Mojżesz Mendelssohn

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Salomon Spitzer
Tytuł Mojżesz Mendelssohn
Data wydania 1886
Wydawnictwo nakładem autora
Miejsce wyd. Kraków
Źródło skan na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron



MOJŻESZ


MENDELSSOHN


ŻYCIORYS

SKREŚLIŁ

Salomon Spitzer
naucz. szkół lud.




M. Mendelssohn s 3 ornament.jpg







W KRAKOWIE.
NAKŁADEM AUTORA. — DRUKIEM J. FISZERA.
1886.









Wielmożnemu Panu

ARNOLDOWI RAPOPORTOWI

Posłowi do Rady Państwa,
Posłowi na sejm krajowy Galicyi,
Członkowi Izby handlowo-przemysłowej w Krakowie,
Prawnemu Radcy Laenderbanku,
Doktorowi praw,
Adwokatowi nadwornemu i sądowemu,
Prezesowi Towarzystwa wsparcia biednych chłopców w. m.
etc. etc.
Szlachetnemu orędownikowi idei oświaty i postępu


W DOWÓD GŁĘBOKIEJ CZCI

tę skromną pracę


poświęca


Autor.




„Piękny to związek nauki Zakonu z obowią-
zkami względem spółeczeństwa... Wszyscy,
którzy się zajmują sprawami ogółu, niech
się nimi zajmują dla miłości Boga, wtedy
zasługi przodków im będą pomocą, a cnota
ich wiecznie się ostanie“.
Rabi Gamliel.

Charakterystyczną i wielce znaczącą właściwością w rachubie czasu jest, że dzień u Izraelitów rozpoczyna się nie z brzaskiem jutrzenki, lecz ze zmierzchem poprzedzającego wieczora a mianowicie, gdy się ukażą na horyzoncie trzy jaśniejące gwiazdy.
Ta osobliwa właściwość dlatego nabiera tem większego znaczenia, ponieważ się i w historyi całego narodu powtarza i uwydatnia. Trzy obok siebie lub niedługo po sobie świecące gwiazdy w naszej historyi zwiastują także nowy dzień, nową epokę, nową erę, pełną znaczenia.
W najodleglejszej starożytności, w zaraniu dziejów naszych panowała noc pośród całej ludzkości, gdyż najciemniejsze bałwochwalstwo zachmurzało serce i ducha. Wtedy zabłysły trzy gwiazdy i zajaśniał dzień. Tymi trzema gwiazdami byli: Abraham, Izak, Jakób.
W kilkaset lat potem, znowu było ciemno — pomroka egipskiej niewoli ciążyła nad potomkami patryarchów. I znowu zajaśniały trzy gwiazdy, z którymi rozpoczął się nowy dzień: Mojżesz, Aron, Jozue.
W kilka wieków później Nebukadnecar zburzył Jerozolimę i zniósł samoistność Izraelitów. Smutna, ponura ciemność zapanowała nad narodem — lecz zabłysły ponownie trzy gwiazdy: Daniel, Ezra, Nechemiasz.
Świetna uroczystość Chanuka rok rocznie nam przypomina trzy gwiazdy, jaśniejące zawsze, gdy noc w Izraelu zapadnie, przypomina nam trzech najdzielniejszych bohaterów Makabeuszów: Judę Makabeusza, Jonatana Haphusa, Szymona Thassi.
Gdy w setki lat później potomkowie Makabeuszów po niezrównanej walce ulegli pod przemocą oręża rzymskiego i rozprószyli się po wszystkich krańcach świata, zdawało się, że już wszystko stracone, że już wszystko się zakończyło. Ale zaświeciły w krótkich odstępach trzy gwiazdy i znowu był dzień: zajaśniał Rabi Jochanan ben Sakaj, założyciel szkoły wyższej w Jabne, Rabi Akiba, sławny nauczyciel ze swymi tysiącami słuchaczy, Rabi Jehuda Hanasi, który spisał Misznę. — Tak więc wśród materyalnej niemocy w Izraelu wznieśli oni swój naród do nieśmiertelnej potęgi, która pokonała zwycięsców.
Lecz jaśniejące, ożywcze, promienne słońce żydowskiej kultury chyliło się po kilku wiekach ku zachodowi — jej ostatnie promienie już gasły i rozpostarła się nieprzebyta ciemna noc nieświadomości nad Izraelem. Zgrozą przejmujący ucisk rzymsko-niemieckiego państwa usiłował na wszelki możliwy sposób zatruwać życie poddanych żydowskich. Dreszcz przejmuje na wspomnienie pasma strasznych ucisków, nieszczęść i oburzających każde uczucie ludzkości wyjątkowych praw żydowskich. To w smutnych swych skutkach spowodowało, że żydzi mimochcąc odłączyli się od reszty spółeczeństwa, zamknęli się i zamknięci zostali w osobnych dzielnicach, posługiwali się żargonem, który ich ośmieszał, samodzielność ich skruszona i zniweczona znikła zupełnie. Żyd nie ważył się dopominać praw swoich.
W tem oto — ponownie zabłysły trzy gwiazdy: Rabi Jonatan Eibeschütz z Krakowa, dzielny szermierz na polu nauki postępowej, Rabi Eliasz z Wilna, pogromca chuseckich krętactw, Mojżesz ben Mendel czyli Mojżesz Mendelssohn, najjaśniejsza gwiazda, zwiastująca nadejście obecnie nam tak mile i błogo promieniejącego dnia przy łagodnem świetle słońca równouprawnienia i asymilacyi z narodami, pośród których żyjemy.

