Protesilas i Laodamia

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Stanisław Wyspiański
Tytuł Protesilas i Laodamia
Podtytuł tragedya
Wydawca nakładem autora
Wydanie trzecie
Data wydania 1910
Druk Drukarnia Uniwersytetu Jagiellońskiego
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron


PROTESILAS
I
LAODAMIA
TRAGEDYA
NAPISAŁ STANISŁAW WYSPIAŃSKI
ODBITO W DRUKARNI UNIW. JAG.
NAKŁADEM AUTORA • KRAKÓW 1910.
SKŁAD W KSIĘG. S. A. KRZYŻANOWSKIEGO
WYDANIE TRZECIE.
1910.


PISANE W LUTYM 1899. TEGOŻ ROKU DRU-
KOWANE PO RAZ PIERWSZY W KRAKOWIE
W DRUKARNI »CZASU« W MIESIĘCZNIKU
»PRZEGLĄD POLSKI« ORAZ NAKŁADEM
AUTORA W OSOBNEJ ODBITCE.






OSOBY:
LAODAMIA
AOJDES
STARZEC
SZAFARKA
SŁUŻEBNA

CHÓR
Rzecz dzieje się we Phylace.
DEKORACYA:

Portyk kolumnowy; w głębi za kolumnami widać gaj cyprysów, w którymże pośrodku białą stelę grobowcową; tłem skały nadmorskie i złote niebo zachodu.
Z prawej i lewej z komnat występuje chór dziewek; idą po za kolumnadę i stają po obu stronach steli.
O trzon słupa ramieniem wsparty czeka, Aojdes.



CHÓR

Pókiż nam co dnia podle grobu
żałobnie stać; —
paniej powolne my służebnice;
królowej żal nieprzejednany
znać-że wieczyście będzie trwać. —
Oto żałobna idzie z łożnice;
wodzą nią serca złe tęsknice,
co nieustawnej łez krynice
strzegą i sycą wspominaniem; —
i oto żywa, oto młodzieńcza
żywot powolnem gnie konaniem,
ustawnym żalem i płakaniem.

LAODAMIA
(wychodzi z łożnicy; przyodziana w strój pąsowy, płócienny, bezpośrednio dotykający ciała, podobny wązkiej sukni, sięgającej pod ramiona, długiej po kostki a spinanej z boku prawego od góry do dołu dwunastoma agrafami; w pół ujęta pasem ze srebrnych ogniw rzeźbionych; piersi i plecy osłonione dwoma wolno opadającemi kawałkami płótna (tegoż koloru, co „heanos“), przykrojonego w kwadraty, które są z przodu na ramionach spięte dwiema dużemi śpilkami; włosy długie, kruczo-czarne, trefione, zaplecione we czworo warkoczów, strojnie blaszkami złotemi i dużemi śpilkami i przewiązkami pospinane na tyle głowy; na ramionach kilkoro bransolet wężowych, spiralnie skręconych; stopy ujęte w sandały, od których zawiązki opasywane sięgają po nad kolana; pod sandałami wysokie drewniane koturny).

1.  Na zawsze dla mnie Szczęście zmarło,
na zawsze, —
nad mem kochaniem wrota zwarło
spiżowe. —
Kochanie moje, wy pieszczoty
tęsknią się do was ręce moje.
Kochanku, usta twe miodowe;
tęsknią się do nich ust rozwoje; —
za cóż mi Orkus cię porywa;
żale to duszy mej najłzawsze,
tęsknotą żyję nieszczęśliwa:
dusza twej duszy wciąż przyzywa; —
tyś mnie stracony na zawsze.
2.  Byłeś mi jak ten dzień i płomień,
ja w twych ramionach byłam róża;
czemuż się wprędce dzień zachmurza,
czemuż Amorów zgasa płomień.
Precz cię odemnie żenie burza,
a róża twoja zwiędła zsycha; —
za cóż mi Orkus cię porywa;
rany to duszy mej najkrwawsze,
dusza ku twojej tęskna wzdycha, —
tyś mnie stracony na zawsze.
3.  Płomienne ramion twych uściski
w mych snach mię dzierżą, gonią;
namiętne w oczach żary, błyski
w mych snach me lica płonią; —
wróć do mnie, wróć, — choć jedną chwilę
niech będę z tobą zespolona;
wróć do mnie, wróć, — choć jedną chwilę, —
niech nieszczęśliwa, zszczęśliwiona
rozkoszy zaznam, ja wzgardzona,

która samotna legam w łożu, —
za cóż mi Orkus cię porywa,
nie będąż bogi mnie łaskawsze,
dusza ku twojej gna w przestworzu:
na puszcz piekielnych gna bezdroże...
4.  Lecz żywa więżę moją duszę,
że łzawa wraca w puste łoże;
Acheronowych wód nie zbrodzę;
podziemnych stróży żyw nie zmoże, —
za cóżem tak nękana srodze,
rany to, skargi me najłzawsze:
tęsknocie wiecznej ślubiąc duszę,
wiem, — żeś stracony na zawsze.

(Przystaje chwilę u grobowca i głowę opiera o kamienie ciosane steli; trwa tak czas niejaki nieporuszona).

CHÓR

1.  Smutna pani nasza, smutna bez małżonka i bez pieszczot kojących smutek, pieszczot małżonka i kochanka.
2.  Smutny twój dom z budową w pół porzuconą; nie kryte dachem spiżowym te alkowy, gdzie pieszczoty miały was tulić i wiązać węzłami lubości.

LAODAMIA
(wraca na komnatę spokojna),
CHÓR

3.  Co dzień odprawiasz precz zawiedzionych kupców; precz odprawiasz złotem dziergane kobierce i złotem okute dzbany na wonności i misy z zielonego kamienia

gładzone; — precz płyną skarby w odwrót na czarnych łodziach, — —
a ty sama.

(Dziewki zesuwają zasłonę, przez co komnata staje się zamknięta; widać tylko przeświecający dzień błękitnawy).

4.  Ty już z tych stron zamorskich nikogo nie możesz oczekiwać —
a smutnaś i tęskna, jak te, które oczekują.

LAODAMIA
(usiada na łożu).
CHÓR

Rzewny twój wzrok patrzy po marmurowych płytach komnaty, jak wzrok zamglony tych, co widzą nadziei odbłysk słaby.
5.  Ręce się twoje, pieszczot spragnione, same plączą około smukłej szyi i tulą twarzy płonące policzki; — jak róże twoja twarz...

LAODAMIA
(daje ręką znak zniecierpliwienia).
CHÓR
(milknie)

(Z po za zasłony pokazuje się głowa Aojdesa. Dziewczyna, która go postrzegła, podchodzi ku Laodamii).

SŁUŻEBNA

Oto, jako co dnia, o umówionej porze, gdy zmierzch pada... pieśniarz przychodzi;
zbliża się, przystając natrętny u pierwszych progów.

Otóż opowiadacza słynny wymową, goreje chęcią wygłoszenia znanej ci opowieści o twym małżonku,
jak był bohaterski i jak zginął.
Pieśniarz co dnia strofę uwitą dorzuca — a zda się i dzisiaj strofy przyniósł nowe.

