Strona:Iliada3.djvu/192

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Dziewierz móy, któregom ia za niewstydliwemi,
Nigdy godna nie była, postępki swoiemi.„
To rzekła: a Pryamus wielce się dziwował,
Mówiąc: „Szczęsny Atryda, siłaś opanował
Greckich synów: iam téż był za swoiego wieka
W Frygii winorodney, gdziem siła człowieka
Zbroynego widział, z państwa dwu braci rodzonych,
Othrea, Migdalone, którzy czasów onych
Nad Zangarem leżeli: ia będąc z ich strony,
Byłem w tenże szyk liczon, kiedy Amazony
Niezwyciężone przyszły: ale iednak i ci
Nie byli, iako Grecki zastęp, tak okwici.„
Potém widząc Ulissa, chciał imienia iego:
„Nuż daléy dziewko moia, niechay znam i tego,
Co to wzrostem pomnieyszy od Agamemnona,
Ale zaś w piersiach szerszy, także i ramiona:
Na ziemi wielożywney leży iego zbroia,
Sam iako baran ludzi sprawuie do boia.
Baranowi go równam ia kędzierzawemu,
Który pięknému stadu wodzem iest owczemu.„
Na to odpowiedziała Helena w przemiany,
„To iest zasie Ulisses w rozum nieprzebrany,
Co się rodził w Jtace, acz, nie prawie płodney,
Ale fortelów pełen i porady godney.„
Ktemu tak rzekł Antenor: „Pani miłościwa,
To co słyszę od ciebie, prawda niewątpliwa: