Nasi żydzi w miasteczkach i na wsiach/IX

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Klemens Junosza
Tytuł Nasi żydzi w miasteczkach i na wsiach
Wydawca Redakcya „Niwy”
Data wydania 1889
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz anonimowy
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
IX.

Przywileje żydowskie.

Na początku niniejszej pracy powiedziano, że autor nie czuje się na siłach do rozwiązania kwestyi, która w przeciągu wieków zawiązywała się i plątała — wszelako może nie będzie bez pożytku, jeżeli wypowie kilka uwag, jakie nastręcza mu długoletnia obserwacya żydów naszych i ich bytu.
Dają się słyszeć zdania, że równouprawnienie żydów z resztą ludności jest największym błędem i że tylko na drodze praw wyjątkowych dobić się można jakiego takiego rezultatu.
Wygląda to bardzo paradoksalnie i do celu nie prowadzi. Prawa wyjątkowe są anomalią, której dobrze myślący człowiek nigdy nie pochwali. W obec prawa wszyscy powinni być równi — a jeżeli żydzi składają na rzecz Państwa podatki, jeżeli poszą ciężary ogólne, jeżeli wreszcie, na równi z innymi obywatelami, płacą podatek krwi, oddając synów swych do wojska — to do opieki ze strony państwa, do wolności wybierania sobie dozwolonych zajęć i zatrudnień, powinni mieć takie same prawo — jak wszyscy inni poddani.
Ale uważając równość wszystkich w obliczu prawa za rzecz pożyteczną i słuszną, nie pragnąc dla żadnej warstwy społecznej praw wyjątkowych — musimy się oświadczyć także przeciwko wyjątkowym przywilejom, przysługującym pewnej warstwie społecznej.
Przywileje takie właśnie mają u nas tylko żydzi i w tem właśnie jest główna, a może i jedyna przyczyna niedającej się niczem zachwiać ich odrębności.
Nad wychowaniem młodzieży, a raczej nad jej kształceniem, zarówno publicznem, jak prywatnem, państwo rozciąga, jak wiadomo, bardzo szczegółową kontrolę. Istnieje na to oddzielne ministeryum, okręgi i dyrekcye naukowe, i począwszy od szkółek elementarnych aż do uniwersytetu, wykład odbywa się wszędzie według programu, ułożonego przez państwo i prowadzą go nauczyciele ze strony Państwa mianowani. Szkoły prywatne ulegają najściślejszej kontroli, program wykładów musi być taki, jak w odpowiednich zakładach naukowych rządowych; nauczyciele muszą posiadać wymagane przez prawo kwalifikacye i mieć pozwolenie władzy.
Kontrola rozciąga się nawet na nauczanie domowe. Nikomu nie wolno się trudnić nauczaniem domowem, jeżeli nie złoży egzaminów i nie uzyska pozwolenia.
Powtarzamy, że od szkółki elementarnej aż najwyższych zakładów naukowych ogólnych, specyalnych, duchownych, cała sfera wychowania publicznego, prywatnego, a nawet i domowego, znajduje się pod ciągłą i nieustanną kontrolą organów państwowych.
Ta kontrola dotyczy wszystkich obywateli — oprócz żydów. Dla nich państwo zostawiło najzupełniejszą pod tym względem swobodę.
Ostatnio wydane rozporządzenia, dotyczące „chederów“, wymagają, ażeby „cheder“ był jawny, żeby izba, w której się uczniowie znajdują, odpowiadała wymaganiom hygieny i wreszcie, żeby „mełamed“ poświęcał godzinę dziennie na wykładanie uczniom swym początków języka państwowego.
Oto i wszystko... Zresztą może uczyć jak chce i czego chce.
Obaczmy, czegóż on uczy?
Pięcio, a nieraz nawet czteroletni dzieciak oddany zostaje do „chederu“ i zaczyna się uczyć po... hebrajsku, ażeby w przyszłości mógł czytywać pięcioksiąg Mojżesza i inne księgi, pisane w „mowie świętej“.
Rzecz jasna, że nauka języka hebrajskiego, zwłaszcza wykładana przez mełamedów, którzy po większej części sami mają o tym języku niezbyt jasne pojęcie, a o metodach ułatwiających uczenie nie słyszeli nigdy — nie przychodzi z łatwością. Co najmniej lat czterech lub pięciu potrzeba na to, ażeby dzieciak żydowski mógł przynajmniej piąte przez dziesiąte zrozumieć to, co stanowi podstawę religii żydowskiej, to jest pięcioksiąg Mojżesza.
Niech wolno będzie zapytać, dlaczego ów pięcioksiąg, a następnie i inne księgi religijne mają być koniecznie wykładane w języku, który nie jest ani domowym językiem żydów, ani językiem krajów, w których żydzi mieszkają? Na co tracić czas na naukę języka, który w życiu praktycznem nie ma żadnego zastosowania — podczas gdy nietylko Pięcioksiąg, ale wszystkie księgi starego testamentu, są jaknajdokładniej co do słowa przełożone na wszystkie europejskie języki.
Mojżesz Mendelsohn, znakomity myśliciel, filozof i uczony, który pragnął odrodzenia duchowego żydów i wydobycia ich z ciasnej skorupy przesądów i uprzedzeń, sam dokonał przekładu Pięcioksięgu na język niemiecki. Uczynił to właśnie dlatego, że chciał tę najważniejszą dla żydów księgę religijną uprzystępnić dla kół szerokich, że chciał ułatwić i skrócić nauczanie wyznaniowe, ażeby dać dzieciom żydowskim możność, bądź to poznawania nauk świeckich praktycznych, bądź też uczenia się rzemiosł — co przy dziś praktykowanym systemie kształcenia tych dzieci w „chederach“ i „talmud-torach“, jest prawie niemożliwe.
