Strona:Klemens Junosza-Nasi żydzi.djvu/164

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wach i muzeach cywilizacyi ogólnej należy jej się miejsce niepoślednie, ale żeby studyowanie jej miało być jedynym i wyłącznym pokarmem duchowym dla współczesnych pokoleń, na to trudno się zgodzić.
Powie kto, że w tych słowach tkwi zamach na wolność wyznania. Że tak nie jest, łatwo wytłumaczę. Wolność sumienia i wolność wiary wszystkim ludziom przysługiwać powinna, a więc i żydom — ale tu o co innego idzie. Wyobraźmy sobie na chwilę, że jest stosunek odwrotny, że żydzi mieszkają w tym kraju od bajecznie odległych czasów, a pędzeni przez wichry prześladowań i przeciwności różnych chrześcianie przyszli tu jako obcy i, znalazłszy gościnność, osiedlili się. Że osiedliwszy się, zamknęli się w kole odrębnem i odosobnionem, i cały czas swój poświęcili wyłącznie naukom teologicznym! Coby na to powiedzieli żydzi? Przypuścić można, że gdyby to się działo w wiekach średnich, to żydzi byliby o tyle rozumniejsi od naszych praojców, że batogami pędziliby przybyszów na pole i zmuszali ich do pracy.
Patrząc na to, co się dzieje na Zachodzie, dziś, w XIX-em stuleciu, widząc jak zawzięcie cywilizowani nibyto żydzi wal-