Strona:PL Luís de Camões - Luzyady.djvu/88

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


65.  „Natychmiast potém Cezimbrę zdobywa,
Z wód rybnych znaną — Palmella nie przeczy
Hołdu — tu gwiazda królewska szczęśliwa
Potężne Maurów zastępy niweczy:
Oto pan miasta na pomoc przybywa,
Prowadzi hufy ku szybkiéj odsieczy
I po gór stokach schodzi stopą śmiałą,
Nie świadom zgoła, co się z miastem stało.

66.  „Był to Badajoz król wyniosły, dumny,
Na czele czterech tysięcy konnicy,
Szły za nim mnogie piechoty kolumny,
Świecący zlotem dzielni wojownicy.
Lecz jak w zazdrości szale bezrozumnéj
W maju — rozognion przy swojéj samicy —
Skacze byk srogi i wściekłość go dzika
Na niebacznego pędzi podróżnika:

67.  „Tak król luzyjski spada niespodzianie
Na zaufane zastępy Maurowe;
Rąbie, morduje, sieje zamieszanie;
Sam Maur w ucieczce ocalając głowę
Pociąga wojsko — postrach pada na nie,
Biegą w nieładzie pod pociski nowe;
A tę wygraną tak ważną, doniosłą
Któż? — sześćdziesięciu rycerzy odniosło!

68.  „Król niestrudzony spoczynku nie znosi,
Z całego państwa hufy wojownicze
Zbiera — do zwycięstw z nim zwykłe — i głosi
Pochód po nowe laury i zdobycze.
I wkrótce skutek swych życzeń odnosi,
Badajoz ściśnion w szańce oblężnicze
Wzięty wysiłkiem gieniuszu i męstwa,
Jak wszystkie inne Alfonsa zwycięstwa.

69.  „Lecz Bóg Najwyższy, co zwykle odwleka
Karę na grzesznych w błędach zabłąkanych,
Czyli to może poprawy wciąż czeka,
Czy z innych przyczyn nam ludziom niez n any c
Co wciąż był z królem, by Niebios opieka
Śród niebezpieczeństw strzegła go doznanych;
Dzisiaj ją cofa — i wnet go dościga
Przekleństwo matki, która więzy dźwiga.