∗             ∗

Mojżesz urodził się dnia 6. września 1729 r. (12. Eful 5489) w nędznej chatce przy ul. Szpitalnej w miasteczku Desawie (Dessau). Jego ojciec Mendel (Sofer), zajmował się przepisywaniem Tory, czyli pięcioksiąg Mojżesza, z czego zarabiał na bardzo liche utrzymanie.
Jedyną jego pociechą i nadzieją był syn, który acz bardzo wątłego organizmu od najwcześniejszej młodości zdradzał niepospolite wrodzone zdolności swymi czarnymi, ruchliwymi, mądrością tryskającymi oczami. Ojciec tedy postanowił wszelkimi siłami starać się go wykształcić na rabina.
W tym celu oddał dziecko swoje już w trzecim roku życia do nauki, zwłaszcza, że ono okazywało wielką żądzę wiedzy. Przedwczesny ten pospiech ojca bardzo niekorzystny wpływ wywarł na fizyczny rozwój dziecka, nie mającego sposobności ani czasu do niezbędnie potrzebnych ruchów i dziecinnych zabaw.
W szóstym roku życia swego znał już Mojżesz język hebrejski i przeszedł do wyższej szkoły celem pobierania dalszych nauk. Mimoto, że był słabowity, nikt mu w pilności nie dorównał, a gdy ówczesna zima była bardzo ostra, musiał go ojciec nieraz odziać w stary jaki surdut i zanieść do szkoły, aby tylko nie zaniedbał nauki.
Rzadki to był zaprawdę zapał do nauki w tak młodym chłopięciu, dla którego szkoła była jedyną rozkoszą. Na czele owej szkoły stał światły i mądry człowiek, nadrabin Dawid Hirsch Fränkel. On to wprowadzał uczniów swoich na filozoficzne drogi talmudu i zachęcał ich do obznajmienia się z komentatorami hebrejskimi. Naturalnie, że skutki nie u wszystkich uczniów były jednakie. Na żadnego atoli nie wywarły takiego wpływu, jak na Mojżesza, który pod względem rozwoju umysłowego przewyższał wszystkich swoich współuczniów, starszych od niego wiekiem i silniejszych pod względem ustroju fizycznego.
Szczególnie go zajmowały wiadomości, podawane mu z dzieła religijno-filozoficznego Majmonidesa pod tyt. „More Nebuchim“ i dopóty się starał, aż otrzymał dzieło to do prywatnej nauki i badania poza godzinami szkolnymi. Odtąd przepędzał czas wolny od szkoły nad ową skarbnicą wiedzy filozoficzno-talmudycznej, która mu użyczała najczystszej rozkoszy, jakiej żadne dobro ziemskie dać nie może. Z trudnością można go było oderwać od nauki, aby mógł jeść, a do spania nie można go było nakłonić w żaden inny sposób, tylko gdy mu odebrano nędzną świeczkę łojową, przy której długie wieczory zimowe przesiadywał. Ta heroiczna wytrwałość i pilność w przesiadywaniu nad ową książką były też powodem, że wątłego zdrowia chłopiec dostał garb, co go bynajmniej nie odstraszyło od nauki, a ilekroć w późniejszem życiu w rozmowie wspominał o tym garbie, dodawał żartobliwie: „Majmonidesowi jedynie mam do zawdzięczenia, że dostałem garb: lecz mimoto cenię go, gdyż mąż ten osłodził mi niejednę gorzką chwilę życia mego i w ten sposób mnie dziesięćkroć wynagrodził za uszczerbek, jaki mi uczynił na mojem ciele“.
Tak upłynęło kilka lat, a Mojżesz spożywał pokrzepiający pokarm duchowy z pism znakomitych mistrzów izraelickich, pod kierownictwem rabina Fränkla. Aż nagle nadeszła wiadomość o powołaniu Fränkla na rabina do Berlina, dokąd doszła była wiadomość o jego niezwykłej uczoności i biegłości w objaśnianiu talmudu. Dniem i nocą płakał tedy Mojżesz, iż z jego wyjazdem postrada całą nadzieję wykształcenia się na rabina, co było jedynem jego i ojca pragnieniem.
Mojżesz ze łzami w oczach błagał rabina, aby go wziął ze sobą, ale ten mu odmówił z uwagi, że jest bardzo młody i słabowity.
Wreszcie nadszedł dzień wyjazdu Fränkla. Wszyscy izraelici, zamieszkali w Desawie, z płaczem i żalem odprowadzili odjeżdżającego daleko poza miasto, tylko Mojżesza nie było między towarzyszącymi, co zwróciło uwagę wszystkich. Nikt nie mógł sobie wytłómaczyć, coby to znaczyć miało, ani nawet jego rodzice, gdyż z rana nie zastali go w łóżku, a nigdzie go też odnaleść nie mogli.
Dopiero w odległości dwóch mil może od miasta rabin ujrzał w cieniu drzewa siedzącego chłopca, który wysilony oczekiwał tu swego mistrza. Widząc wreszcie nadjeżdżającego, wybiegł Mojżesz naprzeciwko niego zbladły, ze łzami w oczach i niemymi ruchami swoimi wymowniej i bardziej przejmująco wyrażał swą prośbę, niżby to słowami był mógł uczynić. Nie był w stanie ani słowa wymówić, drżał na całem ciele a łzy mu spływały po bladych licach. Rabin się przeląkł a widok chłopca wzruszył go do głębi. Gorliwość tego ucznia zawsze go szczerze wzruszała, powątpiewał bowiem, czy ów wątły chłopiec dojdzie kiedyś z powodu niezwykle słabego organizmu do zamierzonego i przez ojca tak upragnionego celu. Nawał rozczulających go uczuć tak nim wstrząsnęły, że rozrzewniony podał chłopcu rękę i kazał mu spokojnie wrócić do domu, zapewniając go, że skoro tylko będzie w stanie, weźmie go później do siebie. Mojżesz okrył rękę mistrza swego pocałunkami i łzami, lecz jeszcze nie mógł słowa wyrzec. Długo jeszcze potem nieruchomo stał na temsamem miejscu, aż odjeżdżający znikł mu z oczu w gęstwinie leśnej.
Około południa dopiero wrócił Mojżesz do domu znużony i zmęczony, ale na duszy pokrzepiony. Zjadłszy obiad na naleganie rodziców położył się spać i nieprzerwanie spał aż do rana dnia następnego. Odtąd już się nie smucił, ożywiony nadzieją wyjazdu do swego drogiego nauczyciela.

