Strona:PL Pol-Dzieła wierszem i prozą.djvu/245

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Gdy się bawiono, każdy chciał zabawy,
Więc się nią zajął, i nikt się nie nudził,
A że obyczaj dawał wiele wprawy,
Ztąd téż zabawą nikt się nie utrudził,
Ale umiano zająć każdą chwilę,
I każdą rzeczą zatrudzić się mile;
Jedno ukochać a drugie wysławić,
Ot krótko mówiąc: umiano się bawić.
A więc gdzie padło, w pałacu czy w borze,
Wszystko szło gładko — więc i na futorze
Z obecnych gości nikt nie myślał o tém,
Żeby być mogło lepiéj lub inaczéj.
Gdy każdy kontent, a gospodarz raczy.

Książę i Mohort stali pod namiotem,
I tu straż stała, bo to swoją drogą
Szła służba służbą — Marszałek załogą
Stanął we młynie z całym księcia dworem;
Wszyscy panowie pod szopą taborem;
Rektor z piwnicą mieścił się w stebniku,
Licząc gąsiory i butle w kąciku;
A wszystkie panie sypiały pokotem
Pod owym sławnym tureckim namiotem,
Co był pod Wiédniem niegdyś jeszcze wzięty,
A w Kalinowym lasku dziś rozpięty.

Więc książę Józef, jak gospodarz drugi,
Sam się marszałkiem dworu Pań mianował,
Cały oddany Damom na usługi,
Wszystkiém tak zręcznie w chwili pokierował,
Że były rade i pełne wdzięczności:
„Bo gotowalnia cała do Jejmości.”

Sam zaś gospodarz choć miał oko wszędzie,
Tylko Panami znowu się zajmował,