Strona:PL Luís de Camões - Luzyady.djvu/95

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


100.  „Semiramida nigdy hufów tyle
W polach Hidaspu[1] przed swojém obliczem
Nie oglądała; srogiego Attylę,
Postrach Italii, co się bożym biczem
Sam zwał — w tak strasznéj nie widziano sile,
Jak dziś Saracen mrowiem nąjezdniczem
Z państwa Granady i z ziemi Maroko
W pola Tartezji rozlał się szeroko.

101.  „Zadrżał szlachetny Kastylji król trwogą
Przed tą potęgą — nie o siebie trwożny,
Lecz że Hiszpanie po raz drugi mogą
Pójść w jarzmo, uledz nawale bezbożnéj;
Więc śle w poselstwie małżonkę swą drogą
Błagać luzyjskiéj pomocy przemożnéj;
Wspaniała córa Portugalii króla
Losem się państwa i męża rozczula. —

102.  „Pośpiesznie staje prześliczna Maryja
W ojcowskim dworcu, w naddziadów stolicy;
Śliczna, lecz radość z lic jéj nie przebija,
Łzy przyćmiewają promienność źrenicy:
Włos rozpuszczony w pierścienie się zwija
Po śnieżnych barkach młodéj krasawicy,
A powitana radośnie i tkliwie
Tak ojcu z płaczem żali się rzewliwie:

103.  „„Wszystkie narody, jakie mieści w sobie
Afryka cała, dzikie, bitne zgraje,
Wielki Maroku król wiedzie w téj dobie,
Aby hiszpańskie zawojować kraje:
Ani widziano na tym ziemskim globie,
Odkąd mu słone morze kąpiel daje,
Takiéj potęgi, wściekłości i siły,
Co trwoży żywych i wstrząsa mogiły. —

104.  „„A ten, którego dałeś mi za męża,
Poszedł zasłaniać ziemię zagrożoną,
Z nielicznym hufem siły swe natęża
Na ciosy Maura odsłaniając łono;
Gdy go nie wesprze moc twego oręża,
Ujrzysz mię, Ojcze, państwa pozbawioną;
Ujrzysz, jak straszna czeka na mię kolej,
Wdowę bez męża, bez tronu, bez doli. —


  1. Hidaspes — rzeka Dżelam w Pendżabie.