Strona:Iliada3.djvu/193

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Bo też tu był Ulisses przyiachał do Troie
Z Menelaiem, rokować o wydanie twoie,
Którem ia w dom swóy przyiął, i z chucią częstował,
A tamem się obiema dobrze przypatrował,
Kiedy pospołu byli z pany Troiańskiemi:
Jeśli przyszło stać, zawzdy ramiony wielkiemi
Porównał Menelaus: a gdy zaś siadali,
Poważnieyszym Ulissa zawzdy mianowali:
Ale gdy przyszło mówić więc obiema w radzie;
Menelaus okrągło słowa swoie kładzie,
Mało, lecz różnie, bo niewielomówny,
Ni od rzeczy, choć młodszy, i w leciech nierówny.
Ale kiedy zaś mówił Ulisses ćwiczony:
Powstawszy, ku ziemi wzrok trzyma nakłoniony,
Laski ani wprzód, ani wzad nie nachylaiąc,
Ale ią w jedney mierze ustawicznie maiąc:
Podobien prostakowi: drugiby rozumiał,
Żeby się miał zapomnieć, albo nic nie umiał.
Ale kiedy otworzył swe usta osobne,
A słowa puścił śniegu nagiemu podobne:
Już natenczas Ulissa żaden nie celował,
Anim się ia tak iego urodzie dziwował.„
Potém widząc Aiaxa Pryamus sędziwy,
Pytał: „Co to zacz drugi Greczyn urodziwy,
Co głowę i ramiona niesie nad inszemi?„
Helena zaś odpowiedź dała słowy temi: