Strona:Iliada3.djvu/195

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


A my zaś, wieczny pokóy z sobą uczyniwszy,
I na potomne czasy przyiaźń utwierdziwszy:
Będziem mieszkać w Troiańskiey szczęśliwey krainie:
Greczyn także w swych nawach do Argów popłynie.„
To rzekł: a starzec słysząc, ulękł się okrutnie,
I kazał wnet zaprzęgać: co się stało chutnie.
Wsiadł zatém, i wziął za lec: wsiadł téż z nim doyrzały
Antenor, i przebyli przez Troiańskie wały.
A kiedy między woyska oboie wjachali,
Zastanowiwszy konie, z woza wysiadali.
Potém król Agamemnon nieprzezwyciężony
Powstał, a z nim Ulisses w radzie doświadczony.
A posłowie tymczasem wina w kruż nalali,
Potém królom na ręce wody czystey dali.
A król Grecki dobywszy tasaka ostrego,
Który zawzdy przy poszwach nosił miecza swego,
Owcom po garści wełny wyrzynał przy głowie,
Co Grekom i Troianom, przednieyszy posłowie
Koleią rozdawali, a król między niemi
Ręce wziąwszy uczynił modłę słowy témi:
„Boże, który początku nie masz, ani końca,
I ty ogniu wysoko lecącego słońca,
Który widzisz, i słyszysz wszystko dostatecznie,
I wy rzeki, i ziemio niewzruszona wiecznie,
I wy inszy bogowie, co na drugim świecie,
Swego krzywoprzysiężcę bezecnie karzecie: