Wyzwolenie/Akt II

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Stanisław Wyspiański
Tytuł Wyzwolenie
Podtytuł dramat w trzech aktach
Wydawca nakładem autora
Data wydania 1906
Druk Drukarnia W. L. Anczyca i Spółki
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


INNA DEKORACYA.

W tym akcie maski znaczyć mają
takich, co myśl swą ukrywają
I nigdy jej nie stawią jasno,
cudzą jest, czyli ich jest własną.
Z Konrada jeno patrzą z twarzy:
czy wierzy, czyli tylko marzy;
Z Konrada zgadnąć chcą z oblicza:
pewny, czy tylko li oblicza;
Z Konrada zgadnąć chcący z lic:
czy wie już, czyli nie wie nic,
czy zna swe siły i swą moc,
czy sam jest, w koło za nim noc,
czyli: czy się ku żywym garnie
i z czem pójdzie, co dalej zamierza?
Badają. — Konrad się nie zwierza,
Kryje swą moc i swe męczarnie.
W tej walce z myślą walczy własną,
by ujrzeć ją dla siebie jasną.
Choć przeto maska z nim co gada,
on jeden sceną duszy włada
i szuka jeno swojej duszy,
aż ta się w nocnej zjawi głuszy.
Są masek twarze młode, stare,
pomięte rysą zmarszczków krętą;
gdy taką wdzieje kto maszkarę,
poznać, że larwy dźwiga pęto.
Lecz nie znać nigdy z takiej twarzy,
co w myślach skrycie człowiek waży.
Zastygłe klątwą jej oblicze

w zygzaki runów tajemnicze.
Człowiek z myślenia ciągłą walką,
tragiczną staje się tu lalką,
zamaskowany maską stałą,
jakby bez duszy było ciało.
Wchodzą więc naprzód wszyscy tłumnie,
Konrada otoczywszy chórem;
gdziekolwiek chciałby pójść i stąpić
zastąpią jemu drogę murem.
Kiedy kurtyna się odsłania,
razem z nim wszyscy tłumnie wchodzą
a on je mową swą przegania,
gdy drogę jemu chórem grodzą.

KONRAD

Warchoły, to wy! — Wy, co liżecie obcych wrogów podłoże, czołgacie się u obcych rządów i całujecie najeźdźcom łapy, uznając w nich prawowitych wam królów. Wy hołota, którzy nie czuliście dumy nigdy, chyba wobec biedy i nędzy, której nieszczęście potrącaliście sytym brzuchem bezczelników i pięścią sługi. Wy lokaje i fagasy cudzego pyszalstwa, którzy wyciągacie dłoń chciwą po pieniądze, — po łupież pieniężną, zdartą z tej ziemi, której złoto i miód należy jej samej i nie wolno ich grabić. Warchoły, to wy, co się nie czujecie Polską i żywym poddaństwa i niewoli protestem. Wy sługi! Drżyjcie, bo wy będziecie nasze sługi i wy będziecie psy, zaprzęgnięte do naszego rydwanu i zginiecie! I pokryje waszą podłość NIEPAMIĘĆ!

— — — — — — — — — — —

I w czeluść ciemną maski żenie,
że przepadają, (w noc je grąży).
Gdy sądzi, że jest sam na scenie,
już jedna koło niego krąży:

MASKA 1.

Więc czujesz jakoweś parcie w sobie...

KONRAD

Tak...

MASKA 1.

I pożądanie...

KONRAD

.....Tak.

MASKA 1.

Więc czujesz w sobie jakoweś parcie i pożądanie i pragnienie.

KONRAD

.....!

MASKA 1.

I że to jest żądza swobody.

KONRAD

.....Nie... Swobodę mam.

MASKA 1.

— ?

KONRAD

Ilekroć pierś podniosę,
nie czuję żadnych kłamstw,
któreby pierś tłoczyły. —
Powietrze w pierś napływa —
I niczego nie widzę na dalekiej drodze
od moich ócz po skłon tych oto gór...
Myśl moja, która het ku morzu goni, posłuszna woli mojej do mnie wraca.
— — — — — — — — — — — — — — —

Ledwo, że Larwa gdzieś przepadła,
inna się już na scenę wkradła.

KONRAD

Tędy prowadzi mnie poczucie słuszności i żądza sprawiedliwości, może niedościgniona, którą trzeba okupić krwią i prawie zawsze krwią, ale to żądza słuszności a nie inna.

MASKA 2.

Łudzisz się. Niema żadnego poczucia słuszności w przekonaniach i nie potrzeba nowej klaśyfikacyi przekonań, skoro ja się podejmuję każdego zmieścić w starym kalendarzu.

KONRAD

— Rozumiem.

MASKA 2.

Nie rozumiesz, — ale to nie przeszkadza, abyś mówił. Nie rozumiesz. Albo ty jesteś demokratą, ludowcem i tym podobnym, albo socyalistą i tak dalej i tak dalej?

KONRAD

Naprzykład ty jesteś arystokratą?

MASKA 12.

Nie —

KONRAD

Nie? — więc nie. Rozumiem. A tymi innymi, to jest demokratą czy ludowcem także nie; socyalistą i tak dalej oczywiście nie, społecznikiem też nie?

MASKA 2.

Nie

KONRAD

Rozumiem, że mnie tylko raczysz oceniać.

MASKA 2.

Ja umiem stać wyżej.

KONRAD

A!

MASKA 2.

Umysł mój uchyla się od małostkowości i szybuje tam, gdzie ty nie sięgasz twoim umysłem.

KONRAD

?

MASKA 2.

Nauka i sztuka patrzenia, sztuka życia i zrozumienie życia.

KONRAD

Tak wiele!? I cóż tam w tym Olimpie spokoju mówią o Polsce?

MASKA 2.

?

KONRAD
Ty budzisz we mnie zupełnie nowe kombinacye odruchów. Nie przyszło mi jeszcze nigdy do myśli, żeby trzasnąć w pysk Jowisza.
MASKA 2.

Budzę ja! I kogóż to obudziłem?...

KONRAD

Oto tego, który wskazuje palcem hołotę!

MASKA 2.

!? — —

KONRAD

Wy chcecie żyć i nie ma podłości, którejbyście do ręki nie wzięli i nie przyswoili sercu. Wy chcecie żyć i już trawicie błoto i brud i już was nie zadusza zgnilizna i jad; ale jadem i zgnilizną nazywacie wiew świeży od pól i łąk i lasów. Wy chcecie żyć i plwać na wszystką rękę, która was i podłość waszą odsłania.

MASKA 3.

! — —

KONRAD

Która was odgaduje!! Kłamcy!!!
— — — — — — — — — — —

Zaledwie maska ta gdzieś znika,
już nowa za nim się pomyka.

KONRAD

Nienawidzimy się wzajem i w tem niema nic dziwnego.

MASKA 3.

Wiem, iż w tobie nienawiść jest.

KONRAD
Nie mów ze współczuciem. Jestem z mojej nienawiści dumny.
MASKA 3.

? — —

KONRAD

Tylko nienawiść jedna zdoła...

MASKA 3.

? — —

KONRAD

Nienawiść jest potężniejsza niż miłość.

MASKA 3.

? — —

KONRAD

Na nienawiść trzeba się zdobyć!

MASKA 3.

Zdobyć?!

KONRAD

Zdobyć!

MASKA 3.

— Zdobyć!

KONRAD

Nienawidzimy się wzajem i to nie jest nasze najgorsze złe. Niemal to jest nasze najlepsze.

MASKA 3.

— ?

KONRAD

Cóż za obraz, gdyby wszystko co jest, działo się w imię miłości.

MASKA 3.
— A!
KONRAD

A!

MASKA 3.

Ależ hasło wszechmiłości,

KONRAD

Ha?

MASKA 3.

...Które objąć może najdalsze kręgi.

KONRAD

To jest kłamstwo, którego powtórzenie nie sprawia trudności nikomu.

MASKA 3.

A!

KONRAD

Miłość, ta wszechmiłość jest kłamstwem.

MASKA 3.

??

KONRAD

No przecież to jasne, że my nie myślimy w tej chwili o Amorach.

MASKA 3.

A!

KONRAD

Chciałbyś to co mówię, określić...

MASKA 3.

Jako optymistyczne pojęcie nienawiści.

KONRAD
Otóż mam optymistyczne pojęcie nienawiści.
MASKA 3.

Definicya się nadała.

KONRAD

Wszystko, co myślę, jest definicyą,...

MASKA 3.

A!

KONRAD

Ostatecznem określeniem i wszystko, co myślę, zależy...?

MASKA 3.

Zależy...

KONRAD

Odemnie!!
— — — — — — — — — — —

Zaledwo ta pod scenę wpada
a nowa już ku niemu gada:

MASKA 4.

Wyczerpuje się twoja sztuka i wyczerpuje się twoja myśl.

KONRAD

Nie. Widzę tylko coraz szerzej i obejmuję coraz szersze kręgi rzeczy, które widzę i słyszę. Zaś gaśnie wszystko, co utrzymywało się pustym dźwiękiem i farbą.

MASKA 4.

Gaśnie sztuka. Przemaga życie.

KONRAD
Nie. Rozwija się sztuka.
MASKA 4.

A życie?

KONRAD

Życie dla mnie nie istnieje.

MASKA 4.

?

KONRAD

Tak samo, jak nie istnieje dla nikogo, jako rzecz, któraby nie była sztuką i wysokim artyzmem.

MASKA 4.

— ?

KONRAD

Ale logiki, tego co jest, dojrzeć; logikę tę przejrzeć jest trudno.

MASKA 4.

A tak.

KONRAD

Przeglądać jej nicpotrzeba!

MASKA 4.

?

KONRAD

Nie wolno.

MASKA 4.

?

KONRAD
A bramy wszystkie na ścieżaj otwiera tutaj sztuka.
MASKA 4.
.

Artystom.

KONRAD

Wszystkim. Artystami są wszyscy. I ci, co o tem wiedzą i ci, co o tem nie wiedzą zgoła o sobie.

MASKA 4.

Któż to wszystko ułożył?

KONRAD

Cóż ci do tego!?

MASKA 4.

?

KONRAD

Cóż ci do tego, kto zapalił słońca i dał nienawiść narodom, kto gasi tysiące gwiazd i wznieca gwiazd tysiące; kto wpędził w ruchy świat; kto stróżem naszych dusz, rzeźbiarzem naszych ciał; kto może nam zabrać wszystko, co dał.

MASKA 4.

Bóg.

KONRAD

Nie będziesz wzywał nadaremno.

MASKA 4.

Przykazania?!

KONRAD

Nie będziesz wzywał imienia Polski nadaremno!
— — — — — — — — — — —

Zaledwie ta ze sceny schodzi,
już nowa drogę mu zagrodzi.

MASKA 5.

Niekoniecznie musi się zwyciężyć tu; można zwyciężyć tam.

KONRAD

Tam —?!

MASKA 5.

Można zwyciężyć tam, kędy nie sięgnie żadna dłoń, żadna żelazna ręka; gdzie walczą i zwyciężają miecze, których nie udźwignie żadna człowiecza władność, ani zręczność żadna człowiecza nie dopomoże.

KONRAD

Tam?!

MASKA 5.

Tam.

KONRAD

Gdzie?

MASKA 5.

Tam.

KONRAD

Człowiek myślący tak górnie jest grzybem społeczeństwa, w którym raczy przebywać. Czyli lepiej, gdybyś przebywał...

MASKA 5.

—?

KONRAD
Tam.
MASKA 5.

Nie ja sam znaczę sobie czas, ani nikt kresu mi nie wskaże. To są niewiadome.

KONRAD

Nietylko niewidzisz kresu sobie, ale wszak prawda, że i początek twój jest tobie tajemnicą.

MASKA 5.

Ile że Genezis wszelka jest tajemnicą, a taką jest i Genezis z ducha.

KONRAD

I jedyną drogą dla rozwoju tych tajemnic jest...

MASKA 5.

Jest według ciebie...

KONRAD

Milczenie. —
Boleję nad tem, że wogóle myślisz.

MASKA 5.

I że myśli mojej pod korzec schować nie można.

KONRAD

Czynisz to zresztą z myślą innych.

MASKA 5.

Zwłaszcza z niedorzeczną myślą cudzą.

KONRAD

To pięknie. Ale to jest uzurpowanie prawa. Skąd masz prawo?

MASKA 5.
W Polsce, jak kto chce.
KONRAD

O ile się to stosuje do tego, czego chcesz ty.

MASKA 5.

Przyznajesz mi, że chcę.

KONRAD

Wcale nie. Jest to tylko wola literacka, cenzura myśli cudzej, właściwa przyzwyczajeniom dziennikarza.

MASKA 5.

Którym nie jestem.

KONRAD

Jest to zatem tego pokroju talent.

MASKA 5.

!

KONRAD

Nie twórczy.

MASKA 5.

?

KONRAD

Tworzący ten las pnączów, przez który przedrzeć się nie może gromada podróżników; — tworzący tę oczeretów gąszcz i gęsty szuwar na stawiskach, kędy nocą świecą fosforycznie nenufary, wonią duszące i irysy wątłe się chwieją.

MASKA 5.

Piękne.

KONRAD
A kędy pada żabi skrzek i wieczorami żabi rozbrzmiewa rechot.
MASKA 5.

To wszystko wiem.

KONRAD

To wszystko jest i po za tobą i po za mną, bo to są rzeczy, które są i dla których niczyich oczu nie potrzeba.

MASKA 5.

A!

KONRAD

A powtarzanie ich z nudów i sycenie się niemi z nudów...

MASKA 5.

No... no...

KONRAD

Nie tworzy nic.

MASKA 5.

A!

KONRAD

A! — Myśleć nad Polską i Słowiańszczyzną i snuć ją w mgłach oparnych z łąk, i w złotym tęczy łęku,

snuć ją z tych mgieł oparnych z łąk,
złotego tęczy łęku,
z pól o smutnawym wdzięku,
w znaczącem załamaniu rąk
i spojrzeń głębi...

O tak, tak, tak, tak...

MASKA 5.
O to jest to wszystko, czegoś jeszcze nie pogłębił.
KONRAD

O to jest wszystko, co my na razie umiemy.

MASKA 5.

A to jest wszystko.

KONRAD

To jest NIC!!!
— — — — — — — — — — — — — — —

Ledwo przepadła u węgara,
już nowa wchodzi znów maszkara:

MASKA 6.

A gdziekolwiek pójdziesz, pójdzie za tobą naród twój. Czyli będziesz go wiódł przez orne pola, czyli po stokach wzgórz, czyli w gór zapadliska i skał pustosze.

KONRAD

— Pójdą...

MASKA 6.

Czyli powiedziesz je ku świątyniom...

KONRAD

A tak, ku świątyniom.

MASKA 6.

Poczynasz myśleć.

KONRAD

Pójdą, gdziekolwiek je powiodę i będą ze mną razem, za mojem walczący. Słowem, którego używać będą wszędy.

MASKA 6.
Będzie to gromada jakaś, czy gmina?
KONRAD

Będzie to: KOSCIÓŁ WOJUJĄCY.

MASKA 6.

A ty ich powiedziesz.

KONRAD

Ku świątyni. Wejdziemy w progi gmachu, po wstopniach wysokich i staniemy przy kolumnach. A nad naszemi głowami wysoki strop sklepiony, umalowany błękitem i posiany srebrem gwiazd.

MASKA 6.

Kościół żywych.

KONRAD

Kościół umarłych.

MASKA 6.

?

KONRAD

A którykolwiek wnijdzie tam i stanie pomiędzy nami, jako pomiędzy swoimi, ten wyzuty już będzie ze wstrętów życia, oczyszczony ze zapędów złych i każących ducha i będzie bratem mnie i braci mojej.

MASKA 6.

!!

KONRAD

A na dzień onego wielkiego Święta, które będzie świętem narodu, otworzę zawory sklepów podziemnych i zejdziemy po schodach, wiodących w lochy, ku rozległym piwnicom, kędy leżą prochy wielkich w narodzie, w kamiennych i złocistych zamknione skrzyniach.

MASKA 6.

Królewskie groby.

KONRAD

Na dzień wielkiego święta, które będzie świętem narodu, zejdziemy ku grobom królewskim.

MASKA 6.

!!

KONRAD

A kiedy dusze nasze dojrzeją, jako kłosy dostałe lecie, jako owoce sadu pielęgnowanego...

MASKA 6.

!!! ............

KONRAD

Tedy zamkną się za nami zawory sklepień podziemu.

MASKA 6.

Pomrzecie!

KONRAD

Wyzwoleni!!
— — — — — — — — — — — — — — —

Ledwo zanikła gdzieś za ścianą,
już nowa z miną jest udaną:

MASKA 7.

Przedewszystkiem trzeba tu odróżnić, co jest twoją myślą a co moją.

KONRAD
A zdaje mi się, że to jest najważniejsze, co tu jest moją myślą a co twoją.
MASKA 7.

W sprawach tej miary, co ta, wszelki bieg i rozwój myśli jest pierwszorzędnej wagi.

KONRAD

Przypisujesz sobie zatem pierwszorzędną wagę.

MASKA 7.

Naszej rozmowie.

KONRAD

Ja właśnie tyle tylko chcę dowieść, że sprawy te są po za nami i mimo nas są i że nasze myślenie nad niemi.

MASKA 7.

No co...?

KONRAD

Nie ma żadnej wartości.

MASKA 7.

Więc i twoje.

KONRAD

Więc i moje.

MASKA 7.

A więc cóż! —?

KONRAD

Że jest konstrukcya artystyczna, której tajemnice można przeczuwać i odkrywać i odsłaniać. Ale że do tego prowadzi...

MASKA 7.
?
KONRAD

Li tylko SZTUKA. Czyli więc, że z myślenia chaotycznego ostoi się jedynie sztuka, jako rzecz wieczysta, a wszystko inne...

MASKA 7.

A wszystko inne.

KONRAD

Zaginie!
Sztuka ma zarody nieśmiertelności i jedna jedyna jest tradycyą. Czyli więc, że z myślenia chaotycznego ostoi się jedynie Sztuka, jako rzecz wieczysta.

MASKA 7.

Cóż głosi Sztuka?

KONRAD

A otóż właśnie? cóż głosi Sztuka?
Oto Sztuka głosi: Śmierć, bo cóż szczytniejszego nad Śmierć. Ta jest wielkością w naszem wszystkich wiar pojęciu i wszechczasów i ta wielkość daje.

MASKA 7.

Któż wielkości pragnie?

KONRAD

Polska i jej dzieci.

MASKA 7.

Więc oni pragną czego?

KONRAD
Oni pragną więcej i wyżej sięgają żądaniem, niż człowiek osiągnąć i zdobyć może.
MASKA 7.

Wiem. Posłannictwo:

KONRAD

A tak, POSŁANNICTWO.

MASKA 7.

Które nas unosi i rozwija i spotężnia

KONRAD

Które nam daje skrzydła i skrzydła rozwija a usuwa ciernie z pod stóp.

MASKA 7.

Więc...

KONRAD

Piękne jest i zabójcze.
Szczytem jest i kresem.
Początkiem jest Nieśmiertelności i Smiercią
Smiercią żywych.

MASKA 7.

A Sztuka?

KONRAD

O to jest właśnie Sztuka!

MASKA 7.

Sztuka więc jest dla wybranych. Rozumiem ją tak i nie rozumiem jej inaczej.

KONRAD

Nie. Albo masz słuszność i słuszności nie masz wcale.

MASKA 7.
??
KONRAD

A to zależy od...

MASKA 7.

Od...?

KONRAD

Kędy, gdzie, w jaki czas urywa się myśl, wątek myśl, nitkę.

MASKA 7.

Nitkę?

KONRAD

Nitkę Aryadny.

MASKA 7.

Wiodącą do labiryntu.

KONRAD

Nie, tę, którą dzierżąc i z kłębka rozwijając, zejść można w labiryntu tajniki i najskrytsze ulice pałacowe przejść. I te górnych pięter i te podziemu i te dalekie drogi podkopów i te ścieżki na wyżynie zawrotnej dachu.

MASKA 7.

Cóż dla nas jest Labiryntem?

KONRAD

Wawel.

MASKA 7.

A Aryadną?

KONRAD
Duma.
MASKA 7.

A kłębkiem?

KONRAD

Miłość dla tego, co jest...

MASKA 7.

Tam.

KONRAD

Nie. — We mnie!

MASKA 7.

A!

KONRAD

A prze mnie tam i pcha i prowadzi...

MASKA 7.

?

KONRAD

Nienawiść ku temu, CO JEST TAM.
— — — — — — — — —

Odeszła, — jużci nowa stoi
i twarz maszkarą rysów zbroi.

MASKA 8.

Jest to przedewszystkiem niejasność myśli.

KONRAD

Nie pierwszy raz to słyszę z ust twoich. Dowodzi to tylko, że tłumaczę się wyraźniej, niż czasem mniemać mogę.

MASKA 8.
?
KONRAD

Bo nie ma myśli tak niejasnej, którejby człowiek, myślący jasno i wyraziście, nie przenikał i nie rozumiał.

MASKA 8.

Chcesz koniecznie być rozumiany.

KONRAD

Ciebie to drażni, że jestem rozumiany, niejako pomimo mnie, — nawet mimo mojej niejasności.

MASKA 8.

Zagadki.

KONRAD

Zagadki, Sfinksy. Otoczeni jesteśmy lasami, u skraju których stoją Sfinksy-strażnicy i samem tem, że u skrajów leśnych stoją i że są, każą się domyślać tajemnic.

MASKA 8.

Któż dla nich będzie Edypem.

KONRAD

Tak, tak. Edyp odgadnie ich tajemnice. Edyp czytać będzie z ich oblicza, a one zrozumią i zgadną, że on czyta z ich twarzy i do głębi zagląda oczyma.

MASKA 8.

A!

KONRAD
I zginie, jak Edyp.
MASKA 8.

Więc to nie ja jestem z tych, którzy stoją u skraju lasów, ani ja jestem z tych, którym przydajesz imię Edypa.

KONRAD

— Nie ty.

MASKA 8.

To jasne, — tak to jasne.

KONRAD

A więc się oryentujesz.

MASKA 8.

W metaforach i porównaniach.

KONRAD

Na terenie sztuki.

MASKA 8.

A tym Edypem?

KONRAD

Jestem ja.

MASKA 8.

A!

KONRAD

I brat mój i ojciec mój i mój syn.

MASKA 8.

A!

KONRAD
A to porównanie należy do sztuki i jest... ogólno ludzkie...
MASKA 8.

Hm, — tak.

KONRAD

A ty chciałeś przedewszystkiem, aby to była Polska ten las, Wielkość i Śmierć te sfinksy, a...

MASKA 8.

A Edyp?

KONRAD

A Edyp: POEZYA.

MASKA 8.

! — — — — — — — — —

KONRAD

Tak jest. Ty jesteś z tych, którzy wszędzie, wszędzie szukają Polski, w każdem dziele sztuki, w każdem zdaniu, gdzie jest zawarta piękność i myśl głęboka a niepokojąca.

MASKA 8.

A! — a! — a!

KONRAD

A nikt nie szuka, jak tego, co jest jego duszy własnością i tęsknotą.

MASKA 8.

Ja?!!

KONRAD

Oto Polska jest twojej duszy własnością i tęsknotą!

— — — — — — — —

Precz znikła; nowa już się skrada,
już za nim tropi, śledzi, bada.

KONRAD

Potęga!

MASKA 9.

Zatrzymałeś się przy tem słowie.

KONRAD

Potęga.

MASKA 9.

Nie mów tego wyrazu.

KONRAD

?

MASKA 9.

Potęga, zapowiedziana słowem, — traci.

KONRAD

?

MASKA 9.

Traci. — Cóż to chcesz zapowiedzieć?

KONRAD

Spełnić.

MASKA 9.

??

KONRAD

Dopełnić.

MASKA 9.
!
KONRAD

A to jest różnica. — Dopełnić! tego, co zapowiedziane, tego, co przepowiadane.

MASKA 9.

?

KONRAD

Po wszystkie czasy; gdzie w latach milczenia rozwijała się myśl.

MASKA 9.

A po myśli szedł — ?

KONRAD

Czyn!

MASKA 9.

A czyn jest potęgą!

KONRAD

!

MASKA 9.

Potęga ujawni się przez czyn?!
A to wszystko jest frazes, po za którym nie kryje się nic. Ot nagi frazes pusty, pusty, pusty, jak twoje oczy, jak twoja pierś. Oto, to jest ta pustka, która cię otacza, — że ją masz w sobie.

KONRAD

A...a.

MASKA 9.

I gdzież «potęga».

KONRAD
Smutek.
MASKA 9.

Już skrzydła zwinięte? Ot to, co znaczy przypinać cudze skrzydła.

KONRAD

A!

MASKA 9.

Ikar! Ikarowy lot i Ikarowy los.

KONRAD

!

MASKA 9.

A wiesz, gdzie to prowadzi?

KONRAD

No tak.

MASKA 9.

W przepaść!

KONRAD

W przepaść.

MASKA 9.

Chyba, że kto rękę poda.

(podaje rękę)
KONRAD

Nie, nie, nie.

(odsuwa się)
MASKA 9.

Ty mnie nie znasz.

KONRAD
Znam, znam, znam.
MASKA 9.

Podaję rękę z radą.

KONRAD

Wiem, wiem, wiem.

MASKA 9.

Dłoń w dłoni, możemy wiele zrobić.

KONRAD
(obojętnie)

Tak, tak, tak.

MASKA 9.

Powiem ci myśl, która jest czynem i czynu poezyą.

KONRAD

Domyślam się.

MASKA 9.

Nie.

KONRAD

Tem bardziej się domyślam.

MASKA 9.

Oto, że — powinniśmy.

KONRAD

Nic nie powinniśmy.

MASKA 9.

Tak, — więc żadne «powinniśmy».

KONRAD
Żadna obowiązkowość.
MASKA 9.

Żadna. — Więc: musimy coś zrobić, coby od nas zależało.

KONRAD

Musimy coś zrobić, coby od nas zależało.

MASKA 9.

Zważywszy, że dzieje się tak dużo, co nie zależy od nikogo.

KONRAD

A!

MASKA 9.

A!

KONRAD

Musimy coś zrobić, coby od nas zależało, zważywszy, że dzieje się tak dużo, co nie zależy od nikogo.
— — — — — — — — — — — — — — —

Znika, a nowa już powstanie,
by nowe zadać mu pytanie:

MASKA 10.

Dążysz... do... gdzie?

KONRAD

Do... (zatrzymuje się).

MASKA 10.

Do jakowegoś wyzwolenia.

KONRAD
Śmierć?!
MASKA 10.

Samobójstwo.

KONRAD

A że ty przez śmierć dobrowolną, rozumieć jesteś w stanie li tylko samobójstwo.

MASKA 10.

No a cóż?

KONRAD

Przyjmij tylko do wiadomości, że wyzwolenie przez Smierć można mieć nietylko na drodze samobójczej.

MASKA 10.

No ale w każdym razie jest to: zabić się.

KONRAD

Jest to zabić siebie... siebie, tego, który jest... Bez wystrzału i bez trucizny, której się zażywa. — Ale to dopiero początek... I jeszcze nie o tem myślałem a raczej mówiłem.

MASKA 10.

Tak, bo nie mówisz tego, co myślałeś.

KONRAD

Bo chcę przedewszystkiem, ażebyś myślał wraz ze mną.

MASKA 10.

Otóż więc myślę.

KONRAD
To znaczy ledwo: słuchasz:
MASKA 10.

Tak.

KONRAD

Słuchaj zatem. Myślałem: o wojnie i o bitwie, gdzie można zginąć i o działaniu jakiemś, gdzie można ginąć — ale to będzie PRZYPADEK. Więc nie szukałbym tej śmierci mojej, ale jest ona na tej drodze możliwa.

MASKA 10.

Jest zresztą możliwa na każdej innej.

KONRAD

A więc dobrze, bo to odwraca moją myśl. Tak, tak... Więc śmierć moja, skoro możliwa jest na każdej innej drodze, przezemnie nie wybranej i nie upatrzonej — więc, więc... tamte wypadki są przypadkami i są przypadkowe i będą przypadkowe.

MASKA 10.

I będą przypadkowe? — Mówisz, jak o pewności. Jako o rzeczach pewnych i niezawodnych.

KONRAD

Niezawodnych i przypadkowych.

MASKA 10.

?

KONRAD

Jest to zresztą to, co przynosi każde działanie.

MASKA 10.
Każde działanie?!
KONRAD

Wszelki ruch zbiorowy, ruch mas.

MASKA 10.

Ruch mas?!

KONRAD

Ruch wielkich mas!

MASKA 10.

Więc ruch wielki!!

KONRAD

Tak jest — WIELKI RUCH.

MASKA 10.

I ten miałby być przypadkiem?

KONRAD

Nie. Ten jest koniecznością. A więc się stanie poza mną także. I ja nie potrzebuję się o niego troskać. Ten jest koniecznością nieodwołalną.

MASKA 10.

? — Tak! — a?... a; — tak!

KONRAD

Nieodwołalną! — Ale on przyniesie szereg przypadków, rzeczy luźnych, niepowiązanych, tych, które się niczem nie dadzą powiązać; rozumem ludzkim a nawet wolą będą trudne do opanowania, — jak zawsze. —

MASKA 10.
Aha!
KONRAD

Czyli, — że to, co było po tylekroć razy, tyle set razy, przyjdzie i stanie się i odbędzie się tak, jak się odbyło tyle set razy.

MASKA 10.

To jest:

KONRAD

Odbędzie się jako szereg przypadkowych zdarzeń, jako szereg epizodów.

MASKA 10.

Dramatu.

KONRAD

A tak dramatu.

MASKA 10.

O podkładzie tragicznym.

KONRAD

Szereg epizodów dramatu o podkładzie tragicznym... No ale do czegóż właściwie prowadziłem?

MASKA 10.

Do Śmierci.

KONRAD

Nie. — Do wyzwolin.

MASKA 10.

Jak terminator!?

KONRAD

O tak, — jak terminator... tak, tak. Terminowałem długo u wielu przemożnych potęg, które władały myślą moją — i teraz czas mi wyzwolić się.

MASKA 10.

Pokruszyć te potęgi.

KONRAD

Nie wiem.

MASKA 10.

Nie znasz ich natury — ?

KONRAD

Dopokąd nie stanę przed którą z nich blisko, to ich nie umiem wskazać, ale są momenty, gdy je widzę jasno.

MASKA 10.

Ha!

KONRAD

Jest to tak: jakby w koło mnie w krąg, we wielkiej sali...

jakby w koło mnie w krąg
we wielkiej kutej sali
Bogowie rzędem stali:
na podnóżach wysokich posągi.
Jakby to było we Walhali.

MASKA 10.

We Walhali!

KONRAD

Ale do czego ja to dążyłem — ?

MASKA 10.
Do nazwy i określenia tych bogów.
KONRAD

Bogów!

MASKA 10.

Z którymi walczysz.

KONRAD

O co...? o co — ?

MASKA 10.

O wyzwolenie.

KONRAD

Nie rozumiesz mnie. — Ja mam spełnić przeznaczenie.

MASKA 10.

Czyje?

KONRAD

Ich i moje.

MASKA 10.

?... Co masz czynić?

KONRAD

A!!!! A!! Pytasz mi się nareszcie, co mam czynić? Co mam czynić? O radości, że ty mi się o to pytasz. Ty mi się pytasz! Ja słyszę to pytanie: CO MAM CZYNIĆ? — Ja, który tylko wciąż słyszałem: «co myślisz?»
A! A! Co mam czynić — ? — —
Mam spełnić przeznaczenie ich i moje.

MASKA 10.
?
KONRAD

Wykraść ten święty ogień, — — — który tam płonie.

MASKA 10.

Wykraść...

KONRAD

Wziąć ten święty ogień i dać...

MASKA 10.

I dać...

KONRAD

Tym, którzy czekają.

MASKA 10.

Na kogo?

KONRAD

Na ogień. Na nikogo nie czekają, ale czekają ognia, żaru, który budzi, który daje siłę, moc, potęgę.

MASKA 10.

A!

KONRAD

Ognia czekają. Ognia!

MASKA 10.

Prometeusza!

KONRAD

A tak, Prometeusza.

Nie człowieka czekają, ani tego, który ogień poniesie, ale ognia, ognia, żaru!
MASKA 10.

?
— — — — — — — — — — —

Ledwo przepadła kędyś w płótna,
już nowa idzie bałamutna.

KONRAD

A co jest mi wstrętne i nieznośne, to jest to robienie Polski na każdym kroku i codziennie.

MASKA 11.

?

KONRAD

To manifestowanie polskości.

MASKA 11.

Ach!

KONRAD

Bo to tak wygląda, jakby Polski nie było, Polaków nie było... Jakby ziemi nawet nie było polskiej i tylko trzeba było wszystko pokazywać, bo wszystkiego zostało na okaz, po trochu;... pokazywać, jakby srebra stołowe w zastawie; pokazywać, jakby kartki i karteczki zastawnicze, — i kryć się i udawać i udawać.

MASKA 11.

?

KONRAD

Poco, naco? Bez tych manifestacyi wszystko jest: i ziemia i kraj i ojczyzna i ludzie.

MASKA 11.
I naród.
KONRAD

Tylko naród się zgubił.

MASKA 11.

?

KONRAD

Tak, tylko naród się zgubił, a wszystkie czynniki jego składowe są, są, są.

MASKA 11.

I kto go zgubił?

KONRAD

A tak, — więc kto go zgubił?
My, my, tak jest, my.

MASKA 11.

— ?

KONRAD

Tak jest my. Nie przez wojny, nie przez klęski i porażki wojenne, bo te się dadzą zmienić, bo to są chwilowe rzeczy, bardzo chwilowe.

MASKA 11.

?

KONRAD

Bo to są rzeczy jednego dnia.

MASKA 11.

?

KONRAD
Nie o tem będę mówił, bo to dla mnie jasne. Ale — że to my, my przyczyną, że się gdzieś zagubił naród.
MASKA 11.

No, no, no.

KONRAD

Że pozwalamy w tej sprawie namyślać się byle komu.

MASKA 11.

?

KONRAD

Każdemu obywatelowi polskiemu, każdemu...

MASKA 11.

Każdemu uczciwemu Polakowi. No cóż złego?

KONRAD

A to złego, że każdy uczciwy Polak, jak skoro zacznie gadać, tak ze słabą głową przegada wszystko; a on jest tylko od tego, żeby siedział w swoim kącie, na swoich śmieciach i BYŁ!

MASKA 11.

To jest zamykanie gęby.

KONRAD

A tak. Powinien być, być, być. Być ze zamkniętą gębą.

MASKA 11.

Ha!

KONRAD

I nie filozofować, by nie przefilozofować Polski, bo...

MASKA 11.
Bo...
KONRAD

Bo gubi naród.

MASKA 11.

?

KONRAD

Bo tak gubi się naród.

MASKA 11.

Ha! To cenzura!

KONRAD

A tak. Powinna być cenzura narodowa.

MASKA 11.

?

KONRAD

Cenzura narodowa, któraby działała tak, jak działają cenzury we wszystkich państwach wszystkich narodów.

MASKA 11.

Ależ Polska ma być...

KONRAD

A tobie co do tego, czem Polska ma być. Ty masz milczeć.

MASKA 11.

Tak samo ty.

KONRAD

A nie, — bo ty.

MASKA 11.
Bo ja co?
KONRAD

Bo ty: kłamiesz!

MASKA 11.

?

KONRAD

Ja wiem, czego ty chcesz: że Polska ma być mitem, mitem narodów, państwem ponad państwy, prześcigającem wszystkie, jakie są, Republiki i Rządy; oczywiście niedościgłem, wymarzonem. Ma być marzeniem, — tak, ideałem. Tak! Według ciebie ma się nie stać nigdy. Tak a nigdy ma się STAĆ, nigdy BYĆ, nigdy się urzeczywistnić.

MASKA 11.

A ty chcesz?

KONRAD

A ja chcę tego, co jest wszędzie.

MASKA 11.

?

KONRAD

I tego, co jest, CO JEST, tak, jak jest! tylko...

MASKA 11.

Tylko?

KONRAD

Tylko z usunięciem oszustwa narodowego.

MASKA 11.
?
KONRAD

Z usunięciem kradzieży narodu; oszustów, którzy rujnują naród! złodziei, którzy okradają naród!

MASKA 11.

Z czego?

KONRAD

Po pierwsze z duszy! z duszy! z duszy!
Duszę mu kradną!!!
— — — — — — — — — — —

Przepadła; jużci nowa kroczy
i wyłupiaste zwraca oczy.

KONRAD

U nas jest kraj gościnny. No, tak się zmieści każdy złodziej. No tak. Ale on zawsze będzie wiedział, że jest złodziej.

MASKA 12.

?

KONRAD

Złodziej tym ludziom, którzyby się urodzić mieli z czystej krwi narodu.

MASKA 12.

Krew narodu!

KONRAD
Oto przedewszystkiem powinniśmy uszanować krew narodu. I nie dać jej marnować. Nie pozwolić marnować krwi narodu.
MASKA 12.

Jak-że-to?

KONRAD

Nie pozwolić prostytuować naszych kobiet.

MASKA 12.

A!

KONRAD

A tak. My niepowinniśmy pozwolić naszych kobiet obcym, tym obcym, którzy siedzą wśród nas.

MASKA 12.

Ależ kobiety są niezależne.

KONRAD

Nie, nie są i nie będą. Bo całem ich życzeniem i dążeniem powinno być, żeby od tej myśli niezależne nie były.

MASKA 12.

? Ależ one same...

KONRAD

One same są niczem.

MASKA 12.

?

KONRAD

Nie mogę ścierpieć i znosić i słuchać, że kobieta Polka przeistacza dom męża obcego i czym zeń dom polski.

MASKA 12.

?

KONRAD
Jeżeli tak czyni, to czyni podłość.
MASKA 12.

?!

KONRAD

Czyni podłość, która się prędzej czy później odezwie w charakterze potomstwa.

MASKA 12.

Jak-to?

KONRAD

Że wytwarza się tłum ludzi obojętnych dla naszego narodowego społeczeństwa, którzy go zaprzedają.

MASKA 12.

Jak?!

KONRAD

Przez to, że o niczem nie myślą. Że się prędko godzą z warunkami i że nie czują potrzeby zmiany.

MASKA 12.

Przesada.

KONRAD

A właśnie! że widzą w każdej właściwej myśli dorzecznej przesadę.

MASKA 12.

I niedorzeczność.

KONRAD

Choćby i niedorzeczność. A ja tę obojętność nazwę podłością, ale ich za nią winić nie mogę. Takich nie mogę i nie chcę nigdy obwiniać.

MASKA 12.
Więc co?
KONRAD

I tacy się zmieszczą. Ale winniśmy przeciwdziałać i nie pozwolić marnować naszej krwi i naszych dziewcząt, tak dobrze obcym, jak swoim. Tego nie powinniśmy, a to tylko może zrobić...

MASKA 12.

Kto — ?!

KONRAD

Polski rząd. Bo żaden inny naszych interesów, interesów naszej krwi bronić nie będzie.

MASKA 12.

A!

KONRAD

A tak! Bo inne są dla nas i naszych spraw i naszych świętości oszustami!

MASKA 12.

A!

KONRAD

Oszustami!!
— — — — — — — — — — —

Znikła; już inna jest na straży
i niby myśl w zadumie waży.

KONRAD

Poezyą nie są wiersze.

MASKA 13.

?

KONRAD

Poezyą nie jest to, co my dotychczas za poezyę uważaliśmy. Nawet ta treść poetyczna, którą się tak klasyfikowało, — już nią dziś nie jest, — nie jest.

MASKA 13.

?

KONRAD

To już umieją paplać wszyscy.

MASKA 13.

?

KONRAD

Umieją paplać!... źle, przekręcać; stracili więc właściwą wagę słów — i słów właściwe znaczenie. A raczej byle jakie słowa i byle jak złożone wystarczają, by przeciętne umysły nastroić poetycznie. Czyli że...

MASKA 13.

?

KONRAD

Czyli: że straciliśmy wiarę w słowo.

MASKA 13.

?

KONRAD

Naród nasz stracił wiarę w słowo.

MASKA 13.

?!!

KONRAD

Alboż ty wiesz, co jest Słowo?

MASKA 13.
?
KONRAD

Jeśliś go tak nadużył?

MASKA 13.

?!?

KONRAD

Tak, bo to jest nadużycie, nadużycie, oszustwo, zbrodnia, kłamstwo, fałsz, fałsz. Ty kłamiesz!

MASKA 13.

!!

KONRAD

Jakże ty człowieku myślisz o sobie! O swojej duszy!

MASKA 13.

?

KONRAD

Ty nie rozumiesz jednego wyrazu. Nic, nic, nic.

MASKA 13.

?

KONRAD

O ta głowa, — o to serce, — o ta pierś, — o to ramię, — oczy, — usta, — głos!

MASKA 13.

?

KONRAD

Cha, cha, cha, cha! Bierz, kruż! Do studni, do studni, dalej, precz; pleć, pleć; noś tę wodę, lej potoki, kaskady, pluskaj! Bież kruż, dalej!

MASKA 13.
???
KONRAD

Danaidy! Danaidy!
— — — — — — — — — — —

Zapada właśnie pod podłogą;
już nowa sunie z miną srogą

KONRAD

My mamy za wiele poczucia solidarności narodowej.

MASKA 14.

?

KONRAD

I tem nas oszukują, że my powinniśmy mieć to poczucie solidarności narodowej.

MASKA 14.

?

KONRAD

Bo wszędzie są złodzieje i rozbójce i oszusty. I gorsi i lepsi.

MASKA 14.

No tak, tak.

KONRAD

A mimo to żyją jako kompleks ludzi, pod jednym tytułem.

MASKA 14.

No tak, tak.

KONRAD
A nam z okazyi tej właśnie połowy, która jest złą... W nas chcą wmówić, że za to jesteśmy odpowiedzialni i że jesteśmy do niczego.
MASKA 14.

Aha.

KONRAD

A cóż nas ta zła część naszego narodu obchodzi?

MASKA 14.

Aha. — Oczywiście nic.

KONRAD

No więc?

MASKA 14.

No więc...

KONRAD

No więc nie powinniśmy żyć solidarnie ze sobą.

MASKA 14.

Ze sobą. — Tak.

KONRAD

No, to znaczy, że my... (zamyśla się)... że my przecież nie możemy być... — (urywa)... Że oczywiście człowiek słaby, który jest bierny, ulega; — bo tak być miało, — i takby było zawsze.

MASKA 14.

Tak.

KONRAD

Ale to nie znaczy, że naród ulega.

MASKA 14.

Tak, — no tak.

KONRAD

Więc my tracimy przez to, że wyrabiamy niepotrzebnie w tylu ludziach poczucie narodowości, a oni nie mając charakteru, nie wiedzą, co z tym począć i kapitulują.

MASKA 14.

Aha.

KONRAD

Ale za nich nie może być odpowiedzialny naród. Oni nie są narodem.