AOJDES
(wszedł był tymczasem).
SŁUŻEBNA

Oto już przy mnie służebnej stawa,
a proszalnemi oczyma na cię patrzy,
czy pozwolisz mu na wieczorną strawę
zasłużyć.
On mowny...

LAODAMIA
(nie patrząc na Aojdesa)

Przychodzisz co dnia, —
śpiewaj mi dziś powieść długą, jako co dnia
czynisz,
gdy dzień się chyli, —
a przy dźwiękach twej mowy mrok pada. —
Jeno się dzisiaj we mnie pieśń ozywa insza,
niż co dnia.
Ty mów.

(Zasiadają; Chór siada szerokiem półkolem na ziemi; Aojdes w środku na osobnem krześle.
Twarz jego jest brązowa; opalona, zarost czarny, trefiony i u brody w klin przystrzyżony; na włosach gałązka lauru świeżego założona półkolisto, od której na kark opadają pąsowe zawiązki; krótki ubiorek brązowy i biały płaszcz, przewiązany rzemieniami i udrapowany; w ręku piszczałek kilkoro spojonych razem; maska jego śmiejąca uśmiechem Aeginetów).

LAODAMIA

(słucha bystro; to unosi się tryumfująca, — to naraz posępna, niespokojna).

AOJDES

1.  Parys, Priamów syn,
z Argos, z pałacu Argiwów
Helenę, królewską żonę,
uwiózł porwaną Atrydzie;
w murach Iljonu więził,
niewoląc niewiastę miłością.
2.  Atryda skarżył się bratu,
królowi władyce w Mykenach:
»Sromota dla nas obu,
jeśliby nie pomścić zniewagi;
podstępny przybysz obcy
prawa gościny podeptał«.
3.  Mnogie spławiono statki
czarne na wodę lazurów;
białe rozpięto żagle;
mórz wały ster porze czerwony.

(Tu, na zasłonie, widać płynące korabie).

4.  Krzyków powietrze pełne,
jak w czasie ptaków odlotu;
wrzaskliwe zebrane stado
u brzegów długo kołuje:
przystań Aulidy je więzi,
nim w morze odpłyną szerokie.
5.  W Delfach jest w gaju

wróżbitów Apolla chram święty;
każe Achajom wyrocznia,
słów boga słuchają pokorni:
»W gruzach Ilijon zgorze;
wam sława, laur nieśmiertelny;
pierwszy kto w chybkim skoku
przez pomost u czoła statku
Dardanów gleby sięże,
stopami w piasek się wryje —
...... polęże«.
6.  »Dana mu sława najwiętsza
śmiercią i grobem dobyta«
— — — — — — —
Protesilas to słyszy...

(Aojdes pomięszany przerywa, bo od chwili słychać Laodamię, która szepce, jakby rozmawiała z kimś, co jest tuż przy niej).

LAODAMIA

Chocia zabawiasz mię pieszczotą,
zgadłam, myśl tajną w sercu skrywasz —
śmiejący tulisz, nagle oto
zamilkasz, śmiechy zrywasz.
Dopiero życia się zaczęła
snować nić;
jeszcze jej Kloto nie ujęła
z krążla wić.

AOJDES

7.  Protesilas małżonki
słuchać nie skory żalów;
chluba mu piersi rozpala
żądzą gorętszą, niż miłość.

»Sława to, Sława mnie czeka,
kraj muszę ostawić za sobą,
ciebie porzucić kochankę,
żonę nad wszystkie najmilszą.
Pierwszy zginę, — nie czekaj«

LAODAMIA

Jutrznio różana,
któraś zstąpiła
na dno topieli mórz,
nie zrywaj się niespokojna
z objęć Starca.
Chcesz wybiedz na skłony
dalekich fal,
zapalić ognie zórz;
— nasze przybliżysz rozstanie
.............

AOJDES

8.  Dolę, los skarżąc,
noc spędził u boku kochanki,
rojąc rozgłos męstwu,
laury nieśmiertelne,
jego jedyną odwagą
wielom rycerstwu wydarte,
wobec Achajów mnogich,
spiżowe noszących zbrojenia.
9.  Prędka ubiegła noc;
nadeszła godzina rozstania.

LAODAMIA

Ty Jutrznio różana
bieżysz już chyża,

nie słuchasz moich słów,
w ulotne przyodziana
szaty mgieł barwnych,
bieżysz chyża
ostrzegać czarną Noc,
że Słońce wstało,
że z pod fal
ciężkie rumaki już wloką
rydwan złocisty
.............
Phoebus, ty młody!
ty nas młodych rozdzielasz.

AOJDES

10.  Pierwszy wybiega na czele, —
łódź jego pierwsza brzeg trąca, —
rycerz się zrywa do lotu;
pomost rzucony na piaski.
Orłu podobny postawą,
w górę wzniósł kopję i tarczę. —
Krzyczy, wrogom straszny,
zapalon ogniami Aresa,
wojen boga.
11.  Świst grotów słychać;
chmura go grotów przesłania. —
Padł. — Na pawęży martwego
wodze druchowie unieśli.
12.  Czarne korabie dążą,
w piaski się ryją nadbrzeżne:
złowieszczych kruków stado,
Trojej zaguba niechybna. — —
13.  Podal od piasków brzeżnych
mogilnik tobie zbudował

władyk Atryda;
złożono w niej zbroję Herosa.
14.  Wiązy, rękami Nimf
mogile dane za stróże,
wczesno rozwite,
gałązki stroją zielenią.
Wzrosłe nad kopiec grobu,
Tyndara gród ledwo ujrzą,
więdną, poschnięte; —
spodem pnie od stóp
świeżą się kraszą żywicą.
15.  Lata biegą,... zaś młoda
sercem się skarży niewiasta...

(Tutaj Aojdes powstaje z krzesła i nachylając się ku Laodamii, mówi szeptem zalotnika własne jej słowa, których podsłuchał dawniej).

AOJDES

»Płomienne ramion znasz uściski,
one cię we snach dzierżą, gonią; —
namiętne w oczach poznaj błyski,
od nich się we snach lica płonią, —
bądź ze mną, bądź, choć jedną chwilę, —
rozkoszy zaznasz«...

(Chce mówić dalej; Laodamia gestem przerywa mu — wstała już wprzódy na głos pierwszych słów ostatniej strofy, — teraz zwraca głowę ku niemu, przypatruje mu się ciekawie, badawczo, ze zdziwieniem, złością, pogardą).

AOJDES
(zmięszany odchodzi).
LAODAMIA

(stojąca jeszcze; nie może ochłonąć ze wstrętu; — oddala Chór).

CHÓR

(wychodzi kłaniając się kolejno; Laodamia ostatniej dziewczynie, która najdłużej ociąga się wyjść, daje znak, by się zbliżyła).

LAODAMIA

(usiada; gdy dziewka ku niej podbiegła, szepcze jej).

DZIEWCZYNA
(odbiega w bok na prawo).
LAODAMIA

Już świętokradczy wzrok
w tajniki piersi mej zaziera
i święty ogień moich żądz
w bezwstydzie poniewiera.
O Hero! przeczżem ci nie miła, —
oto krew lica okrasiła,
pali mię wstyd.
.........
Tej nocy jeszcze muszę skrycie
cieniom objaty dać sowicie
i zakląć Czar i Moce:
niech mara, co się we snach jawi,
przyjdzie, od mąk tęsknicy zbawi
i pojmie z sobą w noce.

(Dziewczyna wraca ze starą).
LAODAMIA
(daje znak Starej, by się zbliżyła, a dziewce, by stanęła tak zdala, żeby rozmowy słyszeć nie mogła).
STARA

(podchodzi ku Laodamii, klęka przed nią, ujmuje ją za nogi).

LAODAMIA

Ty mnie posłuszna.

STARA

Ja w domie twoim szafarka
z twej łaski i woli.

LAODAMIA

Przydajęć zagon na roli,
jeno zmilcz. — Sposób, co każę.

STARA

Słucham. Królowa rozkaże
milczeć; choć mi poniewoli,
milczeć będę.

LAODAMIA

Przydajęć zagonów troje,
jeno zmilcz. —
Potrzebna jest mąki miarka
bielutkiej, pszennej, przesianej.

STARA

Jest wiele w spichrzu chowanej.

LAODAMIA

Być musi świeżo zmielona.

STARA

Na żarnach sama jej zmielę.

LAODAMIA

Dzban miodu i dzban wina
przysposób. Uważ mnie dobrze:
w porę, gdy padać poczyna
mrok, — poniesiesz w ogród
pełne dzbany, pełną miarkę
i skryjesz podle grobowca.

STARA

Postrzegą mnie.....

LAODAMIA

Nie; — wprzódy ku mnie
ześlesz wszystkie służebne
pracownice, jako co dnia
się czyni...

STARA

Tobież smutno.

LAODAMIA

Jagnię wywiedziesz białe,
i owcę wywiedziesz czarną;
te skryjesz między cyprysy
podał grobowca,
przywięzując do pnia.

STARA

Zmarłych chcesz spokój zamącać, —
przebóg, groza, ty szalona.

LAODAMIA

Chcę tajemne struny trącać
i tajemne śpiewy śpiewać, —

co mi w duszy bólem woła,
co mi w duszy skargą dźwięczy.
Porzucona, pogardzona. —
..............
Odejdź...

(Stara odchodzi).
DZIEWKA
(podchodzi ku Laodamii).

Każesz mi pobiedz ku miastu.

LAODAMIA

Tak żwawo rwiesz się ku miastu.

DZIEWKA

Ślesz mnie ku miastu co ranka
po jabłka, po grusze
z ogrodu mego rodzica;
tak chętna twej woli poddanka
ojca codziennie odwiedzę.

LAODAMIA

Masz pewno w mieście kochanka.

DZIEWKA

Niech Hera panieństwem mnie skarze

LAODAMIA

Nie kłam, — podarkiem obdarzę
ciebie i twego kochanka.

DZIEWKA

Kochanek mieszka o miedzę
od chaty ojca; — ja twoja.

LAODAMIA

Weź chustę; — gdy mrok zapadnie,
przywiedziesz do mnie Eunoja;
nie rzekniesz druchnom ni słowa;
a gdy go przywiedziesz pod wrota,
każ niechaj siądzie u proga
i czeka aż dziewki oddalę
i będę sama...

DZIEWKA
(klęka przed nią i ujmuje ją za kolana)

Jak głucho jęczą twe słowa.

LAODAMIA

Ty śmieszko, jeno bądź śmiała. —
Weźmiesz mu jadła ze dwora,
dzban miodu, sporo mięsiwa,
niech przyjdzie syt.

DZIEWKA

Strach mię zrywa.

LAODAMIA

Potem z kochankiem bądź szczęśliwa
tej nocy; — wrócisz o świtaniu —
śmiej się, będę ci szczodra.

DZIEWKA

Chcesz gusła czynić w nocy.

LAODAMIA

Noc spędzisz na kochaniu.

DZIEWKA

Gubisz się nieszczęśliwa.

LAODAMIA

Chcę, byś starca przywiodła.
Chcę czynić, co w ludzkiej mocy
czynić zdołam. — Leć chyżo.

(Dziewka odbiega).

(Gdy dziewka za zasłoną znika, Laodamia, jakby zwolniona od ciężaru spojrzeń ludzkich, nagle się zrywa, wstaje prosto, sztywno, — wznosi ręce gwałtownie w górę, twarz w górę; poczem załamawszy dłonie, opuszcza ręce, szeroko rozłożone; głowę pochyla nieco i coraz więcej w bok na lewą pierś... oczy zasłania powiekami, przybierając wyraz znużenia...
Siada z wyrazem nudy...
Na krześle obok niej siedzi, z pod ziemi wyszła Nuda: postać w sukniach czarnych, w białe obręcze naszytych; siedzi kamienna, posągowa, leniwa; Słońce pomarańczowem światłem wdziera się przez rozchyloną zasłonę, upadając snopem kolorowym w kąt komnaty, gdzie wnijście do łożnicy).

LAODAMIA

(otwierając oczy, spostrzega Nudę, zwolna uświadamiając sobie jej obecność; przeciąga sobie przed twarzą rękę, jakby chciała zjawisko oddalić, poczem rękę opuszcza bezwładnie; też same ruchy wykonuje Nuda).

LAODAMIA

.....Przyszłaś do mnie w gościnę; dziś, jako wczora i zawczora i dni wielu poprzednio ubiegłych. —

.....I bliższaś mi dzisiaj, siostro, niż wczora, niż po za wczora i dni wielu, które precz ubiegły. —
Przezieram się w twej postaci, jakobym siebie miała raz wtóry przed sobą. —
.... Usiadasz milcząca i mówisz do mnie długie powieści milczeniem; — powieści ciche, które snujesz z marzeń mych ciągłe i niezmienne i które myśl moją wodzą smutną — w okół mego pałacu...
.....i w ogród, pośrodek cyprysów, ścieżką piaskiem morskim przesianym zasutą, aż po wrota grobowca, — po wrota grobu zawarte. —
.....I myślą wodzisz mię w okół grobowca przez ogród, przez ławice mego pałacu, ku podcieniom komnat, których znam każdą
płytę i kamień ciosany. —
Nieodstępna moich zadumań towarzyszko, siostro nieodłączna, —
....Przychodzisz co dnia, w porę wieczorną, gdy promień gasnący barwny kobierzec rozściela w naroże alkowy, gdzie wnijście do łożnicy... wiodło mię w szczęście, z małżonkiem,
.....szczęście, tak szybko minione, tak bezpowrotne, — szczęścia chwil kilka wiecznej pamięci.
.....Promień pył złoty sypie na progi łożnicy; — ja sama. —
Byłam tu w objęciach męża tulona
.................
Siostro i pani moja, jesteś nademną przemożna, —

.....Promień mgli się w rozprószonych pyłach, — przepada.
Oto i ty znikasz,
gaśniesz, jak mgieł mrocznych mamidło.
.................
Myśl moja igra ze mną, —
i duszę mroczy; smutną w zadumie grąży.
Dusza moja waży się koło mnie skrzydlata, —
myśl błądzi, — i nie wie dokąd dąży.

(Wstawszy, idzie zwolna ku promieniowi w naroże komnaty, aż promień znika, gdy doń doszła. Wchodzi Sen: mający skrzydła młodzieniec, w szacie przejrzystej na ciało nagie, marmurowe; głowa młodego chłopca utrefiona w lokach złotych; mieni się cały po swych szatach barwami, któresię co chwila zaćmiewają.
Sen porozumiewa się z Nudą, która za Laodamią zdąża. — Nuda znika pod ziemię.
Sen zachodzi z tyłu ku Laodamii i uderza ją po czole pałeczkami makowych badylów; —
dotknąwszy jej skroni i czoła badylem, przygania ją obrotami rąk w powrót ku łożu, gdzie po czasie Laodamia usiada).

LAODAMIA

Zbliżasz się oto łudzący, boski, odpocznienia wiecznego rozdawco.
.....Poznaję cię i blizkość twoję z cichości i półmroków, któremiś otoczony. —
.....— Tużeś już przy mnie, przy głowie mej, którą powolna chylę:

Makowe to są badyle i główki owocu dostałe, zeschłe;
potrząsane w dłoniach twych szeleszczą, szemrzą.
................
Szum tuż przy skroniach moich;
Szum to daleki morskich wałów, co dążą do brzeżnych skał —
Oczy już moje przymknięte. —
Szumią wały mórz odległych,
do skał, do skał, do wybrzeża...
Otóż po piaskach żwir fala porywa:
Rzęzi żwir przesypywany tysiącem rąk;
Zgiełkliwa zgraja cór Nereusa.
Ramiona wodnic się splotły.
Od dal, od dal, od wielkich mórz,
biegnie rój Okeanid. —
w piachu o brzeg się rozpryśnie.
Łoskot, szum...

(nagle głośniej, wyraźniej)

— A ty mnie przyszedłeś uśpić szumem i gwarem wód...
Przywykłam do cię, wysłańcze tajemnych
sił...(ciszej)
Ramię twe otula mnie obejmujące:
Sen, Sen... mój świat, —
mój lepszy świat...
.............
Kochanku!...

(Chór przechodzi przez komnatę i widzi Laodamię usypiającą; zbliża się patrząc na nią chwilę; — rozchodzą się dziewczęta po komnacie. — Blizkość Snu na nie działa; po chwili szeptanych rozmów kładą się senne na ziemi u stóp zasłony i zasypiają.
Sen przywołuje Zmorę.
Zmora (Oneiros) zbiega z powietrza w postaci straszydła o barwach szarych; ze skrzydłami błoniastemi ćmy puszystej, strojnej dziwnymi zygzaki; z wielką maską ćmy na głowie i latającemi białemi oczyma; wzdłuż peplosu purpurowe pręgi.
Sen rozmawia ze Zmorą, wskazując Laodamię śpiącą, poczem oddala się za zasłonę białą, z lekka jej uchylając; — odejście Snu znaczą śpiący lekkiemi poruszeniami.
Zmora, unosząc się w powietrzu po nad śpiącemi dziewczętami, wywołuje widziadła na zasłonie.
Zasłona rurkowana się rozchyla:
Sen Laodamii rozgrywa się jako scena żywa, błękitem jaśniejąca:
Na tle szafirowego morza płynie przodem fal wielki korab czerwono malowany, ze sterem, wioślarzami, masztem; płynie w rozwiniętym żaglu, wśród pocisków i grotów miotanych przez niewidzialne ręce. W korabiu stoją zbrojni, wznosząc w górę tarcze i kopije.
Na przodzie, u czoła łodzi, młody bohater w pełnej zbroi złotej, dzierży wysoko w górze kilkoro oszczepów; u lewej ręki ma tarcz gwoździami kowaną. Po desce pomostowej, którą opuszczają ku brzegowi, zbiega bohater, lecąc na oślep na groty i pociski. Nie zdąża za nim nikt; ludzie w korabiu natychmiast dźwigają pomost w górę i cofają tenże napowrót na pokład statku.

Protesilas jest odcięty, pozostawiony sam; — zgiełk walki, bohater pada).
GŁOS PROTESILASA

Laodamio, Laodamio!

(Ludzie na korabiu będący, wznoszą dziękczynnie ręce w górę. W dali widać wiele łodzi, płynących naprzód).

LAODAMIA
(rzuca się we śnie)

Przed tobą chmura ostrz i grotów,
Stój!...
Za tobą most cofają!
Zdrada!!!
Pomocy! pomocy!
Ach... wyrocznia!

GŁOS PROTESILASA
(słabnący)

Laodamio!...

(Po pomostach wielu bohaterów zstępuje na brzeg; szmer tłumów).

LAODAMIA

(zesuwa się z łoża, klęka pół na posadzce; — dotknąwszy zimnej płyty, trzeźwieje, ujmuje dłońmi włosów u obu skroni i patrzy szeroko naprzód. Widziadła znikają i szmery cichną. Zasłona się zesuwa.
Laodamia wstaje sztywna, zakręca włosy na tyle głowy, bierze zasłonę lekką na pół figury i zanim ją otuli około twarzy, idzie z tym rozpoczętym gestem kilka kroków ku drzwiom z lewej.
Przeze drzwi zamknięte brązowe z lewej idzie naprzeciw niej po tymże szlaku chodnika pąsowego Hermes.
Hermes nagi, w płaszczu krótkim od ramion, w kapeluszu ze skrzydełkami, z kaduceusem w dłoni lewej. Przystaje, gdy Laodamia się wstrzymuje, poznawszy go.
Hermes stoi w postaci sztywnej, raz przybranej. Laodamia stoi obezwładniona widzeniem, trzymając rękami zasłonę zdala od twarzy, w pół ruchu idąca).

LAODAMIA

— Niewiasta ja żałobna, małżonka bohatyra Protesilasa.
— W postaci twej, gończe piekieł, widzę zwiastuna trzech-królestwa podziemu: —
— Ubiegłeś Noc i zmogłeś stróże Hadu i otoś przedemną, zwinny, z wężownicą straszliwą i władczą w dłoni.
— Z oczu twych dalekosiężnych wieść czytam niesłychaną po wieki długie, — wieść snowym bajkom podobną, — zasię przez obecność twoję żywą i szczęśliwą dla mnie: —
— oto łzy moje, powiadasz mi, i żal mój miłości, niesytej uścisków a stałość i wierność w pragnieniach żądz gończych za mężem, któregom poznała,... Orkusa wolę nieskłonną ku litości, litością wielką przejęły — że, o promieniejący szczęsnym dla mnie rozkazem gończe, zdawasz się mi przyrzekać: jako małżonek mój do mnie wróci na kilka chwil ulotnych...

HERMES
(powolnym ruchem lewej dłoni nachyla ku niej swojej laski wężowej).
LAODAMIA

— Synu Maji, który czerń nocy tniesz wężownicą straszliwie splecioną —
— oto gdy noc mrokiem osłoni Phylackie wybrzeża,... z podziemu przywiedziesz go sam, upragnionego ku mnie pragnącej.

HERMES
(znika).
LAODAMIA

(stoi w tym samym ruchu moment krótki, poczem przechodzi ze zadumy uśmiechnionej w radość żywą, wesołość, aż wybucha śmiechem i żwawo obróciwszy się, gdy spostrzega śpiące dziewczyny, biegnie je budzić wszystkie;zbudzone zgromadza wkoło siebie i wciąż jeszcze z nadmiaru radości nie zdolna słowa wymówić, jeno śmiejąca i szczęśliwa pokazuje, że trzeba umaić mieszkanie).

CHÓR

Zkąd ci wesołość,
że ty wesoła,
przystrajać chcesz łożnice?

LAODAMIA

Oto słuchajcie służebnice:
wić wieńce,
ja dziś wesoła.

CHÓR

Radością twe pogodzisz czoło.
Zkąd ty wesoła,
że tak wesoło
rumieńcem krasisz lice?

LAODAMIA

Głos mię radośny serca woła;
sercem wesoła,
wzywam wesoło:
pleść wieńce służebnice.

CHÓR

Głos cię serdeczny serca woła;
niezwodnyż głos?...
Żali cię mami zagubny los
i w błędne wiedzie koła...?

LAODAMIA

Hej wy służebne, hej służebnice,
w brązowe krążce wstawić gromnice
i palić...

CHÓR

Zmierzch padł od chwili,
biel dnia się chyli
w mrok, — w cień.

LAODAMIA

Mojejże duszy
długiej katuszy,
wyzwolin błyska dzień.

(postąpiła z Chórem na przód sceny).

Na płonący żar
w miedziane misy
rzucać cyprysy,
myrhy garść, kłąb lnu.
Wonność gorących par
niech płynie, wzbudza czar
widziadeł Snu.

CHÓR

Widziadła Snu ją niepokoją
Larwy i Noc.

LAODAMIA

Widziadła harfę śpiewów stroją:
Erosa moc!

(Część Chóru zajmuje się wykonaniem rozkazów Laodamii; część druga znosi dla niej kosztowne naszyjniki, zausznice, upięcia głowy, pas, przewiązania, pachnidła, wonności).

LAODAMIA

Na czarny granit płyt
deszcz róż, deszcz róż, deszcz woni...
Precz blady żeńcie świt;
niech Jutrznia nie zapłoni
nieba.
Wstrzymajcie konie Feba!
Eros! Eros!...
Rwijcie z ogrodu hyacyntowe gałązki;
rwijcie jaśminu gałązki;
kiście pełne białością rozkwitu,
porwijcie je we wiązki! —
Kwiecia!... do sytu!
Eros! Eros!
W szkarłat mi strójcie łoża wezgłowie,
wełn miękkich ścieląc zwoje
na upragnionych snów spokoje.

(Dziewki stroją tymczasem komnatę i łożnicę).
LAODAMIA

Eros, Eros ty mój,
różane dziecię,

ty dla mnie łoże strój
w kwiecie.
W kwietne opasuj wianki,
we sploty
łoże żony, kochanki;
calem więdła z tęsknoty,
a tyś dla mnie wybranki
ustrzegł bełt złoty.

CHÓR

(się oddala, dokonawszy ustrojenia łożnicy; kłaniają się kolejno;
Laodamia patrży za każdą i do każdej się uśmiecha, żegnając; kolejno wychodzą tak aż wszystkie. Noc zapadła, noc mglista, księżycowa.
Zasłona biała się rozsuwa na całą szerokość komnaty; widać ogród pałacowy, aleje cyprysowe; pośrodku grobowiec Protesilasa, stelą wprzód zwrócony; w głębi daleko mur opasujący ogród; wybrzeże skaliste, — morze; tuż od progu wstaje Starzec, który tam siedział, oczekujący).

STARZEC

Wzywałaś mnie najmileńsza,
bym przyszedł.
Otom jest, dziecię drogie, królowo,
niewolnik twój i piastun
w twojej ojczyźnie dalekiej ztąd.

LAODAMIA
(w zadumie)

Dalekiej ztąd...
Jakżem to przepomniała

dziecinnych moich lat — ?
Bywaj piastunie.

STARZEC

Wzywałaś mnie, bym przyszedł...
Lękam się o ciebie.

LAODAMIA

Więcej, niż indziej, przyznaję się mocna;
jeno mi twojej wiedzy potrzeba;
ty znasz czary i gusła.

STARZEC

Ty dziecię, bożej nie lękasz się kary?

LAODAMIA

Tej jeno dziś się chytam wiary.
Dawniej trwoga mię dzierży tajemna
i drżałam na myśl samą zaklęć, przysiąg.
.................
Tyś mnie tu jeden bliski.

STARZEC

Z ojcowizny twojej przywlokłem się za tobą,
w ów dzień twojego wesela,
gdy porwaną z domu rodzica,
mąż twój, kochanek, wiódł cię do Phylaki.

LAODAMIA

Dzień mego wesela!

STARZEC

Rodzic klął twemu weselu;

przekleństwem drogę zagrodził
powrotu...

LAODAMIA

Pójdzie tam z tobą powieść twoja o mnie;,
poniesiesz moje ostatnie żegnanie
tam, gdzie mój kraj i tobie ziemia;
do Jolku, którym włada syn Peliasa
Akastos król, co mnie zrodził
na szczęścia mego powolne konanie...
Ja już u grobu.

STARZEC

...Wzywałaś mię, bym przyszedł.

LAODAMIA

Słyszałam w śnie wołanie;
imię moje kilkakroć słyszę wymówione
głosem, co tylko jako oddźwięk żyje
w pamięci ludzkiej —

STARZEC

Mnież to twe serce tajemnicę kryje!...

LAODAMIA

Tajemnic twoich chcę zbadać wyrocznie.

STARZEC

Wyroczni moich tajemnicza mowa
wyżenie z serca ostatnie nadzieje,
gdy wywód mówić pocznie;
cóż twemu sercu puste głuche słowa.

LAODAMIA

Serce pragnieniem tajemnem goreje...
Ciebie darzę wolnością.

STARZEC

Stary, a słucham struchlały,
jak lekce ważysz, coś przeznaczono,
ty w kwiecie lat.

LAODAMIA

Dziś już rozumiem, co mi znaczono.
Samotnie poznać dały;
więzieniem dom;
miłość widziałam pogardzoną
dla pustej hymnów chwały;
do innej lepszej tęsknię ziemi
ja w kwiecie lat.

STARZEC

Wróć, zbłagaj ojca, żyj ze swojemi,
wróć ze mną, — darzysz mię wolnością.

LAODAMIA

Grobom ślubuję się miłością;
złorzeczę ojcu, co przeklina;

STARZEC

Serce się we mnie w lękach zrywa,
rodzica córka zapomina
i dłoń unosi, klnąca,

LAODAMIA

Pierwej-że rodzic mnie zabywa.

STARZEC

Żałość twój rozum w błędach zmąca.

LAODAMIA

Chcę być szczęśliwa, ja nieszczęśliwa. —
W kochaniu lubem tej nocy,

przepomnę czasu rozłąki.
Syn Maji ku mnie zszedł;
małżonka mego przywiedzie.
Ofiara mleka, miodu, wina,
ofiara białej pszennej mąki
musi być dopełniona.

STARZEC

Piekielnych potęg żar cię ima.

LAODAMIA

Znasz siłę tajnych mocy.

STARZEC

Dla żywych ty stracona.

LAODAMIA

Bodaj na piekła potępiona,
przeklętej groźba nie powstrzyma.

STARZEC

Szał cię porywa, ty szalona.

LAODAMIA
(wskazując ku grobowcowi)

Oto ofiara zgotowiona;
co czynić trzeba, mów mi koleją,
jakie się dary wprzódy zastawia,
czy dary chleba?
Jakie się przódy objaty leją,
czy mleka, czyli miodu?
aż krew nasyci męczarnie głodu,
przybłędnych dusz, —

Jak poznać męża, — dusz przyjdzie wiele

STARZEC

Drżysz .........

LAODAMIA

Skoro ukończym obrzędu dzieło,
zejdziesz ogrodem ku bramie,
której zawory dziś sama odsunione zostawiłam,...
Tamtędy co dnia, wyszedłszy ku skałom,
patrzę na morze:
.....z tamtych dali łódź mię tutaj wiozła
w dzień wesela. — —
U przystani najdziesz łódź obszerną
i sług dwoje, chłopów,

(zdejmuje pierścienną obrączkę z ramienia i tę mu oddaje).

Okażesz im ten koral w złote obręcze owity.
Powiozą cię daleko ztąd,
do twojej i mojej ojczyzny.

STARZEC

Tam moje syny i wnuki;
dzięki królowo.

(Laodamia i Starzec idą w głąb i stawają tuż przy grobowcu).

STARZEC

Oburącz weźmiesz nóż,
dół żłobiąc wszerz i wzdłuż
na piędzi dwoje;
wiejesz weń miodu dzban;
osobno wina kruż

i czarę wody ze zdroju;
zaś z wierzchu mąką białą,
objatę obsyp całą, —
a potem poczniesz troje
modlitew, zaklęć, próśb
dusz, które śpią w pokoju
podziemia.
— A wtedy ująwszy jagnię bieluchne, nieskażone, skierujesz je łbem w stronę Erebu, — tniesz nożem,
niech krew czarna pociecze wszystka w żłób.
— A wtedy ująwszy owcę czarnowełną, nieskażoną, skierujesz zwierzę łbem w stronę Erebu, — tniesz nożem,
niech krew czarna pociecze wszystka w żłób.
— Zaś sama oczy odwróć od ofiary
i ręce nad ofiarą rozpostrzej.

(W miarę jego słów Laodamia czyniła wszystko, jak mówił; dusze zbiegają z pod ziemi i krążą dokoła żłobu).

LAODAMIA

Patrz, patrz, kto są one,
rozpłakane, rozjęczone!
młodzi, starce, dziewki, dzieci,
jakżeż tłumny orszak zdąża,
wyżłobiony rów okrąża;
w oczach im się próchno świeci, —
chylą się nad dół
a chciwie piją, —
— małżonka niepoznaję
może go wśród nich niema;

nim się zbliży,
krew wszystką obcy spożyją.

STARZEC

Odwagi, weź w rękę kół,
obce odganiaj precz od rowu.

LAODAMIA

Darmo, — odgonię a znowu
cisną się rosnącym tłumem
ze świstem, syczeniem, szumem.
Małżonka niepoznaję,
może go wśród nich niema;
zawiódł mię sen.
Obce się poją dusze.

STARZEC

Wróć lepiej do dom nieszczęśliwa,
daremny guseł czar,
mąż do cię nie przybywa.

LAODAMIA

Daremno dusza duszy wzywa,
węzeł tajemnic strasznych zrywa,
nie pomna kar —
o nieszczęśliwa, ja nieszczęśliwa.
..............

STARZEC

Zaprzestań łez, zaprzestań łkań,
daremny guseł czar. — Precz odchodzę.
Wróć się do komnat, — zawierz przestrodze:
Łzy twoje są mękami dlań;
dusza małżonka niewolona

prze twój ustawny żal i płacze
po przez piekielne gna bezdroże —
ustawnie wskrzesza się i kona —
tęsknoty wodzą nią tułacze, —
we święte gaje wnijść nie może.

(Starzec odchodzi w ogród; widać go, jak w dali wchodzi we wrotka, po za któremi znika).

LAODAMIA
(oparta o grobowiec)

We święte gaje wnijść nie może,
prze mój ustawny żal i płacze;
tęsknoty wodzą nią tułacze;
ustawnie wskrzesza się i kona.
Niechajże będę ja potępiona
w skargach i łkaniach ostawiona
a dusza droga mnie i kochana
niech chwilę zajdzie ku mnie wołana
zaklęciem wyzwolona.

(we łzach stoi oparta o grobowiec — i powoli milkną w niej łzy i łkanie; groza nią owłada,... struchlała, rozgląda się ledwo półruchami, jaka cichość zapadła dokoła i jak mgła nocna zaszła.
Po przez mgłę świeci księżyc na cały ogród.
Grobowiec się otwiera ciemną jamą.
Wychodzi Hermes, wiodąc za rękę Protesilasa; Protesilas idzie z głową pochyloną; ubrany w strój bohaterski: w zbroję świecącą i pancerz, pas brązowy, nagolenniki. Hermes rękę Protesilasa oddaje w rękę Laodamii i oddala się, znikając na ogrodzie).

LAODAMIA

Oto ja małżonka twoja

a tyś mój
............
Pancerz się twój połyska —
i łyska szyszak i pas i miecz; —
takiżeś sam świetny bohater mój,
jeno lica twe blade.
Oczy twe czarne patrzą na mnie głębiami nocy;
u czoła kędziory czarne; na skroniach kędziory czarne, złotemi blaszkami ujęte...
jeno czoło twoje białe, jak kamienie grobowca;
czoło twoje spokojne, jak grób
założony płytą marmuru.
Nie masz na czole twem pogody,
ani nie masz niepokoju
............

(kładzie obie dłonie na napierśniku Protesilasa)

Pancerz to twój, wielokroć złotym gwoździem okuty w zygzaki i koła pierścienne; czerwoną żywicą skąpane misterne węzły włósia na szyszaku; włósie rumaka, któregoś sam ugonił na szerokich błoniach Ptelei, na błoniach bujno rosłemi trawami szumiących. Owo pas kunsztowny, wytrzymały na najmocniejsze ciosy i dla samychże Apolinowych grotów nieugięty; dar mego rodzica. Wojowniku, otóżeś przedemną w Chwale i Sławie.

PROTESILAS
(dotyka jej czoła ręką)
LAODAMIA

Dłoń twoja biała i zimna;
ty zdala idziesz....
do mnie małżonki twej, ciebie spragnionej, uścisków twych żądnej, młodej. Mężu, tyżeś mnie we świeżości lat ostawił samą.
Oto Sława powraca mi ciebie.
Sława pieści się we światłach twego hełmu, twego pancerza; jeno blask oczu twoich przyćmiony, jeno lica twe blade.

(dotyka go oburącz końcami palców po twarzy).

Lica twe zimne. —
Przychodzisz do mnie zdala.
Od piersi twej szerokiej,
od serca chłód sięga ku mnie:
zimnem ramiona stęgły.

PROTESILAS
(wyciąga rękę ku niej)
LAODAMIA

Serce we mnie ustaje; całam we słuchu,
żali twe serce bije,..............
Serce twoje milczy.

(wsuwa się w objęcia Protesilasa)

O kochaj, o miłuj, obejmuj, pieść, tul,... jakże długo samotna byłam, o jakże długo... słowa miłości wybrane, na ustach moich więdły niedomówione.
O dzierż mnie ramieniem, dzierż, okalaj uściskiem....
O rozkosz....

O jakże, jakże długo słowa miłości były dla mnie chłostą szyderstwa....
Wracasz z wojny..........
Powracasz do mnie.

PROTESILAS
(obejmuje ją)
LAODAMIA
(omdlewa w rękach Protesilasa, uderzając czołem o metal zbrojej; — tejże chwili ocknąwszy się)

Jak głucho pancerz mi twój odpowiada, — jakby go nie pełniła pierś męska i moc wojownika; — jeno się w pustych dźwiękach gubi moja mowa.
Tyżeś żyw, — tyżeś przy mnie.

PROTESILAS
(pochyla nad nią głowę zwolna)
LAODAMIA

Na licu twem blaski omdlałe,
twojej — że to zbroi odbicie?...
Oczu głąb czarna, — —...
W jaskinie twych oczu wchodzę: —
Noc, — myśli moje gasną

PROTESILAS
(ją całuje)
LAODAMIA

Pocałowałam twoje usta chłodne;
chłód wstąpił w moją pierś; —
dusza się moja w pocałunku gubi,
spolona z twoją duszą:

jestem teraz ta, któram nie znała wprzód
.................
1.  Jakoweś głębie przedemną,
mroki nieprzeniknione.
W dalach suną mgieł widziadła lotne...
Plączą się i plotą pierścieniami i rozpływają we światła...
Światła jedne za drugiemi gonią,.... mgieł szaty na się obłóczą, — ścigają się płonące we zmrokach; — w dal odemnie, jak cienie toną
.............
Wstąpiłam we Wieczność
2.  Oto rzeka, te wody szklące, które się po za mną wloką w noc; przebyłam już wód tych rozległe dale.
Mgła duszna powłóczy się nad wodami
.............
3.  Pod ręką czuję granit, kamień, złom nieprzeparty...
Oto, jak dłońmi sięgnę: kamienie, ostry złom,
— cieśń mię ogarnia, —
ramion już moich rozpoztrzeć nie mogę, —
skały, skały....
Dróżka objęta głazami...
muszę iść... po za mną idą,
przedemną idą, nieznani, —
Wieczność...
4.  Oto bramy, łuki tryumfów, sparte z ciosów białości mleka; tędyż-to Helios rydwan przetacza złoty, gdy idzie spocząć?...

Bram wiele. — Olbrzymów sturękich dzieło.
.....Oto ostatnią mijam
.............
5.  Błękit, błękit.... senność...
Wiem, żem powinna iść dalej i dalej... a senność błękitów gnie moje kolana i ręce skłania twarzy za wezgłowie...
Spocząć choć chwilę,...
.....Wieczność...
6.  Łąka, łąka,... złocistych kwiatuszków w bród... łąka bez kresu, — ....
Któż oni, co się po nad kwieciem kołyszą podobni mnie. —
Aż świat to wielki!
Pono zbierają kwiaty; — nie, tylko woń kwiatową we się chłonią.
Jakaż woń miła, pożywna... to i mnie używać wolno, — i ja już z nimi...
Zostać...
Jużem to jest na łąkach złotogłowia, sama mieszkanką tych łąk, kędy widzę, że dusze zmarłych dawno, ożywione rozmową chodzą swobodnie...
Tamten to świat i ja w nim dusza
...............
Czyjeż ramię bioder dotyka moich i szyję moją któż ramieniem ku piersi swej przyniewala?...
Tyżeś kochanku mój, małżonku pieszczony!...
Ostaniemy tak już czas wszystek nierozłączeni...
...........

..... To tam, we Phylace, gdzieś powiódł mnie wziętą z domu ojcowego;... tam byłam sama, wyczekująca daremno,
a tu... tutaj tyś ze mną
chętny, powolny.
Ja tobie luba, jako nigdy
..........
..... To tam, we Phylace, kędyś domostwo stawiał sobie i mnie; dworzec z marmuru i brązów, z bukowych krokwi i płatew jodłowych, zaciosanych strojnie, tam była nasza miłość bolesna —
..... i tyle łez i goryczy wiele, wiele dławiło mi gardło i dech, —
aż dziś czuję w ustach słodycz i woń przemiłą, żem Szczęścia może dosięgła.
— Słodki mój, oto na kochanie nasze patrzą bohatery i ich dziewki; patrzą króle, których znam z opowiadań piastunki i nauk ojca; — patrzą ci, o których ojcu memu, gdy był dzieckiem powiadały piastunki i rodzice starzy. Przechodzą oto koło naści, o których śpiewały mi pieśni; — sama-żem takie śpiewy nuciła, a służebne moje i rówieśnice moje wtórem dzwoniły na strunach z jelit jagnięcych, które bywały zawite na czerep łbi wołu czarnorogiego...
Jeno ten dźwięk strun, pod rękami moich rówieśnic, — już mi daleki, jużem go przepomniała...
..... To tam — we Phylace, ostał się i po komnatach biega pogłosem; a mnie

królewskiej córy i królewskiej żony, już nie ukołysze do snu na wezgłowiach okrytych purpurą, pod chustami z wzorzystych tkanin, kropionych wonnością balsamów....
Bo oto czas snów dla mnie się skończył a zaszłam w jawność wieczystą
..............
a ty ze mną; przy mnie mój jedyny
................

(Obejmując rękoma, chwyta tylko próżnię, — trzykroć usiłując ująć cień Protesilasa, który się zagubia i znika wśród cyprysów w ogrodzie). (Od komnaty występuje Chór i otacza Laodamię).

CHÓR

Uśmiechem krasne usta radujesz,
ramieniem igrasz wyciągnionem,
co chwytasz, co obejmujesz...?

LAODAMIA

Ręce w powietrznej mdleją fali;
z miłośnych pragnień ciało płonie.

CHÓR

Czyj kształt przy sobie odgadujesz!
Źrenice żar miłośny pali
wpatrzone;
ramię w przestrzeni pustej tonie.

LAODAMIA

Daremno igram ramionami
za widmem niedoścignionem;
ręce w powietrznej mdleją fali.

CHÓR

Przedźwięczał uśmiech, —
róż płomień bije z lic;
daremno sięgasz, igrasz rękami,
nie ujmiesz dłonią nic.

LAODAMIA

W błędne wstąpiłam złudzeń koło,
przedźwięczał uśmiech;
uwięzgło w uściech
pożądań lube słowo;
nie ujmę dłonią nic,
w przestrzeniach pustych ramię tonie.

CHÓR

Bolesna chylisz głową,
pot zimny zrosił białe czoło,
głos mdleje, róże gasną z lic;
w oczach iskrzący ogień tli.

LAODAMIA

Serce, jak gołąb zlękłe drży;
w błędne wstąpiłam złudzeń koło;
wzrok gaśnie, płomień zeszedł z lic,
pot zimny zrosił czoło,...

CHÓR

Smutna, bolesna chylisz głową,
włos bujny kryje twarz zlęknioną
czarną trefionych strug zasłoną.