Bo i kiedyż? gdzie czas na to? Cztery lub pięć lat przepędza dzieciak żydowski w chederze, gdzie od rana do nocy męczy się nad hebrajszczyzną. Poznawszy o tyle o ile treść Pentateuchu — spotyka się z Talmudem.
Cóż to jest ów Talmud? Dla żydów to księga święta, prawo, alfa i omega wszelakiej mądrości; w oczach chrześcian jakaś ustawa groźna, wroga, tchnąca nienawiścią do wszystkiego, co nie żydowskie... nakazująca żydom mściwość, pogardę, kładąca im niemal noże mordercze do rąk...
Rzecz prosta, że i pierwsze i drugie pojęcie mija się z prawdą.
O Talmudzie w różnych językach europejskich napisano foliały... całe biblioteki za tą księgą i przeciw niej. Można więc na nią patrzeć albo oczami Jellinka, Graëtza, Karpelesa, Rabinowicza[1] i całej szkoły bezwzględnych chwalców wiekowej mądrości żydowskiej — albo też słuchać, co o niej mówili lub mówią: Chiarini, ks. Pikulski, Rolling, i cała falanga antysemitów[2].
Ażeby ocenić, jakie znaczenie ma Talmud dziś, dość jest rzucić okiem na dzieje tworzenia się tej księgi, które poniżej w w sposób najtreściwszy opowiemy[3].
Mojżesz dał żydom „Pięcioksiąg“ i prawo w nim zawarte było jedynem prawem, jakiem rządzili się oni aż do czasów niewoli babilońskiej, lecz treściwe onego artykuły wymagały przy stosowaniu ich w praktyce objaśnień. Przewidział to Mojżesz i zalecił żydom, aby w razach wątpliwości co do stosowania praw rzeczonych, udawali się po radę do kapłanów i lewitów, których zdanie należało uważać za sąd nieodwołalny. Talmud powiada, że co do objaśnień zakonu (pięcioksięgu) istnieje nieprzerwana nić tradycyi. Mojżesz otrzymał zakon (ustny) z Synaju i zakon ten przekazał Jozuemu, Jozue podał go siedmdziesięciu starcom (wybranym przez Mojżesza na zlecenie Boga), starcy przekazali zakon prorokom, a prorocy mężom Wielkiego Zgromadzenia.
Tradycya przechodziła ustnie, gdyż prawo zabraniało jej spisywać. Podania ustne przechowywały się aż do czasów Nabuchodonozora. W niewoli babilońskiej dawne prawa już nie wystarczały żydom, trzeba więc było na podstawie tradycyi wytworzyć nowe, któreby się dały stosować w praktyce, przy zmienionych warunkach bytu. Na wygnaniu, w niewoli, tradycya się rozprasza, samo nawet pismo jest zagrożone, może zaginąć. Patryoci zbierają rozproszone szczątki pisma, aby je ocalić od zniszczenia. Byli to pisarze (sofrym), a ponieważ zajmowali się przepisywaniem Tory dla synagog, przeto znali dobrze prawo Mojżeszowe i na zasadzie jego tekstów, wierszy, wyrazów, a nawet znaków, rozstrzygali spory i kwestye. Ich wyroki znane są pod nazwą „Dybre Sofrym“ (słowa pisarzy). Pod przewodnictwem Ezdrasza i Nechemiasza, pisarze, już za czasu drugiej świątyni, w roku świata 3413, zawiązali towarzystwo, złożone ze 120 członków, którzy zwali się „Mężami Wielkiego Zgromadzenia“ (Ansze Keneses ha gedole). Ogrodzeniem zakonu nazywały się ustawy, mające służyć do zachowania Pisma Ś-go w czystości. Okres „pisarzy“ trwał przynajmniej lat 200, a ostatnim członkiem Wielkiej Synagogi i zarazem ostatnim łańcuchem „sofrym“ był Szymon II, syn Chonja, zwany ha-Cadik ( sprawiedliwy). Ten rozpoczął szereg wykładających „halachę“[4], t. j. prawo wyprowadzone z pisma Ś-go, z tradycyjnego zakonu ustnego, ze zdrowego rozsądku, lub słuszności, albo też ze zwyczajów kraju lub prowincyi. Szymon Sprawiedliwy spisywać zaczął zakon w roku 3448 ery świata.
Pierwsze halachy przez dość długi czas po ich napisaniu uważane były za pewne i niewzruszone. Dopiero w 150 lat po Szymonie Sprawiedliwym, po rozpadnięciu się narodu żydowskiego na sekty, wpośród niezgód i wojny domowej między książętami z rodziny Hasmonejskiej (Machabeuszów) pod koniec ich panowania, niektóre halachy skutkiem rozdwojenia się umysłowego, stały się przedmiotem sporów. Powstały oddzielne szkoły, z których najważniejsze są Szamajego i Hillela.
Szamai odznacza się surowością i ostrością przepisów, Hillel zaś łagodnością.
Hillel uporządkował halachy, a tradycyę wzbogacił podaniami, zaczerpniętemi od wygnańców babilońskich. (Hillel urodził się w roku 75 przed, a umarł w roku 20 po narodzeniu Chrystusa).
Przyszedł na żydów czas ciężki, nastała wojna z Rzymianami, uczniowie Hillela zginęli, lub poszli w rozsypkę, szkoły upadły. Wówczas powstali „powtórzyciele“ (Tanaim), którzy zaczęli zbierać, spisywać i uporządkowywać halachy. Te zbiory nazwano „powtórzeniem“ (Miszna).
Pokoleń „Tanaitów“ było cztery. Od zburzenia Jerozolimy — do roku 80 po Chrystusie. Rabi Jochanan, syn Zakkai, uczeń Hillela, założył rodzaj akademii w Jabneh.
Drugi okres „Tanaitów“ (pomiędzy 80 a 136 r. po N. Chrystusa) jest bardzo ożywiony. Wzmagają się spory pomiędzy zwolennikami szkół Szamajego i Hillela, stronnicy tych szkół wezwani zostają przed akademię w Jabneh. Zjawia się wielki i bardzo wpływowy tanaita Akiba, syn Józefa, przeciwko któremu stawia swoje poglądy Rabi Ismael ben Elisza.
W trzecim okresie (od r. 138 — 164 po Nar. Chrystusa) nowe klęski spadają na żydów. Uczonych z rozkazu cesarza Hadryana wyrżnięto, Akiba zginął pod toporem rzymskim. Z uczniów Akiby ocalało tylko siedmiu, którzy usiłowali nawiązać znowuż przerwaną nić tradycyi. Z nich Szymon, zwany Patryarchą, wznawiał i porządkował halachę, R. Meir zaś wskrzeszał i uzupełniał pomysłami własnemi „hagadę“.
W czwartym okresie (pomiędzy 164 a 219 r. po Chr.) nagromadzone już w wielkiej ilości „halachy“ wymagały uporządkowania i obrobienia. Uczynił to Rabi Jehuda ha Nassi (książę), któremu żydzi nadawali także tytuł „nasz świętobliwy mistrz“. R. Jehuda za podstawę swej pracy wziął „misznę“ R. Akiby, zmodyfikowaną przez R. Meira.
„Misznę“ R. Jehudy ha Nassi, uważają żydzi za równą Pismu Świętemu.
Na Jehudzie i synu jego Rabi Szymonie, który pracę ojcowską ostatecznie wykończył, kończy się okres Tanaitów, zwany także okresem Budowniczych, który trwał od r. 220 przed — do roku 220 po Narodzeniu Chrystusa.
Sam „budynek“ Talmudu, przez owych „budowniczych“ wzniesiony, a mający służyć za podstawę dla pokoleń późniejszych, rozpada się na sześć oddzielnych części, które razem wzięte zawierają ogółem 60 traktatów, a te znów 524 rozdziałów, podzielonych na paragrafy.
Owe sześć części traktują o następujących przedmiotach:
Część I. „Zeraim“ (nasiona). Prawa rolnicze, rozpoczynające się od traktatu o modłach i błogosławieństwach. Dziesięciny, darowizny dla kapłanów, lewitów i ubogich, o płodach ziemi, o roku odpoczynkowym[5], o mieszaninach zabronionych w nasionach, zwierzętach i odzieżach.
Część II. „Moed“ (święta). Mówi o sobocie, o dniach świąt i postu, o pracach w te dnie zakazanych, o obrzędach przepisanych na każde święto, o ofiarach, jakie na każdą uroczystość do świątyń przynoszono. Każde święto ma swój oddzielny traktat.
Część III. „Naszim“ (o kobietach). Dzieli się w sposób następujący: 1) „Jebamot“ o powinności zaślubienia wdowy po zmarłym bracie i sposobie uwolnienia się od tego obowiązku; 2) „Ketubot“ o umowach małżeńskich; 3) O ślubach czynionych, o wstrzemięźliwości w pożyciu małżeńskiem, w pożywieniu, o prawie rozwiązywania takich ślubów; 4) O „Nazyreacie“, rodzajach i sposobie takiego ślubu[6]; 5) „Githin“, o rozwodach i opuszczeniu żony; 6) „Sotha“ o kobietach podejrzanych; 7) „Kidduszym“ o zaręczynach, sposobie spisywania umów zaręczynowych i darach przy tej okoliczności.
Część IV. „Nezikim“ (szkody) zawiera po większej części prawodawstwo cywilne i karne. O szkodach uczynionych przez ludzi i zwierzęta i wynagrodzeniu tych szkód, o własności, o kupnie, sprzedaży, umowach, o sądzie, o sędziach i postępowaniu sądowem, o świadectwach i przysięgach, o karach, o bałwochwalstwie, o karze 40 plag. Ten traktat kończy się zbiorem zdań moralnych, zwanym „Aboth“ (od ojców).
Część V. „Kedaszim“ (przedmioty święte). O ofiarach, o zwierzętach czystych i nieczystych, o bydlętach pierworodnych, o karach za winy popełnione przy usługach i ofiarach religijnych, o rozmiarach kościoła i ołtarza w Jerozolimie.
Część VI. „Teharot“ (oczyszczenie) mówi o przepisach dla Lewitów, o hygienie, o rzeczach i osobach nieczystych, o oczyszczaniu etc.
Wszystkich w ogóle przepisów jest w Talmudzie 613.
Ponieważ Rabi Jehuda Hakkadosz zebrał tylko „halachy“, mające niezaprzeczoną moc prawną, a prócz takich było jeszcze wiele innych, przeto niektórzy uczeni zbierali te ostatnie „halachy“ i układali z nich dodatki zwane „Tosyfta“.
Tanaici opracowali cały zakon Mojżesza pisany i ustny, lech ruch, któremu nadali oni impuls, nie ustał z ukończeniem ich dzieła. Przeciwnie, rozszerzył się i to nietylko w Judei, lecz i w Babilonie. Wiadomo, że do odbudowania spalonej stolicy, nie cała ludność żydowska wróciła z Babilonu — wielu żydów pozostało na miejscu i ci, przyjmując mały udział w pracach Tanaitów judzkich, prowadzili na własną rękę studya religijno-prawne i zakładali szkoły, które doszły szybko do ogromnych rozmiarów i wywierały wpływ nietylko na żydów babilońskich, lecz i na zamieszkałych w Judei.
Ten nowy ruch nazwać można okresem „Amoraitów“ (wyjaśniających). W okresie Tanaitów, mistrz czyli Rabi, rozbierał z uczniami swymi pewien tekst z pisma Św., dla wyprowadzenia z niego najodleglejszych dedukcyj — w okresie Amoraitów zaś weszły w życie szkoły („Jeszyboth“), posiedzenia, zajmujące się roztrząsaniem tekstów „Miszny“, ustalające sposób pojmowania i zakres każdego prawa. Każdy mistrz w szkole swojej objaśniał według własnego poglądu, lub też według tradycyi przechowanej, daną halachę — późniejsze zaś pokolenia skrzętnie te poglądy zbierały, porównywały, nakoniec zredagowały systematycznie wykład „Miszny“ i praca ta z chaldejska nazwana została „Talmud“, po hebrajsku „Gemara“, co znaczy: badanie, zgłębianie, nauka.
Amoraici dzielą się na sześć pokoleń.
I. (219 — 279 po n. Chr.). Nauka kwitnie jeszcze w ziemi judzkiej. Rabi Jochanan bar Nappacha zakłada szkołę w Tyberyadzie. Areka, zwany Rab, tworzy szkołę w Sura, Rabi Samuel w Nahardei.
II. (279 — 320 po n. Chr.). Nauka w Judei upada, kwitnie natomiast w Babilonie. Cała ludność studyuje „halachy“, nauka staje się najwyższym zaszczytem, nieuctwo równa się hańbie. R. Juda ben Jecheskel, zakłada szkołę w Pumpadycie.
III. (320 — 375 po n. Chr.). Wiedza talmudyczna w Babilonii dochodzi do najwyższego stopnia rozwoju, w Judei upada. Szkole pumpadytańskiej przewodniczy R. Rabbah i ściąga mnóstwo słuchaczów. Po nim obejmuje kierunek R. Abaija, z którym współzawodniczy Raba, syn Józefa Bar-Chone, założyciel szkoły w Machucy.
IV. (375 — 427). Prace uczonych nad Talmudem dobiegają do końca. Rabi Aszi, przewodniczący szkoły w Sura, zwołuje kolegia, na których porządkuje ostatecznie „Misznę“ i „Gemarę“. W przeciągu lat trzydziestu uporządkowano sześćdziesiąt traktatów i z tego powstał „Talmud Babiloński“.
Mniej więcej w tymże czasie Amoraici judejscy zebrani w Tyberyadzie, układają „Gemarę“ i powstaje ztąd „Talmud Jerozolimski“ (ten jest mniejszy i niekompletny)[7].
V. (427 — 468 po n. Chr.) Dalsze kompletowanie i uzupełnianie Talmudu Babilońskiego prowadzi Rabi Jemar (zwany także Mar-Jemar), kierownik szkoły w Sura.
VI. (468 — 500 po n. Chr.) Żydzi babilońscy ulegają prześladowaniom, nie wolno im odbywać zgromadzeń, szkoły chylą się do upadku. Uporządkowanie Talmudu rozpoczęte przez R. Aszi, kończą R. Rabina, zwierzchnik szkoły w Sura i R. Jose z Pumpadyty. Ci dwaj kończą szereg Amoraitów.
Przeciąg czasu od roku 500 do 550 po Chr. nazywa się okresem Saburaitów.
Zwierzchnicy religijni, nauczyciele i sędziowie, potrzebując stałej normy rozstrzygania wynikających wątpliwości, rozważali rzecz każdą ze stanowiska pro i contra i wydawali wyroki, oparte na słuszności motywów. Tych nazywano „Rabonan Saburai“ (mistrzowie słusznego zdania).
Saburaici wprowadzili do Talmudu niektóre dodatki i objaśnienia, oni też spisali Talmud, który przedtem, pomimo zredagowania Miszny i Gemary, przechowywał się jedynie w pamięci uczonych.
Po nich już nic do Talmudu nie dodano, całość dzieła została skończona. Systematyzowano tylko treść prawa, jak to czynił Alfassi (zmarły 1103 roku), sławny Majmonides (zm. 1205 roku), Jakób Ben Aszer (1360), wreszcie Josef Karo, komentator dzieł Majmonidesa, autor księgi „Bet Josef“ (dom Józefa) i „Szulchan aruch“ (stół nakryty). Ta księga, zawierająca wyciągi i streszczenia najważniejszych praw talmudycznych — jest dziś uznanym kodeksem Judaizmu.
Taka jest historya tworzenia się Talmudu.
Wszelako księga ta nie jest alfą i omegą żydowskiej mądrości. Po za Talmudem, który miał tysiące komentatorów i twórców komentarzy do komentarzy — istnieje bardzo obszerna literatura rabiniczna — las istny.
Zobaczmy teraz, czego dzieciak żydowski uczy się z owej prastarej, odwiecznej księgi swych ojców i jakie ta nauka ma w życiu praktycznem zastosowanie?
Dzięki pracom ludzi uczonych i bogatej w potrzebne wskazówki literaturze europejskiej, Talmud przestał już być dla nieżydów „wilkiem żelaznym“. Można mu się przypatrzyć zbliska i widzieć go w różnem oświetleniu; zresztą piszący te słowa, wiadomości o programie i sposobach wykładu w szkołach żydowskich, czerpał przeważnie od żydów, którzy sami w owych szkołach naukę pobierali, w części zaś znajdował potrzebne informacye w książkach żargonowych.
Zarówno jak Pięcioksiąg Mojżesza, Talmud jest czytany w oryginale, w języku starohebrajskim, a miejscami w chaldejskim. Czy jest dobrze rozumiany i komentowany przez mełamedów, wykładających w „Talmud-Torach“ to wielkie pytanie. Zdaje się, że objaśnienia ich oparte są bardziej na tradycyi, niż na badaniu źródeł... Znakomici oryentaliści, profesorowie, ludzie przygotowani naukowo do studyów językowych, różnią się niejednokrotnie w zdaniu co do znaczenia nietylko pojedynczych wyrazów, ale nawet całych sentencyj w Talmudzie zawartych, a cóż dopiero powiedzieć o biednym, na wpół idyotycznym mełamedzie, który wziął się do nauczania dzieci albo z nędzy, albo też dlatego, że nie miał dość sprytu do geszeftów. Nauczycieli w całem znaczeniu tego wyrazu, nasi małomiasteczkowi żydzi nie mają, można więc sobie wyobrazić, jak idzie nauka!.. Ale choćby szła ona jak najlepiej, choćby prowadzona była przez najznakomitszych oryentalistów i wykwalifikowanych teologów żydowskich, nie przyniosłaby uczniom wielkiego pożytku i nie przysposobiła ich do pracy i do uczciwego zarobkowania.
