Balowe pantofelki

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Elwira Korotyńska
Tytuł Balowe pantofelki
Podtytuł Baśń fantastyczna
Pochodzenie Księgozbiorek Dziecięcy Nr 42
Wydawca Wydawnictwo Księgarni Nakładowej
Data wydania 1929
Druk W. Kucharski i S-ka
Miejsce wyd. Warszawa
Ilustrator anonimowy
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron

KSIĘGOZBIOREK DZIECIĘCY.


Balowe
pantofelki.
Baśń fantastyczna
przez Elwirę K.
Z ilustracjami.
WYDAWNICTWO
KSIĘGARNI NAKŁADOWEJ W WARSZAWIE
ul. Marszałkowska № 114.
Druk. W. Kucharski i S-ka., Warszawa, Chłodna 27






Pewien król miał dwanaście ślicznych córek. Wszystkie one sypiały w ogromnej, atłasem wybitej sali, na złotych rzeźbionych łóżkach, otoczone wielkim przepychem i zbytkiem.
Król był bardzo bogaty. Skarbiec jego był pełen najkosztowniejszych kamieni i pieniędzy, których zliczyć największy matematyk nie umiałby napewno. Leżały te bogactwa na podłodze i w skrzyniach, rozwieszone były na ścianach, a co pozakopywanych, tego i sam król nie wiedział, tak cała pieczara i cały ogród podkopany był na pomieszczenie bogactw niezliczonych.
Żona króla cudna Mirosława została porwaną pewnego razu przez olbrzyma Wiatronoga i choć rycerz Żelazny odebrał ją po długotrwałej walce i przywiózł z powrotem do króla, Mirosława gasła powoli z przebytego przerażenia, aż pewnego razu umarła na rękach zrozpaczonego króla, prosząc go, aby dla córek nie żenił się po raz drugi.
Król przysiągł i przysięgi dotrzymał. Pilnował córek jak oka w głowie, kochał je i kształcił wysoko.
I zdawałoby się, że możnemu królowi niczego już do szczęścia nie braknie, że te piękne marmurowe pałace, te skarby drogocenne i te cudnej urody córki powinnyby go uszczęśliwić...

Niestety, król miał wielkie zmartwienie i pomimo wielkich majętności usunąć go nie był w stanie, a nietylko on, lecz i ci wszyscy, którzy starali się mu dopomódz.
Balowe pantofelki p07.jpg

