Mohort (Pol, 1875)/III
| <<< Dane tekstu >>> | |
| Autor | |
| Tytuł | Mohort |
| Podtytuł | Rapsod rycerski z podania |
| Pochodzenie | Dzieła Wincentego Pola wierszem i prozą; t.3 serya pierwsza: poezye (Poezye Wincentego Pola. Pierwsze wydanie zupełne. Tom II) |
| Wydawca | F.H. Richter |
| Data wyd. | 1875 |
| Druk | W. Maniecki |
| Miejsce wyd. | Lwów |
| Indeks stron | |
III. Długo toczyła Wisła swoje fale, Z przybyciem Księcia wojska narodowe
Wszystkie chorągwie wzmocnił zaciąg świéży,
I co konceptów! co dzielnéj pustoty!
A niżéj nieco zbiérały się wody,
I każdy rad téż był wytchnąć po znoju,
Siedmiu na wartę, po dwóch przed namiotem,
I sam ksiądz Rektor jeszcze przed wieczorem
Gdy się bawiono, każdy chciał zabawy,
Bo wiedział z resztą, że głodu nie będzie,
Były i panie, co jeździły konno;
Bo tu i popis i szkoła nie lada,
Łapać na arkan, ni ujeżdżać trzeba,
„A to już sławny jest ród Sahajdaczny,
Cóż Mości Książę o téj klaczy rzecze?
Wszystkich wybiega; gdy wyciągnie szyję,
A gdy wysoko książę ten dar ważył,
Po Stepach Bohu, i po stepach Rosi,
„Było to w lipcu, właśnie pod czas roju,
Opatrzył bydłem; ot i owo zgoła
A światło dane do Najświętszéj Panny; W ciszy słuchało starca całe grono, |
- ↑ Wiadomo jest, że sejm czteroletni odjął hetmanom władzę, którą aż po te czasy piastowali. Reforma ta była bardzo niepopularna w całym stanie rycérskim, który w Hetmanie skupienie swojéj siły uważał i buławę miał za czoło swego stanu. Dla samych zaś wojskowych były te reformy zgorszeniem, a to tém bardziéj, że Hetmani mieli ustąpić swéj władzy na rzecz Stanisława Augusta.
- ↑ Wiadomość o tych czasiech mam od Księcia Eustachego Sanguszki, który w owym czasie z Księciem Józefem przybył do ukraińskiéj partyi i służbą na kresach swój zawód wojskowy rozpoczął. Przybycie obudwu na Ukrainie znalazło odgłos w całym kraju, i ze wszyskich stron Polski garnęła się młodzież do służby.
- ↑ Znany jest w pojęciu artystów wschodniego kościoła typ świętego Onufrego, któremu długa i rozłożysta broda za całe okrycie służy. Na Rusi jest on czczony jako patron czystych źródeł i po wielu monastérach i pustyniach można się spotkać z posągami jego, gdzie nagi, brodą tylko własną okryty w jaskini klęczący bywa i koło źródeł ku czci ludu podany. Tradycya o ptaszkach myjących w czystych źródłach oczy przed świtem, i oczyszczania się źródeł na Jura (dniu św. Jerzego), jest wzięta z podań ruskiego ludu. Martyrologium kościoła rzymskiego, to jest poczet albo dziennik Męczenników i innych wszelakich Świętych w Krakowie u Piotrkowczyka 1591 roku wydane, tak o tym Ś. pod dniem 12. Czerwca wspomina:
W Egipcie był Ś. Onufryusz pustelnik, który na wielkiéj pustyni 60 lat świątobliwie przeżył, i sławny wielkiemi cnotami i zasługami wszedł do nieba. - ↑ Szlachcic z oracza, z rycérza oracz nie wstydził się tego, że sam skibę orze; ale kiedy orał, zatykał szablę na piérwszéj odwalonej skibie, aby każdy znał: że ten orze, co téj ziemi broni. Był to zwyczaj bardzo starożytny, który się do ostatnich przechował czasów. Basztanem nazywa się na spalonym stepie z nowiny wyorany kawał ziemi, na którym się posiewa kawony, melony, kukurydze, fasolę, ogórki.
- ↑ Starym obyczajem znane były wojsku krótkie i długie straże: na piérwszéj stał żołnierz przez godzinę; na drugiéj przez dwie — z tą tylko różnicą, że w letniéj porze roku przypadały długie straże na noc, a krótkie na dzień; przeciwnie zaś w chłodnéj porze roku krótkie na noc, dłuższe na dzień. Zmiana straży odbywały się o św. Michale i św. Stanisławie; kiedy dowódzca chciał ulżyć komendzie swojéj, lub kiedy na czatach bardzo wielkiéj czujności trzeba było, komenderował poczt na krótkie straże.
- ↑ Jenerał Pupard był to Francuz z rodu, którego Stanisław August sprowadził i oddał mu komendę brygady dwóch pułków cudzoziemskiego autoramentu. Pojął on za żonę pannę Kamieńską, któréj młodsza siostra poszła za Sławińskiego; była to osoba bardzo urodziwa i w istocie rej wodząca w owych czasiech w tém kole, w którym się obracało czoło rycérstwa polskiego na Ukrainie.
J. U. Niemcewicz wspomina w swoich pamiętnikach bardzo zaszczytnie o P. Jenerałowéj Pupardowéj i jéj siotrze, i o ludzkości ich dla siebie w położeniu tak trudném, w jakiém się pod ów czas znajdował. - ↑ Podział stad ukraińskich na hetmańskie i sułtańskie jest bardzo stary i dziś jeszcze praktykowany, z tą tylko różnicą: że stadem hetmańskiém nazywa się dziś stado Płatowa w Ukrainie zadnieprskiéj, a stadem sułtańskiém nazywają konie obecnie z trzech stad sułtanów tatarskich pochodzące. P. Ksawery i Książę Eustachy Sanguszko taki mi dał o téj rzeczy wyobrażenie: Po Firlejach przeszło stado do Scypionów, a mianowiciéj do Józefa, Marszałka Litewskiego, który miał za sobą Werenę Firlejównę, ostatnią z tego domu. Stado to było w Skałacie, gdzie i dromedary chowano. Po Wiśniowieckich i Sobieskich przeszły stada na Ukrainie puścizną do Radziwiłłów — nadto było stado Lubomirskich w Szarogrodzie — stado po Konasewiczu Sahajdacznym koni z czarną skórą było już w ów czas po wszystkich stadach rozbite, i konie z tego stada poznawano tylko po ich dzielności i téj czarnéj skórze. Nadto mieli Tarnowscy stado hetmańskie w Kahorliku, Wasilowie i Hermanówce. Giżyccy mieli pięć stad na Wołyniu, Podolu i Ukrainie, a Sanguszkowie stado w Zasławiu od bardzo już dawnych czasów krwi sułtańskiéj.
Stada dawniéjsze Wiśniowieckich i Sobieskich uprowadził Płatów z dóbr Radziwiłłowskich — stado Lubomirskich rozprzedano częściami — stado Tarnowskich, gdy Jan Jacek Tarnowski, Chorąży Halicki nie chciał złożyć homagium i żadnemu z synów Janowi, Feliksowi i Michałowi złożyć nie pozwolił, przeszło także w obce ręce wraz z starostwem Kahorlickiém, część wszakże jedna wraz z częścią majątku dostała się w ręce Proskurów i została dopiéro za dni naszych zmarnowaną, bo jak słyszę, dzisiejszy Proskura pozbył i stada. Utrzymało się tylko stado książąt Sanguszków w dawném miejscu i w tych samych rękach sułtańskiego zawodu, a konie Sanguszków mogą nam dać wyobrażenie, jakie to konie chowały się w stadach polskich. Książę Eustachy opowiadał mi, iż miał od P. Mohorta konia z stada Konasewicza, zwanego Sachajdak, na którym lat 16 gorącéj swojéj przejeździł młodości; i łzy mu stanęły w oczach, kiedym począł wypytywać o owe czase i Mohorta — z ponurym ogniem rzekł mi: „Klucz bym dziś dał za takiego konia, ale go niéma“.
Wspomniałem o orlich skrzydłach, z któremi u nóg dzielne konie się rodzą: jest to, jak się zdaje tradycya wschodnia, którą starzy Polacy przyjęli byli razem z końmi sułtańskiemi; tak bowiem nazywano u nas, jak się domyślam, nie tylko tureckie „Bachmaty“ ale i arabskie „Neżdy“ z pokolenia Anezów. Mówiono, że grzészny człowiek tych skrzydeł u źrebięcia nie widzi, kiedy się rodzi, że te skrzydła obłamują się, kiedy źrebie po raz piérwszy padnie na ziemię; ztąd téż od klaczy sułtańskich odbiérano źrebięta tak, jak się odbiérają dzieci.
Druga tradycya, także jak się zdaje pochodzenia wschodniego, jest o tak zwanych wichrach czyli odwrotach, gdzie się sierść na koniu w przeciwnym odwraca kierunku od całego pomusku włosa. Starzy Polacy nazywali te wichry czyli odwroty orlém piórkiem, bo koń taki, co ma odwrot, miał mieć w sobie coś z orlego przyrodzenia. Ściśle zachowałem te tradycye z odznaczeniem, co odwrot czyli orle piórko na głowie, na szyi i na piersiach znaczy. Odwrot za popręgiem znaczy śmierć jeźdzcowi, jeżeli w bój pójdzie. Źródła tych tradycyi szukaćby wypadało jednych po za Atlasem, drugich aż w pustyniach Arabii; a jednak były one żywe w kole tych rycérzy, którzy puścizną brali rycérstwo starożytnego Wschodu i konie od Wschodu.
Ci, którzy stada większe chowają, wiedzą o tém, że do nich przybywają nie raz nieproszeni goście. Koń lub kilka nie raz koni, które się do stada przybiją, bywają silne, zuchwałe, natrętne, od koni bite, odbić się nie dadzą, pasą się po roku i dłużéj po stronie, ale stada, które sobie obiorą, odstąpić nie chcą. Koń taki sprzedany na jarmarku, wraca, darowany, nawet o mil kilkanaście ucieka od nowego właściciela swego, nie daje się najeździć, niewiadomo co go goni i do stada nęci; ale przyjęty raz już do stada rozmnaża się, idzie ręką, i nie miéwa ani gańczu, ani szwanku. To się odnosi do owych myszatych koni, wspomnianych przy stadzie P. Mohorta. - ↑ Tradycya o futorze, „żelaznym ulem“ zwanym, odnosi się w czasy Hetmana Żółkiewskiego, i jest cała wzięta z podania P. Ksawerego tak, jak ją miał od P. Mohorta. Sam tekst objaśnia rzecz całą. A zajmującą byłoby rzeczą, gdyby można na Ukrainie odszukać miejsce téj starożytnéj tradycyi.
- ↑ Pieśń gminna podziśdzień śpiéwana. Twierdzą Perekopu zamknięty jest półwysep Krymu, i Perekop ten jako klucz do dziedziny Hanów Krymskich gra wielką rolę w tradycyach i pieśniach ukraińskiego ludu.
- ↑ Najwięcéj kwestyi, jak mówiłem, wywołał ustęp o koniach, bo nawet sam P. Aleksander Fredro powiedział: „Bój się Boga, a zkąd-że-to? z kimżeś się naradzał?“ Otóż na te wszystkie kwestye najobszerniéj odpowiedziéć, widzę się zmuszonym. W miarę tego, jak mi rzucano kwestye wątpliwości i zapytania, już po piérwszém wydaniu Mohorta, spisałem to wszystko, com wiedział o koniach; a że to nam starszym pisarzom dziś się odzywać nie wolno i nie wypada, bo głos zajęli luźni ludzie w pismach publicznych, przy których otworzystém zdaniu milczéć nam tylko przystoi — więc sformułowałem rzecz o koniach, spisałem to wszystko, com wiedział i podałem szanownemu memu przyjacielowi P. Marcelemu Jawornickiemu bezimiennie do Tygodnika Rolniczego Krakowskiego, który redaguje. Bo dziś wolno nam się odzywać tylko bezimiennie i w pismach rolniczych, odkąd zaprotestowano przeciwko temu, że filozof i historyk nie potrzebuje kanwy od poety. Gdyby ci panowie widywali się z Arystotelesem, odesłalibyśmy ich do Arystotelesa, jak poetę i historyka sądzi, — gdyby umieli ocenić Michała Wiszniewskiego, odesłalibyśmy ich do niego, bo on jeszcze mówi o kunszcie historycznym, ale że o koniach i stadzie mowa, trzaśniemy sobie na odprawę z harapa, a zostawiając adeptów literatury na stronie, podajemy tu trzy artykuły o koniach, tak jakeśmy je wówczas spisali dla P. Marcelego Jawornickiego:
1sze o angielskich koniach i wyścigach u nas,
2gie o tarantowatych i srokatych koniach,
3cie o maściach i odmianach w koniach.I.O angielskich koniach i wyścigach u nas.Ulepszenia i reformy gospodarskie biorą u nas częstokroć początek z jakiegoś gorączkowego szału i występują w formie wyraźnego najazdu na kraj, pociągając za sobą ledwo nie te same skutki, co najazdy.
Tego rodzaju najazdem była mania angielskich koni i wyścigów konnych, na sposób angielski urządzonych. Dziś, kiedy ta gorączka już przeszła, warto się zastanowić nad tym epizodem gospodarskim: zkąd się ta anglomania wzięła? dla czego się tak epidemicznie szerzyła? i jakie w końcu po sobie zostawiła skutki?
Warto się mówię zastanowić nad tém, bo uważam to od kilkudziesięciu lat, że nas tego rodzaju gorączki nachodzą perjodycznie, i kiedy manja chowania angielskich koni i wyścigów konnych trochę przeminęła, zapewne jest coś nowego za pasem, na co się rzucimy z gorliwością, nowatorstwu właściwą.
Wracając do chowu koni angielskich u nas, musimy począć genetycznie, zkąd się to wzięło? — Od czasu jak Francuzi bardzo miarę przebrali w radykalnych opinijach politycznych i w przekształcaniu dowolném a gwałtowném społeczeństwa swego, odezwała się w nas instynktowo, że tak powiém, jakaś poczciwsza zachowawcza żyłka; — ale miasto tego, żebyśmy w tym kierunku umysłów i spraw mieli byli powrócić do Boga, do poczciwych zwyczajów domu, do poważnych obyczajów narodu, do języka, do tradycyi w księgach i w życiu, do pracy i wsi, a w końcu do gospodarstwa, któreby w moralnych pobudkach czerpało siły materjalne, miasto tego rzuciliśmy się od francuzczyzny na anglomanją, upatrując w instytucyach angielskich większą rękojmię dla społeczeństwa, które z historycznéj posady swojej dotąd nie zostało wyparte.
To studijum, że tak powiem, instytucyi angielskich, angielskich obyczajów, angielskiego gospodarstwa, doprowadziło wszakże do bardzo dziwacznego skutku: bo wyrastając z zupełnie inszéj przeszłości, żyjąc pod zupełnie innemi instytucyami i w innym zupełnie kraju, pod wpływem zupełnie innych okoliczności i stosunków, zamierzyliśmy sobie dojść do tych samych rezultatów: w skutek tego założenia wzięliśmy się, między innemi, do chowu angielskich koni, a tu jeszcze poczęliśmy chów angielskich koni od tego, na czém go w Anglii skończono, to jest od wyścigów konnych.
Już z góry było to wielkie absurdum: bo rasa naszych krajowych koni, bez względu na pojedyńcze stada i stajnie, bez względu na indywidua, nie ma cała żadnej analogji z germańskiemi rasami koni; a jużciż w teorji krzyżowania ras jest to jedna z głównych zasad, jeżeli się nie chce dojść z tego krzyżowania do wyrodków, aby zbliżać do siebie rasy rodem, krwią i budową pokrewne i niezbyt oddalone. Tym, co bliżéj zajrzeli w te rzeczy, wiadomo jest, ile to czasu upłynęło, nim z krzyżowania pierwotnéj rasy anglo-saksońskiéj i arabskiéj wyprowadzono te rasy, jakie dziś Anglja posiada. My chcieliśmy do nich dojść do razu i wszystkie zalety angielskich koni przyswoić krajowi.
Cały ród naszych koni, poczynając od drobnych chłopskich, a kończąc na rosłych stajennych, jest albo w istocie orjentalnego pochodzenia, albo przynajmniej najbliżéj orjentalnych ras stojący, mianowicie zaś, najbliższy koni tureckich. Jakoż dowodzi tego nawet w drobnych konikach wyniosły przód, noga gładka, sierść krótka, krew dobra, kość okrągła, a nadewszystko to, że byle lepiéj nieco chowane, byle z rasą tureckich koni zetknięte, a zaraz poczynają rodzić coraz roślejsze konie i odradzają wszystkie zalety, świadczące o pierwotném pochodzeniu swojém: ten sam skutek ma także poprawa rosłych naszych koni przez arabskie, jak drobnych przez tureckie, słowem mówiąc, tylko orjentalna krew może poprawić chów naszych koni. Jeżeli więc sprowadzeniem koni angielskich zamierzaliśmy podnieść chów krajowych koni, to cel był zupełnie i już z góry chybiony, bo niewłaściwą płonkę obrano do szczepienia, — jakoż okazało to się w skutkach, bo miasto uszlachetnienia rasy miejscowéj, napłodziło się z tego krzyżowania ras mnóstwo wyrodków i dziwolągów, lub tam tylko udały się piękne źrebięta po angielskich ogierach, gdzie w angielskim ogierze była przewaga krwi arabskiéj, a tém samém, gdzie, lubo nie wprost, ale pośrednio była pewna analogja rasy.
Dalecy tu jesteśmy od tego, ażebymy nie mieli uznawać wielkich zalet koni angielskich wszakże i w Anglii chowa się kilka ras różnych, do różnego użytku; chcieć zaś tego, aby się angielskie konie tak samo i takie same chowały u nas jak w Anglii, wychodzi to na jedno, co chcieć znieść różnice krwi, klimatu, gleby, wychodzi to na jedno, jakbyśmy żądali od żyta, żeby było pszenicą, od owsa, żeby był jęczmieniem. U nas wszakże nie o ten szkopuł jeszcze rozbił się chów angielskich koni, ale właściwie o to, że inne jest u nas przeznaczenie i użycie konia a inne w Anglji.
Pomiędzy koniem, ziemią a człowiekiem jest bowiem także pokrewieństwo, niemniéj, jak pomiędzy temperamentem konia a charakterem jeźdźca.
Angielski koń osadza się właściwie na przodzie — my lubimy osadzać konia na zadzie — angielski koń jest niedoścignięty, ale w prostéj linji, jak lokomotywa — my lubimy konia zwrotnego, jak to mówią wolta na talérzu, kiedy angielskiemu tę woltę z dziś na jutro zapowiadać trzeba — angielski koń ma ostre kości, często, jeżeli się w pierwotną rasę wradza, spadziste, ścięte, tak zwane świńskie zady, krzyż nieużyty, pysk trudny do wyrobienia, potrzebuje ostrogi, jest często smutny i narowisty — my lubimy konia czułego w wędzidle i łytce, okrągłéj kości, wesołéj krwi i fantazji bez narowu. O te tedy różnice rozbił się właściwie chów angielskich koni u nas, chociaż i wiele materjalnych przyczyn przyłożyło się do tego: bo koni angielskich nie było i jak i do czego użyć i nie było kupca na nie, a miljony wyszły z kraju na zakupno koni angielskich i na urządzenie wyścigów konnych. Była to jedném słowem rzecz czysto zbytkowa na zachcenie — fantazya pańska. Jeszczeć rozumiem tych, co sprowadziwszy volbluty angielskie zakładali małe egzotyczne stada, ale trudno zrozumieć tych, co nie mając i nie chodując angielskich koni, zapragnęli figurować na wyścigach konnych. Działo się tedy, że tego rodzaju dyletanci skupowali, gdzie można było, źrebce po angielskich koniach wychowane, albo już krwi mieszanéj — i zaledwo że anglomania przeszła kraj najazdem, a już urządzono wyścigi koni angielskich w Poznaniu, Warszawie, we Lwowie i Tarnopolu, a nawet na Ukrainie, gdzie podobno najbardziéj egzotyczną plantą jest koń angielski. Pamiętamy bardzo dobrze te czasy i ilu ludzi skrzywiło swój charakter i swe życie na téj zabawie, ile majątków podupadło lub pękło zupełnie! Bo chciało nam się do razu zostać anglikami i to nie prostymi anglikami, ale lordami dorazu. Nie dość było sprowadzić lub nabyć konie angielskie w kraju z niesłychanym nakładem, ale trzeba było sprowadzać koniuszych i trenerów z Anglji, zakładać wyraźne szkoły żokejów, urządzać areny i pastewniki angielskie, urządzać kosztowne stajnie, kosztowne zabawy, płacić grube wkupne do klubów, dawać wielkie nagrody, robić wielkie zakłady; słowem, przyłożywszy skalę majątku lordów angielskich do naszych biédnych i szlacheckich fortun, zabawiliśmy się pięknie, ale nie długo!
Jakoż śmieszna emulacya, która zawsze przeprawia o ruinę majątki szlacheckie, ślepe i bezrozumne naśladownictwo, chęć okazania się wszystkiém inném, byle nie tém, czém się jest, złe ocenienie własnego położenia i potrzeb kraju — to napędziło wielu na tę drogę anglomanji i przyłożyło się do rozszerzenia przekonania, że niema konia jak tylko volblut angielski i że przeznaczeniem konia jest figurować na wyścigach.
Dziwna tedy rzecz — a właściwie bardzo naturalna i prawdziwa — że to samo, co się w Anglji przyczyniło i przyczynia do wzrostu hodowli koni, to jest, że wyścigi konne przyczyniły się u nas do upadku chowu koni, bo chcąc dojść do doskonałości volblutów angielskich, zaniedbaliśmy chów wszystkich innych ras, mierząc zaletami volbluta zalety w ogólności konia. W poniewierkę poszło tedy co swoje, bo niepodobieństwem było przerodzić krajowe stada i stajnie, a cała uwaga była tylko zwrócona na rasę angielską. Najznakomitsze krajowe stada poszły w lekkocenienie i pogardę; więc to, co istotnie miało i ma wielką wartość, tém poczęto pomiatać, to poczęto zaniedbywać; gdy z drugiéj strony w krzyżowaniu angielskiéj rasy z naszémi końmi doszliśmy do dziwolągów i wyrodków niezdatnych do niczego.
Na tém więc skończył się ów epizod chowu angielskich koni i upowszechnionych angielskich wyścigów, u nas przynajmniéj; a w miarę tego, jak ta manja, która tyle kosztowała, przemija, przychodzimy znowu do ocenienia zalet własnych stad i koni uszlachetnionych przez tureckie i arabskie ogiery, i daj Boże! żeby się ten smutny epizod na tém tylko kończył, że kilkanaście lat w uszlachetnieniu własnych ras, ras krajowych jest straconych, i żebyśmy tam znowu, pod względem chowu koni, stanąć mogli, gdzieśmy przed dwudziestu pięciu laty stali.
II.KILKA SŁÓWo tarantowatych i srokatych koniach.Jak do wszystkiego poczyna świat zwolna powracać, co bez potrzeby zarzucił, czego w swym czasie ocenić nie umiał, tak téż powraca dziś znowu do chowu srokatych i tarantowatych koni.
Jeżeli się tu kogo radzić wypada i niezawodnie można, to staropolskiéj hippiki, która, nietylko że przywiązywała wielkie znaczenie do maści konia, ale nadto jeszcze umiała każdy znak na koniu położony odczytać niejako i tłumaczyć jego znaczenie podług odwiecznych praktyk i właściwego daru obserwacyi. Wszędzie widzimy toż samo, gdzie się od wieków sławne hodują konie i gdzie chów koni jest związany z życiem i powołaniem człowieka i narodu.
Według téj tedy tradycyjnéj hippiki jest maść tarantowata pierwotnie pochodzenia perskiego, a dostała się do nas od Tatarów. Brudno kasztanowata lub dropiata tarantowacizna na skórze lśniącej białości, o cielisto-różowawych chrapach i nozdrzach, o takiém samém podkasaniu, lekkiéj bardzo grzywie i nikłym ogonie — to jest maść piérwotna i oryginalna tarantów, którą tém wyżéj ceniono, jeżeli nadto róg kopyt był czarny i lśniący, kształt obłączysty, pęcina krótko związana, oko czarne i wypukłe, wyrost szyi koguci, cętki tarantowacizny równe, jajkowatego kształtu, mało co większe od jaja, i co raz drobniejsze ku szyi i głowie, tak, że się w końcu na głowie i nogach w dół kończyły grubą hreczką lub jednostajną ciemną maścią. Pierwotne tarantowate konie nie były rosłe, jak wszystkie orjentalne rasy, i miały wszystkie ich zalety, a zrażało to tylko u nas do nich, że niemiały pięknych ogonów, bo zazwyczaj od spodu zawsze nagie, a tylko z wierzchu rzadkim, niezbyt długim, a często i krętym włosieniem pokryte — tak zwane pytki. — Pochodzi to ztąd, że zawsze tylko jedna maść daje włosień na ogonie; albo obrastają centki, co się częściéj zdarza, albo porasta włos biały a centki są nagie, co już do zalet w téj maści liczono, kiedy tarant miał ogon biały. Grzywa biała zdarza się tylko u ogierów i należy do najpiękniejszych odmian w téj maści.
Zrażało tedy, jak mówię, u nas do tarantów, że nie miały pięknych ogonów, a wyjątkowo tylko bogatą kądziel. Kiedy więc w całej Europie, na wzór okazałego hiszpańskiego dworu, poczęto już w XVII wieku urządzać kalwakaty i cugi dworskie, sprowadzono i do nas hiszpańskie i neapolitańskie konie, i ztąd powstały taranty rosłe i taranty z lepszémi ogonami; bo, jak wiadomo, są hiszpańskie i neapolitańskie konie także przez arabskie poprawione, ale zachowały wielkość domowéj rasy, silne grzywy i ogony, horbonosy, silne piersi i ogromny wyrost szyi.
Przez rozrodzenie i skrzyżowanie zmieniła się pierwotna tarantowacizna w żelazne, kare, gniade, na siwe nawet centki. Te taranty wszakże nie są już ani tych zalet, co oryginalue, ani téj wartości. Tarantowane konie cugowe i rosłe księżnéj Marszałkowéj Lubomirskiéj, od których wielu u nas wywodzi pochodzenie tarantów, były z za granicy dla niéj sprowadzone, ale książę Wojewoda Ruski miał odwieczne stado perskich oryginalnych tarantów, z którego pod wierzch lekkie brano konie. Dziś pozostały resztki tego stada w Złotnikach na Podolu i ztąd się znowu ta maść rozmnaża.
Tarantowate konie bywały cenione, bo zaletą téj maści jest: wielka krew, silna więź, gładki fel i rączość bez narowu. Taranty wyrastają długo, późno do pracy wzięte służą długo i żyją bardzo długo.
Ród idzie tu głównie po ojcu, nie po matce, jak u innych oryentalnych koni; a nietylko zalety rodu, ale nawet i maść. Chciawszy się tedy dochować stada tarantowatych koni, nie dosyć jest mieć tarantowate klacze (których się stosunkowo zawsze mniéj w téj maści rodzi), ale potrzeba mieć ogiera taranta; bo klacz każdéj prawie maści rodzi tu w ogiera — doświadczono nawet tego, że klacz nietarantowata rodzi źrebięta z najregularniejszémi centkami, z piekniejszémi nierównie częstokroć, niż je nawet miał ojciec, kiedy źrebięta po samych tarantach widocznie się zwodzą bo miewają dziwaczną i przykrą tarantowaciznę, a czasem przechodzą w dzikie maści, po których się tarantowacizna przerzuca.
Co do srokatych koni, te są krajowego zawodu, a w piękniejszych i dzielniejszych koniach może już ostatkami pierwotnéj polskiej rasy, naznaczonéj tylko widocznéj dziś już jedynie w téj maści.
Srokacizny nie ma nigdzie pierwotnéj, tak jak jest tarantowacizna; a regularna srokacizna dowodzi odwiecznego starania w hodowaniu koni i najstaranniejszego krzyżowania ras i maści: ztąd téż zdarzy się u nas częstokroć znaleźć i ocenić w srokatym koniu zalety i piękności, choć nie jest, jak to mówią: wielkiego rodu i wysokiego żłobu, jakich nawet rasowe konie, tak zwane piérwszéj ręki, nie posiadają.
Najlepszym dowodem, że koń srokaty jest tylko skutkiem odwiecznej hodowli koni w ręku i za staraniem ludzkiém, jest to, że srokatych koni niema tam, gdzie się konie nawpół dziko chowają w tabunach, dopiéro Zawodzkie stada poczynają mieć srokaciznę; ztąd téż jest tradycya między koniarzami na Ukrainie, że kto do Ordy tatarskiéj stepami zimą jeździł, nie brał nigdy srokatych koni w drogę, bo koń srokaty nie wygrzebie sobie paszy z pod śniegu; przeciwnie zaś zachwalono bardzo srokate konie z powodu ich odwagi na konie wojenne i myśliwskie, bo mają wiele bystrości, pojętności, czujności na straży i stanowisku, nie boją się źwierza, ognia ni wrzawy.
Uderzają nieraz w srokatym koniu drobnym szczegóły tak piękne, iż nie umiemy sobie zdać sprawy, czemu to przepisać? a rzeczywiście leży to w bardzo starożytném pochodzeniu i krwi szlachetnéj, która się jeszcze przechowała w koniach téj maści. Co więcéj, kiedy tarantowacizna nie ma pewnych stałych cech co do kształtów i ruchów, przechowały srokate konie pewne ruchy i kształty stałe. I tak, na przykład, szérokie czoła i międzyuszy, otwarte chrapy, więź zwięzła, nizko związane nogi, szérokie, prawie rozparte zady, stęp spory i wybitny, kłus nadzwyczaj wyciągnięty, zwrot łatwy, osadzenie w miejscu, oddech silny i długi, o czém się przekonać można przy pojeniu koni, bo srokaty koń pojony zanurza łeb w wodzie wyżéj chrapów jeszcze, daléj, wielka wytrwałość, i jakem już nadmienił, odwaga, łagodność, wielka pojętność, przywiązanie do jeźdzca i miejsca, jedném słowem mówiąc, większy rozum w téj maści, niż w każdéj innéj; co dowodzi, powtarzam, że te konie są już od bardzo dawna pod ręką i w staraniu ludzkiém. Nie należy to przypisywać przypadkowi jedynie, że pod trębaczy, dojeżdżaczy, myśliwych, dają się tradycyjnie srokate konie: jest to przeciwnie wymowny dowód, świadczący o odwadze i pojętności koni téj maści. Również nie jest i to przypadkiem, że się małych chłopaczków na srokate sadza konie i że sztukmistrze wszystkich narodów starają się zawsze o nabycie małych, srokatych naszych koni, które za granicą dotąd z pojętności swojéj słyną i z łatwością wyuczyć się dają sztuk różnych. Żaden koń nie nadaje się żołnierzowi w tak krótkim czasie jak srokaty, nadewszystko, gdy pod wiérzch użyty, daje się łatwo nauczyć tego, by bez uwiązania stał w miejscu i na stanowisku, gdzie się go, zsiadłszy, postawi; co dowodzi, że ta maść była z dawna łagodnie, starannie i z ręki chowana, że pojmuje stosunki ludzkie i jest rozumnie karną.
