Biały byk/Całość

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Wolter
Tytuł Biały byk
Pochodzenie Powiastki filozoficzne /
Tom drugi
Data wydania 1922
Wydawnictwo Krakowska Spółka Wydawnicza
Drukarz Drukarnia »Czasu« w Krakowie
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Tadeusz Boy-Żeleński
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Indeks stron
BIAŁY BYK.
(PRZEŁOŻONE Z SYRYJSKIEGO PRZEZ P. MAMAKI, TŁÓMACZA KRÓLA ANGIELSKIEGO DO JĘZYKÓW WSCHODNICH.)
(1774.)

I. Jak księżniczka Amazyda spotkała byka.

Młoda księżniczka Amazyda, córka Amazysa, króla Tanisu w Egipcie, przechadzała się po drodze do Peluzy w otoczeniu swych dam. Tonęła w głębokim smutku; łzy płynęły z jej pięknych oczu. Wiadomo, jaka była przyczyna jej boleści, i jak bardzo lękała się, właśnie tą boleścią, narazić królowi swemu ojcu. Stary Mambres, dawny mag i eunuch faraonów, znajdował się przy niej: nie opuszczał jej prawie nigdy. Patrzał na jej urodzenie, wychował ją, nauczył i ją wszystkiego co pięknej księżniczce wolno jest umieć w Egipcie. Rozum Amazydy równy był jej piękności; była równie tkliwa i czuła jak urocza; i ta właśnie tkliwość kosztowała ją tyle łez.

Księżniczka miała dwadzieścia cztery lat; mag Mambres liczył ich blisko tysiąc trzysta. On-to, jak wiadomo, wiódł z Mojżeszem ową słynną dysputę, w czasie której zwycięstwo ważyło się długo między tymi dwoma głębokimi filozofami. Jeżeli Mambres uległ, to jedynie wskutek widocznej stronniczości sił niebieskich, które wspierały jego rywala: trzeba było bogów, aby zwyciężyć Mambresa. Wiek osłabił tę głowę, o tyle wyższą od innych głów[1] i tę moc która oparła się mocy powszechnej; ale został mu zawsze spory zasób rozumu: podobny był do tych olbrzymich budowli starożytnego Egiptu, których ruiny świadczą o ich wielkości. Mambres był jeszcze bardzo tęgi w radzie; mimo zaś że nieco stary, duszę miał nader współczującą.
Amazys zrobił go ochmistrzem dworu córki; wywiązał się z tych zadań ze zwykłą roztropnością. Wzruszały go westchnienia pięknej Amazydy. „O mój kochanku! mój młody i drogi kochanku!“ wykrzykiwała od czasu do czasu; o największy ze zwycięzców, najdoskonalszy, najpiękniejszy z ludzi! jakto! od siedmiu lat blisko znikłeś z ziemi! jakiż Bóg wydarł cię tkliwej Amazydzie? Wszechświat byłby obchodził uroczyście i opłakiwał twój zgon. Nie umarłeś, uczeni prorocy egipscy godzą się na to; ale umarłeś dla mnie, jestem sama na ziemi, jest mi ona pustynią. Jakim niepojętym cudem opuściłeś tron i kochankę? Twój tron był pierwszym tronem świata, to niewiele; ale ja, która cię ubóstwiam, mój drogi Na...“ Miała dokończyć. „Nie waż się wymawiać tego złowrogiego imienia, rzekł roztropny Mambres, dawny eunuch i mag Faraonów. Podchwyciłaby je może któraś z dam pałacowych. Są ci wszystkie oddane, a wszystkie piękne damy mają sobie za obowiązek dopomagać w sprawach sercowych pięknym księżniczkom; ale, ostatecznie, może się znaleść między niemi któraś nieopatrzna a nawet przewrotna. Wiem, że twój królewski ojciec, który zresztą cię kocha, przysiągł ci uciąć głowę, jeśli wymówisz to straszne słowo, wciąż wiszące na twoich ustach. Płacz, ale milcz. Twarde to, zaiste, prawo; ale nie poto cię wychowałem w mądrości egipskiej, abyś nie umiała panować nad swoim językiem. Pomnij, że Harpokrat[2], jeden z naszych największych bogów, ma zawsze palec na ustach“. Piękna Amazyda płakała, ale nie rzekła już nic.
Gdy tak szła w milczeniu ku brzegom Nilu, spostrzegła z daleka, w gaiku kąpiącym się w rzece, staruszkę w szarych łachmanach, siedzącą na małym pagórku. Miała koło siebie oślicę, psa, kozła. Naprzeciw niej zwinął się wąż, ale nie był to zwykły wąż, oczy jego bowiem były tkliwe i pełne życia; fizyognomia szlachetna i zajmująca; skóra błyszczała bogactwem powabnych kolorów. Olbrzymia ryba, wpół zanurzona w rzece, dopełniała tego osobliwego towarzystwa. Na gałęzi siedziały kruk i gołąb. Wszystkie te stworzenia zdawały się wieść z sobą wcale ożywioną rozmowę.
„Ach! szepnęła księżniczka, te istoty mówią bezwątpienia o swoich miłościach, a mnie nie wolno wymówić imienia tego którego kocham!
Stara miała w ręku cienki stalowy łańcuszek, długi na sto stóp, na którym uwiązany był biały byk, pasący się na łące. Był biały, kształtny, pulchny, a zarazem lekki, co jest rzadkie. Rogi miał z kości słoniowej. Był to najpiękniejszy egzemplarz byka, jaki kiedykolwiek widziano. Byk Pasiphae[3], byk którego postać przybrał Jowisz aby uwieść Europę, ani się umyły do tego wspaniałego zwierzęcia. Cudna jałówka, w którą zmieniła się Izyda[4], zaledwie byłaby go godna.
Ujrzawszy księżniczkę, podbiegł ku niej z chyżością młodego arabskiego rumaka, gdy przebywa rozległe równiny i rzeki starożytnej Saany, aby się zbliżyć do pysznej klaczy, która włada w jego sercu i sprawia iż rżąc nadstawia uszy. Stara czyniła co mogła aby go zatrzymać; wąż silił się nastraszyć go swoim gwizdem; pies biegł za nim i gryzł go po smukłych nogach; oślica zabiegała mu drogę i wierzgała aby go nawrócić. Wielka ryba wynurzająca się z Nilu i wyglądająca z wody groziła mu pożarciem; kozieł stał nieruchomy i zdjęty lękiem; kruk bujał koło głowy byka, jakby mu chciał wydzióbać oczy. Jeden gołąb towarzyszył mu przez ciekawość i zachęcał go słodkiem gruchaniem.
Tak niezwykły widok sprawił, iż Mambres zadumał się głęboko. Tymczasem, biały byk, ciągnąc za sobą łańcuch i staruszkę, znalazł się przy księżniczce zdjętej zdumieniem i trwogą. Rzuca się do jej stóp, całuje je, leje łzy, patrzy na nią oczyma w których wyraża się niesłychane skojarzenie bólu i radości. Nie śmiał ryczyć, z obawy aby nie przestraszyć pięknej Amazydy. Nie mógł mówić. Miarkowanie głosu, jakiego niebo użyczyło niektórym zwierzętom, było mu niedostępne; ale wszystkie jego uczynki były wymowne. Spodobał się bardzo księżniczce. Uczuła, iż nieco rozrywki może uśmierzyć na parę chwil najdotkliwsze zgryzoty. „Cóż za miłe zwierzę, rzekła; chciałabym je mieć w swojej stajni“.
Na te słowa, byk zgiął cztery kolana i ucałował ziemię. „Rozumie mnie! rzekła księżniczka, mówi że chce do mnie należeć. Ach! boski magu, boski eunuchu, daj mi tę pociechę, kup mi tego pięknego cheruba[5]; umów cenę ze starą, która z pewnością jest jego właścicielką. Chcę mieć to zwierzę; nie odmawiaj mi tej niewinnej pociechy“. Wszystkie damy pałacowe przyłączyły się do próśb księżniczki. Mambres dał się wzruszyć i podszedł aby pogadać ze starą.


II. Jak roztropny Mambres, dawny czarownik Faraona, poznał starą i ona go poznała.

„Pani, rzekł, wiadomo ci, że młode panny, a zwłaszcza księżniczki, potrzebują rozrywek. Córka królewska oczarowana jest twoim bykiem; proszę byś zechciała go ustąpić; zapłata w gotówce.
— Panie, odparła stara; to szacowne zwierzę nie należy do mnie. Obowiązkiem moim i wszystkich tych zwierząt jest czuwać nad nim bacznie, śledzić wszystkie jego ruchy i zdawać z nich sprawę. Niech mnie Bóg broni, bym miała kiedy sprzedać to bezcenne zwierzę“.
Słysząc te słowa, Mambres ujrzał jakgdyby parę mdłych promyków mętnego światła, w którem się jeszcze nie rozeznał. Spojrzał uważniej na staruszkę w szarej opończy; „Czcigodna pani, rzekł; albo się mylę, albo widziałem panią już kiedyś.
— Ja się nie mylę, odparła stara; widziałam cię, panie, przed siedmiuset laty, w podróży z Syryi do Egiptu, w kilka miesięcy po zburzeniu Troi, wówczas gdy Hiram panował w Tyrze, a Nefel Keres w starożytnym Egipcie.
— Zatem, wykrzyknął starzec, pani jesteś dostojną Pytonissą z Endoru[6]. — A ty, panie, odparła Pytonissa ściskając go, ty jesteś wielkim Mambresem z Egiptu.
— O nieprzewidziane spotkanie! o pamiętny dniu! wiekuiste wyroki! zawołał Mambres; nie dzieje się to pewnie bez rozkazu Opatrzności, że się spotykamy na tej łące, nad brzegiem Nilu, w pobliżu wspaniałego miasta Tanisu. Jakto, to ty, pani, tak sławna nad brzegami swej rodzinnej rzeczki, Jordanu, nieporównana mistrzyni w wywoływaniu cieni! — Jakto, to ty, panie, tak słynny ze zmieniania patyków na węże, dnia w noc, a wód rzecznych w krew! — Tak, pani; ale podeszły wiek osłabił częściowo mą wiedzę i potęgę. Nie wiem, skąd posiadasz tego pięknego białego byka i co są te zwierzęta które czuwają nad nim wraz z tobą“. Stara skupiła się, wzniosła oczy ku niebu, poczem odparła w tych słowach:
„Mój drogi Mambresie, jesteśmy koledzy po fachu; ale jest mi wyraźnie wzbronione powiedzieć ci, kto jest ten byk, Mogę ci uczynić zadość co do innych zwierząt. Poznasz je łatwo po znakach które je cechują. Ten wąż, to jest ten sam, który nakłonił Ewę aby zjadła jabłko i dała zjeść mężowi; oślica, to ta, która przemówiła w wąwozie do Balaama, twego rówieśnika. Ryba, która wciąż trzyma głowę nad wodą, to ta, która, przed paru laty, połknęła Jonasza. Ten pies, to ów, który towarzyszył aniołowi Rafaelowi i młodemu Tobiaszowi w podróży do Rages w Medyi, za czasu wielkiego Salmanazara. Ten kozieł, to ów który pokutuje za grzechy całego narodu; ten kruk i gołąb byli w arce Noego: wielki wypadek, powszechna katastrofa, o której prawie cała ziemia nic jeszcze nie wie! Oto wszystko. Ale, co się tyczy byka, nie dowiesz się nic“.
Mambres słuchał ze czcią, poczem rzekł: „Wiekuisty odsłania co chce i komu chce, dostojna Pytonisso. Wszystkie te zwierzęta, którym powierzono wraz z tobą strzeżenie byka, znane są jedynie twemu szlachetnemu i miłemu narodowi, który sam znowuż nieznany jest prawie całemu światu. Cuda, które zdziałaliśmy, ty i twoi, ja i moi, będą kiedyś wielkim przedmiotem wątpliwości, zgorszeniem dla fałszywych mędrców. Na szczęście, znajdą wiarę u prawdziwych mędrców, którzy będą podlegli Widzącym w małej cząstce świata, a to wszystko czego trzeba.
Kiedy wymawiał te słowa, księżniczka pociągnęła go za rękaw i rzekła: „Mambresie, czy nie kupisz mi byka?“ Mambres, pogrążony w głębokiej zadumie, nie odpowiedział nic; Amazyda zaś zalała się łzami.
Wówczas zwróciła się sama do starej i rzekła: „Moja dobra stara, zaklinam cię na wszystko co masz najdroższego w świecie, na ojca, matkę, mamkę, którzy z pewnością żyją jeszcze, abyś mi sprzedała nietylko byka, ale i gołębia który zdaje się doń bardzo przywiązany. Innych zwierząt nie chcę; ale wierz mi, tu na miejscu dostanę waporów, jeżeli mi nie sprzedasz tego uroczego byka, który będzie pociechą mojego życia“.
Stara ucałowała z szacunkiem kraj gazowej sukni księżniczki i rzekła: „Księżniczko, byk nie jest na sprzedaż, twój dostojny mag wie o tem. Wszystko co mogę zrobić dla twych usług, to przywieść go codzień na paszę opodal twego pałacu; mogłabyś go pieścić, karmić biszkoptami i igrać z nim do woli. Ale musi być nieustannie pod oczyma wszystkich tych zwierząt, które mi towarzyszą, i którym zlecono nad nim pieczę. Jeżeli nie zechce się wymykać, nie zrobię mu nic złego; ale jeśli spróbuje jeszcze raz zerwać łańcuch, jak to uczynił na twój widok, biada mu! nie ręczyłabym za jego życie. Ta oto wielka ryba połknęłaby go niechybnie, i trzymałaby go przeszło trzy dni w brzuchu; albo ten wąż, który ci się wydał może wcale łagodny i sympatyczny, zadałby mu śmiertelne ukłucie“.
Biały byk, który rozumiał doskonale słowa starej, ale nie mógł nic odpowiedzieć, przyjął wszystkie warunki z uległą miną. Położył się u jej nóg, zaryczał gwałtownie, i patrzał czule na Amazydę, jakby mówił: „Przyjdź mnie odwiedzić niekiedy na łące“. Wówczas, przemówił wąż i rzekł: „Księżniczko, radzę ci spełnić ślepo wszystko co panna Endor mówi“. Oślica też wtrąciła kilka słów, zgodnych ze zdaniem węża. Amazydzie było przykro, że wąż i oślica mówią tak płynnie, a piękny byk, ożywiony tak szlachetnemi i tkliwemi uczuciami, nie może ich wyrazić. „Ach, szepnęła, jakże często zdarza się to na dworze: wciąż się spotyka pięknych panów nie umiejących wyjąkać ani be ani me, podczas gdy chłystki rozprawiają jak z nut.
— Ten wąż, to nie jest chłystek, rzekł Mambres; źle go sądzisz, księżniczko: to może jedna z najszanowniejszych osób w świecie“.
Wieczór zapadał, księżniczka musiała spieszyć do domu, przyrzekłszy wrócić nazajutrz o tej samej porze. Damy pałacowe były zachwycone, ale nic nie rozumiały z całego zdarzenia. Mambres dumał. Księżniczka, przypominając sobie że wąż nazwał staruszkę „panną“, wywnioskowała stąd, dość lekko, że musi być dziewicą i uczuła niejaką zgryzotę że sama jest nią jeszcze; zgryzotę tę, wielce zresztą czcigodną, ukryła równie troskliwie jak imię swego kochanka.


III. W jaki sposób piękna Amazyda miała tajemną rozmowę z pięknym wężem.

Piękna księżniczka zaleciła swoim damom sekret co do tego co widziały. Przyrzekły wszystkie, i, w istocie, dotrzymały przez jeden dzień. Można się domyślać, że Amazyda niewiele spała tej nocy. Niewytłómaczony czar przywodził jej wciąż myśl o pięknym byku. Z chwilą gdy mogła swobodnie mówić z uczonym Mambresem, rzekła: „Mistrzu! to bydlę zawróciło mi w głowie. — I moją głowę zaprząta ono silnie, odparł Mambres. Widzę jasno, że ten cherub jest o wiele ponad swój stan. Przeczuwam w tem wielką tajemnicę, ale lękam się jakiego nieszczęścia. Twój ojciec Amazys jest gwałtowny i podejrzliwy; cała ta sprawa wymaga aby ją prowadzić z największą ostrożnością.
— Ach, rzekła księżniczka, zbyt jestem ciekawa aby być ostrożna; to jedyna namiętność zdolna istnieć w mem sercu obok namiętności do straconego kochanka. Jakto! nie będę się mogła dowiedzieć, kto jest ów biały byk, przyprawiający mnie o tak dziwny zamęt?
— Pani, odparł Mambres, wyznałem ci już, że moja wiedza słabnie w miarę jak posuwam się w lata; ale, albo się bardzo mylę, albo też wąż musi wiedzieć to czego jesteś ciekawa. To inteligentny osobnik; wyraża się bardzo gładko; oddawna nawykł pośredniczyć w damskich sprawach. — Och, z pewnością, rzekła Amazyda; to piękny wąż egipski, który, wkładając ogon do ust, jest symbolem wieczności, który oświeca świat z chwilą gdy otwiera oczy, i pogrąża go w mroku gdy je zamknie. — Nie, pani. — Zatem wąż Eskulapa. — Tem mniej. — To może Jowisz pod postacią węża? — Zgoła nie. — Ach, już wiem, to twoja laseczka, którą zmieniałeś niegdyś w węża? — Nie, pani; nie; ale wszystkie te węże, to jedna rodzina. Ten cieszy się wielkiem uważaniem w swoim kraju; uchodzi tam za najsprytniejszego węża pod słońcem. Zwróć się do niego. Ostrzegam cię wszelako, że jest-to bardzo niebezpieczne przedsięwzięcie. Gdybym był na twojem miejscu, poniechałbym byka, oślicy, węża, ryby, psa, kozła, kruka i gołębia; ale namiętność cię unosi; mogę jedynie litować się nad tobą i drżeć.
Księżniczka zaklęła go aby jej uzyskał sam na sam z wężem. Mambres, który miał dobre serce, przystał, i, wciąż głęboko zadumany, udał się do Pytonissy. Przedstawiwszy jej zachcenia księżniczki, póty nalegał, aż ją przekonał.
Stary mag wrócił do księżniczki z tą dobrą nowiną, ale wciąż jeszcze lękał się nieszczęścia i wciąż dumał. „Chcesz mówić z wężem, księżniczko; jest na twoje usługi. Pamiętaj że trzeba mu schlebiać, wszelkie bydle bowiem pełne jest miłości własnej, a zwłaszcza on. Powiadają nawet, że niegdyś wygnano go z bardzo pięknej miejscowości za ten nadmiar pychy. — Nigdym o tem nie słyszała, odparła księżniczka. — Rozumie się“, rzekł starzec. Zaczem, opowiedział jej wszystkie pogłoski które obiegały o tym tak sławnym wężu. „Ale, mimo tak osobliwej przygody która mu się zdarzyła, nie zdołasz wydrzeć zeń tajemnicy inaczej niż pochlebstwem. Powiadają o nim u sąsiadów że wypłatał niegdyś haniebną sztuczkę kobietom; słusznem jest aby z kolei kobieta go wzięła na bas. — Zrobię co będzie w mojej mocy“, rzekła księżniczka.
Wybrała się tedy z domu z damami pałacowemi i dobrym magiem eunuchem. Stara pasła białego byka dość daleko. Mambres zostawił Amazydzie swobodę i poszedł gawędzić z Pytonissą. Dama dworu rozmawiała z oślicą, dworki zabawiały się z kozłem, psem, krukiem i gołębiem. Wielka ryba, której wszyscy bali się potrosze, zanurzyła się na rozkaz starej do Nilu.
Wąż udał się natychmiast naprzeciw pięknej Amazydy do gaju i oto jaką mieli z sobą rozmowę:
Wąż. Nie uwierzy pani, jak bardzo mi pochlebia zaszczyt jaki wyświadcza mi Wasza Dostojność.
Księżniczka. Panie, pańska znakomita reputacya, bystrość pańskiej fizyognomii i żywość oczu skłoniły mnie do ubiegania się o to sam na sam. Wiem, z krążących pogłosek (o ile nie są mylne) że byłeś niegdyś wielkim panem w europejskiem niebie.
Wąż. To prawda, pani; zajmowałem tam miejsce wcale przyzwoite. Utrzymują, że jestem faworytem w niełasce: pogłoska ta zrodziła się najpierw w Indyach[7]. Bramani pierwsi ułożyli długą historyę o moich przygodach. Nie wątpię, że jakiś północny poeta spisze o tem kiedyś bardzo dziwaczny poemat epiczny[8]; jest-to bowiem, doprawdy, wszystko co z tego można wycisnąć; ale nie podupadłem jeszcze do tego stopnia, abym nie miał jeszcze na tym globie bardzo znacznych posiadłości. Śmiałbym niemal powiedzieć, że cała ziemia należy do mnie.
Księżniczka. Chętnie temu wierzę; powiadają bowiem że pan masz dar przekonywania o czem zechcesz; a urok, to władza.
Wąż. Widząc panią i słuchając pani, czuję, że pani masz nademną tę władzę, którą świat mnie przypisuje nad innemi duszami.
Księżniczka. Jest pan, jak wnoszę, zwierzęciem nawykłem zwyciężać. Twierdzą, że pan zniewolił wiele dam, zaczynając od naszej wspólnej matki, której imienia zapomniałam.
Wąż. Krzywdę mi czynią: udzieliłem jej rady najlepszej pod słońcem. Zaszczycała mnie swojem zaufaniem. Byłem zdania, aby ona i jej mąż najedli się do syta owoców z drzewa wiadomości. Sądziłem, że wchodzę w myśl Pana wszechrzeczy. Czyż drzewo tak potrzebne rodzajowi ludzkiemu mogło być zasadzone napróżno? Czyżby Pan chciał być wielbionym przez nieuków i idyotów? Czy duch nie jest stworzony na to aby się oświecał, aby się doskonalił? Czy nie trzeba znać dobrego i złego, aby pełnić jedno a drugiego unikać? To pewna, że należała mi się podzięka.
Księżniczka. Jednakże powiadają, że ci to na złe wyszło. Od tego to czasu zapewne karze się tylu ministrów za to że dawali dobre rady, i prześladuje tylu prawdziwych uczonych i tylu wielkich geniuszów za to że pisali rzeczy użyteczne dla rodzaju ludzkiego.
Wąż. To prawdopodobnie moi wrogowie, pani, opowiedzieli ci te baśnie. Wszędzie się z tem obnoszą, że ja jestem w niełasce u dworu. Dowód, że zażywam tam wielkiego poważania, to iż oni sami przyznają, że brałem udział w Radzie kiedy chodziło o doświadczenie nieboraka Hioba, i że mnie znowu tam wezwano, kiedy postanowiono oszukać pewnego królika imieniem Achab[9]: mnie jednego obarczono tem zleceniem.
Księżniczka. Ach, panie, nie wierzę aby pan był zdolny oszukiwać. Ale, skoro pan zawsze jest w ministeryum, czy mogę pana prosić o jedną łaskę? mam nadzieję że tak uprzejmy pan mi nie odmówi.
Wąż. Pani, życzenie pani jest dla mnie prawem. Co pani rozkaże?
Księżniczka. Niech mi pan powie, zaklinam, kim jest ten piękny biały byk, który budzi we mnie niepojęte uczucia; uczucia przejmujące mnie tkliwością i zgrozą. Powiedziano mi, że pan raczy mi to odsłonić.
Wąż. Pani, ciekawość potrzebna jest naturze ludzkiej a zwłaszcza twojej miłej płci; bez niej świat pleśniałby w najsromotniejszej ciemnocie. Czyniłem zawsze zadość, o ile tylko mogłem, damskiej ciekawości. Zarzucają mi, iż byłem tak uprzejmy jedynie dlatego, aby zrobić na złość Panu wszechrzeczy. Przysięgam, że mą najgorętszą chęcią byłoby uczynić pani przyjemność; ale staruszka musiała panią uprzedzić, że wyjawienie tego sekretu połączone jest dla pani z pewnem niebezpieczeństwem.
Księżniczka. Ach, to jeszcze zdwaja mą ciekawość.
Wąż. Poznaję w tem wszystkie moje piękne klientki.
Księżniczka. Jeżeli pan masz serce, jeżeli wszystkie istoty winne są sobie wzajemną pomoc, jeśli litujesz się nieszczęśliwej, nie odmawiaj mi pan.
Wąż. Rozczula mnie pani; muszę ci uczynić zadość, ale nie przerywaj mi.
Księżniczka. Przyrzekam.
Wąż. Był raz młody król, piękny jak malowanie, zakochany, kochany...
Księżniczka. Młody król! piękny jak malowanie, zakochany, kochany! w kim, przez kogo? co to za król? ile miał lat? co się z nim stało? gdzie jest? gdzie jego królestwo? jak się nazywa?
Wąż. I ot, przerywa mi pani, ledwie zdążyłem zacząć! Uważaj, księżniczko, jeżeli nie umiesz lepiej panować nad sobą, możesz to odpokutować.
Księżniczka. Och przepraszam: ta niewłaściwość już się nie powtórzy; mów dalej, proszę.
Wąż. Ten wielki król, najmilszy, najdzielniejszy z ludzi, zwycięski wszędzie gdzie błysła jego broń, miewał często sny; kiedy zaś zapomniał co mu się śniło, żądał aby nadworni magowie pamiętali o tem i aby mu powtarzali jego sny; inaczej kazał ich wszystkich wieszać, jak słusznie się należało. Otóż, mija siedm lat, jak miał bardzo piękny sen, którego zapomniał po przebudzeniu; młody Żyd, pełen doświadczenia, wyłożył mu ów sen, poczem uroczy ten monarcha zmienił się natychmiast w wołu[10]; jako że...
Księżniczka. Ach, to mój drogi Nabu...“ Nie dokończyła; padła zemdlona. Mambres, który słuchał z daleka, ujrzał jak pada i myślał że nie żyje.


