Iliada (Kochanowski)/Xięga III

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Homer
Tytuł Iliady Xięga III
Pochodzenie Iliada
Redaktor Franciszek Ksawery Dmochowski
Data wydania 1804
Drukarz w Drukarni Xięży Piarów
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Jan Kochanowski
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera) Całe wydanie
Pobierz jako: Pobierz Całe wydanie jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Całe wydanie jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Całe wydanie jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron

ILIADY
XIĘGA III.
Przekładania Jana Kochanowskiego.

Ale kiedy z obu stron się uszykowali,
Troianie wielkim hukiem w pole wyiachali:
Jako żorawie, kiedy bliską zimę czuią,
Z krzykiem przeciw wielkiemu morzu polatuią:
Pigmeom drobnym niosąc śmierć i zarażenie:
Krzyk idzie pod obłoki, i społeczne pienie.
A Grekowie zaś z mieysca cicho się ruszali,
Myśląc, iakoby sobie społem pomagali.
A iako więc wierzch góry szara mgła odzieie,
Na pasterze nie dobra, ale na złodzieie
Lepsza, niż noc: bo człowiek okiem nie doniesie
Nic daléy, ieno iako kamień z ręki niesie:
Taką wtenczas kurzawę idąc poruszyli,
I niewymownie prędko pole przykurzyli.
A kiedy się iuż woyska prawie zetknąć miały,
Przed Troiany uciekał Alexander śmiały,
Maiąc lampart na sobie i łuk nałożony,
I miecz: a kręcąc w ręku oszczep ustalony,
Wyzywał co mężnieyszych z woyska przeciwnego,
Aby z nim, ktokolwiek śmie, skusił szczęścia swego,
Skoro go tedy uyrzał Menelaus zbroyny,
A on bezpiecznie szuka przed innemi woyny

Jako lew rad, gdy na zwierz z głodu więc napadnie,
Bądź sarnę, bądź ielenia, iuż go łupi snadnie:
Nie dbaiąc na ogromne prędkich psów szczekanie,
Ani w kupę zebranych myśliwców wołanie;
Tak był rad Menelaus, widząc zdraycę swego,
Bo myślił mścić się nad nim zelżenia dawnego.
Tamże prosto na ziemię z bronią z woza skoczył;
Ale skoro go gładki Alexander zoczył,
A on z inszemi naprzód, ulękł się okrutnie:
I schronił się przed śmiercią między swoie chutnie.
Jako kiedy kto uyrzy straszliwego smoku
Między pustemi lasy, wnet uchybi kroku:
Wszystek zadrży, a w stronę co nadaléy godzi,
Krew przed strachem do serca z oblicza uchodzi.
Równie tak Alexander z placu się pośpieszał,
Przed Atreowym synem, i w woysko się wmieszał.
Hektor widząc, gromił go: „Parysie zelżony,
Boday się był nie rodził, ani poymał żony.
Tobych był wolał, i to z lepszym było zyskiem,
Niźli tak bydź u wszystkich ludzi pośmiewiskiem.
Jaki, mniemasz, u Greków teraz głos o tobie?
Nie zeszło nic wodzowi temu na osobie:
Ale serca i siły nie masz: takim się ty
Czuiąc, płynąłeś przedsię przez morskie zakręty,
Zebrawszy towarzystwo: a w daleką stronę
Zaiachawszy, uniosłeś zacnych ludzi żonę:

Oycu na wieczną szkodę, i nam braci twoiéy,
Nieprzyiaciołom na śmiech, a ku hańbie swoiéy?
Nie chciałeś placu dostać Menelausowi:
Poznałbyś był, iakiemuś żonę wziął mężowi.
Nie pomogąć w potrzebie słodkobrzmiące strony,
Ani ten głos, ani ta gładkość od Dyony:
Ale rychléy Troianie ubodzy: lecz za ty
Twe postępki, godzienby ostatniéy zapłaty.„
Na to rzekł Alexander: „Słusznie mię winuiesz,
A nad przystoyność, bracie, nic nie występuiesz:
Mężne u ciebie serce, iako topór, który
Przez drzewo snadnie idzie, przepadaiąc z góry,
A tram cieszę, i wolą mistrza swego kona;
Taka równie u ciebie myśl niezwyciężona.
Niech ci dary od pięknéy Dyony nie wadzą,
Niezarzutne są rzeczy, które z nieba dadzą.
A tego nikt swą pracą nie pozyszcze sobie:
Lecz teraz mamli się bić, i tak się zda tobie:
Niech się woyska rozstąpią, każde na swa stronę,
A ia z Menelausem w pośrodku o żonę,
I o kleynoty zaraz niech czynię: a komu
Bóg pomoże, niech wszystko odniesie do domu.
A iuż i wieczny pokóy z sobą uczyniwszy,
A na potomne czasy przyiaźń utwierdziwszy:
Przebywayże w Troiańskiey szczęśliwéy krainie,
A Greczyn także do swych Argów niechay płynie.„

To rzekł: a Hektor słysząc, dziwnie się radował,
A środkiem idąc ufy Troiańskie hamował
Jąwszy wpół oszczep: a ci hnet się uskromili:
Ale Grekowie, z łuków i z proc przedsię bili.
Którym król Agamemnon głosem rozkazuie:
„Stóycie, bo coś powiedzieć Hektor obiecuie.„
To rzekł: i ci zarazem dali się hamować.
Potém tak między nimi Hektor iął rokować:
„Słuchay mię Troianinie, i ty Greku zbroyny:
Słów Parysowych, który początkiem téy woyny:
Wszystkim Troianom każe i Grekom na stronę:
A sam z Menelausem w pośrodku o żonę,
I o kleynoty zaraz chce czynić: a komu
Bóg pomoże, ten wszystko ma odnieść do domu:
A my przyiaźń i pokóy z sobą będziem mieli.„
To rzekł: a wszyscy inszy z obu stron milczeli.
Potém sam Menelaus wystąpiwszy, rzecze:
„Posłuchaycie też i mnie, bo mię żałość piecze,
I chcę, aby Troianie i Grecy pospołu
Rozeszli się, ponieważ siła cierpią w boiu
Prze mą zwadę i zaszcie, a prze nieprawego
Alexandra początek: a zatém którego
Smierć sobie z nas naznaczy, niechay umrze, a wy
Rozjedźcie się w pokoiu krom żadney zabawy.
Czarną owcę i białą mieycie pogotowi:
Tę ziemi, onę słońcu: a my Jowiszowi

Trzecią przyniesiem: niechże Pryama przywiodą,
Aby sam zatarł, co się zmówi za ugodą.
Bo hardzi i przewrotni iego synaczkowie,
By potém nie wystąpił który przeciw zmowie.
Bo ludzi młodych myśli dziwnie się wahaią:
Lecz gdy kogo przy sobie statecznego maią,
Ten na tę i na owę stronę się ogląda,
Ażeby co naylepiéy postanowił, żąda.„
To rzekł: a z tego wszyscy byli więc weseli,
Tusząc sobie, że daléy walczyć iuż nie mieli.
Konie tedy i wozy rzędem postawili,
A sami w pole wyszli, tamże też złożyli
Zbroię z siebie, i składli porządkiem na ziemi
Tuż od siebie: i plac był mały między niemi.
A Hektor dwu sług posłał, aby owiec dwoie
Przygnano, a Pryama zawołano z Troie.
Tamże i Agamemnon kazał Taltybiemu
Do naw dla owiec, a ten był posłuszen iemu.
A Tęcza zaś przyniosła wieść piękney Helenie,
Twarz Helikaonowéy maiąc równą żenie
Laodycy, która między Pryamowemi
Naypięknieysza była dziewkami wszystkiemi.
Tę w jéy domu nałazła, a ona wiązała
Oponę, w któréy bitwy obie wyrażała,
Troiańskiego rycerstwa z Greki walecznemi,
Co prze nię pod rękami znieśli Marsowemi.