W srokaciźnie są te maści u znawców najwyżéj cenione, które z natury swojéj najdaléj od siebie legły, a więc przedewszystkiém konie karo-srokate, po nich idą gniado-srokate, daléj kasztanowato-srokate, bułano-srokate, siwo-srokate i najpodlejsze myszato-srokate. Co zaś do saméj srokacizny, i tu zachodzą znaczne bardzo różnice. Czém regularniejsza srokacizna, tém niezawodnie koń lepszy; równy czapraczek ciemnéj maści na białéj lśniącéj skórze należy do doskonałości, zwłaszcza jeżeli przytém jest głowa ciemnéj maści i nogi w dół od kolan ciemne, róg czarny, a ogón wzdłuż od krzyża na poły biały, na poły ciemny, do największéj zaś perfekcyi należy już w karych srokaczach, jeżeli na białych płatach znajdują się zrzadka krągłe kare centki owalowego kształtu, jak na tarancie; bo taka srokacizna świadczy o przekształceniu trzech ras różnych i zejściu się trzech maści najbardziéj od siebie odległych, to jest maści tarantowéj, maści siwéj, któréj pierwotnie nie było w naturze, i maści karéj, która najdaléj od siwéj leży. — Błędem w srokatym koniu jest, jeżeli ma od uda w dół białe nogi — takie konie bowiem bywają do grudy bardzo skłonne, w użyciu miękkie i miękkiego ścierwa — jeżeli ma biały róg, który zwykle gośćcowaty bywa, nadzwyczaj suchy i szczypki; nie mają tego jednakowoż za błąd, żeby róg był wzdłuż drobno-prążkowato-srokaty, byleby był twardy i połyskujący; błędem jest w końcu, jeżeli mają zierkate lub tak zwane porcelanowe oczka. Koń przykréj srokacizny trzy lub więcéj kolorowéj bywa miękki lub narowisty; koń porcelanowego oczka nietrwały i krótkowidzący, dla tego czasem lękający się wszystkiego przed sobą na ziemi, lubo do ognia i wody odważny bywa.
Ktoby się chciał dochować koni srokatych, niech szuka ogiera, któryby był mało ale bardzo regularnie i jeżeli można, karo, skarogniado, lub przynajmniéj zawsze ciemno-srokaty, a niech z nim nie styka ani klaczy siwych ani dzikiéj maści. Srokacizna ma to do siebie, że się w pokoleniu powiększają płaty białe; szczególniej idzie to po klaczach, że źrebięta z nich urodzone, mają coraz większe płaty białe po nogach: dlatego wypada rozradzać srokaciznę z ogiera srokatego, któryby miał jak najmniejszą strzałkę i niewięcéj jak jednę i to zadnią lewą nogę białą po pęcinę. Cechą niezawodnie szlachetnéj rasy będzie zawsze, jak mówiłem, regularny czapraczak ciemny albo biały, chociaż ciemnemu na tle białém dają pierwszeństwo. — Srokacze różowéj skóry są bardzo łagodne i pojętne, ale srokacze czarnéj spodniéj skóry i twardego ogona (co siłę krzyża oznacza) są to konie największych zalet i największéj trwałości w téj maści.
W dobiéraniu regularnéj srokacizny nie trzeba się koniecznie oglądać na rasę — gdzieś to wyżéj i dawniéj od jednéj krwi poszło zalety lubią się i odradzać i powracać przy poprawie krwi i to dowoli; zawsze jednakowoż trzebaż się trzymać téj zasady, aby poczynając hodować srokate konie, zaczynać od małosrokatych, to jest, aby ciemna maść przeważała, mianowicie na głowie i nogach, bo z każdém pokoleniem będą się powiększały płaty białe i niema obawy, żeby się urwała srokacizna na braku białéj sierści.
Tak zwane murzynki nie należą właściwie do srokatych koni wyradzają się one z maści siwéj, z dereszów i z żelaznéj maści, nie mają żadnego związku z maścią srokatą; a że rasy te są od niéj bardzo odległe, nie radziłbym nigdy tych maści zbliżać do siebie.III.O maściach i odmianach w koniach.Ledwo że te artykuły w świat poszły a jużciż rekryminacje: „Zkąd on wié więcej o tarantach i srokatych koniach od nas? gdzie rękojmia, że tak jest, jak mówi?“
Moi Panowie! Zkąd o tém wiem? wszakżem mówił że z tradycyi! Gdzie rękojmia? — W doświadczeniu! Że z upadkiem chowu koni u nas i stad krajowych zatraciliście tradycye gospodarskie, to rzecz bardzo naturalna. Że z doświadczenia wieków nie chcecie korzystać, czyjaż to ma być wina?
Mówiłem to już poprzednio, że tradycyjna hippika jest składem odwiecznych doświadczeń i skutkiem właściwego daru obserwacyi w narodzie, który od wieków dzielne chował konie.
Tradycye te żyją pomiędzy ludźmi znawcami, między właścicielami stad, między ludźmi chodzącymi koło koni; czegoś można się było i w wojsku, czegoś i z staréj księgi nauczyć, czegoś i na jarmarku. Nie są to nowe rzeczy, o których piszę, i owszem cała ich i jedyna jest zasługa, iż nie są nowe, ale na odwieczném doświadczeniu oparte; a jeżeli się czasem jakaś prawda przedrze z życia do pism naszych, czyliż to ma tak obrażać? I owszem, nieśmy to drugim w dobréj wierze, co nam w dobréj wierze dano, a na tém zyska tylko rzecz.
Zapytuję się tedy: Któż szczérzéj i sumienniéj badał naturę konia, czy ten, co znając wielkie i mądre drogi Opatrzności pytał się niejako natury przez wieki o każdą własność konia, o każdy kształt i ruch jego, o znaczenie jego maści, o każdą odmianę w niéj, o każdy znak na koniu położony? — czy ten, co zmarnowawszy puściznę dziadów i tradycyę rycerskiego narodu zatracił i stada zmarnotrawił, a dziś przypisując w koniu wszystko ślepemu przypadkowi lub sprytowi europejskiego makiniona, chce restauracyą stad krajowych rozpocząć od sprowadzania koni z zagranicy i uważa to za ujmę honoru, jeżeli się ktoś z boku poważa, patrząc na tę swawolę, odezwać półgębkiem?
Nie zważając tedy na te gadaniny, prowadzimy naszą rzecz daléj w duchu rozpoczętym, i powiémy dziś o maściach i odmianach w sierści.
Po srokatych i tarantowatych koniach następuje tu przeto, według tradycyjnéj hippiki, wytłómaczenie wszelkich innych maści i znaków w koniach, tudzież wytłómaczenie odmian białonogich, łysych, strzałkowanych, wytłómaczenie chrapek, gwiazd i odwrotów na koniu.
