty i wyrobami się posługiwały.
Niemożna więc nam mieć za złe, że obszerniéj nad tym przedmiotem jeszcze zastanowić się musimy.




IX. MOGIŁY Z EPOKI ŻELAZA.

Grobowce z epoki ostatniéj i okresu pośredniego, łączącego ją z epoką bronzu, w Słowiańszczyźnie, krajach Polskich i sąsiednich, są rzec można niezliczone i nieskończonéj rozmaitości. Pilniejszém ich badaniem, łatwoby się dały rozklasyfikować, na kilka odcechowanych okresów oddzielnych; ale opisy wykopalisk, któremi się posługujemy, niedosyć są szczegółowe i umiejętne, by się to z ich pomocą dokonać dziś dało.
Potrzebaby, jak Zoryan Chodakowski, odbyć umyślną pieszą pielgrzymkę, od mogiły do mogiły, przedsięwziąć poszukiwania systematyczne, i opierając się na nich, cechy nanowo oznaczyć.
Do najszczególniejszych z téj epoki należą grobowce, w których znajdowano urny obwijane mieczami żelaznemi; mamy ich kilka przykładów.
Grobowiec tego rodzaju, odkryto w XVII w. w Miedniewicach. Mogiły były okładane kamieniami, w jednéj z nich znaleziono żale i popielnice, mieczami żelaznemi obwinięte, ale miecze te rdza już była pojadła. Szczegółowego opisu wykopaliska tego niemamy.
Podobne groby, odkryto także w czasie robienia drogi z Kołomyi do Kanionek w Galicyi. W usypie jednym z saméj ziemi narzuconym, natrafiono na urnę glinianą, czarną, mocno wypaloną w któréj popioły w bryłki były pozbijane.
Okrywał ją nagłówek od zbroi, a krótki pałasz obosieczny okręcony był dokoła. (Rysunek urny i miecza znajduje się w „Starożytnościach Galicyjskich“ Żegoty Pauli, XVI, 4.).
O podobnéj, z tejże epoki popielnicy, pisze Duńczewski. Odkryto ją w roli pod wsią Wola, blizko Miedniewic, o siedem mil od Warszawy. W r. 1826 odkopano także popielnicę mieczem obwinięta w Lesznie.
Poetyczna to i piękna myśl była, popioły rycerza pokryć zbroją, a mieczem ją opasać; żadenby napis niemówił tyle i tak dobitnie, żaden grobowiec tak wyraziście, nietłómaczyłby czci dla zmarłego wojaka.
W Wielkiéj-Polsce, prowincyi w stare groby najobfitszéj podobno, to jest najludniéj w tych czasach zamieszkanéj, w Kotowie, pod Grodziskiem, w otwartém polu niedaleko od wioski, nad stawem, odorywano długo kamienie, i nierychło się domyślono, że liczne pokrywały mogiły.
W miejscu grobowca, którego śladu nad powierzchnią ziemi znać niebyło, a rydlem się go tylko domacywać musiano, zdjąwszy pokład ziemi, na pół stopy całéj gruby, natrafiono na kamienie, równo usłane, zajmujące przestrzeń pięć łokci długą i tyleż prawie szeroką. Odkrywając kamienie wkoło od brzegów, i tak postępując ku środkowi, znajdowano sam grób. Zwykle był on ocembrowany płaskiemi kamieniami drobnemi, na łokieć lub dwa wysoki, pokryty szerokim a płaskim granitowym głazem, na którym spoczywała jeszcze warstwa kamieni, w równi z temi, które dokoła ustawione były.
Po odkryciu wierzchu grobowca i odjęciu ścian bocznych, pozostawała bryła ziemi, ukrywająca w sobie urny, na dnie stojące, na kamiennym pokładzie. Jedna tylko lub dwie największe popielnice, napełnione bywały kośćmi, inne naczynia mniejsze, ofiarne, ziemię w sobie tylko zawierały. Kształt ich był wielce rozmaity, objętość niejednostajna, tak, że w kilku odkrytych grobach, dwóch urn nieznaleziono jednakowych.
Stały razem po dwie i po pięć; w jednéj mogile, znaleziono ich razem osiem, z tych jednę tylko większą, resztę małe i drobne, tak, że najmniejsza ledwie cal sześcienny miała rozmiaru. Musiała to być łzawnica.
Budowa grobowców, niebyła też jednostajna: jedne niemiały ocembrowania i niebyły płytami pokryte, urny tylko w nich stały, zasypane ziemią, i pokryte kamykiem; inne starannie były ostawione dokoła, ale bez usypu kamieni na wierzchu. Nad powierzchnią ziemi niebyło mogił żadnych, lub je czas może i oranie pola zgładziło. Z kości, których wiele znaleziono twardych i niedogorzałych, wnoszono, że ciała niemusiały być całkowicie palone, a może nawet niewszystkie przechodziły przez ogień.
W dwóch żalach znaleziono szczątki kruszcowe, żelazny gwoźdź, kółko żelazne, paciórki szklane lazurowe, na drócie bronzowym, blaszkę bronzową zgiętą w rurkę. Grobowców tych rozkopywano około czterdziestu. Mała w nich ilość żelaza, bronz obok niego, odnieść je każą do piérwszych lat epoki żelaza, a zatém do bardzo odległéj starożytności.
Dla porównania z temi, weźmiemy znowu mogiłę najbliższą epoki Chrześcijańskiéj, rozkopaną pod wsią Ruszcza-płaszczyzna, w Sandomierskiém. Usyp to był wielki, piasczysty, który wiatr powoli rozwiewał, po odarciu z darni, wprzód całą mogiłę osłaniającéj. Znaleziono w niéj szkielety całe, niepalone, wielkie, na wznak leżące. Naczyń całych niebyło, ale skorupy potłuczone wielce grubéj roboty garnków i okruchy drobnego żelaztwa od rdzy pojedzonego.
Oprócz tego znalazły się noże, sztychulce, kruczki z kółkami żelazne, blaszki srebrne, kółka cynowe zgięte a niespajane (częste w grobach Inflant).
Ale najbardziéj zajmującém było odkrycie medaliku bronzowego z wyciskiem. Medalik ten okrągły (w przecięciu dwa cale mający) z uszkiem nieprzyprawianém, ale wyrobioném z jednéj sztuki, dosyć grubo, miał na sobie wyobrażenie jakiegoś potworu (smoka), i lekko był wyzłacany.
Smok wystawiony był czworonożnym, nogi trzypalczaste, ogon długi zakręcony, uszy stojące zakończone ostro, pysk także dziobato zakończony. Lelewel znalazł w nim charakter Skandynawski, lecz piętno to noszą wszystkie pomniki podobne z okresu żelaza, na ogromnéj przestrzeni Północy i Słowiańszczyzny.
Niewątpliwie wpływ Skandynawski jest jego przyczyną. W wyrobach całego okresu tego, smoki, potwory, smocze ozdoby fantastyczne, są najpowszechniejsze, stanowią one charakterystyczny motyw, najżywotniéj rozwinięty u Skandynawów, naśladowany i przejęty po-swojemu przez ludy, mające z nimi stosunki.
Determinującym wiek mogiły, był znaleziony w niéj, rozkrojony pieniążek z krzyżem, z XI wieku, duków Bawarskich. Okazuje się więc, że tu zwyczaje pogańskie i obrzędy pogrzebowe przetrwały najmniéj do XI wieku.
Zkądinąd jednak, sama bytność krzyża, na wszelkim innym pomniku, oprócz pieniążków, nawet niebyłaby dziwną: na wielu bowiem zabytkach, z epoki pogańskiéj z wieku X i blizko go poprzedzających, w wielu mogiłach bałwochwalczéj Litwy, trafiają się rysunki, odlewy krzyżyków, lub kształty bardzo doń zbliżone.
Starożytnicy nasi (Narbutt) biorą go za jakieś godło czysto pogańskie, chociaż krzyż ten inaczéj i prawdopodobniéj tłómaczyć się daje. Wiara Chrześcijańska, jak tego najlepsze dowody mamy w Litwie, powoli, tajemniczo, wciskała się w początku między ludy Słowiańskie. Niektórzy przyjmując ją, a niepojmując jéj, mięszali obrzędy nowe ze staremi i znaki też wiar obu. Ztąd krzyże i znaki Chrześcijańskie, łatwo obok zabytków pogańskich, znajdowane być mogą. Mamy tego przykład w Czechach, w wykopalisku pod Zbecnem, w posągach opisywanych na Rusi, o których niżéj, i w wielu grobach Inflanckich. W dokumencie Pomorskim 1174 roku, jest ciekawe wyrażenie w opisie granic, wzmiankujące że rubież szła: in quercum cruce signa tam quod signum Slavice: Kneze-graniza dicitur. Mogły się te znaki generycznie Kniaziowemi nawet nazywać, bo Kniaziowie piérwsi przyjmowali wiarę Chrześcijańską, i oni też piérwsi tém godłem znaczyli granice swoje.
Do téj epoki żelaza, ale do piérwszego jéj okresu, w Litwie odnieść należy grobowiec jeden, pod Raginianami w Upickiém, w którego środku po rozkopaniu, znaleziono szkielet człowieka, a na jego piersiach siedm czy dziewięć czaszek ludzkich, jedna w drugą powkładanych. Na palcu miał kółko żelazne (do naciągania łuku), a obok niego leżało żeleźce od włóczni.
Tu także należy mogiła rozkopana przez Teod. Narbutta (Hist. Litwy, T. I, 364), w dziedzicznéj jego wiosce w roku 1822, która pokryta była z wierzchu sporym kamieniem pojedyńczym. W głębokości około trzech łokci, znaleziono zbutwiały szkielet leżący nawznak, z rękami zgiętemi tak, że końce ich przypadały przy głowie. W prawéj ręce miał żelazko zakrzywione, jakiém robią łyżki drewniane, w lewéj narzędzie jakieś żelazne z cieńkich sztuk złożone, ale do niepoznania od rdzy zjedzone. W nogach niżéj goleni, stało naczyńko gliniane, płaska miseczka, cali cztery średnicy mająca, pół-trzecia głęboka, cal prawie gruba, z czarnéj palonéj gliny, gładko wewnątrz wyrobiona, i jakby pokostem powleczona. Szczątki kości głowy przejęte były zielonym niedokwasem metalu, od zjedzonych wilgocią ozdób zapewnie bronzowych.
Do trzeciéj epoki policzyć należy na Białéj-Rusi, w Lepelskiém i Borysowskiém, znajdujące się wielkie kurhany, które tam wedle pana Fran. Wilczyńskiego zowią Wołotówki, w nich bowiem obok drobnych bronzów, znajdują się kości końskie, uzdy, wędzidła i inne żelaztwa.
W r. 1853 w maju, młody starożytnik Adam hr. Plater, robił poszukiwania około Wilna (o dwanaście werst), w Rykanciszkach, gdzie dwojakie, wielkie i mniejsze znajdują się kurhany. Rozryto kurhan jeden wielki, w którym znalazły się kości konia, i żelazne wędzidło, co się i w drugim powtórzyło. Zdawało się nawet poszukującym, że kurhany te mogły być sypane dla samych koni, gdyż ludzkich szczątków w nich nieodkryto.
Tu także należą mogiły rozkopywane przez Zoryana Chodakowskiego, około Nowogrodu-Wielkiego, rzeki Wołchowa, i jeziora Ładogi, w których wszędzie prawie znajdowało się żelaztwo.
Do tegoż czasu odnosim jeszcze, wielce ciekawy grobowiec stary, acz w nim bronzowy sprzęt przeważał stanowiący jednak przejście od epoki bronzu do okresu żelaza. Mogiła ta w Źwinogrodzkiém, w Olszanie (między Romejkówką a Petrykówką), miała obwodu sążni piętnaście, wysokości pięć do sześciu łokci. Postrzeżono najprzód rozkopując ją, kilka kawałków przepalonego drzewa, rozrzuconego bez żadnego porządku, daléj nieobrobiony dziki kamień, wagi 280 funtów, nareszcie pod nim szkielet ludzki; a jeszcze około trzech ćwierci łokcia głębiéj, gliniane naczynie, pełne popiołu i ziemi, które dobywając rozbito. W odległości łokcia natrafiono na stojący hełm bronzowy, dwa takież bronzowe nagolenniki, drugi szkielet, a przy nim dwa tuziny ostrzów strzał i dwie kruszcowe sztuczki zapewnie od łuku, nareszcie blaszkę z wyciskiem wyobrażającym orła, rozdzierającego rybę i kółko kościane. Po bokach mogiły, wykopano dwa kawałki żelaza z wydrążeniami i ułamek miecza. (Rysunki w Ukrainie M. Grabowskiego i Obozrenii Fundukleja, T. XV, — Ukr).
Około wsi Wola-Rostocka w Kaliskiém, w r. 1829 odkryto mogiłę ułożoną z kamieni, w któréj było trzy urny; z tych jedna blizko garnca obejmująca, z drobném żelaztwem, a dwie mniejsze, z których najszczuplejszéj objętości była całkiem zasklepiona.
We wsi Bałdrzychowie, w powiecie Łęczyckim, wydmuchał wiatr z piasku smętarzysko starożytne z urnami; z tych jedna była znacznie większa od zwyczajnych, a zawierała popioły przepalone, kości, ostrza dzid i włóczni; nożyce nakształt używanych dziś do strzyżenia owiec, jakie i w Inflanckich znajdowano grobach, wreszcie różne drobne żelaziwo.
Tu jeszcze wspomnieć można Słowiańskie grobowce z urnami, odkopane w Szlązku pod Sulau, w mogiłach ostawionych kamieniami. Były one trojakie: z dużemi płytami kamieni na wierzch i po bokach w prostokąt ustawionemi, pod któremi stały urny z popiołami i bez popiołów, cieńsze i mniejszéj objętości misy ofiarne; powtóre, mogiły nieregularnego kształtu, podłużne, kamieniami ostawiane, z urną w pośrodku; potrzecie, mogiły bez kamieni. Kości wszystkie nosiły na sobie ślady spalenia, a przy nich znajdowano kółka miedziane i szczątki żelazne determinujące epokę.
Wyroby gliniane, o których niżéj powiemy, jak wszystkie prawie Szlązkie, na szczególną zasługiwały uwagę.
Część mogił Scytyjskich, rozsianych na północy, w dawnéj Herodotowéj Scytyi, należeć może do piérwszego okresu; ale więcéj daleko podobnych do Scytyjskich i na ich wzór sypanych kurhanów do trzeciego się okresu odnoszą. Usypy te często bardzo wzniosłe, z których jeden zwykle wielki, nad otaczającym go pomniejszym króluje, rozsiane są na bardzo znacznéj przestrzeni kraju, dziś całkiem prawie do państwa Rossyjskiego należącéj, a mianowicie nad rzekami: Dunajem, Dniestrem, Bohem, Dnieprem, Końskiemi-Wodami, Ingułem, Bazałukiem i Donem. Między licznemi grobowiskami temi, szukać potrzeba jeszcze opisanych przez Herodota mogił królów Scytyjskich, położonych w miejscu zwanem Herros. Po śmierci króla, pisze Herodot, przygotowywano dlań dół prostokątny wielki; ciało zaś jego, wyjąwszy wnętrzności, balsamowano napełniając wonnościami i ziołami. Następnie zaszyte zwłoki, obwiozłszy po ziemiach, którym panował, przyjeżdżano z niemi na miejsce zwane Herros. Tu składano je w grobie na łożu, dokoła ustawiając oręż, zasklepiano późniéj komnatę, pokrywano ją dachem, i w niéj grzebano razem z królem zabite sługi, konie zmarłego i złote sprzęty: złoto bowiem szczególnie było od Scytów upodobane i używane, a miedzi i srebra nieznali, (?). Nad grobem usypywano jak najwznioślejszą mogiłę.
Z opisem Herodotowym w części zgadzają się rozkopane mogiły Scytyjskie, ale w wielu z nich znać lub późniejszą epokę, albo inne plemie na wzór Scytów, odprawiające pogrzeby wodzów swoich.
P. A. Tereszczeńko (w Dzienniku ministerstwa oświecenia, 1853, Lipiec, 9), śledził i badał Scytyjskie mogiły, poczynając od Naddnieprowskiego powiatu, rzeczki Samary i ujścia jéj do Dniepru, po stepach Dnieprowych, ku Czarnemu i Azowskiemu morzu; a skutkiem badań jego jest przekonanie, że na Scytyjskich grobach, oprócz opisanych przez Herodota szczególności, stały bałwany pamiątkowe, które późniéj babami nazwano. Zwykle, jakeśmy już wzmiankowali, groby te odznaczają się wysoko nasypaną mogiłą, otoczoną mniejszemi dokoła, wewnątrz zaś zawierają izby sklepione płytami kamiennemi, korytarze i komory. Sprzęt w nich znajduje się kruszcowy, w wyrobie jego widne ślady wpływu osad Greckich i sztuki Helleńskiéj; ciała leżą niepalone, przy nich kości źwierząt, strzały, blaszki, uzdy, konie, i t. p. Oto jest opis rozkopania jednéj podobnéj mogiły w stepie, między Czarnym-lasem a twierdzą ś. Elżbiety. Przedsięwziął odkrycie jéj generał major Mielgunów naczelnik Nowo-Serbii, we wrześniu 1763 roku, zabytki znalezione odesłano Akademii nauk stołecznéj.
Mogiła ta leżała pomiędzy rzekami wielkim i małym Ingułem, w uroczysku zwaném Kuczerowe-bujeraki. Najprzód odrzucono ziemię czarną na dwie stopy kurhan pokrywającą, i odkryto kamienny grubéj roboty posąg z piaskowca w rodzaju zwanych babami. Kopiąc daléj na stóp sześć z górą, natrafiono w stronie od zachodu rodzaj izbicy obłożonéj płytami kamiennemi, a w niéj same sprzęty, ale ani szkieletu, ani żadnych jego śladów nieznaleziono, choć prawie do poziomu mogiłę rozryto. Na samém dnie było zgliszcze stosu, przepalone kości, węgle i żużle stopionych rzeczy kruszcowych. Znalezione przedmioty, były następujące:
1. Łańcuch złoty, trzyrzędowy, noszony snadź na szyi, z kółek sztucznie spajanych spleciony. Rzędy pomiędzy sobą łączyły spinki, dające się wyginać na wszystkie strony. Ważył 56½ zołotników.
2. Dwa złote grube kółka (bransolety).
3. Siedmnaście blaszek bronzowych z wyciskami ptaków drapieżnych, bez nóg. Blaszki te wewnątrz miały po cztery uszka; sądzono, że służyły za ozdobę rzędu konia.
4. Dwa srebrne sprzęty w sposobie lichtarzy na płaskich nóżkach; u góry przy otworze miały koronę pozłacaną, pod nią złocone kółko. Ważyły funtów dwa, 41 zołotników.
5. Pięć ułamków lichtarzy, ważących 58 zołotników.
6. Skówka od noża wojennego, podobna do Perskich robót w tym rodzaju, ociągnięta złotą blaszką, z wybijaniem.
7. Pochwy od noża, pokryte złotą wybijaną blaszką, z wyobrażeniem jakichś istot mitologicznych, podobnych do Centaurów. Postacie te, z ludzkiemi i oślemi głowami, nogi miały opatrzone w kopyta, ogony różnych źwierząt, każdy u boku miał rybę. Na kraju pochwy, dwa siedzące przeciwko siebie niedźwiedzie.
8. Podwójna, dość gruba blacha złota, na któréj były ślady przebicia gwoździami; z obu jéj stron wyobrażony był leżący jeleń, robotą wybijaną. Ważyła 14½ zołotn. gran 9.
9. Złota blacha, jak się zdawało, od pochew. Na niéj centaury, i dwóch ludzi skrzydlatych cóś nakształt kadzielnicy trzymających. Przed każdym z nich drzewo, między drzewami lichtarz siedmioramienny; z tyłu za każdym po jednéj róży. Waga 7¾ zołotników.
10. Trzy złamane blachy złote, na nich wyciśnięte: Centaur, dwa żurawie, i małpa. Waga 3¾ zołotnika.
11. Czterdzieści ostrzów strzał bronzowych.
12. Bruchtu różnego drobnego, wagi 11¾ zołotników.
13. Ułamki srebrne wagi 12½ zołotników.
14. Dwadzieścia gwoździ żelaznych z główkami pociąganemi srebrem, i trzy same główki.
15. Dwa sprzęty bronzowe, miejscami złocone, drobne.
16. Szczątki żelaztwa, i kółko żelazne do zawieszania.
W innych tejże epoki grobowcach Scytyjskich, obudowanych drzewem, i do bliższych nas czasów należących, wspomina p. Tereszczeńko, znalezione kości niepalone, proste garnki gliniane, uzdeczki, kółka złote, i rodzaj ozdób noszonych na piersi, które chociaż uznaje za Scytyjskie, mybyśmy je do późniejszéj odnieśli epoki. (Dziennik minis. ośw. 1853, Lipiec, 26 — 27).
Zdaje mi się, że do epoki żelaza odnieść należy zabytki niektóre Scytyjskie z Syberyi, przez Frołowa do Ermitażu przywiezione, oprócz właściwie żelaznych, srebrne i rogowe. Ze srebra znajdują się tu kółka, sprząźki, iglice, blaszki cieńkie od pochew miecza, pierścienie, niekiedy kamieniami nasadzane. Trafiają się tu i figurki drewniane, pokryte srebrnemi listkami. Tu należą też rzeźby na rogu, kółka z głowami źwierząt, i t. p. Żelazne mamy rękojeści miecza, strzemiona, gwoździe, reszty zbroi i nożów bojowych (185).



X. PEREPIATYCHA, INNE MOGIŁY EPOKI ŻELAZNÉJ.

Niezawodnie najpiękniejszym pomnikiem z téj epoki, należącym do tak zwanych u Greków i Rzymian tumuli polyandri, jest niedawno z polecenia rządu rozkopana Perepiatycha, któréj opisu na czele mogił Ukraińskich pominąć niemożna.
Mogiły Perepiat i Perepiatycha, wysokie usypy z ziemi, leżą w Kijowskiém około Chwastowa. Krążyły o nich podania różne, zapewnie przez lud natchniony poważnemi temi grobowcami powolnie utworzone, a może na jakimś wątku historycznym osnute. Uderza w nich głównie, jak słusznie uważa M. Grabowski, mgliste podanie o wodzu-niewieście, o jakiejś Amazonce.
Mogiły obie w r. 1159, już są wspomniane jako stare, chociaż my ich głębiéj nad wiek VII — IX umieścić niemożemy.
Wielka mogiła położona na polu Białokniaziowskiém, wymieniona w akcie z XII wieku, jako starożytna, uderza szczególniéj nazwaniem uroczyska, które zdaje się mieć związek jakiś z historyą grobowca. Pochowany w niéj zwać się musiał u ludu Biełym Kniaziem, i był zapewnie jednym z Normandzkich wodzów na Rusi, co zresztą wewnętrzny charakter mogiły potwierdza.
Perepiatychę znaleziono nieco tylko z wierzchu uszkodzoną, a Perepiat całkiem był skopany, tak, że obwód tylko jego na ziemi był znaczny. Wielkość usypu, mocna jego budowa, sterczące ze środka mogiły granitowe głazy, ściągnęły najprzód uwagę zesłanéj tu komissyi.
Obwód tumulusa był eliptyczny, w górze usyp stożkowaty, nieco spłaszczony, ale na nim ledwie pięciu ludzi pomieścić się mogło. Wysokość prostopadła mogiły wynosiła sążni pięć, długość z zachodu na wschód dziesięć, szerokość pięć sążni. W około na przestrzeni stu ośmdziesięciu sążni, znajdowało się czterdzieści kilka usypów z ziemi, w kształcie mogił zwyczajnych, największy miał wysokości sążeń jeden, a półtora długości; wszystkie zwrócone były ku zachodowi.
Przystępując do rozkopania, zdjęto najprzód darń na siedm stóp głęboko ułożoną na wierzchu, kawałami ziemi zbitemi w kształcie cegieł poprzedzielaną i tworzącą rodzaj szczelnéj pokrywy na grobowcu. Po tych bryłach następowała ziemia, także mocno ubita, na dziewięć blizko stóp głęboko, w ośmiu warstwach na przemiany, z piasku, gliny i czarnoziemu złożonych.
Massę tę rozbijać musiano siekierami i drągami nie bez wielkiéj trudności. Z pod niéj ukazały się kawały granitu i spróchniałego już drzewa.
Zdjęto je i odkryto przestrzeń próżną obszerną, zawaloną kamieniami i pogniłemi drzewy. Kształt jej był owalny, w kierunku od wschodu na zachód zwrócony, a w pośrodku grobowisko zarzucone granitami, z których największe miały po trzy stopy długości. Z tych jedne były całkowite, inne pokruszone przy układaniu. Dobyto ich sztuk około pięciu tysięcy.
Pod temi kamieniami, była ziemia znowu i ogromne bale dębowe; zdaje się, że to wszystko musiało składać sklepienie mogiły, i że kamienie leżały na balach dębowych, które gdy zgniły, wszystko razem runęło. Oczyściwszy głąb’, postrzeżono kości i resztki naczyń glinianych, upadkiem sklepień zgniecionych. W północnéj części mogiły, odkryto najprzód szkielet z kamykiem okrągłym granitowym w ręku. Szyję i piersi jego okrywały paciórki kościane i gliniane, podobne im także znajdowały się na głowie i rozsypane dokoła. Niektóre różnobarwne były ze szkła kolorowego zafarbowanego niedokwasami kruszcowemi.
Największy naszyjnik mozajkowy, pięknéj roboty, barw jasnych, znalazł się u pasa szkieletu, ale część jego skruszona obróciła się w piasek szklisty. Ziarno jedno znalezione było z agatu. U pasa także była paciórka z aqua-mariny, ale rozbita. Wyszukano także kilka gwoździ, szrubowatego kształtu, z mięszaniny miedzi i ołowiu, i kości konia, którego zęby lat pięć pokazywały. Obok leżały inne szkielety, przy których tegoż rodzaju szczątki się znajdowały, wierzchy strzał, resztki tarczy, siekiera żelazna, nóż z tegoż kruszcu, kawałek siarki i czerwonego arszeniku. Niektóre szkielety niemiały ozdób żadnych; wszystkich ich obróconych na zachód głowami, było czternaście. Resztki drzewa przy nich dozwalały się domyślać, że pochowane były w trumnach. W części południowéj grobowca, pełno było naczyń glinianych pokruszonych, z których z trudnością największą, udało się zebrać szczątki, dać mogące wyobrażenie popielnic. Większa ich część miała formę pospolitą i niewykwintną szerokiego naczynia, do tarcia maku używanego (makotry); a robione były jak pospolicie; grobowe naczynia, z gliny zmięszanéj z tłuczonym granitem. Kolor ich był czarny i bronzowany, zdawały się pełne popiołów i kości. Inne były owalne, z dnem płaskiém, z kamienia szarego wykute, na nich stały urny gliniane. Dwie udało się dostać całkowite i jedną pokrywę glinianą do tacki podobną. Jedno naczynie gliniane ciemno-brunatne, w którém były resztki jakiegoś źwierzęcia (ofiary), znalazło się okryte korą jakiegoś drzewa (w grobach Ukrainy po kilkakroć się trafiało). Były także szczątki naczynia z mięszaniny miedzi i ołowiu, ale tak drobne, że sądzić z nich o kształcie jego było niepodobna.
W części nareszcie południowéj, u nóg szkieletu, znaleziono dwadzieścia cztery gryfy złote, na listkach wyciskane i trzy sztabki złota. Na odwrótnéj stronie tych blaszek, znajdowały się jeszcze nici wełniane jasne, dowodzące, że gryfami temi naszyta była jakaś materya, którą pokryte być musiało naczynie z popiołami.
Pod trumnami i szczątkami naczyń, prawie na równi z otaczającą ziemią, głąb’ tumulusu zalegało drzewo pogniłe, stanowiące jakby resztki podłogi. Ta spoczywała na szesnastu klocach dębowych w ziemię wbitych, otoczonych massą gliny. Trzy skrzynie, z których dwie okrągłe, jedna prostokątna, wbite w podłogę, pełne były popiołów źwierzęcych i węgli z drzewa.
W mogiłach otaczających nic nieznaleziono, w jednéj tylko było kilka sztuk drzewa. (Komissya archeologiczna Kijowska wydała opis i rysunki rozkopanego tumulusu, w piérwszych zeszytach Starożytności swoich, drukowanych po-Rusku i po-Francuzku, pod tytułem: Antiquitées publiées par la Commission provisoire d’Archéologie, pris le Gouverneur Militaire de Kiew. 1846. Impr. de S. Petersb. Lith. de J. Wallner. à Kiew. Rysunek wnętrza mogiły powtórzony na mniejszą skalę w Ukrainie M. Grabowskiego, XVI).
Odkrycie tego przepysznego grobowca, wybitne cechy ostatniéj epoki noszącego, w dziejach archeologii Słowiańskiéj ważną stanowi datę. Jest to pomnik heroiczny, pomnik wodza według wszelkiego podobieństwa, zabitego w walce, i pogrzebanego wspaniale wśród towarzyszów broni i boju. Ta drewniana chata, charakteryzująca epokę żelazną, ubiór paciórkowy głównego szkieletu, otaczający go orszak rycerzy, szczątki wiernego konia i psa (w naczyniu), popielnica okryta bisiorem, szytym w gryfy złote, doskonały dają obraz grobowisk, z ostatnich czasów przedchrześcijańskich. Trudno też porównywając tę mogiłę ze Skandynawskiemi tejże epoki, niedójrzeć w niéj wybitnych cech Normandzkich.
Wielkiego z nią podobieństwa, acz mniejszych rozmiarów, i nietak wspaniała, jest rozkopana w r. 1847 mogiła zwana Igorową, nad rzeką Uszą w Owruckiém, — odkrytą została kosztem i staraniem p. Michała Piotrowskiego, który ją opisał i odrysował. (Rysunki znajdują się w zbiorze piszącego). — Mogiła Igorowa, leżała w widłach rzeki Uszy i ruczaju Osoki, na gruntach wsi Niemirówki, w uroczysku zwaném Igorówką, nieopodal od drogi ze wsi Niemirówki do Bard wiodącéj.
Dokoła otaczały tumulus łąki i sianożęci, a do stóp jego przypierało błotko, pochodzące z wyjęcia ziemi na sypanie mogiły użytéj, jak chce miejscowe podanie. Od strony ruczaju Osoki, znajdowała się skała, na któréj wedle tegoż podania, widne być miały ślady kopyt konia Światosława Igorowicza. Kopiec sam stożkowaty, okrągły, obrosły był staremi dębami; wysokość jego dochodziła łokci dwudziestu, u spodu w przecięciu miał blizko siedmiudziesięciu. Kilka razy wprzód probowano go rozkopywać i popsuto tylko wydrążając pośrodku, a potém przerznąwszy jarem dochodzącym od obwodu koła do samego ogniska. Pan Piotrowski ostatnie rozkopywanie przedsiębrał i dokonał porządniéj.
Mogiła ta okazała się wielce podobną do Perepiatychy. Zawierała w sobie na równi z powierzchnią ziemi, ułożonych porządnie, szesnaście kup szarych granitów, tak, że dwanaście z nich w koło, a cztery ustawione były w pośrodku. Na każdéj z tych kup z wierzchu, znajdowały się węgle i kawałki czerepów, z pobitych naczyń glinianych, kości ludzi i źwierząt, i mnóztwo żelezców strzał. Około jednéj kupy od strony zachodu, z brzegu były ślady kilku bierwion drewnianych i skrzyni, jak w Perepiatysze. Nieodkryto tu, o ile wiemy, żadnych innych zabytków, oprócz paciórek i żelezców. Żelezca te były rozmaitych kształtów, niewykwintne wcale i linij nieforemnych, może z powodu, że je czas i rdza zjadły. Budowa mogiły mniéj staranna, jak w Prepiatysze, wielkie jednak ma do niéj podobieństwo; tu i tam zarówno znaleziono charakterystyczne szczęty drzewa, kupy granitu, okruchy naczyń, kości i żelezca, a nawet stosy głazów w jeden sposób, były poukładane, dokoła środka mogiły.
Oprócz wymienionych (Grabowski i Obozrenje Fundukleja), w Ukrainie mnóztwo jest mogił z tego okresu, i mało która w téj części kraju do innéj epoki odnieść się daje, gdyż we wszystkich niemal znajduje się już żelazo.
Wspomnim tu jeszcze następne wykopaliska Ukraińskie:
Na gruntach Osociańskich, (Czehryńskie), znaleziono mogiłę, a w niéj rodzaj katakomby, zawierający szkielet całkowity, przy nim resztki żelaza i dwadzieścia dziewięć strzał. Ostrza te były z mięszaniny jakiejś białawéj, zielono emalijowane, roboty wcale kunsztownéj, kształtu pięknego, — jedna się znalazła kościana.
W mogile między Palczykiem a Honczarychą, odkryto grób z drzewem w środku (izbicą), i kośćmi człowieka w całém uzbrojeniu. Mogiła była rozorana, ale dawniéj otaczały ją kamienie.
Z tejże epoki, rozkopano tumulusy około wsi Stebnego i Olchowca, gdzie pod usypem pięć z górą łokci wysokim, a siedmnaście sążni obwodu mającym, o ośm blizko łokci w głąb’, na calcu wśród bierwion przegniłych, znaleziono szkielet bez głowy, a przy nim garnuszek mały, pełen ziemi. W drugiéj mogile tamże, był sam tylko garnek, i ani śladów kościotrupa.
W Taraszczańskiém odkryto w usypie jednym ślad niedopalonego stosu (w mogile Carewa, koło Lichaczychy), w Kalniku w mogile znalazła się skrzynia ze sprzętami srebrnemi; w Korosteszowie kościotrup zakopany w korze brzozowéj.
Izbice z drzewa budowane, z kośćmi ludzkiemi, natrafiano koło Olszanki i Łosiatyna. Lecz mogił tego rodzaju z ostatnich bliższych nam czasów, tak wielka jest ilość, po różnych stronach Słowiańszczyzny, i w krajach dawniéj przez Słowian zajmowanych, że zliczyć ich ani opisać niepodobna.
Jak widzimy, grobowiska z okresu żelaza, ciągnącego się przez kilka wieków, wielce są rozmaite i bardzo się od siebie różnią, w miarę jak odleglejszego sięgają czasu, lub mniejszéj są starożytności.
Zdaje się nam, że klassyfikując je, większą dawność wypadałoby przypisać tym, które są kunsztowniéj zbudowane, w których kamień przeważa, nie jako nieforemna bryła, ale jako płyta użyty, i te w których ciała są palone.
W Polsce i Galicyi, najcharakterystyczniejszemi są groby z urnami okręconemi mieczem; w Rusi izbice drewniane przypominające Normandzkie tego rodzaju budowy i prastare grobowce kamienne.
W Grobach pod Ranis, (u dawnych Sorbów) Dyakon Albert zauważał, że mogiły kobiece, pełne były ozdób, iglic, pierścieni, paciórek, a męzkie po większéj części mało zawierały przyborów i sprzętu. O ile z opisu jego wnioskować można, stare cmentarzysko w Ranis, należało do drugiéj i trzeciéj epoki. W grobach męzkich, najczęściéj po jednéj tylko znajdowało się urnie, a ta stała pomiędzy nogami, lub w rękach szkieletu, i niezawierała w sobie popiołów. Ozdoby popielnic były kształtu wężowego (S).
Oto są opisy ciekawych wykopalisk w Ranis, których podobieństwa do naszych z ostatniéj epoki dowodzić niepotrzebujemy.
„W czternastym grobie, pisze sprawozdawca, odkryliśmy piérwszy oręż, a tym był miecz stalowy, obosieczny, którego klinga w środku, na znak żalu zapewnie była zgiętą. Miał dwadzieścia cztery cale długości, rękojeść otoczoną blaszką, szlachetniejszego metalu półtrzecia calową, a na niéj guz, cal i trzy ćwierci długi. Stal była doskonała, miecz ważył 31 łótów. Zdaje się, że szkielet trzymał go w ręku.
Obok natrafiono na wielką piękną urnę, ale już rozciśniętą, ozdobioną wężowemi splotami“.
W innym z tych grobów, znaleziono trzy szkielety na sobie leżące, spodni męzki złożony najgłębiéj spoczywał na boku, twarzą ku wschodowi, drugi także męzki, głową na zachód zwrócony; na nim był żeński, głową leżący na piersiach jego i rękami go obejmujący. Przy kościotrupach trafiono na kolce i stalową sprzążkę, a nogi żeńskiego szkieletu wygięte umyślnie, obejmowały postawioną w nich urnę.
Najbogatszym był trzydziesty piérwszy grobowiec, pięknie zasklepiony łupkowym kamieniem, przy którego żeńskim szkielecie, znaleziono dwa na nogach pierścienie (Fussringe); na piersi ogromny naszyjnik, spięcia bronzowe, spinki z głowami wężowémi, bursztynową paciórkę i t. p. wreszcie guzik emalijowany. Były w nim i okruchy ozdób żelaznych i paciórki bursztynowe i szklane. W misie pokruszonéj, któréj połowa się tylko zachowała, leżał stalowy ptaszek..
Podobne do mogił pod Ranis, z trzeciéj także wedle wszelkiego podobieństwa epoki, były rozkopane pod Skalskiem, których pomimo zasklepień kamiennych, z płyt wielkich i ciał niepalonych, do pierwszéj epoki odnieść niemożna.
Dwie mogiły były wielkiemi głazami pokryte, ale nietak zasklepione, jak mogiły piérwszego okresu. Jedna z nich zamknięta była zbitemi w półkole kamieniami bez wapna; druga zasklepiona stożkowato; inne otaczała ziemia tylko mocno ubita. Wszędzie z obu stron głowy, stały różnokształtne garncarskie wyroby, misy i dzbany. W jednéj z mogił kamiennych, kościotrup kobiecy miał w prawéj ręce, sznur bursztynowych paciórek, a obok leżały dróty złote, pokręcone w kształcie pierścieni.
Z tejże epoki, w Czechach znaczniejsze rozkopano grobowiska w Brozan, w Libeznicy, gdzie do dwudziestu urn i młot kamienny znaleziono, w Horzińće, w Jeżowic’ach na cmentarzu. Tu szkielety odkryte miały głowy poucinane, a na ich miejscu pokładzione były kamienie, przy nich sprzęt się znajdował bronzowy i złoty. Godne są także wspomnienia poszukiwania w Zwikowcach i w lesie Berna pod Kopidlnem. Tu szkielety już leżały w wydrążonych kłodach drzewa, w grobowcach płaskiemi kamykami powykładanych, w pewnym porządku jedne przy drugich. Przy nich były pierścienie bronzowe, srebrne i złote.
Podobne cmentarzysko znaleziono jeszcze w ogrodzie Paneńska, u Strahowskiéj bramy w Pradze i Żelenic, w r. 1843. Mogiły wewnątrz wysłane były kamieniem; przy kościotrupach miecze, ostrza dzid zardzewiałe, pierścienie bronzowe i rogowe, i piękne wielkie spięcie (napierśnik) odkryto (Vocel).




XI. USYPY, MOGIŁY, CMENTARZYSKA.

Usypy z ziemi (tumulus) pokrywające grobowce, zwane kurhanami, mogiłami, żalnikami, rozmaitéj wielkości, kształtów i rozmiarów, zalegają kraj od Wisły do Dniepru i Dźwiny, do Elby i Odry, po brzegach mórz Bałtyckiego i Czarnego.
W nich, jakeśmy wskazali, już szkielety całkowite w grobowcach z wielkich kamieni, z płyt sklepionych, już urny w otoczonych kamieniem usypach, wreszcie szkielety znów i urny w drewnianych katakumbach przywalonych kamieniami, lub nasypane tylko i przybite ziemią, się znajdują. Począwszy od drugiéj epoki, ślady są widoczne palenia ciał — zwyczaju, który w Słowiańszczyźnie właściwéj, snadź był zwykłym pogrzebowym obrzędem. Wiemy zkądinąd z dziejów, że Słowianie najprzód ciała swych zmarłych palili na stosach, potém zebrawszy ich popioły w gliniane naczynia, wystawiali je na słupach po rozdrożach. Zwyczaj ten jednak musiał być raczéj częścią pogrzebu, obchodem poprzedzającym mogiłę, związek mającym z Tryzną, niżeli samym pogrzebem. Urna stała na słupie, dopóki trwały igrzyska, lecz późniéj składano ją w mogile na cmentarzu, przy popielnicach rodziny i krewnych, w piasczystych pagórkach, w usypach obijanych kamieniami i darniną. Groby z téj epoki urn pełne, najpospolitsze są w Wielkiéj-Polsce, w Kaliskiém, w niektórych częściach Litwy, w Szlązku, Prusiech; mniéj pospolite, acz nierzadkie w Inflantach, Kurlandyi, na Wołyniu i Ukrainie.
Inflanckie grobowce bogate w sprzęty różnego rodzaju, zwłaszcza z pod Aszerade, opisał dokładnie Dr. Kruse w swéj Necrolivonica; znaleziono w nich zabytki niezmiernie zajmujące i ciekawe, ale urn i popielnic stosunkowo bardzo mało.
Do mogił z téjże epoki, wielkością swą i pamiątką do nich przywiązaną, ściągających uwagę, policzyć potrzeba olbrzymie dwa usypy w okolicy Krakowa, znane pod naźwiskami mogił Krakusa i Wandy. Mogiła Wandy, (bryłowatości 1320 stóp, wysokości pionowéj siedm sążni), leży pod wsią Mogiłą, a na niéj wznosi się dziś słup czworograniasty kamienny niewiadomo z jakiéj pochodzący epoki, i jakie mieć mogący znaczenie. Podanie ludu głosi, że mogiła ta, zawsze przez pół być musi zielona, przez połowę czarna. (Rysunek jéj u P. Sobieszczańskiego, T. I, 1, i w Przyjacielu Ludu R. VII, N. 13).
Mogiła Krakusa, (rysunek w dziele Kielisińskiego), leży na górze Lasotni pod Krakowem, na prawym brzegu Wisły, (bryłowatości sążni sześciennych 2, 392, wysokości sążni ośm i pół). Poniżéj, stoi starożytny kościołek św. Benedykta, dawniéj xięży Duchaków (kanoników de Saxia). (Inny rysunek téj mogiły, zobacz w litografijach J.-N. Głowackiego, — i w widoku trzech mogił Krakowskich, wydanym we Lwowie u Biasion).
Tych mogił historycznych zbadaniu zaprzecza cześć przeszłości, bo jakażby je ręka ośmieliła się świętokradzko nadwerężyć? Załączyć do nich potrzeba stary usyp, zwany mogiłą Lecha pod Gnieznem, i mogiłę Mendoga w Nowogródku na Litwie.
Najpospolitszym kształtem tumulusów, jest forma stożkowata, ostrokręgowa, czasem mniéj lub więcéj ku wierzchołkowi ścięta; inne usypy bywają owalne u podstawy. Trafiają się i mniéj pospolitych postaci.
Na Ukrainie w wielkiéj ilości kurhanów, rozsianych po całéj téj prowincyi, których liczba mówi właśnie o tém, że nienależą do najodleglejszéj epoki, o czém też przekonywają dowodniéj odkopywane w nich zabytki, — miejscowi archeologowie upatrują trzy główne mogił kształty.
Piérwsze są zwykle tumulusy stożkowate ostrokręgowe; drugie zwane czubatemi, na takiejże podstawie okrągłéj, mają wierzchołek rozdwojony, ale te dosyć są rzadkie. Trzecie naostatek usypy, zwane pospolicie majdanami, obwiedzione są wałem, a w pośrodku pozostawiona próżnia. W tych, jakkolwiek ich budowa bywa bardzo rozmaita, wały najczęściéj są pojedyńcze, niekiedy podwójne i potrójne, a okrążają niewielką przestrzeń płaską. Jest to cóś pośredniego, między Horodyszczem a mogiłą, bywają bowiem pierścienie te i obszerniejsze. Wał okrągły zamyka je dokoła; w jedném tylko miejscu zniżając się i dając przystęp do środka, gdzie równa z poziomem niewielka znajduje się płaszczyzna. W niektórych pośrodku bywa jeszcze kopiec, podnoszący się ponad wysokość wału otaczającego. Wał częściéj ma powierzchnię falistą, nierówną, podwyższającą się i zniżającą, niżeli zupełnie gładką; garby te przypadają w odstępach równych i niezdają się być nadwerężeniem wypadkowém, ale właściwą formą pierwotnéj budowy. Rodzaj szańcu otacza drugim wieńcem wał, zwłaszcza osłaniając go od strony otwartego wnijścia; niekiedy szańce te, pół xiężycowego kształtu, od dwóch, powtarzają się do siedmiu. Gdzieindziéj szańce zewnętrzne, najdziwaczniéj porozrzucane w różnych kierunkach, obejmują usyp główny.
We wszystkich tego rodzaju tumulusach, nieznajdowano nigdzie kości, a stale po za wrotami ich, pomiędzy szańcami chroniącemi wnijścia, trafiano na jamę, w któréj było puste z gliny piecysko. Grabowski przypuszcza, że to były miejsca obrzędów i ludożerczych ofiar, dawnych Scytów; a chociaż braknie na to dowodów, pewném się być zdaje, że to są kapiszcza jakiegoś dawniéj tu zamieszkałego ludu. Epoka tych mogił, z trudnością oznaczyć się daje, materyalnemi dowodami; a może też zamało dotąd zwracano uwagi przy rozkopywaniu, jakiego rodzaju szczątki w tych mogiłach, lub pobliżu znajdować się mogą.
Do rzadkich mogił należą jeszcze, form niezwyczajnych usypy, naprzykład pod Glinianami, w kształcie półxiężyca, która z opisu przypomina wspomniane majdany Ukraińskie. (Ob. Czasopism Ossolińsk. 1829, zeszyt. II, 84). O milę od wsi Glinian ku południowi od starego gościńca, który z Brodów do Lwowa na Gliniany prowadził, jest usyp kolisty, w pośrodku próżny, rodzaj obwarzanka, albo raczéj rogala (xiężyca) formujący. Ściana od północy wznosi się najwyżéj, a z obu stron wał ten spuszcza się tak nieznacznie, że naprzeciw najwyższéj ściany północnéj, usyp z ziemią się równa, tworząc tu wnijście do środka. Wał niejest szeroki, tak, że po nim ledwie osób dwie obok iść mogą, boki ma bardzo spadziste. Wysokość jego od północy do piętnastu łokci dochodzi, cały okrąg przy podstawie, ma dwieście dwadzieścia kroków, górą blizko stu pięćdziesięciu. Kształt, dodaje opisujący, przypomina Ringe (hring) Awarów. Podania o téj mogile są różne, ale widocznie dorabiane późniéj: mówią o pochowaniu w niéj dwunastu senatorów; że ją sypało wojsko, nosząc ziemię w cholewach; że ciała wyjęte zostały ze środka, i t. p.
Dwie inne mogiły, znajdujące się w okolicy, są w kształcie prostych kopców.
Zbiorowiska mogił najznaczniejsze, rodzaj Necropolis z czasów przedhistorycznych, nielicząc już Scytyjskich, nad morzem Czarném rozsianych, znajdują się w wielu miejscach staréj Słowiańszczyzny, naprzykład, że inne pominiem, między Rohaczewem a Mohylewem nad brzegami Dniepru z jednéj strony, z drugiéj w Kleczewie w Wielkiéj-Polsce.
Kleczewskie cmentarzysko, świadczące o bardzo wielkiéj jakiejś tu z czasów pogańskich osadzie, zajmuje żalnikami swemi trzy obszerne place, po pięćset i sześćset kroków długości i szerokości mające. Około nich mogiły stoją rzędami we cztery boki i w krzyż je przerzynając, po pięćdziesiąt i więcéj na każdym, kształcąc rodzaj ulic. Mogiły z jednéj strony zaokrąglone, mają około piętnastu kroków średnicy, drugi ich koniec zwężony; brzegi pookładane kamieniami wielkiemi i mniejszemi i ziemią. Na stóp trzy głęboko znajdują się w nich żale, garnki i łzawnice...
To co uderza w cmentarzysku Kleczewskiém, mianowicie porządnie nakreślone ulice, rzędy grobów w linije wyciągniętych, przez niektórych archeologów uważa się, za jednę z cech głównych, odznaczającą zgliszcza Słowiańskie.
Pod Ranis (w dawnym kraju Sorbów) Dyakon Alberti, odkrył cmentarz z tego względu do Kleczewskiego podobny, podzielony na regularne rzędy mogiłami. Grobowce kamienne rzadkie tu były, ale i te się znajdowały; więcéj prostych usypów z ziemi, do drugiéj i trzeciéj epoki odnoszących się. Toż w Skalsku w Czechach, cmentarz pogański przedstawiał: mogiły na nim rzędami były sypane, w równych od siebie wymierzonych odstępach. Z opisu ich znać, że należały do trzeciéj czysto Słowiańskiéj epoki. (Dr Kalina).
Mogiły zajmujące z czasów Słowiańskich, pod Płowcami w Brzesko-Kujawskiém, gdzie późniéj w r. 1331 była bitwa z Krzyżakami; w Lubaszu, w W. Polsce i t. d. Rysunek rozkopanéj mogiły Litewskiéj, znajduje się u Voigt’a, Kurlandzkie w wielkiéj liczbie, zobaczyć u Dra Kruse w Necrolivonica, Litewskie u E. Tyszkiewicza w Badaniach i Rzucie oka, Ukraińskie u M. Grabowskiego, inne u Sobieszczańskiego, w rozprawach Hartnoch’a i Reusch’a, i t. d. i t. d.




XII. HORODYSZCZA, ZAMCZYSKA, WAŁY.

Do usypów z ziemi najstarożytniejszych, czysto Słowiańskich, należą dotąd zagadkowe Horodyszcza, które po całéj przestrzeni ziem Słowiańskich, w prastarych osadach rozsypane znajdujemy, na niewielkich często od siebie odległościach. Są one dziś najwymówniejszém świadectwem o dawnych ogniskach ludności i zamieszkaniu kraju; ale przeznaczenie ich właściwe, dotąd niemogło być zbadane, z powodu, że ani położenie ich, ani kształt, ani inne skazówki, naprowadzić na odgadnięcie go niemogły. Są to najpospoliciéj niewielkich rozmiarów, w prostokąt, w kwadrat, krąg, ellipsę, lub nieregularną figurę usypane wały, w pośrodku przestrzeń równą i płaską zamykające. Położone bywają zwykle u zbiegu wód, na błotach, w lasach, w dolinach, wśród nieprzystępnych trzęsawisk. Niéma na nich żadnego śladu budowli. Najstarsze znane akta wspominają już o nich, jako o odwiecznych, starożytnych uroczyskach, zowiąc je w ziemiach Słowiańskich Horodyszczami, Hradyszczami, Hradkami, Gródkami, Grodziskami i t. p. u Litwy i Rusi, Kopiszczami, Okopiskami.
Nazwanie ich Słowiańskie, pochodzi widocznie od grad, hrad, (miejsce ogrodzone), jak zagroda i ogród; ale nieoświeca nas jeszcze, o celu dla którego oddzielone, odgrodzone zostało. Piérwszą myślą nastręczającą się jest, że to być mogły miejsca obronne, lecz z drugiéj strony, mała ich przestrzeń, zupełny brak studni, położenie w zapadłych i oddalonych miejscach, niesprzyjają téj hipotezie. Zkądinąd jednak, tak mało wiemy o wojskowości u Słowian, o ich sposobie wojowania i obrony, o liczbie ludności, że i tu trudno cóś wyrzec stanowczego.
Skazówką bardzo dalekiéj starożytności niektórych horodyszcz, są znajdowane wśród nich (co się piszącemu w Polesiu Wołyńskiém nad brzegami Horynia trafiło) siekierki i młoty kamienne. Najprawdopodobniéj, horodyszcza mogły być miejscem obrony i schronienia w czasie napadów, a zarazem posadą świątyń, placami ofiarnemi, co potwierdza według nas, niezmiernie ważna skazówka, że na wielu takich horodyszczach stanęły późniéj kościołki i cerkiewki lub kapliczki. Wreszcie jak nazwanie Litewskie i Ruskie Kopiszcz napomyka, mogły one być miejscem uroczystych obrad, wieców, w którém zbierały się w wielkich okolicznościach, lub oznaczonych dniach roku, gromady gmin, rządzących się jeszcze same przez się.
Niektóre horodyszcza u Rusi, zowią się jeszcze uroczyskami (per excellentiam), co może potwierdzać domysł o świątyniach na nich dawniéj stojących; ale lud tak przywykł już zwać tém naźwiskiem powszechném różne place, śladu opasania wałami niemające, byleby oddzielna jakaś do nich przywiązana była pamiątka, właściwe imie im nadająca, że tego za ważny dowód niestawimy.
Trudno i tu wyjść z domysłów, mniéj więcéj prawdopodobnych, dopóki nowe jakie szczęśliwe a stanowcze odkrycie, niezbogaci nas faktem, na którymbyśmy się oprzeć mogli. Godna uwagi, że nigdzie w horodyszczach niéma śladów ani studni, ani budowli, — ale stare budowy, jeśli tam były jakie, musiały być drewniane, a położenie horodyszcz zawsze prawie nad wodami umieszczanych i brak studni tłómaczyć może. Oddalenie od miejsc dziś zamieszkanych, jak z jednéj strony wikła badanie, tak z drugiéj dowodzić może, przesiedlenia się wsi w czasach spokojniejszych, na stanowiska wygodniejsze, choć mniéj obronne i ukryte.
Pospolicie horodyszcza stare mieszczą się w zakątkach niedostępnych i naturą obwarowanych od napadów i pogwałcenia, wśród błót, trzęsawisk, u ścieku wód, pośród lasów, zawsze niemal na nizinach.
Wielu już rozprawiało o horodyszczach, na które piérwszy Zoryan Chodakowski zwrócił uwagę starożytników; dotąd jednak do piérwszych jego i trafnych badań, nikt stanowczego nic dorzucić niepotrafił. Myśli tego znakomitego archeologa, wynikłe z obejrzenia ogromnéj kraju przestrzeni, pozostały dotąd zasadą wszystkich poszukiwań, i w różny sposób użyte, krążą jeszcze nietknięte, z xięgi do xięgi przechodząc.
Niekiedy w niewielkich oddaleniach, ale nigdy podobno na samych horodyszczach, znajdują się mogiły stare. W śledzeniu horodyszcz, pilnie odróżniać je należy, od znacznie późniejszych, a często bardzo do nich podobnych grodzisk i zamczysk, od VI do XII wieku wznoszonych dla saméj obrony; oddzielnemi odznaczających się piętnami. Horodyszcza prastare, stale znajdują się około wód, w dolinach, w błotach, na płaszczyznach; nigdy prawie na wzgórzach i wyniosłościach. Zamczyska zaś obronne czasu późniejszych wojen stawiane, po których dziś innych śladów nad wały, okopy i fossy niepozostało, i sięgające często X i XI wieku, odróżniają się od horodyszcz właściwych tém mianowicie, że wały ich nakreślone są regularniéj, wynioślejsze, linijami idą prostszemi, przestrzeń objęta niemi jest większa; w pośrodku bywają ślady studni, a niekiedy gruzów i budowli drewnianych. Położenie ich lepiéj obrane panuje okolicy; niekryją się w lasach, ale same zdają się występować do boju, skrzydły swemi osłaniając kraj przyległy; najpowszechniéj wznoszą się u zbiegu dwóch rzek, w widłach ich i t. p. Rozmiary i kształty wałów, nie są jednostajne, przybierając formy zależne od postaci gór, na których się rozlegają, i płaszczyzny wierzchniéj, któréj rozmiar o wielkości ich stanowi. Po górach bywają ślady usypów wyższych, w sposobie baszt narożnych.
Szczątki te i gruzy, które dźwignęła myśl obrony, nienależą już do historyi sztuki — w któréj horodyszcze mieścić się powinno, jako posada świątyni, plac ofiary — wspominamy je tylko dla odróżnienia od okopów, o których mowa.
Napomykamy tu także mimochodem tylko o wałach, często wielkie zalegających przestrzenie, rodzaju Chińskich murów, które od napaści hord strzedz miały całe ziemie. Może poetyczne legendy i podania jakie lud zasiał na zaklęsłych grzbietach tych usypów olbrzymich, zajmującemi je dziś czynią jedynie. Zresztą w dziejach sztuki, te pomniki graniczne odległych czasów, uderzające ogromem pracy, którą spotrzebowały, niemają żadnego znaczenia. Najznaczniejsze szczęty wałów znajdują się w Ukrainie po za Dniestrem, w okolicach morza Czarnego, w dawnéj Dacyi, inne od Wisły na zachód, przez Wielkopolskę ku Szlązkowi i Łużycom się ciągną. Lud, który równie łatwo zapomina i tworzy, z powodu olbrzymich owych Żmijowemi zwanych wałów, poetyczne wyroił podania, pełne właściwéj mu fantazyi; niepojmował on inaczéj pracy tak wielkiéj, jak cudowną, czarodziejską dokonanéj siłą, i często odgadł poswojemu epokę, któréj są zabytkiem.




XIII. BUDOWNICTWO.

Najstarszym u nas pomnikiem budownictwa, jest izba grobowa, w mogiłach z piérwszéj i trzeciéj epoki. Te głazy proste, obrobione pracowicie i starannie choć niewykwintnie, ustawione pionowo, pokryte wiekiem olbrzymiém, zdają się naśladowaniem udoskonaloném tylko pieczary, w któréj chronić się musiała ludność piérwszéj najodleglejszéj epoki.
Późniejsze znów grobowce ostatnich czasów, zbudowane z grubych balów dębowych, składające się ze stropu, podłogi, wiązań, — mówią o epoce, w któréj już lud zamieszkiwał chaty drewniane, w któréj się rozpoczyna charakterystyczne czysto Słowiańskie budownictwo z drzewa. Oba te rodzaje izbic, dają nam niejakie pojęcie, o stanie budownictwa u ludów ziemie nasze zamieszkujących. Lecz jest li tu już sztuka czy rzemiosło jeszcze? myśl piękna, ozdoby, wdzięku, kształtu, wyszukiwanie linij i jéj stosunków: czy się tu już wyśledzić może? Sądzimy, że tak jest. Jakkolwiek to tylko nasionko i zaród mało co rozwinięty, już w nim szukać potrzeba i należy myśli, choć się całkiem jeszcze objawić niemogła. Kształt izb grobowych powszechnie prostokątny, okrągły, eliptyczny, ale stale figurę regularną mający, objawia najprzód pojęcie ładu i formy. Co do techniki kunsztu, obrobienie głazów, zestawienie ich, wiązanie belek, podłoga, strop grobowy, dowodzą, że w czasach tych budownictwo już nie było w kolebce.
Do późniejszych, ale najstarszych pomników zaliczyć należy budowę chaty wieśniaka, która w gruncie od wieków jednaką była, jaką dziś jeszcze pozostała. W niéj możemy szukać skazówek charakteru dawnego Słowiańskiego budownictwa, począwszy od słupka poddasze utrzymującego, który tradycyonalnie zawsze w jeden sposób był obrabiany, od belki po końcach rzeźbionéj, do rozmiarów dachu i okapu.
W kraju lesistym, obfitującym przedewszystkiém w drzewo wyborne, gdzie one niemal gotowe pod siekierę się kładło, piérwsze porządniejsze po pieczarach budowy, musiały się wznieść z tego materyału. Z opisu też starych świątyń pogańskich widać, że wszystkie prawie były z drzewa wznoszone. Nestor poświadcza, że w XI wieku dopiéro zaczęto na Rusi budować z kamienia; w Polsce i zachodniéj Słowiańszczyźnie daleko zapewnie wcześniéj.
Wielki ów i starożytny gród Kijowski, po większéj części składał się z samych budowli drewnianych, co łatwo tłómaczy jego upadek. W r. 1037 dopiéro Jarosław go opasał murami i złote owe odbudował wrota. Nowogrodzcy cieśle tak byli sławni, że ich Ruś wszystkich szydersko cieślami nazywała. Niepodobna zaprzeczyć, żeby już za czasów pogańskich u Słowian, budownictwo do wysokiego stopnia wykształcenia niedoszło. Widziemy to z opisu świątyń samych. Że zaś miało właściwy sobie charakter, to dziś jeszcze w tradycyonalnie jednakowo wznoszonych budowlach dostrzegać się daje.
Potrzeba tylko wpatrzyć się uważnie w drewniane budowy, przez lud prosty, bez kierunku uczeńszych stawiane, w pozostałe szczęty dawniejszych kościołków, śpichrzów i gospód, a typ stary architektury Słowiańskiéj, wypłynie jasno z pod nówszych naśladowań, przeistoczeń i dodatków.
Niewątpliwą jest rzeczą, że jedną z najwybitniejszych cech budowy stanowi kształt i obrobienie słupa. W dawnych drewnianych śpichrzach, chatach, karczmach, słup ten z małemi odmianami wszędzie jest jednakowy. Na wysokiéj podstawie czworobocznéj, oddzielony od niéj wązką przepaską wypukłą, wznosi się sam pień, okrągło lub w kostkę obrobiony, zawsze w pośrodku wypuklejszy, u góry znowu nieco zwężony, zakończony nagłówkiem fantastycznie obrobionym i rzeźbionym. Często bardzo przepaska dzieli go na dwie części równe, niby dwa słupki, jeden na drugim stojące. Słup taki przypominający ogólną swą fizyonomiją stary zabytek Duninowski w Koninie zachowany, z XI wieku, ma charakter Wschodni i typ niestarty Indyjsko-Assyryjski.
Z niego wnioskować się godzi, że cechę też Wschodnią miało drewniane budownictwo Słowiańskie, do wysokiego stopnia wykształcenia i pewnych form stałych doprowadzone za czasów bałwochwalstwa.
Dziś jeszcze w zajazdach starych gospód, w galeryach dawnych śpichrzów naszych, otoczonych dokoła drewnianemi słupami, dziwnie się cóś Wschodniego przebija. Myślę, że i kryte galerye starych cerkwi i cała ich budowa, odtrąciwszy to, czego wymagały późniejsze przepisy kościelne, muszą mieć w sobie cóś starych kontyn, na których miejscu stanęły, z których nieraz przerabiane być mogły. Nowe potém stawiąc, gdy pierwotne zniszczały, dodano do nich cóś Bizantyjskiego, ale typ odwieczny przyległ po wielu zakątach. Po za granicami Słowiańszczyzny, zdaje mi się, nic już podobnego do tych galeryj, do tych słupów, do naszych kościołków, kapliczek, cerkwi ozdabianych rzeźbionemi misternie gontami znaleźć niemożna — jest to właściwością miejscową, cechą wybitną krajową. Cóż powiemy o budownictwie, które po upływie tylu wieków, po przetrwaniu tylu różnych naśladownictw, jeszcze zachowało charakter tak wyraźnie własny? Można wnosić, że było pierwotnie wyrobione, że się stało sztuką i na tle Wschodnie pochodzenie zdradzającém, wyrobiło się samoistnie. Tu i ówdzie, wieśniak tradycyonalnie siekierą swą wyciosujący słupy i związujący galerye kształtnemi ramiony, trafia jeszcze na zapomniane prawidła nierozkwitłéj całkowicie i zaginionéj, ale niegdyś żywéj sztuki.

Pomniki budownictwa z epoki przedchrześcijańskiéj, podzielić się dają na kilka rodzajów, nielicząc już grobów, o których mówiliśmy obszerniéj. Powiemy tu krótko, o:

I.Pieczarach.
II.Ołtarzach i kamieniach ofiarnych.
III.Świątyniach, Kontynach, i Bugajach.
IV.Zamkach.
V.Chatach i dworach.




XIV. PIECZARY.

Pieczary należą do epoki, nazwanéj Kamienną i najstarszych budownictwa pomników: na całéj bowiem ziemi wszystkie hypogea i Syryngi najdawniejszemu były siedzibami ludzkiemi, czy to je ręka ludzka wyrobiła, czy natura na schronienie przygotowała, piérwszy wzór przyszłéj gotując budowy. W nich ludy pierwotne znajdowały przytułek, trafiając zrazu na naturalne kataklizmami wyrobione wyżłobienia w ziemi i skałach; potém na sposób ich wyrabiając nowe, lub usiłując znalezione rozszerzyć, przedłużyć i wedle swéj myśli wykształtować. Tak powstały z Troglodyckich jaskiń foremne i piękne świątynie, Indyj, Egiptu, i Etruskie. Niemamy podobnych do nich monolitów i hypogeów kunsztownych; lecz wspomnieć należy i te jakie się u nas trafiają, bo w ich wyrobieniu, udział miała ręka człowieka, piérwsze w ten sposób sklepienie zataczając nad głową, wykuwając obłączysto twardą skałę, lub zsiadłe pokłady gliny, ucząc się i domyślając, jak późniéj z drobnych kamieni i cegieł podobne utworzy gmachy. Słupy przypadkowo podpierające sklepienie, ściany jego, skierowały myśl ludzką do dochodzenia prawideł budowy, i złożenia jéj późniéj nie z jednéj bryły, ale ze sztuk oddzielnych spojonych z sobą.
Niebędziemy tu cytować ilekroć są wspomniane na Słowiańskich ziemiach, mieszkające narody Troglodytów: pozostałe jaskinie i pieczary, rozsiane tu i ówdzie, świadczą że niegdyś zamieszkiwane były przez ludy pierwotne; gdzieniegdzie jeszcze wkopująca się w głąb’ ziemlanka, jest ostatnią pozostałością tradycyjną téj najstarszéj a najlichszéj budowy.
O rozległych pieczarach na zachód Uralu, w ziemi dziś przez Samojedów zamieszkanéj, w wielu miejscach, nad jeziorami, obok rzek i błót mchem porosłych, w skałach i pagórkach wykutych, wspomina Klaproth w swéj Asia potyglotta. Jaskinie te otworami na wzór drzwi opatrzone, z piecami, z żelaznemi, miedzianemi, i glinianemi sprzętami, a często z kośćmi ludzkiemi, Rossyanie mają za mieszkania Czudów, Samojedzi zaś za schronienia duchów, które Zyrtami zowią.
Do największych pieczar w kraju naszym należą wielkie wydrążenia pod Straczem (rysunek ich w Przyjacielu ludu, r. 1841. 30), i pod Ojcowem jaskinie zwane Ciemna i Królewska, w których się miał ukrywać Łokietek. Obie są stalaktytami odziane, (Zwiedzał je Stanisław-August w r. 1787). Piérwsza z tych pieczar, sto kilkadziesiąt łokci długa, a trzydzieści pięć szeroka, wysoka do dziesięciu; druga z boku mniejsza i węższa.
Wspomnieć także potrzeba pieczary pod Olsztynem (ćwierć mili od tego miejsca), we wnętrzu góry lasem okrytéj, formujące cztery wielkie sale, pokryte dziwnych kształtów stalaktytami, w kształcie ambon, organów, słupów, i t. p. Olsztyńskie i Ojcowskie wyżłobienia niesą zapewnie dziełem ręki ludzkiéj, lecz w czasach odległych zamieszkane bywały i noszą ślady że za schronienie służyły.
Inne jeszcze jaskinie są pod Studzienicą na Podolu, obszerne bardzo, we wnętrzu góry zwanej Białą znajdujące się, w których jak chcą, do 15,000 ludu mieścić się i schronić mogło. Służyły one jako kryjówki w czasie napadów Tatarskich.
Od Czercza ku Nihinowi na Podolu, także ciągną się w kierunku południowym pieczary, które bywały schronieniem od napadów Wołochów i Mongołów. Na Podolu jeszcze pod wsią Ormiany nad Smotryczem, są pieczary, w których ciała ludzkie przechowują się w całości; inne pod Raszkowem w skałach nad Dniestrem, pod Przestrzelczem w Galicyi około Janowa, koło Barszczewa na Podolu Galicyjskiém, na zachód od Kamieńca, marmur i alabaster; inne w Sandomiérskiém na południe od Tarnowa, pod wsią Bruśnik, o których podanie krąży, że w sobie skarby ukrywać miały, i t. d. i t. d.
Na Ukrainie główniejsze pieczary (zobacz M. Grabowskiego, Ukraina), wspominają przy wsi Zamietnicy, inne na gruntach Ositniażki i Pasterskiego. Grabowski przypomina mówiąc o tém, że starożytni pisarze wzmiankują o Scytach zamieszkujących groby; i zdaje się, że w ten sposób oznaczać musieli naród Troglodytów tutejszych, przebywający w jaskiniach i pieczarach, wydrążonych w ziemi.
Przy wsi Burkatówce, naprzeciw starego zamczyska, odkryto jamę w kształcie izby, a z niéj wnijście do niewielkiéj kolistéj pieczary. Z tego korytarza krągło zatoczonego, było wejście do innéj jeszcze izby prostokątnéj piaskiem zasypanéj.
Wspominają także jaskinie, przy wsi Morszolijówce nad Rosią, z których jedna ma ośmdziesiąt sążni długości, a siedm szerokości; inne po ośm sążni tylko są długie. Między Trypolem a Złodziejówką, na pół mili od Dniepru, nad błotnistą niziną, na podniosłości wzgórza okrytego lasem, jest pieczara szeroka półtora, wysoka z górą pięć ćwierci łokcia, wewnątrz na kilkanaście rozciągająca się łokci, wyryta w zielonawéj glinie. O innych zagubionych pieczarach, których wnijścia zapomniane zostały, liczne krążą podania.
Zastanawia szczególniéj, że z całego obszaru ziem, któreśmy na uwagę wzięli, obfituje w pieczary tylko Krakowskie, Sandomiérskie, część Galicyi i Ukraina. Może być bardzo, że natura ziemi sprzyjająca wyżłobieniom i przyrodzenie samo, do utworzenia ich przyłożyło się; chociaż jaskinie te mogą być także skazówką najdawniéj zamieszkanych i zaludnionych okolic.
Sam materyał budowy, różnéj zsiadłości, glina, margiel, piaskowiec, niesprzyjał wykwintniejszemu obrobieniu, tych pierwotnych schronień ludzkich, w których jeszcze ani linij, ani idei piękna, ani kształtu pomyślanego dla oka nieznajdujemy. Stan cywilizacyi ludów, co się po pieczarach tych chroniły, dostatecznie ich prostotę tłómaczy. Były to kryjówki, jamy dzikich ludów, może czasowe tylko przytułki, do których strach zapędzał, które rozszerzała potrzeba: myśl więc w nich żadna, prócz zabezpieczenia się, błysnąć jeszcze nie może. Ale i tu, piérwszy niezgrabny kloc, nieforemna bryła, pozostawiona dla podtrzymania podniebienia pieczary, ojcem był przyszłego słupa, i myśl ku wykwintniejszym kształtom prowadził.
Ażebyśmy dali niejakie pojęcie pieczar i wyżłobień, o których mówiemy, wypiszem tu, co nieznajomy nam podróżny o jaskiniach pod Straczem w Galicyi powiada.
„Wzgórze, na którém wioska Stracz leży, jest w téj stronie najwyższe, piasek jest najobfitszą jego częścią, a podstawą kamień wapienny; las sosnowy całe prawie wzgórze okrywa. Na spadku północnym, nieco wyżéj połowy jego wysokości, jest otwór szczupły, przez który wchodzi się w obszerną, acz dosyć nizką pieczarę. Pieczara ta, prawie okrągła, może mieć do 20 sążni średnicy; wysokość największa niedochodzi dwóch sążni. Sklepienie jéj z wapiennego kamienia jednostajnego, wspiera się na drobnych tegoż kamienia bryłach, które ograniczają pieczarę. Z niéj postępując w kierunku południowym, wchodzi się w wązki ganek, nieco od pieczary wyższy, także w kamieniu wydrążony, który do piętnastu sążni długości dochodzi.... Od wnijścia, aż do końca kamiennego ganku, bryła kamienna ma blizko trzydziestu pięciu sążni w kierunku poziomym południowym... Daléj wydrążenie jest już w zbitym i stężałym piasku; i rozciąga się, nielicząc kamiennego do 1,500 kroków. Część pieczary w piasku wykonanéj, zaczyna się gankiem tejże wysokości i szerokości, jak ganek kamienny, piérwszą pieczarę kończący. Im jednak daléj postępuje się ku południowo-wschodniéj stronie, ganek zaczyna się rozszerzać, a w odległości sześćdziesięciu sążni od wnijścia pieczary, zamienia się w okrągłe prawie, do 15 sążni średnicy mające miejsce, nad którém płaskie wisi sklepienie. Miejsce to lud nazywa Pristoły.“
Pristoł, prestoł, po Starosłowiańsku, oznacza ołtarz i tron zarazem, stół na którym składano ofiary, razem będący może siedzeniem, podnożem bóztwa. Nazwanie to sięga zapewnie czasów pogańskich.
„W ścianach pieczary téj widać naokoło wydrążenia niższe, okrągłe, jakby piece, które jak się domyśla nasz podróżny, za składy i miejsca do spania służyły. Jest też i kilka dłuższych ganków na różne strony; te kończą się prawie wszystkie na bryle wapiennego kamienia, i dla tego uważać je można jako próby, które czyniono, w celu rozprzestrzenienia tego miejsca ucieczki. W kierunku tylko południowo-wschodnim, gdy nietrafiono na kamień postąpiono daléj. Ganek, który w tym kierunku idzie, im wiecéj od pristołów się oddala, tém węższym się staje. W odległości 30 sążni od tego ostatniego miejsca, rozdziela się on na dwie odnogi: prawa prowadzi do tak zwanéj studni. Nią idąc, uczyniwszy około 200 kroków, przychodzi się do najwyższéj części w całém tém podziemiu. Ma ona kształt nieforemny czworoboczny, i leży najgłębiéj ze wszystkich części podziemia Strackiego. Cały ganek do niéj wiodący, dosyć nagle zbacza od poziomego kierunku, a w saméj téj jaskini jest wgłębienie znaczne, w którego dnie widać jeszcze mały otwór, niżéj daleko idący. Podanie ludu głosi, że tym otworem dochodzono dawniéj aż do stawu, który oblewa wzgórze od strony południowéj... Droga ta piaskiem jest już zasypana.
„Lewa odnoga składa się z wązkiego ganku, który coraz wyżéj się podnosi. Ganek ten, gdy w samym piasku idzie, niezbacza z linii prostéj, spotykając kamienie różne, robi zakręty, gdzie niegdzie przebijano skałę, lub torowano wązką drogę między jéj bryłami. W miejscu zwaném wschody, trzeba się wspinać po kamieniu na przeszło pięć sążni. Wyżłobienie niekiedy jest tak nizkie, że się czołgać potrzeba i daléj postąpić niemożna.
„Wszędzie na sklepieniach znać ślady dymu.“




XV. OŁTARZE, KAMIENIE OFIARNE.

Miejsca gdzie składano ofiary, zwały się u Słowian zachodnich, jak świadczy Glossator Czeski (w rękopiśmie Mater Verborum), Trzebnicami — ofiara, trzeba, obieta.
Obiety pogrzebowe, mogą mieć związek z pogrzebowemi obiadami, do dziś dnia zwyczajnemi na Rusi; składającemi się z potraw ofiarowanych zmarłym na mogiłach i cmentarzyskach, bogom pod drzewami (Czestmir, w 22). Miejscami ofiar były także wyżyny, hełmy gór, skaliste, łyse ich wierzchołki, na których stawiono proste kamienne ołtarze. W Czechach ślady tych ofiarnisk, znajdują się we wszystkich prawie miejscowościach, nazwanych od treba (ofiara), jako to: Trzebnice, Trzebiste, Trzeblice, Trzebin, Trzeboń, Trzeboc, Trzebic, Trzebetice, i t. p.
Na Szlązku w Trzebnicy, dawno już, bo przed górą trzechset laty, poczęto odkopywać urny, w niższych Łużycach pod wsią Trzebic, są ślady odwiecznéj sadyby.
Zdaje się, że w Polsce, a może i w Rusi, śledząc po miejscach od trzeba nazwanych, a dosyć licznych, możnaby odkryć podania o placach ofiarnych i ich szczątki. Wiemy o wykopalisku, acz z czasów nas bliższych w Trzebuniu, dowodzącém starożytności téj osady; rozważenie starych nazwań miejsc i uroczysk, niejest w poszukiwaniach małéj wagi[8].
W właściwéj Polsce kamieni i ołtarzów ofiarnych wcale nieznamy, podania tylko świadczą o ich posadach. Ołtarze bałwochwalcze Słowian, które zwać się miały kołem, może od otaczających je w kilka kręgów kamieni na sposób Druidyckich kromlechów, możeby się wyśledzić dały, w miejscach zwanych koło, koliszcze, i t. p.
Wnosić można, że ołtarze pierwotne były to olbrzymie głazy, obrobione (monolity), na wierzchołku gór sterczące, jakich ślady znajdować się mają, w niektórych górach Szlązka (Kynast pod Warmbrunn), otoczone kilką kołami kamieni, stanowiących jakby ściany i poświęcone granice téj odkrytéj świątyni. O ofierze na skale wspomina stara pieśń Czeska, (Cm. a Wl. w 171) „na wrsie skały zanieti obiet.“ — U Słowian wschodnio-północnych, wzgórza, kopce, kapiszcza, służyły za miejsca ofiarne. Takiém być mogła mogiła zwana Kontyną pod Orszymowem.
Na mniéj dawno ochrzczonéj Litwie, w Prusiech i Inflantach, pozostały dotąd jeszcze ślady odkrytych, nieobudowanych świątyń pierwotnych, miejsc ofiary, i kamienie nakształt Druidyckich ołtarzy, dolmenów, na których zarzynano bydlęta i niecono ognie. Może być, że nad temi prostemi a najstarszemi bożnicami, znajdowały się pokrycia, daszki na słupach drewnianych, kapliczki, które czas zniszczył i ludzie.
W Litwie w Zawilejskiém, blizko Daugieliszek w Dudach, jest dotąd kamień ofiarny pogański, podłużny, dość wielki, któremu lud jeszcze cześć jakąś oddaje. (Tyszkiewicz, Rzut oka, 43). Jest to zapewnie pomnik piérwszéj i najdawniejszéj epoki zamieszkania tego kraju sięgający, który szczęściem uszedł zniszczenia w XIV wieku.
Inny tegoż rodzaju głaz, znajdujący się pod Dziewałtowem, zowie się Mak, (może od słowa Moku, rozumiem, liczę, mekonnus uczę się, liczę — miejsce nauki, miejsce liczby). Kamień ten ma w pośrodku wydrążoną dziurę; wysokość jego wynosi stóp cztery, obwodu ma stóp dwadzieścia.
Inny, pod Rogowem (miejsca tego nazwanie uderza brzmieniem pochodzącém od Rogas, ołtarz po-Litewsku), zowie się Żaltis, i ma na sobie wyryte trzy węże, od których imie jego pochodzi. Miano go przenieść do Kiejdan.
Pod Oniksztami przy drodze z Wiłkomierza, znajdujący się wielki głaz granitowy, obwodu stóp czterdzieści mający, a dziesięć stóp wysoki, był także ołtarzem ofiarnym. U ludu jest podanie, że bojarzyn jakiś za świętokradztwo, skarany tu został śmiercią, a odtąd kamień nosić ma imie winowajcy: Pantukie.
Poszukiwania miejsc ofiarnych, przez doktora Kruse, w Inflantach i Kurlandyi, niewiele podobnych odkryły zabytków. Przy Salis w Inflantach, znaleziono pieczarę ofiarną; pod Ermes tamże, wielki kamień — ołtarz w lesie.
Inne wskazuje d-r Kruse nad Aa, pod Lipawą, w Kazdangen i Kapschten (kamień Perkuna), w Dondangen i pod Anzen w Kurlandyi.
Kamienie ofiarne u Słowian po wyżynach, na górach, w Litwie po lasach, i po większéj części pod świętemi drzewami stawiane, jak można widzieć na tak zwanym Żaltisie pod Rogowem, miewały nawet nieforemne rzeźby, i mogły być ozdabiane; ale celniejsze rozbito, a to co pozostało, wyobrażenia nam dać niemoże o zniszczoném.
Zresztą pod względem sztuki, nic tu niéma dziś zastanawiającego. Z innéj strony uważane koła owe, uderzają szczególném, nadzwyczajném podobieństwem do pomników Celtyckich, których zbliżenie do Słowiańskich, i staro-Litewskich zabytków, wielkiéj ich starożytności dowodzi. Ustawianie w kilkakroć powtarzające się koła, kamieni na mogiłach i przy ołtarzach, kamienne ołtarze, drogi kamieniami ostawiane, jak kryte chodniki Druidyckie (o nich wspomina Narbutt), — przenoszą nas w epokę zamierzchłą poprzedzającą poznanie Grecko-Rzymskiego świata przez Słowian i Litwę, odpowiadającą epoce Druidyckiéj na zachodzie Europy.
W Czechach do najciekawszych placów ofiarnych należy góra pod Bilinem (Radlstein). Na jéj wierzchołku, pisze d-r Kalina, znajduje się znaczna płaszczyzna, kolistym starym opasana wałem, wewnątrz którego, wyżéj jeszcze, jest mur kamienny, również krągłego kształtu. W pośrodku równiny téj jest gaj, z starych drzew sosnowych i modrzewiowych złożony. Mur, o którym mowa, gruby blizko stóp ośmiu, jest z rodzaju tak zwanych cyklopskich, bez wapna wzniesiony na sucho. Na płaszczyźnie są ślady popiołów, resztki urn i kości, znamionujące miejsce ofiarne; a d-r Kalina powiada, że mury tego rodzaju znajdował i przy innych cmentarzyskach i ofiarnikach pogańskich.
Pod Skalskiem, między wsiami Kowan, Spikal, Sudomer i Skalsko, na pasmie gór przerzynających okolicę, u wierzchołków ich i na bokach, stoją rzędy regularne słupów z piaskowca. Na skałach zaś u wierzchołka, kamienie formują olbrzymi ołtarz ofiarny. Głazy leżące na górze są w niektórych miejscach wyżłabiane, rowkowate, i znać na nich wygorzałe ślady palonych ofiar.
Podobne ofiarniska istniały i w innych miejscach Czech, na Dubrawskiéj górze, w Podmoklu, na pagórku, którego wierzchołek okrywał ogromny kamień, w Tejrbwicach, i t. d.




XVI. ŚWIĄTYNIE.

Może najdawniejszym i najbardziéj zastanawiającym pomnikiem w tym rodzaju, szczątkiem bałwochwalni Słowiańskiéj, są tak zwane: Polanickie Bołdy — świątynia monolit na sposób Indyjski, jak stare pagody wykuta w skale, a raczéj cała ta góra zamieniona ręką ludzką w świątynię. Niejest to gmach tak ozdobny, tak uderzający pracowitém wykonaniem i rozwiniętą wysoce sztuką, jak bożnice w Mavalipuram i Kaëltasa, w górach Elefanta, Kennery, i Salsett’y, ale ma cóś tego charakteru Wschodniego i przypomina olbrzymie owe Indyjskie pagody.
Jeśli gdzie, to w Polanickich Bołdach, widziemy żywy ślad związku budownictwa Słowiańskiego z Wschodnio-Indyjskiém; ślad tak dobitny, wyraźny i uderzający, że dziejopisa i badacza oko zwrócić musi mimowolnie na starożytny rodowód nasz z pierwotnéj kolebki Ludzkości, Azyi.
W przedgórzu Karpatów (w okolicy Sinowodzka i Urycza), massy skał zwane Bołdami, około wsi Polanicy, przedstawiają widok jedyny, i dla archeologa najżywiéj zajmujący. W massach tych skał, wykute są izby, wschody, podziemne przejścia, sale z przyzbami kamiennemi dokoła, studnie i t. p. a całość uderza nadanym jéj kształtem świątyni. Nad jednemi drzwiami znajduje się jeszcze wgłębienie, jakie zwykle w pagodach, na ustawienie posągów robiono. Jest to widocznie świątynia stara, późniéj może na zamczysko przerobiona; jakiś pierwotny Bugaj, miejsce poświęcone, zabytek nieodgadnionéj przedhistorycznéj epoki. Niemamy nic w tym rodzaju drugiego, coby się z tém porównać dało, i jest to pewnie jedyny szczątek z czasów poprzedzających drewniane Gontyny Słowiańskie.
Gromada skał, którą przedstawia rycina, wydana przez Kielisińskiego (dzieło jego u mnie N. 179, w Przyjacielu Ludu 1839 r., 36), ma postać warowni najeżonéj gęstemi wieżycami olbrzymich rozmiarów. Dwie ściany skał, szczelnie się z sobą wiążących, pięćdziesiąt do sześćdziesięciu kroków długich, zamykają kąt prosty. Mocny nasyp czyli wał, od południa i wschodu, równolegle od tych ścian usypany, w którym znajdują się ostatki późniejszego muru, oraz otaczająca go fossa, tworzą z powyższemi skałami foremny czworobok. (Plan świątyni czworoboczny niejest rzadki w Indyjskich pagodach; znajdujemy go w Keneri, w Dis-Awalara, w Ravana, — zobacz Geschichte der Baukunst von J. A. Romberg und Fr. Steger, Leipzig. 1844).
W równych odstępach, ze ścisłém niemal obliczeniem kroków, wznoszą się na rogu wschodnio-południowym, i południowo-zachodnim, pojedyńcze w postaci piramidalnéj, na kilkaset stóp wysokie kamienne wieżyce, tworzące narożniki téj dziwnéj, warownéj świątyni. Podobne piramidy trafiają się niemal przy każdéj pagodzie Indyjskiéj. Dwie inne tejże postaci skały, nieco nawet wyższe, zajmują w dalszym trochę odstępie róg północno-zachodni. Stoją one obok siebie, a na wierzchu jednéj z nich jest olbrzymia głowa ludzka, z twarzą bardzo dotąd wyraźną, niezdająca się wcale być wypadkowym kształtem kamienia.

Ściana skał od zachodu ma następujące wydrążenia, odznaczone dość wyraźnie na wspomnianéj przez nas Kielisińskiego rycinie. Piérwsza izba długa, foremnie wykuta bez okien, z dwóma kamiennemi przyzbami, ciągnącemi się wzdłuż ścian. Po nadłamanéj ku ich przodowi krawędzi poznać można, że pierwotne nieforemne zgruba wydrążenie, poprzedziło ogładzone wykucie jakie dziś widziemy. Uwagi godna jest dość wysoka nisza nade drzwiami, jakby dla ustawienia posągów zrobiona. Znajdujące się nad nią zakrojenie skały, zdaje się świadczyć o przytykającém niegdyś do niéj pokryciu, celem zabezpieczenia od słoty. Nieco daléj ku środkowi, na spojeniu dwóch skał, jest wydrążenie, ciągnące się przez całą ich wysokość, u wierzchu otwarte, silnie od deszczów wypłókane; po lewéj stronie widać kamienną przyzbę, jak w poprzedzającéj izbie. Następuje izba czworogranna, któréj trzy ściany są w skale wykute, czwarta zaś od wschodu domurowana; kawał z niéj tylko pobielonego muru pozostał. Obok jest jeszcze jedno wydrążenie, tym sposobem jak piérwsze wykute, lecz nieco mniejsze.
Nareszcie wchodzi się za pomocą wschodów, umyślnie na ten cel przyrządzonych, do dużéj izby na piérwszem piętrze. Zastanawia tu osobliwie czworogranne w jéj posadzce wykucie, mające podobieństwo do głębokiéj studni, wysoko już piaskiem i kamieniami zasypanéj. Z tejże izby ciągnie się sklepiony wychód na skałę, ale w sklepieniu zapewnie późniejszém, widać ułamki cegły, wśród łupanego kamienia.
Oprócz opisanych wydrążeń, jest jeszcze w ścianie północnéj jaskinia, jakby gwałtownym upływem wody zrobiona, a w niéj na lewo ogromna nisza, podmurowana od spodu. Większa część wydrążeń zakopcona jest dymem i mchami porosła. Ze środka świątyni zamczyska prowadzą głębokie kowane wschody, w różnych kierunkach, po całéj tych skał powierzchni, aż do jéj szczytu. Chodniki te noszą ślady wydeptania.
Z obejrzenia tego ciekawego zabytku na miejscu, widać jasno, że to niejest jednorodne i jednego czasu dzieło, ale stopniami w różnych epokach przerabiana i powiększana budowa, którą wedle przeznaczenia i potrzeby odmieniano, domurowywano, kuto i rozszerzano. Wysokie piramidalne, ozdobne dawniéj wieżyce ze skał nieforemnych wykute, z których jedna ma wyraźną głowę ludzką na szczycie, są widocznie szczątkami świątyni, do niéj także należą izby główne; podmurowania zaś, fossy, część wschodów, pochodzą z czasów, gdy miejsce to obrócono na warownię.
Niedaleko od Bołdów Polanickich, skała mniejsza od tutejszéj, pod Uryczem, wykuta podobnie początkowo, późniéj przerabiana także i podmurowywana, zdaje się odnosić do tejże epoki i użyta była jako warownia.
Mało bardzo pozostało śladów ornamentacyi na Polanickich Bołdach — pomieszczone po rogach piramidalne wieżyce, proste przyzby, a wnęki nad drzwiami, są jedyną w tym rodzaju pozostałością. Z mass jednak skał, których użyto, ze śmiałego ich obrobienia, i osadzenia téj olbrzymiéj twarzy bóztwa jakiegoś na szczycie jednego Bołdu, wnosić można, że w czasach przedchrześcijańskich, była to niegdyś całkowicie na sposób Wschodni monolit-świątynia, któréj pierwotny pomysł sięga najodleglejszéj starożytności. Chodniki, liczne przejścia skryte, korytarze, wschody, przypominają owe w Indyjskich pagodach tajemne kryjówki, w których ciemne i puste dziś wnętrza podróżny ze strachem się zapuszcza. Zostawując badaczom szczęśliwiéj od nas zbliżonym do tego miejsca, szczegółowe obejrzenie jego i opis, pilniejsze rozpatrzenie tego zabytku, — przechodzimy do późniejszych świątyń, o których wspomnienia doszły do nas w kronikarzach współcześnych.
Powszechnie mniemają że Kontynami (continaé, — Życie św. Ottona), lub Gontynami, zwały się świątynie u Słowian zachodnich, wywodząc to nazwanie od pierwiastku Kon, znaczyć mającego miejsce zgromadzenia starszyzny i obrad, i od niego równie wiodąc wyrazy zakon i kuna, karę do kościołów późniéj przeprowadzoną z Kontyny. Etymologija ta zręcznie jest ułożoną, ale niezupełnie przekonywającą. Widziemy dotąd małe najstarodawniejsze kościołki nasze modrzewiowe, i cerkiewki wiejskie, od góry do dołu, całe wzorzysto pobite gontami, i mimowolnie przychodzi nam na myśl, że nazwa gontyny Słowiańskiéj, któréj kształt nawet najlepiéj nam dochować mogły owe stare budowy, przez cieśli krajowych na wzór tradycyonalnych gontyn stawiane — nazwa ta od sposobu okrycia i przyozdobienia pochodzić mogła.
Nieznamy dostatecznie planu gontyn, tylko z opisu kronikarzy dosyć ciemnego i zagmatwanego; ale wiemy, że na ich miejscach i posadzie saméj, liczne stanęły kościołki. Możeby śladów tych budowli poszukiwać jeszcze można w fundamentach, w kształtach niewielkich rozmiarów, kościołów wzniesionych w X, w XI wieku, na miejscu i gruzowiskach starych bałwochwalni.
Świątynie i miejsca ofiarne, miały inne także nazwania, oprócz kontyny, ukazującéj się na zachodzie. Na Rusi zwano je zdaje się Kapiszczami (Paterikon Kijowski, życie św. Izajasza Cudotwórcy), lub Ropatami (A. Artemiew, Imieli li Warjagi wlijańje na Slawian? Kazań, 1845, 72). Chociaż zkądinąd ku północo-wschodowi o świątyniach głucho; zastępowały je na wzgórzach stojące kamienie i bałwany, może pokryte daszkami, może całkowicie odsłonione. Nestor pisze, że Kumiry stawiano wprost na pagórkach.
Do najdawniejszych a najprostszych zabytków z rodzaju świątyń, zaliczyćby można gęsto rozsiane po Słowiańszczyźnie i Litwie, nad źródłami świętemi, nad posągami i figurami naddrożnemi, daszki i kapliczki, które wiejskie przybytki dawniéj też odznaczać musiały. Kapliczki te stawiane na czterech lub dwóch tylko słupkach, osłaniały bożyszcza, źródliska, kamienie, od słoty i napadów ptastwa; późniéj zastosowano je do wzniesionych na miejscu bożyszcz krzyżów i znaków męki Pańskiéj. Tu także wspomnim parkany z bramami, otaczające dęby święte.
Zdaje się, że zwyczaj w Litwie i na Żmudzi dotąd najwidoczniejszy, stawienia w kapliczkach figur wystawiających Chrystusa, Maryę, świętych Pańskich, pokrywania ich daszkami różnych wymyślnych kształtów, osłanianie płachtami i fartuchami krzyżów naddrożnych, są pozostałościami czasów i praktyk pogańskich jeszcze.
W Litwie i na Żmudzi, gdzie najpóźniéj wykorzeniono bałwochwalstwo, najgęstsze są też kapliczki, kalwarye, figury, kamienie nawet form piramidalnych, uświęcono tylko żelaznemi z wierzchu przytwierdzonemi krzyżami. Większa część tych znaków, zwłaszcza u źródeł i na rozdrożach, stoi pewnie na miejscach, które lud i dawniéj czcić był przywykły. (O pochodzeniu pogańskiém słupów i figur naddrożnych z Adama Bremeńskiego, domyśla się Naruszewicz, T. II, str. 125, wyd. Lipskie).
Z opisu świątyń pogańskich u Słowian, godzi się wnosić, że budowa ich po większych grodach, w ogniskach znaczniejszych, niebyła tak barbarzyńską i prostą, jakby się nam dziś zdawać mogło.
Najdawniejszém wspomnieniem świątyń pogańskich w Słowiańszczyźnie, jest powieść Arabskiego pisarza Massudy (Memoires de l’Academie de St-Petersb. IV serie, T. II, 1834, p. 319, 321, 340, 358), z połowy X wieku, daleko jednak dawniejsze podania zawierająca w sobie (r. 956 — 957), o które Arabom od IX wieku, lub wprzód jeszcze, mającym ciągłe handlowe ze Słowiańszczyzną stosunki (jak uważa Srezniewski) niebyło trudno. Massudy w rozdziale LXIV swego opisu, tak pisze o świątyniach u Słowian, ze Wschodnią przesadą zapewnie, ale nie bez pewnych danych, które od poetycznéj ich szaty odróżnić można.
„W kraju Słowian były gmachy przez nich czczone. Jeden z nich wystawiony był na górze, wedle filozofów, do najwznioślejszych na ziemi policzony. Budowa ta sławną była ze sposobu kunsztownego, jakim wzniesioną została; z układu różnego rodzaju kamieni, rozmaitości ich kolorów, otworów porobionych na szczycie i poczynionych na nim budynków dla postrzegania wschodu słońca...... z kamieni drogich, które tu składano.... z dźwięków słyszeć się dających z wierzchołka świątyni, i z tego co się im (Słowianom) dzieje, gdy ten dźwięk o uszy się ich obije. Inny gmach tego rodzaju, wybudowany został przez jednego z królów ich na Czarnéj-Górze, otoczonéj cudownemi wodami, różnych barw i smaku, których zbawienne skutki powszechnie są znane. Mają w niéj wielkie bożyszcze, wystawiające Saturna, u nóg jego przedstawione są różnego rodzaju mrówki, kruki czarne i inne ptaki podobne. Widzieć tam także można, osobliwsze przedstawienia wszelkiego rodzaju Abissyńczyków i Etyopów. Inny ich budynek (świątynia) znajduje się na górze otoczonéj morską zatoką; zbudowany był z czerwonych korali i zielonych smaragdów. W pośrodku jego jest wielka kopuła, a pod nią stoi bałwan... naprzeciw niego, jest drugi... Wzniesienie téj świątyni, przypisują pewnemu mędrcowi, który żył za dawnych czasów w tym kraju.“ (Tłómaczenie Franc M. Charmoy).
Opowiadanie Araba, jakkolwiek widocznie bardzo upoetyzowane, uderza jednak zgodnością swoją, w niektórych cechach, ze świadectwami kronikarzy późniejszych, o świątyniach Słowian piszących. Zauważał już Massudy, że gmachy te powszechnie wznosiły się na górach, u źródeł cudownych, co właśnie cechą jest Słowianom czcicielom wód właściwą; wzmiankuje o ozdobności ścian rzeźbionych, nad których pięknością późniejszy się Thietmar rozwodzi szeroko. Nawet opisane u Araba kopuły i szczyty potwierdzają się rozbiorem źródeł późniejszych. Niedziw zresztą, że Massudy czarne posągi bożyszcz brał za Etyopów i Abissyńczyków. Rzeźbione także źwierzęta, potwierdzają się opisami, które następnie przytoczym; słowem, cały ten ustęp cechują wiadomości niechybnie przesadzone wielce, ale dowodne o ziemiach Słowiańskich. Chociaż większość bałwochwalni była drewniana, są jednak ślady świątyń murowanych, których polewane cegły kolorowe, lub masowane rzeźby, o jakich wiemy zkądinąd, mogły w języku poetycznym Araba przeistoczyć się w korale i smaragdy. (W innym rękopiśmie zamiast korali, znajdujemy tylko marmury).
Świątynia w Retrze (Rethre), którą opisał Thietmar, tak u niego wygląda:
„Jest, pisze on, miasto w posiadłościach Redjarów, Riedegast zwane, [9] trzywęgielnego kształtu, i trzy w sobie bramy mające (Helmold wylicza ich dziewięć), które zewsząd las od mieszkańców nietykany i w poszanowaniu będący otacza. Dwie bramy miasta tego, dla wszystkich przybywających stoją otworem, trzecia ku wschodowi słońca zwrócona, najmniejszą się okazuje. (Tu wedle rękopismu Bruxelskiego, zobacz: A Giesebrecht Wendische Geschichten. Berlin, 1843, I, 69, — dodane są słowa: quae nulli facile patet. U Perza i Lappenberga z rękopismu Drezdeńskiego wydany, Thietmar słów tych niezawiera). Przechód ku morzu leżący i na wejrzenie straszliwy. W niém (mieście) niéma nic, jeno świątynia z drzewa misternie zbudowana, która zamiast podpór (fundamentów), utrzymuje się na rogach rozmaitych źwierząt (u Helmolda są to słupy w kształcie rogów). Ściany jéj na zewnątrz, przyozdobione są różnemi bogów i bogiń wyobrażeniami cudownie rzeźbionemi... Wewnątrz stoją bóztwa rękodzielne z właściwemi im imionami wyrzezanemi w hełmy i zbroje, straszliwie przyodziane, z których piérwszy Zuarasik..... Chorągwie ich też nigdy się ztąd niewynoszą.... Ile jest krajów w téj ziemi, tyle świątyń mają... lecz wśród nich, miasto wspomniane, główne trzyma miejsce.“ (Est urbs quaedam in pago Riedierum (Rederio) Riedegost (Riedegast) nomine, tricornis, ac tres in se continens portas, quam indique silva ab incolis intecta et venerabilis circumdat magna. Duae ejusdem portae cunctis introeuntibus patent; tertia quae orientem respicit et minima est (nulli facile patet) transitem ad mare juxta positum et visu nimis horribile monstrat. In eadem est nil nisi fanum de ligno artificiose compositum, quod probasibus diversarum sustentatur cornibus bestiarum. Hujus parietes variae deorum dearumque imagines mirifice insculptae, ut cernentibus videtur, exterius ornant, interius autem dii stant manufacti, singulis nominibus insculptis, galeis atque loricis terribiliter vestiti, quorum primus Zuarasici... Vexilla quoque eorum, hinc nullatenus moventur.... Quod regiones sunt in hispartibus, tot templa habentur... inter quae civitas supra memorata principalem tenet monarchiam... (Thietmar. Chron. L. IV, § 17, 18; Perz, Monum. Germ. hist. V, p. 812, 813).
O tejże świątyni wspomina Adam Bremeński, „jako o stolicy bałwochwalstwa“; że była wielką, a główném bóztwem w niéj czczoném Radegast (Redigast). Pisze, że miasto dziewięć bram miało, i otoczone było głębokiém jeziorem, przez które wiódł doń most drewniany, a przepuszczano przezeń tylko ofiarników i u wyroczni proszących o odpowiedzi. (Adamus Bremen. Hist. Eccles. II, 11, 65. — „Civitas eorum (Rhetariorum (vulgatissimum Rethre, sedes idolatriae. Templum ibi constructum est daemonibus magnum, quorum princeps Redigast... Civitas ipsa, novem portas habel, undique lacu profundo inclusa, pons ligneus transitum prabet, per quem tantum sacrificantibus, aut responsa petentibus via conceditur. Haec ea significante causa; quod perditas eorum animas, qui idolis serviunt, novies Styx interfusa coercet. Ad quod templum fuerunt a civitate Hammburg, iter quatuor est dierum“).
W życiu św. Ottona, wspomniana jest inna świątynia w Szczecinie. Było ich tam cztery (concivae — continae), ale jedna główna, z nadzwyczajném staraniem i sztuką zbudowana. Zewnątrz i wewnątrz okryta była rzeźbami ze ścian wystającemi (płaskorzeźby); wizerunki ludzi, ptaków i źwierząt, tak wybornie i naturalnie wyobrażającemi, że się zdawały żyć i oddychać. I co rzadka, barwy malowań zewnętrznych, śniegi i deszcze spłukać i zniszczyć niemogły, tak wielka była sztuka malarzy..... Trzy inne kontyny mniéj czczone, i nietak były ozdobne, miały tylko dokoła wzniesione ławy i stoły, gdyż w nich odbywały się narady i gromady. I czy to pić, czy zabawiać się, czy o sprawach swych radzić mieli, w pewnych dniach i godzinach, do tych się gmachów schadzali. (Vita S. Ottonis, II, 104 — Acta Sanctorum, Jul. I, 403). „Erant autem in civitate Stetinensi Concivae (continae) quatuor, sed una, quae ex his principalis erat, mirabili cultu et artificio constructa fuit; interius et exterius sculpturas habens de parietibus prominentes; imgines hominum, et volucrum et bestiarum tam proprie suis habitudinibus expressas, ut spirare potarentur et vivere, quodquerarum dixerim colores imaginum extrinsecarum nulla tempestate nivium vel imbrium fuscari vel dilui poterant, id agente industria pictorum. Erat autem ibi simulacrum.....
Tres vero aliae concivae minus venerationis habebant, mij nusquae ornatae fuerant, sedilia tantum intus in ciracitu extructa erant et mensae, quia ibi cenciliabula et conventus suos habere soliti erant. Namque sive potare, sive ludere, sive feria sua tractare vellent, in easdem aedes certis diebus veniebant et horis“).
Szczecinianie w tym głównym przybytku Wodyna (odyn — jeden?) składali łupy i najdroższe skarby, widać w nim było czary złote i srebrne, bawole rogi oprawne w złoto i drogie kamienie, służące do libacyj, narzędzia muzyczne (trąby), broń różną, i t. p.
Opis świątyni w Arkonie u Rugów (Rugijan), znajdujący się w historyi Saxo-Gramatyka, potwierdza wyobrażenie, jakieśmy powziąć mogli o bałwochwalniach Słowiańskich, z Thietmara, żywota ś. Ottona i Adama Bremeńskiego.
„Miasto, pisze dziejopis Duński, osadzone jest na wierzchołku wyniosłego przylądku; ode wschodu, południa i północy, bez udziału ręki ludzkiéj, z natury swojéj jest warowne, opasane przepaściami nakształt murów okolnych, do których wierzchołka rzucona z kuszy strzała niedosięga. Z tych stron opasane jest odnogą morską, od zachodu zaś, osłania je przekop na pięćdziesiąt łokci wzniosły; — połowa jego niższa jest wałem z ziemi ubitym, górna z palów drewnianych się składa. W północnéj stronie z boku tego było źródło, do którego mieszczanie po wodę chadzali. W pośrodku miasta była równina, a na niéj wzniesiona z drzewa stała bałwochwalnia, najwytworniejszéj budowy, czczona jako przybytek bogów, i pełna jest wizerunków. Zewnątrz cała okryta była rzeźbami i malowaniami, wyobrażającemi najrozmaitsze przedmioty. Przybywający jednemi tylko wpuszczani byli wrotami. Sama świątynia dwóma rzędami słupów opasaną była, zewnątrz zarzuconych ścianami, wewnątrz na czterech słupach, zamiast ścian, wisiały kobierce i opony, łączyły się one z pierwszém opasaniem tylko dachem i częścią stropu. W świątyni stał bałwan ogromny.
(Opis świątyni i zniszczenia jéj, tak brzmi w oryginale — Saxo-Grammaticus, Hist. Danica, recens. N. Mülleris. Nauniae 1839, vol. II, p. 822, 823, 837): — „Haec (urbs Arcon), in excelso promontori cujusdam vertice collocata, ab ortu, meridie et aquilone non manufactis, sed naturalibus praesidiis munitur, praecipitiis moenium speciem praeferentibus, quorum cacumen excusae tormento sagittae jactus aequare non possit. Ab ijsdem quoque plagis circumfluo mari sepitur, ab occasu vero vallo quinquaginta cubitis alto concluditur, cujus inferior medietas terrea est, superior signa glebis inter situ continebat. Septentrione ejus latus fonte irrigno scalet, ad quem muniti callis beneficio oppidanis iter patebat.... Medium urbis planicies habebat, in qua delubrum materia ligneum, opere elegantissimum visebatur, non solum magnificentia cultus, sed etiam simulacri in ea collocati numine reverendum. Exterior aedis ambitus accurato caelamine renitebat, rudi atque impolito picturae artificio varias rerum formas complectens. Unicum in eo ostium intraturis patebat. Ipsum vero fanum duplex septorum ordo claudebat, equibus exterior, parietibus contextus paniceo culmine tegebatur, interior vero, quatuor subnixus postibus, parietum loco pensilibus aulacis nitebat, nec quicquam cum exteriore praeter tectum et pauca laquearia communicabat.
Ingens in aede simulacrum. ( ) — Postero die Esbernus ac sumo, iubente rege, simulacrum eversuri, quod sine ferri ministerio convelli nequibat, aulae is quibus sacellum tegebatur abstrachs famulis succidens: officium arripere jussos, attentius monere coeperunt, ut adversum tantae molis ruinam cautius se gerent, ne ejus pondere oppressi infesto numini poenas lucre putarentur. Interea fanum ingens oppidanorum frequentia circumstabat Svanthovitum talium iniuriorum autores infestis numinis sui viribus insecuturum sperantium. Jamque statua, extrema tibiarum parte praecisa, propinquo parieti supina incidit.
Cujus extrahendae gratia Sumo ministros ad ejusdem parietis dejectionem hortatus, cavere jussit, ne succidendi aviditate pericula sua parum dispiserent, nec se labenti statuae per incuriam proferendos obijcerent. Ruinam simulacri non sine fragore humus excepit. Praeterea frequens aedem purpura circumpendebat, nitore quidem praedita, sed situ tam putris, ut tantum ferre non posset. Nec sylvestrium bestiarum inusitata cornua defuere, non minus suapte natura, quam cultu miranda“).
Z tego opisu u Saxo-Grammatyka, budowniczy Aigner, tak ją sobie wyobraża: „Miała ono czworo wnijścia od czterech stron świata, składała się zaś ze czterech wielkich przedziałów pod osóbnemi krytami, z tych trzy zawierały w sobie składy łupów, ofiar, chorągwi, naczyń obrzędowych, i t. p. Czwarta była stajnią świętego białego konia. Węgły tych czterech dzielnic spajały mury, czyniące czworogranną izbę środkową, w któréj stał ogromny posąg Światowida, mający cztery twarze, ku czterom drzwiom obrócone, stojący na wysokiém podnożu.
W każdym środkowym murze była brama, do któréj ulica między ścianami dzielnic prowadziła.. Ta krzyżowata budowla licznemi stopniami nad poziom wzniesiona, otoczona była w tymże kształcie rzędem słupów, czyniąc w ulicach ozdobne ciągi (?). Prócz tego wewnątrz średniéj izby przy ścianach, okazałe słupy sklepienie utrzymywały. Dokoła posągu stał stół służebny, na którym kapłan czynił ofiary, od téj strony, z któréj się nieprzyjaciel okazywał. Obręb środkowy musiał być dość mały, gdyż kapłan dla każdego odetchnienia wychodził do progu, iżby śmiertelnym tchem bóztwa nieskalał. W obszerném podwórzu, stały sześć kolumn w trzy rzędy, poprzecznemi bramami spojonych, którędy dla wróżb przeprowadzano konia.“
Aigner myli się utrzymując, że świątynia była murowana, i w ogólności, jak to niżéj zobaczymy zbyt swobodnie opis jéj sobie restauruje i tłómaczy.
Saxo-Grammatyk opisuje także inną Rugievit’a bałwochwalnię, podobną do wyżéj wzmiankowanych, któréj ściany zastępowały opony purpurowe na słupach zawieszone. W pośrodku między korytarzami wiodącemi do zaćmionego przybytku, stół dębowy, nieforemny posąg Rugievit’a. (Saxo-Grammat. p. 841, 842. „Haec (urbs) undique secus voraginibus ac lacunis vallata, unicum palustri ac difficili vado aditum habet, quo si quis incantus viae excessibus aberraverit, in profundum paludis incidat, necesse est. Hoc vadum ementis praetentus urbi callis occurrit; hic ad portum duci, medins quae vallum ad paludem interjacet, (p. 140). — Insignis his vicus trium praepollentium fanorum aedificiis erat, ingenuae artis nitore visendis, iis tantum paene venerationis privatorum deorum dignitas conciliaverat, quantum apud Arkonenses publici numinis auctoritas possidebat. Sed et is locus, ut pacis tempore desertus... Majus fanum vestibuli sui medio continebatur, sed ambo parietum loco purpura claudebantur, tecti fastigio solis duntaxat eolumnis imposito... Itaque ministri direpto vestibuli cultu, tandem manus ad interiora fani velamina porrexerunt. Quibus amotis, factum quercu simulacrum, quod Rugievithum vocabant, ab omni parte magno cum deformitatis ludibrio spectandum patebat.“)
Wiemy, że w Julinie także świątynia Trygława (Trójgłowa), w trójgran zbudowana (?), w pośrodku zamykała posąg bóztwa, a dokoła na ławach przy ścianach, stały mniejsze posągi.
Oto jest prawie wszystko, co o bałwochwalniach i gontynach pogańskich u Słowian zachodnich mamy; a opisy te, jak widziemy, dziwnie się z sobą zgadzając, charakter budowli jednostajnie nam przedstawiają, i dowodzą, że miały uświęconą, zwyczajową, stałą i pewną formę. Wszędzie w pośrodku głównego bóztwa, wizerunek olbrzymi, po bokach na ławach, stołach i ścianach pomniejsze bałwany.
Dwa tu świątyń rodzaje się okazują: jedne ozdobne, rzeźbione, wyniosłe i starannie budowane; drugie pomniejsze, prostéj budowy, wewnątrz ławami tylko i stołami zastawione, do których lud, gromady, tak jak późniéj do gospód, zwykł był się schadzać, dla narady, zabawy, uczt, i we wszystkich uroczystościach, w których gmina cała uczęstniczyła.... Jesteśmy pewni, że późniejsze gospody, z tych wiejskich świątyń powstać musiały.
Z kilku, acz krótkich opisów większych świątyń, niektóre wnioski tyczące się planu ich i kształtów wyciągnąć się dają. A najprzód, uważać należy, że bałwochwalnie te, zwane wszędzie u kronikarzy, budowami najwytworniejszemi i kunsztownemi, wznoszone były z myślą, by się pięknemi i wspaniałemi wydawały; jak w Retrze Radegastona świątynia tak w Arkonie Światowida uderzała ozdobnością swoją, wyrobem i ustawieniem słupów, rzeźbą i malowaniem.
Posąg bóztwa olbrzymi stał pospolicie w pośrodku, w przybytku, do którego wiodły korytarze obwieszone oponami wśród ozdobnych słupów. Przed bałwanem był stół ofiarny, u ścian ławy i police, na których mniejsi bogowie rozstawieni.
W narożnikach były składy łupów i skarbów. Świątynie kwadratowe były, krzyżowego kształtu, a nawet trójkątne, gdy bóztwo trzy miało twarze. Główną ozdobą budowli tych, oprócz rzeźb malowanych, polychromowych na ścianach, nadających im całkiem odrębny, wschodni charakter, były obficie rozstawiane słupy, w Retrze stanowiące podstawę gontyny i wykręcane w kształcie rogów źwierząt olbrzymich, w Arkonie opasujące dokoła gmach cały. Galerye otaczające świątynię w Arkonie, przywodzą na myśl podobne, często obiegające dokoła ścian, w pagodach Indyjskich; dziś jeszcze zabytek ich widziemy, po naszych starych kościołkach i cerkiewkach drewnianych.
Ze Słowiańskich to bałwochwalni, w których zawieszano je oponami purpurowemi, galerye przeszły do nówszych, na miejscu ich stawionych kościołków i cerkwi, w początkach nawet z nich zapewnie przerabianych. W Krakowskiém i Sandeczczyźnie pozostało w ustach ludu nazwanie ich Sobotami. Zdaje mi się, że i to naźwisko, od żadnego obrządku chrześcijańskiego pójść niemogło, ale jest dawniejsze pogańskie, i w związku być może z obrzędami Sobótki, z jakiemi uroczystościami, które obchodzono dokoła obudowanych świątyń się zbierając.... Wyraz Sobota, niekoniecznie też pochodzi od Sabbathu, ale raczéj ze Słowiańskiego czysto źródła. Może oznaczał święta u siebie, z sobą, w gminie każdéj oddzielnie odprawiane, (tak jak Słowianie Swewi, zwali się swoi).
Ozdoby tych bałwochwalni, były już bardzo wykwintne; budownictwo przyzywało już w pomoc rzeźbę, a co dziwniéj malarstwo, tak trwałemi odznaczające się barwami, że ich dészcze i słoty zniszczyć niemogły. Kunszt widoczny w tém wszystkiém i do wysokiego posunięty stopnia.
Z tradycyonalnego kształtu słupa, który się dotąd zachował w budowlach ludu, w wiejskich śpichrzach, gospodach, i galeryach cerkiewnych; z opisu świątyń pokrytych całkowicie fantastycznemi wizerunkami bóztw i potworów, możemy choć cokolwiek wnosić, o charakterze hieratycznego budownictwa w Słowiańszczyźnie zachodniéj. Nastajemy tu na cóś w niém Wschodniego, co się nawet w późniejszych daleko objawia pomnikach, osobliwie w drewnianych, na które mniéj wpływu miało naśladownictwo Zachodu.
W kilkaset lat po zniszczeniu pamięci nawet rzeźbami okrytych świątyń, po wygaśnięciu na pozór tradycyi, mimowolnie, instynktowo, przebija się jeszcze pierwotny charakter budowli naszych, w daleko późniejszych śpichrzach Kazimirskich i całkiem także rzeźbami okrytych kamienicach w Kazimierzu nad Wisłą.
Rzeźba jak u ludów pierwotnych w Assyryi, w Persyi, w Egipcie, w Indyach, łączyła się tu niegdyś ściśle z budownictwem i kształty proste budowy ożywiała fantastycznemi postaciami potworów, świata źwierzęcego i wymarzonego, istot idealnych, symbolów i prototypów, bóztw, ich godeł i przeistoczeń. Na piramidalnych wieżycach w Bołdach pod Polanicą, tkwi jeszcze poważnie patrząca z wysoka twarz jakiegoś boga, który przeżywszy braci, porosnął mchem siwym. Takiemi to olbrzymiemi i potwornemi wizerunkami całe owe ściany w Retrze i Szczecinie okryte być musiały, a życie wylewało się w ich dziwaczne kształty z młodéj piersi ludu, który wszystko ożywić chciał wkoło siebie — kamień, kruszec, drzewo. Nawet podpory świątyń rzeźbione były, w kształcie rogów źwierząt; słup, strop i zakończenie belki, przybierały mniéj więcéj żywe oblicze, bo lud co je stawił pragnął przemówić silniéj, wyraźniéj temi znakami, niewiedząc jeszcze, że najsymetryczniejsze linije mają mowę swoję, i nieznając właściwego budowniczéj sztuki języka harmonii, symetryi i kontrastów.
Był to więc wylew żywota, był to bełkot dziecinny, naiwny, wrzawliwy, gorący, a niewyraźny: bo krzykiem zastępujący słowo, namiętną grą kształtów spokojną wymowę linij.
Wielka tu już różnica od pieczar i grobów epoki pierwiastkowéj, od olbrzymich ociosanych tylko głazów, wielkie przejście do tych misternych malowanych rzeźb drewnianych. Całe dzieje nieznanéj nam sztuki mieszczą się między temi dwóma ostatecznemi jéj wyrazami.
Oto są uwagi, które wyżéj przywiedzione źródła dozwoliły nad architekturą Słowiańskich świątyń w ogólności uczynić panu J. Srezniewskiemu; powtarzamy je, dodając kilka uwag własnych. (Zobacz: Cztienija w Imperatorskom Obszczestwie Istorii i drewnostiej Rossijskich, — Posiedzenie 26 paźdz. 1846, N. 3, Moskwa, 1846: Architektura Chramów jazyczeskich Sławian, sw. 44).
„Wnętrze świątyni dzieliło się na dwie części: wstępną (vestibulum), i sam przybytek (fanum). Przybytek znajdował się czasem w pośrodku budowli, czasem jak się okazuje z opisu Saxo-Grammatyka, posunięty bywał do głębi, ku ścianie wnijściu przeciwnéj. W ten sposób zdaje się urządzoną być musiała świątynia w Arkonie. Bałwan bowiem przerąbany do pół nóg, powalił się na bliższą ścianę, a zatém od miejsca na którem stał, do ściany na którą upadł, mniéj oddalenia było, niżeli długość jego; ten zaś był kolossalny (ingens in aede simulacrum omnem humani corporis habitum granditate transcendens), może tak wysoki jak posąg Rugiewita, który do łokci sześciu dochodził.
Od miejsca więc na którem stał, do ściany na którą się obalił, musiało być cztery do pięciu łokci. Przypuścić jednak niepodobna, żeby wszystkie ściany świątyni, były tak zbliżone, kiedy Saxo zowie ją wielką i wspaniałą; przy tém zdaje się że sam Saxo, pisząc o ścianie bliższéj, wyraża przez to, że inne bardziéj były odsunięte. Cztery słupy i wspaniałe opony do ziemi spadające, oddzielały przybytek od wstępnéj części świątyni. Mówiąc o tych zasłonach Saxo, zowie je raz kobiercami (auleis nitebat), to znowu purpurowém obiciem (purpura claudebatur): widać więc, że to były purpurowe wzorzyste tkaniny. Nad świątynią, wznosił się rodzaj kopuły; główne bóztwo zajmowało pod nią piérwsze miejsce, a wokrąg stały inne bałwany i sprzęty poświęcone.
Przodowa wstępna część świątyni, okrążająca przybytek, ze trzech lub czterech stron, większa być zapewnie musiała od niego. Ściany jéj ozdabiały rzeźbione wyobrażenia czczonych przedmiotów, rogi źwierząt, purpurowe obsłony, a rzeźba malowana żywemi farbami, ukazywała się i zewnątrz... Że była dosyć wypukłą, świadczy życiopisarz ś. Ottona, (Sculpturas de parietibus prominentes). Wystawiała zaś bogów, boginie, ludzi, ptaki, źwierzęta, płazy, wszystko co miało związek ze czcią religijną i obrzędami. Niewszystkie jednak świątynie, opasywały zarzucone drzewem ściany, inne jak Rugiewitowa, były wzniesione na samych słupach, a między niemi próżną przestrzeń zawieszano kobiercami zewnątrz, tak jak gdzieindziéj wewnątrz wisiały. Z tego wnosićby można, że do bałwochwalni zbudowanych w ściany, musiały być także wnijścia liczne i ze stron różnych, ze trzech lub ze czterech.
Że świątynie te drzwi miały, dowodzi pan Srezniewski z Sagi o Olausie Trygezonie, w któréj powiedziano: jako Olaus jeździł zawsze z kniaziem Kijowskim Włodzimierzem na kapiszcza, ale w czasie gdy ten ofiary składał, stał za drzwiami.
Nad ścianami lub słupami wewnętrznéj części świątyni wznosił się dach ozdobny i strop (laquear), tak, że jeśli niewszędzie, to po wydatniejszych miejscach ukraszony być musiał zarówno ze ścianami.
W Arkonie dach świątyni był czerwony. Dach wiszący na belkach poprzecznych, wiązał z sobą ściany lub słupy wnętrza i jednoczył różne części świątyni. Pan Srezniewski, przypuszcza tu nad przybytkiem samym (sanctuarium), rodzaj podwyższenia, kopuły: bo o czémś podobném wspomina już Massudi, w opisie piérwszéj i trzeciéj swéj świątyni. Podwyższenie to, wieżyca u szczytu, służyło do postrzegania wschodu słońca i innych zjawisk niebieskich, za rodzaj dzwonnicy lub chóru, z którego owe dźwięki wspomniane przez Araba rozchodziły się.
O wysokości tych budowli, pewnych wiadomości niemamy; jednakże opisujący, ci nawet, którzy obeznani byli z Gotyckiemi kościołami na Zachodzie, pospolicie wyniosłemi, zowią bałwochwalnie wysokiemi, wielkiemi. Z opisu u Saxo-Grammatyka odsłonienia posągu Rugiewitha widać, że świątynia jego niższą nad pięć do sześciu łokci być niemogła, bo oderwawszy zasłony, ukazano bałwan cały; który był kolosalny. P. Srezniewski przypuszczając, że nad posągiem zostawało miejsce w górze, że je mogły zajmować chóry dla grajków, — wylicza całą wysokość świątyni do czternastu łokci. Inne świątynie, naprzykład w Chotkowie (Gozgangias), wyższe daleko być jeszcze musiały, jak się z opisów ich okazuje, (Sefrid Vita S. Otton, II, 2, 136; Acta SS. Jul. I, 419. In hac civitate mirae magnitudinis ac pulchritudinis templum fuit).
Świątynie otaczał podwórzec ogrodzony, z jednemi lub kilką wrotami. O jednéj bramie mówi Saxo w Arkonie, o dwóch w świątyni Prowe Helmold, o trzech w Riedogost Thietmar. Opasanie to, jak ściany, ozdobione było rzeźbami malowanemi. W tym dziedzińcu mieściły się zapewnie stajnie koni wieszczbiarskich, stosy drew ofiarnych, i t. p. Kapłani także mieszkać musieli przy świątyniach, zwłaszcza tam, gdzie one stały odosobnione, na pustych uroczyskach. Za składy skarbów świętych i miejsca schadzek gminy razem, ma p. Srezniewski trzy mniejsze gontyny w Szczecinie przy bożnicy Trygława; był to rodzaj gospód poświęconych, ale o składaniu w nich kosztowności niewiemy. Czasem w jednym podwórcu (jak w Korenicy, Saxo), stały dwie i trzy świątynie razem, nic tam więcéj nad nie niebyło: (Sedet his locus ut pacis tempore desertus, ita tune frequentibus habitaculis consertus patebat, p. 841 i d.).
Świątynia Radegastowa, wedle słów Thietmara, miała być wzniesiona na rogach źwierząt. Tu zauważył p. Srezniewski, że rogi ozdabiały także wnętrza świątyń, że z nich robiono czasze do napoju, jak wzmiankuje żywotopisarz ś. Ottona, (Cornua etiam grandis taurorum agrestium deaurata, et gemmis intecta, potibus apta. Sefrid, II, 4, 105). Róg także trzymał w ręku Światowid, który co roku napełniano winem, (Saxo: In dextra corumfario metalli genere exculcum gestabat, quod sacerdos sacrorum ejus peritus annuatim mero profundere consueverat; p. 8 — 23). Z rogów jeszcze wróżono i wróżą u Łużyczan, Chorutanów i innych Słowian; rogi znajdują się w starych zgliszczach Słowiańskich z węglami i szczątkami popiołów ofiarnych. Ztąd wnosićby można, że rogi były u Słowian w czci religijnéj, i że te kładzione jako fundament świątyni, były niejako uświęceniem miejsca, na którem ją zakładać miano. Jednakże świątynia na samych rogach stać niemogła, i opierała się zapewnie na innych trwalszych podporach, rogami tylko pokrytych. To co mówi p. Srezniewski o zakładaniu świątyń, oczyszczaniu miejsca i obrzędzie przy zakładzinach, daje się poprzeć do-dziś-dnia, zachowywanym przy zakładaniu prostych nawet budowli, obrzędem i rodzajem ofiary.
Świątynie po większéj części były drewniane: jako Radegast’a, Światowida, i inne wyżéj przez nas wspomniane; dostatek drzewa, wprawa Słowian do ciesielki, były temu przyczyną. Wnosić jednak z tego niepodobna, by wszystkie gontyny, stawiano wyłącznie z tego tylko jednego materyału. Są bowiem dowody przeciwne, a na ich czele powieść Massudego. Słowianie Pomorscy Nadbałtyccy i w dzisiejszéj Meklemburszczyźnie osiedli, mają podania o świątyniach dźwigniętych z ogromnych głazów, na których budowę, kamień nosiły duchy nieczyste. Są nawet szczątki starych gmachów, które wedle wszelkiego podobieństwa były świątyniami Słowian przedchrześcijańskich. Za takie uważać można, Lubusie na Szlązku zwaliska, będące wedle Büsching’a (Wöchentliche Nachricht. III, 5, 168, sequ), posadą świątyni murowanéj. Nad jéj przybytkiem, miało być półokrągłe sklepienie, pod którem mieściły się chóry. Budowa ta niemiała okien, (o tych i inne opisy świątyń niewspominają). Podłoga być miała z cegły polewanéj, a ściany tak mocno zbudowane, że burząc je, prochu używać musiano. Z staréj także świątyni, ma być przerobiony kościołek cmentarny, na górze ś. Marcina pod Miszną w Saxonii, jak dowodzi z budowy i położenia jego, G. Klemm. (Handb. der German. Alterthumskunde, Dresd. 1836, 5, 342).
Niepotrzeba wreszcie dowodzić, że w czasach przedchrześcijańskich, budowy z kamienia i cegły, zwłaszcza u Słowian zachodnich, znane były. W Kijowie nawet, za czasów Olgi wspomniany terem murowany (Ławr. Lietopis. 28); w Pomorzu, o tego rodzaju budowach, mówi Ebbo, w życiu św. Ottona, (63).
Słuszna jest wreszcie uwaga p. Srezniewskiego, że wszyscy opisujący świątynie u Słowian, którzy je zowią wspaniałemi, wyniosłemi, ozdobnemi, misternie i kunsztownie wzniesionemi — byli to ludzie, co widzieli kościoły Chrześcijańskie w owych już czasach dosyć mnogie i piękne na zachodzie Europy; a jednak po nich nawet, niewydały im się te gmachy małemi i niepozornemi. Thietmar świątynię Radegasta zowie: fanum artificiose compositum; i wychwala jej rzeźby, (imagines mirifice insculptae ut cernentibus videtur). Saxo-Grammatyk świątynię w Arkonie zowie bałwochwalnią wytwornie wzniesioną, ogromną i przepysznemi rzeźbami okrytą. (Delubrum opere elegantissimum videbatur, magnificentia cultus reverendum, — fanum ingens. Exterior aedis ambitus accurato caelamine renitebat; interior pensilibus aulacis nitebat, frequens aedem purpura circumpendebat, nitore quidem praedita, nec silvarum bestia rum inusitata cornua defuere non minus suapte natura, quam cultu miranda).
Toż powiada Saxo, o świątyni w Korenicy, (insignis hic vicus trium praepollentium fanorum aedificiis erat; ingenuae artis nitore visendis). Tak i pisarz żywota św. Ottona dziwił się piękności świątyń Szczecińskich, (una quae ex his principalis erat, mirabili cultu et artificio constructa fuit), unosząc się nad rzeźbą wystawiającą wielce naturalnie stworzenia różne, które zdawały się żyć i oddychać, a których barw ani śniegi ani deszcze nieopłókiwały. (Imagines tam proprie suis habitudinibus expressas, ut spirare putarentur et vivere; colores imaginum, nulla tempestate nivium vel imbrium fuscari vel dilui poterant). Ciż żywotopisarze, świątynię w Chotkowie zowią dziwnéj piękności budową (mirae pulchritudinis). Wnosić więc można z tych świadectw, że i sztuka budownicza u Słowian niebyła już w kolebce, i uczucie jéj potrzeby wysoko rozwinięte być musiało.
Najpóźniej zniszczone, a zatém najlepiéj opisane bałwochwalnie byćby powinny Pruskie i Litewskie, o których wszakże niewiele więcéj wiemy, nad to, co o Słowiańskich powiedzieliśmy. Czczono w nich, zwłaszcza od strony Prus i Pomorza, też same prawie bogi co u Słowian; wiara tych dwóch oddzielnych, ale spojonych starodawną jednostajnością pochodzenia szczepów, niewiele się od siebie różniła. Budowa też świątyń, w obu krajach podobną być musiała.
W Romowe, świątynia leżała na obszernéj płaszczyźnie, z dwóch stron rzekami oblanéj; w pośrodku stał dąb cudowny, wiecznie zielony, otoczony murem, a raczéj parkanem sześciokątnym. Jedna ze ścian, tylna, zbliżoną była do świętego drzewa, w przedniéj przeciwnéj jéj, było wnijście. Na dębie, czy też w trzech z muru lub drzewa wyrobionych wyżłobieniach, rodzaju kapliczek pod dębem stojących, stały trzech bogów posągi: Perkuna w pośrodku, Poklusa w prawo, Audrympa na lewo; (bogowie ci przedstawiali trzy żywioły, trzy państwa ziemię, ogień, i wodę). Inni pomniejsi bożkowie, ustawieni byli w framugach ścian bocznych. Za dębem były sklepiki nagady święte, a pod drzewem ołtarze ofiarne, na których palono wiekuiście niewygasający ogień Znicz. Dokoła był plac dla ludu i ogromne kostry drzewa, gotowego do podsycania wiecznego ogniska. U wnijścia przez bramę po prawéj ręce był dom krewe-krewejty, a w lewo gospoda dla podróżnych. (Zobacz rysunek z opisu zrobiony u Hartknocha, toż samo powtórzone przy dziele Narbutta, i w Przyjacielu ludu).
Świątynia w Wilnie, w drugiéj dopiéro połowie XIV wieku zniszczona, na któréj gruzach stanął późniejszy kościoł katedralny św. Stanisława, w ten sposób opisana znajduje się w Kronice przywiedzionéj przez T. Narbutta, (I. F. Rivius’a).
„Gdzie teraz kościoł katedralny, był las dębowy święty; tuż przy lesie stała świątynia Perkuna, u ujścia Wilenki do Wilii, zbudowana z kamienia, jakoby w r. 1265, długa sto pięćdziesiąt, szeroka sto, wysoka w ścianach piętnaście łokci. Dachu nad nią niebyło; jedno tylko wnijście, od strony Wilii prowadziło do wnętrza.
„Przy ścianie naprzeciw wnijścia położonéj, była kaplica, skład ofiar, skarbów i świętości; pod nią w sklepieniu trzymano gady święte (giwojte). Nad tą kaplicą wznosiło się podwyższenie, na łokci szesnaście wyższe od murów świątyni. Tu stał drewniany posąg Perkuna. Kaplica i podwyższenie, murowane były z cegły. Przed nią wznosił się ołtarz na dwunastu stopniach, a każdy z nich miał pół łokcia wysokości, trzy łokcie szerokości i otoczony był balasami. Ołtarz wysokości miał łokci trzy, dziewięć szerokości w kwadrat, u góry otaczało go mnóztwo żubrzych rogów. W ogóle wysokości całego ołtarza było łokci dziewięć. Na każdym ze stopni kolejno, palono ofiary, wedle zmian xiężyca, postępując do góry. Na samym ołtarzu palił się Znicz, we wklęsłości tak sporządzonéj, że go burze i deszcze zalać niemogły. U wnijścia do świątyni, stał dom krewe-krewejty, z wysoką wieżą, dla postrzegania zmian xiężycowych wzniesioną. W podstawę téj wieży corocznie wmurowywano cegłę jedną, na znak upłynionego czasu; cegły te nosiły na sobie różne symboliczne godła. Podanie dodaje, że na ostatniéj, krzyż miał wypaść proroczy.“
Niewątpim, że opisujący świątynię Wileńską, musiał się kierować obejrzeniem miejscowości i trwającemi o niéj podaniami; dziś u podstawy dzwonnicy katedralnéj, która z wieży wzmiankowanéj została zrobioną, dość nieforemnéj, ani śladu już znaków, o których mowa. Jak rogi żubrze przypominają tu te, o których jest mowa w świątyniach Słowiańskich, tak znaczone godłami i pismem jakiemś cegły, przywodzą na myśl ową główną wieżycę w Zwikowie w Czechach, zwaną Markomańską, a zapewnie z wieku IX lub X pochodzącą, na któréj kamiennych płytach, są znaki do run podobne, dotąd dziwacznie i rozmaicie tłómaczone, a przez Dra Jungmann’a ostatecznie uznane za cechy mularskie. (Steinmetzzeichen. Zobacz rysunek tych znaków przy dziele: Die Runen und ihre Denkmäler, von D. G. Th. Legis. Leipzig, 1829, 8, w Fundgrüben des alten Nordens).
Na Antokolu też w Wilnie była czworokątna świątynia, pokryta dachem, w któréj stały posągi bogów, ale szczegółowego jéj opisu nam braknie. W Litwie, jak się zdaje, większa część bożnic musiała być bez dachów, a łatwość o kamień spowodowała, że je murowano.
Podobieństwo ich do Słowiańskich wielkie, ale i różnice wybitne: niemamy tu wzmianki o galeryach, których też przy starych kościołkach tutejszych nieznaleźć; niewspominają opisy o żadnych zewnętrznych przyozdobieniach rzeźbami.
W Litwie, gdzie rzeźba właściwa stała na dość wysokim stopniu, jak to poniżéj zobaczymy, i gdzie o pomniki jéj nietrudno, niezastosowywano jéj wcale do budownictwa, może dla twardości kamienia tutejszego, z wielką się trudnością obrabiać dającego. Jedynym przykładem ozdoby rzeźbionéj, są trzy węże na kamieniu Żaltysie pod Rogowem.
Rogi źwierząt użyte jako ornamentacya budowy, mijając znaczenie ich religijne, mogły stanowić motyw nie bez wdzięku. Obok linij prostych architektoralnych, powyginane fantastycznie ich kształty, malarską stanowiły sprzeczność.




XVII. ZAMCZYSKA, DWORY I CHATY.

Jeżeli mało mamy wieści o budowie świątyń z czasów pogańskich, mniéj jeszcze podobno zostało nam podań, opisów i zabytków dozwalających sądzić o budowie zamków i grodów. Wiemy wprawdzie z okopów oznaczających posady i z kronik nawet, że Słowianie i Litwa umiejętnie obierali miejsca na warownie, i zręcznie się w nich umacniali, — ale jak? co tam odznaczającego się być mogło? domyślać się tylko pozostaje.
Okopy, wały, tyny drewniane, a w pośród nich z grubych bierwion wzniesione gmachy, oblepiane i bielone gliną, składać musiały pierwotny gródek Słowiański. Część tych warowni, już w pogańskich czasach zaczęła się zapewnie budować z cegły i kamienia, tam zwłaszcza gdzie polny głaz lub łom wapieńca był pod ręką, — w Litwie, w części Polski około Chełma, Lublina, w Sandomiérskiém, na Rusi nad Dniestrem, Słuczą, Teterowem, i w ogólności gdzie o materyał było łatwiéj.
Thietmar wspominając o dworcu rządzcy jednego gródka Słowiańskiego, zowie go Caminatus; filologowie wyraz ten niewytłómaczony za Słowiański poczytują: może to było przekręcone nazwanie domu, wzniesionego z kamienia, kamienicy; bo dziś jeszcze wiele wsi, w różnych stronach kraju kamienic nosi naźwisko, od starych dworów murowanych. Zdaje się, że niektóre wieżyce przy zamkach drewnianych murowane, na Rusi zwane pospolicie Stołpami, w czasach jeszcze przedchrześcijańskich powstać mogły. Najstarszym zapewnie zamkiem, po pierwotnym drewnianym, ogrodzonym tynem (zaborolem) i opasanym okopem, była wieżyca kamienna, z drewnianemi dokoła niéj kletkami.
Że mury w zamkach Słowiańskich niebyły bezprzykładne, dowodzą szczątki, w różnych stronach Słowiańszczyzny murów, w rodzaju cyklopskich (u nas w Kuryłówcach na Podolu), i to, że w r. 1039 Gniezno w czasie napadu Czechów, miało już dobry mur obwodowy, chociaż zamek w XIII jeszcze wieku był drewniany. Za Bolesława Chrobrego, są wspomnienia o wieżycach, nawet drewnianych, mur więc był rzadkim i wyjątkowym.
W Litwie, pod ostatnie czasy pogaństwa, w XIII i XIV wieku, wiemy o wielu zamkach murowanych i drewnianych; piérwszych Litwini wyuczyli się lepiéj stawiać od Krzyżaków. W r. 1336 wspomniany gród stary Litewski, i warownia obejmująca świątynię, zbudowane były jeszcze dawnym obyczajem Litewskim z drzewa, z balów olbrzymich. Ściany warowni miały wysokości dwadzieścia siedm łokci, a grubość niesłychaną, bo siedmnasto-łokciową. Opasywał ją rów głęboki, na ośm, szeroki na łokci kilkanaście. W oblężeniu Pillen jak w wielu innych, ściany zamku za stos grobowy służyły jego obrońcom, i spłonęły wraz z nimi.
W staréj Słowiańszczyźnie, nazwania miejsc od Tynu i Zaborola, od grodźby, (gród), grodzisko, gródek, dowodzą, że najwięcéj warowni samemi wałami, na których wierzchu częstokół drewniany był wbity, opasywano. Mury poczęły się nierychło, i nierychło rozpowszechniły; wieżyca, stołp, (dominium donjo), potém kamienica przy niéj, piérwsze stanęły wśród budowli drewnianych, kryjąc się za olbrzymiemi na kilkadziesiąt stóp wysokiemi wałami, niby murami bitemi z ziemi, w których fundamenta i głazy rzucano.
Ze wszystkich pomników budownictwa, najmniéj zmienionym, od czasów niepamiętnych, najstarożytniejszym jest, nie dwór, który się co chwila, naśladując pałace, przekształcał, ale chata dziś może dopiéro poczynająca nowéj nabierać fizyonomii. Przypatrzmy się więc chacie włościanina, abyśmy przez nię zajrzeli w mglistą przeszłość czasów, których ona sięga. Jakkolwiek ta najprostsza z budowli, niemoże nas wiele o architekturze u Słowian nauczyć, bo jest ledwie jéj zarodkiem, gardzić nią wszakże w poszukiwaniu źródeł niemożna.
O pomieszkaniach i budowach u Słowian, niewiele mamy w kronikarzach, którzy na nie uwagi niezwracali; z najstarszych widać, że liche to były lepianki, powszechnie z drzewa w miejscach niedostępnych stawiane, mające wyjść rożnych mnóztwo, na wypadek napadu i potrzebę ucieczki. (Mauritii Strategicum, lib. II, 5. In silvis autem et ad fluvios et paludes, lacusque aditu difficiles habitant. Multifarios exitus faciunt aedium suarum, propter varia, que forte possunt accidere). To co Helmold (Lib. II, XIII) mówi o lichych szałasach i budach Słowian, zdaje się nam stosować szczególniéj do osad nadmorskich korsarzy. (Sed nec in construendis aedificios operosi sunt, quin potius casas de virgultis contexunt, necessitati tantum consulentus adversus tempestates et pluvias).
Na całéj przestrzeni Słowiańszczyzny wschodnio-północnéj i w Litwie, zastanawia nas to najprzód, że wszędzie stale materyałem budowy, jest tylko drzewo; kamień służy tylko przypadkowo, wyjątkowo, do podparcia fundamentu, na piecysko, w Litwie na ogrodzenie, nigdy prawie na ściany same. Tam nawet, gilzie się pod nogami kupami wala, gdzie go na polach pełno, nikt niepomyśli, by cóś z niego sklecić. Może też łatwiéj ściąć stare drzewo i zaciosawszy je położyć jedno na drugie, niżeli ściągać, dobierać, i łączyć z sobą, lub obrabiać kamienie, ogładzając je pracowicie i powolnie; wszakże i religijne jakieś przesądy tym wyborem materyału kierować musiały.
Chata wieśniaka niemogła być nigdzie bardzo ozdobną i wykwintną: powstawszy z szałasu, który chronił od nawalnic i chłodu, zaspokajając potrzebę samą, nie uczucie, — nierychło, gdy szło już i o trwałość, cokolwiek się może budka ta przystrajać zaczęła. Samo ludu biednego położenie, w ciągłym prawie niedostatku zostającego, zmuszonego myśleć z dnia na dzień o utrzymaniu życia, — budowę chaty wyłącza niejako z dzieł sztuki, boć to tylko dzieło biedy. Ale niezawsze lud był w tym stosunku do klass wyższych co dzisiaj; więcej swobód mieli wieśniacy; zresztą duch narodowy, charakter krajowy, niemógł-li w lepiance się nawet mimowolnie wyrazić? Spójrzawszy na szałasy, jamy, ziemlanki ludów dzikich, nad które nic prostszego i pierwotniejszego być niemoże, ujrzymy przecię, że kształt tych mizernych schronień, jest zawsze w jakimś tajemnym związku z ludem, który je stawi, jak plastr miodu zbudowany przez pszczołę, jak komórka mrówki i gniazdo ptaka. Wszystko musi nosić cechy kraju i narodu. Sam materyał użyty piętnuje już budowę i wiedzie za sobą pewne formy konieczne, a najmniejszy szałas spaja się czémś z otaczającą go naturą.
Chata wieśniacza pierwotna stanowi zwykle jedną całość, z zabudowaniem ją otaczającém, chlewami, obórkami, stodołą; często sień nawet zajmują domowe źwierzęta, w zgodzie z ludźmi żyjące, towarzysze i przyjaciele ubogiego. W wielu miejscach chaty z zabudowaniem do nich przytykającém zowią się obejściem, gdyż tworzą czworobok regularny, który niewychodząc z poddasza dokoła obejść można. W takich prostokątnych, w pośrodku dziedzińczyk zamykających chatach, właściwe mieszkanie nigdy niebywa od czoła i ulicy, ale jak na całym Wschodzie zamknięte jest w głębi. Wejście szerokiemi wrotami, przez skład sprzętów, wozownię, na podwórko prowadzi. Przy samej chacie przyzba dokoła, ściany jéj obmazane i pobielone gliną, u wnijścia próg wysoki, sionki, daléj izba, świetlica, z jedném okienkiem większém, błoną, pęcherzem, lub cieniuchno wystruganą łuczywą zaciągniętém, — stanowi właściwą chatę. Tu warstat tkacki, a raczéj krośna, tupiec, tu stół i ławy, uczty weselne i stypa pogrzebowa.
Powierzchowność chat wielce się różni, wedle okolicy. Wieś naszych prowincyj maluje doskonale stan wieśniaka, który ze swemi budowy, wedle rozkazu, pod sznur w miejscu mu wskazaném budować się musiał; osady ludzi swobodnych (Wole), oprócz miast, gdzie każdy kątek drogi, téj fizyonomii niewolniczéj niemają. Chaty w Wielkiéj-Polsce, Krakowskiém, Sandomierskiém, bywały dawniéj, jak widać z pozostałości, ozdobniejsze niż dzisiaj.
Trafiają się jeszcze stare, zbudowane mocno, z poddaszami na słupkach rzeźbionych, z belkami wyrabianemi misternie. Osobliwie końce wystające belek, różnie są przystrajane i rzezane. Na Rusi mniéj leśnéj, miejscami ku Podolowi, chatka niemal z kijów sklecona; ale za to oblepiona starannie, obielona, omalowana nawet biało, żółto, z paskami czarnemi wokół drzwi i okien. Na Polesiu z bierwion grubych bez słupów w zamki wznoszone, kryte dranicami, niekiedy z przodu okap mają wystający bardzo, i rodzaj szczytu mniéj więcéj ozdobnego.
Zwykle budują się tu z sośniny tylko. Ściany ich nigdy dłuższe niebywają nad łokci dziewięć, a z największéj sosny nigdy na nie więcéj nad jedną sztukę niebiorą. Co było pierwotnie potrzebą, dziś się stało zwyczajem. Sosna wyłamana wichrem, pował, uważa się jak padło, jak ścierw, i nawet na opał niebierze, a na budowę chaty ani myśleć o niéj. W ścianach liczba sztuk drzewa zawsze być powinna nieparzystą. Zakładający budowę cieśla; na węgle domu, od wschodu słońca, kładzie grosz, chleba kawałek, trochę miodu i soli; jest to ofiara jakiemuś bóztwu opiekuńczemu. Piérwszy po zamieszkaniu chaty nocuje w niéj kogut lub jakie źwierzę, by wszelakie złe, jakie w niéj być może, wzięło na siebie. Powszechny przesąd o zakładaniu budowli na czyjęś głowę, na śmierć i zgubę, — jest zapewnie pozostałością obrządku może krwawego, sprawowanego przy uroczystych zakładzinach budowli.
Chatę gdy przyjdzie powiększać, czyni się to zawsze wzdłuż, nigdy w szerz, osobliwie za podłużny okap. Dachu po ukończeniu budowli niedoszywano przez cały rok, aby złe z niéj tamtędy swobodnie sobie wyjść mogło.
W Wielkiéj-Polsce (ob. Przyjaciel Ludu) każda chata węższym bokiem do gościńca jest obrócona, z małą pod dachem wystawką. Szczyt domu spoczywa przewieszony na trzech słupkach, strojnie przyrządzonych. Słupy te drewnianym połączone łukiem, misterną ciesielską robotą wykonanym, największą są domku ozdobą. Takiż sam rodzaj wystawek z galeryami widzimy otaczający rynki, po małych miasteczkach, zupełnie na sposób Wschodni. Pod wystawkami, u okien, których okiennice spuszczone, stanowiły rodzaj stołu, tak jak na Wschodzie, zasiadali kupcy i rzemieślnicy.
Wszystkie stare chaty są kurne, to jest, bez kominów; w nich jakeśmy powiedzieli, jedna izba wielka, sień, alkierzyk, przybudowana śpiżarnia (składzik), i nic więcéj. Ozdoby zewnętrzne tego rodzaju budowli, bywają na słupach, gzymsach, kończynach belek, na dachu i szczytach. Lekka rzeźba stanowi ormentacyę, rzadko chyba w starych chatach trafiają się pracowiciéj obrobione części. Wewnątrz także belki, a zwłaszcza główna podtrzymująca inne (tram, siestrzan), bywały nieco rzeźbione. Czasem wrota obór i stodoły są wyrabiane ozdobniéj, a u góry po nad niemi wyplatana starannie i zakończona kutasami, spada mata słomiana. Na samym dachu poszywano słomę w desenie różne; a wilki u szczytu wycinano w półxiężyce, lub inny kształt wymyślniejszy.
U Rusi kąt, gdzie wprzód stawiano bogi (kąt był może kontyną domową), a potém ikony, w największém jest poszanowaniu; pod opieką bóztwa spoczywała tu dzieża chlebowa, białym pokryta ręcznikiem. U Litwy czczono w tenże sposób próg, po nad którym we drzwiach, we w głębieniu stali bogowie.
Piec z gliny, razem do pieczenia chleba i gotowania strawy służący, otoczony przyzbą, przypieckiem; ławy, stół, krośna tkackie, kolebka na sznurze, zawieszona od stropu: oto cały sprzęt i ozdoba chaty. Na Polesiu wisi jeszcze rodzaj kominka od pułapu na łańcuszkach spuszczany, zwany Bondur, w którym dla oświecenia izby palą wieczorami i rankami łuczywo. Pół (polica), zwał się rodzaj przepierzenia, nakształt ławy, ale bez nóg, wpuszczony w ścianę, obiegający chatę dokoła, służący na Rusi i Litwie za łóżko i siedzenie.
Dawna Numa Litewska, odznaczała się całkiem odrębną budową, i umieszczeniem ogniska w pośrodku. Dokoła niego, były kamienne siedzenia, ławy, i łoża rodziny, a tuż za przepierzeniem, stało bydełko, trzódka i chlewnia. Dzisiejsze chaty Litewskie, już podobniejsze do Poleskich: ozdabiają się najwięcéj, otaczającemi je kamieniami różnéj wielkości, kształtów i barwy, z których prześliczne i malownicze formują się płoty, progi, podpory, i t. p.
Kamień ten polny — szary, żółtawy, różowany, sinawy, czarny, pięknie odbija od zieloności mchów i roślin, i nadzwyczaj ubiera wioskę Litewską. Chat jednak z kamienia niéma nigdzie. Dopiéro na Podolu, w bezlesiu, ukazuje się coraz niższa, w ziemię zasunięta Ziemlanka, z dachem darnią narzuconym i porosłym trawami i kwiatami, trochę widoczniejsza od kretowiska, z odłomów kamieni, drzewa i gliny zlepiona.
Dachy chat najpospoliciéj pokrywa słoma, czasem jak na Podolu, wyszywana ozdobnie, wzorzysto, we wschodki, w regularne karby, w krzyże i różne znaki. Na Polesiu miejsce jéj zastępuje dranica, drzewo darte, przybite do łat i krokwi ćwiekami drewnianemi, lub sparte tylko na rynenkach, dach obiegających (w okolicy Białowieży). Gonty na chacie wieśniaczej prawie się niezjawiają; u jezior i błót, słomę zastępuje trzcina, w stepie darń. Wyniosłość dachów stanowi cechę budowli północnych, Słowiańskich: nawały śniegu i słoty uczyniły to potrzebą, co niejest bez wdzięku. Stara to forma piramidalna, prosta a monumentalna.
Zresztą chaty w ogólności, krom belek, słupków, i przyzb, niemają nic wybitniejszego. Cała ozdobność ich skupia się na czele, ku gościńcowi i gościowi się zwracając, jakby mu chciała mile się uśmiechnąć i zaprosić go do wnętrza. Słupki najczęściéj przewiązane są w pośrodku i stoją na wysokiéj podstawie. Słowianie, doskonali cieśle, na budowy używali szczególniéj drzewa najtrwalszego, przejętego żywicą, lub odznaczającego się słojami swemi i gęstością. Domy budowano z modrzewia, sośniny, dębu, lub jedliny, osiczyny i brzeziny, gdzie pierwszych niedostawało.
Sprzęt, jak ławy, stoły, wrota, wyrabiano z cisu, wspominanego często w pieśniach, — drobniejszy z miękkiéj lipiny.
W większych budowach wiejskich, jako to, śpichrzach, i gospodach, których wzorem były wiejskie gontyny i bożnice, wiązanie słupów, podpierających poddasze z płatwami, zakończenie wystające na zewnątrz belek fantastycznie obrabiane, stanowiły główne motywa ornamentacyi, i nosiły ślady zwyczaju dawnego ozdabiania budowli. Słup niebył zbyt wyniosły, przysadzisty raczéj, a przepaska przecinając go, jeszcze niższym czyniła.
Jeśli niepłonne są twierdzenia pana Ziegler, że nagłówek słupa wszędzie ma kształt odpowiedni naczyniom glinianym ludu, który go tworzy, a wyroby ceramiczne w ścisłym zostają związku z architekturą, moglibyśmy jeszcze krąg naszych domysłów rozszerzyć, czyniąc wnioski z profilu popielnic Słowiańskich, o pierwotnym kształcie i rozmiarach słupa naszego. Lecz hipoteza pana Ziegler, jest jeszcze zbyt świeżą i zamało udowodnioną, byśmy się nią ślepo powodować mogli. To pewna jednak, że niektóre popielnice i garnki, niesą bez niejakiego podobieństwa rysów do nagłówków, starych drewnianych budowli, a ich ozdoby powtarzają się na gzymsach i belkach.
Sklepienia oprócz płaskiego wieka grobowców kamiennych i późniejszych stropów drewnianych, śladu niewidzimy u Słowian; słup nieco jaśniéj się przedstawia, z pewniejszemi kształtami tradycyonalnemi, ale w rozmiarach bardzo różnych. Podstawa jego, jakeśmy powiedzieli, bardzo wysoka, niekiedy prawie część trzecią całości stanowi; pień najczęściéj przepaską podzielony na dwoje, w obu swych podziałach, ku środkowi wydęty, nagłówek dość wazki, z wyrabianemi zębatemi ozdobami. Słupy te prawie zawsze, wychodzącemi z nich ramionami, wiążą się z płatwą, i formują w ten sposób rodzaj zastrzałów, półkoli, łuków, rozmaitego rozmiaru i kształtów. Stojąc w równych przedziałach, połączone ramionami, słupy kształcą w starych budowach drewnianych, rodzaj galeryj nie bez wdzięku je opasujących. W niektórych ramiona te są rzeźbione, wyrabiane, i przypominają budowy Gotyckie. Tak właśnie wyglądać musiały owe słupy otaczające dokoła świątynie w Arkonie, których wzory dotąd spotykamy w Sobótkach starych kościołków, w przedsieniach gospód wiejskich, w śpichrzach drewnianych, i innych tego rodzaju budowach.
Wiadomo jak ścisły sojusz łączył Hunnów z pokoleniami Słowiańskiemi, pod ogólném mianem Scytów podówczas u historyków jak Priscus i Jornandes chodzącemi. Hunnowie napływając do Europy, z myślą podbojów i łupów, w ciągłych walkach, i życiu jeszcze całkiem koczowniczém, budownictwa z sobą nieprzynieśli, i prawdopodobnie zapożyczyć je musieli u sprzymierzeńców swych Słowian, od nich biorąc doskonałych cieśli, w jakich starsi osadnicy Północy obfitowali. Uwaga ta przychodzi nam, czytając w ciekawym opisie poselstwa Rzymskiego do Atyli, w V wieku wyprawionego, który dokonał Priscus — obrazek gródka władzcy Hunnów. Architektura jego wydaje się nam całkiem Słowiańską, tak jak Słowiańskie wyrazy u Priscusa i Jornandesa (medum-strawa) i Słowiańskie obyczaje przeglądają z ich obrazów żywota Hunnów. Zameczek Atyli, jeden z najozdobniejszych jakie posiadał, wznosił się wedle Priscus’a, na wyżynie górującéj nad okolicą, i odznaczał wieżami; tyn, czyli ostrokół drewniany, okalał zabudowania królewskie, królowéj Kerki pałac i gmachy, w których mieszkali liczni synowie króla i straże jego przyboczne. Wszystkie te budynki były z drzewa, i wieżyce nawet drewniane, a pałac Atyli, obity był deskami drewnianemi, tak wygładzonemi i wypolerowanemi, że spojeń ich trudno było rozeznać. Mieszkanie królowéj ozdobniejsze było jeszcze, okrywały je rzeźby wypukłe, dosyć wdzięcznego rysunku, a dach spoczywał na czysto obrobionych słupkach, połączonych łukami drewnianemi, od samego dołu, formującemi dobrego dosyć rysunku zasklepienia. Pomiędzy słupkami, były toczone balasy zamykające tę galeryę.
Któż z tego opisu nieprzypomni sobie architektury naszego śpichrza i staréj gospody? Priscus zresztą dość szczegółowie opisując ten rodzaj budownictwa nowego dla siebie, oznaczył wyraźnie, że niemało związku i podobieństwa z Rzymskiém, mówiąc daléj o domu i łaźniach Onogezyusza, na sposób inny stawionych.
Zdaje się nam, że w tym ciekawym opisie, mamy najstarszy ślad budownictwa, które się odzywa wyraźnie w świątyniach późniejszych Słowian, i dziś jeszcze ze szczątków wiejskich budowli odgadywać się daje.




XVIII. NEKRO-CERAMIKA.

Starożytna ceramika Słowiańska, niema ani tych wytwornych kształtów, którą się Grecka odznacza, ani barw świetnych, i ornamentacyj bogatych Etruskiéj, Rzymskiéj i innych ludów garncarki. Jest to w ogóle wziąwszy, i nielicząc wyjątków piękniejszych, jakby piérwsze rozbudzenie się kunsztu, złożone zmarłym na ofiarę; piérwsza i niezręczna próba wyrażenia myśli, sposobem całkiem abstrakcyjnym, idealnym, dla którego wzorem w naturze są tylko kielichy kwiatów, ich liście, i niektóre zjawiska świata roślinnego.
Proste w ogólności są naczynia grobowe Słowian, jak lud ten był prosty, i poświadczają, że niemiał dość swobody umysłu, dość środków materyalnych, by się wyłączniéj czci piękna poświęcił. To co wiemy o losach i życiu Słowiańskich ludów, niedozwala nam nawet poszukiwać u nich misternych naczyń południowéj Europy i Azyi, chociaż widoczna jest, że wzory Greckie i Rzymskie były dobrze znane Słowianom, i naśladowanie ich niekiedy jest bardzo wyraźne.
W jednéj z mogił Ukraińskich, bliżéj osad Greckich nad Pontem, znaleziono w grobowcu trzeciego okresu, naczynie Greckie, wytwornéj roboty, z figurami i bronzową nalewką; w innych tamże mogiłach dioty i urny, widocznie są pochodzenia Helleńskiego. Z drugiéj strony w Szlązku, w Wielkiéj-Polsce, w Czechach, znajdują się naczynia, lampy, kółka, nacechowane naśladownictwem Rzymskich tego rodzaju pomników. Nieszczęściem bojownicy i rolnicy Słowianie, zmuszeni chwytać na przemiany za pług i oszczep, niemieli czasu, ani zasmakować w sztuce Greków, ani skrzętniéj odwzorowywać Rzymskich prototypów, ani na własną, stalszą uprawę artystyczną się zdobyć.
Pomimo to wszystko, utwory ceramiki krajowéj Słowiańskiéj i Prusko-Litewskiéj, wielce zasługują na uwagę, i niesą bez pewnego właściwego im wdzięku, a największą ich pięknością jest szczęśliwa niekiedy linij głównych prostota. Profile tych urn uderzają często pewną spokojną kombinacyą szlachetnie obmyślanych kształtów, całością harmonijną, uczuciem instynktowém piękności, choć nieforemnie wydaném, ale widomém. Tam gdzie z gliny chciano odtworzyć wzór jakiś żywy, naprzykład twarz ludzką, jak na urnach znajdowanych pod Gdańskiem i Tczewem, lub ptaka (Szlązk i Lubasz), gorzéj daleko udawało się niewprawnym artystom. Wpadali oni w niezgrabną fantastyczność, i tworzyli cóś zamało naturalnego z jednéj, zbyt niewykończonego z drugiéj strony; były to zaledwie próbki niepewne i nieśmiałe. Za to naczynia, których ozdoby są prostsze i z linij tylko złożone, nieustępują czasem najpiękniejszym urnom innych krajów, daleko wyżéj w sztuce wykształconych; a niektóre przy nich nawet postawione, zwracają oczy swą szlachetną i ujmującą prostotą.
Rozmaitość urn, i wyrobów garncarskich u Słowian, była nadzwyczaj wielka, wartość też ich artystycznie różna, począwszy od popielnic misternie wyrabianych, polewanych, narzynanych, i mis wyginanych pięknie, do prostych niemal garnków i dzbanków, nieskończone tu stopniowanie. Ku zachodo-południowi trafiają się z grubszéj z kwarcem tłuczonéj gliny, a obok z cieńszéj, polewane, malowane, a nawet złocone. Oprócz obrzędów pogrzebowych, naczynia tego rodzaju służyły, jak widać ze starych poematów Czeskich, i do innych uroczystych obchodów; w Sądzie Libussy naprzykład, wspomniane są święte naczynia (osudie svaté w 73), w które dziewice zbierały głosy sędziów.
Zadziwiającém jest, że w XIV i XV wiekach, w cztery wieki po przyjęciu przez Polskę i rozkrzewieniu się Chrześcijaństwa, pamięć obrzędów i sprzętu pogańskiego tak zatartą została, że popielnice i garnki grobowe uważano za dziwny jakiś płód ziemi, za samorodne twory natury. Wielka ilość urn odkopywanych najprzód w Wielkiéj-Polsce, w początkach uważaną była za jakąś igraszkę przyrodzenia. Podziwiano je, opisywano, że są dość miękkie świeżo dobyte z ziemi, a późniéj wystawione na powietrze twardnieją; i dopiéro zdatne się stają do użycia.
Długosz (lib. I, 45), wspomina z zupełną wiarą o tych samorodnych garnkach pod Nochowem, niedaleko Szremu w Poznańskiém i pod Kościeliskiem dobywanych. („Duabus rebus regio Polonorum prodigiosa et miranda est. Una quod incampis Villae Nochow, prope oppidum Szrem in Poznaniensi Diecesi situe, item in villa Kozielisko in districtu Paluki, prope oppidum Lekno universi generis sponte et sola arte naturae absque omni humano adminiculo variarum formarum, et iis similes, quas humanus convictus habet in usu, sub terra nascuntur ollae; tenerae quidem et molles dum consistunt in nativo nido sub gleba, sed dum fuerint extraetae et vento vel sole duratae satis firmae, diversis formis et quantitalibus compositae, non secus quam artificio figuli effigiatae etc“).
Nie sposób jest dziś wytłómaczyć sobie, by tak dalece wszelka pamięć pogrzebów pogańskich zatartą być mogła, że uczeni nawet dobyte żale, za samorodne jakieś garnki brali. Mamy przecię dowody, że istotnie popielnic inaczéj sobie, jak igraszką natury wytłómaczyć nieumiano: świadectwo Długosza i pobudzoną ciekawość królewską, która jako cud owe garnki dobywać przy sobie kazała. Wreszcie niepowinniśmy się dziwić Długoszowi i współcześnym jego, gdy w sto lat późniéj, w r. 1571, jeszcze w Postylli J. Mathesius’a, w Norymberdze drukowanéj, jest podobna wzmianka o popielnicach, domysł, że mogą ze starych pochodzić grobowisk, ale razem i przypuszczenie, że to być mogły naturalne, nie ręką zdziałane, przez Boga i naturę utworzone garnki. („Natürliche, ungemachte und von Gott, und der Natur gewirkte Töpfe“). Balbin (miscell. dec. I, lib. 1), cytowany u Vocel’a (12), wspomina także o urnach, jako o garnkach samorodnych[10].
Długi czas upłynął, nim na te szczątki dawnych zapomnianych epok, zwróconą została uwaga badaczów; zdaje się, że w XVI w. już odkopywać je i oceniać poczęto, najprzód w tych krajach, w których się najłatwiéj na tego rodzaju zabytki trafiało u nas, W Wielkiéj-Polsce i w Prusiech.
W XVI wieku zwróciły uwagę odkryte pod Gdańskiem urny, z monetami złotemi i srebrnemi, Ottońskiemi i Kufickiemi, o których wspomina Szütz kronikarz Pruski.
Później w roku 1656, także około Gdańska, na górze zwanéj Pogańską, odkryto groby i urny, w kamiennych mogiłach, poustawiane porządnie, i te już w biblijotece miejskiéj w Gdańsku zachowywano. Nieco późniéj w r. 1664, natrafiono na Hagelsbergu, pod Gdańskiem, na nadzwyczaj ciekawą popielnicę, na któréj wieku osadzona była figurka bronzowa (z mięszaniny miedzi i cyny), wystawiającą płaczącą niewiastę.
Posążek ten półpiąta cala wysokości mający, z obu rękami utrąconemi, z których jedna w sto lat blizko późniéj znalazła się, — w r. 1748 jeszcze się w Gdańsku zachowywał. (Rysunek jego i opis ma się znajdować w xiędze rękopiśmiennéj aktów różnych, do historyi miasta odnoszących się, z r. 1748, T. I, str. 1 — 30).
W saméj Polsce dopiéro w XVII wieku, i to przypadkowo, wynaleziony zabytek tego rodzaju, piérwszy dał powód do uczonego badania i rozprawy, na nieszczęście cudzoziemcowi. Wprawdzie my wówczas niemieliśmy jeszcze czasu rozkopywać mogił pogańskich, kopiąc groty nieprzyjaciołom lub sobie, a przeszłość zapominała się dla żywéj teraźniejszości. Zresztą w sąsiednich Czechach, także piérwsze dzieła, obszerniéj o starożytnościach grobowych i pomnikach nekroceramiki traktujące, ukazały się dopiéro w drugiéj połowie XVIII w. (Tu należą: K. J. von Bienenberg: Alterthümer Böhmens, wydane w Königsgratz, 1779, i tegoż: Historya miasta Königsgratz. Prag. 1780. Najznakomitszém dziełem, obejmującém starożytności Czeskie, jest d-ra Kaliny von Jäthenstein: Böhmens heidnische Opferplätze, Gräber und Altherthümer).
W Szlązku, Miśnii i Łużycach, znajdowane gęsto urny, wcześniéj na siebie uwagę zwróciły i wywołały rozprawy uczone, w początku więcéj na domysłach, niż na znajomości rzeczy oparte. Tu wspomnieć także należy, że inne pominiemy, Słowiańskie starożytności zabytki, zebrane w okolicach Hamburga, dawnych Bohborów, i w r. 1728 przez C. D Rhode opisane, a wydane przez D. J. A. Fabriciusa, i t. d.
Piérwszy, co odkrytą przypadkowie urnę Polską opisał, był Jakób a Mellen Lubeczanin, który całą o niéj wydał rozprawę (Jacobi a Mellen Lubecensis historia Urnae sepulchralis Sarmaticae, Anno CIↃIↃCLXXIX[11], repertae (1679), ad Excel. virum D-r Georgium Wolfgangum Wedetium, Jenae Typ. Samuelis Krebsij Anno CIↃIↃCLXXIX[11]. (1679), in 4-to, 32, pp. i tablic V, z których jedna urnę tę wyobraża).
Mellen pisze, że urna o któréj mowa, piérwsza z Polskich, która zwróciła na siebie uwagę uczonych i wywołała osóbną rozprawę, na swój czas dosyć ciekawą, znalezioną została w Wielkiéj-Polsce w Poznańskiém, niedaleko Smigla, między Poznaniem a Lesznem, w r. 1674. Grobowiec, w którym ją odkryto, należący do wieku przejścia od bronzu do żelaza, otoczony był kamieniami w pewnym kształcie regularnym, a nawet wykwintnym, ułożonemi (eleganti tamen serie). Po kamieniach ukazały się kawały rudy kruszcowéj, glina i węgle, a pod niemi mnóztwo urn wielkich, przykrytych glinianemi pokrywami, koloru czerwonawego, niekiedy w szary wpadającego. Każdy z nich otaczały kamienie spore, na półtrzecia łokcia w ziemię zaryte. Naczynia pełne były kości białych; w jedném z nich była iglica (rodzaj stylu), i różne odłamki kruszcowe, srebrne, miedziane, bardzo mało żelaznych. Pod każdym kamieniem stała jedna urna większa, z dwóma mniejszemi, niekiedy kamykiem małym zamknięta.
Za dotknięciem popielnice się rozsypywały, kości w nich były płowe i czarne, niektóre także rozsypujące się łatwo. Oprócz zwykłych żalów, znaleziono tu jeszcze płaskie miski, i krążki gliniane (jak w Lubaszu), różnego rodzaju naczynia i tacki, i rodzaj kielicha glinianego cylindrowego, w którego głębi było kilka niedogniłych nitek. W innych urnach były igły (style), szczątki kruszcowe, trochę włosów i kamień zwany piorunkiem. Rozryte, bardzo obszerne cmentarzysko, dzieliło się na wiele loszków, wydrążeń pełnych urn, w których po jednéj, po trzy i aż do dwunastu stało razem. Opisana urna większa jedna i mniejsza, służą za prototypy wyrobów glinianych w wielkiéj liczbie odkrytych.
Popielnica większa miała kształt zwyczajny, u spodu nieco zwężona, wydęta wyżéj, ku górze znowu ścieśniona, i niedługą zakończona szyją, bez żadnych ozdób, zupełnie gładka. Zrobiona była z gliny, a raczéj błota zamięszonego i wypalonego. Na wizerunku dość jest zręczna i kształtna.
Inne pomniejsze, przez Olearyus’a przysłane z pod Smigla, miały, piérwsza jedno ucho i kształt garnka, z przedłużoną szyją, to jest u spodu zwężoną podstawę, wydęcie potém koliste i cylindrowe, dość wysokie zakończenie; inne znalezione tamże, były formy kubków, mało wydętych, podobne do piérwszéj ale bez ucha, i jedna ozdobną była wypukłym pasem wyginanym, jakby uch z sobą połączonych, ale nieprzedziurawionych. Wszystkie te zabytki, opisane przez Mellen’a, i porównane przezeń z Rzymskiemi, znajdować się mają teraz w Muzeum Berlińskiém.
Oprócz tych wykopalisk Wielko-Polskich rozpoczynających szereg późniejszych odkryć archeologicznych, zwróciły wkrótce uwagę urny, które w Prusiech dobywać poczęto. Wzmiankował o nich Hartknoch, w swoich rozprawach o starożytnościach Pruskich, mianowicie o popielnicach odkopanych w Buglak w Samlandyi, (Dissertatio XIII, S. V).
Wydał o nich rozprawę Chr. M. Reusch w r. 1724 z licznemi rysunkami, dosyć ciekawemi dzisiaj, które dozwalają porównać różne, w rozmaitych czasach czynione poszukiwania. (De Tumuli et Urnis sepulchralibus in Prussia etc. disserente, M. Chr. M. Reusch, et respondens Chr. Guil. Lau. Regiomenti Litteris Reusnerianis, in 4-to, str. 66 i Tab. III. Toż powtórzone z dodatkami, których nieznamy w Erlaüterte Preussen, T. III i IV, Königsberg, 1726 — 1728).
Reusch, niebardzo do rzeczy wstęp zrobiwszy, napomyka, że dwojakie są urny Pruskie, jedne roboty ręcznéj, lepione, drugie wyraźnie toczone kołem, i ślady tego sposobu wykonania na sobie noszące. Ostatnie też piękniejsze są i kształtniejsze. Jest tu spis wykopalisk Pruskich starannie ułożony.
Najprzód mówi o popielnicach Sambijskich, jednéj pod wsią Plewiszki, drugiéj w inném miejscu znalezionéj, obu niewytwornego kształtu. Ostatnia u dołu niemal zaokrąglona, jako popielnice Rzymskie, w górze trochę tylko zwężona, miała dwa ucha, a z nich jedno pojedyńcze, drugie podwójne. Na niéj pas z ozdób zębatych dokoła; w środku pełna była kości: zdaje się, że możnaby ją policzyć do rodzaju urn zawieszanych.
Cytowane tu są także liczne popielnice, w wielu miejscach w Natangii znajdowane, ale niczém się szczególném nieodznaczające, odkopywano je w grobowiskach, otoczonych kamieniami; — inne z pod Ejlau, z izbic kamiennych; — z pod Balgi (Honeda), — z okolicy Heiligenbeil, z kopców głazami pokrytych i z głazów zbudowanych, ze szczątkami drótów bronzowych; — z pod Angerburga, Czartowego Ostrowa, ze Stallen dóbr Dönhoffów, — z pod Rastemburga, — z Schwarzstein, z ziemi Barthów, — z pod Kamionki, Warpun i t. d. i t. d.
Wylicza także mnogie popielnice, odkryte około Marienburga, w lesie pod Lichtfeld, na ziemiach Elblągskich w Chełmińskiém, i na Pomorzu około Gdańska. W ogólności urny te, jeśli rysunki ich są wierne, za co się zdaje Niemiecka ręczyć dokładność, wszystkie były kształtów zręcznych, niektóre ozdabiane wypukłemi pasami, uchami, guzami, a wszystkie z pokrywami najrozmaiciéj także poprzybieranemi. Na jednéj z urn wykopanych pod Gdańskiem, znaleziono nawet cóś nakształt napisu runicznego, o którym obszernie uczeni Niemieccy i Duńscy rozprawiali, ale go sobie wytłómaczyć niemogli.
Rzączyński nasz poczciwy, dzięki niesystematyczności swego dzieła, wspomina w niém także o urnach, pisząc o kopalném królestwie, jakby do niego należały. Opatrywał on ich wiele; i jako najpospolitszy kształt wymienia, zwężający się u podstawy, wydęty w pośrodku, zwężony znowu w górze i zakończony szyją. Takie widział on w biblijotece Gdańskiéj, gdzie i figurkę na Hagelsbergu wykopaną oglądał, — w biblijotekach miasta Torunia i Elbląga, z pierścieniami srebrnemi i bronzowemi, zapewnie przez ucha przewlekanemi. Wspomina także, o wielkiéj urnie wykopanéj, z ośmią mniejszemi pod Tczewem, ozdobnemi w pierścienie kruszcowe i pełne innych metalicznych sprzętów.
Cytuje także urny Pruskie, nie gliniane, ale jakoby kruszcowe (z bronzu), pełne piwa, którym podobne w Litwie znajdować miano. Tego rodzaju naczynia są wszędzie nadzwyczaj rzadkie; trafiały się jednak, jak widzimy, w prowincyach nad-Baltyckich i na Ukrainie. W Czechach znaleziono jedną podobną, pod Szlan, (dziś jest własnością pana Pachel); a na drugiéj z pod Weltrus tamże, pokrywa była srebrna.
Rzączyński mówi jeszcze o popielnicach, wykopywanych w Poznańskiém, około Ryczywoła, Gembic i Pampowa, (z pieniążkami jakoby św. Wojciecha, wyobrażać mającemi); o urnach z pod Smigla, i t. d. Pisze jeszcze, że w roku 1721, w Sierakowie (Auctuarium 33), wiatr wywiał urny wielkie wśród kamieni stojące, czarne i płowe, z kośćmi i węglami; a w jednéj z nich znaleziono kamyk okrągły, w innych długie ostrza i iglice, (dwudziestu ośmiu z nich rysunki zobacz w Collectaneis Vratislavien 1722). Znajdowano także wiele urn Polskich pod Rawiczem, które wedle Rzączyńskiego przejść miały do Wrocławia.
Poszukiwania tego rodzaju, ku końcowi XVIII, w początkach XIX wieku, stały się coraz pilniejsze i częstsze, tak, że mnóztwo w różnych latach i stronach, żalów z epok najrozmaitszych odkryto. Wymienim tu tylko te, które się nam ważniejszemi dla historyi ceramiki naszéj, lub geografi jéj, być zdają.
Dotąd najliczniejsze i najłatwiejsze odkrycia grobowisk dokonane zostały w Wielkiéj Polsce, gdzie pospolicie z epoki bronzu i żelaza, popielnice znajdują się w wielkiéj liczbie, co dowodzi, że w tych czasach, z Prusami wespół, kraj ten najludniéj był zamieszkany. W Poznańskiém na Kraśnéj Górze, pod Lubaszem nad Wartą, przy kościele parafijalnym (który zapewnie stanął na miejscu dawnéj bożnicy), odkopywano znaczną ilość popielnic i łzawnic, przez lud tutejszy, ślicznie nazywanych żalami. (Wspomnienia W. Polski, T. I, 164. Przyjaciel ludu, 1843, N. 15, gdzie i rysunki).
Z urn tych, dobytych na Kraśnéj-Gorze, wiele odznaczały się kształtami wcale udatnemi; wszystkie prawie, jak powszechnie Polskie i Słowiańskie, miały formę Kanopejską (u dołu i w górze zwężającą się), z szyją rozmaitéj długości cylindrową, z uchem jedném lub dwóma. Dolna ich cześć była wyrabiana jakby w liście wypukłe od góry do spodu idące, fugowate. Glina doskonale widać wymieszona i wypalona, nabierała osychając po wydobyciu twardości i czerwonawego koloru. Ozdoby rysowane, składały się z punktów, centek i karbów. Wszystkie niemal stały na podstawach i pokryte były wieczkami, jak popielnice Pruskie. Znajdowano je czasem po kilka razem z kośćmi palonemi wewnątrz; inne, które musiały zawierać potrawy i napoje ofiarne, były próżne. Oprócz urn, znajdowano i krążki gliniane (tacki), kółka miedziane; a najosobliwszy podobno był ptaszek gliniany, godło jakieś czy zabawka, dana ukochanego dziecka popiołom do mogiły.
Podobne cmentarzyska rozkopywano także pod Trzemesznem pod Bolemowem nad Rawką, w Kotowie pod Grodziskiem, (Przyjaciel ludu, R. VII — 1); w Gnieźnie znaleziono złamek urny, z napisem runicznym.
Żale te były tak rozmaite, że dwóch nawet zupełnie do siebie podobnych nieznaleziono; niektóre bardzo wielkie, inne (łzawnice i balsamki), tak drobne, że najmniejsza z nich, ledwie cal sześcienny trzymała. Stały razem po dwie, po pięć, po ośm. Pospolicie jedna tylko w takiéj kupce była największa, zawierała popioły, inne zdawały się próżne. Wyrabiane były z gliny czarnéj lub czerwonéj, pomięszanéj z źwirem, lub tłuczonym kamieniem. W jednym grobie znaleziono trzy naczynia, powkładane jedno w drugie, a najmniejsze z nich dopiéro zawierało popioły. Rhode wspomina o tak ustawianych popielnicach, pod Hamburgiem. Wielkie żale, pokryte były wierzchem wypukłym, z takiejże mięszaniny glinianéj zrobionym, mającym czasem małe uszko. Wierzchów tych najwięcéj znajdowano potłuczonych, a i popielnic samych większa część była zniszczona.
Oprócz wymienionych, znajduję wzmiankę o cmentarzyskach w Wielkiéj-Polsce, w Grabonogu pod Gostyniem, w powiecie Krobskim w Krajewicach, w Górze pod Szremem, w Ciszkowie, Mikołajewie, Miłkowie, Sokołowie, w Olesinie nad jeziorem zwaném Wielkie, i w Międzyrzeczu, gdzie znaleźć miano urny z napisami, które posiada szkoła realna, tamże.
W r. 1818, odkopano w Kaliskiém (koło Koła), urny czarne, żółtawe, brunatne, z gliny palonéj, pełne popiołów, podobne do Wielko-Polskich, o których podano wiadomość w ówcześnym Pamiętniku Warszawskim (1819, T. XIII). Dwie z nich były, jak ze szczątków widać, zawieszone na łańcuchach. Ozdoby w głąb’ ryte, najwięcéj w kształcie różnych zębów i wyżłobień, lub pereł rysowane były. Jedna misa ofiarna do Lubaskiéj podobna, Greckie kształtem przypominać się zdaje, i cale do naczyń dziś używanych się niezbliża.
Inne w tymże r. 1818, z pod Opoczna, ofiarowane były towarzystwu Przyjaciół nauk które otrzymało wielką urnę z pod Cygowa (obwód Stanisławowski), o milę od Stanisławowa, odgrzebaną w pagórku.
W r. 1824, toż towarzystwo, otrzymało popielnice, z pod wsi Drochlina, w obwodzie Olkuskim, jedną napełnioną popiołem, kośćmi spalonemi i piaskiem, drugą z pieniążkiem Adryana-Augusta. Przeszły także do zbioru tego (1824), powynajdowane popielnice, ze wsi Łączynek, w województwie Płockiém (pod Cichocinkiem), urna z pod Xiążenia w obwodzie Warszawskim (1825), popielnica wielka gliniana, z dwóma mniejszemi, wykopana pod Brudzewem o milę od Koła w Kaliskiém, w r. 1827, i inna wielka, ze wsi Stare-Miasto, pod Koninem, (1828). Pamiętniki towarzystwa, dały rysunek pięknéj czarnéj, wypalonéj, bardzo mocnéj urny, odkopanéj między Kołomyją, a Kamionkami. Znaleziono ją w kopcu sypanym, pełną popiołów w bryłki pozlepianych, z wierzchu pokrytą nadgłówkiem zbroi, a obwiniętą krótkim obosiecznym pałaszem. W tymże zbiorze znajdowały się urny z pod Opinogóry, i z innych okolic Polski.
W r. 1828, w Kujawskiém pod Płowcami, wykopano popielnice gliniane, z pieniążkami Trajana (Kolumb, art. Gawareckiego, 1828 r.).
W. r. 1829, otrzymało znów towarzystwo Warszawskie, urnę z popiołami z obwodu Sochaczewskiego, z pod wsi Jakterowa, i trzy z Woli Rostockiéj w Kaliskiém, jedną większą, około garnca trzymającą z popiołami i żelaztwem; dwie mniejsze, a z tych jedną całkiem zasklepioną.
Do ważniejszych tego rodzaju odkryć, zaliczyć także potrzeba urny Galicyjskie, których rysunek dał Żegota Pauli, (Starożytności Galicyjskie XVI).
Było ich sześć różnych, wszystkie w pośrodku znacznie pękate i wydęte, oprócz jednéj miski ofiarnéj, robione z blado-żółtawéj i czarnéj gliny, polewane i niepolewane. Ozdobami ich były kreski układane w zęby, i ucha pojedyńcze i podwajane. Około najpiękniejszéj wysmukłéj, obwinięty był krótki miecz obosieczny. Wiemy jeszcze o bardzo licznych popielnicach, które wiatr rozwiewając piaski, odkrył pod Błotkowem nad Bugiem (Terespol); próbki ich były w Puławach.
W r. 1841, d. 16 kwietnia, włościanin orząc na gruncie wsi Nowodwory, obok Tarchomina, (mila od Warszawy), pomiędzy Wisłą a lasem Tarchomińskim, wydobył z piasku urnę glinianą, w pół napełnioną ziemią, a do pół szczątkami spalonych kości. O naczyniach, które późniéj tu dobyto, tak pisze sprawozdawca. „Są one podobne do tych, jakich wiele odkrywają w okolicy Kalisza; mają kształt pękatego dzbanka bez ucha; u jednego kształtu wazek znajdują się z obu boków, po dwie wyniosłości, jakby miejsca ucha zastępujące. Zdaje się, że je raczéj wyrabiano ręką, niżeli kołem toczono; widać, że w epoce ich roboty sztuka garncarska była jeszcze w kolebce. Skorupa ich gruba, jak w donicach, już wypalana do czerwoności dachówki, już niedopalona, koloru surowéj gliny. Materyałem, z którego są robione, a który jest zagadką dla garncarzy dzisiejszych, zdaje się być zwyczajna glina, do któréj dla mocy wmięszano na proch tłuczony granit. Widać bowiem w ich odłamie, a często i na powierzchni wiele kanciastych ziarn kwarcu, feldspatu i miki, który tu i ówdzie, jak złoty piasek połyskuje. Skorupa zaraz po wygrzebaniu z ziemi jest miękka, i nader łatwo się rozłamująca; wystawiona na powietrze, znacznie twardnieje.“
W głębokości około łokcia, stały te urny prawie pionowo, otworami do góry, bez pokrywek, napełniały je kości spalone i węgle; wielkość ich jak wszędzie, niebyła jednostajna, od dwugarncowych, dochodziły do bardzo maleńkich, zapewnie dziecięce kości, ofiary, łzy i balsamy zawierających.
Do piękniejszych i wielce starożytnych pomników ceramiki, należą trzy naczynia w r. 1816, znalezione w Proszowskiém pod wsią Gruszewem, wraz z kamienną siekierą. Kształty ich szlachetne, ozdoby perłowe, starannie wypukło wyrabiane, odróżniają wielce od innych późniejszych. (Rysunek dały Roczniki towarzystwa Przyjaciół nauk).
Z Litewskich tego rodzaju zabytków, kilka przedstawił nam E. Tyszkiewicz (Rzut oka, Tab. 6, 1; 23, 4, — Badania, Tab. I, f. 1). Są to raczéj garnuszki niż dzbany, a kształt ich niczém się nieodznacza. Jedną w nich rzeczą ciekawą są znaki jakieś, może cechy rzemieślników, wyciśnięte na dnie, niebezprzykładne i w urnach Wielko-Polskich: bo na jednéj z nich znaleziono krzyż, między ramionami którego, były cztery perły. Piérwszy z tych znaków Litewskich, jest liniją horyzontalną, z dwóch końców dwóma zębami zakończoną; z tych dwa w dół, dwa do góry zwrócone; — drugi jest niby pięciopromienną gwiazdą.
„Garnki, pisze Tyszkiewicz, wszystkie prawie są jednostajne, nietak jak w Wielkiéj-Polsce rozmaitéj wielkości i formy; zwykle są z gliny żółtawéj, ozdabiane różnemi niezręcznemi rysunkami.“ Autor niechce nawet wyrokować, czy były wypalane, co jednak ze wszech miar do prawdy podobna.
Z Kurlandyi, garnek będący własnością tamtejszego prowincyonalnego Muzeum, podobny zupełnie do Litewskich, i niczém się od nich nieróżniący, z nieco tylko węższą szyją, podaje nam rysunek u D. Kruse, (Necrolivonica, Tab. XXXV); tamże mamy drugi Inflancki w Cremor odkryty, (Tab. XXVI), odznaczający się czarną paskowatą ozdobą falistą. W ogóle Inflanty i Kurlandya, jak Litwa, nieobfitują w tego rodzaju zabytki.
Na Wołyniu, o ile wiemy, bardzo ich także niewiele dotąd odkryto, a jedném z najciekawszych wykopalisk, jest to, którego owoc mamy przed sobą.
Między starym Konstantynowem a Lubarem, we wsi Kustowcach ś. p. Kajetana Czarneckiego, na dziedzińcu przed nowo zmurowanym domem, był kurhanek, który dziedzic rozkazał splantować; znaleziono w nim znaczną ilość kości ludzkich, dwie popielnice małe, wycisk jakiś na blaszcze bronzowéj zagubiony, i na kościach bransolety i zwitki spiralne bronzowe, rdzą zieloną okryte. Dwa garnuszeczki, bardzo niewielkich rozmiarów równe oba, dosyć kształtne, udało się dobyć całe. Piérwszy z nich czerwonawego koloru z gliny z kamieniem tłuczonym wypalany, węższy od spodu, mocno pękaty w środku, kończy się krótką szyjką o dwóch odpowiadających sobie uszkach; drugi co do kształtu bardzo doń podobny, i tejże wielkości, z gliny czarniejszéj, ma jedno tylko ucho, a naprzeciw niego dwa wypukłe podwojne garbki, które są rodzajem ozdoby w urnach grobowych często spotykanéj. W równej z niemi linii obiega dokoła pas punktów wyciśniętych, a poniżéj ozdoba w głąb’ ryta, składająca się z szerokich zębów, czterma kreskami oznaczonych. Obie te popielnice, dosyć starannego wyrobu, niesą bez wdzięku, osobliwie ozdobniejsza ostatnia, na któréj są ślady jakby ciemnéj polewy.
Ku zachodowi postępując, zabytki grobowe tego rodzaju, w Szlązku i Czechach, coraz są wytworniejsze, ozdobniejsze, i znać w nich jasno naśladowanie Rzymskich naczyń, form, a w ogóle wpływ obyczaju Rzymskiego. Urny Czeskie (zobacz rysunki u Vocel’a) odznaczają się wcale pięknemi linijami, rozmaitością form i starannością wykonania; popielnice i piękne misy ofiarne z pokrywami wyginanemi, zarówno uwagę zwracają. Forma najpowszechniejsza jest Kanopejska, zwężona u dołu, ale rozmaite i różnych rozmiarów szyje, odróżniają garnki, już z kształtu do Inflanckich podobne, do starych Polskich, lub całkowicie oryginalne. Zdaje się że jedno z naczyń u Vocel’a, z długą a wązką flaszkowatą szyją, musiało służyć raczéj do libacyi, niż do przechowania popiołów; toż inne mocno wydęte, z krótką cylindrową szyjką, i parą uszek przy niéj osadzonych. „Część urn w Czechach dobywanych, powiada Vocel, jest grubéj roboty, inne pięknie i starannie wykonane i ozdobne; niektóre są polewane ciemno, inne czerwono. Składają się po większéj części z gliny, czasem z ziarnami kwarcu zmięszanéj; barwa ich bywa najrozmaitszych odcieni, czarniawa, brunatna, i czerwona; znajdowano niektóre z brzegami złoconemi. Niewiele z nich ma ucha, inne całkiem są gładkie, bez ozdób żadnych, to znowu ryte w paski proste, w kratki, w wężyki i falowate ornamenta. Pod względem kształtu, dzieli je Vocel na garnkowate, miskowate dzbaniaste, flaszkowate i t. d. Ostatnie, gdy są małe, pospolicie za łzawnice bywają brane; Vocel ma je za rodzaj balsamek, w których oleje wonne zamykano, do namaszczenia ciała. Flasze większe z uchami mogły, jak sądzi, napełniane być napojami, które przy grobach stawiano. Czasem jedna wielka urna, znajduje się otoczoną mniejszemi, to znowu drobne zawarte bywają w większéj.
W grobach zawierających szkielety niepalone, naczynia ofiarne stoją z obu stron głowy, a czasem w nogach.
Odkopana wielka mnogość urn w Königsgrätz, przy robieniu fortecy, taką przedstawiała rozmaitość, że w pośród nich, dwóch prawie jednakowych znaleźć się nietrafiło.
Oprócz obfitego wykopaliska w tém miejscu, Vocel przywodzi znajdowane urny w okolicy Szlan, pod Weltrus, Kolinem (jedna z najpiękniejszych), Leitmeritz, Altodabor, Budecz, Lewy-Hradec, Stockau, Podmokl, Hlizów, i t. d.
Urny Szlązkie, równie jak Czeskie, zwracają uwagę, nietylko rozmaitością swoją, ale ozdobnością większą, rysunkami rytemi na nich, kolorowaniem, i kształtami kunsztownemi; — niektóre z nich są przepyszne. (Widzieć je można rysowane w dziele Büsching’a, o starożytnościach Szlązkich: Die heidnischen Alterthümer Schlesiens-herausgegeben von J. G. G. Büsching. Leipzig, 1820, 1824. Znam tylko zeszytów cztery). Naczynia te są bardzo rozmaite, ale się w ogóle podzielić dają, na ofiarne kubki, miseczki i garnuszeczki drobne, i wielkie popielnice i misy, trzecim rodzajem są wyroby gliniane, jako lampy, grzechotki i kółka symboliczne. Urny większe robione są z gliny grubo ziarnistéj z kwarcem tłuczonym; drobne wyroby, z bardzo delikatnie wymieszonego materyału, po większéj części pięknego żółtawego tonu glinki.
Małe naczyńka mają kształt prostych kubków, garnuszków z uchami (pojedyńczemi po większéj części), miseczek (pater), z rączkami, a niekiedy w nich, jak w większych, trafia się forma kantowata, nad którą wznosi się cylindrowa szyja. Ozdabiane bywają rytemi pasami, z kresek złożonemi, zębami podobnemi, kółkami i listkami; ornamentów wypukłych mają mało.
W popielnicach większych, między któremi długie, hładyszowate, jak Polskie prawie się nieznajdują, kształt bywa niekiedy bardzo oryginalny; zacytujemy tu jedną z najpiękniejszych w r. 1819 odkopaną w kawałkach pod Puszańcem, nadzwyczaj kunsztownie wykonaną i rysunkiem wybornego smaku ozdobną.
Kilka także garnków i mis, kolorowanemi, czarnemi, czerwonemi, żółtemi, rysunkami okrytych, na wzmiankę zasługują.
Oprócz tego, grobowce Szlązkie obfitują w mnóztwo drobnych wyrobów glinianych, kółek jakichś, mających znaczenie mistyczne, miseczek i kubków podwójnych (bliźniaków) i potrójnych, grzechotek w kształcie ptaszków, kadzielnic, i lampek do Rzymskich podobnych, rzadkich wreszcie grobów Słowiańskich. Cała też nekroceramika Szlązka, bogactwem i pięknością swoich wyrobów, przechodzi znane nam innych stron Słowiańszczyzny zabytki.
Trafiają się tu, drobne zwłaszcza naczyńka z gliny, tak delikatnie wymieszonéj i pięknéj barwy, że je pod tym względem, porównać można do Etruskich i Greckich.
Do popielnic Słowiano-Litewskich wyjątkowego kształtu i wyrobu, należą przedstawiające twarze ludzkie, które w Prusiech tylko znajdowano: w okolicy Tczewa (Dirschau) i w Kleinkatz pod Gdańskiem (1836). Ostatnie, dziś znajdujące się w Muzeum Berlińskiém, mają na szyjach twarze ludzkie, pod któremi wyrabiane są dziwne postacie źwierząt i ludzi; (opisujący dodaje i planet?). W grobie, w którym je odkryto, było urn dziewięć i przedmioty bronzowe.
Takież same prawie urny, z pod Tczewa, znajdować się mają w Muzeum Wrocławskiém, z twarzami na szyi: na usznéj ich wypukłości, dziurka do zawlekania pierścienia (kolca). Rzadkie te są i osobliwsze zjawiska, tak bezprzykładne, że zrazu zawahać się potrzeba, nim się w prawdziwość ich uwierzy.
Dotąd, wyjąwszy odkryte im podobne w Kastel pod Moguncyą, o innych tego rodzaju niewiemy; zdają się one należeć do ostatniéj najbliższéj nas epoki; odkryto je w jedném tylko Pomorzu. Zresztą, niemając rysunków tych zabytków, o wartości ich artystycznéj, charakterze i wykończeniu, sądzić niemożemy.
Odrębnemi zupełnie cechami i doskonałością form, naznamionowane są Ukraińskie zabytki ceramiczne, widocznie pochodzenia Greckiego, i z Greckich naśladowane wzorów. Wpływ Helleński, przez osady Greków nad Pontem rozszerzony, w głębi jeszcze kraju się okazuje. Niektóre urny, nietylko są naśladowane z Greckich Diotas, ale czysto Greckie.
Obok nich, trafiają się i proste garnki, starożytne urny krajowe; ślad, że się tu schodziły, rzec można, dwa światy staro-Słowiański, ze staro-Greckim. Tak w naczyniu znalezioném, między Piszczalnikami a Łazurcami (Grabowski, Ukraina, T. VIII. d.), niepodobna niewidzieć w rękojeści i wytwornym kształcie budowy jego, w prześlicznéj linii profilu, wpływu sztuki Greckiéj i jéj użyczonego tchnienia; a obok postawiona popielnica (Tab. IX), z gliny czerwonéj, z obwódką perłową, podobna zupełnie kształtem do urn Polskich (naprzykład Mellenowskiéj z pod Smigla), jest płodem czysto krajowym, acz szlachetną odznaczającym się prostotą.
Dwie Diotas (Tab. X), ze Skwiry i Taraszczańskiego, czysto są Greckie i wytwornie piękne, tak, że je za całkiem obce i przywiezione uważać można; Amfora zaś, z pod Piszczalnik, może już w kraju, pod wpływem sztuki Greckiéj wyrobiona, to niema tych szlachetnych linij i proporcyj czystych, które w dwóch piérwszych uderzają najniewprawniejsze oko. Zakończenie górne i dolne, jest nieco barbarzyńskie, wygięcie samego korpusu, nietak zręczne, szyja zbyt prosta, ogół zdradza naśladownictwo, (Tab. XI). Waza w rodzaju Etruskich, Grecka pokryta figurami (T. XII), znaleziona w Kaniowskiém, między Piszczalnikami i Łazurcami, że niemoże być wyrobem krajowym, mówić niepotrzeba. Zadziwia nas nawet znalezienie jéj na Ukrainie.
Naczynie (Diota), (Tab. XV), między Petrykówką a Komejkówką znalezione, (w Zwinogrodzkiém), jest także czysto Greckie, — linije jego ogólne, ucho, wydęcie szyi, proporcye części, najdobitniéj tego dowodzą. Całość pełna wdzięku.
Oprócz tu wymienionych, wspomina pan Grabowski o garnkach i naczyniach, w Sawarkach, w Korosteszowie, w Chodorowie, dobywanych. Wszystkie te Ukraińskie pamiątki, o ile je z prac komissyi Archeologicznéj, i p. M. Grabowskiego znamy, odznaczają się cechami wybitnemi od innych Słowiańskich. To zetknięcie się sztuki Słowiańskiéj z Grecką, bardzo widoczne, jest pod historycznym względem nawet pełném znaczenia. Stosunki osad Greckich, handel ich i związki Olbii z ościennemi, rozciągały się daleko daléj i szerzéj w głąb’ kraju, niżeli dotąd sądzono.




XIX. RZUT OKA NA CERAMIKĘ.

Ogół naczyń glinianych, w ziemiach słowiańskich, w Polsce i Litwie dobywanych, po pilniejszém nad niemi zastanowieniu, dałby się rozdzielić na kilka odrębnych rodzajów. Do oznaczenia epok, z których pochodzą wyroby te, nie tylko grobowiska i sprzęty w nich znajdowane, ale i same urn kształty, posługiwać mogą.
W grobowcach pierwotnych z epoki kamieni, urny są rzadkie, właściwych popielnic niema wcale, naczynia tylko ofiarne, misy i flasze z ofiarami, strawą, napojami, stoją w nogach, wśród nóg, albo z obu stron głowy skieletu.
W drugiéj epoce następującéj, bronzu i przejścia do żelaza, najstarsze naczynia są jak rzymskie urny, zaokrąglone, lub śpiczaste od spodu, stać nie mogące, i widocznie przeznaczone były do zawieszania, co dowodzą resztki łańcuchów przy niektórych znajdowane; albo umieszczane były w zasklepieniach maleńkich. Urny z trzeciéj epoki stojące, z uszami, najwzorzyściéj rysami ozdabiane, są najrozmaitsze.
Ogół naczyń glinianych, ze względu na ich kształty i przeznaczenie, następnie jeszcze podzielić się daje:

1. Popielnice właściwe, większe i mniejsze z gliny z granitem tłuczonéj, robione od ręki, lub toczone kołem, przeznaczone na złożenie kości.
2. Dzbany, garnki, i flasze, wstawiane do grobów z potrawami, ofiarami, napojem.
3. Misy bez pokryw i z pokrywami, tacki, podstawki, krążki, zapewne także do ofiar służące.
4. Lampy, ptaki, grzechotki, kółka i kadzielnice.
5. Łzawnice i balsamki gliniane.
1. Popielnice właściwe, rozmaitéj wielkości, — gdyż u Słowian przeciwko zwyczajowi rzymskiemu, palono i ciała dziecięce, składając je w małych urnach, — pospolicie z gliny grubo ze żwirem i tłuczonym granitem zamieszonéj, są najdziwniejszéj rozmaitości linij, szczególniéj w zakończeniach szyi i uszach. Począwszy od znacznie wydętych w pośrodku i przysadzistych, do prawie cylindrowych i wysmukłych, nieskończone są odmiany. Mają one kształt szerokich mis, z pokrywami i szyjami, (wykopalisko pod Kołem), hładysz, dzbanów, i cylindrowych prawie, jak pod Nietuliskiem naczyń wysokich, które za charakterystyczne polskie uważamy. Wszystkie prawie polskie i pruskie, czeskie i szląskie, mają rozmaitego kształtu pokrywy, płaskie lub czapkowate, niekiedy w sposobie garnków szerokich z uszami (Nietulisko), pod Kaliszem i w Nietulisku znajdowane: zdaje się że do zawieszania były przeznaczone. Barwa ich, od czerwonawéj, żółtawéj, szaréj, do prawie czarnéj dochodzi, rzadkie są ślady polewy i farby, w Szląsku, Prusiech, na Ukrainie.

2. Dzbany, garnki, i flasze, wstawiane do grobów z ofiarami, potrawami, napojem, jeszcze dziwniéj rozmaitych kształtów i wielkości bywają. Spłaszczone w sposobie dwóch spojonych misek, z niezmiernie długiemi i cienkiemi szyjami, w spodzie pękate, na dnach wązkich i szerokich, i t. d.
Pospolicie robione bywają z gliny delikatniejszéj, bez przymieszania piasku i granitu; bez uszów i z uszami, z pokrywami i bez pokryw. Powszechną ich formą, jest kanopejska, zwężona w dole, rozszerzona w pośrodku, ściśnięta znowu w górze.
3. Misy różnego rodzaju, podstawki, tacki, z rączkami lub bez rączek, z gliny delikatniejszéj wyrabiane i rysowane starannie; co do kształtu, najpiękniejsze znajdujemy w Czechach, co do ozdób najwytworniejsze w Szląsku, co do stylu najbardziéj uderzające w greckiéj Ukrainie.
4. U Słowian, znajdujemy przejęty zapewne od Rzymian zwyczaj, stawiania lamp w grobowcach; szczątki tego rodzaju sprzętów, gliniane i bronzowe, z pozostałościami knotów, spotykamy na zachodzie, w Szląsku, w Czechach, w Wielkiéj-Polsce, w mogiłach Pomorskich. Ubożsi, jak wszędzie, stawili miasto lamp, gliniane ich podobieństwa. Nie mamy rysunków lamp, u nas znajdowanych; Büsching przedstawia nam jedną, z pod Kameese w Szląsku, ciekawy w swoim rodzaju zabytek.
Nie wiem, czy do wizerunków lamp, lub grzechotek, zaliczyć potrzeba glinianego ptaszka, znalezionego w grobach na Krasnéj Górze w Lubaszu w Wielkiéj-Polsce. Jest to dosyć grubo wyrobiony sprzęcik gliniany, wystawujący gęś czy kaczkę, z płaskim długim dziobem, na podstawie bez oznaczenia nóg stojąca, ze słabo oznaczonemi skrzydłami. Figurka ta, mogła mieć jakieś znaczenie mythyczne, ale włożenie jéj do grobu, tłumaczą nam lepiéj grzechotki dziecinne, w kształcie ptaków, znajdowane w Szląsku.
Znajdujemy ich kilka u Büsching’a, (T. III, 6. T. IX, 1.); z dziurkami po bokach, podobnych do dziś jeszcze wyrabianych dla dzieci zabawek. Nie są one wszakże pospolite; parę ich znaleziono pod Kameese, Brauchitsdorf i Polgsen, Lederhose. Grzechotki te były malowane z wierzchu, i rysowane w pasy; gąska z pod Peczkendorf z żółtawéj gliny, czerwono i czarno malowana, inna czarna całkowicie, wzmiankowane są jeszcze u Büsching’a. Wszystkie wszakże znane ptaszek nasz Lubaski, jakkolwiek niezgrabny, pochwyceniem ogólnéj formy zwierzęcia, przechodzi.
Oprócz tych wyrobów, w Szląsku znajdują się jeszcze tak zwane Kadzielnice gliniane, naczynia z otworami licznemi po bokach, służące zapewne do ofiar, ale niestarannie wykonywane: w Polsce ich dotąd nie natrafiono.
Zastanawiające są także kółka gliniane, krążki z otworami w pośrodku, czterma lub jednym, różnych rozmiarów, najczęściéj na miseczkach poukładane jeden w drugim, które znaleziono na Szląsku i w Lubaszu. Podobne kółka znajdują się i bronzowe: musiały mieć jakieś znaczenie religijne; całkiem im podobne, znajdowano w grobach w Albano.
Oprócz wyliczonych naczyń, szczególniéj uwagę zwracają na Szląsku znajdowane także trojaczki, garnuszki i miseczki ofiarne, pięknego kształtu, wewnątrz otworami połączone z sobą, które, jak się nam zdaje, służyć musiały do składania ofiar bóstwu trojakiemu, Trygławowi. Gdyby albowiem przeznaczeniem ich było, trzy rodzaje jadła zawierać, nie miałyby otworów łączących z sobą miseczki, widocznie tylko znaczenie troistéj ofiary w jednéj, wskazujące.
Co do materjału i sposobu wyrabiania naczyń grobowych, o tém już kilkakrotnieśmy tu wspominali. Żwir i tłuczony granit z listkami i okruchami miki, równie dla mocy, jak dla ozdoby naczyń, był dodawany; nieznajdujemy go w wyrobach mniejszych i delikatniejszych, z saméj gliny żółtawéj, lub czerwonawéj robionych. Starsze zwłaszcza naczynia, lepione są rękami, (Nietulisko), późniejsze toczone kołem widocznie, a wszystkie zdają się być mniéj lub więcéj wypalane, nawet te, na których śladu ognia dziś dostrzedz trudno. Kolor ich rzadko zupełnie czarny, czerwonawy, żółtawy, przechodzi wszystkie odcienia barw tych i brunatnéj. Najrzadsze są naczynia, okryte polewą szklistą i malowane kolorami: wszakże i takie na Ukrainie, w Szląsku, w Czechach się trafiają.
Wielkość urn, jest nadzwyczaj różna, widać że na to nie było żadnego obrzędowego prawidła: właściwe popielnice, niekiedy dwa garnce z górą w siebie biorą, niekiedy kwartę zawierają zaledwie, inne naczynia schodzą do cala sześciennego objętości.
Ozdoby naczyń, podzielić się naprzód mogą, na dwa główne pod względem wykonania rodzaje, wypukłych i rytych; ostatnie są pospolitsze i niemal wyłącznie używane. Najrzadsze są ornamentacje kolorowane, których przykład mamy na Szląsku.
Do nadzwyczajności także zaliczamy pruskie garnki z pod Tczewa i Gdańska, z twarzami ludzkiemi, postaciami zwierząt i ludzi, wyrabianemi wypukło. Inne ozdoby wypukłe są w kształcie rozmaitych uszów i rękojeści, guzów, pasów i liści. W ogóle są one niezmiernie proste, pośpiesznie wykonywane, niewykończone; a po zebraniu i porównaniu mnóstwa ornamentacij ceramiki słowiańskiéj, nie wiele się w niéj okazało rozmaitości. Motywa są prawie jednostajne, pierwotne i nieustannie powtarzane: kombinacij linij różnorodnych mało, i nieśmiałe. Najpospoliciéj jeden rodzaj linji, kilkakroć w różnych postawionéj kierunkach i powtarzanéj w odstępach regularnych, stanowi zasadę ozdoby.
Zrobim tu nawiasowo uwagę, którą nam obejrzenie popielnic, w jednym grobowcu znalezionych nastręcza: czy niebyło zwyczajem robić tych garnków na prędce, umyślnie, z jakim obrzędem stosownym? czy ilość uch, ozdoby guzowate, i punkta ryte dokoła, nie mają jakiego znaczenia? Dla czego naprzykład natrafiamy w jednym grobowcu, obok siebie stojące garnek o uchu pojedyńczém i o dwóch, w którém ucho drugie zastępuje dwa razy powtórzona ozdoba guzowata? Kiedy próbowano garnki okrywać twarzami, które pewnie oznaczać musiały stan i wiek zmarłego; rysować je runami, oznaczać godłami życia przeszłego, mieczem, zbroja, iglicą, nożem, nożycami, i t. p. Dla czegoby nie miały umówione jakieś znaki na popielnicach, wyrażać płci i wieku zmarłego? Należałoby starannie poszukiwać, czy znajdowane przy popielnicach sprzęty, nie są w jakim związku z ich kształtami? — Zdaje mi się, chociaż to domysł tylko, że wyciskane w koło punkta, mogły oznaczać liczbę lat przeżytych, a ucha płeć zmarłego; ale to w pewnego tylko rodzaju garnkach, w których guzy podwójne zastępują ucho.
Wypukłe ozdoby nie są wcale pospolite i do najwykwintniejszych należą: tu odróżnić się dają, rozmaitego rodzaju ucha i rękojeści, zastępujące je niekiedy wydęcia nieprzedziurawione, guzy, pojedyńcze i podwójne, liście u góry zaokrąglone, a u dołu urny zwężające się, które widziemy na urnach w Lubaszu; ozdoby perłowe w pasy poukładane. Oto jest prawie wszystko, co najpospoliciéj na popielnicach znajdujemy.
W Lubaskich popielnicach, przy liściach wypukłych, ozdobą wklęsłą są punkta we dwa rzędy ustawiane, które jakeśmy powiedzieli, oznaczać mogą lata zmarłego. Na urnach z pod Gruszewa, z epoki najdawniejszéj, bo przy nich znaleziony był młot kamienny, i naczyniach słowiańskich muzeum berlińskiego, obficie i prawie wyłącznie widziemy użyte ozdoby wypukłe perłowe, szeregami niekiedy aż we cztery ustawionemi rzędy, opasujące dokoła szyje. Ten rodzaj ornamentacij, aż do przesytu używany na monetach byzantyjskich, powtarza się w najdawniejszych i staranniéj wykonanych urnach polskich i szląskich. Na urnach w Kotowie znalezionych, są tępe zęby, i rzadko rozsypywane perły, które toż co punkta na innych, oznaczać mogą.
Najpiękniejsze co do ozdób, i najbogatsze w nie, są urny szląskie, chociaż na nich wyłącznie prawie, użytą jest linja prosta, ale misternie układana. Spotykamy na nich pasy czarne, pojedyńcze, podwójne, potrójne, zęby z pasów i linij, szlaki z linij naprzemian poziomych i prostopadłych, a nawet kwiaty, liście i koła.
Chociaż panującą w ornamentacji jest linja prosta, koło wszakże ukazywać się zaczyna, i drugi obok niego stanowić pierwiastek. Na malowanéj urnie, z pod Kameese (Büsching), i misce podobnéj z pod Wohlau, fantazja robotnika już swobodniejsze skreśliła ozdoby, w których linje proste, i ulubione wprzódy zęby i trójkąty podrzędną tylko grają rolę.
Czeski sprzęt grobowy, mniéj się odznacza rytemi ornamentami, więcéj daleko linij ogólnych kształtów: perły, linje proste, i falowate pasy, stanowią całą ich ozdobę.
Nie bogatą też jest wcale ornamentacja litewskich, kurlandskich i inflantskich garnków, na których powtarzane pasy ciemne i falowate linje, z zębami i rzadkiemi kółkami, ukazują się najczęściéj.
Na urnach pruskich u Reusch’a, są pasy, jakby w plecionkę robione, po dwa i po trzy razem składane; na wiekach ich misterniejsze jeszcze znajdujemy sploty. Inne mają kilka pasów, w zęby po sobie idących, lub większego rozmiaru, ostre zęby z krések złożone i punktowane. Nigdzie pereł, ani ozdób kolistych.
Na urnach galicyjskich, też same ozdoby w plecionkę niby zwijane i starannie wykonane, któreśmy na szląskich widzieli. Jakkolwiek motyw ten, z bardzo prostych składa się żywiołów, w połączeniu ich wiele jest smaku i sztuki.
W całéj téj ceramice prostota ornamentacij niezmierna, pomysły niewymuszone, motywa pierwotne i stale jedne z małemi wyjątkami. Prędzéj trafiemy na kształt naczynia piękny, na zręczny profil, na foremne wygięcie, niż na ozdobę wykwintną, która jest wyjątkiem, jak w często cytowanéj urnie szląskiéj, okrytéj ozdobą ciągnioną z linij pod prostym kątem, z wielką sztuką łamanych, stylem greckie przypominającą. Pasy i zęby wypełniane linjami, falowate linje, rzadziéj daleko kółka, perty, lub wyszukańsze zgięcia spotykamy. Na urnach szląskich, tylko myśl robotnika z ubitego występując toru, piérwsze zarody fantastyczniejszéj ornamentacji skreśliła.
Kształty, jakeśmy kilkakrotnie już powtórzyli, mówiąc o wyrobach garncarskich, są nadzwyczajnéj rozmaitości, zwłaszcza w Czechach, Szląsku i Wielkiéj-Polsce; w Prusiech i Litwie więcéj jednostajności; na Ukrainie wpływ grecki, zrodził profil wymyślniejszy, czyściejszy, ale obcy.
Począwszy od najprostszych kubków cylindrowych, — równych, i nieco wydętych, znajdujących się w muzeum berlińskiém, w wykopalisku pod Smiglem, Lubaszem i Gruszewem, przechodziemy do rozmaitego wzrostu i kształtu wyrobów. Kubek taki, uważać można niejako za formę zasadniczą, pierwotną, z któréj rodzą się wszelkie inne wykwintniejsze.
Klassyfikując naczynia, wedle pomysłu P. Ziegler, zaliczyć je potrzeba wszystkie, do kształtu kanopejskiego, to jest do wyrobów, których cechą jest zwężenie u dołu, rozszerzenie w pośrodku, i zakończenie zwężeniem w górze. Wprawdzie trafia się nam raz, w jednéj urnie z pod Kotowa kształt foceeński, (rozszerzony u dołu), ale to widocznie wyjątkowo. Ogół nosi tę cechę stałą, że się zwęża w dole, w środku mniéj lub więcéj, powolniéj lub nagléj rozszerza, a zakończa szyją, od któréj proporcij, jak i od linij brzucha, zależy piękność profilu. Stosunek wysokości popielnic, nadaje im fizjognomją. Najpospolitsze są wyniosłe, nie bardzo pękate w pośrodku, (trafiają się prawie cylindrowe), i nieco tylko zwężone u góry, jak większość urn Nietuliskich. Drugiego rodzaju, przysadzistych i pękatych, typem być mogą urny z pod Kalisza 1818 r., nizkie, wydęte, z prostemi cylindrowemi szyjami. Od tych przechodziemy do mis i pater płaskich z pokrywami, kształtnie wyginanych, o jedném uchu, lub bez niego, a na końcu znajdujemy nawet naczynia, w kształcie czary starożytnych, na podstawie osadzonéj.
Idąc ku Prusom, naczynia grobowe poczynają się podnosić i zwężać. We wspomnianych popielnicach, z trzeciéj epoki, opasanych mieczami, rysunek wytworny, smukły, bardzo pięknego profilu. Z pod Lubasza mamy także naczynie jedno, z szyją bardzo wyniosłą, w kształcie nalewki z rączką, wcale piękne.
W ogólności urny im wysmuklejsze, tém wdzięczniejsze, im przysadzistsze i cięższe, tém mniéj zręczne: nie tak wykwintnie wykonane. Wprawdzie smukłe i wyniosłe urny, z pod Nietuliska, zdaje się ręką lepione, niedbale są robione, ale pojęcie kształtu ogólnego w nich często szczęśliwe.
W innym całkiem rodzaju, są urny z pod Kotowa, ciężkie, nizkie, zaokrąglone prawie pokrywami i przypominające formą zasklepione kulki i łzawnice. Niektóre z nich, jak łzawnice, też znajdowano zasklepione.
Najstarożytniejsze urny, przypominają rzymskie tém, że nie były robione do postawienia, ale do zawieszania w grobie, dno ich prawie śpiczasto się kończy, a uszy są szczupłe tak, że sznur ledwie, lub łańcużek, przez nie mógł być przeciągnięty. Takiemi się nam być zdają, popielnice z pod Kalisza, 1818 r. dobyte, z pod Gruszewa, Nietuliskie, i jedna z Galicyjskich. Uszy urn późniejszych stojących, rozszerzone stały się rękojeścią, robiono je pojedyńcze, zmieniono na rodzaj ozdoby, i ubierano w pierścienie kruszcowe, kręgi i kolce, w najbliższéj nas epoce.
W urnach pruskich dosyć wysmukłych, zwracają szczególną uwagę pokrywy ich, rzadko całe, dosyć zręcznie wyrabiane, w kształcie rozmaitych czapek, stożkowate i fugowane; Reusch już zebrał ich kształty, które go uderzyły.
Raczki i uszy urn słowiańskich, z których sztuka grecka tyle i tak pięknych motywów ornamentacij wyczerpnęła, są z małémi wyjątkami proste, jak same naczynia; rzadko dostrzegamy w nich myśli jakiéjś, chętki nadania im formy wykwintniejszéj, niekiedy zaledwie oznaczone bywają i nie przekłute nawet. Są jednak patery z rączkami przedłużonemi, naléwki ofiarne pięknie ozdobione niemi, a w niektórych popielnicach, cztéry, sześć, uszek drobnych, lub guzów i wyrostków, urozmaicają górną linję i stanowią piękny ornament.
Na jednéj urnie w Muzeum Berlińskiém, znajdujemy rączkę całą perłami nasadzaną, wcale ozdobną, chociaż perły na niéj niestosownie są użyte.
Ogół urn słowiańskich, pomimo prostoty swéj i pierwiastkowości, nie jest bez wdzięku, linja zwłaszcza ogólna i profil je odznacza, całość uderza więcéj, niż wykonanie części. Większe popielnice mają jakaś cechę monumentalną, czujemy spójrzawszy na nie, że to nie są proste naczynia codziennego użytku, że ten co je toczył, myślał zda się o śmierci, o łzach, które na nie spaść miały.
W Litwie tylko garnki, zwłaszcza o jedném uchu, bez czucia i myśli zdają się lepione, rzekłbyś, że je chwycono od ogniska i wprost zaniesiono na zgliszcze, lub dorywczo na miejscu pogrzebu wyrobiono. Najpiękniejsze słowiańskiéj ceramiki wzory, znajdują się w Szląsku, w Czechach, w Wielkiéj-Polsce, potém w Galicji, i Krakowskiém.
Mówiliśmy już nieco, o urnach Czeskich, których rysunki daje Vocel (T. IV). Tu jeszcze wspomnim o misach z pokrywami, najpiękniejszym wyrobie téj prowincji. Były to zapewne naczynia ofiarne, do stawienia strawy w grobach przeznaczone; kształt ich zarówno i przykrycia zasługują na szczególna uwagę. Misy te nie są rysowane i mało ozdobne, ale zgięcia pokryw i linje ogólne, są bardzo piękne; w Polsce, nic podobnego widzieć się nam nie zdarzyło.
Urny szląskie, których wielki zbiór posiada Muzeum szkoły wyższéj we Wrocławiu, wydane zostały przez Büsching’a, w często wspominaném dziele jego: »o epoce przedchrześcijańskiéj i jéj pomnikach«; różnią się one pomysłami, wykonaniem, obrobieniem, rysunkiem, od innych słowiańskich, a najbliżéj z naszemi Wielko-polskiemi się łączą.
Oprócz popielnic, znajdują się tu misy, kubki, krążki, lampy, rzecz w słowiańskich grobowcach rzadka, szpulki i naczynia, któreśmy nazwali trojakami, podobne do używanych do dziś dnia bliźniuków.
Co do ich kształtu, ten tak jest rozmaity i oryginalny, że się trafiają urny formą wschodnie naczynia, a rysunkiem greckie przypominające (Tab. III. 1). Grzechotki, czary, lampy, kadzielnice, których boki są podziurawione, w wielkiéj tu liczbie spotykamy. Lampy acz niezgrabne, są widocznie naśladowaniem rzymskich. Miski i czasze od czeskich mniéj kształtne, bogaciéj znowu są rysowane i ozdobne.
Materjałem jest, nietylko glina z kwarcem gruba, ale niekiedy piękna żółtawa, delikatna massa, doskonale wymieszona i wypalona. Na wielu naczyniach znajduje się polewa czarna szklista, ale najciekawszemi są tu wyroby malowane w desenie kolorowe, o którycheśmy już wspominali. Malowanie to nie jest wypalane i powierzchowne tylko, kolory użyte ograniczają się czarnym, żółtym i czerwonym. (Tab. I. n. 1, 2). Ornamentacja naczyń malowanych, składa się z linij prostych, formujących trzykroć powtórzone trójkąty, a w ich środku dwa skrzyżowane S. formują ozdobo kwiecistą. W pośrodku taż ozdoba powtarza się w kółku. Na drugiéj urnie kréski proste, koła i kółka, stanowią ornamentacją dosyć ubogą, ale zastanawiającą tém, że jest polychromem. Pod względem ozdób, także uderza bardzo starannie ryta urna (T. I. 3), któréj Büsching przyznaje, że ją ręka niepospolitego artysty wykonywać musiała. Paski z kilkakroć powtarzanych linij prostych i łuków punktowanych i ciągnionych, trójkąty liśćmi zakończane, kółka obwodzone listkami, stanowią główne motywa. Na innych naczyniach najczęściéj powtarzają się zęby, a raczéj trójkąty zapełnione linjami, w kierunkach naprzemian sobie przeciwnych; linje proste i pasy z kilku linij w kierunkach zębiastych, a niekiedy wypukłe perły. Najpospolitszą jednak ozdobą są zęby z pasów, jakby plecionek złożone, które i na naszych naczyniach się trafiają.
Oprócz urn i mis, wspomniane już grzechotki gliniane w kształcie ptaszków, trojaczki ofiarne, wewnątrz połączone z sobą, i kółka gliniane, podobne do Lubaskich, a zupełnie jednakie ze znajdowanemi w Albano, kadzielnice podziurawione, jakie się u nas nie spotykają, cechują ceramikę szląską. Wszystko to razem wzięte, dowodzi, że ku zachodowi idąc wpływ rzymski w obrzędach religijnych i pogrzebowych, był coraz wydatniejszy; przekonywają o nim czary, na wzór rzymskich lepione, lampy, kółka, nawet urn niektórych kształty.
Dodamy tu jeszcze słów kilka, o często znajdowanych w grobach przedchrześcijańskich łzawnicach, ze szkła i gliny, (po litewsku assaruwe zwanych).
Szklanne są w ogólności dosyć rzadkie i przybierają kształt misternych kulek, zewsząd zamkniętych, lub flaszeczek na rodzaju podstawki stojących.
Drugie gliniane, podobne bywają do miseczek, kubków z rączkami, czarek i garnuszeczków, rzadko trafiają się całkowite. Oprócz kulek zamkniętych, w paski ozdobne ubranych i flaszeczek rozszerzonych u góry, jakby do zbierania łez, w Litwie znane są jeszcze miseczki płaskie, w kształcie czary starożytnéj, i metalowe małe rożki takie, jakich używano do napoju, które i do rogu i do pazura zwierzęcia mają podobieństwo.
Nie wszystkie jednak łzawnice, łzy w sobie zawierały, i na ten cel przeznaczone były. Piérwszy Batissier, (Elemens d’Archéologie nationale, 281), okazał, że w tych drobnych naczyńkach, zamykano także balsamy, droższe oleje do namaszczania ciała, przy obrzędzie pogrzebowym, któremi nie mogąc zwłok natrzeć, dla kosztowności ich, rzucano je po odrobinie do mogiły. Vocel sprawdził to odkrycie i zastosował je do tak zwanych łzawnic słowiańskich.
Niema wątpliwości, że szklanne te kulki, które znajdują w Litwie, obcego były wyrobu, i wysoko cenione być musiały, gdyż paciórki szklanne po grobach, często obok agatowych, koralinowych i bursztynowych się spotykają.
Zakończmy to, zbyt może rozciągłe zastanowienie się nad wyrobami garncarskiemi, epoki przedchrześcijańskiéj, jedną jeszcze uwagą. Zdaje się, że nie bezowocowém byłoby porównanie staranne, wyrobów garncarskich dzisiejszych ze starożytnemi; może w podaniach zdunów, w ich praktyce, w nazwiskach różnéj formy garnków, znalazłoby się cóś przechowanego od wieków. Garnki w Polsce najsławniejsze podobno były Iłżyckie i Łagowskie; tamby wiec zdunom i ich robocie przypatrywać się należało. W rozmaitych stronach kraju, lud używa wedle rodzaju gliny, jaki się tam znajduje, naczyń czarnych, czerwonych, żółtawych i prawie białych, na których rodzaj ozdób, jest prawie ten sam jeszcze, co na starych popielnicach. Znajdujemy na nich pasy kolorowe, lub w głąb ryte, ozdoby falowate i zębate, co dowodzi, że i w innych częściach sztuki garncarskiéj, tradycja stara utrzymać się mogła.
Widzieliśmy wyżéj szląskie trojaki, naczynia, w których troistemu bóstwu, składano ofiary; zdaje się, że do zabytków też najdawniejszéj ceramiki, do których lud przywiązuje jeszcze znaczenie jakiejś świętości, należą garnki, używane dotąd podwójne, zwane bliźniukami, dwojakami, zrosłe bokami z sobą i dziś służące do noszenia jadła w pole. Zakopywanie takich garnków po granicach siół i pól, ma je ochraniać od morów i klęsk wszelkich; dowodzi ono, że w nich dawniéj składano ofiary także bóstwu zapewne dwoistemu, jakiém było Lelum Polelum. Wedle podań wiejskich, które po całéj słowiańszczyźnie są powszechne, chcąc uchronić osadę od klęsk spaść na nią mogących, pomorku i gradobicia, powietrza, nieurodzaju: oborywano ją parą czarnych byków bliźniąt, i garnki bliźniuki zagrzebywano po miedzach. W téj tradycji, będącéj zabytkiem obrzędu towarzyszącego zakładaniu nowych osad słowiańskich; widoczne jest przejęcie obyczaju rzymskiego, przy nowych kolonij poświęcaniu zaprowadzonego.