Stanąwszy tedy blisko Jrys nieleniwa,
Tak przerzekła: „Wstań a pódź Nimfo urodziwa,
Że uyrzysz dziwne sprawy ludu Troiańskiego,
I niezwyciężonego zastępu Greckiego:
Co przedtém z sobą bitwy płaczliwe zwodzili,
A dusze między sobą wzaiemnie tracili:
Teraz siedzą z pokoiem, walki zabaczywszy,
Oszczepy i okrągłe tarcze położywszy:
A Parys z Menelaem, bić się o cię maią,
A kto wygra, temu cię za żonę przyznaią.„
Tych słów, Jrys do piękney Heleny użyła,
Któremi iéy tęsknicę w sercu uczyniła
Po piérwszym mężu, i po rodzicach zostałych,
I po miłéy oyczyznie, i po dziatkach małych.
Wziąwszy tedy płaszcz na się, z domu się puściła
Z wielkim płaczem: z nią Etra i Klimena była.
I przyszły na to mieysce, gdzie iest Scea brama,
A tam siedzieli radząc około Pryama,
Panthes, Thymetes, Lampus, Hikataon siwy,
Klitius, Ukalegon, Antenor sędziwy,
Już, prze lata swe zeszłe z woyny wypuszczony,
Ale na drugą stronę mówca doświadczony.
Podobni polnym świerczom, które więc siedzący
Na wysokiéy olszynie, puszczaią głos brzmiący,
Tacy prosto na wieży starcowie tam byli:
A uyrzawszy Helenę, tak cicho mówili:

„Próżno to, patrząc na twarz i taką urodę,
Nie masz się przecz dziwować, że tak wielką szkodę
Dla niéy Troianie cierpią, i mężni Grekowie:
Dosyćby bydź boginią takiey białogłowie.
Ale iaka iest kolwiek, niech na morze wsiędzie,
A nam albo i dzieciom przyczyną nie będzie.„
Ci tedy tak gadali między sobą skromnie,
A Pryamus Heleny zawołał: „Sam do mnie
Dziewko moia chodź siedzieć, że męża oglądasz
Piérwszego, i twe krewne, czego ty snadź żądasz.
Tyś mnie nic winna nie iest, Bóg to wszystko sprawił,
Który mię nieprzyiaciół tak ciężkich nabawił.
Powiedzże mi iako mam zwać Greczyna tego,
Co to pleców szerokich, a wzrostu wielkiego.
Drudzy widzę są, co go głową przerównaią,
Ale tak podobnego oczy me nie znaią,
Ani tak poważnego: tuszę iż król iaki.„
Na te słowa Helena głos wyrzekła taki:
„Ważne iest twoie oycze u mnie rozkazanie:
Ale bodaybych była miała złe skonanie,
Kiedym ia tu z twym synem na morze wsiadała,
A męża i oyczyznę miłą zostawiała.
Lecz to iuż próżno: muszę płakać wiecznie:
Na to tak ci powiadam, ocz pytasz, statecznie:
To ten iest Agamemnon nieprzezwyciężony,
Oboie, i mąż dobry, i król doświadczony,