Zafarbowanie sierści pochodzi od większéj lub mniejszéj ilości żółci, która się w koniu wyrabia, we włosach przetwarza i maść koniowi daje; że zaś większa lub mniejsza ilość żółci, którą organizm wyrabia, wpływa stanowczo na naturę konia i na jego własności, ztąd téż uważano maść w koniu za wskazówkę własności jego, ztąd zmienia się częstokroć maść z wiekiem, a nawet podług paszy i pory roku w koniu, lub przybiéra pewne odmiany w miarę tego, jak organizm więcéj lub mniéj żółci wydziela.
Maść tedy u konia nie jest zupełnie obojętną rzeczą, a od wieków uważano sierść gniadą, która środek w maściach wszystkich trzyma, za najpiérwszą i najlepszą; jakoż gdzie się konie starannie hodują, tam przeważa zawsze maść gniada, która z jednéj strony w skaro-gniadéj sierści przechodzi w maść wroną, z drugiéj strony w cisawą. W sierści téj rozróżniają następujące odmiany jasno-gniadą, złotą, skaro-gniadą, gniado-jabłkowatą, gniado-pleśniwą. Z tych za najgorszą mają znawcy jasno-gniadą, zwłaszcza, podpalałą, tj. gdy noga, nozdrze i brzuch przypłowsze bywają — znak to niedobry. Najlepszy złoto-gniady, zwłaszcza, gdy grzywa, ogon, nogi i uszy coraz bardziéj czernieją. Gniado-jabłkowaty bywa pilny i dobry, mocny, czasami w uporze, przy najeżdżaniu lub w przygodzie do złamania trudny, zawsze jednak między gniadémi ceniony i ledwo że nie najlepszy. Gniado-pleśniwy jest do wszystkiego sposobny a zwłaszcza żołnierzowi bardzo potrzebny — im ciemniejszy tém lepszy. Skaro-gniady bywa wytrwały, silny i rozumny. Maść gniada w powszechności ręką i miarą chodzić lubi. Łagodnością i głaskaniem do prowadzenia lepsza niż ostrością, pamięta długo to, czego się nauczy — ztąd krzywdy jéj robić nie trzeba. Z gniadych najweselszy złoty, najłagodniejszy jasno-gniady, skaro-gniady, gdy utarty, bezpieczny, jabłkowaty nie do zdarcia. Maść to bardzo lubiona, trwała i robocza. Nadzwyczajnych rzeczy nie miéwa, albo tylko w jabłkowatéj i złotéj odmianie, ale wszystko ma, czego potrzeba; bo gniady chowa się łatwo, łatwo go dobrać, łatwo najeździć i do wszystkiego użyć można.
Konie maści kasztanowatéj nie stanowiły właściwie dawniéj osobnéj sierści, ale jedne policzano do gniadych, drugie do cisawych, i tu już wchodziły także konie izabelowate i wszystkie bułane.
W ubarwieniu sierści kasztanowéj przeważa żółć, ztąd więcéj narowu i złości w téj sierści, ztąd są niecierpliwe i niemiłe w wędzidle, niespokojne do siadania, łechczywe w karku, w łydce i w ogonie. Dzielny kasztan potrzebuje bardzo spokojnéj ręki, dobrego jeźdźca w siedzeniu, małego ciężaru zrazu, kiedy się bierze do wozu. Potrzebuje zawsze jednéj ręki — raz źle użyty lub znarowiony długiego potrzebuje czasu, żeby się poprawił i tylko w dobrém ręku się poprawi. Gniéw lub dzielność jeźdźca lub woźnicy nie udziela się żadnemu koniowi tak bardzo, jak kasztanowatemu. Kiedy inny od gniewu i chłosty karnieje, to on się gniewem człowieka zapala, hardzieje coraz bardziéj i szalone robi rzeczy; ztąd tylko swojemu siadać na kasztana, kiedy dzielny i wielkiego rodu, a i ten nigdy znać nie będzie, co mu zrobić może.
Jeżeli kasztan jest jabłkowaty, bywa twardszy, bo nie tyle zły i łechczywy, a zawsze lepszy, czém ciemniejszy i w sierści i w jabłkach; podobnie jak rudowacizna w téj sierści, w grzywie i w ogonie lub w pojedyńczych dłuższych rudych włosach, przerzucających się po całéj skórze kasztanowatéj należy już do najgorszych znaków w téj maści.
Po kasztanowatéj idzie sierść cisawa. Konie téj maści są w ogólności tego samego przyrodzenia co kasztanowate. Czém czerwieńsza cisowacizna, tém złośliwsze i niepewniejsze, trudne do użycia, bo im się wielkiéj dzielności zachciewa. Jeśli co dobrego czynią, to tylko z własnéj woli i fantazyi — niestałe i narowiste, trudzą się téż prędko; a czego się nauczą, zapominają rychło. Do biegu bywają skore i biegu żartkiego, ale nie na długą metę. W téj maści bywają takie odmiany: jasno-cisawy, mało że nie czerwony — ten ze wszystkich cisawych złośnik największy i prawie nigdy nie pójdzie ręką; bo gdy dzielniejszy, pełen narowu, gdy podlejszy, kaléczeje, zawsze nie dobry dla jeźdźca i dla ludzi, co koło niego chodzą. Daléj cisawy o śniadéj grzywie, takimże ogonie i ciemnéj prędze przez krzyż: ten natury dobréj, wytrwały i pracowitszy, gdy się z jeźdźcem zna. Trzeci bywa ciemno-cisawy, a ku temu z ciemną pręgą przez krzyż i ciemno-jabłkowaty. Sierść taka należy już do osobliwości i miéwa wielkie przymioty. Na takim to koniu dowodził król Jan pod Wiedniem — zwał się on „Pałasz“.
Czwarty w końcu bywa cisawo-pleśniwy, który tém lepszy, czém się więcej białego włosu po cisawéj sierści przerzuca: taki koń trwały, dobry i bezpieczny. Jak już samo mówi przysłowie: „Cisawo-pleśni wy, rycerzom szczęśliwy.“
Maść izabelowata rzadka, gdy czysta, a w koniu dzielnym wielkiéj zalety. Osobne téż stada chowano téj maści, aby ją utrzymać w jednéj mierze i czystości.
Konie tej sierści bywają wielkiéj duszy użyte pod wiérzch, wielkiéj wspaniałości, kiedy w cugu idą — jeden wspoziéra na drugiego i górno się niesie; narów tu nieznany, karać się nie dadzą, pochlebiać im trzeba, bo się znają na sobie. Dzielność w nich zawsze jedna, czy z dziedzińca w bramę, czy z drogi przed ganek, tylko w drodze z niemi biéda, bo powoli jedzą i tylko z wysokiego żłobu; koni małych nie cierpią, ztąd, jak napadną gdzie, i zagryzą; kucyk przy nich nie może chodzić i strach przy izabelowatym na wyrostka, gdyby na kucu siedział, bo go sięgnie zadem przez drugiego konia, albo nakryje przodem. Izabelowaty zna się na rzędzie, na szorze i okazyi; czém szor i rzęd bogatszy, czém większa okazya, tém górniéj się niesie; zawsze dopisze, gdy trzeba, w największéj wrzawie i natłoku spokojny i wspaniały; odważny ale nie junak; w kalwakacie czy w boju jeden, lubi łakocie, potrzebuje pieszczoty, lubi muzykę i najłatwiéj go się ujeździ, gdy mu przygrywają, ale rozumnéj potrzebuje ręki, a gdy pryskać zacznie, to już źle.
Mniéj nawet godne konie w tej sierści mają podobne zalety, ztąd lubią w wojsku wachmistrze a przy stadach stadniczowie jeździć na izabelkach.
Bułana sierść w powszechności ani wielkich wad ani wielkich zalet nie ma; często miękkiego ściérwa, to téż prędko spada i prędko się poprawia w ściérwie.