IV. Jak chciano zabić wołu na ofiarę, a księżniczkę wyegzorcyzmować.

Mambres podbiegł do niej z płaczem. Wąż rozczulił się; nie umie płakać, ale zagwizdał żałośliwym tonem i krzyknął: „Umarła“. Oślica powtarza: „Umarła“, kruk wtóruje jej, wszystkie inne zwierzęta zdradzają oznaki boleści, z wyjątkiem ryby Jonaszowej, która była zawsze bezlitosna. Dama dworu, damy pałacowe nadbiegają, wydzierając sobie włosy. Biały byk, który pasł się opodal i który usłyszał ich krzyki, biegnie do gaiku, ciągnąc za sobą staruszkę i wydając ryki powtarzane przez echo. Napróżno wszystkie damy lały na gasnącą Amazydę flakony wody różanej, goździkowej, mirtowej, benzoesowej, balsam z Mekki, napar lewkonii, muszkatu, ambry; nie dawała żadnego znaku życia; ale, skoro uczuła przy sobie pięknego białego byka, ocknęła się, świeższa, bielsza, piękniejsza niż kiedykolwiek. Ucałowała sto razy śliczne zwierzę, które skłoniło omdlewająco głowę na jej alabastrowem łonie. Woła doń: „Mój panie, mój królu, moje serce, moje życie“. Ramionami z kości słoniowej okala jego szyję, bielszą niż śnieg. Leciutka słomka mniej silnie czepia się ambry, winna latorośl młodego wiązu, bluszcz dębu. Pierś jej wydawała słodkie westchnienia; oczy to błyszczały tkliwym płomieniem, to ćmiły się owemi kosztownemi łzami, które wyciska miłość.
Można osądzić, z jakiem zdumieniem patrzała na tę scenę ochmistrzyni Amazydy oraz jej dworki. Wróciwszy do pałacu, opowiedziały wszystkie swoim kochankom tę dziwną przygodę, każda z odmiennymi szczegółami, które powiększały jej niezwykłość i które zawsze przyczyniają się do urozmaicenia wszystkich historyi.
Gdy Amazys, król Tanisu, dowiedział się o tem, sprawiedliwy gniew owładnął jego królewskiem sercem. W taki gniew wpadł Minos, kiedy się dowiedział, że córka jego Pasiphae[11] obdarza tkliwemi względami minotaurowego rodzica. Tak zadrżała Junona, kiedy ujrzała małżonka swego Jowisza, pieszczącego nadobną krówkę Jo, córkę rzeki Inachus. Amazys kazał zamknąć piękną Amazydę w jej pokoju i postawił czarnych eunuchów na straży pod drzwiami; następnie zwołał tajną radę.
Wielki mag Mambres przewodniczył tej radzie, ale nie miał w niej już dawnego swego znaczenia. Wszyscy ministrowie stanu orzekli, że biały byk jest czarownikiem. Było zupełnie przeciwnie: był zaczarowany; ale na dworze stale popełnia się omyłki w tych delikatnych sprawach.
Zawyrokowano większością głosów, że trzeba wyegzorcyzmować księżniczkę, byka zaś i staruszkę poświęcić na ofiarę.
Roztropny Mambres nie próbował się sprzeciwiać zdaniu króla i rady. Jemu przypadał z prawa obowiązek odprawienia egzorcyzmów: mógł je odwlec pod bardzo godziwym pozorem. Umarł w Memfisie bóg Apis. Bóg-wół umiera jak inny wół. Otóż, nie wolno było w Egipcie egzorcyzmować nikogo, póki się nie znajdzie nowy wół, który mógłby zastąpić zmarłego.
Postanowiono tedy na radzie, że zaczeka się na nominacyę nowego boga w Memfisie.
Poczciwy stary Mambres czuł jakie niebezpieczeństwo grozi jego drogiej księżniczce: wiedział kto jest jej kochankiem. Zgłoski „Nabu...“ które się jej wymknęły, odsłoniły oczom mędrca całą tajemnicę.
Memfis był wówczas pod władzą Babilończyków: zachowali ten okruch dawnych zdobyczy, dokonanych za największego swego króla, którego Amazys był śmiertelnym wrogiem. Mambres musiał przywołać całą swą roztropność, aby zręcznie stąpać wśród tylu trudności. Gdyby król Amazys odkrył kochanka córki, księżniczka była zgubiona: poprzysiągł to. Wielki, młody, piękny monarcha, dla którego płonęła miłością, złożył z tronu jej ojca, który odzyskał królestwo Tanisu dopiero od siedmiu lat, t. j. odkąd zginął ślad uroczego władcy, zwycięzcy i bożyszcza narodów, tkliwego i szlachetnego kochanka uroczej Amazydy. Ale znowuż, poświęcając byka na ofiarę, zadałoby się pięknej Amazydzie cios równie śmiertelny.
Co mógł uczynić Mambres w tak drażliwych okolicznościach? spieszy do swej drogiej wychowanicy, prosto z Rady i rzecze: „Moje śliczne dziecię, będę ci się starał pomóc: ale powtarzam ci, utną ci szyję, jeżeli wymówisz bodaj raz imię kochanka.
— Ach! i co mi moja szyja, rzekła piękna Amazyda, skoro nie mogę zawisnąć na szyi Nabucho!.... Ojciec jest bardzo zły człowiek! nietylko nie chciał mi dać pięknego księcia którego ubóstwiam, ale wypowiedział mu wojnę; a kiedy mój ukochany go pobił, znalazł sposób aby go zmienić w wołu. Widział kto kiedy większą niegodziwość? gdyby ojciec nie był moim ojcem, nie wiem cobym mu zrobiła.
— To nie twój ojciec wypłatał mu tę okrutną sztukę; to Palestyńczyk, nasz dawny wróg, mieszkaniec małego kraiku, z liczby państewek, które twój dostojny kochanek podbił aby je ucywilizować. Takie metamorfozy nie powinny cię dziwić; wiesz, że niegdyś czyniłem i lepsze: nie było wówczas nic pospolitszego niż te przemiany, które dziś zdumiewają mędrców. Prawdziwa historya, którą czytywaliśmy razem, poucza nas, że Lykaon, król Arkadyi, zmienił się w wilka. Piękna Kalisto, jego córka, zmieniła się w niedźwiedzicę; Jo, córka Inachusa, nasza czcigodna Izyda, w krowę; Dafne w drzewo bobkowe; Syrinx we fletnię. Piękna Edyta, żona Lota, najlepszego, najtkliwszego ojca jaki kiedykolwiek istniał, czyż nie zmieniła się, opodal naszych stron, w wielki słup soli, bardzo piękny i słony, który zachował wszystkie oznaki jej płci, i który ma regularnie swoje przypadłości[12] miesięczne, wedle świadectwa wielkich, ludzi którzy go widzieli. Byłem, za młodu, świadkiem tej przemiany. Widziałem pięć potężnych miast, położonych w suchej i piaszczystej okolicy, zmienionych nagle w piękne jezioro. Za moich młodych lat, na każdym kroku spotykało się takie metamorfozy.
„Wreszcie, pani, jeżeli przykłady mogą złagodzić twą boleść, przypominam sobie, że Wenus zmieniła Cerastów w woły. — Wiem, odparła nieszczęśliwa księżniczka, ale czy przykład daje jakąkolwiek pociechę? Gdyby mój kochanek umarł, czy pocieszyłaby mnie myśl, że wszyscy ludzie umierają? — Niedola twoja skończy się, rzekł mędrzec; skoro twój luby stał się wołem, pojmujesz wszak, iż z wołu może stać się człowiekiem. Co do mnie musianoby mnie zmienić w tygrysa albo krokodyla, gdybym tej resztki sił która mi została, nie użył dla służb księżniczki godnej uwielbienia całej ziemi, dla pięknej Amazydy, którą piastowałem na kolanach, a którą żałosny los wystawił na tak okrutne próby“.


V. W jaki sposób roztropny Mambres rozwinął swoją roztropność.

Rzekłszy księżniczce wszystko co mogło ją pocieszyć i nie pocieszywszy jej, boski Mambres podążył natychmiast do staruszki. „Koleżanko, rzekł, rzemiosło nasze jest piękne ale niebezpieczne; grozi ci, że mogą cię powiesić, a twego byczka spalić, utopić albo zjeść. Nie wiem, co za los czeka inne twoje zwierzęta; mimo bowiem że jestem prorokiem, wiem bardzo niewiele; ale radzę ci, ukryj starannie węża i rybę: jedno niech nie wystawia głowy z wody, a drugie niech nie wyłazi z dziury. Umieszczę wołu w moich stajniach na wsi; możesz być przy nim, skoro powiadasz że nie wolno ci go opuszczać. Kozieł ofiarny będzie mógł w potrzebie posłużyć za ofiarę; poślemy go na pustynię obarczonego grzechami całej gromadki; przyzwyczajony jest do tej ceremonii, która zresztą nic mu nie szkodzi, a wiadomo że wszelki grzech można zmazać przegoniwszy kozła nieco na spacer. Proszę cię tylko abyś mi pożyczyła na krótki czas psa Tobiaszowego, bardzo zwinnego charta; dalej oślicy Balaama, która biega lepiej niż dromader; kruka i gołębia z arki, też wcale tęgich latawców. Wyprawię ich w poselstwie do Memfisu, w sprawie niezmiernej wagi“.
Stara odparła: „Panie, możesz rozrządzać dowoli psem Tobiasza, oślicą Balaama, krukiem i gołębiem z arki oraz kozłem ofiarnym; ale byczek nie może spać w stajni. Powiedziane jest, że musi być wciąż uwiązany na stalowym łańcuchu, „być wciąż zwilżony rosą i szczypać trawę z ziemi[13], i że ma dzielić pożywienie dzikich zwierząt“·. Powierzono mi go, muszę słuchać. Coby o mnie pomyśleli Daniel, Ezechiel i Jeremiasz, gdybym powierzyła tego byka komu innemu? Widzę, że znasz tajemnicę tego dziwnego zwierzęcia: nie mam sobie do wyrzucenia żem ją zdradziła. Zawiodę go daleko od tej nieczystej ziemi, nad jezioro Sirbon, zdala od okrucieństw króla Tanisu. Ryba moja i wąż obronią mnie; nie lękam się nikogo, kiedy służę memu Panu“.
Roztropny Mambres odpowiedział: „Moja dobra stara, niech się dzieje wola boża! bylem odnalazł naszego białego byczka, nie stoję ani o jezioro Sirbon, ani o jezioro Moeris, ani o jezioro sodomskie; pragnę tylko jego dobra, i twego także. Ale dlaczegoś wspomniała Daniela, Ezechiela i Jeremiasza? — Ach, panie, odparła stara, wiesz równie dobrze jak ja, jak bardzo ich obchodzi ta cała sprawa; ale nie mam czasu do stracenia; nie chcę wisieć; nie chcę aby mego byczka spalono, utopiono lub zjedzono. Spieszę ku jezioru Sirbon, przez Kanopę, wraz z moim wężem i rybą. Bądź zdrów“.
Byk udał się za nią zadumany, okazawszy zacnemu Mambresowi należną mu wdzięczność.
Roztropny Mambres przechodził okrutne niepokoje. Wiedział dobrze, że Amazys, król Tunisu, doprowadzony do rozpaczy szaloną namiętnością córki do tego zwierzęcia i mniemając że jest zaczarowana, będzie wszędzie ścigał nieszczęsnego byka, którego niechybnie spalą jako czarnoksiężnika na placu publicznym w Tanisie, albo też wydadzą rybie Jonaszowej, albo upieką, albo podadzą do stołu. Za wszelką cenę chciał oszczędzić księżniczce tej przykrości.
Napisał list do arcykapłana w Memfisie, swego przyjaciela, świętemi głoskami, na egipskim papierze, który jeszcze nie był rozpowszechniony. Oto dosłowne brzmienie listu:

„Światło świata, namiestniku Izydy, Ozyrisa i Horusa, głowo obrzezanych, ty, którego ołtarz wznosi się, z najwyższego prawa, ponad wszystkie trony; dowiaduję się, że twój Bóg Apis umarł. Mam innego do twoich usług. Przybądź szybko ze swymi kapłanami aby go uznać, ubóstwić i zawieść do stajni w twojej świątyni. Niech Izyda, Ozyris i Horus mają cię w swej świętej i godnej pieczy!
„Twój kochający przyjaciel,
Mambres“.

Sporządził cztery odpisy tego listu, z obawy jakiegoś przypadku, i zamknął je w szkatułce z najtwardszego hebanu; następnie wezwał czterech gońców, których przeznaczał do tego poselstwa (byli to: oślica, pies, kruk i gołąb). Rzekł do oślicy tak: „Wiem, jak wiernie służyłaś druhowi memu, Balaamowi; służże mi tak samo. Niema pelikana, któryby ci dorównał w biegu: pędź, droga przyjaciółko, oddaj list do własnych rąk i wracaj“. Oślica odparła: „Jako służyłam Balaamowi, będę służyła i Waszej Dostojności; pędzę i wracam“. Mędrzec włożył jej puszkę hebanową w zęby; popędziła jak strzała.
Następnie przywołał Tobiaszowego psa i rzekł: „Psie wierny i szybszy w biegu niż lekkonogi Achilles, wiem coś uczynił dla Tobiasza, syna Tobiaszowego, kiedy ty i anioł Rafael towarzyszyliście mu z Niniwy do Rages w Medyi, i z Rages do Niniwy, kiedy przyniósł ojcu swemu dziesięć talentów[14], które niewolnik Tobiasz pożyczył niewolnikowi Gabelusowi: byli to bowiem niewolnicy wcale zamożni. Zanieś wedle adresu ten list, cenniejszy niż dziesięć talentów srebra“. Pies odpowiedział: „Panie, jak szedłem niegdyś za posłańcem Rafaelem, tak zdołam wykonać i twoje zlecenie“. Mambres włożył mu list do gęby; toż samo powiedział gołębiowi. Gołąb odparł: „Panie, tak jak przyniosłem gałązkę do arki, tak samo przyniosę i twoją odpowiedź“. Wziął list do dzióbka. Wszyscy troje znikli z oczu w jednej chwili.
Następnie rzekł do kruka: „Wiem, że żywiłeś wielkiego proroka Eliasza, kiedy się skrył wpodle potoku Charyt, tak sławnego w całej ziemi. Przynosiłeś mu codzień smaczny chlebuś i tłuste pulardy; proszę cię tylko, abyś zaniósł ten list do Memfisu“.
Kruk odparł w te słowa: „Prawda, panie, że nosiłem codzień obiad wielkiemu prorokowi Eliaszowi Tesbicie, którego widziałem jak wznosił się w powietrze na wozie ognistym, ciągniony przez cztery konie ogniste, mimo że to nie bywa w zwyczaju; ale brałem zawsze połowę obiadu dla siebie. Chętnie zaniosę list, byleś mi zapewnił dwa dobre posiłki dziennie i byleś mi zapłacił gotówką, z góry, za moje poselstwo“.
Rozgniewał się Mambres i rzekł do zwierzęcia: „Złe i łakome zwierzę, nie dziwię się że Apollo, z białego jak łabędź jakim byłeś, zmienił cię na czarnego jak kret, kiedy, na równinach Tessalii, zdradziłeś piękną Koronidę, nieszczęsną matkę Eskulapa. Powiedz-że mi, czy jadałeś codzień polędwicę i pulardy, kiedyś siedział dziesięć miesięcy w arce? — Panie, żyliśmy tam bardzo dobrze, odparł kruk. Podawano pieczyste dwa razy na dzień wszystkim ptaszynom mego gatunku, które żyją jedynie ścierwem, jak sępy, kanie, orły, kaniuki, jastrzębie, krogulce, puchacze, sokoły, sowy, i niezliczona ilość drapieżnych ptaków. O wiele obficiej jeszcze był zaopatrzony stół lwów, lampartów, tygrysów, panter, rysiów, hyen, wilków, niedźwiedzi, lisów, kun i wszystkich mięsożernych czworonogów. Było w arce ośm znamienitych osób, jedynych które pozostały na świecie, wciąż zaprzątniętych troską o nasz stół i nasz stołeczek, a mianowicie: Noe i jego żona, którzy mieli ledwie po sześćset lat; trzej synowie i ich trzy małżonki. Przyjemność była patrzeć, jak troskliwie, jak schludnie tych naszych ośmiu lokajów obsługiwało blisko cztery tysiące biesiadników o doskonałym apetycie, nie licząc nadzwyczajnych starań, jakich wymagało dziesięć do dwunastu tysięcy innych osób, od słonia i żyrafy, aż do jedwabnika i muchy. Dziwi mnie tylko, że nasz dostawca Noe tak nieznany jest wszystkim narodom, których jest protoplastą; ale co mi o to. Bywałem już na podobnym festynie[15] u Xissutra, króla Tracyi. Takie rzeczy zdarzają się od czasu do czasu dla nauki kruków. Jednem słowem chcę dobrego wiktu i bardzo dobrej zapłaty w gotowiźnie“.
Roztropnemu Mambresowi nie postało w głowie powierzać list tak nieużytemu i gadatliwemu zwierzęciu. Rozstali się bardzo chłodno.
Trzeba było wszelako dowiedzieć się co się dzieje z pięknym bykiem i nie tracić śladu staruszki i węża. Mambres nakazał paru gorliwym i wiernym sługom aby szli za nim, sam zaś puścił się w lektyce nad brzeg Nilu, wciąż dumając głęboko.
„Jak to być może, powtarzał w duchu, aby ten wąż był panem prawie całej ziemi (jak się tem chwali i jak tylu uczonych przyznaje), a żeby sam wszelako posłuszny był starej babie? W jaki sposób wzywają go niekiedy na radę Niebios, podczas gdy oto pełza po ziemi? Czemu wchodzi codziennie, własną swoją mocą, w ciała tylu ludzi, a równocześnie tylu mędrców twierdzi że umie go wypędzać słowami? W jaki sposób wreszcie mały sąsiedni ludek wierzy święcie że on zgubił rodzaj ludzki, rodzaj zaś ludzki nic o tem nie wie? Jestem bardzo stary, uczyłem się przez całe życie, ale widzę tu mnóstwo sprzeczności, których nie umiem pogodzić. Nie umiałbym wytłómaczyć tego co się zdarzyło mnie samemu, ani tych wielkich rzeczy które sam robiłem niegdyś, ani tych których byłem świadkiem. Wszystko dobrze zważywszy, zaczynam przypuszczać, że ten świat stoi sprzecznościami: Rerum concordia discors, jak powiadał niegdyś w swoim języku mój mistrz Zoroaster“.
Gdy tak utonął w tej metafizyce, ciemnej jak każda metafizyka, przewoźnik, śpiewając wesołą piosenkę, przywiązał mały statek u brzegu. Wysiadły zeń trzy poważne osobistości, nawpół odziane w brudne i podarte strzępy; ale zachowując, pod tą ubogą odzieżą, wielce dostojne i majestatyczne miny. Byli to Daniel, Ezechiel i Jeremiasz.


