Luzyady/Pieśń III

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Luís de Camões
Tytuł Luzyady
Podtytuł Epos w dziesięciu pieśniach
Data wydania 1890
Wydawnictwo S. Lewental
Drukarz S. Lewental, Nowy-Świat Nr. 41.
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Adam M-ski
Tytuł orygin. Os Lusiadas
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


Pieśń trzecia.


1.  Teraz, Kaliope, ty mi bądź natchnieniem,
Jakie powieści wódz królowi snował,
I nieśmiertelném racz napełnić pieniem
Pierś śmiertelnika, co cię umiłował:
A ten, coć blizki Orfeja spłodzeniem[1],
Ten, co lekarską sztukę ugruntował,
Niech k’Dafnie, Klityi, ani żadnéj innéj
Nie zwróci czci swéj, tobie jednéj winnéj. —

2.  O Nimfo jasna, zejdź na prośby moje,
Gwoli zasłudze Luzów zejdź ochoczo;
Niech świat się dowie, że Tagowe zdroje
Płyn Aganippy poświęcony toczą.
Niech Feb opuści kwietne państwo swoje
I w tę mię falę pogrąży uroczą;
Lub rzekę, iż cię wstrzymują obawy,
By ktoś nie przyćmił Orfejowéj sławy.

3.  W głuchém milczeniu, czekali Maurowie
Powieści Gamy spragnieni widocznie;
Ten chwilę duma, myśli skupia w głowie,
W końcu wzniósł czoło i tak mówić pocznie:
„Chcesz wiedziéć, królu, kto moi przodkowie?
Ich świetne dzieje, mam głosić niezwłocznie?
Wolałbym obce — zbyt ciężkie zadanie
Chlubę rodaków, opowiadać, panie. —

4.  „Opiewać obcych i czyny i sławę,
Jest rzeczą zwykłą, sercu pożądaną;
Lecz ziomków chwaląc, już czuję obawę,
Iż się pochwała wyda podejrzaną;
Lękam się również, iż na tak ciekawe
Dzieje — za mało czasu mi tu dano:
Lecz mi twój rozkaz najwyższą pobudką;
Pójdę wbrew sobie; mówić będę krótko.


5.  „I co mię wreszcie, pokrzepia w téj dobie,
To, że fałsz dziejów mych nie skala wątku,
Raczéj je przyćmię, niźli przyozdobię,
Tak treść bogata zaraz od początku.
Więc, by ci oddać, jako życzysz sobie,
Wszystko dokładnie, wiernie i w porządku,
Najpiérw określę Europy postawę,
Potém jéj ludy i ich boje krwawe. —

6.  „Między zwrotnikiem Raka, gdzie z obwodu
Niebios żar słońca ziemię rozpłomienia,
A tą krainą wieczystego chłodu,
Któréj już słońce odmawia promienia,
Legł ląd Europy. — Z północy, z zachodu
Słony ocean brzeg jéj obramienia,
Zaś od południa, u stóp się wylały
Śródziemno-morskie przejrzyste kryształy. —

7.  „Od strony, kędy świta nam dnia zorza,
Z Azyą się styka: — ale kręta rzeka,
Co z gór Ryfejskich[2] wypływa podnoża
I do zatoki Meotyjskiéj[3] ścieka,
Dzieli je z sobą — i dzieli głąb morza,
Które nosiło groźne łodzie Greka
W gniewnym zapędzie. — Dziś — Troja w ruinie;
Lecz bez wspomnienia żeglarz jéj nie minie. —

8.  „Niżéj bieguna, piętrzy się wyżyna,
Hiperborejskich[4] gór sterczą urwiska,
Tu Eolowa burzliwa drużyna
Po wszystkie czasy, ma swoje siedliska:
A płomienista gwiazda Apolina,
Co świat oświeca — tu tak słabo błyska,
Iż w wiecznych śniegach stoją górskie czoła
I krzepnie morze i wszystko dokoła.

9.  „U stóp gór Scytów, liczne pokolenia,
Onego ludu, co już przed wiekami
O starożytność swego pochodzenia
Wiódł spór zacięty z Egipcyanami;
Ale nie doszedł prawdy rozjaśnienia,
(Tak sądy ludzkie lada błąd omami),
Wzrok ich nie sięgnął Damaszku doliny
Owej ludzkości kolebki jedynéj.


10.  „Daléj, kolejno ujrzą oczy twoje
Zimną Laponię, Norwegię ubogą,
I Skandynawię, któréj śmiałe woje
Dotąd Italię napełniają trwogą.
Tu, między Szwecyi, Danii, Prus, państw troje,
Sarmackie morze wrzyna się odnogą,
I skute w portach przez zimę zazdrosną
Szybują po niém rącze statki wiosną.

11.  „Stąd — po Tanais[5] w przestrzeni szerokiéj —
Siedzą Rusiny, Moskale i Finy,
Dawni Sarmaci; zaś Hercyńskie[6] stoki
To Markomanów i Polski dziedziny,
A Niemcom z dawnéj hołdowne epoki
Saksony, Czechy i Panonii syny,
I inne ludy — rozsiadły się w kraju
Emsu i Renu, Elby i Dunaju.

12.  „Pomiędzy Istrem[7] a jasną cieśniną,
Co utopionéj Helli nosi miano,
Ujrzysz kraj Traków, co z dzielności słyną,
Niegdyś ojczyznę Marsa ukochaną. —
Dziś — Hemus, Rodop — wraz z całą krainą,
Przed Ottomanem zginają kolano;
Bizancyum w pętach — myśl się na to wzdraga —
O! Konstantynie, jakaż ci zniewaga!

13.  „Przejdź Macedonię, wzdłuż Aksu[8] koryta,
Co hojnie skrapia kraj swojemi wody:
Witaj mi, Grecyo! — witaj ty obfita
W gieniusze dzielne, o ziemio swobody!
W tobie wymowa wzrosła znakomita,
Poezya z wiedzą, w tobie szły w zawody,
Imię twe równie pod niebiosa niosło
I słowo mędrca i miecza rzemiosło. —

14.  „Tu na wybrzeżu mieści się Dalmata;
A nieopodal Antenora[9] grodu
Pysznie z mórz strzela Wenecya bogata,
Niegdyś tak skromna w początkach zawodu. —
A ten ląd, co się gwałtem w morze wgniata,
Jest to Italia — kolébka narodu
Zdobywców, — co się wsławili na równi
Blaskiem gieniuszu, dzielnością swéj główni.


15.  „Za pas jéj służy państwo Neptunowe,
Za naturalny wał — Alpejskie szczyty:
Grzbiet Apeninów dzieli na połowę
Kraj Marsowemi dzieły znakomity:
Z czasem rozpękły boskie wały owe,
Znikła wojenna sztuka i zaszczyty:
I dziś na gruzach, ma tron i owczarnię
Namiestnik Boga, co pokornych garnie.

16.  „Oto jest Galia, dobrze światu znana
Z Cezara zwycięstw, pamiętnéj epoki:
Zrasza ją hojnie, Rodan i Sekwana,
Chłodna Garonna, oraz Ren głęboki:
Krańcem jéj — góry, kędy pochowana
Nimfa Pirene:[10] tu, w głębiach opoki
Pożar, jak niesie wieść, stopił metale,
Aż biegły z wnętrza gór, jak złote fale. —

17.  „Z tych gór obaczysz Hiszpanię szlachetną,
Co niby głową jest całéj Europy;
Nieraz fortuna ją, z jéj chwalą świetną,
To wywyższała, to gniotła pod stopy:
Lecz żadne moce téj chwały nie przetną,
Niestałość losu, podstępu pochopy
Nie wydrą męstwa i nic nie ochłodzi
Krwi bohaterów, jakich ten kraj rodzi. —

18.  „Z krainą Maurów Hiszpania się styka,
Jak gdyby chciała zawrzeć morskie łona,
Zniszczyć ostatnią pracę Tebańczyka,
Słynną cieśninę, co śród skał żłobiona. —
Niemało ludów ziemia ta zamyka,
Które ocean garnie w swe ramiona;
Ludów tak głośnych z zacności i męstwa,
Iż każdy godnym zda ci się pierwszeństwa.

19.  „Z nich Aragończyk, co z męstwem niemałem
Gród Partenopy[11] ukorzył burzliwy;
I Asturyjczyk, co piersi swych wałem
Stał przeciw Maurów potędze straszliwéj;
Chytry Galicyi syn — i ten, co całém
Państwem zawładnął — Kastylczyk szczęśliwy,
Co dźwignął kraj swój i złączył u tronu
Ziemie Granady, Betyki, Leonu.


20.  „Czém dla Europy Hiszpania — tém właśnie
Jest Luzytania dla niéj — jéj koroną;
Tu ląd się kończy, a Febus nim zaśnie
Tonie powoli w oceanu łono.
Nam niebo dało chwałę, co nie zgaśnie,
Hordy pohańcze zgnieść i nie zwalczoną
Wyprzeć je ręką: aż w Afryki ziemie
Żądne odwetu wbiegło nasze plemię.