Bułany dobry do orczyka, gdy ma szerokie czoło, szeroko i równo między uszyma, a jest rozpartego zadu; dobry także na podjezdka, bo ostrożnie koło chartów idzie, zapala się za źwiérzem, a czujny, gdy na poszczuciu i stanowisku stoi; w szeregu zaś karny. Bułany tém gorszy, czém jaśniejszy, zwłaszcza jeżeli ma rybie lub wilczate oko, jeżeli grzywa i ogon jednéj maści z felem. Do piękniejszych odmian należą bułanki lśniąco-masłowate, z białemi jak śniég grzywami i ogonami; te bywają bardzo łagodne, pojętne, wesołe, bez złości i narowu: ztąd téż wsadzano na nie wyrostki i niewiasty, bo jak się chodów i zwrotów wyuczą, i bez wędzidła i bez wprawnéj ręki, na cmoknienie lub znak robią wszystko karnie i względnie, choć jeździec temu nie praw.
Więcéj jeszcze cenioną odmianą jest bułany o czarnéj grzywie i czarnym ogonie, a gdyby do tego przyszły uszka jak u lisa czarno postrzyżone, czarne nogi i chrapy, ciemna pręga przez krzyż i ciemne lub czarne jabłka po zadzie — to już nie mieć go nawet za bułanka, bo dzielniejszych koni w żadnéj maści nie bywa: ale bardzo rzadko się zdarza, żeby się te wszystkie dobre znaki w jednym koniu znalazły, częściéj, że pojedyńczo.
Bułano-jabłkowaty, jakieby jabłka nie były, bywa zawsze trwały, pracowity, cierpliwy, ale rzadko skory, częściéj tępy i małego pojęcia.
Sierść siwa bardzo chwalona w powszechności, jak już samo mówi przysłowie:
Siwy tém lepszy, czém ciemniejszy, bo więcéj krwi miewa, a następujące odmiany rozróżniają w tej maści: siwo-jabłkowatą, prese białą, siwo-gorczyczkowatą, mrozowatą, dropiatą, i w końcu szpakowatą.„Kto nie miał siwego,
Ten nie miał żadnego.“
Siwo-jabłkowaty najlepszy, zwłaszcza jeżeli jabłka w czarne lub w niebieskie biją i są foremne a niezbyt wielkie i zad osypują. Konie takie bywają wytrwałe, drożne, robocze i bezpieczne.
Koń prese biały, co z wiekiem nie chwyta tatarki, białéj lub różowéj skóry i białego rogu bywa — jest spojrzenia dziwnie pięknego, wspaniały i do izabelowatych z natury podobny. Maść to monarsza, ale dziwnie delikatna, potrzebuje ciepła i wielkiego starania, podległa chromotom i różnym chorobom; ztąd tylko w najdzielniejszych koniach i w wielkich stajniach poszukiwana, ale dla szlachcica i żołnierza niesposobna, jak już samo mówi przysłowie:
„Biały cały albo wszystek dobry i chrobry, albo wszystek pies.“
Gdyby zaś biały miał skórę czarną i czarny róg — to nietylko w téj maści nie bywa dzielniejszych koni, ale mało w któréj; bo takie konie są wytrwałe, z wiekiem przybywa im dzielności; w gorącym harcu, czém dłużéj trwa, tém większego nabiérają ognia, płatami oblatuje z nich piana i czarna skóra wychodzi na wiérzch, tak iż biały poszedł do harcu a sino-żelazny wychodzi z niego. Konie o czarnéj skórze wielkiej są dzielności ale bardzo rzadkie.
Siwo-gorczyczkowate konie bywają znowu trojakiéj odmiany z czarną gorczyczką i te bywają dobre; z czerwoną gorczyczką mniéj piękne i nie tyle cenione, zwłaszcza jeżeli się takowa przerzuca po nozdrzach i chrapach, znamionuje to hardość, niepotrzebną podniosłość i krnąbrność w koniu; ale jeżeli się zdarzy jak gdyby grubym bobem osypany koń z rzadka, gdyby nadto jeszcze miał takież znaki na pęcinach, jak od pęta, toż na kolanach pręgi, a po sobie znaki, jak gdyby szramy od cięcia — to już wielki ród znamionuje i w lada koniu się nie znajdzie choćby był nie bardzo urodziwy, takiego chowaj, bo wszystkie chody zrobi w miejscu i nie tylko na wolnym placu, ale w klatce stojąc.
Sierść mrozowata, to jest, gdy wrona sierść z białą się nie pomięsza, ale gdy są w czystości obok siebie — dobry to znak, zwłaszcza gdy głowa, uszy, ogon i grzywa są czarne: nazywają takiego murzynkiem. Koń taki nigdy złym nie bywa, ale jest rzadki.
Dropiata maść zdaje się najmniej cenioną w siwéj sierści, zwłaszcza jeżeli drop ma żółte, złote lub czerwone oko: taki bywa mdły i słaby, dziki i narowisty. Lepszy, gdy ma oko czarne, a najlepszy z dropiatych ten, co jest jabłkowaty; w powszechności jednakowoż nie mają dropie wielkiéj famy.
Szpakowata maść, miła na oko, ale nie wielkiéj cnoty, jak już sama mówi przypowieść:
Szpak póki młody, dzielny — ale z laty, w miarę jak bieleje, wołowacieje i nikczemnieje. Lekkorób, wielkiego potrzebuje oka i pilnego starania, a lada czém w niwecz się obraca.„Nad siwego w świecie nie ma,
Szpaczek chwyci, lecz nie wstrzyma“.
Maść w końcu wrona niewielkich jest zalet, jakoż u nas nie bardzo lubiona: kare konie nie mają miłości do siebie, a czego człek nie kocha, tego i chować nie powinien.
Kary zimny, wołowaty; trwały wprawdzie, ale z tysiąca jeden dzielny i wesoły, chyba żeby miał foremną łysinkę i był białonóżka na wszystkie cztéry.
Z karych najlepszy wrony, gorszy myszaty, a najgorszy popielaty, i tém gorszy, czém jaśniejszy. Pręga przez grzbiet i ciemniejsze nogi poprawiają trochę rzecz w tych odmianach, zawsze jednakowoż uważany jest myszaty za narowistego a popielaty za mdłego. Myszaty, jeżeli dzielny, nabywa łatwo wady; jeżeli tępy, nie można z niego zdjąć bata.
Ze wszystkich wronych najlepszy ten, co kawczéj maści bywa, zwłaszcza, jeżeli jest lekko oprószony siwym włosem.
Karego nie mają wprawdzie za nieszczęśliwego konia, a jednak jest wojskowa przypowieść:
„Na wronym nie jedź do boju, a gdy cię zpieszą, nie siadaj na kasztana“.
Tyle tedy o różnych maściach koni według tradycyjnéj hippiki. Co się tu o znaczeniu każdéj maści w powszechności rzekło, ma się rozumiéć o każdéj, jeżeli jest bez żadnych innych odmian i znaków; jeżeli zaś przybywają nagłówne, nożne i felowe odmiany i znaki, w sierści i skórze — zmienia to znacznie naturę konia: bo te znaki są, według zdania znawców, wyższego znaczenia i znamionują jeszcze inne rzeczy i własności w koniu obok maści.
Z nagłówkowych znaków idzie naprzód łysina. Łysina podługowata, która brwi znaku nie dotyka a nie kończy się nad nozdrzami, ale wązko na chrapy przechodzi, dobrze świadczy o koniu, również podobna strzałka, która piórami niby na czoło przypada a grotem ku chrapom, znamionuje rycerskiego konia.
Łysina szeroka, która oczu i brwi sięga, znak to w koniu gnusności ducha i lenistwa ciała, ale zarazem długiego żywota.
Koń białéj mordy i taki chrap — znak głupstwa i miękkości: taki bywa niepowodny i prędko szwankuje.
Gwiazdka foremna nie wielka a jasna i srébrnego włosa na czole, jest znakiem dobréj natury w koniu, wielkiego serca i wielkiéj cnoty — zwłaszcza gdy się z taką odmianą dobry znak nożny łączy, to o takim koniu najlepiéj sobie wróżyć można, ale w połączeniu ze złemi nożnemi znakami mało co i jasna gwiazda poprawi.
Gwiazdka i chrapka biała źle znaczy: koń taki miły i łagodny bywa, ale przypadkom podległy.
Famy gwiazdka bez innych odmian jest znakiem wesołości w koniu i czystego dowcipu, a im foremniejsza tém większego.
Do nagłownych jeszcze znaków policzają kość széroką i płaską między uszyma, która oznacza konia spokojnego, trwałego i roboczego. U innych koni bywa kość ostra między uszyma a nawet wyraźny guz: konie takie bywają bardzo skore, rącze i żartkiego biegu, do skoków wyśmienite i tém więcéj sposobne, czém większy guz: ale nie bywają tyle wytrwałe, co konie płaskiéj kości i szerokich między-uszy.
Przystępując do tłómaczenia nożnych znaków, poczynamy od nazwania każdéj nogi.
Przednia prawa noga zwie się „wyskoczną“, bo koń ujeżdżony wyskakuje tą nogą przodem, gdy z kopyta ruszy.
Lewa przednia noga zwie się „grzebną“, bo tą nogą wygrzebuje sobie koń w stepach paszę z pod śniegu.
Prawa zadnia noga zwie się „{{roz|włoczn]]ą“, bo około niéj ciągnie się włocznia w szeregu czy w stadzie.
Lewa w końcu zadnia zowie się „siadaną“, bo z téj strony wsiada się na konia i od niéj przerzuca się nogę. Cały téż lewy połeć konia zwie się „wsiadanym“.
„Po siadanéj stronie“ leży moc i złość konia, na siadaną stronę bierze koń na kieł — ztąd też wsiadając na konia od lewéj strony i ważąc się w strzemieniu, ma go się do razu w mocy; nazywają także lewy połeć konia „wytocznym“, bo po téj stronie bywa wytok upięty, a prawy nazywają „odwłocznym“, bo po téj stronie nosi i wlecze się włocznia.
Przytaczamy tutaj tych kilka wyrazów, by dać dowód, jak już sam język świadczy tu o rzeczy, o hodowli koni i głębokiém zapatrzeniu się na istotę przedmiotu, kiedy dziś niczego nazwać nie umiemy, chociaż czasem nawet wiemy, o co chodzi.
Otóż w nożnych znakach znaczy „biała wyskoczna“ konia spokojnego, powolnego, sposobnego do nauki, ale często podległego przypadkom, bo już z przyrodzenia jest ta noga słabszą od grzebnéj, przez ubielenie słabnieje więcéj a więcéj jeszcze przez najeżdzanie, gdy się siłę konia, „na włocznią“ przekłada i podnosi.
Biała grzebna noga małego poważania u znawców, bo przez ubielenie osłabia się koń w najtęższej nodze swojéj, na któréj cwałuje, kiedy jest wolny.
Biała włocznia noga, chociaż się taki koń pokazuje w czynieniu naręczny, uchodzi za hardego, a nadewszystko nieszczęśliwego i takiego nie brać do wielkiéj okazyi: konia takiego nazwano „odwłoczkiem“ i jest przysłowie wojskowe:
Jakoż ze wszystkich nożnych znaków w koniu nie ma tak dobrego, jak gdy koń ma białonóżkę siadaną, nie wyżéj ubieloną jak po kostkę, bo taki i czystego serca i dobréj a wesołéj fantazyi i wielkiego biegu, i więcéj zawsze zrobi, niż może, a nadewszystko, że taki szczęśliwy!„Siadany uciecze,
Odwłoczek powlecze.
Jeżeli obie przednie białe, odwłocznia i siadana, zwłaszcza gdy na czole gwiazdkę miewa, tém lepszy, byle nie miał nóg przednich białych, a najbardziéj prawéj.
„Koń w pończoszkach“ tj. na cztéry białonogi, znak to bardzo dobrego umysłu i fantazyi dobréj, ale łatwo szwankuje i chromieje; chyba, żeby miał łysinę foremną, wówczas to wielką znamionuje dobroć.
Jeżeli koń ma „wyskoczną i odwłoczną białą“, tedy niebezpieczny i małéj ceny; jeżeli ma obie „wytoczne“ białe, mało co lepszy.
Jeżeli na krzyż ma białe nogi, od wyskocznéj do siadanéj, to już lepszy, ale także nie wiele wart, bo się związać lubi.
Jeżeli ma grzebną i odwłoczną białą, nieszczęśliwy i niebezpieczny a szwank z takiego konia pewny; jeżeli w końcu obie wytoczne białe, nie lepszy i ścigać się lubi, zawsze jednak na krzyż, aniżeli połciem, białe nogi lepsze. W każdym razie białość nie ma przechodzić nad pęciny — im wyżéj białość sięga tém gorzéj, im niżéj tém lepiej, a dobroć lub złość według nogi — zawsze jednakowoż poprawia foremna łysina lub gwiazdka cnotę w koniu, albo białonóżka siadana.
Zdarza się, że dłuższy włos pokrywa odmiany a krótszy całego konia — i to już zły znak, bo odmiany wszelkie mają być krótszą i lśniącą się sierścią pokryte, krótszą niż cały koń, w przeciwnym razie oznacza to w koniu ród podły.
Co o sierści, tóż samo znaczy się o rogu. Jeżeli róg u białonogich biały, zawsze źle i o tyle ubywa im wartości — nawet zresztą przy dobrych znakach nożnych.
Koń bez żadnéj odmiany jednostajnéj jest natury: pracowity i do nauki sposobny, ale bez fantazyi a często hardy i uporny.
Koń oczu jaskrawych, wielkiego białka, albo gdy biały lub siwe miéwa w oku miasto czarnego, krom tego, że szpetny, miéwa kurzą ślepotę, a na śniegu, zwłaszcza w dzień jasny, mało co albo nic nie widzi.
Po nagłownych i nożnych znakach idą w końcu znaki felowe, znamionujące w koniu krew dobrą i ród szlachetny. Tu wypada rozróżnić naprzód odwroty czyli piórka orle od wichrów czyli wirów, ale nie od tych wirów, które ma każdy koń na czole, na gardzielu, na uszach, na pępku i bokach, ale od tych wirów, które się po innych miejscach znajdują na koniu. W największéj cenie miane jest orle piórko czyli odwrót podłużny, a tém wyżéj cenione, czém dłuższe i równiejsze, po obu połciach konia równéj długości i w tém samém miejscu. Dobre orle piórko gdy na czole, po obu stronach wzdłuż szyi, dobre, jeżeli ich więcéj jest, gdy w nieparzystéj liczbie, na grzbiecie, wpodle samego rzepia, słowem wszędzie tam, gdzie go koń okiem zajrzéć nie może. Znak to szczęśliwy i wielki!
Mniejszej już ceny wiry i wichry, zawsze jednak dobrze świadczą o koniu i jego rodzie, byle się nie znajdowały blizko serca lub na sercu, ale tam, gdzie koń o nich wiedzieć nie może.
Na tych trzech artykułach kończę objaśnienia do Mohorta, ulegając wielu żądaniom. Jeżeli ktoś to miejsce dla rozpraw hippicznych za niestosowne uważać zechce, niechaj rozważać raczy, że z tego stanowiska odpowiedzieć musiałem, z którego mnie zapytano, uważając każdą nową pracę zawsze za list do starych przyjaciół.
