Joanna Grey/Odsłona IV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Władysław Tarnowski
Tytuł Joanna Grey
Podtytuł Odsłona IV
Data wydania 1874
Wydawnictwo Księgarnia Gubrynowicza i Schmidta
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skan na commons
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron
ODSŁONA IV.




Cmentarz zarosły drzewami — groby — posągi — słychać dzwon odległy, który wkrótce bić przestaje — Holbein sam oparty o stary sarkofag rysuje leżące do koła kości i głowy.


HOLBEIN (rysując, to przestając rysować).

Ciszo umarłych!... jakżeś wielka i święta! o hymny drzew, które wypiastowała żałoba wieków... jakże tęsknie nastrajacie mi ducha! (rysuje dalej) zrównanie wszystkiego — i cisza po wszystkiem pod falami mogił!... Dziwna — tak mi się składa ten taniec szkieletów! całe pasmo życia! dwory, festyny, zabawy — próżność i pycha, głupstwo i skąpstwo, wszystko dziś tańcem marności ugrzęzło w mej głowie i nie pozbędę się ich, aż wyrysuję... a! gdyby kiedyś fresk z tego wykonać, na murze cmentarza w mojej Bazylei... byłbym nieśmiertelnym — i filozofem malarstwa choć nie wiem, co właściwie filozofia!... cała moja filozofia, by mieć kogoś co płaci moje długi... (rysuje dalej). Ten oto król (patrzy na swój rysunek). Ha! tego króla naszkicowałem w pamiętnej godzinie — (z przejęciem coraz silniejszem). Kiedy Pan mój Henryk VIII miał straszną wizyę żon swoich w Tower: Holbein! Holbein! zakrzyczał z włosem zjeżonym i chwycił się szaty mojej... Holbein patrz!... z ram wyszły obrazy twoje, każda idzie z gromnicą — jedna za drugą i patrzy na mnie — Katarzyna Aragon!... oto — Anna Boleyn z krwawą szyją... Joanna Seymour! o biada! To Katarzyna Howard!... Anna Cleve!... i drżał jak liść Pan żelazny, aż go odnieśli do łoża — i krwi upustem uspokoili — i dziś jeszcze Sir John Bridges klnie się, że w dzień zaduszny widział w Tower procesyę tych, co tam byli ścięci... brrrr!!! ja nic nie widziałem — ale ta legenda w Tower — — dziwna jak myśl jedna woła drugą — ta legenda zrodziła mój taniec szkieletów... (rysuje dalej). Ten prałat opasły i ta hoża panna tańcująca z szkieletem całą noc mnie męczyli — ale ta głowa źle leży! (przekłada trupią głowę na ziemi) a! nigdy dość studyów — żywych, ani umarłych... o głowo! czyja ty być mogłaś — pana czy niewolnika — piękności pełna, czy dumnie zadarta? mniejsza o to — czy tylko co dobrego zdziałałaś w tem życiu? (słychać głos skrzypców — z głębi wychodzi grając Alastor).

HOLBEIN.

A! to moje pacholę!... zawsze smutne i zawsze jak ptaszę spiewające na grobach... Po com go w świat wprowadził? Ktoby był myślał, że aż na Joannę oczy wzniesie — — ha — z męczennikami fantazyi trudna rada — orły patrzą w słońce lub na nic nie patrzą — — ten znikomy chłopczyna jest jak lilia, co nie wie o woni swojej, a duch jego strojniejszy od Salomona — jak te skrzypce brzmią między grobami — dawne wspomnienia moje zdają się zmartwychwstawać... ta Berta jasnowłosa, co już w mogile, za którą Hans młody szalał!... ten chłopiec serce mi roztapia — (zamyśla się, kiwa głową i łzę ociera).

ALASTOR.

A! witajcie mistrzu! nie myślałem was dziś tu zastać... (podnosi mu ołówek, który upadł).

HOLBEIN.

Dzięki mój chłopcze! (do siebie) więcej mi to daje pociechy niż Tycyanowi rycerskość Cezara — marność — marności! szkielety — tańcujcie! (do Alastora, rysując dalej). Mój chłopcze zkąd tobie, zamiast przy niedzieli tańcować z hożemi dziewczętami — zamiast użyć młodości twojej, włóczyć się ze skrzypcami między groby?...

ALASTOR.

Nie gniewaj się mistrzu — tam, śmieją się ze mnie — tam Londyn żywy przy kuflach, tu Londyn drugi wspanialszy — spokojny — i taki piękny w swoim spokoju!

HOLBEIN.

Siądźno na tym grobowcu, trzeba mi skrzypka grającego rysować do mego tańcu szkieletów. —

ALASTOR (siada na mogile).

Tu raczej — tu nie ma grobowca — ale to moje ulubione miejsce spoczynku — tu myślę o matce mojej, której nigdy nie znałem... tu nieraz zbolały choć tak młody szukam spokoju...

HOLBEIN.

Którego nigdy nie zaznałeś — i nie znajdzie go artysta dopiero tu w dole — i tam w górze...

ALASTOR.

Co to artysta? już kilka razy słyszę, że mówią do mnie to dziwne słowo — lękam się tego wyrazu, sam nie wiem czemu?

HOLBEIN.

To lepiej byś nie wiedział — a był nim, jak ci, co wiedzą a nie są...

ALASTOR.

Mniejsza o to — (trzymając skrzypce) czy dobrze tak?

HOLBEIN.

Głowę trochę w prawo — tak — teraz spokojnie! (rysuje).

(wchodzi) GRABARZ.
(wpół pijany z łopatą, zataczając się)

Hej grajku wesoły! ustąp no z tego grobu...

ALASTOR.

Dla czego?

GRABARZ.

Bo na twojem miejscu kto inny chce spocząć — — kto inny co się upił... ale nie wódką, tylko życiem!... ustąp do stu piorunów, bo łeb ci łopatą rozwalę! ja tu mam grób kopać.

ALASTOR.

Tutaj? człowiecze! to moje najmilsze miejsce, gdziem sobie dumać przychodził, nawet to mi chcą zabrać...

GRABARZ.

Ustąp się mówię! tu muszę kopać... do koła same krzyże i kamienie!...

ALASTOR.

I ty skamieniały, co mnie wyganiasz z tego kąta, jedynego jaki mam na ziemi!... (ustępuje, grabarz kopie). O jak mi smutno... płakałbym jak dziecko u łona matki... szkoda tylko, że jednej rzeczy braknie...

GRABARZ.

Jakiej?


ALASTOR.

Cha! cha! matki...

GRABARZ.

Czego się śmiejesz! czy ze mnie, żem pijany? choć widzę jak słońce tańcuje z gwiazdami, jeszczem ćwik tęgi, ot jaką mam pamięć — tu przed laty piętnastu kopałem grób dla pięknej kobiety!...

HOLBEIN (rysując).

Ten puszczyk przywędrował w dobrą godzinę, wyśmienita głowa pijanicy...

ALASTOR.

Grób pięknej kobiety? (składa skrzypce).

GRABARZ (kopiąc).

Tak — umarła wcześnie — dwoje sierot po niej zostało — o! była piękna i młoda! ale nieszczęśliwa, bił ją mąż i nie szanował — —

ALASTOR.

Czy być może? biedna! to jej lepiej...

GRABARZ.

Nie! nie! widać żem pijany — nie bił ją — ale katował! nie darmo! czynił swoje rzemiosło.

ALASTOR (z krzykiem).

Jakie?

GRABARZ (wyrzuca rydlem głowę trupią).

Oto jej głowa? jak to jakie rzemiosło? była żoną kata!

ALASTOR.
(rzuca się na kolana chwytając trupią głowę)

O! matko moja!...
Kto mi powiedział, że tu grób twój o moja!... pocom tu co dzień biegał sierota? (zrywa się z dzikim śmiechem, do Holbeina). Słyszysz sądy Boże!... w sieciach piorunów na czarnem niebie leci chmura orłów, by roztargać świat!... trąby grzmią na ostatni dzień... łzy ciche błysnęły z podziemiów! na sąd! na sąd! na sąd! (ucieka z dzikim szałem).

GRABARZ.

On musi być pijany!


HOLBEIN.

Poczwaro! zabiłeś to dziecko — to była jego matka! a! tam! upadł bez zmysłów! Alastor! dziecię moje!... (wybiega za nim).

GRABARZ.

Nic nie wiedziałem — tak mi Boże dopomóż — (bije się w piersi — dzwon daleki się odzywa).




Zmiana[1]. Rozległy plac w Londynie — przed pałacem królewskim. — Wychodzi książę Northumberland z synami Robertem i Guilfordem.
NORTHUMBERLAND.

Dziś będziecie ze mną u dworu — pamiętajcie, że od waszej przebiegłości zależy wasza karyera — u dworu słowa są na to, by mówić czego się nie myśli, a myśli na to, by myśleć tajemnie, czego się nie mówi, dopiero gdy działać można. Uczuć nie ma — jest forma — a grzeczność zastępuje czułość — pobożność i moralność są rzeczą przyjętą, ale kto raz prawdę wyrzekł, zginął — ile razy kto skłamał, zwykle o szczebel w górę postąpił na tej drabinie co się zwie władzą. —

ROBERT.

Rozumiem — i będę godnym ciebie synem — każdy środek, powiedzie mnie do celu. —

GUILFORD.

Ależ zasady mój ojcze.

NORTHUMBERLAND.

Pamiętaj — że zasady to słowo, co ma prawo obywatelstwa tylko w utworach poetów — poezya — sztuka jest konieczną, jako ozdoba i zabawa dla uświetnienia dworskich festynów, jej wolno pół prawdy mówić, ma drugie miejsce po błaźnie królewskim — i pamiętaj, że kto w życiu zastosował zasadę —, ten wyleci z posady...

GUILFORD (z boleścią).

Tego nigdy nie pojmę — pocóż inaczej uczyliście mnie w szkołach?


NORTHUMBERLAND.

Milcz — a działaj — inaczej może paść twoja głowa z tymi utrefionymi lokami... pamiętajcie, że Henryk ósmy ściął waszego dziada: wedrzeć się jak najwyżej i zemścić się na wszystkich!... Ty Robercie staraj się o względy królewnej Maryi Tudor; jeźli ona zakróluje, możesz spiąć się wysoko — rozumiesz? sympatye katolickie ostrożnie będziesz wyrażał — Gardiner będzie półbożkiem twoim, Papież Paweł świętym Pawłem. —

ROBERT.
(w postawie świętoszka z szyderstwem).

Bóg ci zapłać ojcze za tę świątobliwą radę... Pobożność, uległość, pokora i słodycz baranka, te cztery cnoty będą wiosłować łodzią moją do celu — (wznosząc pięść strasznym głosem) potęgi!

NORTHUMBERLAND (groźnie).

Nie rośnij mi za wysoko.

ROBERT.

Tak — jak mnie wychowałeś... w cieniu słońca stać będę.

GUILFORD.

W cieniu słońca? wszak słońce światło tylko ma... a cień dają przedmioty.

ROBERT (z szyderstwem).

Moje słońce zamiast światła cień rzuca — a przedmioty stoją w świetle — — (z cynizmem). Ale to im nie pomoże!

NORTHUMBERLAND.

Ty zaś Guilfordzie — do twej ambicyi nieco hipokryzyi jest koniecznością — staraj się o względy księżniczki Elżbiety...

GUILFORD.

O Joanno moja!... (do siebie) ten człowiek nie ma trzewiów... nie! hipokrytą być nie potrafię!... rumienię się...

NORTHUMBERLAND (groźnie i zimno).

Pamiętaj, co ci mówię — chwal protestantyzm, płaszcz się Kranmerowi, sław dzielność Henryka ósmego, rozkwilaj się nad męczeństwem Anny Boleyn. Wdzięczny jej jestem! gdyby nie topór i nie Percy, nie byłbym księciem Northumberland... (głaszcząc Guilforda). Ty mój Guifordzie jesteś piękny — piękność, to list polecający do wszystkich — księżniczka Marya ginie za hrabią Courtenay dla jego piękności... szkoda, że mu Joanna zawróciła szaloną głowę. Latał za wszystkiemi, aż go jedna chwyciła...

GUILFORD.

A! mój ojcze!

NORTHUMBERLAND.

Obie córki Henryka ósmego na męzkie powaby czułe... rumianość młodzieńcza jak słońce działa na nie... Marya stara panna trzydziestosiedmioletnia cha! cha! cha! kryje swe płomienie hiszpańskie kwefem pobożności — Elżbieta bronz zimny — ale kiedy bronz się rozpali... uważaj na obie... twoja piękność — zalotność — może która... (szepcze mu do ucha).

GUILFORD (do siebie).

Ha! ta przewrotność... obmierzły mi wszystkie kobiety, odkąd Joanna moja...

NORTHUMBERLAND.

Niemniej uważaj na łaski Joanny — Marya i Elżbieta nienawidzą jej dla wyższości jej umysłu — głowa egzaltowana — bożyszcze Humanistów — król za nią przepada... głowy jej nigdy nie zajmiesz, boś głupi, i tylko jelenie strzelać umiesz, ale sercu jej coś obudził, nie daj zasnąć, mów zawsze, że kochasz poezyę — księżyc — zbieraj jej kwiaty — rób do niej oczy karpia umierającego... i mów o miłości Platonicznej...

GUILFORD (uśmiechając się).

Jakże niezręczne dworskie sidła!... jakże inaczej — tylko wyznaniem prostoty mojej zdobyłem to serce szlachetne, co mnie uszlachetniło!... ona się lęka, że więcej miłości jak dumy jest we mnie...

NORTHUMBERLAND.

Na teraz dosyć — — (siada na ławie i wyjąwszy papier milcząc coś pisze).

ROBERT.

Wiem to, co wiem! — (rozmawia cicho z Guilfordem — z drugiej strony wychodzi kat z synami Rolem i Alastorem, o chwilę później starzec siwobrody okazuje się zamiatając ulicę i czasem patrzy na nich).

KAT (głośno).

Ty Rolo mój, choć się rodziłeś na kata, nie jesteś pierworodny... Alastor ma konieczne pierwszeństwo...


ROLO.

Tam do kata! Alastor bałwan! byle miał swoje skrzypce, nic mu nie trzeba, on nie potrafi ściąć nikogo — będzie szlochał i skaleczy z miłości!... czy źle ściąłem wczoraj woskową igurę?[2] miecz na cztery wiatry błysnął — gwizdnął — szach mach! i rozstąp się ziemio! spadł jak grom!...

KAT (klepiąc go po ramieniu).

Tak — tak — ale prawa arystokracyi są święte — i my ją mamy — król Edward nastąpił po Henryku, książęta dziedziczni po starszeństwie — i ja już siódmy z rodu jestem jako pierworodny następcą katem — wyrobiłem sobie także moje zasady arystokratyczno-czerwone! siedm pokoleń tak idzie!... i ósme tak iść musi! rozumiecie? choćby miał topór rozsądzić! biada nieposłusznemu!...

ROLO.

Tam do kata! ale cóż ja pocznę — mam gust do ścinania — a jeżeli ten mazgaj katem będzie?

KAT.

Ty — możesz być artystą, oddaj mu topór, weź jego skrzypce. —

ROLO.

Ależ ja zbankrutuję!... on fortunę zrobi...

ALASTOR.

O nieba, grom mi zeszlijcie!...

KAT.

Alastor wkrótce mnie zastąpi, pragnę przejść na spoczynek (Alastor twarz zakrywa). Oto wielki Northumberland — jemu się kłaniajcie! (kłaniając się uniżenie). Jaśnieoświecony... łaskawy... i przewielebny...

NORTHUMBERLAND.

Kto ten człowiek? ten strój... ta postać mi znana... czyś ty katem z Tower?

KAT.

Do usług — miałem szczęście widzieć Waszą wysokość przy egzekucyi książąt...

NORTHUMBERLAND.

Tak pamiętam (do siebie). Dziwny wstręt czuję... Czego żądasz?


KAT.

Ośmielam się wnieść proźbę do łaski...

NORTHUMBERLAND.

Niemam czasu (pisze dalej).

KAT.

Prośbę króciuteńką — oto jest — (przyklęka). Od lat tylu pracuję, (wskazuje szyję) ramię już słabe — Anna Boleyn, Katarzyna Howard, lord Percy, Fiszer, Morus, Cromvell — i tylu innym znakomitościom, przeciąłem drogę do lepszego żywota.

NORTHUMBERLAND.

I memu ojcu — —

KAT.

O nie — byłem wtedy chory... (do siebie). Może kiedyś i synowi — kto się wdarł tak wysoko po krzywdzie drugich, tem głębiej runie! (głośno). Błagam więc, by majestat królewski na moje miejsce naznaczył syna pierworodnego... (oddaje prośbę).

ALASTOR.

O Panie! jam niezdolny!...

NORTHUMBERLAND.

Zbytek skromności — prośbę oddam — będzie spełniona. — (Northumberland odchodzi z synami — Alastor wybiega z załamanemi rękoma i wpada na starca zamiatającego ulicę).

STARZEC.

Przebóg — co ci to dziecko — uspokój się!...

ALASTOR.

O starcze? jeżeliś człowiekiem, to miotłą twoją wymieć z serca mojego wspomnienia!... obecność i przeszłość... wymieć!... wymieć!! wymieć!!!

STARZEC.

Moje pacholę! takiś młody a straszny... chodź! dziewczyna moja płacze za tobą... chodź ze mną! chodź ze mną!...

ALASTOR (którego starzec za rękę prowadzi).

I duma moja zaszła tak daleko, że u żebraka — żebrałem — litości!... (odchodzą).

ROLO.

Klnę losowi! ale mi dasz choć wina, upijemy się za zdrowie nowego kata!... (podskakując) tam do kata! on tyle zarobi...


KAT.

O! nie mało, zwłaszcza jeżeli Marya Tudor nastąpi — to będzie żniwo — patrz! ten pierścień dała mi Anna Boleyn, tę spinkę lord Percy, jej biedny kochanek, łańcuch ten od hrabiny Rocheford, ten krzyż od biskupa Fiszera, tylko łotr Cromvel nic mi nie dał — ten pies piął się jak ten drugi — i on tak runie, lud go niecierpi — i dwór nienawidzi — ciekawym, jaki będzie pierwszy prezent co dostanie Alastor od swego kandydata — wiwat Alastor! — idźmy się napić... (odchodzą).




Zmiana. Wielka sala w zamku królewskim w Chislehurst — dzień urodzin króla — w głębi tron — król w krześle, u brzegu sceny, naprzeciw prymas Cranmer bardzo wiekowy nad dużą księgą leżącą na gotyckim pulpicie.
KRÓL.

Dość, łaskawy ojcze — zmęczony jestem tą dysputą — argumentom twoim oprzeć się trudno... zdaje mi się jednak, że ludzie z całą walką, pokusą, z nieskończonością wątpliwości, jakie ich otaczają, jeżeli cnotliwi z wszystkiego wyjdą zwycięzko w tem życiu, — w tamtem wyższymi będą od aniołów, którzy piękność, chwałę i miłość natchnioną wzięli gotową tylko łaską stwórcy obdarzeni.,. czyż nie większa zasługa człowieka, co w krwawym pocie czoła — we łzach przechodzi swą drogę śladem krzyża?

CRANMER.

Nie na dwudziestoletniego młodzieńca te myśli, rozrzewniasz mnie o Panie! nad wiek swój jesteś — nie śmiem przeczyć, zważ jednak, że przeszłości duchów nie znamy — biblia podaje nam ślady walk olbrzymich — całe lawiny duchów pychy i samolubstwa strącone w otchłań ramieniem miłości odwiecznej, co piorun sprawiedliwy dzierzy... któż wie, co za walka w duszach aniołów odbyła się przed początkiem świata — czy nie potężniejsza, czy nie stokroć trudniejsza od walk człowieczych...

KRÓL.

Niepewność — i wszędzie niepewność i ciemność do koła!... (Po długiej chwili ożywiając się). Powiedz mi — jak widzisz sprawę następstwa tronu — mówiłem ci o siostrach moich — i stosunku do mnie.

CRANMER.

Co do księżniczki Maryi, pragnąłem ostrzedz cię królu — że w razie jej następstwa runie religia nasza — stosy i inkwizycye zastąpią tolerancyę twoją... oko Karola piątego patrzy daleko i jest niebezpieczne.

KRÓL.

A — ta myśl właśnie jest zmorą moją — bliższą Elżbieta byłaby mego serca — to zasługa Joanny Grey, ona tę siostrę zbliżyła ze mną.

CRANMER.

Czy wolno uwagę króla mego zwrócić na księcia Northumberland? wpływ jego na ciebie najjaśniejszy Panie, jest większy jak mniemasz — jak wiesz nawet — potęga jego rozrasta się zbyt szeroko.

KRÓL.

O tem nie mówmy — cenię każde słowo twoje — ale on prawą ręką moją, bez niego dzień jeden bym się nieoparł nieprzyjaciołom. —

CRANMER.

Jakim?

KRÓL.

Mam ich więcej niż sądzisz!

CRANMER.

A śmierć Sejmourów ci nie dokucza? co mi mówiłeś niedawno?...

KRÓL.

O! tak! tak — ale za późno i nie byli bez winy — zmuszono mnie prawie!... o tem więcej nie będziemy mówić — — taka wola nasza.

CRANMER (wstając).

Dobrego zdrowia Jego królewskiej Mości — miałem jeszcze jeden wniosek przedłożyć — teologia zabrała nam całe rano, a to rzecz wielkiej wagi — katedry w Oxford i Cambridge dotąd nie obsadzone — proponuję na pierwszą Bulingera — na drugą sądzę, że Bücer winien być powołany — życie i prace ich najwymowniej mówią za niemi!


KRÓL.

Placet![3] (podpisuje akt, który Cranmer chowa i kłaniając się wychodzi).

NORTHUMBERLAND
(w tejże chwili wychodzi z za zasłony i z uniżoną ironią kłania się wychodzącemu Cranmerowi, poczem przyklękając całuje rękę króla).

W dzień urodzin królewskich, racz przyjąć życzenia wiernego sługi, który ci życzy, by wiek twój był wiekiem Edwarda zwany!... i według myśli twojej zakwitnął?

KRÓL.

Dzięki ci przyjacielu — na to musisz przy moim boku pozostać.

NORTHUMBERLAND.

Nieprzyjaciele moi mówią, że umiałem się zrobić niezbędnym, mniejsza o to — jeżelim użyteczny mojemu królowi... z radością widzę, że oblicze twoje kwitnie jak róża — coraz lepiej zdrowie królewskie, barczysty i silniejszy — ale życie twoje Panie wiekowi nie odpowiada — księgi i teologia — jak w twoim wieku żył twój królewski ojciec?

KRÓL.

Szanuję pamięć ojca — ale naśladować go — nie mogę. — W istocie dziwnie zdrów i wesół się czuję... sił mam dwa razy więcej niż wczoraj — i dla tego właśnie jak na złość śmierci, mój Northumberland, (wskazuje mu krzesło), myślę o moim testamencie — myśli pośmiertne dręczą mnie gorzej żywych — co się stanie z tem państwem i z tym ludem? chcę i muszę zapobiedz, by na moim grobie nie zakwitły na nowo dwie róże.

NORTHUMBERLAND.

O wielki królu!...

KRÓL.

Całą noc dzisiaj układałem testament mój — wszak testament Ojca mego tem samem istnieć przestaje.

NORTHUMBERLAND.

W mocy królewskiej jest wszystko — z tych co poparli ten testament, jest już nie wielu — ci się usuną — własny zaś twój testament zapobiegł by wielu rzeczom niebędącym na czasie. —


KRÓL (uderzając pięścią w stół).

A — ta Marya Tudor! gdyby ją z Londynu można usunąć! gdzie może, urąga mi i upokarza — — w rocznicę śmierci ojca naszego, nie chciała się z nami modlić za niego, dla tego że był protestant!

NORTHUMBERLAND.

Z Londynu ją usunąć, to trudno i mniej roztropnie — nawet niebezpiecznie — a od tronu na zawsze usunąć...

KRÓL (skwapliwie).

A to jak?!

NORTHUMBERLAND.

Ani Marya, ani Elżbieta nie mają prawa według racyi stanu — jedna z małżeństwa unieważnionego, druga uznana — bastardem! Jest jedna, która byłaby rękojmią w przyszłości, uzasadnieniem twych zasad, kultury i religii protestanckiej... —

KRÓL.

Kto?

NORTHUMBERLAND.

Joanna Grey!

KRÓL (z radością.)

Joanna! co mówisz? moja droga Joanna, a że mi to na myśl nie przyszło...

NORTHUMBERLAND (znacząco).

Przyjść nie śmiało!...

KRÓL.

Nieśmiało? mnie, królowi Anglii, synowi Henryka? Northumberland! zobaczysz, czy nieśmiało — — tak chcę! tak a nie inaczej, wszak najbliższe po siostrach, których prawa nieprawe, są prawa Joanny Grey! po matce podwójnie spokrewniona z krwią królów Francyi i Albionu — ona mogłaby z Francyą zawrzeć ligę, o której marzę po cichu, i zgnieść tę hiszpańską potęgę, którą tak nienawidzę — wszak katolickość Francyi nie przeszkadzała jej walczyć z Karolem piątym, i zawierać z nami stosunku? charakter, umysł czysty i surowy obyczaj Joanny są moim ideałem! O! Northumberland! Northumberland! w dobrą godzinę przyszedłeś... (chodząc żywo), ale jej matka? ta dumna, wyniosła księżna Dudley, czy ona zrzecze się praw do korony dla córki swojej, którą i tak nienawidzi, czując jej wyższość od siebie... a!... gdyby to usunąć!...

NORTHUMBERLAND (okazując papier).

Oto akt zrzeczenia...

KRÓL.

Podpisała!! a! (rzuca mu się na szyję), ty cuda działasz!... jeszcze lat kilka, a protektorem będziesz!...

NORTHUMBERLAND.

Nie mało było zabiegów — i nie mało obietnic. —

KRÓL.

Wszystkie spełnię!

NORTHUMBERLAND.

W końcu zrozumiała, że lepiej być matką królowej, jak księżną Suffolk z pergaminami o mglistej tradycyi...

KRÓL.

Cha! cha! cha! dobry jesteś!

NORTHUMBERLAND.

Podpisała więc, i odtąd stała się uniżoną do podłości względem córki, którą pierw pomiatała... Joanna sama zmięszana i tego odgadnąć nie umie! —

KLÓL.[4]

A — dzień ten dniem radości! nikt jak Joanna królową po mnie!... ale czy ona będzie szczęśliwą? ten anioł pokory i zamyślenia, co tak kocha swoje ustronie Bradgate! ja ją znam! ona go na tron zamienić nie zechce — księżniczkom go — daruje!! o! byle szczęśliwą być mogła!... i byle miała dość woli...

NORTHUMBERLAND.

Wiem, że nie zechce — ale rzeczą naszą by chciała — woli narodu, okrzykom ludu, wojsku i dworu się nie oprze — a sprawa naszej religii jest jej najdroższą — choćby dla tego — dźwignie berło. —

KRÓL.

Na kogo możemy liczyć, czy na głosach przysięgłych można się oprzeć kontrrewolucyi? wiem, że Noailles od Francyi, i Renard i Montmorency ze strony Hiszpanii poprą rzecz Maryi Tudor.

NORTHUMBERLAND.

Oto spis mężów co wtajemniczeni, na nich liczę jak na siebie.


KRÓL.

I nie mylisz się?

NORTHUMBERLAND.

Dotąd — się nie omyliłem.

KRÓL.

Ale pamiętaj, że masz nieprzyjaciół, mnie się o to spytaj — (czyta spis przysięgłych gół [5] głośno), Cranmer, arcybiskup Cantorbery, Goodrick biskup Ely, Northumberland wielki marszałek, Winchester skarbnik koronny, John książę Suffolk, Bedford, Nordhampton, admirał Clinton, hrabia Pembroke, Darcy, lord Cobham, lord Rich, Gates, Petre, Cecyl i Cheek, sekretarze, Montague, Baker, Gryfin i Gosnold!... (po chwili) czyś ich pewny?

NORTHUMBERLAND.

Prócz prymasa, który tyle burz przebył, tyle roform[6] wprowadził a zawsze lękliwy, prócz Cecyla — który się waha — ręczę za wszystkich.

KRÓL (wyciąga z za koszuli papier).

Oto ostatnia wola nasza — nie dość ją raz podpisać — na dole — w górze — na bokach i wszystkich marginesach![7] (podpisuje) masz, idź — niech zaprzysięgną — i złóżcie to w aktach koronnych — zapieczętujcie pieczęcią sumienia! (ociera łzy) — idź! bądź słońcem, na którem dojrzeje ta sprawa! a! teraz mogę spokojnie umierać... (zamyśla się).

NORTHUMBERLAND (do siebie).

Teraz i ja ci pozwalam — poeta nazwałby cię szlachetnym — ja tylko wrażliwym chłopcem!... misericordia!... co za kruche narzędzie — (odchodząc woła). Niech żyje król! (wychodzi — wchodzi Courtenay).

COURTENAY (czarno ubrany).

Życzenia moje najwierniej przynoszę... (całuję rękę królewską).