XX. RZEŹBA.

Przychodzim wreście do rzeźby właściwéj, o któréj stanie u Słowian, tak sprzeczne dochodzą nas wieści, tak dziwnie różne mniemania, że z jednych sądząc źródeł, możnaby ją podnieść bardzo wysoko, z drugich niemal jéj exystencji odmówićby przyszło.
Kroniki jednak dawniejsze zgodnie poświadczają, jeśli nie o wartości wyrobów, to o ich wielkiéj, u Słowian ilości; całe ściany świątyń pogańskich i ich ogrodzenia, pokryte były rzeźbą polychromową na drzewie; mamy oprócz tego szczegółowe opisy, niektórych bóstw słowiańskich, a pozostałe z epoki téj posążki wymównie dowodzą, że sztuka nie była już w kolebce, że nawet rozbujanéj fantazij pomysły wydać mogła wyrazisto i dobitnie.
Autor Polski średnich wieków, którego zdanie w tym względzie na wysoki zasługuje szacunek, dowodzi w kilku swoich rozprawach, że Niemcy napróżnoby się kusili, zaprzeczyć nam własnéj sztuki pierwotnéj, chcąc wszystkie jéj utwory sobie przywłaszczyć.
Tu miejsce powtórzyć z nim, a raczéj przypomnieć słowa Ottona biskupa Bambergskiego, o posążkach Słowian Pomorskich. Sculptoria ante incredibili pulchritudine celata. Nadzwyczajna ta ich piękność, o któréj wspomina biskup, coś przecię mówić musi na stronę sztuki u Słowian; zwłaszcza, gdy na poparcie zdania jego, mamy świadectwa innych pisarzy, najzupełniéj z niém zgodne. Ten sam biskup Otto, trzy głowy jednego bóstwa Pomorzan zabrał, by je ofiarować, jako znak obalenia bałwochwalstwa Stolicy Apostolskiéj.
Zgodne głosy kronikarzy o rzeźbie Słowiańskiéj, ciekawém czynią poszukiwanie jéj zabytków; ale z drugiéj strony, niebaczna chęć przyswojenia sobie pomników nie naszych, dziwaczne tłumaczenie świeższych okruchów, którym przyznają starożytność niepodobną, naciąganie wykładów, podrabianie zabytków, podsuwanie obcych, zmusza do największéj względności, do rozbioru drobnostkowego, do jak najbaczniejszego zastanowienia się nad pomnikami i porównywania ostróżnego ich opisów, rysunków i szczątków, aby zbyt wiele, lub za mało, nie przyznać sztuce Słowian w czasach przedchrześcijańskich.
Że, pomimo wspominanych na świątyniach, owych jaskrawych malatur, których deszcze i słoty opłukać nie mogły i malowanych chorągwi u Słowian, — rzeźba stać musiała na daleko wyższym stopniu rozwinienia, niż malarstwo, to zdaje się nie potrzebować nawet dowodzenia żadnego: — boć łatwiéj; jest daleko, z drzewa lub kamienia uciosać postać, mniéj więcéj foremną, niż najnieforemniejszemi linjami płaskiemi, nakreślić najlichszy rysunek. Dowodem tu być mogą pomniki rzeźby, postawione obok kamieni Słowian zaodrzańskich, których wizerunki są prostemi rysunkami tylko.
Rysunek, jest już w pewien sposób abstrakcją, oderwaniem linij; — malarstwo wydawać musi wklęsłości i wypukłości, za pomocą cieniów i świateł, środkiem ciężkim i skomplikowanym; gdy rzeźba prosto jeszcze naśladownicza, powtarza kształt widziany, jak się jéj przedstawia, i piérwszą bryłę, w któréj dalekie podobieństwo do jakiegoś przedmiotu upatrzy, ociosuje, resztę w niéj niedokonaną, dopełniając siłą wyobraźni młodzieńczéj. Najstarsze pomniki ludów są rzeźbione, a przodkuje im wypukło-rzeźba, od któréj już przejściem do rysunku i malarstwa, jest płaskorzeźba polychromowa, od niéj późniejsza, dowodząca drugiej wykształceńszej epoki kunsztu.
Mieli wszakże Słowianie i malowane bogów swych wizerunki, a zwłaszcza na chorągwiach wojennych. Thietmar (Lib. VII. 102), mówi, że u Lutyków (Wilków), była chorągiew z wyrażeniem ich jakiejś bogini, wielce szanowana. Że to wyobrażenie rzeczywiście malowanem być musiało, a nie rzeźbionem, dowodzi, iż tam któś z chrześcijan, tym posiłkującym wówczas Słowianom, bóstwo ich kamieniem przebił na wylot. O innéj jeszcze chorągwi świętéj, wielce szanowanéj Światowida u Rugów, zwanéj Stawicą, czy Starycą, znajdujemy wspomnienie u kronikarzy.
Tuby przypomnieć także można, chorągwie Herowida, o których mówi żywotopisarz ś. Ottona (Lib. III, c. IV), że w dzień święta jego, całe miasto niemi dokoła ostawione było.
Z innych znów świadectw historycznych dowiadujemy się, że Słowianie mieli jedne bogi rzeźbione i malowane, inne których nigdy nie wystawiali widomie, jako naprzykład Prowe i Podaga. (Helmold. Lib. J. Cap. LXXXIII. 3. »Est autem Slavis multiplex idolatriae modus: non enim omnes in eandem superstitionis consuetudinem consentiunt: hi enim simulacrorum imaginarias formas praetendunt de templis, veluti plumense idolum cui nomen Podaga: alii sylvas vel lucos inhabitant, ut est Prowe Deus Aldenburg (Stargrad), quibus nullae sunt effigies expressae. Multos et duobus vel tribus, vel eo amplius capitibus exculpunt. Inter multiformia vero Deorum numina.... non diffitentur unum Deum... coelestia tantum curare«). Zeznaje Helmold, że te bogi z kruszcu, z drzewa, z kamienia wyrabiane najrozmaiciéj (multiformia) były. Może nie wszystkie, nie zawsze i wszędzie, incredibili pulchritudine celata; ale dobitnie jednak myśl przedstawiały. Czcili też zapewne Słowianie i przywożone obce wyroby, dające się ochrzcić imionami tutejszych bogów, i do nich podobieństwo jakieś mające, bo bałwochwalstwo wszelkie, cudze gotowo przyjmować bogi, raz przypuściwszy ich wielość.
Z Psałterza Małgorzaty, zdaje się, że posągi te zwano w Polsce Slavany, a raczéj Stawany (jak statua, od stania); a chorągwie stawicami.
W ostatnich czasach bałwochwalstwa na Litwie, znajdujemy już i monety i pieczęci foremnie rzeźbione w użyciu; lecz czy w Słowiańszczyznie i w Polsce przed X wiekiem, bito jakie pieniądze i odciskano medaliki, niby z postaciami bóstw, dzisiaj znajdywane i przyznawane Słowianom, czy te pomniki, dające się tysiącznie wykładać, do nas i do téj epoki należą, to więcéj niż wątpliwa.
Helmold, który najlepiéj, choć trochę niechętnie maluje Słowian, mówi o Rugjanach wyraźnie, że pieniądz był im nieznany, a wartość rzeczy oceniała się na płótno; ale zarazem domyślaćby się można ze słów jego, że inni Słowianie, znali i używali pieniędzy, jako środka zamiany. Wyciskano zapewne blaszki, na wzór Skandynawskich i innych monet, naśladując obce typy, w powszechniejszym będące obiegu. W mogiłach pogańskich, choć rzadko trafiają się podobne, ale daleko większa obok nich ilość monet rzymskich, kufickich, greckich, a późniéj niemieckich.
Postępując z największą ostróżnością, ażebyśmy o stanie rzeźby, w krajach słowiańskich, wyobrażenie jakieś dać mogli, zbierzemy naprzód wszelkie opisy i pomniki, które do nas doszły, rozbierzemy źródła wspominające o nich ubocznie; a taki rzut oka szczegółowy, nalepiéj nas o charakterze i stanie kunsztu przekona.
W ciągu całego tego pisma, i tutaj wzbraniamy się wszelkiemu pojęciu a priori, wszelkiéj myśli powziętéj wcześnie, któraby nas do fałszywego wykładu i przekręcania znaczenia pomników, doprowadzić mogła, nade wszystko pragnąc prawdy i światła.
Cyca, bóstwo żywiące, uosobienie natury lub ziemi, czczone było w IX wieku, w słowiańskiém mieście Cyca (Zeiz), ale ci co o niém piszą, nie mówią jak wyglądało. Opat Urspergeński, nie wié o kształcie posągu, Vossius domyśla się tylko z nazwania, że piersistą, lub wielo-piersią wystawiać ją musiano. Czyli ta Cyca, niema jakiego związku z Babami Ruli i Złotą Babą Obdorców, nie wiemy.
Dziedzilją, rodzaj Wenery słowiańskiéj, kilkakroć wspominaną mamy, ale nic nigdzie wyraźniéj o jéj upostaciowaniu. P. Tadeusz Wolański, chce ją widzieć w jakimś kolossalnym kamieniu otłuczonym, niby starożytnym, który posiada. (Zobacz rysunek, Zbiór listów II-gi, T. XV, n. 1). Jest to postać niewieścia, do pół szatą osłoniona, z obnażoną piersią i częścią łona, prawą ręką odsłaniająca kolano, włos długi rozpuszczony. Posąg ten wraz z kilką innemi, pochodzi z domu Załuskich w Warszawie; a jak się domyśla płodny w przypuszczenia autor, przybyć tu musiał z Krakowa, i należeć ma do owych posągów, o których wspomina Miechowita, że w r. 1506, stały przy kościele katedralnym w Krakowie.
Zkąd inąd posąg ten, jak reszta do tego szeregu należąca, niema wcale charakteru właściwego epoce i rzeźbie słowiańskiéj; — nic w nim niema pierwotnego, nic naiwnego, jest to rzeźba niezgrabna, nie artysty ludowego wieków piérwszych, ale miernego wyrobnika, który znać widział wzory lepsze, naśladować je pragnął, a dojść ich nie sprostał. Trudno to wyrazić słowy, co rysunek dobitnie stawi przed oczy; lecz posągi P. Wolańskiego, widocznie są nowéj fabryki jakiejś, co piérwsze na nie wejrzenie okazuje. Styl i robota zdradzają nie XVI nawet, ale XVII lub XVIII wieku rękę.
Flins, bóstwo wskrzeszające umarłych, tak zwane, pisze Manlius i Ursynus, od rodzaju kamienia, na którym stało, od krzemienia (Flins-stein). Czczone było u Łużyczan i Wandalów. Christ. Manlius opisuje posąg jego, ale zdaje się z podania tylko, o nim mówiąc: »Miał on wyrażać postać człowieka martwego, bladego, włosy i kędziory miał czarne, płaszcz na nim był czerwonawego koloru. W prawéj ręce w kiju trzymał pochodnię u wierzchu niby gorejącą, na lewéj zaś jego barce, stał lew z głową podniesioną, którego gmin miał za wskrzesiciela zmarłych.» Z opisu tego widziemy, że rzeźba była polychromową, to jest kolorami pomalowaną, jak i ozdoby świątyń, jak inne zresztą bałwany słowiańskie[12].
I H. Ursyn nieco odmiennie opisuje Flinsa, że postać jego zwyczajnie była podobna do malowidła, wyrażającego śmierć kościstą (skielet); płaszcz na nim długi, kij w ręku, a na wierzchu jego pęcherz wieprzowy. Christ. Hermann, dodaje znowu lwa siedzącego na barkach. Inni w rękę dają mu nie pochodnią, ale snopek gorejący.
Zdaje się, że związek z Flinsem, którego autentycznego wizerunku nie mamy, mogła mieć owa trupia główka kamienna, w grobowcu w Poznańskiém pod Sremem, nad Wartą odkryta, i liczne naczynia pogrzebowe, w kształcie lwów znajdowane w Czechach, podobne do naszego lewka Kruchowskiego. Kto wié, może nawet piękny posążek z pod Masłowa na Szląsku, trzymający głowę trupią, Flinsa wyobrażał. Jeśli opisy przywiedzione, weźmiemy za wiarogodne, wniosek z nich łatwy, że sztuka, któraby Flinsa upostaciować potrafiła, nawet miernie, nie byłaby już w kolebce. Zwracamy także uwagę, na wyraźnie wskazaną u pisarzy cytowanych różnobarwność rzeźby, o któréj z podań wiadomość zaczerpnąć mogli.
Hamboh, czczony w Hamburgu (Bohbory); to stare nazwanie słowiańskie miasta tego, dochowało się w legendzie o męczennikach Eckbersdorfskich, (w Scriptores rerum Brunswicensium. V. 1. J Potocki. Voyage en Basse-Saxe. 29), inaczéj zwany Swentoboh, według Legendae Sanctorum, był rodzajem Jowisza, z baraniemi rogami[13].
Starożytności słowiańskie w okolicach Hamburga, znalezione w mogiłach i wykopaliskach, zawczasu opisane zostały, przez Chr. Detlev Rhode, w księdze wydanéj pod tytułem: Cimbrisch — Hollsteinische Antiquitaeten-Remarques, oder: accurate und umständliche Beschreibung, derer in denen Grab-Hügeln deren alten Heydnischen Hollsteiner der Gegend Hamburg gefundenen reliquien etc. Hamburg, Anno 1728 in 4-o, z rycinami i drzeworytami, 443 str. Książka ta, dosyć ciekawa dla badacza starożytności słowiańskich, przedstawiająca zupełnie podobne szczątki, jakie się u nas i w innych krajach, przez Słowian niegdyś zamieszkałych znajdują, mało przez nas użytą została, z powodu, że i opisy i rysunki przedmiotów, nie dość są w niéj dokładne. Dzieli się ona na tygodniowe zeszyty, które poczęły wychodzić, od d. 3 Stycznia, 1719 r., ze sztychami na tytułach, a późniéj z drzeworytami. Wszystkich zeszytów do 5 Grudnia 1719, jest czterdzieści dziewięć. Razem zebrane ukazały się w r. 1728. Mówi tu autor o grobowcach kamiennych, o paleniu ciał zmarłych, o urnach grobowych, o dwóch z gliny wyrobionych bóstwach, znalezionych w podziemném zasklepieniu, pod względem sztuki nieuderzających, o gajach świętych (Bóg-gaj-Bugaj), o narzędziach ofiarnych pogan, mogiłach, lampach grobowych nakształt rzymskich, pierścieniach i obręczach, ozdobach spiralnych, styletach wykopywanych w grobach, nożach, ozdobach stroju, ubraniach głowy, iglicach, guzach, szczypczykach, rękojeściach mieczów, broni kamiennéj, klinach, dzidach, i t. d. Erudycji do zbytku, język osobliwszym sposobem niemiecko-francuzki, zresztą pogląd na rzeczy, ze stanowiska wyłącznie starożytności rzymskich. Wprawdzie czasy nie były po temu, żeby więcéj uczynić można; dzieło jako materjał porównawczy, zasługuje ze wszech miar na uwagę.
Herowid, (Garewid? Heruwiz na wizerunkach Prilwitzkich?), bożek Słowian w Wolgaście mający świątynię, niewiadomo dokładnie, jak był wyobrażany; o bożnicy jego, wspomina anonym autor żywota ś. Ottona biskupa. Wisiała w niéj tarcza złota, niezmiernego ciężaru, nader misternéj roboty, cała blachami pokryta, któréj nikomu z ludzi dotykać się niegodziło. Wynoszono ją tylko i prowadzono w czasie wielkich wypraw wojennych. Andrzéj Opat Bambergski, pisze, jakeśmy wyżéj powiedzieli, o chorągwiach Herowida, w czasie świątek jego wywieszanych na murach miasta.
Między bóstwami Prilwitzkiemi, (J. Potocki, Tab. 4, f. 11, Tab. 12, f. 28, Tab. 10, f. 21), znajdują się bałwanki, których wyczytane nazwiska przypominają Herowida. Piérwszy z nich wystawia bóstwo dziwaczne, z sześcią głowami na jednym karku osadzonemi, z których dwie skrajne są brodate, siódma na piersiach, także z brodą; — w pasie przewiązane draperją. Napis Garewhit, jest bardzo wyraźny. Słówko Rug, kazało się domyślać Potockiemu, że bożek ten czczony był u Rugów.
Druga figurka z napisem: Gurupit, jest dwutwarza i rogata; — trzecia z napisem: Hiruwiz, zdaje się być bóstwem niewieściém.
Hela, bóstwo piekielne, rodzaj prozerpiny słowiańskiéj, jak Flins, zdaje się przejęte od Germanów, bo z germańska nazwane; mamy między bałwankami Prilwitzkiemi (J. Potocki, T. II, 25). Jest to postać niewieścia, z twarzą poczwarną i ustami straszliwie otwartemi.
Honił, Honiło, (Hennilus, Gonidło), bóstwo pasterzy słowiańskich, zwłaszcza Sorabów, Miśnian, Łużyczan, Turyngów, o którém wspomina Thietmar, (Lib. VI, 242). »Domesticos colunt deos, multumque sibi prodesse eosdem sperantes, his immolant. Audivi de quodam baculo, in cujus summitate manus erat, unum in se ferreum tenens circulum, quod cum pastore illius villae, in quo is fuerat per omnes domos has singulariter ductus, in primo introitu a portitore suo sic salutaretur: vigila, Henil, vigil! sic enim rustica vocabatur lingua, et epulantes ibi delicate, de ejusdem se tueri custodia stulti autumabant.»
Wyobrażano go wiec bardzo po prostu, bałwan był rodzajem kija, na którego wierzchu, wyrobiona ręka, trzymała obręcz żelazny. W pewne dni pasterze obnosili kij ten po domach, u wrót domówstw, witając słowy: pilnuj, Honiło, pilnuj!
W grobach trafiają się bardzo często kruszcowe kółka, które związek ze czcią tego boga pasterzy mieć mogą; składano je może w grobach, jak inne znaki zajęcia i zatrudnień za życia.
Kolada, bóstwo u Rusi do czasów Włodzimierza W. czczone, wedle podania miało mieć kilka twarzy; więcéj o niém nie wiemy.
Kors, (Chors, Churs). J. D. Wunderer Strasburczyk, podróżujący po Rusi, w latach 1589 i 1590, wspomina pod Pskowem widziany posąg kamienny bożysza Kors (Chors). Było ono wyobrażone stojące na żmii, z mieczem w jednym ręku, a piorunem w drugim. Jakkolwiek trudno przypuścić, żeby bałwany o których mowa, do końca XVI wieku dotrwać mogły całe, a opis wzbudza wątpliwość tém, że przypomina zbytecznie ś. Jerzego zwyciężcy, wzmianka ta wszakże pominiętą być nie mogła. Co jednak podejrzewać bardziéj jeszcze dozwala Wunderer’a o łatwowierność lub niewyrozumienie, to druga postać jakoby wystawiająca Usłada, bożka z krzyżem w ręku: o którym a zarówno i o Korsie, ani Samuel Kichel, będący w Pskowie w r. 1585 i 1589; ani Herberstein nie wspominają. Nazwiska tylko bóstw, których się tu Wunderer dowiedział, zastanawiają, ale czy lud pamiętny swych dawnych bożyszcz, nie mógł nazwania ich przyczepić do posągów na ich miejscu wzniesionych?
Krasopani, Venus Morawów i innych Słowian zachodnich, bardzo szczegółowie opisana przez Stredowskiego, ale zdaje się, że przypomnienie, greko-rzymskiéj mythologji i fantazja, wiele do podania dorzucić musiała. Miała to być postać niewieścia zwykłego wzrostu, nadobna i zupełnie naga. Oczy jéj tchnęły lubością, ciało było białe, (dowód, że rzeźba musiała być kolorowana), włos rozpuszczony, do kolan sięgający. Na głowie nosiła koronę z myrthu, różami czerwonemi przeplataną, w ustach trochę otwartych, trzymała pączek róży nierozwinięty, a przeciw serca, pochodnię gorejącą. Bok jéj lewy był całkiem otwarty, a przezeń przeglądało widomie serce. W lewéj ręce utrzymywała kulę, na któréj świat, słońce, morza, ziemie, wyrażone były; w prawéj trzy jabłka złote. Posąg ten umieszczony na wozie, o trzech kółkach, ze złota ukutym, ciągnęły na pozór para łabędzi i para gołębi. Na tymże wozie, stać miały za nią trzy nagie dziewice, podające sobie jabłko.
Cały ten opis, któryby dowodził bardzo rozwiniętéj sztuki, coby się pokusiła o takie upostaciowanie Krasopani, zdaje się, jeśli nie wynalazkiem opisywaczy, to przynajmniéj rzeczą, bardzo przez nich upstrzoną. Niezgrabne to, a widoczne naśladowanie Venery starożytnych, i trzech Gracij jéj towarzyszących, a wyglądające przez bok serce, nawet w Indyjskiéj poczwarności, niema usprawiedliwiającego przykładu. P. Tadeusz Wolański (Briefe. 11 Samml. Tab. XVI), daje rysunek posągu jakoby starożytnego Krasopani, pochodzącego z tegoż źródła, co wyżéj przytoczona Dziedzilja, a dla nas zarówno nie autentycznego jak piérwsza. Jest to naga postać kobiéca w płaszczu, którym stara się okryć łono, z ruchem zdającym się raczéj je wskazywać niż osłaniać, włos utrefiony i ubrany. Charakter téj rzeźby całkiem nowy, na piérwsze spójrzenie nie dozwala jéj wziąć za starożytną.
Lwarazik (Swarożyc, Swarog). Thietmar w kronice swéj, w wydaniu dawniejszém Wagnera, wzmiankuje w mieście Radohoszczy (Riedegast), bóstwo jedno z głównych, czczone nie tylko u Wenedów, ale u wszystkich Słowian, które wedle téj wersji zwać się miało Lwarazik (Thietm. c. 6). Est urbs in pago Riedierum, Riedigast nomine, in ea fanum, interius dii manufacti, singulibus nominibus insculptis, galeis atque loricis terribiliter vestiti, quorum primus Luarasici dicitur et prae caeteris a cunctis gentilibus honoratur et colitur). Było to więc bóstwo straszliwe i zbrojne. Inni opisują je, jako postać obleczoną długim płaszczem, podpierającą się na drzewie, na barkach niosącą Lwa, znamie siły, jak Flins. Lew ten, dosyć często spotyka się przy bóstwach, i po grobach słowiańskich.
Imie Lwarazika, które z razu Szaffarzik wykładał jako Lwa-Rażic (Lew-król), przez niego samego w r. 1843, zmienione zostało na Swarożyc. Powód do tego dać mogło nowe wydanie Thietmara przez Pertz’a (Monum. hist. T. V. 812), w którém czytamy nie Luarazici, ale Zuarazic. Odkrycie z nowych źródeł bóstwa słowiańskiego Swaroga, Swarożyca, potwierdza tę lekcję nową, Szaffarzik widzi w nim Boga słońca, bóstwo niebios. Wywodzi on nazwanie to od pierwiastku Zwor, Swor, który w Rzymie, Mater Verborum, oznacza Zodjak, niebiosa. Mówiono i po staropolsku: zawarcie niebios. Swaróg zbliża się do litewskiego Sotwarosa. Swarożyc był bóstwem ognia głównie.
Perun, (o litewskim Perkunie powiemy niżéj osobno) jedno z bóstw głównych słowiańskich, miał być posągiem olbrzymim z drzewa, z głowa srébrną, a wąsami i brodą złotą, nogi miał żelazne, w ręku zamiast pioruna Jowiszowego, trzymał krzemień. Nestor pisze (26), że posąg ten stał na wyniosłości, na chołmie; w podworcu teremu Włodzimierza, »(Peruna Drewiana, a hławu jeho sriebrienu, a us złat).» Bałwan ten, przywiązany do końskiego ogona, wleczono z góry ku Boryczewu, a dwunastu ludzi go rozbijało, nim w Dnieprze utopiony został. O podobnym Perunie w Nowogrodzie, także wspomina Nestor.
Z późniejszych pisarzy, Herberstein wzmiankuje także, o srébrnéj głowie Peruna, którego cześć tak długo zachowała się u Rusi, że w r. 1601, jeszcze go wespół z Korsem (Chors-Churs), i Mokoszem, znajdujemy czczonym ofiarami bałwochwalczemi.
Opis posągów Peruna (Kumirów) nosi na sobie cechy prawdziwości; użycie bowiem różnych kruszców i materjałów, w rzeźbie różnorodnych, zdaje się być cechą właściwą epoki, która w ornamentacji większą część idei piękna mieścić musiała.
Za oryginalne starożytne wyobrażenie tego bóstwa, P. Tad. Wolański, poczytuje kolossalny posąg razem z Dziedzilją i Krasopanią, pochodzący z domu Załuskich w Warszawie. Postać ta (rysunek w Briefe. 11 Samml. T. XIV) jest wyrobiona z piaskowca, i waży centnarów szesnaście. Bóstwo stoi w koronie małéj na głowie, z włosem długim i brodą, w ręce jednéj ma piorun, w drugiéj tarczę wyginaną, z napisem nie runicznym, ale średnio-wiecznemi, dziwnych kształtów głoskami łacińskiemi, do żadnego alfabetu nie należącemi.
Pomnik ten, jak inne tego rodzaju, wcale nie jest starożytnym i podrobionym się być zdaje. Powagę, potęgę i siłę wcale inaczéj wyraziłby pierwotny artysta; tu widziemy tylko przesadę w formie oklepanéj, jakąś chętkę stylu, z któréj naśladownictwo i wpatrzenie się w formy klassyczne przegląda.
Porewid (Porenut); może tak nazwany od pór-widzenia, opieki nad porami roku-czczony był w Rugji. Saxo Grammatyk pisze, że posąg jego jak Porońca, miał pięć głów, i stał bez wszelkiego uzbrojenia i oręża. »(Saxo Gram. L. 14, p. 294. Porevithi simulacrum iu proxima aede colebatur, id quinque capitibus consitum, sed armis vacuum fingebatur. Quo succiso Porenutii templum appetitur. Haec statua quatuor facies repraesentans, quintam pectori insertam habebat, cujus frontem laeva, mentum dextra tangebat).» Czczono Porewida tylko miejscowo w Karewcji (Korenicy), a bałwan jego wywrócony został w r. 1148.
Poroniec: bóstwo lubieżne, opiekun roskoszujących, wedle wyżéj przywiedzionego Saxo Grammatyka; był posągiem o czterech twarzach z piątą w piersi zanurzoną; jedną rękę trzymał u czoła, drugą dotykał części wstydliwych.
Zwalił ten posąg Waldemar Duński w r. 1108.
Jesse; Bóg co do mythu do Peruna zbliżający się, który jak wyglądał, z autentycznych źródeł nie wiemy: P. Wolański w figurze z piaskowca ukutéj, siedém stóp wysokiéj, (Briefe, Samml. 11, XIV. 2), na wpół nagiéj, z szatą na ramie zarzuconą, z ręką lewą w któréj cóś trzymać się zdawał odbitą, prawą oparty na tarczy wyginanéj, z napisem w tym rodzaju, jak wspomnianego Peruna, chce widzieć Jesse. Twarz postaci téj surowa, włos gęsty. Jak inne pana Wolańskiego bożyszcza, świeższa to robota i nie autentyczna.
Pijstrzyc, (Bystrzec); bożek dawnych słowian Turyngskich, którego i Niemcy sobie przyswajają, zachował się wedle Henr. Erncjusza (Lib. II), w Sondershausen, w skarbcu rodziny Dudgerode, późniéj u Schwarzenbergów. Znaleziono go w piwnicach, na zamku Rotenberg. Posążek ten dwie stopy wysoki, w środku próżny, wyrobiony z nieznanego kruszcu (bronz dawny?), miał postać dziecięcia, prawą rękę do prawego ucha przyłożoną, lewą do łona przymkniętą, dwa otwory, w ustach i na wierzchu głowy. W czasie uroczystości jego i prób jakichś, czy wróżb, nalewano do środka wody, zatykano otwory, i podkładano ogień. Naprzód pot na piersi miał występować, późniéj para z hukiem wysadzała zatyczki, i tryskała na przytomnych. Bóstwo to strzegło czci i wiary i mściło się za ich złamanie; w VII wieku ustała cześć jego. (Bertram. Nachricht vom Püstrich Sondershausen. 1811. Püstrich, ein sorbischwendischer Götze dessen metallenes Bild in Sondershausen verwahrt wird. Der Name Püstrich, was mit dem wendischen Büsten (?) Zorngott, der mit Donner und Blitze strafte, zusammentrifft — weist auf den Gebrauch dieses Idols. Der Gott gleicht einem dicken, bausbackigen Jungen, das Haar perückenartig nach alt sorbischer Art; er kniet mit dem rechten Fuss, die linke Hand auf das linke Knie gestützt, die rechte auf den Kopf gelegt. Seine Höhe beträgt 14 Zoll, etwa 9 Maas (ein Eimer nach Büsching) Wasser gehen in seinem Bauch. Die Arbeit ist roh. Ein Herr von Tütcherode fand ihn in einem vermauerten Winkel der Rothenburg; 1552 kam er nach Sondershausen; wo er früher zur Zeit seiner Verehrung gestanden, ist unbekannt. Vollmer. Myth. 1374. Püstrich. Ein Götze von Erz, hohl gegossen. Der Kopf hat zwei Oeffnungen, eine auf dem Scheitel, eine andere an der Stelle des Mundes. Man glaubt dass er ein furchtbarer Zorngott von den Priestern gebraucht worden sei, welche ihn mit Wasser füllten, nachdem die Locher verstopft waren, über Feuer setzten, und so durch die Dampfentwicklung, das Heraustreiben der Pflöcke unter heftigem Knall und Aussprudeln vom Dampf und siedendem Wasser veranlassten.
Theod. Zwingerus. Theatr. III. L. 1. Idolem Pusteric, in fundamentis arcis Rottenberg (quae deserta nunc jacet), inventum in sacello subterraneo, intus cavum est, et aqua repletum atque igne circumdatum, cum ingenti sonitu aquam illam in adstantes, instar flammarum evomit).
Prowe, a raczéj Perun, pod tém nazwaniem u niektórych Słowian czczony, wedle Helmolda nie miał żadnych posągów, przynajmniéj w Stargradzie (Altenburgu). Prowe Deus Aldenburg, quibus nullae sunt effigies expressae. Wspomina go powtórnie Helmold jeszcze, Lib. I. c. LXIX. 15. Aldenburg quorum Deus erat Prowe. Rękopism kroniki Saskiéj, dał późniéj domyśloną, czy z podania opisaną postać Prowy, którą opisał kommentator Helmolda i inni. W wydaniu kroniki, załączono figurę na tytule dzieła, według kroniki Saskiéj. Miała to być postać mezka, wsparta czy stojąca na słupie, trochę pochylona, z koroną na głowie, z długiemi stojącemi uszami, jedną nogą wsparta, na jakichś brzęczadłach (dzwonkach), odziana w bóty. W prawéj ręce trzymała żelazo czerwone niby rozpalone, w kształcie lemiesza. Ztąd Frenzel dowodził, że Prowe był bóstwem sprawiedliwości i prawa. (Hic Prono, virili forma in columna stabat, corona caput redimitus, oblongis atque erectis auribus; altero pede tintinabulo insistens, ocreas etiam indutus. Dextra ferrum rubrum, atque candens tenebat, altera vexilli contum quatiebat. Ferrum.... vomeris speciem retulisse non sine causa prodidere. Bangert. Comm, ad Helmoldum).
Wedle innych, Prowe miał być wystawiany jako starzec w sukni fałdzistéj; z łańcuchem na szyi, a nożem w ręku, (zobacz rysunek z karty tytułowéj Helmolda, wydania 1659 r. w Lubece. Powtórzony w Przyj: ludu. Rok. III, N. 13). Gwagnin wspominając Prowe, w Nowogrodzie, czyni go zupełnie podobnym do Peruna, pisze, że wystawiony był w postaci człowieka, kamień sążnisty (młot, krzemień), podobny do piorunu w ręku trzymającego. Na cześć jego, jak w Litwie, na cześć Perkuna, palono ogień nieustający. (Chron. Sax. 1153. Der Abgott zu Oldenburg hiess Prono und stund auf einer Saüle, hatte in der Hand eine rothe Proveyse und einen Banner-Stab; hatte zweene lange Ohren, mit einer Krone, trug ein Paar Stiefeln an, und unter einem Fusse eine Schelle).
Petrus Albinus Meissn. Chron. X, p. 302. — Promo wird also beschrieben, dass er auf einer seul gestanden, zwei lange Ohren, mit einer Kron gehabt, gestiefelt gewesen, desgleichen in der Hand eine rode Borneisen und eines Panners Staab, unter dem Fuss eine Schelle.
Massius de diis Obotr. c. 2 — 35. Figuram Provi Chron. Sax. suppenditat: una manu ferrum gestans, instar clypei, ferrum autem rubrum erat, ut candentis speciem praeseferret, forma vomeris, ut putatur.
Pomiędzy bożkami Prilwitzkiemi znajduje się jedno, z napisem łatwo się czytać dającym Pruwe (J. Potocki 4 f. 12). Jest to postać męzka, stojąca w sukni bez przepaski, fałdzistéj, z łańcuchem na szyi, w ręce jednéj trzymająca trójkątny sprzęt jakiś. Potocki znalazłszy, (T. 14, f. 34), między szczątkami starożytności Prilwitzkich narzędzie dziwnego kształtu, okryte runami, ma je za owe symboliczne żelazo, jakie Prowe w ręku trzymał. Nam się ono wydaje rodzajem nożyc, których użytek przy ofiarach łatwo się tłumaczyć daje.
Co do dzwonka, na którym noga jedną stać miał posąg Prowe, przypomniemy, że w grobach, często znajdują się dzwonki i grzechotki zwłaszcza gliniane, które z czcią jego zdają się mieć niechybny związek.
Radegast; bóstwo gościnności, cnoty religijnéj Słowian, opiekuńcze ludów handlowych, czczone u Obodrytów i Redarów, a jak z nazwisk miejsc się okazuje i w innych krajach Słowiańskich. Wspomniany jest u Helmolda i Thietmara. Helmold pisze o nim tylko, że posag miał być złoty, a ołtarz pokryty szkarłatem, ale o kształcie posągu nie mówi. (Templum ibi magnum constructum daemonibus, quorum Princeps est Radegast. Simulacrum ejus auro, lectus ostro paratus. — Helmold Lib. I, c. 1 — 7). J. Potocki, czyta to i rozumie inaczéj, poprawując tekst w sposób następujący: Simulacrum Euro, lectus ostro paratus. Dodaje, że w Mecklemburgszczyźnie zachowało się podanie, o zatopieniu złotego posągu Radegasta w jeziorze Muritz.
Thietmar, wspominając o świątyni jego u Redarów, nic też o wizerunku nie pisze, (Lib. VI, 65). Inne opisy i wyobrażenia, z podań zapewne go wystawujące, daleko już są późniejsze. Masius, o bogach Obodrytów pisząc, maluje Radegasta, jako posąg wyniosły, z włosami na głowie pokręconemi, nakształt kręgu złożonemi; z twarzą raczéj poważną, niż piękną. Na głowie miał ptaka, z rozpostartemi skrzydłami, a na piersi czarną głowę byka (tur), którą, ręką prawą podtrzymywał, w lewéj miecz obosieczny; zresztą całkiem nagi. (Masius, de diis Obrotrit. c. 4, p. 72). »Radegast forma erecta angustiori, conspicuus erat, capillis non polixis sed crispioribus et quasi in gyrum actis, facies rotunda, et ad majestatem magis quam venustatem composita; supra caput avis distentis alis, capillo innexa stabat; pectus insignia gentis ostendebat, nempe nigrum tauri caput, quod dextra tenebatur, sinistra vero bipennem gerebat: de cetero nudus, nec ulla sui parte obvelatus. Pars imaginis pulchritudinem herois, pars vero res gestas et insignia illius ostentat. Obotritis a prima vetustate insigne fuit taurinum caput, quo hodie etiam principes Mecklemburgenses utuntur. In Rethre tota statua ex auro, Gadebuschii vero ex alio quodam metallo genere confecta erant. Testatur illud Radegasti corona quam hodie superstitem habent).»
Boton: (Chronica pictorum); wystawia go w postaci chłopa nagiego, wprost do widzów obróconego, z nogą prawą, do chodu niby wyciągnioną, obuwiem na nogach nakształt chodaków, kurpi, prawą rękę trzymającego na piersi, i pierś całą zakrywającego tarczą nakształt Janiny, na któréj wyobrażona była głowa poczwarna z rogami, uszami długiemi, oczyma bielejącemi i wywalonym jęzorem. W lewéj ręce trzymał rodzaj hallebardy (siekiery), na któréj się podpierał, a na głowie nie pokrytéj, miał ptaka ze skrzydłami rozpostartemi, jak do lotu. Rysunek ten powtórzony został z kroniki Saskiéj, z któréj Kommentator Helmolda opis swój wyczerpnął. (Capillis capitis avicula, dispassis alis inhaerebat. Pectori tauri caput nigrum, gentis insignia additum, quod dextra fulciehat. Sinistra bipennem tenebat, etc.).
Wyżéj przywiedliśmy podanie Masius’a, o koronie na głowie posągu Radegasta Gadebuskiego, o któréj w opisach wzmianki niema, która późniéj odjęta dla pamiątki w oknie kościoła w Gadebusch w Meklemburgskiém zachowywać się miała.
Inni jeszcze posąg w Retrze opisują, jako postać z lwią głową, na któréj siedziała gęś, w ręku topor, na piersi głowa bawola.
Co do ptaka na głowie Radegasta, nie zgadzają się Kommentatorowie: Nic. Mareschalcus ma go za gryfa, inni za ś, lub łabędzia, Frenzel za jastrzębia, lub sokoła, Kollar za Raroga, (indyjskiego Garudhę). W języku może się zachowało potwierdzenie ostatniego mniemania, gdyż rarogiem zowią dziwaczne na głowie przystrojenie.
Między bałwankami Prilwitzkiemi, najliczniejsze są wizerunki tego boga i sprzęty z napisami, do niego się odnoszącemi. W dwojakiéj on tu przedstawia się postaci: raz jako opisany już Radegast z ptakiem na głowie, bawolim łbem na piersi i mieczem; drugi raz jako wąż z głową ludzką i ptakiem na niéj, (J. Potocki, T. I, f. 2, T. 21, f. 68). Kilkakrotnie powtórzony wizerunek Radegasta, zgadzający się z opisem Masius’a i Boton’a, niczém od nich nieodstępuje. (J. Potocki. T. 7, f. 14, T. 22, f. 78).
P. Tadeusz Wolański, daje rysunek jakiegoś posągu niby Radegasta wyobrażającego (Briefe 11 Samml. Tab. XVIII, XVII), ale równie, jak poprzednie wzmiankowane, nie zasługującego na uwagę.
(Zobacz rysunek z opisów, na karcie tytułowéj Helmolda, w Lubece 1659, i w Przyj: Ludu, R. III, N 13. Tamże jedno z bóstw Prilwilzkich).
Siwa, (Żywa, Żywie); Venus Nadelbian, (Polabów), a raczej bóstwo żywota, uosobienie natury, wspólne wszystkim Słowianom. Wedle podań miała być nakształt Krasopani, wystawiana w kształcie kobiéty nagiéj, z gronem winném, wśród kwiatów, z lilją w ustach. Taki jéj posąg stać miał na wzgórzu Raceburgskiém, gdzie późniéj wzniesiono kościół (komentator Helmolda. Siwa Raceburgensium Dea fuit: Stabat illa utraque manu in tergum rejecta, altera uvam cum folio viridi, pomum aureum altera tenens. Capilli per tergum ad poplites usque fluebant. Ea Venus Polaborum fuit). Rysunek z karty tytułowéj Helmolda Lubeckiego 1659 w Przyjac: Ludu R. III, N. 13, wyobraża ją nagą stojącą, z rozpuszczonemi włosami, w wieńcu, w jednéj ręce jabłko, w drugiéj trzymająca grono winne.
W Czechach, w Wyszehradzie (Vocel 8), znaleziona została w podziemnym sklepie misa bronzowa, na któréj dnie wyryta była postać kobiéty siedzącéj, szatą u dołu owiniętéj, w jednéj ręce trzymająca kwiat, na kształt lilji, w drugiéj wieniec.
Porównanie rysunku jéj, z minjaturą rękopismu XII wieku (Mater verborum) przy któréj jest podpis Siva, wizerunek ten czyni nadzwyczaj ważnym dla Mythologji Słowiańskiéj; niżej wspomniemy jeszcze o tym pomniku.
Cale inaczéj, i nierównie szpetniéj, bóstwo to między bałwankami Prilwitzkiemi upostaciowane widziemy, z napisem Tsiba. (J. Potocki. T. X, f. 22). Jest to figurka kobiéca, w części szatą osłoniona, bez wdzięku, na karku psią głowę mająca.
J. Potocki (Voy: 66), wspomina o posągu bronzowym, w zbiorze akademji Berlińskiéj znajdującym się, a znalezionym w Szwet (Swieć), na którym były ślady pozłoty i sądzi, że wyobrażał Siwę.
Światowid, (Swantewit); bóstwo czczone szczególniéj u Rugjan (Ranów), Słowian wyspy Rugen, którego cześć rozpościerała się wszakże po całéj i najdalszéj Słowiańszczyznie. Helmold, który fałszywie utrzymuje, że Światowita zrobili poganie ze świętego Wita, co i Saxo Grammatyk potwierdza, opiera się na podaniu, które jakkolwiek przyjęte przez Kollara, utrzymać się nie może. (Helmold L. I, c. 6): Tradit veterum antiqua relatio, quod temporibus Ludovici II egressi fuerint de Corveia monachi, qui Slavorum salutem sitientes, impenderunt se ipsos ad subeunda pericula et mortes pro legatione verbi Dei. Peragratisque multisque multis Slavorum provincjis, pervenerunt ad eos qui dicuntur Rani, sive Rugiani, et habitant in corde maris. Ibi fomes est errorum et sedes idolatriae. Praedicantes itaque verbum Dei, omnem illam insulam lucrati sunt, ubi etiam Oratorium fundaverunt in honorem Domini ac Salvatoris nostri Jesu Christi, et in commemorationem Sancti Viti, qui est patronus Corvejae. Postquam autem mutatis rebus, Rani a fide defecerunt, statim pulsis Sacerdotibus atque Christocolis, religionem verterunt in superstitionem.
Nam Sanctum Vitum, quem nos martyrem ac servum Christi confitemur, ipsi pro Deo venerantur, creaturam anteponentes Creatori. Nec est aliqua barbaries sub coelo, quo Christocolas ac Sacerdotes magis exhorreat. Solo nomine Sancti Viti gloriantur; cui etiam templum ac simulacrum amplissimo cultu dedicaverunt, illi primatum Deitatis specialiter attribuentes. »(Tenże Lib. II c. XII; toż u Saxo-Grammatyka L. XIV). Helmold świadczy, że cała Słowiańszczyzna przychodziła po wyrocznie do Światowidowéj świątnicy, i obcy nawet przybywający kupcy składać musieli ofiary bóstwu temu. »(Cap. XXXVI. Fanum celeberrimum, unde etiam propter specialem fani illius cultum, primum venerationis locum obtinent. Gentes quas armis subegerint fano suo censuales faciunt. Cap. LII, 3. Inter multiformia autem Slavorum numina praepollet Zuantevith. Deus terrae Rugianorum, ut pote efficatior in responsis. Quia de omnibus Slavorum provincjis statutas sacrificiorum inpensas illo transmittebant)«.
Helmold nie opisuje posągu, ale z tego co mówi o zniszczeniu jego przez Waldemara (Lib. II, Cap. XII, 2 sequ.), okazuje się, że bałwan być musiał olbrzymi, drewniany, gdyż go rozrąbywano i w ogień rzucono. »Et fecit (Waldemarus), simulacrum illud antiquissimum Zwantewith, quod colebatur ab omni natione Slavorum, et jussit mitti funem in collem ejus, et trahi per medium exercitum in oculis Slavorum; et frustatim concisum in ignem mitti«. Niżéj jeszcze raz wspomina Światowida, jako najwyższe bóstwo Słowian: Zuantewith Deus terrae Rugianorum, inter omnia numina Slavorum primatum obtinuerit).
Opis Saxo-Grammatyka, zgadza się z tém, czego Helmold dozwala się domyślać. Pisze on o posągu w Arkonie, na wyspie Rugji, że to był bałwan niezmiernéj wielkości, rozmiarów olbrzymich, mający na kadłubie cztéry głowy, ze czterma karkami, z których dwie naprzód, dwie na tył patrzały. Z tych każda jedna w lewo, druga w prawo zwrócona była i pilnie zdawała się spozierać, w inną stronę świata.
Brodę miał posąg nieporosłą (co wyrażało młodość wieczną); włosy podcięte wedle zwyczaju noszenia ich, na wyspie Rugen. W prawéj ręce trzymał róg, różnego rodzaju kruszcami wysadzany, któren kapłan co rok miodem nalewał, a z ilości potém i zmian tego napoju, wnosił o przyszłych urodzajach. Lewą rękę miał w łuk przykurczoną i do boku przystającą; suknią tylko do kolan, obyczajem słowiańskim, z różnych rodzajów drzewa wysadzaną i sklejoną tak delikatnie, a z kolanami się łączącą, iż spojeń zaledwie dostrzedz było można. Nogi przy ziemi na podstawku, od niéj je oddzielającym, spoczywały. Obok posągu leżało wędzidło i siodło, oraz inne godła i znamiona bóstwa; z tych najbardziéj podziwienie wzbudzał ogromny miecz, którego pochwy i ostrze, misterstwem wyrobu i kosztownemi ozdobami się odznaczały. Barwa srebrzysta tego miecza, szczególniéj się odznaczała i osobliwym go czyniła. (Ingens in aede simulacrum omnem humani corporis habitum granditate transcendens, quatuor capitibus totidemque cervicibus mirandum perstabat; e quibus duo pectus, totidemque tergum respicere videbantur. Caeterum, tam ante, quam retro collocatorum, unum dextrorsum, alterum laevorsum contemplationem dirigere videbatur. Corrasae barbae, crines attonsi figurabantur, ut artificis industriam, Rugianorum ritu in cultu capitum aemulatam pulares. In dextra cornu vario, metalli genere excullum gestabat, quod sacerdos, sacrorum ejus peritus, annuatim mero perfundere consueverat ex ipso liquoris habitu sequentis anni copias prospecturus. Leva arcum reflexo, in latus brachio figurabat.
Tunica ad tibias prominens fingebatur, quae ex diversa ligni materia creatae, tam arcano nexu genibus jungebantur, ut compaginis locus non nisi curiosi contemplatione deprehendi potuerit. Pedes humo contigui cernebantur, eorum basi intra solum latente. Haud procul, frenum ac sella simulacri, compluraque divinitatis insignia visebantur. Quorum admirationem conspicue granditatis ensis augebat, cujus vaginam ac capulum praeter excellentem caelaturae decorem, exterior argenti species commendabat. Saxo Gramm. 287).
Może najciekawszą i najautentyczniejszą figurą Światowida, jest posąg jego, przed laty kilku odkryty w Galicji. W r. 1848, na gruntach wsi Horodnicy na Podolu, pod wsią Liczkowice, między Husiatynem, Satanowem i Tauste (?), blizko ujścia rzeczek Gniłéj i Tajnéj, wydobyto ze Zbrucza, po opadnieniu wód, słup kamienny Światowida. Okolica, w któréj to ważne zrobiono odkrycie, okazuje się starém, jak samo jéj nazwisko poświadcza horodyszczem, (horodem). W uroczysku nawet per excellentiam horodyszcze zwaném, znaleziono szczęty murów, a raczéj wałów cyklopskich, z głazów bez wapna układanych. Zdaje się, że tu być musiała świątynia Światowidowa, Kontyna, o czém i nazwa jednego w okolicy uroczyska Bohod, zwanego poświadcza. P. Żebrawski Bohod wywodzi od Bohchód, a nam się zdaje, że to jest tylko zmiękczony Boh-horod. Lelewel wyraz ten, ma za imię właściwe bożnicy, uroczysku poświęconemu i niezłożone.
Posąg odkryty z jednéj sztuki kamienia piaskowego wykuty, czworoboczny, cztéry i cwierć łokci wiedeńskich wysoki, u dołu i u góry ma stopę kwadratową. Wszystkie jego boki są równe; u dołu cokolwiek wykruszony, zdaje się odbity od postawy zaginionéj, z którą tworzył jedną bryłę. Poczynając od góry, tu naprzód cztéry są głowy, w cztéry strony świata zwrócone, zamknięte pod jedną dzwonkowatego kształtu czapką, (mithrą); twarze ich jak Światowida w Arkonie młode, bezbrode, długawe i nieco wielkie: a jak uważa Lelewel, »ciszę pogodną okazują, » i wszystkie są do siebie podobne. Po niżéj karku, na którym są osadzone, figura Światowida z małemi odmianami, na wszystkich cztérech bokach, jednako się okazuje; ręka jéj prawa na piersi ku górze podniesiona spoczywa, lewa niżéj spuszczona do pasa. Przepasanie zdaje się wskazywać, że intencją było rzeźbiarza, uczynić figurę odzianą; suknia bez fałdów spada po niżéj kolan, a z pod niéj, równo uciętéj, ukazują się stojące, na trzech bokach nogi.
Szczegóły wszystkich cztérech stron słupa, nie tak wypukło, jak raczéj rysami wgłębionemi są oznaczone. Postać opisana formuje jakby piérwsze piętro jego. Z piérwszéj strony ręka prawa, utrzymuje kółko, cóś jakby wielki pierścień, (Żebrawski), według Lelewela wianek, a według nas wizerunek misy, na któréj składano ofiarę potraw, chleba, tak jak w róg Światowida, nalewano wino czy miód. Z następnego boku, takaż ręka prawa, ma róg godło Światowida, podniesiony do góry, z téj strony pierś na posągu wydatnie oznaczona. Na trzeciéj ręce w témże położeniu narysowane, żadnych godeł nie mają, ale od pasa w niższéj części postaci, wisi na trzech sznurach szeroki miecz, pod którym jest koń; a nóg już niema z téj strony. Z czwartéj, ręce jak w poprzedzających, żadnego dodatku i znów z pod sukni wyglądające nogi.
To wszystko razem z cztérech stron piérwszy oddział słupa tworzy.
Drugie niższe piętro, mniéj niż pół górnego zajmujące, oddzielone gzémsem prostym od niego i od dołu, zawiera z każdéj strony, małą postać stojącą, jakby kobiéty w koszuli do kolan, z rękami na dwie strony rozpostartemi. Głowy tych postaci są stosunkowo wielkie; z dwóch piérwszych stron, wyraźnie oznaczone piersi; a pod figurką, drugą z porządku maleńką nad ramieniem, postać w tymże rodzaju powtórzona.
Trzecie piętro nareście, zawiera klęczące postacie zgięte, które rękami do góry podniesionemi, zdają się dźwigać słup cały. Twarze ich są wąsate i groźne. Z piérwszego boku, ten rodzaj karjatydy barbarzyńskiéj starannie dość jest oznaczony, z drugiego narysowany mniéj dbale, z trzeciego znowu nieco dobitniéj, a czwarty miejsce tylko pozostawione na postać ukazuje.
Z uwagą zastanawiając się nad tym ciekawym pomnikiem, pomimo zajęcia jakie obudza, nie znajdujemy w nim prawdziwego jeszcze wzoru staréj sztuki słowiańskiéj. Ogólnie wzięty wyrób to wiejski, z ostatnich czasów bałwochwalstwa, nieforemne przypomnienie Światowida Rugów, przydrożna jakaś figura, której odłamanéj podstawy szukaćby można na rozstajach, u starych krzyżów w okolicy. Ten Hermes, jest jednym z bogów na słupach, o których z powodu Sasów, w Słowiańszczyznie wspomina Adam Bremeński; nie zniszczono go nawet w czasach przyjęcia chrześcijaństwa, zatopiono go tylko w rzece nie rozbity nawet, tak mało doń przywiązywano wagi. Po rozstajnych drogach, pełno być musiało takich słupów, zastąpionych późniéj równie u nas licznemi krzyżami i kapliczkami świętych. Że Światowid Bohodzki, mimo swéj dla nas ważności, nie jest ani zbyt starożytny, ani z niego o stanie sztuki u Słowian sądzić podobna, dowodzi sposób w jaki zrobiony został. Widocznie jest to dzieło najbliższych nas czasów; pierwotne bowiem bałwany, zawsze są bodajby najniezgrabniéj, całkowicie wypukło wyrabiane i odznaczają się dziką potęgą, wyrazem jakimś i duchem, który nie zużyta siła twórcza ludu pierwiastkowego weń wlewa. Tu martwe niemal, i do zbytku spokojne cztéry oblicza, a pod niemi już cóś w sposobie płaskorzeźb mnogich, więcéj podobno wyrazić pragnących, niżeli podołać mogły. Sztuka pierwotna nigdy się nie porywa na to, czego wydać nie potrafi; myśl jéj zgadza się ze środkami wykonania, to z niemi idzie równolegle. Tu Światowid, o którym mowa, nie utworem jest własnym robotnika, ale tylko naśladowaniem, przypomnieniem, gdzieindziéj lepiéj wyobrażonego, i dla tego brak mu i siły i prostoty, na któréj wyrażenie prosty naśladownik, zdobyć się nie mógł.
Jako dzieło sztuki, Światowid Bohodzki jest oczewiście, raczéj płodem schyłku słowiańskiego rzeźbiarstwa, niżeli piérwszéj epoki jego rozwicia. Więcéj nadeń życia i potęgi, maja nieforemne głazy bab, drzémiące na ukraińskich mogiłach, — widocznie jest to robota nie starsza, nad ostatni wiek pogaństwa. Pomimo jéj nieudatności, są wszakże i tu części, które wyrazem zastanawiają. A naprzód sama głowa Światowida, powiększona naiwnie, dla wyrażenia plastycznie wielkości boga, surowa, poważna, chmurna i chłodna. Układ rąk, tak niewolniczo na wszystkich stronach, jednakowy, dowodzi, że do postawy i szczegółów przywiązywano wagę, i że każdy z nich ma tu pewne jakieś znaczenie mystyczne. Misa, róg, miecz i koń Swiatowidowe, jako i pokrycie głowy jedną czapką, oznaczające jedność bóstwa, łatwo tłumaczyć się dają. W niższym rzędzie, cztéry niewieście postacie, które za Cycę, żonę Światowida, to jest dopełniający go mythus uważano, nie tak się jasno wyłożyć mogą. Uderza tu przy jednéj z nich, figurka dziecięcia nad ramieniem; może godło owego bóstwa żeńskiego, ale pewnie dodatek nie obojętny i fantazyjny. Na ostatku w dole zgięte i schylone postacie, dźwigające wyraźnie posąg boga, zdają się obrazem tylko jego czcicieli: ludu, który przed nim klękał, lub kapłanów co mu służyli. W ogóle Światowid ten zgadza się co do cech głównych z opisem Saxo-Grammatyka; zwłaszcza w górnéj swéj części; niższa pozostaje zagadkową, choć nie bez znaczenia.
Oto wyjaśnienie posągu, jakie znakomity badacz podaje w jedném z ostatnich z pism swoich (Narody na ziemiach słowiańskich. Poznań. 1853, str. 784). »Światowit, czy Światowid, przebiegający świat na swym białym koniu, jest niezawodnie stworzycielem władnącym, imperans, orędujący Radegast, radą i wyrokami kierujący. Koń obraz konu, wykonywania jego czynnego nazierstwa, a cztéry wejrzenia mówiłyby, że patrzy na cztéry strony świata: i może tak jest. Za tém, »zdaje się mówić nadmienione obracanie świątyń ku wschodowi, jak to było w Retrze; a w pewnéj ze świątyń (wedle Masudego) miano otwory dla dostrzegania wschodu słońca. Ale obchód świąteczny po żniwie, i rozkład cztérech boków bohodzkiego słupa, zdają się czworakie wejrzenie zacieśniać, do cztérech pór roku odnosić. To związanie mógłby okazać kierunek czworobocznego słupa, gdyby można z pewnością wiedzieć, w jaki czworowid jego stał. Wedle wszelkiego podobieństwa musiał być frontem do wejścia, frontem do wschodu ustawiony, i z takiego kierunku jego, wnosić można, do jakich stron świata, pory roku odnoszono.
»Cztery pory roku wydają mi się tym sposobem: Ku południowi obrócona jest wiosna, (jabym powiedział ku wschodowi?), zwano ją inaczéj jar, jara, co ostrą jasność oznacza, snadno dopiekającą. Może nawet jar południe właściwie znaczyło, i wiośnie miano z tego kierunku i zastosowania udzieliło. Z końcem wiosny 21 Czerwca, obchodzono uroczystość Kupały; wiosna tedy trzyma na tę uroczystość potrzebny wianek. Obchód Kupały przeprowadza w upały letnie. Z przodu słupa lato, odpowiada wschodowi, (jabym powiedział południowi). Wszystko tu dójrzewa, płód ostatecznie na świat do użycia wschodzi i do tego może ściąga się dostrzeżona maleńka figureczka, jakby narodzone dziecko, słabo wyryta przy niewieście z wieńca cztérech słup opasującego. Lato trzyma róg potrzebny, do uroczystości po żniwach, z końcem lata obchodzonéj. Koniec to trudu rolniczego a przygotowanie się do rozpoczęcia następnego, który ukrzepia obietnica boża, kapłańskie przepowiednie, życzenia, zachęty. Uroczystość obchodzona raz na rok, ofiarą chleba i wina, w rogu tworu, zwierza, tura, byka, stadnika, w znamieniu natury, czyli zmysłom objawiającego się boga. Uroczystość okrężnego, a cały słup okrążają wieńcem trzymające się cztéry małe osóbki. Ku północy obrócona Jesień, ustrojona jest mieczem i koniem. Na koniu Światowid, świat zwiedzał ciągle. Gdyby to był koń do tego lotu przeznaczony, powinienby się na wszystkich cztérech bokach słupa ukazać. Ale do polotu stał koń żywy w stadni, a na jesieni wyobrażony jest bez wątpienia koniem, (podobnie jak wianek i róg), potrzebny do obchodu uroczystości końca jesieni, która wprowadzała w zimę, zamykającą, kończącą rok; koń dokonywał rocznego biegu. Zapewne to była stanica, (Saxo-Gramm. XIV. 322), zebrania się bojownego ludu, dla niejakiéj okazki, wojennego przeglądu. Na zachód, (na północ raczéj) patrzy Ziwa, niczém nieodznaczona, w stronę świata, w któréj dzień w nicość, w ciemnicę zapada. Na tęż porę przypadają posępne uroczystości, zapewne w nicości i nocy zanikłego znicza, (Vulcanus Adama, Pluto Dietmara); które się kończą zatopieniem śmierci, marzany, co wiosnę otwiera. Słup Bohodzki, jest obrazem pór roku i nic więcéj, a część dolna jest jedynie słupa przystrojeniem.»
Wykład Lelewela, jakkolwiek trafny być może, nie zdaje się nam dostatecznie spowodowany, godłami znajdującemi się na słupie. Ma jednak za sobą wiele prawdo-podobieństwa. Co się tycze kierunku odpowiedniego porom roku, naturalniejszym się nam zdaje poczynając od wschodu — wiosna; południe — lato; zachod — jesien; północ — zima.
Tyle o Światowidzie Bohodzkim, z którym porównaćby należało jeszcze maleńki posążek tegoż bóstwa, zabrany z Arkony przez Duńczyków, i dotąd się w Kopenhadze przechowujący, którego rysunku na nieszczęście nie mamy. (Lelewel. Narody na ziemiach słowiańskich 782). Mamy także innego jeszcze Światowida, na kamieniu rysowanego, znajdującego się w kościele w Altenkirchen na wyśpie Rugen.
Jest to bardzo płaska rzeźba, grubą i niezgrabną robotą dokonana, wystawiająca mężczyznę z wąsami (co się sprzeciwia opisowi Saxo-Grammatyka) trzymającego naprzeciw piersi róg do picia. Twarz z brodą, głowa czapką ostro zakończoną pokryta, odziany suknią obszerną, z pod któréj zbyt małe wystają nóżki. (Kugler. Pomm. Kunstgesch. 10. — Grumbke). Kamień z rzeźbą tą jest wmurowany tak, że postać leżącą się zdaje. Kugler nie uznaje tego dzieła, za autentyczny pomnik pogańskich czasów, i ma zupełną słuszność, nie tylko dla tego, że płaskorzeźba jest formą w pierwotnych wyrobach niezwykłą, ale że i nadpis i wykonanie cechują z opisów, dla pamięci zrobioną figurę. Na znak, że tu niegdyś był czczony, wmurowano go w ścianę świątyni. P. Wolański, jak wiele innych i tę robotę uznał za starożytną słowiańską. (Zobacz rysunek u Wolańskiego Briefe 11 Samml. T. XVII, n. 4. Rysunki Światowida Bohodzkiego były w gazecie Czas i Codziennéj i u Lelewela, dzieło cytowane, Mercier. sc.).
Mamy także figurę Światowida, pomiędzy bożkami Prilwitzkiemi, (J. Potocki T. 3 f. 8), znajdującą się, która całkiem się niezgadza z opisem Saxo-Grammatyka i słupem Bohodzkim. Jest to starzec w ubraniu dziwacznem, strojném w guzy, z mieczem w ręce. Na piersi druga głowa brodata. Ręka lewa zdaje się zakończona rogiem. Napis wyraźny Suanthuiti.
Rugiewit, Wit, Witysław, Widysław, bóstwo czczone w Karencji, rodzaj słowiańskiego Marsa, opisał Saxo-Grammatyk. Świątynia większa w tém mieście, zawierała w pośrodku za purpurowemi obsłonami, bałwan Rugiewita. Na głowie jego wyrażonych było pod jedném pokryciem, siedém ludzkich twarzy; tyleż mieczów z pochwami prawdziwych, na jednym pasie u boku jego zawiesił rzemieślnik. Ósmy trzymał dobyty w prawicy, tak mocno do niéj ćwiekiem żelaznym przytwierdzony, że krusząc bałwan, wraz z ręką uciąć go musiano. Ogromem przechodził o wiele zwykły wzrost człowieczy. Miano go na wzór Marsa, za opiekuńcze bóstwo wojenne. (Saxo-Grammaticus L. XIV. 293). Insignis hic vicus (Karentia), trium praepollentium fanorum acdificiis erat, ingenuae artis nitore visendis. Majus fanum vestibuli sui medio continebatur, sed ambo parietum locum purpura claudebantur, tecti fastigio solis duntaxat columnis imposito. Quibus (velaminibus) amotis, factum quercu simulacrum, quod Rugievithum vocabant, ab omni parte magno cum deformitatis ludibrio spectandum patebat. In ejus capite, septem humanae similitudinis facies consedere, quae omnes unius verticis superficie claudebantur. Totidem quoque vero gladios cum vaginis uni cingulo appensos, ejus lateri artifex conciliaverat. Octavum in dextra destrictum tenebat; hunc pugno insertum firmissimo nexu ferreus clavus astrinxerat. Spissitudo illi supra humani corporis habitum erat; longitudo vero tanta, ut Absalon supra primam pedum fortem consistens aegre mentum securicula, quam manu gestare consueverat, aequaret. Hoc numen perinde ac Martis viribus praeditum bellis praeesse crediderant).»
W wydrążonym tym wewnątrz kadłubie drewnianym, gnieździły się jaskółki, może poświęcone Rugiewitowi, lub godłem jego będące.
Zdaje się, że figurka u Potockiego, (T. 4, f. 11), z napisem z tyłu Garuwhit, która z drugiéj strony nosi runiczny napis: Rug...it, z sześcią głowami na karku, a siódmą na piersiach, odnosi się właściwiéj do Rugiewita.
Usład, bożyszcze Rusi, czczone w Pskowie. J. D. Wunderer, podróżujący tu w latach 1585 — 89, wspomina, że pod Pskowem widział bałwan Usłada, wyrobiony z kamienia, trzymający krzyż w ręku. Mówiliśmy pisząc wyżéj o Chorsie, że opis ten, wzbudza w nas powątpiewanie, nie tak dla krzyża, bo godła chrześcijańskie mieszały się z pogańskiemi, ale dla epoki, w któréj już posągi bóstw tych, ani jako przedmioty czci, ani jako pamiątki zachowywane być nie mogły. Lud tylko do téj postaci z krzyżem przywiązujący stare nazwanie Usłada, może w niéj jakie, do dawnych swych bożyszcz upatrywał podobieństwo; lub wspominał je z powodu, że posąg nowy, zajął miejsce starego.
Trygław, bóstwo Pomorzan, czczone w Szczecinie, i w Julinie, rodzaj indyjsko-słowiańskiéj trójcy (Trimurti), na jednym kadłubie trzy miało twarze, jak samo nazwanie okazuje. Posągi jego znajdowały się także w Baniborze i Miszeńskiéj Grymie. Głowy trzy do posągu przytwierdzone nawracający Pomorzan S. Otto, skruszywszy resztę, zabrał i jako znak zwycięztwa nad pogaństwem otrzymanego, odesłał do Rzymu.
Andrzéj Opat Bambergski pisze, że zasłona złota, usta i oczy tego bóstwa okrywała. Trzy głowy tłumaczono, jako znaki władania ziemią, niebem i piekłem. (Vita S. Ottonis L. II. c. 13. Profani sacerdotes, auream imaginem Trigelavi, qui principaliter ab iis (w Julinie-Wolin) colebatur, furati extra provinciam abduxerunt, L. II. c. 1. Stetin tres montes ambitu suo conclusos habebat: quorum medius, qui et altior, summo paganorum Deo, Trigelaus dictus tricapitum habebat simulacrum, quod aurea cidari oculos et labia contegebat, asserentibus idolorum sacerdotibus, ideo summum Deum tria habere capita, quoniam tria procurrat regna, id est, coeli, terrae, et inferni, et faciem cidari operire pro eo, quod peecata hominum quasi non videns et tacens dissimularet. Porównaj Thietmar Chr. VI. 150).
Wołos, (Weles), tak nazwany od wołu, bóstwo opiekuńcze bydląt, czczone u Rusi, wystawiane było w postaci człowieka z psią głową; poniżéj wspomniemy o pomnikach, które go wystawiać się zdają. (Kollar: Sława Bohinie, przywodzi z Czasopisu 1839 c. 2 str. 9, następującą cytatę: »Wolos, von Wol, der Anubis der Aegyptier, der Pan der Griechen, Gott des Viehes, hatte einen Hundeskopf. Man findet noch in manchen Kirchen die Abbildungen eines mächtigen Kriegers mit einem hundsähnlichen Kopfe, und man hält dafür dass dies ein Ueberbleibsel der Alten Lieblingsgottheit (?), des russischen Bauernvolkes, des Wolos, sei. Im gegenwärligen russ. Kalender existirt ein Heiligen name (Wlas) der Beschützer der Heerden und des Viehes; wenn das Vieh im Frühjahr zum ersten Male zur Weide geht, so wird das Bildniss dieses Heiligen in grosser procession mit geführt.»
Złota Baba, bóstwo czczone u Obdorców na Rusi, wedle Boxhorn’a, (de republica Moscow l. 51) było kamiennym bałwanem, wyobrażającym staruszkę, trzymającą na łonie dziecię, a podle mającą drugie, które lud zwał wnukiem. (Idolum ex lapide excisum quod Moscovitis Solota Baba dicitur, id est, aurea anus; est autem forma mulieris vetulae, infantem in graemio tenentis, et alterum iuxta se infantem habentis, quem nepotem esse illius incolae perhibent. Drzeworyt lichy wystawiający Złotą Babę, znajduje się u Gwagnina Opis W. X. Moskiews. 19.
O innych bóstwach słowiańskich, wyraźnych podań jak wyglądały, nie mamy; zdaje się wszakże, że Czernobóg w postaci lwa, lub potwornego zwierzęcia był wystawiany, co z podania stałego i znalezionych w Czechach wizerunków jego, okazuje się. Balder’a, którego mytologja słowiańska przyswoiła sobie od Skandynawów, tak jak obchód śmierci jego, i Kupały w Czerwcu od nich przyjęła, mamy pomiędzy bóstwami Prilwitzkiemi, (J. Potocki T. 3 f. 9).
Fryją, zapożyczoną także z tego źródła, jakby Słowianie plastycznie wyobrażali nie wiemy; lecz domyślać się można, że podobnie do Dziedzilji i Krasopani.
Z opisów tych bóstw wszystkich, po większéj części wiarogodnych, możemy już niejakie powziąć wyobrażenie o charakterze rzeźby słowiańskiéj i cechach sztuki; posłużą nam one do osądzenia o prawdziwości zabytków pozostałych z epoki przedchrześcijańskiéj. Charakter ogólny raczéj jest wschodnio-indyjski, niżeli greko-rzymski, acz i ten pierwiastek późniejszy, przebija się w mnogich pomnikach słowiańskich, na których gdybyśmy ich większą liczbę zebrać mogli, wyczytaćby się dały dzieje narodu, mnóstwem rozlicznych stosunków związanego ze wschodem i jego plemionami, kolejno napływającemi na Europę, z Grecją, z Rzymem, Germanją, Skandynawją. Na tle tych żywiołów, przyswojonych, rozwijał się wynikły z nich, charakter właściwy narodu i jego sztuki, charakter, w którym więcéj jeszcze fantazji, często dziwacznie rozpasanéj, młodocianéj, bujnéj, płodnéj w pomysły, na w pół zaledwie z cienia się wynurzające, niżeli wdzięku i prawdziwszego pojęcia piękna. Myliłby się wielce, ktoby tu szukał w sztuce rozwiniętéj całkowicie, długą uprawą, właściwéj piękności; ale zarówno ślepymby był, ktoby nie postrzegł energicznego wydania myśli, środkami epoce téj stosownémi. Szukać tu tylko należy tego, co znaleść można, siły, potęgi, powagi, surowości i plastycznego obrazu stanu ducha usiłującego dopiéro rozerwać pieluchy barbarzyństwa.
Rozmiary posągów po większéj części są kolossalne, ozdoby i godła przy nich obfite, ornamentacja różnobarwna, i z rozmaitych złożona materjałów. Kamień, drzewo różne, dobierane słojami i kolorami, srébro, złoto, bronz, składają się na te potężne stawany, które jak z mnogich widać opisów, farbami właściwemi pokrywane być musiały. Nie ma co szukać w nich nawet wdzięku miękkiego, stylu, piękności linij greckiéj; ale dójrzeć łatwo wyrazu siły, potęgi, bogactwa, wielmożności, strachu, pomysłów fantazji dziecięcéj prawie, świeżéj, nieużytéj, a dla nas dziś często w upostaciowaniach swych i symbolach niewytłumaczonéj.
To co w rzeźbie Indyjskiéj (zob. Bohlen: Das alte Indien Th. II. Geschichte der Baukunst v. A Romberg u Fr. Steger), stanowi jéj odrębność i właściwość charakterystyczną, poczwarne spajanie kształtów zwierzęcych z ludzkiemi, pomnażanie członków, dla dobitniejszego wyrażenia myśli, dodawanie rąk, a nadewszystko głów i twarzy, spostrzegamy w części i w rzeźbie słowiańskiéj.
Fantazja Słowian, nie waha się osadzić na karku ludzkim głowy lwa, na głowie ludzkiéj umieścić ptaka, bawolego łba w pierś zaryć człowieczą; dać bóstwu dwie, trzy, cztery, aż do siedmiu głów nawet, otworzyć łono Krasopani i serce jéj dobyć ze skaleczonéj piersi. Ale w plastyce i rzeźbie hieratycznéj Indjan, Egyptu, nawet Grecji i Rzymu, często ciemna myśl religijna, podanie, mythus w tenże się wyrażają sposób, a niekiedy poczwarniéj daleko.
Mnóstwo także sprzętów, ozdób bogatych i dodatków, na sposób Indyjski ubierały posągi; widziemy przy nich tarcze, rogi, miecze ogromne, korony, zasłony, pochodnie, kwiaty, godła wyjaśniające, uwidoczniające myśl, którą artysta w pełni i sile, środkami ograniczonemi, wydać jeszcze bez tych posiłków nie potrafił, lub obawiał się pozostawić ją niejasną. Wszakże Słowianie, nie mają już tak dziko potwornych postaci, jakie co krok spotykamy w Indji; nie mnożą liczby rąk i nóg, a Trygław ich, jakby się wstydał swéj poczwarności, zasłoną złotą głowę troistą pokrywa. Słusznie uważa Lelewel, że wyraz po-czwara, od poczwórnéj twarzy bóstw, wcześnie za potworny utwor uważanéj, pochodzić może. Twarze tylko i głowy najchętniéj mnożyła rzeźba Słowiańska, i ilość ich jest tu cechą charakterystyczną.
Wszakże z opisów bogów główniejszych, nie możemy wyrzucać Słowianom nadużycia tego środka pierwiastkowego wydania myśli; potęgę wyobrażano materjalną kolossalnościa, wszechwiedzę i wszechmoc, ilością głów i twarzy, ale nad te umiarkowane poczwarności nic więcéj. Sprzęt, ubiór, dodany zwierz i zbroja wyrażają resztę. Spojenie zwierzęcia z człowiekiem bardzo jest rzadkie: Czernobóg jest cały lwem straszliwym, potworą, ale w nim nic niema ludzkiego; inne bóstwo przedstawia się nam w postaci węża z głową ludzka, a jeden Wałos z psią Anubisa głową.
Pomysłów tak bogatych, jakie nam opisy bóstw dostarczają, z całéj Słowiańszczyzny, nie mogła wyrazić sztuka zbytecznie dziecinna i niewyrobiona; musiała ona dójść do pewnego stopnia rozwinienia i siły, by myśli dosyć zwikłane wyrazić jasno, odtworzyć je widomie i pojętnie dla wszystkich; świadczą o jéj stanie nie tylko pomniki, w małéj ocalone liczbie, ale pozostałe opisy zniszczonych.
Świat ten mythyczny, dziecię fantazji Słowian, barwny i dziwny w istocie, jak bajka ludowa, jeśli nie uderzał pięknością kształtów, zastanowić musiał rozmaitością swoją, śmiałością pomysłów, niespodziewanemi pojęciami nadzmysłowéj krainy, któréj senne i jakby gorączkowe przedstawiał widziadło. Sztuka, w pierwszéj i ostatniéj epoce swego rozwoju, zawsze zwykła wyrażać myśl o wielkości olbrzymich wymiarów massami, i tu się też tak działo; bałwany kamienne, dębowe, (Rugiewith) w części kruszcowe, lub ozdobami kruszcowemi okryte, piętrzyły się do stropów świątyń, a w pomroce Kontyn zaciemnionych purpurowemi zasłonami, olbrzymie te postacie, błyszczące jasnemi oczyma, zarysowujące się kształty ogromnemi, musiały wyrażać przestrach i wywoływać ideę potęgi i siły bóstwa.
Rzeźba słowiańska, była jakeśmy rzekli i wielobarwna i z różnych materjałów złożona; — artysta owych wieków, w którym grała myśl silna, z nieudolną walcząc dłonią, wszystko chwytał co mógł, by przejawić swoje o bóstwie pojęcie. Dobry mu był sękowaty pień drzewa, w którym dziwactwo natury, jakby senną marę zarysowało coś do człowieka i twarzy podobnego i kamień strzaskany dziwacznie, który śmiał się wieki zamarłym uśmiechem, i wszystko co ułatwiało wydanie pomysłów, tłumnie się cisnących pod niewprawną rękę. W tym boju z myślą własną rozsadzał drzewo kawałkami, sztukował złoto, miedź i srebro, malował, stroił, ubierał, pieścił dzieło swoje, usiłując mu wlać życie. Próby mnogie, wzory obce przywożone, zdobywane, sama praca wreszcie, uczyły i nauczyły prawie piękne, a przynajmniéj jaśniéj myśl wyrażające wylewać i rzeźbić bogi, o których z takim zachwytem ś. Otto na Pomorzu wspomina. Opisujący też wielkie bóstwa stojące po świątyniach, nie jednokrotnie poświadczają, że w robocie ich było misterstwo, sztuka, że je wykończano starannie, że spajanie różnorodnych kawałków drzewa i kruszców, było bardzo zręczne i prawie niedójrzane, że twarze strach, lubość, potęgę, groźbę, lub łaskawość wyrażały. Więcéj jednak wątpiemy o łagodném obliczu Krasopani, niż o straszliwéj postaci Peruna, — sztuka bowiem na tym stopniu rozwinienia łacniéj daleko wyraża niższe uczucia grozy, potęgi, strachu, siły, niżeli podnioślejsze już i wyższe łaskawości, miłości, pokoju. Jak wiara rodzima, nieobjawiona, zdobyć się na nic nie umie, chyba mglistém ich przeczuciem, tak sztuka pierwotna, ani ich pojąć, ani wydać nie potrafi i nie czuje potrzeby. Miłość inaczéj jak pięknością w całym blasku i spokojem nacechować się nie może; a piętnem epoki, o któréj mowa, jest właśnie ruch, gwałtowność, bój, rozsrożenie, namiętność. Dla tego może Krasopani bok Morawcy otworzyć musieli, ażeby serce pokazać, którego na twarzy nie miała, dla tego ustrojono ja bogato, pożyczając wdzięku od kwiecia, umilając pączkami różanemi.
Nie mamy dokładnego pojęcia, z powodu zniszczenia wszystkich niemal większych rzeźby pomników, jak dalece one zaszły, w naśladowaniu kształtów i idealizowaniu ciała ludzkiego. By wydać lubieżność Wenery Krasopani, potrzeba było nadać jéj piękne rysy, spokojną oblec ją linją kształtów; jak w Indyjskiéj Lakstomi piękność artysta zmuszony był zastąpić obfitą ornamentacją, a wdzięk dostatkiem, bogactwem, błyskotkami. To też nie szczędzono godeł, znamion, ozdób, akcessorjów, nawieszań, które były jak owe naiwne napisy średniowiecznych obrazów, przeznaczone na dopełnienie czego brakło w samym posągu. Miecz do góry podniesiony, srebrzystą barwą połyskujący, lew na ramieniu siedzący, mówiły zapewne więcéj, niż twarz sama, niż usta i oczy. Z opisów jednak i okruchów sądząc, wnosić można, że kolossy te nie były całkiem bezkształtnemi bryłami; w Światowidzie małéj mieściny nad Zbruczem, jest wyraz surowéj powagi, milczącéj i groźnéj potęgi. Proporcje ciała umyślnie są zmienione i głowa uwydatniona kosztem ciała; lecz w rysunku rąk jest już pojecie rysunku i linij.
Myśl rodowa właściwa ziemi, plemieniowi w bojach zrosłemu i walczącemu nieustannie z napastnikami, z otaczającym światem, przejawiała się w świecie bogów Słowiańskich. Bóstwa to były zbrojne, silne, straszliwe, każde z nich groźną przybierało postać, bo to wiek był, w którym grozą trzymała się społeczność w porządku i ładzie, wśród rozhukanych namiętności. Spotykamy wszakże wśród téj mnogości głównych idei siły, potęgi, ogromu, pojęcia już wyższe ładu, gościnności, a zatém braterstwa ludów, jako cnoty niemal zasadniczéj i religijnéj, prawa, miłości.
Rzeźba hieratyczna Słowian, wyróżnia się od skandynawskiéj i germańskiéj właściwéj, choć z niemi wiele też ma podobieństwa. Odcechowuje ją szczególniéj bogactwo fantazji i przez idee przejęte obce, narzucone, krwi i srogości pełne, przebijająca się łagodność charakteru narodowego, wrodzona mu, i w gościnności wyrażająca się miłość ludzkości i spokoju.
Obok Peruna-Jowisza, obok Thora i Jessego, zjawia się tu Radegast, nietylko rad, ale radzący gościom, przybylcom i obcym; Trygław osłoniony, by grzechów ludzkich nie słyszał i nie widział. A wszystko cokolwiek tu znajdziemy z ducha miłości, pokoju i zgody, pewnie jest czysto Słowiańskiém, tak jak co tylko krwią i postrachem przemawia germańskiem, lub skandynawskiém. Jeśli Słowianie, nie potrafili się rozwinąć w kierunku swych przodków z powieści Teofilakta, nie oni są temu winni, ale ich sąsiedzi.
Liczne od nich pożyczki spotykamy co krok w mythologji i sztuce Słowian, na któréj osiadły pyłki przelatujących koło niéj idei obcych. Polytheizm wszelki ma to do siebie, że się zapożyczać nie wzdryga, a cudze bogi, na równi z swojemi kładzie; ztąd i u Słowian zrabowane lub nabyte bałwanki greckie, rzymskie, skandynawskie, uzyskiwały prawo obywatelstwa, a z niemi myśli, których były upostaciowaniem. Nazywano Jowisza Piorunem, dawano obcym bogom imiona swoje, przyjmowano je za domowe i cześć im składano.
Lepiéj nam jeszcze to, cośmy tu poprzednio o rzeźbie u Słowian powiedzieli, dowiedzie pogląd na pozostałe jéj zabytki i pomniki sztuki z przedchrześcijańskiéj epoki. Po większéj części, wyjąwszy liczbę nie wielka, zabytki te składają się z posążków mniejszych, których zagłada dotknąć nie mogła, a w tych właśnie bieglejsi byli Słowianie, bo wiele z nich już się dziełami sztuki nazwać może, uderzając to dobitnie wyrażoną myślą, to naiwnéj linji wdziękiem, to samém wykonaniem wykształconéj techniki dowodzącém, to nareszcie pojęciem ogólnego kształtu i proporcij uderzającém.
Maleńkich tych posążków, liczba dość znaczna uchowała się do naszych czasów, a że z nich sądzić i wnioskować mamy prawo, bo podobne im stały po świątyniach głównych u Słowian, dowodem są słowa opata Andrzeja, (De Vita Ottonis in Ludew. Scr. rer. Bamber. c. XIII, 479), który wyraźnie powiada, że niektóre bóstwa stojące w bożnicy w Retrze tak były maleńkie, iż je wygodnie do kieszeni schować było można.
Te to właśnie drobne posążki, musiały tak ś. Ottona zadziwić pięknością swoją.