MASKA 14.

Tak, oni nie są narodem.

KONRAD

Niepotrzebnie wyrabiamy poczucie narodowości i solidarności z lichą częścią naszego narodu. Jest to rzeczą złą i niepotrzebną.

MASKA 14.

Tak.

KONRAD

Bo my zawsze będziemy mieć do usług i do rozporządzenia tę lichą część naszego narodu.

MASKA 14.

Tak.

KONRAD

A oczywiście tem bardziej i lepiej, gdy ona będzie w naszych rękach.

MASKA 14.

Ha! w naszych rękach!

KONRAD
Tak jest, w naszych rękach. Powinniśmy mieć wszystko w naszych. Tak, jak inni.
MASKA 14.

?

KONRAD

A będziemy, co najmniej tacy, jak inni.

MASKA 14.

A!
— — — — — — — — — — —

Co tylko wpadła po za ściany,
już nowy idzie druh kłamany:

MASKA 15.

Przejmuje mnie ta bezdenna głębokość myśli, ta głębia ducha, idącego ku odkupieniu przez mękę i ból.

KONRAD

To nie to.

MASKA 15.

Ta, że tak powiem, Chrystusowość.

KONRAD

Chrystusowość!

MASKA 15.

Ta Chrystusowość posłannicza, ta idea męki krzyżowej i odkupienie przez mękę.

KONRAD

Tam w niebie, w które, notabene, nie wierzysz.

MASKA 15.

?

KONRAD
Na co mamy być Chrystusem narodów, wyłącznie na mękę i krzyż i dla cudzego zysku?
MASKA 15.

?

KONRAD

Dla cudzego zysku i wyzysku tych, którzy nie będą Chrystusami narodów, a...

MASKA 15.

Obrażasz swój naród.

KONRAD

Chcę go zasłonić przed oszustami.

MASKA 15.

?

KONRAD

Zasłonię go przed oszustami, tymi, co mu kradną dusze za cenę rzeczy nieuchwytnych. Co mu odbierają dumę i każą się pokorzyć; tymi, co mu odbierają pychę i każą się kajać w prochu upodlenia i żebrać. Przed tymi chcę naród mój ocalić, co każą mu jak żebrakowi skomleć i jęczeć, — — jemu bogaczowi...

MASKA 15.

?

KONRAD

Jemu, który jest bogaczem takim samym, jak każdy inny.

MASKA 15.
?
KONRAD

Wszak każdy naród co innego niż państwo. Naród ma jedynie prawo być, jako PAŃSTWO. A państwo zaś jest w stanie pomieścić wszystkich, jakichkolwiek, we wspólnej gminie.

MASKA 15.

? — Więc

KONRAD

Ale cóż to ciebie obchodzi?

MASKA 15.

?

KONRAD

Ja nie chcę, abyś ty się tem interesował, to jest: opiekował. Ja chcę, żeby te rzeczy były tobie narzucone i żebyś ty wobec nich stał się niczem.

MASKA 15.

?

KONRAD

Wobec rzeczy bezwzględnych, które idą same ze się. Same z siebie.

MASKA 15.

A!
— — — — — — — — — — —

(Maska znika, Konrad zostaje sam).

KONRAD

Tak, tak, tak: SZTUKA MI NIE WYSTARCZA. Tak, tak.... przychodzę do przekonania,........
(tejże chwili spostrzega, że scena cała zapełnia się postaciami, które czołgają około niego, szpiegując myśli jego) że,... że... (symuluje, kończąc) milczenie jest złote.

(Kładzie palec na ustach).

— — — — — — — — — — —
(W miarę słów Konrada, maski się oddalają, w głębi sceny pozostała tylko jedna).
Wolny! wolny! Ja tu ogłaszam się wolny i nikt ducha mego skrępować nie zdoła. Nikt! Dałem tego przykłady, nim doszedłem do tego sam. Mogą mię stemplować markami, jakiemi kto chce, i znaczki na mnie nakładać pocztowe, jakie kto chce. I jacy tam będą oszuści, mogą w moich kieszeniach ręce płukać, mogą mię kraść i brać z moich skrzyń i komór, z moich pól i moich lasów i zbóż i warzyw.
Ja jestem wolny, wolny, wolny! I nie dosięgnie mnie nikt, bo jestem tak daleki, tak niedościgniony, jak Nieśmiertelność, gdzie Smierć sama przebiega i wielkiemi skrzydłami nad światem wieje.
Gońcie mnie, wy bez skrzydeł i wy ze skrzydłami, larwy piekieł, wy Erynje! Nie dościgniecie mnie już Orestesem, którym ukląkł u ołtarza, i któremu Bóg promienia swego użyczył. Rozumiesz! Rozświetlał mi w głowie Bóg, Apollo-Chrystus i Erynje przechodzą mimo. Wiesz ty, co to znaczy, że ja: jestem wyzwolon.

MASKA 16.
A my —?
KONRAD

Że wy jesteście wyzwoleni. Męka Orestesa przeszła nad całą ziemią mykeńską. Zbrodnia Atrydów nad całem ciążyła miastem. A zwolony Orestes dał ziemi swojej uwolnienie od klątwy.

MASKA 16.

Uwolnienie od klątwy!

KONRAD

Jestem wolny od klątwy!

MASKA 16.

Chcesz być wolny!

KONRAD

— — Więc jest klątwa, która ciąży...? Jest, jest... Jaka? gdzie? Kto? Kto ją zdejmie?

MASKA 16.

Orestes.

KONRAD

Orestes! Ja! — A ja jestem wolny!

MASKA 16.

Nie jesteś wolny.

KONRAD
Nie?! — Więc one... przyjdą, przyjdą... Erynje! Ty wiesz —? Ty sobie nie zdajesz sprawy z tego, co ty mówisz. Ty nie rozumiesz wszelkich konsekwencyi artystycznych. Ty nie wiesz nic więcej nad kilka słów..., a każde z nich decyduje o mojem życiu.
MASKA 16.

Przyzwyczaiłeś się wszystko kłaść na jedną kartę.

KONRAD

Gdybym kładł!

MASKA 16.

No więc...

KONRAD

A czego ty chcesz po mnie?! Gry?

MASKA 16.

Odwagi.

KONRAD

A ty.

MASKA 16.

Ot widzisz, odwołujesz się wciąż do mnie. Gdzież ta samoistność?

KONRAD

A ty się wciąż zwracasz do mnie; nawet ci się o samoistności nie śni.

MASKA 16.

A tobie się śni o samoistności. Ja zaś ją w tobie widzę z daleka.

KONRAD

A ja —?

MASKA 16.
A ty jesteś, przez którego płynie strumień piękności...
KONRAD

Aha! Tak. Strumień ma płynąć z mego serca, czysta krew. — Jeno krew żeby była czysta... A wy z niej pijcie.

MASKA 16.

Jacy «wy».

KONRAD

Wszystko to, co nie jest mną.

MASKA 16.

Możesz to uważać za swoje przeznaczenie.

KONRAD

Przeznaczenie. Już się z niem zetknąłem i — — nie wiem nic.

MASKA 16.

Nie chcesz wiedzieć.

KONRAD

Nie chcę wiedzieć.

MASKA 16.

No, to zrozum, że inni tak samo: nie chcą wiedzieć tej odrobiny, tego trochę, co wiedzieć mogą i czego się domyślają, bo...

KONRAD

Bo...

MASKA 16.

Bo się boją.

KONRAD
Czego?
MASKA 16.

Zrozumienia.

KONRAD

Więc zrozumienie jest najstraszniejszem — —

MASKA 16.

Nie. Ale jest początkiem lęku... O tem wiesz.

KONRAD

O tem wiem.

MASKA 16.

I już nigdy spokoju...

KONRAD

I już nigdy spokoju.

MASKA 16.

Więc jesteśmy sobie mniej więcej równi.

KONRAD

Więc sądzę, skłonny jestem sądzić, że obaj jesteśmy: mniej więcej.

MASKA 16.

Gotów jestem poniżyć siebie, byle poniżyć innych.

KONRAD

Więc jednak przypuszczasz, że na pewnej wyżynie stoję.

MASKA 16.

O ile nie stajesz na tej, którą ci budują.

KONRAD

Więc i nie to. — Ale znów wracam do mego sposobu myślenia: że istnieje bezwzględna klasyfikacya po za tą moją i po za tą innych i że ta jest sama ze się.

MASKA 16.

Z ducha?

KONRAD

Z ducha! I że każdy czuje lub kiedyś wymiarkuje: jaki duchem jest i skrzydła rozwinie, jeśli skrzydła poczuje i wzleci, jeśli mu się wznosić wolno i uleci, gdy mu to znaczono.

MASKA 16.

Aha. Orle loty. A cóż to ma być? Czy tylko retoryka i tylko literatura?

KONRAD

Sztuka.

MASKA 16.

Czy tylko sztuka?

KONRAD

Cóż może być innego?

MASKA 16.

A z tego widzę: żeś tylko artysta.

KONRAD

A! z tego nareszcie widzisz, żem artysta.

MASKA 16.

Aha.

KONRAD

Aha. Więc znów różnica między nami.

MASKA 16.
Przepaść!
KONRAD

Przepaść. —

MASKA 16.

Któryż z nas zechce skoczyć —?

KONRAD

Dlaczego? Poco?

MASKA 16.

Bo przepaść, przed którą się stoi, ciągnie!

KONRAD

Chimera?!

MASKA 16.

Chimera.

KONRAD

A to ty jesteś chimera. I już teraz cię rozumiem, rozumiem. Ty jesteś tym duchem-pegazem, który nosisz mego ducha ponad przepaściami, — po przez ugory, puszcze, lasy.

MASKA 16.

Albo prościej...

KONRAD

Albo prościej:

MASKA 16.

Ja dla ciebie nie istnieję wcale, o ile nie wynajdziesz na mnie figury i pozy artystycznej.

KONRAD
Dźwigam cię.
MASKA 16.

Przystrajasz mnie. Wdziewasz na mnie larwę marmuru, larwę sztuki, — jaką chcesz i mnie dusisz, mnie dławisz, zabijasz.

KONRAD

Więc jesteś niczem.

MASKA 16.

Nie jestem tak łatwo uchwytny.

KONRAD

Otośmy równi.

MASKA 16.

A teraz skwapliwie wyciągasz ku mnie rękę, gdy się otaczam tajemniczością. Bo tę tajemnicę chcesz ze mnie wyciągnąć.

KONRAD

Masz ją. Miej i idź z nią lub zostań. Uznam ją i będę ją szanował. Zgadnę ją sam, jeśli jest. A że jest, o tem wiem mimo ciebie, — z logiki założenia, z logiki artyzmu. I teraz oto uważ, że odkryłem tobie część rzeczy, którym nie przypatrywałeś się wprzód.

MASKA 16.

No tak. — Ale to znaczy...

KONRAD

Co?

MASKA 16.

Myślenie.

KONRAD
Dla mnie myślenie jest powietrzem.
MASKA 16.