KRÓL.

Courtenay! byłeś chory — jeszcze ślady na bladej twarzy nosisz — a ja za to zdrów jestem — i wesół! patrz! prawie wesół do pustoty — zdaje mi się, że niedługo wyjadę na łowy — że na czele wojska podobny będę Alfredowi Wielkiemu, że jak Henryk siódmy uświetnię gwiazdę Tudorów... i jak ci! co szli do Jerozolimy, powiodę nową krucyatę w imię nowych idei... silny się czuję — do boju mam ochotę — dobądź szpady — czy jeszcze bić się nie zapomniałem...

COURTENAY.

W obec króla...

KRÓL.

Nie pytaj! broń się... (walczą — król wytrąca mu szpadę z ręki). Courtenay! przebacz mi! (biegnie i ściska go).

COURTENAY.

Winszuję waszej królewskiej mości! (do siebie) gdyby nie rana od Guilforda, widzielibyśmy... (głośno) Dostojnicy państwa, lordowie i damy pragną złożyć hołd i życzenia w dniu dzisiejszym. —

KRÓL.

Niech wejdą —

(siada na tronie — wchodzą od różnych stron siostry królewskie, Marya czerwono, Elżbieta czarno ubrana. Joanna Grey w bieli — książę i księżna Suffolk, Cranmer, Northumberland z synami, poeta Ferrers, Courtenay, Holbein, lordowie Cecyl, Pembroke, ambasador Francyi książę Noailles, ambasador hiszpański Simon Renard i Montmorency, damy dworskie, paziowie i t. d.).

KRÓL.

Milordowie! życzenia wasze przyjmuję łaskawie — oby! najwyższy udzielił mi sił do dalszego spełnienia jego woli na ziemi...

WSZYSCY.

Niech żyje król!...

GŁOSY LUDU (za sceną).

Niech żyje król!

KSIĘŻNICZKA MARYA
(pierwsza przystępuje do tronu, król według ceremonii daje jej rękę do pocałowania — ona bez ucałowania skłania się i przechodzi).

KSIĘŻNICZKA ELŻBIETA
(całuje rękę królewską).

JOANNA GREY
(gdy chce rękę króla ucałować, ten ją całuje w czoło i kilka cichych słów mówi — za nią jej rodzice — panie tworzą półkole, lordowie także, i kiedy król schodzi z tronu, nisko się skłaniają, tworzą się grupy rozmawiające między sobą cicho, to głośno, — każda z sióstr króla w swem otoczeniu — Joanna Grey otoczona artystami i młodzieżą — król w cichej rozmowie przechodzi od jednych osób do drugich — od czasu do czasu cicha muzyka za sceną — w komnatach widać przechadzające się strojne osoby).

KRÓL
(siada mając kilka osób stojących w koło siebie).

HANS HOLBEIN (zbliża się kłaniając).

KRÓL.

Czytano mi apollogię szału twego przyjaciela z Roterdamu, illustracye twoje znalazłem wybornemi!... genialny pisarz ten Erazm! co za szkoda, że Anglię porzucił, byliśmy mu radzi — czy przyniosłeś nam jaką nową pracę?

HOLBEIN.

Oto ostatnia — (rozwija płótno).

KRÓL.

Joanna! siostra nasza Joanna!

OBIE KSIĘŻNICZKI.

Siostra!!

KRÓL.

O jakże podobna! cały duch jej, cała prostota zaklęte są w tem malowidle — (księżniczki Marya i Elżbieta patrzą z złośliwemi uwagami) Ferrers! patrzajno! nasza dziesiąta muza jak podobna!... nie Holbein! ty nas nie opuścisz... do Niemiec ja ci wracać nie pozwalam. — —

HOLBEIN (z ukłonem).

Drogą mi wola królewska —

(rozmawiają po cichu).

KSIĘŻNICZKA MARYA (siedząc otoczona paniami).

Hrabio Courtenay! od kilku tygodni cię nie widzieliśmy — stronisz od dworu już czas jakiś — od łowów w Bradgate cię niewidziano...

COURTENAY (kłaniając się).

Ach! tam byłem królewno — gdzie mnie oczy powiodły — lubię łowy i naturę.


KSIĘŻNA MARYA (zalotnie).

I samotność od pewnego czasu...

COURTENAY.

Zapewne — są chwile w życiu, gdzie jej bardzo potrzebuję.

KSIĘŻNICZKA MARYA.

I gdzie się jej szuka. —

COURTENAY.

O nie zawsze — najczęściej znajdujemy ją wśród ludzi (kłaniając się zimno odchodzi).

KSIĘŻNICZKA MARYA.

Zimny jak głaz — tak lgnę do niego! gdy koronę na głowie mej zobaczy...

FERRERS.

Widzę, że się Courtenay salwuje — iluż by mu zazdrościło! (zbliża się do grupy, wśród której siedzi)

JOANNA.

Spodziewam się, że nam przeczytasz co nowego, tak się ukrywasz z twymi utworami — tylko u dworu słyszeć cię można — a ja poety u dworu — wybacz — ale nie rozumiem. —

FERRERS.

Ja jeszcze mniej milady, a jednak, przyznajże gdyby nie dwór ten, co daje pewien blask talentowi...

JOANNA.

Przeciwnie! talent daje blask dworowi... tylko godności poety nietrza zabywać. —

FERRERS.

Szkoda tylko, że w życiu inaczej bywa — oto Holbein, nie inaczej myśli...

JOANNA (do Holbeina, który się zbliża).

Obiecałeś przyprowadzić tego skrzypka — chciałam, by go król słyszał — talent natury, możeby dla niego król był łaskawy.

HOLBEIN.

Niestety od dwóch dni leży chory, gorączka spaliła mu lica.

FERRERS (do Joanny).

Widzę jakąś chmurkę na twem czole milady... chciałbym ją spłoszyć... wybacz... czy jaka kwestya filozoficzna znowu?


JOANNA.

Sama nie wiem — czasem myśli się nie wiedząc o czem — myśl tonie w oceanie bezdennym, i smutek nas ogarnia nie wiedząc czemu — czasem zda mi się, że w takich chwilach tęsknej zadumy odczuwamy zbiorową boleść całej ludzkości i cierpiemy nią... ale ty Ferrers, jesteś poetą — odpowiedz mi na jedno pytanie — powiedz mi, jakim sposobem kobieta, żona poety, może być pewną trwałości uczuć swego męża?

FERRERS.

Czerpnęłaś w Oceanie (zamyśla się — za nimi staje Marya Tudor).

JOANNA.

No?

FERRERS.

Komu innemu nicbym nie rzekł, tobie powiem, że są dwa na to środki: naprzód, by żoną i matką jego dzieci będąc, nigdy w nim męża, a zawsze kochanka widziała, wśród prozy codziennego życia — (bo nie proza nasz[8] straszy ale prozaiczność) — następnie, by mu nigdy nie dała uczuć praw, jakie ma do niego.

JOANNA.

Rozumiem — to znaczy, by nie zapomniała, że jest poetą... (zamyśla się).

MARYA TUDOR (z ironią).

Znać córkę Ewy, która bada rzeczy rajskich — — Ferrers nie bądź wężem...

FERRERS (z przyciskiem).

Przeciwnie królewno! czy myślisz doprawdy, że to wąż skusił Ewę?... o nie! Ewa skusiła węża pierw, nim mu się o tem śniło, poprowadziła go potem tak, że skusił Adama, i że wina nań spadła, później jednego i drugiego uczyniła swem narzędziem, i najlepszą część objęła — w raju utraconym... (kłania się i oddala).

KRÓL.

Poeto Ferrers, czy muzy nam dziś sprzyjają?...

JOANNA.

Nie wątpiemy o tem... pewnie ma nowe utwory, z którymi się kryje — podarł dramat nowy, ale musi go odbudować, oskarzam go przed królem...


KRÓL.

Ferrers! niegrzeczne dziecko! jak była treść tego dramatu?

FERRERS.

Niepewność między dwojgiem uczuć: miłości a przyjaźni pewnego młodzieńca w stosunku do młodej dziewicy...

JOANNA.

Ferrers! czy dasz mi słowo, że dramat twój odbudujesz?

FERRERS.

Twym oczom lady te słowo daję — jeźli potrafię — w twe imię go odnowię...

JOANNA (podaje mu rękę, którą on całuje).

KRÓL.

Powiedz nam coś smętnego — co nastraja duszę do marzeń...

FERRERS.

Balladę ludową o Topielcu[9], którą tylko odziałem w nowsze szaty...

KRÓL (słuchamy).
(damy siadają — cisza do koła).

FERRERS.
(występuje na środek i deklamuje).

Co to za człowiek ze smutkiem na twarzy,
W blaskach księżyca wędruje po fali?
W pochmurnym płaszczu, we wieńcu korali,
Kto on? topielec! idzie gdzie się zdarzy...
Ciche jezioro usnęło wieczorem
A tylko łabędź krążący do koła
Ujrzał go — uszedł... Dzwoni dzwon za borem,
Za utopionych o ratunek woła!...
Skąd idziesz chłopcze, co z lirą tak spiewną
Wiejesz po fali i chadzasz głębiną?...
Za lubą z lądu wołasz pieśnią rzewną:
„Chodź za mną w głębie! chodź za mną dziewczyno!
„Chodź luba chodź
„W podwodny świat,
„Gdzie kwitnie blady koralu kwiat!...
„Chodź luba chodź,
„W obięcia me,
„Na konch i mchów pościeli śnię...
„Tak zimno tam,
„Ja sam! o sam!
„Chodź luba chodź
„W podwodny świat,
„Gdzie kwitnie blady koralu kwiat!...“
I białe dziewczę wyszło, gdy tak spiewa,
Wspaniały zamek rzuca bez żałości,
I drzy jak listek, co ma upaść z drzewa,
Odkąd słyszała raz — tę pieśń miłości!.,.

(król daje znaki zadowolenia — Joanna przy ostatnich słowach w słodkiej ekstazie oparła głowę na ramieniu Guilforda).

I pieśń porywa, wlecze ją — zdradziecko,
Że się w obięcie rzuca topielcowi,
Porwał ją! — niesie po falach jak dziecko,
Zimnemi usty ust jej płomień łowi...
Włos jej zamiata falę ozłoconą
Blaskami jasnej księżyca zazdrości,
Zwiesiła głowę... w głębie zapatrzoną,
Szczęsny topielec szaleje z radości!...
Przyspiesza kroku drogą gwiazd ścieloną,
Unosząc postać przegiętą dziewczyny,
Spią wód zwierciadła tonią rozmarzoną —
W tem dzwon zadzwonił... zapadli w głębiny...
I pienią — piętrzą się fale jeziora,
A tylko łabędź samotny do koła,
Krąży... przez dreszcze liści gdzieś z za bora
Dzwon utopionych... o ratunek woła...!...

(chwila ciszy — król i dwór dają grzmiące oklaski, Joanna jeszcze chwilę pozostaje w zamyśleniu, potem dłoń ku Ferrersowi wyciąga).

FERRERS.

Pamiętaj lady... że za tą balladą kryje się myśl groźna... oby kiedyś...

JOANNA.

O nie kończ!...

KRÓL
(ze stojących w wazonach kwiatów odrywa listek lauru i milcząc oddaje Ferrersowi — mówiąc)

To od człowieka!


FERRERS.

Dzięki ci królu... nie po dworsku — z pod serca ci spiewałem. — —

KRÓL.

I tak ci też dziękuję!

FERRERS.

W nagrodę o Panie do tego listka lauru, dodaj ten włos oto, co spadł na twój kołnierz, innego daru’m nie wziął!... i — jeden psalm z arfą Joanny Grey!... to rozkosz nie dla dworu może — ale dla poety...

KRÓL.

O! i dla nas! Joanno! tak dawno arfy twojej nie słyszałem...

AYLMER.

A! zaniedbała najjaśniejszy Panie! i arfę i księgi!...

JOANNA.

Poprawię się mój mistrzu — może nie tak całkiem zaniedbałam! kiedy królewska wola...

KRÓL.

Arfę przynieście!... oto dar dla ciebie! (całuje ją w czoło — wnoszą arfę, na której uwiśnięty świeży wieniec wawrzynowy).

JOANNA.

A! złotostróna pieszczoto moja! dzięki ci kuzynie!... (zbliża się do arfy).

KRÓL.

Nietu — stań na tronie moim, byśmy lepiej słyszeli — bym ciebie widział...

JOANNA.

Nie — wybacz Panie! To miejsce mnie nie przystało... —

MARYA TUDOR.

Ależ bracie to być nie może... zgorszysz dwór.

KRÓL.

Taka wola nasza — (do Maryi Tudor). Jeszcze słowo a Londyn opuścisz — z zakonem przyszło zgorszenie!

FERRERS I HOLBEIN
(stawiają arfę na tronie).

KRÓL.
(podaje rękę Joannie i wprowadza ją na tron).

JOANNA.

A więc dla arfy tron! a przy niej tylko ja będę — (król siada u nóg jej na stopniach tronu wpół leżąc).


JOANNA
(stojąc uderza w arfę i bierze kilka akordów — tak na przemian wygłasza psalm głosem uroczystym i przestawszy mówić znowu przygrywa obyczajem starożytnym).

HOLBEIN.

O jakże piękna!...

FERRERS.

Zda mi się jak zorza
Gdy drząca wstaje ze srebrnej mgły morza,
Słuchajmy... psalm oto Dawida króla!

(wszystko się ucisza).

JOANNA.
(grać przestawszy mówi oparta na arfie)

Jako pragnie jeleń do źródeł wodnych — tak pragnie dusza do Ciebie Panie!
Pragnęła dusza moja do Boga mocnego, żywego, kiedyż przyjdę a okażę się przed obliczem Bożem?
Były mi łzy moje za chleb we dnie i w nocy, gdy mi mówią co dzień: kędyż jest Bóg twój?
Na tom wspomniał — i wylałem na się duszę moją — z głosem wesela — i wyznawaniem głosu godującego.

(przygrywa na arfie)

Czemuś smutna o duszo moja? i czemu się trwożysz? Miej nadzieję w Panu, bo mu jeszcze wyznawać będę, zbawienie oblicza mojego Bóg mój!...
We mnie samym zatrwożyła się dusza moja, przeto będę na cię pamiętał z ziemią Jordanu i Harmonium od góry maluczkiej!
Przepaść przepaści przyzywa, na głos upustów twoich.
Wszystkie wysokie wały twoje i nawałności twoje na mnie się stoczyły.
We dnie Pan rozkazał miłosierdzie swoje — a w nocy pieśń jego —!

(przygrywa — w ciągu tej muzyki król powstaje zwolna i wytęża ręce w jedną stronę jakby miał widzenie. — W głębi sceny okazuje mu się duch jego matki biały z zasłoną przejrzystą na twarzy — wzywa go za sobą i przeszedłszy scenę znika — król idąc za zjawiskiem woła)

O matko! matko! przyszłaś po mnie — idę — idę za tobą...

(na środku komnaty upada i kona — dwór się zbiega — król wskazując na koronę na stole)
Northumberland!...
(wskazując Joannę i koronę gestem)

Joanna!...

(umiera).

JOANNA.

O Boże!... to niepodobna!... Edwardzie!... Edwardzie!...

LEKARZ.

Król nie żyje!...

MARYA TUDOR.

Czy pewnie?... jestem królową! na kolana!

JOANNA (schylona u zwłok króla).

Przed Bogiem! za duszę tego brata! a!...

NORTHUMBERLAND (uroczyście).

W imię zmarłego króla Wielkiej Brytanii — oto jego testament! według ostatniej woli swojej mianował swym następcą Joannę Grey najbliższą praw do korony — (zdumienie — przyklękając)
Wiwat królowa Joanna!...

(Rodzice Joanny i większa część lordów przyklękając).

Wiwat Joanna!

MARYA TUDOR (trzęsąc się cała).

Bluźnierstwo! stój zuchwały! pioruny niebios poruszę!...

ELŻBIETA (cicho i nagle).

Siostro na koń! uchodźmy z Londynu — jeżeli nas zamknie w Tower, przepadłyśmy.

MARYA TUDOR.

A! —! uchodźmy!

(idą ku drzwiom).

NORTHUMBERLAND.

Siostry królewskie zostaną.

MARYA TUDOR.

Kto się waży zastąpić mi drogę — tego głowa na moście Tamizy będzie na pal wbita! tak mi Boże dopomóż — (dworzanie ustępują z trwogą — obie siostry odchodzą spiesznie).

NORTHUMBERLAND.

Przeszkodzić! przeszkodzić! jeźli ujdą, szatan z niemi — (niektórzy wychodzą).


NORTHUMBERLAND (przyklękając wznosi rękę).

Przysięgamy wierność królowej Joannie!
Niech żyje!...

GŁOSY.

Niech żyje!...

JOANNA
(zrywa się od zwłok króla).

Ależ panowie — miejcie zmiłowanie!...

(upada zemdlona na ręce dam — Northumberland biorąc ze stołu koronę wkłada jej na głowę — głosy za sceną).

Niech żyje Joanna!

(zasłona spada).




Przypisy

  1. Wszelkie zmiany dekoracyi z spuszczania zasłony! Barbarzyńska wygódka sztukę ćwiertująca. (P.a.)
  2. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – figurę.
  3. Przypis własny Wikiźródeł Postanawiamy!
  4. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – KRÓL.
  5. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – pół.
  6. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – reformf.
  7. historyczne.
  8. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; powinno być – nas.
  9. Przypis własny Wikiźródeł Jest to inna wersja utworu Topielec Władysława Tarnowskiego.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Władysław Tarnowski.