Talmud tworzył się przez wieki, zamknięty został przed wiekami i zawarł w sobie mądrość i błędy czasów zamierzchłych. Wszystko się przez ten czas zmieniło, wszystko poszło naprzód, a jedyne źródło nauki, z którego nasi żydzi czerpią duchowy swój pokarm, pozostało bez zmiany.
Dalecy jesteśmy od lekceważenia tej księgi — jest ona i pozostanie na zawsze zabytkiem szacownym, pomnikiem pracy umysłowej czasów zamierzchłych; — w archiwach i muzeach cywilizacyi ogólnej należy jej się miejsce niepoślednie, ale żeby studyowanie jej miało być jedynym i wyłącznym pokarmem duchowym dla współczesnych pokoleń, na to trudno się zgodzić.
Powie kto, że w tych słowach tkwi zamach na wolność wyznania. Że tak nie jest, łatwo wytłumaczę. Wolność sumienia i wolność wiary wszystkim ludziom przysługiwać powinna, a więc i żydom — ale tu o co innego idzie. Wyobraźmy sobie na chwilę, że jest stosunek odwrotny, że żydzi mieszkają w tym kraju od bajecznie odległych czasów, a pędzeni przez wichry prześladowań i przeciwności różnych chrześcianie przyszli tu jako obcy i, znalazłszy gościnność, osiedlili się. Że osiedliwszy się, zamknęli się w kole odrębnem i odosobnionem, i cały czas swój poświęcili wyłącznie naukom teologicznym! Coby na to powiedzieli żydzi? Przypuścić można, że gdyby to się działo w wiekach średnich, to żydzi byliby o tyle rozumniejsi od naszych praojców, że batogami pędziliby przybyszów na pole i zmuszali ich do pracy.
Patrząc na to, co się dzieje na Zachodzie, dziś, w XIX-em stuleciu, widząc jak zawzięcie cywilizowani nibyto żydzi walczyli i walczą przeciw szkołom wyznaniowym chrześciańskim, jaki gorący udział przyjmowali w sławnym „Kulturkampfie“ niemieckim, jak głosowali we Francyi za skasowaniem klasztorów, wypędzeniem Sióstr miłosierdzia ze szpitali i t. d. — można być prawie pewnym, że nie żałowaliby w wiekach średnich batogów dla ludności obcoplemiennej i obcowyznaniowej, oddanej wyłącznie studyom religijnym.
Ale dajmy pokój przypuszczeniom i zajmijmy się raczej tem, co jest w rzeczywistości i na co patrzymy obecnie.
Uderzają tu w oczy przedewszystkiem dwa fakta, a mianowicie: niesłychanie szeroka swoboda nauczania i kształcenia swych dzieci, pozostawiona żydom przez rządy — drugi, osobliwa stronność ludzi, którzy za pośrednictwem prasy, do pewnego stopnia przynajmniej, opinią publiczną kierują.
Pomówmy naprzód o pierwszym.
Wspominaliśmy już, że za ostatnich czasów istnienia Rzeczypospolitej i później za księstwa Warszawskiego, za wskrzeszonego w roku 1815 Królestwa, reformą żydów zajmowało się wielu ludzi myślących i poważnych, ale projekta przez nich kreślone kwestyi wychowania religijnego żydów nie dotykały zupełnie. Uważano za objaw nietolerancyi wtrącanie się w ogóle do tej sprawy.
W Cesarstwie były pewne usiłowania w tym kierunku, lecz nie wydały żadnego rezultatu, tak z powodu oporu, jaki napotykały ze strony żydów, jakoteż wskutek innych przyczyn.
Chwilami rząd brał się do żydów bardzo energicznie i używał środków bardzo ostrych, że wspomnimy tylko o instytucyi kantonistów... Pragnąc zaprowadzić ład jakiś w sprawie elementarnego kształcenia żydów, ustanowiono (za panowania Cesarza Mikołaja I-go) skarbowe szkoły żydowskie. (Kaziennyja jewrejskija ucziliszcza). Szkoły te, jak twierdzi Orszańskij[8], miały za główne zadanie walczyć przeciwko Talmudowi, zabobonom, mełamedom, jednem słowem miały zaprowadzić ścisłą kontrolę rządową nad tem, co jest dla żydów najdroższe. Za pomocą rzeczonych szkół rząd chciał religijno-moralne wykształcenie żydów powierzyć ludziom, którymby można zaufać — i poddać pewnej kontroli. Ułożony był program, z przewagą nauk religijno-moralnych nad ogólnemi. Obowiązki dozorców szkół powierzono chrześcianom, którzy mieli kontrolować mełamedów, przy współudziale policyi. Szkoły te nie przyniosły żadnego pożytku. Jak objaśnia Orszańskij, przyczyną ich niepowodzenia byli głównie dozorcy — chrześcianie, a zatem niemile widziani przez żydów.
Żyd konserwatywny nie chciał oddać dziecka swego do zakładu, którego kierownikiem był chrześcianin, prócz tego z chwilą powstania skarbowych szkół żydowskich zaczęły się prześladowania mełamedów, szkółek prywatnych, nieporozumienia z rodzicami uczniów etc. Jednem słowem, szkoły nie doprowadziły do pożądanego celu i w niczem nie zmieniły istniejącego porządku rzeczy.
Swoją drogą rząd starał się poddać szkoły żydowskie jakiej takiej kontroli.