VI. Jak Mambres spotkał trzech proroków i jak ich uczcił dobrym obiadem.

Trzej wielcy ludzie, mający prorocze światło na twarzy, poznali Mambresa jako jednego ze swoich, po paru promykach tego samego światła które zostały mu jeszcze. Skłonili się nisko przed jego palankinem. Mambres poznał w nich także proroków, bardziej jeszcze po ich szatach niż po ognistych smugach, które wychodziły z ich dostojnych głów. Domyślił się, że przybyli zasięgnąć nowin o białym byku; zachowując zwykłą ostrożność, wysiadł z pojazdu, i podszedł ku nim kilka kroków, grzecznie i z godnością. Podniósł ich, kazał ustawić namioty i przygotować obiad, którego trzej prorocy zdawali się mocno potrzebować.
Zaproszono starą, która była nie dalej niż o pięćset kroków. Przyjęła zaproszenie, i przybyła, wiodąc wciąż byka na lince.
Podano dwie zupy, żółwiową i królewską, na zakąskę budyń z języków karpia, wątróbki miętusie i szczupacze, kurczęta nadziewane pistacyami, młode gołąbki z truflami i oliwkami, dwa indyczęta na rakowym i grzybowym sosie, wreszcie chipo lata[16]. Na pieczyste młode bażanty, kuropatwy, pulardy, dzikie kaczki i ortolany z czterema rodzajami sałaty. Serwis na środku stołu był w najlepszym guście. Nic delikatniejszego nad leguminy; nic wspanialszego, świetniejszego i bardziej pomysłowego nad deser.
Zresztą, uważny Mambres baczył pilnie, aby przy obiedzie nie było wołowiny, ani polędwicy, ozoru ani podniebienia wołowego, ani wymion krowich, z obawy by nieszczęsny monarcha, przyglądający się zdala obiadowi, nie myślał że mu chcą urągać.
Ów wielki i nieszczęśliwy władca szczypał trawę w pobliżu namiotu. Nigdy okrutniej nie odczuwał katastrofy, która go pozbawiła tronu na całych siedm lat. „Ach, powiadał sobie w duchu, ten Daniel który mnie zmienił w byka, ta czarownica Pytonissa która mnie pilnuje, ucztują najsmaczniej w świecie; a ja, władca Azyi, zmuszony jestem jeść siano i popijać wodą“.
Wypili sporo wina Engaddi, Tadmor i Chiras. Kiedy prorocy i Pytonissa mieli już odrobinę w czubie, rozmowa przybrała odcień poufniejszy niż przy pierwszych daniach. „Wyznaję, rzekł Daniel, że nie jadałem tak smacznie, kiedy byłem w jaskimi lwów. — Jakto! rzucono pana do jaskini lwów? rzekł Mambres; jakimż cudem pana nie zjadły? — Wiadomo panu przecież, odparł Daniel, że lwy nie jadają nigdy proroków. — Co do mnie, rzekł Jeremiasz, całe życie przymierałem głodem; nigdy nie podjadłem sobie tak smacznie jak dziś. Gdybym miał się urodzić na nowo i gdybym mógł wybierać zawód, wyznaję, że wolałbym sto razy być generalnym kontrolorem lub biskupem w Babilonie niż prorokiem w Jerozolimie“.
Ezechiel rzekł: „Kazano mi spać trzysta dziewięćdziesiąt dni na lewym boku, i jeść przez cały ten czas jedynie chleb jęczmienny, proso, wykę, bób i pszenicę, posmarowane[17]..... nie śmiem powiedzieć. Jedynem ustępstwem które zdołałem uzyskać, to abym mógł je posmarować jedynie łajnem krowiem. Wyznaję, że kuchnia pana Mambrosa jest wykwintniejsza. Mimo to, zawód proroka ma swoje powaby, a dowód że tylu ludzi się go chwyta.
— Ale, ale, rzekł Mambres, wytłómacz mi co znaczy twoja Akola i Akoliba, które tak tkliwie były nastrojone dla koni i osłów. — Och, odparł Ezechiel, to takie ozdoby retoryczne“.
Po tych wynurzeniach, Mambres przystąpił do interesu. Zagadnął pielgrzymów, poco przybyli do ziemi króla Tanisu. Odpowiedział mu Daniel; rzekł, iż królestwo Babilonu jest w ogniu od czasu zniknięcia Nabuchodonozora; że dwór, wedle swego zwyczaju, prześladuje proroków; że wciąż to mają królów u swoich stóp, to dostają po sto odlewanych rzemieni; ostatecznie, zmuszeni są schronić się do Egiptu, z obawy aby ich nie ukamieniowano. Ezechiel i Jeremiasz mówili bardzo długo bardzo pięknym stylem, który ledwie można było zrozumieć. Co do pytonissy, ta zerkała wciąż na swoje bydlątko. Ryba Jonaszowa siedziała w Nilu naprzeciw namiotu, a wąż przewalał się po trawie.
Po kawie, towarzystwo wyszło nad brzeg Nilu. Wówczas, biały byk, widząc trzech proroków, swoich wrogów, jął wydawać okropne ryki; rzucił się na nich bijąc gwałtownie rogami; że zaś prorocy mają tylko skórę i kości, byłby ich przebił na wylot i na śmierć; ale Pan wszechrzeczy, który widzi wszystko i ma sposób na wszystko, zmienił ich w sroki; tak iż mogli gadać jak przedtem. To samo zdarzyło się później Pierydom[18], tak dalece bajka przejęła wątek z historyi.
Ten nowy wypadek obudził nowe myśli w głowie roztropnego Manesa. „Oto, mówił sobie, trzej wielcy prorocy zmienieni w sroki: to nas powinno nauczyć, aby nie za wiele gadać i zachowywać zawsze przystojne umiarkowanie“. Osądził, że mądrość warta jest więcej niż wymowa, i myślał głęboko, swoim zwyczajem, kiedy wielkie straszne widowisko uderzyło jego oczy.


VII. Król Tanisu przybywa; córka jego i byk mają iść na ofiarę.

Tumany kurzu wznosiły się od południa ku północy. Słychać było hałas bębnów, trąb, piszczałek, psałteryonów, harf i cyter. Kroczyły liczne szwadrony i bataliony: Amazys, król Tanisu, na czele, konno, na szkarłatnym czapraku lamowanym złotem. Heroldowie krzyczeli: „Ujmijcie białego byka, zwiążcie go, wrzućcie go do Nilu, i dajcie go zjeść rybie Jonaszowej; król, mój pan, monarcha sprawiedliwy, chce skarać byka, który mu urzekł córkę“.
Dobry starzec Mambres zadumał się bardziej niż kiedykolwiek. Odgadł, że to niegodziwy kruk powiedział wszystko królowi, i że księżniczka jest w wielkiem niebezpieczeństwie postradania głowy. Rzekł do węża: „Mój drogi przyjacielu, idź prędko pocieszyć piękną Amazydę, moją wychowankę; powiedz jej, aby, cobądź się stanie, nie lękała się niczego, i opowiadaj jej baśni dla uśpienia jej niepokoju. Dziewczęta przepadają za baśniami: jedynie baśnie prowadzą w świecie do czegoś“.
Następnie, upadł na twarz przed Amazysem, królem Tanisu, i rzekł: „Królu, obyś żył wiecznie. Biały byk winien iść na ofiarę, ponieważ Wasza Dostojność ma zawsze słuszność; ale Pan wszechrzeczy rzekł: Ten byk ma być dany na pożarcie rybie Jonaszowej dopiero wówczas, kiedy Memfis znajdzie sobie boga w miejsce zmarłego. Wówczas nadejdzie chwila pomsty, nad córką zaś twoją odprawi się egzorcyzmy, jest bowiem nawiedzona. Zbyt nabożny jesteś królu, aby się sprzeciwiać rozkazom Pana wszechrzeczy“.
Amazys, król Tanisu, zamyślił się; poczem rzekł: „Wół Apis umarł; Panie świeć nad jego duszą! Kiedy, sądzisz, znajdzie się nowego wołu, iżby władał nad żyznym Egiptem? — Panie, rzekł Mambres, proszę jedynie o tydzień“. Król, który był bardzo nabożny, rzekł: „Zgadzam się, i zostanę tu przez ten tydzień; poczem chcę wydać na ofiarę uwodziciela mej córki“. Jakoż, kazał sprowadzić namioty, kucharzy, muzyków, i został tydzień w tem mieście, jak powiedziane jest w Manethonie.
Stara była w rozpaczy, widząc, iż byk, nad którym powierzono jej pieczę, ma ledwie tydzień do życia. Nasyłała co noc cienie na króla, aby go odwrócić od tego okrutnego postanowienia; ale król nie pamiętał rano nocnych widziadeł, tak samo jak Nabuchodonozor zapominał snów.


VIII. Jak wąż opowiadał baśnie księżniczce aby ją pocieszyć.

Tymczasem wąż opowiadał bajki pięknej Amazydzie aby uśmierzyć jej boleść. Powiadał jej, jak niegdyś wyleczył cały lud z ukąszenia małych wężów, jedynie ukazując się na na końcu laski. Opowiedział jej podboje bohatera[19], który stanowi tak piękny kontrast z Amfionem, architektą tebańskim w Beocyi. Ów Amfion ściągał kamienie ciosowe dźwiękiem skrzypiec: kurant i menuet wystarczały mu do zbudowania miasta; tamten natomiast burzył je dźwiękiem trąb; kazał powiesić trzydziestu jeden bardzo potężnych królów w miejscowości cztery mile długiej i szerokiej; sprawił, iż duże głazy leciały z nieba na uchodzący przed nim hufiec nieprzyjaciół; poczem, wytępiwszy ich w ten sposób, zatrzymał słońce i księżyc, aby ich wygnieść do reszty między Gabaonem a Ajalonem na drodze do Betoron, za przykładem Bachusa, który zatrzymał słońce i księżyc w czasie swej podróży do Indyj.
Ostrożność właściwa każdemu wężowi nie pozwoliła mu opowiedzieć pięknej Amazydzie o potężnym bękarcie Jeftem, który uciął głowę córce, ponieważ wygrał bitwę; bał się nadto przerazić piękną księżniczkę. Opowiedział jej natomiast przygody wielkiego Samsona, który zabił tysiąc Filistynów oślą szczęką, który związał razem trzysta lisów za ogony, i który wpadł w sieci dziewczyny mniej pięknej, mniej tkliwej i wiernej niż urocza Amazyda.
Opowiedział nieszczęśliwe amory Sichema i słodkiej Diny, liczącej sześć lat; i szczęśliwsze miłostki Booza i Ruth; i Judy ze swą synową Thamar, i Lota z dwiema córkami, które nie chciały aby świat się skończył, i Abrahama i Jakóba ze swemi służebnemi, i Rubena ze swą matką, i Dawida z Betsabe, i wielkiego króla Salomona, wreszcie wszystko co mogło rozprószyć boleść pięknej księżniczki.


IX. Jako wężowi nie udało się jej pocieszyć.

„Wszystkie te baśnie nudzą mnie, odparła piękna Amazyda, której nie zbywało na rozumie i smaku. Zdadzą się w sam raz na to, aby je komentował Irlandczykom ów tuman Abbadie[20] albo też innym zakutym łbom ów bajarz d’Houteville[21]. Bajki, które można było opowiadać prababce prababki mojej babki, nie są już dla mnie, którą wychował mądry Mambres, i która czytałam Pojecie ludzkie egipskiego filozofa imieniem Locke oraz Matronę efezką[22]. Bajka winna być oparta na prawdzie, a nie wciąż podobna do sennych majaczeń. Nie powinno w niej być nic pospolitego ani niedorzecznego. Lubię zwłaszcza, aby, pod osłoną baśni, ukazywała wprawnym oczom jakąś wysoką prawdę, nieuchwytną dla tłumu. Sprzykrzyły mi się słońce i księżyc któremi stara baba kieruje dowoli, góry które tańczą, rzeki które wracają do źródła i umarli którzy zmartwychwstają; zwłaszcza kiedy te brednie pisane są stylem nadętym i niezrozumiałym, wówczas brzydzą mnie już ostatecznie. Pojmujesz, że młoda osoba, która lęka się że jej kochanka połknie wielka ryba, a jej samej rodzony ojciec utnie głowę, potrzebuje rozrywki; ale staraj się rozerwać wedle mego smaku.
— Wkładasz na mnie bardzo ciężkie zadanie, odparł wąż. Mogłem niegdyś dać ci parę kwadransów wcale miłych; ale, od jakiegoś czasu, straciłem wyobraźnię i pamięć. Ach! gdzie te czasy, kiedy umiałem bawić panienki! Spróbuję wszelako przypomnieć sobie jakąś pouczającą bajeczkę dla twojej rozrywki.
„Dwadzieścia pięć tysięcy lat temu, król Gnaof i królowa Patra zasiadali na tronie stubramnych Teb. Król Gnaof był piękny a królowa Patra jeszcze piękniejsza; ale nie mieli dzieci. Król Gnaof ogłosił nagrodę dla tego, kto wskaże najlepszą metodę utrwalenia rasy królewskiej.
Fakultet medyczny i akademia chirurgiczna spłodziły znakomite rozprawy w tej doniosłej kwestyi; ale żadna nic nie pomogła, Wysłano królowę do wód; odprawiła nowennę; obdarowała hojnie świątynię Jowisza Amońskiego, od którego pochodzi amoniak; wszystko napróżno. Wreszcie młody dwudziestopięcioletni kapłan stanął przed królem i rzekł: „Najjaśniejszy, zdaje mi się, że znam zaklęcie, zdolne sprawić to, czego Wasza Dostojność pragnie tak żarliwie. Trzeba mi rzec coś poufnie do ucha twej małżonce; jeżeli potem nie zastąpi, zezwalam, niech mnie powieszą. — Zgoda“, rzekł król Gaof. Zostawiono królowę i młodego księżyka tylko kwadrans razem. Królowa zaszła w ciążę, a król chciał powiesić księdza.
— Mój Boże, rzekła księżniczka, widzę dokąd to prowadzi: doprawdy, twoja powiastka jest zbyt pospolita; rzekłabym nawet, iż obraża moją wstydliwość. Opowiedz mi jakąś bajkę bardzo prawdziwą, bardzo autentyczną i bardzo moralną, a którejbym nie znała: w ten sposób dopełnisz ukształcenia mej duszy i serca, jak powiada egipski profesor Linro[23].
— Służę pani, rzekł piękny wąż: oto fakt najautentyczniejszy w świecie.
„Byli trzej prorocy; wszyscy trzej jednakowo ambitni i znudzeni swojem rzemiosłem. Szaleństwo ich zasadzało się na tem, iż chcieli zostać królami; od proroka do króla jest bowiem tylko krok, a człowiek zawsze dąży do tego, aby przebyć wszystkie szczeble drabinki losu. Pozatem, upodobania ich, rozrywki, były zupełnie różne. Pierwszy cudownie kazał do zgromadzonych współbraci, którzy bili mu oklaski; drugi szalał za muzyką, a trzeci namiętnie lubił dziewczęta. Jednego dnia, gdy siedzieli przy obiedzie i rozmawiali o słodyczach królowania, zjawił się im anioł Ituriel.
„Pan wszechrzeczy, rzekł anioł, zsyła mnie tu, aby nagrodzić waszą cnotę. Nietylko będziecie królami, ale każdy z was będzie mógł ustawnie zaspokajać swą namiętność. Ciebie, pierwszy proroku, robię królem Egiptu: będziesz wciąż przewodniczył Radzie, wciąż oklaskującej twą wymowę i rozum. Ty, drugi proroku, będziesz władał w Persyi, i będziesz się bez przerwy napawał boską muzyką. Ciebie, trzeciego, robię królem Indyi i daję ci uroczą kochankę, która nie opuści cię ani na chwilę“.
„Ten, któremu przypadł Egipt, zwołał zaraz swą przyboczną radę, składającą się jeno z dwustu mędrców. Wygłosił, jak każe tameczny obyczaj, dłuższe przemówienie, które spotkało się z wielkim aplauzem; monarcha zakosztował słodkiego zadowolenia iż poi się pochwałą nie skażoną pochlebstwem.
„Po Radzie poufnej nastąpiła Rada spraw zagranicznych. Była o wiele liczniejsza: nowe przemówienie zjednało monarsze jeszcze więcej pochwał. Toż samo na innych Radach. Nie było ani chwili przerwy w przyjemnościach i chwale egipskiego króla-proroka. Rozgłos jego wymowy napełnił całą ziemię.
„Prorok król perski zaczął od włoskiej opery w której chórach spiewało tysiąc pięćset rzezańców. Głosy ich wzruszyły mu duszę aż do szpiku kości, gdzie dusza zamieszkuje. Po tej operze następowała druga, potem trzecia, bez przerwy.
„Król Indyi zamknął się z kochanką, kosztując z nią doskonałej rozkoszy. Pieścić ją ciągle było mu najwyższem szczęściem; współczuł ze smutnym losem swoich dwóch kolegów, z których jeden był skazany na ciągłe obrady, a drugi na wieczną operę.
„Po upływie kilku dni, każdy król usłyszał przez okno drwali, wychodzących z gospody, aby spieszyć na wyrąb do sąsiedniego lasu; każdy trzymał pod ramię swoją lubkę, którą mógł odmieniać do woli. Nasi królowie poprosili Ituriela, aby zechciał wstawić się za nimi u Pana wszechrzeczy i zrobić ich drwalami.
— Nie wiem, przerwała tkliwa Amazyda, czy Pan wszechrzeczy przychylił się do ich prośby, i mało mnie to obchodzi; ale wiem dobrze, że nie prosiłabym nikogo o nic, gdybym się znalazła sam na sam z moim kochankiem, z moim drogim Nabuchodonozorem“.
Sklepienia pałacu odebrzmiały tem wielkiem imieniem. Najpierw Amazyda wymówiła jedynie Na, potem Nabu, później Nabucho; ale, w końcu, namiętność podniosła ją; wymówiła nieszczęsne imię całkowicie, mimo przysięgi jaką złożyła królowi swemu ojcu. Wszystkie damy pałacowe powtórzyły Nabuchodonozor, a złośliwy kruk nie omieszkał pospieszyć z tem do króla. Twarz Amazysa, króla Tanisu, zachmurzyła się, ponieważ serce było pełne chmur. I oto jak wąż, który był najchytrzejszem i najzmyślniejszem zwierzęciem w świecie, zawsze szkodzi kobietom, sądząc że im wygadza.
Rozgniewany Amazys posłał natychmiast po córkę tuzin siepaczy, którzy są zawsze gotowi spełniać wszystkie barbarzyńskie rozkazy władców, i którzy powiadają na swoje usprawiedliwienie: „Za to nas płacą“.


X. Jak ojciec chciał uciąć głowę księżniczce i jak jej nie uciął.

Skoro księżniczkę, całą drżącą, przywiedziono do obozu króla jej ojca, ten rzekł: „Moja córko, wiesz, że wszystkie księżniczki, nieposłuszne królowi swemu ojcu, karze się śmiercią: inaczej w królestwie nie byłoby ładu. Zabroniłem ci wymawiać imię twego kochanka Nabuchodonozora, śmiertelnego wroga który mnie złożył z tronu przed siedmiu laty i który znikł z powierzchni ziemi. Znalazłaś sobie na jego miejsce białego byka i krzyczałaś Nabuchodonozor! Słusznie godzi się, abym ci uciął głowę“.
Księżniczka odparła: „Ojcze, stanie się wedle twojej woli; ale zostaw mi czas, bym opłakała moje dziewictwo. — Słusznie, rzekł król Amazys; jestto prawo uświęcone przez wszystkich roztropnych i światłych monarchów. Daję ci cały dzień na opłakanie dziewictwa, skoro twierdzisz że je masz. Jutro, ósmego dnia mego obozowania tutaj, wydam białego byka na pożarcie rybie, a tobie utnę szyję o dziewiątej rano“.
Piękna Amazyda udała się tedy, w otoczeniu dworek, nad brzeg Nilu, aby opłakać wszystko co jej zostało z dziewictwa. Roztropny Mambres dumał koło niej, licząc godziny i chwile. „Widzisz, drogi Mambresie, rzekła, zmieniłeś wodę Nilu w krew, wedle zwyczaju, a nie możesz odmienić serca Amazysa, mego ojca, króla Tanisu! Ścierpisz, że mi utną szyję jutro o dziewiątej rano! — To zależy, odparł zadumany Mambres, od szybkości moich gońców“.
Nazajutrz, gdy cienie obelisków i piramid znaczyły na ziemi dziewiątą godzinę dnia, związano białego byka, aby go rzucić rybie Jonaszowej i przyniesiono królowi jego wielki miecz. „Ach, ach, powtarzał Nabuchodonozor w głębi serca, ja, król, jestem wołem blisko od siedmiu lat, i ledwiem odnalazł swoją kochankę, dają mnie pożreć rybie“.
Nigdy roztropny Mambres nie tonął w tak głębokiej zadumie. Trwał pogrążony w smutnych myślach, kiedy ujrzał zdaleka to czego oczekiwał. Niezliczony tłum zbliżał się. Trzy figury, Izydy, Ozyrisa i Horusa, zespolone razem, posuwały się niesione na noszach ze złota i drogich kamieni: dzierżyło je stu senatorów z Memfisu, poprzedzało je zaś sto dziewcząt grających na świętych arfach. Cztery tysiące kapłanów, z głową ogoloną i uwieńczoną kwiatami, jechało każdy na hipopotamie. Na dalszym planie ukazywały się, z tą samą pompą: owca z Teb, pies z Febe, krokodyl z Arsinoe, kozieł z Mendes, i wszyscy niżsi bogowie egipscy, którzy przychodzili oddać cześć wielkiemu wołowi, równie potężnemu jak Izis, Ozyris i Horus razem.
Wśród tych wszystkich półbogów, czterdziestu księży niosło ogromny koszyk pełen świętych cebul, które nie były zupełnymi bogami, ale wielce były do nich podobne.
Po dwóch stronach tego korowodu bogów, ciągnącego za sobą niezliczony lud, kroczyło czterdzieści tysięcy wojowników, w kaskach na głowie, z krzywemi szablami na lewem udzie, z kołczanem na ramieniu i łukiem w ręce.
Wszyscy księża śpiewali chórem, na podniosłą i roztkliwiającą melodję:

Wół nasz, wół nasz spoczął w grobie,
Piękniejszego znajdziem sobie.

