Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/243

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Siedmiu na wartę, po dwóch przed namiotem,
Na krótkie straże — reszta na spoczynek!”

— Otóż to lubię! — rzekł wesoło Książę —
Gdy jest komenda, to i dobrze będzie!
A Mohort na to: „Jakoś to się zwiąże,
Niech tylko książę z konia już zesiędzie.”

I nie ubiegła może i godzina,
A już podano śniadanie ze młyna —
Na prędce zbito z kilku tarcic stoły,
A z drugich kilku ławy przyrządzono,
Wiarus kucharzył z młynarką na poły,
I obozową ucztę zastawiono:
Barszcz był wyborny, a baran był z rożna,
I jajecznica a arcy-wielmożna.
Bo przystrojona wieńcami kiełbasy,
A był do tego i podpłomyk świéży,
Kubek gorzałki i kufelek miodu,...
Sztuciec i łyżkę jeszcze w owe czasy
Miał każdy z sobą zwyczajem żołniérzy;
A więc nie było kłopotu ni głodu.

Po tém śniadaniu Mohort pchnął cichaczem
Kilku posłańców i pachołków konnych
Do monastéru, by nie brakło na czém,
I w zaprosiny do dworów postronnych.
I rzekł do księcia: „Ha wprawdzie pospołu
Nie zjadłem z księciem jeszcze beczki soli,
Lecz jeźli łaska, zjemy razem wołu,
I beczkę miodu wypijem powoli!”

W koło namiotu tok był wystrugany,
I jaworowym liściem usypany,