Dziewierz móy, któregom ia za niewstydliwemi,
Nigdy godna nie była, postępki swoiemi.„
To rzekła: a Pryamus wielce się dziwował,
Mówiąc: „Szczęsny Atryda, siłaś opanował
Greckich synów: iam téż był za swoiego wieka
W Frygii winorodney, gdziem siła człowieka
Zbroynego widział, z państwa dwu braci rodzonych,
Othrea, Migdalone, którzy czasów onych
Nad Zangarem leżeli: ia będąc z ich strony,
Byłem w tenże szyk liczon, kiedy Amazony
Niezwyciężone przyszły: ale iednak i ci
Nie byli, iako Grecki zastęp, tak okwici.„
Potém widząc Ulissa, chciał imienia iego:
„Nuż daléy dziewko moia, niechay znam i tego,
Co to wzrostem pomnieyszy od Agamemnona,
Ale zaś w piersiach szerszy, także i ramiona:
Na ziemi wielożywney leży iego zbroia,
Sam iako baran ludzi sprawuie do boia.
Baranowi go równam ia kędzierzawemu,
Który pięknému stadu wodzem iest owczemu.„
Na to odpowiedziała Helena w przemiany,
„To iest zasie Ulisses w rozum nieprzebrany,
Co się rodził w Jtace, acz, nie prawie płodney,
Ale fortelów pełen i porady godney.„
Ktemu tak rzekł Antenor: „Pani miłościwa,
To co słyszę od ciebie, prawda niewątpliwa:

Bo też tu był Ulisses przyiachał do Troie
Z Menelaiem, rokować o wydanie twoie,
Którem ia w dom swóy przyiął, i z chucią częstował,
A tamem się obiema dobrze przypatrował,
Kiedy pospołu byli z pany Troiańskiemi:
Jeśli przyszło stać, zawzdy ramiony wielkiemi
Porównał Menelaus: a gdy zaś siadali,
Poważnieyszym Ulissa zawzdy mianowali:
Ale gdy przyszło mówić więc obiema w radzie;
Menelaus okrągło słowa swoie kładzie,
Mało, lecz różnie, bo niewielomówny,
Ni od rzeczy, choć młodszy, i w leciech nierówny.
Ale kiedy zaś mówił Ulisses ćwiczony:
Powstawszy, ku ziemi wzrok trzyma nakłoniony,
Laski ani wprzód, ani wzad nie nachylaiąc,
Ale ią w jedney mierze ustawicznie maiąc:
Podobien prostakowi: drugiby rozumiał,
Żeby się miał zapomnieć, albo nic nie umiał.
Ale kiedy otworzył swe usta osobne,
A słowa puścił śniegu nagiemu podobne:
Już natenczas Ulissa żaden nie celował,
Anim się ia tak iego urodzie dziwował.„
Potém widząc Aiaxa Pryamus sędziwy,
Pytał: „Co to zacz drugi Greczyn urodziwy,
Co głowę i ramiona niesie nad inszemi?„
Helena zaś odpowiedź dała słowy temi:

„To iest Aiax, Grecyi mur nieprzełomiony:
A to zaś Jdumeus z téyto drugiéy strony,
Właśnie iako bóg iaki między Kreteńczyki,
Których około niego stoią gęste szyki.
Często go Menelaus w domu podeymował,
Kiedy umyślnie z Krety do nas więc żeglował.
Ale wszytkie tu insze widzę, którem znała,
I którebym ia i dziś mianować umiała.
Kastora z Polidewkiem, mężów mnie znaiomych,
Ani mogę upatrzyć swych braci rodzonych:
Albo nie wyiechali pospołu z drugiemi,
Albo tu przypłynąwszy nawami długiemi,
Nie chcą się okazywać, i woyny znikaią
Dla wstydu, i przymówek, które dla mnie maią.„
To rzekła: a oni iuż legli byli w ziemi
Tamże w Lacedemonie, między oycy swemi.
A posłowie przysiędze rzeczy należące,
Dwoie owiec, i wino serce weselące,
Prowadzili przez miasto: niósł kruż pozłacany,
I kubki przy nim, poseł Jdeus rzeczony:
A królowi powiedział, to co się dziać miało:
„Wstań królu: tak Troianom i Grekom się zdało,
Abyś w pole wyiechał, a tam przysiężecie,
Trzymać ieden drugiemu, co sobie rzeczecie,
A Parys z Menelaiem czynić z sobą maią:
Kto wygra, temu panią z kleynoty przyznaią.

