Strona:Iliada3.djvu/200

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


W marmorowey łożnicy, pod pięknym namiotem
Jedwabnym, połyskuiąc iedwabiem i złotem.
Nie rzeczesz, aby się ten na woynę gotował,
Rychléy do tańca, albo dopiero tańcował.„
To rzekła, a téy umysł w sercu zamieszała:
Lecz skoro piękną szyię i piersi poznała,
I wzrost piękny: „Bogini zaś mię chcesz w błąd wprawić:
Czy mię myślisz gdzie indziéy z pięknych miast wyprawić?
Albo z Frygii, albo z Meońskiego kraiu,
Jeślić i tam kto kmyśli z ludzkiego rodzaiu?
Iż to iuż zwyciężywszy Parysa prędkiego,
Chce mię wziąć Menelaus do domu swoiego:
Dlategoś ty tu przyszła, łowiąc mię niebogę.
Już tam sama siedź przy nim: a do nieba drogę
Puść imo się: ani chciéy nóg swych tam mordować:
Ale o nim czuy, a nie przestaway pracować,
Aż albo żoną będziesz, albo sługą iego:
Ja tam nie póydę bobych hańbę niosła z tego,
Bym mu łoże słać miała: a Troiańskie panie
Będą mię kląć, a ia mam wieczne frasowanie.„
Na to iéy z gniewem Wenus tak odpowiedziała:
„Nie frasuy mię, żebych cię zaś nie zaniedbała,
A tybyś mi tak zmierzła, iakoś dziś iest miła:
Bo wiedz wiedząc, żebych ia tak o tym radziła,
Jakoby między Greki i Troiany trwała
Wieczna niechęć, a tyby źle zginąć musiała.„