Strzeżone i zamykane na klucz przez samego króla co noc królewny, wychodziły gdzieś ukradkiem i tańczyły. Ślady tego zostawały na zszorowanych od tańca pantofelkach, na zdartych nawet zelówkach.
Codziennie oglądał król ich obuwie i chociażby codziennie kupowano nowe, zawsze po nocy zdarte były lub bardzo zniszczone tańcem.
W jaki sposób się to działo, co to było? nikt dociec tego nie był w możności.
Król obiecywał rękę jednej z córek i ogromne bogactwa temu, coby odkrył tę tajemnicę, ale wszystko było daremne.
Śmiałek szedł na noc, nocował tuż obok sali królewien, w murze miał małe okienko, aby widzieć, czy nie wychodzą, i dopilnować nie mógł. Porywał go sen głęboki i spał noc całą, a królewny gdzieś wychodziły bezkarnie. Każdy taki, po trzech dniach nie dowiedziawszy się tajemnicy, bywał ścięty.
Zdarzyło się, że syn pewnego króla z krajów sąsiednich chciał dociec tej tajemnicy i uzyskać rękę jednej z królewskich córek.
Ułożono go obok sali sypialnej królewien i zostawiono trzy dni do odkrycia tajemnicy.
Zaledwie się położył, ciężar padł mu na oczy i zasnął. Na drugi i trzeci dzień powtórzyło się toż samo i biedny książe stracił swe młode życie, nie dowiedziawszy się niczego więcej nad innych, co tu sypiali, w celu dojścia do tajemnicy.
Pewnego razu, drogą, wiodącą do pałacu króla, szedł biedny, nędznie odziany żołnierz. Raniony podczas wojny, nie mogąc już dłużej służyć, skierował się ku miastu, mając nadzieję, że robotę jaką znaleźć potrafi.
Szedł tak zamyślony, że nie spostrzegł dziwnej zbliżającej się do niego postaci. Była to kobieta w długiej białej sukni, opasanej skórzanym pasem, na głowie miała dziwnej formy stożkowaty kapelusz, w jednem ręku trzymała laskę, na drugiej zawieszony był płaszcz szarego koloru.
Natknęła się na zadumanego żołnierza, mówiąc:
— Dokąd idziesz żołnierzyku i jaki masz cel przed sobą?
— Do miasta, dobra pani — odrzekł żołnierz — idę szukać zajęcia, a może, może... — dodał, śmiejąc się — odkryję tajemnicę królewien i jednej z nich rękę otrzymam...
— Nie ma nic w tem trudnego — odpowiedziała wróżka — odkryjesz napewno, jeśli nie będziesz pił wina, którem ciebie królewny będą częstowały i jeśli nie zaśniesz... Idź śmiało, mój zuchu, a żebyś nie był widzialnym, gdy towarzyszyć im będziesz w ich wyprawie, daję ci płaszcz... Włóż go, gdy będą wychodziły na tajemniczą wycieczkę z tańcami, a nie zobaczą cię wcale...
Mówiła to zupełnie poważnie, radząc, aby szedł do króla i przedstawił się jako chcący odkryć tajemnicę jego córek, uwierzył więc żołnierz, nabrał odwagi i wziąwszy płaszcz z rąk wróżki i podziękowawszy za wszystko, ku pałacowi podążył.
Przyjęto go tak życzliwie jak i innych, dano suknie królewskie i zaprowadzono do komnatki, przylegającej do sypialni królewien.
Gdy już miał się położyć, przyszła najstarsza z córek królewskich i ofiarowała mu cały róg wina, prosząc, aby wypił przed spaniem.
Żołnierz lubił wino, ale przypomniał sobie o radzie napotkanej wróżki i wziąwszy róg w rękę, udawał, że pije, tymczasem trzymana pod brodą gąbka wciągała w siebie napój.
Królewna, sądząc że wypił, uradowana pobiegła do sióstr, śmiejąc się z żołnierza, który jak i inni jego poprzednicy, nie odkryje niczego i uciętą będzie miał głowę.
Żołnierz tymczasem ułożył się wygodnie w miękkich puchach i zaczął chrapać. A chrapał tak głośno, że aż echo rozchodziło się po całej sypialnej sali, gdzie królewny ubierały się do wyjścia.
Udawał wybornie, a gdy jedna z królewien podeszła do niego ze światłem, żeby zobaczyć, czy śpi głęboko i czy wyruszyć już w drogę by mogły, żołnierz zachrapnął tak silnie, aż królewny zlękły się i ze śmiechem trwożliwym uciekać szybko poczęły...
— Nowa ofiara! — zawołała ucieszona najstarsza królewna. — Że też im się chce kłaść głowy za nas!.. Cha, cha, cha! jak on dziwnie chrapie! Słoń nawet ciszej od niego zasypia!.. Śmiały się, dokazywały, strojąc się w wykwintne szaty i kładąc na nogi balowe swe pantofelki.
Tylko najmłodsza królewna dziwnie ponure miała przeczucia, wciąż mówiła siostrom, że jej się zdaje, iż spotka je wszystkie jakieś nieszczęście.
Siostry wyśmiewały jej trwogę i nazywały głuptaskiem.
— Niemądra jesteś — wołała najstarsza. — Zawsze masz jakieś przeczucia, które nie sprawdzają się nigdy... Żołnierz ten jak i jego poprzednicy wypił róg wina z narkotykiem i nieprędko się teraz obudzi!..
Kiedy wszystkie już były gotowe, przyszły raz jeszcze do żołnierza, aby zbadać, czy śpi mocno i czy śmiało wyruszyć mogą w swą drogę.
Zbliżywszy się, ujrzały mocno śpiącego śmiałka i nie było wątpliwości, że narkotyk rzekomo wypity na długo go uśpić potrafi.
Po upewnieniu się, że śpi, najstarsza z królewien poszła wraz z siostrami do sali, zbliżyła się do swego łóżka i uderzyła w nie cichutko. Łóżko zagłębiło się w podłogę, zrobił się przez to otwór i wszystkie królewny, jedna za drugą spuściły się przez to wyjście pod salę.
Żołnierz, zobaczywszy co się dzieje, czemprędzej wrzucił na siebie ów płaszcz niewidzialny i zdążył dobiedz do najmłodszej, która zamykała pochód aby iść za nią bez przerwy.
W połowie drogi, żołnierz niechcący nadeptał na suknię najmłodszej królewny. Krzyknęła z przestrachu, wołając na ratunek swe siostry i mówiąc, że ktoś na jej suknię nadeptał.
— Ależ, nie mów głupstw! — zawołała najstarsza — z pewnością zaczepiła się klamra o suknię, a ty zaraz takie krzyki wyprawiasz!..
Szli już kawał drogi, gdy naraz ujrzał żołnierz prześliczny czarodziejski ogród.
Jabłonie zwieszały złociste gałęzie, a mnóstwo różnokolorowych lampek oświecało wnętrze tego prześlicznego sadu.
Szedł żołnierz jak oczarowany, wreszcie pomyślał sobie: — Urwę gałąź i pokażę królowi jako dowód, żem był razem z jego córkami.
Urwał, ale podczas wyrywania rozległ się tak straszliwy trzask gałęzi i hałas, że najmłodsza z królewien znowu krzyczeć poczęła z przestrachu.
— Uciszże się raz przecie — wykrzyknęła najstarsza — doprawdy przeszkadzasz nam tylko i na drugi raz nie weźmiemy cię z sobą... Czyż nie rozumiesz, że to salwy witające nas w pobliżu miejsca, do którego dążymy!..
Królewna uspokoiła się znowu, ale na krótko. Gdyż wchodząc do drugiego ogrodu, zauważył żołnierz jabłonie z prześlicznemi srebrnemi liśćmi. Ujął więc jedną z gałęzi i urwał. Gdy chował do kieszeni, znów rozległ się trzask i hałas i najmłodsza królewna z krzykiem przestrachu pobiegła do sióstr wołając, że coś niezwykłego się dzieje.
Uspokoiła ją najstarsza, mówiąc, że to druga powitalna salwa, okazująca radość książąt z ich przybycia.
Przybywszy nad brzeg olbrzymiego jeziora, zastały dwanaście ustrojonych kwiatami łodzi, w każdej z nich siedział młody i piękny książę i wybierał dla siebie jedną z królewien.
Żołnierz przysiadł się do najmłodszej i uśmiechał się do siebie, gdy prowadzący łódź dziwił się niezwykłemu jej ciężarowi.
Na przeciwnym brzegu jeziora znajdowały się podziemne sale, wspaniałe, rzęsiście oświetlone komnaty... Przecudna muzyka rozbrzmiewała wokoło, woń rozrzuconego po posadzkach i korytarzach kwiecia napełniała powietrze.... Było tu tak pięknie, tak uroczo, że żołnierz błogosławił w duchu poczciwą wróżkę, której zawdzięczał tę wielką przyjemność.
W sali zaczęto tańczyć, żołnierz niewidzialny przyłączył się do zabawy, pił wino, którego całe butelki stały na stole i upił się trochę. Wtedy to, nie zważając na ciągły przestrach najmłodszej królewny, płatał wciąż figle i zmuszał najstarszą do ciągłego jej strofowania i polecania, żeby była cicho.
Taniec trwał do godziny trzeciej rano. Pantofelki były zupełnie zdarte, zelówki podziurawione... Znowu król będzie zmartwiony!
Książęta towarzyszyli królewnom aż do łodzi, przewieźli je przez jezioro, a żołnierz tym razem usiadł w łodzi najstarszej królewny.
Kiedy się już znaleźli na drugim brzegu, pożegnali swe tancerki i prosili, aby przyszły na noc następną.
Zanim królewne weszły na pałacowe schody, żołnierz puścił się przodem i tak się prędko ułożył, że gdy przyszły do swej sypialni, posłyszały silne chrapanie i ujrzały niby pogrążonego we śnie śmiałka.
— Nie mamy się czego obawiać, — mówiły — śpi żołnierzyk jak zabity, poskutkował narkotyk!..
Uradowane z udałej wyprawy, rozebrały się ze swych pięknych sukienek, zdjęły bardzo zniszczone buciki, pochowały w kufrach wstążki, kwiaty i balowe rękawiczki i ułożyły się do snu.
Na drugi dzień, żołnierz ani słówkiem nie wydał się, że był razem z córkami królewskiemi na tańcach, chciał bowiem być jeszcze w tym przecudnym kryształowym pałacu, widzieć czarodziejskie ogrody i przejechać się łodzią po jeziorze.
Wieczorem powtórzyło się to samo, co i nocy poprzedniej, żołnierz nie wypił wina, udawał mocno uśpionego i oczekiwał wyjścia królewien, aby im towarzyszyć.
Trzeciego dnia pantofelki królewien były tak zdarte, że musiano im nowe postawić.
Król martwił się coraz bardziej i oczekiwał po ostatniej nocy rezultatu czuwania żołnierza. Był pewny, że głowa jego, jak i innych padnie pod uderzeniem miecza i dziwnie jakoś tym razem było mu przykro. Coś go ciągnęło do tego biedaka żołnierza, co walczył w obronie ojczyzny, gotów był za nią poledz i oto padnie jak kłos ścięty za dziwactwa królewskich córek.
Ale cóż było robić? Książęta oddawali swe głowy pod miecz katowski, oszczędzać więc i jego nie można...
Nadszedł ostatni wieczór, żołnierz leżał niby uśpiony, a królewne naśmiewały się z niego, że nazajutrz będzie miał głowę ściętą...
Żołnierz, jak i poprzednio, wymknął się za niemi cichutko, włożywszy na siebie swój płaszcz niewidzialny.
Tym razem znów urwał po gałęzi z drzew srebrnych i złocistych, i zabrał ze sobą, na dowód bytności, kielich od wina.
Tańczyły królewny do samego rana, zdarły nietylko pantofle lecz i koronki na sukniach. Znużone ogromnie wróciły wraz z niewidzialnym żołnierzem do domu i ujrzawszy go śpiącym cieszyły się z jutrzejszego widowiska.
Wiedziały bowiem, a przynajmniej myślały, że wiedzą, iż padnie głowa biednego żołnierza, który zamiast czuwać nad niemi spał i chrapał noc całą na miękkiem królewskiem łożu.
Na drugi dzień, gdy przyszła chwila ukazania się przed obliczem króla, królewny przyglądały się z szyderstwem wojakowi, ale jednocześnie dziwiły się ogromnie, dlaczego twarz żołnierza jaśniała spokojem, nawet uśmiech przywarł do ust i z całej jego postaci biło wielkie zadowolenie.
Tamci, gdy przychodziła chwila stawienia się przed królem, drżeli a nawet oddawali się rozpaczy. Ten ostatni np. książe, syn królewski, łamał ręce i prosił najstarszej królewny, aby mu wyznała tajemnicę...
Obiecywał jej dużo szczęścia i miłość na całe życie głęboką...
Nie powiedziała mu nic, wolała, aby go niewinnego stracono, niż pozbawiać się tak uroczej zabawy nad jeziorem i okrywać smutkiem tych miłych i dobrych książąt...
Tak! ten żołnierz jest dziwny! Pewnie taki waleczny, tak mężny, że i strachu nawet przed śmiercią nie zazna... A może taki biedny i taki samotny, że go nic już to życie nie obchodzi?..