∗             ∗

Wkrótce obchodził trzynasty rok życia, a zatem wstąpił w wiek, w którym chłopcy niezamożnych rodziców rozpoczynają pracę na utrzymanie własne. W owych czasach jednak, gdy się zajęcie Izraelitów ograniczyło jedynie na drobnym handlu, chłopiec rozpoczynał swój zarobek, obnosząc towary po wsiach i miasteczkach do sprzedawania. Smutny to był los takiego chłopca! Ileż on nie musiał znosić szyderczych ofuknień i zelżywych obelg ze strony innowierców! Podobne upokorzenia znosić musiał także Mojżesz po wyjeździe swego mistrza, gdyż się musiał zajmować roznoszeniem towarów, ale pocieszał się nadzieją, że go wkrótce mistrz powoła do siebie. Nie mogąc się tego doczekać, po roku niespełna w zajmowaniu się handlem udał się do Berlina.
W roku 1743, po pięciodniowej pieszej podróży, przebywszy przeszło 20 mil, z nadwyrężonem zdrowiem, nędznie wyglądając, oszpecony jeszcze garbem, stał ów czternastoletni chłopiec u jednej z bram miasta Berlina, która była przeznaczona do wejścia dla przybywających żydów, gdyż innymi bramami ich nie wpuszczano. Tam prócz chrześcianina stał także strażnik żydowski, który według podanej mu wskazówki ze strony zboru izraelickiego miał uważać, czy należy wpuścić przybyłego, czyli też nie.
Mojżesz, obawiając się, aby mu nie odmówiono wejścia, stał pokornie przy bramie, tłumoczek trzymając w ręce, i czekał cierpliwie, aż się go zapytają, czego żąda. Wreszcie przemówił do niego strażnik, ale tak szorstkim tonem, że biedny chłopiec o mało nie upadł z przerażenia. Na nieszczęście jąkał się także, co go wprawiło w tem większe zakłopotanie. Na zapytanie, w jakim celu chce się udać do miasta, ledwie wybełkotał „uczyć się!“ — Kazano mu teraz wykazać się, czy ma środki do utrzymania.
Biedny chłopiec, którego cały zapas ledwie na kilkodniowy pobyt mógł wystarczyć i to dla tego, że w drodze jadał wyżebraną strawę, z trwogą, drżąc cały z obawy, zawołał imię głośnego w gminie izraelickiej w Berlinie męża: Rabin Dawid Fränkel! To natychmiast spowodowało strażnika do łagodniejszego obchodzenia się z chłopcem.
— Chcesz pójść do Rabina? — zapytał. — To idź!
Rabin Fränkel niemało się zdziwił, zobaczywszy chłopca, miał bowiem tyle trudności w zwalczaniu niezbędnych potrzeb życia, iż dotychczas nie mógł jeszcze wykonać swego przyrzeczenia. Rozirytowany kolizyą, w jaką go wprawił niespodziewany gość, ofuknął go, dlaczego nie czekał cierpliwie, aż go sam wezwie? Mojżesz po cichu wybełkotał, że nie mógł dłużej wytrzymać przy tem szachrowaniu, a że niema środków do utrzymania, gotów jest żyć wedle przepisu talmudu, który powiada: „Jedz chleb z solą, pij odmierzoną ilość wody, śpij na twardej ziemi, prowadź życie w największej skromności a zajmuj się nauką“.
Rabin, widząc w chłopcu tak nieprzezwyciężoną chęć do nauki, począł starać się o zabezpieczenie mu utrzymania.
Znalazł się też miłosierny mąż, niejaki Herman Bamberger, wielbiciel Fränkla, który chłopcu ofiarował nocleg i wikt na jeden dzień tygodniowo. A soboty i święta przyrzekł mu dawać jeść rabin a oprócz tego dał mu zajęcie przy przepisywaniu, za co miał otrzymać kilka groszy tygodniowo.
Tak więc Mojżesz kilka ciężkich lat musiał przebyć w niedostatku i biedzie, gdyż w dniach w których nie miał wiktu wolnego, musiał się istotnie ograniczać na „chlebie, soli i wodzie“; czego niestety także nigdy nie miał podostatkiem. Część nędznego zarobku tygodniowego bowiem odkładał sobie na zakupienie książek, a kupiony chleb oznaczał dokładnie kreskami, na ile dni ma mu wystarczyć. Posłanie zaś jego nie o wiele się różniło od twardej ziemi.
Położenie to pod względem materyalnym tak przykre, nie wpłynęło atoli bynajmniej na przygnębienie jego umysłu.
Wiódł życie samotne w swojej odosobnionej komórce, zajmując się bezustannie nauką talmudu i języka hebrejskiego, a idąc za prądem czasu, kiedy wszystko dążyło do oświaty, zapragnął także poznać literaturę narodu, wśród którego się urodził i wychował, zapragnął poznać literaturę niemiecką, która dotychczas była prawie niedostępną dla żydów, pogrążonych w ponurej ciemności przesądu.
Mendelson wypożyczał sobie niemieckie książki i siedział nad nimi po całych nocach, narażając się przez to nawet na niebezpieczeństwo wydalenia z Berlina. Mała bowiem ilość tylko familii żydowskich wówczas przejęta była duchem czasu, podczas gdy partya rządząca, którą stanowili zacofańcy, za zbrodnię poczytywała, jeśli kto wziął niemiecką książkę do ręki, a gdy się o tem dowiedziała, natychmiast wykluczała z gminy i z miasta wydalała.
Pierwsze filozoficzne dzieło, które Mendelssohn wziął do czytania, było Reinbeka „Uwagi nad wyznaniem augsburskiem“. Przytaczane w tem dziele dowody o istnieniu Boga, wprowadziły go w świat nowy, dotąd mu nieznany. To go oczywiście jeszcze bardziej zachęcało do dalszych badań na polu nauki.
W tym czasie przybył także do Berlina przez fanatyków z ojczyzny dla swoich postępowych zasad wygnany Polak, dzielny talmudysta Izrael Lewi Samosz.
Był on jednym z bardzo nielicznych wolnomyślących rabinów polskich, którzy dla gruntownej znajomości talmudu i pobożnego życia zajmowali prawie wszystkie krzesła rabinackie po większych miastach niemieckich, a którzy dla celów osobistych jak najusilniej się starali, aby niedopuszczać żydów do źródła oświaty, gdyżby to zachwiać mogło ich wpływem i znaczeniem. Izrael Samosz stanowił jednak zupełny ich kontrast.
Do niego pospieszył także Mendelson, a on chętnie go przyjął, wspierał go w jego dążnościach, zachęcał do innych nauk, szczególnie zaś do matematyki, która ćwicząc władze myślenia, uczy także odnajdywać i poznawać prawdę.
U Samosza zapoznał się Mendelssohn z Aronem Salomonem Gumpertzem, który pierwszy jako żyd w Prusiech uzyskał stopień doktora, a ten mu udzielał nauki z dziedziny literatury niemieckiej. Tu się otworzyły dla Mendelssohna nowe źródła wiedzy. Poznał, że nie tylko w języku hebrejskim szukać należy skarbów umiejętności. Tak więc zbadawszy najcelniejsze utwory literatury niemieckiej, począł następnie uczyć się także innych języków, aby mieć przystęp do skarbnicy wiedzy i innych narodów.
Cierpiał zatem głód a uskładał sobie kilka groszy, aby sobie zakupić koniecznie potrzebne książki. Młody lekarz z Pragi, nazwiskiem Kisch, udzielał mu bezpłatnie nauki języka łacińskiego, przezco Mendelssohn poznał dzieła Platona i Arystotelesa w tłómaczeniu łacińskiem, a języka francuskiego i angielskiego uczył go Gumpertz.

