Atala/Dramat

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor François-René de Chateaubriand
Tytuł Atala
Pochodzenie Atala, René, Ostatni z Abenserażów
Data wydania 1921
Wydawnictwo Drukarnia Św. Wojciecha
Druk Drukarnia Św. Wojciecha
Miejsce wyd. Poznań
Tłumacz Tadeusz Boy-Żeleński
Tytuł orygin. Atala
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
Dramat.

„O ile mój sen o szczęściu był żywy, był on również krótkotrwały, a przebudzenie czekało mnie w grocie Samotnika. Zdziwiłem się, przybywając tam około południa, iż Atala nie wybiega naprzeciw nas. Ogarnęła mnie jakaś nagła groza. Zbliżając się do groty, nie śmiałem wołać córki Lopeza: wyobraźnia moja porówni obawiała się i głosu i milczenia, jakie nastąpiłyby po moich wołaniach. Jeszcze bardziej przerażony nocą, jaka panowała u wejścia do groty, rzekłem do misjonarza: „O ty, którego niebo umacnia i prowadzi, wejdź w te ciemności«.
„Jakże słabym jest ten, którym władają namiętności! Jakże silnym jest, który spoczywa w Bogu! Więcej było odwagi w tem wierzącem sercu, zwątlonem siedmdziesięcioma sześciu laty, niż w całym żarze mej młodości. Mąż pokoju wszedł do groty; ja zostałem na zewnątrz pełen grozy. Niebawem, słaby szept podobny do jęku wydobył się z głębi skały i uderzył me ucho. Wydałem krzyk, i, odnajdując siły, rzuciłem się w mrok jaskini... Duchy ojców! wy jedne znacie widok jaki uderzył me oczy!
„Pustelnik zapalił sosnową pochodnię; trzymał ją drżącą ręką, pochylony nad posłaniem Atali. Ta młoda i piękna kobieta, wsparta na łokciu, leżała blada, z włosami w nieładzie. Krople bolesnego potu błyszczały na jej czole; spojrzenia jej, wpół zgasłe, starały się jeszcze wyrazić mi swą miłość, a usta siliły się na uśmiech. Uderzony jak gdyby ciosem piorunu, z błędnemi oczyma, wyciągniętemi ramionami, rozchylonemi usty, trwałem nieruchomy. Głębokie milczenie zapanowało na chwilę między trzema osobami tej bolesnej sceny. Samotnik przerwał je pierwszy: »To będzie może, rzekł, gorączka spowodowana znużeniem; jeśli poddamy się woli bożej, ulituje się nad nami«.
„Na te słowa, zastygła krew na nowo zaczęła krążyć mi w żyłach: z wrażliwością Dzikiego, od nadmiaru obawy przeszedłem nagle do zbytku ufności. Ale Atala nie zostawiła mnie w niej długo. Wstrząsając smutno głową, dała znak, abyśmy się zbliżyli do posłania.
„Mój ojcze, rzekła osłabionym głosem zwracając się do zakonnika, zbliżam się do chwili śmierci. O Szaktasie! wysłuchaj bez rozpaczy złowrogiej tajemnicy, jaką ci ukrywałam, aby cię nie czynić nazbyt nieszczęśliwym a zarazem być posłuszną matce. Staraj się nie przerywać mi objawami boleści, które skróciłyby może te niewiele chwil, jakie mi pozostały. Mam wiele rzeczy do opowiedzenia, z uderzeń zaś mego serca, które bije coraz wolniej... z jakiegoś lodowatego ciężaru który lano moje zaledwie może udźwignąć... czuję, że trzeba mi się spieszyć«.
„Po chwili milczenia, Atala ciągnęła w tych słowach:
»Mój smutny los rozpoczął się niemal wcześniej jeszcze, niż ujrzałam światło. Matka poczęła mnie w nieszczęściu; ciężyłam jej łonu, i wydała mnie na świat wśród wielkiego rozdarcia wnętrzności; wątpiono, czy będę żyła. Aby ocalić moje dni, matka uczyniła ślub: przyrzekła Królowej Aniołów, że poświęcę jej moje dziewictwo, jeżeli uniknę śmierci. Nieszczęsny ślub, który wtrąca mnie do grobu!
»Liczyłam szesnasty rok życia, kiedy straciłam matkę. Na kilka godzin przed śmiercią, zawezwała mnie do swego łoża. Córko, rzekła do mnie w obecności misjonarza, który niósł jej pociechę w ostatnich chwilach, córko moja, wiesz jaki ślub uczyniłam za ciebie. Czy chciałabyś zadać kłam matce? O moja Atalo! Zostawiam cię w otoczeniu, które nie jest godne posiadać chrześcijankę, pośród bałwochwalców, którzy prześladują Boga obojga twoich rodziców, Boga, który, dawszy ci życie, zachował ci je cudem. Ach! drogie dziecię, przywdziewając zasłonę dziewic, wyrzekasz się jedynie trosk domowych oraz zgubnych namiętności, które zmąciły lano twej matki! Pójdź tedy, ukochana moja, pójdź i przysięgnij na ten obraz Matki Zbawiciela, w ręce tego świętego kapłana i matki oddającej ducha, iż nie zdradzisz mnie w obliczu nieba. Pomyśl, że zaręczyłam za ciebie aby ci ocalić życie, i że, jeżeli nie dotrzymasz mojej obietnicy, pogrążysz duszę matki w wiekuistych męczarniach.
„O, moja matko! czemu mówiłaś w ten sposób! O wiaro, która sprawiasz zarazem mą niedolę i moją szczęśliwość, która mnie gubisz i która mnie pocieszasz! A ty, drogi i smutny przedmiocie miłości, która mnie trawi nawet w objęciach śmierci, widzisz teraz, o Szaktasie, co spowodowało srogość naszego losu!... Zalewając się łzami i rzucając się na łono macierzyńskie, przyrzekłam wszystko czego ode mnie żądano. Misjonarz wygłosi! nade mną straszliwe słowa i dał mi szkaplerz, który mnie wiąże na zawsze. Matka zagroziła przekleństwem, jeżeli kiedykolwiek złamię przysięgę, i, zaleciwszy niewzruszoną tajemnicę wobec pogan, prześladowców mej religii, oddała ducha trzymając mnie w uścisku.
»Nie odrazu poznałam niebezpieczeństwo moich ślubów. Pełna gorącej i szczerej wiary, dumna z krwi hiszpańskiej płynącej w mych żyłach, nie widziałam dokoła siebie ludzi godnych aby otrzymać mą rękę; czułam się szczęśliwa, iż nie posiadam innego małżonka, jak tylko Boga mojej matki. Ujrzałam cię, młody i piękny jeńcze, roztkliwiłam się nad twoim losem, ośmieliłam się przemówić do ciebie w pobliżu stosu w lesie; Wówczas uczulam cały ciężar mej przysięgi«.
„Skoro Atala dokończyła tych słów, ja ściskając pięści i patrząc groźnie na misjonarza, wykrzyknąłem: »Oto więc ta wasza religia, którą mi tak zachwalałeś! Niech będą przeklęte śluby, które mi odbierają Atalę! Niech przepadnie Bóg, który staje wpoprzek naturze! Człowieku, księże, pocoś przyszedł do tych lasów?
»Aby cię zbawić, wyrzekł starzec straszliwym głosem, aby pokonać twoje namiętności, i ocalić cię, bluźnierco, od gniewu niebios! Tobież to przystało, młokosie, któryś zaledwie wstąpił w życie, skarżyć się na Swe nieszczęścia! Gdzież są znaki twych cierpień? Gdzie niesprawiedliwości, które zniosłeś? Gdzie twoje cnoty, które same jedne tylko mogłyby ci dać niejakie prawo do skargi? Jakie usługi oddałeś? Jakie dobro wyświadczyłeś? Ha! nieszczęśliwy, przynosisz jedynie namiętności, i śmiesz oskarżać niebo! Kiedy, jak ojciec Aubry, spędzisz trzydzieści lat wygnania w górach, będziesz mniej rychły w sądzeniu zamiarów Opatrzności; zrozumiesz wówczas, że nie wiesz nic, że jesteś niczem, i że niema tak surowej kary, tak straszliwych cierpień, jakich skazane ciało nie byłoby werte«.
„Błyskawice strzelające z oczu starca, broda chwiejąca mu się na piersi, piorunujące słowa czyniły go podobnym jakiemuś Bogu. Zmiażdżony jego majestatem, padłem mu do kolan i prosiłem o przebaczenie za me wybuchy.
„Mój synu: odparł tonem tak łagodnym, iż uczułem wyrzut w głębi duszy, mój synu, nie o siebie-to skarciłem cię. Niestety! masz słuszność, drogie dziecię, niewiele umiałem zdziałać w tych lasach, i Bóg nie ma sługi bardziej niegodnego ode mnie. Ale, mój synu, idzie o niebo; nieba nie godzi się nigdy oskarżać! Przebacz mi, jeżeli cię obraziłem; ale wysłuchajmy twej siostry. Jest może jeszcze lekarstwo, nie poddawajmy się rozpaczy. Szaktasie, boska to zaiste religia, która nadzieję uczyniła cnotą.«
»Ukochany mój, podjęła Atala, byłeś świadkiem moich walk, widziałeś wszelako tylko drobną ich cząstkę; ukrywałam ci resztę. Nie, czarny niewolnik zlewający swym potem żarzące piaski Florydy, mniej jest nieszczęśliwy, niż była nią Atala. Zachęcając cię do ucieczki, pewna wszelako iż umrę, skoro oddalisz się ode mnie; lękając się uciec z tobą w puszczę, a mimo to dysząc tęsknotą za cieniem gajów... Ach, gdyby trzeba było opuścić jeno rodziców, przyjaciół, ojczyznę; gdyby nawet (straszliwa myśl!) chodziło jedynie o zgubę mej duszy!... Ale twój cień, o matko, twój cień był zawsze przy mnie, wyrzucając mi twoje cierpienia! Słyszałam twoje skargi, widziałam ogarniające cię płomienie piekła. Noce moje były skwarne i pełne majaków, dnie płynęły w rozpaczy; rosa wieczorna wysychała padając na mą rozpaloną skórę, rozchylałam usta na podmuch wiatru, ale ten podmuch, miast orzeźwić mnie swą świeżością, rozpalał się ogniem mego oddechu. Jakaż męka widzieć cię bezustanku przy sobie, zdala od ludzi, w głębokiej samotności, i czuć między tobą a sobą nieprzebytą zaporę! Spędzić życie li twoich stóp, służyć ci jak niewolnica, przyrządzać twój posiłek i posłanie w jakimś nieznanym zakątku świata, byłoby dla mnie najwyższem szczęściem; to szczęście było tuż przy mnie, i nie mogłam go kosztować. Jakieliż zamysłów nie śniłam! Jakiż sen nie zlągł się w tem tak smutnem sercu! Niekiedy, topiąc oczy moje w tobie, tworzyłam wręcz pragnienia równie szalone jak zbrodnicze: to byłabym chciała być, wraz z tobą, jedyną żyjącą istotą na ziemi; to, czując moc Bóstwa które wstrzymywało mnie w straszliwych porywach, byłabym pragnęła aby to Bóstwo zapadło się w nicość, bylebym, utulona w twoje ramiona, mogła toczyć się z otchłani w otchłań wraz ze szczątkami Boga i świata całego! Teraz nawet... mamże wyznać? teraz, kiedy wieczność ma mnie pochłonąć; kiedy mam stanąć przed nieubłaganym Sędzią; w chwili gdy, aby być posłuszną matce, patrzę z radością jak dziewictwo moje pożera me życie, otóż i teraz! przez jakąś okropną sprzeczność, odchodzę z żalem iż nie należałam do ciebie!...«
»Córko, przerwał misjonarz, boleść sprowadza cię na manowce. Ten nadmiar namiętności, któremu się poddajesz, rzadko jest Sprawiedliwy i nie jest zgoła naturalny; przez to nawet mniej jest występy w oczach Boga, iż znamionuje raczej coś spaczonego w umyśle, niżeli występnego w sercu. Trzeba tedy oddalić od siebie te uniesienia, niegodne zaiste twojej niewinności. Ale leż, drogie dziecko, pohopna wyobraźnia ukazała ci śluby twoje w nadto groźnem świetle. Religja nie wy maga ofiar więcej niż ludzkich, Szczere uczucia, umiarkowane cnoty są jej o wiele milsze niż egzaltacja i przymus rzekomego heroizmu, Gdybyś była uległa, wówczas, biedna, zbłąkana owieczko. Dobry Pasterz byłby cię odszukał aby cię sprowadzić do stada. Skarbnice żalu były otwarte dla ciebie: trzeba strumieni krwi aby zmazać błędy nasze w oczach ludzi, ale jedna łza wystarcza Bogu. Opamiętaj się tedy, droga córko, stan twój wymaga spokoju; zwróćmy się do Boga, który leczy wszystkie rany swoich sług. Jeśli jest jego wolą, jak mam nadzieję, abyś przetrwała szczęśliwie tę chorobę, napiszę do biskupa w Quebec; ma władzę potemu aby cię rozwiązać z twego ślubu — ile że jest to jedynie ślub zwykły — i dokończysz dni obok mnie, wraz z Szaktasem, swym małżonkiem«.
„Na te słowa starca, Atala popada w długie konwulsje, z których ocknęła się jedynie poto aby dać upust oznakom przeraźliwej boleści. »Jakto! mówiła, składając ręce z uniesieniem, więc było lekarstwo! Można dostąpić zwolnienia ze ślubu! — Tak, córko, odparł ojciec; i możesz teraz jeszcze... — Zapóźno już, zapóźno! wykrzyknęła. Trzebaż umierać w chwili, gdy dowiedziałam się, że mogłam być szczęśliwą! Czemuż nie znałam wcześniej tego świętego starca! Jakiegoż szczęścia zażywałabym dzisiaj, z tobą, z Szaktasem, oczyszczonym przez chrzest. pocieszona, umocniona przez tego dostojnego kapłana, w tej ustroni na zawsze... ach, to byłoby zbyt wiele szczęścia!« — Uspokój się, rzekłem ujmując dłoń nieszczęśliwej; uspokój się: zakosztujemy jeszcze tej słodyczy. — Nigdy! nigdy! rzekła Atala. Jakto? odparłem. — Nie wiesz wszystkiego, wykrzyknęła dziewica: wczoraj... podczas burzy... Miałam złamać śluby; miałam pogrążyć matkę w płomieniach czeluści; już przekleństwo jej wisiało nade mną; już kłamałam Bogu, który ocalił mi życie... Kiedy całowałeś moje drżące wargi, nie wiedziałeś, nie wiedziałeś, że ściskasz jeno śmierć! — O nieba! wykrzyknął misjonarz, drogie dziecię, coś popełniła? — Zbrodnię, ojcze, odparła Atala z błędnemi oczami; ale gubiłam jeno siebie, a ratowałam matkę. — Dokończ. wykrzyknąłem pełen przerażenia. — Otóż, rzekła, przewidywałam mą słabość; opuszczając sioło, uniosłam z sobą... — Co? podjąłem ze zgrozą. — Truciznę! rzeki ojciec. — Krąży w mojem łonie! wykrzyknęła Atala.
„Pochodnia wysuwa się z dłoni Samotnika, padam wpółmartwy u stóp córki Lopeza, starzec chwyta nas oboje w ramiona, i wszyscy troje, w ciemnościach, łączymy przez chwilę nasze szlochania na tem żałobnem posłaniu.
»Zbudźmy się, zbudźmy się! rzekł niebawem dzielny pustelnik, zapalając lampę. Tracimy cenne chwile; jak przystało mężnym chrześcijanom, stawmy czoło ciosom przeciwności: ze sznurem na szyi, z głową w popiele, rzućmy się do stóp Najwyższego, aby błagać zmiłowania lub poddać się jego wyrokom. Być może, jest czas jeszcze. Moja córko, powinnaś mnie była uprzedzić wczoraj wieczór.«
„Niestety, ojcze. rzekła Atala, szukałam cię ostatniej nocy; ale niebo, karząc moje grzechy, oddaliło cię ode mnie. Wszelka pomoc byłaby zresztą bezużyteczna; nawet Indjanie bowiem, tak biegli w znajomości trucizn, nie mają lekarstwa na tę, które; użyłam. O Szaklasie! osądź me zdumienie, kiedy ujrzałam iż cios nie następuje tak szybko, jak się spodziewałam! Miłość zdwoiła me siły; dusza moja nie mogła tak rychło rozłączyć się z tobą«.
„W tem miejscu, już nie szlochania moje przerwały opowiadanie Atali, ale wybuchy, jakie znane są jedynie Dzikim. Tarzałem się oszalały po ziemi, miotając ramionami i kąsając sobie ręce. Stary ksiądz, z cudowną tkliwością, biegł od brata do siostry i otaczał nas tysiącznemi staraniami. Mimo spokoju swego serca, mimo brzemienia lal, umiał wszelako przemówić do nas młodych, a wiara dostarczała mu akcentów bardziej zgoła tkliwych i gorących niż nasze namiętności. Czy ów ksiądz, który, od czterdziestu lat, ofiarowywał się każdego dnia w tych górach służbie Boga i ludzi, nie przypomina ci całopaleń Izraela, dymiących nieustannie na wysokościach gór, przed obliczem Pana?
„Niestety! napróżne starał się znaleźć lekarstwo na cierpienia Atali. Zmęczenie, zgryzota, trucizna i namiętność bardziej śmiertelna niż wszystkie trucizny razem, połączyły się aby wydrzeć ten kwiat samotnej dolinie, Nad wieczorem, wystąpiły przerażające objawy; ogólny bezwład opanował członki Atali: kończyny zaczęły stygnąć. »Dotknij moich palców, mówiła do mnie, czy nie zdają ci się z lodu?« Nie wiedziałem co odpowiedzieć, włosy jeżyły mi się od grozy; ona zaś mówiła: »Wczoraj jeszcze, ukochany mój, samo dotknięcie twoje przyprawiało mnie o drżenie, i oto nie czuję już twej ręki, nie słyszę prawie głosu, przedmioty znikają mi stopniowo z oczu. Czy to ptaki śpiewają? Słońce musi być blisko zachodu w lej chwili? Szuktasie, piękne będą promienie jego tam w puszczy, na mym grobie!«
„Spostrzegając iż słowa jej wyciskają nam z oczu łzy, Atala rzekła: »Przebaczcie, dobrzy przyjaciele, jestem bardzo słaba; ale może zdołam być silniejsza, Ale umierać tak młodo, lak nagle, kiedy serce było pełne życia! Ojcze duchowny, miej litość nade mną, wspomagaj mnie. Czy sądzisz, że matka jest zadowolona i że Bóg mi przebaczy to co uczyniłam?«
»Córko, odparł dobry zakonnik wylewając łzy i wycierając je drżącemi i okaleczałemi palcami; córko, wszystkie twe niedole pochodzą z niewiedzy; dzikie wychowanie i brak potrzebnego oświecenia zgubiły cię; nie wiedziałaś, że chrześcijance nie wolno rozrządzać swem życiem. Pociesz się, droga owieczko; Bóg ci przebaczy; przebaczy dla prostoty twego serca. Matka twoja, i nieopatrzny misjonarz który nią kierował, winniejsi byli od ciebie; przekroczyli swoje prawo, wydzierając ci nierozsądne śluby; ale niechaj pokój Boży będzie z nimi! Wszyscy troje jawicie straszliwy przykład niebezpieczeństw, jakiemi grozi w religji gorliwość nie dość oświecona. Uspokój się, moje dziecię; ten, który bada serca i nerki, osądzi cię wedle intencyj, które były czyste, a nie wedle uczynku, który był naganny.
»Co się tyczy życia, jeżeli nadeszła chwila w której przyjdzie ci usnąć w Panu, ach, drogie dziecię, jakże niewiele tracisz, tracąc ten świat! Mimo samotności w jakiej żyłaś, poznałaś zgryzoty; cóżbyś pomyślała tedy, gdybyś była świadkiem niedoli społeczeństwa: gdyby, zbliżając się do wybrzeży Europy, ucho twoje posłyszało przeciągły krzyk boleści, wznoszący się z lego starego lądu? Mieszkaniec chały, zarówno jak pałacu, wszyscy cierpią, wszyscy jęczą tu na ziemi i widziano królowe płaczące jak proste kobiety, i dziwion, o się ile łez mieści się w oczach królów!
»Czy swej miłości żałujesz? Moja córko, to tak, jak gdybyś płakała za snem. Czy znasz serce człowieka, czy zdołałabyś zliczyć niestałości jego pragnienia? Raczej zliczyłabyś ilość fal, jakie morze toczy w czasie burzy. Dziecko moje, poświęcenia, dobrodziejstwa nie tworzą wiecznych węzłów: pewnego dnia, być może, sytość sprowadziłaby odrazę. przeszłość stałaby się niczem, wystąpiłyby najaw jedynie niedomagania związku biednego i bez blasku. Zaiste, moja córko, najpiękniejszą miłością w świecie była miłość mężczyzny i niewiasty, wyszłych z ręki Stworzyciela. Za pomieszkanie mieli raj, byli niewinni i nieśmiertelni. Doskonali duszą i ciałem, odpowiadali sobie we wszvstkiem: Ewa była stworzona dla Adama, Adam dla Ewy. Jeżeli, mimo to, nie zdołali się utrzymać w tym słanie szczęścia, któreż stadło potrafi to po nich? Nie będę ci mówi! o małżeństwach pierworodnych synów ludzi, o tych nadziemskich niemal związkach, kiedy siostra była małżonką brata, kiedy braterska miłość i przyjaźń zlewały się w jednem i tem samem sercu, a czystość jednej potęgowała słodycze drugiej. Wszystkie te związki uległy zmąceniu: zazdrość wślizgnęła się w ołtarz z darni na którym ofiarowano koźlątko; panoszyła się pod namiotem Abrahama, zgoła nawet w tych łożach w których patrjarchowie kosztowali tyle słodyczy, iż zapominali śmierci własnych matek.
»Mialażbyś tedy sobie pochlebiać, drogie dziecię, iż zdołasz być bardziej niewinna i szczęśliwa w stadle niż owe święte rodziny, od których Jezus Chrystus raczył pochodzić? Oszczędzam ci szczegółów, tyczących trosk gospodarstwa, kłótni, wzajemnych wymówek, niepokojów i wszystkich tajemnych utrapień, które czyhają u poduszki małżeńskiego łoża. Kobieta odczuwa swe bóle za każdym razem kiedy „się staje matką, i wchodzi w zamęźcie płacząc. Ileż cierpień chociażby w utracie nowonarodzonego dziecięcia, które karmiła swem mlekiem, a które umiera przy piersi! Góra pełna była jęków; nic nie mogło pocieszyć Racheli, ponieważ nie słało jej synów. Te gorycze przywiązane do tkliwości ludzkich są tak silne, iż widziałem w ojczyźnie mojej wielkie panie, miłowane przez królów, jak opuszczały dwór, aby zagrzebać się w klasztorach i umartwiać to harde ciało, którego rozkosze są jeno cierpieniem.
„Powiesz może, że te ostatnie przykłady cię nie dotyczą; że cala twa ambicja ograniczała się do tego, aby żyć w ustronnej chałce z mężem wedle twego serca; że szukałaś nietyle słodyczy małżeńskiego stadła, ile uroków owego szaleństwa, które młodość nazywa miłością? Złudzenie, chimera, marność, majak zbłąkanej wyobraźni! I ja także, moja córko, znałem zamęty serca; ta głowa nie zawsze była łysa, ani ta pierś zawsze równie spokojna. jak się wam zdaje w tej chwili. Wierz memu doświadczeniu: gdyby człowiek, stały w swoich przywiązaniach, mógł bezustanku nastarczyć wciąż odradzającemu się uczuciu, bez wątpienia samotność i miłość czyniłyby go równym samemu Bogu; to są bowiem dwie wiekuiste rozkosze wielkiej Istoty. Ale dusza człowieka nuży się, i nie umie długo kochać jednego i tego samego przedmiotu całą pełnią, Zawsze są jakieś punkty, na których dwa serca nie schodzą się, i te punkty wystarczają, na dłuższą metę, aby życie uczynić nieznośnem.
»Wreszcie, droga córko, wielkim błędem ludzi, w ich snach o szczęściu. jest to, iż zapominają o tej ułomności przywiązanej do ich natury: o śmierci. Trzeba skończyć. Wcześniej lub później, jakakolwiek byłaby twoja szczęśliwość, ta piękna twarz zmieniłaby się w ową jednostajną fizjognomię, jaką grób daje rodzinie Adama: nawet oko Szaktasa nie zdołałoby cię odróżnić pośród twoich sióstr grobu. Miłość nie rozciąga swego władztwa na robaki trumienne. Co mówię? (o, próżność próżności!) co mówię o potędze uczuć ziemskich? Czy chcesz, droga córko, poznać dokąd sięgają? Gdyby człowiek wrócił na ziemię w kilka lat po śmierci, wątpię iżby był przyjęty z radością. przez tych nawet, którzy najwięcej łez poświęcili jego pamięci: tak szybko tworzą się inne związki, tak łatwo człowiek nabiera innych przyzwyczajeń, tak bardzo mu jest wrodzona niestałość. tak życie nasze jest małą rzeczą nawet w sercu najbliższych!
»Podziękuj tedy, droga córko, dobroci bożej, iż zabiera cię tak rychło z tego padołu nędzy. Już biała szata i lśniący wieniec dziewiczy gotują się dla ciebie tam w górze: już słyszę Królową Aniołów jak woła do ciebie: Pójdź, godna służebnico, pójdź, gołębico moja, pójdź, usiądź na tronie niewinności, między wszystkiemi dziewicami. które poświęciły swą piękność i młodość służbom ludzkości, wychowaniu dzieci i dziełom pokuty. Pójdź, różo mistyczna, odpocząć na łonie Jezusa Chrystusa. Ta trumna, to łoże ślubne, które sobie wybrałaś, nie zawiedzie cię; a pieszczoty twego niebiańskiego małżonka nie skończą się nigdy!«
„Podobnie jak ostatni promień dnia uśmierza wiatry i rozlewa spokój na niebie, tak łagodne słowa starca ukoiły namiętności w łonie mej kochanki. Zdawała się już tylko zaprzątnięta mą boleścią i sposobami złagodzenia mi straty. To zapewniała, że umrze szczęśliwa, jeżeli przyrzeknę jej osuszyć swoje łzy; to mówiła mi o matce, o ojczyźnie; starała się odwrócić obecną boleść, budząc wspomnienia boleści minionych. Zachęcała do wytrwania, do cnoty. »Nie zawsze będziesz nieszczęśliwym. mówiła: jeśli niebo doświadcza cię dziś, to jedynie poto, aby cię uczynić bardziej współczującym na niedole drugich. Serce, o Szaktasie, jest jak owo drzewo, które wydaje balsam na rany ludzkie dopiero wówczas, kiedy je skaleczy żelazo«.
„Mówiąc w ten sposób, obracała się ku misjonarzowi, szukała u niego ulgi, jaką mnie sprawiła, i tak, naprzemian pocieszając i żądając pociechy, dawała i przyjmowała słowo życia na posłaniu śmierci.
„Tymczasem, pustelnik krząta! się ze zdwojonem poświęceniem. Jego stare kości ożywiły się zapałem miłosierdzia; wciąż przygotowując leki, podsycając ogień, poprawiając posianie, mówił cudowne słowa o Bogu i o szczęściu sprawiedliwych. Z pochodnią religji w dłoni, poprzedzał niejako Atalę do grobu, aby jej odsłonić jego tajemne uroki. Uboga grota zdawała się wypełniona wielkością tego chrześcijańskiego zgonu, a duchy niebiańskie przyglądały się z pewnością z uwagą lej scenie, w której religia walczyła, sama jedna, przeciw miłości, młodości i śmierci.
„Zwyciężyła ta boska religja, i można było poznać jej triumf po owym świętym smutku, jaki nastąpił w naszych sercach po pierwszych wybuchach namiętności. Około północy, Atala jak gdyby skrzepiła się nieco, aby powtarzać modlitwy, które zakonnik odmawiał przy jej łożu. Wkrótce potem, wyciągnęła ku mnie rękę, i, głosem który zaledwie było słychać, rzekła: „Synu Utalisslego, czy przypominasz sobie tę pierwszą noc, kiedy mnie wziąłeś za Dziewicę ostatniej pieszczoty? Osobliwa wróżba naszego losu!« Zatrzymała się, pocz em podjęła: „Kiedy myślę, że opuszczam cię na zawsze, serce moje czyni taki wysiłek aby odżyć, iż czuję w sobie nieomal władzę stania się nieśmiertelną mocą swej miłości. Ale, o mój Boże, niechaj twoja wola się spełni! — Umilkła na chwilę, poczem dodała: »Pozostaje mi jedynie prosić cię o przebaczenie za cierpienia, jakie ci sprawiłam. Wiele cię dręczyłam przez moją dumę i kaprysy. Szaktaste, nieco ziemi, rzuconej na me ciało, stworzy cały świat między tobą a mną, i oswobodzi cię na zawsze od ciężaru mych niedoli.
»Przebaczyć tobie, odparłem tonąc we łzach, czyż to nie ja jestem sprawcą wszystkich twoich nieszczęść?« — »Mój najdroższy, rzekła przerywając, uczyniłeś mnie bardzo szczęśliwą; i, gdybym miała rozpoczynać życie na nowo, wolałabym jeszcze szczęście kochania cię przez kilka chwil w nędzy i na wygnaniu, niż całe życie spokoju w ojczyźnie«.
„Tutaj, głos Atali załamał się; cienie śmierci rozsnuły się dokoła oczu i ust; palce jej, błądząc, starały się dotknąć czegoś; rozmawiała, pocichu z niewidzialnemi duchami. Następnie, czyniąc wysiłek, siliła się, ale napróżno, odczepić z szyi mały krucyfiks; poprosiła mnie, abym!!o odczepił sam, i rzekła:
»Kiedy mówiłam z tobą po raz pierwszy, ujrzałeś ten krzyż migocący w blasku ognia na mej piersi; to jedyne mienie jakie posiada Atala. Lopez, twój i mój ojciec, przesłał go matce w niewiele dni po mem urodzeniu. Przyjm ode mnie to dziedzictwo, o mój bracie, zachowaj je na pamiątkę mych nieszczęść. Będziesz uciekał się do lego Boga nieszczęśliwych w czas utrapień swojego życia. Szaktasie, mam ostatnią prośbę do ciebie. Drogi mój, związek nasz był krótki na ziemi, ale, po tem życiu, istnieje inne, dłuższe. Jakże okropnem byłoby mi żyć rozdzielonej z tobą na zawsze! Wyprzedzam cię jedynie; będę cię oczekiwać w królestwie niebieskiem. Jeżeli mnie kochałeś, przyjm światło religji chrześcijańskiej, która przygotowała nasze połączenie. Ta religia sprawia oto w twych oczach wielki cud, skoro czyni mnie zdolną opuścić cię, nie konając w męczarniach rozpaczy. Wszelako, Saaktasie, żądam od ciebie jedynie prostego przyrzeczenia; zanadto wiem co to kosztuje, abym miała wymagać przysięgi. Być może, ślub ten oddzieliłby cię od innej kobiety, szczęśliwszej odemnie... O, matko moja, przebacz córce. O Dziewico! wstrzymaj swój gniew. Znowu staję się słabą, i kradnę ci, o mój Boże, myśli, które powinnyby iść jedynie ku tobie!“
„Przepełniony boleścią, przyrzekłem Atali przyjąć kiedyś religię chrześcijańską. Na len widok, Samotnik, powstając z natchnioną twarzą i wyciągając ramiona ku sklepieniu groty: »Czas, wykrzyknął, czas przywołać Boga tutaj!«
„Zaledwie wymówił te słowa, jakaś nadnaturalna siła zmusiła mnie bym upadł na kolana i skłonił głowę do stóp łoża Atali. Kapłan otwiera tajemne miejsce, gdzie była zamknięta złota urna pokryta zasłoną z jedwabiu, i pochyla się w głębokiem uwielbieniu. Nagle, grota wypełniła się jak gdyby światłem; słychać było w powietrzu głosy aniołów i drżenie harf niebieskich; i, kiedy Samotnik wydobył święte naczynie z zamknięcia, zdało mi się, że widzę samego Boga wychodzącego z łona góry.
„Kapłan otworzył kielich, ujął w dwa palce białą jak śnieg hostię, i zbliżył się do Atali, wypowiadając tajemnicze słowa. Święta miała oczy wzniesione ku niebu, w ekstazie. Wszystkie boleści zdały się milknąć, całe jej życie skupiło się na ustach; wargi rozwarły się i wyciągnęły ze czcią po Boga ukrytego w postaci mistycznego chleba. Następnie, starzec umoczył nieco bawełny w poświęcanej oliwie; natarł nią skronie Atali, popatrzał przez chwilę na umierającą dziewczynę, i nagle z ust jego wy szły te silne słowa: »Idź, duszo chrześcijańska: idź połączyć się ze swoim Stwórcą!« Podnosząc wówczas znękaną głowę, wykrzyknąłem patrząc na naczynie w którem mieściła się święta oliwa: „Mój ojcze, czy to lekarstwo wróci życie Atali? — Tak, synu, rzekł starzec otwierając mi ramiona; życie wieczne!« Atala właśnie oddała ducha.
W tem miejscu, po raz drugi od początku opowiadania, Szaktas zmuszony był przerwać. Łzy dławiły go, z gardła dobywały się jedynie przerywane słowa. Ślepy Sachem odkrył łono i ukazał krzyżyk Atali. „Oto, wykrzyknął, oto ów zakład zbawienia! O, René! o synu mój, ty go widzisz: ja już nie widzę! Powiedz mi, po tylu latach, czy złoto się nie skaziło? Czy nie widzisz na niem śladów moich łez? Czy mógłbyś poznać miejsce, którego święta moja dotknęła wargami? W jaki sposób Szaklas nie jest jeszcze chrześcijaninem? Jakie błahe polityczne i narodowe względy utrzymały go aż dotąd w błędach ojców? Nie, nie chcę już zwlekać dłużej. Ziemia krzyczy do mnie: Kiedyż tedy zstąpisz wreszcie do grobu; na cóż czekasz aby przyjąć boską religję? O ziemio! nie będziesz mnie już czekała długo: skoro tylko kapłan odmłodzi wodą tę głowę zbielałą od zgryzot, mam nadzieję połączyć się z Atalą... Ale pozwól, niech ci do końca opowiem mą histerię.“





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: François-René de Chateaubriand i tłumacza: Tadeusz Boy-Żeleński.