Złote Gody

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Elwira Korotyńska
Tytuł Złote Gody
Podtytuł Komedyjka w 1-ym akcie
Pochodzenie Księgozbiorek Dziecięcy Nr 14
Wydawca „Nowe Wydawnictwo”
Data wydania 1934
Druk „Bristol“
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron

KSIĘGOZBIOREK DZIECIĘCY.
E. KOROTYŃSKA.

ZŁOTE
GODY.
Komedyjka w 1-ym akcie.
Złote Gody p03.jpg
NAKŁADEM „NOWEGO WYDAWNICTWA“
WARSZAWA, ul. MARSZAŁKOWSKA 141.
Druk. „BRISTOL“ Warszawa, Elektoralna 31






OSOBY.

Wacio lat 14
Karolek lat 12 bracia
Jasio lat   5
Felunia lat   6 biedna dziewczynka

Rzecz dzieje się w Warszawie. Scena przedstawia pokój, w nim stół, krzesła, książki. W dole szuflada. Na oknie stoją doniczki z kwiatami. Umeblowanie dowolne.


SCENA I.
Wacio, potem Karolek.
Wacio (chodząc po pokoju).

I coby tu za przyjemność zrobić naszej ukochanej babci na jej złote wesele? Jabym jej wszystko oddał, co posiadam... ale cóż jej z moich zabawek, moich żołnierzy lub moich malowanek? Ona nie dziecko...
Pieniędzy mam za mało, aby jej to kupić, czego warta... co pocznę? co pocznę?.. (Chodzi szybko po pokoju, założywszy za siebie ręce). Album ma bardzo piękny... tabakierkę złotą da jej tatuś, pantofle robi mamusia... Co ja kupię? co kupię?.. (chwyta się za głowę).

(Wchodzi Karolek).


Karolek.

Co tak chodzisz zrozpaczony? co się stało? Czyżby kto ci zabawki popsuł? może maleńki Jasio?.. Tatuś ci inne kupi!.. (Podchodzi do niego i całuje).

Wacio (oddając mu pocałunek).

Ależ nie, Karolku, czyżbym o to mógł się kłopotać? Idzie mi o rzecz, o wiele ważniejszą od zabawek i żołnierzy... Babci złote wesele za tydzień, cóż dać mogę takiego, coby jej było godnem? Dziadziowi łatwiej coś ofiarować, tak bardzo lubi książki, wzrok ma doskonały, czytać może, ale cóż dam babci?.. Wzrok osłabiony, doktór nie pozwolił ani czytać, ani roboty żadnej robić, a na nic drogiego zdobyć się nie potrafię, jestem za ubogi...

Karolek (przerywając).

I za litościwy!.. U ciebie nigdy grosz nie poleży w woreczku... oddasz zaraz komuś biedniejszemu od siebie...

Wacio.

O, tak! to moje największe szczęście!..

Karolek.

Ja również lubię dopomódz... ale nie z własną stratą... Dać lubię, ale gdy sam posiadam dosyć... Ale tak, jak ty, nie potrafię!.. Tybyś z siebie zdjął i oddał, tybyś i od ust swych ostatni kęs chleba oddał i udzielił potrzebującemu...


Wacio.

Nie moja to zasługa, żem taki... zresztą mam w tem swoje wyrachowanie...

Karolek.

Ty? wyrachowanie! Ach, nie udawaj!

Wacio.

Mówię prawdę... Mam w tem wyrachowanie, bo, dając drugim, jestem bardzo, bardzo szczęśliwy... A któżby nie chciał być szczęśliwym?

Karolek.

Nie zawracaj głowy swojem urojonem wyrachowaniem... Znam się na tem! Robisz dobrze, bo masz szlachetne i litośne serce... Jakżeż cię za to kocham i jak żałuję, że takim być nie mogę...


Wacio.

Nie praw mi komplementów! lepiej powiedz, co kupisz naszej babuni na złote gody?..

Karolek.

Okulary w złoto oprawne...

Wacio.

Skąd masz tyle pieniędzy?

Karolek.

Powinieneś mieć tyle, co i ja posiadam... Wszak dostaliśmy jednaką sumę na Gwiazdkę, jednaką na imieniny. Ja nie wydawałem nic, prócz kilku groszy na karmelki, ty, zapewne, porozdawałeś biedakom...

Wacio.

Mam bardzo mało, prawie nic nie znaczącą sumę...


Karolek.

Zawsze masz cośkolwiek, a za cośkolwiek można też cośkolwiek kupić... Babcia nie jest tak interesowna... Byle jaki dar uszczęśliwi ją napewno; drogą jest dla niej pamięć, nie zaś sam podarunek... Jeśli masz tak mało, że niczego kupić nie możesz, ja ci dam jedną radę...

Wacio.

Jaką? ach, mów, drogi braciszku!

Karolek.

Pożycz odemnie pieniędzy... starczy mi i dla siebie i dla ciebie...

Wacio (po chwili wahania)

O nie, drogi Karolku! za pożyczane pieniądze nie ośmieliłbym się dać w ten dzień tak uroczysty, daru... Moja droga, kochana babcia, gdyby się dowiedziała o tem, pogniewałaby się na mnie. Ona taka szlachetna i mówi mi zawsze, ze w cudze pióra stroić się nie godzi.

Karolek.

A pocóżby miała wiedzieć?

Wacio.

Przed babcią nigdy niczego nie ukrywam...

Karolek.

Waciu! przypomniałem sobie, czego babcia potrzebuje... to bardzo tanie...

Wacio (podbiegając do niego).

Cóż takiego? Mów!..

Karolek.

Stłukł się babci obrazek z nad łóżka... Taki samiuteńki jest w sklepie na Krakowskiem Przedmieściu... Kosztować będzie niedrogo, a zrobisz tem wielką babci przyjemność... Parę rubli masz?

Wacio.

O, naturalnie...

Karolek.

A więc wszystko już dobrze! Nie martw się! A jak będziesz chciał kupować, weź mnie z sobą... wskażę ci sklep i obrazek...

Wacio.

Dziękuję ci bardzo, dziękuję...

Karolek.

Za co? Przecież przyjąć niczego nie chcesz?..

Wacio.

Za dobrą radę... (Wychodzi).


SCENA II.
Karolek, potem Jasio.
Karolek (sam).

Jakieżto szlachetne serce! Co za prawość charakteru! Nie dziwię się, że go wszyscy nie tylko kochają, lecz i szanują... Wczoraj nauczyciel nasz powiedział, że słowo, dane przez Wacia, więcej znaczy, niż kogo innego przysięga... To zaszczyt mieć takiego brata!..

(Wchodzi mały Jasio i staje z paluszkiem w buzi u progu pokoju).


Karolek.

A co powie Jasieńko?

Jaś.

Myślałem, że tu jest Wacio...


Karolek.

A czego chcesz od Wacia...

Jaś.

Cukierka...

Karolek.

A czy to Wacio ma cukiernię?

Jaś.

Ma... w tej szufladzie...

Karolek (zagląda do szuflady)

Leży tu jeden karmelek, ale nie wiem, czy mogę go dać bez Wacia...

Jaś.

To dla mnie... codzień jeden dostaję... Daj, bo będę płakać..

Karolek.

Toś ty taki! Masz i uciekaj, żebyś czego nie oberwał odemnie! Widzicie! grozi, że będzie płakał... (Jaś bierze karmelek i wychodzi).

Karolek.

Jabym sam się ze wzruszenia rozpłakał! Cóżto za wielkie serce tego Wacia.. Dostajemy codziennie po karmelku od babci... a on, taki amator cukierków, oddaje temu malcowi... Jakiż on szlachetny!.. (Wychodzi — po chwili wbiega Wacio, otwiera szufladę, wydobywa stamtąd portmonetkę i wychodzi). (W chwilę po nim wraca mały Jasio i, widząc, że nikogo niema w pokoju, bierze z kąta pudełko z żołnierzami i inne zabawki i wybiega z pokoju).

Wacio
(wraca i chodzi gorączkowo po pokoju.)

Co robić? — na obrazek mam zamało pieniędzy? Musiałem dać tej biednej kobiecie trochę monety na lekarstwo dla jej córeczki, bo i cóżby biedaczka zrobiła? Nikogo nie ma na świecie, mąż zginął na wojnie... syn starszy dogorywa w szpitalu... ona sama niezdrowa, a tu malutka Felunia zachorowała na kaszel... Musi ją ratować, a za co? Już wszystko posprzedawała, pozastawiała w lombardzie... Doktór, do którego poszedłem, mówił, że dziecko wyzdrowieje, jeśli zaraz leczyć je zacznę... Oddałem prawie wszystko, com miał, a miałem niedużo... I co teraz będzie? co powie babcia, że o niej nie pamiętałem, co tatuś i mamusia pomyślą, jakie o mnie wyobrażenie mieć będą wszyscy znajomi, na uroczystości obecni?.. Ha, trudno! stało się! upokorzenie mieć będę z jednej strony, a z drugiej zadowolenie ze spełnionego dobrego uczynku!.. (Wychodzi).


SCENA III.
Wacio i Karolek potem Felunia.
Karolek.

Patrz, kupiłem już okulary dla babci a książkę dla dziadusia... Kazałem ją ładnie oprawić i dać klamry... Może pójdziemy po ten obrazek?..

Wacio.

O, nie, jeszcze nie...

Karolek.

Przecież jutro od rana uroczystość...

Wacio.

Wiem, o, wiem aż nadto dobrze! Nie potrzeba mi przypominać, pamiętam!..


Karolek.

Czy gniewasz się na mnie, że ci przypomniałem? Nie chciałem ci zrobić przykrości... tylko widzisz... dziś mamy tylko czas do 7-ej, potem zamykają sklepy, a jutro rano aż do 9-ej zamknięte... czy zdążymy?

Wacio.

Nie mam do czego zdążać!

Karolek.

Jakto? Nic nie rozumiem.

Wacio.

Nie mam za co kupować!

Karolek.


[1]

Wacio.

To, com powiedział!

Karolek.

Nie masz ani grosza?


Wacio.

Prawie ani grosza!

Karolek.

Żartujesz!

Wacio.

Nie w głowie mi żarty!

Karolek.

Czy ci kto pieniądze wyciągnął z szuflady?

Wacio.

Sam je wyciągnąłem!

Karolek.

Nie kryj niczego przedemną, może ci poradzę!.

Wacio.

Nic, nic mi nie poradzisz! Ach, jak mi przykro, że to właśnie dla mojej ukochanej babci nie mam na podarunek!...

Karolek.

A dziadziowi kupiłeś cośkolwiek?

Wacio.

Kupiłem „Sennik“ bo tak chciał go posiadać!...

Karolek (prosząco).

Weź Waciu odemnie parę złotych na ten obrazek dla babci... oddasz mi potem...

Wacio.

O, nie, nie! nie kuś, Karolku... Przeniosę to upokorzenie...

Karolek.

A czy można się spytać, co stało się z pieniędzmi, które miałeś na obrazek dla babci?
(Pukanie do drzwi). Proszę!.. (Wchodzi mała, nędznie odziana dziewczynka i staje nieśmiało u progu).

Wacio.

Oto moja odpowiedź!

Karolek.

Aha! już wiem... Domyślałem się tego... Jej pewnie oddałeś?

Wacio.

Nie jej, ale na nią... była bardzo chora, doktór zapisał lekarstwa, a u matki jej ani grosza... Umarłaby, gdyby jej nie ratowano... (do dziewczynki) Cóż powiesz Feluniu?.. Czyś zdrowa?

Felunia.

O, tak, paniczu, matula kazali wam podziękować i powiedzieć, że wam tego nie zapomni... (chce go pocałować w rękę).

Wacio (głaszcząc ją po główce).

O, nie, nie! nie trzeba całować, a matuli swojej powiedz, że zawsze, ile razy zdarzy się nieszczęście, może przyjść do mnie po ratunek... Jeśli będę mógł, pomogę!..
Pewnieś głodna... weź ten kawałek chleba z masłem... mnie się jeść nie chce... jadłem już obiad!..

(Felunia chce wychodzić, Karolek ją zatrzymuje i coś szepce, wtykając do ręki swój kawałek chleba i jabłko).


Felunia.

Dobrze, dobrze, paniczu! przyjdę raniusieńko, a niech Bóg zapłaci paniczom za kolację... (Wychodzi).

Karolek
(rzuca się na szyję Wacia z okrzykiem:)

Szlachetny!..


Wacio.

I tyś litościwy! biedna matka będzie miała kolację!..

SCENA IV.
Karolek, Wacio potem Felunia.
Karolek (wbiega).

Waciu! babcia już ubrana i dziaduś także. Pójdą teraz do salonu przyjmować od wszystkich życzenia... I my zaraz pójdziemy... przygotuj „Sennik“ dla dziadusia...

Wacio (jakby nie słyszał)

Jak wejdę, co powiem tej najukochańszej? jak wytłomaczę się z tego? Czy starczy mi sił i odwagi do wypowiedzenia tego, co mam powiedzieć?
Nie żałuję tego, com uczynił dla tego nieszczęśliwego dziecka, ale przykro mi, bardzo przykro, że babci nic ofiarować nie mogę...

Karolek.

Ofiarujesz, braciszku, ofiarujesz, więcej, niż my wszyscy... twój podarek najbardziej babcię ucieszy, zaraz go będziesz miał... czekamy na niego!..

Wacio (przybiegając do Karolka).

Nie, nie przyjmę, nie przyjmę od ciebie tego obrazka! Napróżno po niego posłałeś!.. Powiem babci, że to od ciebie... Nie chcę, nie chcę!..

Karolek (śmiejąc się).

Ależ to nie obrazek! Ani myślałem o tem! Wiem, że nie ofiarowałbyś tego babci, gdyż nie za twoje pieniądze kupiony!.. Podarek będzie twój własny!.. (Słychać ciche pukanie, Karolek biegnie otwierać i wprowadza Felunię).

Przypisy

  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; brakuje tekstu przypisanego do Karolka.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Elwira Korotyńska.