A my zaś, wieczny pokóy z sobą uczyniwszy,
I na potomne czasy przyiaźń utwierdziwszy:
Będziem mieszkać w Troiańskiey szczęśliwey krainie:
Greczyn także w swych nawach do Argów popłynie.„
To rzekł: a starzec słysząc, ulękł się okrutnie,
I kazał wnet zaprzęgać: co się stało chutnie.
Wsiadł zatém, i wziął za lec: wsiadł téż z nim doyrzały
Antenor, i przebyli przez Troiańskie wały.
A kiedy między woyska oboie wjachali,
Zastanowiwszy konie, z woza wysiadali.
Potém król Agamemnon nieprzezwyciężony
Powstał, a z nim Ulisses w radzie doświadczony.
A posłowie tymczasem wina w kruż nalali,
Potém królom na ręce wody czystey dali.
A król Grecki dobywszy tasaka ostrego,
Który zawzdy przy poszwach nosił miecza swego,
Owcom po garści wełny wyrzynał przy głowie,
Co Grekom i Troianom, przednieyszy posłowie
Koleią rozdawali, a król między niemi
Ręce wziąwszy uczynił modłę słowy témi:
„Boże, który początku nie masz, ani końca,
I ty ogniu wysoko lecącego słońca,
Który widzisz, i słyszysz wszystko dostatecznie,
I wy rzeki, i ziemio niewzruszona wiecznie,
I wy inszy bogowie, co na drugim świecie,
Swego krzywoprzysiężcę bezecnie karzecie:

Bądźcie świadki, a mieycie na dobrém baczeniu,
Cokolwiek się mianuie przy tém stanowieniu.
Jeśliż Menelausa Parys zgładzi z świata,
Niech Helenę i skarby, ma po wszystkie lata.
A my zachowywaiąc pokóy namówiony,
Obrocim rozpuszczone żagle w Greckie strony,
A ieśli Menelaus Parysa pożywie,
Helena ma bydź iego z skarby niewątpliwie.
Nad to, Grekom przystoyną nagrodę Troianie
Uczynią, która między ludźmi nie ustanie.
A gdzieby za przegraną Parysa butnego,
Znikał mu król nagrody, i synowie iego:
Ja iednak będę swego chciał dochodzić, zbroynie
Leżąc tu, aż uczynię przedsię koniec woynie.„
To rzekłszy, owcom gardła rzezał, a zarznione
Kładł na ziemi, a potém wino postawione,
Kubkami z wielkiéy czasze biorąc rozlewali,
A prośby iedném sercem do boga działali,
Grek i Troianin, mówiąc: „Boże niepoięty,
Którabykolwiek strona ten związek tak święty
Naprzód stargali: boday tę pomstę poznali,
Aby za ostrym mieczem swóy mózg tak przelali,
Jako to wino płynie, a nie tylko sami,
Lecz i dzieci, i obcy legli z ich żonami.„
Tak mówili: ale to nie był wyrok Pański.
Potém te słowa wyrzekł zacny król Troiański:

„Słuchay mię Troianinie, i ty Greku sławny:
Ja stąd muszę odiechać na swóy zamek dawny:
Bo nie będę mógł patrzyć na syna miłego,
Z Menelaiem, w tém polu zbroyno czyniącego:
Bóg tę wiadomość sobie samemu zachował,
Komu z tych dwu, żywota koniec nagotował.„
To rzekłszy, owce na wóz włożył mąż uczciwy:
Sam potém wsiadł, i wziął lec: z nim Antenor siwy
Na tymże wozie usiadł: a tak ku wielkiemu
Pospołu odiechali zamku Troiańskiemu.
Hektor zaś i Ulisses, plac w tym rozmierzali,
A losy rozpisawszy w przyłbicę mieszali,
Który naprzód miał rzucić oszczep ustalony,
A lud do boga wzdychał, z téy i owéy strony,
Mówiąc: „Boże wszechmocny, kto teraźnieyszego
Zamieszania przyczyną: ten z rozsąku twego,
Boday dziś marnie zginął: a my na czas wieczny
Miłość z sobą chowali i pokóy stateczny.
Tak mówili: a Hektor losy sam szafował:
Patrząc za się, ali wnet Parysów przodkował.
Owi tedy w swych rzędziech siedli gdzie burzliwe
Ich konie z wozy stały, i zbroie cierpliwe:
A Parys ku przyszłemu boiu się gotował.
Naprzód nakolankami nogi obwarował
Pięknemi złocistemi: więc na się nie swoię,
Ale Teykaonową bracką włożył zbroię:

A potém miecz przypasał srebrem obleczony,
I tarcz wielką na głowę, i szyszak złocony:
Temu włosy na głowie trzęsły czub ogromny:
Potém wszystkiém wziął oszczep w rękę nieułomny:
Toż czynił Menelaus. A gdy ku boiowi
Zdali się iuż bydź sobie obadwa gotowi,
Szli prosto między woyska srogo poglądaiąc,
A ludzie strach zeymował na obu patrzaiąc.
Już w rozmierzonym placu przeciw sobie stoią,
Gniewaiąc się, i bronią potrząsaiąc swoią:
Naprzód Parys wystrzelił oszczep i uderzył
Atrydę, prawie na tarcz iako był umierzył:
Lecz żelaza nie przebił: bo grot nie hartował,
W pawęzę niedobytą: potém się gotował
Menelaus: tę modlitwę czyniąc bogu swemu:
„Boże pomóż mi przeciw Parysowi złemu,
Od któregom ukrzywdzon, nie dawszy przyczyny:
Tego ty skarż mą ręką: aby i kto iny
Napotém wiedział, iako ma ludzi szanować,
Od których dobrodzieystwa zwykł kiedy przyymować.„
To wyrzekłszy, wystrzelił oszczep, i uderzył.
Parysa prawie na tarcz, kędy był umierzył.
A ten się nazad cofnął, i został bez rany:
Oszczep w stronę uderzył krwią nieumazany.
A Menelaus miecza dobywszy srogiego,
Uderzył z wierzchu w szyszak: od razu tęgiego

Rozpierzchnął się miecz w kęsy; westchnął nieszczęśliwy
Menelaus: „Ach boże toś mi nieżyczliwy,
Jam się dziś myślił pomścić zelżywości swoiéy,
Nad bezecnym Parysem: ali w ręce moiéy
Tylko iedlca zostały, a miecz sam skruszony,
I oszczep darmo poszedł, a ten nieraniony.„
To mówiąc, dopadł końskich włosów u szyszaka
I ciągnął go, wracaiąc do swego orszaka.
A tego węzeł dusił upstrzoney tkanice,
Która pod brodą strzegła czubatey przyłbice.
I wciągnąłby był, i dank wielki miał: by była
Wenus, krew Jowiszowa, nie wnet obaczyła,
Która mu pas bitego wołu rozerwała,
A temu próżna w ręku przyłbica została.
Tę tedy Menelaus prze swoie porzucił,
A ci ią wnet porwali: on się znowu rzucił,
Chcąc i oszczepem zabić, a ta obroniła
Snadnie, iako bogini, a mgłą go zaćmiła,
I posadowiła go w łożnicy osobney,
A sama szła, chcąc przyzwać Heleny nadobney.
Tę między Troiankami na wieży zastała,
A pociągnąwszy za płaszcz, cicho iéy szeptała:
W rzeczy iéy prządka stara, która przy niéy była
Jeszcze w Lacedemonie, a ta ią ważyła.
Téy sobie piękna Wenus postawę zmyśliwszy:
„Pódź, prawi, twóy cię woła Parys nayżyczliwszy,