∗             ∗

W roku 1750, mając lat 21, po 7 latach pobytu w Berlinie był już Mendelssohn znany w szerszych kołach obywatelskich jako bardzo wykształcony i światły młodzieniec, któremu ani w wiedzy ani w pilności żaden z młodzieży nie wyrównywał.
Gdy tedy pewien bardzo bogaty kupiec, imieniem Izak Bernard, zapragnął zdolnego nauczyciela do swoich dzieci, polecono mu powszechnie jako najzdolniejszego i najgodniejszego tego urzędu Mojżesza Mendelssohna, któremu w przykładnej pilności i gorliwości, jakoteż w wykształceniu żaden z poleconych nie dorównał.
Izak Bernard zaprosił więc Mendelssohna, powierzył mu wychowanie dzieci, oddając mu na mieszkanie osobny, wykwintnie urządzony pokój, a nadto cały wikt i stósowne wynagrodzenie roczne.
Teraz dopiero, opływając w dostatki, wolny od trosk o nędzny chleb codzienny, mógł tem łatwiej zaspokoić nieugaszone pragnienie wiedzy i nauki.
Szczególne zamiłowanie miał do filozofii, która była „jego najwierniejszą towarzyszką i jedyną pocieszycielką w dolegliwościach życia“ — jak się sam wyrażał. Najchętniej jednak zajmował się badaniem filozofów angielskich, poznawszy, że ich cechowały szlachetny umysł i tkliwe serce, czego u dowcipnych Francuzów daremnie szukał.
Dotychczas była mu zupełnie obcą znajomość historyi a to z powodu wstrętu, jaki w nim obudzały okropne obrazy prześladowań współbraci w każdym okresie ostatnich ośmnastu wieków. Przekonawszy się atoli, że historya równouprawnienia i obywatelstwa w ścisłym pozostaje związku z historyą powszechną, i że to jest nawet niegodne, nie posiadać znajomości historyi, postarał się, aby i ta gałęź wiedzy nie była mu obcą.
Tak więc w błogiej działalności nad wykształceniem własnem przepędził cztery lata w domu kupca Bernarda.
Lepsze pożywienie i wykwintniejsza odzież wpłynęły także wiele na lepsze uwydatnienie jego inteligencyi i dobroduszności, mieszczącej się w wątłym, niekształtnym organizmie. Częste bywanie w towarzystwach wykształconych, inteligentnych przyjaciół domu, nadało mu tak zwanej ogłady światowej i poloru towarzyskiego, do czego nie mało się przyczyniał szczery jego przyjaciel Gumpertz, wprowadzając nieśmiałego młodzieńca w zebrania poważnych uczonych.
Za jego pośrednictwem też zawarł Mendelssohn bardzo wiele znajomości z młodymi, na polu literatury pracującymi chrześcianami i żydami, którzy, poznawszy niepospolite zdolności dojrzewającego filozofa i niezwykłą szlachetność umysłu jego, coraz bardziej go szanowali i cenili, im więcej z nim obcowali.
W domu Bernarda również go bardzo polubiono, tak, że gdy już upłynął czas nauki i wychowania dzieci, nie puszczono go z domu, ale go Bernard zatrzymał pod tymi samymi warunkami jako korespondenta handlowego, a wreszcie nawet wspólnikiem firmy uczynił.
Jedną z najkorzystniejszych znajomości, jakie miał z wpływowymi osobami, była znajomość z młodym poetą Lessingiem, który w swych wielce cennych pismach usiłował bronić stanowiska żydów i niepospolite zasługi położył na polu cywilizacyi i równouprawnienia tychże, śmiało wytykając wady i winy całego spółeczeństwa, jak niemniej podnosząc zalety żydów i starając się zbić przesądy, jakie o żydach miano.
Mendelssohn, poznawszy tedy jego szlachetne dążności, zawarł z nim ścisłą przyjaźń, w czem mu się Lessing sowicie odwzajemniał. Jak wielce zaś ten cenił przyjaźń Mendelssohna, poznajemy z publicznie wypowiedzianych słów: „Przewiduję w Mendelssohnie już naprzód chlubę jego narodu. Jego uczciwość i duch filozoficzny każą mi naprzód uważać go za drugiego Spinozzę, z tą jednak różnicą, że wolny jest od błędnych idei“.
Lessing wprowadził Mendelssohna także w inne inteligentne koła towarzyskie, gdzie zawarł znajomość z poetą Nikolajem, który poznawszy nadzwyczajne zdolności Mendelssohna, nazwał go „znakomitym człowiekiem“.
Założono tak zwaną „kawiarnię uczonych“, do której uczęszczało tylko ścisłe kółko uczonych a do nich należeli także oczywiście Mendelssohn i Lessing. Na każdem zebraniu jeden z członków miewał odczyt. Mendelssohn także wypracował odczyt filozoficznej treści. Z powodu nieśmiałości i trudnej wymowy nie chciał go jednak sam odczytać i dał go innemu do wygłoszenia. Podczas czytania atoli zaraz poznano autora i wyrażano mu wielkie zadowolenie.
Znano go wtedy już z jego pierwszego występu, chociaż nieimiennie, z którym się tak miało.
Lessing w utworze scenicznym pod tytułem „Żyd“, przedstawia pięknie szlachetne postępowanie żyda wobec chrześcian. Żyd mianowicie ocala barona z niebezpieczeństwa utraty życia z ręki skrytobójczego mordercy a nie chce przyjąć żadnego wynagrodzenia, ani ofiarowanej mu ręki córki barona, w której swojem szlachetnem postępowaniem wzbudził żywe uczucie. Zdziwienie obecnych wzmaga się jeszcze bardziej, gdy powiada: „Jestem — żydem“, a następnie dodaje: „W nagrodę nie żądam nic innego, tylko abyście na przyszłość nieco łagodniej sądzili o moim narodzie, nie jak to powszechnie czynią. Ukrywałem się z mojem pochodzeniem nie dlatego, żebym się wstydził mojej religii, ale widziałem, że pan masz skłonność ku mnie, a nienawidzisz mego narodu“. Tenże żyd ma służącego chrześcianina, którego wydźwignął z toni największej nędzy. Gdy się zaś służący dowiaduje, że jest sługą żyda, woła: „Ubliżyłeś pan całemu chrześciaństwu, przyjąwszy mnie w służbę, zamiast mnie służyć“. Na co żyd odpowiada: „Nie mogę żądać, abyście inaczej myśleli, niż reszta chrześciańskiego motłochu“. Na uwagę barona: „O jakżeby godni poważania byli żydzi, gdyby wszyscy byli panu równi“, — odpowiada żyd: „A jakże czcigodni byliby chrześcianie, gdyby wszyscy posiadali pańskie zalety!“
Te i inne bardzo drastyczne sceny dla zażartych wrogów judaizmu dały powód do żywej dyskusyi publicznej, w której brał udział także Michaeli, profesor teologii na uniwersytecie w Getyndze, który krytykując ostro to dzieło, wyraża się: „że to nie jest wprawdzie niemożebne, ale przecież nieprawdopodobne“.
Szlachetnie myślący Mendelssohn, bardzo boleśnie dotknięty takimi uwagami, napisał tedy zastrzeżenie przeciw temu w formie listu do swego przyjaciela Gumpertza, który to list Lessing bez podpisu (wedle życzenia autora) kazał wydrukować w redagowanem przez siebie czasopiśmie, dodając ze swej strony, że „autorem listu jest jeden z dotkniętych, któremu nie można odmówić ani głębokiej wiedzy, ani uczciwości“.
Niedługo potem Mendelssohn dał Lessingowi do przejrzenia i ocenienia napisaną rozprawę pod tyt. „Filozoficzne rozmowy.“ Lessing był tak nią zachwycony, że ją potajemnie oddał do druku, a gdy go razu jednego Mendelssohn zapytał, czy przeczytał rozprawkę, zamiast odpowiedzi oddał mu drukowany egzemplarz tejże. Był to pierwszy krok do utrwalenia sławy skromnego Mendelssohna w świecie literackim.
Gdy razu jednego Mendelssohn, Lessing i Nikolaj z innymi przyjaciółmi i znajomymi się zeszli wieczorem, zaproponowano, aby każdy z obecnych opiewał swoje błędy. Mendelssohn napisał:

Wielkim u was jest Demosten,
Bełkot, sławny mowca Aten,
Mędrcem u was Ezop z garbem.
Jakimż to jest dla mnie skarbem!
Dojdę bowiem w waszem gronie
Dwakroć znaczniejszej wartości.
Dzierżąc sam w jednej personie
Obu sławnych ułomności.