Do lotu!

KONRAD

Do lotu!

MASKA 16.

Więc ty duch lotny.

KONRAD

Rozwinąć skrzydła, — lecieć w lot,
jak orli lotny duch,
nad skały, paście, lasy,
w tęczowe krasy chmur,
jak lotny puch.
Do nieśmiertelnych złotych wrot.
................
Ach wiecznie tam,
gdzie nie dolata nikt,
lecieć tęskność mię zmusza,
gdzie w raj ten obiecany
przykują nas kajdany

MASKA 16.

A jakież to kajdany?

KONRAD

DUSZA.

— — — — — — — — — — —

Przepadła po za ścianą z boku;
już nowa dotrzymuje kroku,
już nowa koło niego krąży,
śledząc, gdzie Konrad myślą dąży.

KONRAD

Co mnie obchodzi przedewszystkiem mój naród? Co mnie obchodzi jego historya i jego plotki? Tak plotki. Bo ostatecznie wszystko, co wam daje wasza poezya, jest plotką, z którą się nie walczy. Poezye uważają u was jako pół-prawdy, jako rzecz, w którą się nie wierzy, której się nie ufa, na której się nie polega. Poezya zaś jest artyzmem. Zaś artyzm ma swoją logikę i nieodwołalność i jest całą prawdą, jeśli jest. Inna zaś prawda jest niepotrzebną.

MASKA 17.

Odbiegasz od czegoś zaczął.

KONRAD

Nie odbiegam od niczego, zwłaszcza od tego, com zaczął, jeśli myśl moją snuję logicznie właśnie z tego, com zaczynał.

MASKA 17.

Mówiłeś o narodzie.

KONRAD

Nie obchodzi mnie nic wasz naród, bo ten wasz naród nie jest waszym narodem. Zgoda wasza i zgodność wasza jest już dla was niedościgłą, więc stąd uznajecie ją tak skwapliwie w tej waszej poezyi. Naco wam zgoda potrzebna? Jedynie niezgoda z was co jeszcze wytwarza, z was, którzy jesteście niczem, niczem, niczem.

MASKA 17.
To przykre.
KONRAD

To tylko przykre? To śmierć dla inteligentnego człowieka! A dla was to tylko przykre. Powinniście mnie zabić, zabić. A wy westchniecie, że to przykre.

MASKA 17.

Zabijasz się sam.

KONRAD

Zabijam się sam. Ale i to wszystko będzie za późno. Świadomość przyszła już wprzódy, — wprzódy. A kto mi ją odbierze?!

MASKA 17.

Nie ja.

KONRAD

Nie ty. — Nikt. Świadomość ta jest artystyczna, logiczna w swoim artyzmie i nieodwołalna. Jest sama ze siebie. Ja ją tylko odkrywam. Ja tylko ją poznaję, tę, co jest, ją: TAJEMNICĘ. Ją niezgadnioną, ją wielką.

MASKA 17.

Kto to ma do siebie brać?

KONRAD

Kto? Nikt. Najlepiej nikt. A przedewszystkiem niech nie bierze ten, kto się nie poczuwa do niczego i jest spokojny.

MASKA 17.

Takich niema.

KONRAD

A właśnie że takich niema. Wszyscy są czujący, czujący, wiedzący. Już ich widzę, już ich znam. Wszyscy są przewidujący, zgadują, poznali, pogłębili duszę narodową i już ją wzięli dla siebie, już ona ich i dla nich. Niech żyje partya.

MASKA 17.

Dopiero mówiłeś przeciw partyi.

KONRAD

A cóż ty myślisz, że ja nie jestem partyą?

MASKA 17.

A więc reprezentujesz ją sam jeden.

KONRAD

Nie — i tak.

MASKA 17.

I to nazywasz logiczne.

KONRAD

Następstwo rzeczy jest logiczne, — i to jest odemnie niezależne. Ja je odkrywam. Ja je tropię. I nieraz jasnowidzę. I wtedy przerażam się jego bezwzględnością artystyczną: pięknem, które równocześnie czuję. — A ci, co za tem idą, co ją tworzą, ci nie widzą nic dalej.

MASKA 17.

Tak ci się zdaje.

KONRAD

A właśnie dlatego, że myślą, że tak mnie się zdaje.

MASKA 17.
No więc komuż?
KONRAD

Mnie się zdaje...? Nie mnie, nie mnie. Ale tak jest, tak jest po za mną i po za wami, — że to są naukowe pewniki, to co w artyzmie i poezyi odkrywam. A naukowe pewniki wszak dla was są istotne? — — Że mniejsza o to, czem jestem ja, i co się ze mną stanie lub z mojemi dziełami, ale że ten mój każdy krok, to jest krok ku...

MASKA 17.

Smierci?!!

KONRAD

........ Tak.
— — — — — — — — — — —

Zaledwo za nią drzwi zapadną,
Gdy nowa weszła z miną składną.

KONRAD

Co jakie parę staj lat,... co wiek, co... zjawia się człowiek, który nie może znieść tego, co jest.

MASKA 18.

Czego?

KONRAD

Niewoli.

MASKA 18.

Niewoli narodu.

KONRAD

Nie. — Niewoli narodowości.

MASKA 18.
Co?!
KONRAD

Niewoli narodowości. Wy chcecie ze mnie uczynić niewolnika.

MASKA 18.

Czego?

KONRAD

Patryotyzmu.

MASKA 18.

Ha!?

KONRAD

Dlaczego wy macie poczucie niewoli i poddania i uległości a ja nie?
Dlaczego wy czujecie się poddani i w jarzmie a ja nie?
Czy wy nie macie duszy?

MASKA 18.

Ha!?

KONRAD

Czy wy nie macie duszy? Nie wiecie, co to jest dusza, siła, która jest tem, czem chce i nie jest tem, czem nie chce. Dusza, która jest nieśmiertelna i pochodzi od Boga, a wy mówicie, że ją znacie i zatracacie jej boskość, zatrzymując ambicyę a Jej nie macie. Nią nie jesteście. Bo mieć ją i nie być nią: to nielogiczne. Wy śpicie.
Jesteście podobni ludziom, co śpią: ludziom, których duch błądzi, a tylko ciało ciepłem dycha.
Wy śpicie.

MASKA 18.
A na cóż mamy się budzić? do czego?
KONRAD

Prawda. Pocóż się macie budzić? Wy jesteście ciałem, które decha, które wdecha powietrze i wchłania napoje i jadło; ciałem, które płodzi i rozwija się i gnije. Tu wasz kres. Wy nie zdolni więcej. Cóż wybyście więcej mieli czynić? Czy czynić, czy działać, czy chcieć, czy tworzyć — ? Do tworzenia trzeba artyzmu. Artyzm nie może być utylitarny, bo jest niezależny od waszego bytu. Rzecz nie do osiągnięcia dla was. Więc śpijcie.

MASKA 18.

Tymczasem widzę, że zasypiasz przedewszystkiem ty. Bo to, co ty mówisz, to jest senność, to jest spanie, ale to śpisz ty.

KONRAD

A wy?

MASKA 18.

My nie jesteśmy obowiązani do niczego, bo my nie jesteśmy artyści.

KONRAD

Co jakiś czas zsyła Bóg człowieka jasnowidzącego.

MASKA 18.

No to mów, co widzisz — ?

KONRAD

.....Poczekaj, poczekaj, poczekaj. — To musi mieć formę artystyczną..... ha,..... tak...... tak..... — formę nieodwołalną, artystyczną, formę nieodwołalnego piękna, przed którem nie ostoi się nic, które jak młot walić będzie i przed którem wszystko polęże.

MASKA 18.

Uderz w ten ton.

KONRAD

Cicho — — Już słyszę głos. Tem wołaniem, tym czynem zwyciężę. Uderzyć-że w ten dzwon?

MASKA 18.

Uderz we wielki dzwon.

KONRAD

Zatem sztuka. Wysoki artyzm sztuki. Tragedya! Najszczytniejsza sztuka ma mówić i swoje: DRAMATIS PERSONAE wyprowadzić.
Ma więc wyjść polska Antygona i polski Edyp i mają żegnać słońce i żegnać światło, pozdrowienie śląc mu od ust klnących.
I żądać ma Antygona, aby jej było wolno grześć brata i żalić się jego wczesnej śmierci i uczcić mlekiem i miodem, jak przystało czcić umarłych i ma swego mimo straże dokonać.

MASKA 18.

I ma swego dokonać.

KONRAD

I ma wyjść Edyp i bluźnić Bogu, że go dosiągł i że go pchnął w nędzę i że dał mu świetność i że dał mu nędzy świadomość, która mu była Śmiercią.

MASKA 18.
Świadomość, która mu była Śmiercią.
KONRAD

Alboż my nie mamy tego samego. I tego Edypa i tej Antygony? Nie jesteśmyż-my tą siłą ducha onych przejęci?

MASKA 18.

A więc wracasz do narodu.

KONRAD

Wracam do nieśmiertelności.

MASKA 18.

Tak?! —?!

KONRAD

Nieśmiertelność czuję.....

MASKA 18.

To już raz było powiedziane.

KONRAD

Może, — tak — wiem. Tejże chwili już wiem, ale dla was znów to jest przypomnienie i już znów myśl się dla was gubi, bo nie widzicie myśli, ale człowieka. Tak jest, dotąd nie widzicie myśli mojej, tylko mnie, a nie o mnie chodzi. Przeszkodziłeś mi.

MASKA 18.

Przeszkodziłem, ale to nie ja.

KONRAD

To ty. Bo do tych, którzy powtarzają cudze, należysz ty, nie ja, który cudze przeżywam.

MASKA 18.
Jak-że to przeżyć takie słowo, jak: nieśmiertelność.
KONRAD

To go nie powtarzaj!

MASKA 18.

Kiedy to piękne i to jest prawie tyle trochę piękna, które naprawdę powtarzać lubię.

KONRAD

Adje!
...................

MASKA 18.

W każdym razie przyznasz, żem ci mocno dopomógł odpowiedziami do rozumowania.

KONRAD

Szedłem ja, nie ty.

MASKA 18.

I ja właśnie li tylko tego chcę, żebyś ty szedł nie ja.

KONRAD

Ale ty nie wiesz, gdzie ja idę.

MASKA 18.

Bo to mnie nie obchodzi.

KONRAD

A?!

MASKA 18.

A tak, bo to mnie nie obchodzi, gdzie ty idziesz? Mnie obchodzi: gdzie idzie naród. Mnie nie obchodzi gdzie ja idę. Ja się nad tem nie namyślam i nie zastanawiam: co jest osią działania myślowego u ciebie. Ja się nad tem nie zatrzymuję. Porównuję się tylko z tobą, kiedy wywodów twoich słucham i badam: gdzie dąży naród?

KONRAD

Ty? — Co! Ty?!

MASKA 18.

Ja obserwuję naród. Ja jestem obserwator. A ty...

KONRAD

A ja tem żyję!!