21.  „Jest to ojczyzna moja — kraj mój luby!
O! jeśli niebo zguby mię ustrzeże,
Jeśli spełniwszy zamierzone śluby
Powitam znowu rodzinne wybrzeże,
Umrę szczęśliwy. Kraj mój, pełen chluby,
Od druha czy téż syna Bacha bierze
Imię — od Luza[12], co szedł w Bacha ślady —
I tu najpierwszy założył osady.

22.  „Stąd rodem pasterz, co już samém mianem[13]
Wskazywał jako był silny i śmiały,
I przed którego męstwem niezrównaném
Potężne rzymskie legiony pierzchały.
Starcowi, co swe dzieci niezbłaganém
Pożera gardłem — niebiosa kazały
W téj świata stronie wznieść w chwały ozdobie
Świetne królestwo; Czas tak począł sobie:

23.  „W Hiszpanii władał król Alfonsem zwany,
Który na Maury wiodąc swe szeregi
Z życiem i mieniem rozdzielał pogany,
Siłą oręża, mądremi wybiegi,
I mknęła sława pomiędzy ziemiany,
Od Gibraltaru po Kaspijskie brzegi,
Pod jego sztandar śpieszyło niemało
Szukać zwycięstwa albo umrzéć z chwalą.

24.  „Wiodło ich wiary poczucie gorące
Więcéj niż żądza rozgłosu i sławy,
Z różnych stron biegły rycerzy tysiące,
Rzucając drogi kraj, własne dzierżawy.
Lecz gdy ich czyny wzniosłém męstwem tchnące,
Gdy się wsławiły ich rycerskie sprawy,
Król je ocenił — sam sławą okryty —
I godne zasług zgotował zaszczyty.


25.  „Drugi syn Węgier króla, Henryk dzielny,[14]
Waleczny w boju, do rządów wprawiony,
Wziął Portugalię, co jeszcze oddzielnéj
Nie stanowiła ziemi ni korony:
I wieńcząc miłość przez obrzęd kościelny
Z córą Kastylii króla zaślubiony,
Uczynion hrabią i z Teresą w wianie
Ziemię Luzyjską objął w posiadanie.

26.  „Nie ustał Henryk, oręża nie złożył
Z Izmaelity srogie tocząc boje,
Kraje ościenne zdobył, upokorzył,
Straszném uczynił wrogom imię swoje;
To téż nagrody słodkiéj wkrótce dożył,
Pan ich najwyższy obdarzył oboje
Synem, któremu w przyszłości sądzono
Waleczne skronie ozdobić koroną.

27.  „Wkrótce król Henryk śród krzyżowców rzeszy
Ku Palestynie zdąża stopą śmiałą,
I nad Jordanu święte wody śpieszy,
W których Bóg-Człowiek obmywał swe ciało;
I wyzwoleniem Judei się cieszy,
Gdy Gotfredowi miasto się poddało:
Nim się z powrotem do kraju wybierze,
W licznych potyczkach niesie pomoc szczerze,

28.  „Gdy się spełniły wieku jego lata
I dzielny Węgier doszedł śmierci proga,
Spłacił dług życia a w niebo ulata
Duch, tchnienie bóstwa, co je wziął od Boga.
Syn młodziuteńki sam został śród świata,
Portret ojcowski i nadzieja błoga,
Iż bohaterom zrówna. Wieść śród gminu:
Wielkiego ojca, wielkim będziesz, synu!

29.  „Jest stara powieść, nie wiem, błędna może?
(Trudno na prawdę starych podań liczyć),
Że matka wkrótce w inne wszedłszy łoże
Syna sierotę chciała wydziedziczyć:
I wraz z małżonkiem w państwie i na dworze
Niczem swéj władzy nie da ograniczyć,
Twierdząc, iż kraj ten jéj własność stanowi
W posagu za nią dany Henrykowi.


30.  „A książę Alfons (tém mianem po dziadku
Na chrzcie przed laty narzeczono dziecię),
Nie ma udziału ani cząstki w spadku,
Matka z małżonkiem włada, rządzi, gniecie;
Burzy się młodzian i czeka wypadku,
By wyrwać swoje — Mars w nim ogień nieci:
Długo w swéj głowie waży zamiar cały —
Z dojrzałéj myśli wystrzela czyn śmiały.

31.  „Błoń Guimareńska cała krwią ociekła
Bratnią, w domowéj przelaną rozterce,
Gdy dziecku matka, co się czucia zrzekła,
Przeczyła ziemi wprzód odjąwszy serce.
Stanęła w polu tak w gniewie zaciekła,
Iż ani baczy, co ma w poniewierce:
Wbrew macierzyństwu, wbrew Bogu się stawia,
Głos namiętności silniéj w niéj przemawia.

32.  „Progne[15], Medeo[16], wy jędze szalone!
Jeśliście w pomście przeniosły na syny
Krzywdy, występki przez ojców spełnione
Cięższe w mych oczach są Teresy winy.
Rozwiązłość zmysłów i nienasycone
Pragnienie władzy — tamtych dzieł przyczyny:
Miłość dłoń Scylli[17] ojcobójczą wiodła,
Téj przeciw syna grzech aż dwa ma źródła.

33.  „Chybnęła szala, książę mści swe szkody,
Ojczymie, matko wyrodna, wam biada!
Kraj przeciw księciu podburzony wprzódy
Teraz z pokorą do stóp mu przypada:
Lecz gniew zaślepia — i zwycięsca młody
Na ręce matki twarde więzy wkłada:
Niepomny kary, co z niebios uderzy,
Bo cześć rodzicom bądź-co-bądź należy.

34.  „Dumny Kastylczyk prowadzi lud mnogi,
Mszcząc krzywd Teresy, wzywa do oręży,
Lecz Luzytanin nie zadrży od trwogi,
Bój mu nie straszny, trud żaden nie cięży.
Aniołów piecza pośród walki srogiéj
Osłania piersi bohaterskich męży;
Przed ich naciskiem słabnie wroga męstwo,
Wróg pierzchł w popłochu — Luz święci zwycięstwo.


35.  „Lecz krótka radość: — wróg wzmógł się na siły
I w Guimareńskiéj warowni obronnéj
Liczne zastępy księcia otoczyły,
I już był blizki zguby nieuchronnéj,
Kiedy go wierne służby ocaliły
Egasa — męża, co do ofiar skłonny
I na śmierć gotów-by sprawie przegranéj
Dać tą ofiarą obrót pożądany.

36.  „Znał prawy wasal, że się nie ostoi
Twierdza przed wrogiem, — więc w imieniu zmierza
Swojego pana do wroga podwoi,
Hołd obiecuje i żąda przymierza.
I wróg blokady cofnąć się nie boi,
Tak ufa znanéj zacności rycerza,
Co za młodzieńca ręczy swą osobą.
Lecz książę? ścierpi-ż on pana nad sobą?

37.  „Już bliski czas był, gdy wedle traktatu
Mógł król kastylski czekać, iż bezspornie
Sam książę Alfons u stóp majestatu
Stanie na rozkaz, hołd złoży pokornie,
Lecz próżno czeka — wtém na podziw światu,
Egas, co traktat zawarł nieprzezornie,
Jak wiarołomca staje spłacić głową
Niewypełnione swe rycerskie słowo.

38.  „Prowadzi z sobą i dziatwę i żonę
I wszyscy stają jako zakładnicy;
Stopy ich bose, szaty ich znoszone
Nie pomstę budzą, ale łzę w źrenicy.
— Królu i panie — rzecze — niespełnione
Traktaty. Śmiałość mojéj obietnicy
Dziś możesz pomścić. Oto ci w zamianę
Przynoszę życie za słowo złamane.

39.  „— Niewinna dziatwa na twe zawołanie
Stanie wraz z matką w okupie ofiarnym,
Jeśli szlachetna pierś, jak twoja, w stanie
Nasycać zemstę słabych skonem marnym:
Ta dłoń, ten język zawinił, o panie;
Mnie więc jednego ścigaj mieczem karnym:
Wynajduj męki, nie zadrżę z bojaźni
Wobec Perilla[18] ni Sinisa[19] kaźni. —


40.  „Jako skazaniec, co mękę konania
Już przebył w sobie — spokojny przed katem
Szyję na płachę zakrwawioną skłania
I czeka cięcia, które go ze światem
Rozdzieli wiecznie: — tak pełen poddania
Egas przed groźnym króla majestatem
Stał: — lecz król w sercu ocenia tę prawość
I gniew w nim stygnie, budzi się łaskawość.

41.  „O! wzniosła wierność dzieci méj ojczyzny,
Co się na czyny niezrównane waży!
Czyż więcéj zdziałał Pers, co srogie blizny
W podobnym razie własnéj zadał twarzy?
Cenił go Daryusz śród swojéj starszyzny
I nieraz jękiem bolesnym się skarży:
Co mi po wszystkiém? Za Zopira życie
Dwudziestu grodów oddałbym zdobycie.

42.  „Lecz książę Alfons rycerskiéj ochoty
Wojsko luzyjskie zbiera w swéj dziedzinie,
Na karki Maurów szykuje swe roty,
W kraj, gdzie uroczo Tag przejrzysty płynie;
I wkrótce dumne rozbija namioty
W obliczu wroga, w Uriqui równinie,
Ani się mocy saraceńskiéj lęka,
Choć jego wojsko — to garstka maleńka.

43.  „Luzyjskie książę nie w sile oręża,
Lecz w Panu ufa, co na niebie włada;
Więc nie drży, chociaż na każdego męża
Chrześcijańskiego — stu pogan przypada.
Owszem, niepewność wszelką przezwycięża,
Jaką przezorna podsuwała rada,
Wié, iż z pomocą bożą dzielne ramię
Rośnie w olbrzyma — jeden stu przełamie.

44.  „Na czele Maurów pięciu królów stoi,
Z nich najcelniejszy Ismarem się zowie;
Każdy wytrawny, nawykły do zbroi
Śród walk, gdzie sławę zyskują wodzowie.
Z niemi rycerek huf, jak te, co Troi
Pomoc swą niosły, walcząc jak mężowie
Pod wodzą pięknéj i dzielnéj królowéj,
Któréj ojczyzną brzeg Termodonowy[20].


45.  „Wionął chłód ranny — weszła jutrznia chyża,
Gwiazdy powoli gasły na błękicie,
Gdy Syn Maryi przybity do krzyża
Błysł przed Alfonsem nowe budząc życie.
Alfons padł na twarz, w prochu się uniża
I płonąc wiarą tak woła w zachwycie:
— Niewiernym, Panie, cuda Twe przystoją,
Ja — i tak wierzę w istność i moc Twoją. —

46.  „Na wieść o cudzie zapał w wojsku rośnie,
Zapał ogarnia drużynę rycerzy,
Zasługi księcia wynoszą rozgłośnie
I serca swoje święcą mu najszczerzéj:
Wojsko go królem nazywa donośnie,
I coraz daléj te okrzyki szerzy,
I jedno hasło pod niebiosa bije:
„W bój za Alfonsa! Król Alfons niech żyje!“

47.  „Jak w górach, kiedy myśliwy dostrzeże
Żubra — i szczwaniem brytana rozjuszy,
Ten pędzi wściekle na odważne zwierzę,
Które rogami zda się wszystko skruszy;
Nie siłą, ale zwinnością pies bierze,
Szarpie za boki żubra to za uszy,
Aż z przegryzioném gardłem, krwią zbroczony,
Straszliwy olbrzym runie wysilony.

48.  „Tak pierś nowego króla męstwem gore.
Ku chwale Boga i narodu razem,
Z zapału wojska chce skorzystać w porę
I wroga dzielnem rozgromić żelazem —
Do dzid, do łuków śpieszą Maury skore,
Król wciąż obecny zachęca rozkazem:
Gwar, grają trąby, rośnie surma dzikiéj,
Ogłuszającéj wojennéj muzyki.

49.  „Jako gdy z iskry w trawę zaronionéj
Ogromny pożar Boreasz rozdmucha,
I wiatr go niesie w pole na wsze strony
I morzem ognia goreje gąszcz sucha:
Zrywa się ze snu pasterz przebudzony,
Gdy trzask płomienia doszedł jego ucha,
Zbiera swą trzodę i w żałośnéj trosce
Obraca kroki ku poblizkiéj wiosce:


50.  „Tak szyki Maurów mieszają się, chwieją,
W nagłym pośpiechu ledwo za broń chwycą;
Stanęli — jeszcze rumaki nadzieją!
I straszny atak ponieśli konnicą.
Portugalczykom ramiona nie mdleją,
By spotkać wroga dzidy, jak las świecą:
Tysiące Maurów na ich ostrzach legły,
Tysiące z krzykiem: Allach! z pola zbiegły.

51.  „Tak było silne, tak śmiałe to starcie,
Iż góry mogłoby ruszyć z podstawy;
Na równi z panem koń walczy zażarcie,
Koń — ów Neptuna dar ziemi łaskawy:
Ze wszech stron ciosy lecą nieprzeparcie,
Na wszystkie strony zakipiał bój krwawy:
Zbroje, kolczugi Luz zwycięsko płata,
Rąbie pancerze, tnie, siecze i zgniata.

52.  „Skaczą po polu odsieczone głowy,
Tam — nie wiész czyje martwe członki w kupie,
Owdzie jelita drgają — tam tułowy,
I lica sine, blade, straszne, trupie.
Zasłało wojsko cały plac bojowy,
Potokiem spływa krew, co z trupów chlupie,
I pola barwa pokryła niezwykła,
Pod krwi purpurą ich zieloność znikła.

53.  „Zwycięża Alfons — milkną gwarne szumy,
Wojsko trofea i łupy zdobywa:
Legły rozbite Maurytanów tłumy,
Trzy dni król wielki w polu wypoczywa.
I na swéj białéj tarczy, pełen dumy.
By pamięć chwały pozostała żywa,
Jak w liczbie pięciu polegli mocarze,
Niebieskich tarczy pięć malować każe.

54.  „Na tarczach znaczą srebrników trzydzieści,
Za które Zbawca świata był sprzedany:
Tak barwny pędzel wysila się k’cześci
Boga, co łaską swą wsparł Luzytany;
W krzyż ułożono tarcze — każda mieści
Po pięć srebrników; — cały zaś oddany
Będzie rachunek, gdy tarczę środkową
Raz przeliczywszy — przeliczysz na nowo.


55.  „W niedługim czasie po wielkiéj wygranéj
Znów król na czele swych zastępów śpieszy,
Zdobywa Syrję, która w swoje ściany
Przyjęła szczęty niedobitków rzeszy.
Pada Aronchez silnie warowany.
Po nim Skalabistr świetny, co się cieszy
Rozkosznym wdziękiem okolicznych ziemi
Skraplanych Tagu kryształy jasnemi.

56.  „Tak gród po grodzie, z zapasów w zapasy,
Wkrótce zwycięsca bierze Mafry mury,
Wnet po nich Cintrę słynną ze swéj krasy
Zdobiącą chłodne księżycowe góry;
Tu Najad grono, przerwawszy swe wczasy,
Kryje się w źródłach — przed miłością, któréj
Słodkie, zdradliwe ścigają je sieci
I grot, co w wodę sięga i żar nieci

57.  „I ty, Lizbono[21] zacna, co się sama
Nazywać możesz wszech grodów królową,
Wzniósł cię Ulises, który gród Pryama
Zdobył podstępem — mąż słynny wymową:
Tyś jest mórz panią, a jednak twa brama
Będzie rozbita ręką Alfonsową,
Gdy z Boreasza stron, z zimnéj północy
Silna mu flota przyjdzie ku pomocy.

58.  „Z nad brzegów Elby, z prowincji Nadreńskiéj,
Z chłodnéj Bretanji ziem — pobożne woje
Żądne miecz skąpać we krwi saraceńskiéj
Wiążąc się ślubem, idą na podboje.
Wchodzą w port Tagu, do armji zwycięskiéj
Króla Alfonsa łączą hufy swoje,
Alfons, co sławą wyrósł pod lazury
Pod Ulisesa prowadzi je mury.

59.  „Pięć razy księżyc skrywał się pobladły,
Pięć razy w pełni ukazał oblicze,
Nim bramy miasta zdobytego padły
Wieńcząc zwycięstwem trudy oblężnicze,
Rzeź była straszna, bój srogi, zajadły,
Śmierć wkoło gęste zbierała zdobycze,
Gdy raz ostatni starły się junaczo
Wściekłość zwycięsców z ginących rozpaczą.


60.  „W ten sposób, w końcu upadł ukorzony
Gród, co się kiedyś scytyjskiéj nawale
Oprzéć potrafił — gdy srogie zagony
Z ziem swoich zimnych, ów lud pchnął zuchwale
Na skrzydłach zwycięstw, grozą poprzedzony,
Aż po brzeg Ebru i Tagowe fale;
I aż po ziemię, kędy Betys płynie
Imię Wandalji dał całéj krainie.

61.  „A gdy Lizbonę zwalczył los ponury,
Gdy paść musiały jéj obronne wały,
Jakież-by jeszcze ustać mogły mury
Przeciw rycerzom tak rozgłośnéj chwały?
Padł gród Obidos, kraj Estremadury,
Alemquer, Torres, Vedras, gdzie kryształy
Wodne, płynące między głazów bryły
Szemrzą łagodnie i dają chłód miły.

62.  „I was, za Tagiem ziemie, w blizkiéj chwili,
Was słynne plony Cerery złotemi,
Nadludzka siła do jarzem nachyli,
Weźmie wam grody, weźmie plony ziemi.
O Maurze, jakże nadzieja cię myli,
Iż kraj ten będziesz orał pługi twemi;
W Alcacer, w Elwas, w Mourze Luzy władną,
Wszystkie twe mury, wszystkie twierdze padną.

