Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/244

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

I sam ksiądz Rektor jeszcze przed wieczorem
Przybył z zapasem i klasztornym dworem,
Z miodem, i ze mszą, i przywiózł specyały,
I ów turecki namiot okazały.

Nazajutrz zrana już marszałek księcia
Nadciągnął z kuchnią i całym taborem,
I było więcéj co chwila zajęcia,
Bo nawet Panie przybyły wieczorem...
I do stu osób siadało do stoła,
I trzy dni trwała gościna wesoła.

Sam dziś już z tego nie umiem zdać sprawy,
Jak można było w stepowym futorze
Wyprawiać takie uczty i zabawy,
I podejmować jak na pańskim dworze
Z taką łatwością piérwszych ludzi kraju:
Że nikt się z gości ni skrzywił, ni pieścił,
Że się gdzieś każdy niezgorzéj pomieścił.
Jak się to działo? — nie wiem — lecz się zdaje,
Że cały sekret leży w obyczaju.

Szlachetne były proste obyczaje,
A szlachetnemu nic nie bywa krzywe,
A prostéj duszy wszystko jest poczciwe;
Więc téż umiano wszystkiego tam użyć,
A jak rozumiem, umiano i służyć.

Człowiek był wszystkiém, reszta wszystko niczém,
Ztąd gdy w świat patrzał poczciwém obliczem,
Podnosił wszystko w górę do téj miary
Szlachetnéj duszy i do dobréj wiary,
Jaką się w życiu i w sumieniu rządził,
I nią téż ludzi i wypadki sądził....