MASKA 18.

I to cała różnica.

KONRAD

Nie mała.

MASKA 18.

Cóż lepsze?

KONRAD

Więc jak-to? Jak-to? Ty jesteś obserwatorem narodu?

MASKA 18.

Naprzykład na tobie.

KONRAD

Naprzykład na mnie.....

MASKA 18.

Adje!
— — — — — — — — — — —

Przepadła; jużci nowa wkracza
i sieć domysłów swych roztacza.

MASKA 19.
Myślisz, że my jesteśmy przeciw Polsce.
KONRAD

Ja nie myślę o Polsce.

MASKA 19.

O czem myślisz?

KONRAD

Do mnie należy moja myśl i myśli mojej nowina i niespodzianki a wy mnie nie stawiajcie płotów, ogrodzeń, sieci żelaznych, — nie mówcie mi na każdym kroku, że to klatka!

MASKA 19.

Ha, jeśli ją czujesz.

KONRAD

Ja jej nie czuję.

MASKA 19.

W takim razie nierozumiemy twoich poglądów.

KONRAD

Ja wam ich nie wyjawię.

MASKA 19.

Więc są tajne.

KONRAD

Nie mam żadnych tajemnic, ani swoich ani cudzych.

MASKA 19.

Toś szczęśliwy.

KONRAD

Ani się nie chcę stroić w urok i piękno i poezyę tajemnicy.

MASKA 19.
Więc jest, — tylko odzierasz ją z szat poezyi.
KONRAD

Więc jest... tylko nazywa się: wola, a ubrana w szaty poezyi nazywa się: niewola. I oto to, do czego chcesz mnie przymusić.

MASKA 19.

Nie wiedziałem, że mam tyle mocy.

KONRAD

Nie wiedziałeś, że mam tyle odporności.

MASKA 19.

No, ale wróćmy do, — — rzeczowo. — My ofiarujemy ci wspólność pracy.

KONRAD

Teraz już nic, — już nic.

MASKA 19.

Zrywasz.

KONRAD

Nie. Nie zrywam.

MASKA 19.

Cofasz się.

KONRAD

Nie.

MASKA 19.

Więc co? Kpisz?

KONRAD

Nie.

MASKA 19.

Brutalnym chcesz być.

KONRAD
Nie.
MASKA 19.

Więc my...

KONRAD

Was nie ma.

MASKA 19.

Co?

KONRAD

Was nie ma już. Wyście stracili swoją egzystencyę. Nie widzę was.

MASKA 19.

Stajesz się wyraźniejszy.

KONRAD

Przestaliście istnieć już.

MASKA 19.

Skazujesz nas na śmierć.

KONRAD

Wyście pomarli. Trupy i upiory. Nędza duszy!

MASKA 19.

Tyś bogacz.

KONRAD

I przyszliście mnie kraść.

MASKA 19.

To jest idea. Napisz to, jako artykuł.

KONRAD

Bo ty chcesz tę ideę oświetlić po swojemu.

MASKA 19.
My nie zmienimy jednego słowa.
KONRAD

A! Umiecie uszanować. Nie chodzi wam o słowa, ale o czyny. Chcecie zmienić opinię o mnie, a do tego macie środki.

MASKA 19.

A więc widzisz, że jesteśmy i że mamy egzystencyę.

KONRAD

To nie jest egzystencya, ta wasza. — Wy jesteście zależni od lampy, około której latacie, jak ćmy, prosząc i ćmiąc światło. Nie wiecie kto lampę trzyma.

MASKA 19.

Ty wiesz —?

KONRAD

Ja wiem. Lampę trzyma człowiek ślepy i nazywa się: przeznaczenie.

MASKA 19.
.

Bah!

KONRAD

A na lampę dmuchnąć mogę ja i wtenczas co...?

MASKA 19.

Wtenczas...

KONRAD

A! nie chcesz dokończyć. Ćmy widzę w ciemności.

MASKA 19.

Jak wieszcze. —

Czy zechcesz lampę naszą wspólną zagasić?
KONRAD

Dajmy pokój alegoryi i temu, co ja chcę..... Ujrzycie inne światło, ja wam nawet pokażę drogę... Ale wam dobiedz nie starczy sił i skrzydła opadną wam w zimnie w pół-drogi. Spadniecie w noc, zziębłe, strudzone ćmy, motyle, krasy pył.... Jeszcze, jeszcze... do rana...

MASKA 19.

Co... ty... mówisz —?

KONRAD

Aż świt...

MASKA 19.

Ach, tak,... ciebie to męczy.

KONRAD

Ach, to mnie męczy,... że liryzuję was i siebie i was i wszystko i wszystko.

MASKA 19.

Patrzysz przez pryzmat poezyi.

KONRAD

Czyli, mówisz, że patrzę przez pryzmat frazesu.

MASKA 19.

Sztuki!

KONRAD

Ty nie rozumiesz Sztuki.

MASKA 19.

Ależ ja rozumiem sztukę i wiem, że to nie frazes.

KONRAD
Ani fałsz.
MASKA 19.

?

KONRAD

A! ty właśnie sztukę uważasz za fałsz.

MASKA 19.

Tu ja uznam za konieczne otoczyć się tajemniczością.

KONRAD

Lubisz «wymianę myśli»

MASKA 19.

To tak rzadkie.

KONRAD

I chciałbyś, żebym się wypowiedział.

MASKA 19.

To nie łatwe zadanie.

KONRAD

I ja sam w twoich oczach winienem się popisać.

MASKA 19.

Nie jesteś próżnym.

KONRAD

Jestem.

MASKA 19.

Pozwolisz, że sam sądzić cię będę.

KONRAD

... — To zbacza i nie tędy chodzi moja myśl i cokolwiek w tym sensie słyszę, nie słyszę właśnie wcale zupełnie. Jestem głuchy na wszystko, co dotyczy mnie. Nie słyszę nic, cokolwiek kto mówi. Ja mam swój sąd własny. A zdobyć go, było mi bardzo ciężko. I to jest cała moja siła.

MASKA 19.

I to jest cała twoja siła. Dajemy ci pole. Może ją zużytkujesz?

KONRAD

Ja jej nie myślę zużytkowywać.

MASKA 19.

Ale... to niepodobna, aby nie miała...

KONRAD

Wybuchnąć!

MASKA 19.

A? — Wybuchnąć.

KONRAD

Nie chcę nic, nic, — nic... nikogo, żadnych stronnictw, żadnych idei, one wszystkie upadły, — muszą upaść, żadnych ludzi, osobistości; oni wszyscy muszą upaść, upadną. Chcę,... żeby w letni dzień, w upalny letni dzień.....

Chcę, żeby w letni dzień,
w upalny letni dzień
przedemną zżęto żytni łan,
dzwoniących sierpów słyszeć szmer
i świerszczów szept i szum
i żeby w oczach mych
koszono kąkol w snopie zbóż.
Chcę widzieć, słyszeć w skwarny dzień,
czas kośby dobrych ziół i złych
i jak od płowych zżętych pól
ptactwo się podnosi na żer.

MASKA 19.

Nasze jutro —?

KONRAD

— Nie. — — —

Chcę patrzeć, słyszeć, jaki gwar
zielonych złotych much;
chcę widzieć, słyszeć, tężyć słuch,
jak z kwiatów spada kwietny puch,
jak lęk i groza kosi łan,
wśród ciszy pól i gór,
w słonecznym blasku złotych chmur,
na chleb na przyszły rok.
Chcę patrzeć, patrzeć, tężyć wzrok...
i potrącać mogiłę co krok.

MASKA 19.

Nie rozumiem cię... ty przecie mówisz o Polsce! Ty myślisz o Polsce!

KONRAD

Tak? — — — Nie. — —

Chcę pójść w zaciszny, gęsty bór
za skłony sinych gór
i patrzeć po konarach drzew:
od których, z jakich stron
słonecznych żarów wionie wiew,
jak krąży w drzewach żywny sok...
i które padną za rok...
i że niczyich rąk nie zbroczy krew.

MASKA 19.
Ty myślisz o Polsce!! To widoczne!
KONRAD

Tak? ................
— — — — — — — — — — —

Poszła i właśnie wchodzi nowy
druh nieodstępny Konradowy.

KONRAD

Przyznasz mi, że my z coraz większą mówimy rezerwą o wszystkiem.

MASKA 20.

My może coraz mniej wiemy.

KONRAD

Rzeczy wspólnych. A czy w ogóle te, które uważaliśmy za wspólne, były zdolne powołać wspólność?

MASKA 20.

Jak? jak?

KONRAD

Czyśmy właściwie mieli jakie rzeczy wspólne. Chyba akcessorya i godła.

MASKA 20.

Tak akcessorya i godła. Dziś nie znaczące nic.

KONRAD

Dziś tylko poetyczne.

MASKA 20.

Tak..... A... Czyli że...

KONRAD

Czyli, że te rzeczy, które my mamy za poetyczne i które nam są wspólne, są nam przeszkodą w zbliżeniu się, bo urastają do potęgi widma, które wzbrania wstępu do Raju.

MASKA 20.

Anioła.

KONRAD

Archanioła.

MASKA 20.

Archanioła!

KONRAD

Który mówi: Będziesz za grzechy twoje dawne spełnione pokutował. Jak wiele było twojej chwały i sławy, tyle oddasz męki i bólu.

MASKA 20.

I to jest fałsz.

KONRAD

I to jest fałsz. A to jest sprawiedliwość poezyi.

MASKA 20.

Więc czegóż mamy się wyzbyć?

KONRAD

Poezyi.

MASKA 20.

Poezyi!?

KONRAD

Tutaj zacznie się nasza siła.

MASKA 20.
Więc możemy mieć siłę.
KONRAD

Więc ty jej nie czujesz, mimo poezyi. Czyś ją ty może czuł przez poezyę. Ale nie, to był upór — i tylko wobec siebie siła. Ale ta siła wobec drugich, to nie może być poezya.

MASKA 20.

Więc co?

KONRAD

Wola.

MASKA 20.

A tak: wola!

KONRAD

To, czego chcę, żądam, musi być. Trzeba umieć żądać i wiedzieć czego żądać.

MASKA 20.

Od kogo?

KONRAD

I trzeba wiedzieć, że jeśli są rzeczy, które odemnie zależeć powinny, to grzechem jest pytać się o nie innych i żądać ich od innych.

MASKA 20.

Zapewne, że wiele naszej słabości, niemocy leży tu, na tej ścieżce, gdzie wiodą rozstajne drogi od tego kamienia. Oto brak świadomości, co moje...

KONRAD
I do czego ja mam prawo.
MASKA 20.

Prawo.

KONRAD

I nie to prawo, przez kogokolwiek nadawane i uznawane; — ale przez to prawo, które poza prawami takiemi jest bezwzględnie i którego z niczyjego poczucia wyrugować nie można niczem, żadnem słowem ani rozkazem.

MASKA 20.

Więc byłoby to prawo boskie.