63.  „Oto Ewora w wiekach starożytnych
Schron Sertorjusza, gdy bunt Romie głosi,
Gdzie zdala wiedzion, zdrój w falach błękitnych
Poi mieszkańców i pola ich rosi,
Kędy wodociąg na arkadach szczytnych
Na setkach łuków, szlachetnie się wznosi,
Ten gród wspaniały wpadnie w ręce wroga,
W ręce Giralda, co nie zna, co trwoga.

64.  „Podąża Alfons ku Bejów podbiciu,
Za szturm Trankozy, chce wziąć odwet krwawy.
Gardząc spoczynkiem, on krótkiemu życiu
Chce nadać trwałość wiekopomnéj sławy:
Nie długo miasto broni się zdobyciu;
Nastał dzień sądu, dzień strasznéj rozprawy,
Alfons w swym gniewie srodze się zapędził,
Cokolwiek żyło, nic miecz nie oszczędził. —


65.  „Natychmiast potém Cezimbrę zdobywa,
Z wód rybnych znaną — Palmella nie przeczy
Hołdu — tu gwiazda królewska szczęśliwa
Potężne Maurów zastępy niweczy:
Oto pan miasta na pomoc przybywa,
Prowadzi hufy ku szybkiéj odsieczy
I po gór stokach schodzi stopą śmiałą,
Nie świadom zgoła, co się z miastem stało.

66.  „Był to Badajoz król wyniosły, dumny,
Na czele czterech tysięcy konnicy,
Szły za nim mnogie piechoty kolumny,
Świecący zlotem dzielni wojownicy.
Lecz jak w zazdrości szale bezrozumnéj
W maju — rozognion przy swojéj samicy —
Skacze byk srogi i wściekłość go dzika
Na niebacznego pędzi podróżnika:

67.  „Tak król luzyjski spada niespodzianie
Na zaufane zastępy Maurowe;
Rąbie, morduje, sieje zamieszanie;
Sam Maur w ucieczce ocalając głowę
Pociąga wojsko — postrach pada na nie,
Biegą w nieładzie pod pociski nowe;
A tę wygraną tak ważną, doniosłą
Któż? — sześćdziesięciu rycerzy odniosło!

68.  „Król niestrudzony spoczynku nie znosi,
Z całego państwa hufy wojownicze
Zbiera — do zwycięstw z nim zwykłe — i głosi
Pochód po nowe laury i zdobycze.
I wkrótce skutek swych życzeń odnosi,
Badajoz ściśnion w szańce oblężnicze
Wzięty wysiłkiem gieniuszu i męstwa,
Jak wszystkie inne Alfonsa zwycięstwa.

69.  „Lecz Bóg Najwyższy, co zwykle odwleka
Karę na grzesznych w błędach zabłąkanych,
Czyli to może poprawy wciąż czeka,
Czy z innych przyczyn nam ludziom nieznanych
Co wciąż był z królem, by Niebios opieka
Śród niebezpieczeństw strzegła go doznanych;
Dzisiaj ją cofa — i wnet go dościga
Przekleństwo matki, która więzy dźwiga.


70.  „W mieście Badajoz wnet sam oblężony
Przez Leończyków, co chciwi łupieży
Wszystkie zwycięstwa chcą mu wydrzéć plony,
Twierdząc, iż kraj ten im słusznie należy.
Alfons w uporze, co drogo spłacony
Będzie porażką, jak zawsze zwykł, bieży,
Lecz ściśnion w bramie śród walki zaciętéj,
Strzaskawszy goleń, zwalczon — jeńcem wzięty.

71.  „O! Pompejuszu, nie złorzecz twéj doli,
Twym wielkim czynom zakończonym klęsk
Gdy z sprawiedliwéj Nemezydy woli
Cezar nad tobą wziął palmę zwycięską.
Znał cię Faz chłodny w twojéj aureoli;
Skwarna Syena znała moc twą męską,
Zastygły Wolarz[22], równik rozgorzały
Zarówno drżały na odgłos twéj chwały.

72.  „Złotém swém runem Kolchida wsławiona,
Można Arabja i Sarmacja sroga,
I Kapadocja i Judea ona,
Gdzie lud z miłością czcił jednego Boga,
I zniewieściała Syrja, — i plemiona
Dzikiéj Cylicji i Armenja błoga,
Kędy dwie rzeki źródły obfitemi
Z pod świętéj góry wytryskają z ziemi;

73.  „Od ziem kąpanych falą Atlantyku
Aż po kraj Scytów z Taurusem spiętrzonym,
Świat cię zwycięscą znał, o wojowniku!
Niedziw, iż w końcu raz ujrzał zwalczonym;
Patrz, dumny Alfons swych łupów bez liku
Wprzód zrzec się musiał, nim był wyzwolonym. —
Jeden padł wyrok w Niebios radzie jasnéj,
Ciebie teść złamał a jego zięć własny.

74.  „Lecz sądom bożym snać zadość się stało,
Bo gdy król wrócił a Maur ośmielony
Miasto Santarem obiegł swą nawałą,
Po próżnym szturmie odstąpić zmuszony.
To téż świętego Wincentego ciało,
Co jak męczennik oddawna był czczony,
Z świętego cyplu, nieszczędząc zachodu,
Przeniósł król Alfons do Ulissa grodu.


75.  „I prace swoje w młodsze ręce zdaje
Starzec — dzielnego przywołując syna,
Który natychmiast w transtagańskie kraje
Wiedzie wyprawę, z nim bitna drużyna. —
Sanchez w zapale, w męstwie nie ustaje,
Rączo w bój leci, gromi poganina,
I nurt, co objął w krąg Sewilli ściany,
Wnet został Maura krwią zafarbowany.

76.  „Nie spocznie młodzian, ani złoży zbroi
Po tém zwycięstwie, zanim poraz wtóry
W krwi barbarzyńców miecza nie napoi
Oblegających twarde Bejów mury. —
Szczęśliwy książę niedługo tu stoi,
Jego życzeniom dano skutek z góry;
Lecz Maur rozbity nadziei nie traci,
Iż swą porażkę krwawą zemstą spłaci.

77.  „Już Atlas[23], co go — by Nieba ramiony
Wsparł — w głaz Meduzy zmienił wzrok złowrogi,
Tangier, gdzie Antej[24] jako król był czczony
I Ampeluzy[25] cypl śle naród mnogi.
I kraj Abyli nie jest wyłączony:
Wszędzie chrzęst broni, lud staje na nogi,
Trąb maurytańskieh dźwięk chrapliwy, gruby,
Wstrząsł dawne państwo szlachetnego Juby[26].

78.  „Mir-almuminin sam wiedzie swe szyki;
Trzynastu królów doznanéj odwagi
Między swojemi liczy wojowniki
Podległych berłu cesarskiéj powagi:
Już w Portugalji szerząc popłoch dziki,
I kraj bezbronny niszcząc nakształt plagi,
Mknie pod Santarem w murach ścisnąć księcia,
Lecz drogo spłaci śmiałość przedsięwzięcia. —

79.  „Maur rozwścieklony nie szczędzi oręża
Po raz tysiączny szturm wiodąc na ściany;
Lecz próżno kusze straszliwe natęża,
Próżne podkopy — grzmotliwe tarany:
Bo jak przystało na dzielnego męża,
Syn Alfonsowy wciąż trwa niezachwiany;
Męstwem, bacznością przemagając wrogi
Na wszystkich punktach daje odpór srogi. —


80.  „Po długich trudach, dźwigając lat brzemię
W mieście Coimbrze spoczywał król stary,
Kędy Mondego w zieleń stroi ziemię
Łąk okolicznych zraszając obszary,
Gdy wieść dolata, że syn w Santaremie
Ścieśniony srodze walczy z wrogiem wiary. —
Porwał się starzec — rzuca swe komnaty,
Znać dawny zapał nie przygasł w nim z laty.

81.  „Zwoławszy męże w bojach posiwiałe,
K’ obronie syna leci niewstrzymany;
Luzyjskie męstwo bierze zwykłą chwałę,
W dwa ognie wzięty wróg — wnet pokonany. —
Zdobyczą pole zasłało się całe:
Tu drogie płaszcze, tam barwne turbany,
Konie i zbroje, stosy drogich łupów,
I jak wzrok sięgnie — pełno krwi i trupów.

82.  „Garść pozostałych dłużéj nie odwleka,
Rzuca kraj Luzów i wraca do domu:
Mir-almuminin tylko nie ucieka,
Śmierć mu ucieczki oszczędziła sromu. —
Hymnem dziękczynnym brzmi przestrzeń daleka,
Luz wielbi Pana na polach pogromu:
Boć ten bój dziwny wykazał widocznie,
Że Bóg zwycięża a nie ludzkie włócznie. —

83.  „Gdy tak okryty laury zwycięskiemi
Stary król Alfons stał u szczytu chwały,
Przyszedł kres zwykły wszystkich dzieci ziemi,
Wiek i bezsilność zgniotły go, złamały:
I blada niemoc rękami chłodnemi
Dotknęła ciała powłoki zwątlałéj;
I wedle losu, jaki wszystkich czeka,
Wypłacił śmierci smutny dług człowieka.

84.  „Wzniosłe przylądki płakały go rzewnie[27],
I rzeki nagle wezbrały swe fale,
W szerokie pola toczą wały gniewnie,
Lejąc w nie łzy swe, szemrząc ciche żale. —
Lecz stokroć szerzéj rozbrzmią w świecie pewnie
Czyny królewskie w bohaterskiéj chwale.
„Alfonsie“! woła państwo skargą trwożną
Wtórzą mu echa — niestety — napróżno!


85.  „Dzielny młodzieniec Sanchez spadkobierca
Za życia Ojca już go naśladował,
Dając dowody rycerskiego serca,
Kiedy krwią wroga Betys zafarbował;
I barbarzyński poznał go wydzierca,
Król Andaluzyi, którego zwojował,
I wyzwalając Beja z oblężenia
Dowiódł dzielności swojego ramienia. —

86.  „Ledwo lat parę na tronie mu zbiegło,
Gdy powziął zamiar, by w chwili niedługiéj
Zdobyć gród Sylwy wraz z ziemią przyległą
Barbarzyńskiemi uprawianą pługi:
Dzielni mu męże dali pomoc biegłą,
Giermańska flota niosła swe usługi,
Płynąca zdala w szlachetnéj nadziei
Na odzyskanie straconéj Judei. —

87.  „Właśnie z pomocą śpieszył w czasy one
Fryderyk Rudy, co swe wojowniki
W potężne hufy zebrał na obronę
Grodu, gdzie Chrystus cierpiał za grzeszniki;
Wówczas to Gwido pragnieniém znużone
Saladynowi poddał swoje szyki:
Straszna konieczność k’ tému go przywiodła,
Maur w mocy swojéj trzymał wszystkie źródła. —

88.  „Przeciwnym wiatrem w te strony zagnany
Fryderyk, — widząc, iż król Sanchez zbrojny
Do walki staje — szedł z nim na pogany,
Licząc tę walkę między święte wojny;
I jak przed laty waleczne Giermany
Wiódł na Lizbonę król Alfons dostojny,
Tak syn z pomocą ich siły orężnéj
Zdobywa Sylwę, zwalcza jéj lud mężny.

89.  „Niesyty zwycięstw Sanchez daléj sięga,
Pogromca Maurów wyciąga prawicę
W kraje Leonu, którego potęga
Niepokoiła luzyjskie granice:
Pyszny gród Tui do jarzma zaprzęga
I z nim sąsiednie grody i ziemice
Miecz twój, o panie, dzielny w każdéj porze,
Umiał i podbić i trzymać w pokorze —


90.  „Lecz palm zwycięskich, wawrzynów korony
Śmierć zapalczywa nie miała na względzie,
Dziedzicem Sancha syn powszechnie czczony,
Alfons to Drugi — trzeci w królów rzędzie. —
Przezeń Alcacer k’ państwu przyłączony
I luzytańskim już na wieki będzie;
Nieraz Maur srogi gościł w nim zwycięsko,
Dziś swe tryumfy ciężką spłacił klęską.

91.  „Umarł król Alfons, po nim Sanchez Drugi
Otrzymał spadek — gnuśny niedołęga.
Co na pochlebce zdał rządy, na sługi,
Sam im podlega i wszystko rozprzęga.
Toż za ich winy traci w czas niedługi
Władzę, po którą inna ręka sięga;
Po cóż się dawał rządzić tak niegodnie?
Po co bezkarnie puszczał innych zbrodnie?

92.  „Nie był król Sanchez w instynktach wyrodny,
Ni go rozpusty chuć potworna bodzie,
Wzorem Nerona, co to kazirodny
Związek z swą matką zawarł wbrew przyrodzie;
Nie dręczył ludzi przez kaprys niegodny,
Pożóg w rodzinnym nie rozniecał grodzie;
Heliogabala nie plamią go szały,
Jak Sardanapal nie był zniewieściały.

93.  „Nie był tyranem nad własnym narodem,
Jak ci, co gnietli sycylijskie kraje,
Lub jak Falarys, co z wielkim zachodem
Nadludzkich tortur wymyślał rodzaje:
Nie, lecz lud dumny nawykł, by mu przodem
Chadzali męże, którym cześć oddaje,
Kornie czci króla, ale — w bohaterze,
Lub gdy mądrością prym śród mędrców bierze. —

94.  „Hrabia Bolonii do rządów wezwany,
W króla a potém we własném imieniu,
Gdy spoczynkowi gnuśnemu oddany
Brat jego, Sanchez, zmarł w odosobnieniu.
Alfons to Trzeci, walecznym nazwany,
Co ukoiwszy kraj — o rozszerzeniu
Granic jął myśleć; — obręb ich za mały
Dla dzielnéj ręki, dla duszy wspaniałéj. —


95.  „Ziem algarbijskich część znaczną odbija,
Będących żony posażnym udziałem,
I hufy Maurów, którym Mars nie sprzyja,
Goni orężem i trudem niemałym.
Moc sztukę, dzielność niezmiernie rozwija,
By Luz nad krajem zapanował całym,
By kres położyć uciskom narodu
W ziemiach należnych dzieciom z Luza rodu.

96.  „Syn, Dyonizy, swojemi przymioty
Krwi Alfonsowéj nie skłamał szlachetnéj;
A chwała jego światła i szczodroty
Czas Aleksandra przyćmiewała świetny:
Zeszedł na ziemię boży pokój złoty
I kraj po walce zakwitł wieloletnéj,
I mądre prawa z zacnym obyczajem
Nad odrodzonym zaświeciły krajem. —

97.  „Najprzód w Coimbrze zatlił się świt blady,
Zeszły Minerwy dzielne pracowniki;
Wnet potém Muzy przybiegły w też ślady,
Na brzeg Mendego, na bujne trawniki. —
I jak w Atenach za czasów Hellady
Gród rósł w naukę i sztuki pomniki,
I sam Feb dzielił między ulubieńce
Korony złote i laurowe wieńce. —

98.  „Zburzone miasta zakwitły budową,
Potężne twierdze i zamki obronne;
Jakby kraj cały król dźwignął na nowo,
Piętrzą się mury i gmachy przestronne. —
A gdy w starości długą nić życiową
Przecięły Parki k’ litości nie skłonne,
Został syn — ojcu za mało uległy,
Lecz pełen męstwa i w rządzeniu biegły.

99.  „Król Alfons Czwarty zaraz Kastylczyków
Nieznośnéj pysze przytarł harde rogi,
Aby nie śmieli dzielnych przeciwników
Lekceważeniem podbijać pod nogi:
Lecz kiedy zgraje Maurów najezdników
W pól hesperyjskich runęły rozłogi
I zagroziły kastylijskiéj ziemi,
Dumny król Alfons wsparł ją hufy swemi. —


100.  „Semiramida nigdy hufów tyle
W polach Hidaspu[28] przed swojém obliczem
Nie oglądała; srogiego Attylę,
Postrach Italii, co się bożym biczem
Sam zwał — w tak strasznéj nie widziano sile,
Jak dziś Saracen mrowiem nąjezdniczem
Z państwa Granady i z ziemi Maroko
W pola Tartezji rozlał się szeroko.

101.  „Zadrżał szlachetny Kastylji król trwogą
Przed tą potęgą — nie o siebie trwożny,
Lecz że Hiszpanie po raz drugi mogą
Pójść w jarzmo, uledz nawale bezbożnéj;
Więc śle w poselstwie małżonkę swą drogą
Błagać luzyjskiéj pomocy przemożnéj;
Wspaniała córa Portugalii króla
Losem się państwa i męża rozczula. —

102.  „Pośpiesznie staje prześliczna Maryja
W ojcowskim dworcu, w naddziadów stolicy;
Śliczna, lecz radość z lic jéj nie przebija,
Łzy przyćmiewają promienność źrenicy:
Włos rozpuszczony w pierścienie się zwija
Po śnieżnych barkach młodéj krasawicy,
A powitana radośnie i tkliwie
Tak ojcu z płaczem żali się rzewliwie:

103.  „„Wszystkie narody, jakie mieści w sobie
Afryka cała, dzikie, bitne zgraje,
Wielki Maroku król wiedzie w téj dobie,
Aby hiszpańskie zawojować kraje:
Ani widziano na tym ziemskim globie,
Odkąd mu słone morze kąpiel daje,
Takiéj potęgi, wściekłości i siły,
Co trwoży żywych i wstrząsa mogiły. —

104.  „„A ten, którego dałeś mi za męża,
Poszedł zasłaniać ziemię zagrożoną,
Z nielicznym hufem siły swe natęża
Na ciosy Maura odsłaniając łono;
Gdy go nie wesprze moc twego oręża,
Ujrzysz mię, Ojcze, państwa pozbawioną;
Ujrzysz, jak straszna czeka na mię kolej,
Wdowę bez męża, bez tronu, bez doli. —


105.  „„Ty, coś postrachem jedynie imienia
Wartkie Moluki[29] nurty ścinał chłodem,
Powstań, mój Ojcze, śpiesz bez opóźnienia,
Zmiłuj nad nędznym KastyIji narodem. —
Jeśli ta radość, coć twarz rozpromienia,
Uczuć ojcowskich jest wiernym dowodem,
Leć! — bo gdy prędko twoi nie wspomogą
Może już wspomódz nie będziesz miał kogo...““

106.  „Tak błagająca Marya lękliwa
Podobną była smutnéj Afrodycie,
Gdy za swym synem łaski ojca wzywa,
By śród mórz szczędził Eneasza życie;
Wzruszyła ojca Zeusa prośba tkliwa:
Puścił grot z ręki, wstrzymał gromobicie,
Spełnił łaskawie córy prośbę całą,
Jeszcze zmartwiony, iż prosi zbyt mało.

107.  „Lecz już bufami uzbrojeni męże
Okryli tłumnie równiny Ewory;
Lśnią w ogniach słońca zbroje i oręże,
Koń z pod czapraka rży ku walce skoréj:
Dźwięk trąb donośnych gdziekolwiek dosięże
Rozbudza męstwo śpiące zwykłéj pory,
Miesza się z chrzęstem broni — i odbity
W tysiącznych echach wstrząsa górskie Szczyty.

108.  „Pomiędzy wszystkie pany i rycerze,
Poprzedzon królów chorągwią bojową,
Dzielny król Alfons przodkowanie bierze.
Bo i tłum cały przenosi swą głową,
I blaskiem oka ożywia szermierze,
W najbojaźliwszych tchnąc odwagą nową:
Tak do Kastylji wkracza z armją liczną
Razem z królową jéj, z swą córą śliczną.

109.  „Łączą się w końcu obaj Alfonsowie
W polach Tarify — a przed niemi wrogi;
Hord barbarzyńskich nieprzejrzane mrowie
Pokryło góry i równin rozłogi. —
Nie było śród was, o mężni Luzowie,
Śmiałka, co wówczas nie zadrżałby z trwogi,
Gdyby nie pewność, iż w tak świętéj walce
Sam Zbawca walczy za swe wierne chwalce. —


110.  „Prawnuk Agary wita pośmiewiskiem
Zastęp chrześćjański tak nieliczny, slaby;
Naprzód wygranéj rozporządza zyskiem,
Ziemię, jak własną, tnie między swe draby;
I kłamnie obcém pyszni się nazwiskiem
Saracenami zwąc się jak Araby;
On, Maur koczownik, syn nagiéj pustyni,
Tych ziem szlachetnych już się panem czyni!

111.  „Jak ów barczysty olbrzym, co przed laty
Stał się postrachem Saulowych szyków,
Widząc pastuszka, który miast bogatéj
Zbroi — niósł procę i kilka kamyków,
Szydził z słabości i z ubogiéj szaty,
Nie szczędził zniewag i wzgardliwych krzyków,
Lecz szczękła proca i w czoło go sięga,
Zwycięża wiara nie ludzka potęga:

112.  „Tak Maur przewrotny lekceważy sobie
Chrześćjan siły, nieświadom, iż ramię
Wiernych moc wyższa wzmacnia w każdéj próbie,
Moc, co piekielnéj giąć się każe bramie:
Ona chrześćjańskie krzepi armje obie,
Przez nią Kastylczyk Marokany łamie,
A Luz wsławiony w wszelkich walk zakresie
Wojskom Granady postrach i śmierć niesie. —

113.  „Już po puklerzach zatętniały ciosy
Szpad i dzirytów, zawrzał bój zacięty —
I — wedle wiary — słychać hasł odgłosy:
Ci grzmią: Mahomet! inni — Jakób święty![30]
Jęki ranionych lecą pod Niebiosy
I jak jezioro płyną krwawe męty,
Gdzie grzęznąc giną pośród trupich stosów
Ci, co zdołali ujść z pod miecza ciosów. —

114.  „Wysiłkiem męstwa Luz śród Grenadczyków
W niedługiéj chwili srogie sprawił siecze,
Złamana cała potęga ich szyków,
Już rozproszone lub poszły pod miecze.
Luzom zamało zwalczyć przeciwników,
Załatwy tryumf — zapał znów ich wlecze
Na pomoc dzielnym rycerzom Kastylji,
Co jeszcze z syny Maroku walczyli.


115.  „Już się dzień skwarny miał ku zachodowi,
K’ dworcom Tetydy zwrócił się wóz słońca,
Blednąc i dając drogę Wesperowi;
Już dzień ów wielki zbliżał się do końca,
Gdy przełamała moc pohańczych mrowi
Królów chrześćjańskich potęga krusząca:
A takiéj rzezi, wiktorji tak sławnéj
Świat nie oglądał późniejszy ni dawny. —

116.  „Mniéj we trzy razy Cymbrów wyciął w boju
Miecz Marjusza, kiedy w dniu wygranéj
Kazał znużonym po bojowym znoju
Legjom — pić z rzeki krwią wroga rumianéj:
Mniejsząś rzeź sprawił, ty Kartagi woju,
(Coś z dziecka przysiągł pomstę na Rzymiany)
W dzień, kiedy Romy synowie zwalczeni
Dali-ć z rąk martwych trzy beczki pierścieni.

117.  „A jeśli tyle dusz z krwawego plonu
Poszło w otchłanie krainy piekielnéj,
Gdy lud zacięty starego zakonu
Musiał gród poddać po walce śmiertelnéj,
Boży to dopust zgniótł mury Syonu,
Nie twoje ramię, o Tytusie dzielny!
Tyś spełnił tylko dawnych proroctw słowo,
Stwierdzone smutną wróżbą Chrystusową.

118.  „Kiedy tak trymf zwieńczył mężne chęci,
Wraca król Alfons — pierś jego spragniona
Cieszyć się chwałą, którą lud mu święci
I co tak ciężkim znojem wysłużona;
Lecz cios nań czekał — cios godny pamięci,
Wróżki, co grobom wydziera imiona,
I dziś mi wskrzesi tę, któréj spiknione
Losy — wprzód dały śmierć — potém koronę. —[31]

119.  „Tyś to był sprawcą, o srogi Kupidzie,
Jéj ciężkiéj doli, tyś sam jéj morderca!
Czy kto twój czciciel, czy cię ma w ohydzie
Wszystkich twój pocisk rani lub uśmierca.
Niepróżno zdawna wieść o tobie idzie,
Że łzy nie gaszą żądz twojego serca,
Bo zawsze pragniesz, sroższy nad tyrany,
Widziéć twój ołtarz w krwi ludzkiéj skąpany. —


120.  piękna Inez, cicho i samotnie
Śród uciech biegły słodkie dni twéj wiosny,
Śród błogich ułud, co mkną tak przelotnie,
Bo im trwałości skąpi los zazdrosny;
Brzegi Mondego zraszały stokrotnie
Łzy pięknych oczu w tęsknicy miłosnéj,
Uczyłaś góry i każde ustronie
Powtarzać imię wyryte w twém łonie.

121.  „Twojego księcia miłość nie mniéj tkliwa,
Zapadł mu w serce twój obraz uroczy;
Przed okiem duszy stoisz mu jak żywa
Ilekroć znikniesz przed ziemskiemi oczy;
Nocą w snów złudach przy tobie przebywa,
W dzień każdą myślą z tobą się jednoczy;
Cokolwiek słyszy, gdzie jest, w każdéj dobie
Marzy o szczęściu, bo marzy o tobie.

122.  „Odtrąca świetne związki, ślubne łoże,
Wszelkie powaby dziś dlań obojętne;
Czysta miłości, gdy nas liczko hoże
Podbije — już nam wszystko inne wstrętne.
Nie długo taka miłość skryć się może,
Doszły do ojca szemrania niechętne
Ludu — i stary król potępia srodze
Syna, co puścił namiętności wodze;

123.  „Więc chcąc go wyrwać, zniszczyć ponęt czary,
Na biédną Inez daje wyrok w gniewie,
Sądząc, iż we krwi nieszczęsnéj ofiary
Zbyt stałych ogni ugasi zarzewie.
Snadź wściekły gniew był — jeśli miecz swój stary,
Co hordy dziczy w nąjezdczym zalewie
Na ostrzu trzymał — ów miecz sławny w świecie,
Przeciw bezbronnéj dał podnieść kobiecie. —

124.  „Wnet ją powlekła oprawcy dłoń dzika
Przed króla — ten się już wzruszać poczyna;
Lecz lud wzburzony przeciw niéj wykrzyka,
O śmieć nieszczęsnéj w głos się dopomina. —
A ona głosem, co w serce przenika,
Skarży się rzewnie i losy przeklina,
Nie zgoném własnym strwożona tak srodze,
Lecz żal kochanka, żal dziatwy niebodze. —


125.  „Już ku kopule Niebios kryształowéj
Podniosła oczy łzą bólu zalane;
Oczy — bo ręce twardemi okowy
Przez dzikich katów już były skowane:
Potém na dziatek zwróciła je głowy,
Na dziatki drobne a tak ukochane,
Nad ich sieroctwem sercem matki biada
I do srogiego tak przemówi dziada:

126.  „„Jeżeli zwierząt, które w puszcz gęstwinie
Instynkt dzikości z przyrody dziedziczą,
I ptaków, które w powietrznéj krainie
Żywią się krwawéj łupieży zdobyczą,
Widziano nieraz litość ku dziecinie,
Jeśli zwierzęta opieki użyczą,
Jak mamy przykład na Ninusa matce,
Jak przyszli Romy świadczą nam zakładce:

127.  „„Ty, coś człowiekiem i z uczuć i z ciała
(Gdy tak zwać można kobiety mordercę,
Któréj grzech cały, że zniewolić śmiała
Tego, kto ujął i podbił jéj serce),
Niech widok piskląt tych na cię podziała,
Życia nieszczęsnych nie miéj w poniewierce:
Litości dla nich! niech cię litość wzruszy,
Gdy nie zmiękczyła niewinność méj duszy.

128.  „„Jeśli zwycięsko hord wrogich zapędy
Ogniém i mieczem dłoń twoja zwalczyła,
Umiéj okazać niewinności względy,
Bom na tak straszną śmierć nie zasłużyła:
A gdy tak wielkie w twoich oczach błędy,
Skarż mię wygnaniem wieczném, każ, bym żyła
W Scytji chłodnéj, lub w skwarnéj krainie
Libji — niech życie me w łzach wiecznych płynie.

129.  „„Wpośród lwów dzikich, tygrysów okrutnych
Ślij mię, o panie; a może się zbudzi
W zwierzętach litość dla mych losów smutnych,
Jakiéj daremnie szukałam u ludu:
Tam z mą miłością o dniach niepowrotnych
Marząc żyć będę, a ból mój ostudzi
Widok tych dziatek, ojca obraz żywy,
Słodka pociecha matce nieszczęśliwéj.““


130.  „Już w sercu króla dobroć górę bierze,
Wzrusza się skargą i tkliwemi słowy,
Lecz opór ludu i los — w jednéj mierze
Nieubłagane — żądają jéj głowy. —
Dobyli z pochew ostrych szpad rycerze,
Króla gniewnemi podniecają mowy.
Hańba wam, hańba, żądni mordu męże,
We krwi piękności hartować oręże! —

131.  „Jak gdy skazanéj przez Achila cienie
Królewskiéj córze trojańskiéj dzieweczce
Pirrus zagroził śmiercią Poliksenie,
Zgrzybiałéj matki jedynéj ucieczce:
Ona zwracała swe jasne swojrzenie,
(Podobna kornéj, cierpliwéj owieczce),
Ku oszalałéj z bólu swéj macierzy,
Czekając cicha, nim nóż w pierś uderzy:

132.  „Taką się zdała Inez pod ciosami:
Alabastrowe prześliczne jéj łono,
To dzieło wdzięków, już krwi struga plami,
I skroń, co będzie zwieńczona koroną,
I białe lilje zroszone jéj łzami
I ostre szpady siepaczy w krwi toną,
A oni wściekli, w dzikości nadmiarze,
Nie patrzą w przyszłość, nie pomną o karze.

133.  „O słońce, któreś niegdy odmówiło
Krwawéj Tyesta[32] uczcie twych promieni,
Jakżeś się ciemną chmurą nie okryło
Przy téj posępnéj i okropnéj scenic?
I wy doliny, w których się odbiło
Jéj ust stygnących ostatnie westchnienie,
Imie Don Pedro w ostatnim wykrzyku
Wyście rozniosły w swych echach bez liku!

134.  „I jako świeża wiosenna stokrotka
Ledwo rozkwitła, pełna barw i woni,
Gdy się z dziewczęciem niecierpliwem spotka,
Które ją uszczknie na wieniec swych skroni,
Wnet więdną listki, ulata woń słodka:
Podobną była zmarła Inez do niéj,
Zblakły lic róże, szkarłat ust korali,
Barwy wraz z życiem zagasły w krwi fali.


135.  „I długo Nimfy Mondego płakały
Po pięknéj zmarłej w żałości głębokiéj,
Aż zamieniły w źródlane kryształy
K’ wiecznéj pamięci te łez swych potoki,
A strugę „źródłem miłości“ nazwały:
I dziś wędrowiec, gdy doń zwróci kroki,
Ujrzy, jak rosząc kwiaty po dolinie,
„Źródło miłości“ z łez powstałe płynie.

136.  „Nie długo z pomstą za śmierć ukochanéj
Zwlekał Don Pedro; — ledwo siadł na tronie
Wnet za zbiegami, zemstą podżegany,
Aż ku Kastylji rozesłał pogonie.
Tu, drugi Pedro, Okrutnym przezwany,
Dościgł ich, pojmał i zdał w mściwe dłonie;
Dwaj władcę paktem związali się krwawym
Jak ongi Marek i Lepid z Oktawem. —

137.  „Bezwzględnie Pedro karcił ludzkie zbrodnie,
Mord, cudzołóstwo i podstęp wszelaki:
Może stwardniawszy sam zranion niegodnie
Szukał pociechy pociechy w surowości takiéj?
Lecz pod nim grody wytchnęły swobodnie,
Pysznym ciemięscom umiał dać się w znaki,
Częściéj złoczyńcom z karków strącał głowy,
Niż błędny Alcyd[33], niż Tezej surowy.

138.  „Twardy hart ojca przez wybryk przyrody
Nie zdołał w słabym odrodzić się synie!
Gnuśny, niedbały Don Fernando młody
Zwolna rozprzęga ład w całéj krainie:
Kastylczyk niszczy i sioła i grody,
Zda się kraj przyszedł k’ ostatniéj ruinie;
Znikąd obrony — bezrząd i bezprawia.
Tak słabość króla lud hartu pozbawia.

139.  „Czy to był dopust boży na grzesznika
Za Leonory mężowi wydarcie[34],
Którą, gdy żądza owładła nim dzika,
Śmiał król zaślubić i żyć z nią otwarcie?
Czy że występek, gdy do serca wnika,
To już do zguby ciągnie nieprzeparcie?
Zmiękcza, osłabia — aż w przepaść upadnie
Każdy, kim nizka namiętność owładnie?


140.  „A pomsta niebios dziś czy jutro przydzie,
Nigdy bezkarną nie zostanie wina,
Świadkiem Helena porwana Atrydzie,
Skon Apjusza, wygnanie Tarkwina:
Za coś osądzon, ty święty Dawidzie?
Za co zginęło plemię Benjamina?
Za Sarę Faraon ukarany srodze;
Za Dynę — Sychem stanęło w pożodze.

141.  „Duszę z najtwardszéj ukowaną stali
Musi osłabić namiętność nieprawa:
Świadkiem Alkmeny syn u stóp Omfali,
Świadkiem przyćmiona Antoniusza sława,
Gdy miłość złożył na dziejowéj szali;
Świadkiem chybiona Annibala sprawa:
Z pod Kann zwycięsca, mąż dzielnéj prawicy
Zgnuśniał w objęciach podłéj niewolnicy.

142.  „Lecz któż z nas może ominąć te sidła
Kiedy je miłość zdradliwa roztoczy
Na lic różanych cudne malowidła,
Łon alabastry i złoto warkoczy?
Stokroć mniéj groźne piekielne straszydła,
Co przerażały śmiertelników oczy:
Widok Meduzy serca zmieniał w skały,
Piękność zażega żądz wrzących upały.

143.  Któż z nas się oprze czarowi wejrzenia,
Słodkiéj twarzyczce, powabom anioła,
Gdy cała dusza nagle się przemienia
I wielkim głosem o uczucie woła?
Ktokolwiek doznał tego upojenia,
Dla Don Fernanda srogim być nie zdoła:
Ilekroć zechcą potępić go sędzie,
Niech wielka miłość wymówką mu będzie“.






Przypisy

  1. Apollo pod imieniem Peana był czczony jako Bóg lekarzy i sztuki lekarskiej. Orfeusz był jego synem urodzonym z Kaliopy muzy bohaterskich pieśni.
  2. „Co z gór Ryfejskich wycieka podnóża“. — Według podań greckich góry na północy Europy, za któremi leżał szczęśliwy kraj Hiperborejów.
  3. Zatoka Meotyjska — morze Azowskie.
  4. „Góry Hiperborejskie — góry leżące na północ Europy.
  5. Tanais — Don.
  6. „Hercyńskie stoki — Hercyński las — Hercinia silva — tak zwano niegdyś góry porosłe lasem lezące w Giermanii.
  7. Istr — Dunaj.
  8. Aksus — dziś Vardari — rzeka wpadająca do zatoki Salonickiéj.
  9. Gród Antenora — Padwa.
  10. Pirene — córka Bebryksa, króla téj części Hiszpanii, która graniczy z Francyą, była uwiedzioną przez Herkulesa. Uciekając przed gniewem ojcowskim schroniła się w góry i została tam pożartą przez dzikie zwierzęta. Herkules pochował jéj szczątki na górze. Stąd nazwa gór Pirenejskich. Kosztowne miny w nich zawarte dały początek podaniu, iż złoto i srebro płynęło z nich potokami. Dyodor Sycylijski pojął to dosłownie i utrzymuje, że gdy pewnego razu pastuszkowie zapuścili ogień w ogromne lasy pokrywające góry, metale ukryte w łonie ziemi, stopiły się i wytrysły potokami na powierzchnię.
  11. Partenopa — Syrena, która z rozpaczy, iż nie może czarem swego głosu zatrzymać Ulisesa — śmierć sobie zadała. Mieszkańcy nadbrzeżni pochowali ją i miastu wzniesionemu w tém miejscu nadali jéj imię: Dziś — to Neapol.
  12. Luz — Luzus — postać bajeczna, syn czy téż towarzysz Bachusa; od niego mają pochodzić Luzytanie.
  13. Wiryat.
  14. Długi czas historycy sprzeczali się o pochodzenie hrabiego Henryka. Kronika królów portugalskich pisana przez Galvâo, za którą poszedł Camoens, czyni go synem króla węgierskiego niewymienionego z imienia. Niektórzy uczeni sądzili, iż był nim Stefan I-szy. Inni twierdzili, iż Henryk pochodził z domu Lotaryńskiego, Camoens w pieśni 8-méj wspomina o tém podaniu. Wszystkie te zdania upadły wobec rękopismu, który Piotr Pilhon znalazł w opactwie Fleury i wydał we Frankfurcie. Manuskrypt ten dowodzi, iż królowie portugalscy pochodzą w linii prostéj z domu francuskiego. Robert ś., syn Hugona Capet’a, miał“ dwóch synów: Henryka I króla francuskiegoi Roberta księcia Burgundyi. Hrabia Henryk portugalski, zięć Alfonsa VI-go, był wnukiem Roberta księcia Burgundyi a prawnukiem Roberta świetego.
  15. Progne — Tereasz, książę Tracki, zbezcześcił Filomelę, siostrę żony swojéj Progny, i uciął nieszczęśliwéj język; żona przez zemstę zabiła własnego syna, Itysa, i dała go ojcu do zjedzenia.
  16. Medea — żona Jazona, opuszczona przez niego dla innej, zgubiła czarami swą rywalkę i zabiła własne, z Jazona urodzone, dzieci.
  17. Scylla — córka Nizusa, króla Megary, — zakochana w Minosie, obcięła ojcu włos, od którego zależał los miasta i życie królewskie.
  18. Peryl — wynalazł dla przypodobania się królowi Agrygentu Falarysowi maszynę w kształcie wołu dla pieczenia w niéj żywcem ludzi, i sam w niéj pierwszy spalony został.
  19. Sinnis — zamieszkały na międzymorzu korynckiém — zabijał podróżnych, przywiązując ich do drzew zgiętych, które następnie puszczane rozrywały ciała na sztuki. Zabił go Tezeusz.
  20. Termodon — dziś Termeh — wpadał do Euksynu pod Temiscyrą. Nad tą rzeką podanie umieszcza kraj Amazonek.
  21. Stara legenda luzyjska czyni Ulisesa założycielem Lizbony, zwanej niegdyś Ulissipo.
  22. Wolarz — (Bootes) — jedna z północnych konstelacyj niedaleko wielkiéj Niedźwiedzicy położona.
  23. Atlas — Tytan — syn Japeta i Klimeny, zą karę, iż brał udział w szturmie Tytanów do Olimpu, musiał dźwigać sklepienie niebieskie.
  24. Anteusz — syn Neptuna i ziemi — uczynił ślub wzniesienia świątyni z czaszek ludzkich. Herkules walczył z nim i nieraz zwalał na ziemię, lecz olbrzym, dotknąwszy swéj matki-ziemi, zawsze odzyskiwał siły. W końcu Herkules podniósł go w powietrze i zdławił.
  25. Ampeluza — dziś Spartel — przylądek między Tangierem i Ceuta.
  26. Juba II otrzymał od Augusta obie Maurytanie i część Getulii. Pod nazwą jego państwa Camoens rozumie tu Maurów Afryki północnéj (Lamarre).
  27. W chwili śmierci Alfonsa kraj został nawiedzony klęską ogólnej powodzi: górskie potoki wylały się na doliny, rzeki zaś i rzeczułki wyszły ze swych brzegów.
  28. Hidaspes — rzeka Dżelam w Pendżabie.
  29. Moluka — rzeka w Maurytanii wypływająca z gór Atlasu.
  30. „Święty Jakób z Compostelli!” — okrzyk wojenny Hiszpanów.
  31. Inez de Castro, — dama dworu Konstancyi, żony następcy tronu, Don-Pedra, obudziła w sercu tego księcia gwałtowną miłość; odkrycie téj miłości przyprawiło, jak mówią, o śmierć wielce do niego przywiązaną małżonkę. Naród oburzył się przeciwko Inezie, zwłaszcza że wobec oznak szacunku i przywiązania, jakie jej okazywał młody książę, nie można było wątpić, iż po śmierci Alfonsa zasiądzie ona obok Don Pedra na tronie portugalskim. Obawiano się, ażeby dzieci Inezy nie otrzymały w sercu ojcowskiém pierwszeństwa przed synem Konstancyi. Król Alfons, podniecany przez wrogów rodziny Castro, udał się z kilku zbrojnemi do Montemor – o velho, gdzie mieszkała Inez, wybierając porę, kiedy Don Pedro był na polowaniu. Widok trojga dziatek i błagania Inezy, rozczuliły króla do tego stopnia, iż wyszedł, nie wydawszy wyroku śmierci, lecz wówczas towarzyszący mu panowie zaczęli podburzać go nanowo; w końcu udali się sami do zamku i zamordowali biedną ofiarę. Rozżalony Don-Pedro zbuntował się przeciw ojcu, ogniem i mieczem spustoszył posiadłości morderców; po długich dopiéro zabiegach duchowieństwo i królowa Beatryks zdołali doprowadzić do zgody ojca z synem. Po śmierci Alfonsa Don-Pedro pojmał swych wrogów, których muwydał Piotr Okrutny, król Kastylii, dokąd się w obawie zemsty schronili, i kazał stracić w mękach. Następnie, wydobyte z grobu ciało Inezy przybrano w koronę i szaty królewskie, usadzono na tronie, ogłoszono, że była ślubną małżonką królewską, a potém z niezmiernym przepychem pochowano w Alcobazo, gdzie Don Pedro grób dla siebie obok niej przygotować kazał. Panowie dworu przy téj dziwnéj koronacyi ręce zmarłej całować musieli.
  32. Tyestes — syn Pelopsa, brat Atreusza, zamordował wespół z Atreuszem brata przyrodniego Chryzypa, poczém obaj uciekli do Erysteusza, skąd Thyestes za związek z żoną Atreusza, z którego miał dwóch synów, wygnany został. Mściwy Atreusz, pogodziwszy się pozornie z bratem, zaprosił go na ucztę i uczęstował mięsem własnych jego synów, których w tym celu zabił. Powiadano, iż słońce miało zmienić bieg swój na widok tak czarnéj zbrodni.
  33. Herakles był synem Zeusa i Alkmeny, żony króla Amfitryona, syna Alceusza, dlatego zwano Heraklesa Alcydesem.
  34. Fernand (1367—1383) popierając swe prawa do Kastylii, jako wnuk Don Sancheza, rozpoczął nieszczęśliwą wojnę z Henrykiem Transtamare. Papież Grzegorz XI wdał się w tę sprawę i doprowadził do podpisania traktatu w Eworze 1371 r. Kroki nieprzyjacielskie ustały, Don Fernand zaręczył się z córką króla Kastylii. Zaledwo jednak ugodę zawarto, Fernand zakochał się w damie dworu Eleonorze Tellez, małżonce jednego z panów, Juana Lorenzo da Cunha. Bez względu na rady panów i błagania narodu król przeprowadził rozwód i zaślubił Eleonorę. Była to zniewaga dla infantki kastylskiéj. Gdy jeszcze Fernand, wbrew traktatom, zawarł przymierze z księciem Lancastru, roszczącym sobie również prawo do Kastylii, na zasadzie swego małżeństwa z córką uprzedniego króla, zniecierpliwiony Henryk wznowił wojnę, zniszczył parę prowincyj, obległ nawet Lizbonę. Król tymczasem z młodą małżonką zabawiał się wesoło w Santarem, nie troszcząc się o klęski kraju. Ponownie musiał pośredniczyć papież. Ugodę podpisano w Lizbonie 1373 r., Fernand zaręczył malutką swą córkę, Beatryks, infantowi kastylskiemu. Po raz trzeci wybuchła wojna 1381 r. kiedy Fernand przez umyślnie wysłanego hrabiego Andeiro zawiązał układy z Anglią i sprowadziwszy posiłki, w liczbie sześciu tysięcy, zaczepił Kastylię. I tym razem los nie sprzyjał orężowi portugalskiemu: kraj został spustoszony, nietylko przez wrogów, lecz i przez sprzymierzeńców, którzy się wielu nadużyć dopuścili. Nakoniec podpisano pokój ostateczny, i król kastylski Jan I zaślubił infantkę Beatryks.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Luís de Camões i tłumacza: Zofia Trzeszczkowska.