W czwartym dziesiątku bieżącego wieku, kiedy na czele ministeryum oświaty stał hrabia Uwarow, wydane zostały przepisy o mełamedach. Przepisy rzeczone weszły w skład Zbioru praw (Swod Zakonów, Tom IX, art. 1405 i następ.), i zawierają w sobie następujące główniejsze punkta: Mełamed nie może wykładać inaczej, jak po otrzymaniu odpowiedniego świadectwa i podług książek przez władzę szkolną zatwierdzonych. Pomiędzy przedmiotami wykładanemi powinien być koniecznie język ruski.
Na domach mełamedów mają się znajdować znaki.
Dozór nad wykonaniem tych przepisów włożony został na rabinów i ich pomocników. Ci obowiązani są o każdem uchybieniu przeciwko przepisom donosić władzy, celem ukarania winnych. Oprócz tego, co pół roku rabini obowiązani są składać policyi raporta o stanie chederów. Policya powinna, o ile możności najczęściej, sprawdzać na miejscu raporta rabinów i donosić władzom gubernialnym o stanie chederów. Tak to wygląda na papierze, w rzeczywistości wszakże przepisy owe nie bywają wcale wykonywane.
Dnia 9 grudnia 1868 roku gubernator grodzieński polecił tamtejszemu policmajstrowi dopilnować, ażeby każdy mełamed miał na domu wywieszoną tablicę — ponieważ gubernator nie dostrzegł w Grodnie ani jednej tablicy, pomimo że w mieście tem istnieje 74 mełamedów wykwalifikowanych i posiadających świadectwa, (a takich, którzy uczą pokątnie, znacznie więcej).
Naczelnik gubernii wileńskiej okólnikiem z dnia 11-go czerwca 1868 r. zwraca uwagę podwładnych mu organów na to, że bardzo niewielu mełamedów ma na swych mieszkaniach odpowiednie znaki, że rabini uchylają się od włożonego na nich obowiązku kontrolowania chederów, że policya również nie zwraca na to uwagi i nie wykonywa tego, co do niej należy, pod względem mełamedów i szkół żydowskich.
Wywiązana z tego powodu korespondencya w zupełności potwierdziła fakt, że art. 1405, IX Tomu Zbioru Praw istnieje tylko na papierze.
Z osobistego doświadczenia (mówi Orszańskij) wiadomo nam, że to samo mniej więcej dzieje się w kraju noworosyjskim i w ogóle w stronach południowych Cesarstwa, z wyjątkiem może Odessy.
Tenże autor zastanawia się nad pytaniem: kogo należy obwiniać za to, że cytowane wyżej rozporządzenia rządowe nie są wykonywane?
Prawo, jak powiedzieliśmy, kontrolę nad mełamedami, oraz nad chederami, złożyło w ręce rabinów i policyi. Bezczynność rabinów w tym kierunku da się łatwo wytłómaczyć. Ukrócenie bezwzględnej wolności nauczania w chederach nie może przypadać do smaku żydom, dopatrującym w tem zamach na świętość religii, tak drogą żydowskiemu sercu.
Rabini, stanowiący przecież sam kwiat konserwatyzmu i nabożności żydowskiej, nie są wcale skłonni do podtrzymywania kontroli rządowej nad wychowaniem religijnem żydów, ponieważ kontrola taka sprzeciwia się i przekonaniom ich i życzeniom. Nawet rabini wybrani z pośród ludzi, mających pewne wykształcenie szkolne i z tego powodu nie podzielających poglądu większości żydów na tę sprawę, nie mogą wywierać żadnego wpływu na nauczanie młodzieży żydowskiej.
Bezwzględnie zależni od gmin żydowskich, tak pod względem wyboru na posadę, jakoteż i pod materyalnemi względami, muszą oni liczyć się z wymaganiami massy. Każdy krok ze strony rabina, dążący do ograniczenia swobody nauczania w chederach, spowodowałby niechęć ogółu przeciwko rabinowi — i w następstwie tej niechęci utratę „kawałka chleba“.
Wszystko idzie po dawnemu. Dzieci żydowskie tracą co najmniej dziesięć lat życia na to, aby piąte przez dziesiąte nauczyły się prawa talmudycznego cywilnego i karnego, pomimo, że prawo to w kraju nie obowiązuje; żeby poznały przepisy dotyczące rolnictwa, stosowane przed wiekami w Palestynie..., żeby słowem poznały dzieło skończone i zamknięte przed tysiącem lat z górą i do dzisiejszych warunków bytu starały się stosować przepisy w niem zawarte.
W Talmudzie dzieciak żydowski spotyka bardzo często wyrazy „goj“, „nochri“, „akum“. Wyrazy te oznaczają w ogóle ludzi obcych, pogan, czcicieli gwiazd i planet niebieskich. Żydzi, piszący w obronie Talmudu, dowodzą, że prawa o stosunku żydów do pogan zawarte w Talmudzie, nie mogą być stosowane do chrześcian, którzy wierzą w jedynego Boga i jego przykazania. Mają najzupełniejszą słuszność, jeżeli weźmiemy na uwagę czas i okoliczności, w jakich tworzył się Talmud — lecz dzieciak żydowski w chederze, słuchając wykładu o „gojach“ i „akumach“, nie przypuszcza nawet, że to o dawnych poganach mowa, lecz ma na myśli współczesnych innowierców, a więc chrześcian, których też w domowym języku swoim nie inaczej nazywa jak tylko „gojami“. W umyśle jego niema pod tym względem najmniejszej wątpliwości. Dodajmy do tego, że czytanie Talmudu dopełniane jest przez ustne objaśnienia mełamedów, ludzi fanatycznych, przesądnych i ogólnego wykształcenia nie posiadających, a przyjdziemy łatwo do wniosku, że chedery nie przyczyniają się wcale do podniesienia poziomu umysłowego młodzieży żydowskiej, lecz przeciwnie obniżają go w sposób fatalny, i są głównem źródłem tych anomalij i potworności społecznych, które znamy pod ogólną nazwą „kwestyi żydowskiej“.
