Strona:Iliada3.djvu/188

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


To rzekł: a Hektor słysząc, dziwnie się radował,
A środkiem idąc ufy Troiańskie hamował
Jąwszy wpół oszczep: a ci hnet się uskromili:
Ale Grekowie, z łuków i z proc przedsię bili.
Którym król Agamemnon głosem rozkazuie:
„Stóycie, bo coś powiedzieć Hektor obiecuie.„
To rzekł: i ci zarazem dali się hamować.
Potém tak między nimi Hektor iął rokować:
„Słuchay mię Troianinie, i ty Greku zbroyny:
Słów Parysowych, który początkiem téy woyny:
Wszystkim Troianom każe i Grekom na stronę:
A sam z Menelausem w pośrodku o żonę,
I o kleynoty zaraz chce czynić: a komu
Bóg pomoże, ten wszystko ma odnieść do domu:
A my przyiaźń i pokóy z sobą będziem mieli.„
To rzekł: a wszyscy inszy z obu stron milczeli.
Potém sam Menelaus wystąpiwszy, rzecze:
„Posłuchaycie też i mnie, bo mię żałość piecze,
I chcę, aby Troianie i Grecy pospołu
Rozeszli się, ponieważ siła cierpią w boiu
Prze mą zwadę i zaszcie, a prze nieprawego
Alexandra początek: a zatém którego
Smierć sobie z nas naznaczy, niechay umrze, a wy
Rozjedźcie się w pokoiu krom żadney zabawy.
Czarną owcę i białą mieycie pogotowi:
Tę ziemi, onę słońcu: a my Jowiszowi