Strona:PL Luís de Camões - Luzyady.djvu/100

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


125.  „Już ku kopule Niebios kryształowéj
Podniosła oczy łzą bólu zalane;
Oczy — bo ręce twardemi okowy
Przez dzikich katów już były skowane:
Potém na dziatek zwróciła je głowy,
Na dziatki drobne a tak ukochane,
Nad ich sieroctwem sercem matki biada
I do srogiego tak przemówi dziada:

126.  „„Jeżeli zwierząt, które w puszcz gęstwinie
Instynkt dzikości z przyrody dziedziczą,
I ptaków, które w powietrznéj krainie
Żywią się krwawéj łupieży zdobyczą,
Widziano nieraz litość ku dziecinie,
Jeśli zwierzęta opieki użyczą,
Jak mamy przykład na Ninusa matce,
Jak przyszli Romy świadczą nam zakładce:

127.  „„Ty, coś człowiekiem i z uczuć i z ciała
(Gdy tak zwać można kobiety mordercę,
Któréj grzech cały, że zniewolić śmiała
Tego, kto ujął i podbił jéj serce),
Niech widok piskląt tych na cię podziała,
Życia nieszczęsnych nie miéj w poniewierce:
Litości dla nich! niech cię litość wzruszy,
Gdy nie zmiękczyła niewinność méj duszy.

128.  „„Jeśli zwycięsko hord wrogich zapędy
Ogniém i mieczem dłoń twoja zwalczyła,
Umiéj okazać niewinności względy,
Bom na tak staszną śmierć nie zasłużyła:
A gdy tak wielkie w twoich oczach błędy,
Skarż mię wygnaniem wieczném, każ, bym żyła
W Scytji chłodnéj, lub w skwarnéj krainie
Libji — niech życie me w łzach wiecznych płynie.

129.  „„Wpośród lwów dzikich, tygrysów okrutnych
Ślij mię, o panie; a może się zbudzi
W zwierzętach litość dla mych losów smutnych,
Jakiéj daremnie szukałam u ludu:
Tam z mą miłością o dniach niepowrotnych
Marząc żyć będę, a ból mój ostudzi
Widok tych dziatek, ojca obraz żywy,
Słodka pociecha matce nieszczęśliwéj.””