W opinii publicznej, zarówno ze strony przyjaciół żydów, jakoteż i ze strony tak zwanych „antysemitów“, coraz częściej słychać głosy: „sprawa kształcenia dzieci żydowskich powinna koniecznie wejść na porządek dzienny, a więc... należy zreformować „chedery“.
Wygląda to zupełnie tak, jak gdyby kto wołał: „szósta część ludności choruje epidemicznie na tyfus, a więc... zreformujmy tyfus“! Z plamistego na wysypkowy? czy jak?
Zanim się zacznie mowa o reformie „chederów“ i cywilizowaniu małamedów, należałoby zapytać pierwej: jaką racyę bytu mieć mogą chedery i mełamedzi?
Naszem zdaniem — żadnej...
— To zamach na wyznanie! szczyt nietolerencyi religijnej! — powiedzą żydzi i ci chrześcianie nasi, którzy mówiąc zawsze o tolerencyi religijnej, gdy idzie o żydów, prześcigają się w nietolerencyi względem własnego wyznania.
Odpowiedzieć na to należy, że kwestya chederów z kwestyą tolerancyi religijnej, nie ma żadnego związku. „Chedery“ właśnie i wogóle zakłady naukowe żydowskie są wynikiem wyjątkowego przywileju przysługującego żydom. Zniesienie tego przywileju byłoby pożądanem i zbawiennem, zarówno dla całego społeczeństwa, jak i dla samych żydów.
O nietolerencyi mowy być nie może. Wyznania chrześciańskie, a nawet wyznanie państwowe, otoczone, jak wiadomo, szczególną opieką rządu, nie mają instytucyj wychowawczych takich, jak „chedery“ i „talmud-tory“ — dla czegóż więc żydowskie wyznanie ma z wyjątkowych przywilejów korzystać?
Szkoły elementarne, miejskie, rzemieślnicze, zakłady naukowe, tak zwane średnie, to jest progimnazya i gimnazya, dostępne dla wszystkich klas społeczeństwa, nie są pozbawione wykładu religii. Wykład ten prowadzony jest przez duchownych właściwych wyznań chrześciańskich, ludzi wykształconych nietylko specyalnie, lecz ogólnie i odpowiednio do tego przygotowanych. Niezależnie od tego, dzieci, oprócz początkowej nauki religii, jaką mają w domu rodzicielskim, w niedzielę i święta mogą słuchać wykładu katechizmu w kościele. Ostatecznie chrześcianie mają naukę religii przedewszystkiem w domu, dalej czerpią ją w szkole od nauczyciela-duchownego, a wreszcie mają ją aż do końca życia, co święto, w kościele na kazaniach, przy spowiedzi i innych ważniejszych aktach religijnych. To nietylko przez władze państwowe, ale także przez duchowieństwo i przez ogół, w znacznej większości gorąco do wiary swych ojców przywiązany — uznane jest za wystarczające. Ani naszym chłopom, ani mieszczanom nie przyszłoby nigdy do głowy trzymać dzieci przez ośm lub dziesięć lat z rzędu w uczelni, w której jaki nieudolny, na wpół idyotyczny, szewc, krawiec, albo dziad z pod kościoła, wykładałby teologię w języku łacińskim, lub greckim!
A przecież byłby to tylko specimen „chederu“, właśnie rodzaj tego osobliwego alembiku, przez który filtruje się u nas od wieków cała, prawie bez wyjątku, męzka ludność żydowska.
Wychodzą z niego po długim czasie nauki „żydzi“ — t. j. nie obywatele krajowi, wyznający religię mojżeszową — ale żydzi-narodowcy, członkowie korporacyi, obcej zupełnie dla spraw społeczeństwa, zamkniętej w sobie, odrębnej, żyjącej wyłącznie tylko dla swoich własnych ideałów i celów. Czy może być inaczej? Czy może się stan taki zmienić w czemkolwiek na lepsze, w obec zupełnie swobodnego systemu kształcenia młodzieży żydowskiej?
Co się powiedziało wyżej o „chederach“, dotyczy także szkół żydowskich średnich, zwanych „Talmud-Tory“. Jak pierwsze, tak i drugie, nie mają zarówno z punktu widzenia społecznego, jak i państwowego, najmniejszej racyi bytu. Nie uczą one nic pożytecznego, nie przysposabiają swych wychowańców do pracy produkcyjnej, lecz przeciwnie, są rozsadnikami odrębności, fanatyzmu i niechęci względem współobywateli innych wyznań.
Dopóki chedery istnieć będą, dopóty o rozwiązaniu tak zwanej „kwestyi żydowskiej“ nie ma co marzyć. Żadne półśrodki nie wykorzenią złego i nie doprowadzą do celu.
Zamiast istniejących dotychczas „Jeszybotów“ żydowskich, w których kształcą się po największej części rabini-fanatycy, częstokroć o ogólnych naukach świeckich nie mający pojęcia — pożądane byłyby zakłady naukowe, kształcące i ogólnie i religijnie przyszłych nauczycieli religii żydowskiej, kaznodziejów i rabinów. Ponieważ w ich rękach miałoby się kiedyś znajdować duchowe przewodnictwo mas pospólstwa żydowskiego, przeto należałoby tak te szkoły urządzić, żeby z nich wychodzili rzeczywiście ludzie światli, wykształceni zarówno pod względem religijnym, jak i ogólno-ludzkim. Zapewne, że taki nauczyciel mniej zajmowałby się z uczniami kwestyą: na którą nogę wprzódy wkładać należy pantofel i z której, rozbierając się, pierwej go zdejmować, ale natomiast mówiłby im o uczciwości i moralności, o pracy, o postępowaniu prawem, o obowiązkach względem Boga i bliźnich. Byłby to nauczyciel religii, przewodnik duchowy taki, jaki być powinien, ażeby godnie odpowiadał wzniosłemu swemu zadaniu.
