Iliada (Minasowicz)/Xięga VI (Pożegnanie Hektora z Andromachą)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Homer
Tytuł Pożegnanie Hektora z Andromachą z Xięgi VI. Jliady
Pochodzenie Iliada
Redaktor Franciszek Ksawery Dmochowski
Data wydania 1804
Drukarz w Drukarni Xięży Piarów
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Józef Epifani Minasowicz
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera) Całe wydanie
Pobierz jako: Pobierz Całe wydanie jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Całe wydanie jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Całe wydanie jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron

POŻEGNANIE
HEKTORA Z ANDROMACHĄ
Z XIĘGI VI. JLIADY.
Przekładania Minasowicza.

Hektor tęskniąc, że iego ręce próżnowały
Długo, by z miasta wyszedł, krok swóy niósł na wały.
I sercem, które ogniem w nim do woyny tlało,
Szedł, by Grekom dał odpór odważnie i śmiało.
Gdy zwolna przeciw niemu idąc, niespodzianie
W oczach mu Andromacha zadumiałych stanie.
Za nią iedna Troianka pomykając nogi,
Niosła Astyanaxa na ręku, skarb drogi.
Widząc go oyciec, wzruszy affektem się znacznie,
Uśmiechaniem, oczyma, z nim się pieścić zacznie.
Tymczasem cała we łzach wsparłszy na ramiona
Mu się, smutek wyrazi swóy w tych słowach żona:
„Te porywcze umysłu śmiałego zapały
Śmierć ci przyniosą, mężu móy nader wspaniały!
A ty nie chcesz litosném okiem spoyrzeć przecię,
Ani na twą małżonkę, ani na to dziecię.
Gdy cię Grecy, co zdradą na dni twoie chytrą
Czuwaią, przez podeyście nagle mi z rąk wydrą.
Bo te nikczemne duchy spólną razem siłą
Wpadłszy na cię, twe życie przywalą mogiłą.

Cóż wtenczas pocznę? Ach! niech ziemia się rozpadnie
Raczéy, i mnie w tarasie ciemnym schowa na dnie;
Gdzież się po tobie mężu! udam nieszczęśliwa?
Gdyż twa iedna podpora dziś mi tylko zbywa.
Nie mam więcéy rodziców, zgubiona niewiasta!
Legł od Achilla oyciec móy wśród swego miasta:
Matka moia poległa odstrzał téy bogini,
Która się borów, lasów opiekunką czyni.
Widział dzień ieden, iak mych siedmiu braci smutny
Wyrok się skończył, w jednéy porażce okrutnéy.
Lecz to wszystko odbieram, w tobie (co natęża
Słodycz) braci, rodziców; a co większa, męża.
Ty mi ieden za wszystko stoisz, méy osobie
To, cokolwiek odięło niebo, wraca w tobie.
Uważ mężu kochany! w jakim będę stanie.
Jeśli ia wdową, syn ten sierotą zostanie.
Wstąp na tę wieżę, którą widzisz, będzieć wcześną,
A swych rozstaw żołnierzy pod tą figą leśną.
Mieysce to wałów naszych mało ma obrony,
I które sił się ma bać nieprzyiazney strony.
Już się ieden i drugi Aiax, w téyże chwili
Oba Atreyczykowie oń trzykroć kusili.
Czy to wieszcz iaki, przyszłe co rzeczy przenika,
Pokazuie im drogę iśdź na ochotnika;
Czy téż na te sam instynkt wiedzie ich attaki.„
Hektor, który przeniknął mowę Andromaki,

Odpowie iéy w te słowa: „Nic nowegoś rzekła,
Czegoby dawniéy moia myśl iuż nie dociekła.
Lecz się boię Troianów uszczypliwéy mowy,
Skarg niewczesnych, i żartów z kolącemi słowy:
Umarłbym z żalu, gdybym wyrzut nieprzystoyny
Ten słyszał, żem się schronił unikaiąc woyny.
A choćbym się nie lękał krzywdy tak okrutnéj,
Mógłżebym swóy przełamać umysł rezolutny?
Po tylu wielkich dziełach, gdym uprzedzał szyki,
Idąc zawsze naypiérwszy między woiowniki:
Gdym z wielką nacieraiąc sławą, niemniéy z męztwem,
Oyca mego wsparł honor nie iedném zwycięztwem.
Widzę ia, że dzień wkrótce nieszczęsny nastanie,
W którym i Troia zginie, razem i Troianie.
W którym mię iuż nie będzie, w którymto i sama
Zgaśnie władza naywyższa wraz z życiem Pryama.
Lecz wyrok Troi i mych ziomków, bliskich zguby,
Wszystkich niemniéy Troianów, Pryama, Hekuby,
I tylu bohatyrów, ich synów, mych braci,
Z których każdy żelazem Greckiém życie traci,
Nie tak mię trapi; iak gdy natrąci mi wzmiankę
Myśl, że cię w obcych brzegach uyrzą kiedyś brankę.
Że cię żołnierz zuchwały do Argów uniesie
Gwałtem, i nad płaczącą nie ulituie się:
Że tam będziesz jęczała w jarzmie na swą nędzę,
Że twe palce nie będą przaśdź iuż dla mnie przędzę,

Że twe będą musiały ręce (co rzecz podła),
Z dalekiego czerpaną wodę dźwigać źródła.
Westchnie w takiéy przykrości i zaboli ciebie
Serce, ale uchylić trzeba się potrzebie.
Wtenczas ktoś cię oblaną widząc łzami, powie:
Przypatrzcie się Hektora walecznego wdowie,
Który się przed murami oyczyzny bił w zbroi,
I tyle dzieł dokazał dla całości Troi.
Jakiż cię nie przerazi żal i smutek wtedy,
Żałuiąc męża, coby dźwignął cię z téy biedy.
Lecz niźli te nieszczęścia wyroki wywiną,
Wprzód nad mą śmiercią z oczu twoich łzy wypłyną.„
Te gdy słowa affektu pełne skończy, ściągnie,
Ręce, i do syna się (chcąc go wziąć) posiągnie,
Dzieciuch, który z pilnością pozierał na głownię
Błyskaiącą polorem iasnym niewymownie,
I na kitę szyszaku złocistego, która
Za dęciem lekkich wiatrów roztaczała pióra,
Krzyknie, i odwracaiąc twarz z strachu, za szyię
Sciśnie mamkę, do iéy się piersi tuli, kryie.
Oyciec dzielny bohatyr, matka heroina
Mądra, patrząc z uciechą na tę boiaźń syna,
Rozśmiali się oboie. Wtém odepnie nity
Hektor, i zdeymie szyszak piórami okryty.
Weźmie syna na ręce, ucałuie mile,
I te sunie do bogów modły w onę chwilę

„Sprawcie to nieśmiertelni bogowie! by dziecię
To, które w ręku teraz oycowskich widzicie,
Sprawcie, by oyca doszedł silą piastowany
Syn ten, i wszystkie przeszedł dzielnością Troiany.
By zwycięztwa odnosił z sławą z każdéy strony,
By, gdy będzie powracał łupem obciążony,
Mówiono, skazując go: syn Hektora oto!
Oyciec był mężnym, on go przeszedł ieszcze cnotą.
By chwalą iego w całéy Troi głośno brzmiała,
A matka się z radości, z pociech rozpływała.„
I w tych słowach, któremi serce mu się kraie,
Dziecię na ręce swoiéy małżonki oddaie.
Ta, co wzdycha za synem w boiaźni, w nadziei,
Bierze go; w jednéy mieszcząc płacz, radość, kolei.
Hektor, co w niéy miłości téy troskliwéy zbytek
Widzi, cieszyć ią pocznie, sam w żałości wszytek:
„Ach! iuż mię nie trap żalem, płaczem swym nie draźnij,
Przestań się trwożyć, porzuć te próżne boiaźni.
Żaden, by główny iunak, nie wydrze mi życie,
Jeżeli się opiera wyrok temu skrycie.
Jeśli zaś los okrutny gotuie mi łoże
W ziemi, nic dni mych przeciąg przedłużyć nie może.
Przeto się do kądzieli wróć iuż i wrzeciona,
Niech praca w krosnach płótna zaczęte dokona:
Wróć się do swych z pokoiem panien, niech zasiędą,
I do roboty igieł subtelnych dobędą.

Zakrzątniy się i sama, zabawać to twoia
Jedyna, spuść zupełnie na mężów, iako ia,
Których w słodkiém oyczyzna pielęgnuie łonie,
Mieć staranie o woynie i o twéy obronie.„
Andromacha, co przyszłe nieszczęścia uważa,
Nań poziera, odchodzi, i żal swóy pomnaża.







Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Homer i tłumacza: Józef Epifani Minasowicz.