LAODAMIA

Darmo igrałam ramionami,
daremno tuląc nikły cień;

trzy razy już ujęłam dłonią,
trzy razy ręce próżno gonią
miłośnych pełne drżeń.

(Tu występuje na przód sceny; Chór za nią)

Dajcie mi biały smutku strój
na czarny włos trefiony;
niech luźnych szat bachicznych krój
szerokie ćmią zasłony.
W miłośnych chęciach zawiedzioną,
rozpacz mię chwyta Harpij szponą...
serce od trwogi drży; —
niech dreszcze żądz,
duszę wylękłą, zatrwożoną
skryję,
niech sama pod zasłoną
na mój patrzę wstyd, mój żal, me łzy.
Z tem, co mię boli,
co zabija,
niech samotnica żyję;
już nie pocieszy mię niczyja
serdeczność, czułość,
dźwięczne słowo,
choćbyś Charyty śpiewną mową
szeptała,
i z lutnią w ręku Appollonową
we strofy śpiew wiązała.

CHÓR

Łoże cię czeka w szkarłat spowite,
wełn miękkich układne zwoje
kształt krągły ujmą w snu spokoje.

LAODAMIA
(zrywając ze się ozdoby i odrzucając je precz)

Zejmijcie ze mnie
złote kół brzękadła
z piersi,
do piersi dławiąca przypadła
niemoc;
palą mię węże-pierścienie;
dyadem kryształów osadą brązową
cięży,
czoło mi więzi; u bioder spojenie
węzłów zimnym dreszczem wstrząsa łono,
drażniąc pragnienia,...
żądze próżne toną
samotne.

CHÓR

Dymy snowają się z łożnicy
z wonnych ziół, —
świętej się spala tajemnicy
Amorów żar;
patrzajcie, oto z dymnych kół
cienie wzlatują nad wezgłowie.

LAODAMIA

Bielą lilijek sycone ramiona,
woniami pierś przepojona,
włos z warkoczów rozwity,
rozplątany,
hyacyntów i róży
sokiem skąpany,
drażni;

ciało, pragnące uścisków, udręcza
pożądań przypomnieniem;
wspomnienie mię zamęcza
pragnieniem, —
woń nuży.

CHÓR

Zaklnij się trzykroć;
spędź widma, które myśl szalona roi.
Weź badyl makowy,
zeschłą bulwą uderz w smutne czoło
czterykrotnie,
Sen zwołasz;
Sen oto smutność wszelką koi,
przyjdzie chętny.

LAODAMIA

Samotnej sen...
.......
W uścisk nie ujmie mnie namiętny
kochanek-mąż;
oto mara
przedemną we mgły się zwiała,
żal z ócz rzucając smętny.

CHÓR

Myśl wiedzie cię znużoną
w obłędny złudzeń krąg;
w łożnicę zgotowioną
wejdź, — nie wołaj,
nie załamuj rąk;
napróżne żale szepcą usta.

LAODAMIA

Łożnica moja pusta
...........
Litość wy miejcie nademną.

CHÓR

Odpychasz litość...?
Jakoż samotnej, rozżalonej,
błąkać się w noc ciemną.

LAODAMIA
(podchodzi ku głębi sceny, patrząca ku morzu)
CHÓR

Mgła szaty w strój rosy perłowy
obrzuca,
Notus chłód wionie od fal;
kogo wyglądasz, kogo zgadujesz
wpatrzona w mglistą dal?

LAODAMIA

Przez mglistą dal,
przez czarnych morze fal
łódź płynie, senna, cicha.

CHÓR

Jak posąg stoi cicha,
w piersi wstrzymuje dech:
wichrowych słucha ech.

LAODAMIA

Wichrowych słucham ech.
Chłód Notus wionie od fal,
fala kołysze łodzią.

Cień w łodzi stoi mgławy...
kołysze się na szumach,
a starzec oczo-krwawy
wiosłuje starzec siwy,...
Charon! — Charona łódź!
Stój starcze! Cieniu słysz!
Pojmij mię z sobą...

CHÓR

O biada! — Kogoż to przyzywa?!
Piekło śle ku niej gońce!...

(Na zasłonie, którą Chór zesunął, widać w mrocznych barwach jakby wielkie jezioro; spienione fale połyskujące, wśród czerniejących głębi; — łódź wielka płynie, a w niej stoi Charon siwobrody, z palącemi się oczyma i wiosłuje...
Cienie dusz, upowijane w białe całuny, stoją w łodzi skupione w jedną zbitą grupę i kwilą żałośliwie).

LAODAMIA
(wpatrzona we zjawiska, jak obłędna).

Co to za orszak dusz,
w biel upowity, w całuny,
uwozisz w blaskach łuny
w noc podziemnych głusz.
Mary jęczą i kwilą,
jak mysigłowych stado,
gdy zczepione gromadą
u stropów nor się chyją.

(widziadło znika)
LAODAMIA
(wyrywa się z objęć Chóru)

Władyk szerokie morze
czółnem trójrogiem porze;
Sława mu żywot skraca;
laur jest mu dan.
Zawodzę, łkam w komorze,
przecz miłość Śmierć przemoże; —
męża mi Orkus wraca
tajemnic pan.
Dziś żałość trzy, czterykroć więtsza
serce rozpaczą zrywa;
dziś skarga modłów mych gorętsza, —
Hero! jaż nieszczęśliwa.
Samotność trzy, czterykroć więtsza
serce Rozpaczą zrywa,
Dike nademną groźby spiętrza
i nocą oczy skrywa.
W Zewsowem łożu ty najświętsza,
gdy obłok tajny cię okrywa,...
dziś żałość mnie czterykroć więtsza
Hero! ja nieszczęśliwa.
Kocham rycerza obcych ziem,
ten mnie dziewicę porywa;
z zagrody ojca wiedzie w swój dom
a rodzic mnie przeklina...
Gdzie kres mym skargom,
moim łzom!
Mojaż to własna wina...?
Hero! ja nieszczęśliwa.
Rycerz z mych objęć rwie się precz
za mórz błękitne dale;
pawęż ukochał, groty i miecz,
mych łkań nie słucha cale;

wróżby mu pierwszy wróżą zgon,
on, zgonu żądny w chwale,
kochanki, żony zapomina;
pusty się ostał dla mnie dom,
Samotność młodej mnie straszliwa...
Gdzie kres mym skargom, moim łzom...?!
Hero! ja nieszczęśliwa.
...........
...........
Los ze mną igra,
Sen i Czar
i mną się ludzką bawi;
bożych mię ściga groźbą kar
i serce biedne łzawi.
............

(rzuca się na przód sceny)

Śmierć mnie jedyna!

(Przebija pierś nożem; — pada).
...................

Dziewki składają ją na łożu. Rozsuwają zasłonę, żeby zwołać domowników, zbiegają się domownicy; wszyscy przejęci grozą skupiają się około trupa królowej.
W głębi, ogrodem, idzie duch Protesilasa i Laodamii; w uścisku, w ujęciu; idą zwolna ku grobowcowi i znikają w ciemnym otworze steli; drzwi brązowe zatrzaskują się za nimi.
Na łoskot zamykających się drzwi grobowca wszystkie głowy Chóru zwracają się nagle w stronę ogrodu).




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stanisław Wyspiański.