Strona:Złote Gody.djvu/23

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   21   —

go nie zapomni... (chce go pocałować w rękę).

Wacio (głaszcząc ją po główce).

O, nie, nie! nie trzeba całować, a matuli swojej powiedz, że zawsze, ile razy zdarzy się nieszczęście, może przyjść do mnie po ratunek... Jeśli będę mógł, pomogę!..
Pewnieś głodna... weź ten kawałek chleba z masłem... mnie się jeść nie chce... jadłem już obiad!..

(Felunia chce wychodzić, Karolek ją zatrzymuje i coś szepce, wtykając do ręki swój kawałek chleba i jabłko).


Felunia.

Dobrze, dobrze, paniczu! przyjdę raniusieńko, a niech Bóg zapłaci paniczom za kolację... (Wychodzi).

Karolek
(rzuca się na szyję Wacia z okrzykiem:)

Szlachetny!..