I, za każdą pauzą, rozlegały się systry, kastanjety, bębenki, psałteriony, kobzy, harfy i oboje.


XI. Jak księżniczka zaślubiła swego woła.

Amazys, król Tamiru, zdumiony tem widowiskiem, nie uciął szyi córce; schował szablę do pochwy. Mambres rzekł: „Wielki królu! rzeczy poszły odmiennym torem; trzeba aby Wasza Dostojność dała przykład. O, królu! rozwiąż szybko białego byka i pierwszy oddaj mu cześć“. Amazys usłuchał i padł na twarz wraz z całym ludem. Arcykapłan Memfisu podał nowemu Apisowi pierwszą wiązkę siana. Księżniczka Amazyda wieńczyła jego piękne rogi girlandami róż, powojów, jaskrów, tulipanów, goździków, hyacyntów. Pozwalała sobie całować go, ale z głębokim szacunkiem. Księża wysypywali palmami i kwiatami drogę którą wiedziono go do Memfisu; a roztropny Mambres, wciąż zamyślony, powiadał pocichu do swego przyjaciela węża: „Daniel zmienił tego człowieka w woła, a ja zmieniłem tego woła w boga“.
Powrót do Memfisu odbył się w tym samym porządku. Król Tamisu, mocno zawstydzony, szedł za całym orszakiem; Membres, z pogodną i skupioną miną, obok niego. Stara podążała za nimi uszczęśliwiona; przy niej wąż, pies, oślica, kruk, gołąb i kozieł ofiarny. Wielka ryba płynęła w górę Nilu. Daniel, Ezechiel i Jeremiasz, zmienieni w sroki, zamykali pochód.
Skoro orszak przybył do granic królestwa, które były niedaleko, król Amazys pożegnał woła Apisa i rzekł do córki: „Moja córko, wróćmy do naszego Państwa, iżbym ci uciął szyję, jak to postanowiłem w swojem królewskiem sercu, za to żeś wymówiła imię Nabuchodonozora, wroga który mnie złożył z tronu przed siedmiu laty. Kiedy ojciec poprzysiągł uciąć głowę córce, musi spełnić ślub, inaczej byłby na zawsze wtrącon do piekieł, a ja nie chcę gubić duszy dla ciebie“. Piękna księżniczka tak odpowiedziała królowi Amazysowi: „Mój drogi ojcze, utnij sobie szyję komu chcesz, ale nie mnie. Jestem na ziemiach Izydy, Ozyrisa, Horusa i Apisa; nie opuszczę mego pięknego białego byczka; będę go pieściła całą drogę, aż ujrzę jego apoteozę w wielkiej stajni świętego miasta Memfisu: jestto słabostka, którą można wybaczyć panience mego rodu“.
Ledwie wymówiła te słowa, wół Apis wykrzyknął: „Moja droga Amazydo, będę cię kochał przez całe życie“. Pierwszy to raz, od czterdziestu tysięcy lat przez które ubóstwiano w Egipcie Apisa, usłyszano aby przemówił. Wąż i oślica wykrzyknęli: „Siedm lat się spełniło!“ a trzy sroki powtórzyły: „Siedm lat się spełniło!“ Wszyscy kapłani egipscy podnieśli ręce do nieba. Ujrzano nagle, że Bóg traci dwie tylne nogi; przednie zmieniły się w nogi ludzkie; dwa piękne, muskularne, mięsiste i białe ramiona wyrosły z boków; woli pysk ustąpił twarzy uroczego bohatera; stał się z powrotem najpiękniejszym człowiekiem na ziemi, i rzekł: „Wolę być kochankiem Amazydy niż bogiem. Jestem Nabuchodonozor, król królów“.
Ta nowa metamorfoza zdumiała wszystkich, prócz zadumanego Mambresa; ale co nie zdumiało nikogo, to iż Nabuchodonozor zaślubił natychmiast piękną Amazydę wobec tego wielkiego grona.
Zostawił królestwo Tanisu swemu teściowi i uczynił piękne fundacye dla oślicy, węża, psa, gołębia, a nawet kruka, trzech srok i dużej ryby, dowodząc tem całemu światu, że umie zarówno przebaczać jak święcić tryumfy. Staruszka otrzymała sowitą pensyę. Kozła ofiarnego posłano na jeden dzień na pustynię, iżby zmazane były wszystkie minione grzechy, poczem, aby mu to nagrodzić, dano mu dwanaście kóz. Roztropny Mambres wrócił do swego pałacu aby dumać. Nabuchodonozor, uściskawszy go, władał spokojnie królestwem Memfisu, Babilonu, Damaszku, Balbeku, Tyru, Syryi, Azyi mniejszej, Scytyi, Chiras, Mosok, Tubal, Madai, Gogii, Magogii, Jawan, Sogdiany, Baktryany, Indyj i Wysp.
Ludy tej rozległej monarchii krzyczały co rano: „Niech żyje wielki Nabuchodonozor, król królów, który przestał być wołem“. I, od tego czasu, stało się zwyczajem w Babilonie, iż, za każdym razem kiedy król, grubo oszukiwany przez swoich satrapów, albo magów, albo skarbników, albo przez swoje żony, poznał w końcu swe błędy i poprawił się ze swego postępowania, cały lud krzyczy u jego bram: „Niech żyje nasz wielki król, który przestał być wołem!“






Przypisy

  1. Wolter mówi tu jakgdyby o sobie; pisał tę powiastkę mając 80 lat, i chwilami czuć to w niej.
  2. Harpokrat, bóg dawnego Egiptu, symbolizował słońce zimowe. Miał postać chorowitego dziecka, zawinięty był w pieluszki i miał zawsze palec na ustach.
  3. Pasiphae, córka Minosa, matka Aryadny i Fedry. Wenus tchnęła w nią miłość do białego byka, z którego poczęła minotaura.
  4. Jo, którą Grecy utożsamiali z egipską Izydą.
  5. Cherub, po chaldejsku i syryjsku oznacza wołu. (Przyp. Woltera).
  6. Endor, miasteczko w Palestynie, w którego okolicy znajdowała się grota zamieszkała przez słynną pytonissę.
  7. W istocie bramanowie pierwsi wyroili bunt w niebie, i ta bajka posłużyła w długi czas potem za kanwę do historyi wojny olbrzymów przeciw bogom i niektórych innych historyj. (Przyp. Woltera.)
  8. Raj utracony Miltona.
  9. Trzecia księga Królów, rozdz. XXII, w. 21 i 22. „Pan rzekł, iż oszuka Achaba, króla Izraela, iżby szedł do Ramoth w Galaadzie i aby tam runął. Na to wystąpił duch i stanął przed Panem i rzekł: „Ja go oszukam“. A Pan rzekł: „Co? tak, ty go oszukasz i zmamisz. Idź i tak uczyń“. (Przyp. Woltera).
  10. Wszyscy starożytni używali bez różnicy miana wół i byk. (Przyp. Woltera).
  11. Omyłka ze strony Woltera: Pasiphae była żoną Minosa, a córką Apollina.
  12. Tertulian, w swoim poemacie Sodoma, mówi: Dicitur et vivens alio sub corpore sexus — Munificos solito dispungere sanguine menses. Św. Ireneusz, ks. IV, powiada: Per naturalia ea quae sunt consuetudinis feminae ostendens. (Przyp. Woltera.)
  13. Daniel, V. (Przyp. Woltera.)
  14. Dwadzieścia tysięcy francuskich talarów, wedle dzisiejszego kursu. (Przyp. Woltera.)
  15. Berozyusz, autor chaldejski, podaje w istocie, że Xissutrowi, królowi Tracyi, zdarzyła się ta sama przygoda, a nawet cudowniejsza; gdyż arka jego miała pięć staj długości na dwie szerokości. Wszczął się wielki spór między uczonymi nad tem kto jest dawniejszy, czy król Xissutr czy Noe. (Przyp. Woltera.)
  16. Chipolata, rodzaj zupy cebulowej.
  17. Ezechiel, IV (Przyp. Woltera).
  18. Pierydy, córki króla Macedońskiego Pierusa, wyzwały Muzy do turnieju na śpiew i poezyę; zostały pokonane i zmieniono je w sroki.
  19. Jozue.
  20. Abbadie (1657—1727), słynny teolog protestancki.
  21. X. Hauteville, autor dzieła Prawda religii chrześcijańskiej dowiedziona faktami (1722).
  22. Matrona efezka (ta sama o której opowiada Brantôme) jest tematem powiastki Apulejusza.
  23. Linro, anagram Rolina, którego Wolter kilkakrotnie już wyszydzał za to wyrażenie.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Franciszek Maria Arouet i tłumacza: Tadeusz Boy-Żeleński.