Niestety, dotychczas krążymy jeszcze w zaczarowanem kole i zapewne dużo jeszcze wody upłynie, zanim szkoły żydowskie dzisiejszego typu — znikną z powierzchni kraju.
Opinia publiczna pod tym względem również z zaczarowanego koła wydobyć się nie może. Aczkolwiek dużo mówiono i pisano o kwestyi żydowskiej, aczkolwiek domagano się interwencyi władz i reform ze strony państwa, nigdy jednak nie stawiano kwestyi na tym gruncie, na jakim stanąć powinna.
Żądano np. reform dotyczących... handlu wódką — ale zapomniano o tem, że najszkodliwszych handlarzy wódką i demoralizatorów ludności wiejskiej robią chedery i system kształcenia dzieci żydowskich.
I dzisiaj, kiedy miejsce dawniejszych dzieł, broszur i rozpraw przygodnych, zajęła szeroko rozgałęziona prasa peryodyczna najrozmaitszych odcieni, jesteśmy, jak i pierwej, również w zaczarowanem kole pod względem traktowania kwestyi żydowskiej. Pisma zachowawcze, aczkolwiek nie krępują się w wygłaszaniu zdań o szkodliwości mas żydowskich dla kraju — nie dotykają kwestyi wychowania tych mas. Organa postępowe, sympatyzujące z wykształconymi żydami, zapewne przez jakieś źle zrozumiane dla tych ostatnich względy, o kwestyi wychowania młodych pokoleń konserwatywnego żydowstwa milczą — nasi antysemici widzą niebezpieczeństwo ze strony Hirszów i Rotszyldów, nie chcąc patrzyć na to, co się dzieje u nas i co nas najbliżej obchodzić powinno, a organ żydowski „Izraelita“, z zasady zapewne, nie radby pozbawiać swoich współwyznawców tak wielkiego przywileju, jakim jest zupełna wolność nauczania.
I wszystko idzie po dawnemu. Pół-idyotyczny mełamed w chederze, jak przed wiekami, tak i dziś, ogłupia młode latorośle żydowskiego szczepu, a mur odrębności, przesądów, nienawiści i fanatyzmu wznosi się coraz wyżej i wyżej, zarówno na szkodę naszego społeczeństwa, jak i na szkodę samych żydów. Błędne koło zacieśnia swój okrąg, a tak zwana „kwestya żydowska“ staje się coraz groźniejszą w skutkach.




Przypisy

  1. Dr Jellinek, rabin w Pradze czeskiej; dr Graëtz znakomity oryentalista, prof. uniw. we Wrocławiu; dr Karpeles, autor historyi literatury żydowskiej; dr med. Rabinowicz, pochodzi z gub. grodzieńskiej; w młodych latach udał się do Francyi i tam ukończywszy nauki medyczne, został lekarzem. Tłómaczył a raczej streszczał Talmud i streszczenia te wydawał w języku francuskim.
  2. Ks. Chiarini, niegdy prof. Akademii duchownej warszawskiej i Uniwersytetu warsz. przed rokiem 1830. Ks. Pikulski autor „Złości żydowskiej“ (Lwów, 1760).
  3. W streszczeniu dziejów tworzenia się Talmudu trzymałem się dzieł różnych autorów, głównie zaś Goldszmita (Wykład Prawa rozwodowego, Warszawa, 1871).
  4. Wykład „halachy“ w Talmudzie przeplata od czasu do czasu „hagada“, t. j. przypowieść, legenda, a niekiedy jakaś wesoła bajka. Kramsztyk (Talmud, Warszawa 1869) twierdzi, że „Agada“ albo „Hagada“ z chaldejskiego, znaczy opowiadanie.
    „Szukaliśmy (słowa Kramsztyka) długo najlepszego sposobu wytłómaczenia jak „hagada“ przerywa bieg „halachy“, gdyśmy sobie przypomnieli postępek pewnego starego nauczyciela. Było to w czasie gorących godzin popołudniowych na Wschodzie. Rabi, wyjaśniając jakiś zawikłany i subtelny ustęp prawa, spostrzegł, że słuchacze jego zaczynają zwolna zasypiać. Wtedy Rabi zawołał nagle: „W Egipcie zrodziła jedna kobieta naraz 600,000 ludzi!!!“ Można sobie wyobrazić, jakie wrażenie zrobiło na słuchaczach opowiadanie o zdumiewającej płodności egipcyanki. „Ta kobieta, ciągnął dalej Rabi spokojnie, nazywała się Jochabet i była matką Mojżesza, ten albowiem przeciwważył cały lud izraelski, wychodzący z Egiptu (wyszło z Egiptu żydów 600,000) cnotą i zasługą.“ Po tem krótkiem zboczeniu hagadycznem, nauczyciel wyjaśniał dalej swój przedmiot, a słuchacze już tego dnia nie usnęli.
  5. Rolnicy żydowscy ongi, co siódmy rok, dawali ziemi odpoczynek i pozostawiali ją odłogiem.
  6. „Nazyreat“, był to rodzaj pewnego ascetyzmu, do którego zobowiązywano się ślubem, albo na całe życie, albo tylko na pewien przeciąg czasu, pospolicie do 30 dni. Zobowiązani ślubem, wystrzegali się wina, odurzających napojów, nie dotykali ciał zmarłych, nie strzygli włosów na głowie, etc. Śluby mogły być czynione zarówno przez kobiety, jak i przez mężczyzn, powodem zaś ich czynienia bywała najczęściej groźna a szczęśliwie przebyta choroba, niebezpieczna podróż itp.
  7. Nasi żydzi mają w użyciu tylko Talmud Babiloński.
  8. Orszańskij. „Russkoje Zakonadatielstwo o Jewrejach“.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Klemens Szaniawski.