W marmorowey łożnicy, pod pięknym namiotem
Jedwabnym, połyskuiąc iedwabiem i złotem.
Nie rzeczesz, aby się ten na woynę gotował,
Rychléy do tańca, albo dopiero tańcował.„
To rzekła, a téy umysł w sercu zamieszała:
Lecz skoro piękną szyię i piersi poznała,
I wzrost piękny: „Bogini zaś mię chcesz w błąd wprawić:
Czy mię myślisz gdzie indziéy z pięknych miast wyprawić?
Albo z Frygii, albo z Meońskiego kraiu,
Jeślić i tam kto kmyśli z ludzkiego rodzaiu?
Iż to iuż zwyciężywszy Parysa prędkiego,
Chce mię wziąć Menelaus do domu swoiego:
Dlategoś ty tu przyszła, łowiąc mię niebogę.
Już tam sama siedź przy nim: a do nieba drogę
Puść imo się: ani chciéy nóg swych tam mordować:
Ale o nim czuy, a nie przestaway pracować,
Aż albo żoną będziesz, albo sługą iego:
Ja tam nie póydę bobych hańbę niosła z tego,
Bym mu łoże słać miała: a Troiańskie panie
Będą mię kląć, a ia mam wieczne frasowanie.„
Na to iéy z gniewem Wenus tak odpowiedziała:
„Nie frasuy mię, żebych cię zaś nie zaniedbała,
A tybyś mi tak zmierzła, iakoś dziś iest miła:
Bo wiedz wiedząc, żebych ia tak o tym radziła,
Jakoby między Greki i Troiany trwała
Wieczna niechęć, a tyby źle zginąć musiała.„

To słysząc, ulękła się Helena nieboga,
I wyszła potaiemnie, maiąc wodzem boga.
A gdy do domu przszły Parysa gładkiego,
Słudzy się wnet rzucili do cienia swoiego:
A pani do łoźnice prosto się udała,
Téy Wenus mieysce przeciw Parysowi dała:
Gdzie ona odwróciwszy oczy, ledwie siadła,
A męża niemężnego tém słowem popadła:
„Już u ciebie po woynie, człowiecze zelżony,
Boday tam był źle zginął, mieczem uskromiony
Rycerza walecznego, któregom ia żona,
Pókim głupia, nie była przez cię oszalona.
Pomnisz, iakoś niedawno powiadał o sobie,
Że i siłą i mieczem nie miał zdołać tobie
Waleczny Menelaus: bo wierzę, co wadzi
Znowu się z nim skosztować? czy ten lepiéy radzi,
Co doma zostać każe? takież i ia tobie
Toż radzę, abyś śmierci nie przyśpieszył sobie.„
Na to iéy odpowiedział Parys temi słowy:
„Nie używay przeciw mnie uszczypliwéy mowy:
Mnie teraz Menelaus z Minerwą pochodził,
Ja go potém, bom się też nie bez boga rodził.
Ale siądź oto przy mnie w spólnéy życzliwości,
Bom nigdy nie czuł w sercu takowéy miłości:
Ani kiedym cię naprzód w nawach wodopławnych,
Z Lacedemońskich sam niósł onych kraiów sławnych,

I nocował na wyspie, morzem otoczony,
Jako teraz ku tobie iestem zapalony.„
To rzekł: ali wnet siadła żona podle niego,
I tak iuż oni wczasu używali swego.
A Menelaus to tam, to sam, iak lew srogi,
Biegał patrząc, gdzie przepadł Parys prędkonogi:
Ale wTroiańskiém woysce, nie był człowiek żywy,
Coby go był mógł tobie Menelae chciwy
Ukazać: a pewnie go z milości nie kryli,
Bo mu nieprzyiacielem równo wszyscy byli.
Do tych król Agamemnon mówił słowy temi:
„Słuchaycie mię Troianie z pomocniki swemi;
Widzicie, co się stało z Parysem i z wami;
Jedźcież, a wydaycie nam Helenę z rzeczami:
I nagrodę uczyńcie równym obyczaiem,
Czego będzie wiecznie strzegł rodzay za rodzaiem.„
To mówił Agamemnon: a inszy Grekowie
Przestawali na iego wyrzeczonéy mowie.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Homer i tłumacza: Jan Kochanowski.