Zachęcony przez Lessinga, przetłómaczył Mendelssohn na język niemiecki dzieła Rouss’a. Tłómaczenie to, jakoteż dodana z jego strony rozprawka, w której Mendelssohn prostuje niektóre błędne zapatrywania Roussa, pod względem formy i treści wielkie obudziło zajęcie w kołach uczonych.
Przesyłając egzemplarz Lessingowi, prosił go usilnie o surową ocenę. — „Gdybyś Pan wszystko chwalił, byłbym z pewnością przekonany, żeś Pan z tego nic nie czytał i zaiste! Musiałbyś Pan chyba nie znać mojego usposobienia, gdybyś Pan to uważał tylko za komplement“. Po kilku dniach Lessing mu odpisał: „List Pański dopiero dwa razy odczytałem. Za pierwszym razem byłem tak zajęty przyjacielem, że zapomniałem zupełnie o filozofie. Czułem zbyt wiele, abym mógł przy tem myśleć. Więcej nie mówię Panu, gdyż nie przywykłem w tym względzie zbyt szeroko rozprawiać. Nie śmiem ani przyjaźni, ani Panu układać mowy pochwalnej. Obym ja był tak godnym Pańskiej przyjaźni, jak Pan mojej godzien jesteś!“
Tak zatem zwolna rozbrzmiewała sława Mendelssohna i zwróciła uwagę także na dworze królewskim na owego uczonego „Żyda“, który w całym Berlinie uchodził za „uosobienie mądrości“.
Ale na dworze szczęście nie sprzyjało Mendelssohnowi. Król Fryderyk W., który nienawidził języka ojczystego, wydał zbiór swoich poezyi w języku francuskim pod tyt. „Poesies diverses“. Powodowany zachętą Lessinga ośmielił się Mendelssohn w czasopiśmie publicznie ocenić poetyczne utwory dumnego władcy w r. 1760 i lekko je zganić. Wynosząc jego znakomite zalety i zasługi jako monarchy, dodaje: „Co za szkoda dla naszej mowy ojczystej, że władca ten wyłącznie niemal francuszczyznę uprawia. Mnie się zdaje, że taki Fryderyk, wątpiąc o nieśmiertelności duszy, jest chimerą tylko, czworokończastem kołem, lub okrągłym kwadratem“.
To uważano za zbrodnię stanu, za obrazę majestatu. Żyd ważył się publicznie ogłosić recenzyą o wierszach monarchy, która oprócz zawartych w niej pochwał wyjawiała także niektóre ujemne strony!
Mendelssohn natychmiast otrzymał rozkaz, aby się następnej niedzieli niezwłocznie stawił w pałacu królewskim w Sans-Souci. Pełen trwogi przybył skromny żydowski filozof przed silnego władcę. I tylko wrodzonemu dowcipowi miał do zawdzięczenia, że uszedł bezkarnie. Na zapytanie Fryderyka, jak on się mógł ważyć wiersze samego monarchy krytykować? — odpowiedział Mendelssohn:
„Królewska Mości! Kto pisze wiersze, równa się grającemu w kręgle. Kto zaś gra w kręgle, czy to król, czyli też chłop, nie powinien się gniewać, jeżeli chłopak stawiający kręgle oznajmia jak kula rzucona“.
Odpowiedź była delikatna i trafna, i tak uszedł cały z tej nieprzyjemnej afery.

∗             ∗

Uzyskawszy tymczasem dość niezależne stanowisko jako prowadzący księgi handlowe, zaczął myśleć o założeniu własnego ogniska domowego. Posłyszawszy o zaletach córki bardzo poważanego kupca z Hamburga, udał się tamże, aby ją osobiście poznać i sam się przedstawić.
W Hamburgu w kołach uczonych okazywano mu wielki szacunek i prawdziwe uwielbienie a wspomniany już nadrabin Jonatan Eibeschütz szczególne mu okazywał względy i honory (odznaczając go tytułem „Morenu“).
Nie tak korzystne jednak było przyjęcie jego ze strony panny młodej, o której względy właściwie się starał. Cały świat uwielbiał Mendelssohna jako filozofa, podczas gdy ona zwracała uwagę także na powierzchowność, mianowicie na garb jego. I tu wrodzony dowcip dopomógł Mendelssohnowi, że pozyskał serce zacnej dziewicy. W rozmowie powiedział jej mianowicie między innemi co następuje:
„Jak nasi mędrcy utrzymują, wyznacza się także na 40 dni przed narodzeniem dziecka, kogo ma poślubić. Otóż 40 dni przed narodzeniem Pani ogłoszono w niebie, że Pani, posażna córka poważanego kupca z Hamburga, masz poślubić syna biednego pisarza z Desawy. Jeden z aniołów zwrócił uwagę, że syn biednego pisarza przecież nie godzien poślubić pięknej córki zacnego kupca z Hamburga. Wskutek tej tak słusznej uwagi postanowiono w niebie, abyś się Pani urodziła z wielkim garbem! — Gdy się o tem w objawieniu dowiedziałem, zawołałem: „Panie Wszechświata! Błagam Cię, nie oszpecaj tej pięknej dziewczyny garbem! Skoro jednak ten garb już być musi, to ja go wolę dźwigać przez całe życie“. — Prośbę moję wysłuchano w niebie... Pani! Zważże tedy, że właściwie noszę garb Pani!“
Ten dowcip spodobał się pannie tak, że chętnie mu oddała swoję rękę. Nigdy też nie miała powodu żałować tego postanowienia i była mu wierną i poświęcającą się dla niego towarzyszką życia.
W r. 1763. rozpisała akademia nauk w Berlinie konkursowy temat: „O ewidencyi prawd metafizycznych“.
Na temat ten złożyli swoje prace najznakomitsi profesorowie uniwersytetów w całem państwie, między innymi także Kant, filozof.
W niedzielę dnia 4. czerwca 1763 r. berlińska gazeta podała następującą wiadomość:
„We czwartek odbyło się w akademii publiczne posiedzenie. Pierwszą nagrodę otrzymał powszechnie przez pisma swoje znany żyd Mojżesz Mendelssohn“.
Prócz zaszczytu, jaki mu to sprawiło, otrzymał 50 dukatów, jako nagrodę wyznaczoną. Pracę zaś jego wydrukowano kosztem akademii i rozpowszechniono, przez co w świecie uczonym zyskał wielką sławę. To mu także posłużyło, że od króla otrzymał przywilej samoistnego zamieszkania w Berlinie z uwolnieniem od przepisanej taksy tysiąca talarów, gdyż dotychczas przebywał w Berlinie jako „sługa swego pryncypała“.
Utrzymywano powszechnie po wyjściu tego utworu, że oprócz Lessinga nikt tak znakomicie nie włada językiem niemieckim, jak Mendelssohn. Zbił tem także stanowczo twierdzenie niemieckich uczonych, jakoby język narodowy nie nadawał się do rozpraw filozoficznych. Podziwianie znakomitych wzorów tak wpłynęło na jego sposób przedstawiania, że sam w swych utworach stał się wspaniałym wzorem.

∗             ∗

Każdy raźny zwrot w życiu ludów ma to w sobie właściwe, że jednych prowadzi na drogę ku lepszemu i szlachetniejszemu, inni zaś a to ludzie słabego ducha, nie pojmując należycie prądu i wymagań czasu, ani prawdziwej wolności ducha, zbaczają z drogi właściwej i popadają w bezdenną otchłań zepsucia moralnego, zrywając z wszystkiem, co szlachetniejsze.
Tak też było i wówczas. Obok ludzi prawdziwie uczonych, dążących do najszlachetniejszych idei, wyrośli także ludzie z myślami przewrotnymi, zgubnymi, bo zrywając z wszystkiem, co idealne, hołdując tylko materyalizmowi, nietylko powątpiewali, lecz wprost i stanowczo zaprzeczali istnieniu wyższej, rządzącej nami istoty, co się stało niejako modą w wyższych sferach. Powstał chaos i zamęt w przekonaniach. Nie wierzono w Boga; znikło wszelkie pojęcie obyczajności i cnoty.
Mendelssohn, przejęty wiarą w nieśmiertelność duszy, ubolewał nad upadkiem moralnym tylu zbłąkanych, a chcąc ich nawrócić na drogę prawdy, opracował w języku niemieckim wedle potrzeby i ducha czasu dzieło greckiego filozofa Platona p. t. „Phädon czyli o nieśmiertelności duszy“, czyniąc rozmaite zmiany i ulepszenia na podstawie nowszych badań i własnych poglądów. Mendelssohn nazywa to dzieło „drogą pośrednią między tłómaczeniem a samodzielną pracą“.
Dzieło to rzeczywiście nawróciło wielu wątpliwych i utrwaliło ich w wierze w nieśmiertelność duszy. „Phädon“ był wtenczas bardzo pilnie czytany we wszystkich kołach tak, że w krótkim czasie doczekał się trzech wydań i przetłómaczono go na wszystkie języki europejskie, nie wyjąwszy nawet hebrejskiego[1]. Każdy przybywający do Berlina odwiedzał przedewszystkiem „żydowskiego Platona“ czyli „Sokratesa XVIII. wieku“, jak go nazywali. Arcyksiąże brunszwicki starał się go pozyskać dla swojego państwa a książe z Lippel-Detmold obchodził się z Mendelssohnem, jak z najserdeczniejszym przyjacielem.
Akademia nauk w Berlinie postanowiła zamianować żydowskiego uczonego swoim członkiem czynnym, ale król Fryderyk W. okazał się tak nieszlachetnym, że z powodu osobistej urazy wykreślił Mendelssohna z listy przedstawionych do zamianowania na członków akademii nauk.
Gdy się Mendelssohn dowiedział o tem brutalnem postępowaniu Fryderyka, rzekł z łagodnym filozoficznym uśmiechem:
„Gdyby akademia mnie nie przyjęła w poczet swych członków, natenczas miałoby to znaczenie, inna zaś rzecz, skoro tylko król odmówił sankcyi dokonanego już wyboru mego!“
Okoliczność ta jednak bynajmniej nie odebrała otuchy ani spokoju duszy wielkiemu filozofowi. Tylko słabe dusze w przeciwnościach tracą odwagę i wytrwałość, lecz prawdziwie wielkie dusze nabierają hartu trwalszego i większej stałości. Szlachetny zapał wzmaga się z wzrostem opornych warunków.
Między innymi, których w niezwykły podziw wprawiło to, że pośród żydowstwa wyszedł tak imponujący ówczesnemu światu filozof, byli także Kloppstock i Jan Kasper Lavater, pastor ewangielicki z Zurychu.
Lavater był twórcą nowej nauki „fizyognomii“, utrzymywał mianowicie, że nieomylnie poznaje charakter i zapatrywania każdego człowieka z jego rysów twarzy. On tedy powiedział, że z każdego rysu twarzy Mendelssohna przebija się duch sokratyczny i że w „Phädonie“ objawia się tylko mądrość filozofów greckich, gdyż Mendelssohn wcale nie wyznaje religii żydowskiej, do której tylko pozornie należy“.
Profesor Kasper Bonnet swojego czasu ogłosił w języku francuskim apologią dla nauki religii chrześciańskiej. Lavater przetłómaczył ją na język niemiecki i przesłał tłómaczenie to w r. 1769. Mendelssohnowi z śmiałem i naiwnem żądaniem, aby zbił dowody nauki chrześciańskiej, albo publicznie przeszedł na wiarę chrześciańską.
Była to rzecz nader przykra dla człowieka, żyjącego ściśle według przepisów wiary żydowskiej, aby w odpowiedzi wdał się w publiczne zbijanie nauki wiary chrześciańskiej, która była religią panującą.
Lecz nie mogąc zamilczeć, odpowiedział Lavaterowi między innymi co następuje:
„Nie pojmuję, coby mnie mogło przykuwać do tak powszechnie wzgardzonej wiary, gdybym z głębi serca nie był przeświadczony o prawdziwości tejże. Badałem moję religię od dzieciństwa i znalazłem ją ugruntowaną. Mądrość światowa nigdy nie była dla mnie wyłącznym celem, tylko środkiem przygotowawczym do badania wiary żydowskiej. Nie przeczę, że w mojej religii znalazłem przez ludzi poczynione dodatki i nadużycia, które niestety zanadto przyćmiewają właściwy blask. Wszyscy miłujący prawdę wiemy o tem i pragniemy usunąć zatruwające tchnienie obłudy i przesądu bez uszczerbku prawdy i dobra i świadczę się Bogiem prawdy, Pańskim i moim Stwórcą i Panem, że pozostanę przy moich przekonaniach, jak długo dusza moja zupełnie się nie zmieni. W polemikę przeciw chrześciaństwu nie wdaję się“. Dalej pisał: „Pogardliwy sąd, jaki mają o żydach, pragnę zbić cnotą, nie zaś piśmienną sprzeczką“.
Do Bonneta znowu między innymi napisał:
„Jakże szczęśliwie żylibyśmy, gdyby wszyscy ludzie przyjęli i wykonywali prawdy, które najlepsi chrześcianie i najlepsi żydzi mają wspólne!“
Odpowiedź jego, pełna taktu i godności, takie wrażenie wywołała w całym świecie uczonym, że Lavater sam prosił Mendelssohna o przebaczenie, za co szlachetny filozof swojemu pokonanemu przeciwnikowi uczynił publicznie honorową satysfakcyą.
Mendelssohn od tego czasu jeszcze więcej nabrał otuchy w wytrwałem bronieniu żydowstwa. Gdy więc w marcu 1770. roku oszczerca żydów Jan Baltazar Kölbele z Frankfurtu nad Menem w swoim liście otwartym powiada:
„Mendelssohn trwa w wierze żydowskiej tylko dla zysku, gdyż żydowski buchhalter jest lepiej płatny, niż chrześciański profesor. Mendelssohn przysięga, że przez całe życie wytrwa w wierze żydowskiej, ale też na taką żydowską przysięgę zważać nie można!“ — Mendelssohn odprawił go tylko kilku słowy. Zresztą i tak opinia publiczna z oburzeniem potępiała takie niegodziwe wystąpienie wobec jednego z najznakomitszych mężów swojego czasu.
Podczas gdy Mendelssohn z każdym dniem prawie więcej wzrastał w poważaniu w gronie chrześciańskich uczonych, musiał znieść niejednę przykrość od swoich współwyznawców, w których obronie walczył z takiem poświęceniem. Fanatycy i zapaleńcy żydowscy poczytowali mu za wielki błąd wypowiedzenie zdania, że w swojej religii znalazł „przez ludzi poczynione dodatki i nadużycia“, a uważano go już za kacerza z powodu tego, że zerwał z żargonem, do którego owi współwierczy fanatycy tak lgnęli. Ale mimo licznych sfanatyzowanych przeciwników ze strony wyznawców wiary chrześciańskiej i żydowskiej nie dał się sprowadzić z wytkniętej sobie drogi. Wiedział bowiem, że spółeczeństwo żydowskie, jakie wonczas było, nigdy nie osięgnie praw ludzkości, że unarodowienie i upaństwowienie uprzedzić musi wolność moralna, duchowa. On osobiście dawał najlepszy przykład. Przez walkę z losem, której dość wysławić nie można, wydżwignął się z ponurej nocy nieświadomości; z mrocznej mgły przesądu wydostał się w świat jasnych myśli. Ale nietylko bogatą wiedzą, lecz także pięknym charakterem jaśniał w swoim narodzie jako pierwowzór, przezco zyskał wielkie poważanie i znaczenie.

∗             ∗

W kwietniu 1772. r. zdarzył się następujący wypadek. Książę Mecklenburg-Swerin wydał rozkaz do żydów swojego kraju, wzbraniający grzebania trupów, jak to u żydów było zwyczajem, jeszcze nim były widoczne oznaki, po którychby z pewnością rozróżnić można zmarłych od pozornie nieżywych. Zrozpaczeni żydzi z powodu tego prawa udali się do „pobożnego pisarza“ w Berlinie z prośbą, aby na podstawie talmudu i zdania rabinów wypracował memorandum celem przekonania księcia, że rozkaz jego sprzeciwia się zasadom wiary.
Lecz grubo się zawiedli. Mendelssohn oświadczył im bez ogródek, że właśnie z żydowsko-religijnego stanowiska przyklasnąć musi temu zakazowi księcia. Lekarze udowodnili możliwość pozornie nieżywych a dla ocalenia życia ludzkiego wolno ominąć i najsurowsze przepisy religijne. Mendelssohn dowiódł nawet, że za czasów talmudu poczyniono zarządzenia, aby się ustrzec od grzebania pozornie nieżywych.
To wywołało już zupełny przedział między Mendelssohnem a fanatykami.
W sześć lat później t. j. r. 1778. ogłosił Lessing swoje arcydzieło, dramat pod tyt. „Natan mędrzec“, w którym w najpiękniejszem świetle idealizuje żydów i judaizm, biorąc wzór z Mendelssohna.
Żadna książka może nie przyczyniła się tyle do usunięcia głęboko zakorzenionych przesądów, jak właśnie to udatne dzieło Lessinga.
Mimo to rzekomo pobożni żydzi berlińscy nie uznawali bynajmniej zasługi Mendelssohna, bez którego zapewneby nie było i „Natana“.
Ale takie zapoznawanie zasług nie mogło wpłynąć na przygnębienie lub rozgoryczenie tak wielkiego ducha; on dalej pracował niezmordowanie nad umysłowem podźwignieniem współwierców.
Dokonał on tłómaczenia biblii na język niemiecki i ułożył komentarz, z razu przeznaczywszy to wprawdzie do użytku dla własnych dzieci, ale później oddał je także do druku, aby było przystępnem dla całego społeczeństwa. Tłómaczenie to obudziło żywe zajęcie nietylko w Niemczech, ale i w całej Polsce, gdzie także wielki wpływ wywarło na ruch postępowy.
Sfanatyzowani rabini, uważając tłómaczenie biblii za odszczepieństwo, rzucili klątwę na wszystkich, którzy używali tłómaczenia biblii, dokonanego przez „Mojżesza Desawskiego“.
Mendelssohn zachowywał się przy tem bardzo spokojnie. Uważał on tę małą burzę za korzystną do wzbudzenia żywszego zajęcia i z filozoficznym uśmiechem rzekł:
„Gdyby moje tłómaczenie nie znalazło żadnych przeciwników, świadczyłoby to o tak wysokim stopniu ogólnej kultury, że praca moja byłaby wogóle zupełnie zbyteczną. Przeznaczyłem swoję pracę tylko dla prostaków, teraz przekonuję się jednak, że jeszcze konieczniejszą jest dla rabinów“.
Tłómaczenie Mendelssohna było więc obcem pobożniejszej klasie żydów, ale za to weszło w najinteligentniejsze koła, nie wyjąwszy nawet domów panujących, gdzie się stało podręcznikiem do nauki języka niemieckiego, pisma świętego, filozofii i etyki. Przez tłómaczenie biblii i psalmów stał się Mendelssohn wychowawcą narodu swego.
Pracując nad duchowem i moralnem podniesieniem swych współwierców, nie zapomniał także o ich materyalnem położeniu.
Gdy żydzi, zamieszkali w Alzacyi, za panowania Ludwika XVI. z Cerfem Berr’em na czele usiłowali uzyskać polepszenie swej nieznośnej doli, udali się do Mendelssohna z prośbą, aby im wypracował memorandum. Mendelssohn nakłonił tedy sławnego historyka i radcę wojennego Fryderyka W. Krzysztofa Wilhelma Dohm’a, że ten wypracował w r. 1781. obronę pod tyt. „O spółecznej reformie żydów“, która się wielce przyczyniła do polepszenia bytu żydów nietylko we Francyi ale i w całej Europie.
Najwcześniej okazały się zbawienne skutki tej obrony i w życie wprowadzone zostały w Austryi. Już bowiem w r. 1781, wydał cesarz Józef II. „Edykt tolerancyjny“, mocą którego żydom dozwolone było zajmować się rękodziełami, sztukami, naukami i rolnictwem. Otwarto dla nich najwyższe zakłady naukowe. Cesarz zezwolił na założenie i otwarcie żydowskich szkół elementarnych i normalnych (w których przy nauce usunięto wszystko, co się sprzeciwiało wierze mojżeszowej).
Dekretem z d. 2. listopada 1781. r. nakazał szlachetny monarcha, aby żydów wszędzie uważano za „bliźnich“, również zakazał wszelkich ekscesów przeciw nim pod surową karą.
Dekretem z d. 19. grudnia tegoż r. zniósł Józef II. cło osobiste, podwójne taksy sądowe, paszporty, nocne kartki i t. p. ograniczenia.
Wszystko to należało zawdzięczyć przedewszystkiem Mendelssohnowi, szermierzowi sprawy żydowskiej, za którego powodem Dohm wypracował obronę na korzyść żydów.
Oczywiście, że obrona ta wywołała wielką reakcyą w kole żydożerczych uczonych, którzy nowe kalumnie rzucali na żydów. To spowodowało Mendelssohna, że w r. 1782. ogłosił w niemieckiem tłómaczeniu „Obronę żydów“ w języku angielskim przez Manassego Ben-Izrael napisaną, i zaopatrzył ją przedmową, bogatą w świetne poglądy i myśli. „Obrona żydów“[2] stanowiła bardzo cenne dopełnienie pism Dohm’a. Mendelssohn tam z wielkim naciskiem występuje przeciw wszelkim karom za przestępstwa religijne, mówiąc:
„Choćby prawo karne za przekroczenia religijne jak najbardziej ścieśniano, to przecież jeszcze zawsze za sobą pociągnie wielkie niekorzyści dla spółeczeństwa... Jeszcze żadne duchowieństwo nie doszło do tego stopnia oświaty, aby mu można powierzyć takie prawo, jeżeli ono wogóle istnieje. Wszystkie narody na ziemi dały się dotychczas obałamucić zgubną zasadą, że religią można utrzymać tylko żelazną siłą! Oby żydzi nie popadli w podobne błędne mniemanie!“
Za szlachetne dążności swoje sam doznawszy tyle przykrości, potrafił z własnego doświadczenia należycie ocenić niebezpieczeństwo t. zw. „dyscypliny kościelnej“ u żydów.
Jego świeżo wypowiedziane zasady atoli ponownie wywołały oburzenie nietylko między duchowieństwem chrześcian, ale także między żydami, którym się zdawało, że już zupełnie zrywa z żydowstwem, występując przeciw dokładnie opracowanemu żydowskiemu prawu karnemu za przekroczenia religijne.
Znowu go chrześcianie wezwali w czasopiśmie: „Forschung nach Licht und Warheit“, aby zrzucił maskę żydowstwa!
W dziele po tyt. „Jeruzalem“ czyli „O religii i o judaizmie“, które ogłosił w r. 1783., Mendelssohn tak znakomicie broni swojego stanowiska i zapatrywania, że przeciwnicy jego zupełnie umilkli.
Mendelssohn, ów „Sokrates żydowski“, jak i prototyp jego, czuł nieprzepartą skłonność do nauczania, co bardzo ożywczo oddziaływało na współczesnych przyjaciół i uczniów. Bracia Humboldtowie także należeli do jego słuchaczy, a Aleksander de Humboldt w r. 1853. pisze do żydowskiego uczonego w Mantui:
„Od najwcześniejszej mojej młodości miałem ten zaszczyt być w styczności ze znakomitymi osobistościami Niemiec a pańskimi współwiercami, którzy jaśnieli jako filozofowie i matematycy a jeden z naszych najdzielniejszych i najstarszych pisarzy, przyjaciel Lessinga, Mojżesz Mendelssohn nie mały wpływ wywarł na wychowanie moje i brata mego“.
Obaj bracia wraz z wielką ilością zdolnej młodzieży słuchali jego wykładów, ogłoszonych później w dziele jego p. t. „Poranki“ (die Morgenstunde). Dzieło to jest zebraniem odczytów, które Mendelssohn miewał dla syna swego i żądnej wiedzy młodzieży. Jestto zbiór wszelkich umiejętności a forma i sposób pisania jeszcze długo wzbudzać będzie podziw największych mistrzów.
Mendelssohn był w 57. roku życia, gdy go nagle śmierć zaskoczyła.
Pewien uchodzący za uczonego, ogłosił mianowicie fałszywe zdania o zapatrywaniach Lessinga na religią i usiłował wykazać, że nie były zdrowe. Mendelssohn, do głębi wzruszony tak nieusprawiedliwionymi zarzutami na najszlachetniejszego może z przyjaciół jego, napisał obronę Lessinga. Zapał w sprawie ukochanego przyjaciela zbyt nim zawładnął. Ledwie ukończył tę pracę, drżąc cały ze wzruszenia, zaniósł ją do drukarni. Było to w czasie wielkich mrozów, zaziębił się niebezpiecznie, a w kilka dni czytano w dzienniku „Berliner Zeitung“ następującą smutną wiadomość:
„Wczoraj (4 stycznia 1786 r.) rano umarł nagle w naszem mieście w 57. roku życia apopleksyą tknięty pan Mojżesz, Mendelssohn rabin z Desowy. Wiadomość ta nietylko piszącemu lecz niezawodnie niejednemu jeszcze gorące łzy żalu wyciśnie. Dla świata jakoteż i dla jego przyjaciół jestto strata niepowetowana. W którym wieku znowu się zjawi taki duch w śmiertelnym ciele? Porzucił tylko cielesną okrywę, znikł przedział, który go tylko na krótko dzielił od jego zgasłego przyjaciela, jego duch tedy znowu się połączył z Lessingiem, któremu niedawno jeszcze wzniósł rozczulający pomnik w „Porankach“.
Tym razem wypowiedziane zdanie, że „dla świata jakoteż dla jego przyjaciół jestto strata niepowetowana“, wcale nie jest przesadne, jakto częstokroć słyszeć można. Najlepiej to ocenić mogą ci, którzy doznawają błogich skutków jego zbawiennych zasiewów.
On przedewszystkiem był pierwszym powodem duchowego odrodzenia judaizmu w całej Europie. Odczuwszy głęboko poniżenie i smutny stan wewnętrzny w żydostwie, zapragnął wywieść swych spółwierców z mrocznej ciemności, w której bez upamiętania się po części z winy spółeczeństwa całego, po części zaś z własnej winy przez długie wieki pogrążeni byli: — własnym przykładem przodując, starał się ich wyprowadzić z seperatyzmu, w jaki cierpienia i prześladowania wiekowe ich popchnęły.
Wielkość swoję miał do zawdzięczenia nie losowi, szczęśliwemu, lub jakimś korzystnym wpływom zewnętrznym; bo w najskromniejszych stosunkach urodzony, musiał znosić największy głód i nędzę, a w działaniach swoich na polu literackiem i filozoficznem, miał najżarliwszych przeciwników jużto z przekonania, już też z zazdrosnej zawiści lub osobistych pobudek.
Wielkość swoję zawdzięczał jedynie i wyłącznie własnej pracy, własnej zasłudze. O własnej sile, nieugiętą wolą, wytrwałą pracą, czystym, nieskalanym charakterem zdobył sobie wiedzę, stanowisko, poważanie i uwielbienie nawet przeciwników.
Nie wystąpił on jako reformator w znaczeniu i z zamiarem zmieniania zasad wiary, sam bowiem w życiu praktycznem nie zbaczał z drogi tradycyi, ani ustaw tejże nie naruszał. Lecz usiłował wiarę oczyścić z chwastów i domieszek przesadnych zabobonu i fanatyzmu.
Nie walczył on także o równouprawnienie żydów, przenikliwym umysłem pojmując, że ustrój wewnętrzny judaizmu ani usposobienie ogółu społeczeństwa jeszcze nie po temu; ale za to prorocznym duchem przewidywał, że czas się do tego zbliża, starał się przeto przygotować urodzajną glebę.
Nie zważając tedy na przeciwników współ- i innowierczych, pracował z wytrwałością niezmordowaną i spokojem prawdziwego filozofa dla utorowania drogi do postępu i cywilizacyi.
Dowiódł, że działając tylko w duchu narodowym, pielęgnując język krajowy, należy dążyć do postępu i zbratania się z narodami, pośród których żyjemy.
On pierwszy porzucił wstrętny żargon a pracując w języku krajowym, stał się znakomitym wzorem dla swego narodu. To nam powinno być przykładem i zachęcić nas również, abyśmy się przykładali pilnie do pielęgnowania i uprawiania języka narodowego, polskiego.
Jakiekolwiek bądź wpływy i powody ogólne składały się na tak raźny i skuteczny zwrot w judaizmie, niezaprzeczonem jest, że najgłówniejszym jest Mendelssohn, dając hasło do łączenia się z światem i cywilizacyą. Duch i pragnienie łączenia się z narodem, wśród którego żyjemy, udoskonalenie literatury żydowskiej, która ostatnimi czasy tak znakomite postępy uczyniła, reformy kulturalne, dążność do oświaty, uobyczajenie i w ogóle cały postępowy obecny nasz tryb życia obywatelskiego jest wyłączną zasługą Mendelssohna.
On pierwszy dał inicyatywę do wychowania młodzieży w duchu postępowym, narodowym, wiedząc, że wszelkie reformy poczynać należy od rdzenia, a zatem od dorastającej generacyi.
Mendelssohn utorował drogę do obecnej wolności naszej, dowodząc, że żydzi nie są narodem samoistnym, lecz powinni wcielić się w naród, pośród którego żyją; jemu zawdzięczamy, że blask promieni równouprawnienia tak zbawiennie nam przyświeca.
On nam zaiste dowiódł, jak „piękny to związek nauki Zakonu z obowiązkami względem spółeczeństwa“. Wskazał nam, że „wszyscy, którzy się zajmują sprawami ogółu, powinni się nimi zajmować dla miłości Boga, wtedy zasługi przodków będą im pomocą a cnota ich wiecznie się ostanie“, co się u niego istotnie sprawdziło.
Czcimy tedy pamięć Mendelssohna, jako znakomitego filozofa, szlachetnego szermierza idei postępu i oświaty, jakoteż gwiazdy przewodniej, która nam zwiastowała erę odrodzenia, erę wolności moralnej i osobistej.
Życzyć sobie tylko należy, abyśmy wszyscy, idąc za przykładem wielkiego myśliciela i filozofa, dowiedli, iż wyznanie nie przeszkadza wcale, aby się stać użytecznym członkiem spółeczeństwa.



Przypisy

  1. Na język polski przełożył to dzieło Jakób Tugendhold w Warszawie.
  2. W polskim przekładzie wydał ją Jakób Tugendhold.


PD-old
Tekst lub tłumaczenie polskie tego autora (tłumacza) jest własnością publiczną (public domain),
ponieważ prawa autorskie do tekstów wygasły (expired copyright).