KONRAD

Prawo ciężkości myśli i uczucia.

MASKA 20.

Uczucia...

KONRAD

Albo lepiej: prawo ciążenia myśli.

MASKA 20.

Matematyka i statyka myśli?

KONRAD

A tak, — tak. Jak jest matematyka i statyka obrotów i pędu światów, a więc i naszego, — tak jest matematyka i statyka myśli.

MASKA 20.

Tak. — Hm. — Tak. — Czyli że, czyli że:

KONRAD
Czyli że.....
MASKA 20.
(odchodzi)

— — — — — — — — — — —

Już nowa, — ledwo tamta pada —
znów nieodstępna od Konrada.

KONRAD

Oto uszlachetniłem moją myśl.

MASKA 21.

?

KONRAD

I budować poczynam wszystko z rzeczy lotnej jak słowo i lotniejszej niż puch. Budować wielki poczynam gmach, pałac, miasto. Jeruzalem buduję nową, li za zmysłem oczu i za słuchaniem idąc.

MASKA 21.

?

KONRAD

I nie obrażę niczem uczuć sąsiada i oka bliźniego nie obrażę — a nasycę serce moje i zmysły moje wszystkie nasycę.

MASKA 21.

?!

KONRAD

Oto buduję Polskę!

MASKA 21.

?!

KONRAD

Na obłok ten patrzę, biegnący skłonem ogromnym i powitanie mu posyłam braterskie. Mój ci jest po skłonie, po ogromach płynący. Własnością jest moją i rzeczą, której zasię kupić nie może odemnie sąsiad mój, ani brat, ani złodziej wydrzeć i zagrabić.

MASKA 21.

?
— — — — — — — — — — —

Znikła; już inna jest i bada
niepokojącą myśl Konrada.

KONRAD

Oto na co patrzę, gdy Noc zapadła i co czynię...

MASKA 22.

— — ?

KONRAD

Oto przypatruję się drobnym zdarzeniom i żyję tem życiem nieustawnych tragedyi drobnoustrojów.

MASKA 22.

Drobnoustrojów?

KONRAD

A tak. Tworów małych, które gromadą idą, ale które wcale gromadą nie są i które giną pojedynczo.

MASKA 22.

!

KONRAD

Każdy ten twór ginie samodzielnie.

MASKA 22.

!

KONRAD
A ja zamierzyłem patrzeć na ten ciąg nieprzerwany dramatów.
MASKA

? — — — — —

Powoli inne maski włażą.
Weszły, ruch każdy jego ważą.
Za jego gestem się pochylą
i tak nad ziemią krótką chwilą
patrzą się, każdy zaczajony,
co znaczy gest niedomówiony?

KONRAD

Oto, gdy noc naszła już domostwo moje, — w izbie zastawiam misę cynową, pięknie brzęczącą; — misę tę pełnię napojem słodowym, któren z jęczmionowych ziaren zalewkami się przetwarza, — a woń miła napełnia izbę, woń Słowianom ulubionego napoju...

MASKI

?!

KONRAD

I oto zabieram kaganiec, który przytwierdzon u żeleźca wpojonego w mur, zdala rozświetlał komorę; który rozpraszał był mrok nocy, tej co pokój i ukojenie niesie śpiącym.

MASKI

!?

KONRAD

A kiedy błyska świt, szary nieledwo świt, — niepokojem już serce moje przejęte,... i groza się do zmysłów moich ciśnie,... i opanowuję po chwili pierwszy zmysł: wstrętu...... Misa cynowa pomieści wszystką nieprawość, która w niej, z pięknie brzęczącego metalu uczynionej, w niej napoju ulubionego Słowianom pełnej...

MASKI

!?!

KONRAD

Zcześnie! —
— — — — — — — — — — —

Nagle, gdy Konrad wyrzekł „zcześnie“,
zajękły dziwno, jakby we śnie
i wpadną nagle do podziemu,
uległe przeznaczeniu swemu.

Tejże chwili zamykają się wszystkie drzwi naokół, które dotychczas stały otworem i tworzy się mroczne wnętrze dużego pokoju. Tejże samej chwili otwierają się podwoje środkowej ściany w głębi i widać izbę niewielką mieszkalną i drzewko oświetlone i ustrojone, zawieszone u stropu. Nad kolebką pochylona matka ssać daje piersi dzieciątku i kołysze się w takt nuconej półgłosem kolendy. Aniołowie to obstąpili kolebkę chórem:

KONRAD

Pamiętam, niegdyś wchodziłem
do księdza, do pustelni
i przystanąłem w sieni.
Pamiętam, gdy pozdrowiłem,
ci czyści i nieskazitelni
pojrzeli ku mnie zdziwieni.

O Boże! pokutę przebyłem
i długie lata tułacze;

dziś jestem we własnym domu
i krzyż na progu znaczę.

Krzyż znaczę Boży nie przeto,
bym na się krzyż przyjmował;
lecz byś mnie, Boże, od męki,
od męki krzyża zachował.

Byś mnie zachował od tego,
coś zasię za mnie przebył;
bym ja był z twoich wiernych
a niewolnikiem nie był.

Bym ja miał z Ciebie siłę,
jak wierzę w Twoją wiarę
i żebym się doczekał,
jak miecze ślesz i karę.

Byś to, coś zapowiedział,
dopełnił w mojem życiu:
by zeszło światło w nocy
i trysnął zdrój w ukryciu.

By trysło źródło świeże
za laską Mojżeszową
i byś mi wskazał leże
i dach nad moją głową.

Byś zwiódł z wędrówki długiej
mój naród do Wszechmocy!
Byś dał, co mają inni,

GDY PRZYJDZIESZ JAKO DZIECIĘ TEJ NOCY.

Bożego narodzenia
ta noc jest dla nas święta.
Niech idą w zapomnienia
niewoli gnuśne pęta.

Daj nam poczucie siły
i Polskę daj nam żywą,
by słowa się spełniły
nad ziemią tą szczęśliwą.

Jest tyle sił w narodzie,
jest tyle mnogo ludzi;
niechże w nie duch twój wstąpi
i śpiące niech pobudzi.

Niech się królestwo stanie
nie krzyża, lecz zbawienia.
O daj nam, Jezu Panie,
twą Polskę objawienia.

O Boże, wielki Boże,
ty nie znasz nas Polaków;
ty nie wiesz, czem być może
straż polska u twych znaków!

Nie ścierpię już niedoli
ani niewolnej nędzy.
Sam sięgnę lepszej doli
i łeb przygniotę jędzy.

Zwyciężę na tej ziemi,
z tej ziemi PAŃSTWO wskrzeszę.

Synami my twojemi
błogosław czyn i rzeszę!
— — — — — —

Gwiazdka zeszła i świeci
nad kolebką dziecięcą
nad miłością zabłysła matczyną.
Swiatło błysło stuleci,
radość nocy tej święcą:
Gwiazda zeszła nad ŚWIĘTĄ RODZINĄ.

Oto dziecię w kolebce,
matka nad niem schylona.
Około niej Anieli?
Dom-że to mój? Mnie żona?
Któż te słowa mi szepce?:
ta z tobą dolę podzieli.

Koniec memu błąkaniu,
koniec mojej udręce.
W czyjem-że to szeptaniu?:
z tą ślubem sprzęgniesz ręce...

(Klęka).
HESTIA

(Występuje z izby, gdzie światło. Podwoje izby zamykają się za nią).

Strzegę twoich ócz i twoich rąk,
Uchylam od cię mąk,
zdejmuję z czoła znamię trwóg,
byś był, jako ten, co nie pamięta
przez jakie przeszedł ciemnie dróg.

KONRAD

Tyżeś to moja święta?

HESTIA

Na czoło twoje kładę dłoń
a usta moje nucą śpiew
w tajemnic znaku wieczystych,
byś zbył tę myśli głębną toń,
gadów pełną nieczystych.

KONRAD

Ty ogień mój i krew.
O czy mi ciebie zséła Bóg?

HESTIA

Ty masz być z Bożych sług.

KONRAD

O wiem, ty znaczysz drogę posłanniczą.
Za ust twoich wymową,
co płynie żywiczną strugą,
stęsknionym idę słuchem
i przejmuję twe wielkie słowo
duchem,
który przebolał długo.
Ty wiedziesz ku zmartwychwstaniu,
że się moje dni już nagłe liczą,
że już jesteśmy na zaraniu.

HESTIA

Panem będziesz moim i sługą.
Strzedz tobie ognia, który palę
rękoma mojemi.
Wziąć tobie topór oburącz

i siąść stróżem u proga.
I nie zwolić ni piędzi ziemi.
Co Bóg rozwiązał, — łącz!
Z rozkazu i woli Boga!

KONRAD

Każesz walczyć!?

HESTIA

Znaczę cię kościołem.

KONRAD

Czynisz żagiew!

HESTIA

Płonącym czynięć Aniołem.
Zgromadź mnogie ludy na wiec:
niech siędą społem za stołem
i powiedz im, jak ognia mają strzedz,
jak modlić się mają dzieły.
Że jest już czas, by ręce topór jęły
przyspieszyć dni,
Bożemi znaczonych słowy,
by naród wstał na krwawą rzeź.

KONRAD

Płomień około twojej głowy,
łuna przy twojej twarzy.

HESTIA

Pochodnię weź.

KONRAD

Oczy! gwiazdy płonące!

Swiecisz w nocy, jako z płomieni
patrzące żywe słońce!

HESTIA

Pochodnię weź!

KONRAD
(bierze z jej ręki pochodnię płonącą).




A może wy nie wiecie,
co to znaczy pochodnia?
Że ją dałem do ręki kobiecie,
co ogniska-ołtarza strzeże?

Wy dziwicie się może,
że Konrad z jej ręki ją bierze,
że święcić kazała noże,
a noże święcić znaczy: zbrodnia!?

Pochodnia, ogień, światło, żar
świeci i razem spala
i ciepła razem niesie dar
i pożarami w gruz obala.

Rozjaśnia, ale niszczy razem;
ogniem żyjącym, zabić zdolna.
Płonąca, jest tą żywiołową siłą,
którą posiada DUSZA WOLNA.


Płonąca, jest tą ducha władzą,
której sile ciało podlega,
potęgą, — duchy, gdy się gromadzą
w niej alfa myśli i omega.

W niewiadomości człowiek żyje,
w niewiadomości błogosławion.
Płomień ten boski kto odkryje,
potępion może być lub zbawion.

Gdy straci żarów świętą siłę,
choćby w ofierze dla narodu,
mniema, że ogniem go ocali, — —
dościgną mściwe Erynije,

doścignie Sęp wiecznego głodu:
wieczyście dalej, co jest dalej?
bo będzie dalej, za wiek, wieki?
Im bliższy wiedzy, tem daleki,

coraz to dalej bieży, leci:
ogniem się własnym spala, — świeci!
to są te gwiazdy, co spadają
w noc. Patrzycie w nie: — — Znikają.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stanisław Wyspiański.