XXI. ZABYTKI RZEŹBY.

Najliczniejszemi pomnikami, z czasów przedchrześcijańskich, w Słowiańszczyźnie północno-wschodniéj rozsianemi, na na ziemiach Rusi, są owe posągi tajemnicze, pospolicie na kurhanach i mogiłach znajdujące się, które w stepach bliskich Chersońskiéj gubernji, w Kijowskiém, a nawet na Wołyniu i w Galicji, lud ogólném nazwaniem Bab, mianuje.
Posągi tego rodzaju, zabytek prastaréj epoki, rozciągają się na ogromnéj przestrzeni ziemi, do trzydziestu tysięcy mil kwadratowych zajmującéj, ciągnąc się ze środka Azji, po nad brzegami morza Kaspijskiego, Azowskiego i Czarnego; — drogą, którą szły do Europy ludy, co ją zajęły, lub przebiegły przez nią bez śladu, — na północ idą po za gubernją Kurską, — na zachód wchodzą do Kijowskiéj, ciągnąc się ku Podolowi, Haliczowi i Polsce, gdzie jednak liczba ich coraz się zmniejsza. Haxthausen (Studien über Russland), opowiada, że w lesie pod Moskwą, widział bałwan do bab podobny, chociaż go przypadkowo zbliżone kształty omylić mogły. Znajdujemy je w Ukrainie małorossyjskiéj, w stepach Astrachańskich, w Saratowskiéj, części Orenburgskiéj i Samarskiéj gubernji; w Syberji nad brzegami Abakanu, nad Askiszem i Jenissejem i t. d. — Znaczna więc część ziem dziś przez Słowian zamieszkanych, zalegają te zagadkowe pomniki, milczące i tajemnicze, jak Sfinksy, słowiańskiego pochodzenia czy nie, ale przez Słowian przyswojone, gdyż do nich wiążą się już podania i bajki ludowe.
Herodot, mówiąc o Scythach i bardzo szczegółowo o obrzędach pogrzebowych u nich, nic jednak o posągach na mogiłach nie wspomina; cała starożytność o nich milczy, aż do XIII wieku. Znaleziona bowiem jakoby o nich wzmianka w Ammianie Marcellinie, którą pierwszy podobno zacytował Klaproth w swéj podróży Kaukazkiéj, a za nim powtórzyli wielu innych, nie może się żadną miarą, przy dobrém wyrozumieniu tekstu sciągać do bab owych. (Ammianus Marcellinus XXXI, 2, mówiąc o Hunnach i opisując ich postawę, powiada wyraźnie: »Ut bipedes existimes bestias, vel quales in commarginandis pontibus effigiati stipites dolantur incompte.« Co do słowa tłumacząc: rzekłbyś dwunożne zwierzęta, lub około mostów stojące niezgrabnie wyrzezane bałwany — Nigdzie tu niema mowy o brzegach Pontu Euxyńskiego i sens jest bardzo jasny). J. Potocki dając wyjątki z Ammiana Marcellina, w tłumaczeniu francuzkiém, tak to miejsce zrozumiał, jak my, nie myśląc go używać na poparcie starożytności bab i bez tego widocznéj. (Fragmens historiques et geogr. T. I, Liv. XXVII, 59: »Ils (les Huns) sont d’une figure extra-ordinaire et si courbés, qu’on les prendrait pour des bêtes a deux pieds, ou pour ces pilliers grossièrement rabotés en figures humaines, que l’on voit sur les bords des ponts.« Wyraz stipes, oznaczający bałwan, pień, kloc, mógłby bardzo wyrażać babę, ale niema tu ani mowy o brzegach pontu Euxyńskiego, jak tłumaczy p. Nowosielski, i przez roztargnienie przyjmuje Lelewel, ale o poręczach mostów, często rzeźbionych niezgrabnie. Niepojmujemy, jak za Klaprothem wszyscy najuważniejsi w błąd taki wprowadzić się dali: niepodobna bowiem, ani na chwilę rozważywszy tekst Ammiana Marcellina, tak widocznie fałszywego tłumaczenia przypuścić.
Ani Diodor Sycylijski, ani Ammian Marcellin o posągach tych nie wspominają wcale i piérwszy dopiéro pisze o nich Rubruquis (1253 r. Chr. X. trad. de Bergeron. 19), w swojéj podróży, o Kumanach mówiąc. Klaproth w swéj podróży Kaukazkiéj przywiódł to z niego miejsce: »Co do Kumanów, pisze on, mają oni zwyczaj usypywania wzgórzów, czyli mogił, na miejscach pogrzebu zmarłych i wznoszą im posągi, z twarzą obróconą na wschód, trzymające naczyńko w ręku, przy pępku. Bogatym i możnym wznoszą pyramidy, lub małe domki śpiczaste i widziałem w niektórych miejscach, wielkie ceglane wieże, w innych domy z kamienia, w stronach gdzie się on nieznajduje. Widziałem tam także grobowiec, na którym zawieszono szesnaście skór końskich, na wielkich tykach, zwróconych w cztéry strony świata; stał przy nich Kumys do picia i mięso do jedzenia, chociaż mówili, że zmarły ten był ochrzczony. Widziałem tam inne groby zwrócone na wschód, były to wielkie kwadraty, zbudowane z kamieni; prostokąty i kręgi, a w nich cztéry długie kamienie, obrócone na cztéry strony świata, w około téj przestrzeni«. (»Pour les Comans, ils ont coutume d’élever une motte ou tertre, la face tournée à l’orient, et tenant une tasse en la main, vers le nombril. Aux riches et grands ils dressent des pyramides, ou petites maisons pointues; et j’ai vu en des endroits de grandes tours de brique, et en d’autres, des maisons bâties de pierres encore, qu’ en ces quartierslà, on n’y en trouve point. J’y aż vu aussi une sépulture où ils avaient suspendu seize peaux de cheval sur de grandes perches, quatre à chaque face du monde; puis il y avaient laissé du cosmos pour boire, et de la chair pour manger; cependant ils disaient, que ce mort là avait été baptisé. J’y aż remarqué d’autres sépultures vers l’orient: c’etaient de grands carrés batis de pierres, les unes rondes, les autres carrées; puis quatre pierres longues, dressées aux quatre coins du monde, autour de cette éspace«. Rubr. dans Bergeron 19).
Z téj wzmianki o grobowcach Kumanów u Rubruquis’a, który im przyznaje i posągi na mogiłach i murowane nad mogiłami izbice, widać tylko, że w kraju zajmowanym przez nich, posągi się te znajdowały. Rubruquis opisaniem mogił Kumanów, jakie późniéj zwykłe były Nogajcom, dowodzi sam, że baby nie do nich należą. Widział je tam i dla tego im przyznaje, chociaż murowane ich grobowce cale inaczéj, jak się z opisu okazuje, wyglądały. Nieco zastanowienia łatwo naprowadza na wniosek, że bab tych Kumani nie stawili, ale je tylko na starych poszanowali mogiłach.
Zwyczaj u nich był inny i obrzędy odmienne. Szacowne więc to wspomnienie o babach, jest tylko śladem ich exystencji, ale samo świadectwo podróżnego, nie dozwala z nim przypuszczać, aby posągi te były dziełem Kumanów.
W XVI wieku, baron Herberstein, Gwagnin, Boxhorn, cytowany wyżéj i inni pisarze o Rossji, wspominają o Złotéj Babie, nad Obą, u Obdorców, która wystawiona była w postaci kobiéty siedzacéj z dziecięciem na łonie, a drugiém za wnuczę jéj uważaném u boku. Herberstein dodał z przypomnienia posągu Memnonowego, że z wnętrza téj Złotéj Baby wychodziły dźwięki jakieś, niby trąb i puzanów. Od XVI wieku mnożą się wspomnienia o babach w księgach, podróżach, opisach kraju. Wspomina o nich i wylicza je Kniha Bolszaho Czertieża, mogąca dziś służyć za wskazówkę do poszukiwania ich po mogiłach. Daléj wzmianki o babach, domysły o ich powstaniu i znaczeniu, są bardzo liczne w mnóstwie dzieł o Rossji wydanych.
Piszą o nich Scherer, Pallas w swoich podróżach; daje rysunki tych pomników Stralenberg, Bayer, Junker, Zwick, Falck (podróż do Syberji 1768—1773), Köppen, K. Ritter i Haxthausen w swych Studien über Russland, który daje rysunki dwunastu bab i porównywa je z rycinami u Falck’a umieszczonemi. (Zobacz Nowosielskiego o Babach w Dzien. Warszawskim 1854, N. 45 i następne).
Oprócz tego kilka bab rytowanych, mamy w dziele ruskiém, wydaném w r. 1801 w St. Petersburgu, pod tytułem: Izobrażenja raznych pamiatnikow drewnosti, najdiennych na berehach Czernaho moria, sniaty s podlinnikow 1797 i 1798 hoda. Nareszcie mówi o nich Rozprawa w Rocznikach Towarzystwa Odeskiego starożytności i historji (w Tomie I-szym) i kilkunastu kreśli nam wizerunki (Tab. XII, XIII, XIV). J. Lelewel w dziele swém: Narody na ziemiach Słowiańskich. Skolotowie 1, 19, baby za pomniki Scythyjskie uważając i krótką kreśląc o nich historją, z części umieścił rysunki. Najświeższe są wspomnienia o babach w M. Grabowskiego Ukrainie, w Dzienniku Ministerstwa Oświecenia. Lipiec 1853. (35 str.) przez P. A. Tereszczeńko i P. A. Nowosielskiego artykule pomieszczonym w Dzienniku Warszawskim [14]. Opuszczamy bardzo wiele wzmianek i rycin, które po większéj części są powtórzeniem znanych wiadomostek i wizerunków, bez oglądania się na źródła.
Wspomnim tylko, że Pallas, który dał rysunki kilku bab, z nad brzegów morza Azowskiego, północniejsze bałwany, ma za daleko sztuczniéj i gładziéj obrabiane, czemu się P. Haxthausen sprzeciwia, nie widząc w nich różnicy. Pallas zauważał między babami wizerunki, nie tylko żeńskie, ale i męzkie (to co w Małorossji nazywają Kamienny czełowiek, lub Baba Mużyk. Baby w ogólności zowią Mara, lub dziéwka Kamienna), — i dójrzał w nich typu czysto mongolskiego.
Klaproth wspomina także, nie tylko męzkie postacie, ale połączone z sobą męzkie i żeńskie, postrzegając w nich znowu typ plemion mongolskich. Oto co pisze o babach w swéj podróży Kaukazkiéj (T. I. 83 — 84). »Między Kaly a Peregradnoj, o 30 wiorst, spotykamy Redutę Medweżę Kurhańską, to jest, zbudowaną na niedźwiedziéj mogile. Był tu dawniéj strumień, który wpadał do Jehorlika, ale dziś osechł, po tatarsku zwał się Ajul, czyli strumień niedźwiedzi. Reduta Bezopasnoj na drugim brzegu Jehorliku, trochę wyżéj ujścia Taszły, leży o 30 wiorst od Peregradnoj. Na pół drogi spotykamy w prawo jeziorko wązkie, długie na półtoréj mili, zdające się pozostałością dawnéj rzeczki. Posąg kamienny obity, stoi o dwie wiorsty od przeprawy na Jehorliku. Na pół drogi między Bezopasną a Dońską, które od siebie leżą o wiorst dwadzieścia, znaleźliśmy dwa posągi kamienne opisane przez Guldenstaedt’a: »Stoją one niedaleko siebie, jeden wystawia mężczyznę, drugi kobiétę. Bałwany te niekształtne, często tylko z jednéj strony obrabiane, a zwykle od głowy do kolan, ale zawsze połączone z sobą z tyłu, często się tu spotykają i podobne są nieco do tych popiersi faunów i satyrów na podstawach (gaines), które naśladowane ze starożytnych, widziemy po ogrodach naszych. Fizjognomja ich jest całkiem mongolska; robione są z kamienia wapiennego, muszlowca, szarego koloru i zwykle siedzące. Figury męzkie mają koszule druciane (cotes de mailles) i suknię długą, obcisłą, schodzącą do kolan; kobiéce piersi obnażone i zwisłe, spodniczkę krótką bardzo, a nogi nagie; szyję ich otacza szeroki naszyjnik, a od niego zwiesza się rzęd paciórek. Głowę męzkich pokrywa czapka stożkowata, do chińskiéj podobna, z tyłu wisi długi splot włosów; u kobiét jest jakaś ozdoba dwurzędowa osobliwsza. Posągi te kamienne pospolite są, w części zachodniéj stepów, na północy Kaukazu, nad Kumą, Bywatą, Taszłem, Donguzlem, Yejem, Czalbakiem, Jehorlikiem i Manyczem; także pomiędzy Donem, Dońcem a Dnieprem. Widziałem podobną figurę srebrną, długości palca, którą chłopi znaleźli nad Kumą, ale rąk w niéj widać nie było.
Z obejrzenia wielkiéj ilości posągów tych i saméj ich geografji, okazuje się, że zwyczaj stawienia ich na mogiłach wniosło tu jakieś plemię Azjatyckie, którego cechy rodowe mają na sobie te zagadkowe bałwany. Ale że nie wszystkie baby, są jednego wieku, pochodzenia i ręki dziełem, zdaje się nam niezawodna; że nawet wielce różne musiało być ich znaczenie, i że począwszy od Skolockich czasów do Kumanów i Połowców, może stawić je mogli naśladując swych poprzedników, wędrowni mieszkańcy krajów, w których one pozostały do dziś dnia, — najprawdopodobniejszém być sądziemy. O stawieniu ich przez Połowców świadczy Rubruquis, ale przywiedziony ułamek podróży jego, dowodzi zarazem, że grobowce ich właściwe, cale inaczéj wyglądały.
U Scythów (Skolotów) czczono dwa bóstwa żeńskie, szczególniéj zaś Tabitę (Vestę) i Apją, bóstwo ziemi i natury i któremuś z tych bóstw głównych, przyrodzie, matce żywota, wielkiéj babie, stawiono te opiekuńcze na mogiłach posągi, które po Scythach, naśladowali Sarmaci i inne narody włóczęgów, sypiące w stepach mogiły.
Znajdowanie ich na przestrzeni zajmowanéj przez narody Scythyjskie, na usypach, które wewnątrz zawierały zabytki scythyjskiéj epoki, są przeważnym dowodem, że je do Scythów odnieść i pierwiastkowo im przypisać należy.
Chętnie dozwolim P. Nowosielskiemu, (porówn. art. w Dzienniku Warsz. 1854 N. 45 — 48), że cześć natury upostaciowanéj w niewieście, bardzo w czasach bałwochwalstwa powszechna, ukazać może cóś podobnego do tych bab w Azji mniejszéj, że i w Damaszku mogła być jakaś Babja, że w Syrji oddawano jéj cześć pod postacią niezgrabnego kamienia niby z nieba spadłego (aerolithu) i przypuścim, że z Azji przeszły owe Baby na ziemię słowiańska. Niemniéj one tu są i będą zagadkowe, zwłaszcza jako spadek przez Słowian przejęty od poprzedników, który dziś na własność ich przeszedł i do którego ręka ich wiele dociosać mogła. W Karpatach znajdujemy góry Babiemi zwane, z których jedna Babia-Góra, ma niby kształt olbrzymiéj siedzącéj Baby, a lud zachował tu pamięć czci, którą jéj oddawano, wiążąc ją z podaniami o Dziwożonach, duchach pośrednich, zjawiających się w okolicy Babiéj-Góry.
Ale nim cóś pewniejszego o babach i myśli, którą wyrażać mogą powiemy, zastanówmy się naprzód nad niemi i ich powierzchownością. A naprzód wyróżnić tu potrzeba i odrzucić, co właściwie do bab należeć nie może, choć imię to nosi. Cechą bab, między któremi znajdują się wedle Klaprotha i innych pisarzy, i postacie męzkie (Baba-mużyk), cechą jest postawa siedząca, ręce trzymające naczynie na żołądku, i pokrycie głowy dziwnego stożkowatego kształtu, z ozdobami ze splotów włosów.
Powiedzieliśmy gdzieindziéj, że wyłączamy posagi męzkie, bo ogół bab, najcharakterystyczniejszych, najstarszych, stale przedstawia bóstwo żeńskie; ale ku Kaukazowi i na północ od niego, znajdujemy postacie Bab podwójne, zrosłe, męzko-żeńskie, lub całe męzkie. Słusznie uważa P. Nowosielski, że bałwany męzkie, nie mają charakteru i stylu Bab właściwych, bo są odziane, stojące na małych nóżkach, a czapki mają okrągłe nie śpiczaste. Są to postacie wyjątkowe, ogół bowiem Bab, przedstawia kobiétę, matkę, babę, któréj cześć zresztą przechodzić mogła łatwo, jak inne mythy, na bóstwo odpowiednie dwupłciowe, a nawet męzkie. Działo się to jednak nie wszędzie i rzadko, tak, że charakteru Bab głównie w upostaciowaniu niewieściém szukać należy. Ale pod bardzo ogólném mianem Bab, często znajdujemy posągi nieforemne, które wyłączyć potrzeba, gdyż nie mają cech hieratycznych, mogilnych owych bożyszcz scythyjskich.
Tak zwana naprzykład Baba Chęcińska, nie jest nią wcale. Posag ten, wysokości stóp cztérech z marmuru czarnego wykuty, wyobraża niewiastę wieku średniego, nagą jak baby stepowe, tuczy nadzwyczajnéj jak one, z twarzą płaską, z ustami do śmiechu ściągnionemi, w czepcu jakimś na głowie, z piersią małą i płaską, z brzuchem wydatnym, (co się często trafia u bab prawdziwych); lecz rękę prawą tylko ma wspartą na biodrze, a lewa musiała być wzniesiona do góry, co się nigdy u bab nie zdarza, nogi nieproporcjonalne, ale inaczéj zgięte, a u pasa obejmuje ją wieniec z liści, zdradzający świeższe jéj pochodzenie. (Rysunek w Pam. Sandomirskim, T. II. Z. V. 92).
W ogóle, jest to obłamek jakiegoś pomnika, z epoki daleko nas bliższéj i nazwiskiem tylko do bab podobny.
Tak samo wcale niestosownie zowią Babą, granitowy bałwan nieforemny, w sposobie Hermesa, który stał dawniéj przy ścianie pałacu w Tulczynie, od strony ogrodu Choroszy, a dziś znajduje się w Muzeum Kijowskiém. Wyobraża on wąsatą postać męzką, — pomimo grubości roboty (jest to prawie płaskorzeźba) nie bez pewnego wyrazu. Ręce ma złożone na piersi, oznaczone kilką tylko bardzo pierwotnemi rysami, naczynia w nich żadnego. Kształt fallurowaty bryły, zdaje mi się przypadkowym. Jest podanie w Tulczynie, że dawne stare zamczysko, otoczone było podobnemi słupami granitowemi.
Z dwóch Bab narysowanych w Ukrainie M. Grabowskiego (T. XIV), z których jedna znajduje się we wsi Subotowie, druga w ogrodzie w Mierzwinie, nie wiem czy która do właściwych Bab da się zaliczyć. Subotowska jest nieforemną bryłą, ledwie ociosana, i kształtów wyraźnych nie mającą, nieco tylko oznaczone głowa, ręce i tułub, ani piersi, ani nóg, ani nakrycia głowy, ani naczynia symbolicznego. Drugi bałwan Mierzwiński, jeśli go tylko dokładnie narysowano, — o czém trochę wątpiemy, bo zdaje się, że artysta musiał się nieco wyidealizować, — nie jest siedzący, ale stojący; zresztą przypomina posągi na kurhanach, bo też ze staréj mogiły musiał być zdjęty, jak niesie podanie. Twarz jéj młoda, na głowie czapka stożkowata, w rodzaju assyryjsko-egipskich czapek monumentalnych (thiary); ręce po niżéj piersi złożone, ale w nich żadnego naczynia nie widać; pierś niezgrabnie ale wydatnie wyrobiona, suknia na przodzie spięta dwoista, jedna do kolan, druga wierzchnia krótsza od téj; — nogi foremniejsze niż zwykle u Bab bywają. Ma to minę, jak gdyby było naśladowaniem nówszém i niezupełnie wierném baby dawnéj, od któréj jednak w wielu się rzeczach różni, jak widziemy.
Właściwe Bab posągi żeńskie, wszystkie mają jeden charakter wybitny, wyraz jednostajny, strój prawie zawsze ten samy, i widać z nich, że kamieniarz lepiéj, lub gorzéj wedle zdolności, dokonywał jednéj myśli, jednego symbolu, który określony był dokładnie, którego cechy i attrybuta, nie cierpiały fantazyjnych odmian i dodatków.
Baby są pospolicie kolossalne, wszystkie rzeźbiono siedzące, nagie, lub tylko spodnicą od pasa do kolan odziane, bo pierś zawsze zostaje obnażona i bardzo wydatna, czy zwisła, lub wyżéj umieszczona, ale wyrazista; ręce po niżéj pasa spojone obie trzymają naczyńko, kubek, czarkę jakąś, godło zapomniane, a dziś do rozpoznania trudne. U niektórych jest to wyraźnie czasza, garnek ofiarny, starannie obrobiony. W niektórych posagach, lepiéj wykończonych i dochowanych, samo krzesło, siedzenie i podnóżek, oznaczone także rysami pewnemi, w innych od pasa począwszy, postać nie wyraźna, niedokonana, i zaledwie domyślna. Tak i z tyłu, jedne są bryłą nieforemną, drugie mają dziwnie regularne ornamentacje, ze splotów włosów i jakichś ozdób stroju składające się. Na szyi bywa naszyjnik bogaty, indziéj dwa lub trzy sznury paciórek oznaczone. Jedną z najcharakterystyczniejszych części tych posągów jest thiara, czapka, kształtu nie zupełnie jednostajnego, wszakże zawsze w jednym rodzaju. Jest to pokrycie głowy stożkowate, czasem cóś nakształt hełmu, z pod którego przegląda zawicie pod spodem, a na ramiona i plecy spadają sploty włosów, już we dwóch, już we trzech warkoczach, każdy z osobna, połączone z sobą naramiennikami, które niekiedy kołem wśród pleców się wiążą. Na podstawie jednéj Baby (Pamiętn. Towarz. Odesk. Hist. i Star. T. XIII, f. 1), wyryty widziemy w wyżłobieniu znak osobliwszy, dwie przekątnie w krzyż ukośny się schodzące, którego ramiona są jakby ze sznura, a w pośrodku nich, u przecięcia linij, kółko.
Co się tycze pokrycia głowy, o którém wspomnieliśmy, thiary, zrobim uwagę, że w ciekawych malowaniach, odkrytych w starożytnym grobie w Kerczu (zobacz Kerczenskija drewnosti. O Pantikapejskoj Katakombie — Anton Aszik, Odessa 1845), wiele figur mają podobne do czapek Bab Scythyjskich hełmy, które i na innych zabytkach z nad brzegów morza Czarnego postrzegać się dają. Taż sama tiara — hełm okrywa jeszcze głowę Sarmatów na kolumnie Trajana.
U niektórych Bab, ręce są mało lub nic prawie nie oznaczone, a w miejscu gdzie się schodzić miały, stoi pod żołądkiem kwadratowa jakby skrzyneczka. U innych piersi są objęte jakiemiś paskami, które otaczając je na ramiona, z ramion na plecy przechodzą i tu się wiążą. Ubiór zawsze składa się z pasa, u którego czasem wisi cóś nakształt noża i jakiegoś woreczka (kaletka), — i ze spodnicy często z przodu otworzystéj, krótkiéj, wyszywanéj po brzegach paskami. Na nogach niekiedy wyraźne bóty, nasuwane w pasy także, albo rodzaj jakichś chodaków.
Ani znaczenie tych Bab, ani myśl która je stawiła na mogiłach w stepie, jako strażnice kurhanów, ani epoka nawet, do któréj się odnosić mogą, nie są dotąd z pewnością określone.
Jak same Baby nie są wszystkie dziełem jednéj epoki, ani jednego narodu, tak i myśl do nich przywiązywana, zmieniać się musiała, krążąc około jednego wspólnego niemal wszystkim na ziemi narodom mythu: przyrody, karmicielki, ziemi, natury, czy ją nazwiemy Tabitą, Apją, Cybelą, Rheą, Mają, czy Babą. Pierś pełna, postać kobiéca, naczynie które w rękach trzyma, mówią wyraźnie, że to uosobienie matki ziemi żywiącéj (Żywie — Shiwa, Siwa), Baby, która babi około codziennego porodu życia, na wschód dnia patrzając; którą stawiono na mogile, na znak, że ona o swém dziecku nie zapomina i po zgonie. W tych scythyjskich, mongolskich i słowiańskich wreszcie posągach, co najbardziéj uderza, to charakter ów przeddedalowy, jak pisze P. Nowosielski, idąc za Köppenem, — a raczéj wschodni, pierwotny, mythyczny. Postawmy je obok rzeźb dobytych w Niniwie, obok starych egipskich, a zdumiejem się, jak dziwnie o jednéj z niemi mówić będą epoce. Postawa nieruchoma, spoczywająca, memnońska, sztywna, poważna, mithra na głowie, znak bóstwa, zwierzchnictwa, władzy, panowania, którą w tém znaczeniu i kształcie prawie, na assyryjskich pomnikach spotykamy, nawet sploty włosów perskie, egipskie, assyryjskie, wschodnie, odnoszą nas do pierwotnych wieków bytu ludzkości, do gruzów świata tego, na którego ruinie Sfinx siedzi, szydząc z zagadek nierozwikłanych przeszłości. Więcéj u nich stylu hieratycznego, niż wdzięku, niż sztuki, ale styl ten sam silne niekiedy czyni wrażenie. W ogólności Baby są nieforemne i niezgrabne, niektóre z nich dokonane staranniéj, nie mają znowu proporcij, nogi za krótkie, ciało pękate (może umyślnie), głowy narysowane niedbale, profil zawsze płaski, jak u Sfinxa. A pomimo to wszystko, jest cóś co z nich myślą strzela, tak dalece prawda, że sztuka zależy nie tyle na umiejętności ręki, co na pełności ducha; miéj go tylko w sobie, a wlejesz w dzieło swoje. Narody co rzeźbiły te nieforemne bałwany z czcią religijną, z myślą o umarłych, dla których mogił straży je stawiły, — wlały w nie ideę, dającą się nam słyszeć jeszcze po latach tysiącu. Nie powiemy imienia bóstwa, ale rozumiemy jego znaczenie, oczyszczoną z przesądnych form obrzędowości, myśl samą czytamy z oblicza posągu, który do ostatniego swego złomka, do ostatniéj okruszyny napiętnowanéj ręką ludzką, jeszcze przemawiać będzie ideą, co go stworzyła.
Baby czy są słowiańskie: pozostaje nierozstrzygniętém pytaniem, tak jak związek Słowian z narodami, które ziemię naszą zamieszkiwały, dotąd oznaczonym być nie może stanowczo, i stosunek do Scythów i Sarmatów pozostał na wpół zagadką. Że jednak plemiona słowiańskie północniejsze przejęły Baby po Scythach i naśladowały je, i że Tabita, czy Apja Skolotów, przerobioną została na Babę słowiańską, to rzecz niewątpliwa. Samo nawet nazwanie tych posągów bóstw, imieniem generyczném, ogólnem bab, dowodzić się zdaje, że Słowianie tylko je sobie przyswoili i przyjęli od ludu, który je mianować musiał wyraźniéj, nazwiskiem bogini przedstawicielki natury i życia. W podaniach ludu ruskiego o Babach, niema też nic, coby objaśniało mythus, któremu były poświęcone, do każdéj z nich prawie inną przywiązano tradycją, widocznie już świeższego wymysłu. Chociaż moglibyśmy z tego powodu przypomnieć, że i w Egypcie nić tradycij tyczących się czci dawnych bogów tak przerwaną została, że się o nich u dzisiejszych Koptów niczego dopytać nie można; być więc może, że i u Słowian ten sam się powtarza fenomen.
Nie będziemy i my stanowczo wyrokowali o znaczeniu tych posągów, zostawując hypothezy tym, którzy je lubią i ograniczając się prostém przedstawieniem materjałów, na których je sobie budować mogą.
Baron Chaudoir, znany archeolog i medallograf, posiadał w zbiorze swoim znaleziony pod Kamieńcem kamienny posążek, wysokości około cali ośmiu, z wapieńca wyrobiony dość nieforemnie, który tu wspomnieć także musiemy, jako prawdopodobnie staréj, słowiańskiéj może, rzeźby zabytek. Jest to popiersie kobiece, z twarzą stosunkowo wielką a płaską, w pokryciu czy włosach na głowie niewyraźnie oznaczonych, mający na przodzie płaskorzeźbowo wyrobione ręce, złożone jak do modlitwy, a poniżéj jakby żebra.
Z tych rąk złożonych wnosząc i z braku szczególnego godła jakiegoś, sądzićby można, że to jest niezgrabny wyrób bliższych nam czasów, może na grobowcu umieszczony, wszakże przywodzim go tutaj, nie chcąc nic opuścić. Rzeźba jest niezgrabna, płaska, niewprawna, ale twarz i postawa, pomimo to mają pewien charakter.
W r. 1829 na Pokuciu, w ogrodzie P. L. Kalinowskiego, znajdował się posąg dawnego pogańskiego bożyszcza, wynaleziony przy kopaniu rowu w dawném stawisku. Był to szutrowy kamień, pięć łokci wysoki, z wklęsłością u góry dłutem wyrobioną, gdy na reszcie powierzchni jego nie było prawie śladu ręki kamieniarza, prócz jednego rysu środkowego, który wedle domyślnych badaczów, miał oznaczać w sposób bardzo pierwotny, rozdział dwóch bóstw Kastora-Polluxa, czyli Lelum-Polelum. Posąg to i miejsce, w którém go znaleziono, miał lud za święte, skrobano bałwan i proszku tego używano jako lekarstwa od febry. Zabytek ten miano postawić w ogrodzie na wysokiéj podstawie (Kolumb. 1829). Prawdę rzekłszy był to fetysz raczéj, niżeli posąg, bo ręka ludzka w wyrobieniu jego, zbyt mały udział miała.
Ale też po wioskach i oddalonych zakątach kraju, tego rodzaju mało obrobione, lub zaledwie okrzesane kamienie, często miejsce bożyszcz zastępowały.
W tym rodzaju mamy nieforemnie ociosany, w kształcie jakiegoś popiersia, którego głowę zastępuje płaska tablica, kamień czternasto-calowy z Piszekala w Inflantach, przywieziony przez D-ra Kruse, i bardzo wiele innych.
Wspomnim to jeszcze posąg na górze Wronowskich we Lwowie (zobacz. Żeg. Pauli starożytności N. 3), zasługujący na wzmiankę z powodu pochodzenia i charakteru swego. Znaleziony on został na jedném ze wzgórzów miejskich i dziś miał być podobno przeniesiony do zakładu imienia Ossolińskich.
Jest on z jednéj ogromnéj sztuki piaskowca, z przodu tylko obrobionéj. W tyle po nad głową pozostawiono nieforemną bryłę, dowodzącą, że musiał być wmurowany w ścianę. Głowa prawie bez szyi okrągła, męzka, ma znaki brody, lewa ręka spoczywa na piersiach, prawa (odłamana) spuszczona była na dół, sama pierś obnażoną być się zdaje, poniżéj rodzaj szerokiego pasa. Wysokość posągu przechodzi półtora łokcia, szerokość u dołu, w pasie, trzy ćwierci. Oczy są wklęsłe, jakby w nie wstawione były jakieś kamyki. P. Żegota Pauli, bałwan ten, za rodzaj Baby poczytuje, chociaż on charakteru tych posągów niema wcale, owszem zupełnie się od nich różni, a cech koniecznych bałwanów stepowych znaleźć w nim niepodobna. Brak godła niedozwala się nawet domyślać, jakieby to było bożyszcze; wyrób zalet niewielkich, ale kształty nie są poczwarne i proporcje dobre. Okoliczność ta, że posąg wmurowany był w ścianę i jest na wpół płaskorzeźbą, mówi przeciw jego starożytności.
Do zaginionych dziś, a ciekawych pomników, o których wspomnienie się dochowało, zaliczyć potrzeba posagi, o których pisze Miechowita w kronice swéj, że je w młodości swojéj widział w Krakowie, przy klasztorze ś. Trójcy.
Było ich trzy otłuczonych, które późniéj ztamtąd zabrano, i niewiedzieć gdzie się podziały. (Miechovitae Chronicon. Lib. II, c. 2. Ego, in puericia mea, vidi tria idola de praedictis in parte confracta, circa ambitum nonasterii Sanctae Trinitatis iacentia, Cracoviae. Jam dudum sublata).
P. Tadeusz Wolański mniema, że wielkie bałwany kamienne, które z domu Załuskich w Warszawie do niego przeszły, są właśnie wymienionemi przez Miechowitę. Nic jednak za ich autentycznością i starożytnością nie świadczy, i owszem wszystkie świeższego się być zdają wyrobu, a gdyby nawet ich pochodzenie dowiedzioném było, rzeźba i jéj cechy policzyć do starych pomników słowiańskich nie dozwala.
Do zniszczonych dziś bożyszcz, po których tylko ślad w tradycji pozostał, dołączyć należy także ogromny bałwan srébrny, który przy kopaniu rowów na fundament do cerkwi w Czerniechowie w r. 1701 odkryto. Hetman Mazeppa użył srébra z tego szacownego zabytku, na ulanie carskich drzwi do cerkwi.
W r. 1824 (Pamiętn. Towarz. Archeologicznego Petersb. T. III 79), w Tulskiéj gubernji, w Bohorodyckim powiecie, włościanin ze wsi Malewki, wyorał na swojéj roli miedziany bałwan z rożkami na głowie, ważący 24 funty. Z początku wziąwszy go za jakiegoś świętego, postawił w kącie z obrazami, ale przestrzeżony przez księdza zdjął, zawiózł do Bohorodycka i sprzedał kotlarzowi, który go stopił. Tyle tylko o nim wiemy.
W r. 1836 w Kostromskiéj gubernji, w Haliskim powiecie, włościanie z Turowska, poprawując groblę, na rzece Łykszynie 23 Marca, dobyli naczynie gliniane pełne sprzętów bronzowych, z których część ocalona, dostała się do wschodniego Muzeum Akademji Nauk. Pomiędzy sprzętami temi, były dwa bałwanki, dwie głowy żmij spojone, jaszczurka i różne ozdoby wisiadła. Opisu posążków nie mamy.
W r. 1842 dobyty został, jakim sposobem i w jakiém miejscu, brak nam dokładniejszéj wiadomości, — posążek kilko-calowy bronzowy, w dawnéj Scythji, w okolicach Wozneseńska, dziś będący własnością P. Szaffnagla w Berdyczowie.
Bronz ten odlewany, lutowany i nieco dłutem kończony, przedstawia, roboty barbarzyńskiéj i bardzo nieforemnéj, postać mężczyzny na koniu, którego przednie nogi po samą pierś odłamane zostały. Koń niezgrabny i ciężki, ma na łbie uzdę; pod jeźdźcem jest rodzaj łęku, siodła jakie widziemy i na malowaniach w katakumbie w Ponti-Kapei; ogon krótki w gałkę związany. Postać siedzącego na nim mężczyzny jeszcze niekształtniejsza od konia, z bardzo wydętą piersią i zbyt krótkiemi nóżkami, jedną ręką pozostałą, cieńką i patykowatą, utrzymuje cugle kręcone, druga na tył zdaje się zwrócona odłamaną została. Głowa tego bóstwa ma dwie twarze, z których jedna z brodą ku łbowi końskiemu, druga bez wąsów i brody na tył patrzy. Po nad niemi, na środku czaszki stérczy śpiczasto zakończony rodzaj hełmu, zapewne nakształt małego rogu. Obie twarze są płaskie i bez wielkiego charakteru, wyraz w nich jednak srogości przemaga. Broda przedniéj postaci śpiczasta, długa, dziwaczna; oczy rysami głębokiemi oznaczone i wydatne, nos podobny, ale stosunkowo płaski i długi; pomiędzy twarzami uszy wyraźne.
Figurka ta ze swym charakterem barbarzyńskim, nie może się bynajmniéj zaliczyć do bóstw naśladowanych od Greków, lub Rzymian, zdaje się czysto miejscową, a prawdopodobnie Słowiańską. Możnaby łatwo zastosować do niéj imię z mythologji Słowian, bo i Światowida ze swym koniem mocno się patrząc na nią przypomina; ale narzucać określeń naszych niechcemy.
Jako wyrób sztuki, liche to i pierwotne bardzo; konik nieco lepszy od człowieka, podobny do wyrabianych z ciasta i gliny, na dziecinne zabawki; samo bóstwo nadzwyczaj niezgrabne, przypomina rysunki na monetach barbarzyńskich spotykane. Pojęcia kształtów i proporcij ciała ludzkiego żadnego, wykonanie, o ile z kopji którą mamy przed sobą sądzić można, zaniedbane i niewprawne, całość zrobiona bez żadnego uczucia i smaku. Odlanie z bronzu téj figurki poczwarnéj nieforemnością swoją, tém większą ją jeszcze czyni zagadką.
Przed laty kilką w Zakroczymiu (na Mazowszu, już w XI wieku w aktach wspominaném), znaleziono w miasteczku samém posążek kilko-calowy z bronzu, którego kopją zawdzięczamy uczynności hr. Aleks. Przezdzieckiego. Jest to jedyny może tego rodzaju pomnik w Mazowieckiém odkryty; kształt jego dowodzi, że na tyce noszony być musiał, jako opiekuńcze jakieś bóstwo wojenne. Posążek ten wysokości około sześciu cali wyobraża uzbrojonego, (jak prawie wszystkie bóstwa Słowian zachodnich) mężczyznę. Głowę jego okrywa rodzaj hełmu, formy starożytnéj, z pod którego dokoła wygląda podkładka, czapka. Twarz z brodą i wąsami, sroga, głębokiemi rysami rylca oznaczona. Ręka prawa podniesiona do góry, jak do uderzenia albo cięcia, kończy się jak ręce wielu bronzów w Czechach znalezionych, płaską tabliczką wielokątną, przebitą na wylot, w któréj otworze osadzone być musiało godło jakieś lub narzędzie; lewa spuszczona ku pasowi, podobnie jak prawa zakończona, musiała też mieć tarczę, lub co podobnego. Na ramionach frędzlowata suknia wygląda z pod zbroi, która na piersiach i biodrach zupełnie jest gładka, bez oznaczenia spojeń i części, ale dobrze kształt ciała wykazuje. Poniżéj ku kolanom pasy ozdobne, poprzecznemi rysami poprzecinane, (tonnelet), zakończeniem sukni będące (subligar campestre), spadają. Na nogach, z których prawa na przód, jak do boju wysunięta, obuwie wysoko podchodzące, na kolanach kończy się ozdobą z twarzami ludzkiemi, grubemi rysami oznaczonemi. Całość ma proporcje dosyć dobre, postać charakterystyczną bojową, a mimo zaniedbanego wykonania i grubo użytego rylca, którym odlew ten z jednéj sztuki zrobiony wykończono, — widać w niéj styl i pewną artystyczną wprawę. Coby to bóstwo wyrażać miało, zawyrokować dziś trudno, zwłaszcza że wojownicze bogi Słowian zachodnich, były bardzo liczne; ale zdaje się być pewna, że choć w statuetce widoczny jest wpływ sztuki rzymskiéj, wyrób jéj krajowy, słowiański. Jest to zapewne naśladowanie lub kopja posążku Marsa rzymskiego zastosowana do Rugiewitha, lub Światowida. Że figurka ta, wiele ma w sobie rzymskiego, dowodzić niepotrzebujemy, ubiór jéj całkiem starożytny bije w oczy. Kask (assis, galea), wprawdzie nie ma formy pospolitéj, u Rzymian używanéj, i wielce się od niéj różni, przypominając raczéj Petasus, lub tessalski kapelusz, a najbardziéj hełmy greckie, ale reszta uzbrojenia czysto rzymska; a zakończenie ozdobne bótów (ocrea), już pierwsze wieki ery naszéj znamionuje. Wyglądająca z pod zbroi suknia pasami zakończona (Subligar, campestre), i obnażone ręce bardzo są zwyczajne. Kształt hełmu starożytny i niezwykły, obucie nóg obu, wszystko dowodzi, że postać ta oznaczać miała kogoś wyższego i nie prostego jakiegoś wojownika. Przedziurawienie znowu na wylot statuetki noszonéj na kiju, ręce z otworami jak w posążkach czeskich, czynią ją wyraźnie słowiańską.
Widziemy tu już widoczny bardzo wpływ rzymski na sztukę rodzimą słowiańską, o którym niżéj jeszcze obszerniéj powiemy, dowodząc jego ważności.
W posążku o którym mowa, chociaż niestarannie wykonanym, kształty i proporcje wcale są dobre, co więcéj jest pewien styl acz starty, wskazujący naśladowanie wzoru daleko lepszego. Proporcje głowy, rąk, nóg, a nadewszystko sam pień, piersi i biodra modelowane starannie i z uczuciem. Trochę nawet przesady widać w wytoczeniu kształtów od szyi do kolan i uwydatnieniu ich zbyteczném. Za to ręce same, których ruch jest naturalny i dobrze pojęty, jakkolwiek był trudnym, oznaczone mniéj dbale, płasko, słabo, a nogi równie niedokładnie wykonane, choć postawione bardzo dobrze. Jest tu, rzec można, przypomnienie pomysłu wybornego, wprawnego artysty, dokonane dłonią niewprawną i pośpieszną.
Z wielu względów statuetkę tę uważamy za pomnik bardzo ciekawy i starożytny; wskazuje nam ona, że Słowianie naśladowali wzory rzymskie, czego i inne mamy dowody, i że naśladowanie to nie było już w kolebce, wykonywało się z pewną wprawą techniczną i artystyczna.
W r. 1812 w Galicji około Trzciennicy, w obwodzie Jasielskim, odkryto także niewielkie kruszcowe bożyszcze pogańskie, od dwóch do trzech cali mające, dotąd nieopisane i nierysowane, o którém tylko wspomina Żegota Pauli.
Dość charakterystyczna jest figurka w okolicach Gopła na Kujawach odkopana, będąca własnością Generała Skórzewskiego w Czerniejewie. (Zobacz o niéj Wolański Briefe 1 Samml. 1846 Tab. III, f. 9). Jest to zdaje się bóstwo płci żeńskiéj z włosami z przodu i na wierzchu głowy, kręconemi jak peruka, a z tyłu w warkocz gruby zaplecionemi. Na niém suknia podpasana fałdzista do stóp spadająca, ręka jedna do piersi podniesiona, mogła trzymać jakieś godło, druga oparta na boku. Na wierzch narzucony rodzaj otworzystego płaszcza, który ramiona okrywa nie osłaniając pleców, gdyż z tyłu widać przepaskę, suknię dolną obejmującą. Figurka ta przysadzista, z głową trochę wielką, sztywna, nie bardzo źle wyrobiona, ma pewien wyraz powagi. Może to jeden z najautentyczniejszych pomników w zbiorze wydanym przez P. Wolańskiego, obfitującym w przedmioty najdziwniéj hypothetycznie tłumaczone. Wyrób nie jest już nieforemną próbą; widać w nim pewne misterstwo i wprawę robotnika, a, o ile z rysunku sądzić można, linje udatne i wykończenie dość staranne.
O bóstwach i zabytkach rzeźby, wykopanych w Meklemburgskiém w wiosce Prilwitz nad brzegami jeziora Tollensee, potrzebujących obszerniejszego zastanowienia i krytycznego rozbioru ich autentyczności, powiemy obszerniéj w następującym rozdziale.
Tu wspomnieć jeszcze wypada, na krańcu Pomorza, w grobowcu na Hagelsbergu pod Gdańskiem odkrytą w r. 1664, na pokrywie urny glinianéj, figurkę ulaną z bronzu (miedź i cyna), wystawującą płaczącą pannę znakomitego stanu (?). Posążku tego dwie odtrącone ręce wynalezione zostały, znacznie późniéj w r. 1757. Dokładniejszego opisu jego i rysunku nam braknie. Godna uwagi, że bliżéj Pomorza, o którego rzeźbie ś. Otto tak pochlebne zostawił świadectwa, znalazły się i popielnice z wizerunkami twarzy ludzkich i ta jedyna w swoim rodzaju pokrywa, ozdobiona posążkiem bronzowym.
Wyżéj wspomnieliśmy już o Światowidzie Bohodzkim i płaskorzeźbie w Altenkirchen. Bóstwo czterogłowe na gemmie wyryte, przy którém znajdujący się napis P. Wolański jako imie Światowida wyczytuje, nie zdaje się nam być Słowiańskiém.
Nie podobna też przyjąć za starożytne, dwóch obłamów płaskorzeźb z kościoła Gnieźnieńskiego, które z właściwą sobie lekkomyślnością p. Tad. Wolański za dzieło sztuki przedchrześcijańskiéj poczytuje; chociaż jak dowiódł D-r Ney, są to rzeźby figur z dawnego grobowca ś. Wojciecha (Wolański T. XVIII 8, 9. Przyjaciel Ludu R. X. 35, 273). Obłamy te są dziś wmurowane w ścianę kościoła; na jednym z nich widać w profilu postać nagą kobiéty, z włosami upuklowanemi, z szatą na ręku spiętą, która ku stopom jéj spada. Ręka oparta na ozdobnéj jakiejś podstawie, z któréj szczątku trudno osądzić do czego należała. Drugi kamień z płaskorzeźbą tejże wielkości, także postać kobiécą z oczyma zawiązanemi przedstawia, ręka podniesiona jakby do groźby, lub błogosławieństwa, szata zarzucona w zręcznych fałdach na rękę, a ta wspiera się na części ozdoby jakiejś niezrozumiałéj, obłamanéj. W obu płaskorzeźbach poniżéj ku kolanom, w tył nieco posunięte są kółka jakieś, części wozu, siedzenia, lub innéj większéj ornamentacji. Dość spójrzeć na te okruchy, na ich charakter widocznie późniejszy, by je raczéj za szczątki grobowca chrześcijańskiego, niż za pogańskie uznać wyroby. Omylić się nie podobna, chyba umyślnie.
Malowania także, które pan Wolański z obrazów w Kruszwicy wyczerpnął i za autentyczne przedstawienia bogów słowiańskich uważa, (T. XIX), noszą cechę przesadzonéj poczwarności i zbyt widocznie obmyślane są na postrach i obrzydzenie pogaństwa. Bije z nich jasno dziś jeszcze myśl odstręczenia od wiary bałwochwalców. Czynili i sami Słowianie bogi swoje straszliwemi, ale nie ohydnemi i poczwarnemi bez myśli. Obrazy z resztą z których czerpał P. Wolański, nie są tak stare, żeby cóś z podań zachwycić mogły.
W południowo-zachodniéj Słowiańszczyźnie, nie wiele także odkryto dotąd zabytków rzeźby autentycznie słowiańskiéj, a to co ztąd mamy, niezmiernie charakterem przypomina posążki polsko-litewskie. J. E. Vocel (Grundzüge der böhmischen Alterthumskunde Prag 1845, 6 — 7 sequ.), wspomina zabytki następujące, prawie wszystkie bronzowe.
Piérwszym jest Perun, według Wocela, figurynka stojąca, z ręką podniesioną do góry, zupełnie w ten sposób jak Perkun litewski będący własnością piszącego; druga ręka, tak samo w dół spuszczona, cóś utrzymywać musiała. Zakręcenie włosów na głowie, przypomina także naszego Perkuna; na biodrach pas wązki, a całe ciało osobliwie pierś i część nóg wyższa, niby włosem pokryta. Co do wyrazu, siedzący Perkun litewski ma więcéj powagi i siły, a rysunek i wyrób obu, niezmiernie się do siebie zbliżają. Bronzowy ten Perun znajduje się teraz w Muzeum Czeskiém.
Zupełnie do tego Peruna podobną i toż samo bóstwo przedstawującą, jest statuetka znaleziona w jeziorze klasztoru Himmelwitz w Górnym Szląsku, dziś we Wrocławiu zachowująca się. J. G. Büsching, który o niéj wydał rozprawę (Das Bild des Gottes Tyr, gefunden in Ober-Schlesien, Breslau 1819, 8), widział w niéj skandynawskiego Tyra i z tego powodu nastawał na objaśnienie mythologji słowiańskiéj Eddą i Sagami Skandynawów. O wpływie ich na słowiańską mythologją powiemy niżéj, ale nie widziemy słusznego powodu, by w posążku tym koniecznie Tyra upatrywać. Mała jest bardzo różnica rysunku Peruna Czeskiego od Tyra Büsching’a, odlew ostatniego, zdaje się być nieco lepszy. To co p. Wolański wziął za jakiś znak mythyczny i napis na piersiach, jest po prostu oznaczeniem samych piersi rylcem, jak zwykle robiono, wykończając tego rodzaju posążki. Wiele dobréj woli potrzeba było, by w tém napisu dopatrzeć. Jak Perkun nasz i Czeski, posążek ten, wiele ma wyrazu siły.
W Muzeum Pragskiem, znajduje się także posążek, zdający się wystawiać boga trzód Weles, Wołos, o którym wspomina Nestor. (Skoty i Boh, N. K. 26). Zdaje mi się, że z nazwaniem jego, musi mieć związek nazwisko choroby koni i bydła, którą lud w Rusi dotąd Wołosem, Włosem nazywa; jest to silne zapalenie trzewów. Wołos Czeski, ma postać ludzką, z głową psią, a może baranią, ale bez rogów; rękę jedną trzyma pod piersią, druga spuszczona była, ale od łokcia prawie jéj braknie. Bronz ten, o ile z rysunku u Wocela (T. II 2) sądzić można, wcale ma dobre proporcje.
Oprócz tych, są jeszcze w Muzeum Czeskiém bronzy, których znaczenie mythologiczne, nie zostało dotąd ściśléj określone. Starożytnicy Czescy mają je za postacie nieznajomego jakiegoś bóstwa, lub kapłanów pogańskich.
Pierwsza z nich (Vocel. Tab. II 3), wystawia figurkę stojącą w krótkiém ubraniu, pasem przewiązaném, z szerokiemi rękawami, z nich wychodziły ręce, od których sztyfty tylko pozostały. Głowa z brodą, pokryta nizką okrągłą czapką. Obie ręce wzniesione na linją ramion, jakby do błogosławieństwa. Do téj wielce podobna druga figurka, niezawodnie toż samo przedstawująca; znaleziona była w blizkości zamku Buchlau w Morawji. Ubrana również w odzież krótką, ale bez pasa; ręce tak samo wzniesione obie, zakończone niezgrabnemi kawalcami, na głowie rodzaj kaptura, obejmujący twarz dokoła i śpiczasto zakończony na piersiach, a nad czołem na nim trzy rożki maleńkie. Proporcje ogólne figurynki, lepsze może niż w poprzedzającéj.
Zbliża się do tych obu, wedle nas jak one błogosławieństwo udzielająca postać trzecia, tegoż znaczenia co piérwsza, znaleziona w Koniggrätz, a przechowywana w zaniku Dux, — w takiémże ubraniu i postawie. Twarz brodata, w czapce, na któréj trzy czuby, czy rożki. (Vocel. T. II, 4). Całkiem jeszcze podobny jeden bronz, rysowany w Sławiance Dobrowskiego, znaleziono w Szwajcarji.
Są to albo bóstwa domowe, których postać wskazuje, że dom i rodzinę błogosławiły, albo obrzędowe figurki, rozdawane przez kapłanów przy ofiarach z błogosławieństwem dla ludu. Ilość znalezionych dowodzi, że pospolitsze od innych być musiały.
Pan von Neuberg, posiada ciekawy odlew, który uczeni czescy uznali za wyobrażenie słowiańskiego Czernoboga. (Zobacz rozprawę w Czasopiśmie Czesk. Muzeum 1837 sw. 1). Na podstawie małéj stoi zwierz fantastyczny, nakształt lwa, z głową w uszy dziwnie z góry spuszczone ubraną, z ogonem podwiniętym między tylne nogi i wychodzącym z boku przy żebrach. Głowa spuszczona ma pewien wyraz ponuréj srogości, ruch zwierzęcia, które grozi napaścią, dobrze wydany. Czernobóg ten zbliża się do postaci u Masch’a (Tab. XVII), zrysowanéj z bóstw Prilwitzkich; wyrób w cale nie jest brzydki, ma nawet styl sobie właściwy i o wiele jest wyższy od wszystkich tego rodzaju z nad Tollensee.
Figurka bronzowa, będąca własnością p. Pachel (Vocel. Tab. II. 7), którąśmy umieścili przy błogosławiących, jest jednym z najpośledniejszych odlewów, jakie się na zachodzie Słowiańszczyzny znalazły; wszakże wyraz i myśl i w niéj dobitnie wyrażone. Chociaż ręce, głowa i reszta ciała, niezgrabnie draperją obwinięta, ledwie są ogólnie oznaczone, poznać można, że to cóś z rodzaju bałwanków błogosławiących, jakicheśmy wyżéj trzy już wspomnieli. Strój, którego się tylko domyślać potrzeba, pokrywa nogi do stóp prawie i to różni statuetkę tę od poprzedzających, kuso ubranych; draperja zdaje się być rodzajem płaszcza starożytnego, togi. Ręce podniesione jak do błogosławieństwa, głowa nie okryta.
Zastanawiającą jest także figurka bronzowa, którą starożytnicy czescy, mają za pogańskiego kapłana, będąca własnością p. Neuberg. (Vocel, T. II, 8).
Niewiemy pochodzenia tego zabytku, ale uderza szczególniéj to, że strój zupełnie taki, jaki w XIV, XV do XVI wieku, właściwy był błaznom dworskim; być bardzo może, że ich na pośmiewisko bałwochwalstwa w szaty kapłanów pogańskich odziano i że się strój ten tradycjonalnie przechował. Jest to postać stojąca, nogi nagie, czy obcisłemi okryte spodniami, na nich suknia bardzo krótka, rozcięta z boku nieco, a na wierzch wdziany rodzaj kaptura obejmującego twarz, spadający na piersi, na rękach kończący się długiemi śpiczastemi, do kolan spadającemi rękawami. Nad czołem jeden rożek. Ręce obie pod piersiami złożone, a na lewéj jakieś naczynie, cóś niewyraźnie oznaczonego. Głowa bez brody i wąsów, trochę na bok pochylona, ma wyraz boleści, czy szyderstwa, rysy mocno oznaczone, na których widocznie charakter jakiś usiłował wydać artysta. Nie jest to już bałwanek naśladujący kształt ludzki, ale statuetka pełna myśli. Jako utwór sztuki, wyższą ona jest daleko od poprzedzających, tak, że nie bardzośmy pewni, czy ją do starożytnych Słowiańskich zaliczyć można.
Jedną z najciekawszych rzeźb Słowiańskich autentycznych, jest misa bronzowa, w swoim rodzaju unikat, odkopana przed kilką laty u Wyszehradu w Czechach, w przysklepionym murów szczątku. Na jéj dnie wewnętrzném znajduje się w płaskorzeźbie, wyobrażenie niewiasty siedzącéj, u dołu okrytéj bogatą fałdzistą szatą, na głowie rodzaj djademu mającéj. W jednéj ręce trzyma ona gałązkę z dwóma pięciolistnemi kwiatami; w drugiéj zdaje się okrągły wieniec. W rękopismie z XII wieku znanym pod nazwiskiem Mater Verborum, na tytule znajduje się zupełnie podobne wyobrażenie, z takiemiż samemi godłami i podpisem: Estas-Siwa, a w glossach słównika stoi: — Siwa, dea frumenti. Jest to więc najprawdziwsze upostaciowanie Cerery Słowiańskiéj, bóstwa Siwa, Żywa, Żywie, natury, ziemi, żywota; którego związek z indyjskiém Schiwa, Dobrowski już wskazywał. (Vocel dla wykazania związku mythologji Słowian z indyjską, radzi porównać rysunki rękopismu Mater Verborum, z przedstawieniami bóstw indyjskich w The history and doctrine of Buddhism, illustrated by Edw. Upham. London. 1829).
Trudno się spuścić całkowicie na rysunek maleńki bronzowéj owéj misy, w dziełku pana Vocel (Tab. III, 2), ale widać przecie z niego, że Żywa dosyć jest kunsztownie wyrobioną, a pomysł ogólny postaci, wiele ma bardzo wdzięku. Przebija się w nim cóś indyjskiego zarazem, ale ukształconego na sposób zachodni.
Do pierwszorzędnych także zabytków rzeźby z epoki przedchrześcijańskiéj, należy wykopany w Wielkiéj-Polsce w r. 1852. (d. 9 Kwietnia), we wsi Kruchowie pod Trzemesznem, między Gnieznem a Kruszwicą, tak zwany Lewek. Rysunek jego i opis dała Bibljoteka Warszawska (1852 r. Czerwiec, 519 str.).
Bronz ten znaleziony został w grobowcu, w którym znacznie późniéj ukryto widać pieniądze, z myślą zapewne, że je najlepiéj grób stary przechować potrafi.
Grobowiec ten Kruchowski, jak i Lewek w nim zdobyty, należy niechybnie do drugiéj epoki rozwoju sztuki Słowiańskiéj, do chwili rozkwitnienia jéj pod wpływem greko-rzymskim.
Lewek ten bronzowy znalazł się na zgliszczu ubitém w miejscu pogrzebowéj ofiary pogańskiéj, wraz z węglami, popiołem i gwoździami metallowemi. Obok, z tejże zapewne epoki, odkryto grobowiec stosem kamieni (cecha tego okresu) przywalony, w głębokości dziewięciu stóp, sklepienie z gliny ubite i wypalone, otoczone dokoła warstwą głazów polnych, dziewięć stóp szeroką, tegoż rozmiaru, co warstwa górna grób pokrywająca. Po otwarciu zasklepienia, ukazały się wewnątrz framużki sklepione także, a w każdéj z nich na boku leżąca urna. W przedziale ostatnim, była największa nakryta bronzową pokrywą, ośm cali średnicy mająca. W popiołach urnę wypełniających, znalazła się część metalowego ostrza dzidy. Jedna z popielnic odznaczała się szklistą w środku poléwą.
Lewek, o którym mowa, rodzaj Infundibulum, to jest misternéj naléwki, nacechowany wybitnie wpływem greko-rzymskiéj sztuki, służył widocznie do przechowywania napoju, do wylewania go przy libacjach, przy ucztach, przy obrzędach stypy. Opis jego następujący: »Lewek ten jest odlany, z jednego rzutu z bronzu, wewnątrz pusty, z otworem na łbie czworograniastym, zamkniętym klapką na zawiasie. Łeb podobny do psiego, uszy krótkie jak u kota, na szyi dostatnia grzywa, niby lwia, w porządne ułożona pukle, ogon lwi podkręcony z tyłu w dół między nogi, zakończony kutasem włosów. Trzy nogi pozostałe, każda z inną racicą, jedna tylko zakrawa na końską (?), druga z przodu podobna do nogi słonia (?), trzecia bycza, bydlęca. Przednia zgięta trochę, jakby oznaczyć chciano, że zwierzę było w ruchu; ostatnia czwarta stopiona zupełnie, pozostał z niéj tylko kruszcowy zléwek. U góry od łba i klapki na nim, do ogona, rękojeść naczynia, wygięta nakształt jaszczurki. Przednie jéj łapy oparte o łeb zwierzęcia, tylne, któremi dotykała grzbietu zniszczone, ślad tylko ich pozostał. W pysku lwa znajduje się rurka do wylewania, (jak na łbie klapka i otwór do wlewania płynu). Bronz ten ma długości cali jedenaście, wysokości do końca łba cali dziesięć; waży funtow sześć bez kilku łotów«.
Ukazanie się lewka Kruchowskiego, zbudziło starożytników naszych, z których kilku zastanawiało się nad nim, różnie sobie to naczynie tłumacząc, nieszczęściem to co na wyjaśnienie zabytku tego najwięcéj wpływać mogło, znajomość podobnych pomników w Słowiańszczyznie dobytych — całkiem im była obcą. Tymczasem Infundibula tego rodzaju, od najodleglejszéj starożytności, aż do najbliższych nam czasów, nie przestawały być w użyciu; a u starożytnych szczególnie do nalewania lamp i libacij służyły. Robiono je z bronzu i z gliny; w Muzeum Odeskiém, znamy Infundibulum takie, pochodzące ze zbioru Blarenberga, w kształcie barana, z otworem na głowie, rurką w pysku i rączką jak u naszego lewka. Obok niego jako najświeższą nalewkę podobną, wspomnieć możemy naczynie wzmiankowane w rachunkach Władysława Jagiełły, odkrytych przez hr. A. Przeździeckiego, o którém powiedziano, że zrobione było z miedzi, w kształcie konika i służyło do umywania królowi. W Czechach jak powiemy niżéj, nalewek w kształcie różnych fantastycznych zwierząt odkryto kilka, zupełnie do lewka Kruchowskiego podobnych, a szczęśliwy traf dał nam oglądać przepysznie wykonane i zachowane tego rodzaju naczynie, będące własnością Radzcy Stanu Bielenieyn’a w Żytomierzu. Ciekawy ten zabytek, wybornie i bez najmniejszego uszkodzenia zakonserwowany, mając w ręku, mogliśmy jak najdokładniej rozpatrzeć. Większym się on być zdaje, od wszystkich znanych dotąd naczyń podobnych, miara bowiem wysokości u łba do klapki, wynosi 30 centimetrów, 5 millimetrów; długość od piersi wzięta do ogona 29 centimetrów, a szerokość z przodu centimetrów 11. Cały odlew waży funtów 18 i ćwierć, a trzyma w sobie trzy kwarty płynu. Kształt i rysunek, nadzwyczaj są podobne do Kruchowskiego lewka, tak dalece, że i jaszczurka na grzbiecie i pysk z rurką, są też same, nogi tylko wszystkie jednakowe, prawa od tyłu przypadkowo lub umyślnie jest zagięta tak, że naczynie na trzech tylko stoi. Zachowały się nawet dwa kółka, połączone rodzajem zawiaski, szyję jaszczurki opasujące, które służyć mogły do zawieszania naczynia w świątyni, czy w domu.
Na piersiach lwa, jest gładka tarcza, kształtu pospolitych herbowych, ukośnie leżąca, bez żadnego napisu i rysunku. Widoczném jest, że odlew dokonany został nie jednym rzutem, ale oddzielnie dwóch połowic, które późniéj środkiem spojono. Bronz żółtawego koloru, pokryty lekką patyną, (aerugo nobilis) bardzo piękną, nie nosi najmniejszych śladów zardzewienia. Rysunek ten fantastycznego zwierzęcia, z głową olbrzymią i paszczą otwartą, wśród któréj zębów umieszczono rurkę, z nogami gryfa raczéj, niż lwa, w ogóle wyborny i śmiały, uczepienie jaszczurki na grzbiecie, pełne smaku, wykonanie staranne i piękne. Grzywa, dokoła łba i na piersi rozrzucona, w trójkątnych puklach jednostajnych, rylcem w regularne rysy, włosy niby przedstawujące, poprzedzielanych. Ten sposób robienia włosów znajdujemy na wszystkich starych naszych bronzach, rylcem wykończanych, w lwie Kruchowskim, w Perunie Czeskim i Litewskim, w Czernobogu Prilwickim.
Ogół utworu o którym mowa, tak piękny jest mimo swéj dziwaczności, zwłaszcza widziany z profilu, że go już przypisać trudno zbyt odległéj epoce; a zdaje się, że nalewka ta świeższą jest od innych, co tarcza herbowna, do XV wieku może odnosząca ją, potwierdzać się zdaje.
Nie ma jednak najmniejszéj wątpliwości, że tego rodzaju dzbany, nalewki (infundibula), które późniéj w pospolitsze przeszły użycie i służyły za kubki do umywania, początkowo używane być musiały do obrzędów pogańskich i zawieszane były w świątyniach; zkąd je do pogrzebów naprzykład wynoszono, zostawując na stosach możniejszych nieboszczyków. Mniejsze w tym rodzaju naczynia, były nalewkami do lamp, większe dzbanami do piwa, do libacij i t. p.
Szczególniéj uwagę zwraca kształt ich i postacie zwierząt fantastycznych jakie przybierały, które że miały związek z mythologją Słowiańską, dowodem być może porównanie nalewek tego rodzaju czeskich z rysunkami potworów, jakie się znajdują obok bogini Siwa, w rękopismie czeskim XII wieku pod tytułem Mater Verborum.
Nalewki w rodzaju lewka Kruchowskiego, których z nim dotąd nieporównywano, znalazły się w różnych wykopaliskach czeskich, rysowane są i opisane w starożytnościach Wocela; jedną także wykopaną między Hallą a Lipskiem w wiosce Alt-Scherbitz (zobacz Kruse Deutsche Alterthümer 1825 1 Band. IV Heft), Czescy i Niemieccy uczeni poczytują za naczynie służące do przechowywania oleju (Oelgefässe).
Najpodobniejszy do naszego lewka Kruchowskiego (Vocel Tab. II, f. 11), znaleziony został pod Kösir blizko Pragi i przechowuje się w Czeskiém Muzeum; różni się tylko tém od naszego, że wyrób mniéj jest kształtny i piękny. Zresztą taż postać, taż rurka w pysku lwim, ten sam układ grzywy, ogon acz nie ma wyraźnego kształtu jaszczurki, wygięty jest tymże sposobem i do klapki na łbie dochodzi, służąc za rękojeść do podnoszenia. Nogi wszystkie są jednakowe: oba naczynia miały widocznie jedną myśl i przeznaczenie.
Przypomina też bardzo lewka inny dzban w kształcie konika, będący własnością pana Neuberg. Naczynie to przedstawia konia z uzdeczką na głowie punktami ozdobną, w rzędzie również punktowanym, po dwa razy nad kolanem i na biodrze przepasującym nogi. Jedna z nich przednia jest złamana; rurka zamiast w pysku, znajduje się na czole, a klapka z przeciwnéj strony głowy; rękojeść wygięta od grzbietu przeskakuje do karku, ale oprócz niéj jest zwiesisty ogon.
Konik ten bardzo dobrych proporcij, zdaje się być czysto-Słowiańskim utworem, może mniéj naśladownictwa od lwów mającym w sobie.
Ostatnie, największe i najpiękniéj wyrobione naczynie tegoż rodzaju, wykopane zostało pod Königgrätz i zachowuje się w Muzeum Czeskiém. Jest to stojący Gryf, bardzo misternie wykonany i przewybornego rysunku i kompozycji. Głowa jego z dziobem ptasim z przodu, z przeciwnéj strony ma twarz ludzką, ku ogonowi zwróconą, po bokach miasto uszów, są fantastycznie uczepione maseczki ludzkie. Na tylnych nogach od ogonka, zakończonego główką ludzką, wznosi się rękojeść do łba jak zawsze idąca, ale ta składa się z figurki człowieka spiętego na nogi, w kapturku na głowie, z naczyniem w ręku, z którego leje się niby płyn, w otwarte usta twarzy na karku umieszczonéj, o któréj wprzód wspomnieliśmy. Całe zwierzę podzielone na regularne pasy poprzeczne, któremi i nogi są pokreślone w równych odstępach i grzbiet i piersi. Całość téj fantastycznéj kompozycji, pełnéj ozdób, a linij nadzwyczaj zręcznych i szczęśliwie ułożonych, najlepszemu kunsztmistrzowi wstyduby nie zrobiła i z podziwieniem poglądamy na nią, zmuszeni będąc wyrób ten uznać starosłowiańskim. Motyw i jego wykonanie, styl roboty niezmiernie na uwagę zasługują i dają wysokie pojęcie o stanie sztuki, która cóś podobnego wydać mogła. (Vocel, T. II, 9).
Do naczyń fantastycznych, należy także acz nieco odmienna od poprzedzających, przez Czechów zwana puszką na kadzidło, kadzielnicą, — nalewka p. Neuberg. (Vocel. T. II, 12). Jest to naczynie bronzowe, wystawujące zwierzę dziwacznego kształtu, na czterech grubych nogach niby słonia oparte. Głowa wprost osadzona na tułowie, ogromna, stanowi pokrywę. Pysk roztwarty szeroko, z zębami nasrożonemi, z oczyma zagniewanemi na wierzchu i dwóma prostemi na łbie rogami, stanowi całość i straszną i komiczną. Kadłub, piersi i nogi, ozdobione są kręgami, zwojami i linjami, bardzo zręcznie użytemi. Na piersi wśród ornamentacij główeczka ludzka.
Znalezienie na ziemiach Słowiańskich, naczyń zupełnie podobnych do lewka Kruchowskiego, którego jeden egzemplarz w Wielkiéj-Polsce, drugi z Litwy przywieziony znamy, inny w Czechach odkryto, jest dowodem, że naczynia tego rodzaju do obrzędów pogańskich pospolicie używanemi być musiały. Wyrabiano w ten sposób infundibula do lamp, dzbany do libacij i rozdawania napojów przy stypach. Nie zapieramy, że w nich wpływ rzymskich infundibulów widoczny, że lwy podobne nawet znajdą się między bronzami rzymskiemi ostatniéj epoki, ale niemniéj są to wyroby zesłowiańszczone, które myśl nasza przetworzyła na narodową własność. Lew, koń, gryf, troje zwierząt symbolicznych, stanowią tu motyw główny, a lew szczególniéj się powtarza, jako uosobienie Czernoboga, bóstwa śmierci, jako godło Flinsa, boga umarłych. Koń jest czysto Słowiańskim pomysłem; gryf zwierzęciem bajeczném, o którém podania krążyły wszędzie i do nas przeszły ze wschodu.
Wykonanie artystyczne tych zwierząt fantazyjnych, przewyższa o wiele znane nam przez Słowian robione figurki ludzi; w lewku Kruchowskim, w gryfonie z pod Königgrätz, kształty, linje, ogół kompozycji, harmonja jéj przewybornie pojęta, a odlew zręczny, wprawny i technikę wykształconą znamionujący. Jaszczurka wsparta ogonem na grzbiecie, a łapami na łbie lwa, którego kąsa, w którego się wpiła, jest prześliczną rękojeścią; w gryfie użyta figurka z naczyniem, jeszcze lepszego dowodzi artysty, nadzwyczaj śmiała jak na pomysł, pełna ruchu i nie małéj w wykonaniu trudności.
Patrząc na te postacie, dziś dla nas nieme i milczące, mimowolnie na pamięć przychodzą stare Słowian baje o zwierzętach i potworach niebywałych, których żywém wcieleniem zdają się być te szacowne bronzy. Klechdy słowiańskie są właśnie jak te naczynia — tu i tam widziemy ślad wpływu obcego, tchnienie ducha ludzkości całéj, do któréj ogromu należało plemię słowiańskie, czynny bierze udział przed wieki, w wielkich jéj ruchach wojennych, napadach, bojach, walkach i wędrówkach — ale tu i tam, na tle wspólném niemal wszystkim narodom, spadkobiercom jednéj kolebki, uwydatnia się cóś nam właściwego, naszego już. Potwory te myśmy stworzyli, jak klechdy, których pierwiastki przygnały wiatry, od wschodu i północy, ale je myśl słowiańska, w jeden użytek skleiła.
Po tych wyrobach, potrzebujemy jeszcze wspomnieć znalezione na ziemi Słowiańskiéj rzeźby, w których, albo wpływ greko-rzymskiéj sztuki góruje, lub je nawet całkowicie artystom Grecji i Rzymu przyznać należy. Już w wymienionych wyżéj, widać wpływu tego skutki, o których obszerniéj jeszcze powiemy; następujące zaś zabytki, całkiem się być zdają zapożyczane od Rzymian i Greków.
Taką jest naprzykład figurynka, znaleziona pod Koltzen w Inflantach, któréj rysunek daje Dr. Kruse (Necrolivonica Tab. XXI, 1, 2), z dawnego bronzu ulana i z saméj kompozycji kruszcu, okazująca się grecką. Wystawia ona mężczyznę stojącego nagiego całkiem, w ruchu, z nogą podjętą, jakby do chodu; w ręce lewéj postać ta musiała trzymać jakieś godło, w prawéj także pozostało kółko wskazujące, że i w niéj braknie jakiegoś przedmiotu. Figura niczém się nie charakteryzuje, twarz bez wąsów i brody, włos na głowie krótki, ciało budowy silnéj i dobrych proporcij. Dr. Kruse uznaje ją za bronz grecki.
Tu należy ułamek statuetki bez rąk, znajdujący się dziś w Muzeum w Mitawie, także grecki, wystawujacy popiersie kobiéty, z włosami trefionemi dokoła twarzy, wcale pięknego wyrobu. Zdaje się, że należał do jakiegoś sprzętu i był częścią ornamentacji.
Nie mniéj wspomnieć potrzeba, znaleziony na Ukrainie jedyny dotąd zabytek rzeźby greckiéj, we wsi Osocie, w powiecie Czehryńskim, którego rysunek daje Fundukléj i Grabowski (Ukraina, Tab. XIII, a. b). Jest to maleńki bronz rodzaj priapka, dość dobrych proporcij, naga figurka mężczyzny, a raczéj jak głowy wielkość wskazuje dziecięcia, z wyraźnym fallusem. Obie ręce ma przytulone do boków, nogi nieco rozstawione w spoczynku; żadnych z resztą draperij i akcessorjów. Statuetka ta stała na kółku, bardzo pięknie przyozdobioném, okrytém zręcznie rzucanemi po bokach perłami, po trzy skupianemi i podwójnemi oliwkami; w ornamentacji téj wiele bardzo smaku.
Może skutkiem rdzy i zepsucia, posążek na rysunku u P. Fundukleja (Obozrenje T. XIII), wcale nie jest zgrabny, a w twarzy ma cóś małpiego; proporcje tylko i kółko służące mu za podstawę, wskazują wyrób grecki.
Wspomnim nakoniec jeszcze prześliczny posążek, znaleziony w Szlasku pod Masłowem, którego rysunek podały roczniki towarzystwa Przyjaciół Nauk, (z nich u P. Sobieszczańskiego T. I, 27). Wystawia on mężczyznę młodego, rodzaj genjusza, stojącego na podstawie, mającéj formę rogów, obnażonego całkiem, z małemi skrzydłami na barkach, który w obu wyciągniętych rękach, trzyma głowę trupią. Odlew ten jak go widziemy na rysunku, bardzo zdaje się być piękny i z wielkim wykonany stylem, tak, że go Słowianom przyznać trudno. Szczególniéj ciało młodzieńca tak jest przedziwnie wystudjowane, ruch jego tak naturalny i łatwy, postawa tak zręczna, że zdradza artystę nie pierwotnego, ale na licznych już wykształconego wzorach.
Rysunek znamionuje epokę kunsztu rozwiniętego w kwiecie i sile, do jakiéj sztuka Słowian dójść nie miała czasu. Myśl zarazem zdaje się być słowiańską — genjusz stoi na rogach, które były godłem świątyń, ich główną ozdobą, symbolem bóstw ogólnym; na nich spoczywały budowy bałwochwalni, niemi okrywano ołtarze; wiemy zkądinąd, że na cześć bogów śmierci, Słowianie chowali w domach głowy trupie, że godłem ich była czaszka, a w innych grobach słowiańskich, trafiały się także kamienne trupie główki. Dziwnie wiec posążek ten przypada do myśli słowiańskiéj, i pozostaje nierozwikłana zagadką.
Uczynim tu uwagę, że w ogólności małe bronzy słowiańskie, dotąd znajdowane, kunsztem i wyrobem o wiele przewyższają szerszych rozmiarów szczątki krajowéj rzeźby; a świadectwo Ś. Ottona potwierdza jeszcze to wymównie, gdyż porównane z Thietmara i Helmolda opisem olbrzymich bałwanów, drobnym utworom daje pierwszeństwo.[15].
Oto więc, wyjąwszy bóstwa Prilwitzkie, o których niżéj powiemy osobno, wszystko niemal, co nam jest dotąd znajome. Nie wiele posiadamy autentycznych wyrobów rzeźby słowiańskiéj — niedokładne jéj opisy, przerobione z nich późniéj fantazyjne rysunki, któreśmy odrzucić musieli, z reszta okruchy, obłamy, drobne szczątki; zabytki epok i miejscowości różnych, oto co nam dziś pozostało z nieznanego sztuki świata. Reszta spalona, porąbana, stopiona, zakopana, na wieki dla dziejów przepadła.
Nie wiem, czy zwyczaj topienia bałwana, w Białą niedzielę w wielkim poście, który się do czasów Bielskiego utrzymał, można tłumaczyć pamiątką zniszczenia bóstw przy nawróceniu, wszakże tak go w początku wykładano. Utrzymywano, że kto biegąc do jeziora, lub wracając upadł przy tym obrzędzie, tego roku miał umrzeć. — To pewna, że topienie i palenie słowiańskich bóstw, wskazuje nam, z czego były robione, i dla czego tak mała ich liczba do nas doszła.
Niektóre z nich, jak Swiatowid Bohodzki, kamienne, obrąbawszy zatapiano w stawach i jeziorach, o czem wyraźne są wzmianki u kronikarzy; większą daleko liczbę rąbano i palono, były bowiem z drzewa wyciosane, a ozdobne rozmaitemi kruszcowemi dodatkami. Drobnych kruszcowych odlewów, już miejscowych, już przywożonych od obcych ocalało najwięcéj, ale pomiędzy temi, jak z ogółu wnosić można, przeważały greko-rzymskie bronzy, łatwo do mythologji Słowian zastosować się dające. Te były pierwszemi wzorami sztuki, jakie do Słowiańszczyzny weszły, i na nich krajowi kształcili się artyści; naśladowano ich formy, uczono się a raczéj zgadywano technikę, którą wkrótce przejąć umiano.
Nie mówiliśmy tu nic jeszcze, pisząc o zabytkach rzeźby słowiańskich, o ciekawym kamieniu rzeźbionym, znalezionym w Lublinie, którego rysunek wydał p. K. Stronczyński (Pierre trouvée en 1847. dans la ville de Lubli. Royaume de Pologne. K. Stronczyński des. impr. I. V. Fleck. 4°). Zabytek ten dotąd niewytłumaczony, zdaje się nam, jak wiele innych tego rodzaju, obcego wyrobu i gościem tylko na naszéj ziemi. Kamyk to nie wielki, kształtu jajowatego spłaszczonego, ma na sobie z jednéj strony pięć popiersi, jedno za drugie zachodzących, w stroju jak się zdaje starożytnym; z drugiéj strony napis nieodczytany, głoskami do staro-greckich podobnemi. Charakter ogólny tego wyrobu, zupełnie greko-rzymski, a raczéj grecki; szkoda, że brak źródeł niedozwala nam się przekonać, czy podobnych rzeźb więcéj nie znaleziono gdzie indziéj. Zkądinąd widać znowu, że utwor ten należy do ostatniéj epoki upadku i zepsucia stylu, co zarówno twarze, jak układ draperyj okazuje. Suknie piérwszych trzech postaci, widocznie, starożytnego kroju.
Na odwrotnéj stronie znajduje się następujący nieodczytany napis:

CΥΚΛΚΠ ΔΓΟΗΕΛ ΥΝΑCΥΤ


Że kamienie podobne kształtów jajowatych, z rzeźbami płasko na nich wyrzynanemi, wyrażającemi bóstwa jakieś domowe, w Słowiańszczyźnie używanemi były, dowodem jest drugi kamień tegoż kształtu, który po zacnym Łuk. Gołębiowskim, świeżo zgasły syn jego Seweryn Gołębiowski, oddał do zbiorku mojego.
Kamień ten znaleziony także w Polsce, jest jajowaty, nieco spłaszczony, a u dołu spiłowany tak, aby mógł stanąć; wielkości zwykłego jaja gęsiego, z boków ściśnięty, czysto obrobiony, barwy żółto brunatnéj; na powierzchni jego wyryta jest nieco wypuklejsza postać na dnie ciemném wychodząca jasno, przedstawująca bóstwo jakieś indo-słowiańskie. Tło jest ciemno brunatne, figurka żółto cielistego koloru. Wystawia ona młodego mężczyznę w bardzo wysokiéj czapce śpiczastéj (mitrze), z dobrze oznaczonemi, ale nie przesadzonéj wielkości uszami; pod brzuchem podwójna przepaska ciemna; nogi obie w górę zadarte i ujęte rękami, podnoszą się aż ku głowie. Twarz bez brody, włosy podgarnięte pod czapkę; kamień zdaje się farbowany i na ustach są ślady czerwoności. Cała postać mało co bardzo wystająca, głębokim rysem obwiedziona w koło; rysunek acz ogólny, nie jest bez pewnych proporcji, zwłaszcza twarz i nogi...
Trudno odgadnąć coby figura oznaczała. W Mythologji indyjskiéj jaje oznaczało Brahmę, zaród stworzenia w Stworzycielu; a ze wschodu zapewne przeszedł do Europy zwyczaj jaj kraszonych, szczególniéj upowszechniony w Słowiańszczyźnie, który dziś zszedł się ze Świętem wielkanocném, ale z niém żadnego niema związku. Hammer (Wienische Jahrbücher III. — 153.), powiada, że kraszankami czerwonemi, których kolor symbolizował blask słoneczny, obdzielano się w czasie święta wiosny (Nuruz) w Iranie. — Być więc może, iż jaja z wizerunkami bóstw, miały związek u Słowian, z obchodzoném świętem wiosny, które około marca-kwietnia, jak dziś Wielkanoc przypadało.
Rzecz ta jednak, dalszych potrzebuje badań.




XXII. RUNY.
Pismo u Słowian i ludów sąsiednich.

Przedmiot ten zupełnie obcy badaniom naszym, dla ocenienia autentyczności bóstw Prilwitzkich, o których obszerniéj powiedzieć mamy, obejrzeć stało się koniecznością.
A że o runach słowiańskich bez znajomości ogólnéj tego pisma historji, nic stanowczego wyrzec nie można; musiemy więc rzucić okiem na Runy u Skandynawów i w innych krajach sąsiednich; i zdaje się nam, że czytelnik tego dodatku za złe piszącemu mieć nie powinien, gdyż w ogóle o tym przedmiocie małe tylko i urywkowe mamy wiadomostki.
Liczne są bardzo świadectwa i dowody na poparcie domysłu, gdyż dotąd domysłem to jeszcze zwać musiemy — że Słowianie pismo znali, mieli właściwe sobie głoski, i posługiwali się niemi, jak inne ludy. Najpospolitszém mniemaniem jest, że Słowianie używali alfabetu runicznego, i wykształconego nieco od znanych odmiennie; ale nim świadectwa na poparcie zdania tego rozpatrzym, musiemy w ogóle o runach się rozszerzyć, opierając się na pracy od Grimm’a późniejszéj p. Gust. Thorm. Legis (pomieszczonéj w jego Fundgruben des Alten Nordens. Leipz. 1829. Die Runen und ihre Denkmäler.). Z tego głównie czerpiąc źródła zostawujemy sobie swobodę własnego poglądu na przedmiot i ocenienia materjałów lub dopełnienia ich wedle myśli naszéj.
Alfabet runiczny prostotą swoją do pierwiastkowych epok odnosić się zdaje, i wielkie ma podobieństwo do pisma narodów starożytnych; szczególniéj uderza zbliżenie jego do Fenickiego i etruskiego alfabetu. Pierwszy z nich nawet najprawdopodobniéj zdaje się być źródłem Run północnych. — O pochodzeniu ich pisało wielu, a Olaus Magnus, Rudbeck, Bureus, Verelius, przypisywali wprost wynalazek ich Skandynawom; Lazius i Worm, wywodzili je z głosek hebrajskich; Benzelius, Wise, od greckich; Celsius, Leibnitz, Gibbon, mieli za popsuty alfabet rzymski; Astle i Liljengren, za zmodyfikowany gotycki; La Croze i Murray za anglosaksoński zmieniony; Bartholin, Suhm, Burmann, mieni je za przyniesione przez Odyna do Skandynawji; Ihre przypisuje Allemanom. i. t. p. — Niektórzy czynią je jak świat staremi, drudzy w kilka wieków po Chrystusie początek im naznaczają. Rozmaitość zdań największa, któréj przyczyną różność źródeł, jakiemi się posługiwali piszący, sposób zapatrywania się na przedmiot, wiek wreście w jakim żyli, i którego błędy podzielali.
Legis ma Runy za starożytne pismo północne, nie utworzone tu, ale przyniesione raczéj, na jakie 1500 lat przed Chrystusem, za czasów Kadmusowych, i to nie przez kogo innego, tylko przez Fenicjan; co z resztą i kształt głosek prawdopodobném czyni i uboczne podtrzymują dowody.
Pierwiastek, etymon nazwania Run, znajduje się w językach północnych, rozmaicie przeistoczony, ale pierwotnego znaczenia jego w językach, ze starofenickim najbliżéj spokrewionych szukać potrzeba, bo Runy nazwanie swoje przynieść z sobą musiały. Fenicki zaś język wedle Reinegg’a, był gałęzią arabskiego, i w arabskim, wyraz Runah, Runeh (رونة) i Alruni (الروني) oznacza dotąd toż samo prawie, co u Skandynawów, to jest, pierwotnie czarnoksięstwo, czary, czarownicę. Nie będziemy tu przywodzić przykładów rozmaitych znaczeń wyrazu run, runa — w językach iślandskim, staroszwedzkim, anglosaksońskim, gothyckim i. t. p. znajdą je ciekawi u P. Legis. W późniejszych czasach runa oznaczała już tylko szept, mruczenie, cichą mowę, to jest, sposób w jaki mówiono rzucając zaklęcia, następnie samą już mowę. Ztąd widać, że pierwiastkowo wyraz Runa, nie odnosił się do pisma, ale do słowa szczególniéj, chociaż mógł stosować się do obojga. — Runa więc znaczyła czary, — szepty, mowę, sąd, wyrok, opowiadanie, powieść. Tu należy porównać z Iślandskim rista, rita: Anglosaksońskie writan; angielskie to write, i słowiańskie wyryć, wyriti, doskonale z niemi zgodne, a świadczące że Słowianie razem z innemi narodami pisma się wyryć uczyli. Sama natura, fizjognomja głosek runicznych, uczy i dowodzi, że alfabet ten zrazu nie był pisany, ale ryty.
Przynieśli go na na północ w wycieczkach swoich Fenicjanie, a że kapłani używali zrazu pisma do czarów i obrzędów, chowając jako tajemnicę, ztąd czarodziejskie słowa znaczenie; następnie pismo stało się własnością powszechną, mową, powieścią.
Zdaje się, że użycie pierwotne Run ograniczało się wyrzynaniem ich na deskach, lub układaniem z lasek i patyków, z których głoski te łatwo ukształcić się dają. Wspomnim tu, że i laski u Słowian, przez które stąpając wróżył koń Swiatowida, niczém inném zapewne nie były, jeno takiemi Runami kładzionemi, a kapłani z kształtów, jakie im przejście konia nadało, przyszłość wróżyli ludowi. Następnie pisano na tych laskach, na sztabach narzynając, jak u nas do dziś dnia nacinają na karbach, które są może zabytkiem odwiecznego zwyczaju.
Laski runiczne z różnego rodzaju drzewa wyrabiane, czworokątne, sześciokątne, okrągłe używały się tak właśnie jak nasze karby, jak laski pastusze, na których oni znaczą liczbę, które się zowią jeszcze laskami pisanemi. Na północy karbowano w ten sposób na laskach rodzaj kalendarzy, wyrzynano znaki na naczyniach i sprzętach, miarach, wagach, wrzecionach, mieczach, zbroi; na drewnianych zaś sztabkach, nie tylko liczby i znaki, ale całe pieśni, listy, zapytania i odpowiedzi przesyłano. Wyraz kreślić pismo, pozostać mógł w języku z téj epoki, w któréj ono z samych się istotnie kresek składało. — Laska pisana była godłem posłańca Bogów północy, Merkurego Skandynawów Hermodiusa. Sztabki te nie zawsze zwyczajnemi Runami, ale i tajemniczemi umówionemi znaki pisane bywały; runy też jako znaki czarodziejskie, najrozmaiciéj używane były. Pisano je na rogach, na północy i u Słowian, używanych do ofiar, uczt, ozdoby świątyń i ich budowy, na czaszach (czarach), i t. p. Były runy szkodliwe i runy pomocne, były do pociągnienia ku sobie serc i zapobieżenia truciźnie.
Runy dzieliły się na rozmaite rodzaje, a głównie na siedem, które wymienienia Edda (Brynhildar-Kvida. 1 edr. Sigurdrifomal), to jest: na Siegrunar, runy zwycięzkie; aulrunar (aelrunen?) Biargrunar, runy pomocne; Brimrunar, runy burzy; Limrunar drzewne runy, Malrunar wieszczbiarskie; Hugrunar runy zmysłowe. Wszytko to były runy tajemnicze Launstafir, używane na sprzętach, a szczególniéj u Anglo-saxonów na mieczach i zbroi. Znajdują się także monety, na których znaki do run podobne formują napisy, ale rekopismów na skórze, lub papierze, których użycie zjawiło się późniéj, wcale nie mamy.
W Egils-Saga (c. 79.), i Skaldzie, gdzie mowa o odzie Bragis’a, wspomniane są tarcze z napisami, o których i Saxo-Grammaticus (V. VI. wiek) wspomina. Napisy otaczały tarcze po brzegach, przedzielane ozdobami, nasadzaniem drogich kamieni i t. p.
W Słowiańszczyźnie wiemy o świątyniach rzeźbionych i malowanych (pisanych); u Skandynawów wspomniane są izby rzeźbione i runicznemi napisami okryte. (Laxdäla Saga. c. 30.); pozostały do dziś dnia zwyczaj wyrzynania na belkach lat i błogosławieństw, świadczy, że i u nas mogło to być używanem.
Pisano Runami nie tylko krótkie rzeczy, ale całe śpiewy, (Eglis-Saga. c. 79.), w Gretters-Saga, jest mowa o śpiewie pogrzebowym wyrytym na desce; toż w Viglundar-Saga, (c. 19.), w Oervar-Oddssaga (c. 40.), gdzie mowa o wałkach z napisami. Deski le, wałki, laski, zastępowały książki; deski prawodatne, które wspomina pieśń Czeska, temże są co Bálkar, belki prawodatne narodów północnych. Saxo (L. III. 52.), pisze o listach na drzewie wyrzynanych, i wałki tego rodzaju zowie: celebre quondam chartarum genus. Edda wspomina jeszcze o runach szytych na kobiercach, a Worm opisuje jeden taki zabytek z ułamkiem wyczytanego przez się napisu. Szyte runy zwały się Bokrunar (characteres acupictiles.)
Najpospolitsze pomniki runiczne, są na mnogich w Norwegji i Danji do dziś dnia znajdujących się kamieniach, dzielących się na dwa rodzaje. Odróżniają napisy na skałach i grobowe. Piérwsze kreślone na opokach, często składają się z długich rzędów run, drugie krótsze stoją na mogilnych kamieniach. Zwano je Bautasteinar — Kamienie pamiątki. Napisy skalne kładziono na pamiątkę bitw, zwycięztw, i wielkich wypadków; po większéj części wybierano na nie granit szary, najtwardszy. Kamienie grobowe bywały bardzo wysokie, słupiaste, do pół czternastéj niekiedy stopy (Harold’a Harfagri). Kamienie nie zawsze stawiono na miejscu pogrzebu, na mogile, często tylko jako pamiątki ludzi, w obcych krajach poległych i pogrzebionych. Runy wyrzezywali wprawni do tego ludzie, rzemieślnicy wędrujący; zwani Adalrunir, razem opowiadacze podań i śpiewacy. Pisano je w dwóch linjach równoległych, ale nie horyzontalnych, owszem kręconych wężowato, zwijanych, plątanych, krzyżujących się najdziwniéj w zawiłe desenie, tak, że odczytanie ich z tego powodu bywa niezmiernie trudne. W tém była właśnie sztuka pisarzy, żeby upleść z pisma sztuczną wiązankę, cóś podobnego do ozdób smoczych i wężowych, na téjże epoki sprzętach zwyczajnych. Litery stawiano, już to od góry ku dołowi, (kamień w Bornholm), już od dołu ku górze (Haverlöer w Jütlandji, Tryggweld w Schonen), w koło (Glenstrupet w Jütlandji, napis na urnie pruskiéj), w półkole na brzegach kamienia od dołu, z lewéj poczynając strony, lub od prawéj, w półkola równoległe, w czworokąt na wierzchu kamienia, w trójkąt, w krzyż, lub z jednéj strony bryły na drugą przechodząc. Najzwyczajniéj stoją runy od lewéj do prawéj ręki, rzadzéj sposobem Bustrophaedon zwanym, tojest: na przemiany od lewéj do prawéj i z prawéj do lewéj, a trafiają się i całe napisy od prawéj ku lewéj ręce. — Te ostatnie do starszych należą.
Grimm ten sposób pisania, uważa za dowód wschodniego ich pochodzenia.
Sposób wyrzynania run daje się odgadnąć niejako, już to z obejrzenia napisów, już z wynalezienia używanych do tego narzędzi kamiennych w formie dłut. Rysy wybite niemi, napuszczano niekiedy farbą czarną. Kamienie runiczne stawiono na miejscach przechodnich, drogach, gościńcach, targowiskach, i wzgórzach lub mogiłach całych rodzin, zwanych Aetthaugar.





Runiczne pomniki, najpospolitsze w Skandynawji, rozsypane są wszakże po różnych krajach, w Hiszpanji, Brytanji, Permji, różniąc się tylko kształtami niektórych głosek i dawnością.
W Hiszpanji znajdują się tylko na monetach, na których obok łacińskich, stoją napisy runiczne, lub do runicznych podobne, dotąd dobrze niewyczytane. Pismo to zwane letras desconocidas, (zob. Ensayo sobre los Alphabetos de las letras desconocidas, que se encuentran en las mas antiguas medallus y Monumentos de Espana, per D. Luis Velasquez. Madrid. 1752., i najnówsze dzieło w tym przedmiocie: Etudes sur l’alphabet Ibérien et sur quelques monnaies autonomes d’Espagne. p. P. A. Boudard.) odczytać miał niejaki p. Tychsen, w sposobie Wolańskiego.
Monety celtiberyjskie wszakże wielu uważa, za rodzaj barbarzyńskich, naśladujących typy rzymskie i napisy z małemi przypadkowemi w nich zmianami, bez myśli poczynionemi. Jak etruryjski alfabet, runy te nie mogą się właściwie nazywać runami, ale się do nich zbliżają.
Zastanawiającem jest, że na północy w Iütlandji pod Gallehuus przy Todern, w latach 1639 i 1734., znaleziono rogi złote, z rzezanemi na nich figurami i napisami celtiberyjskiemi runami, jak tego dowiódł C. P. E. Müller, który napisy ich alfabetem Tychsena odczytał. Rogi te w r. 1802. zaginęły skradzione, i dla swéj wagi stopione. Czytano je także bez trudności, z pomocą pospolitego run alfabetu.
W Anglji z epoki anglo-saxońskiéj, są runiczne pomniki kamienne, i monety z napisami runicznemi. Na wyspie Man, zastanawiają szczególniéj napisy na kamieniach, mające być starszemi od najścia Duńczyków; w Bewercastle pod Nottingham, napis na krzyżu runiczny, wyczytał Grimm. W Papecastle znaleziono naczynie kamienne z naczyniem runicznem. Anglo-saxońskiemi też runami oznaczone pomniki znalazły się w Szwecji. Alfabety różne anglo-saxońskie wymienia i podaje Hickes (Thesaurus. 1.), ale kilka z nich podejrzanych; mieszano je późniéj do pisma łacińskiego, ilekroć chciano cóś tajemniczego wyrazić. W Szkocji tak zwane Monumentum Ruthwellense zawiera napis głoskami łacińskiemi i runami zmieszanemi.
O Runach Wenedyjskich, słowiańskich, a mianowicie Prilwitzkich bóstw i sprzętów, niżéj powiemy obszerniéj.
W Permji nad Jenissejem, znajdować się mają kamienie i posągi, pismem do runicznego podobnym okryte. Pallas (Neueste nord. Beiträge. 1. 237.), i Strahlenberg (Nordöstl. Europa. S. 409-410.), podali opisy ich i rysunki. Strahlenberg (T. V.), daje naczynie jedno znalezione w mogile ze znakami do run podobnemi. Wiadomo, że Permja była schronieniem bogów przez towarzyszów Odyna wygnanych ze Skandynawji, że kapłani Nowogrodu, z kapłanami Szwedzkiemi w Sigtun, i Duńskiemi w Seeland i Hlesej byli w związku, że w VIII. i IX. w. Duńczycy wyprawy wielkie na Biarmją czy Permją (Biarma-land) przedsiębrali, ztąd wnosi Legis, że i runy tam zanieść mogli. Jest mowa o Ragnarze Lodbrok, że tam czyny swe na skale wykuć kazał.
Osobliwszym pomnikiem runicznym, jest napis na lwach weneckich, które po zdobyciu Athen w r. 1687 Weneci z Piraeu uwieźli. Lwy te są dłuta greckiego; na jednym z nich Akerblad odkrył napis runiczny, który przez innych miany jest za pismo etruskie. (Magazin encyclopédique 1804. — T. V. Grimm. Tab. V.). Że to są runy północne, świadczy i sposób pisania linjami wężowatemi i ułamki na wpół zatartych wyrazów; Grimm napis ten ma za skreślony przypadkowo, ręką wędrowca z północy, w XII. lub XIII. wieku, Münter odnosi go do czasów Alarich’a.
Grimm (Ueberdeutsche Runen. Göt. 1821.) zebrał pozostałe pomniki run germańskich, a raczéj dowiódł, że niezaprzeczonych run tego rodzaju, w saméj Germanji niema.
Najstarszym zabytkiem, jest pół wiersz runami napisany w Rpmie VIII. w. w Würzburgu znajdującym się, zawierającym homilje ś. Grzegorza Papieża, (Grimm. 164.). Niesłusznie za germański poczytany był kamień z napisem runicznym, na Szląsku w ks. Jaworzańskiem pod Pruśnicą znaleziony, jest bowiem słowiański (zob. Budorgis D-r Kruse. Leipzig. 1819.). Odkryto go w r. 1768. — Liczono także runy na kamieniu z wizerunkiem Bogini Ostar do germańskich, (Graefters Bragur. IV. Band. 2. Abth. 38.). Na kamieniach grobowych dotąd nigdzie nieznaleziono run w Niemczech. Alfabety runiczne po rękopismach znamy następujące:
Z VIII. wieku, we wspomnianym kodeksie Homilij ś-go Grzegorza.
Z tegoż wieku w Rpmie, dawniéj własności klasztoru Tegernsee, dziś w München zachowywanym.
Z X. wieku w Rpmie w S.-Gallen (N. 270.), na pargaminie pisanym, gdzie wśród innych są dwa germańskie alfabety runiczne, z tych jeden do Müncheńskiego podobny. — Oprócz tego znane są alfabety Rhabana, Lazius’a, i Trithem’a (Polygr. Argent. 1600.); inne pomniki szerzéj przywodzi Grimm.
W Germanji, jeśli nie mniéj, to nie więcéj pomników tego rodzaju, niż w Słowiańszczyznie; może być że deski, laski, rogi, z napisami, zniszczone były umyślnie, lub że sam czas je strawił, że pisano na korze, która pogniła, ale dla czego kamienie runiczne tak są rzadkie?
W Skandynawji, uchowało się wiele lasek i sztabek z kalendarzami runicznemi: główny ich i największy zbiór, jest w Upsalskiéj Bibljotece obserwatorjum, gdzie ich do 120 liczą.
Są to kawałki drzewa podługowate, w kostkę obrobione, na których dwóch tylko bokach zapisane dwa półrocza. Każda strona dzieli się na trzy rzędy run, średni zawiera cykl słoneczny, dolny cykl księżycowy, a górny spis dni głównych i świątecznych. Kalendarz poczyna się od rękojeści u góry. Rachuba tu nie na sta i dziesiątki ale na tuziny i wielkie seciny (Storrhundrade), po 120 lat. Rok zawierał trzy takie wielkie seciny, pięć dni i godzin sześć. Z resztą podział dni był na siedmiodniowe tygodnie. (Legis, 49. 53.). Rachuba tuzinami u Słowian używana, także mogła być przejęta od Skandynawów.
Całkowitych rękopismów runami kreślonych nie mamy, w wielu jednak znajdują się urywki.
Tak w rękopiśmie uniwersytetu w Kopenhadze z XIV. wieku, (4°) pisanym przez Tuli, jest na końcu regestr królów Duńskich runami spisany, wydany przez Worm’a, i Langebeck’a, (Ser. rer. Danic. T. II.). Tamże w rękopiśmie Soliloquium Deiparae virginis, z czasów Olafa Skautkonung’a, całe ustępy runami, i Hialmars Saga cała.
Runiczne alfabety są: w rękopiśmie z r. 1022. we Francji pisanym, zawierającym stare runy (szesnaście), dawnym ułożone porządkiem z nadpisem: Alphabetum Norvaegicum, (zob. u Montfaucon’a i Grimm’a); inny, wydany przez Hickes z rękopismu Cottońskiéj bibljoteki, z kilką krótkiemi napisami; z w. IX. w traktacie biskupa Izydora, De accentibus, de posituris, de literis, są dwa alfabety runiczne Anguliscum (Anglosaksoński), i Nordmanów (Abecedarium nord).
Monety z napisami runicznemi na północy, złote brakteaty, medale z wizerunkami Odyna i Thora, nie są rzadkie, ale na nie wielu udało się wyczytać z pewnością. Monety te bite być miały w Lund.
Najwspanialszemi pomnikami runicznemi są kamienie, w Islandji Bautasteinar, w Danji i Norwegji Runenstene, w Szwecji Runstenar zwane. Jeden podobny znaleziono w Grönlandji. Napisy na nich są z czasów pogańskich i chrześcijańskich, a często jedne od drugich rozróżnić trudno. Czytanie runicznych napisów, przedstawia nadzwyczaj wielkie trudności, gdyż oprócz sposobu pisania, w różne desenie zawiłe, które już jest wielkiém utrudzeniem, runiczne znaki to są na wpół zatarte, to niezgrabne i nieczytelne (Villrunir), to powywracane (R. inversae), to poprzekładane (R. perturbatae). Przyczyną tego były same czasy, w których i język nie ustalony i pisarze nieumiejętni, i prawa pisania dowolne były prawie.
Probowano wedle stałych cech oznaczyć prawa, któreby dozwoliły chronologicznie ułożyć pomniki runiczne, ale dotąd ogólnych prawideł na to nie mamy. Mała bardzo ilość kamieni zawiera daty lub imiona znane, któreby przewodniczyć mogły. Najstarszym zabytkiem kamiennym ma być napis przez Heralda Hildetand w r. 600 położony dziadowi na skale Runamobergia; w r. 1152, napis ten już był prawie nieczytelny.
Oznakami, po których się poznaje wiek kamieni runicznych są: naprzód sama ich powierzchowność, gdyż najstarsze są prawie nieobrobione i grubo nakreślone mają pismo.
W późniejszych czasach runy kształcąc się, stały się śmielsze, lżejsze, foremniejsze. Punktowane głoski dowodzą już świeższych czasów; język także poprzedzający uformowanie się dialektów duńskiego i szwedzkiego, tak zwana tunga norraena wiek odleglejszy oznacza.
Ciekawe są i dla Słowian kamienie, które wspominają o podróżach i wyprawach Nordmanów w różne strony świata, w ziemie słowiańskie i sąsiednie: Gardarike, Liffland, Esthland, Semgallen. Szczególniéj wiele jest kamieni, na których wspomina się kraj Grikum, Girkium, Girkia, Griklandi; w Uplandji liczą ich do stu, wszystkie starsze nad wiek XI. Grikia nie koniecznie oznacza właściwą Grecją, lub państwo Byzanckie, ale w wielu razach widocznie znaczy pomorskie prowincje nadbałtyckie, południową Rossję dzisiejszą i kraje pomiędzy niemi leżące.
Bliższa Grikia jest niezawodnie ziemią słowiańską, a szczególniéj stosuje się do Rusi, przez którą szła droga do osad greckich, do Grecji, i gdzie wpływ grecki był zawsze wybitny. (Zob. Schlözer. Nord. Geschichte. 541. Acta Lit. Suec. 1728, 378).
Na kamieniach z czasów pogańskich wezwanie Thora lub wszechmogącego Asa trafia się często. Krzyże znowu nie zawsze są pewną oznaką czasów chrześcijańskich, gdyż kształt podobny oznaczał wprzódy młot Thora, o czém świadczy Hakon Adelst. Saga. (c. 18). Najpewniejszą oznaką, że kamień pochodzi z czasów przedchrześcijańskich jest, jeśli stoi na usypie, na mogile. Mogiły i kurhany, których zwyczaj u nas do dziś dnia pozostał, w Szwecji zaraz po przyjęciu chrześcijaństwa zabronione zostały, jako oznaka bałwochwalstwa, jako znamie pogan.
W prawach Gothlandskich, dodano na końcu: „Tu on leży w mogile, bo był poganinem,“ (ther ligger han in enom kolla, fore thy at han var hedn). W Sadze Olafá Tryggveson (c. II. 213), znajdujemy: „I był pogrzebion wedle obyczaju starych pogan, w mogile.» — Hakon spytany, czy nie chce by go zawieziono do Anglji, i pochowano po chrześcijańsku, odpowiada. »Jak poganin żyłem, jak poganin, nie jak chrześcijanin pogrzebionym być powinienem.» (Snorròs Hakonar Saga, 32.). Oprócz grobowych kamieni, są runiczne skazo-drogi i napisy mostowe.



Runy Skandynawskie właściwe dzielą się na pospolite i tajemne; ostatnich jeszcze jest kilka oddzielnych rodzajów. Wejrzym naprzód na alfabet runiczny, począwszy od najstarszego.
Runy jak głoski greckie, łacińskie, słowiańskie, gothyckie, oznaczały razem litery i liczby; pierwiastkowo było ich tylko piętnaście do szesnastu, a każda z nich miała nazwanie właściwe, poczynające się od głoski, którą przedstawiała. Porządek run wcale był inny, niż alfabetów pospolitych i całkiem oryginalny. Pierwotny alfabet dzielił się na trzy klassy, z których każda niejako pod dowództwem piérwszéj głoski zostawała; z tych F. (Frej) przewodniczyła sześciu, a głoski H. (Hagl) i T. (Thor, Tyr) , pięciu z dziesiątka pozostałych.
Te trzy gromady zwały się Freys-aett (rodzaj Frejá) — Hagls-aett (rodzaj Hagl’a); i Tyrs-aett (rodzaj Thora.). — Oto są kształty i nazwiska run pierwotnych w właściwym im porządku:

1. Frey, (F) fe. (Frey-as) bóg Frey — poczynający szereg Freys-aett.
2 Ur, (U) iskra.
3 Thurs, (Th), olbrzym.
4 Os, (O), otwór, ujście.
5 Reid, (R), jeżdziec.
6 Kaun, (K), garb.



7 Hagl, (H, Ch), grad, poczynający szereg Hagls-aett.
8 Naud, (N), konieczność, mus.
9 Is, (I), lód.
10 Ar, (A) rok, rok obfity.
11 Sol, (S), słońce.



12 Tyr, (Tyr-as) (T), byk, poczynający szereg Tyrs-aett.
13 Biork, (B), brzoza.
14 Laugr, (L), woda.
15 Madr, (M), mąż, człowiek.
16 Yr, (Y), łuk. Zwał się też Aur, a w zakończeniach brał za or i ur.

Liczba tych głosek jak widzimy, była niedostateczna, i niedozwalała poprawnie wyrazić wszystkich dźwięków języka, tak, że jeden znak na kilka brzmień posługiwać musiał. — G. i K, D. i T, B i P, — U, V i Y, oznaczano jednakowo. Samogłosek e i o, całkiem brakło, a wyrażały się tylko, przez au i ia, a, ż. Zamiast G — Gh, stawało H., a U obrane było za O i Y — za ae, au, ey, nawét v, i f, czasem.
Grimm uważa, że samogłoski uważano tylko za odmiany jednego dźwięku, których znający język domyślał się, czuć je musiał.
Późniéj do alfabetu tego, gdy się niedostatecznym okazał, dodano E. G. P. i V., i te runy już nazwisk symbolicznych, jak poprzednie, nie mają. — Nie utworzono na nie nowych znaków ale użyto poprzednich dodając punkta, zkąd nazwisko dane im, run punktowanych, Stùngnar rùnir. — Różnią się one tylko punktami od głosek I. K. B. i F. — W ostatku, gdy poznano pismo łacińskie, i zaczęto pisać na papierze, runy uległy ostatniéj zmianie: dodano im znaki dźwięków D D. i D., ae, oe, ue; wreszcie nawet mniéj potrzebne c. q. x. z. — Ostatnie dodatkiem zbytecznym, i może późniéj wciśniętym w alfabet runiczny. — Toż samo i runy liczbowe 17 — 18 — 19 al, mm. H. (arlaugr, tvidmadr, belgthor). Cztéry runy punktowane, dodane być miały przez Waldemara II, około 1202 roku, ale istotnie już się znajdują na Szlezwickim kamieniu z r. 992, i w Rpmie 1022 u Montfaucon’a.
Nazwania pojedyńczych run, są nieodgadnionego pochodzenia, chociaż wielu znaczenie ich wytłumaczyć usiłowało, (zob. Worm, Runen Literatur. 95, 97). Nazwy te głównie oznaczają przedmioty natury, do których jak Rask utrzymuje, znaki się zbliżały postaciami.
ar, przypominał rok dobry, początek, szczęście, powodzenie; fe, dostatki, bogactwo, stado, i Frey’a boga dostatku; Tyr sławę wojenną, bo Thyr był bóstwem wojny; Odyn’a; Thora, najwyższego z Asów, boga siły, piorunu, wszechmocy, Naud, oznaczało konieczność, obowiązek, nędzę, biedę, niewolę; Kaun, rany, chorobę. Thurs, Thor, olbrzyma, demona, nieprzyjaciela; daléj sol, słońce, pogodę; ur, deszcz, obfitość, wilgoć, iskrę, ogień; grad i śnieg, (kształt gwiazdki śniegowéj); lód, chłód, zimno; , reid, i Thor, grzmot, burzę; lögr, oznaczało morze, wodę, podróż wodną; Odin, os, ujście rzeki, przystań, targowisko; reid, jazdę, podróż, lekki zaprząg.
Czas roboty około roli, mógł się oznaczać przez ar, rok; pora spuszczania drzewa na budowy, przez biork, brzozę; szczęście w miłości, przez madr, mąż; yr, łuk, oznaczał w ogóle oręż, wojnę, bitwę.
Domyśla się Legis, że wszystkie runy, początkowo nosiły nazwiska bogów, nawet te, które późniéj lub inaczéj przezwano, albo nazwisku ich inne nadano znaczenie.
Runy germańskiemi zwane, u Rhaban’a, i anglo-saksońskie, na różnych znajdowane pomnikach, bardzo są do Skandynawskich podobne; zgadzają się one zupełnie w szesnastu głoskach pierwotnych, a nówsze dodane, punktowane, których w alfabecie germańskim i anglo-saksońskim osiem przybywa, całkiem są u nich odmienne i im właściwe. Nie użyto tu punktów do wyrobienia ich, ale podwojono niektóre. T M E, zrobiono z A podwójnego; D (Daeg), z dwóch Th złożono; a G (gyfu), także z dwóch liter się składa.
Oprócz tych run pospolitych runae vulgares, były, jakeśmy wspomnieli, runy tajemne, czarnoksięzkie, które na kamieniach i pomnikach się nie znajdują, a pomnik na którymby się okazały, czynią podejrzanym.
Brynjulfson liczy tajemniczych run do trzydziestu rodzajów, jako to: Hialmrunir, Spialdrunir, Halsrunir, Solrunir, Einhverfingar vinstri...., Hemlurunir, Innbúarunir, Jöttunvillurunir, Klapprunir. Oprócz tego są: Haugbùa-leturunir, (pismo śmierci), Stafkarla-leturunir (pismo żebracze), Jraleturunir (iryjskie pismo), Klualeturunir, Lappaleturunir, i to Vinda-runir, runy wenedyjskie, słowiańskie, które miano za oznaczające pismo właściwe Słowianom, a ostatecznie dziś badacze wyrażenie to, usiłują wyłożyć, jako pismo kręcone, wężowate, wite, w kręgi i sploty wiązane.
Kamienie germańskiemi runami pisane, cytowane przez Grimm’a, są w liczbie pięciu, i znajdują się Szwecji i Norwegji; Klüwer, już po wyjściu dzieła Grimm’a, znalazł ich dwa jeszcze, na mogiłach nad popielnicami w Norwegji. Pomniki te różnią się od Skandynawskich, tak dalece, że początkowo przez Worma i Giöransona, uznane były za niepodobne do odczytania; Grimm wszakże potrafił je wyłożyć.
Oddzielnego zupełnie rodzaju i kształtu, są runy zwane Helsingskiemi; tych jedynym zabytkiem są napisy, na pięciu kamieniach w Szwecji w Helsingland, i w Medelpad. Kształt ich odmienny i jeszcze prostszy od run zwyczajnych, tak, że na pierwszy rzut oka, bardzo są podobne do Ogunn alfabetu Druidów i do ćwiekopisma. — Run tych, także jest tylko szesnaście; kreślone w dwóch linjach równoległych, niektóre zupełnie są do siebie podobne, a znaczenie ich zależy od położenia śród linji, u góry, w dole, w pośrodku... Magnus Celsius w 1737 r. piérwszy dostrzegł, że runy Helsingskie, tém się tylko różnią od pospolitych, że w nich opuszczono główną laskę, pień, (fulcrum); zresztą są to też same znaki. Niektórzy pisarze mają je za późniéjsze od run pospolitych, wymysł tajemniczy lub uproszczenie.
Od jak dawna znano pismo na północy, rzeczą jest dotąd niedocieczoną; Tacyt w Germanji (19.) pisze, że ani mężczyzni, ani kobiéty pisma nie znały: literarum secreta viripariter ac foeminae ignorant — ale są liczne przeciwko temu twierdzeniu dowody. Adelung, Grimm, i inni tłumaczą to, że lud pospolity, że ogół tylko nie znał pisma, ale władzcy, kapłani, handlarze, znali je i używali go. Zresztą w Tacyta rocznikach (Annales. II. 88.), jest wzmianka o liście Adagestera, do Senatu rzymskiego, — indziéj znów o liście Marbod’a do Tiberjusza, (Annales. II. 63.).
Radlof, wskazał z historyków greckich i rzymskich, inne dowody używania pisma na północy, których tu przywodzić nie widzim potrzeby. Tacyt w Germanji pisze: Quidam opinantur monumenta et tumulos quosdam, Graecis litteris inscriptos in confinio Germaniae, Rhetiaeque adhuc exstare. Niektórzy wykładają to znajdowaniem się kamieni runicznych, których głoski bardzo się do starogreckiego alfabetu zbliżają; Legis przytacza także z Juljusza Cezara (de bello Gallico I. 29.), że w obozie Helwetów znaleziono tablice z napisami greckiemi, (tabulae repertae sunt litteris graecis confectae). Wszystko to bardzo może stosować się do napisów i desek runicznych, a jak nam się zdaje, Tacytowa wzmianka Słowiańszczyzny się tycze.
Alfabet gothycki Ulfilas’a z IV. wieku, zawiera w sobie oprócz elementów greko-łacińskich, cztéry głoski z run wzięte: O. U. Th. i V., co być może dowodem, że Ulfilas abecadło swe, z run pierwotnie wyrobił; po przyjęciu jego na północy, stare runy musiały wyjść z użycia i pozostały tylko na skraju północy.
W VI. wieku (drugiéj połowie), Venantius Fortunatus Biskup Poitiers, w liście do Flava Fuodius’a, wspomina wyraźnie runy jako pismo barbarzyńcom właściwe.
Barbara fr axineis pingatur runa tabellis,
Quodque papyrus agit virgùla plana valet.
W VII wieku, (610.) znajdujemy wzmiankę o spisaniu praw Uplandskich, które zapewne runami na deskach, dla odczytywania na sejmach rocznych wyrznięte były.
W VIII. wieku, (720. roku.), w przełożonéj na niemiecki regule ś. Benedykta, przez Mnicha opactwa St. Gallen, Kero, gdzie mowa że mnichom zapisów i darów wszelkiego rodzaju, bez wiedzy Opata odbierać nie wolno, wyrazy textu: literas aut eulogias, przełożono przez Runstaba.
Tłumaczono to rozmaicie, gdyż eulogiae, w średniowiecznéj łacinie, miały znaczenie nieokreślone ściśle; zdaje się według Carpentier, że Eulogiae, Eulogia, oznaczały testamenta. Grimm, Jhrei inni różnie to przekładali, być może, że zwyczaj spisywania ostatniéj woli na karbach, dał powód do tego wyrażenia.
W IX. w. Rhabanus Maurus, w traktacie — Deinventione linguarum ab Hebrea usque ad Theodiseam notis antiquis (Opp. Ed. Colon. 1626. T. IV. Golstatii. Alam. Antiqu. T. II. 1 67.), daje alfabet runiczny, z dodatkiem że go używali Marcomani quos nos Nordmannos vocamus. Wymienia on, że alfabet runiczny służył do czarów i wróżby. Cum quibus (litteris) carmina sua, incantationesque ac divinationes significare procurant, qui adhuc paganis ritibus involvuntur.
Alfabet u Rhaban’a, ma dwadzieścia trzy głoski, w porządku następującym: Asc-birith, chen, thorn, ech, fech, gibu, hagale, his, gilc, (chilch), lagu, man, not, othil, perc, chon, rehit, sugil, tae, hur, halach, huyri, (wyri) ziu. Runy te germańskie podobne są do Skandynawskich, ale już od nich kształtniejsze i jakby do pisania, nie do wyrzynania przeznaczone. Zdaje się, że za czasów Rhaban’a Marcomannami, Theodiscami, Nordmannami zwano szczególniéj Saxonów (Transalbiani, Nordalbingi).
W IX. wieku wreszcie, najgęstsze się pomniki runiczne ukazują w Skandynawji, chociaż i starsze do VI. wieku odnoszące się, tam znajdujemy. W żywocie ś. Ansgarego (Langebeck script. rer. Danicar. I. 448. nota f.) mowa jest o tém, że ś. Ansgary, po dwuletnim w Szwecji pobycie, powrócił nazad do Niemiec, wioząc z sobą list króla Szwedów Biörn’a, jego własna ręką wyrzezany runami, deformibus gentis suae litteris.




Zjawienie się na północy pisma runicznego, głęboka okrywa pomroka, oznaczyć epoki niepodobna. Stan ludów ówczesnych, brak oświaty, ograniczały tak dalece użycie sztuki pisania, że choć znaną była, niezmiernie rzadko posługiwać się nią musiano, i niemal jak tajemnica przechodziła z rak do rąk, będąc własnością kapłanów, możnych, kupców, i t. p. Słusznie uważa Legis, że pismo dwa razy wynalezioném być nie mogło, a na północy runy nie zostały utworzone, ale przejęte i ukształcone. Dosyć jest spójrzeć na starsze alfabety, hebrajski, grecki, fenicki, etruski, ażeby dopatrzeć się podobieństwa między niemi i przekonać o wspólném pochodzeniu. Szczególniéj uderza jednostajność kształtów staro-greckiego, fenickiego, etruskiego i runicznego alfabetu. Sposób pisania, a raczéj rzezania nieco je zmienił, ale formy zasadnicze są jedne; ztąd zdaniem powszechném Fenicjanom przyznać należy upowszechnienie pisma na północy, a historja czyni to nadzwyczaj prawdopodobném. Tak więc runy starożytne być muszą na północy, gdyż stosunki Fenicjan z wybrzeżami morza Bałtyckiego, ku końcowi drugiéj wojny Punickiéj, to jest na 201 lat przed Chrystusem, całkowicie się już przerwały.
Nietylko podobieństwo charakterów runicznych do głosek alfabetu Fenicjan, ale i liczba ich (15.-16.) dwa te abecadła zbliża do siebie. Że Fenicjanie od bardzo dawna żeglowali do Brytanji i do brzegów bursztynowych, i że w ich ręku był handel morza Baltyckiego, aż do 201. roku przed Chrystusem, nieulega najmniejszéj wątpliwości. Przez nich runy dostały się do Słowian pomorskich, Litwy, Skandynawów i Germanów. Ślady wprawdzie stosunków północy z Fenicjanami są dziś zatarte, jednak w mythologji, wierze, obyczajach, odkryćby się jeszcze dały.
Być może jak postrzega Legis, że głoski te naprzód użyte były do wróżb i czarów, że się z lasek układały, co ich kształty potwierdzają, ale się z nim nie zgadzamy na wywód germańskich Buch i Buchstabe, jakoby od bukowych tablic i bukowych sztabek. W wyrazie Buk, w nazwaniu alfabetu bukwicą, przegląda starszy daleko pierwiastek od g, boh, buh, buk, oznaczający niewątpliwie tajemnicze, boskie niejako pochodzenie pisma; także i etymon buchstaby, jest raczéj słowiański niżeli germański, lub obojgu wspólny, ale zawsze w znaczeniu jakieśmy wskazali.
Na pięćdziesiąt lat przed Chrystusem, przybywający do Skandynawji Odyn, którego nazwanie jest słowiańskie, i oznacza przedewszystkiem jedność Boga czczonego u Słowian, na czele Asów, Azów, (Alanów?), wskazuje nam skąd właściwie runy pochodzić mogły. Odyn zowie się w podaniach skandynawskich Rúnhöfdi, Run-głową (Run-gław), jak (Trygław); stosunki jego z Wanami, Wenedami, Słowianami, liczne potwierdzają świadectwa podań północy, zdaje się więc, że jeśli nie wcześniéj to nie późniéj runy dostały się do brzegów bursztynowych, do Słowiańszczyzny i Litwy, jak do Skandynawji.
Legis dowodzi, że Odyn znać musiał pismo greckie, bo przybył od Grikumlandji, od brzegów morza Czarnego, gdzie stały emporje helleńskie, że od Greków przyjął sposób pisania od lewéj do prawéj ręki i bustrophedon, w greckim tylko starym i w runicznym używany alfabecie; lecz pochód jego przez ziemie Słowian, w podaniach wspominany, utwierdza w mniemaniu, że runy Słowianom także o tym czasie znane były. Chcą inni by Odyn nie przyniósł runów na północ, ale je tylko udoskonalił, i był dla nich Palamedesem; przyznają mu dodanie run punktowanych, i użycie ich, jako znaków liczbowych. Trudno się zgodzić z autorem by germańskie runy z północnych wypłynąć miały i pochodziły z epoki, w któréj szesnaście ich tylko znano, zdaje się że, Słowianie, Germanja zarówno i jednocześnie ze Skandynawami w prost od Fenicjan je przyjęli.
Zatracenie pomników piśmiennych w ogóle u Słowian i Germanów, przypisać należy nawracającym, którzy to pismo czarnoksięskie starali się zniszczyć, jako zabytek pogaństwa. W prawach Norwegskich, użycie run zarówno potępiono jak czary, i wygnaniem a zabraniem majętności je karano; działo się toż samo i gdzieindziéj. (Si quis vaticinati onibus, runis, incantamentis, maleficiis, etc. deditus fuerit, exul erit). Starych run wszakże formy w Germanji, długo się jeszcze przebijały.
W VIII. wieku, w tak nazwanéj Wessobruńskiéj modlitwie, ga-cha oznaczono jeszcze runą chilch; w Skandynawji, w rękopiśmie XIII. wieku w Iomsviking’a Saga, runa Madr . zamiast wyrazu mąż użytą została. Używano ich także jako znaków notarjalnych, najdłużéj, bo do XVII w. prawie, w którym jeszcze znajdujemy rzezane sztabki kalendarzowe.




Liczne są i stanowcze dowody na to, że Słowianie i ludy z dawna ich ziemie zamieszkujące, pismo znać musiały. Scythowie, Geci, Hunny, używali pisma, wedle świadectwa starożytnych (Herodot. Ks. II. R. 106. księ. II. 58. — Wellejusz Ks. II. — Eustachjusz w glossach, do Homera str. 632. — Priscus Rhetor, w opisie poselstwa do Attyli, wydanie Niebuhr’a. Cytowanie w rozprawie Mich. Olszewskiego o Słowianach.) M. A Olszewski, zebrał dowody historyczne, że Słowianom pismo było znane od dawna, do których dodajemy co jeszcze braknąć im mogło.

Cesarz Heraklius (w ustępie kroniki Paschalskiéj) mówi: »Gentes quae litteras suas norunt; Scytae, Sarmatae, Capadoces, Georgiani, Bastarni. (Ed. du Fresne i Ducange). Niewątpliwie pod temi ogólnemi nazwaniami, zajęci są Słowianie. Konstanty Porfyrogenet opowiada, że Chorwaci w 640. r. chrzest przyjąwszy »chirographis propriis datis Sancto Petro jusserunt. (De Administratione Imperii. X. I. 31.) Propriis, oznacza tu ich własne pismo.
W traktacie między Ks. Igorem a Cesarzami Greckiemi, Konstantynem VII. i Romanem I. w r. 945. zawartym, wyraźna jest wzmianka o podpisach posłów i gości ruskich, zapewne ich pismem i w ich języku uczynionych. (Raków. Prawda Ruska. T. II. — 9 — 17.).
Z obcych poświadcza jeszcze użycie pisma u Słowian, El-Nedim, pisarz arabski, żyjący w X. wieku, który o Rusi mówiąc, tak o alfabecie i piśmie jéj się wyraża: — »Znajomy mój, któremu wiarę dać mogę, powiadał mi, że będąc wysłany przez jednego z książąt Kaukazkich do króla Rusinów, widział u nich pismo ich własne, które na drzewie wyrzynają. I pokazał mi kawałek drzewa białego, na którém wyrzynane były znaki, wystawujące nie wiem, czy całe wyrazy, czy głoski oddzielne, a te kształt miały taki:

Sztuka u Słowian-page 276-runes.png

Rysunek tych głosek słowiańskich z pism Araba w r. 987. żyjącego, przechodząc od X. wieku do dziś dnia, w kopjach kreślonych ręką nawykłą do pisma arabskiego, stał się przez to do niego podobny; — Pan Kucharski bierze go za początek alfabetu runicznego, w czém bardzo może mieć słuszność, piérwsze głoski mogłyby litery A. i B. oznaczać.
Za świadectwo użycia pisma u Słowian, służyć może także ułamek z Araba Ibn-Foszlan, który w swéj podróży nad Wołgę, opowiada, że Rusini spaliwszy trupa, sypią na zgliszczu mogiłę, i na niéj stawią słup, pisząc na nim imie zmarłego i nazwisko króla panującego na Rusi. (Dzien: Warsz: 1826. XIV. 31.).
Ze świadectw obcych, na wzmiankę także zasługuje, wyrażenie Normandskich Sagów. — Vinda-runir, które oznaczać miało pismo Wenedyjskich Słowian, jak Griska-runir, pismo greckie, Ira-runir, Irlandskie i t. p. — Ale nówsi badacze pozazdrościli nam tego dowodu i usiłują przekonać, że Venda, Vinda-runir, oznacza tylko kręcone, splatane, wężowato kreślone runiczne napisy, co jednak z trudnością przyjętém być może.
Thietmar Merseburgski, mówiąc o wizerunkach bożków stojących w świątyni w Rhetra, wyraźnie wzmiankuje, że na nich były wypisane imiona — (singulis nominibus insculptis.).
Oprócz języka, w którym są dobitne dowody, że pismo znane nam było, mamy w sądzie Libussy (w. 49.), wspominane wyraźnie desky prawodatne, tablice prawa.

Stupi Kneżna w bielestwuci rizie.
Stupi na stol o ten w slawne snemie.

Dwie wieglasie diewie.
Wyuczenie wieszczbam wytież owym.
U jednéj su desky prawodatne,
U wterey miecz kriwdu karaiuczy.

Utrzymało się dotąd w Czechach jeszcze wyraźnie, silnie za takowém pisma użyciem przemawiające dsky zemske, oznaczające prawo ziemskie.
Mnich Chrabr w XI. wieku żyjący, powiada także o Słowianach, że chociaż ksiąg nie mieli, ale kréskami i narzynaniami (karbami), czytali i pisali, będąc w pogaństwie. (Preżde ubo slovene ne imiecha knih, no czrtami i nariezami cztiecha i pisacha, pogani suszcze. Kałaydowicz. Ioan Bołharsky. 88.).
Zebrawszy wszystkie te dowody, trudno nie widzieć w nich, żeśmy mieli pismo i używali go, tak jak inne w owych czasach narody. — Przy dzisiejszym stanie oświaty i jéj rozszerzeniu, wielka massa ludu, pismo zna tylko z tego, że wie o użyciu jego przez drugich. Cóż dopiero dawniéj? pospolitém być ono nie mogło, ograniczało się jak widać z języka, w kółku ścieśnioném książąt, księży, (zkąd księgi), kapłanów, i kupców może; pomniki też w czasie nawracania niszczone, dójść do nas nie mogły. Sądzę że zabytkiem najmocniéj potwierdzającym użycie run powszechniejsze, są pozostałe po dziś dzień Karby, prawdziwe laski runiczne, (runstaby), które zmieniły znaczenie, ale się dochowały w kształcie pierwiastkowym.
W języku też chronią się wyrażenia poświadczające, jakiém to pismo być mogło. Tak w jednéj z pieśni rękopismu królodworskiego (Skrziwanek), śpiewa opuszczona dziewczyna.

Kdybych perce imiela.
Pisalabych listek, Ty malitki Skrziwance.
Tyby s nim tam letiał.
Nenie perce, nenie blonki,
Bych pisała listek.

Pisano wiec może na błonkach, choć wspomniane tu perce, pióro, którego pewnie nie używano, zdradza świeższe piosenki utworzenie, w któréj tradycjonalna utrzymała się blonka. — Nedim wyraźnie powiada, że pisano na białem drzewie, może na korze; Chrabr świadczy, że wyrzynano, co i karby dowodzą; wreszcie wyrazy list, liść, naprowadzają na myśl, że i czegoś wiotkiego używano do pisania.

Nazwanie bukwicy, w którém brzmi boh, buk, świadczy, że Słowianie boskie pochodzenie przyznawali pismu; użycie buku, drzewa poświęconego bogom, nie jest dostatecznym wywodem, jak chcą Niemcy, gdyż i drzewo to etymologją ma słowiańską. Zdaje mi się nawet; że jak w nazwaniu głosek runicznych skandynawskich, pozostały ślady bóstw miejscowych, tak w starych imionach przemienionego i przerobionego późniéj abecadła słowiańskiego, brzmią niektóre bóstw nazwania. Jeśli u Skandynawów znajdujemy Frey’a, Thyr’a, i Odyn’a, to u nas moglibyśmy znaleźć także Żywie (Siwa), Ziemlą (Ziemia-karmicielka); Buki, — Bogi, i Wid’a, Widysława, bez wielkiego naciągnienia.
Chociaż z Nedim’a i Chrabrego widać, że głoski wyrzynano na drzewie, były one jak język świadczy pisane także, to jest malowane; dziś to jeszcze rozdwojone wyrazu tego znaczenie wskazuje. — Malowaniami, picturis, pokryte były świątynie, w których stały bóstwa z wyrzynanemi napisami, mogły być na nich malowane także napisy. Wspomnieć tu także potrzeba nazwanie pisanek, jaj malowanych, kije pisane, których używają, pastusi.
Z saméj natury pisma, które na drzewie wyrzynane było, wynika, że do runicznego podobne, to jest, laskowate być musiało, a raczéj, że to były runy; stosunki brzegów Baltyku z Fenicjanami, zdają się wskazywać, że Słowianie i Litwa, współcześnie z Normandami, nauczyli się sztuki pisania. W Litwie pismo, runy, miało nazwanie oddzielne Rasztas; a choć pomników jego nie mamy, język zachował ślady egzystencji.
Zabytki słowiańskie i słowiano-litewskie, jakkolwiek nie liczne, obok germańskich, których dotąd w Niemczech wyszukać nie umiano, (Grimm) wybornie stanąć mogą; a jeśli z niedostatku pomników w Germanji, nikt nie wnosi, by run nie znała, toż samo do nas zastosować potrzeba.
Najpiérwsze miejsce pomiędzy pomnikami słowiańskiemi, zajmują napisy, na znalezionych w Prilwitz bogach i sprzętach, o których niżéj obszerniéj powiemy. Rozprawiano już o nich wiele, uznając z kolei za podrobione i prawdziwe, za sfałszowane w części lub całości; lecz kwestja ta pozostała dotąd nierozstrzygnioną. Co do nas, zastanowienie się nad bogami prilwitzkiemi, odkładając do osobnego poświęconego temu rozdziału, tu tylko same runy i abecadło weźmiemy na uwagę, gdyż przez nie, jak się nam zdaje, najlepiéj zabytki te ocenić będzie można. — Z posążków i kamieni Obotrytów, dają się złożyć dwa, albo raczéj jeden alfabet runiczny, dający się czytać z łatwością, niekiedy zmieszany ze znakami tajemniczemi i rozsypanemi, których dotąd nie wydecyfrowano. Runy w głąb rznięte na bóstwach, są wyraźnie wszystkie od lewéj ku prawéj ręce stawione, choć kilka przeciwny kierunek mają, i choć napisy niemi wycięte, nie zawsze dobrze zrozumieć można, zawsze jednak dają się one odczytać. W użyciu ich, jest pewne stałe prawidło; jedne wyrazy (Rhetra), zawsze jednemi głoskami oznaczone bez omyłki.
Nie znamy dotąd, tylko w części, pomników, które ogłosili Masch i Wogen, ale mamy przed sobą zbiór Jana Potockiego, podobno mniéj autentyczny od pierwszego, i od niego późniéj się zjawiający. Napisy na jego bokach, są stale słowiańskie; na innych trafiają się pruskie i litewskie także. Runy odczytać się nie dające, wypukło lane na odwrótnéj stronie bóstw i sprzętów, tak są rozsypane, że ich porządku odgadnąć niepodobna; między niemi trafiają się głoski niezwyczajne choć runiczne; uznano je abecadłem tajemniczém, czarnoksięzkiém.
Alfabet główny, tém szczególniéj uderza, że bardzo podobny będąc do Skandynawskiego starego, różni się od niego jednak w kilku głoskach; ma tylko piętnaście, sześnaście run najstarszych, a niewidać w nim zupełnie późniejszych punktowanych. Runy, których w staro-normandskim brakło, są tu dorobione, dopożyczone ze źródła nie Skandynawskiego.
W ich liczbie jest C — CH, wyglądające z grecka, ᚷ   ᚼ   (V?).
Głoska D. także, któréj nie mają runy stare, wziętą się być zdaje z greckiego ᚹ ᚹ ᚹ lub germańskiego ᛞ ᚷ
Toż E, które od późniejszego runicznego † † zupełnie się różni, zbliża się prędzéj do Etruskiego (Ⅎ Ⅎ) Sztuka u Słowian-page 280-rune 13.png
Litera G. braknąca w 16. runach starych, podobna nieco do skandynawskiéj ᚶ ᚼ ᚶ 𐌞, — a nie przypomina germańskiego ᚷ, ) — (.; oba G. prilwitzkie i skandynawskie, schodzą się z fenickiém: Y, Y.  —
Głoska V. W. czasem trafia się formą niezwykłą: ‡ Ⅎ Y ᛠ
X. całkiem nie znano, aż w najpóźniéj dorabianych runach, tu znajdujemy je ᛰ ᛰ
Z. także właściwe jest tylko abecadłu słowiańskiemu i wyraża się przez ᛦ
W ogóle wzięty alfabet zbliża się więcéj do skandynawskiego, niż do germańskiego, ma cechy stare, pierwotne, ma i rzeczy sobie właściwe, a szczególniéj głoski wyżéj wyliczone. C. D. E. G. X. Z.
Abecadło drugie mało odmienne, wypukło lane, powtarza kształty pierwszego z małemi odmianami, ale głoski tu w różnych stoją kierunkach. Na jednéj czarce udało się nam wszakże Wit odczytać, (J. Potocki. 54.). Niektóre formy są widocznie połączeniem dwóch głosek w jedną.
Na kamieniach runicznych obotryckich, alfabet tenże sam co i na bożkach i sprzętach metalowych, prawie bez żadnéj różnicy; napisy choć poobłamywane, wyraźnie słowiańskie. Zdaje się, ściśléj rozbierając pomniki obotryckie, że chyba późniéj ogłoszone, w jakiéjś części podrobionemi być mogą; piérwsze zaś musiały istotnie być w okolicy Tollensee odkryte; i na nich wzory pisma posłużyły do utworzenia mniéj już wytrzymujących krytykę okruchów, późniéj na jaw dobytych, a przez Potockiego wydanych.
W samym alfabecie dosztukowanie byłoby mniéj więcéj widoczne, tymczasem głoski D. C. E. G., które się w starych runach nie znajdują, tu przybywają z fizjognomją doskonale zgodną z resztą abecadła, i niezmiernie prawdziwą. Nie powiemy tego o mniéj potrzebnéj głosce X., bez któréj obejść się mógł alfabet, tak pierwiastkowy jak runy.
Gorsza jeszcze to, że użycie głosek nie zdaje się nam takiém, jakiém być mogło i powinno w czasach nieustalonéj i dowolnéj pisowni. — Pisząc Rhetra, nie pojmujemy dla czegoby Słowianie, w których wymowie h mało się czuć dawało, mieścili je zawsze na tém miejscu, gdzie tylko w łacinie średniowiecznéj stało. Wątpię by wymawiano Rchetra, a toby tylko pisownią tę wytłumaczyć mogło. Zbyt także jednostajnie prawidłową jest pisownia innych wyrazów, zbyt troskliwe rozróżnianie głosek jednéj natury i blizko brzmiących, g — k, b — p, i t. p. — Pomniki wydane przez J. Potockiego, rodzą z tego powodu wątpliwość, którą jak niżéj zobaczemy i z innych względów obudzają.
Alfabet obotrycki, nie jest jedynym słowiańskim; przez niego trafiamy w Słowiańszczyźnie, na pomniki innemi głoskami pisane. Przejdziemy je i rozważym z kolei.
W r. 1812. przy karczowaniu lasu, niedaleko od Petau, w Styryi, w powiecie Negawskim, obwodzie Margburgskim, wydobyto z ziemi dwanaście hełmów bronzowych. Kształt ich nie jak pisano grecki lub rzymski, lecz czysto okazuje się greckim; rzymskie bowiem wszystkie, różnią się nad czołem wysuniętą przyłbicą; sam kruszec, z którego zrobione były, patina (aerugo nobilis), okrywająca bronz, formy wreszcie każą je do odległéj odnieść starożytności. Na jednym z nich znaleziono osiem głębokich nacięć, tak dawnych jak sam hełm, gdyż je powlekała patina, były to widocznie znaki od uderzenia ostréj broni; w innym dziurka pozostała od pchnięcia dzidą. Oprócz ozdób dość kunsztownych, na dwóch hełmach, były napisy zupełnie do run podobnemi głoskami, które P. Kucharski usiłował wyczytać po słowiańsku.
Zwyczajem było hełmy z napisami stawić w grobach rzymskich i etruskich, pisząc na nich imiona zmarłych; zdaje się, że i te ustawione zostały na mogiłach na sposób rzymski i podobne mają znaczenie.
Napis, jak z kształtu głosek widać, idzie od prawéj do lewéj ręki; na jednym pismo składa się z dwóch części wyrzniętéj rysami i wykropkowanéj; mniejszy napis, stoi do góry nogami; na drugim hełmie cały ryty. Prof. Andrzéj Kucharski, szukał w tych napisach słowiańskiego znaczenia i znalazł je, ułożywszy z głosek wedle run prilwitzkich, z niektóremi odmianami, następujące wyrazy; Si Daku tu dli Iarmeisel żupnipan Wapi Ejarifas i... eje... abil.. Ale odczyt ten wcale nie jest zaspakającym, niema wyraźnego znaczenia, niema jednego wyrazu pełnego; zrozumienie jego ciężkie, wykład nieprzekonywający. Niemiec jakiś wyczytał z grecka, — Siraku... Harispas Titi filius. (Steyermärkische Zeitschrift redigirt von l.v. Kalchberg. VII. Heft. Gratz. 1826. — 48. — 60., jest o tych hełmach rozprawa i rysunki, które przerobione dał P. Mich. Olszewski, przy swéj Oświacie dawnych Słowian; nam się zdaje, że napisy te etruskie, nie słowiańskie. Jedno tu tylko uderza, to głoska D. Sztuka u Słowian-page 283-rune 1.png takaż sama jak na prilwitzkich bogach, innym alfabetom runicznym nieznana, i B. III wedle Nedima przez P. Kucharskiego za b. przyjęte. — Z kształtu hełmów i ustawienia ich, znawcy wnoszą, że są z czasów przed-Chrystusowych.
W r. 1768, w wiosce Pruśnicy (Prausnitz) w księstwie Jaworzańskiém, na Szląsku, znaleziono kamień z napisem runicznym, który w r. 1769. wywieziony został do Berlina. Wspomina o nim Fr. Kruse (Budorgis. Leipzig. 1819, s. 115) ale w Berlinie zdaje się, że kamień ten oddany Akademji nauk, przepadł bez wieści.
Byłby to ważny przybytek do historji run słowiańskich. —
W r. 1835, Jan Kollar, znany czeski uczony, przejeżdżając przez miasto Bamberg w Prusiech, zwiedzał tamtejszą katedrę, na górze ś. Michała stojącą, sławną grobem ś. Ottona, apostoła Słowian pomorskich. Oglądając gmach ten, postrzegł u wnijścia do katedry, dwa dosyć niezgrabne kamienne posągi, jakieś stworzenia nakształt lwów wystawiać mające. —
Są to bryły mające po siedm stóp długości, a po trzy szerokości i wysokości. Pytał o pochodzenie ich, kościelnych ludzi, a ci rozpowiedzieli mu stare podanie, że zwierzęta wyobrażone na posągach, mają to być złe duchy, które w czasie gdy katedra stawianą była, burzyły w nocy co we dnie wzniesiono. Kollar baczniej opatrując posągi, znalazł na nich kreski i narzynania, które usiłując wyczytać, odkrył w nich nazwanie Czernoboga (zob. Czasopis Czesk. Muzeum. 1837. Zesz. I. 37 — 53, gdzie i rysunek. Nasz wyjęliśmy z Dritter Bericht über das Bestehen und Wirken des historischen Vereins zu Bamberg. 1840).
Wiele hałasu narobiły te runy i ich wyczytanie, które wszakże różnie uważano; P. Wolański, (Sechster Bericht, etc. 1843.), wyczytał w nich Walhalla, inni jeszcze dopatrzyli tylko Johannes; ostatecznie okazało się, że runy te były na zabawkę wyciętemi znakami przez żyjących jeszcze w Bambergu, pp. von Stengel forstmejstra i Michała Sippel kommissarza. —
Pierwszy P. Komornicki, który zboczył w podróży dla widzenia Czernoboga w Bambergu, dał o tém wiadomość w Athenaeum. (1844. I. — 210. — 211.). Niesłusznie mu zarzucił p. Maciejowski, że nie zawyrokował o runach, (Dzieje star. 522.) gdyż w napisie przez dwóch studentów, przez swawolę nakreślonym, trudno je uznać było. —
Kollarowi postać tych lwów wielkołbych jak prilwitzki i Neuberg’a Czernobóg, podała myśl szukania w nich Czernoboga chociaż lwy te są bardzo znaną w średniowiecznéj architekturze ozdobą portyków (Inter leones), a nie żadne bóstwa pogańskie, których dwoistość byłaby niewytłumaczoną. —
Wspomnim tu jeszcze, aby nic nie pominąć, pomnik dotąd niezbadany, znajdujący się na tak zwanéj Huńskiéj górze, przy Bullau w W. ks. Hesseńskiém, na granicy dawnéj Słowiańszczyzny, złożony z kilku kamieni okrytych napisami. — Kamienie te, jak samą górę, zowią Huńskiemi; wszystkich ich jest siedm, a największy ma dwadzieścia siedm stóp długości, w dole półczwartéj stopy, w górze dwie w przecięciu. — Bryły pokrywa pismo do run podobne, ale nie zupełnie runiczne; z przerysu który daje P. Wolański, trudno osądzić, czy do słowiańskich zabytków policzyć się dadzą; odczytanie zaś jego najbardziéj pobłażliwéj nie wytrzymuje krytyki.
W r. 1792, w wiosce Podmokle w Czechach, w państwie (dominium) Bürglitz, odkryto brakteaty z napisami, zdaje się słowiańskie, a na jednym z nich wyraźny runami napis:

ᚢᚴᛁ

W r. 1850, P. Andrzéj Kucharski, który wprzód wyczytał napisy na hełmach styryjskich, otrzymawszy przerys, dotąd niewyczytanego napisu, znajdującego się na chrzcielnicy ś. Jana w Toruniu, probował odkryć jego znaczenie. Napis ten według p. Kucharskiego, w części runami, po części grecko-głagolickiemi głoskami spisany, ma się odnosić do XI wieku, i daje nam nowy runiczno-słowiański alfabet. — Czytanie jednak jakkolwiek zręczne, zupełnie zaspakajającém nie jest; pomnik zaś sam wielce na uwagę badaczów zasługuje, bo przechował do XI. wieku, ślad użycia run w krajach naszych (Bibl. Warsz. 1850. Kwiecień. Zeszyt. CXII. — 113).
Do pomników, na których napisy nieodczytane znaleziono w kraju naszym, należy kamień lubelski, o którym wspomnieliśmy, mówiąc o zabytkach rzeźby. Niema tu ani śladu run żadnych; ale po prostu głoski greckie.
W Lublinie także na jednym z domów, utrzymał się dotąd napis charakterami zagadkowemi, w niektórych rysach przypominającemi runy, ale nie odczytany. Przerys jego podaje w rozprawie swéj P. T. Żebrowski:

Sztuka u Słowian-page 285-runes 2.png

W Litwie i Prusiech, śladem używania pisma runicznego, dotąd jest jedna tylko popielnica, o któréj już mówiliśmy, rysowana w rozprawie Reuscha. Napis jéj dziś tém trudniejszy do odczytania, że oryginału nie mamy, a przerysowi znanemu nie bardzo zaufać można.
Drugim, acz wątpliwym pomnikiem napisanym, jest stara chorągiew, któréj rysunek z rękopismu kroniki Biskupa Christjana, podał Simon Grunau. Rękopism oryginalny Grunau’a, przepisywany nie zawsze bardzo starannie, nie we wszystkich swych kopjach mieści rysunek i napis chorągwi bojowéj. Dał ją jednak z napisem Kasper Henneberger, w kronice swéj 1585 i Hartknoch w rozprawach do Düsburga dodanych, ale ostatni bez napisu. Inny znowu całkiem wizerunek i chorągwi napis odmienny wcale, przywodzi P. Teodor Narbutt z jakiegoś rękopismu, nie opisując źródła. Pomiędzy wizerunkami Christjana i Narbutta, jest wielka różnica; na obu są wprawdzie trzy bóstw postacie, ale u Narbutta, jedna z nich trzyma trupią głowę, druga ma piorunami uwieńczoną głowę, trzecia ubrana w kłosy, sierp trzyma wręku. Nad głowami ich są trzy runiczne głoski Sztuka u Słowian-page 286-runes.png, a z boku czysto runiczny napis. Chorągiew zaś u Hennebergera, podobna do pierwszéj co do rysunku; otoczona jest z dwóch stron napisem, głoskami, których kształty bardzo się różnią od runicznych i zbliżają więcéj do alfabetów grecko-łacińskich, i liter napisu na chrzcielnicy Toruńskiéj. — Na oba te przerysy, po ubiegu lat tylu i tylu kopjach robionych bez znajomości rzeczy, nie bardzo się dziś spuścić można; są to tylko dowodne ślady egzystencij run u Litwy i Prussów.
Tyle dotąd główniejszych posiadamy pomników, iż z żalem uznać przychodzi, że jak Niemcy szczupłą bardzo ich ilość przedstawić możemy, a i z téj jeszcze krytyka odjąć cóś musi. Zebrane jednak dowody, dozwalają stanowczo wyrzec, że Słowianie i Litwa, przed przyjęciem wiary chrześcijańskiéj, znali pismo i używali go, w sposób wprawdzie ograniczony, taki przecie, jaki stan cywilizacji ich wskazywał. Nie byli w tém niżsi, ani od Germanów, u których najautentyczniejszym pomnikiem jest alfabet, w poźniejszych zjawiający się rekopismach, ani od Skandynawów, u których tylko szczęściem zabytki lepiéj się dochowały[16].




XXIII. PRILWITZKIE WYKOPALISKO.
LITERATURA.

A. G. MASCH, und D. WOGEN Die Gottesdienstlichen Alterthümer der Obotriten aus dem Tempel zu Rhetra am Tollenzer-See, nach den Originalien auf das genaueste gemahlet, und mit Kupfersti chen nebst Hrn Andr: Gottl. Maschens etc. Erlänterung derselben herausgegeben von Daniel Wogen Herz. Meckl. Str. Hofmahler. Berlin. 4. — Bez roku; pospolicie dają rok 1774., ale na dedykacji jest 1771. — C. 3 i 151. str. Tablic sztychowanych przez I. C. Krüger’a 52. figur na nich 66.
JEAN POTOCKI. — Voyage dans quelques parties de la Basse-Saxe, pour la recherche des antiquités Slaves on Vendes, fait eu 1794. par le Comte Jean Potocki, ouvrage orné d’un grand nombre de planches (31. Tables, 118 figures). Hambourg, de l’Imprim. de G. F. Schniebes. 1795. — 4° 102. pages.
MART. Fr. ARENDT. Gross-herzogl: Strelitzisches Georgium nord-slawischer Gottheiten und ihres Dienstes aus den Urbildern zur Beförderung näherer Untersuchung dargestellt. Minden. 1820.
SCHRÖTER Friderico-Franciscanum, Ludwigslust. 1824. T. 3 z F.
Fr. von HAGENOW. Beschreibung der auf der Gross-herzogl. Bibliothek zu Neustrelitz befindlichen Runensteine. Greifswald. 1826. — 4°.
K. LEWEZOW. Andeutungen über Alterthümer zwischen die Elbe und Weichsel. Stettin. 1825. 8°.
K. LEWEZOW. — Ueber die Echtheit der obotritischen Runen-Denkmäler zu Neu-Strelitz; drukowane w Abhandlungen der Wissenschaften zu Berlin. 1826. — 146. — 306.
I. THUNMANN. Untersuchung über die alte Geschichte einiger nord. Völker. Berlin 1772. — 8°.
I. LELEWEL. Polska wieków średnich. T. I. 402. — T. IV. — 264. — Tom wstępny, artykuł: Bałwochwalstwo słowiańskie.




Historja tych starożytności, które przez czas jakiś mocno zajmowały archeologów Europy i zwróciły uwagę na runy wendycko-słowiańskie, sięga już lat dość odległych, i dziś na nowo badać autentyczność tych zabytków, śledząc ich pochodzenie, prawie niepodobna. Probował tego K. Lewezow, i wszystko co tylko było można zarzucić przeciw prawdziwości bóstw tych i sprzętów, przedstawił; my, usuwając na bok świadectwa, przeciw którym znowu inne by postawić można, zastanowiemy się nad prilwitzkiem wykopaliskiem, szukając innego rodzaju przekonania o autentyczności tych pomników w nich samych.
W latach 1687 — 1697, — gdy właścicielem miasteczka Prilwitz, nad jeziorem Tollensee w Meklenburg-Strelitz położonego, był pan von Gamm; pastor miejscowy Frydryk Sponholz (zmarły w Grudniu 1697 r.), kopiąc dla posadzenia drzewa przy wzgórku, między plebanją a jeziorem Tollensee, odkrył przypadkiem dwa metalowe naczynia (bronzowe kociołki), w których znajdowało się mnóstwo drobnych figurek bronzowych, narzędzi jakichś i sprzętu kruszcowego, okrytego narzynaniami i napisami; ale odkrycie to w początku zataił, i nikomu go nie ukazywał.
Po śmierci pastora w r. 1697, wdowa po nim sprzedała naczynia, cały zbiór i sprzęty wszystkie, niejakiemu Palcke złotnikowi w Neubrandeburgu; żelaztwa użyto na jakąś robotę, a dwa miedziane kociołki, w których znajdowały się bożki, stopiono na dzwon, właśnie naówczas się odlewający. — Figurek cokolwiek pozostało.
Dziwnym trafem drugi Sponholz, wnuk od brata pastora Fryderyka, ożenił się z córka jubilera Palcke, i odziedziczył resztę tych starożytności, tak, że wdowa po nim z domu Palcke Sponholzowa dostawszy ich, przekazała synowi Sponholzowi jubilerowi w Neubrandeburg. Stopiono naówczas część jeszcze tych starożytności: a między innemi bałwanek Prowe miał paść ofiarą, ale nie otrzymawszy zeń jak się spodziewano kosztownego kruszcu, (myślano bowiem, że wiele złota zawierał, ) resztę zaniedbano i zostawiono jak była.
P. Hempel doktor w Neubrandeburgu odkrył pierwszy te bałwanki u Sponholzów, i od nich dostał naprzód czterdzieści pięć, potém jedną jeszcze sztukę, ogółem czterdzieści sześć; reszta pozostać miała ukrytą, aż do czasu, w którym Masch wyjednał sobie jéj ukazanie, i wydał objaśnienia swe z rysunkami Wogen’a.
Tym czasem Dr Hempel zwrócił uwagę na te zabytki, wytłumaczył niektórych napisy runiczne, według alfabetów Cluviera i Westphal’a, i opis jego najpierwszą w tym przedmiocie był pracą (szkoda że jéj nieznamy). Dziełko to staraniem Gantzmer’a burmistrza w Stargradzie wydrukowane zostało w Altonie, a powtórzone w tygodniowéj gazecie Rostock’u. Wielkie wrażenie zrobiło odkrycie, szczególniéj może tém, że było słowiańskie, ale też zaraz niejaki Sensi, pastor w Warlinie zarzucił mu podrobienie i pierwszy autentyczność pomników podał w wątpliwość. Bronił ich p. Taddel z Rostock’u, a za tym w ślad Gantzmer powtórnie starał się sprawiedliwości dowodzić.
Nareszcie Książe Karol Meklenburg-Strelitz, polecił Danielowi Woge, nadwornemu swojemu malarzowi, aby mu sporządził dokładne tych starożytności rysunki. Woge wywiązał się z tego polecenia z sumiennością niemiecką i odmalował je olejno, a gdy wiele osób zażądało od niego kopij, wydał sztychowane swych obrazów wizerunki w latach 1771 — 1772, rylca I. Krüger’a, z objaśnieniami superintendenta Masch’a. Dzieło to po broszurach i gazeciarskich artykułach, było najpierwszém wydaném starannie i dotąd pozostało głównem źródłem co do pierwszego zbioru; odznaczają je szczególniéj ryciny wyborne. Rozbiór krytyczny jego wydali Thunmann i Buchholz; a pierwszy usiłował przedewszystkiem dowieść przeciwko Maschowi, że Prilwitz nie było dawną słowiańską Rhetrą.
Masch wydawszy swe objaśnienia, w których na owe czasy znaczną, ale dla nas niedostateczną znajomość słowiańszczyzny okazał, na tém poprzestał, chociaż całego zbioru nie miał w ręku. Późniéj już nieco, nie wiém czy po przejściu pierwszéj kollekcji do Muzeum księcia Meklenburg-Strelitz, zjawiła się druga równie wielka i rozmaita jak pierwsza, i w r. 1794, to jest, w lat z okładem dwadzieścia po wyjściu dzieła Masch’a. Jan Potocki podróżujący dla poszukiwania starożytności wenedyjskich, znalazł u p. Sponholz w Neubrandeburgu cale nowy zbiór, jakoby z tegoż źródła co pierwszy pochodzący.
Jan Potocki odrysował co tylko tu widział, i przyłączył do opisu rycin, przegląd zbioru Biblioteki Raceburgskiéj, składającego się po większéj części z pamiątek greko-rzymskich, na ziemi słowiańskiéj dobytych.
Według powieści miejscowéj, od r. 1788 do 1794, Sponholz rozpocząć miał nowe poszukiwania około Prilwitz, z niejakim Danielem Lorentzem Boye, szukał pod Waren i Barenstorfer, a co znalazł, ofiarował w r. 1796 księciu Adolfowi Strelitzkiemu.
Sponholz, o którym mowa, z Jakubem jubilerem bratem swoim, mieszkali w jednym domu, i już wówczas chodziły wieści i domysły, o podrabianiu przez nich bożyszcz owych, które wspierała nie dojrzałość rdzy na niektórych bronzach. Sponholz oprócz ułamków kruszcowych w wielkiéj ilości, powynajdował także drobne kamienie i kawały wypalanéj gliny, z napisami runicznemi i niezgrabnemi rysunkami bóstw, ogłoszone późniéj przez Hagenow’a w r. 1826.
Oto są główne fakta tego processu, który dziś inaczéj jak ścisłą krytyką artystyczną i filologiczną odsądzony być niemoże. — Zdaje się, że wyszukiwanie innych dowodów materjalnych podrobienia, świadectw, zeznań, pogłosek, po upływie lat tylu i zniknieniu osób podejrzanych, na nicby się nie przydało. Potrzeba rozpatrzeć się w pomnikach, w ich charakterze, w układzie, porównać je ze znanemi słowiańskiemi zabytkami, wreście w napisach szukać przekonania o autentyczności lub fałszu.
Najsilniejszym podług nas zarzutem, jakiby uczynić można przeciwko tym zabytkom i ich prawdziwości, jest, że gdy w Prilwitz tak ogromna ilość bóstw z napisami odkrytą została, na całéj przestrzeni słowiańszczyzny wenedyckiéj i w głębi krajów słowiańskich, nic więcéj w tym rodzaju, nic nawet podobnego i zbliżającego się do pomników prilwitzkich nigdy nie znaleziono. — Trudno przypuścić, ażeby w okruchach, które codziennie wynajdujemy, żadnego związku z wykopaliskiem prilwitzkiem nie było, dla jakichś szczególnych Rhetry obrzędów, położenia, stosunków, lub tym podobnie. Dla czego na przestrzeni ziem słowiańskich, wszelkie inne zabytki tak się stale powtarzają, a w rodzaju bóstw tych runami okrytych, ani jednego dotąd nieodszukano, ani gdzieindziéj, ani nawet w okolicy Tollensee od śmierci Sponholzów? Odłożywszy na bok runy i ich użycie, które mogło się, ściśle biorąc, ograniczać w jedném miejscu, stolicy jakiejś theokracji słowiańskiéj; dla czego bałwanki znalezione nie zbliżają się ani charakterem, ani sposobem wykonania, ani formami, do znanych nam zkądinąd?
Powtóre, dla czego w r. 1690, lub około tego roku, dobyte z ziemi według podania starożytności, nie wyszły na jaw, aż dopiero w latach 1770 — 1795? Co za powód ukrywania ich tak długiego, gdy już w r. 1700 przekonano się dowodnie, że złota i drogich kruszców w sobie nie zawierają?
Samym artystycznym swym charakterem, bóstwa prilwitzkie wzbudzają także nie małe podejrzenie, już to że ich niezgrabność jest niekiedy widocznie umyślną, co tylko artysta zrozumie; już że wyrob ich do żadnego znanego perjodu sztuki odnieść się nie daje.
W objawach sztuki są pewne prawa stałe, tak jak są prawa, wedle których ptak buduje gniazdo, pszczoła swój plastr miodu i t. p.; ludzkie tylko dzieła przechodzą rozmaite stopnie rozwoju, ulegając prawu postępu, jak duch ludzki, co je wydaje; — ale na tych stanowiskach, wszędzie znajdują się cechy dozwalające osądzić w jakim perjodzie cywilizacji, utwor został wykonany. Tak sztuce eginetycznéj Greków odpowiadać może inna, innego ludu, kraju i epoki sztuka, w tychże warunkach bytu zrodzona; tak dzieła barbarzyńskich ludów, odjąwszy od nich różnice miejscowości i przypadkowe dodatki, wszystkie mają z sobą jakieś pokrewieństwo, jeśli narody co je wydały, na jednym stopniu rozwoju i ukształcenia zostawały.
Niedojrzały kunsztmistrz pierwotnych epok, oznacza pewne części figury, w ten a nie inny sposób, bo mu się natura z jego stanowiska tak a nie inaczéj przedstawiać musi, ograniczony będąc nieznajomością anatomji, lub fałszywém pojęciem warunków artystycznéj reprodukcji. Dla tego rzeźby z tych czasów prób i macania, indyjskie, egypskie, assyryjskie, barbarzyńskie co do wykonania, co do charakteru ich artystycznego, stoją często w jednym rzędzie. Sposób naprzykład wyrabiania oczów, oznaczania ust, nosa, rąk, nóg, u niepewnych robotników zawsze jest jeden; nigdy nie osadzą oka głęboko, nie wpoją go pod kość czołową, ale je obrysowują do koła, i dają wypukłém na wierzchu; nigdy z pod mięs i więzów nie wskażą kości, bo im przedewszystkiem chodzi o pochwycenie kształtów ogólnych, z któremi jeszcze wielką, często niepokonaną mają trudność. Tymczasem w bóstwach prilwitzkich zbioru Potockiego, obok największego niezgrabstwa i nieproporcjalności części, a raczéj niesłychanie niedbałego ich wykonania, rysunek umiejętniejszy wybija się na wierzch mimowolnie. Tu i ówdzie masz oznaczone kości i muskuły, gdy zarazem ręka jest zaledwie narysowana, noga kończy się bryłą nieforemną i nieobrobioną.
W wielu bałwankach, piersi, wcięcie pasa, biodra, wyrobione są w sposób nadto umiejętny na artystów, którzy prilwitzkie bóstwa wykonali; czuć się daje niewysłowionym sposobem niezgrabstwo umyślne, wynikające nie z niemożności, ale z dobréj woli sztukmistrza. Niezgrabstwo to zresztą, gdy je porównamy z wyrobem figurek znalezionych w Czechach, w Polsce, w Litwie i na Szląsku, niczém się nieusprawiedliwia; rodzaj nieforemności ten nie podobny jest do żadnego innego. Statuetki prawdziwe słowiańskie bywają nie zupełnie kunsztowne, nie całkiem piękne, ale w nich znać i widać usiłowanie wydania idei piękna i inne jego pojęcie. Sztuka u Słowian miała wzory greko-rzymskie; są dowody, że z nich o ile siły swéj korzystała, walczyła z brakiem wykształcenia, ale to co po niéj mamy, nie jest anomalją w historji kunsztu, jak bogi prilwitzkie,
Zbiór Potockiego wreście i zbiór Masch’a, choć z jednego źródła pochodzić mają, niezmiernie się od siebie różnią charakterem, choć je spajają niektóre podobne ułamki. Mijam to, że rysunki w dziele Wogen’a, są doskonale i starannie wykonane, a u Potockiego pośpiesznie i dosyć niedbale; ale całość ich wcale odmiennie się przedstawia.
Zbiór pierwszy, jak to już Masch sam zauważał, zdaje się być cały jednéj ręki dziełem, a uderza jeszcze bardziéj, niż zbiór Potockiego, tém, że wśród statuetek, głowy, ręce, ozdoby, są niekiedy prześliczne, z sztuką i biegłością wykonane, gdy reszta ciała najniezgrabniejszym jest klocem. Obok twarzy pełnéj wyrazu, tułów ledwie zlepiony, bez proporcij, nieforemna bryła. — U Potockiego znów ogół lepszy, ale twarzy osobno odlewanych innéj ręki prawie niema, a różność roboty największa, jakby w niéj umiejętność walczyła z umyślném niezgrabstwem. W obu zbiorach, niektóre części figur powtarzają się, i przyczepiane są to do jednego, to do drugiego bóstwa, dowodząc, że było odlane w formie ku temu przygotowanéj i różnie zastosowanéj; w obu zarówno cóś anormalnego, niezwyczajnego, niedającego się wytłumaczyć temu, który oswojony jest z zabytkami sztuki rozmaitych epok — uderza zaraz na wstępie.
Wszystko to razem wzięte, czyni zagadkę autentyczności, niezmiernie do rozwiązania trudną i zawiłą.
Obok tych zarzutów, które w oczach naszych ważniejsze są niż wszelkie materjalne dowody fałszu, stają i dodatkowe podrzędne. Pan Wolański naprzykład wskazuje w Daktyljothece Gorlaeus’a pierwowzory odlewów, u J. Potockiego rysowanych.

(Gorlaeus — N. 342. — J. Potockiego — T. 14 — 32.
— 311 — 19 — 52.
— 467. — 23 — 81.
— 137. — 28 — 103.
— 426. — 28 — 104.).

Mają to być amulety Gnostyków, przerobione na bóstwa i amulety słowiańskie; zarzut ten wszakże nic jeszcze przeciw ich autentyczności nie mówi; gdyż wszędzie i tu, cudze bogi łatwo sobie przyswajano, — inne uwagi daleko bardziéj są zatrważające.
Mówiąc o runach, napomknęliśmy o alfabetach, użytych na sprzętach i bóstwach prilwitzkich, te nie tylko same z siebie nic przeciw ich autentyczności nie mówią, ale tak są prawdopodobne, tak homogenjalne w dodatkach głosek nieznanych Skandynawom, że posądzić je o podrobienie całkowite nie mamy powodu.
Jeśli alfabet runiczny podrobiony został, to nadzwyczaj umiejętnie i zręcznie.
Ale w użyciu jego, są znowu rzeczy niepojęte i niedające się wytłumaczyć. Wiemy jak w onych epokach użycie pisma było wszędzie nieokreślone, dowolne, niestałe, jak często zmieniano głoski blizkobrzmiące, jak rozmaicie wyrażano jedne dźwięki i różnie pisano też same wyrazy, jak pisownia była fantazyjną nieprawidłową, jak wreście ginęły w niéj lekkie odcienia brzmień. Piérwszym wyrazem uderzającym z tego powodu, jest Rhetra powtarzająca się niemal na każdém bóstwie u Potockiego i Masch’a. Niepodobna przypuścić, znając trochę języki słowiańskie, żeby wymawiano R — ch — etra, ani pojąć dla czego pisano Rhetra, przez h. Głoska h, zdaje się być wciśniętą z powodu, że Rhetrę w ten sposób pisaną znaleziono w Helmoldzie i innych pisarzach łacińskich; ale któryż Słowianin z czasów przed lub około X wieku, wymawiałby lub pisał Rhetra? Pisownia innych wyrazów, także nie tyle jest słowiańską, jak raczéj czysto z kronik, które rzeczy słowiańskie wspominają, wziętą. Czyby naprzykład Słowianin pisał Schuaixtix’a (Masch. f. 13) przez Sch, a nie przez S. lub Z.? W nazwisku Wodhan’a, (Masch. f. 4.), czyby h, nie dające się czuć, położono, gdy obok g, pisano bocg, buck, a Zerneboch, przez Z.?? — Dla czego wreście wszystkie nazwiska i wyrazy runami pisane, tak się tu właśnie przedstawiają co do litery, jak je widziemy w kronikach, w których jest o nich wspomnienie, i czemu Podaga, Sieba, Swantewit, Zernebog, zamiast Pogody, Siwy, Swiatowida i Czernoboga? Czemu w innych wyrazach, krom nazwisk nic zrozumiałego, nic słowiańskiego nie, spotykamy?
Zbierając same wątpliwości, dodamy tu jédną jeszcze: bóstwa niektóre jak Radegast naprzykład, do zbytku się zgadzają z opisami kronikarskiemi i przez toż samo naprowadzają na myśl, że wedle nich zrobione zostały; inne znów całkiem dla nas nowe, tak są utworzone dziwacznie, potwornie, dziko, że w nie uwierzyć ciężko, choć i wytłumaczyć się z powodów téj niewiary nie łatwo. Wykonanie tu jest w zupełnéj sprzeczności z pomysłem, co najsilniéj przeciwko autentyczności bóstw mówi; bo sztuka nigdy prawie nie sięga chęcią po za środki wykonania, w epokach o których mowa. Pod względem artystycznym ilekroć usiłowaliśmy sobie wytłumaczyć te bałwanki, zawsze nas uderzała ta dysharmonja pomysłów i wykonania jednych części z drugiemi, zdradzająca wszędzie raczéj fałszerza, niż niewprawnego pierwotnego artystę. Części składowe figurynek, jakby dobrowolnie nie godzą się z sobą, żadnego w nich związku, żadnéj odpowiedzialności, harmonji, która być musi w dziełach pierwotnych. Jedno zbyt kunsztowne, drugie aż nadto niekształtne. W innych rzeźbach słowiańskich, w Swiatowidzie Bohodzkim w Tyrze szląskim wszędzie pojęcie całości wybitne, jasne, tu tylko nagromadzone szczątki, a całości, jedności żadnéj.
Z drugiéj strony znowu, są mówiące za temi zabytkami uwagi. Ułożenie alfabetu runicznego tak jednolitego, utworzenie napisów, jakkolwiek nie zawsze zręczne przez cudzoziemca, nieznającego ani słowiańskiego ani litewskiego języka, zmieszanie litewszczyzny ze słowiańszczyzną, gdy o powinowactwie Herulow z Litwinami mowy jeszcze nie było, nie zdaje się być dziełem fałszerza, któryby się spojenia tych dwóch narodowości nie domyślił. Mnogość znowu poszukiwań naukowych, jakichby to podrabianie wymagało, nie łatwo je dozwala przypuścić. Człowiek, coby tak wiele umiał, śledził, czytał, mógłżeby nauki swéj użyć na mizerne podrabiane bałwanków, na których nie mógł zysku się spodziewać, z których go nie odniósł, a które narodowości jego obcemi były? Jako prosta zabawka, robota byłaby za drogą i niewytłumaczoną. Słowem, za i przeciw są tu zarówno silne prawdopodobieństwa, które stanowczo wyrzec o tém nie dozwalają, zawsze więcéj według nas jest dowodów podrobienia niż prawdziwości.
P. Wolański, znalazłszy u Gorlaeus’a amulety gnostyków całkiem podobne do kilku rysunków u Potockiego, rozwiązuje zadanie jak węzeł gordyjski, na wpół je rozcinając: — bóstwa zbioru Masch’a ma za autentyczne, a późniéj ukazane Potockiemu za podrobione. Zdanie jego nie jest bez zasady. Być bardzo może znalezienie sztuk kilku, kilkunastu, do naśladowania ich pobudziło, podniecając powszechną ciekawość i zajęcie. Złotnikowi łatwo było odlać w na prędce zrobionych formach niezgrabne bałwanki, a patina na bronzie, rdza na kruszcu łatwo się naśladować mogła rodzajem emalji, lub niedokwaszeniem przyśpieszoném; zlewki różnych kruszców, użyte na niektóre bałwanki, zdają się być fusami tyglów złotniczych.
Pisarze w początkach o bóstwach prilwitzkich rozprawiający, naznaczali im wielce różną starożytność. Masch, może najsłuszniéj twierdził (p. 44 — 45), że sprzęt cały zrobiony był w X i XI. wieku do nowéj świątyni, po zburzeniu pierwszéj w Rhetrze, wznieść się mającéj; Thunmann daleko je starożytniéjszemi uznawał: runy wreście na sprzętach znajdujące się spowodowały uznanie ich bardzo starożytnemi, zwłaszcza gdy je porównano ze znajdującemi się u Montfaucon’a i Placentius’a, a żadna dodana i wciśnięta głoska, nie kaziła niewczesnym kształtem doskonałéj całości alfabetu.
Słusznie tylko Masch postrzegł, że gdy w innych napisach runicznych, jak wskazuje Stephanus cytowany przez niego, jedna głoska rozmaite przybiera kształty, a samo A. naprzykład, dwanaście ma różnych postaci, tu stale głoski są zawsze jednakowe.
Napisy odczytane na sprzętach i bóstwach, są po większéj części słowiańskie, litewsko-pruskie, gotyckie, germańskie, i greckie. Żadnego jednak całkowitego zrozumiałego frazesu, (prócz początku modlitewki do Perkuna), żadnego nawet wyrazu słowiańskiego, krom nazwisk znaleźć nie można, i sądzić z nich o języku i jego stanie niepodobna.
Przystąpmy teraz do obejrzenia naprzód zbioru Masch’a i Wogen’a, który jakieśmy już nadmienili, różni się wielce od zbioru Potockiego, wyrobem, charakterem i znaczeniem bóstw w nim zawartych.
Sam Masch, tak opisuje bóstwa te i stan w jakim je oglądał:
»Wszystkie lane są z kruszcu, ale skład jego ciężko oznaczyć; — jak na oko i z prób się okazuje, jest to mieszanina z bardzo różnych pierwiastków złożona. Nie jest to ani złoto, ani srébro, ani miedź, ani bronz, ale to wszystko razem. Większa część ma w sobie srébro, igła probiercza wskazuje w nich — 2. 3. 4. do 10. łutowego srébra; w niektórych głowa jest srébrna, boki srébrne, a nogi ołowiane; próby na jednym bałwanku znajdują się różne. Koszta sfałszowania tych odlewów, byłyby zbyt wielkie, bo sam naprzykład Szwajxtyx, zawiera około 70. Rhtlr. kruszcu, inne po dwadzieścia, mniéj lub więcéj. Któżby ważyć chciał takie koszta, by ich potém nie odzyskać?
Wszystkie wykopane bałwanki, dodaje Masch, pokryte są zielenią i patiną, (aerugo nobilis) która o starości ich przekonywa. Naostatek cały zbiór okazany Maschowi, składał się z sztuk niezmiernie od ognia uszkodzonych, ponadtapianych i zepsutych. W niektórych nie tylko dziury się porobiły, ale całe ich kawały zlały się w nieforemną bryłę; a sztaby żelazne wetknięte w środek, rozpaliwszy się, szkody wielkie zrządziły.
Na pierwszy rzut oka widać, powiada Masch, że bogi te były dziełem wprawnego artysty, w niektórych częściach, ale jako dzieło sztuki nadzwyczaj są różnéj wartości. Małe bożki i drobne figurynki prześlicznie są wykonane i wszystkie ich części doskonałych proporcij; większe zaś bałwanki, są niezgrabne, bryłowate, ledwie obrobione z gruba, ani w nich śladu kunsztu. W niektórych kawałki tylko są piękne i wprawną wykonane ręką, reszta całkiem niekształtna.
Z porównania wszystkich sam Masch, następujące wyciągnął wnioski: — 1. Figurki lane w formach złożonych tylko z dwóch części, z tego powodu próżnie albo pominięte są lub zupełnie wypełnione kruszcem. — 2. Prawie wszystkie posążki próżne są we środku, napełniano je widać jakąś massą, palcami naciskaną, gęstą, w którą późniéj wtykano pręt żelazny. — 3. Do ozdób było kilka form przedniejszych, które dosztukowywano do miękkiéj formy, mając w niéj odlewać, i tak służyły one do kilku bóstw z kolei. W ten sposób powtarzają się tu: chłopak strzelający z łuku, (płaskorzeźba), kilka twarzy, jelenie i t. p. — Pojedyńcze niektóre sztuczki małe osobno bywały obrobione i odlane, a potém przy odlewie większych wlepione w formę i zastosowywane. (Zob. f. 135-256). 5). Większa część figur, całe są rogate i najeżone kolcami; zdaje się że i te kolce w miękką formę wbijano, a przy odlewaniu łączył się kruszec ich z roztopionym. 6.) Figury widocznie całe nie są jednéj ręki, twarze niektórych są piękne, a reszta gruba i nieforemna. 7.) Z jednego bożka, robiony był dodaniem drugiéj połowy odmiennéj bożek nowy; niektóre przez pół całkiem są sobie podobne.“
Zastanowienie się nad sposobem wyrobienia tych bóstw, tak dalece samego już Masch’a zwróciło uwagę, że anomalją ich usiłował tłumaczyć dowodząc, jakoby części piękniejsze statuetek, robione były przez artystów z powołania, cudzoziemców, a dopiéro kapłani, których z Tertuljanem nazywa — artifices idolorum, dosztukowywali je, spajali i lepili całość, z pewnym jakimś tradycyjnym obrzędem i właściwemi ceremonjami.
W istocie nieprzypuszczając fałszu i podrobienia, trudno sobie inaczéj wytłumaczyć anormalność tych postaci, których niezgrabstwo od piękności części pojedyńczych mocniéj jeszcze odbija.
Widziemy więc jak zawczasu już charakter téj osobliwszéj rzeźby i odlewów zastanawiał nawet nie artystów, nie umiejących pogodzić, co w nim było dwoistego, nieharmonijnego i dziwnie sprzecznego.
Zbiór Masch’a składa się z sześćdziesięciu sześciu złamków, dających się podzielić na kilka rodzajów. Większe bogi wszystkie są postaciami wielce niezgrabnemi, w które powlepiano tylko kształtnie i umiejętnie modelowane twarze, a z tyłu płaskorzeźby, ozdoby i figurynki najpiękniejszego stylu starożytnego.
Takiemi tu są Radegast, po kilkakroć się powtarzający, a od reszty foremniejszy, zawsze z ptakiem na głowie i byczą głową na piersiach, (1. 2. 3. 7.). Twarz jego jest raczej źwierzęca niż ludzka, zwłaszcza z ust szeroko rozkrojonych, lwią przypominająca. — Tułów, ręce i nogi, foremniejsze i mniéj uszkodzone, niż innych bożków, jednakie są prawie z wizerunkiem u Potockiego. Modelowanie ciała, w dwóch figurkach nie złe; trzeci (3) klocowaty, ale lwia twarz pięknie zrobiona i gęś na głowie zręczna; reszta za to nieforemna.
Wodhan (4), jest téż bryłą stopioną i niekształtną, choć twarz ma śliczną, a obtopienia kruszcu obwiniać o zniszczenie pierwotnéj formy nie można, gdyż nie zatarło ani napisu, ani śladu wyrytych na sukni z obustron wężów. — Tegoż charakteru jest Podaga, z lwią tarczą, w promieniach, czy w kolcach cały, niezgrabny, a z tyłu mający twarz piękną i dobrego stylu.
Toż samo daje się postrzegać w słupku z kolcami i twarzą brodatą, pięknie modelowaną, na któréj stoi początek modlitewki da Perkuna (Perkunust). Twarz zwierzęca z tyłu znajdująca się, nie źle także zrobiona.
Napis wyczytany przez Masch’a i Thunmann’a, szczególną zwraca uwagę: brzmi on podobnie jak w Łasickim; dodatek zaś En Romau, mający oznaczać że czczony był w Romowe, nie jest ani po słowiańsku ani po litewsku; gdyż powinnoby być I Romau.
W tymże sposobie utworzone są: Nemisa, podobny do Radegast’a, i na wzór jego z orłem na piersi w miejscu byczéj głowy i jakiémś stworzeniem (ptakiem) na głowie; — Zislbocg (8.), Jpabocg (9), Zibog (11), Schuaixtix (13), Sieba, trochę zgrabniejsza, ale wyjąwszy twarz, klocowata jak inne.
Wszystkie większe postacie, wyjąwszy dwóch Radegastów, są całkiem nieforemne, z twarzami poprzyrabianemi i najdziwniéj spajane z różnorodnych części. Jpabocg, twarz ma ładną i ogromną, rękę na tułowie pięknie zrobioną, ale nadzwyczaj nieproporcjonalną; ztyłu na nim poprzylepiane są płaskorzeźby, jelenie i osoby różne wystawujące. — Na głowie u Sieby (15), któréj nazwisko wzięte jest z Schedius’a (c.9. p. 728.), jest figurka siedząca podparta na ręku, pełna stylu i zręczna, gdy sama bogini ręce ma najniekształtniejsze, a nogi jak dwa słupki. — Robota tych wszystkich bóstw wyrozumieć się inaczéj nie daje, jak połapanemi szczątkami pięknéj starożytnéj rzeźby, które niezręcznie sztukowano.
Drugim rodzajem szczątków są słupki, zakończane głowami i figurynkami małemi, które nazwaćby można Stawanami; na niektórych jest po dwie, trzy, aż do siedmiu głów odlewanych w formach różnych, powtarzających się niekiedy, a osadzonych niezgrabnie. Takiémi są Stawan, o sześciu głowach (18.), dość ładnych, z kilką przylepionemi delikatnemi ozdobami, inny z trzema, pełnemi charakteru (10.), tak zwana przez Masch’a — laska pokoju, obwinięta wężami, z jaszczurką (23.), Stawan z napisem Opora (Jesień), i figurynką powtarzającą się kilka razy u Mascha (Masch — 30 — 25.) i t. d. — Laski te także są bryłami niekształtnemi, na których poosadzano rzeźby wcale piękne.
Całkiem greckie, lub na wzór grecki ślicznie modelowane, są figurki mniejsze, po kilka razy powtarzane, amor z łapką raka, (19.), z pierścieniem (22.), z parą gołębi na głowie (21.), z fletem. (24.), z rogiem obfitości (25.), z napisem Opora (30.); postać kobiéca, stojąca na ozdobnych wygięciach, i przypominająca nieco genjusz znaleziony w Masłowie na Szlązku (26 — 27.).
Na tych wszystkich, napisów runicznych lub niéma wcale, albo ślady mało znaczne, na jednym czysto greckie OPORA: Jesień.
Oprócz tych są jeszcze: postument jakiś ozdobny, z napisami niewyrozumiałemi, stać na nim musiało jakieś bóstwo (35.), kółko z napisem pid, (pod...36.), hak (37.), ręka pięknie wykonana (38.), szabla do polskiéj podobna mała (37.), winne grono (40.).
Daléj następują, kilka pater, nakształt rusztów, w kratę przezroczystą ulanych, popsutych; na których znajdują się imiona Radegasta, Podagi, i figurki w płaskorzeźbie (41-42.); i kilka mis pełnych, (pater), ofiarnych, z poprzylepianemi na nich ozdobami i runicznemi napisami imion bogów, których mieliśmy już wyżéj, Radegasta, Podagi, (43.), Radegasta (44. 45. 46.), Podagi (48.), Nemisa (49.), Zibog (47.), Sieba (51.), Zerne bog (52.). Misy te nie tak są jeszcze misterne i bogate, jak u Potockiego w drugim zbiorze Sponholzów, ucha mają prostsze, i wszystkie są znacznie przypsute.
Od rdzy pojadłe i połamane, ale z napisami, pomimo to dosyć czytelnemi, (niepojmuję czem się to dzieje), są noże ofiarne Radegast’a, Wodhan’a, Podagi, Sieby, Zerneboga, Swantewit’a, Prowe (53. — 60. — 50.). Rdza która zjadła ostrza i żelaza, nadzwyczaj na nich szanowała runy! — Jest tu też i dzwonek Radegast’a (61.), dzwonek ozdobny i nadzwyczaj podejrzany! Wiemy, że dzwony lane nie daléj sięgają VII wieku, a starożytnym znane były tylko klepane z blachy. W XII. wieku, jeszcze tego kształtu co dzwonek Radegast’a, ani małych, ani wielkich na świecie nie było, były ellipsowate, beczkowate, i to częściéj z blachy kute, niż odlewane, a o ozdobnych tego rodzaju dzwonkach, wcale nie słychać, aż bliżéj nas w XIV, XV wieku. Dzwonek ten więc wielkie wzbudza podejrzenie.
Nareście para figurek z napisami lanemi, które czytano Zois (62.) i Misizlaw (63.), w strojach strzeleckich średniowiecznych, z charakterem rzeźby extra-nowym i znowu nie dającym się wytłumaczyć, zamyka zbiór Masch’a. Nie liczym nawet dwóch blaszek (65. 66.), których styl nie dozwala w żaden sposób przyjąć za stare i podrobienie ich mimo run bije w oczy. Z tego się składa pierwsza kollekcja, zręczniéj może od późniejszéj obmyślana i dokonana, ale równie jak ta, którą zaraz obejrzym, podejrzana. Właściwie wyjąwszy Czernobog’a, któren autentyczniejszy zdaje się od innych, nie są to nawet zabytki rzeźby słowiańskiéj, bo to co ręka kapłanów dokonała, utworem sztuki nazwać się nie może, a piękne obłamki są robotą widocznie pod wpływem starożytnéj sztuki utworzoną. Tylko para Radegastów, Czernobóg, i złomków nie licznych kilka, stają na stronie oddzielnie.
Zbiór, jaki nam przedstawia Potocki, jest wcale różny, i składa się także z rozmaitych figurek i sprzętu niby kapłańskiego.
Naprzód odłóżmy co najmniéj jest podéjrzanem, i mogło być znalezione na ziemi słowiańskiéj, choć tém tylko jest słowiańskie. Są to starożytne figurki z bibljoteki Raceburgskiéj, jakim podobne i u Masch’a jużeśmy widzieli, (J. Potocki. 105.-111.). Jest tu i znowu posążek Jesieni choć nieco odmienny. Pierwsza statuetka obcego pochodzenia, wystawia kobietę w stroju całkiem nie starożytnym, podobniejszym do średniowiecznego, lub jak chce J. Potocki słowiańskim, w ręku trzymającą delfina. Robota ładna, proporcje dobre, wyrób bez porównania wyższy od innych prilwitzkich; zdaje mi się, że ten co ją robił miał na myśli uosobić miasto leżące nad jeziorem lub morzem. Drugą figurką jest Autumnus, trzecią według definicji Potockiego (107. f.), Wulkan w wieku młodzieńczym, chłopak trzymający w ręku cóś nakształt rudla; następują: Herkules nagi, z pałką, nie złéj roboty (Potocki. 108.), Ceres z rogiem obfitości (Potocki. 109.), i głowa Marsa lub Minerwy, w stroju rzymskim (110.), jaką widziemy i u Masch’a. Nareście medaljon do noszenia na szyi, wystawujacy pijanego Sylena (111). Jak tego rodzaju zabytki łatwo mogły się w Słowiańszczyznie znajdować, o tém powiemy niżéj jeszcze.
Równie autentycznemi są niektóre sprzęty, jakoto, bransolety spiralne, jakich na ziemi słowiańskiéj pełno wszędzie, których dwie tylko rysuje Potocki, (88-89), ale namienia, że Sponholz miał ich wielką rozmaitość; sierp bronzowy, któremu podobne znajdowano w Szląsku (115) i w Polsce; szpilka, a raczéj styl, od którego piękniéjsze znamy u nas, także w Inflantach i na Szląsku (92.); rodzaj obucha bardzo ładnego kształtu (97); palstab (98); kólczyki, którym podobnych jest wiele (99-100), i obręcz (tamże), niewątpliwie prawdziwe i słowiańskie. Tego rodzaju sprzętów u Masch’a prawie nie znajdujemy.
Wyłączamy z powyższego spisu bronzową ostrogę, któré kółko z takim smakiem jest zrobione, że je trudno przyjąć za stare (90), gdy wiemy, że podobnych ostróg nie używano wcale; natomiast kamyk przedziurawiony, jakich w urnach pełno wszędzie (93), inne kamienne szczątki, rodzaj noża (91) i siekiera jaspisowa (117), nie ulegają wątpliwości. Obok nich postawić jeszczeby można miecz bronzowy, którego Potocki daje obłamki (118); wierzchy dzid bronzowe, starożytne (116.), niektóre noże z wielkiéj liczby, jaka się tu znajduje, (23. 24. 34. 43. 44. 46. 96.). Ta część zbioru i w ogóle co tylko jest bez napisów, zdaje się wykopaliskiem miejscowem i podrobionem być niemogło.
Ze sprzętów innych okrytych napisami (wąż 2), nożów, haków, pierścieni, nakryw, ułamków zbroi, wyłączamy naprzód rzecz całkiem dla nas nową, któréj już u Masch’a próbki widzieliśmy, są to czary, patery. Tych czar z różnego kruszcu, albo narzynanych runami, lub z runami odlewanemi wypukło, wielką ilość daje J. Potocki (15. 20. 26. 29. 31. 36. 37. 39. 41. 42. 48 49. 51. — u Masch’a fig. 43. do 49 i 51 — 52.). Niektóre z nich formą przypominają starożytne, inne bliższe są średniowiecznych; ale dla czego takich czar nigdzie a nigdzie dotąd, prócz w Prilwitz, nie znaleziono? Znamy jedną tylko misę z wizerunkiem Siwy w Czechach, którąby z niemi porównać można. Trudno to wytłumaczyć inaczéj jak podrobieniem, do którego powód dać mogły źle zrozumiane wyrazy Helmoldowéj kroniki: (Lib. I. cap. LII.). »Est autem Slavorum mirabilis error, nam in conviviis et compotationibus suis, pateram circumferunt, in quam conferunt, non dicam consecrationis sed execrationis verba, sub nomine Deorum, boni scilicet atque mali et.c.» — Zgodnie z temi wyrazami kronikarza, czary prilwitzkie okryte są postaciami bóstw i napisami consecrationis. I tak na dnie jednéj czytamy Rhetra (15.); na drugiéj Uri — Zirnitra (20.); na innéj charaktery magiczne (26.); na innéj jeszcze z trzema głowami Ruguit-Rhetra (29.) i t. p. Spotykam i tu wątpliwości w samych napisach, naprzykład gdy w pośród wyrazów słowiańskich znajdujemy wspomnianych Barstuków (Barzdukaj, brodaczy) litewsko-pruskich, o których czci u Słowian wielce wątpiemy. Z resztą litewszczyznę, która się tu zamieszała, można całkowicie wyłożyć jednym Łasickim, z którego zdaje się być wyjętą, jak i początek modlitewki do Perkuna, wspomnianéj wyżéj (zob. Thunmann: Untersuch. über die Gesch. einiger nord: Völker. 225.). Godna uwagi, że ta formułka czytać się daje i wykładać po litewsku i keltycku zarówno.
Cały zbiór tych czar, jak je widziemy u Potockiego, uderza bogactwem ornamentacij i pomysłów w ozdobach, obok nadzwyczaj niedbałego ich wykonania, tak, że i tu przychodzi na myśl niepodobieństwo, by artysta co je potrafił ułożyć, mógł tak licho piękną wykonać ideę. Sprzeciwia się to naturze rzeczy; kto głowy ludzkiéj cale rysować nie umie, ten jéj do ornamentacji mis i sprzętów pewno nie użyje, nie będzie nią zbytnie szafował; a kto sztukę posiadł całą, ten o wykonanie tego co robi, starać się musi.
W zbiorze Masch’a czar tych i rusztów mniéj jeszcze, ozdoby ich mniéj obfite, sprzęt więcéj od ognia uszkodzony; w zbiorze Potockiego nieznać obtopienia, pogięcie tylko i pordzawienie.
Medaljonów właściwych bardzo mało, jeden z Sylenem jużeśmy wspomnieli (111.), oprócz niego są: medalik ołowianny (66.), — o ołowiu w ten sposób użytym nigdyśmy nie słyszeli — z rysunkiem skomplikowanym i rodzajem napisu; bronzowy, na którym pięć główek, w tyluż wklęsłościach w krzyż ułożone, przedzielają głoski runiczne (73.), i pieniążek (101.), nie zdający się ani słowiańskim, ani nad XII — XIII wiek starożytniejszym.
Bardzo liczne są tu blachy, placki bronzowe z najrozmaitszemi wyobrażeniami w kompartymentach, z napisami, charakterami magicznemi, znakami zagadkowemi, i t. p. których u Masch’a niema jeszcze wcale, prócz dwóch i to w innym całkiem rodzaju (65. — 66.). Między temi, znajdują się i takie, których pierwowzory wzkazano w Daktyljothece Gorlaeus’a, (J. Potocki 40. 52. do 55. 60. 62 do 65. 67. 68. 72. 74 do 77. 80. 81 do 87. 103. 104. 112. 113. 114). Wszystkie te blaszki, wyjąwszy pierwszą znajomą Maschowi, który ją wykładał jako pamiątkę zabicia na ofiarę Radegastowi, Jana Biskupa Meklenburskiego (40.), ale jéj w zbiorze swym nie daje, są już z późniejszego wykopaliska Sponholza, które się zjawiło po wyjściu dzieła Masch’a. — Blachy te, krom kilku, mają jednostajny właściwy charakter i przypominają niekiedy misy, a należą do pomników, których gdzieindziéj w cale nie spotykamy.
Bóstw z napisami runicznemi jest w zbiorze J. Potockiego kilkanaście, ale te różne są wcale od zbioru Masch’a, kształtniejsze, nie tyle kolczaste, cząstkowe foremniejsze, a w nich już formy twarzy pierwszych nie powtarzają się. Radegast w różnych postaciach, znajduje się tu trojaki, podobny do Masch’a (Potocki. 14. 17. 78.), a imie jego czyta się na wielu posążkach i sprzętach. Figurka jego stale zgodna z opisem kronikarzy, przedstawia się z ptakiem na głowie i byczą na piersiach głową. Ze znanych bogów jest tu Światowid (8. — Swantewit), którego u Masch’a nie było, różniący się od opisanego tem, że niema czterech głów na ramionach, ale jedną na karku, drugą głowę starca na piersiach i miecz w rękach. Napis podejrzany, bo brzmi nie tak, jak go Słowianie zwali Światowid, ale jak w kronikach łacińskich, wywodzących imie jego od Swantego — Wita pisane znajduje się. Są także Pruwe (nie Prowe, jakby być powinno) którego u Masch’a nie było, w postaci starca z nożem, czy płużycą, o któréj piszą kroniki (12.) Tziba (Siwa. 22.), odmienna od tegoż nazwiska figurynki u Masch’a; Garhewit (11.) Garupit (21.) i Hiruwiz, (28.), którzy się wszyscy jednym kronikarskim Heruwidem tłumaczyć dają, chociaż postacie ich wcale są różne. Mythologja Skandynawska wykłada nam Helą (Höle, piekło — 25.), i Baldera (Balduri. 9.). Całkiem nowe dla Mythologji słowiańskiéj są inne, których późniéjsze po 1795 r. badania starożytności, obfite w owoce, ani objaśnić, ani potwierdzić nie mogły, jako to: Ulgin (1.), Jatad (7.), Maruihit (28.), Gilmug (19.), Sorazia (38.), może z nazwiska Sorabów utworzona, i Gudemu (32.), którego postać wziętą jest z Daktyljoteki Gorlaeusa.
Bóstwa bez napisów, których jest także kilkanaście, nie lepiéj się dają wytłumaczyć od poprzedzających. Co może naprzykład znaczyć jakieś stworzenie morskie, rodzaj polypa, czy pająka trzymającego głowę ludzką?
Łatwiejszy do wytłumaczenia jest starzec w łuskowéj zbroi z rogiem w ręku, który miał zapewne przedstawiać Światowida; choć runy, sypane z drugiéj strony posążku, wyczytać się nie dają — Cóś podobnego do Anubisa (5.), możnaby rozumieć Wołosem, bogiem trzód, (Skotyj Boh) — innych ani się domyśleć.
Wogóle bóstwa bez napisów są maleńkie, składają się z samych główek, ułamków i szczątków. Ta jest głównie różnica zbiorów Masch’a i Potockiego, że pierwsze w ogólności są nieforemniéjsze, ale głowy, ręce, płaskorzeźby mają wstawiane i pięknéj bardzo roboty; Potockiego zaś zdają się całkowicie robione, inną manjerą, ale wielce niezgrabnie, mimo że w niezgrabstwie tem przebija się ukrywana umiejętność, którą zataić chciał artysta.
Zrównane z sobą dwie te kollekcje, choć w jednéj robione myśli, wielce są różne, pierwsza z resztą równie jednolita jak druga, i o obu powiedzieć można, że są jednéj ręki dziełem. Pojęcie tylko, kierujące artystą w pierwszéj i drugiéj robocie, znacznie się zmieniło; z początku do nieforemnéj całości dolepiano czysto starożytne, lub ze wzorów starożytnych odlewane okruchy; w późniéjszym zbiorze usiłowano naśladować niezgrabstwo pierwotnych artystów, ale nie dosyć szczęśliwie.




