Strona:Iliada3.djvu/194

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„To iest Aiax, Grecyi mur nieprzełomiony:
A to zaś Jdumeus z téyto drugiéy strony,
Właśnie iako bóg iaki między Kreteńczyki,
Których około niego stoią gęste szyki.
Często go Menelaus w domu podeymował,
Kiedy umyślnie z Krety do nas więc żeglował.
Ale wszytkie tu insze widzę, którem znała,
I którebym ia i dziś mianować umiała.
Kastora z Polidewkiem, mężów mnie znaiomych,
Ani mogę upatrzyć swych braci rodzonych:
Albo nie wyiechali pospołu z drugiemi,
Albo tu przypłynąwszy nawami długiemi,
Nie chcą się okazywać, i woyny znikaią
Dla wstydu, i przymówek, które dla mnie maią.„
To rzekła: a oni iuż legli byli w ziemi
Tamże w Lacedemonie, między oycy swemi.
A posłowie przysiędze rzeczy należące,
Dwoie owiec, i wino serce weselące,
Prowadzili przez miasto: niósł kruż pozłacany,
I kubki przy nim, poseł Jdeus rzeczony:
A królowi powiedział, to co się dziać miało:
„Wstań królu: tak Troianom i Grekom się zdało,
Abyś w pole wyiechał, a tam przysiężecie,
Trzymać ieden drugiemu, co sobie rzeczecie,
A Parys z Menelaiem czynić z sobą maią:
Kto wygra, temu panią z kleynoty przyznaią.