Balet powojów (tomik)/całość

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
Tytuł Balet powojów
Wydawca J. Mortkowicz
Data wydania 1935
Drukarz Drukarnia Narodowa T-wa Wydawniczego
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron


MARJA JASNORZEWSKA (PAWLIKOWSKA)
BALET POWOJÓW
Wydawnictwo J. Mortkowicza - logo.jpg




WARSZAWA MCMXXXV J. MORTKOWICZ
Odbito: 1.100 egzemplarzy numerowanych
i 10 egzemplarzy na papierze czerpanym
Nr. 248 
Drukarnia Naukowa T-wa Wydawniczego w Warszawie
Rynek Starego Miasta Nr. 11.
Dedie à Madame Rosa Bailly, sous l’impression de son admirable recueil de poèmes «Montagnes Pyrénées».



BALET POWOJÓW
BALET POWOJÓW

Zachód dogasa...
Już się stroją,
Już się bielą
Powoje,
Balet z czasów Degasa...
Kręgi sukien,
Wstrzymany pęd —
Stoją nieruchome
Sur les pointes...




ŚWIAT MÓWI

Świat mówi, blady od wzruszeń:
«Chcesz skrzydeł?
czy wolisz płetwy?
Żywioł wybierasz czy duszę?
Grzmot ryku?
Głos ptasiej fletni?
Motylej pragniesz swobody?
Miłosnych toków na wiosnę?
Chcesz drobnym być a złowrogim,
Jak bakcyl, smok bezlitosny?
Chcesz cennym być?
— Oto diament.
Chcesz w groźnych zjeżyć się linjach
I w leśnej czatować jamie?
Niewinność wolisz?
— Jest lilja.

Chcesz wzrostu i pychy drzewa?
Poziomu fiołków niebieskich?
Zwinności?
Piękna?
Groteski?
Ach, tylko nie gardź, nie ziewaj!»




DUSZE RÓŻANE

Kwitnąć chciałyby wszystkie!
Walczą zapamiętale
O miejsce, słodki udział
W majowym szale!

Lecz miejsca — zawsze mało!
Więc jedne — kobietami,
A te, co nie zdołały,
Zakwitają różami.

I raz ręce dziewczyny
Różę z płatków odarły,
A raz róża rozkwita
Przy dziewczynie umarłej...




SŁONECZNIK

Dorastamy do twojej wiedzy,
Wysokiej wiedzy solarnej,
Kwiecie, który Słońce za wzór bierzesz!
Zdawna już, kręgiem nasion
Chóralnie szeptałeś
O ciemnem jądrze słonecznem,
A koroną złocistych płatków,
O fotosferze.
Dzikie, korzenne tchnienie
Zbliska cię osnuwa:
Może to zapach Słońca,
Który ty przeczuwasz?




POKRZYWA WIDZIANA ZBLISKA

Z nasępionych krużganków,
Z galeryj obronnych,
Skąd zieleń, ogniem prażąc
Wrogów upomina,
Wychylają się kwietne, półcalowe donny,
W mantylach fioletowych,
W różowych dominach —
I namiętnością gorsząc
Surową fortecę
Otwierają ramiona,
Tęskne i kobiece...




MUZYKA GWIAZD

Przełożono na muzykę światło Vegi...
Był to jakby Szymanowski,
Zaświatowo dziki.
Miłość nasza, gwiazda nasza już odbiegła
W niebios manowce,
O miljony lat muzyki czy światła!
W mlecznej drogi zaszyła się atłas,
Zdążyła się już oprzeć o Kosmosu brzegi...
— Ach, ach, kiedy to było!
Zagrajcie najpierw gwiazdy,
A potem
Naszą miłość...




MUCHY JESIENNE

Dla jesiennej tęsknoty,
Czekającej smutnie,
Muchy szyją i szyją
Niewidzialne suknie.
Okrągłym ruchem ręki
Którą włada nicość,
Wznoszą się
Wdół i wgórę
Za słoneczną nicią...




ZAWÓD W MIŁOŚCI

Okrucieństwo Natury, ten zarzut surowy,
Lecz słuszny, choć go serce z rozpaczą odgania,
Ten błąd wieczny, tyrański, wyrodnej urody,
Niepokoi mnie nocą, aż się gwiazdy mącą,
Zmieniając konstelacje w znaki zapytania.

I nie cieszy mnie więcej róża, winogrono,
Rzewna zieleń majowa, czy jesienne złoto.
Smutna jestem jak córka, której dowiedziono,
Że jej matka, rodzona, kochana gorąco,
Jest czarnym charakterem, okrutną istotą.




DŻINNISTAN

Jest w Astralu kraj dżinnów, zwany Dżinnistanem,
Gdzie spotkasz czarodzieja i skrzydlatą wieszczkę
I szperających w kwiatach znachorów na łące...
Wiatr śmierci, ostry Sarfar, nigdy tam nie wieje,
Obce są tej krainie pogrzeby i deszcze...
W stolicy Dżinnistanu, pięknym Szadu-Kiamie
Wieczny jarmark szaleje w sklepów labiryntach.
Pachnie tam wonnościami jak wewnątrz hjacynta,
Klejnot leży pod nogą, a miłość nie kłamie
I wszystkie są tam dobra, wszystkie, prócz nadziei...




PORTRET

Oto portret, wiszący na gwieździe, nie gwoździu:
Ręce jej — białe słońca, promienistopalce.
Rzęsy — gwiazdy złociste. Łzy — uczuć planety,
Po elipsie policzków toczące się srebrnie...
Jest na ziemi jak promień,
Gdy przez wieczność przebrnie,
A myśli jej — najszybszych meteorów gwizdy!
Widać się urodziła z nocy, nie z kobiety,
Pod wielkiem morskiem niebem,
Rozpryskanem w gwiazdy...




FALA TROPIKALNA W MAJU

Płynie wicher
Falą letnią, obcą,
Szarpie drzewa, które liśćmi kopcą
I kierunek wskazują,
Migocąc.

Zalew obcych zwyczajów i pojęć
Topi wszystko co znane i swoje,
Transportując nam oddal
Przemocą.

W mieście zgrzebne łopocą markizy:
Cudzoziemcy przybyli bez wizy!
Pachnie jaśmin,
Egzaltacja rośnie.


Już Polacy patrzą w oczy kobiet,
Od hiszpanów w namiętnej Kordobie
Od nomadów pustyni
Radośniej...

Już obłoki,
Podobne wielbłądom,
Biegną kłusem
I nad miastem błądzą,
Już się bieli mur
Jak w Casablance...

Już miłosne, tajne termometry
Do czerwonej doskoczyły mety
I powrócił kochanek kochance.
A PIM wieści:
«Tropikalne zwały
Przeciągają nad Polską.
Upały.
Dmucha na nas
Zamorska przygoda.

Sny naogół — nieumiarkowane.
Przewidziane,


W powietrzu,
Nad ranem,
Silne glosy słowików w ogrodach.

Naszą aurę,
Nasze emanacje,
Nasze chłody, skrupuły i racje,
Wiatr przegania,
Polem czy ulicą!

Z szumem łanów
W obce niesie kraje,
Aż je zimnem obdarzy nawzajem
I Zadumą Polną,
Osmętnicą... »




DJAMENTOWE SKRZYPIENIE

Czwarta rano. Świst mglisty i bury.
Ogród w mleku wykąpany białem.
Wkoło uszu drobne ptasie chóry,
Jak poduszka wypchana djamentowym miałem.

Za oknem, jak z naturą zgodnie, jak pokornie
Śpi kilka domostw!
Bliżej, kark słonecznika patrzącego w orjent,
Rysuje się nieruchomo...




FRAGMENT

Szybo, szybo zielona i o róże wsparta!
Pamiętasz, jak to w zimie
Kwiaty szyb na srebrzystych ślizgają się nartach?




MIŁOSNY UŚCISK

Patrz! jedna z gwiazd
Leci jak głaz
W przestwór głęboki i miękki...

Złocisty kwiat
W ciemności spadł
Z mojej otwartej ręki...

Pięć ramion gwiazdy,
Zmysłów pięć
I pięć kwiatowych płatków,

Miłosny smęt —
I wspólna chęć
Nieskończonego upadku...


Złamać się, klęknąć,
To nie dość,
Za wielki sen i żal,

My chcemy paść,
Bezwładnie paść,
W skroś czarnej ziemi —
W dal...

Jak przelot gwiazd
Co w łukach zgasł
I białe smugi miecie,

Spadnijmy wdół,
Objęci wpół,
Niżej niż wszystko w świecie...




FIOŁEK TO SŁOWIK

Serdecznym liściem ogrzane,
Chcąc miłości aksamit wysłowić —
Skromne fiołki
Śpiewają wonności sopranem.
W świecie kwiatów
Fiołek — to słowik...




BRAMA

Brama, zabita gwoździem,
Nie służy już więcej.
W rdzawych wiszą zawiasach
Gałganki pajęcze.
W ciemni szmatek, łzy rosy bieleją matowo.
................
Ta brama,
Choć zabita,
Lecz tęskni za tobą.




MODLITWY ORGANICZNE

Pajączek wodny prosił o dzwon,
By w stawie gniazdo umościć —
Klon o wiropłat dla swoich ziarn —
Róża — o broń dla piękności.

A więc istniejesz, o łasko łask,
Skoro cię wszyscy wzywają!
Lecz trzeba umieć poprosić — tak,
Jak róża, czy klon, czy pająk...




NA ZADUSZKI

Zardzewiały pąk róży, fiolek purpurowy,
Ziarna maku z uciętej, niegdyś szumnej głowy,
Liść zatrzymany w biegu
I płaczu pokusę
Zalejmy jak łza czystym, mocnym spirytusem.
Jeszcze garść pocałunków —
Zwarzonych jarzębin
I niech butlę na słońcu wiatr jesienny ziębi,
Byśmy mieli, na tydzień krzyżami pocięty
«Zaduszkówkę»
Bo innej nie widzę pociechy...




WIĘDNĄCA KAMPANULA

Jedwabny, rozdęty dzwon
Klęśnie, tęchnie...

Liście zwisają
Niechętnie,
Tęsknie...




SŁOWO «CRÉPUSCULE»

Na wieży, upiory dzwonią w kampanulę,
Chcąc wydzwonić smutek,
Nim mrok zapanuje...

Dzwonią, ciągną we dwóch —
Kwiat się rozmiotał!
Choć powiewny jak puch,
Ma serce ze złota.

Lecz nic nie słychać jeszcze
Nad łąk mglistą bielą,
Tylko grające świerszcze
Kumkaniem żabieją...

Śpieszą się upiory,
Migają na wieży,

Wypłoszyły z niej sforę
Nietoperzy.

Lecz już dzwonnica zwiędłą chwieje kampanulą,
I «Crépuscule»
Krepową opada półkulą...




NAMIĘTNA ZIEMIO!

Namiętna ziemio!
Gdy wiosną, miljony
Zalotnych kształtów
Rozrodczej tęsknoty
W słońcu ujawniasz —
Świat, kłamstwem szalony,
Zwie je «kwiatkami»
I stroi w nie trumny,
Lub wieńczy niemi
Swoje smętne cnoty...
Rozgrzeszająca zmysły symboliko
Kwietnych organów,
Słupków i pylników!
Najodważniejsza
Płci apoteozo,
W różach, storczykach,

Liljach, tuberozach!
Bóg hołd z was składa
Kochankom i matkom —
Człowiek — «niewinnym»
Dziwuje się «kwiatkom»
I czar poezji
W skrzętne wziąwszy ręce,
Umniejsza, święci,
Ośmiesza, przekręca...
— Namiętna ziemio...




FINAŁ

Czytelniku, żegnam cię z żalem!
Jeszcze chwila: — mnie z tobą — a miłość zapłonie!
Rozpostarte powoje
Przyklękły jak balet,
Biały balet w dziękczynnym pokłonie...




SZELEST MAKÓWKI
ARGUMENT KOSMICZNY

Prawy poszedł na prawo,
Nieprawy — na lewo,
Więc go teraz prowadzą
Pod wisielcze drzewo.

W drodze klęka na ziemi:
«Łaski! Co wam ze mnie»!
Lecz Prawy wzniósł prawicę:
«Nie proś nadaremnie»!

Nieprawy ręką szyję osłania przed Prawym!
Zawył wiatr szubieniczny,
Pokładły się trawy...


Prawy patrzy spokojnie,
Prawy prawa broni,
Choć serce ma po lewej
Nie po prawej stronie.




CUD NIETOPERZA

Ja byłem ssakiem
A chciałem latać;
Pisnąłem, czując bezsiłę —
I stając blisko
Tajemnic świata,
Pragnieniem się modliłem.

I niespodzianie,
Tkanką błon
Porosły moje żądze,
Niosąc mnie
W mroczny niebios skłon,
W chmury,
Fjoletem wrzące.


Ach, skrzydłem stała się tęsknota,
Spoistem, miękkiem, czarnem...
............
Gdy beznadziejność
Was ogarnie —
Myślcie o moich lotach!




ŚMIERĆ KARJATYDY

Kaśka, marmur krajowy,
Błękitem ocieka,
Głowę ma do słonecznej stworzoną pozłoty,
A dźwigać jej kazano
Mieszczańską brzydotę
Kamienicy swarliwej,
Spiętrzonego piekła....
Łatwiej podźwignąć balkon,
Niźli własne serce!
Marmur słabł,
At się w ciało miłosne rozkwasił...
Szydziły miotły, schody
Z Karjatydy-Kasi,
Gdy czyhała na stróża,
Grzęznąc w poniewierce.
............


W szpitalu,
Co ją przyjął
Biało i ozięble,
Tors niedawnej bogini
Wypręża w gorączce
I kona, ze słowami prawdziwej służącej:
«Ciemno mi...
Do piwnicy schodzę już...
— Po węgle?...»




LOXODROMA

Skrzyżowały się drogi lotnika i kaczek.
Zamęt powstał na ich loxodromie.
Między skrzydła bijące,
Wytężone szyje,
Między krzyki nadziei z pożegnania płaczem
Weszła rotacja śmigi,
Śmiertelna i blada.
Jak cepy w ziarnie i słomie,
Tak, skrwawiona,
Pracowała w mięsie kaczem.
Z chmury w chmurę leciało pierze...
Wdole nie wiedziano, dlaczego krew pada
I skąd się bierze.




SIŁA I SUKCES

Kto chce zdrowia i siły, niech stanie pod dębem
I wdycha rozrost mocy tego lwa drzewnego,
Atmosferę męskości, dębowej, odrębnej,
Którą wieki szanują, której wiosny strzegą...

A kto chce powodzenia, oklasku, pochwały,
Niech wdycha sukces kwiatów, które nie chybiają
Które w historję świata, w ludzkie sny, wplątały
Wieczne przeboje: różę, bzy i lilję białą...




EMIR RZEWUSKI

«Tadż el Faher», «Abd el Niszan», Emirze tułaczy!
Coś chciał zawsze więcej, szczodrzej, gdzieindziej, inaczej —
Któryś gardził i pomiatał — czem? — Poeta zgadnie...

Piękność Abli królowała w legendzie Antara;
W twojej — szał wolności tylko i klacz, Muftaszara,
Kochejlanka, cwałująca z sercem twojem zgodnie.

Płyniesz w siodle, smętnie biały jak zły anioł moru —
Z twojej kopji wieje chmura piór strusia Tedmoru!
Nocą smutne składasz wiersze. O co życie winisz?


Czyś dlatego wichry minął w Wehabi, w Halebie,
Płacząc w grzywę słodkiej klaczy wykarmionej chlebem,
Aby łzami stwierdzić «wolność oka wśród pustyni?»

— Ty poetom drogę znaczysz; za twoim przewodem
Lecą myśli nasze dumne, buntownicze, młode,
Poematy nieczytane, toczące się z wiatrem!

W nas, po nocach twoje chmurne powstaje pragnienie
I słyszymy Muftaszarę, wzywającą rżeniem
Do ucieczki wgłąb pustyni przed pustynnym światem!




BARWY NARODOWE

Białokrwawy,
Krwawobiały, lniany,
Opatrunku który zwiesz się: sztandar,
Coś się z wielkim krwotokiem uporał!
Wiatr rozwija ten dokument rany,
Wznosi w górę bohaterski bandaż,
Tę pamiątkę,
Ten dług
I ten morał.




BIAŁY KOŃ W RABAT

Kochejlanie z sułtańskiego orszaku,
Arabczyku, marzenie Kossaków,
Z wiotką grzywą i z natchnieniem w oku!

Rozwichrzony, jak fala wezbrany,
Kipisz, mącąc twoich kształtów plany,
Pod czaprakiem co cię w przepych okuł.

Cień twój tańczy, szafirowa struga,
A namiętność w twoich nozdrzach mruga,
Błyskasz sierści palącem się mlekiem...

— I tak dumnie, prychając dokoła,
I chwast grzywy odrzucając z czoła,
Nosisz godność niebycia człowiekiem!


Pochwalony, kochany dosyta,
W znosisz w górę, wyciągasz kopyto
Jak wyniosłą dłoń do pocałunku...

Stwórco! — patrząc na formę tak czystą,
Już cię wielbię, gorący artysto,
Już kwituję z naszych rozrachunków...

Rabat, kwiecień 1934.




SMUTNY KTOŚ I BIEDNY NIKT

Ktoś ma dziś serce chore
W tę zimną, nocną
porę...

Dyga spłoszona świeca,
Wicher dmucha
do pieca...

Jęczy, płacze w kominie
Ten, co mu Nikt
na imię...

Ktoś jest zły, Ktoś ma dosyć,
A Nikt płacze
po nocy...


Źle Komuś, złe Nikomu,
I w przestrzeni
i w domu...

Nikt gra na smętnym flecie
I śpiewa
o zaświecie...

Ktoś, co chce zostać Nikim
Słucha jego
muzyki...

Słucha... potrząsa głową...
Odkłada broń
gotową...




USARZ SKRZYDLATY

(Naszemu lotnictwu poświęcam)

Na ornem polu, w potyczce, przed laty,
Skrzydłem ku ziemi padł usarz skrzydlaty...

I przeszedł po nim pułk tatarskiej jazdy:
Z ram szaropiórych pozostały drzazgi.

Leżał i krwawił wojennym zwyczajem
Aż się zespolił z jesienią i majem,

Z kwiatem łubinu i z kwiatem lucerny,
Ten lotnik konny, towarzysz pancerny...

Lecz dzisiaj — ożył! — Powstał z wielką mocą
I już, nad hełmem, lotki mu łopocą!


Biegnie, chce konia dopędzić w oddali!
Pomoc wichury niesie go na fali,

Skrzydła mu rosną, w sercu ogień błyska,
Nad szmaragdowym snem pobojowiska...

Leci naoślep, zjawą huczną, siną,
Aż się wirażem ku niebu wywinął

I wchodzi z szumem na obłoki złote,
I krąży w słońcu polskim samolotem.




ENTHAUPTET!

Raz chiromantka,
W dłoniach lekkich jak dwie lilje
Dojrzała ciekawe linje...
«Gdyby nie wiek dwudziesty,
Ręczyłabym za to,
Że zetną paniom głowy, Benito,
Renato,
Gdyby nie wiek dwudziesty!» —
I śmiała się wieszczka,
Patrząc w liljowe garście, znaczone złowieszczo.
.................
Słaniała się Benita,
Zemdlała Renata, —
Ocucone, świadomie poszły w ręce kata.
Stanął, z toporem,
Rzeźnik, mięśniami sękaty,

Odwalił się oburącz
I zarąbał kwiaty.
Choć wiotką jak łodyga
Jest szyja kobiety,
By w nią uderzyć — trzeba teutona, atlety!

Platynowa Renato, złocista Benito!
Natura klęła wichrem, kiedy was zabito,
Klęła wichrem,
Patrzących szarpała, jak matka,
Która niegodne córki wielbi doostatka...

Powiało świeżą grozą pośród nowin świata!
W oddal toczą się głowy:
Benita!... Renata!...
Kto je dojrzy, skrwawione, tego w gardle dławi!
Wstyd za ludzkość,
Jej sądy, powagę, nienawiść!
.................
Wyrok wydali Niemcy,
W mętny dzień zimowy,
Na pniu tępej tyranji
Sami tracąc głowy...




NIEPOROZUMIENIE

Oto jaśnieje wieniec: galaktyka...
Oto zanosi się na śpiew słowika,
Na głos miłości, obcy ziemskim więzom...
W jaśminach — szelest...
Kotka czarno-siwa
Czeka i myśli:
«Śpiewające mięso
Da znać za chwilę gdzie go poszukiwać...»




KWAŚNA HAFCIARKA

Haftując piękną różę z ośrodkiem z «toleda»
Wzruszyła ramionami: ot, praca i bieda!

Przy robocie Amora wśród wieńców i wstążek,
Wspomniała przejścia swoje: nieszczęśliwą ciążę...

A gdy w dodatku, ostrą zakłuła się igłą,
Pociemniały jej oczy zemstą niedościgłą!

Dwojąc obrazy haftu, spadały z jej powiek
Łzy — to jedno co lśniło na niej kiedykolwiek.

Wreszcie, zamkną wszy ściegów monotonne dzieje
Przegryzła biały sznurek, wiążący ją z dziełem...


Wisi smutna firanka, na oknie, po bokach,
Ale słońce unika odtąd tego okna.

Wielki komar nadleciał. Szyba mu dolega...
Jęczy zcicha na róży z ośrodkiem z «toleda».




KOCHEJLAN

Gwiaździsty, grzywą skrzydlaty,
Głową, ogonem, nogami sześciopromienny!
Oko żałobne!
Nozdrza rumiane
Jak dwa dotknięcia henny!
W czerwonej uzdy szagrynowym chrzęście
Wydzierasz się, szarpiesz,
Niby samo szczęście!




KOBIETA I BURZA

Była jak lilje, spragniona,
Aż się niebo ulitowało.
W miłosierdziu darzy ją swojem
Burzą deszczu, szumną i białą.
Wicher miota nią, jak w pokłonach,
A grzmot gromi ją, na całe miasto:
«Pij, jak lilja, skoroś spragniona!
Pij, powiadam, schnąca niewiasto!»




SZELEST MAKÓWKI

Srebrna grzechotka
Z gwiaździstą koroną —
Jakiemuż dziecku
Ją przeznaczono?

Najuboższemu,
Dziecku rozpaczy,
Gdy w objęciach nędzy
Wybucha płaczem.

Srebrna grzechotka
Z gwiaździstą koroną,
Z marką piękności
Sennie zastrzeżoną...


— Przyjm z nią,
W dziecinne serce otwarte,
To co boskie na świecie,
A grosza nie warte...








Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Maria Pawlikowska-Jasnorzewska.