Przebiegłszy ogół bóstw prilwitzkich, Masch’a i Potockiego, czujemy więcéj, niż wypowiedzieć możemy, że niepodobna ich bezwarunkowo przyjąć za autentyczne; szanujemy wielce zdanie autora Polski wieków średnich, ale go w tym razie podzielić nie możemy. I artystyczny charakter wyrobów tych i rozbiór napisów niedozwala uwierzyć, by prawdziwemi były.
Gdyby wreście część ich jakąś przyszło uznać za autentyczną, za słowiańską — samo znajdowanie się gęstych runicznych napisów, jakkolwiek staremi kréślonych charakterami, jużby szczątków tych do epoki pierwotnéj odnieść nie dozwoliło; możeby bóstwa te należały do chwili, tak dobitnie nacechowanéj przez Helmolda, gdy Słowiańszczyzna walcząc z chrześcijaństwem, pasowała się z niém na poły zwyciężona, i tworzyła moc nowych bogów, na wzór i jakby na przekorę obrazom Boga jednego chrześcijan i jego świętych. — Pomników tych, w żadnym razie uważać nie można za zabytki chwili rozkwitu samoistnéj sztuki słowiańskiéj, o jakich wspomina ś. Otto, ale za okruchy epoki walki i ostatecznego upadku. — Postawione obok Tyra czy Perkuna Czechów, Perkunasa litewskiego i innych utworów niezaprzeczenie autentycznych, tak są od nich odmienne i w pewnym względzie niższe, że w jednym rzędzie stanąć z niemi mogą. Ś. Otto mógł wychwalać statuetki takie jak Tyr, jak Wołos, jak Perun, aleby nie mówił z takiém uniesieniem o bogach prilwitzkich.
Bogactwo fantazji, zwłaszcza w zbiorze Potockiego, dochodzi aż do przesady — zwierzęta, ptaki, płazy, wszystko pozlepiano w jedno, dodatków i akcessorjów mnóstwo, ale całkiem brak naiwnéj prostoty, sztuki początkującéj; obfitość ta zdaje się znamionować podrobienie lub epokę upadku. Obok mglistego czasem przypomnienia typów z ostatnich czasów sztuki rzymskiéj, jak ją widzieliśmy naprzykład na monetach cesarstwa, jest coś w robocie, w stylu, w kształcie, w wyrazie figurek świeższego, nowożytnego. — Niektóre byłyby ładne linjami, pomysłem, gdyby im w pomoc przyszło wykonanie; pojąć trudno jak człowiek, co potrafił narysować naprzykład kobietę z wężem (f. 6.), mógł ją tak niezgrabnie wykonać; proporcje nadane postaci zdradzają rysownika, a niedbalstwo jego, chyba się dobrowolnem opuszczeniem wyłożyć potrafi.
Kamienie i obłamki gliny, okryte rysunkami, które z tegoż źródła od Sponholza pochodzą, ledwie tu dodatkowo wspomnieć się czujemy obowiązani. Co do napisów, są one w rodzaju tych, jakie się na bóstwach znajdują. Niektóre obłamki znalezione być miały na polach Stargradu, przy szczątkach urn, inne przy popielnicach pod Waren, inne na polach pod Prilwitz. Na wszystkich są bardzo nieforemne rysunki bóstw i napisy mniéj, więcéj czytelne i zrozumiałe, jako to: Rad (egast), Gar, m, znowu Rad (egast), Uk, zakończenie wyrazu Czernebuk, Zirn... itra, Sieb(a), Zik (od Suarazik), Zi, Mil, i t. p. — Figury i znaki bardzo są nieforemne i niedbale kreślone.




XXIV. BÓSTWA LITEWSKIE.

Przejdziemy teraz do Litwy, która jako niedawno nawrócona, bogatsząby być powinna w zabytki, do piérwszéj swéj wiary odnoszące się. Wiele ich wprawdzie, w piérwszych zaraz chwilach, zniszczyła gorliwość duchowieństwa, ale pilne poszukiwania badaczy odkrywają mnóstwo rzeźb zwłaszcza drobnych, przechowanych od zagłady, po grobach, w murach, ziemi, i wodzie. Mamy nadzieję, że każdy rok dorzuci cóś do wiązki już zgromadzonéj na Litwie, zabytków bałwochwalstwa, i dawnéj jéj cywilizacji.
Musiemy się jednak wytłumaczyć, dla czego tu wszędzie łaczym z sobą Słowiańszczyznę i Litwę, dwa, jeśli nie różne, to epoką wędrówki pierwotnéj rozdzielone plemiona. — Sąsiedztwo ze Słowiańszczyzną, stosunki z nią nieustanne, pokrewieństwo widoczne mythów i obrzędów, ich zlanie się, rodowy wreście związek plemion tych, — połączenie Litwy ze Słowiańszczyzną, we wszelkiém badaniu tego rodzaju, czynią nieuchronném. Szaffarzyk, Lelewel, Maciejowski, Naruszewicz, wszędzie do ogółu Słowian włączają plemiona litewskie. Bałwochwalstwo litewskie, w którém mnóstwo wspólności ze słowiańskiém spotykamy, jest dowodem najsilniejszym pokrewieństwa ludów, choć mową rozdzielonych, ale duchem pokrewnych. Perkun litewski i Perun ruski; Znicze w Litwie i Nowogrodzie zarówno płonące, że inne bówstwa pominę, dostatecznie tego dowodzą.
Mało mamy wiadomości o postaciach bóstw Litwy, podania przecież i wieści, o niektórych przedstawieniach ich wzmiankują, wymienim tu tylko główniejsze postacie:
Atrympos (Audrympos); Bóg wód, żyźności; czczony był pod postacią węża zwiniętego w pierścienie (linją spiralną, najpospolitszą z form ornamentacij w czasach bałwochwalstwa, na Litwie i u Słowian); głowę miał ludzką, ukoronowaną. — Wąż miał być miedziany, głowę jego zdobiły kłosy. Wystawiano go także w postaci młodzieńca, z głową wieńcem kłosów otoczoną; godłem jego było naczynie z wodą, w którém hodowano węża.
Auszlawis, bożek chorych i lekarzy, czczony być miał także pod postacią węża, jak w grecko-rzymskiéj mythologji Hygja, któréj godłem był wąż. Przypominim tu, że pomiędzy bałwankami prilwitzkiemi, był wąż z głową ludzką, z napisem: Zirntra, Radegast, Zer-Rhetra; na głowie jego ptak siedzący; inna figura wyobrażała kobietę z wężem w ręku opasującym ją (f. 6.).
Barstuki (Barzdukaj): wyobrażani byli w postaci karłów, z ogromnemi brodami, zkąd ich litewskie nazwisko; nie jak Szaffarzyk tłumaczy od palca, pierst. Klechdy słowiańskie często o podobnych wspominają dziadkach... Na jednéj z czar u J. Potockiego (f. 41.), wyczytano wyraz Berstuk.
Kaunis; bożek miłości, amor, Cupido; miał być karzełkiem skrzydlatym.
Kawas bóg wojny, uosabiał się w kogucie czarnym.
Liethuwa; miała za godło dzikiego kota (wilpiszis).
Perkunas’a wyobrażano z krzemieniem w ręku, (młotem Thora), z głową w pioruny ubraną, z brodą i piorunami w dłoni. — Perun ruski miał posągi olbrzymie, tułów z drzewa dębowego, głowę srebrną, wąsy i uszy złote, nogi żelazne, w ręku krzemień nakształt pioruna.
Poklus: bożek piekieł, państw podziemnych. Był starcem z twarzą wybladłą, brodą siwą, oczyma słupem stojącemi, do góry wywróconemi; skroń obwijała niedbale okręcona płachta. Takim go przedstawiła wojownicza prusko-litewska chorągiew.
Ragutis; bożek biesiad i uczt wesołych, rodzaj Baccha-Priapa, pozostał podobno w odłamku posągu, opisanego przez Ks. Łodziatę, (rysunek u T. Narbutta. T. I. T. II. — F. 6.) »Czyniono mu adoracje, powiada cytowany, pod postacią niezgrabnego kloca ze staréj barci wyrobionego, na wzór otyłego chłopa; dawano mu czarę miedzianą w rękę. — Istna to fizys djabła okopciałego, z rożkami na głowie, oczy wielkie jak u cielęcia siedzą mu na wierzchu, kałdun wydatny, nogi w obuwiu, łapciach, stopy długie, a golenie krótkie. Był nagi, figura młodzieńca wyobrażała; na głowie włosy krótkie, raczéj podobne do czapeczki fałdzistéj, twarz okrągła i wydatna, nabrzękła, usta do śmiechu ułożone.“
Jakkolwiek Ks. Łodziata powiada, że to był bałwan z barci niezgrabnie wystrugany, opis świadczy, że figurze téj nie brakło przecie wyrazu. Posąg ten wożono w zimie na saniach od wsi do wsi, weseląc się na cześć jego. Oprócz Ragutis’a, większych bałwanów litewskich dotąd nie wynaleziono; mamy za to codzień pomnażające się drobne pomniki bronzowe, na baczną zasługujące uwagę. Wyrób ich, charakter, artystyczna wartość, zwracają oczy badacza i dozwalają się domyślać całego pantheonu bóstw, których dotąd zaledwie próbki do nas doszły.
Opiszemy tu wszystkie nam znane bronzy litewskie, nie siląc się na oznaczenie ich nazwań i odkrycie znaczenia, które w wielu pozostać musi tajemnicą; wskażemy tylko wartość ich artystyczną, jako dla nas najgłówniejszą.
Najstarszém w tym rodzaju odkryciem w Litwie, było podobno bóstwo bronzowe, w r. 1818. w Kownie odszukane. — Posążek ten, przy stawieniu Komory celnéj, w murze na rogu tak zwanéj świątyni Perkunasa, przez urzędnika Sokołowskiego był odkryty. Miał wysokości sześć cali i lany był z bronzu; postać na nogach siedząca; na głowie niosła cóś nakształt korony muralnéj, a raczéj thiary wschodniéj; w ręku trzymała trzy ryby.
W r. 1820. hr. Kossakowski, nabywszy tę ciekawą pamiątkę, ofiarował ją Towarzystwu przyjaciół nauk w Warszawie. W początkach miano bronz ten za wyobrażenie Perkunasa, ale przekonano się, że wystawiał bóstwo niewieście i Staszic uznał je za wyrób indyjski.
Ze zbiorami Towarzystwa i posążek ten miał przejść do Petersburga, gdzie dotąd usilne starania o wykrycie go i zrysowanie skutku nie miały, miejmy nadzieję jednak, że pilniejsze badanie ciekawy ten zabytek nam powróci. Co się tycze charakteru wschodniego, tak ważnego dla historji i sztuki litewskiéj, ten nie tylko nie jest wyjątkiem w posążku kowieńskim, ale cechuje wszystkie starsze zabytki artystyczne, odkryte w tym kraju.
Inny posążek kobiétę nagą wystawujący, w rodzaju Wenery, bliżéj nie opisany, znaleziony został także w Kownie, w murach tamtejszéj plebanji. Robotnik, który police ustawiał, natrafił nań w murze, ale ówczesny wikary Ks. Mingajło, potłuc go kazał obuchami, i cyny, z któréj był odlany, użył do pobielania rądlów. Wiemy tylko od P. Narbutta (T. IV. 83. nota,), że to była postać niewieścia i dosyć spora, gdy na taki użytek obróconą być mogła.
Bóstwo jakieś zbrojne, odkryte na dnie jeziora na Żmudzi,[17] nie dosyć dokładnie opisuje E. Tyszkiewicz (Rzut oka. T. IV. 1. 2. 3. i okładka Album wileńskiego, złożona ze starożytności litewskich). Figurka ta, jak się zdaje bronzowa, wystawia mężczyznę z otłuczonemi rękami, całego od stóp do głów we zbroi i hełmie, stojącego w postawie bojowéj, na kruszcowéj podstawie. Ręce, jak widać, trzymać musiały miecz i tarczę, lub dzidę może.
Zastanawiającem jest, że uzbrojenie w Litwie niezwykłe, o któréj prostym rynsztunku mamy podania, figurkę okrywa. Jest li to bóstwo Kawas, bóg wojny, czy inna jakaś postać? reszta jakiegoś sprzętu, rękojeść oręża? zabytek pogański?? z pewnością wyrzec trudno. Figurka zbyt mało ma wybitnego charakteru, ale styl jéj raczéj barbarzyński lub rzymski, niż wschodni, do innéj ją epoki odnosi, niż bóstwo Kowieńskie.
Jednym z najciekawszych bronzów litewskich, dziś w posiadaniu piszącego, jest Perkunas, o którego pochodzeniu nie mamy innych wiadomości, prócz, że na Litwie miał być znaleziony w mogile. (Zobacz rysunek na okładce Album, toż powtórzone w chromolithografji do Rocznika Tow. Statyst. Wil. P. A. H. Kirkora). Wyrob zdaje się ze wszech miar nosić cechy prawdziwości.
Figurka wyobraża starca siedzącego, opasanego draperją, która obejmuje rękę lewą i przechodzi przez biodra, osłaniając je także. Głowa u góry jakby upiłowana, a przez nią i przez cały posążek przechodzi, wydrążony ostrém narzędziem, regularny otwór, który służył do osadzania na tyce tego nosidła. Reszta ciała, oprócz części ręki lewéj i biódr, naga, na piersiach i żołądku, oznaczone massy ogólne korpusu dość grubo i niezgrabnie; piersi wyrażone dwóma kręgami, rylcem zarysowanemi, z punktami we środku. — Twarz z brodą i wąsem pomimo naiwnéj prostoty wyrobu, ma pewien wyraz dzikości, srogości, siły. W lewéj ręce stulonéj, otwór oznacza miejsce, w którém osadzony był młot, krzemień, czy inne jakieś godło i ręka ta zniżona ku kolanom, prawa podniesiona ściska w dłoni piorun! Nogi pokurczone, jak do siedzenia, trochę krótkie i niewykończone. Wpatrzywszy się w całość, niepodobna zaprzeczyć, że artysta jakkolwiek barbarzyński, miał przed sobą wzór lepszy, rzymski, a ruchem postaci i ogólnym jéj rysunkiem, wydał bardzo dobrze groźną potęgę Perkuna. Drobniejsze szczegóły, jako to, zarysy piersi, palce u nóg i rąk, zwoje piorunu i włosy, oczy i twarz cała, głębokiemi rysami rylca są oznaczone. Bronz żółtawo-czerwonawy pokrywa patina zielonkowata, a gdzie niegdzie osad gryszpanowy. Otwór przez głowę i tułów przechodzący, wyświdrowany bardzo czysto, drugi w lewéj ręce ma gwint. Pod względem technicznym odlew wyborny od jednego rzutu dowodzi wprawy rzemieślnika, a jako dzieło sztuki zastanawia tylko całością dobrze pojętą i siła wyrazu, chociaż części wiele zostawują do życzenia i wcale wykończone nie są, a niektórym brak dobrego stosunku. Rysunek na okładce, starożytności litewskie wystawującéj, u P. Wilczyńskiego, którego Perkunas był własnością, dobre o nim daje wyobrażenie.[18]
Inna jeszcze figurka srebrna, uchodząca za bóstwo litewskie, i odkryta na Litwie, dostała się nam z tegoż źródła. Jest to dość niezgrabna postać męzka jakby leżącego, z rękami do boków przytulonemi, brzuch wydatny, na kolanach i u piersi po dwie rysy głębokie, niewiem składy czy co innego oznaczać mające. Wyrobiona ze srebra grubo, i jakby na wpół przecięta, figurka ta, co do rysunku i wartości artystycznéj, nie dorównywa Perkunowi.
Ciekawem odkryciem i zagadką niemałą dla historji kraju, jest niedawna zdobycz młodego archeologa Hr. Adama Platera. Na Żmudzi, w Rosieńskiem, w majętności nazwanéj Szweksznie, rozkopując jednę z trzynastu tam znajdujących się mogił, na saméj granicy pruskiéj położonych, dobyto z niéj siedem razem bożków bronzowych. Obok nich nieznaleziono nic, coby wiek grobowiska znamionowało, ani kości, ani czerepów, ani kruszcowych szczętów. W innych mogiłach były tylko popioły.
Bożki tu znalezione, wielkości od czterech do pięciu cali, lane są z bronzu, a jeden z nich z podłego srebra we środku próżny; wszystkie po ściślejszym rozbiorze, jak słusznie zauważał E. Hr. Tyszkiewicz, i jakeśmy się sami, porównywając je z innemi pomnikami, przekonali, są Egipskie.
Zkąd do Litwy zawędrowali Oziris, Izys, Horus, Kotka,... wytłumaczyć sobie trudno.
Przypuszczają, że je tu przynieść mogli Skandynawi, u których podobne zabytki także się znajdują, mybyśmy nie ledwie myśleli, że to prastara po Fenicjanach pozostałość. Najmniejszéj nie ulega wątpliwości, że wszystkie są czysto Egipskiemi bożyszczami, jak o tém bliższy ich opis przekona. Największy z tych odlewów srebrny, do pasa tylko odbity, wewnątrz próżny, przedstawia postać męzką, młodzieńczą, z twarzą bez brody i wąsów, z wyrazem wybitnym pochodzenia — na głowie znaną thiarę rogatą, z wyraźnemi z przodu bandeletami, mającą. Ręce skrzyżowane na piersiach trzymają, jak wizerunek Oziris’a i jego kapłanów, z jednéj strony bicz, z drugiéj berło. Porównać ją można dla przekonania się o pochodzeniu z rysunkami u Caylus’a (powtórzonemi u J. Malliot, Recherches. T. II. Tab. 6. n. 2. Tab. VII. n. 9.). Najmniejszéj nie ulega wątpliwości, że to jest Oziris lub kapłan jego; thiara, oba godła, charakter rzeźby najmocniéj tego dowodzą.
Widocznie taż sama postać Ozirisa, lub jego kapłana, powtarza się na mniejszą skalę, w odlewie bronzowym zakończonym pochwowato i przeznaczonym do osadzenia na czemś. Bronzy tego rodzaju są bardzo pospolite. Thiara rogata, bicz i berło, są i tu bardzo wyraźne, chociaż odlew mały, a bronz popękany i od rdzy przejedzony.
Trzeci posążek, mało co od poprzedzającego mniejszy, także bronzowy i zardzawiały, przedstawia Anubis’a, lub jego kapłana, z płaską czworograniastą thiarą na głowie, ręce spuszczone przylegają do ciała, nogi w ruchu, całość ma typ wybitny egipski, tak że się na nim omylić niepodobna.
Czwarta figurka przedstawia dobrze narysowaną, a tak między bronzami egipskiemi pospolitą kotkę, siedzącą na niewielkiéj podstawie lub krążku, któréj samo znajdowanie się tu, jużby na egipskie bóstw pochodzenie naprowadzić mogło.
Piąte bóstwo siedzące, wyobraża niewiastę, mającą głowę pokrytą rodzajem thjary rogatéj, z jaką zawsze przedstawianą była Izys, trzymającą na kolanach mniejszą figurkę, z wyciągnionemi nogami. — Jest to mały bronz Izydy karmiącéj Horus’a, jak się przekonać można z rycin, w starożytnościach Caylus’a (I. Malliot. Recherches. T. II. Tab VIII. f. 7.) Pokrycie głowy, typ wyrobu, niedozwalają ani wątpliwości. — Bronz stary i wielce uszkodzony.
Szósta figurka bronzowa, także przedstawia postać klęczącą, na odłamanym pręcie osadzoną, z głową ogoloną wzniesioną ku górze, z rękami otłuczonemi po pięści, także jak na modlitwie w górę dźwigniętemi, które zapewne zwitek trzymać musiały, nogi podkulone i ściśnięte. Bronz ten co do rysunku ogólnego jest bardzo dobry, a przedstawia, jak typ twarzy, ogolenie głowy, nogi i ręce dowodzą, jeden z bardzo pospolitych u Egipcjan wizerunków Kapłana, jakich kilka mamy u Caylus’a. (I. Malliot. Recherches T. II. Tab. VII. f. 2. 3.).
Mniejsza od poprzedzającéj siódma postać, nie dość zręczna, i wykonana niedbale, wystawia starca z brodą, na głowie mającego thiarę, jak Izys, z nogami rozstawionemi jak do tańca, z kolanami rozszerzonemi, a u stóp ściśniętemi — stopy są odłamane. W ręku trzyma ta figurka coś nakształt bardzo zwyczajnego w egipskich posążkach Sistru lub Nilometru, tak jednak ujętego, że się zda przedstawiać instrument muzyczny rznięty. Postać ta ze wszystkich najmniéj się wytłumaczyć daje, ale równie egipskiego jest pochodzenia jak inne.
Jakkolwiek tłumaczyć sobie zechcemy zjawienie się bóstw egipskich w pantheonie litewskim, zawsze przyswojenie ich, sam byt na téj ziemi, niezmiernie ważnym będą wypadkiem.
Dodajemy tu jeszcze wiadomość o rzeźbach i niektórych zabytkach starożytności krajowych, znalezionych przed niewielą laty w Wilnie, a dziś będących w posiadaniu A. H. Kirkora, którego uprzejmości winniśmy opis ich, odlewy i rysunki.[19]
Kapitan Inżynjerów ś. p. Juchniewicz, znalazł w głębokim lochu na górze Zamkowéj w Wilnie, na tém samém miejscu, gdzie stał niegdyś kościołek ś. Marcina, a przed nim zapewne świątynia pogańska, tych kilka złamków starożytności. Być bardzo może, że niektóre z zabytków, do bałwochwalni litewskiéj należały.
Najmniéj zrozumiałe jest jakieś narzędzie muzyczne, jak się zdaje, rodzaj fletu z kości wyrobionego, który zdobi u podstawy obwijająca go jaszczurka, z długim fantastycznie zakręconym ogonem (Dreżas); ku środkowi jest otwór owalny łączący się z otworem idącym od wierzchu, opasany obrączką. Ogon jaszczurki zawinięty i podgięty na stronie przeciwnéj rurki, kończy jakby spłaszczonym liściem. Całe to stworzeńko wydłutowane ostro, wyraźnie, ale niezgrabnie, pomimo to stanowi wcale piękną, fantazyjną ornamentację. P. Narbutt ma ten przedmiot za bóstwo domowe, my zważając na cześć jaką odbierały w Litwie Giwojte i ogół wyrobu, sądzilibyśmy, że to jest jakieś narzędzie muzyczne obrzędowe, kościelne, zwłaszcza że tuż wynalezioną została i druga kościana rurka, będąca wyraźnie pozostałością jakiegoś nieznanego instrumentu. Ta, o ile z ułamku sądzić można, czyściéj i staranniéj była wyrobiona, ale bez żadnych ozdób. W jednym końcu ma trzynaście małych otworów, z których dwa podłużne, jeden szerszy, a pięć założonych czy drzewem czy kością, ciemniejszego koloru. Z drugiéj strony, są cztéry otwory, przez które patrzając, widać podwójne dziurki mniejsze, przechodzące przez cały ten instrument. Z wierzchu rurka ta podzielona na podłużne prążki kantowate, między któremi są do połowy długości przecięte otworki niejednostajnego kierunku, znać dawniéj zasuwane kostkami, z których dwie jeszcze pozostały. Dziś narzędzie to i pierwsze i drugie żadnego głosu wydać nie może.
Z jednéj strony rurka ta zupełnie jest gładka, a kanty tylko trzy ćwierci obwodu jéj zajmują. Zdaje się nam, że znalezienie obok siebie tych narzędzi ich związek i przeznaczenie wskazuje: były to piszczałki jakieś, używane przy obrzędach bałwochwalczych.
Znaleziony także został razem z powyżéj opisanemi okruchami, wyrobiony z kości niedźwiadek, stojący na tylnych łapach, z przedniemi jakby do oparcia się na czémś, pod pyskiem złożonemi; jedna z tylnych nóg na rodzaju podstawki, trzpieniem do osadzenia opatrzonéj, spoczywa. Pysk zwierzęcia, otwarty i zęby u niego widoczne.
Z pozostałych sztyftów, widać że ozdoba ta była do czegoś przymocowaną.
P. Narbutt nie za bożka, ale za godło książęce, może do chorągwi przytwierdzane, ma tę ciekawą i ładną pamiątkę. Ale że mało wiémy o bogach litewskich i postaciach, w jakich przedstawiani byli, a ślady są, że większa część bóstw na tykach przytwierdzaną i noszoną była, możnaby sądzić, że i niedźwiadek bóstwo jakieś przedstawiał. Robota, co do ogólnego pojęcia kształtów, wcale dobra, wykonanie, ile z kopji sądzić się godzi, również staranne i nie pierwotnego już artystę wskazujące.
Odkrytą została także razem mała figurka z kości, rzeźbiona bardzo pięknie, wystawiająca klęczącego rycerza w koronie, którego podniesione ręce cóś nad głową utrzymywały. Części téj braknie. Strój figurki jest starożytny rzymski, ale draperja, pas, tunika, zbroja, tarcza i styl ogólny odnieść każą robotę aż do XVI wieku, smak odrodzenia bowiem, szczególniéj w rysunku tarczy czuć się daje. Mogła to być rękojeść miecza, noża, lub jakiegoś sprzętu ozdoba, z daleko bliższych nas czasów.
Przy tych rzeźbach kościanych, odkryto także odlew z ciemnego kruszcu, który się okazuje bronzem. Odlew ten, na szerokiéj podstawie pokrytéj częścią fałdzistéj draperji, przedstawia z boku leżącą wilczycę, z podniesioną łapą i głową, a po nad nią rękę utrzymującą cóś nakształt rogu, po ramię odłamaną i do braknącéj należącą figury. W czasie gdy P. Kirkor dostał ten obłamek, postaci ludzkiéj, do któréj ręka i draperja należała, brakło. Po za ręką i wilczycą, sterczało cóś nakształt pniaka.
Oglądając ten zabytek, Hr. Eust. Tyszkiewicz, przypomniał sobie, że miał w swym zbiorze figurynkę bronzową, znalezioną pod karczem, na przedmieściu Komorówce, w Mińsku, gdzie był dawniéj zamek, i uderzony podobieństwem jéj do tego okruchu, pośpieszył ją do niego przyłożyć. Figurka jakby cudem przyszła do ramienia i utworzyła całość, która, jak ją teraz widzimy, niewątpliwie jest utworem sztuki rzymskiéj, lub naśladowaniem jéj wyborném. Gruppa wyobraża Faustulusa z wilczycą karmicielką Romula i Rema, nagiego prawie i lekką tylko osłonionego draperją, którego ręka jedna na grzbiecie wilczycy, druga na biodrach, kij pastuszy trzymając, spoczywa. Rysunek figury jest prześliczny i pełen stylu, głowa okryta włosem kręconym, przypomina głowy Faunów; kompozycja przewyborna, i na pierwszy rzut oka dowodząca artysty, który był panem myśli, jaką miał wydać. Ale nie śmiemy zawyrokować, czy to jest istotnie starożytny bronz, czy późniejsze naśladowanie....
Odlew z dwóch się sztuk składał i to było powodem, że oddzielne części, choć do dwóch może grup jednakowych należące, tak doskonale zeszły się z sobą. — Zresztą wyrob rzymski, jak zaraz ujrzemy, nic w sobie niema zadziwiającego w kraju, który od najdawniejszych czasów, w ścisłych był stosunkach z Fenicjanami, Grecją i Rzymem.
To, cośmy wymienili, nosi tak rozmaite cechy, tak różnego jest pochodzenia, że wśród napływu obczyzny, trudno tu litewskie właściwie rozeznać wyroby. Jednakże za takie mamy Perkuna, bóstwo Żmudzkie i ową rozbitą i zatraconą bezpowrótnie Venus kowieńską. W znanych nam figurynkach pojęcie ogółu równie dobre jak w słowiańskich, wykonanie tak jak w nich niedbałe; różnią się zaś wielce od prilwitzkich, daleko lepszém pojęciem formy ogólnéj, większą jednością kompozycji, wstrzemięźliwością myśli i realizmem. Fantazja mało się tu wysila, niema prawie poczwarności, powtórzeń części, spajania człowieka ze źwierzętami. Ruchy postaci wydane są śmiało, dobitnie i mimo wad rysunku wyrazisto. Kształty ciała ludzkiego, stosunek części ich do siebie, znamionują zwróconą już na wzór uwagę, a niedźwiadek naprzykład, już się dobrze rozeznać daje i ma pewien nawet właściwy charakter. To wszystko razem wzięte, zabytkom niewielu rzeźby litewskiéj daje piętno zupełnie właściwe i stawi ją wprost obok słowiańskiéj, z którą ma wiele wspólnego. Jako początki sztuki samorodnéj, na wzorach wschodnich, indyjskich, egipskich, późniéj greckich i rzymskich, kształcącéj się powoli, utwory te, na swój czas, bardzo już są znakomite. Odlewy dowodzą niemałéj wprawy technicznéj. Mamy nadzieję, że czas i badania, odkryją więcéj pomników, które stan sztuki i jéj charakter lepiéj nam jeszcze wyświecą.
Wspomnieliśmy o rysunku wyżéj, trzech głównych bóstw Litwy i Prus, na staréj wojennéj chorągwi, którą podają Casp. Henneberger, po nim Grunau, L. Dawid i Hartknoch; tu także wizerunek jéj mieścić się powinien, chociaż raczéj do ikonografji bogów litewskich niżeli do historji sztuki posługuje, znacznie będąc zapewne zmieniony kilkakrotném przerysowywaniem. — P. Narbutt nowy dał téj ciekawéj chorągwi rysunek, ze źródła nam niewiadomego.[20]




XXV. MEDALJONY.

Z płaskorzeźb kruszcowych, wycisków na blaszkach, pięniążków i medalików z czasów przedchrześcijańskich, których wiele P. Tad. Wolański i T. Narbutt przyznają Słowiańszczyźnie i Litwie, po ściślejszym rozbiorze, niektóre tylko przy nas pozostaćby mogły. Zapatrując się na nie bez uprzedzenia i chętki przyswojenia sobie, co do nas nie należy, odrzucić musiemy co albo widocznie jest obcem, lub nie tak starożytnem jak sądzono.
Wyżéj wymieniliśmy najpiękniejszą ze słowiańskich płaskorzeźb na dnie misy w Czechach znalezionéj znajdującą się, która wyobraża Siwę. Joachim L. podał nam opis i rysunek medaljonu we wsi Ruszcza płaszczyzna w grobowcu z trzeciéj epoki odkrytego. Jest to odcisk w tym okresie dosyć pospolity, wystawujący potworę, rodzaj smoka bez skrzydeł, dość niezgrabnie wyrobionego. Zwierzę to, czworonożne, jakby przypadło na przednie nogi, głowę ma w tył zawróconą, a szyję długą i kilkakroć przepasaną; morda, zakończona śpiczasto, uszy kończate, język zakręcony, ogon w sploty zwinięty do góry się podnosi w kręgach ozdobnych. Medalik ten do X-go lub XI wieku odnieść potrzeba, gdyż wszystkie ma cechy czasu, w którym smocze ozdoby i sploty, były najzwyklejszą ornamentacją.
Z Litwy mamy medalik bronzowy charakterystyczniejszy, wykopany w Januszkiewiczach w Mińskiem, z wyobrażeniem głowy Tura (zubra), otoczonéj ozdobami trójkątnemi. Z tych trzy, między rogami, a po dwie z obu stron głowy są umieszczone; dokoła bieży obwódka perłowa. Noszono zapewne podobne blaszki jako amulety na piersi.
Przypomnieć tu należy wyrazy starego bulgarskiego rękopisu przywiedzionego przez Szaffarzyka (T. I. — 278.) w którym narody są imionami źwierząt pocechowane, a między niemi Litwin nosi nazwanie Tura.
Z licznych p. T. Wolańskiego medalów i monet niby słowiańskich, obawiamy się tu cokolwiek pomieścić, tak wielki udział w zebraniu ich i oznaczeniu miała wyobraźnia, tak typy ich przeciwne determinacji dowodzą, tak w ostatku braknie nam danych, na mocy których przy słowiańskiem ich pochodzeniu utrzymać byśmy się mogli. Gdyby wreście niektóre z tych brakteatów i medalików naszemi były w istocie, typy ich tak są do normandzkich i germańskich podobne, że jako pod wpływem naśladownictwa utworzone, nie wieleby nas o sztuce nauczyły. Napisy ich czyta każdy jak chce, niedziw więc, że wyczytuje jak się podoba.
Ukraińskie złote blaszki, z wyciskami gryfów, lewków i fantastycznych zwierząt, są zupełnie greckie i pochodzenie ich niewątpliwe. Potwierdzają one wpływ, jaki osady Greków nad morzem Czarnem i w głębi kraju na cywilizację i sztukę Słowian sąsiednich wywierały.
Najpiękniejszym w tym rodzaju zabytkiem, jest medaljonik ze Skwirskiego z młodym Bachusem, otoczonym liśćmi winnemi; postać ta z thiary, latorośli winnéj i tyrsu niewątpliwie oznaczyć się daje.
Blaszka, (M. Grabowski. Ukraina. XVII. a) w Zwinogrodzkiem znaleziona, (pod Petrykówką), z wyobrażeniem ptaka rozdzierającego rybę, może być utworem miejscowym; ale w układzie ptaka, w spojeniu jego z rybą, w całym rysunku tego godła, widać przeważną siłę sztuki greckiéj, która potrafiła prosty ten przedmiot zmienić w zręczną i fantazyjną ornamentację. Ptak i ryba zaledwie się rozpoznać dają; tak je artysta zlał w jedną całość ozdobną.
W Inflantach (Aszerade) znajdowane podobne blaszki złocone wyobrażają kąsające się żabki, lub smocze ozdoby powikłane z fantastycznych źwierząt, właściwych trzeciéj epoce.
Blaszki podobne i medaljony, wcale nie są pospolite u nas: częściéj się na pograniczach krajów słowiańskich i litewskich, niżeli w ich średzinie znajdują; co wnioskować dozwala, że były przywoźne i nie wyrabiały się w kraju, lub rzadko naśladowały. — Przypuściwszy, że blaszki w Ruszczy i Inflantach odkryte nie są Skandynawskie, ale w kraju wykonane, więcéj w nich motyw do ornamentacji użyty, niżeli kunszt zastanawiać może, a szczególniéj zwrócą uwagę owe fantazyjne zwierzęta, których kształt nadawano nalewkom i dzbanom, wyciskano na metallach, a współcześnie może śpiewała o nich pieśń, bajała skazka ludowa.
Oto wszystko prawie, co nam z pomników rzeźby, w staréj Słowiańszczyźnie pozostało; kroniki i opisy, jakkolwiek na zupełną nie zasługujące wiarę, więcéj nam dostarczają materjału do sądu, niżeli same zabytki.
Rzeźba u Słowian znajdowana wieloraką ma cechę, pochodzenia swego wschodniego, wpływu greko-rzymskiego i skandynawskiego, wreście przebija się w niéj téż i charakter narodowy. — W różnych epokach i miejscowościach, piętna te mniéj lub więcéj na jaw wychodzą. — Jedno z bóstw przypomina indyjskie, inne zda się wprost przywiezione z Grecji lub Rzymu, inne w ostatku samorzutnie, niewprawnie a silnie dokonane zostało, wedle idei własnéj, ręką krajowca. Usilnie téż tu rozróżniać potrzeba, co własne nasze, a co, choć u nas znalezione, obcego jest pochodzenia.
Mamy dowody, że rzeźba większa u Słowian była szczególniéj na drzewie wykonywaną, a często w spojeniu nie bardzo szczęśliwém najróżniéjszych materjałów szukała wydania swéj myśli, nie posiadając jeszcze innych środków objawienia jéj w całym blasku. Sztuka téż owego czasu, była raczéj fantastyczną i silną, niżeli piękną właściwie. Rzeźbiarz posługiwał się wszystkiém: drzewem, kamieniem, rogami źwierząt, kruszcem drogim i farbą, kształty mnożył, godła dodawał, by sprostać zadaniu, któremu często podołać mu inaczéj było trudno.
W rzeźbie mniejszéj, z jednolitego wyrabianéj materjału, więcéj daleko widać talentu, bo środki nie dozwalały puścić cuglów artyście i ograniczyły go do jak najprostszego wydania ogółu tylko swéj myśli. — Żywa wyobraźnia pierwiastkowego ludu, która w wielkich posągach nie hamowała się rozmiarem, w drobniejszych zmuszona odrzucić szczegóły i dodatki zyskiwała, stając się prostszą i naiwniejszą. — Dla tego może drobne figurki Pomorzan, tak chwalił Biskup bambergski, dla tego kilka mniejszych bronzów, tak są zastanawiające.
Miejmy i to jeszcze na uwadze w sądzie, jaki wyrzec należy o zabytkach rzeźby słowiańskiéj, że to co z niéj do nas doszło, pochodzi właśnie z miejscowości najmniéj bogatych, na które w czasie nawracania najmniéj zwracano uwagi. — Najpiękniejsze pewnie pomniki, po bogatych grodach znajdujące się, najskrzętniéj zniszczone zostały.
Tak jak ją widziemy, całość rzeźb naszych, świadczy dosyć korzystnie o rozwinieniu uczucia artystycznego, czas i miejsce mając na względzie. Nie są to arcydzieła, ale u jakiegoż ludu na tym stopniu rozwoju znajdziemy je? gdzie u ludów sąsiednich były utwory wyższe od tych, które my postawić możemy? Niemcy, Skandynawi, nie przechodzą nas w tym względzie: owszem, najdobitniéj przekonywamy się ze szczątków, żeśmy stali na zupełnie równym stopniu z nimi i pod jednemi kształcili się wpływami. Słowianie nie tylko nie gardzili i nie odpychali wzorów obcych, ale pamiątki greckie i rzymskie, które się u nas zachowały, świadczą, że je chciwie chwytali i naśladować usiłowali. Wpływ ten bardzo widoczny daje się dowieść faktami nieprzepartemi.
Słowiańszczyzna stała niejako — w chwili, gdy jaśniéj się ukazuje — na granicy dwóch światów: nowego, który się tworzył na zachodzie z ruin państwa rzymskiego, i przestarego wschodniego, od wieków utrzymującego się w swym bycie i charakterze pierwotnym. — Z obu tych pierwiastków i własnego co je łączył, składała się sztuka jéj, na tle wschodu, pod wpływem starożytnych rozwinięta, o ile w warunkach ówczesnego życia społecznego rozwinąć się mogła. Bogactwo fantazji, hamowane tylko uczuciem lub przeczuciem ideału i nigdzie indziej niewidzianą skromnością obyczaju, — rozkwitało na ścianach świątyń, pokrytych wizerunków mnóstwem. Jakkolwiek składane i lepione są bogi Słowian, niema w nich nadzwyczajnych poczwarności: zwierzę nigdy prawie nie jednoczy się z człowiekiem, choć z osóbna często jak baśnie dowodzą, źwierzę samo bogów uosabiało. W drobnych utworach nigdzie, prócz w podejrzanych prilwitzkich, nie spotykasz potworności, ogół zawsze silnie i dobrze pojęty, stosunek części na swój czas wyborny. Litwa jeszcze jest trzeźwiejsza w przedstawieniach bóstw swoich, którym daje twarze ludzkie, a godłami reszty idei stara się dopełnić, nie mnożąc członków, jak Słowianie niekiedy.
Wyroby te barbarzyńskiemi nazwiemy, ze stanowiska rzymskiéj sztuki je uważając, ale i w nich oko badacza postrzeże uczucie piękna i pewną już wprawę w wyrażeniu myśli. Często chęci więcéj, niż skutku, przecież idea zawsze jasno się przedstawia; a jedna strona piękna, bogactwem fantazji i siłą, już się tu jasno przedstawia.




XXVI. SPRZĘTY, ORĘŻ, OZDOBY STROJU.

Sztuka nie mieści się wyłącznie w tych dziełach, które pospolicie za jéj utwory uznają; w nich ona wprawdzie objawia się najistotniéj, najsilniéj i niezależnie, bo je tworzy nie dla jakiéjś potrzeby materialnéj, ale dla zaspokojenia potrzeby ducha, — jednakże zarówno szukać jéj musimy we wszystkich wyrobach ręki i myśli, ideą piękna napiętnowanych.
Bóstwa pogańskie stworzyła potrzeba czysto duchowa, wyrażenia swéj myśli i pojęć świata niematerjalnego w sposób widomy, i dla tego stoją one na czele pomników sztuki, ale niemniéj i w sprzętach nawet, w ozdobach stroju, w zbroi, rzemieślnik staje się artystą, jak skoro stara się o nadanie im pięknych, wytwornych kształtów. — Sprzęty te, z któremi spaja się żywotem codziennym człowiek, służące niewieście do ubioru, mężowi do boju — do których lgną sercem, pragnąc je mieć błyszczące, piękne, jasne, chwytające za oko, — są już w pewien sposób dziełami sztuki.
Miecz, strzałę, naszyjnik poganina, jego czerwoną tarczę, nie całe stworzyła potrzeba obrony i boju, odróżnić w nich łatwo co było koniecznością, a co płodem fantazji, dogodzeniem potrzebie piękna; wyśledzić można, gdzie ta myśl kierowała rzemieślnika ręką, w zgięciach, wycinaniach, rzeźbach i wyciskach, szukając kształtów wytwornych i czyniąc go artystą.
Śledząc więc dzieł i charakteru sztuki dawnéj i nowéj, nie możemy ograniczać się samemi dziełami artystycznemi właściwie, musimy zapatrywać się na wszystko, z czego tylko wytryska gdziekolwiek zabłąkany promyk piękna. Nie będzie nam obojętnym ozdobny miecz rycerza, strojny hełm jego, puklerz i tarcza rysowana, ani kobiece przybory, ani drobne sprzęciki, które wdziękiem swym zasyłały do duszy pierwsze nasiona idei piękności. Choć w sprzętach tych artysta mówi formami dla nas zrozumialszemi, postaciami ludzi i zwierząt, choć cały charakter w linjach i stosunku ich do siebie, w dziwném często rysów loźnych sprzężeniu; niemniéj dobitnie jednak piętnują one wiek i ludzi, całą epokę z właściwą jéj cywilizacją.
Opisaliśmy wyżéj zabytki z epoki kamieni, są one rzadkie bardzo i w liczbie nie wielkiéj; pomniki z okresu bronzu, wspomniane też zostały, gdyśmy o grobach tego czasu mówili. Najliczniejsze są ozdoby i sprzęty, z najbliższego nas trzeciego okresu żelaza, który X — XI wieku dochodzi. O tych tu, nie wyłączając drugiéj epoki, więcéj jeszcze powiedzieć chcemy. Szczątków dość wielka doszła nas liczba, a co dziwna, znać skutkiem stosunków handlowych i społecznych, które w tym okresie ludy z sobą łączyły, na wielkiéj przestrzeni Europy, zwłaszcza na wschodzie i we wschodnio-północnéj jéj części, sprzęty te są jednostajne, na jedną formę i sposób wyrabiane. Probuje to, że w czasach przedchrześcijańskich mieszkańcy tych krajów, których część dziś Germanja posiadła, zostawali na jednym cywilizacji stopniu i obyczajem ku sobie zbliżać się wszyscy musieli. W starych kurhanach Inflant i Litwy, Polski, Wołynia, Ukrainy, Meklemburga, Pomorza, w Saksonji, Czechach, Morawji, nad Dunajem, i w Rusi, obok kości palonych i niepalonych, obok popielnic, w katakombach sklepionych pod pokrywą mogił, pełno wszędzie i wszędzie jednakich ozdób spiralnych drucianych, pierścieni, nożów, mieczów, paciórek, krążków, kółek, dzwonków, naszyjników i naramienników, jakby w jednéj odlanych formie.
Na ten sprzęt jeszcze zwróćmy uwagę na chwilę.
Hełmy. — Rzadkie są hełmy z czasów przedchrześcijańskich, bo też zapewne nie wielu rycerzy, tą kosztowną częścią uzbrojenia poszczycić się mogli. Więcéj daleko przywdziewali na głowy, łby źwierząt dzikich, osadzone na drewnianych kabłąkach, lub żelazne i bronzowe obręcze (Nestor), broniące czaszkę od cięcia.
D-r Kruse w Inflantach nie znalazł żadnego starożytnego hełmu; trafiła się tylko w grobach czapeczka kruszcowa, złożona z kształtnie zwiniętych w spiralną linję drutów, które pięcią kręgami otaczały głowę, a zakończone były blachą, u któréj wierzchu na kółku wisiał rodzaj dzwonka. (Aszerade).
Szczególnie także ubraną czaszkę znaleziono w Leal w Esthlandji; zdaję się, że ozdoba ta kruszcowa, była zarazem oznaką zwierzchnictwa i obroną od uderzenia; więcéj podobnych nigdzie się nie trafiło.
W jednéj mogile na Ukrainie w Zwinogrodzkiem, (między Petrykówką a Romejkówką) znaleziono wielce starożytny hełm grecki bronzowy, któryśmy wyżéj przywiedli. Pochodzenie jego z emporjów, nad morzem Czarném, najmniejszéj nie ulega wątpliwości.
To co Ż. Pauli (Starożytn. Galicyjskie. art. XI — XII — N. 1.), podaje za starożytny hełm czyli Kapalin, wcale się nim być nie zdaje, jest to raczéj szczątek tarczy, ostrym dziobem zakończonéj, jakich mnóstwo znajdują w Danji, (zob. rysunek podobnych w Dännemarks Vorzeit von I. I. A. Worsaae. p. 41.) i na Litwie (Tyszkiewicz, Badania. T. II. 2. 3.).
Inny hełm starożytny (Ż. Pauli. Starożytności. XI. XII. 8.), z grubéj żelaznéj blachy dość kształtnie wyrobiony, zaokrąglony, i stożkowato zakończony u góry, wyorany został z popielnicą i grotem na polach wsi Twierdzy w Przemyślskiem.
Opis jego i rysunek podał autor starożytności Galicyjskich. Hełm ten formę ma piękną; przytwierdzony był jak widać do czapki skórzanéj, od któréj ćwiek jeszcze pozostał, spajający kruszec ze skórą, w górze zakończała go ostra szpica, zapewne do osadzenia pióropusza przeznaczona. Do koła otacza go daszek, który z przodu nieco jest szerszy. Szczątki jakichś zjedzonych od rdzy ozdób dają się postrzegać na rysunku. Hełm ten znacznie jest dawniejszy nad wiek X-ty, w którym zaczęto już używać na nos spuszczonego żelezca, broniącego twarz od cięcia.
Zamiast zbroi, którą najczęściéj zastępowały kaftany, na drewnianych naciągane obręczach i loźne blach kawały poczepiane rzemykami na piersi, na rękach i nogach, używano także w VII. do X° wieku, drutów grubych bronzowych, lub z innego kruszcu, w spiralną linję zwijanych, które na ręce i nogi wciągano. Drutów takich różnéj miary, bardzo wielka ilość, w rozmaitych krajach słowiańskich, dobywa się z popielnicami. D-r Kruse znalazł ich mnóstwo prostych i wytwornych, w grobowcach Inflant i Kurlandji, mamy je także z Litwy, Wołynia, Podola, Szląska, i t. p. Zwitki te po większéj części bronzowe, elastyczne, i łatwo do różnego rozmiaru rąk dające się zastosować, musiały być w powszechném użyciu, w ostatniéj epoce żelaza, lubo i poprzedzającéj sięgają. Znajdują się one nie tylko u nas, ale w grobach w Thuryngji, Meklemburgskiem, Holsztejnie, we Włoszech. Druty te i blaszki, zwijane, były zarazem ozdobą i obroną, gdyż niektóre z nich są kształtnie i starannie wykonywane i ryte. Zwitki formują kilka, kilkanaście pierścieni ściśniętych, lub w pewnych od siebie stojących odstępach; czasem wyobrażają sznur lub plecionkę, kończą się niekiedy misternemi spięciami. Służyły szczególniéj do ochrony ręki od dłoni do łokcia i od łokcia do ramienia, a może wdziewały się na nogi. Przy nich wspomnieć potrzeba, za część uzbrojenia uważać się mogące grube wielkie pierścienie, jak bransolety około pięści noszone, spajane haczykami, bronzowe i srebrne, z przodu ręki grubsze i szersze, robione nakształt sznurów i plecionek. Bransolet takich dość wiele znajdują u nas, w Rusi, na Szląsku, niektóre są bardzo wytworne; kilka ich przywodzi Tyszkiewicz w Rzucie oka. Arcydziełem w swoim rodzaju, jest spiralny naręcznik, wytwornie ozdobiony i sztucznie dokonany, który znaleziony został w Kurlandji przez D-ra Kruse (Necrolivonica. Tab. XL. XLII.).
Pancerze, (Loricae) i Koszule kolczaste, znane w starożytności, choć nie używane powszechnie u Słowian, trafiają się w czasach przedchrześcijańskich. Dowodzi tego i ta okoliczność, że za Bolesława W. mnogość się ich już w kraju znajdowała. W grobowcach nie odszukano ich prawie, gdyż jako najkosztowniejsza część uzbrojenia, szły w spadku z ojca na syna i rzadko poświęcać się musiały przy pogrzebach. Pancerze łuskowe i kółkowe, naszywane na grubem klejonem płótnie lub skórze, wielce były rozmaite.
Na niektórych popielnicach w Polsce, znajdowano blachy i złomki pancerzy starych, które obyczajem rzymskim, użyto za pokrywy urn grobowych.
Tarcze. — W starych poematach czeskich znajdujemy wspomnienia tarczy, pokrytych kilką warstwami skór, malowanych czarno i opatrzonych dwóma dziobami.

Ai Ludiek uderi silnym mecem.
Pretie trie koze we scitie, (Zob. Sl. a Lud. w 170.).
I wsta Cmir, i wzradowa sie.
I radostnie snie sovi scit crn.
dwu zubu(Cestm. w. 18.).

Szczyty także u Rusi pogańskiéj wspomina Nestor (zob. M. Pogodina, Izśledowanja. T. III. 1846. R. IX N. L. str. 25.); były one pospolicie malowane czerwono. Rozróżniano w Polsce dwojakie: Pawęże, większe służące piechocie, i Tarcze właściwe mniejsze, któremi osłaniała się jazda (Karliński). Piechota dźwigała czasem ogromne puklerze, które od uszów do kolan sięgały. W Litwie najpospolitsze były drewniane, naciągane skórami i nabijane ćwiekami. Kształtem najdawniejszym jest podobno Pawęża, ostro bardzo u dołu zakończona, w środku mająca rodzaj dziobu, w który rękę wkładano.
Tarcze takie pokryte blachą żelazną, w grobach są rzadkie; rysunek resztki podobnego puklerza, dał Ż. Pauli, w Starożytnościach Galicyjskich, niewłaściwie zowiąc ją Kapalinem.
Inne tegoż rodzaju, nieźle dochowane z pod Kiernowa i Uciany, przywodzi E. Tyszkiewicz (Badania. Tab. II. 2. 3.). — Mniéj one są śpiczaste od Duńskich, stożkowato ale tępo zakończone, a dokoła zdobią je ćwieki gęsto na brzegach osadzone. — W Inflantach D-r Kruse mało znalazł szczątków podobnych, a nic bardzo ozdobnego.
Miecze, które Nestor, jako broń obosieczną Polan wspomina, często znajdują się po grobach; mówiliśmy już, że niektóre popielnice ostatniéj epoki, bywają obwijane zgiętemi mieczami. Joachim L. wnioskując ze słów Mateusza herbu Cholewa, pisze, że u Polaków miecze bojowe zwano Bojkami. Miecze Inflantskie, według postrzeżenia D-ra Kruse z kształtu są zupełnie do niemieckich podobne (naprzykład do mieczów na monetach Ericka Nordhumberland. Lelewel Hist. Numism. du Moyen-Age. II. 30. P. XII. 9.). Zawieszano je na szyi, na pasie rycerskim z lewego boku; pas spinał się sprzączką ozdobną.
Szczególną uwagę zwraca rękojeść mieczów, jako część ich, na któréj mieściły się ozdoby najwytworniejsze. Rękojeści te proste, jednym lub dwóma gryfami w górze i w dole opatrzone, (oprócz tego gałką u wierzchu) mniéj lub więcéj wytwornie wyrabiane, bywały żelazne, bronzowe, srebrne, lub srebrzone, ze skówkami i główkami rozmaicie ukształtowanemi. Rękojeści bywały także z mniéj trwałego materjału, drzewa, rogu, kości, i wiele ich z tego powodu w ziemi zniszczało. Ż. Pauli, daje rysunki dwóch starożytnych nożów (XI. XII. — 12. 11.), których ujęcia mają kształt wcale oryginalny. W jednym z nich większym, górny gryf rozszerza się i spłaszcza dla osłony ręki a dolny składa z dwóch główek przyrosłych do żelezca i wygiętych ku niemu.
Z mieczów w Aszerade w Inflantach odkopanych, niema prawie dwóch podobnych.
Niektóre mają gałkę górną na troje rozdzielona, a brzeg jéj (podstawkę, gryf) kréskami ozdobiony; u innych zakończenie zamiast gałki, formuje płaski ukośno ścięty sześcian, dolny zaś gryf w łuk się zagina ku żeleźcom. Gałka górna jest większa i cięższa, niżby rozmiar miecza wymagać się zdawał; niekiedy gryfów całkiem braknie, a ujęcie tylko długie, zakończone bywa płaską w górze skówką.
Najozdobniejszym z odkopanych u nas mieczów, jest kurlandski u D-ra Kruse (Tab. 40-42, ), którego gałka górna, ma profil pełen smaku, a gryf dolny i pas jéj ozdobione są rzędem, z kółek przeciętych bardzo zręcznie, ukośnemi czworokątami. Na pochwie miecza tego, skówka ozdobna dwóma przeciw sobie stojącemi ptaszkami, tak dalece gorzéj jest wykonaną, że jéj do reszty miecza porównać nie można.
W ogólności w dziełach tych czasów nawet najlepszych, gdzie ornamentacja składa się z linij samych fantazyjnie ułożonych, kombinacje ich często są szczęśliwe i smakowne, gdy obok najmniejsze naśladowanie źwierzęcia, ptaka, wydaje niewprawę artysty i brak zapatrywania się na naturę. Ptak, zwierzę, były dlań więcéj symbolem, niż bożem stworzeniem, raczéj hieroglifem, niż żywa istotą; dość mu było, gdy go patrzący mógł rozpoznać, przeczytać.
Rzeźba na kości, służąca za rękojeść miecza, który przywodzi Kruse (Tab. XL. XLII.), jest tak piękną, że ją inaczéj, jak za przywoźne dzieło rzymskie, uważać nie można.
Upodobanie w podobnych wyrobach, staranie o nie, dowodzi w pewien sposób wykształceńszego smaku.
Krzywéj szabli polskiéj, wschodniéj, którą Czacki do odległych czasów odnosi, nigdzie o ile wiemy, nie znaleziono w mogiłach.
D-r Kruse myli się, za szczątki jéj poczytując kawały żelaza nierównéj szerokości, węższe u osady, szersze w końcu, które są raczéj okruchami nożów; szable bowiem były by daleko większe.
Że w Rusi szable z dawna znane i od mieczów odróżniane były, widać to z Nestora, ze wspomnień w pieśni o półku Igora i innych wzmianek historycznych; w mogiłach jednak nigdzie ich nie znajdowano.
Młoty wojenne, bardzo długi czas używane były, jako potężny oręż do rozbijania zbroi i obalania nieprzyjaciela; niema wątpliwości, że niektóre kamienne tego rodzaju wyroby, także jako broń służyć musiały. Późniéj robiono je bronzowe i żelazne. Młot wspominany jest często w pieśniach czeskich; a Muzeum pragskie zachowuje jeden podobny, dwanaście funtów ważący.
W pieśni o Zaboju (w. 201), opisana walka młotami; w Zbyhoniu (w. 51.) wspomina się także młot żelazny. W Polsce i Litwie, mniéj wspomnień i śladów młota spotykamy, wyjąwszy kamienne, których się natrafia mnóstwo najrozmaitszéj wielkości.
Topory, Siekiery są jednym z najstarożytniejszych rodzajów broni. Siekierę, jako oręż wspominają stare pieśni czeskie, (Czestmir. w. 123.), częściéj jednak wzmiankują młoty. Oprócz starszych siekier kamiennych i bronzowych, znajdują się żelazne topory wojenne, różnéj wielkości, których długo jeszcze po udoskonaleniu narzędzi bojowych używano. Nestor wspomina je w XI. wieku. W Danji znajdują się niektóre przepysznie ozdobne i wyrabiane, inne obciągane blachami, jak gdyby tylko do parady i uroczystości na pokaz, lub jako znamie godności służyły. U nas po grobach, mamy ich mało, i stosunkowo więcéj kamiennych, niż bronzowych i żelaznych.
Kilka toporów wykopanych pod Wilnem, w Inflantach i pod Mińskiem, daje E. Tyszkiewicz (Rzut oka. T. IV. 9. 10. 11.), z tych jeden z pod Wilna, kształt ma wcale udatny. D-r Kruse znalazł w Cremen w Inflantach dwa, formy podobnéj, i dwa w Aszerade, których rękojeści śpiczastemi u dołu grotami się kończyły.
Hr. Tyszkiewicz w Badaniach swych (T. I. 3.), daje także rysunek ciekawéj broni bronzowéj, znalezionéj w okolicach Kowna, która kształtem swym i niezwyczajnością, a nareście szczególném podobieństwem do egipskiéj siekiery, na hieroglifach oznaczającéj bogów, uderza.
Jest to na rękojeści, na łokieć długiéj, osadzone ostrze, śpiczaste nakształt zęba, u nasady rozszerzone, zwężone u końca. Zdaje się, że go używać musiano jak młota do rozbijania tarcz i zbroi, rzucając jak pociskiem, lub bijąc jak toporem. Rękojeść wcale kształtna i ozdobna.
Porównanie tego oręża, z egipską siekierą na hieroglifach i rysunkiem zabytku podobnego, w zbiorze H. Abbott w Kairze (Revue archeolog.), zwraca uwagę na ich pokrewieństwo, które wskazujemy tu, z powodu wykopania w Szwekszniach bóstw egipskich.
D-r Kruse znalazł także w Kurlandji rodzaj maczugi (masse d’armes), z zawieszoną na łańcuchu kulą żelazną, używanéj w bitwach do tłuczenia zbroi i hełmów, (Erozis, Trummel, Eiserne Flegel Tab, 36, F.) Całkiem do niéj podobne, ozdobne bojowe maczugi używane u Franków, rysuje Spallart (Moyen — Age, 172. 173, 174.). Łańcuch, utrzymujący kulę i sam pocisk, nie zupełnie okrągły, dosyć są kształtne; maczugę tę znaleziono w Pilten.
Inną podobną z kulą zębatą, miał w zbiorze swym starożytności K. Swidziński, pochodzi ona z Kijowskiego.
Noże, w boju używane przez Słowian, o ile z grobowych zabytków sądzić można, bywały niekiedy ozdobne rękojeściami i pochwami starannie wyrabianemi. Każdy Słowianin nosił u pasa przywiązany nóż, a za pasem topor. Zwyczaju tego pozostały ślady dotąd u ludu, i wieśniak ze snu wstawszy, nie wyjdzie z chaty, dopóki noża nie uczepi. Większe noże wojenne, nie były nigdy składane jak dzisiaj; noszono je w pochwach jak miecze. Rękojeści bogatsi ozdabiali złotem, srebrem, drogiemi kamieniami, rzeźbą. Są także noże bronzowe i stalowe.
W Aszerade znalazł D-r Kruse, (T. II.). piękną pochwę na łańcuszku ozdobnym osadzoną, od noża mającego kształt puginału, w górze rozszerzonego, zaostrzonego u dołu.
Kilka wypukłych krążków, gwoździe i kratkowana ornamentacja, przyozdabiały pochwę, zawieszoną na łańcuchu, składającym się z ogniw okrągłych, połączonych zwitkami sznurowatemi. Inna pochwa tegoż rodzaju (T. 16.), znaleziona w Aszerade, kształtu podobnego, mniéj była ozdobna.
W Szląsku znaleziony został bojowy nóż, mieczyk bronzowy bardzo kształtny, ze kształtu i ozdób, do duńskich całkiem podobny. Jest to najpiękniejszy zabytek, z epoki bronzu, w najwspanialszym jéj rozkwicie.
Nóż ten szeroki i rozszerzony w końcu, a linją równą ucięty, przypomina Paalstaby. Głównia jego zwęża się ku osadzie, a rękojeść kończy ogromnym, szerokim, okrągłym guzem. W rękojeści na wylot, przez rodzaj grubego gryfu, przechodzi otwór okrągły, rurkowaty, ozdobny tak, jak rękojeść cała; guz na wierzchu śpiczasto nieco zakończony, okrywają ozdoby koliste, smakownie ryte, które na główni przy osadzie, na gryfie, powtarzają się w jednym smaku. Ogół tego oręża, choć przysadzisty i ciężki, odznacza się stylem pewnym, właściwym, wyrobionym już, i nie bez wdzięku. — Nóż ten znaleziony został pod Rosenthal na Szląsku na Zohtenberg (Sobotek-góra), wraz z wielą popielnicami; znajduje się w Muzeum Wrocławskiém (Büsching. 13. XXXI. 239.).
Innego kształtu rodzaj noża, który jak blacha zgięty i osadzony był rurkowato na rękojeści drewnianéj, w grubszym końcu, daje także Büsching (T. IV. 2.), w swym zbiorze starożytności szląskich.
Tamże znajduje się bronzowy tępy nóż, nasadzany także na drzewo, formą podobny do ostrza dzidy, ale boki mający tępe; autor sądzi go być rodzajem jakiegoś ofiarnego narzędzia. (Büsching. T. IV. 3.).
Noże i nożyki małe, zgięte nakształt szabelek, i proste robione z bronzu, znajdujemy także między starożytnościami szląskiemi Muzeum Wrocławskiego (Büsching. T. VII, 10 — 14). Grzbiety niektórych zdobią wyskoki i paseczki.
Dzidy[21]. Ostrza dzid są jedną z najpospolitszych rzeczy w grobowcach i wykopaliskach, znać broń ta naipowszechniéj używaną być musiała. Różnią się one wielce kształtami, wielkością, wyrobem; wszystkie jednak u osady są węższe, rozszerzone w środku grota i ostro zakończone. Trudno dość rozróżnić dziś ostrze dzidy, od podobnego doń całkiem, ostrza pocisku, który na krótkiém drzewie był osadzony.
Kształty żelezców dzid starych znajdujemy u Tyszkiewicza z okolic Mińska i z Inflant (Rzut oka. T. IV. 5. 6 — 17.); u Ż. Pauli, (Starożytn. 6. — 10.); u D-ra Kruse, z Aszerade i Kremen pochodzące (Necrolivonica. T. IV. c. d. — T. XXVI).
Kształt ich jest taki prawie, jak dzisiejszy.
Strzał żelezca mamy w wielkiéj liczbie, z różnych epok. Na Ukrainie w ciekawéj mogile Osociańskiéj, odkopano dwadzieścia dziewięć strzałek, z jakiéjś białawéj mieszaniny kruszcowéj, zielono emaljowanych, których robota była piękna i kunsztowna.
W innéj mogile odkryto podobnie kilkadziesiąt takich ostrzów metalowych i skówki od łuku, zrysowane u M. Grabowskiego (Ukraina. T. VIII. — 6.). Wszystkie te żelezca ukraińskie z pod Piszczalnik i Osoty, są wcale pięknéj roboty i rysunku, ozdobne prążkami i maleńkiemi wyskokami (T. XVII.), na nich nawet znać smak grecki; tak w drobnéj téj robocie, umiał rzemieślnik wdzięczną linję do kształtu koniecznego zastosować szczęśliwie. — Aby się o tém przekonać, dość je porównać z żelezcami strzał litewskich, krótszemi, roszerzonemi raptownie, rozstawionemi haczykami, nie mającemi już téj formy udatnéj i nie starającemi się o nią. Znać w nich narzędzie ukute tylko z potrzeby (zobacz E. Tyszkiewicza, Rzut oka (Strzały z pod Mińska T. IV — 16.).
Niektóre strzałki Inflantskie z Aszerade, są znowu kształtniejsze (Necrolivonica. T. 5 — 6.). Większa ich część jednak, ma formę pospolitą, lub zmniejszonego ostrza dzidy. Nieforemne dosyć, ale wielce rozmaite, przedstawia nam rozkopana mogiła Igora nad Uszą i Perepiatycha.
Tu należy wspomnieć o pierścieniach, do naciągania łuków używanych, które się niekiedy po grobach znajdują; są one żelazne, bronzowe, a nawet kamienne. Mamy je w Litwie i grobowcach Ukraińskich. Były to proste i nieozdobne kolca.
Pociski, zakończone ostrzami jak dzidy, na krótszych tylko osadzone drzewcach, formą się zupełnie zbliżały do grotów, od których były nieco mniéjsze.
Dowodem używania proc są gładkie kamyki, często po grobach natrafiane, kształtu jajowatego, lub zupełnie kuliste, których długo przeznaczenie zagadką było dla starożytników. D-r Kruse cytuje podobne w Inflantach (Tab. 7. 3. — 55. K.); a E. Tyszkiewicz w Litwie (Badania. T. IV — 4).
Do ozdób stroju męzkiego należą pierścienie, w dość znacznej ilości po grobach odkopywane, nie licząc wielkich na pięści noszonych, i mniejszych do naciągania łuków służących: wprost tylko dla ozdoby na palce wdziewane. Wszystkie są dosyć pięknéj i wyszukanéj roboty, a odcechowują się tém szczególniéj, że nigdy prawie nie są spajane, ale się z tyłu zamykają na haczyk, lub nie schodzą wcale. Liczne wzory takich pierścieni mamy w dziełach D-ra Kruse, i hr. Tyszkiewicza. Najpospolitsze są gładkie bronzowe, srébrne albo złote obrączki, z przodu ozdobione jakby węzłem ze splątanego sznura. Inne są całkiem sznurowate, niekiedy przeplatane ozdobą perłową. Rzadszéj formy pierścienie, jak narysowany u Tyszkiewicza (Badania. Tab. I. 10.), znaleziony na starém horodyszczu w Mińskiém, w którym na wierzchu wyraźnie naznaczone tak zwane oko, ozdobne po trzy skupionemi z boku i z wierzchu kulkami. Niektóre stare pierścienie, składają się z kilkakroć zwinietéj, ulubionéj linji spiralnéj, kształtnie wygiętéj, i te męzkiemi się być zdają; (D-r Kruse. Tab. 27.). Znajdowane w Aszerade są dosyć rozmaite i ładne (Necrolivonica. Tab. 13. n 2 — 8. Tab. 33. k. f. g. l. m. n.), ubrane to plecionką, to węzłami różnemi, to kilką po sobie idącemi sznurami. Za motyw najpospolitszy służy sznur, plecionka i węzeł, niekiedy użyte bardzo szczęśliwie. Drogich kamieni i gemm, prawie się w nich niespotyka. W Kerklingen w Kurlandji, odkryto trzy pierścienie (D-r Kruse. Tab. 40. 42. f. g. h. c. d.), z bardzo szerokiemi wierzchy, które część znaczną palca okrywały, ale tarcze te z tegoż kruszcu, co i pierścienie wyrobione, były ozdobione tylko ryciem, naśladującém plecionki i perły. Inne wyobrażały splot z grubszego sznura na przedzie, zwężony u spodu, (a. b.). Pierścienie te musiały miéć jakieś przeznaczenie właściwe, lub stanowiły znamie pewne, gdyż wielkością swą, od pospolitych się odróżniają. — Jeden z pierścieni w Dondangen (Kurlandja. D-r Kruse. 47. — 3. 2.), w Muzeum znajdujących się, bronzowy, u spodu zdaje się zakończony wężowym ogonem i głową. (Zobacz piękną okładkę, ze starożytności litewskich, do zeszytu 3. Serji II Album Wileńskiego, na któréj jest kilka pierścieni.).
Tu wspomnieć jeszcze należy, często na Szląsku dobywane grubéj roboty pierścienie, nakształt pieczątek u wierzchu ryte, na których pospolicie znajduje się mythyczne jakieś wyobrażenie lwa, czy dzika, z gwiazdką nad ogonem. Büsching daje rysunek takiego pierścienia (w Starożytn: M. Görlitz. 1825.).
Zapinki, spinki, sprzążki, utrzymujące płaszcze, pasy, suknie, i t. p., znajdowane w grobach dawnych, są w bardzo wielkiéj ilości, i rozmaitości nieskończonéj. Zdaje się, że fantazja artystów owego czasu, najswobodniéj rozwinąć się mogła, w téj drobnéj ozdobie stroju. Począwszy od najprostszych, podobnych dziś jeszcze używanym, do najwyszukańszych i wytwornych kształtów, trafia się taka ilość coraz odmiennych sprzążek, że niemal każda z nich zasługiwałaby na wzmiankę.
Sprzążka, (Fibula.), zapinka, głównie podobno służyła do ujęcia płaszczów na piersi, lub na ramieniu spojonych i do pasów; będąc na widoku zawsze, musiała stać się pokaźną i starać o piękny kształt. Najbardziéj zastanawiające spinki i sprzążki, znajdowane w prowincjach nadbałtyckich, których wielką ilość i rozmaitość przedstawia dzieło D-ra Kruse, są tak widocznie do rzymskich podobne, że je o pochodzenie obce łatwo posądzić można. W niektórych myśl upięknienia, staranie o ornamentacją bardzo wyraźne, inne znowu są bardzo proste, wszystkie raczéj zaokrąglone, owalne, niżeli prostokątne i kantowate. Jako motyw ornamentacji, występuje tu znowu znany nam już sznur i plecionka, (Aszerade. Tab. 12.). Czasem dwie gałki zakończające pierścień sprzążki, oszlifowane bywają w kanty, naśladując kamyki; bronzowe bywają podobne do krągłych pierścieni, na których bokach są ozdoby i sypane perły (T. 33.). Najpospolitsze mają pozor wielkich pierścieni niespojonych, zakończonych dwiema główkami, zwiniętych w linje spiralne, w sznury, cugi pereł, i t. p.; inne są z prostego kawałka drutu, na którego końcach gałki zastępują proste kręcone z niego płaskie kręgi. W Aszerade znaleziono jedno ozdobne spięcie złote (Tab. 14.). Bardzo zastanawiająca także zapinka jedna przedstawia niby żółwia, którego skorupę okrywają misterne zwoje i ozdoby wężowe (Tab. 14.).
Trzpień sprzążek, zawsze prawie jest gładki. D-r Kruse obfitość zebrał tego rodzaju zabytków, odznaczających się linją ogólną, pięknemi kształtami i ornamentacją, która je okrywa (Muzeum Mitawskie Kruse. Tab. 36. D.)
Rysunki na nich wszystkie prawie, mają charakter właściwy trzeciéj epoce, i przedstawiają sploty wężów, potwory, żmije, któremi na ówczas medaliki, tarcze i wszelki sprzęt zdobiono. Linja spiralna, motyw najstarożytniejszy i najprostszy, przybiera w tym okresie postać urozmaiconą i ożywioną, i przeradza się w fantazyjne sploty, nie ginie wszakże i wszędzie się jeszcze przebija.
Z niéj powstają sznury, plecionki, a nawet najzawilsze sploty, którym dodano głowy wężów i potworów. Godną jeszcze zacytowania jest sprzążka jedna z Widelsee w Kurlandji, odznaczająca się kształtem niepospolitym. Jest ona formy kulistéj, z szerokiego pasa zwiniętego płasko w koło złożona, po czterech rogach dodane zewnątrz koła kantowate wyskoki, nadają jéj postać wcale oryginalną. Powierzchnię płaską okrywają po trzy rzucane perły i paski, z drobniejszych perełek i punkcików złożone. (D-r Kruse. Tab. 47.).
W Ukraińskich mogiłach mieliśmy prawo spodziewać się w tym rodzaju, ciekawych zabytków sztuki greckiéj i greko-słowiańskiéj dotąd jednak nic zastanawiającego nie znaleziono. Odkryte w głębi Litwy spinki są dosyć proste. W Rzucie oka, rysuje hr. Tyszkiewicz, dwie zapinki bez trzpieni, zowiąc je ozdobą kobiecą, ale porównanie ich do Inflantskich, dowodzi, że to są proste sprzążki. — Jedna z nich (Tab. IX. 20.), nieco ozdobniejsza, ma kształt niespojonego pierścienia, główkami zakończonego i trochę przybranego w pośrodku; druga zamiast prostych główek, kończy się jakoby dwiema zręcznemi makówkami (T. IV. — 22.).
Nadzwyczaj wielka ilość zapinek wszelkiego rodzaju, znajdujących się w krajach pomorskich nad Bałtykiem i przypominających starożytne rzymskie, dozwala się domyślać, że strój ludów nad Bałtykiem, w krajach słowiańskich koniecznie ich wymagał. — Zastępować one musiały guzy, stosunkowo w mniejszéj znajdujące się ilości.
W Czechach i Szląsku, odkopano dość zajmujące wykonaniem fibulae, do rzymskich w wielu formach podobne. Wocel przywodzi ich parę, z których jedna z drutem w spiralną linję zwiniętym, na którym trzpień jest osadzony, kształt ma wcale ładny. — W tymże rodzaju Büsching daje kilka bardzo wytwornych, i jedno wielkie spięcie oryginalne, sztucznie wyrabiane, z ozdobami z drutu, także w spiralne linje stożkowato zwiniętemi, które, według niego, okrywało piersi jakiejś bohaterki, służąc za rodzaj pancerza. — Spięcie to znalezione zostało w r. 1806. pod Swidnicą, około żydowskiego smętarzyska, na dwie stopy głęboko w ziemi; ważyło funtów dwa i pół. — Kilka podobnych odkopano, różnemi czasy w Szląsku i Niemczech, a jedno z nich posiada Muzeum wrocławskie, (Büsching. Tab. II. — 1.).
Na wielką także uwagę zasługują, pod względém sztuki, łańcuchy i naszyjniki, kobiece i męzkie, tylko ku ozdobie służące, a zatém wytworniéj i staranniéj wyrabiane, od innych części ubrania. Rozmiar ich dozwalał rzemieślnikowi-artyście swobodniéj, szerzéj, myśl swoją rozwinąć. W ogólności są to wyroby wcale kształtne, niekiedy bardzo misternie wykonane, na większą skalę, dobitniéj charakter epoce właściwy, jaki mają bransolety i pierścienie, wyrażające. Wielka bardzo liczbę podobnych łańcuchów, naszyjników i wisiadeł zebrał w Inflantach i opisał D-r Kruse; kilka także wzmiankuje E. Tyszkiewicz; jeden bardzo prosty, ale piękny naszyjnik, zieloną patiną okryty, z pod Uszpola pochodzący, znajduje się u piszącego. — Łańcuchy te, obręcze, (Nestor Let. 25. o takich zapewne na Rusi wspomina, jako o rodzaju zbroi), nosili mężczyźni i kobiéty, na szyi i piersiach, mniejsze wisiadła i łańcużki czepiano może do pasa, przywieszając do nich dzwonki, brzękadełka i blaszki.
Najczęściéj naszyjnik składał się z rodzaju grubego, w sznur z dwóch lub trzech drutów skręconego pierścienia, lub spiralnie zwiniętego drutu, nawleczonego na sznur konopny, od którego na pierś, na uczepionym kręgu spadały kółka, lub ponizane na nich cienkie blaszki płaskie, trójkątne, czworokątne, nieregularnie poucinane. Pierścień wkładany na szyję, zupełnie bywał podobny do noszonych na ręku i palcach.
Zastanawiającém jest, że podobne ozdoby stroju, całkiem nieznane innym ludom, prócz Słowianom, a szczególniéj pomorskim i Litwie, znajdują się także w wykopaliskach Herkulańskich i na starych posągach etruskich. Pieśń o półku Igora wspomina takie ozdoby złote na szyi Połockiego Kniazia. W mogiłach znajdują się czasem aż po dwa naszyjniki, na jednym skielecie. Niektóre ze znalezionych przez D-ra Kruse, dziś jeszcze wydają się piękne i ze smakiem dokonane. Na łańcuchach w pośrodku trafiają się czasem ozdoby z blachy przezroczysto (à l’emporte pièce) wycinanéj misternie, lub tylko rytéj (Aszerade D-r Kruse. T. I. 2.).
Blaszki wiszące u naszyjników, na kółkach z drutu najpospoliciéj, mają kształt w górze zwężony, w dole rozszerzony, nieregularnego prostokąta, niekiedy spadają wprost z pierścienia, inne uczepione są na długich drutach i łańcużkach. Kobiece tego rodzaju wisiadła od klamry wyrabianéj, zwieszają się na długich łańcuchach, a blaszki naprzemiany ułożone są z dzwonkami i grzechotkami gruszkowatemi. Są to zapewne te brzękadełka, o których w ubiorze dziewic litewskich wspominają podania; dające znać o każdym ich ruchu. — Sposób ich zawieszania dowodzi, że mogły być czepiane i zdejmowane z łatwością, utrzymują je bowiem zagięte tylko haczyki. Niekiedy haczyki te, bywają fantazyjnie wyrabiane, w kształcie małych wężyków. (Kruse T. II.).
Przy wisiadłach z blaszkami i dzwonkami, które noszono u pasa, trafiają się pieniążki bizantyjskie, klucze i pochwy nożów poczepiane razem. Łańcuchy w górze utrzymywała klamra jedna lub dwie, złączone pierścieniem (coulants), mniéj więcéj ozdobnym, (Kruse. T. 15.), lub iglicą, którą je przypinano.
Oprócz blaszek, pieniążków, pochew i kluczów, spotykają się przywieszane w ten sposób zęby, figurki źwierząt (amulety), żelazka nakształt krzesiwek, i ozdoby dziwacznie wyrzynane. I tu, jakeśmy to już wyżéj zauważali, gdziekolwiek chodziło o naśladowanie natury, artysta okazywał się niezręcznym, choć obok w ornamentacjach, w fantazyjném obrabianiu motywów, często trafiał na wdzięczne i smakowne kształty. Tak w znalezionych w Aszerade wisiadłach, mających przedstawiać konika, inne jakieś źwierzę i ptaki, zaledwie rozpoznać można, co artysta chciał wyrazić.
Z wielkiéj ilości podobnych inflantskich i kurlandskich ozdób, z dzwonkami, blaszkami i łańcużkami, uderzają szczególniéj naszyjniki — łańcuchy, do najbliższéj nas epoki należące. Dowodzą tego poczepiane na nich monety. — Sznur prawie zawsze jeszcze służył za główny motyw ornamentacyjny, który się dawał urozmaicać niezmiernie, naprzykład w naszyjniku ze czteréch zwojów złożonym, znalezionym w Estlandji. (D-r Kruse. 51 — 52).
Pięknym także wzorem w swoim lub swojém rodzaju, jest inny naszyjnik z Taurogień na Litwie, rysowany u Tyszkiewicza, (Rzut oka. T. V.), składa się on z pierścienia sznurowego, u którego dwóch nie schodzących się końców, zawieszony jest drut misternie wyginany, a na nim poczepiane blaszki, zwykłego kształtu, ozdabiane kółkami wypukłemi i dwie gwiazdki promieniste blaszane. W tymże rodzaju, ale prostszy jest naszyjnik z pod Uszpola, w zbiorze piszącego, składający się z pierścienia bronzowego sznurowego, na przedzie mający blachę podziurawioną, u któréj wiszą na kółkach brzęczące blaszki. Inny także z drutu w spiralną linję zwiniętego, przez który przeciągniony był sznur konopny, kształtem podobny jest do pierwszego, ale mu brak blaszek i wisiadeł.
Do uzbrojenia i strojów męzkich, dołączyć należy jeszcze resztki ostróg, i przybory na konia, wędzidła, zwłaszcza znajdowane po starych grobowcach trzeciéj epoki. Ostrogi, stosunkowo nie są zbyt dawne, a najstarożytniejsze składają się z żelazca ostro zakończonego, które rzemień przy jednéj tylko nodze utrzymywał. W Inflantach znajdowano długie bardzo ostrogi, nie tylko żelazne ale i bronzowe. Ostroga z Aszerade u D-ra Kruse, wyrobiona na sposób sznurowaty z dwóma haczykami, za które rzemyk ją przytrzymywał, tém się od innych różni, że jest ozdobniejsza, a sam kolec bardzo krótki, — (D-r Kruse. T. II. 3.). U Ż. Pauli są także dwie potężne ostrogi, znalezione w starym kurhanie w Kamionce, które nie zdają się być zbyt dawne.
O ostrodze z ozdobną gwiazdką, rysowanéj u J. Potockiego, i jakoby z pod Prilwitz pochodzącéj, wspomnieliśmy wyżéj; jest to wyrób świeży, gdyż ta forma bardzo nie rychło używaną być poczęła: zastanawia ozdobnością swoją.
Ozdoby kobiecego stroju, bardzo są rozmaite i liczne, lecz większa ich część z kształtów i charakteru wyrobu, podobna do pierścieni, łańcuchów i naszyjników, o których już mówiliśmy.
Na pierwszém miejscu stoją tu diademata (jeden z najpiękniejszych znaleziony został w Aszerade). Zwykle diadem składał się z bardzo drobnych spiralnych wałeczków naciągnionych na sznurek, w cztery lub pięć ułożony rzędów, jeden przy drugim. Te przedzielone były w odstępach równych blaszkami prostemi, obwiedzionemi kilką linjami, lub w kółka ozdabianemi. Diademata takie najczęściéj bywają bronzowe: — Ozdabiano także głowę pierścieniem lub spiralą z drutu bronzowego, kilka razy ją opasującą.
Przy uszach noszono Kolce, Kólczyki, których próbki, mamy w grobach inflantskich: są to wisiadełka, jakby zmniejszone naszyjniki, z blaszkami brzęczącemu lub dzwoneczkami dwóma, niekiedy aż trzema. — Dzwonki te były kształtu gruszkowatego, takie same jak u pasa. Wszystkie jak widziemy przybory stroju, były w jednym rodzaju, jednakiego smaku i w doskonałéj z sobą harmonji.
Na szyi zarówno kobiety i mężczyźni nosili łańcuchy i naszyjniki, wyżéj już opisane, ozdoby spiralne, a w ostatku paciórki, o których słowo powiedzieć musiemy.
Paciórki, najrozmaitszego są wyrobu, wielkości i kształtów, z kosztownych kamieni, agatowe, bursztynowe. Z Cypraeamoneta z Indji pochodzącéj (Kurlandja), ze złota i srebra kunsztownie wyrabiane, szklanne, massowe, a w ostatku gliniane wypalane; niekiedy bardzo wielkie. Szklanne, szczególniéj barwiste, kamienne i bursztynowe, za drogą i osobliwszą rzadkość poczytywane być musiały, gdyż je w niewielkiéj liczbie, a niekiedy pojedyńczo po grobach znajdują. Widzieliśmy jedną taką, średnicy pół cala mającą, emaljowaną na szkle zielonawém, w pasy i lęgotki pąsowe, żółte i zielone; inne są długawe z krwawnika i kornaliny; w Perepiatysze były okruchy paciórek z aqua marina.
Ciekawą w tym rodzaju pamiątką, jest paciórka koralowa, darowana gabinetowi Zoologicznemu w Warszawie przez generała Weselickiego, a mająca pochodzić z grobu W. X. Igora, poległego w 950. r. w bitwie z Drewlanami, na którego ciało, wedle podania, żona jego Olga zdjęte z szyi ozdoby rzuciła. Paciórka ta wielkości ziarna grochu cukrowego, w guście bizantyjskim doskonale kulisto ułożona, płaskorzeźbą swojéj powierzchni przedstawia kłębek tasiemki przewiercony tak, że przez którąkolwiek z dziurek przewlecze się nitka, zawsze przechodzi przez środek paciórki. Oprócz niéj w mogile téj znalezione być miały i inne tego rodzaju ozdoby.
Kształty paciórek są wielce rozmaite, okrągłe, podłużne, prążkowane, gruszkowate, pierścieniowe, wyrabiane na sposób komórek ula pszczelnego; w W. Polsce znaleziono jedną wypaloną, w kształcie owocu maliny, zupełnie oryginalną i dobrze pomyślaną.
Gliniane wypalane najczęściéj są bardzo wielkie; a że niepozorne i nie ładne, trudno sobie wytłumaczyć, jak ich do stroju używano. Znajdują się także marmurowe, i kamienne szlifowane. Znaczną ilość paciórek różnych rysują D-r Kruse i E. Tyszkiewicz, w dwóch swoich rozprawkach starożytniczych. Misterna robota niektórych i kolorowanie, do najciekawszych pamiątek dawnych, zaliczyć je każą. Wyroby te ze szkła, ze znajomością pierwiastków kolorujących wykonywane, massowe także mozaikowane, emaljowane, polewane szklistą powłoką, musiały powiekszéj części pochodzić ze wschodu. Oprócz wymienionych rodzajów paciórek, trafiają się szklanne, powlekane bronzową blaszką, szklanne z blaszkami podkładanemi i wielobarwne.
Ciekawy zbiór paciórek dawnych, ma się znajdować w Muzeum w Szczecinie, a rysunki ich, do porównania z odkrytemi u nas służyć mogące, w dziele Hr. Minutoli, wskazujemy. (Ueber die Anfertigung etc der farbigen Gläser bei den Alten, Berlin, 1836. Zobacz rysunki paciórek u Tyszkiewicza Archeol. 1842. Tab. III. 5 — 12. — Tab. II. — 17. 25. 30. — Necrolivonica, passim; rysunki wydane przez Komm. Archeolog i t. p.).
Paciórki nawlekane były na paseczki skórzane, lub sznurki kręcone z rohoży.
Sprzążki i spinki kobiecego stroju, zupełnie były podobne do opisanych wyżéj, tu tylko najozdobniejsze policzyć należy.
Bywały także używane pasy, złożone z mosiężnych pierścieni, u których na łańcużkach i klamrach zawieszano klucze, amulety, wystawujące różne zwierzątka, blaszki, kołka, dzwonki.
Na ramionach i nogach nosiły kobiety wielkie pierścienie, — bransolety i ozdoby spiralne, srebrne i bronzowe, kunsztownie wyrabiane, niekiedy z czystego nawet złota. Niektóre z nich odznaczają się jako dzieła sztuki; powszechnie zakończone bywały głowami smoków i wężów. Jedną taką przepyszną znajdujemy w wydanych przez Kijowską kommisję archeograficzną rysunkach, drugą bardzo do niéj podobną, z czystego złota odlaną, zakończoną głowami lwiemi i smoczemi, znalezioną w Szląsku pod Nimptsch w r. 1821. Rysunek jéj wierny daje Büsching (T. XI.), ważyła ona 227 czerwonych złotych, i nabytą została przez króla Saskiego. Wyorano ją na polu, a tak była zachowaną doskonale, że śladu na niéj, ani używania, ni czasu nie pozostało. Tego rodzaju bransolety bronzowe, w różny sposób wyrabiane, plecione, kręcone niby z kilku sznurów, ryte w ozdoby koliste i paskowate, znajdują się w Rusi, Szląsku i Czechach.
Szpilki i Iglice, które do szat i włosów utrzymywania służyły, są czasem bardzo piękne i starannie wyrabiane. W Aszerade znaleziono długie igły, zakończone zręcznie dwóma rożkami, w kształcie żołędzi; inne miały kółka ozdobne, od których na łańcużkach spadały wisiadełka; w Dondangen w Kurlandji, jedną wydobyto złoconą, w podobny sposób ozdobną, ale mniéj starannie wykonaną. Prościejsze iglice z łańcużkami z Kowieńskiego, rysuje E. Tyszkiewicz (Badania T. I.-6). Dotąd nierozstrzygniono, jakie być mogło przeznaczenie iglic niezmiernie długich, bo niekiedy więcéj łokcia mających. Diakon Alberti domyśla się, że długość ta stosować się musiała do wielkości warkocza, który na nich obwijano.
Tu wspomnieć należy, jako bardzo do iglic przywiedzionych podobny, styl (Stilus), którego starożytni do pisania używali, w kształcie długiéj igły, zgiętéj u grubszego końca, na któréj było kółko ruchome, służące do noszenia przy sobie tego narzędzia, do przyczepienia go u pasa. Kilka czysto rzymskich stylów znaleziono w Szlasku, (Büsching. T. IV. — 4), niewiadomo jednak, czy one Słowianom do pisania, lub na inny służyły użytek.
Wskazujemy do porównania style u Busching’a rysowane z Maslographią Hermann’a. (T. VI),
Piękne także iglice zakończone gałkami, skrętami, w kształcie głoski S., spiralnemi nawinięciami i t. p., daje ze Szląska Büsching (T. VII. 1 — 7.).
U dołu sukni dziewczęta czepiały dzwonki, formy gruszkowatéj, u spodu na krzyż przecięte, rodzaj grzechotek; mamy je z Inflant i z Litwy. (Badania. T. I. — 9.).
Do nieopisanych jeszcze sprzętów, których rozmaitość jest wielka, należą pudełka, skrzynki ozdobne, odkryte i opisane przez D-ra Kruse. Co do kształtu i charakteru ozdób, są zupełnie w tym rodzaju wykonane, jak wielkie spięcia i klamry, i niczem się siczególném nie odznaczają.
W niektórych grobach znajdowano także nożyce, zupełnie podobne do używanych dziś jeszcze, do strzyżenia owiec (D-r Kruse), zapewne w tenże sposób i dawniéj służące. — Widziemy je u nas i w grobach anglo-saxońskich; gdzie też żelazne i bronzowe się znajdują. (Spallart Moyen-Age. T. I. 21-131).
Rzadkie resztki tkanin i sukni do najbliższéj nas epoki należące, mało dozwalają sądzić o wytworności stroju. W grobach trzeciego okresu, jak Perepiatycha, odkryto blaszki złote, które naszywane były niechybnie na tkaninę jakąś, i służyły za ozdobę sukni. Podobne, w złote blaszki siane resztki odzieży, znajdują się i w Danji. — Tyszkiewicz przywodzi także kawałek skóry, odkryty w kurhanie w Januszkiewiczach, (w Borysowskiém), wyszywany w sploty i kręgi, który mógł służyć, za ozdobę głowy kobiecie (Badania. T. I. — 12.).
Nie możemy tu także pominąć bez wspomnienia, ważnego odkrycia, które mogłoby było rzucić największe światło na starożytności słowiańskie; ale nieszczęściem spełzło bezużytecznie. — Lat temu kilkanaście na Wołyniu, w okolicach Ostroga, na gruntach wsi Choniakowa, włościanin orząc w polu, dobył pługiem srebrne starożytne naczynie szczególnego kształtu; znalazło się ich późniéj i więcéj w tém miejscu, i jak wieść niesie, wartość dobytych sreber, miała być dosyć znaczną, ale wszystkie prawie stopione zostały. Naczynia te ofiarne, w kształcie głów źwierzęcych, baranich, byczych, i t. p. — uderzać miały charakterem wyrobu zupełnie do wschodniego podobnym.
W sąsiedniéj wiosce Duliby, która bardzo być mogła stolicą i świątnicą Dulebian, znaleziono także pewną ilość sreber podobnych, równie dziś dla archeologji i sztuki zatraconą. Ze sprzętu tego, tak wielkiéj wartości starożytniczéj, pozostało tylko parę naczyń, w kształcie głów baranich, grubo ze srebra ukutych. Domyślać się można, że ten bogaty zasób jakiéjś świątyni przechowany został w ziemi, w czasie prześladowania Dulebian przez Awarów, lub może w chwili nawracania pogan.
Naczynia w kształcie źwierząt wyrabiane, jakeśmy to już widzieli, u Słowian były w użyciu przy obrzędach i ofiarach. W końcu VI. wieku, Menander protector, opisujący poselstwo Zemarcha do Disabul’a (do plemion Mongolskich), wspomina, że widział w mieszkaniu jego, w przedsieniach złożone całe wozy wyrobów srebrnych, tarczy, dzid i posągów źwierząt ze srebra, tak dobrze wyrobionych, jak u Rzymian być mogły; Disabul wysoko je cenił, (I. Potocki, Fragments, T. II. 1796. — Liv. XXXIII. — 209. 210). Potocki dodaje, że tego rodzaju srebrne wyroby w grobach w Syberji się znajdują. — Zdało się nam przywieść to miejsce szczególniéj dla tego, że naczynia odkopane wszystkie prawie miały kształt źwierząt i były także ze srebra.