Tak myślały królewny, a najbardziej zaciekawiona była spokojem żołnierza najstarsza z córek królewskich. Wszak dawała mu sama napój, widziała jak pił, jak usnął — wiedzieć więc o niczem nie może... Dlaczegoż więc nic go śmierć zbliżająca się nie obchodzi?..
Balowe pantofelki p23.jpg

Poszedł żołnierz do króla, wziął puhary od wina do ręki i złociste i srebrne gałęzie... Niósł ten dowód jasny, że był razem z córkami króla, że pił wino książęce i rwał z drzew czarodziejskich gałęzie...
Widziały go schodzącego do króla królewne, a że schował puhary i złote i srebrne liście, przekonane były, że mu głowę, jak innym, zetną.
Gdy wszedł do królewskiego pokoju, ustawiły się poza drzwiami, aby słyszeć, co będzie mówił... Pewnie powie jak i tamci: — Nie widziałem nic, królu, bo mię sen porwał i ołowiem ciążyły mi oczy i przespałem noc całą bez przerwy...
Omyliła się królewna. Gdy wszedł żołnierz, wnet pokazał królowi gałęzie i puhary z podziemnego przyniesione pałacu.
Król spytał: — Gdzie moje córki zniszczyły swe pantofelki balowe?
Żołnierz odpowiedział natychmiast: — Tańcując z dwunastu książętami w podziemnym pałacu za ogromnem jeziorem, za ogrodami, w których rosną oto takie gałęzie i liście...
Z sali podziemnego pałacu przyniosłem ci, o, królu, te puhary złociste, piłem z nich przewyborne wino i zabierałem z sobą na dowód, żem był tam i widział twe córki...
Tu opowiedział wszystko jak było, w jaki sposób wychodziły córki z pałacu, jak przeprawiały się przez jezioro, jak długo tańczyły i jak je doskonale oszukiwał każdej z tych trzech nocy.
Król kazał wezwać córki i zapytał je, czy to co opowiada żołnierz, jest prawdą.
Widząc, że są odkryte, nie zapierały się wcale lecz przyznały się do swych wypraw nocnych...
Król ucieszył się bardzo, że tajemnica tak go dręcząca już została odkryta i postanowił swej obietnicy dotrzymać.
Zapytał więc żołnierza, którą z córek chciałby wziąć sobie za żonę.
Żołnierz wybrał najstarszą, mówiąc, że sam nie jest już młodym, więc będzie dla niego wiekiem najodpowiedniejsza.
Wyprawiono wspaniałe wesele, sproszono mnóstwo gości, wytoczono z piwnicy całe beczki wina i miodu, ustawiono na podwórzu stoły i dawano wszystkiego do syta tym biedakom, którzy chcieli korzystać z gościnności królewskiej. Robił to król, aby wszyscy zapamiętali sobie wesele najstarszej z jego córek i aby widzieli, jak król dotrzymuje słowa, oddając nawet prostemu żołnierzowi swe dziecko, żeby słowa danego dotrzymać.
Książęta z podziemnego pałacu za karę zaczarowani byli przez tyle lat, ile nocy tańczyli z królewnami za jeziorem. Podobno król im potem przebaczył i dał swe pozostałe córki za żony. Żołnierz oddziedziczył królestwo i długie panował lata.

KONIEC.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Elwira Korotyńska.