Strona:Iliada3.djvu/201

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


To słysząc, ulękła się Helena nieboga,
I wyszła potaiemnie, maiąc wodzem boga.
A gdy do domu przszły Parysa gładkiego,
Słudzy się wnet rzucili do cienia swoiego:
A pani do łoźnice prosto się udała,
Téy Wenus mieysce przeciw Parysowi dała:
Gdzie ona odwróciwszy oczy, ledwie siadła,
A męża niemężnego tém słowem popadła:
„Już u ciebie po woynie, człowiecze zelżony,
Boday tam był źle zginął, mieczem uskromiony
Rycerza walecznego, któregom ia żona,
Pókim głupia, nie była przez cię oszalona.
Pomnisz, iakoś niedawno powiadał o sobie,
Że i siłą i mieczem nie miał zdołać tobie
Waleczny Menelaus: bo wierzę, co wadzi
Znowu się z nim skosztować? czy ten lepiéy radzi,
Co doma zostać każe? takież i ia tobie
Toż radzę, abyś śmierci nie przyśpieszył sobie.„
Na to iéy odpowiedział Parys temi słowy:
„Nie używay przeciw mnie uszczypliwéy mowy:
Mnie teraz Menelaus z Minerwą pochodził,
Ja go potém, bom się też nie bez boga rodził.
Ale siądź oto przy mnie w spólnéy życzliwości,
Bom nigdy nie czuł w sercu takowéy miłości:
Ani kiedym cię naprzód w nawach wodopławnych,
Z Lacedemońskich sam niósł onych kraiów sławnych,