XXVII. WPŁYWY OBCE NA SZTUKĘ SŁOWIAŃSKĄ.

Mówiąc o runach, wskazaliśmy już prawdopodobne ich pochodzenie, i napomknęliśmy o stosunkach Fenicjan ze Słowianami, które trwały do końca drugiéj wojny punickiéj, to jest do 201 r. przed Chrystusem. Wszędzie gdziekolwiek zawijali ze statkami swojemi Fenicjanie, ślady run się znajdują, w Hiszpanji, Brytanji, Skandynawji, i na wybrzeżach bursztynowych morza Baltyckiego. Kraj, obfitujący w bursztyn, w najściślejszych być z niemi musiał stosunkach, i równocześnie z innemi pismo mógł przejąć.
Handel Fenicjan bursztynem (O d. VIII. 296. — XV. 460.), nie ulega najmniejszéj wątpliwości, chociaż krom wspomnień pisanych, innych po nim śladów nie zostało. Znaleziono wprawdzie w Pyhla na wyspie Oesel monetę, która długo za fenicką uchodziła, ale się przy ściślejszym rozbiorze okazała powtórzeniem typu daleko późniejszém. Mybyśmy i znajdowane w Skandynawji zabytki Egipskie i odkryte w Szwekszniach bożki, mieli za dowód handlu z Fenicjanami najdobitniejszy. Zresztą ziemia nam jeszcze nie wszystko oddała, w jéj łonie znajdą się materjalne dowody faktu, mającego za sobą wielkie już prawdopodobieństwa.
Dobitniéj dzieje i wykopaliska różnych czasów świadczą o stosunkach dawnych ziem słowiańskich z Grecją, a u Skandynawów nawet ziemie przyległe morzu Czarnemu, zarówno z przestrzenią rozdzielającą Baltyk od Euxynu, zowią się ogólnem nazwaniem Griklandji, Grikum, Grecji. — Osady krótkotrwałe Fenicjan nad Dniestrem (Tyras), i silne potem emporje greckie, nad brzegiem morza Czarnego założone, u ujścia Dniepru (Borysthenes), Olbja i handel jéj, stosunki z głębią kraju rozszerzały tu sztukę, język i obyczaj grecki, naśladowany przez Scythów i podbitych przez nich Słowian. Mamy tego dowody w pomnikach czysto greckiéj sztuki, znajdowanych naprzód w okolicach morza Czarnego, następnie w głębi kraju, i aż na wybrzeżach Baltyku; mamy wyraźny ślad w słowach przez Diodora wyciągnionych z Hekateusza, świadczących, że Grecy odwiedzali kraj Hyperboreów a nawet kosztowne w świątyniach tutejszych zostawiali dary, z napisami greckiémi. (Kai ton ’Ellenon tinas mytologous parabalein cis ’Y perboreous, kai anathemata polytele katalipein. Grammasin Ellenikois epigegrammena. Diod. Bibl. Istor. Ed. Bipont. V. II. 135.)
Minąwszy ruiny Olbji i rumowiska miast przyległych, daléj już w średzinie kraju, w ziemiach odwiecznie słowiańskich, były osady greckie (Gellonów-Hellenów), ułatwiające handel, brzegów morza Czarnego, kolonistów, z wybrzeżami bursztynowemi Baltyku.
Herodot powiada, że wychodźcy z Euxynu, wśród Gellonów w Scythji, mieli osadę ułatwiającą im handel bursztynowy z północą; a opis jéj słusznie uderzył Szaffarzyka, przypomnieniem miast słowiańskich. Z niego wnosić już można o zmieszaniu się tu charakteru greckiego z miejscowym słowiańskim w świątyniach, na wzór grecki, ale z drzewa budowanych i rzeźbionych.
D-r Kruse, czas, w którym Grecy drogę do wybrzeżów bursztynowych znaleść mogli, naznacza na wiele lat przed Aleksandrem Wielkim. Wszędzie też po ziemi Słowiańskiéj, są jeszcze żywe ślady tego związku z Grecją, przez jéj emporje; monety, sprzęty, wyroby sztuki rozsypane są w mogiłach, kurhanach i zaryte w ziemi, która je codziennie na świadectwo oddaje.
W Ukrainie bogate tego rodzaju odkopano już zabytki, na których sztuka grecka, wycisnęła swe piętno. Któż naprzykład nie dójrzy jéj w naczyniach (Grabowski. VIII. d.) glinianych, znalezionych między Piszczalnikami a Łazurcami, w diotach ze Skwiry i Taraszczańskiego (Grabowski. X.), w przepysznéj nalewce z miedzi korynckiéj (Grabowski. XI. 6.), z pod Piszczalnik, w amforze tamże znalezionéj (XI. a.), w piękném naczyniu malowaném z Kaniowskiego, i tylu innych szczątkach, które są lub czysto greckie, lub wybornie naśladowane. — Na jednym z medaljonów złotych, blaszkowatych ze Skwiry, daje się widzieć wyraźnie młody Bacchus, otoczony zwojami winnych latorośli; ale takich przykładów zabytków sztuki greckiéj, w kraju naszym, mnóstwo.
Rodzaj małego Priapa, osadzonego na ozdobném kółku, znalezioném we wsi Osocie w pow. Czehryńskim, należy także do wyrobów sztuki greckiéj, był to rodzaj amuletu zapewne (Grabowski, T. XIII. a. b.).
Figurka ta lana z bronzu, całkiem naga, dosyć dobrych proporcij, ale w stylu pół barbarzyńskim, zdradza szczególniéj pochodzenie swe fallusem i ozdobami kółka, na którém była osadzoną.
Tu wspomnieć także należy, owe bronzowe starożytne hełmy greckie, znalezione na Ukrainie, wraz z innemi starożytnościami, o których wyżéj mówiliśmy: amfory, diotas, medaljony, urny, naléwki i wielką ilość monet greckich, która się na całéj przestrzeni Słowiańszczyzny odkopuje. Wspomina o ostatnich w okolicach Kijowa, nad Dnieprem, Müller (Samml. russ. Geschich. B. XII., zob. podróże Guldenstädt’a.).
W r. 1824, w miejscu, które wedle D-ra Kruse, idącego za Ptolomeuszem, miało właśnie być dawną targowica zwaną Ascaucalis, w W. Ks. Poznańskiém, niedaleko Bydgoszczy pod Szubinem, odkopano bardzo starożytne monety greckie, opisane przez Lewezow’a, (Berlin. 1834. Ueber mehrere in Grossherz: Posen gefundene uralte griechische Münzen. v. D. K. Lewezow). Monety te mają pochodzić z Aeginy, Cyzyku, Athen i Olbji, z lat 460 — 358 przed Chrystusem i w części są tak zwanemi quadrata incusa.
D-r Kruse uważa, że wiele grobowców Pomorza i Rugji są niemal greckie, tak silne noszą piętna wpływu greckiego, który się aż tu rozciągał. Na Żmudzi w r. 1707. (Bayer, De numo Rhodio in agro Sambiensi — Opusculi), odkopano monety greckie Rhodos; tamże w r. 1798, w Welchubeniku w dole bursztynowym znaleziono pieniądz srebrny grecki ateńskiéj Rzptéj, bity zdaniem znawców na lat 100. przed Chrystusem (Vater, Sprache alt. Preuss.). Pod Rygą, oprócz posążku greckiego, znaleziono w mogile trzy pieniążki greckie, z których jeden taficki; w Koltzen monety Demetrjusza Poliorcetes’a (294 — 287) tamże, tetra-drachmy wyspy Thasos, i srebrny pieniądz Syrakuzański; w Inflantach, Kurlandji różnemi czasy, odkrywano bronzy miasta Panormos (w Oesel), Cyreny (Dreymansdorf), miasta Neapolis (Dorpat).
Tu przypomniemy także figurkę z pod Koltzen bronzową, która jak się z rozbioru bronzu okazuje, jest wyrobem greckim — i tegoż pochodzenia złomek, przechowujący się w Muzeum w Mitawie, znaleziony w Hasenpot. Obie te figurynki, obok monet greckich znalezione być miały.
Podobieństwo znajdowanych w mogiłach sprzążek, spinek lamp, i różnych szczątków glinianych i bronzowych, do starożytnych, tak jest bijące w oczy, że się nad niem obszerniéj rozwodzić nie widziemy potrzeby; zwróciło ono już uwagę pierwszego, który o urnie słowiańskiéj pisał, nie próżno porownywając ją i zabytki z nią znalezione do Italskich. Wśród drobnych wyrobów bronzowych, że inne podobieństwa pominiemy, znajdujemy często, jako ozdobę użytą, lirę starożytnych. Zresztą i w języku nadbaltyckiéj Litwy, Kurów, Prusaków, są ślady stosunków z Grekami, (cf; C. G. Mielcke. Wörterbuch. Königsb. 1800. Przedmowa).
Między bóstwami w Prilwitz znalezionemi i okolicach, które rysują Masch i Potocki, wiele zdaje się być greckiego pochodzenia; szczególniéj kilkakroć powtórzone chłopię z napisem OPORA (u Masch’a. f. 30 — 100.), które znajduje się i w Potockim (J. Potocki. T. 29. 106.), i kilka innych małych posążków, (105. 107. 108. 109. 110. 111.).
Nówsi badacze Mytologji słowiańskiéj, z podziwieniem i ubolewaniem wskazują, w starych kronikarzach naszych, te miejsca, w których oni o bogach dawnych Słowian i Polski mówiąc, porównywają ich z mythami greko-rzymskiemi, zowiąc jak Długosz, Jesse Jowiszem, Ladę Marsem, Dziedzilję Wenerą, Niję Plutonem, Marzannę Cererą, i t. p. Może być, że to zrównanie ich z sobą, nie dość ścisłego zastanowienia się jest owocem, ale to pewna, że Słowianie wiele mythów, obrzędów i zwyczajów przejęli od Rzymian, z którymi, od pierwszych zwłaszcza wieków po Chrystusie, byli w stosunkach ciągłych, i nie mniejszych od reszty Europy, już to bezpośrednio, już przez ludy, z któremi się kojarzyli lub wojowali. Wprawdzie Słowianie mieli własną wiarę, jak rzymska i grecka, pochodzącą ze wspólnego źródła, ze wschodu, i wyrobioną właściwym sposobem, mieli obrzędy i zwyczaje narodowe, ale polytheizm wszędzie przybierał cudze bogi, i z natury swéj był nie tylko tolerującym, ale nawet przyswajającym. Rzymianie żadnemu z narodów podbitych, nie narzucali swojéj wiary, i owszem wiemy, że wszelkie bóstwa podbitych i sprzymierzonych wcielali do swojego Pantheonu; niemniéj jednak wiele z ich mythologji przyrosło do słowiańskiéj.
Ślady tego wpływu, greko-rzymskiego świata, przy rozbiorze grobowych pomników i pozostałości starożytnych, stają się widoczne tak, że ich zaprzeć niepodobna; nikt na to przecie szczególnéj niezwrócił uwagi, i Kollar szukał Słowiańszczyzny w Italji, zamiast ukazania związku, jaki między Rzymem a Słowiańszczyzną exystował.
W najstarszych grobowiskach, poprzedzających wpływ rzymski, w mogiłach epoki kamieni, a nawet bronzu, którąby można odnieść do stosunków z Fenicjanami, jeszcze niema śladów téj styczności i ścisłego związku, w późniéjszych wpływ grecko-rzymski coraz się staje wybitniejszym. Nie potrzebuję powtarzać, że żywym dowodem związków tych są znajdowane w mogiłach pieniądze, pierścienie, zapinki, rzeźby, posążki, czysto greckie, lub rzymskie, w wyrobach nawet słowiańskich naśladowanie jest jawnem. Kształty urn, zawarte w nich kółka gliniane i bronzowe, lampy grobowe, bronzowe Infundibula, przypominają co chwila grobowce etruskie, greckie i rzymskie.
Pieniądze greckie z epoki o kilka wieków poprzedzającéj Chrystusa Pana, rzymskie lat późniéjszych, natrafiamy w wielkiéj liczbie. Od brzegów morza Czarnego, ślad wpływu Grecji, jéj zbroje, jéj bronzy, monety, diotas, naczynia malowane, sięgają w głąb kraju od wieków słowiańskiego i ukazują się aż nad Baltykiem. — Tu znowu ku zachodowi, na drodze handlowéj rzymskiéj, od brzegów bursztynowych, w Pomorzu, w Słowiańszczyźnie południowéj, pełno śladów rzymskich, a grobowce wskazują, że i obrzędy towarzyszące pogrzebom do rzymskich się zbliżać musiały. Są w nich urny pokrywane zbrojami, hełmy, lampy, style, fibulae, infundibula, kółka całkiem rzymskie, kształtami, wyrobem, umieszczeniem. Na Pomorzu, w Prusiech, Inflantach, w Kurlandji, co krok natrafiamy na ślady czynnego handlu, związków i naśladownictwa. Nie powiadam, ażeby te kraje wyrzekły się siebie, naśladując Greków i Rzymian, ale że od nich wzięły wiele, to pewna. Znikły ubrania, ale szczątki tego, co ubiór utrzymywało, co go spinało i wiązało, dozwalają się domyślać stroju na sposób starożytny, płaszczów w rodzaju togi. Kobiecy strój był może więcéj narodowy, bo kobiety u domowego ogniska, zawsze dłużéj zachowują obyczaj kraju swego, ale i w nim szpilki, iglice, diademata, często są rzymskiego smaku.
Świat więc starożytnych, nie był bez wpływu na Słowiańszczyznę i Litwę, którego dotąd niedosyć uznano i widzieć nie chciano, na który my wskazujemy tylko. Być może, że zostaniemy zakrzyczani przez zapamiętałych zwolenników samoistności słowiańskiéj, ale niemniéj, prawdę, która dla nas jasno z tych szczątków świeci, wypowiedzieć musimy. Chcielibyśmy tylko dać się jasno zrozumieć. Nie zaprzeczamy, żeśmy mieli charakter własny w żywocie społecznym, w obyczajach, żeśmy obce elementa przyswoili na własność naszą i przerobili je zupełnie, ale żywiołów tych byt, jest wszędzie widoczny; potrzeba je za cóś w przeszłości rachować: zaprzeć ich niepodobna. Dla czego dotąd za mało na to zwrócono uwagi, niewiem, może, żeśmy pracowali naprzód nad wydobyciem pierwiastku czysto słowiańskiego, chcąc go ukazać i wyjaśnić, ale czas wreście i na obce zwrócić uwagę.
Mniemanie nasze, silniejszych nad już przywiedzione nie zdaje się potrzebować dowodów; przypomnim tylko w Masłowie na Szląsku znaleziony posążek (genjusz śmierci), z pojęcia słowiańskiego, utworzony przez artystę obcego, w Kurlandji greckie bronzy, Priapa ukraińskiego, i t. d. W sprzętach pełno najzupełniéj rzymskich bransolet, sprzążek, pierścieni, stylów, lamp, kółek, paterek, i t. p., niektóre z nich są robotą rzymską, inne jéj naśladowaniem mniéj więcéj zręczném.
Nie wątpię, że i w pięknych, dla nas zaginionych rzeźbach, o których wspomina życiorys ś. Ottona, wpływ rzymskiego smaku i sztuki był widoczny; w prilwitzkich bogach, gdybyśmy je za autentyczne przyjęli, nie pojęta jest mieszanina stylu starożytnych i barbarzyńskiego. Ale i w Grecji czyż nie znajdujemy obok najpiękniejszych bronzów, innych, co kilką prostemi linjami, przedstawiały niezgrabnie postać ludzka? obok arcydzieł i arcymistrzów, niewprawnych rzemieślników i samouków?
Jak nierozsądnie byłoby wszystko u Słowian widzieć i tłumaczyć po staremu rzymską mythologją, tak znowu zaprzeczyć jéj wpływu i związku, śmiesznym by było i fałszywym patryotyzmem.
Zresztą historyczne fakta przychodzą tu w pomoc na wytłumaczenie stosunku ze światem starożytnym.
O krainie bursztynu i Erydanie, Grecy już wiedzą na VIII. wieków przed Chrystusem, w V. Herodot obszernie już opisuje osady greckie, na wybrzeżach morza Czarnego, i wskazuje że handel ich i stosunki, głęboko wewnątrz kraju sięgały; w III. wieku u Tymeusza, znajdujemy wspomnianą ziemię Wannów czyli Wenedów.
Coraz częstsze i stalsze są stosunki Słowiańszczyzny w wiekach następnych, z Grecją i Rzymem. Kupcy Wenedyjscy, jako więźnie zjawiają się na dworze Prokonsula Gallji Metellusa Celera. Na lat 50 przed Chrystusem Panem, są ślady przybycia Rzymian, nie poraz pierwszy zapewne, do kraju Wenedów i Litwinów, za Juljusza Cezara i Augusta.
W Plinjuszu, w Tacycie, już Słowiańszczyzna coraz jaśniéj a jaśniéj widnieje nam, choć jéj od Germanów Rzymianin nie umie jeszcze rozróżnić. Opanowanie Dacji, zbliża Rzymian do Słowian, i stosunki te stalszemi czyni; Ptolomeusz zna nawet drobne ludy słowiańskie, co dowodzi, że Rzymianie w II. wieku po Chrystusie, już dobrze zbadali te kraje. Chorwaci z Germanami razem walczą przeciwko Rzymowi; w III wieku Woluzjan Cezar wojuje z Wenedami. Sojusz Słowian z Hunnami, a bój ich z rozsypującém się państwem rzymskiém, zbliża znowu Słowian do Rzymu, bo i wojna nie jest bez wpływu i łup nie jest daremnym zaborem, a wojna najczęściéj spowodowuje przejęcie obyczajów, sprzętu, broni, w starszym świecie.
Na deskach Peutingerowskich (V-o w.) siedliska Słowian, już są dwakroć szczegółowie oznaczone. Monety, znajdowane w krajach słowiańskich poświadczają o tym wpływie i związkach, mamy ich wszędzie bardzo wiele. Rzymianie wprzód jeszcze zdaje się lądową drogą zaszli nad Baltyk, niżeli się tam okrętami dostali, droga handlowa od Carnuntum nad Dunajem, szła przez Polskę ku wybrzeżom bursztynu.
W Kapschten w Kurlandji, gdzie późniéj był port i targowica, D-r Kruse wskazuje dobitnie ślady handlu i stosunków czynnych z Rzymem, przez monety i starożytne zabytki tu znajdowane. Ślady te obejmują epokę między Hadrjanem a Filipem Arabem, ani wcześniéjszych, ani późniéjszych monet tu nie znaleziono. Na wyspie Oesel, która wprzód przez żeglujących poznaną była, są monety od Tyberjusza się poczynające. W głębi kraju od morza idąc, znajdujemy monety Klaudjusza do Walentynjana (364. p. Chr.), dowodzące, że handel morzem zajął naprzód wybrzeża i rozciągał się powoli, coraz daléj na ląd stały.
W Prusiech i Polsce monety Cezarów, trafiają się z wieków I — III po Chrystusie, byzantyjskich Athanasjusa, Marcjana, Zenona Leo, Theodozjusza, Bazyliska; w Inflantach Basiljusa Macedo, Konstantego VI i VII, Porfirogenity. Monety rzymskie późniéjszych Cezarów, w Prusiech i Polsce, znajdują się w wielkiéj liczbie; nie brak ich i w Szląsku, gdzie pamiątki starożytne są dosyć pospolite, (zobacz D-r Kruse Büdorgis oder Schlesien zu den Zeiten der Römer von F. Kruse. Leipzig. 1819. — Büsching Wöchentl. Nachrichten, — B. IV). Skazówkę monet od czasów Augusta do Walentynjana, znajdowanych w Kurlandji i Inflantach, daje szczegółową Necrolivonica. — D-r Kruse nie bez przyczyny także porównywa i nastaje na zupełne podobieństwo sprzętów w Kurlandji i w Pompei znajdowanych (Necroliv. Nota. Dod. F. 10), sprzążek, uzbrojeń i t. p. — Znaleziono tu także wagę rzymską, opisaną u Krusego (Dod. E).
Pieniądze rzymskie, znalezione pod Osterode w Prusiech, z których najstarszy sięgał czasów Nerona, opisał Bayer (Erläut. Preussen. I. 410. — III, 404); tamże wspominają o monetach Anastazjusza, Zenona i Theodozjusza młodszego. W Kijowskiém, monety rzymskie wspomina Müller; nad Prypecią, na Wołyniu samiśmy je znajdowali z czasów Hadrjana; a w ogólności, Trajana, Hadrjana, Antoninów, są w Rossji i Polsce najpospolitsze.
Słówko tu jeszcze o wpływie i stosunku Słowian ze Skandynawją; nie podzielamy zdania Büsching’a, który niemal całą Słowian Mythologią chce skandynawską objaśniać, ale wiele w nich obu wspólnego bije w oczy. Tak Fryja Fregga wenedyjska znajduje się w Słowiańszczyźnie, zarówno u Wenedów i Skandynawów; tak Hela wydana na świat przez Locki (śmierć), na wpół biała, wpół sina; zrzucona w ciemności, oznaczająca mythus przepaści, nicości, piekło (Hölle), i u Słowian czczoną była; tak Balder (Balduri prilwitzki), nie tylko u Słowian się spotyka ale zdaje się, że pamięć śmierci jego obchodzono obrzędem Kupały, d. 24 czerwca; tak Odyn, którego imie jest słowiańskie jak i pochodzenie może, pod imieniem Wodana, czczony był u Słowian; tak Wola, prorokini, jest słowiańską Wiłą, a dzieci jéj w Woluspie wspomniane, zrodzone z Fenrisa wilka, przypominają wilkołaki, rolę podobną do wilków skandynawskich grające, w podaniach naszych; tak w brzmieniu Anafielas (N. f. c), krainy wschodu, odbija się tajemniczy Nifflheim Eddy, że inne pominiemy.
Oprócz tego skandynawskie gaardy (gord’), przypominają wielce grody i gródki nasze, a obrzędy pogrzebowe u Skandynawów, biją podobieństwem do litewskich i słowiańskich.
W Eggil — Saga, wspomniany jest zwyczaj, zatykania głów końskich, na kiju runami okrytym, na głowę czyjąś (na hołowu), który w przekleństwie do dziś dnia zachowaném u nas, i w zarzucaniu głów końskich na płoty, zdaje się nam z niemi wspólny.
Ampère, słusznie bardzo zbliża mythy skandynawskie do słowiańskich, i wspólne im pochodzenie wschodnie, charakter indyjski naznacza.




XXVIII. UBIORY. i t. d.

Z drobnych obłamków starożytnego stroju Słowian i Litwy, które nas doszły, można poniekąd wnosić o ubiorach mieszkańców tego kraju, o których zkądinąd mało mamy wiadomości. Późniéj z mało zasługujących na wiarę opisów, porobione wizerunki strojów, raczéj fantazji w artystach, niż historycznego ich obeznania się z przedmiotem dowodzą. Na starożytnych pomnikach, stroje ludów północy, rzadko się spotykają.
Wiemy o Scytach, że się ubierali w tuniki z rękawami, płaszczyki (Saga) i spodnie szerokie szyte z domowych tkanin, lub wyrobów nabytych od osadników greckich. Orężem ich była szabla, łuk i nóż, włosy nosili długo, a w boju rozwiane straszyły nieprzyjaciół, kędzierzawemi swemi splotami. Zdarta z głowy nieprzyjaciela czaszka z włosami, uczepiona u konia, lub przyszyta do płaszcza, przystrajała także dzikich wojowników. Podobne czaszki oprawne w złoto, służyły im za naczynia do napoju przy ucztach. — Sarmaci, późniejsi mieszkańcy części krajów słowiańskich, mieli spodnie od pasa, sięgające niżéj kolan jak Scythowie; na tém płaszcz bez rękawów, naśladowanie greko-rzymskiego stroju, miasto tuniki Scythyjskiéj, spięty na ramieniu sprzążką, a z przodu otwarty. W zimie okrywali głowy kapturem, z pod którego oczy tylko i brodę widać było. Prosty lud stawał do boju, bez broni prawie i tarczy (Lelewel. Tom wstępny do Polski śred. wiek. 71. 72); w pieszych utarczkach niewprawny i gnuśny, w jezdnych niepokonany. Zarzucali na nieprzyjaciół z wici uplecione sznury, któremi ich z koni ściągali, dzidami długiemi i mieczami walcząc. Możniejsi tylko mieli tę broń, i okrywali się blachami żelaznemi lub skórami.
Żelaza wszakże długo nie znali, łuk z dereniu i ostrza strzał mieli z kości; a właściwa im osobliwsza zbroja była z łusek, z kopyt rogu końskiego łupanych. — Pauzanjasz te ich roboty stawi w swoim rodzaju obok najlepszych greckich. Przedniejsi nosili się podobnie, jak Partowie i Medy; Lelewel nastaje na jednostajność ubioru ich z medyjskim. Na słupie Trajana widziemy i konie ich, zbrojami z kopyt końskich okryte (Montfaucon. T. IV. pl. 62. — Lelewel. 73. — Mercier. sc). — Kobiéty przy długiém i fałdzistém odzieniu, wdziewały na wierzch tunikę krótką, ręce mając do pach obnażone: czasem na piersi sznurówkę zbrojową, a na głowie kołpaczek, lub czepiec, podobny do czepca zbroi.
Epoka, w któréj narody słowiańskie, jeszcze jednolite prawie, w osobne się indywidualności odcechowane wyrabiać nie poczęły, zbyt mało dla historyków jest jasną, by dla archeologów bogatą w źródła być miała. Co pozostało z pierwotnego bytu Słowian, to dziś całe w mogiłach, horodyszczach, kamieniach, urnach, zardzewiałéj broni szczątkach i loźnych słówkach geografów i dziejopisarzy, lub bajecznych powiastkach o groźnéj północy. Sztuka nie odtworzyła nam dotąd ani typów, ani strojów słowiańskich, lub pomieszała je z typami obcemi, zwłaszcza germańskiemi, ubierając w przekręcone nazwiska, których znaczenia dobadać dziś trudno; wcieliła je także w świat rzymski, nie określając wyraźniéj, zkąd wzięła swe wzory.
Wszakże oprócz tego, cośmy tu z powieści historyków, za drugimi napisali o ubiorach najdawniejszych ludów północy, więcéj jeszcze o nich z wiarogodnych źródeł, bliższych już nas, powiedzieć można.
Postacie Daków i Getów, które spotykamy na płaskorzeźbach kolumny Trajana, naprzód zastanowić nas powinny. Stroje w jakich tu przedstawiono ludy północy, zwłaszcza spodnie, koszule na wierzch ich wdziewane, czapki i pokrycia głowy, przypominają mocno dzisiejsze jeszcze stroje wieśniacze Słowian. Toż o Jazygach przedstawionych na téjże kolumnie, w stroju nieco odmiennego charakteru powiedzieć można. Niektórzy z Daków mają płaszcze widocznie szerścią jak fręzlą oszyte, a obszycie to, jak wiemy, do XIV. wieku, znamionowało kapłanów litewskich.
Jazygowie od Daków odróżniają się obszerniejszemi płaszczami, spiętemi po rzymsku na ramionach; płaszcze Daków również na barkach spięte, mniéj fałdziste i cięższe się zdają, jakby z czegoś grubszego uszyte były. Noże w pochwach u pasów zawieszone, są takie, jakie po grobach Słowian się znajdują, dziś jeszcze w podobny sposób noszą je na Kaukazie. Bronią tych ludów topor, dzida, ciężka, krótka, obosieczna szabla prosta, i tarcz owalna średniéj wielkości. Czapki zagiętym swym wierzchem, litewskie przypominają; inne w kształcie ściętego ostrokręgu, robione są na sposób dzisiaj w Podolu używanych. — Z płaskorzeźb tych, choć mniéj dokładnie, dowiadujemy się także o formie wozów ich, zaprzęgów, trąb, i t. p. W sąsiadach Daków, Sarmatach, oznaczonych czapkami, zupełnie do litewskich podobnemi, w postaciach przedstawujących ich na kolumnach Trajana i Antonina z łukami, kołczanami, toporami trudno nie szukać czegoś, przypominającego szczątki po grobowcach znajdowane. Sztuka rzymska wiernie nam zachowała, idealizując je tylko, typy ich strojów, uzbrojenia i sprzętów.
Na odwrocie jednéj z monet Marka Aureljusza, jest także trofeum z broni sarmackiéj, składające się z dwóch tarczy, jednéj owalnéj, drugiéj podłużnéj pięciokątnéj, z pałki (maczugi) i czapki z wierzchem podniesionym i zagiętym. Ogół Sarmackich strojów na kolumnie Trajana, a szczególniéj gruppa, w któréj są dwa konie, uderza podobieństwem do ludowych strojów słowiańskich.
Tyle tylko mamy podobno w pomnikach rzymskich, światło jakieś na Słowiańszczyznę rzucić mogącego (zob. Recherches sur les costumes, les moeurs, les usages religieux civils et militaires des anciens peuples, par I. Malliot, publiés par P. Martin, T. II. 433. — Planch. L.LIV).
W księdze pod tytułem: Peplus (sive Gothorum, Herulorum, Vandalorum, Gepidarum, Suevorum, etc. veterum imagines, ex antiquis monumentis et museo Marci Zuerii Buxhornii, edente Petro Soutmanno pictore chalcographo Harlemensi, Anno CIↃIↃC.L.)[22]), zawierającéj stroje i uzbrojenia dawnych mieszkańców Germanji i jéj sąsiadów, są ubiory niektórych ludów słowiańskich i słowiano-litewskich, (Herule), ale zdaje się z opisów późnych, lub domyślnie kreślone. — Siedém z tych figur powtórzył Spallart, w obrazie historycznym ubiorów i zwyczajów ludów starożytnych i średniowiecznych (Tableau historique des costumes, des moeurs et des usages de principaux peuples de l’antiquité et du moyen Age. Metz. 1805. — T. VI. fig, 1 — 7).
Pierwsza postać wystawia Getę okrytego skórą, w spodniach do kolan skórzanych, chodakach, szłyku i zbroi zmocnionéj żelazem. Przy nim szabla, topor wojenny, dzida, łuk i kołczan. Zwrócim tu uwagę na czub Swewa, sterczący na wierzchołku podgolonéj głowy, zupełnie jak późniejsze polskie czuby (f. 2.). Trzecia figura wystawia Wandala, w szyszaku z obustron na uszach najeżonym kolcami, w chlamydzie nakształt rzymskiéj, z tarczą drewnianą, z nożem na rzemyku u pasa, podobnym do rzeźb kolumny Trajana, inaczéj tylko przywieszonym. Czwarty Gepida, w szyszaku ze skór i żelaza, z mieczem krzywym szerokim, w zbroi ze skór i blach złożonéj, w ręku ma rodzaj włóczni, z gałką kolczastą u góry. Herul pobratymiec Litwinów, wystawiony tu pół nagi, w szyszaku jednak misternym, z łukiem, kołczanem, strzałami i mieczem krzywym; od pasa osłania go rodzaj fartucha, po kolana spadający. We wszystkich tych przedstawieniach, fantazja P. Soutmann’a, wiele swojego przyczynić musiała.
Wszyscy się na to zgadzają, że starzy Słowianie byli rośli i silni, niekiedy prawie olbrzymiéj budowy, włosy mieli ni zbyt jasne, ni czarne, orzechowe, brunatne; na Rusi i w Litwie złocistéj barwy, oczy siwo-niebieskie, szare, skórę rumianą. Odzież Słowian wedle świeższych źródeł, które o niéj wzmiankują, składa się ze spodni jak u Scythów, z serdaka zastępującego koszulę i płaszcz. Ubior ten jeszcze u ludu pozostał. Spodnie szerokie, do kostek dochodzące, koszula do pół kolan, na spodnie wdziewana, pas na niéj i burka bez rękawów, spinana na jedném ramieniu po rzymsku, albo odzież z rękawami spięta na piersi, i sięgająca do kolan. Głowę okrywali czapką stożkowatą, lub nizką ze skór zwierzęcych uszytą. Obuwiem były kurpie, ze skóry lub łyka. — Są ślady, pisze Bandtkie, (Histor. Prawa Polsk.), że do XIV w., w Polsce noszono tunicam et pallium, ale czy to nie jest tylko złacinnione nazwanie prostéj świty i płaszcza? — Z upowszechnieniem koszul lnianych, dodaje tenże, właściwe dawniéjsze rubaszki słowiańskie gała, wyszły na wierzch koszuli i przezwano je żupanami (włoskie giuppone, niemieckie jube, jaube), na których przed upowszechnieniem od Tatarów wziętego kontusza, nosili sagi, sajany, gunie, Kow, u Czechów Karzno, u Dalmatów Kabanice. Pamiątka téj szaty słowiańskiéj dochowała się w sukni zwierzchniéj ludu zwanéj Kieca, kiecka. Broda i wąs były postrzygane a włosy równo z karkiem ucięte, jak dziś noszą Rusini; w żałobie wszystek włos zapuszczano. — Ubior kobiet mniéj jest znany, nosiły zapewne koszule z rękawami fałdziste po kostki, na nich kabaty do kolan; dziewczęta chodziły z kosami długiemi, mężatki zawijały głowy, pokrywając je namiotem (narzutem, narzutką), namitką.
Diakon Alberti, zastanawiając się nad wykopaliskami z epoki słowiańskiéj, w dawnym kraju Sorbów, tak mówi o ludności jego, opierając się na okruchach, które znajdował w mogiłach.
»Występują oni z grobów swoich, jako pokolenie blizko jeszcze będące przyrody, silne, dobrze zbudowane, wszakże nie olbrzymie. — Rękojeści ich mieczów są dosyć małe, i do wielkiéj by ręki nie przypadły. Kortum tęż samą uwagę zrobił o orężu dawnych Germanów. Byli to ludzie zarówno gotowi do wojny, jak do kunsztów kwitnących wśród pokoju; silni synowie natury, ale nie wysileni, nie ogołoceni z władz cielesnych zbytkiem i zniewieściałością, owszem wzmocnieni się okazują żywotem wygodnym i dostatnim; tego dowodzą czyste, białe, wybornie zachowane, ale mocno starte ich zęby. — Gdy mu możność dozwalała, ozdabiał mężczyzna silną prawicę świecącemi naramiennikami z bronzu i stali, obszerną jego i spływającą suknię utrzymywało misterne spięcie; u boku wisiał na ozdobnych paskach w pochwie żelaznéj, miecz stalowy. Kobiéty były delikatne, pierścienie, bransolety, pierścionki na rękach i nogach żenskich skieletów znajdowane, mogły tylko przypaść do wysmukłych członków niewiast kształtnych i delikatnych, a nie przyszłyby na silne dzisiejsze wieśniaczki. Suknię ich lnianą, obszerną, często z bardzo cienkiéj tkaniny (co się poznaje po wyciskach na rdzy bronzu), na piersi utrzymywały spięcia wytworne, na wierzch zarzucały się inne jeszcze cięższe pokrycia, bo przy skieletach, po kilka zapinek znajdujemy. Na szyi nosiły rodzaj naszyjnika, w kształcie grubego pierścienia, od którego zwieszały się łańcuchy i paciórki. Odkryte ręce zdobiły naręczniki pierścieniowe, około pięści i ramienia. Znaczniejsi obojga płci miewali i na palcach u rąk pierścionki. Włosy zwijano na szpilki, których długość do wielkości warkocza się stosowała. Tak odziana niewiasta, dodaje autor, nie mogła być żoną dzikiego drapieżcy i niewolnika, była to towarzyszka spokojnego gospodarza, rolnika, który już wychodził ze stanu dzikości — ozdoba jego i chluba, jaką nam jeszcze chrześcijańscy missjonarze, malując pożycie małżeńskie Słowian, przedstawują.“
Słowa diakona Alberti, dają się zastosować do niemal całéj Słowiańszczyzny przedchrześcijańskiéj, a D-r Kruse w tenże sposób przedstawia nam swych Kurów i Liwów.
Do pomników odległych epok, należą dziś jeszcze u nas pozostałe niektóre sprzęty pierwotne, które nas doszły bez żadnéj prawie zmiany, utrzymując się do dziś dnia. Tak naprzykład, wszelkie narzędzia rolnicze, począwszy od pierwiastkowéj gałęzi kolczystéj jodły, zamiast brony jeszcze dziś używanéj na Białéj-rusi, aż do pługa, sochy, radła, sprzęt gospodarski takim jest prawie, jak był przed wieki: wyroby drewniane, bendnarskie, wozy, garnki, pozostały w kształtach tradycyjnych.
Korowaj, dziś używany tylko jako placek weselny, dawniéj jako ofiara Bogom, sięga epoki przedchrześcijańskiéj. Jest to zabytek religijny obrzędów bałwochwalczych. Mamy podania o plackach ozdobnych, korowajach przynoszonych w ofierze bogom: Swiatowidowi w Arkonie, Radegastowi w Retrze. Saxo Grammatyk (824 — 825) wspomina, że w czasie uroczystego obrzędu przemiany wina w rogu Swiatowida, kapłan stawił między sobą a ludem krągły placek słodki, wysokości wzrostu człowieczego i pytał, czy go widać było, życząc by i na rok przyszły, za korowajem ludzie go nie widzieli. — Było to życzenie urodzaju i dostatków. Sreżniewski (Swiat: i obr. 77 — 78), pisze o podobnym zwyczaju, w Małorossji, na szczodry wieczor. — W każdym domu pieką mnóstwo kołaczów (krągłych placków), pierogów, i toż samo pytanie i życzenie daje gospodarz domu.
Domysł nasz względem znaczenia Korowaja, potwierdza się jeszcze wyraźnem wspomnieniem o nim, jako o placku ofiarnym, którego łamanie przy obrzędzie czci bogów, stanowiło odrębną ceremonję. W rękopiśmie Muzeum Rumiancowa, pisanym w r. 1523., w którym przy wykładzie Ojców kościoła, szczególniéj Jana Złotoustego, jest rozprawa niewiadomego autora, o przesądach, a raczéj o czci fałszywych bogów, pisze: »Jże sut’ krestjanie wierujuszcze w Peruna i w Rgla i w Wiły, ichże czisłom tridewiat’ siestrenic, hłaholiut’ okannii niebiehłasy To wsie mniat’ bohy i bohyniami. I tako pokładywajut’ im treby, i Korowaj im łomiat’, i kury im rieżut’, i ohniewi moliatsia, zowut jeho Swarozicem.» Ofiarowanie nawet placków, bułek, chleba, pierogów, panom, księżom, przynoszenie ich do dworu, kładzenie na trumnach i mogiłach, jest pozostałością pogańskiego zwyczaju.
W niektórych miejscach utrzymywał się jeszcze zwyczaj, robienia symbolicznych jakichś znaków na wypiekanym chlebie, które gdzieindziéj krzyż zastąpił.
Korowaje ofiarowane bogom, były, jakeśmy widzieli, częstokroć tak wielkie, że zakrywały ofiarnika kapłana. Kształt dzisiejszych korowajów, starych placków ofiarnych, ozdobnych, złoconych, pstrzonych w kwiaty i wstęgi, zmienia się w różnych miejscowościach.
Są one lepione z ciasta, ubierane w chorągiewki, szczególniéj pąsowe, bo to barwa weselna, w choinę, jedlinę, tam gdzie to drzewo nie jest pospolite, w zielony zawsze barwinek, słowem w rośliny, które liściem trwałym symbolizują trwałość. — Jagody kaliny i inne drobne owoce, używane także bywają, do ozdoby Korowajów. Dzisiaj stroją go także w krzyżyki z ciasta, uświęcające ten zabytek pogańskich czasów, i w rozmaite drobne wyciski, ptaszki, gwiazdki, kółka. — Korowaj taki obwija się płachtą ofiarną, czyli ręcznikiem, którym także jako kapłan, i pierwszy swat się przepasuje. Długi ten kawał płótna, jest niezawodnie znamieniem kapłaństwa, które po wsiach sprawowali dawniéj starsi gromady, wybrani na to czasowie. — Placek ten towarzyszy weselu, gdzie się kolwiek ono przenosi, do cerkwi, do dworu, do gospody; na ostatek następuje podział jego między współbiesiadników, a ci którzy część jaką otrzymują, małą ofiarę zań składają. Pospolity kształt weselnego Korowaja wyobraża jakby gałęziste drzewo o mnóstwie ramion, szyszek, wyrostków, przypominających ornamentacją sprzętów i medalików z trzeciéj epoki.
Litwa, u któréj najdłużéj przetrwała wiara dawna, najdokładniejsze nam jeszcze daje pojęcie stanu ludów przedchrześcijańskich; podania i obrzędy zachowały się tu jeszcze żywe i nie zatarte.
Mówiliśmy już o rzeźbie i budownictwie w Litwie; sztuki te zapewne nie doszły wyższego stopnia rozwoju, dla przeciwnych okoliczności, ale stały niewątpliwie na tymże stopniu wykształcenia, co u narodów sąsiednich, świadczą o tém codziennie z ziemi dobywane pamiątki. Myśl prostą wyrażał artysta prostemi środkami, ogółem utworu swego, starając się wyrazić więcéj, niż wykonaniem części staranném. Język, ta historyczna skarbnica, dowodzi, że nazwania dłuta, pęzla, farby, malarza i malarstwa, nie potrzebowała już Litwa zapożyczać u obcych, miała własne i narzędzia sztuki i ich nazwiska. — Wyrzynano bogi z drzewa, kamienia, lano je z bronzu; na drzewie téż wycinano głoski zaginionego pisma jakiegoś, rodzaju run — Rasztas, oznaczając niém krótko imiona, modlitwy, pamiątki wielkich wypadków.
Strój ludu musiał być takim zapewne z małą odmianą, jakim go dzisiaj jeszcze widziemy; odznaczały go czapki czubate nakształt Sarmackich, zdarte ze źwierząt skóry, łby na pokrycie głów zamiast hełmów używane, tarcze ociągane skórami, pałki, smalone oszczepy, krótkie pociski drewniane noszone za pasem, młoty, siekiery, łuki, proce, i to mnóstwo ozdób bronzowych, naszyjników, napierśników, pierścieni, których grobowce są pełne. W Litwie pod Dąbrówną, gdzie krzyżacy naśmiewali się z uzbrojenia litewskiego, Długosz wzmiankuje szczególnego rodzaju włócznie, które litewskiemi nazywa; podobne one być miały do niemieckich, a wcale różne od polskich kopij.
»Szable rzadkie tu były, chyba u Hetmana, » pisze Stryjkowski, o żelazo bowiem nie łatwo było w Litwie. Strój niewiast dość był wytworny, z niego w niektórych jeszcze okolicach, pozostała piękna, obszerna zasłona biała, okrywająca wdzięcznie zamężne niewiasty, a niekiedy posługująca im do noszenia dzieci. Używanie u sukni dzwonków okrągłych, przez dziewczęta szczególniéj, jak u Tatarów i na wschodzie, wspominają historycy i dowodzą mogiły. Stroiły się także w bursztyny, korale, paciórki, ozdoby druciane, blaszane, iglice, zapinki i pierścienie, a przy nich w wianki zielone, często w pieśniach wspominane.
Kapłani mieli także strój sobie właściwy, którego główną cechą były pasy lniane białe (ręczniki o których wyżéj) obszycia z szerści bydlęcéj u sukni, czapki śpiczaste obwieszane świecidłami i blaszkami, wieńce z liści, laski zakrzywione. Krewe krewejta najwyższy kapłan ubierał się biało, opasując się cienkim pasem białym siedem razy siedem, przez ramie także miał przepaskę, a na głowie rodzaj mitry w kosztowności przybranéj. Laska, znamie jego władzy, była trzy razy zgięta u góry, a u każdego zgięcia wisiał woreczek. Mniejsi Krewowie opasywali się siedem razy tylko, a laski zgięte mieli dwa razy. Wejdaloci, kapłani wiejscy, odziewali się w suknię długą, bramowaną taśmą białą płócienną, na piersiach mieli troje petlic z kutasami i guzami, i pas biały pojedyńczy, na sprzążkę zapięty. W dole suknia ich oszyta była szerścią bydlęcą. Na głowę czasu ofiary kładli wieńce z zieleni, a laski ich raz tylko zgięte, miały po jednym woreczku. (Rysunek stroju Wejdaloty w kronice Schütz’a, w Hartknoch’u późniéj w Muzeum Domowem. 1837. r. i Przyj: Ludu).
Wurszajtos, kapłani z ludu wybierani do jednéj ofiary, wdziewali wieniec przy obrzędzie, i białą kładli szatę.
Nie wiemy nic o stroju Wejdalotek.




ZAKOŃCZENIE. XXIX.

Zamykając te niedostateczne studja, nad stanem sztuki i przedmiotami z nią w ścisłym będącemi związku, u Słowian i pobratymców ich Litwinów, powiemy słowo jeszcze, o wymarzonych przez wyobraźnią ich potworach i stworzeniach fantastycznych, które z mythologji przeszły w dziś jeszcze żyjące ludu podania. Pamięć tych istot bajecznych, trwa dotąd w powieściach ludu, i widocznie jest utworem pierwotnych pojęć poetycznych o świecie, sięgających odległéj epoki; nie trudno nawet wyśledzić w nich tradycij prastarych, które Słowianie przynieśli z sobą ze wschodu. Wymarzyła je wyobraźnia, sztukmistrzów karmicielka, która wszelkiéj sztuki narodzinom przewodniczy; chcąc zatém głębiéj wniknąć w charakter sztuki, żadnego z jéj utworów pominąć się nie godzi. Historyk sztuki, nie mogąc zbadać obszerniéj wszystkiego, co z nią jest w związku, wskazać przynajmniéj powinien źródła, z których światło spłynąć może. Z tego powodu podania o potworach, w słowiańskich pieśniach i skazkach utrzymujące się, znalazłyby tu miejsce właściwe, gdyby gdzieindziéj przedmiot ten, obszerniéj już obrabianym nie był. Wspomniemy główniejsze tylko z tych istot bajecznych.
Do wszystkich w ogólności stworzeń, przywiązane były symboliczne znaczenia, które trafnie wyjaśnić się starał A. Afanasiew, w rozprawie swéj o bóstwach zoomorficznych Słowian. (Zoomorficzeskija Bożestwa u Słowian. Otieczestwien: Zapiski. T. LXXX. — 1852. — 189, i t. d). Ptak oznaczał wicher, błyskawicę, światłość, a szczególniéj fenomena powietrzne; na czele ptaków u Słowian stały: kruk wieszczy, mieszkający na dębach, orzeł, łabędź, gołąb’, i kogut, osobliwie czarny. W powieściach ludu ruskiego, występują oprócz tego ptaki mythyczne, jako to: Stratim-ptak, żyjący na oceanie (burza); Zar-ptak (słońce), i na wyspie mieszkający Justryca. — Nie mniejsze miały znaczenie: Koń; godło Peruna; ognia, słońca, którego powieści często malują z ognistą grzywą i płomiennemi nozdrzami; Tur (byk), jedno z uosobień boga Słowian, zdające się oznaczać żywioł wody, morza; Wilk, który, jak u Skandynawów, występuje u nas siłą nieczystą uganiającą się za słońcem. Napaści wilków na słońce i księżyc, jako dzieci Fenrysa, wystawiały zaćmienia.
Do bajecznych istot, należy naprzód Żmija, Smok, o którym podanie może z pierwotnych czasów świata przechowuje się wszędzie. — Wyznać potrzeba, że niektóre z istot przedpotopowych doskonale przedstawiają latającego Smoka, Żmiję; jest to wynaleziony niedawno Pterodaktylus, którego pamięć przechowała tradycja ludów. Zwycięztwo nad Smokiem, w mythach zachodniéj Europy, najczęściéj oznacza wstrzymanie wód rozlewu, u Słowian zdaje się, według p. Afanasiewa, że Żmija przedstawiała kometę, ogień niebieski, światłość.
Smok-żmija, którą rozróżniano, na pełzającą (połoz), i latającą, ognistą, w tradycjach przedstawia się nam, jako wąż kilkogłowy, skrzydlaty, ze szponami ptasiemi. — Tak go rysują w starych herbach naszych, Lacki i Trach, i w ornamentacjach grobowca Władysława Jagiełły. Smok, wedle Rzączyńskiego, jest to wąż pierścieniowatą łuską okryty, nadzwyczajnego wzrostu, lubiący miejsca puste, silny szczególniéj w ogonie, o skrzydłach już nic naturalista nie wspomina. Według podań mieszkał w skałach, jaskiniach, górach i pilnował skarbów, (palących się pieniędzy), ztąd może nazwanie Żmij Horynicza, Horynczut’a, w skazkach ruskich. — Jedna z nich mówi o żmiju z złotemi rożkami i który przypomina długo jeszcze do XVI, XVII. w., przerażającego Bazyliszka, mającego się rodzić z koguciego jaja. Bazyliszek, według Rzączyńskiego, miał być wężem z białą na łbie plamą nakształt korony, zkąd nazwanie jego (Regius, Regulus, królewski).
Bazyliszek także mieszkał w starych piwnicach i lochach; rysują postać jego jeszcze naturaliści XVI w., i nasz Johnston, w ciekawém swém dziele o źwierzętach.
Wilkołak, czyli człowiek obleczony skórą wilczą, całkiem miał być podobny do wilka, a niektóre podania wzmiankują, że chodził na dwóch łapach.
W opisach stepu Tartarji, wspominają także roślinę potworną, która miała być całkiem podobna do Baranka, a w koło siebie objadała zioła i trawy. Adam Olcarius w r. 1666., snać ze słowiańskich powieści, roślinę tę zowie Bomaretz, co zdaje się być zepsuciem wyrazu Baraniec. Pisze on, że wilcy chciwie się tą rośliną karmią, że jest wielkości ogórka, a ma podobieństwo do małego baranka. Gdy dojrzeje, łodyga usycha, a owoc okrywa się kosmatą skórą, która wyprawiona służy za futerko?? — Jan Struyz hollender, opisujący podróż swą w r. 1676. odbytą, wzmiankuje także roślinę Bonarez, Bonaret, na łodydze trzy stopy wysokiéj rosnącą, i trawy pożerającą dokoła.
Zdaje mi się, że lud w ten sposób poetycznie musiał opisywać bodiaki, niszczące w stepie rośliność dokoła, w którego to burzanach wilcy się gnieździli; z tego zapewne urosła powieść o owym barańcu.
Do potworów zaliczym jeszcze pająka owego, o którym podanie trwa w ziemi Wieluńskiéj w Pajęcznie, że miasto go jak owego smoka Krakusowego, żywić musiało. Smiały jeden mieszczanin zabił potworę, a skórą miano późniéj obić drzwi kościelne.
Takiemi to poetycznemi baśniami, których pełno w pieśniach i powieściach ludu, ubierali Słowianie świat cały, w nieprzerwanym będąc związku z naturą, i wszelką jej symbolizując siłę. — Człowiek nie stał jeszcze naówczas sam przez się, na wierzchołku stworzenia u szczytu istot, ale podnosił je ku sobie, bratał z sobą, wyższe im często narzucał znaczenie, stawiąc w związku z bóstwami, i przez nie wyrażając ich potęgę.
Chociaż wiele z tych podań, widocznie pochodzą ze wschodu, i jawnie przyniesionemi się okazują, w wielu także odbija się charakter ludów, co je do swéj dusznéj potrzeby zastosowały. — Charakter to był, jakim go malują najdawniéjsze źródła, łagodny, miłujący spokój, gościnny i dobroczynny, pełen uczucia braterskiego, przylegający do rodzinnéj ziemi, nie tak nawyknieniem, jak miłością prawdziwą. — Nie tylko człowiek jednéj mowy, jednego słowa, Słowianin, ale drzewo, źródło, kamień, wszelki twór Boży, był dla nich cząstką żywą wielkiéj jedności (en kai pan), do któréj należało wszystko co żyło, a w owe czasy, żył nawet kamień i drzewo.
W źwierzętach widziano posłańców bożych, duchów na pokucie, lub zmarłych praojców; pod siwą nawet korą drzewa mieszczono ducha co ją ożywiał, w źródłach płynęły im cudowne wody, wprost z mieszkania bożego wytryskające. Każda rzeka była Bohem, była bóstwem.
Mówiły gaje święte swym szumem, wróżyły prorocze kruki i kukułki, kwiaty płonęły ogniami, wiodąc do zakrytych skarbów; wszystko było dla ludzi, wszystko w ścisłym związku z niemi. Żywot rośliny pojmowano tak jak życie zwierzęcia, a drzewo, które wicher obalił, nie było na nic użyte, tak jak zdechłe zwierzę pokarmem być nie mogło.
We wszystkich pomysłach Słowian, w pomnikach ich sztuki, w pieśniach i podaniach, które mogą być najlepszém objaśnieniem zabytków starożytności, stale przeglądają jedne cechy, — łagodność, dobroć, smutek jakiś rzewny, który wespół z męztwem i siłą, oznacza charakter plemienia. Ta dobroć połączona z potęgą, stanowi typ Słowianina, który w boju nawet okrutnym być nie umie, a śpiew i lasy swoje przekłada nad łup i podboje; życie u niego, zaledwie w przyszłość upadłe, obraca się zaraz w pieśń, która je idealizuje.
W mythach skandynawskich i germańskich, często płynie krew, padają ofiary mnogie, brat zabija brata bezkarnie, żona męża, dzieci walczą z ojcem, zdradzają niewiasty i najbliżsi; słychać tylko szczęk oręża, krzyk i wrzawę namiętności dzikich i niepohamowanych; — w słowiańskich pieśniach i podaniach świat cale inny, błogim owiany spokojem.
Tu życie pasterskie, rolnicze, leśne, gromadne a zgodne, bój w nim wyjątkiem, koniecznością, ale nie częścią żywota, a Słowianin płacze nad nieprzyjacielem upadłym, jak nad bratem. Serce jego nie lęka się walki, ale jéj nie pożąda, bo krwią się brzydzi, miłując chatę, rodzinę, pokój i pieśń, co przeszłość odradza? U innych ludów natura co najwięcéj służy tylko za ramy dla człowieka, za tło do jego obrazu, tu ona żyje z nim życiem wspólnem, mówi doń, śpiewa, prorokuje mu, ostrzega ptaków głosem, drży za każdem jego drgnieniem. Więcéj też uczucia natury i jéj piękności w pieśniach Słowian, niż w całéj podobno literaturze Greków i Rzymian. — Ptak, drzewo, kamień, woda, odzywają się nieustannie do brata człowieka, on je rozumie, on słowa ich tłumaczy.
Jeśli w śpiewie zabrzmi bój, zatętni zbrodnia, nie będzie się w nich lubować Słowianin, ani zbroczoną dłonią wywijać długo przed oczyma, obmyje ręce w źródle, z trwogą szukając na nich śladów posoki, a tęskną pieśnią nad mogiłą i pobojowiskiem, wypłacze żale swoje. W jego zwycięztwie nawet, jest cóś smutku i litości.
Takim jest zawsze Słowianin w swych śpiewach, w swéj baśni, w mythach, a gdzie tylko zakradło się uczucie inne, pewno niem natchnęli go sąsiedzi, łupieżcy Skandynawi, lub pobratymcy ich Germanie. Z gęślą na ramieniu, z pieśnią na ustach, jasnowłose dziecię północy, chodzi za pługiem, słuchając skowronka, napawa się otaczającym światem, dopóki nacisk najeźdźców zaglądających w głębie mateczników jego, nie zmusi chwycić topora na obronę żony i dziatwy. — Przez długie wieki trwała tu walka, z ludami sąsiedniemi, z napastnikami i wrogami, a patrzmy jak mało śladów ich pozostało w podaniach i pieśni. — Bój nie był nigdy namiętnością Słowian, potrzebą ich żywot spokojny w związku z naturą, wyrażającą się w pieśni pełnéj niebieskiéj jakiéjś tęsknoty, pełnéj miłości, zachwytu i przeczucia, że tak powiem idei chrześcijańskich.
W bóstwach mniéj też jest potworności, mniéj dziwaczności, i połączeń nadprzyrodzonych, niż u innych ludów sąsiednich; — przedewszystkiem wyrażają one siłę, potęgę, wszechwładzę, wszechwiedzę. Potwory skazek, albo są zapożyczone, lub utworzone tak zgodnie z prawem żywota, że się żyć zdają w tym świecie fantazji; rzadko w nich spotyka się cóś dzikiego, odstręczającego, a nigdy nic coby się najprościéj wyłożyć nie mogło. Myśl ich umiała oblec jakąś poetyczną barwą harmonji najróżnorodniej spojone części, w jednolitą całość.
Bogi, a raczéj bóg Słowian, to głównie siła, potęga, wszechmocność i niezmienność; — każde bóstwo mniejsze wyraża tylko jakiś odrębny przymiot najwyższéj istoty.
Charakter mythologji i podań musiała też mieć sztuka, któréj zabytki w małéj ilości i najlichsze może nas doszły; cóś poważnego, spokojnego, tęsknego, panować w niéj musiało. Świat bogów, ludzi, zwierząt i roślin, spływały się tu w jedną majestatyczną całość, na ścianach rzeźbionych świątyń, o których właśnie piszą, że je wszelkie twory, zdające się żyć i oddychać, okrywały. Dla nas i linje upodobane w stroju i wyrobach rzemieślniczych, nie zdają się obojętne, i w nich widziemy pewne znaczenie. Taką tu najpospolitsza, nieustannie powtarzająca się spiralna, która właśnie symbolizuje doskonale podnoszenie się ku nieznanemu, tęsknotę wiejącą z pieśni słowiańskiéj. Nie zdawali sobie pewnie sprawy ci, co się nią posługiwali, z jéj znaczenia, ale mimowolnie wyraziła charakter ludu, który w niéj upodobał sobie.
Co do utworów sztuki, Słowianin stał na równi z otaczającemi go ludami współczesnemi, dowodzą tego wykopaliska, strój, uzbrojenia, rzeźby, grobowce. W całéj Europie z danych epok, jednolite znajdują się szczątki, tak, że zaprzeczyć nie podobna, iż Słowianie niższymi od innych, ani w smaku, ani w umiejętności zaspokojenia go niebyli. — Nie ulega wątpliwości, że u nas sztuka w I. do IX. wieku po Chrystusie, stała na jednym stopniu rozwoju, jak w Germanji, w Gallji, w Italji nawet, a z tego wnieść można, że ogół nie był moralnie niżéj od innych ludów; a to co w nim samoistnego się znajdowało, wyższym go czyniło nad sąsiadów, o ile wyższe jest zamiłowanie poezji, ideału i niebios, od pragnienia walki, krwi, boju i łupu.
Wesprzeć byśmy się tu śmiało mogli, poszukiwaniami obcych archeologów, szczątków starożytności celtyckiéj, germańskiéj, skandynawskiéj, bo wszędzie prawie znajdziemy utwory podobne naszym i nieprzechodzące ich artystyczną wartością. U Słowian, widoczne i pochodzenie ich sztuki wschodnie i wpływ na nią greko-rzymski i myśl własna, która te pierwiastki przekształca i na swoje przerabia.
Bóstwa, wspólne nam z Grekami i Rzymianami, przerastają na domowe nasze bogi, przyswajają się, przenarodawiają, stają rodzimemi opiekunami téj ziemi; godła ich otrzymują nowe objaśnienia i znaczenie, a szczególnym rysem mythologji i sztuki, wielobóstwo dąży do udoskonalenia się w idei jedynego Boga. Nazwiska jego są różne, w miejscach różnych, przymioty i znaczenie wszędzie jednakie. W ostatnich chwilach swego bytu niezależnego i pierwotnego, Słowiańszczyzna znużona walką, którą sama już jedna wiedzie za całą przeszłość świata, upada, mieni się, usycha, a wywrócone jéj bogi i ołtarze, tak straszne zniszczenie, tak rychłe zapomnienie okrywa, że z nową epoką, niemal całkiem nowe życie rozpoczynać musi, na nową przerabiając społeczność.
Zniszczenie to pamiątek, zabytków, obrzędów i podań w Słowiańszczyźnie, tak było silnie i skutecznie przedsięwzięte, że w kilkaset lat po nawróceniu, wnuki w mogiłach dziadów szukali samorodnych garnków, i popiołów ich od ziemi rozróżnić już nie umieli. Z drobnych okruchów i szczątków, niedogniłych i niedopalonych, odbudowywać potrzeba i zgadnąć całą zaginioną epokę. — Ale z nich nawet widoczna, że idea piękna budziła się już zawczasu u Słowian, że się wyrażać usiłowała, że ideał jakiś marą i widziadłem snuł się już pod czaszką wieśniaka i wojownika. Patrzmy jak żywe linje wężowemi swemi sploty obejmują popielnice, rysują się w drobnych ozdobach ubrania, jak igła rzemieślnika-artysty, dziwnemi kształty fantazyjnemi, zaścieła każdą blaszkę kruszcową, jak w kraśnych barwach paciórek, w pstro malowanych czołach świątyń, przejawia się już uczucie kolorytu, jak w ubraniu swem szuka Słowianin, coby porywało oko i zastanawiało wymyślnemi kształtami. Na czole jego błyszczy bronzowy zwój, strojny orlem piórem, na szyi pierścienie srebrne, łańcuchy, złocone blaszki; u pasa nóż w pochwie bogato wyrabianéj, na nogach, rękach i palcach sploty spiralne służą mu razem za zbroję i ozdobę.
Nad grodami jego powiewają malowane Stawice, w świątyniach stoją zbrojne i błyszczące Stawany, a maleńki bożek z bronzu ulany, wymieniany u kupców zamorskich, lub wylepiony w kraju, strzeże kąta téj domowéj Kontyny, świątyni rodzinnego ogniska.
Ogólnem piętném téj epoki sztuki słowiańskiéj, zwłaszcza w przedstawieniach bóstw, jest obok wyobraźni pełnéj bogactwa, a skromnéj i trzeźwéj, wyraz potęgi i siły raczéj, niż wdzięku. Wszakże usiłuje już sztuka wydać cóś, coby stronę jéj tęskną i miłą charakteryzowało. Zjawia się jeden z najpierwszych ptak którego widziemy w wyrobach szląskich, w Lubaszu i bronzach kurlandskich. [23]. Ze swem przywiązaniem do gniazda rodzinnego, z tęsknym polotem ku niebu, z nieustannym śpiewem, jest on może najlepszym symbolem Słowianina, z którego piersi wieje tęsknota, w którego piersi goreje miłość rodzinnéj ziemi, którego największy skarb pieśń stanowi.





KONIEC




Przypisy

  1. A) Wołotówki, mogiły Białéj-Rusi opisuje p. K. Goworski w Pamiętn. Ces. Towarz. Archeol., S. Petersb., T. 5., str. 91; rozkopywał on niektóre, i tak sprawę zdaje z poszukiwań swoich:
    „Przy rozkopaniu tych mogił, których w mojéj obecności rozkopano do dziesięciu, najprzód napotykają się drobne węgle, na arszyn lub więcéj od wierzchołka kurhanu poczyna się leżący na całéj przestrzeni słój ziemi, który ma pozór marmuru, gdy jest gładko przecięty, a gdzie niegdzie popiół go przerzyna i czarnoziem, powstały z rozkładu węgli.
    Kości leżą wzdłuż w jednym kierunku, zawsze ze wschodu na zachód zwrócone. Z rozkładu ich wnosić można, że trupy kładziono na stosie rzędem, jedne przy drugich, na nich drzewo i tak je palono. Niekiedy trafia się trzy warstwy kości poprzedzielanych węglami i popiołem. W niektórych wielkich mogiłach, w samym środku tylko są ślady jednego spalonego szkieletu. We wszystkich usypach znajdował p. Goworski garnki zupełnie do zwykłych Białoruskich podobne. Rozkopując kurhany przekonał się sprawodawca, że najprzód pod niemi ubijano ziemię na zgliszcze, na tym toku kładziono stos i palono zmarłego; a nareszcie zasypywano ziemią popioły (Olgierdowa droga, 14 Sept. 1852).
    Węgiel drew użytych na stosy, wskazuje dębinę i liściaste szczególniéj rodzaje, o które dziś w tym kraju trudno, bo na ich miejscu porosły sosny i lasy iglaste.
    Nad rzeką Naczą w Białéj-Rusi, rozkopywał także p. Goworski kilka mogił, z czasów pogańskich, znajdujących się wśród wielkiego cmentarzyska, pełnego kurhanów krągłych, okładanych kamieniami, rozciągającego się na 200 sążni kwadratowych. Najmniejsze usypy miały sążeń w przecięciu; w kilku z nich znajdowano po jednym szkielecie, otoczonym żwirem i żwirem przysypanym. Zmarłych kładziono na prawym boku, twarzą w prawo do południa, głową na zachód. Zauważał rozkopujący, że trupy w lewéj ręce miały łokciowéj długości głównie, a w prawéj niewielkie kółka, z massy jakiéjś, dokoła zaostrzone, a w pośrodku wypukłe. Ręka prawa spoczywała na żołądku.
    Kółka te zdaje się gliniane, musiały tu mieć toż samo znaczenie, co gdzie indziéj znajdowane krążki gliniane, bronzowe, i t. p.
    B) Chociaż starożytności te do Słowiańskich nienależą, damy tu treść poszukiwań p. E.-H. Muralta (Pamięt. Cesar. towar. archeol. 1849, T. 2, str. 306), o chronologii grobowisk, z obu stron Bosforu Cymmeryjskiego, dla porównania z tém, co u nas w tym rodzaju znajdować się może.
    Za najdawniéjszy sposób grzebania ciał umarłych, poczytuje autor palenie ich na stosach; w najstarszych grobowiskach nieznajdują monet dawniejszych nad Lizymacha (370 przed Chr.), ani rzeczy szklanych, natomiast naczynia malowane, całe lub pokruszone, z figurami czerwonemi na tle czarném i t. p.
    Spotykają się w najstarszych mogiłach rzeczy złote, nadtopione, sprzęty metalowe. Grobowiska okładane są kamieniami; prochy zmarłych zbierano także w urny kamienne, w których złote ozdoby stroju się natrafiają.
    Znajdowano też urny bronzowe, obok rysowanych, urny ołowiane, gliniane i jedną srebrną. Urny gliniane mają znaki, napisy krótkie, rysunki, i w sobie monety złote. Szkielety całkowite, niepalone, leżą zwykle w zasklepieniach, zwanych Egipskiemi, z powodu że nie okrągło na sposób Rzymski są sklepione, ale kamieniami prostemi wystającemi stopniowo zamknięte, tak, że u góry jedna płyta otwór pokrywa. Schodków tych bywa od trzech do czternastu.
    W niektórych z tych izb podziemnych, nic nieznaleziono, w innych wyroby złote bardzo pięknego stylu, z wieku III przed Chrystusem; figurynki Herkulesa Scytyjskiego, szklane naczynia, monety, i t. p. Budowa sama korytarzy i izb grobowych, niekiedy znacznéj wielkości, zasługuje na uwagę; jedne z nich są z kamienia zasklepiane płytami, inne z gliny deskami pokryte; dokonane są z pewném staraniem. Sprzęty szklane, naczynia, garnki, znajdowano w nich wraz z późniéjszych czasów monetami. Zresztą groby tego rodzaju są różnych epok, jak się z pamiątek i dzieł sztuki w nich znajdowanych okazuje.
    Do téjże epoki drugiéj odnosi autor grobowce murowane z cegły w których i kości niepalone i urny z popiołami natrafiano, a obok nich rzeczy szklane.
    Trzecie są mogiły w kształcie dołów, pokrytych kamieniami, a w nich także urny i sprzęty szklane znajdowano: z monetami Sauromatesa I, Eupatora, Pantikapejskiemi i innemi. Inne doły bez kamieni, pełne węgli i wypalonéj gliny, zawierały naprzemian kości palone i całkowite szkielety, ze szkłem i monetami, niektóre pokrywały deski.
    Ostatnim grobowisk Nadbosforskich rodzajem są Katakomby: w których znajdowano szkło, monety, i kości palone. Katakomby odnoszą się do Rzymskiéj epoki, co dowodzi budowa ich i malowania, jakie w nich znaleziono.
    Całkowite szkielety leżą na płytach, lub posłaniu z liści laurowych, przy nich malowane naczynia, monety, wyroby szklane.
    Groby drewniané, są z epok różnych: w nich naczynia także i szkło się spotyka.
    Sarkofagów odkryto dotąd bardzo mało.
    Do Rzymskiéj także epoki należą Kamienie rzeźbione wypukło z napisami; z epigrafów i stylu roboty, okazuje się, że niesięgają odleglejszych czasów. Napisy z różnych epok, po większéj części, znajdowano w Kerczu, dawnéj Pantikapei.
  2. Pawłowski siekiery bez otworów, które oprawiane być musiały w rozłupane drzewce, zowie Toporkami, odróżniając je mniejszą od dłót i berdyszów wypukłością.
  3. Najniezawodniéj noszono; ponieważ znajdowałem na kilkudziesięciu kościotrupach, pod czaszką; nigdy u pasa.Przyp. A. H. K.
  4. W zbiorze St-Petersburskiego ermitażu znajdują się liczne starożytności, odkopane przez p. Frołowa w kurhanach i starych Sybirskich rudniach. Pomiędzy niemi natrafiamy na zabytki epoki kamienia, takie, jakie na zachodzie Europy się znajdują: z odkrytych w górach Sajańskich, mamy tu młot kamienny (N. 1.), ze staréj rudni Zmiejewskiéj, kliny, dłóta i szpulki z białego marmuru z kilku kurhanów, najwięcéj z okolic Buchtarmińska.
  5. Przypis własny Wikiźródeł  Najprawdopodobniej brakuje spójnika i.
  6. Do pośredniéj między piérwszą a drugą epoki, odnieść należy grobowiec, o którego rozkopaniu uwiadamia Gazeta Codzienna, 1854, N. 208. Jest to jeden z najciekawszych, jakie dotąd w Polsce zbadano; oto opis wykopaliska:
    „We wsi Dębe pod Kaliszem, znajduje się w ziemi wiele popielnic i żalników Słowiańskich. Teraz odkryto grób murowany z kamieni, przykryty płaskiemi kamieniami, w którym były dwie małe urny z czarnéj massy, bronzowa czara, i miseczka szklana; starożytności te znajdują się w Kaliszu, w ręku lubownika starożytnych pamiątek. Znaleziona czara, czyli czerpak bronzowy (patera?), podobny do łyżki wazowéj, z krótszą nieco rękojeścią, otoczony jest u wierzchu obrączką, z deseniem delikatnéj roboty, a na rękojeści mały Bachusek spoczywa na winogronach, którego wypukła i piękna rzeźba okazuje smak Grecki, z czasów przed Alexandrem Wielkim. Zabytek ten dowodzi, jak obszerne były w ówczas stosunki handlowe w Europie. Bronz w czerpaku nadpsuty jest u spodu przez oxydacyę wina. Miseczka szklana, w któréj była żywność stawiona, podobna do wielkiéj miseczki od kawy, jest ze szkła mięszanego kolorowego, gdzie odbija zielone w odcieniach od granatowego, na sposób dawnych szkieł Florentyńskich. Jest to dowód, jak robota ze szkła u starożytnych wysoko była wydoskonalona. Urny z delikatnéj, lekkiéj, czarnéj massy, dosyć połyskujące, z małém uszkiem, w którém przedziurawienie do drótu lub sznurka, zawierały spalone kości i popioły.“(O. T.)
    Szkoda że tak niedostateczną wiadomością, o ważném i ciekawém odkryciu tém, zadowolić się musimy; wartoby lepiéj je zbadać na miejscu.
  7. Przypis własny Wikiźródeł Najprawdopodobniej brakuje spójnika i.
  8. Tak samo nazwania od Żal, mogiła, powinnyby wskazać, gdzie są starożytne grobowiska Słowiańskie; imiona też miejsc od popielnic i popiołu, które w Czechach i Morawach niesą rzadkie, a w Polsce spotykają się także; jako Popiel, Popielany, Popiele; imiona od Żar, Żerowiszcze, oznaczające zgliszcze, jako Żerowice, Żornyszcze, Żurawniki (mogiła), u nas, jak w Czechach i Morawii, naprowadzają na ślady pogańskich cmentarzysk.
  9. Zrobimy tu uwagę, że są po-dziś-dzień u nas miejsca zowiące się Radohoszcz, zapewnie od czci Redegast’a, tak nazwane.
  10. Kromer, w swojéj Polonia, tak samo cudowne urodzenie popielnicom przypisuje.Przyp. Red.
  11. 11,0 11,1 Przypis własny Wikiźródeł Prawdopodobnie powinno być — ↀDCLXXIX.
  12. Manlius. Rer. Lus. L. II, c. 32. »In chr